Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez jasin

    a nie - zostaje jeszcze PSL
    I Partia Kobiet.

    Casual, widać chłopaku, że pisałeś to, co Ci z serca płynie. I za to należy Ci się browar. Natomiast lekka przygana za obrażanie niektórych przeciwników politycznych. ')
    "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
    Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
    Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
    Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
    "
    Janusz Waluś - czekaMY!

    Komentarz


    • Zamieszczone przez cnm
      Zamieszczone przez Nazgul
      No sorry, ale to co wymieniłeś to zupełnie inna para kaloszy. Co innego przyznawać coś jak się ma władzę (choć nie twierdzę że to jets dobre) a co innego nie mieć władzy i kupować sobie wyborców. Bo to według mnie trzy razy większy kaliber kurestwa.

      A ja myślałem że ślubu JKM z Giertychem nic nie przebije

      I tylko mi nie mów że to bez różnicy...
      To wybierz sobie dowolną inną obietnicę wyborczą, która jest składana w kampanii - będziesz miał to samo. Jakaś tam obietnica podwyżek dla nauczycieli, policjantów, lekarzy itd. To samo. Układ Korwina z Giertychem to akurat zupełnie co innego - to po prostu wybieg wyborczy, który ma obejść ordynację, niekorzystną dla małych ugrupowań, z kiełbasą wyborczą nie ma to związku.
      Nie.
      Nie będę miał tego samego.
      To jest jak pisałem absolutny skandal. Czym innym jest werbalne kełbasienie wyborcze na które nabierają się durnie bo do nich jest kierowane a czym innym pisemna umowa z konkretną grupą ludzi.

      Masz tu jeszcze jeden komentarz:


      Edit:

      Pomoc nadchodzi:

      DEKLARACJA
      Tel Aviv 07.10.2007
      Ja, Meir Bar (Brandwain) urodzony 17 października 1951 w Polsce w Warszawie zamieszkały w Izraelu w Kiryat Krinicy, legitymujący się izraelskim dowodem tożsamości Nr 068452325, jako były wspólnik firmy Art-B oświadczam pod pełną odpowiedzialnością co następuje:

      W czasie działalności firmy Art-B w Polsce finansowaliśmy partię polityczną Porozumienie Centrum (PC) założoną przez braci Jarosława i Leszka Kaczyńskiego, której byli przywódcami. Obydwaj bracia Kaczyńscy w sposób wyczerpujący byli oficjalnie informowani na bieżąco o faktach finansowania ich oraz ich partii politycznej ze środków pochodzących z Art-B z operacji finansowej "Oscylator". Jednym z dowodów na to jest sprawozdanie złożone dnia 19 stycznia 1993 na ręce Marszałka Sejmu R.P., pana Wiesława Chrzanowskiego przez Macieja Zalewskiego, ówczesnego Sekretarza Stanu Kancelarii Prezydenta R.P, oraz Posła na Sejm R.P. W czerwcu 1991 roku na żądanie braci Kaczyńskich środki z "Oscylatora" w wysokości 17 mld PLZ (ówcześnie równowartość 1,7 mill USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w gotówce na zakup akcji spółki .Telegraf przez Art-B. Jednocześnie na konto firmy "Telegraf" dokonano przelew w wysokości 40 mld PLZ (równowartość $4,2 mill) na pokrycie niespłaconego kredytu udzielonego tej firmie przez bank BPH w Krakowie- Założona we wrześniu 1990 r. spółka "Telegraf" finansowała działalność patii PC kierowanej przez braci Kaczyńskich. Prezesem spółki był Maciej
      Zalewski.

      W akcie oskarżenia przeciwko Bogusławowi Bagsikowi, Andrzejowi Gąsiorowskiemu i mnie cynicznie wliczono tę kwotę jako nierozliczone środki nielegalnie zagarnięte z systemu bankowego !!! Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że firma Art-B została oszukana przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Po braku akceptacji z naszej strony do dalszej współpracy z braćmi Kaczyńskimi oraz dalszego wykorzystywania nas do finansowania ich
      poczynań, nasza działalność została przez nich nagle uznana za kryminalną i niebezpieczną dla systemu działania państwa polskiego. Dodatkowo, po otrzymaniu informacji o finansowaniu przez nas bankrutującej fabryki ciągników "Ursus" w okresie tuż przed zbliżającymi się wyborami do Sejmu i Parlamentu R.P. w 1991 roku, bracia Kaczyńscy wpadli w panikę twierdząc że na skutek naszej działalności "zostaną załatwieni od strony chłopów" oraz że w ten sposób Art-B przeciągnie tych wyborców do konkurencyjnej partii politycznej - Unii Demokratycznej, że Unia wtedy zdobędzie dodatkowo 25% głosów więcej, co w mniemaniu braci Kaczyńskich zaburzy istniejącą równowagę polityczną w Polsce, czyli powodując sytuację utraty przez nich absolutnej władzy którą wtedy posiadali. Konsekwentnie na skutek działań braci Jarosława i Lecha Kaczyńskiego zmuszeni zostaliśmy do opuszczenia Polski. Systematyczną eksterminację firmy Art-B za pomocą uruchomionego
      przez nich aparatu władzy, służb specjalnych, oddziałów antyterrorystycznych Jarosław i Lech Kaczyńscy traktowali jako "precedens na którego przykładzie można było zobaczyć jak
      państwo polskie może bronić się kiedy jest bezradne". Operacja finansowa "Oscylator" która przez miesiące stanowiła źródło nieograniczonych wpływów dla partii politycznej kierowanej przez braci Kaczyńskich, będąca wówczas w ich prawnej i profesjonalnej ocenie operacją całkowicie legalną nagle została uznana przez nich za działalność przestępczą w kontekście naszej odmowy na dalsze wykorzystywanie naszego potencjału. Zostały za nami wysłane międzynarodowe listy gończe - za Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim, oraz mną, Meirem Barem. Następstwem tego Bogusław Bagsik został w 1993 roku aresztowany w Szwajcarii, deportowany do Polski, skazany na 9 lat wiezienia miedzy innymi za rzekome wyprowadzenie kilkuset milionów dolarów przy pomocy "Oscylatora" z polskiego systemu bankowego w tym wliczając środki przekazane na "Telegraf" i PC. Ja zostałem aresztowany w Niemczech w Iipcu 2000 roku w Monachium, jednakże nie doszło do mojej ekstradycji do Polski. W tym czasie prokuratorem generalnym w Polsce był Lech Kaczyński - ten sam człowiek, który uprzednio kierował partią PC finansowaną z działalności firmy Art-B ze środków generowanych z tzw. "Oscylatora". Zdawał on sobie doskonałe sprawę, że mój pobyt w polskim wiezieniu, oraz moje zeznania w trakcie obrony w procesie w polskim sądzie raz na zawsze mogą skompromitować publicznie braci Kaczyńskich w Polsce zamykając drogę ich ambitnym i niezaspokojonym planom politycznym. Na moje więc szczęście, z obawy przed możliwością wywołania skandalu i nieuchronną kompromitacją, Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło ostatecznie możliwość mojej ekstradycji do Polski. Wykorzystując polskie media Lech Kaczyński objawił społeczeństwu zarzuty o rzekomym wyłudzeniu przeze mnie z polskich banków kwoty 47 mill USD. Natomiast w oficjalnym wniosku o ekstradycję zaniżono drastycznie zarzucaną kwotę pieniężną (po przeliczeniu ze złotówek) do około kilkuset marek zachodnich - czyli ilości nie kwalifikującej się nawet przy pospolitej kradzieży do jakiegokolwiek ścigania, w Polsce Bogusław Bagsik został skazany za te same rzekome przestępstwa na kwotę kilkaset milionów dolarów, a przecież w przedstawionych mi zarzutach mieliśmy być wspólnikami. Lech Kaczyński będący wówczas Prokuratorem Generalnym R.P. spowodował niedoręczenie do odpowiednich władz w Niemczech końcowego wniosku o dokonanie ekstradycji w wymaganym ustawowo terminie 40 dni. Popełnił to zaniedbanie świadomie i z premedytacją, pomimo bezpośredniego otrzymywania codziennych ponagleń ze strony Prokuratora Generalnego Bawarii zaniepokojonego takim obrotem sprawy. Na ten temat w późniejszym Lech Kaczyński składał publicznie szereg sprzecznych ze sobą i całkowicie niezgodnych z prawdą oświadczeń, na przykład iż zawinił tłumacz który przez 40 dni nie zdążył przetłumaczyć w sumie krótkiego wniosku o ekstradycję. Innym razem - że to właśnie władze niemieckie bez powiadomienia strony polskiej zmieniły procedurę i uwolniły mnie na trzy dni przed obowiązującym terminem (!!!). Jako osoba odpowiedzialna za resort sprawiedliwości to on sam decydował o każdym kroku, i on był odpowiedzialny za całość procedury.

      Moim ówczesnym obrońcą był autorytet prawny najwyższej światowej sławy - adwokat Alan Dershovrtz, będący wieloletnim rektorem katedry prawa na prestiżowej uczelni Harward, przewodniczącym kilkudziesięciu międzynarodowych komisji prawnych, obrońcą w niezliczonej ilości najważniejszych spraw karnych naszego globu. Adwokat Alan Dershovitz odbył osobiście podróż do Polski i spotkał się z Prezydentem R.P. przedstawiając mu swój punkt widzenia na całą zaistniałą sprawę. Poinformował go o międzynarodowym prawnym
      skandalu jaki zaistnieje, jeżeli dojdzie do mojej ekstradycji. Wyjaśnił w detalach wszystkie błędy proceduralne jakie popełniła polska prokuratura w przebiegu całego postępowania karnego jakie wszczęto przeciwko mnie i moim partnerom z Art-B. Jednocześnie autorytatywnie poinformował Lecha Kaczyńskiego, iż wystawiony przeciwko mnie międzynarodowy list gończy jest wystawiony sprzecznie z obowiązującymi międzynarodowymi przepisami prawa: wniosek o ekstradycję został podpisany przez zastępcę prokuratora rejonowego (!!!) jednej z dzielnic Warszawy. Jarosław Kaczyński miał w pełni świadomość iż w myśl obowiązujących wówczas przepisów taki wniosek powinien podpisać zastępca prokuratora generalnego, apelacyjnego czy okręgowego, oraz potwierdzony przez odpowiednią w tym przypadku instancję sądu.

      W identyczny sposób skomentowali ten fakt również sędziowie niemieccy. Sędzia w Monachium po otrzymaniu wniosku o ekstradycję z tak poważnym proceduralnym błędem nie mógł oczywiście podjąć decyzji o przedłużeniu mojego aresztowania w oczekiwaniu na dostarczenie przez polskiego prokuratora generalnego ostatecznego wniosku o dokonanie ekstradycji, wiec polecił natychmiastowe zwolnienie mnie z aresztu po upływie 40 dni.. Strona niemiecka konsekwentnie wychodziła z założenia, ze strona polska się po prostu pomyliła i wysłała te dokumenty do polskiego Prokuratora Generalnego celem weryfikacji, Niemcy otrzymali te dokumenty od strony polskiej z ponownym potwierdzeniem, że według opinii strony polskiej żadnej pomyłki nie popełniono.

      W lipcu 20O6 roku Andrzejowi Gąsiorowskiemu powinien zakończyć się okres przedawnienia wynoszącym 15 lat. Pod pozorem nierozstrzygniętej prawnie w ciągu 15 lat sprawy FOZZu, Lech Kaczyński był inicjatorem nowelizacji polskiego prawa wydłużającej czas przedawnienia poważnych przestępstw o następne 5 lat. Niemniej jednak w sprzeczności z aktualnym stanem prawnym podjęto decyzję, iż zarzuty wobec Andrzeja Gąsiorowskiego przedawniają się dopiero w lipcu 2016 r, a więc po dodatkowych 10 lalach (łącznie 25 lat). Tak wiec bez względu na sprzeczności z europejskim systemem prawnym, oraz bez uwzględniania zasady - iż wprowadzana nowelizacja prawna nie działa wstecz - Andrzej Gąsiorowski pozostał skutecznie wyeliminowany na dalsze 10 lat jako źródło potencjalnego zagrożenia w politycznej karierze Lecha t Jarosława Kaczyńskich. Moja deklaracja jest zgodna z prawdą i nie jest prowokacją polityczną. Prawda i sumienie nakazało mi sporządzić tą deklarację. Na skutek mojego aresztowania w Niemczech poniosłem koszty związane
      z moją obroną w wysokości przekraczającej 10 mill USD. Moje imię zostało zniesławione w izraelskich, niemieckich, polskich, i międzynarodowych mediach, powodując wycofanie się wielu partnerów z realizowanych transakcji, skutkiem czego poniosłem straty finansowe
      sięgające kilkudziesięciu milionów dolarów.

      Oświadczam, ze moja znajomość języka polskiego jest całkowicie wystarczająca dla pełnego zrozumienia treści niniejszego dokumentu bez potrzeby korzystania z tłumacza. Potwierdzam to w obecności notariusza swoim własnoręcznym podpisem.

      Tel Aviv, 7 października 2007 roku

      Meir Bar (Brandwaiman).
      From flood into the fire
      One thousand voices sing
      We're in this together
      For whatever fate may bring

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Nazgul
        Nie.
        Nie będę miał tego samego.
        To jest jak pisałem absolutny skandal. Czym innym jest werbalne kełbasienie wyborcze na które nabierają się durnie bo do nich jest kierowane a czym innym pisemna umowa z konkretną grupą ludzi.
        Wręcz przeciwnie - to lepiej, że jak ktoś się do czegoś zobowiązuje, to daje to na papierze. To akurat zwiększa wiarygodność i odpowiedzialność za słowo, które totalnie sie zdezawuowało (na przykład: "Jarosław obiecuje dymisję"). Z przedmiotem obietnicy można się zgadzać lub nie, ale danie jej na piśmie prędzej zbija argument o kiełbasie wyborczej niż ją podkreśla. To coś jak podpisywanie przez Jarosława Kaczyńskiego umów ze związkami zawodowymi, np:

        "Przewodniczący NSZZ Solidarność Janusz Śniadek i premier Jarosław Kaczyński podpisali 27 sierpnia 2007 roku porozumienie dotyczące realizacji postulatów "Solidarności" o następującej treści:
        [...]
        Rząd RP zrealizuje porozumienie podpisane z NSZZ „Solidarność” w lutym 2007 r. dotyczące reformy ochrony zdrowia, w szczególności wystąpi w trybie pilnym z inicjatywą ustawodawczą gwarantującą wzrost płac w najbliższych latach dla wszystkich grup zawodowych w ochronie zdrowia w kształcie wynegocjowanym z Sekretariatem Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”."

        Ot pisemna umowa z grupą ludzi w okresie przedwyborczym.
        http://mocneslowa.com - centrum cytatu politycznego

        Komentarz


        • Zostajemy przy swoich zdaniach zatem. Jeśli Ty nie widzisz różnicy to nasza dyskusja jest bezcelowa.

          Zamieszczone przez Z.
          Wszystko fajnie do momentu dopoki do władzy nie dojdzie SLD, nie bedzie swoją słuzbą "czyiscic" szeregów PiS i robić tuz przed wyborami show.
          No przecie i tak cały czas robią lub współrobią.

          A przy Rywinie jak było? (chodzi mi o raport Błochowiak)...
          From flood into the fire
          One thousand voices sing
          We're in this together
          For whatever fate may bring

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Nazgul
            Zostajemy przy swoich zdaniach zatem. Jeśli Ty nie widzisz różnicy to nasza dyskusja jest bezcelowa.
            To wskaż proszę różnicę między zawarciem na piśmie umowy z przedstawicielami 6o-tysięcznej grupy ludzi, która pracuje bądź pracowała w ogromnej państwowej firmie, a zawarciem umowy na piśmie z przedstawicielami związku zawodowego "Solidarność". Ja widzę dwie różnice:

            1. Umowa z przedstawicielami pracowników PGNiG de facto realizuje niedotrzymaną umowę sprzed 2 lat, natomiast umowa ze związkiem zawodowym po prostu sypie dodatkową kasą.

            2. Pierwszą umowę zawarł Donald Tusk, a drugą Jarosław Kaczyński.

            Widzisz inne różnice, czy punkt 2. wystarczy do zamknięcia dyskusji?
            http://mocneslowa.com - centrum cytatu politycznego

            Komentarz


            • Są podstawy, by uchylić immunitet znanym posłom z PO

              Mamy podstawy, by uchylić immunitet pewnym znanym posłom z PO. Ale ze względu na kampanię wyborczą teraz tego nie robimy - mówił prezydent Lech Kaczyński w radiowych "Sygnałach Dnia".


              Sygnały Dnia: Prawda jest ważna, wobec tego dlaczego CBA nie przedstawi na przykład materiałów operacyjnych z zatrzymania osób związanych z Prawem i Sprawiedliwością?

              Lech Kaczyński: Bo te osoby zostały zatrzymane i Prawo i Sprawiedliwość nigdy nie kryło tego, że zatrzymuje także i własnych ludzi. Jeden z wiceprezydentów miast, oczywiście, z Prawa i Sprawiedliwości został zatrzymany. Prawo i Sprawiedliwość schwytało własnego ministra spraw wewnętrznych i nie ukrywało tej sprawy. Prawo i Sprawiedliwość usunęło ministra sportu i aresztowało kierownictwo Ośrodka... Olimpijskiego Ośrodka Sportu, już nie pamiętam, jak to się nazywa.

              Centralny Ośrodek Sportu.

              - Tak, Centralnego Ośrodka Sportu. Prawo i Sprawiedliwość dawało wielokrotnie przykład tego, że nie ma znaczenia, czy ktoś jest ze mną związany, czy nie, znaczy z przywódcami. Przecież Janusz Kaczmarek był ze mną związany bardzo mocno. A mówiąc szczerze, są w tej chwili podstawy do tego, żeby zażądać uchylenia immunitetu pewnych posłów Platformy Obywatelskiej, ale się tego nie robi właśnie ze względu na kampanię.

              Czy to są znaczący posłowie?

              - Tak.

              Z pierwszej ligi?

              - No, nie z pierwszej piątki może, ale z pierwszej ligi na pewno.

              I ilu ich jest?

              - No nie, tego, daruje pan...

              A zarzuty jakiej natury?

              - Daruje pan, ale nie będę mówił.

              Zarzuty jakiej natury?

              - Daruje pan, nie będę się (...).

              Panie prezydencie, dwa dni kampanii, tak jak powiedziałem na wstępie, głowa państwa, pytanie: jakimi kryteriami powinni kierować się Polacy, podejmując decyzję? Przed jakim wyborem Polska stoi?

              - Polska stoi przed wyborem kontynuacji tego, co jest, to nie zawsze jest miłe, zdaję sobie z tego sprawę, ale co jednak nawet według badań Fundacji Batorego, która naprawdę nie jest przychylna PiS-owi, wskazują, że ludzie się zaczynają... ludzie nieuczciwi, bo większość ludzi jest uczciwa i nie trzeba ich straszyć, że będzie (...), ale że ci, którzy nie są uczciwi zaczynają się bać korupcji, że powinni się opowiedzieć za tą Polską, która się szybko rozwija, mimo że nie wprowadzono ani bardzo niskich podatków dla najzamożniejszych, ani nie obcięto świadczeń socjalnych. Wręcz odwrotnie – te świadczenia w pewnym zakresie podniesiono.

              Inaczej mówiąc, to stwierdzenie, że albo Polska się będzie szybko rozwijać, albo będziemy utrzymywać wcale niewysoki, ale przynajmniej jako taki poziom świadczeń socjalnych, bo one wcale nie są wysokie. Niech się pan redaktor zapyta emerytów, jak oni oceniają swoje świadczenia, które netto wynoszą po kilkaset złotych czy po tysiąc złotych. Ale przecież żądano ich obcięcia, jednocześnie gwałtownego wzbogacenia grupy najzamożniejszych. Nie nastąpiło to, a Polska w ciągu tych dwóch lat wzbogaciła się o prawie 13%.

              Wzrosły wynagrodzenia, gwałtownie spadło bezrobocie. Ja bym zaproponował, żeby ludzie się przede wszystkim kierowali, nasi obywatele, tym, jakie są fakty, a nie jakie są mity, bo do pisma Fakty i Mity, jak wiadomo związanego z panem Piotrowskim, ostatnio się odwołał pewien znany przywódca, wskazując tym, jakich wymiarów jest człowiekiem.

              Mamy podstawy, by uchylić immunitet pewnym znanym posłom z PO. Ale ze względu na kampanię wyborczą teraz tego nie robimy - mówił prezydent Lech Kaczyński w radiowych "Sygnałach Dnia".




              Lesio nie wytrzymuje ciśnienia kampanii i chyba bolą go sondaże
              jest cynizm w skurwysynach...

              Komentarz


              • O! A dziś mamy kolejny odcinek pt. "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

                Sąd uznał, że rozpowszechnianie informacji o prywatyzacji szpitali prze PO jest kłamstwem. Ale co tam, sąd się nie zna

                Prywatyzację miejskiego szpitala w Bydgoszczy wspiera wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Tomasz Markowski. Znalazł nawet prywatnego inwestora, pisze "Gazeta Wyborcza".

                Pismo przypomina słowa premiera Jarosława Kaczyńskiego, że rząd, na czele którego stoi, nigdy nie miał planu prywatyzacji szpitali. Jednak wbrew temu, co mówi, prywatyzacja się toczy, podkreśla "Wyborcza". Tak jest np. z miejskim szpitalem w Bydgoszczy.

                Tomasz Markowski - szef PiS w Bydgoszczy i jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego - pół roku temu zaangażował się w prywatyzację tej lecznicy. To do niego zwróciła się warszawska spółka Magodent, która chciała przejąć szpital miejski.

                Tak, spotkałem się z przedstawicielami Magodentu - potwierdza poseł. - Ale w sprawie prywatyzacji szpitala miejskiego rozmawiałem również z inną spółką - dodaje szybko.

                O pośle Markowskim zrobiło się głośno, gdy "Wyborcza" ujawniła, że wyłudził z Kancelarii Sejmu niemal 140 tys. zł dzięki fałszywemu meldunkowi w Bydgoszczy. Markowski wciąż pozostaje szefem bydgoskiej struktury PiS. Nie został jednak wpisany na listę kandydatów PiS do Sejmu. Jednak wśród polityków PiS jest typowany nawet na nowego wojewodę kujawsko-pomorskiego.
                tak wiem, Gazietka

                ale żeby nie było:
                Ostatnie dni kampanii toczą się wokół sporu o prywatyzację szpitali. PiS oraz PO wzajemnie oskarżają się o takie pomysły. Dotąd tak ostro przeciwko nim nie protestowali, choć samorządy od dawna przekształcają szpitale w placówki prywatne.

                PiS w swoim spocie twierdzi: „Propozycja PO – prywatyzacja szpitali”, a minister Zbigniew Religa deklaruje, że nigdy się na to nie zgodzi. Sąd zdecydował, że ponownie rozpatrzy oddalony wcześniej wniosek Platformy o zakazanie emisji tej reklamy. Politycy nie zauważyli wczoraj, że zaczęły strajkować pielęgniarki, za to przerzucali się oskarżeniami. Posłanka PO Ewa Kopacz zarzuciła Relidze, że deklarował w „News-weeku”: „Prywatyzujemy, ale nie za 1 zł”. Paru polityków PiS w odpowiedzi dowodziło, że PO ma w swym programie prywatyzację. A premier oświadczył, że jest temu radykalnie przeciwny. PiS na swoich stronach internetowych ogłosiło nawet sondę, czy uważamy prywatyzację szpitali za rozsądne rozwiązanie problemu służby zdrowia. Odpowiedzi musiały partię zdziwić: 46 proc. uznało go za dobry pomysł, 49 proc. – za skandaliczny.

                Sam Religa stwierdził, że on i PiS nie proponują prywatyzacji, ale są rozsądni i nie będą jej blokować za wszelką cenę. Dodał, że prawo na to pozwala i są sytuacje, kiedy można to zaakceptować. – Wszystkie partie przygotowują demagogiczne spoty, które straszą ludzi i przez to blokują reformy. Na co te partie wydają pieniądze?! – dziwi się socjolog Jacek Raciborski.
                całość: http://www2.rp.pl/artykul/63171.html

                to jak z tą prywatyzacją? Niewygodna sprawa?

                ale my jedziemy dalej:
                Niepubliczne szpitale także leczą bezpłatnie

                * W Polsce jest ponad 222 niepublicznych szpitali
                * Prywatne placówki ochrony zdrowia również podpisują kontrakty z NFZ
                * Szpitale niepubliczne nie mają długów, a ich koszty funkcjonowania są niższe

                Oprócz 700 publicznych szpitali działa w Polsce 170 prywatnych. Do tego dochodzi jeszcze ponad 50 niepublicznych szpitali samorządowych, które również przekształciły się w spółki prawa handlowego. Różnica między nimi polega na tym, że w tych pierwszych udziały należą wyłącznie do prywatnych inwestorów, natomiast w szpitalach samorządowych najczęściej udziałowcem większościowym jest podmiot publiczny, czyli np. powiat. Wszystkie mają kontrakty z NFZ. Oznacza to, że pacjenci są tam leczeni bezpłatnie.

                W 2007 roku wartości kontraktów prywatnych szpitali z funduszem ma przekroczyć 600 mln zł. Przewaga szpitali niepublicznych nad ich publicznymi odpowiednikami polega również na tym, że kontrakt z NFZ nie oznacza dla nich jedynego źródła finansowania. Mogą bowiem wykonywać na rzecz pacjentów ubezpieczonych w NFZ także świadczenia odpłatnie, czego nie mogą robić szpitale działające w formie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

                Prywatne placówki nie mają długów, prowadzą przejrzystą politykę finansową, a zarządzający nimi ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w swoich zakładach.

                Zgodnie z danymi resortu zdrowia, szpitale niepubliczne stanowią 21 proc. liczby szpitali. Posiadają ponad 8 tys. łóżek. W prywatnych szpitalach jest zdecydowanie krótszy okres hospitalizacji pacjentów. Pacjent przebywa tam średnio 5,5 dnia, a w zakładzie publicznym - 6,6 dnia. Koszty są więc niższe.

                Zdaniem zarządzających prywatnymi zakładami ochrony zdrowia świadczy to o tym, że lepiej i efektywniej wykorzystują one swoje zasoby.

                - Funkcjonowanie szpitala niepublicznego jest tańsze średnio o około 30 proc. w porównaniu z publicznymi zakładami opieki zdrowotnej - podkreśla Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych.
                zachęcam do przeczytania całości: http://www.gazetaprawna.pl/?action=s...9.16.1.0.1.htm


                Wystarczy?

                Komentarz


                • Zamieszczone przez daimler
                  Ale co tam, sąd się nie zna
                  Znać się zna ale przecież układy zobowiązują
                  jest cynizm w skurwysynach...

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez Dziennik
                    Zasady zobowiazuja

                    Celne pytanie Aleksandra Kwaśniewskiego podczas debaty z Donaldem Tuskiem o prywatyzację szpitali w programie PO to pomysł... sztabowców PiS - pisze "Dziennik".

                    Według gazety to rzecznik PiS Adam Bielan przed poniedziałkową debatą Kwaśniewski - Tusk przekazał współpracownikowi byłego prezydenta program Platformy z zakreślonym fragmentem, który wskazywał słaby punkt lidera PO. Wiosenny program Platformy zawierał bowiem plan prywatyzacji szpitali, a w tym przygotowanym na wybory tego fragmentu już nie ma. Pytanie o to Kwaśniewski zadał Tuskowi.

                    Waldemar Dubaniowski ze sztabu LiD nie chciał ujawnić, skąd pomysł, by Kwaśniewski w debacie wykorzystał argument będący kanwą kampanii PiS. Nie zaprzeczył jednak, że to Bielan podpowiedział mu tę strategię. Z Adamem Bielanem gazecie nie udało się skontaktować.

                    W czasie poniedziałkowej debaty, gdy Tusk zapytał byłego prezydenta o służbę zdrowia, ten odpowiedział pytaniem o prywatyzację szpitali. - Panie przewodniczący, jak to jest, że teraz się z tego wycofujecie? - dociskał Kwaśniewski. Tusk poradził mu, by dobrze sprawdził, bo w programie "nie ma słowa +prywatyzacja+ w kontekście szpitali". Były prezydent odczytał fragment, który nie pozostawił wątpliwości, że jest inaczej.
                    To moj pierwszy post od maja, w czerwcu mialem zapytac Foxxa o "Pakiet Kluski". Dzis, w pazdzierniku, oszczedze Foxxowi trudu wyszukiwania setek linkow i nie porusze tego tematu.

                    W związku z Pańską publiczną oceną mojej osoby, ale także ze względu na brak zgody w partii na mówienie tego, co się myśli, na polemikę z niektórymi błędnymi decyzjami ani na krytykę wybieranej taktyki działania składam na Pana ręce rezygnację z członkostwa w PiS
                    Kazimierz Marcinkiewicz
                    No prosze ma jaja chlop. Karly go teraz opluja. Co ja mowie, juz to robia.
                    Pytanie na koniec, jak to sie dzieje, ze Pis przegrywa w sadzie sprawy z PO? "Brak programu", "prywatyzacja szpitali", "KRUS" ... Sklad sedziowski do wymiany czy nazwyczajniej malutcy posluguja sie klamstwem w swej propagandzie?
                    Odpowiedzi w stylu "semantyczne nadużycie" odpadaja.

                    Komentarz


                    • Konferencja LiD-u

                      cele-obrona praw człowieka z Kwachem w tle
                      Czas kończyć z baranami na forumce

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez cnm
                        Zamieszczone przez Nazgul
                        Zostajemy przy swoich zdaniach zatem. Jeśli Ty nie widzisz różnicy to nasza dyskusja jest bezcelowa.
                        To wskaż proszę różnicę między zawarciem na piśmie umowy z przedstawicielami 6o-tysięcznej grupy ludzi, która pracuje bądź pracowała w ogromnej państwowej firmie, a zawarciem umowy na piśmie z przedstawicielami związku zawodowego "Solidarność". Ja widzę dwie różnice:

                        1. Umowa z przedstawicielami pracowników PGNiG de facto realizuje niedotrzymaną umowę sprzed 2 lat, natomiast umowa ze związkiem zawodowym po prostu sypie dodatkową kasą.

                        2. Pierwszą umowę zawarł Donald Tusk, a drugą Jarosław Kaczyński.

                        Widzisz inne różnice, czy punkt 2. wystarczy do zamknięcia dyskusji?
                        Widzę.

                        Umowa Kaczyńskiego jest mglista i zrealizować można ją na tysiąc różnych sposobów z prywatyzacją służby zdrowia włącznie, określa cele a nie sposoby. Umowa Tuska rozdrabnia akcjonariat PGNiG co jest szkodliwe dla bezpieczeństwa energetycznego kraju (spółka jest notowana na GPW jak się okazuje) a poza tym w sposób niezawoalowany sięga do naszych kieszeni. Tyle.
                        From flood into the fire
                        One thousand voices sing
                        We're in this together
                        For whatever fate may bring

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez CywiL
                          Przeczytałem do drugiego akapitu, po serii "zmasowanych, niewyobrazalnych, bezczelnych i kłamliwych" mi się znudziło...
                          No tak, faktycznie. Ataki na PiS to nie żadna kanonada. Są przecież ledwo zauważalne, symboliczne i przede wszystkim jak najbardziej uzasadnione.

                          A wypowiedzi "oralnych autorytetów" są godne, poprawne politycznie, charakteryzujące się się wielką troską o Polskę demokratyczną, wolną od agresji, pogardy i metod rodem z PRL.



                          Po prostu spróbowałem nazwać pewne rzeczy po imieniu panie CywiL, stąd takie a nie inne zwroty
                          Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
                          - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
                          Zapamiętał.

                          Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez casual
                            No tak, faktycznie. Ataki na PiS to nie żadna kanonada. Są przecież ledwo zauważalne, symboliczne i przede wszystkim jak najbardziej uzasadnione.
                            takie życie, partia rządząca zawsze musi być przygotowana na permanentną krytykę. Jak ktoś sobie z tym nie radzi, niech zajmie się szydełkowaniem.
                            Nie wiem czemu Kaczyński maiłby być tutaj inaczej traktowany niż Miller, Belka czy Kszaklewski.

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez Nazgul
                              Umowa Kaczyńskiego jest mglista i zrealizować można ją na tysiąc różnych sposobów z prywatyzacją służby zdrowia włącznie, określa cele a nie sposoby. Umowa Tuska rozdrabnia akcjonariat PGNiG co jest szkodliwe dla bezpieczeństwa energetycznego kraju (spółka jest notowana na GPW jak się okazuje) a poza tym w sposób niezawoalowany sięga do naszych kieszeni. Tyle.
                              Z tą kieszenią to bez przesady - to nie jest tak, że trzeba teraz z budżetu wysupłać 4 miliardy i odkupić od kogokolwiek akcje i rozdać je pracownikom, chodzi o oddanie czegoś co jest własnością skarbu państwa, a do tego oddania rząd się już zobowiązał wcześniej. Ciągle to pomijasz. To nie jest alternatywa między sprzedaniem a rozdaniem tych akcji. A wręcz w w tej propozycji jest rozważane, że PGNiG odkupi akcje od skarbu państwa i odda je pracownikom, czyli budżet mógłby nawet... zarobić. Co do "szkodliwości rozdrobnienia akcjonariatu" to jest to spora nadinterpretacja, ale już nie będę do tego wracał bo temat został szeroko omówiony wcześniej.
                              http://mocneslowa.com - centrum cytatu politycznego

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez cnm
                                Zamieszczone przez Nazgul
                                Umowa Kaczyńskiego jest mglista i zrealizować można ją na tysiąc różnych sposobów z prywatyzacją służby zdrowia włącznie, określa cele a nie sposoby. Umowa Tuska rozdrabnia akcjonariat PGNiG co jest szkodliwe dla bezpieczeństwa energetycznego kraju (spółka jest notowana na GPW jak się okazuje) a poza tym w sposób niezawoalowany sięga do naszych kieszeni. Tyle.
                                Z tą kieszenią to bez przesady - to nie jest tak, że trzeba teraz z budżetu wysupłać 4 miliardy i odkupić od kogokolwiek akcje i rozdać je pracownikom, chodzi o oddanie czegoś co jest własnością skarbu państwa, a do tego oddania rząd się już zobowiązał wcześniej. Ciągle to pomijasz. To nie jest alternatywa między sprzedaniem a rozdaniem tych akcji. A wręcz w w tej propozycji jest rozważane, że PGNiG odkupi akcje od skarbu państwa i odda je pracownikom, czyli budżet mógłby nawet... zarobić. Co do "szkodliwości rozdrobnienia akcjonariatu" to jest to spora nadinterpretacja, ale już nie będę do tego wracał bo temat został szeroko omówiony wcześniej.
                                Uważam, że akurat rząd nie powinien się do tego zobowiązywać a jeśli to zrobił to przynajmniej dobrze że nie dotrzymał. To że PGNiG może odkupić akcje i je rozdać ale pamiętaj że to jest firma państwowa więc odkupi je za państwowe pieniądze i kółko się zamyka.

                                Kończąc: Sprywatyzować PGNiG można, ale trzeba to robić niezwykle ostrożnie. Jak dla mnie - patrz początek dyskusji.
                                From flood into the fire
                                One thousand voices sing
                                We're in this together
                                For whatever fate may bring

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X