Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • zastanawia mnie skrajna różnica między reakcjami dziennikarskiego światka na nazwanie kiedyś przez Dorna jednego kłamiącego dziennikarza ''burą suką''i teraz nazwanie dziennikarzy ND ''brudnymi świniami'' przez Kutz'a za to, że napiusali, zgodnie z prawdą, czemu zresztą nie przeczy, że wg katalogów IPN podpisał zobowiązanie do przestrzegania przepisów stanu wojennego czyli lojalkę ( tzn zaprzecza w ten sposób, że twierdzi, że to nie jest lojalka, problem jednak w tym, że to to samo ). nie napisali też, że był TW, ale że był typowany na TW - co też jest zgodne z prawdą .

    rozumiem, że chodzi o to, że ci, których teraz tak nazwano nie są raczej zbyt lubiani przez pozostałych, ale jednocześnie nasuwa mi się pytanie czy przypadkiem nie jest tak, że w gruncie rzeczy to zrozumiałe, że wśród nich nazywanie dziennikarza świnią (brudną )nie wywołuje tak skrajnych emocji , jak nazwanie go suką (burą ) z powodu znacznie bliższego związku z tym drugim sympatycznym skądinąd zwierzątkiem
    "No pasaran!" ???

    HEMOS PASADO !!!

    Komentarz


    • Akurat Kutz to wyjątkowy kawał chama i prostaka :\

      Przy nim Niesioł i Kurski to szczyty subtelności.
      ...ta ziemia do Polski należy
      choć Polska daleko jest stąd,
      bo wolność krzyżami się mierzy
      historia ten jeden ma błąd!!!!

      Better Dead Than Red!!!

      Komentarz


      • Zamieszczone przez mort
        Akurat Kutz to wyjątkowy kawał chama i prostaka :\

        Przy nim Niesioł i Kurski to szczyty subtelności.
        Mam podobne odczucia. Żenujące wypowiedzi tego pana mozna znalezdz chociażby w wywiadzie jakiego ten bydlak udzielił ostatnio "Playboyowi". Oto i tworczośc pana Kutza (bardzo radosna): "wielki bambus" (o kobiecie), "spierdoliłem do ogrodu pod czereśnie", "ale wkurwilo to moich kolegów", "starzec pierdolony", "od ciaglego wstrzykiwania mialem dupe jak z marmuru" (o pielegniarce w szpitalu), "powiedziałem kiedyś, że to facet, ktoremu staje do środka" (o A.Wajdzie).

        Czy takiego człowieka mozna traktować poważnie?
        Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
        - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
        Zapamiętał.

        Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

        Komentarz


        • Można. Jesli się go ocenia po tym, co osiągnął.
          A filmów nakręcił kilka niezłych ("Nawrócony" , "Pułkownik Kwiatkowski").

          Że mówi, jak mówi... nie jego wina, że się na Szopienicach wychował

          Rozumiem casual, że jesteś jak św. Stanisław Kostka (ten to płakał, jak któryś kolega bluznął). Ale czy nie grzeszysz, zaglądając do tak niemoralnej gazetki jak "Playboy" ?



          niedźwiedziu - wolę prostackiego Kutza, niż kłamliwego szczura Kurskiego (nie ma to jak opluwać osoby nieżyjące...)
          bana mu , temu pestu

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Pesto
            filmów nakręcił kilka niezłych ("Nawrócony" , "Pułkownik Kwiatkowski").
            można też powiedzieć o jego twórczości : zawsze na fali , żeby przypomnieć tylko ''Paciorki...'' i ''Linię''

            dopiero podczas stanu wojennego odszedł od wspierania słusznej linii, a potem wiatry już się zmieniły i jego twórczość też

            chociaż stare przyzwyczajenia dały znać o sobie i później, gdy wspierał Cimoszewicza ( jako członek jego KW )w walce o prezydenturę i pedziów w walce o legalizację ich ''związków''

            po prostu '' różowy''

            [ Dodano: 6 Grudzień 2007, 02:14 ]
            Politolog Rafał Matyja dla DZIENNIKA

            czwartek 6 grudnia 2007 01:41
            Tusk zapomniał, jak ważne jest zaufanie?

            Zaufanie stało się słowem kluczem expose Donalda Tuska. Premier deklarował większe zaufanie rządu do przedsiębiorców, samorządowców i organizacji pozarządowych. Zapowiadał budowanie zaufania przez przewidywalne decyzje gospodarcze, likwidację deficytu budżetowego, transparentny styk administracji z biznesem, walkę z korupcją. To, co w słowach jest łatwe, w czynach bywa znacznie trudniejsze - pisze w DZIENNIKU politolog Rafał Matyja.
            czytaj dalej...
            REKLAMA

            Zaufanie stało się słowem kluczem expose Donalda Tuska. Premier deklarował większe zaufanie rządu do przedsiębiorców, samorządowców i organizacji pozarządowych. Zapowiadał budowanie zaufania przez przewidywalne decyzje gospodarcze, likwidację deficytu budżetowego, transparentny styk administracji z biznesem, walkę z korupcją. To, co w słowach jest łatwe, w czynach bywa znacznie trudniejsze.

            Pierwszym testem dla realnej - a nie tylko werbalnej - polityki rządu są zawsze zmiany kadrowe. Reguły formalne pozwalają na naturalną wymianę sfery politycznej - ministrów, wiceministrów, gabinetów politycznych, wojewodów. Wymiana kadry zarządzającej ministerstwami postępuje spokojnie, by nie rzec - powolnie. Tymczasem w kilku szczególnie wrażliwych sferach mieliśmy do czynienia z nadzwyczajnym przyspieszeniem.

            Wymieniono nie tylko prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ale także odsunięto urzędników średniego szczebla - pochodzących notabene nie z partyjnej nominacji, lecz z konkursów. Wymieniono wojewodów - powołanych przez poprzednią ekipę także na podstawie konkursów. Wymieniono kierownictwo prokuratury i służb specjalnych (ABW i SKW). Rzecz nawet nie w tym, by się tym oburzać, ale by na podstawie tej mapy określić charakter nowej ekipy i jej preferencje.

            Wydaje się, że wraca logika "odzyskiwania" poszczególnych instytucji nie tylko przez samą Platformę Obywatelską, ale także przez dawną elitę urzędniczą, która awansowała w latach rządów Leszka Millera.

            Zamiast tworzenia przejrzystych procedur rekrutacyjnych i budowania zaufania wokół nowych nominacji mamy do czynienia z kontrowersyjnymi decyzjami personalnymi w Ministerstwie Obrony Narodowej, Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

            Co więcej, Platforma Obywatelska nie zadaje sobie nawet trudu, by w niektórych przynajmniej sferach zapowiedzieć konkursy - choćby powtarzając procedurę powoływania wojewodów zastosowaną przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie przejmuje się także - jak w przypadku ZUS - możliwą krytyką mediów.

            To prawda, że w przypadku najwyższych urzędników państwowych kluczowe znaczenie ma to, by szef rządu mógł darzyć ich zaufaniem. Ale samo zaufanie premiera, choć jest warunkiem koniecznym, nie wystarczy.

            Publiczny charakter urzędów wymaga bowiem, by powoływani na nie ludzie mogli pozyskać także zaufanie (niekoniecznie tożsame z sympatią i poparciem) opinii publicznej. By przemawiała za nimi kompetencja, brak istotnych profesjonalnych uchybień, jasność kryteriów, na mocy których objęli swój urząd.

            Ponadto niezwykle istotne jest to, by zmiany na stanowiskach niższych niż polityczne przebiegały w sposób, który nie podważa - jak stało się w przypadku prezesa ZUS - ich merytorycznej zasadności. Rzecz jasna - konkurs nie jest nieomylnym narzędziem polityki personalnej, nowy prezes ma prawo negatywnie oceniać pracę poszczególnych urzędników.

            Ale gremialne zwolnienia nieprzypadkowo określa się zwykle mianem „czystek”. Warto ostrzec kierownictwo rządu, że powtarzanie tej praktyki w kolejnych instytucjach władzy nie będzie traktowane inaczej.

            Pierwsze zmiany personalne przebiegają zatem w dwuznacznej atmosferze. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości mają rację, kiedy mówią, że podobne praktyki z ich strony wywoływały lawinę krytyki. Platforma Obywatelska - jak widać - może liczyć na łagodniejsze traktowanie ze strony mediów.

            Owa łagodność może się jednak okazać pułapką. Część członków rządu może potraktować ją jako zapowiedź bezkarności, przyzwolenie na daleko idącą wymianę personelu urzędniczego. Warto przypomnieć im, że żaden rząd nie może liczyć na przychylność mediów przez cały czas trwania swojej kadencji, że wcześniej czy później rozpoczną się bolesne dla władzy rozliczenia.

            Poprzednie dwa gabinety nie miały co do tego najmniejszych złudzeń. Oddane do użytku mieszkania zaczęto liczyć dzień po expose Kazimierza Marcinkiewicza.

            Podobnie jak kilometry autostrad, zwolnienia w ministerstwach i agendach rządowych, zmiany w mediach publicznych. Co więcej, zapowiedziano tyle kataklizmów, które powstaną pod rządami PiS, że normalne porażki rządu wydawały się w gruncie rzeczy nieistotne.

            Prawo i Sprawiedliwość próbowało zatem – zwłaszcza w pierwszym okresie – prowadzić politykę pozyskiwania zaufania poprzez nominacje spoza własnego kręgu. W przypadku Zbigniewa Religi, Zyty Gilowskiej, Stefana Mellera czy Grażyny Gęsickiej udało się przy ich pomocy łagodzić konflikty i nieufność zewnętrznych partnerów. Platforma po takie gesty nie sięga. W gabinecie Donalda Tuska brakuje nominacji, które byłyby podobnym gestem.

            Tymczasem budowanie zaufania jest - wbrew wrażeniu, jakie mogliśmy odnieść, słuchając expose nowego premiera - czynnością skomplikowaną, wymagającą rezygnacji z działania po linii najmniejszego oporu.

            Przede wszystkim polega zaś na przejściu od ściśle personalnych gwarancji sterowności władzy wykonawczej do gwarancji instytucjonalnych. Jeżeli nowa władza nie wykaże się zdolnością zmiany metod kontroli, jeżeli pójdzie drogą rządzenia poprzez zapełnianie instytucji swoimi ludźmi - pogłębi tylko i tak dotkliwy brak zaufania.
            opinia , z którą trudno mi się nie zgodzić
            "No pasaran!" ???

            HEMOS PASADO !!!

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Foxx
              Z. - rozbrajasz czasami . Piszesz, jakbyś dokonał jakiegoś "złotego strzału" . "Nie przewidziałem", gdyż nie starałem się przewidywać, tylko poprosiłem o przykład, wiedząc że nic podobnego (o czym wspomniał Cywil) nie miało miejsca. A że nadal, z uporem godnym lepszej sprawy, wracasz do rzeczy, która tak Cię przejęła ponad rok temu... Cóż, mogę powtórzyć sprawę dla mnie oczywistą.

              - Kaczyński występował w Stoczni "na pełnej kurwie" pod adresem SO (świeżo po "warchołach" i "chamach" - następnego dnia) i "ludzi o marnej reputacji", w tamtym momencie nie prowadząc żadnych rozmów z nikim stamtąd. Sytuacja z taśmami Morozowskiego , tydzień później, ujawniła jednak dokładnie, gdzie przebiega front: prywatna TV robi prowokację, na której zyskać ma jedna ze stron politycznego konfliktu - mimo iż tego dnia Sejm nie obradował (posłowie rozjechali się do domów), tuż po emisji programu w kuluarach czekają przygotowani (światło, udźwiękowienie) z konferencją prasową liderzy największych partii opozycyjnych. W gazetach T. Lis i J. Żakowski apelują do PO, by z SLD, PSL i... SO - obaliła rząd... Mimo, iż wtedy chciałem (sam niesiony medialnym "(nie)świętym oburzeniem") przyśpieszonych wyborów - po kilku dniach i dzisiaj również przyznaję Kaczorowi rację. Zrobił najlepiej, jak mógł. Ma na to mój glejt, jako swojego wyborcy. Dzięki temu PiS realizowało swój program, a żaden szemrany typ w służbach się nie znalazł. Przeciwnie. Co więcej - "misję Lipińskiego" Kaczor nazwał jednym z największych swoich politycznych błędów w życiu. Nie fakt, że się wydała - to, że w ogóle miała miejsce.

              - Tusk. prowadząc cały czas, od tygodni, rozmowy z SLD i dzieląc stołki w Warszawie, łgał wyborcom w żywe oczy, że tej koalicji nie będzie i nikt o niej nie myśli. Powtarzała to HGW - nawet, gdy czerwoni mazowieccy baronowie zrobili desant na spółki komunalne, a wiceszefem Rady Miasta został dziennikarz "Nie", nazywali to "porozumieniem programowym". I jeszcze raz, żeby dotarło

              Nie miałbym pretensji do PO o koalicję z SLD, gdyby zapowiadała ją otwartym tekstem lub gdyby powstała ona jako "odwrócenie" sytuacji w skali centralnej: PO próbuje się w Warszawie dogadać z PiS i wobec niepowodzenia, kolejnym naturalnym krokiem, by zbudować większość jest koalicja z SLD. Było zupełnie inaczej. Zresztą w świetle newsów, które tu omawiamy każdego dnia po ostatnich wyborach - już wiadomo dlaczego. W jakiś sposób liczący się antykomunista w Platformie został jeden - Gowin. I to raczej jako paprotka.

              PS Bym zapomniał: ')
              Dzięki, staram się Alez podałem Ci przykład, który Ty niżej potwierdziłeś. Niczego więcej nie oczekiwałem.

              Coż, może nie przejeła, raczej ostatecznie obaliła mit 'odnowy moralnej', który to PiS serwował za czasów rządów SLD.

              Dalej stosujesz tą samą argumentacje (moim zdaniem całkowicie błędną). Skupmy się na samym problemie. Kaczyński wychodzi na mówice i zapowiada, ze nie bedzie nigdy współpracy z SO. I w tym momencie wisi mi czy z nimi negocjuje, czy SO bedzie realizowała progarm PiS, czy dzięki temu antykomunistyczny elektorat wreszcie otrzyma to czego pragnie czyli rozliczenia i wywalenia czerwonych (w baaaaardzo szeroko pojętym skrócie). Skoro, facet wcześniej zdobywa się na teksty o odnowie moralnej, a pózniej o zasadach, które ponoć zobowiązują to jasne jest, ze patrzy mu się na rece dwa razy bardziej niz innym. Krótka piłka: Powiedział, ze nie będzie wiecej współpracy z ludzmi o marnej reputacji? Powiedział. Następnie współpracował? Współpracował. I nie ma alibi na takie kłamstwo, nawet jeśli w zamian za to wynegocjował kilka ustaw. Owszem, mozemy powiedizeć, ze to polityka, więc chodzi tu o przeforsowanie swoich ustaw... Zgodze się, ale pod warunkiem, ze nie odwołujemy się to takich słów jak zasady czy odnowa moralna. Ciekawy jest tez fragment, mówiący, ze Kaczor 'mówił to na pełnej kurwie'. Zaskoczyłeś mnie. Taki argument? Toż, HGW się broniła w sprawie stadionu, ze nie mówiła rządowi, ze tereny są drogie i można na nich zarobić, bo nie chciała być złosliwa. Dla mnie to jest mniej wiecej ta klasa. Po polityku spodziewam się panowania nad emocjami. Szczególnie wtedy gdy, co sam zauwazyles, media są maksymalnie przeczulone na punkcie tego co owy polityk powie.

              Co do sprawy Tuska. Identyczny przykład. Mówił, ze nie bedzie koalicji? Mówił. Jest koalicja? Jest.

              Nie dotrze, bo czarne jest czarne, a białe jest białe

              P.S. Co do 'złotego strzału', to tak się zastanawiam, czy to jakas gra słów zwiazana z moją działalnością na salonie 24 czy czysty przypadek
              "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

              Komentarz


              • Cywil, pesto na pierwszej nocnej warcie wystawiliscie?? :O


                Komentarz


                • Zamieszczone przez Dziennik
                  Jest ekspertyza Ćwiąkalskiego ws. Dochnala - "nie napisałem tego"

                  "Dziennik": Gazeta dotarła do ekspertyzy obecnego ministra korzystnej dla aresztowanego lobbysty.
                  W środowisku adwokatów od kilku dni krążyła informacja, że Zbigniew Ćwiąkalski, obecny minister sprawiedliwości, pisał ekspertyzy dla lobbysty Marka Dochnala. "Dziennik" spytał o to ministra. - Nic takiego nie napisałem - odparł. Gazeta sprawdziła. Okazało się, że w aktach sądowych sprawy Dochnala i jego współpracownika Krzysztofa Popendy jest opinia Ćwiąkalskiego.

                  W sześciostronicowym dokumencie napisanym 22 listopada zeszłego roku nie padają nazwiska lobbystów. Analiza Ćwiąkalskiego dotyczy art. 229 kodeksu karnego i jest korzystna dla obu oskarżonych. Wynika z niej, że jeśli lobbyści sami ujawnili prokuratorom fakt wręczania łapówek, to nie powinni być za to karani. Ma to duże znaczenie w przypadku Dochnala, który opowiadał śledczym o korumpowaniu urzędników i sam siebie obciążał.

                  Jak ustalił "Dziennik", o ekspertyzę do Ćwiąkalskiego zwróciła się Wanda Marciniak, która broni Popendy. Marciniak prowadzi kancelarię z Jackiem Gutkowskim, który jest adwokatem Dochnala. Bronią klientów w jednym procesie i ekspertyza została wykorzystana, by pomóc obu oskarżonym.

                  - Wybrałam profesora Ćwiąkalskiego, gdyż jest wybitnym specjalistą. Nie wiedział, w jakiej sprawie pisze opinię. Nie miałam obowiązku go o tym informować. Chodziło o interpretację przepisu, a nie o konkretną sprawę. Profesor Ćwiąkalski wystawił fakturę, ja zapłaciłam - twierdzi Marciniak.

                  Z opinią Ćwiąkalskiego polemizują w akcie oskarżenia prokuratorzy, którzy dziś są jego podwładnymi. Ich zdaniem ekspertyzy Ćwiąkalskiego oraz kilku innych profesorów nie zasługują na uwzględnienie i "zostały wystawione przez osoby prywatne".

                  Ćwiąkalski nie ma sobie nic do zarzucenia. Na pytania w tej sprawie reaguje zdziwieniem. - Powtarzam, nic dla Dochnala nie pisałem. Ale jestem autorem tekstu naukowego o art. 229 kk. Nie odpowiadam za to, że ktoś go do czegoś użył - stwierdził. Wyjaśnił, że chodzi o artykuł zamieszczony w książce "Nauki penalne wobec problemów współczesnej przestępczości" z 2007 r.

                  Problem w tym, że ekspertyza użyta w sprawie Dochnala jest z końca 2006 r. I na tę wątpliwość minister ma odpowiedź: - Książka ma długi proces wydawniczy.
                  podpis cyfrowy <--------
                  ================
                  Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiej siły jak ta.... LEGIA! LEGIA! LEGIA!

                  Komentarz


                  • Cuda, panie, cuda.
                    Raffi, na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. ')
                    "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                    Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                    Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                    Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                    "
                    Janusz Waluś - czekaMY!

                    Komentarz


                    • Z. - zostaniemy przy swoich zdaniach i tyle. A jeżeli dla Ciebie nie ma znaczenia, czy ktoś w chwili deklaracji właśnie ją łamie, czy - na tamten moment - składa ją z pełnym przekonaniem... cóz, życzę Ci, byś nigdy nie został np. rozwodnikiem po ślubie kościelnym . Kaczor zwyczajnie popełnił polityczny błąd, za który zapłacił, a Tusk łgał w żywe oczy (i to przez całe tygodnie)... Ot, i cała różnica.

                      Do S24 w ogóle nie nawiązywałem, bo nie wiem pod jakim "pseudonimem operacyjnym" tam działasz. Po prostu podałeś ten przykład tonem, który sam w sobie miał mnie retorycznie "rozłozyć na łopatki"

                      Pesto - dobrze, że Kutz nie jest "kłamliwy" . Co do filmów - co to takiego "Nawrócony"? Chyba raczej: "Zawrócony"?
                      My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                      Komentarz


                      • Odwrócony. Jak Sawicka...

                        Tusk wyprzedził ruch górników i powiela błąd Kaczyńskiego z 2005 roku.

                        PO zostawi przywileje górnikom

                        Jeszcze przed wyborami Boni krytykował utrzymanie osobnej ustawy dla górników. Zapewniał, że "zburzy to cały system emerytalny".

                        Dziś jest doradcą Platformy i o skróceniu emerytalnych przywilejów nauczycieli i górników nie chce już mówić. - Wtedy wypowiadałem się jako niezależny ekspert, teraz jestem w innej roli - wykręca się.

                        W sensie mam pełne prawo łgać w żywe oczy...

                        Pakiet Kluski do kosza


                        Za to dostaniemy mini nowelizację. Swoją drogą już wiem jak Tusk chce doprowadzić że w urzędzie wszystko załatwimy w słynnym jednym okienku. Poobcinał podwyżki urzędnikom, pomimo że na rynku pensje wzrastają, więc pewnie zostanie tylu urzędników, że będzie w końcu te jedno okienko.

                        Zresztą w sprawach urzędniczej kasy to HGW chyba nie czytała wytycznych "taniego państwa" Magica Tuska gdyż:

                        Samochwała w kącie stała - HGW on line

                        - Ale obiecywała pani przyspieszenie prac nad planami, a dziś ma je tylko 17 proc. Warszawy - dopytywali się dziennikarze. - Brakuje mi ludzi. W jednej z dzielnic ogłoszono nabór. Po trzech miesiącach wybrano dwie osoby, ale okazało się, że znalazły lepiej płatne zajęcie w prywatnej firmie. Poproszę Donalda Tuska, aby zmienił ustawę kominową ograniczającą płace w samorządzie - odparła Hanna Gronkiewicz-Waltz.
                        Legia Varsovia - semper invicta...

                        Urodzić się białym to duma i zaszczyt...

                        Komentarz


                        • Ćwiąkalski: atakują mnie, bo jestem zagrożeniem dla układu

                          - Jestem zagrożeniem dla pewnego układu, bo ujawniam sprawy poprzedniej ekipy – powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski w TVN24.
                          http://wiadomosci.onet.pl/1653670,11,item.html

                          Żona Tuska boi się o życie

                          Małgorzata Tusk obawia się o życie swoje i swojej rodziny. "Jest mnóstwo agresji skierowanej przeciwko mnie i mojej rodzinie. Ta agresja brzmi jak pogróżki" - mówi "Super Expressowi" przestraszona żona premiera. Mimo to na razie nie poprosiła o dodatkową ochronę. Choć boi się, by nie spotkało jej to, co Julię Piterę, której podpalono samochód.
                          http://www.dziennik.pl/wydarzenia/ar...e_o_zycie.html

                          Nie przypuszczałem, że czegoś podobnego dożyję

                          PS Tak, jakby jakikolwiek inny minister za aktualnej ekipy miał "ujawniać sprawy poprzedniej" w mniejszym stopniu... Ogólnie: mamy cud za cudem, bez cienia watpienia

                          [ Dodano: 6 Grudzień 2007, 14:34 ]
                          Platforma nie pozwoliła PiS wyjaśnić tej sprawy

                          czwartek 6 grudnia 2007 13:15
                          Co Ćwiąkalski miał wspólnego z aferą Biofermu?

                          Minister sprawiedliwości nie musi ujawniać spraw, które prowadził jako adwokat. Posłowie PO, PSL i LiD nie zgodzili się, by przedstawiciel PiS zadał Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu takie pytanie. Jak ustalił dziennik.pl, PiS chciał dowiedzieć się m.in. o związek ministra z aferą Biofermu z początku lat 90. Ćwiąkalski był obrońcą właściciela tej firmy, który uciekł za granicę, a wcześniej oszukał dziesiątki tysięcy ludzi.

                          W 1993 roku firma Bioferm namawiała ludzi do współpracy przy produkcji kosmetyków dla Szwajcarów. Sprzedawała im surowiec, który w łatwy sposób każdy mógł przerobić w domu na gotowy produkt i potem odsprzedać go Biofermowi z podwójnym zyskiem.

                          Całą Polskę ogarnął prawdziwy szał. Firma otworzyła filie we wszystkich dużych miastach. Wkrótce okazało się jednak, że cały biznes to oszustwo. Właściciele firmy zniknęli z pieniędzmi wpłaconymi przez chętnych do współpracy. Oszukano kilkadziesiąt tysięcy osób, ludzie tracili dorobek całego życia, były przypadki samobójstw.

                          Jak dowiedziała się "Gazeta Polska", kancelaria Zbigniewa Ćwiąkalskiego od początku obsługiwała Bioferm. A sam minister występował przed sądem jako obrońca właściciela.

                          Posłowie PiS są oburzeni, że komisja praworządności nie chciała wyjaśnić tej sprawy. "Minister sprawiedliwości nie powinien zasłaniać się tajemnicą adwokacką, ale znaleźć taką formułę odpowiedzi, która nie łamie prawa. Nam chodziło o to, by odpowiedział na pytania o konkretne sprawy, a nie ujawnianie ich szczegółów" - powiedział dziennikowi.pl Zbigniew Wassermann.
                          http://www.dziennik.pl/polityka/arti...Biofermu_.html

                          [ Dodano: 6 Grudzień 2007, 15:12 ]
                          10:57, 06.12.2007 /TVN24, PAP
                          Rózga dla Donalda Tuska

                          PO TWORZY PAŃSTWO POLICYJNE - TWIERDZĄ GDAŃSCY STOCZNIOWCY

                          Choć założyli mikołajowe czapki, wcale nie są w świątecznym nastroju. - Lokalni politycy PO próbują tworzyć państwo policyjne - twierdzą gdańscy stoczniowcy z "Solidarności" i od rana pikietują miejski komisariat policji.
                          Chodzi o śledztwo policji w sprawie niedawnej manifestacji stoczniowej "Solidarności" w obronie miejsc pracy. Podczas protestu przed budynkiem Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego, jeden z uczestników odpalił nielegalnie petardę. Po tym zdarzeniu policja wezwała dyrekcję stoczni do podania nazwisk manifestujących stoczniowców.

                          Związkowcy są oburzeni. - To przypomina działania SB na terenie stoczni - mówią. Przed siedzibą gdańskiej policji jest dziś kilkudziesięciu członków komisji zakładowej NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańsk. Żeby o ich proteście było głośno, zdecydowali się na nietypową formę manifestacji. Pikieta przypomina raczej świąteczny happening. Stoczniowcy mają na głowach czapki św. Mikołaja, a z głośników odtwarzają angielskie piosenki świąteczne. Policjanci w cywilu, którzy obserwują manifestację, dostali czekoladki i cukierki. Protestujący przynieśli też prezent dla premiera Donalda Tuska - rózgę z gałęzi.
                          http://www.tvn24.pl/-1,1531231,wiadomosc.html
                          My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                          Komentarz


                          • Tuskowa sie boi , Julcie ktoś napastuje-znaczy jej samochód - no błagam kabaret
                            brak tematów czy co? a i Julcia walczy z Układem
                            Czas kończyć z baranami na forumce

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez Pan Artysta
                              Julci ktoś napastuje-znaczy jej samochód - no błagam kabaret
                              Straszne obuzy na tej Różanej mieszkają


                              Co do Ćwiąkalskiego to Grobelny, Bagsik i pomniejsze cwaniaczki już zacierają łapki.
                              Były już "falandyzacje" i "wachizacje" prawa. A teraz jak to się będzie nazywać.... ?
                              "Lecz przysięgaliśmy na orła i na krzyż,
                              na dwa kolory, te najświętsze w Polsce barwy,
                              na czystą biel i na gorącą czerwień krwi,
                              na wolność żywym i na wieczną chwałę zmarłych"

                              "Bo lepiej byśmy stojąc umierali,
                              Niż mamy klęcząc na kolanach żyć."

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez Jaco
                                Raffi, na pewno da się to jakoś wytłumaczyć.
                                Pewnie tak, ze ekspertyzę może napisać kazdy :>

                                Zamieszczone przez Foxx
                                Z. - zostaniemy przy swoich zdaniach i tyle. A jeżeli dla Ciebie nie ma znaczenia, czy ktoś w chwili deklaracji właśnie ją łamie, czy - na tamten moment - składa ją z pełnym przekonaniem... cóz, życzę Ci, byś nigdy nie został np. rozwodnikiem po ślubie kościelnym . Kaczor zwyczajnie popełnił polityczny błąd, za który zapłacił, a Tusk łgał w żywe oczy (i to przez całe tygodnie)... Ot, i cała różnica.

                                Do S24 w ogóle nie nawiązywałem, bo nie wiem pod jakim "pseudonimem operacyjnym" tam działasz. Po prostu podałeś ten przykład tonem, który sam w sobie miał mnie retorycznie "rozłozyć na łopatki"
                                Można co najwyzej sklasyfikować te dwa kłamstwa na: mniejsze i większe. Co nie zmienia faktu, ze to nadal kłamstwa.

                                A co do teo salonu, to w takim razie był to dobry zbieg okoliczności, tak własnie nazwałem swoj ostatni wpis

                                A co do linku o Ćwiąkalskim na temat Biofermu: Co z tego, ze zarzadzali tym oszusci? Czy jak adwomat broni z urzedu gwałciciela to w jakiś sposób staje po stronie gwałcących i zła?

                                Jak dowiedziała się "Gazeta Polska", kancelaria Zbigniewa Ćwiąkalskiego od początku obsługiwała Bioferm. A sam minister występował przed sądem jako obrońca właściciela.
                                No 'GIGANTYCZNE' przestepstwo :O

                                Z zaskoczeniem stwierdzam, że duża grupa osób dała się ogłupić pisowskiej propagandzie, która doprowadza do takiego absurdu, że tylko niemowlak może być ministrem sprawiedliwości, bo nie wszedł z nikim w żadne układy.


                                Pracą adwokata jest obrona ludzi podejrzanych o popełnienie przestępstw. Pracą prokuratora jest oskarżanie takich ludzi i doprowadzenie do ich skazania. A pracą sędziego jest ocena dowodów zebranych przez prokuratora oraz kontrargumentów przedstawionych przez obrońcę. Jednak to tylko ICH praca. Taki jest ich zawód, do tego zostali wykształceni.

                                Zgoda na reprezentowanie klienta nie oznacza w żaden sposób, że obrońca się z nim utożsamia, a tym bardziej, że do końca życia będzie trzymał jego stronę. Często adwokaci mają dylematy moralne związane z reprezentowaniem np. gwałcicieli czy morderców. Taka jest ich profesja.


                                I jeszcze dzisiaj grzmią pisowscy politycy, że Ćwiąkalski sterował prokuraturą w sprawie zdjęcia oskarżeń z Krauzego - wtedy to skandal, a jeśli o tym nie wiedział (jak zapewnia minister) - to też skandal, bo nie ogarnia swojego resortu i nie nadzoruje prokuratury [sic!]. W tej logice, cokolwiek by nie zrobił, jest fatalnie. Pomijam już fakt, że panowie Dochnal i Krauze nie zostali jeszcze skazani prawomocnym wyrokiem, więc należy stosować domniemanie niewinności.

                                Dobry felieton. Tzn myśl głowna, pomijając tą żenade z 'pisowska propagandą' itp, bo takie myslenie, jakie zostało tu skrytykowane nie jest charakterystyczne dla okresonej grupy wyborców - tacy są i w PO i w PiS i w LiD. Koleś troche przegiął, ale meritum osiągnął.

                                Adwokat to nie czarny charakter procesu. To ktoś, kto stara się doprowadzić do sprawiedliwego osądzenia swojego klienta. Tak, by państwo (prokurator) nie uzyło za mocno przymusu.
                                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X