Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Katyń 10 kwietnia 2010

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
    Ja gdzieś ostatnio czytałem ,że dezinformacja ruskiego wywiadu liczy kilka tysiący osób na całym świecie.Zajmują się między innymi puszczaniu różnych wrzutek prasowych w różnych zakątkach globu.W Niemczech zapewne też.
    zgadza się ...ale nie zmienia to faktu, że znów mówi się o Smoleńsku a nie omija tematu.W takim razie jest szansa, że nie tylko wywiad będzie się bawił tematem a inne media też ...
    Lepiej zapalić świeczkę, niż przeklinać ciemność.
    Konfucjusz

    Komentarz


    • Ja powiem tylko jedno - nie wierzę, że tak doświadczony dziennikarz jak Gmyz dałby wpuścić się w maliny jak małe dziecko. W tak poważnej sprawie nie korzystałby z niepotwierdzonych źródeł. Jeśli zdecydował się na napisanie i puszczenie tego tekstu, musiał mieć pewne informacje od sprawdzonych informatorów.

      W całej sytuacji najbardziej dupy dał Wróblewski - najpierw puszcza artykuł na pierwszą stronę, pisze, że to co napisali jest sprawdzone, po czym odpuszcza. Rozumiem, że przestraszył się, zabrakło mu jaj, ale tym samym wystawił na śmieszność gazetę oraz samego Gmyza. Jeśli powiedziało się A, trzeba umieć powiedzieć B.

      Czekajcie cierpliwie, te informacje się potwierdzą, kwestia czasu.
      Io di notte ti sogno sempre, e di giorno canto per te,
      quando in campo c'e la Juventus, tutto il resto e niente per me!

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Pan Kamil Zobacz posta
        Ja powiem tylko jedno - nie wierzę, że tak doświadczony dziennikarz jak Gmyz dałby wpuścić się w maliny jak małe dziecko. W tak poważnej sprawie nie korzystałby z niepotwierdzonych źródeł. Jeśli zdecydował się na napisanie i puszczenie tego tekstu, musiał mieć pewne informacje od sprawdzonych informatorów.

        W całej sytuacji najbardziej dupy dał Wróblewski - najpierw puszcza artykuł na pierwszą stronę, pisze, że to co napisali jest sprawdzone, po czym odpuszcza. Rozumiem, że przestraszył się, zabrakło mu jaj, ale tym samym wystawił na śmieszność gazetę oraz samego Gmyza. Jeśli powiedziało się A, trzeba umieć powiedzieć B.

        Czekajcie cierpliwie, te informacje się potwierdzą, kwestia czasu.
        Ja sądzę, że w sprawie Gmyza jeszcze ciąg dalszy nastąpi.Wierzyć mi się nie che, że dziennikarski świat jest całkiem durny.Raczej wierzę, że ich sprzedajność to była kwestia ceny i tchórzostwa...z tonącego statku jednak szczury zawsze uciekają...ciekawe czy tuskoland stać na przepłacenie szczurzarni aby nie broniła np.Gmyza lub nadal robiła z siebie debili skoro i tak społeczeństwo zaczęło myśleć...i to szybciej niż się spodziewano ?
        Lepiej zapalić świeczkę, niż przeklinać ciemność.
        Konfucjusz

        Komentarz


        • Zamieszczone przez Pan Kamil Zobacz posta
          Ja powiem tylko jedno - nie wierzę, że tak doświadczony dziennikarz jak Gmyz dałby wpuścić się w maliny jak małe dziecko. W tak poważnej sprawie nie korzystałby z niepotwierdzonych źródeł. Jeśli zdecydował się na napisanie i puszczenie tego tekstu, musiał mieć pewne informacje od sprawdzonych informatorów.

          W całej sytuacji najbardziej dupy dał Wróblewski - najpierw puszcza artykuł na pierwszą stronę, pisze, że to co napisali jest sprawdzone, po czym odpuszcza. Rozumiem, że przestraszył się, zabrakło mu jaj, ale tym samym wystawił na śmieszność gazetę oraz samego Gmyza. Jeśli powiedziało się A, trzeba umieć powiedzieć B.

          Czekajcie cierpliwie, te informacje się potwierdzą, kwestia czasu.
          Też tak uważam. I pozwolę sobie dodać, że o ile Kaczyński w nerwach mógłby coś niepotrzebnego chlapnąć, o tyle jest zbyt doświadczonym zawodnikiem, żeby walić takie teksty na przygotowanej konferencji prasowej. On miał 100 procent pewności, że to co mówi jest prawdą, więc artykuł Gmyza co najwyżej dodał coś do jego wiedzy, a nie był jedyną przesłanką, na której się opierał.
          "Jak się wyrosło w komunizmie, to nie można było nie mieć antykomunistycznego nastawienia"

          WOLNOŚĆ dla JANUSZA WALUSIA!

          Komentarz


          • Zamieszczone przez fankaKibiców Zobacz posta
            zgadza się ...ale nie zmienia to faktu, że znów mówi się o Smoleńsku a nie omija tematu.W takim razie jest szansa, że nie tylko wywiad będzie się bawił tematem a inne media też ...
            W tym przypadku chodziło mi głównie o ślady środka znieczulającego we krwi.

            Komentarz


            • NASZ NEWS! Ujawniamy dokument – opis analizy przeprowadzonej 26 kwietnia 2012 roku, na obecność materiałów wybuchowych na szczątkach rządowego TU-154 M. Dokument opublikował na swoim blogu profesor Kazimierz Nowaczyk, ekspert parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską.

              Portal Niezalezna.pl i „Gazeta Polska Codziennie” informowały już wielokrotnie o przeprowadzonych przez amerykańskie laboratorium badaniach na zlecenie Stanisława Zagrodzkiego, którego kuzynka Ewa Bąkowska zginęła w katastrofie smoleńskiej. Eksperci w USA badali m.in. fragment pasa bezpieczeństwa oraz część rękawa koszuli. I stwierdzili na pierwszym z nich obecność śladów trotylu.



              Prof. Kazimierz Nowaczyk na stronie Naszeblogi.pl ujawnił opinię po badaniach amerykańskich naukowców. Treść dokumentu nie pozostawia wątpliwości. We wnioskach opublikowanych przez profesora Nowaczyka czytamy:

              "Podczas gdy ekstrakt z prόbki rękawa koszuli nie wykazał obecności materiałόw wybuchowych, trzy prόby przeprowadzone na ekstrakcie z pasa bezpieczeństwa wykazały obecność T.N.T. (2,4,6-trinitrotoluen, trotyl). Test został powtόrzony po 24 godzinach i dokonano w tym czasie dokumentacji fotograficznej".

              „Wyniki uzyskane drogą szybkiego testu terenowego wskazują na możliwy kontakt pasa bezpieczeństwa z materiałem wybuchowym T.N.T. Badanie przy użyciu technik analitycznych, takich jak spektrometria mas jest konieczne dla potwierdzenia zaprezentowanych tu wynikόw wstępnych, ktόre wskazują obecność T.N.T. w materiale testowanym”.

              http://niezalezna.pl/34416-oto-dowod...yl-w-tupolewie
              http://niezalezna.pl/uploads/foto/20...nia-trotyl.jpg
              Ostatnio edytowany przez berserk; 12216.
              #MuremZaBonusem

              Komentarz


              • Inne portale też już informują o sprawie, vide: http://wpolityce.pl/wydarzenia/39760...y-obecnosc-tnt

                Jedno jest pewne. Sprawa zainaugurowana tekstem Gmyza jest otwarta i moim zdaniem rozwojowa (możliwe że w dłuższej perspektywnie czasu, ale jednak), i jak sądze jeszcze nie jeden zwrot nas tu czeka...
                Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
                - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
                Zapamiętał.

                Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

                Komentarz


                • Długie, ale gorąco polecam - chyba najlepszy aktualnie bloger salonu 24 - Rolex

                  SZEŚĆ MIESIĘCY REKIETU


                  Swój tekst dotyczący najsłynniejszej jak się wydaje pary ostatniego dwudziestolecia, to jest Trotylu i Nitrogliceryny, pisałem we wtorek przed południem, a wiec po opublikowaniu w Rzeczpospolitej informacji o znalezieniu dużej ilości śladów materiałów wybuchowych na różnych elementach wraku Tu-154, a przed całym dalszym ciągiem, to jest: konferencją Zespołu Parlamentarnego, konferencją prokuratury wojskowej, dementi Rzepy, częściowego dementi dementi Rzepy, mową wieczorową Tuska. Wypada dzisiaj spojrzeć na całe to wydarzenie z perspektywy kilkudziesięciu godzin, bo wtedy, we wtorek byliśmy (my publicyści) zaskakiwani zmieniającymi się scenariuszami.

                  Skąd moja teza z wtorkowego przedpołudnia, że mamy do czynienia z „wrzutą” obliczoną na skompromitowanie i Zespołu i śledztwa?

                  Z prostego przekonania, że jeżeli, załóżmy, jesteśmy specjalistą od mafii samochodowej i podążamy tropem gangu „Łysego”, który jest mistrzem szczególnie zuchwałych i wyrafinowanych technicznie kradzieży na zamówienie luksusowych wozów, i stajemy wobec faktu znalezienia w szopie Astona Martina V12 Vantage coupe, z drzwiami bezczelnie wywalonymi brechą, z przewodami spiętymi na krótko, tapicerką ze śladami wymiocin i pustą butelką po gorzale, to myślimy sobie: „każdy, ale nie „Łysy”, bo jakkolwiek wielkim bandytą „Łysy” by nie był, to swoją metodę ma, i pewnie szczyci się w półświatku swoim własnym złodziejskim wyrafinowaniem.

                  No ale potem się „posypało”. Przeanalizujmy...

                  Najpierw mieliśmy posiedzenie Zespołu, na którym padło kilka, jak na mój rozum, bardzo istotnych deklaracji (nie tylko na samym posiedzeniu, ale również w trakcie wywiadów z nim związanych). Po pierwsze padło kilkukrotnie zadane pytanie, jak bliscy ofiar byliby w stanie przyjąć do wiadomości nieokreślony zakresu polskiego współudziału w wydarzeniach 10 kwietnia 2010. Ten wątek był dla mnie dosyć przełomowy, bo dotychczas prace Zespołu kierowały naszą uwagę w kierunku strony rosyjskiej, jako wykonawcy zamachu; nawet jeśli nie explicite, to tego typu konkluzja wynikała, moim zdaniem z całości informacji udzielanych przez Zespół.

                  Po drugie padły dwa bardzo istotne (znów: moim zdaniem) oświadczenia Pani Generałowej Błasikowej, a ze takie uznaję upublicznienie faktu, że służby (jak zrozumiałem wojskowe) wywierały na Panią Błasik presję w sprawie Jej udziału w działaniach nakierowanych na wyjaśnianie tajemnicy wydarzeń 10 kwietnia, a po drugie, że Jej mąż – Generał Błasik - nigdy nie ufał oficjalnej wersji wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Mirosławcem. No jak dla mnie Pani Generałowa dokonała tymi dwiema uwagami identyfikacji grupy, którą ja w swoich analizach nazywam „Graczem”, to jest: „związku przestępczego o charakterze zbrojnym, złożonego z byłych (lub obecnych) funkcjonariuszy i oficerów polskich służb specjalnych”.

                  Kolejnym istotnym elementem było otwarte nazwanie wydarzeń 10 kwietnia morderstwem dokonanym na polskiej delegacji przez Prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. Owszem, samo narzuca się tutaj hipoteza o działaniu pod wpływem wzburzenia i emocji, ale ja osobiście dokonałem we własnym zakresie falsyfikacji tej hipotezy, choćby pod wpływem uważnego wysłuchania (i obejrzenia) wywiadu, jakiego Pan prezes udzielił Pani redaktor Katarzynie Gójskiej-Hejke. Otóż Pan prezes nie był ani wzburzony, ani nie wyglądało na to, by wypowiadał się pod wpływem jakichś nadzwyczajnych emocji, a w każdym razie nie takich, które mogłyby zakłócić zdolność logicznego formułowania myśli.

                  A więc mamy kolejny fakt: „prezes największego polskiego, opozycyjnego ugrupowania otwarcie oskarża o dokonanie zabójstwa 96 członków polskiej delegacji z prezydentem RP i całym sztabem Wojska Polskiego, nie pozostawiając żadnych wątpliwości”. Biorąc pod uwagę, że dotychczas Pan prezes unikał takich jednoznacznych deklaracji, obarczając co najwyżej rząd Donalda Tuska i jego urzędników karygodnymi zaniedbaniami, mamy tutaj sytuację jakościowo nową. Zakładam, że Pan prezes wie, co mówi, i że nie jest typem polityka, który podłożyłby siebie, swoje ugrupowanie, oraz dokonania Zespołu w tak dziecinnie prosty i łatwy do ośmieszenia sposób; ergo: zakładam, że Pan prezes ma wiedzę, której ja nie mam, i która wykracza poza wiedzę ujawnioną tak w Rzeczpospolitej, jak i na konferencji prasowej prokuratorów.

                  Przypominam, że zarówno Cezary Gmyz, autor artykułu, jak i Pan prezes Kaczyński spotkali się z Prokuratorem Generalnym Seremetem ZANIM postawili lub podtrzymali (odpowiednio w artykule i na konferencji prasowej oraz w trakcie wywiadu) swoje tezy.

                  Po trzecie mieliśmy oświadczenie jednego z członków bliskich ofiar, który oświadczył, że przekazał do analizy próbki pochodzące z odzieży i wyposażenia samolotu dwóm niezależnym ośrodkom poza granicami RP; jedna z nich (jak zrozumiałem) wykazała obecność materiałów wybuchowych, wyniki drugiej są jeszcze nieznane, ale po ich zwróceniu zostaną upublicznione wraz z podaniem nazw ośrodków, które badania wykonały.

                  Po czwarte mieliśmy okazję wysłuchać oświadczenie prokuratora Szeląga. To było bardzo dziwne oświadczenie, i po jego przeanalizowaniu doszedłem do wniosku, że jego celem było takie formułowanie tez, by nikt w przyszłości nie mógł z powodu tych tez postawić prokuratorowi Szelągowi jakichkolwiek zarzutów. Proszę zauważyć, prokurator zaprzeczył (tak jak zapewne od niego oczekiwano), ale zaraz potem nie wykluczył. Co by się nie okazało, zawsze znajdzie się talki element w wystąpieniu prokuratora Szeląga, który będzie zgodny ze stanem faktycznym.

                  Po piąte mieliśmy wystąpienia premiera Tuska, oraz cały szereg innych wystąpień. Po stronie rządowej (oraz publicystów lub blogerów sympatyzujących) dominował pogląd, że mieliśmy do czynienia z de facto zamachem stanu, próbą obalenia legalnie funkcjonujących władz Rzeczpospolitej i zamachem na Jej instytucje. Trochę to dziwne z perspektywy dziennikarskiej kaczki, błędu, pomyłki „tabloidu”, etc... Nie przypominam sobie, by zdementowana w kilka godzin informacja NIEPRAWDZIWA doprowadziła do gwałtownej zmiany władzy.

                  Ciekawym elementem było natomiast najpierw przyłączenie się Palikota do tezy o wykryciu ładunków, a potem gwałtowne zdystansowanie się od niej.Uprawdopodobnienie się tezy o wykryciu ładunków wybuchowych oznacza przemeblowanie na scenie politycznej. Palikot, który ma przyjaciół w kręgach, które ja kojarzę z „Graczem” musiał mieć wiedzę, że taka teza będzie najprawdopodobniej uprawdopodobniona, a po tym, jak w ciągu dnia doszło do kontrakcji, zmienił front. Pamiętajmy, że w przypadku przemeblowania na polskiej scenie politycznej, „panowie” będą nadal chcieli mieć swoją reprezentację, choćby po to, by mieć dostęp do różnego rodzaju komisji i kancelarii tajnych, a więc by wiedzieć, co się święci. Moja teza: przed południem Palikot dostał polecenie zaokrętowania się na ewentualne nowe rozdanie, po południu wobec częściowego niepowodzenia akcji, dostał polecenie wycofania się na z góry upatrzone pozycje.

                  Wszystko to razem skłania mnie do postawienia głównej tezy, że na wraku Tu-154 w Rosji, oraz na jakichś jego innych elementach, które przez różne osoby w różnym czasie zostały wywiezione zagranicę i tam poddane badaniom są wyraźne i nie pozostawiające wątpliwości ślady dużych ilości dość prymitywnych (biorąc pod uwagę współczesne technologie wojskowe) substancji wybuchowych.

                  A co to oznacza?

                  Po pierwsze to, że państwo rosyjskie nie uważa wykrycia owych substancji za zagrożenie dla własnych interesów. Jak już zdążył mi donieść nieoceniony kolega Nurni, który wykonuje dla mnie ochotniczo prasówkę mediów rosyjskich (ja nie znam aż tak dobrze rosyjskiego, więc piękne dzięki), już tego samego dnia w mediach rosyjskich pojawiła się już kiedyś przepowiedziana przeze mnie narracja: „jeśli były ładunki wybuchowe, to podłożone w Warszawie”.

                  Z czym mamy tutaj do czynienia?

                  Otóż z tym, że to, czy oskarżający palec zostanie skierowany na bliżej nam jeszcze nie znany „związek przestępczy o charakterze zbrojnym, złożony z byłych (lub obecnych) funkcjonariuszy i oficerów polskich służb specjalnych” zależy dzisiaj od Kremla.

                  Co więcej, ustami polskich prokuratorów Kreml dał wyraźnie do zrozumienia, kiedy ów palec ewentualnie się na tę grupę nakieruje, bądź nie. Sześć miesięcy.

                  To znaczy, że dano tej grupie sześć miesięcy na wykonanie takich, nałożonych przez Kreml zadań lub działań, by nakierowany nie został. I to jest groźne.

                  Nie ma w tym momencie większego znaczenia, czy trotyl wraz z nitrogliceryną był spleciony z tragicznym losem polskiej delegacji, czy też nie. Ważne, że znajduje się on TERAZ (lub nie) na szczątkach wraku, i ważne, że przy takim zdefiniowaniu materiału wybuchowego nie ma możliwości nie obciążenia polskich służb specjalnych już WSPÓŁUCZESTNICTWEM w ewentualnym zamachu. Z tego prostego powodu, że nawet gdyby próbować przerzucić odpowiedzialność na Rosjan i próbować stawiać hipotezę, że zainstalowanie trotylu odbyło się w Samarze, to nie ma możliwości, by tego typu ładunek nie został wykryty na różnych etapach podróży zagranicznych różnych polskich delegacji na różne ważne spotkania i wydarzenia międzynarodowe bez szerokiego działania osłonowego służb polskich
                  . A jeśli uznamy, że służby innych państw chroniąc swoje najwyższe władze dokonują zabezpieczeń miejsc ich pobytu pod kątem zagrożenia terrorystycznego, to w zasadzie (chociaż tego nie twierdzę kategorycznie) miejsce zainstalowania ładunku wybuchowego zawęża się nam do Warszawy.

                  Jak Państwo pamiętacie podzieliłem scenę wydarzeń politycznych w Polsce po 10 kwietnia 2010 pomiędzy cztery postacie: planistę, gracza, hazardzistę, ofiarę.

                  Wróćmy na chwilę do zaproponowanego przeze mnie modelu i spróbujmy dokonać opisu rzeczywistości posługując się tą właśnie siatką pojęciową.

                  Planista (a on jak pamiętamy ma prawie wszystkie karty w ręku) przystąpił do realizacji scenariusza „Zamach w Warszawie”, a tym samym odstąpił od ścisłego trzymania się dotychczas wspólnie uzgodnionej wersji o „wypadku”, która zadowalała wszystkich uczestników zdarzeń, oprócz ofiary. Póki co dał Graczowi (i Hazardziście) sześć miesięcy czasu na dokonanie takich działań, by przywrócić obowiązywanie „umowy dotyczącej zamachu”. Z czego wynikała zmiana strategii na rzecz jasna wcześniej zaplanowany wariant zerwania umowy pierwotnej?

                  Z powodów wewnętrznych i zewnętrznych. Po pierwsze nie udało się doprowadzić ani do pełnej pacyfikacji opozycji, ani do przekonania dużej części opinii publicznej do wersji, która zadowalała planistę. W głównym nurcie prasy zachodniej zaczynają pojawiać się informacje o wątpliwościach związanych z przebiegiem zdarzeń 10 kwietnia; powstał szeroko kolportowany film „Plane Crash”, ewidentnie narzucający hipotezę przebiegu wydarzeń, i mam na myśli scenariusz CAŁEGO filmu, a nie jego ostatnich dziesięciu minut, a więc przebiegu CAŁEGO EKSPRYMENTU, a nie jedynie WYNIKÓW EKSPERYMENTU.

                  Udowodnienie zastosowania wysoce zaawansowanej techniki wojskowej nie pozostawia miejsca na wątpliwości; odnalezienie śladów jej zastosowania wskazuje na Moskwę. A na to Kreml nie może sobie pozwolić.

                  Gracz znalazł się w potrzasku. Jak dotąd, olbrzymim wysiłkiem, udało mu się częściowo zneutralizować zagrożenie, ale prokuratorzy wojskowi, nawet oni, zachowawczo grają na remis, czego dowodem ich wystąpienia, a to znaczy, że nie są pewni (a zapewne wiedzą tyle samo, co wie prokurator Seremet, Jarosław Kaczyński, i redaktor Gmyz) jak potoczy się dalszy rozwój wypadków.

                  Hazardzista również znalazł się pod ścianą, i choć przypominam, że według mojej teorii jego rola ograniczała się jedynie do zaakceptowania faktu zawieszenia procedur obronnych w celu doprowadzenia do ośmieszenia przeciwnika politycznego, niemniej konsekwencje spotkają go takie same, jak rzeczywistych wykonawców, bo nic go nie usprawiedliwia. Hazardzista to nie tylko część ośrodka rządzącego, ale również większa część mediów głównego nurtu. Uprawdopodobnienie się faktu obecności trotylu na szczątkach wraku, bądź nawet szczątkach znajdujących się w państwach trzecich (choć tu zauważmy, że siła takiego dowodu jest słabsza, bo strona postawiona pod ścianą może zawsze kwestionować autentyczność próbek) wysadza post-peerel w powietrze, bo nie sądzę, by Palikotowi (czy szerzej – ośrodkowi Dużego Pałacu) udało się wskoczyć w ostatniej chwili na wózek z nowym rozdaniem utrzymując choćby przyczółki. We wtorek Palikot, zaskoczony rozwojem sytuacji, się z niego wymiksował.

                  I jeszcze jedna rzecz na koniec. To co się dzieje, właśnie teraz, nie musi mieć żadnego związku z faktycznym przebiegiem wydarzeń 10 kwietnia 2010 roku. Natomiast stanowi element jak najbardziej realnej rzeczywistości politycznej. Nawet gdyby do września 2012 roku na elementach wraku Tu-154 żadnych śladów substancji wybuchowych nie było, to teraz są, a w każdym razie nie mam najmniejszych wątpliwości (biorąc pod uwagę zachowanie się wszystkich aktorów wydarzeń i to, o czym szumią wierzby), że były tam wtedy, kiedy polscy śledczy uzbrojeni w najwyższej klasy aparaturę przybyli do Smoleńska spokojni, że nic takiego tam nie znajdą (inaczej by nie jechali). Wot, sztuczka! Mamy pasztet, ale lepszy pasztet niż wszechogarniające kłamstwo.

                  Uprzedzam jednak przed niedocenianiem tych wszystkich sił w Polsce, które znalazły się dzisiaj w potrzasku.
                  http://hekatonchejres.salon24.pl/460...esiecy-rekietu
                  My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                  Komentarz


                  • Gen. Roman Polko, o śmierci chorążego Remigiusza Musia, technika pokładowego z jak-a:

                    "Choć jestem bardzo sceptyczny wobec wszelkich spiskowych teorii i takich wychodzących poza zakres normalnego myślenia, ale w tej sytuacji, jak w żadnej innej uważam, że trzeba bardzo gruntownie zbadać całą sprawę. Jest coś bardzo zagadkowego w tym, ze ktoś o tak twardym charakterze, jak wojskowy, nagle schodzi do piwnicy i popełnia samobójstwo przez powieszenie. Dodatkowo, samobójstwo to popełnia człowiek, który wykazał się odwagą, bo mówił na temat katastrofy smoleńskiej inne rzeczy niż te, które dałyby mu święty spokój. Mówił, to, co widział, co słyszał, myślał samodzielnie i nie stosował się do tej ogólnowojskowej zasady - „Nie wychylaj się, to będziesz miał święty spokój”.

                    Całość:




                    http://wiadomosci.wp.pl/kat,18011,ti...f744&_ticrsn=3
                    Jestem Polakiem - więc mam obowiązki polskie.

                    Komentarz


                    • Foxx : Bardzo realny scenariusz.

                      Polecam każdemu ten tekst.

                      Komentarz


                      • " Współpraca z Rosjanami układa się bardzo dobrze "...

                        http://wpolityce.pl/artykuly/39782-r...yl-w-smolensku

                        Kilka miesięcy temu opublikowałem informację o tym, że polscy śledczy w pierwszych godzinach po katastrofie smoleńskiej zostali odcięci od możliwości badania jej przyczyn. Informacja stała się powodem do wielu ataków na autora i podważania wiarygodności tej relacji. Dziś publikuję w całości wpis człowieka, który tam był.

                        środa, 31 października 2012

                        skrępowane ręce polskich śledczych

                        Kilka dni temu napisałem o zaskakujących zdarzeniach jakie miały miejsce z udziałem naszych śledczych na lotnisku Siewiernyj kilka godzin po katastrofie rządowego Tu 154. Dziś dodam do tego coś jeszcze.

                        Wieczorem 12 kwietnia 2010 roku kolejny raz uciąłem sobie pogawędkę z jednym z naszych ekspertów przybyłych z kraju aby badać okoliczności katastrofy. Powiem tylko, że był to wojskowy. Człowiek ten opowiedział mi szczegóły pewnego zdarzenia, którego był bezpośrednim uczestnikiem. Otóż, kiedy wraz z innymi członkami polskiej ekipy przekopywali się przez to, co zostało z Tu 154, jeden z naszych znalazł dokumenty Lecha Kaczyńskiego i, jak twierdził wojskowy, prezydencki telefon. Nie trzeba chyba tłumaczyć jak ważne było to znalezisko. Kiedy nasi próbowali zabezpieczyć przedmioty do akcji błyskawicznie wkroczyli Rosjanie. Kategorycznie zażądali oddania dokumentów i telefonu. Wywiązała się ostra dyskusja. Nasi nie mieli zamiaru niczego oddawać, przekonywali, że przedmioty należące do polskiego prezydenta są naszą własnością i powinny trafić w polskie ręce. Rosjanie nie ustępowali. Według relacji wojskowego, między Polakami i Rosjanami doszło do poważnego spięcia.W jego trakcie nikt nie przyszedł naszym ekspertom z pomocą. Nie myślę tu oczywiście o pomocy fizycznej a o dyplomatycznej. Nasi dyplomaci widocznie zajęci byli ważniejszymi sprawami. Ostatecznie Polacy, przymuszeni oddali wszystkie znalezione rzeczy.

                        Zbulwersowani działaniami Rosjan, jeszcze w Smoleńsku, polscy śledczy napisali pełen oburzenia list adresowany do swoich przełożonych. W liście poskarżyli się na to wszystko czego byli świadkami i uczestnikami. Opisali wszystko to o czym pisałem i ja. Według relacji wojskowego pismo na pewno adresowane było także do kancelarii premiera i do szefa ABW. I co, i …cisza. Ślad po tym piśmie powinien przecież gdzieś być.

                        Nie wiem po co Rosjanom dokumenty polskiego prezydenta (mogę tworzyć jakieś holywoodzkie scenariusze, ale nie ma to większego sensu)? Domyślam się natomiast dlaczego tak bardzo zależało im na jego telefonie.

                        Opisane zdarzenia oprócz tego, że bulwersuje daje asumpt do myślenia.

                        Skoro w pierwszych, niezwykle istotnych godzina po katastrofie polscy śledczy zamiast pracować tkwili zamknięci na lotnisku Siewiernyj a kiedy pozwolono im działać byli pod ciągłą „opieką „ Rosjan i gdy coś znajdywali, musieli przekazywać wszystko stronie rosyjskiej, to znaczy, że był to starannie zaplanowany i realizowany scenariusz wydarzeń. Ktoś zadecydował, że każdy, nawet najdrobniejszy przedmiot należący do każdej z osób podróżujących Tupolewem jest ważny i kiedyś może się przydać.Telefony, aparaty, laptopy, dokumenty, elektronika, wszystko to znalazło się w rękach rosyjskich służb. (Interesujące w tym temacie są także informacje o ingerencji w karty aparatów fotograficznych).

                        Na wszelkie zarzuty o jakość śledztwa strona rosyjska zazwyczaj odpowiada, mniej więcej tak: Skoro samolot rozbił sie na rosyjskiej ziemi a postępowanie toczyło sie w oparciu o konwencje chickagowską, to własnie my jesteśmy jego gospodarzem i my ustalamy zasady. Takie ujęcie sprawy jest oczywiście bardzo wygodne. Z opisanej przeze mnie sytuacji jasno jednak wynika, że w pierwszych dniach po katastrofie nie chodziło o żadne procedury a o to aby uchwycić w ręku wszystkie sznurki.

                        Domyślam się, że takich sytuacji było więcej. Rosjanie mieli więc absolutną kontrolę nad naszymi działaniami.Polskim służbom obecnym na lotnisku Siewiernyj po prostu skrępowano ręce. Obserwując to co dziś dzieje sie w tym temacie, odnoszę wrażenie, że ktoś sprawnie pociąga za sznurki, które kiedyś pochwycił.

                        p.s. Rosyjskie gazety grzmią. Co dzieje się w tej Polsce?! Znów awantura, znów o zamachu, znów Kaczyński!

                        Autor: Przemek Wojciechowskio 05:01



                        Rosyjskie błoto - śledczy pod kluczem

                        Kompromitacja goni kompromitację. Kompromitują się ludzie a w konsekwencji instytucje państwa. Zastanawiam się, co jeszcze trzeba zepsuć aby Polacy doszli do przekonania, że polskie państwo to właściwie wielka kompromitacja, że państwa już nie ma?

                        Na tym gruncie sprawa pomylenia zwłok prezydenta Kaczorowskiego już być może nikogo nie szokuje, nie dziwi a ludzie przechodzą nad tym do porządku dziennego. Stało się, trudno. Instynktownie unikają przykrego tematu. Winnych tej żenady po stronie rządu czy MSZ – tu oczywiście nie będzie, no może jakiś urzędniczyna niskiego szczebla straci premię. Może się okazać - kolejny raz, że winnym będzie ktoś z rodziny, bądź przyjaciel, który w kostnicy pomylił ciała. Ktoś z władzy oczywiście o tym zaświadczy.

                        Czy właśnie o to chodzi, aby ludzie stracili wszelkie zainteresowanie sprawą katastrofy i nawet najbardziej oczywiste zaniedbania i fakty stały się im obojętne?

                        Proces zobojętniania, zastraszania i sznurowania ust ludziom, którzy mają wątpliwości rozpoczął się zaraz po tragedii.

                        Kilka godzin po tym jak Tupolew runął w błoto, w Smoleńsku wylądowali polscy specjaliści z prokuratury, KBWL, ABW, ŻW i inni. Nie od razu jednak mogli przystąpić do wyjaśniania przyczyn tragedii. Nie mogli, bo im tego stanowczo zabroniono! I, ku zaskoczeniu nie zrobili tego Rosjanie a przedstawiciele naszej ambasady w Moskwie!

                        Słowa które wtedy usłyszeli śledczy brzmiały mniej więcej tak: „Po co tu przylecieliście, nie macie czego tu czego szukać, to był wypadek i nic tu po was, wypierd…ć..”. Zabrano telefony i zakazano wykonywania jakichkolwiek czynności! Przez kolejnych kilka godzin trzymani byli pod kluczem na terenie lotniskua Siewiernyj!

                        Wiem o tym wszystkim, bo tę historię, przy kieliszku ciepłej rosyjskiej wódki, opowiedzieli mi właśnie polscy śledczy, którzy ostatecznie pracowali na lotnisku Siewiernyj. Tak się składa, że mieszkaliśmy w jednym motelu, przy drodze prowadzącej na lotnisko. Po pierwszym dniu pobytu, zwyczajnie zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Muszę dodać, że nie są to ludzi skorzy do dzielenia sie wiedzą na temat swojej pracy, szczególnie z dziennikarzami. Jednak poziom zdenerwowania i niezrozumienia tego co ich spotkało, po ludzku spowodował, że podjęli rozmowę ze mną.

                        Przez kolejne dni mojego pobytu w Smoleńsku jeszcze przynajmniej kilka razy rozmawiałem z ludźmi z ŻW. Wciąż byli zszokowani i rozgoryczeni. Nie rozumieli postawy pracowników naszej moskiewskiej ambasady. Nie rozumieli jak można oddać Rosjanom pełną kontrolę nad śledztwem i to na kilka kluczowych godzin po katastrofie? Przecież wciąż szukano ciał najważniejszych ludzi w kraju. Wśród tysięcy części Tupolewa tkwiły również komputery, telefony, notatki należące do Prezydenta RP i natowskich generałów. Także te ściśle tajne. Co w nich było? Co znaleźli Rosjanie? Tego możemy się jedynie domyślać. Małą wskazówką może być jedynie fakt o którym 13 maja 2010 roku napisał Washington Times . Kilka godzin po katastrofie dowództwo NATO zadecydowało o natychmiastowej zmianie kodów do bezpiecznej komunikacji satelitarnej.

                        Mimo tego niezrozumiałego „przywitania”, polscy śledczy poprosili naszych dyplomatów o pomoc . Na miejscu potrzebowali przecież samochodów, pieniędzy, wsparcia organizacyjnego. Przecież wskoczyli do samolotów praktycznie tak jak stali. Informacja o katastrofie w Smoleńsku zaskoczyła ich tak samo jak wszystkich Polaków.

                        Według tej samej relacji nasi dyplomaci odmówili im jakiejkolwiek pomocy Kiedy już dopuszczono Polaków do wraku widziałem, jak przedstawiciele polskiego państwa poruszali się po Smoleńsku samochodami rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych. Oczywiście nie sami a w asyście różnej maści oficerów. Rosjanie kontrolowali więc każde posuniecie naszych przedstawicieli. Nasi nie mogli zrobić niczego, co nie uszło by uwadze Rosjan. Każdy znaleziony przedmiot przez polskich śledczych na miejscu katastrofy nie trafiał w nasze ręce a w ręce przedstawicieli rosyjskich służb. Kilka razy doszło na tym tle do nerwowych spięć a nawet szarpaniny. Taka kontrola, przynajmniej w jednym przypadkach miała niezwykle istotne znaczenie.

                        O tym napiszę jednak później.
                        Kraków jest jak pryzmat, przez który pięknieje Ojczyzna.

                        Komentarz


                        • Ja jeszcze o "samobójstwach"
                          W dzisiejszych( ale nie tylko) czasach odpowiednie naciski psychiczne na określoną osobę po jakiś czasie doprowadzą do targnięcia się na swoje życie.
                          I nawet najlepsza technologia i technika nic nie wykaże bo sprawa jest "czysta".
                          Każdy ma rodzinę, dzieci i dla wyszkolonych służb to nie jest problem wjeżdżać na psychę i sugerować rozwiązanie problemu.
                          A nad tym wszystkim: nad nami, ziemią i chmurami, po północnej stronie
                          nieba pędził dziwny Wielki Wóz... królowała, wspaniała, jedyna, zaczarowana
                          Wielka Niedźwiedzica.

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
                            Długie, ale gorąco polecam - chyba najlepszy aktualnie bloger salonu 24 - Rolex


                            http://hekatonchejres.salon24.pl/460...esiecy-rekietu
                            podbijam
                            TYLKO LEGIA

                            Komentarz


                            • Jadwiga Staniszkis w WSI24.

                              Mam nadzieję ,że w końcu ludzie nauczą się wychodzić ze studia i w ten sposób nie wyrażać zgody na ataki dziennikarzy z Wiertniczej.Chodzi o wykrzykiwanie różnych tekstów i notoryczne przerywanie wrzaskiem w momencie gdy gość zaczyna mówić coś, co jest nie na ręke prowadzącemu.

                              Prowadzącym był Piotr Marciniak.

                              Wg niego nie ma żadnych wskazówek ,że w Smoleńsku był wybuch.Świadczą o tym jakieś "badania".

                              Komentarz


                              • http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,tit...f74d&_ticrsn=3

                                Komisja zbada okoliczności publikacji artykułu w "Rzeczpospolitej"

                                Osoby odpowiedzialne za ukazanie się artykułu "Trotyl we wraku tupolewa" poniosą daleko idące konsekwencje, jeżeli okaże się, że wprowadziły czytelników w błąd - poinformowali Rada Nadzorcza i właściciel dziennika "Rzeczpospolita" Grzegorz Hajdarowicz.

                                "Jesteśmy przekonani, że w przypadku potwierdzenia źródeł informacji oraz zasadności publikacji powinniśmy chronić zarówno źródła osobowe, jak i samych dziennikarzy. Jednak jeśli okaże się, że nie dochowano standardów wykonywania zawodu dziennikarza, a tym samym wprowadzono w błąd czytelników 'Rzeczpospolitej', osoby za to odpowiedzialne poniosą daleko idące konsekwencje" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym w piątek na stronie internetowej "Rzeczpospolitej".

                                We wtorek "Rzeczpospolita" w artykule "Trotyl we wraku tupolewa" napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny.

                                Członkowie Rady Nadzorczej i Hajdarowicz poinformowali, że postępowanie wyjaśniające w sprawie publikacji już się rozpoczęło.

                                Hajdarowicz oraz członkowie Rady Nadzorczej, Dorota Hajdarowicz, Marek Dworak i Jarosław Knap, napisali też, że w ciągu najbliższych dni z najwyższą starannością zbadają wszystkie aspekty związane z publikacją, a wyniki swoich prac przedstawią opinii publicznej.

                                Po publikacji artykułu prokuratura wojskowa zaprzeczyła ustaleniom dziennika. Wskazała, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, ale też ślady wielu innych substancji. Według prokuratury dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych.

                                W związku z kontrowersjami, jakie wywołała publikacja, redaktor naczelny dziennika "Rzeczpospolita" Tomasz Wróblewski oddał się w środę do dyspozycji Rady Nadzorczej. Do jej decyzji będzie na urlopie. Wróblewski przekazał obowiązki szefa redakcji swojemu zastępcy Andrzejowi Taladze.

                                Grzegorz Hajdarowicz, właściciel spółki Gremi Media, jest właścicielem 100 proc. Presspubliki, która wydaje m.in. dziennik "Rzeczpospolita", tygodnik "Uważam Rze", jest też właścicielem portali internetowych.

                                Publikacja "Rzeczpospolitej" spowodowała poważne poruszenie na scenie politycznej. Prokuratura wojskowa zaprzeczyła rewelacjom gazety. Autor tekstu Cezary Gmyz utrzymuje, że jego tekst jest rzetelnie udokumentowany i odrzuca krytykę.
                                Nie dotykaj forum, bo cię curva zmiecie z planszy
                                -------------
                                Jedynie prawda jest ciekawa

                                Józef Mackiewicz

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X