Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez Nazgul
    Zamieszczone przez Yevaud
    Zamieszczone przez Nazgul
    Janusza traktuję inaczej niż Kaczyńskiego. Ot i masz odpowiedź.
    Rozumiem.
    Wszystko, co zrobi Kaczynski jest wporzo. Gdyby to samo zrobil ktokolwiek inny to chujnia.
    Nie. Nie rozumiesz.

    Po prostu od UPR wymagam więcej. Kropka.
    Swietnie.
    Od Kwacha wymagam mniej (najlepiej, zeby wogole w polityce go nei bylo) w zwiazku z tym powinienem byc zachwycony wszystkim co robi Kwach a zniesmaczony, jesli robi to Kaczynski?

    Prawda. nie rozumiem. Szczegolnei w przypadku zwolennika(?) UPR, bo to takie
    socjalistyczne podejscie. Od lepszych panstwo tez wymaga znacznie wiecej a gorszych promuje. Jeszcze zanim zaczna placic podatki. Ot - zdolny student skonczy studia rok szybciej niz przecietny. Zly student rok pozniej niz przecietny.
    Efekt: zdolny student traci prawo do przejazdow z ulga studencka 2 lata wczesniej niz mierny.

    Jesli sie zludzenia stracilo to wypadaloby teraz bez sentymentow porownac program i wybrac lepszy. Podwyzki podatkow (Wlasnie rzad sie zgodzil na "skladke Religi")/dreptanie w miejscu, czy reformy gospodarcze.

    No chyba, ze dziala prawo zawiedzonej milosci. Tak jak niegdys z SLD?
    koko koko Skorza spoko...

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Foxx
      Yevaud - Kwaśniewski nie jest krytykowany za "nawoływanie do współpracy z największym partnerem", tylko za apelowanie do Niemców o zaostrzenie kursu wobec własnego państwa.
      To Niemcy powinni czuc sie obrazeni, ze niedoszly mgr postkomunista daje dobre rady, jak prowadzic polityke zagraniczna.

      W moim przekonaniu akurat ostrzejszy kurs Niemiec wobec Polski tylko by Polsce na dobre wyszedl. Zmusilby do realniejszej polityki zagranicznej a nie glupiego wymachiwania szabelka tudziez prezenia dmuchanych muskulow.

      Odnosnie PO:
      Ani mnie nie ziebi ani nie grzeje. Rokity nie znosze. Nie ma w PO od dawna Gilowskiej - nie przekonalo mnie to do PO. Brak Rokity tez mnei nie przekona.

      Chociaz, jak sobie pomysle taka wymiana: Rokita odchodzi, Mezydlo przychodzi - to PO sie ciut sympatyczniejsza wydaje. Jeszcze troche bardziej sympatyczna bylaby z Borusewiczem. A jakby sie Tuska pozbyli... moglbym nawet od czasu do czasu zastanawiac sie czy wole PiS czy PO. (Obecnie bez wielkiego wahania PiS, choc tak naprawde zadna z tych partii)...
      koko koko Skorza spoko...

      Komentarz


      • Różnimy się zupełnie w ocenie kursu Niemiec i jego wpływu na polską polityke.

        Co do PO, zadziwiasz . Podajesz przykłady polityków godnych szacunku, ale zawsze marginalnych, w chwili gdy "dwór Tuska" jest silny, jak nigdy dotąd i własnie powoduje kolejny kryzys w partii...
        My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

        Komentarz


        • Ciekawa lektura - polecam:

          http://blog.rp.pl/blog/2007/09/11/pi...-konstytuanta/

          Co prawda polityka nie jest - jak zauważył Otto von Bismarck - nauką ścisłą, ale jednak to i owo również w tej dyscyplinie daje się przewidzieć. Na przykład stawiam polskie złote przeciw białoruskim rublom, że po wyborach szybko zatęsknimy do Sejmu V kadencji, który rozwiązał się w ostatni piątek.

          Jeśli do Sejmu VI kadencji swoich posłów wprowadzą Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska, Lewica i Demokraci oraz - być może - Samoobrona, a PiS nie uzyska zdolności do samodzielnego sformowania rządu ani nie stworzy gabinetu razem z PO (co jest wielce prawdopodobne), wówczas PO będzie musiała utworzyć koalicję rządzącą z LiD. A że trudno sobie wyobrazić, by taka koalicja miała dość głosów do przełamywania weta prezydenta, wnet może się okazać, że pat przedwyborczy zostanie zastąpiony patem powyborczym.

          Prezydent będzie mógł z łatwością odrzucać inicjatywy ustawodawcze koalicji rządzącej, która ugrzęźnie w sporach z głową państwa. Formalnie większościowa koalicja będzie zatem de facto koalicją mniejszościową i nie miną dwa lata, a wyborcy znużeni sporami na szczytach władzy znów jedynego sensownego rozwiązania zaczną upatrywać w samorozwiązaniu Sejmu.

          Może więc lepiej nie czekać na spełnienie się tego czarnego scenariusza i od razu zachęcić Sejm VI kadencji do przekształcenia się w konstytuantę. Ta swoją działalność winna ograniczyć do takiej zmiany konstytucji i ordynacji wyborczej, która ułatwiałaby wyłanianie przez następne sejmy stabilnych większości i utrudniałaby wzajemne blokowanie się władz Rzeczypospolitej, nie rezygnując z ich wzajemnego kontrolowania się. Po spełnieniu tego zadania konstytuanta powinna się rozwiązać, a prezydent winien rozpisać - już na podstawie nowej ustawy zasadniczej i ordynacji wyborczej - przedterminowe wybory.

          Niestety, ten plan nie ma raczej szans na realizację, więc przygotujmy się po wyborach na ciąg dalszy naszego niekończącego się kryzysu politycznego. Konstytucja Kwaśniewskiego, która od 10 lat skutecznie dezorganizuje życie polityczne Polski, będzie je dezorganizowała nadal.
          Wytłuszczenie konkluzji moje.
          From flood into the fire
          One thousand voices sing
          We're in this together
          For whatever fate may bring

          Komentarz


          • Dokładnie też jestem zadziwiony trochę oceną Rokity. Według mnie w PO jest on ostatnim wartościowym ogniwem. Jeśli Janek zrezygnuje z kandydowania do sejmu, przy urnie chyba będę rzucał monetą :/

            Dla mnie ideałem by było gdyby Rokita, Marcinkiewicz i Płażyński założyli prawdziwie centroprawicową partię, liberalną ekonomicznie i zorientowaną na prawo w sensie światopoglądowym, tyle, że bez jakiegoś wyraźnego związku z Kościołem tak jak ma to miejsce w przypadku PiS - Rydzyk. I nie istotne kto by był w miejscu Rydzyka.

            Trochę się zmartwiłem gdy dowiedziałem się, że Płażyński planuje start z listy PiS. Choć z drugiej strony nie mam o to pretensji, rozumiem jego rozczarowanie.

            ps.
            Andrzej Lepper nie wykluczył, że Leszek Miller wystartuje z listy Samoobrony w Łodzi. Jak powiedział szef Samoobrony, rozmowy na ten temat jeszcze się nie odbyły, ale w partii "jest miejsce dla wszystkich ludzi patriotycznej lewicy".

            Komentarz


            • Zamieszczone przez daimler
              Dla mnie ideałem by było gdyby Rakita, Marcinkiewicz i Płażyński założyli prawdziwie centroprawicową partię, liberalną ekonomicznie i zorientowaną na prawo w sensie światopoglądowym, tyle, że bez jakiegoś wyraźnego związku z Kościołem tak jak ma to miejsce w przypadku PiS - Rydzyk. I nie istotne kto by był w miejscu Rydzyka.

              Pierdolę to ! Do niczego się nie zmuszam ,chcę to się wybijam - nie chcę no to się nie ruszam !
              Grupa Trzymająca Wagę - Dzieki nam monopolowe nie martwią się o plajtę !!!

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Foxx
                Różnimy się zupełnie w ocenie kursu Niemiec i jego wpływu na polską polityke.

                Co do PO, zadziwiasz . Podajesz przykłady polityków godnych szacunku, ale zawsze marginalnych, w chwili gdy "dwór Tuska" jest silny, jak nigdy dotąd i własnie powoduje kolejny kryzys w partii...
                Jak dla mnie ani Rokita ani Gilowska do politykow "godnych szacunku" sie nie zaliczaja w przeciwienstwie do Mezydly czy Borusewicza.

                Jednakze nie rozumiem zdziwienia.

                Pisalem o politykach marginalnych i pisalem ze ich migracje maja niewielki wplyw na moje sympatie/antypatie.
                Pisalem tez, ze gdyby PO sie Tuska pozbylo, to bylby nareszcie jakis impuls, ktory by PO w moich oczach uczynil partia duzo bardziej znosna. (narazie znajduje sie w mojej hierachii gdzies w okolicach Samoobrony).

                Ocena waznosci politykow PO i ich znaczenia mamy wiec bardzo podobna.

                Pozdrawiam
                koko koko Skorza spoko...

                Komentarz


                • Dla mnie ideałem by było gdyby Rokita, Marcinkiewicz i Płażyński założyli prawdziwie centroprawicową partię, liberalną ekonomicznie i zorientowaną na prawo w sensie światopoglądowym, tyle, że bez jakiegoś wyraźnego związku z Kościołem tak jak ma to miejsce w przypadku PiS - Rydzyk. I nie istotne kto by był w miejscu Rydzyka.
                  I taka partia miałaby ok. 5-7% poparcia. Nie weszła by do Sejmu, a jesli by się jej udało to tylko w bloku z.... PiS albo PO. Nie posądzałbym Płażyńskiego o "liberalizm ekonomiczny".
                  "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                  Komentarz


                  • Jak już zauważył Nazgul, samo startowanie w wyborach jest w pewnym sensie "pędem na koryto". Problem UPRu jest taki, że spora część elektoratu tej partii została przyciągnięta jej "nieskalaniem". A "nieskalanie" to wynikało z ostrego trzymania się pewnych zasad i... wieczną nieobecnością w Parlamencie. Nie było okazji się "ubrudzić". Nie oszukujmy się, że koalicje, umowy i inne dogadywania się z innymi partiami, to część codzienności Sejmowej, w której UPR od ponad dekady nie miał szans uczestniczyć. Pewnie gdyby uczestniczył, mniejszym zjawiskiem było by takie darzenie "miłością platoniczną" UPRu - tzn. polityka polityką, tu PiS, tam PO, a kochamy UPR, tyle, że co z tego, skoro i tak Oni w Sejmie raczej się nie znajdą. I dalej można sobie wyborażać, co by to było, gdyby nagle, nie wiadomo skąd UPR dostał 30%...
                    Zaznaczam, że koalicja z Giertychem też mi się nie podoba. Ale UPR po wielu latach postanowiło wejść do polityki. A, że nie da się w politykę bawić bez straty cnoty...
                    Choć i tak, gdyby weszli, myślę, że będą się trzymać bardziej swoich zasad, niż parlamentarzyści z innych partii (a może przemawia przeze mnie ta "platoniczna miłość").


                    No i to:
                    Zamieszczone przez Popiela
                    Gdy dodaliśmy do tego możliwości naszych struktur terenowych i drastycznie krótki czas (realnie ok. 10 dni) na zebranie setek tysięcy podpisów, stwierdziliśmy, że ryzyko zupełnego braku startu przedstawicieli UPR w tych wyborach jest bardzo duże, wręcz graniczące z pewnością. Gdyby termin był normalny, czyli 30-40 dni, mielibyśmy najpewniej start samodzielny.

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez daimler
                      Dla mnie ideałem by było gdyby Rokita, Marcinkiewicz i Płażyński założyli prawdziwie centroprawicową partię, liberalną ekonomicznie i zorientowaną na prawo w sensie światopoglądowym,
                      a kim jest Marcinkiewicz ? uśmiechniętą miernotą z sympatyczną buzią, marionetką bez żadnego zaplecza i samodzielnej pozycji. jeszcze do tego rodowód z ZChN i tchórzliwe płaszczenie się przed islamem (tego mu nie umiem zapomnieć).

                      Płażyński jedną centroprawicową partię już zakładał :P Rokita natomiast zaliczył więcej ugrupowań niż Szczęsny klubów piłkarskich, z tą różnicą , że nie zdobywał MP (premierostwa) z każdym z nich

                      i może już dość tych przegrupowań, przetasowań, przefarbowań, zmian nazwy co 4-5 lat. na Wyspach Conservative Party istnieje od 1832, Labour Party od 1900. w Niemczech od 1949 jest klarowny podział na CDU/CSU oraz SPD.

                      tam wyborcy wiedzą , z kim mają do czynienia , a nowym tworom naprawdę ciężko się przebić. politycznym przerzutom powiedzmy w końcu NIE :P
                      bana mu , temu pestu

                      Komentarz


                      • Yevaud - miałem na myśli właśnie Mężydłę i Borusewicza. Uczciwi ludzie w roli listków figowych (o ile "Borsuk" się zgodzi).

                        Co do pomysłu zgłoszonego przez Z., jest on pomyłką z założenia. Jest to skład politycznych leni, którzy nie są zdolni do pracy (budowania struktur, spotkań z wyborcami), a tylko do brylowania przed kamerami (chociaż Płażyński dawno nie miał okazji).

                        Korzystając z pretekstu, wrzucę swój ideał: konserwatywno-liberalna część PiS (Zalewski, Ujazdowski, Natalli-Świat), ludzie skupieni wokół Mariusza Kamińskiego (ex NZS i Liga Republikańska), "młode wilki z PiS' z Hoffmanem, UPR bez Korwina, lokalni konserwatywni działacze PO (najsilniejsze środowiska: zachodnio-pomorskie, Dolny Śląsk, Małopolska). Żadnego Rokity. Żadnego Marcinkiewicza - chyba, że do oddelegowania "na odcinek" - do "Tańca z gwiazdami" .

                        Zarząd partii: Zalewski, Zdrojewski, Kamiński, Popiela.

                        Kandydat na prezydenta: Borusewicz.

                        Kandydat na premiera: Zalewski

                        Honorowy prezes: Bartoszewski

                        "Twarz" (wirtualny szef) komitetu wyborczego: Sikorski

                        Faktyczny szef komitetu wyb.: Bielan

                        Think-thank: Zybertowicz, Matyja, Gowin, Śpiewak, Krasnodębski, Ziemkiewicz, gen. Koziej, gen. Polko,

                        A tak sobie pojechałem
                        My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                        Komentarz


                        • Ciekawa mieszanka A jaka nazwa?
                          jest cynizm w skurwysynach...

                          Komentarz


                          • Może być: Unia Republikańska
                            My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez Foxx
                              Może być: Unia Republikańska

                              Faktycznie niezły mix, jakby powstała ta Unia to maja mój głos.


                              A tu coś na rozluźnienie, jakby się komuś nudziło.

                              Zamieszczone przez wybiórcza

                              Cztery rozmowy i pogrzeb

                              Siedzący na stoliku poseł PiS, wznosząc toast, plami winem perłową koszulę. - My swoje przystawki już zjedliśmy, wy zjecie swoje i będzie jak w Ameryce!

                              Witamy w Polsce
                              - Za Amerykę! - chór lekko już zachrypniętych głosów płynie przez otwarte okno hotelu poselskiego razem ze smugami tytoniowego dymu. Za oknem cieplutka noc, w pokoju wręcz gorąco: prawie 10 mężczyzn na 15 metrach kwadratowych: dwóch z Platformy, reszta to PiS.

                              - Trochę jak w akademiku, co? - PiS-owski poseł z Wybrzeża, już bez krawata i jednego buta, częstuje dietetycznymi wafelkami. - Trzeba odreagować i alleluja! Tu popatrzcie, redaktorzy drodzy - starając się nie rozlać otwartych piw, pochylamy się nad poselską komórką. Życzliwy dziennikarz przysłał właśnie informację, że według najnowszego sondażu więcej Polaków chce premiera Kaczyńskiego niż premiera Tuska.

                              - I co? - twarz posła, mocno już zaczerwienioną, rozjaśnia szczery uśmiech. - Za wcześnie żeście niektórzy odtańczyli kankana nad naszym grobem PiS-owskim. Platforma wygra, my wygramy, potem znowu oni. Jeszcze będą polscy Republikanie i polscy Demokraci. I tak zostanie na sto lat!

                              - Sto lat! Sto lat! - podchwytują trzej koledzy posła próbujący gwałtownie dźwignąć się z tapczanu do kolejnego toastu.

                              Rozpoczętą pieśń przerywa brzęk butelek.

                              - No i się wylało, nie mówiłem?! - najszybszy z parlamentarzystów próbuje pochwycić zielone flaszki, z których wypływa spienione piwo.

                              Jest sobota 8 września. Niespełna cztery godziny temu rozwiązał się Sejm.

                              Antek z nami, Kryże z wami!

                              Do polskich Republikanów i Demokratów droga jeszcze daleka, ale to, że w Polsce dominują dwie partie, widać było przez cały piątkowy wieczór.

                              Wychodzący na trybunę mówcy z PiS, ignorując niedawnych koalicjantów, zwracali się wprost do ław PO, które odpowiadały mniej lub bardziej kąśliwymi uwagami. Posłowie Platformy perorowali, patrząc twardo a to na Jacka Kurskiego, a to na Tadeusza Cymańskiego, ten zresztą - obficie gestykulując - nie pozostawał dłużny.

                              Reszta wybrańców narodu ograniczała się do słuchania. Przemowy posłów LiD-u, LPR i Samoobrony już od południa były dla dziennikarzy nieodmiennym sygnałem, że można iść zapalić albo gdzieś zadzwonić. Na uwagę reporterów - i wzmiankę w serwisach - nie zasłużyły nawet takie złote myśli jak tekst niezrzeszonego Alfreda Budnera: "Naród polski ma długie ręce i mocny uścisk, a po wyborach tymi rękami będą nadal sterowali bracia Kaczyńscy". Co dopiero mówić o lakonicznym bon mocie Gabrieli Masłowskiej z Ruchu Ludowo-Narodowego: "Wysoka izbo! Spór nam spuchł". Albo o błyskotliwej odzywce posła PSL, który dokończył wypowiedź marszałka.

                              Ludwik Dorn: - Jeśli chodzi o czas wystąpień, to na klub przypada 12,5 minuty, a na koło przypada... hm...

                              Genialny Anonim: - Cztery śruby!

                              Tak więc podczas przemówień spoza politycznego duopolu PO-PiS dziennikarze grzebali w laptopach, a parlamentarzyści z tylnych ław skracali sobie czas wzajemnym fotografowaniem się na tle co bardziej charakterystycznych elementów sejmowego wystroju. Część nie ukrywała nawet, że to już zdjęcia pożegnalne.

                              Ale były też ciekawsze chwile.

                              Mocniejsze ożywienie na balkonie prasowym udało się wywołać choćby Romanowi Giertychowi, gdy udowadniał kłamstwa Jackowi Kurskiemu. Koneserzy docenili też niezrzeszonego (acz wybranego z listy LPR) Mariana Daszyka. Obdarzony cienkim głosikiem i wielkimi wąsami poseł ziemi krośnieńskiej poprzedzającą głosowanie przemowę zaczął od stwierdzenia: "Ten Sejm wydał na siebie wyrok, nie stając w obronie życia poczętego". Mimo odrazy do skazanej na zagładę izby na koniec Daszyk pozdrowił z trybuny Matkę Boską.

                              - Amen! - odkrzyknął poseł SLD.

                              Uśmiechy pogasły, gdy wystąpienie kończył w imieniu Platformy Bronisław Komorowski: "Dziś Antek Mężydło jest z nami, a z wami sędzia Kryże!" - rzucił podniesionym tonem i to było naprawdę dramatyczne. Czwarta część Sejmu zerwała się z ław, by bić brawo. Dwie panie z Platformy uroniły łzę. Mężydło wyraźnie nie wiedział, w którą stronę spojrzeć.

                              Sędzia Andrzej Kryże, podsekretarz stanu w ministerstwie Ziobry, w 1980 roku skazał Komorowskiego w sfingowanym procesie politycznym. Antoni Mężydło, którego kilka lat później porwała i torturowała SB, właśnie przeszedł z PiS do Platformy.

                              Rozmawiamy na korytarzu pięć minut po samorozwiązaniu. W uszach grzmią nam jeszcze brawa i gromki okrzyk, którym większa część sali zakończyła tę kadencję: "Do-nald-Tusk! Do-nald-Tusk!".


                              Rozmowa pierwsza: Z nimi się już nie da

                              - Dlaczego przyłącza się pan do zwycięzców w chwili zwycięstwa? Dlaczego pan odchodzi w tak trudnym dla PiS-u momencie?

                              Mężydło sadowi się w głębokim skórzanym fotelu, który podprowadziliśmy z prowizorycznego obozowiska jakiejś ekipy telewizyjnej. Od obiadu każdy skrawek korytarza zajmują ludzie mediów i ich elektroniczne zabawki. Poseł zamyka na chwilę oczy, próbuje się skupić.

                              - Doczekałem końca kadencji. A proszę wierzyć, że naprawdę kosztowało mnie to sporo. Sami wiecie, tyle razy mówiłem: zła koalicja, jeszcze gorsza radykalizacja. Ale najważniejsza to chyba była jednak kwestia smaku.

                              Mężydło uśmiecha się smutno. Co chwila ktoś nas trąca, bo w drugiej części korytarza zaczyna się właśnie improwizowana konferencja Donalda Tuska. Kto tylko ma kamerę, pędzi w tamtą stronę. Wianuszek wokół szefa PO liczy z 50 osób - to więcej niż za kwadrans zjawi się na konferencji premiera. Dziś Sejm nie jest dobrym miejscem dla PiS.

                              - Nie boi się pan zarzutu ucieczki z tonącego okrętu?

                              - PiS nie tonie, a ja mam prawo wystartować w nowych wyborach z nowej listy. Normalna rzecz.

                              - O co poszło? O złą lokalizację przyszłego mostu w Toruniu, jak sugerował Gosiewski? O miejsce na liście? Bo takie zdanie też słyszeliśmy.

                              - Panowie - jakkolwiek śmiesznie czy górnolotnie by to zabrzmiało - poszło o pryncypia. A z takich bardziej konkretnych powodów to jeszcze przede wszystkim ojciec Rydzyk.

                              - Pan, poseł prawicy z Torunia, nie może ścierpieć Rydzyka?

                              Antoni Mężydło patrzy na nas jak ojciec na niegrzeczne, niczego nierozumiejące dzieci.

                              - Rydzyk szkodzi PiS-owi, szkodzi Kościołowi, szkodzi Polsce.

                              - Myśleliśmy, że ojciec Rydzyk nagania PiS-owi wyborców - skoro już mamy być dziećmi, robimy naiwne miny.

                              Poseł ciężko wzdycha.

                              - On działa jak wzmacniacz. Dopóki ktoś jest na fali, poparcie Rydzyka jeszcze go podrzuca, gdy zaczyna się zjazd, Rydzyk dobija bez litości. U tego człowieka nie ma zmiłowania. Nie ma sentymentów. Jest biznes, jego imperium się liczy, nie ludzie. Tak było z Wałęsą, który się na Rydzyku zawiódł strasznie, potem to samo z AWS-em, z LPR-em. Zapytam: dlaczego z PiS-em miałoby być inaczej? Mówiłem to, tłumaczyłem kolegom, ale oni się ciągle łudzili.

                              Poseł zawiesza głos.

                              - Łudzili czy łudziliśmy?

                              - Ja się nie łudziłem. Za dobrze Rydzyka poznałem.

                              - Bo pan u niego występował.

                              - Raz. Zaprosili mnie do jakiejś dyskusji o prywatyzacji, żeby zrobić tam ze mnie worek do bicia. Nawet ten ksiądz prowadzący audycję mnie rugał.


                              - A koledzy z Warszawy myśleli...

                              - Na początku myśleli, że ojciec dyrektor da partii głosy, a my go jakoś z czasem ucywilizujemy, kiedy pojeździmy do Torunia - poseł spogląda na zegarek. Miał dziś jeszcze organizować briefing dla dziennikarzy, ale korytarz powoli pustoszeje.

                              Briefing będzie jutro.

                              - Ja wiem, że nie można ucywilizować ojca Rydzyka. Nigdy PiS go nie zmieni, to on powoli zmienia PiS. Na gorsze. Przesuwa nas w stronę zabobonu, antysemityzmu, tego całego szaleństwa.

                              - Nas?

                              - Ich.

                              - I naprawdę mamy uwierzyć, że odchodzi pan z PiS-u ze względu na ojca Tadeusza? A nie dlatego, że toruńska Platforma da panu pierwsze miejsce na liście?

                              - Możecie wierzyć lub nie, ale ja się naprawdę niedawno zastanawiałem, po tych dwóch latach w PiS-ie, czy nie odejść z polityki na zawsze. I byłem o krok. Ja mam co robić, mam z czego żyć. Udowodniłem już, że nie chodzi mi o pieniądze i zaszczyt. Chcę coś zrobić - ale z nimi się już nie da.

                              Rozmowa druga: Cicho, bo "Format" tu węszy

                              - No, to teraz, jak Mężydło odszedł, to odejdzie i Paweł Zalewski, a potem Ujazdowski...

                              - Radek Sikorski będzie w Bydgoszczy naszą listę otwierał.

                              - Potem weźmiemy... no nie! Kurczę, jak się umawialiśmy? Nie notujecie! - poseł Tomasz Lenz z Torunia odstawia kieliszek z metaksą, jakby chciał wstać od stolika. Siedzimy w męskim kółeczku w sejmowej restauracji Hawełka: platformersi z Gdańska, Bydgoszczy, Torunia, Elbląga. Średnia wieku poniżej 40. Obok bawi się kółko żeńskie: Julia Pitera, Elżbieta Radziszewska i osiem kolejnych pań - kurzą cienkie mentolowe papieroski, śmieją się perliście. Atmosfera rodzinno-imieninowa, na czerwonym obrusie smukłe kieliszki z czerwonym winem. Na naszym stoliku dominują szklanki z grubym dnem, ciężkie alkohole i jeden temat:

                              - No co im kurczę do łba strzeliło, że tego Kurę wystawili? Przecież wiadomo, jak się gość kojarzy - Paweł Olszewski pokazuje mi w komórce serwis Onetu. Pierwsza informacja "Sejm do Jacka Kurskiego: Oszust, oszust, oszust!".

                              Komórka krąży z rąk do rąk, budząc radość młodych PO-wców. Liderzy rozjechali się do swoich ważnych zajęć, dziś w nocy u Hawełki będzie się bawiła poselska brać. Panie wychodzą, przy naszym stoliku Kurski jest ciągle tematem nr 1.

                              - Chcieli nas chyba wyprowadzić z równowagi tym gościem.

                              - Nie, słuchajcie: jest inny zupełnie plan. To jest zderzak.

                              - To znaczy?

                              - Że on weźmie na siebie cały brudny przedwyborczy majdan, a potem go odstrzelą.

                              - Sam zrobi coś takiego, że będzie trzeba go posunąć.

                              - I powiedzą wam: nie ma Kurskiego, to zróbmy PO-PiS?


                              - Nie!

                              - POPiS-u nie będzie! Nie po tym szambie, panowie.

                              - Po tym? Człowieku, szambo to jest przed nami dopiero. Ty wiesz, jakie Kurski ma nowe pomysły?

                              - Nie wiem, ale bym chciał.

                              - Bierzemy jeszcze kolejkę? Pani Monikoooo!

                              - Pani Monika na Platformę głosuje, u siebie w Rzeszowie, prawda, pani Monisiu?

                              Śliczna kelnerka podchodzi ze srebrną tacą i prostuje skromnie: - W Radomiu, panie pośle.

                              Z grającego w kącie telewizora dobiega głos premiera informującego o odwołaniu ministrów. Rozmowa schodzi na rezerwację billboardów i siatek wielkoformatowych.

                              - Mam rezerwację na 50 stroerów.

                              - No to masz, stary, skarb. Po ile?

                              - A nie zapytasz: gdzie?

                              - Panowie, potem. Wypijmy za Donalda!

                              - Wiecie, co Kaczyński wpisuje w rubryce "zawód"?

                              - ?

                              - Janusz Kaczmarek!

                              Śmiech przy stoliku budzi czujność przechodzącego posła ziemi wałbrzyskiej Zbigniewa Chlebowskiego.

                              - Trochę ciszej, dziennikarze tu chodzą - Chlebowski, patrząc ponad naszymi głowami, ofukuje klubową młodzież jak niesfornych uczniów. - Przenosimy się do hotelu - komenderuje. - No, proszę was - dodaje, widząc, że rozkaz nijak nie działa.

                              Za późno: pani Monika przynosi kolejne szklanki, wymienia pełną popielniczkę. Poseł Lenz odbiera SMS-a.

                              - Dostaliśmy ostrzeżenie, że "Duży Format" robi tu nocny reportaż - szepce, pocierając brodę.

                              Trochę chichocemy. Następny toast posłowie wznoszą już po cichutku:


                              - Żebyśmy się po wyborach, chłopaki, spotkali tu wszyscy, tak jak siedzimy.

                              Rozmowa trzecia: Jest parę scenariuszy

                              Jest wpół do pierwszej. Przechodzimy pustym podziemnym korytarzem z części sejmowej do hotelowej.

                              PiS już od dwóch godzin bawi się w pokojach i w tzw. Barze za Kratą. To imprezy absolutnie dziś zamknięte dla dziennikarzy. Wchodzimy incognito - jako "znajomi z regionu" - i po solennym zapewnieniu, że nie będzie żadnych nazwisk.

                              Po hotelowych korytarzach snuje się jeszcze kilku posłów z LPR i Samoobrony. Ruchy zdradzają zmęczenie i coś jeszcze: smutek czuć od nich tak silnie, że prawie można go dotknąć. Za to impreza PiS-owska w rozkwicie - gdy wchodzimy, posłowie wspominają akurat niedawne wesele Karola Karskiego. Sypią kawałami. Nikt się nami specjalnie nie interesuje, co sprawia, że nasz - dotąd lekko stremowany - przewodnik od razu wpada w lepszy nastrój.

                              Sadowimy się w kąciku, w przeciwległym kącie telewizor, a w telewizorze - premier. Właśnie zapewnia pytających go dziennikarzy, że prezydent nie odmówi powtórnego powołania odwołanych przezeń ministrów.

                              - Zagranie z ministrami było majstersztykiem - nasz przewodnik ściąga marynarkę, krawat, potem lewy but. - Platforma może i jest teraz na fali: klaszczą, śpiewają Tuskowi, ale to my ciągle wyznaczamy linię, pamiętacie?

                              - Pamiętamy. A co dalej?

                              - Jest parę scenariuszy: będzie ostra walka kampanijna nasza z Platformą, tego się nie uniknie. Efekt musi być taki, bo tak zawsze jest, to po prostu życie pokazuje, że i nam urośnie, i im skoczy. Jeszcze może PSL przejdzie. Macie zapalniczkę? Nic nie można znaleźć, faktycznie, jakby akademik tu się zrobił. Ale zielona noc jest w końcu... Co mówiłem?

                              - Że PSL przejdzie, ale nie na pewno.

                              - Im mocniej będziemy z Platformą się okładać, tym bardziej się resztę w tło wciśnie, więc PSL pewnie przejdzie, i oczywiście LiD. I tu koniec. Roman nie ma szans, szkoda chłopa. Bez niego to już nie będzie ten sam Sejm. Ale kto go na listę weźmie? A naprawdę dzisiaj był wielki z Kurskim. Prawdę mówiąc - tylko jak mnie zacytujecie, to koniec - Jackowi się należało. Co chwila na mównicę i tylko: "Ja sprostuję! ja sprostuję!".

                              - Każdy chce się przed wyborami polansować.

                              - No, mało jest Jacek znany? Dajcie spokój, jemu chyba nie potrzeba. No... Co mówiliśmy? Aha... Lepper też raczej wokół progu oscyluje. Oscylator jeden - che, che... Czyli zwycięzca będzie rządził z PSL-em. I kto się z nimi dogada, stworzy rząd. Pierwsza próba będzie Platformy, jak się nie dogadają, druga próba oczywiście nasza. A to my mamy prezydenta - nasz rozmówca pociąga solidny łyk czerwonego wina.- Jeszcze coś. Gadaliście teraz z Platformą?

                              - Godzinę temu, u Hawełki.

                              - I co mówią o dzisiejszym Tusku?

                              - Zachwyceni wystąpieniem. Nawet dumni. Piją jego zdrowie.

                              - Cha, cha! Dobra, niech piją! Cholera, nie ma popielniczki... Jeżeli wygramy my, na tyle mocno, żeby rządzić, to zobaczycie, że Tuska nie ma. Zobaczycie! Wewnętrzna opozycja nie wytrzyma kolejnej porażki. Kolejnej białej flagi. Zdejmą go, wymienią, pecha przynosi.

                              - Wymienią na kogo?

                              - Różnie może być. A wiecie, że wczoraj jedna babka z Platformy chciała się ze mną umówić?

                              - Na randkę?


                              - Raczej się domyślam, że na przeciągnięcie mnie do nich - poseł ścisza głos i już wcale nie słyszymy go wśród narastającego w pokoju harmideru przeplatanego dźwiękami z telewizji. Ktoś bawi się pilotem i na ekranie przemawiający kilka godzin temu Donald Tusk co rusz zamienia się miejscami z parą kochanków splecionych w miłosnym uścisku na tle miodowej draperii. Za ścianą - i trochę przez okno - słychać chóralny męski śpiew: "Jestem szaloona, szaloona...".

                              - Wiara z PSL się zabawia. Ci mogą długo. Dobrze, że już przestali gotować parówki w czajnikach.

                              Rozmowa czwarta: Temu panu dziękujemy

                              Wpół do trzeciej, noc cały czas ciepła. Czekając na taksówkę, przyglądamy się posłowi Samoobrony walczącemu z niesfornym telefonem komórkowym przy szlabanie biura przepustek. Poseł - jeden z siedzących w tylnych ławach - jest już mocno wstawiony i grzecznie prosi, byśmy go nie fotografowali.

                              - Ja... bardzo... ep! Proszę panów, ja dzwonię w sprawie do okręgu... dzwonię. Po kogoś... czekam. Czy tu jest zasięg wyłączony?

                              - Możemy panu pomóc wykręcić numerek.

                              Parlamentarzysta potrząsa głową i opiera się o szlaban.

                              - Nieeee... Mnie nie trzeba pomóc, ja wam mogę... pomóc zawsze.

                              - Dziękujemy. Ale to chyba panu bardziej pomoc potrzebna.

                              Poseł łypie na nas nieco podejrzliwie. - Nie róbcie sobie jaj z pogrzebu, co? Mnie ryba zaszkodziła zimna... Jeszcze będą... pozytywy.

                              Komórka spada na chodnik i rozpada się na trzy kawałki. Poseł próbuje je zebrać, po trzeciej nieudanej próbie pozwala sobie wreszcie pomóc. Składamy telefon do kupy, nasz nowy znajomy chowa go do kieszeni jasnej marynarki. Odprowadzamy posła do hotelu.

                              - Przekroczymy jeszcze próg, przekroczymy. To wszystko przez to, że było za dużo tego "my" i "wy"... Rozumiesz? Za mało zgody... W poprzedniej ka-ka-kadencji było więcej... więcej zgody.

                              - A teraz co? Nic miłego się nie zdarzyło w kadencji? - pytamy uprzejmie.

                              - Tam - tego... Są przyjemne chwile, to ktoś imieniny ma, nie? Ale mnie się rozchodzi o pracę. Za mało jest spotkań w regionie, nie? A dużo spotkań trzeba. Teraz do, do, duu... Przeeepraszam. Ep! Teraz będzie więcej spotkań, panowie. Więcej spotkań w regionie. Trzeba z ludźmi. Do ludzi trzeba. Ba-ardzo wam dziękuję. Przepraszam. Dziękuję.

                              - Też dziękujemy.

                              Pierdolę to ! Do niczego się nie zmuszam ,chcę to się wybijam - nie chcę no to się nie ruszam !
                              Grupa Trzymająca Wagę - Dzieki nam monopolowe nie martwią się o plajtę !!!

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez Foxx
                                Think-thank: Zybertowicz, Matyja, Gowin, Śpiewak, Krasnodębski, Ziemkiewicz, gen. Koziej, gen. Polko,

                                A tak sobie pojechałem
                                Think tank?
                                Ziemkiewicz? Think tank?
                                Think tanki maja jakies skladne mysli przedstawiac.

                                jechanie na Michnika to chyba za malo......?
                                koko koko Skorza spoko...

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X