Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Katyń 10 kwietnia 2010

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta

    Cały event otwierał Kurski z GazWybu.

    Przywitał zebranych takimi oto mniej więcej słowami :

    Cieszę się ,że możemy się tu spotkać i porozmawiać o czymś innym niż opadła smoleńska mgła.


    Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, jazda salonu z takimi tekstami będzie na porządku dziennym oraz.. w pełni uzasadniona i mająca swoje potwierdzenie w wizerunku jaki przybrał PiS. Czekali na to.

    Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
    Pierwszy raz w życiu jestem nieomalże zachwycony felietonem Łysiaka (on widocznie też kryptosalon ). Jeszcze milej, że uczepił się zwłaszcza groteskowego i kłamliwego Wencela.
    Skoro nawet Łysiak jedzie już tak grubo, z perspektywy swojej "rezydencji z kości słoniowej" ( made by RAZ ) no to.. jest jakaś doza optymizmu.
    Ostatnio edytowany przez Slyboots; [ARG:4 UNDEFINED].
    "Kiedyś chodziło o to, żeby czegoś dokonać, teraz o to, żeby być kimś"

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Mazurek
      Wróżono mojej osobie wielką karierę na Czerskiej albo w innym TVN i akurat wtedy, zamiast skorzystać, musiałem wyjechać do Gruzji. Co za pech!

      To, że mój tekst „Nie pójdę więcej pod Pałac” wywoła żywiołowy zachwyt skromnych zasobów obozu niepodległościowego, przewidziałem. Jak donoszą przyjaciele, wzięła mnie w obroty choćby pewna diwa trzeciego obiegu i piątej klepki, jazgotliwa starsza pani, prawicowa odpowiedniczka Waldemara Kuczyńskiego oraz całkiem liczne grono blogerów, których niestety nie kojarzę.

      Wszystkich ich informuję, że mój pisk z przedpokoju został zauważony, a transfer do „Krytyki Politycznej” jest w toku. Podobno „Rzeczpospolita” ma za mnie dostać Cezarego Michalskiego i tuzin długopisów.

      Ciekawszy jednak i cokolwiek zdumiewający był zachwyt sporej części salonu. Widocznie przeczytał on tylko drugą część mojego artykułu, co przyjmuję ze zrozumieniem, bo trudna sztuka literacji jest w odwrocie. Ale dobrze się stało, bo nigdy przedtem (i zapewne nigdy potem) nie byłem tak fetowany.

      Co prawda Kuczyński przestrzegał przed przyjmowaniem mnie w swoje szeregi (panie Waldemarze, bez obaw, pańska pozycja szalonego plwacza jest niezagrożona), ale portal Lisa, w chwili wolnej od promocji orlenowskich parówek, uznał mój tekst za obiecujący. Zaproszono mnie do TVN, chciał ze mną rozmawiać „Newsweek”, docenił ks. Sowa, gratulacje przesłał Zbigniew Hołdys, dzwonił Marcin Meller…

      Ech, wszystkim wam szczerze dziękuję (i z serca spod Kaukazu błogosławię), ale zagubiona owieczka jest jednak starym, upartym baranem, gestu wyciągniętej ręki docenić nie potrafi.

      Najbardziej wzruszył mnie jednak Seweryn Blumsztajn, człowiek, który już od jakiegoś czasu nie rodzi, za to nieustannie, no mniejsza z tym, co on nieustannie robi. Otóż odkrył on nagle, „że obaj jesteśmy ludźmi”. Połechtany niezwykłym awansem gatunkowym zrozumiałem, że prawdziwy homo sapiens (z certyfikatem Blumsztajna) musi krytykować pisowską tłuszczę i jej odrażającego wodza.

      Ale nadal nie łapię, kiedy człowieczeństwo zamiera? Już wtedy, gdy krytykuje się arbitra elegancji z plastikowym fiutkiem w dłoni, czy dopiero gdy podaje się w wątpliwość kult słońca? Słońca Peru rzecz jasna.

      I, panie Sewerynie, czy jak za rok pojadę na mszę na Wawel, to nadal będę choć typem człekokształtnym?
      "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

      Komentarz


      • No to Mazurek postawił przysłowiową kropkę na "i"

        Komentarz


        • Nie ma się co cieszyć (to do Z) z pocisku w stronę GP,ponieważ ewolucja "prawicy" w stronę U RZ dla środowiska kibiców nie będzie dobra(teksty np Magierowskiego,czy Mirosława Żukowskiego U.RZ 7(54)/2012) mówią jednoznacznie o ich podejściu do kibiców.(Żukowski był bardzo kontent że super puchar się nie odbył) Co do felietonu Łysiaka puenta jest taka(jak pisałem kilka stron wcześniej), wróg jest wspólny i lepiej łączyć niż dzielić...
          Ostatnio edytowany przez LajtowyL; [ARG:4 UNDEFINED].

          Komentarz


          • Mazurek Mistrz
            Lubię sobie jebnąć posta.

            „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
            St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

            Komentarz


            • Wklejam długą, ale ciekawą wypowiedź jednej z ciekawszych postaci w ruchu narodowym, Roberta Winnickiego, na temat Smoleńska.
              Nie ze wszystkim się zgadzam, ale warto się zapoznać.
              Może ktoś będzie chciał się odnieść.

              Największy paradoks obchodów rocznicy katastrofy: środowiska, które najbardziej oburzają się, że nie było nas 10 kwietnia pod pałacem prezydenckim, to jednocześnie zazwyczaj ci sami ludzie, którzy robią wszystko, żebyśmy się tam nie znaleźli. Smoleńska centroprawica zniechęca do udziału młode pokolenie narodowo i niepodległościowo nastawionych Polaków, urządzając partyjny spektakl.

              Kwestia smoleńska ogniskuje debatę publiczną i staje się źródłem identyfikacji ideowych, a także postaw i wyborów politycznych. Dlatego trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – jakie stanowisko narodowcy powinni zajmować (i czy w ogóle powinni zajmować, bo dla niektórych nie jest to wcale takie oczywiste) odnośnie tej tragedii?

              Po pierwsze – nie unikać i nie bagatelizować tematu. W katastrofie zginął prezydent RP, dowództwo Sił Zbrojnych, wiele najważniejszych osób w państwie, w tym autentycznie zasłużonych dla sprawy narodowej, jak choćby prezes IPN Janusz Kurtyka, prezes Światowego Związku Żołnierzy AK Czesław Cywiński, biskup polowy WP Tadeusz Płoski, czy ludzie niestrudzenie działający na rzecz pamięci o Katyniu. Choćby z tego powodu, sprawa jest niezwykle ważna. Nie wolno jej lekceważyć czy broń Boże szydzić, na wzór palikotowej hołoty.

              Po drugie – zdecydowanie piętnować postawę rządu Tuska. Podejście polskich władz, a konkretnie gabinetu Tuska, ale i Bronisława Komorowskiego, począwszy od przygotowania wizyty delegacji polskiej 10 kwietnia 2010 r., poprzez zachowanie bezpośrednio po niej, a na skandalicznie prowadzonym „śledztwie” skończywszy, oceniać należy z najwyższą surowością. Skrajny serwilizm platformerskich notabli wobec Moskwy jest upokarzający dla naszego narodu i państwa niezależnie od tego, co sądzimy o zbijaniu przez PiS kapitału politycznego na tej sprawie. Ale nie chodzi tylko o kwestie prestiżowe – notoryczne, ostentacyjne lekceważenie, z jakim polski rząd pozwala się traktować Rosji, jest jednym (obok relacji na linii Warszawa – Bruksela i Warszawa – Waszyngton) z jaskrawych świadectw faktu, że Polska po prostu nie jest niepodległym państwem.

              Po trzecie – nie dać się wpisać w żadną z dwóch dominujących narracji. Nie po drodze nam ani z propagandą rządową, ani z pisowską. O tej pierwszej zbyt wiele pisać nie ma potrzeby – służy usprawiedliwieniu klientelizmu, serwilizmu i zdrady stanu, jakiej dopuścił/dopuszcza się tuskowa ekipa. Warto przyjrzeć się bliżej natomiast narracji, jaką snuje największa opozycyjna partia i związane z nią środowiska. Trzeba rozróżnić i omówić kilka jej poziomów:

              a) Bardzo istotnym zagadnieniem są żądania przeprowadzenia transparentnego śledztwa, zachowywania przez polskie władze podmiotowego stanowiska wobec Moskwy, wreszcie – pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które przyczyniły się do katastrofy. Z tego punktu widzenia pochwalić można nawet działalność macierewiczowskiej komisji. Nie mam pojęcia jaka jest wiarygodność ekspertów, którzy dla niej pracują, ani czy materiały, jakimi dysponują, pozwalają im na przedstawianie wyników badań, którym można zaufać. Mam co do tego wątpliwości, ponieważ zasadnicza część materiału dowodowego cały czas znajduje się w Rosji. Jednak sam fakt, że ktoś prowadzi taką działalność, jest pożądany – rośnie nacisk na powołanie niezależnej, międzynarodowej komisji, której prace nie budziłyby tak wielkich wątpliwości jak „śledztwa” MAKu czy komisji min. Millera.

              b) Kolejna sprawa to pamięć o ofiarach. I tu pojawiają się pierwsze problemy. „Pamięć o Smoleńsku”, czy „kwestia smoleńska” w ogóle, standardowo łączy się ze swoistym „uświęceniem” zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kreowana jest jego legenda jako wybitnego męża stanu, jedynego sprawiedliwego po roku 89 itd. My, narodowcy, zdecydowanie się pod taką oceną Lecha Kaczyńskiego nie podpisujemy. Dlaczego? – pisałem o tym już w artykule „Moja opinia o Lechu Kaczyńskim” .

              Przypomnę tylko najważniejsze kwestie, fundamentalne dla naszego postrzegania tej postaci:
              - wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem (która obnażyłaby dobitnie kłamstwa J.T.Grossa) – jako min. sprawiedliwości
              - negatywne stanowisko wobec uwłaszczenia mieszkańców Warszawy (jako prezydent stolicy)
              - „położenie” lustracji (L.Kaczyński zablokował pełne otwarcie archiwów [ustawę już uchwaloną!], które jako jedyne mogło/może być skuteczną formą lustracji; w dzisiejszej syt. prawnej „Bolek” może twierdzić, że Bolkiem nie był i sąd mu to żyruje; takich przypadków jest wiele, a zawdzięczamy to, niestety, głównie L.Kaczyńskiemu)
              - torpedowanie (niestety skuteczne) wprowadzenia zapisów o pełnej konstytucyjnej ochronie życia poczętego na przełomie 2006/2007 [przy tej okazji naprawdę zastanawia mnie, jak katolicy, obnoszący się ze swoją postawą pro-life, mogą wręcz "szerzyć kult" zmarłej pary prezydenckiej jeśli wiadomo, że zarówno Lech, jak i Maria Kaczyńska mieli w tej sprawie bardzo jasne stanowisko, zdecydowanie sprzeczne z nauką Kościoła]
              - podpisanie Traktatu Lizbońskiego (odrzucam argumentację p.t. „tak wielka była przecież presja” – była, i co z tego? – polską racją stanu było presję przetrzymać i nie podpisywać; gdybyśmy kilka lat temu zostali „hamulcowym” UE, to Tusk by nas dziś nie mógł wrabiać w Pakt Fiskalny, Sikorski prosić Niemców o możliwość złożenia hołdu lennego, a Jarosław Kaczyński postulować utworzenia armii dla „supermocarstwa europejskiego”)
              - brak stanowczej obrony Polaków prześladowanych na Litwie i brak reakcji na antypolskie ekscesy na Ukrainie - nie tylko złe, ale i bardzo nieskuteczne działanie; władze litewskie realizowały (i realizują) swoją antypolską (zarówno w wymiarze państwowym, jak i gdy chodzi o mniejszość polską na Litwie) politykę, zupełnie pomijając bardzo ugodową postawę prezydenta i pisowskiego rządu; to samo działo się na Ukrainie, dodatkowo, obóz bezkrytycznie wspierany przez L.Kaczyńskiego, skompromitował się i stracił władzę

              Niewątpliwie jego prezydentura pozytywnie odznaczyła się na tle Jaruzelskiego, Kwaśniewskiego, Wałęsy i Komorowskiego, ale doprawdy – ciężko w takim towarzystwie nie wypaść dobrze. Lech Kaczyński swoimi działaniami niestety wpisywał Polskę w projekt federalnego państwa europejskiego i utrwalał naszą zależność od Waszyngtonu (m.in. popierając zupełnie niepotrzebny nam udział w irackich i afgańskich wojnach), za którą nie idą żadne wymierne korzyści dla naszego państwa.

              Ze względu na powyższe dla nas, narodowców, Lech Kaczyński, choć mający na swoim koncie również pewne zasługi, jest jednym z reprezentantów Polski okrągłostołowej. Jest dla nas jednym z wielu polityków demoliberalnego systemu, nikt więc nie może wymagać, żebyśmy jego pamięć otaczali kultem i bezkrytycznie podchodzili do oceny jego prezydentury. Wspomniany kult jest zaś integralnym elementem obchodów rocznicy katastrofy.

              c) Retoryka partyjna na smoleńskiej rocznicy. Uczestnictwo w obchodach 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku oznaczało, że de facto przychodziło się na wiec partyjny Jarosława Kaczyńskiego i PiSu. Dobrze ujął to w ubiegłym tygodniu, z pozycji odmiennych niż nasze, Robert Mazurek (wcale nie narodowiec – centroprawicowy, bynajmniej nie pro-platformerski dziennikarz):

              „[...]Moją żałobę postanowił politycznie zagospodarować Jarosław Kaczyński [...] miała to być rocznica śmierci, nie wiec [...] myślcie sobie co chcecie, a nawet wyrażajcie to sobie, jak chcecie, ale na Boga, nie tego dnia, nie w tym miejscu! Dlaczego? Bo, zrozumcie, na żałobnym spotkaniu nie śpiewa się „Sto lat”! Bo zginął Lech, skąd więc skandowanie „Jarosław, Jarosław! „?”

              Podzielam niesmak Mazurka z powodu urządzania wiecu na wspomnieniowo-żałobnej rocznicy. Ale nie tylko to jest istotne – najzwyczajniej w świecie nie chcę uczestniczyć w spektaklu, którego głównego aktora, Jarosława Kaczyńskiego, oceniam jako polityka demoliberalnej centroprawicy; ani narodowego, ani katolickiego, ani konsekwentnie niepodległościowego. Jako polityka, który uwiódł narodowo-katolicko-niepodległościowy elektorat, choć nigdy nie przestał być „żoliborskim liberałem o radykalnym sposobie ekspresji”. I nie chodzi jedynie o niejasne stanowisko J. Kaczyńskiego w sprawach bioetycznych w latach 90-tych, sugerowanie, że Radio Maryja jest na pasku rosyjskich służb, czy o popieranie akcesji do UE w 2003 r.

              Chodzi też o sprawy dużo świeższe, jak głosowanie za Traktatem Lizbońskim, opór wobec zapisów o konstytucyjnej ochronie życia czy choćby w ubiegłym roku – „olanie” sprawy in vitro (głosowanie można było wygrać, gdyby posłowie PiSu stawili się w komplecie, ale widać władzom partii, potrafiącej żelazną ręką trzymać swój klub, nie zależało na tym) czy popieranie budowy armii „europejskiego supermocarstwa” (Forum w Krynicy, wypowiedź z września 2011 r.)

              Czy była możliwość uczcić 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu pamięć ofiar katastrofy i nie wpisać się w narrację gloryfikującą Lecha i wspierającą bieżącą politykę partyjną Jarosława? W moim przekonaniu nie. Największy paradoks obchodów rocznicy: środowiska, które najbardziej oburzają się, że nie było nas 10 kwietnia pod pałacem prezydenckim, to jednocześnie zazwyczaj ci sami ludzie, którzy robią wszystko, żebyśmy się tam nie znaleźli. Smoleńska centroprawica zniechęca do udziału młode pokolenie narodowo i niepodległościowo nastawionych Polaków, urządzając partyjny spektakl.

              d) Ostatni, choć wcale nie najmniej ważny aspekt sprawy – typ patriotyzmu, jaki kształtuje się w środowisku „smoleńskim”.

              Miałem okazję ostatnio uczestniczyć w spotkaniu z Wojciechem Wenclem – poetą, którym, obok J.M. Rymkiewicza, „mówi i oddycha” pisowska, smoleńska centroprawica. Jaki rodzaj twórczości prezentuje Wencel? Przytoczmy końcówkę wiersza, który napisał w dzień katastrofy – dobrze oddaje klimat jego patriotycznej twórczości:

              „a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
              tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem

              naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem
              który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę”

              Proszę zwrócić uwagę – „bezsensowny zgon” jako miara polskości, cierpienie jako cnota narodowa, śmierć jako zwycięstwo. Absolutnie nie można przyrównywać życia i śmierci narodu do życia i śmierci Chrystusa (jeśli komuś przychodzi to do głowy), bo to po pierwsze bluźnierstwo, a po drugie pomieszanie porządku nadprzyrodzonego i ziemskiego – to tak, jakby mówić o poezji za pomocą wzorów matematycznych.


              Twórczość Wencla w obszarze Polska-historia-patriotyzm to, brutalnie rzecz ujmując, stos trupów. Epatowanie cierpieniem i tragedią. Na moje pytanie, dlaczego nie pisze nic o polskich zwycięstwach, sukcesach, o potędze, dlaczego nie pisze „ku pokrzepieniu serc”, poeta odpowiedział, że chce mówić Polakom o poświęceniu. Nie chce podawać patriotyzmu „lekkiego, łatwego i przyjemnego”, „patriotyzmu ciepłej wody w kranie”.

              Oczywiście, to wszystko prawda – tożsamość narodu należy budować na etosie heroicznym, a nie etosie drobnego kombinatora-egoisty. Ale etos heroiczny, a zespolenie pojęć patriotyzm-trauma-cierpienie-śmierć to dwie skrajnie odmienne postawy! Być gotowym na poświęcenie życia, ze śmiercią włącznie, w imię Ojczyzny i Narodu, a postrzegać patriotyzm jako coś, co nieustannie „musi boleć”, co wymaga nieustannego rozdrapywania, przeżywania, wzruszania się, płaczu – to się ma do siebie zupełnie nijak!

              Wojciech Wencel krzywi się na próby przybliżenia patriotyzmu młodemu pokoleniu za pomocą atrakcyjnych form. Jego postrzeganie i doświadczanie uczuć narodowych sprowadza się de facto do przeżywania jednej wielkiej traumy. Groźnej o tyle, że ową traumę próbuje zaszczepić narodowi. Zdaje się nie rozumieć, że takim podejściem wykopuje rów pomiędzy patriotyzmem a młodym pokoleniem; stawiając je przed wyborem – albo będziecie nic nie wartymi, godnymi pogardy kosmopolitami, cieszącymi się życiem, albo wejdziecie w świat narodowej traumy – będziecie cierpieć i to będzie stanowiło o waszym patriotyzmie.

              Tak naprawdę Wojciech Wencel stara się powiedzieć Polakom to, co wyartykułował ponad 20 lat temu Donald Tusk – „polskość to nienormalność”, z polskością żyć normalnie nie można, bo przeznaczeniem Polski (przeznaczeniem polskim) jest cierpieć.

              Z psychiką narodu jest podobnie jak z psychiką ludzką – jeśli nasze myśli będą nieustannie krążyć wokół przeżytych cierpień, doznanych krzywd, jeśli będziemy pielęgnować w sobie rolę ofiary – to tą ofiarą już zawsze będziemy. Naród, który czci przede wszystkim bohaterów, zwycięstwa, który szczyci się swoją odwagą (ale nie „bezsensowną śmiercią” – jeśli śmierć jest „bez sensu”, to nie świadczy o odwadze, tylko o głupocie) jest narodem, który ŻYJE, pragnie życia i rozwoju. Psychika i postawa wiecznej ofiary skazuje z kolei na rolę wiecznej ofiary.

              Promowanie takiej postawy jest niezwykle szkodliwe, a w warstwie najbardziej osobistej jest ona dla mnie po prostu niemęska. Poeta mówił o swoim „nawróceniu patriotycznym” 10.04.2010 r. Nie wiem czy padły takie słowa, ale z jego wypowiedzi wynikało, że „Smoleńsk zmienił wszystko”. Przedtem żył ot tak sobie, a po katastrofie całe dwa dni nie jadł, nie spał – to nim wstrząsnęło. Osobiście nie wyobrażam sobie Polaka, który mógłby obok tej tragedii przejść obojętnie – przeżyliśmy to bardzo mocno chyba – albo prawie – wszyscy. Ale moje wrażenie jest takie, że Wencel i jemu podobni wymagają od wszystkich dookoła, by 10 kwietnia czcili jako dzień absolutnie wyjątkowy również w wymiarze osobistym. Co jest rzecz jasna absurdem i sprowadzeniem patriotyzmu do jakiejś ogólnej nadwrażliwości. Rozumiem, że poeta ma prawo być wrażliwym, ale niech swoją łzawą wizję patriotyzmu nie przenosi na wszystkich dookoła.

              Zdecydowanie sprzeciwiam się wyznaczaniu patriotyzmu „od smoleńskiej miary”. W 2010 r. miałem za sobą 10 lat działalności narodowo-patriotycznej, bo zacząłem się udzielać przed ukończeniem 15 lat. Przez tą dekadę, po dziś dzień i jeśli Bóg da, do końca życia, nie potrzebowałem i nie będę potrzebował żadnych dodatkowych wstrząsów by działać, przeznaczając całkowicie społecznie tysiące godzin wysiłku i wyrzeczeń na rzecz „sprawy narodowej”. Rozumiem, że katastrofa mogła w wielu ludziach wywołać patriotyczny odruch. I przyznam szczerze – nie do końca ufam patriotyzmowi opartemu wyłącznie na sentymentalnych przeżyciach. Bo jeśli to są wyłącznie uczucia, a nie twarda, życiowa postawa, jeśli przyjdą inne, równie silne wstrząsy, tylko o przeciwnym, antypatriotycznym wektorze, to co stanie się wtedy ze wszystkimi „wzruszonymi” i „przeżywającymi”?

              Wiem, że brzmi to bardzo zimno i ostro, ale trzeba takie pytania stawiać, bo siły Ojczyzny, z całym szacunkiem dla rodzin zmarłych, nie zbuduje się niestety na symbolicznych „wdowich łzach”. Te łzy są potrzebne, ale jako wspomnienie właśnie, a nie fundament siły i życia Narodu. Pamięć o ofiarach musi być równoważona, a nawet przeważona dążeniem do wielkości, do optymistycznego i twórczego organizowania i rozwijania mocy tkwiącej w Polakach.


              Podsumowując – co narodowcy powinni robić w sprawie Smoleńska:
              - Smoleńsk to temat ważny i nie należy go bagatelizować
              - trzeba jednoznacznie piętnować zachowanie rządu przed, a zwłaszcza po, katastrofie
              - nie dać się wpisać w propagandową machinę – ani platformerską, ani pisowską
              - popierać działania zmierzające do jak najpełniejszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności i przyczyn katastrofy
              - nie uczestniczyć i nie zgadzać się na budowanie kultu Lecha Kaczyńskiego
              - nie popierać partyjnego zagospodarowania tematu smoleńskiego przez Jarosława Kaczyńskiego i PiS
              - zdecydowanie zwalczać neomesjanizm i patriotyzm „cierpienia” promowany przez sporą część centroprawicy

              Powie ktoś – to wszystko niełatwe w sytuacji silnego, dwubiegunowego podziału na platformerską i pisowską narrację. Odpowiem, że nie pamiętam czasów, w których my, narodowcy, mielibyśmy łatwo, więc zamiast narzekać i analizować siłę obcych narracji, budujmy swoją własną.

              Robert Winnicki
              Zastanawia mnie zarzut "uwalenia" lustracji, czy faktycznie stawianie go wobec L. Kaczyńskiego jest zasadne?

              Kwestii Jedwabnego w ogóle nie kojarzę, a też jest ciekawa.

              Natomiast zarzuty w kwestii wstąpienia do EU i podpisania Traktatu Lizbońskiego traktuje jako tradycyjny narodowy populizm.

              Komentarz


              • To bardzo obszerny temat i nadaje się raczej do "Polityki", gdzie stopniowo Ci odpowiem.
                My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                Komentarz


                • Macierewicz na spotkaniu z klubem GP mówi, że Rosja wypowiedziała wojnę Polsce (to co wydarzyło się w Smoleńsku, nie jest niczym innym jak "wypowiedzeniem wojny"), tvn24 od rana ma pożywkę

                  Olszewski to *****, ale to tak na marginesie.
                  Io di notte ti sogno sempre, e di giorno canto per te,
                  quando in campo c'e la Juventus, tutto il resto e niente per me!

                  Komentarz


                  • padłem.........
                    "(...)Donald Tusk odniósł się także do zarzutów, że rozdzielenie wizyt do Katynia uzgodnił już 1 września 2009 roku podczas krótkiej rozmowy w cztery oczy na sopockim molo z ówczesnym premierem Rosji Władimirem Putinem. - Putinowi pokazałem gdzie mieszkam i trasę którą często przebiegam jako jogger. Pytaliśmy się też o kwestie życia prywatnego w kontekście naszej ochrony – jego ochrona siedzi w kuchni, a ja mam tutaj większą swobodę. I na tym wyczerpała się ta tajna rozmowa. Ale dla tych, dla których teorie spiskowe opierają się na zamachach i zabójstwach, to pewnie będą i tak niewystarczające wyjaśnienia i w to nie uwierzą - odparł Tusk."
                    http://wiadomosci.onet.pl/katastrofa...351,temat.html

                    i odpowiedź, a raczej przypomnienie.....

                    "(...)Przypominamy więc premierowi, jak doszło do rozdzielenia wizyt:




                    1.09.2009 r. – Na molo w Sopocie, choć oficjalny plan przewidywał spotkanie w hotelu, rozmawiali w cztery oczy (po niemiecku) premierzy Tusk i Putin. Szczegóły ustaleń nie zostały ujawnione, lecz rzecznik rządu Paweł Graś wyjawił, że po raz pierwszy rozmawiano o obchodach katyńskich.




                    27.01.2010 r. – Kancelaria Prezydenta rozesłała – m.in. do MSZ i ambasady Rosji – pisma informujące, że Lech Kaczyński planuje udać się do Katynia. Nie podano w nim daty wizyty.




                    Koniec stycznia 2010 r. – Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, który odgrywał kluczową rolę w całej operacji rozdzielenia wizyt, spotkał się z przedstawicielami władz rosyjskich. Nie są znane szczegóły jego spotkań z Rosjanami, lecz wiadomo, że Arabski prowadził z nimi nieoficjalne rozmowy. Wbrew procedurom były one prowadzone bez świadków i nie były protokołowane.




                    3.02.2010 r. – Putin w rozmowie telefonicznej zaprosił Tuska na spotkanie w Katyniu. Data 7 kwietnia została ustalona kilka dni później, jednak prezydent Kaczyński nie został o tym poinformowany. Widać więc, że ogłoszenie decyzji o spotkaniu Putin-Tusk nastąpiło PO, a nie PRZED zadeklarowaniem przez prezydenta Kaczyńskiego chęci wyjazdu do Katynia.




                    20.02.2010 r. – Rosjanie cały czas udawali, że nie wiedzą nic o zamiarach prezydenta Kaczyńskiego. Ambasador Rosji w Polsce Władimir Grinin publicznie skłamał, że nie otrzymał pisma Kancelarii Prezydenta z 27 stycznia. Dopiero gdy Kancelaria Prezydenta zadeklarowała, że dysponuje potwierdzeniem odbioru pisma przez ambasadę FR, Rosjanie przyznali się do otrzymania listu. „Byliśmy przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy poddawani atakowi ze strony mediów czy polityków PO, ale włączenie się ambasady rosyjskiej w ten spór było już czymś całkowicie niesłychanym” – skomentował Jacek Sasin z Kancelarii Prezydenta.




                    23.02.2010 r. – Po raz pierwszy pada oficjalnie data 10 kwietnia. W pilnym piśmie do Kancelarii Prezydenta MSZ stwierdza, że obchody odbędą się tego właśnie dnia i zwraca się o niezwłoczne i ostateczne „potwierdzenie gotowości Prezydenta RP do uczestniczenia w tych uroczystościach i przewodniczenia delegacji polskiej”. Pismo MSZ to wyraźna próba wymuszenia na Lechu Kaczyńskim oficjalnej deklaracji wylotu 10 kwietnia.




                    2.03.2010 r. – Prezydent wciąż jednak wstrzymywał się z potwierdzeniem tej daty, czekając na deklarację premiera Tuska. Do akcji włączył się więc 2 marca ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Wysłał do Kancelarii Prezydenta pismo z prośbą o „umożliwienie posłom skorzystania z miejsc w samolocie”. Była to zapewne kolejna próba nakłonienia Lecha Kaczyńskiego do potwierdzenia daty 10 kwietnia. Tym razem udana, gdyż Kancelaria Prezydenta zwróciła się o rezerwację przelotów samolotem specjalnym Tu-154M do Smoleńska na 10 kwietnia.




                    3.03.2010 r. – Natychmiast po otrzymaniu tej informacji Donald Tusk ogłosił, że Putin zaproponował mu spotkanie 7 kwietnia. Od tego momentu stało się jasne, że obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej będą przebiegały dwuetapowo – najpierw z udziałem premiera, a trzy dni później prezydenta.




                    17.03.2010 r. – Tomasz Arabski jedzie do Moskwy, gdzie spotka się z Rosjanami, lecz nie w tamtejszym MSZ, ale w restauracji. Rozmówcą Arabskiego był Jurij Uszakow, prawa ręka Władimira Putina. Uszakow to absolwent słynnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – MGIMO, kuźni kadr wywiadu zagranicznego KGB.




                    Poniżej dokument ukazujący kłamstwo Tuska i udowadniające, że MSZ wiedział o planach Lecha Kaczyńskiego. Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik informuje o planach głowy państwa Andrzeja Kremera z resortu spraw zagranicznych. Pismo pochodzi z 27 stycznia 2010 r."
                    http://niezalezna.pl/27146-tusk-klam...dzielil-wizyty
                    Ostatnio edytowany przez Hubal; [ARG:4 UNDEFINED].
                    TYLKO LEGIA

                    Komentarz


                    • + można dodać to:

                      http://www.rp.pl/artykul/442600.html

                      Prezydent Lech Kaczyński powiedział, że byłoby lepiej, gdyby prezydent i premier wzięli wspólnie udział w uroczystościach w Katyniu.

                      Lech Kaczyński, który uda się do Katynia 10 kwietnia zapewnił, że nie jedzie tam, by zaogniać stosunki z Rosją.

                      - Ja myślę, że byłoby lepiej, żeby to była wspólna wyprawa prezydenta i premiera, ale jeżeli jest to niemożliwe, to ja jadę w dniu, w którym będą podstawowe uroczystości, a to jest 10 kwietnia - powiedział prezydent. Jak dodał, "jest oczywistością, że prezydent musi tam być".
                      Czyli raczej ''tajemnicą poliszynela'' było to że Lech uda się do Katynia 10 kwietnia.
                      Jesteś panem własnego losu.

                      Komentarz


                      • Pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej został w niedzielę odsłonięty przed sanktuarium maryjnym w Zakopanem-Olczy. Znalazły się na nim nazwiska wszystkich 96 ofiar.
                        Uroczystość odsłonięcia pomnika rozpoczęła się od mszy świętej w sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik. Po mszy uczestnicy udali się na plac przed świątynią, gdzie po odczytaniu nazwisk wszystkich ofiar katastrofy, biskup Damian Muskus dokonał poświęcenia i odsłonięcia pomnika.
                        Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród.

                        Komentarz


                        • Profesor Wiesław Binienda otrzymał prestiżową nagrodę ASCE w kategorii „za wybitny wkład techniczny” m.in. w dziedzinie rozwoju najnowocześniejszych konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej.

                          Profesor Binienda to pracujący dla NASA naukowiec, dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu w Akron, specjalista w zakresie wytrzymałości materiałów używanych w lotnictwie, członek zespołu badającego katastrofę promu kosmicznego Columbia, który swoimi badaniami podważył dotychczas jedyną oficjalną wersję wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r., przedstawioną przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) i komisję Jerzego Millera.

                          18 kwietnia w Pasadenie zakończyła się międzynarodowa konferencja „Earth and Space”, którą zorganizowało Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierii Lądowej ASCE. Organizowana co dwa lata konferencja jest jednym z najważniejszych spotkań naukowców zajmujących się technologiami lotniczymi i kosmicznymi. Jednym z głównych uczestników dyskusji na konferencji był prof. Binienda.

                          Naukowiec został także uhonorowany nagrodą ASCE w kategorii „za wybitny wkład techniczny”, która została mu przyznana za „istotny wkład w rozwój najnowocześniejszej wiedzy z zakresu inżynierii i technologii lotniczej, badań kosmicznych oraz konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej”.

                          Jak podaje „Nasz Dziennik” prof. Binienda otrzymał także nagrodę za poprzedni rok w kategorii „za wybitne usługi profesjonalne”. Przyznanie nagrody uzasadniono istotnym wkładem „poprzez obiektywne i trwałe osiągnięcia w poprawę warunków, w jakich dokonuje się postęp nauki i technologii w zakresie badań kosmicznych oraz konstrukcji lotniczych i kosmicznych”.
                          "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                          Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                          Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                          Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                          "
                          Janusz Waluś - czekaMY!

                          Komentarz


                          • Kolejny krąg degrengolady. BOR fałszuje dokumenty. Co jeszcze może się tam zdarzyć?
                            Całość:

                            http://wpolityce.pl/artykuly/27523-k...ie-tam-zdarzyc
                            Nie można w godzinie śmierci zostawić przyjaciół samych, nie można ratować tylko swojego życia, uszczuplając i tak niewielkie szanse ocalenia oddziału.
                            Pada decyzja: Wracamy!
                            Po godzinie doszli do włazu, drabinką wspięli się w górę, wychodzili kolejno, Tadeusz ciągnął erkaem za lufę, Józek popychał broń od dołu, za nimi wyszedł mały Kajtek, z uwielbieniem patrzący na Tadeusza. Wrócili w znane już sobie gruzy, wrócili z erkaemem do przyjaciół.

                            Komentarz






                            • Ostatnio edytowany przez majaW; [ARG:4 UNDEFINED].

                              Komentarz


                              • "Rosjanie sprawdzali telefon prezydenta

                                Po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji dzwonił z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że łączono się z pocztą głosową.

                                Jak wynika z ustaleń „Naszego Dziennika” telefon uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o g. 10:46 oraz dzień później o g. 12:40 i 16.20.

                                Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.

                                Mec. Piotr Pszczółkowski, reprezentujący w śledztwie smoleńskim Jarosława Kaczyńskiego, nie ukrywa zdziwienia.

                                - Przecież nie chodzi o to, że ktoś naraził Kancelarię Prezydenta na kilka czy kilkanaście złotych kosztów odsłuchania w roamingu poczty głosowej, tylko o to, że ktoś po prostu grzebał przy telefonie prezydenta – mówi mec. Pszczółkowski.

                                "Gazeta Polska" ujawniła wcześniej, że także aparaty fotograficzne i kamery wideo należące do ofiar katastrofy pod Smoleńskiem noszą ślady ingerencji. Wynika tak z ekspertyzy, znajdującej się w aktach śledztwa ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Opinia wykonana na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pochodzi z 13 lipca 2010 r. Badaniu poddano aparaty fotograficzne i kamery wideo zabezpieczone na miejscu katastrofy Tu-154.

                                Na przekazanych do badań nośnikach ujawniono m.in. pochodzące z czasu po katastrofie ślady celowego niszczenia danych. Zawartość kart pamięci aparatów modyfikowano zarówno tuż po tragedii (11 i 12 kwietnia), jak i tydzień później (między 16 a 19 kwietnia). Jak stwierdził biegły, któremu ABW zleciła analizę urządzeń, „ingerencja ta mogła nieodwracalnie zatrzeć ewentualne ślady wcześniejszych modyfikacji”. Według naszych informacji, specjalista ten napisał w ekspertyzie także, iż na jednej z kart pamięci są „widoczne ślady kasowania zdjęć, które prawdopodobnie były zrobione na pokładzie samolotu TU-154”."

                                http://niezalezna.pl/27826-rosjanie-...fon-prezydenta
                                TYLKO LEGIA

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X