Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez midzi Zobacz posta
    Że nie zastrzegałem sobie żadnych praw do nazwy "przesilenia"...
    A do wydarzeń pod TVP?

    Zamieszczone przez Dolu Zobacz posta
    Robert z Wiosny "My nigdy przed nikim nie klęczeliśmy"
    No i z pewnością "... nigdy się na was nie wypniemy"
    My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
      A do wydarzeń pod TVP?
      Pijesz pewnie do Ziemca i Ogórek. Oboje są polityczno-dziennikarskimi "przerzutami". Miłości do nich trudno oczekiwać w narodzie. Natomiast wszystko ma swoje granice, które zostały przekroczone w dniu wczorajszym.

      Myślę, że w roku wyborczym będzie jeszcze wiele podobnych sytuacji po obu stronach. Niestety.

      PS. Nie widziałem relacji, nie mam na wsi telewizora (na szczęscie), czytałem tylko twitterowe komentarze.

      Komentarz


      • Młodzież idzie we właściwą stronę

        Niespełna 45 proc. uczniów szkół samorządowych w Łodzi uczęszcza w tym roku na lekcję religii, gdy trzy lata temu ta grupa była dwukrotnie liczniejsza.
        https://www.rp.pl/Kosciol/311049989-...e-religii.html

        Komentarz


        • Zamieszczone przez WhiteWarrior Zobacz posta
          Młodzież idzie we właściwą stronę



          https://www.rp.pl/Kosciol/311049989-...e-religii.html
          Gówno kogo interesuje twoje zdanie, tęczowy Poznaniaku.
          Lepiej być ciemniakiem niż pedałem i lewakiem!

          Komentarz


          • Potarł sie o Roberta, stad ten entuzjazm
            Lieber tot als rot!!

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Raffels Zobacz posta
              Gówno kogo interesuje twoje zdanie, tęczowy Poznaniaku.
              ...zmartwychwstałe miasto rodzi ludzi nieśmiertelnych...

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Raffels Zobacz posta
                Gówno kogo interesuje twoje zdanie, tęczowy Poznaniaku.
                akurat odchodzenie ludzi od żydowskiej sekty KK z jej guru ulubieńcem liberałów masonem Franciszkiem na czele to słuszna droga

                Komentarz


                • Kolejny potencjalny internetowy *****, tym razem namierzony:

                  „Stanowski, zapier... Ci syna”. Hejter boleśnie ukarany
                  AP, mnie 05.02.2019, 07:15

                  W sieci nikt nie jest anonimowy. Nikt nie może czuć się bezkarnym. Udowodnił to Krzysztof Stanowski, dziennikarz sportowy i właściciel portalu „Weszło!”, który w kilka godzin zlokalizował i zmusił do publicznych przeprosin człowieka grożącego śmiercią jego synowi.

                  Sobota, godziny przedpopołudniowe. Jak co tydzień w TVP Sport i na kanale YouTube’owym portalu Weszło najważniejsi ludzie polskiej piłki spotkali się w programie „Stan Futbolu”. Autorski format Krzysztofa Stanowskiego cieszył się dużym zainteresowaniem, a w jego trakcie toczone były zażarte dyskusje – zarówno między gośćmi, jak i licznym gronem oglądających.

                  Poziom komentarzy był różny, jak to często – niestety – bywa przy okazji debat internetowych. Wśród mniej i bardziej wulgarnych wpisów, które nieustannie pojawiały się pod rozmową, uwagę Stanowskiego przykuł jeden...

                  Hej @PolskaPolicja. Czy mogę prosić o zajęcie się sprawą? Oczywiście jeśli odpiszecie, że mam iść na posterunek to rozumiem i jutro się przejdę. Z góry dziękuję za odpowiedź. pic.twitter.com/qYzl3QdcFb
                  — Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) February 4, 2019

                  „Stanowski zapier... Ci syna” to, bez cienia wątpliwości, groźba karalna i materiał dla prokuratury. Podobnych wpisów pojawia się w sieci mnóstwo, ale – na nieszczęście autora – akurat przy tym Stanowski nie zamierzał tylko machnąć ręką. Korzystając z faktu, że jego konto na Twitterze obserwuje ponad 200 tys. osób, zwrócił się o pomoc do policji.

                  „Czy mogę prosić o zajęcie się sprawą? Oczywiście jeśli odpiszecie, że mam iść na posterunek to rozumiem i jutro się przejdę” – napisał.

                  Dalsze szczegóły „śledztwa” nie są znane. Wiadomo tylko, że po zaledwie kilku godzinach Stanowskiemu udało się nie tylko odnaleźć „Pana Zimnego”, ale i zmusić do nagrania przeprosin. W ramach zadośćuczynienia, „bohater” zamieszania do końca lutego ma też przelać 1 tys. zł na cele charytatywne.

                  Wojciech Olech straszył na czacie, że zrobi krzywdę mojemu synowi. Poniżej jego przeprosiny, zaraz zamieszczę dowód pierwszej wpłaty na https://t.co/QjnKWT8kG2. Pan Olech nie był w stanie jednorazowo wpłacić sumy, którą uznałem za odpowiednią. W INTERNECIE NIE JESTEŚ ANONIMOWY. pic.twitter.com/jCQskuxfyf
                  — Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) February 4, 2019

                  Na załączonym filmie widać młodego mężczyznę, prawdopodobnie dwudziestokilkuletniego. W komentarzach internautów oburzenie miesza się ze zdziwieniem. „Niebywałe. Autentycznie jestem w szoku. Jak facet mający 20 pare lat może pisać takie rzeczy? Serio, nie jestem w stanie pojąć, co taki człowiek ma w głowie” – zastanawia się Tomasz Ćwiąkała, komentator Canal Plus. „Tak to się powinno kończyć w każdym przypadku. Brawo!” – piszą inni.

                  Wobec wciąż świeżych wydarzeń z Gdańska i sprawy zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza, Stanowski nie wyklucza podjęcia dalszych kroków. „Może ktoś musi mu się po prostu przyjrzeć i można czemuś zapobiec?” – analizuje dziennikarz, który chce zgłosić sprawę na policję.

                  Nie wiadomo, jak potoczy się sprawa. Najważniejsza, przedstawiona przez Stanowskiego konkluzja jest jedna: w internecie nie jesteś anonimowy.
                  ***

                  Pełna treść przeprosin „Pana Zimnego”:

                  „Nazywam się Wojciech Olech i dopuściłem się gróźb karalnych przeciwko rodzinie Krzysztofa Stanowskiego, za co bardzo chciałbym przeprosić. Zdecydowanie przekroczyłem akceptowalne normy w dyskusji internetowej i nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia. Jest to dla mnie ogromna nauczka. Teraz wiem, że w internecie nikt nie jest anonimowy. Przepraszam i zgodnie z żądaniem pana Stanowskiego dokonam wpłaty 1000 złotych na SięPomaga.pl. Ze względu na obecny stan finansowy wpłacę 140 złotych, a resztę zobowiązuję się wpłacić do końca lutego. Dowody wpłaty podeślę panu Stanowskiemu. Jeszcze raz przepraszam, Wojciech Olech”.
                  https://www.tvp.info/41168296/stanow...lesnie-ukarany

                  Nagranie:

                  https://twitter.com/K_Stanowski/stat...68736077438976

                  Komentarz


                  • Wrzucam, bo warto przeczytać. Powiem szczerze, że jak zaatakowano Adamowicza i "wszyscy byli w szoku" to od razu z tatą rozmawialiśmy o tym, że przecież zero zdziwień, bo takie kluczowe miejsce jak elektrownia też jest "równie wspaniale" chronione przytaczając właśnie sprawę niżej (a i bez akcji GreenPeace wiedza o "zabezpieczeniach" jest wiedzą powszechną w mieście).

                    Ekolodzy łatwo weszli na teren kluczowego zakładu. – Równie dobrze mogli to być terroryści – mówi ekspert. Elektrownia Bełchatów w woj. łódzkim jest pod kilkoma względami rekordowa. To największa na świecie elektrownia wytwarzająca energię z węgla brunatnego, a w Unii Europejskiej największy emitent dwutlenku węgla i rtęci. W Polsce jest największym producentem prądu.

                    Na teren tego kolosa jednak łatwo się dostać. Wystarczy odpowiednio ucharakteryzowany samochód.

                    W obronie klimatu

                    Taki wniosek płynie z odpowiedzi na interpelacje posła Tomasza Rzymkowskiego z Kukiz'15. Zabezpieczeniem elektrowni zainteresował się, gdy w listopadzie 2018 roku na jej teren weszli aktywiści Greenpeace. Wspięli się na liczący ponad 180 metrów komin, by tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Katowicach zaprotestować przeciw niszczeniu środowiska.

                    – Ta elektrownia dostarcza około 20 proc. polskiej energii. Jej wyłączenie spowodowałoby zagrożenie bezpieczeństwa państwa – mówi poseł Rzymkowski. Dlatego ministrów energii, spraw wewnętrznych i koordynatora służb specjalnych spytał m.in. o to, „dlaczego aktywistom w tak łatwy w sposób udało się sforsować zabezpieczenia".
                    Najciekawszą odpowiedź dostał z Ministerstwa Energii. „W dniu 21 listopada 2018 r. o godz. 06:08 na teren PGE GiEK Oddział Elektrownia Bełchatów za uprawnionym samochodem ciężarowym wjechał nieuprawniony samochód typu BUS, podszywający się pod samochód służbowy spółki należącej do Grupy Kapitałowej PGE, świadczącej usługi na terenie Elektrowni Bełchatów" – pisze wiceminister Tadeusz Skobel.
                    Dodaje, że trwa audyt, który ma wyjaśnić, „czy działania pracowników służby ochrony mogły okazać się nieadekwatne do zaistniałej sytuacji", a elektrownia podjęła już kilka działań w celu zwiększenia zabezpieczeń. Wylicza m.in. zmiany w organizacji ochrony oraz „opracowanie koncepcji wydzielenia obszaru załadunku gipsu i rozładunku mączki kamienia wapiennego".

                    Niepokojący sygnał

                    Łatwością, z jaką Greenpeace przeprowadził akcję, zaniepokojony jest dr Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.
                    – Greenpeace od lat radzi sobie z systemami bezpieczeństwa na całym świecie, od platform wiertniczych przez okręty po elektrownie. Jakiś czas temu mogliśmy to traktować w kategorii ciekawych happeningów, jednak takie zdarzenia mają inną wagę, odkąd pojawił się problem z zagrożeniami terrorystycznymi – mówi. – Wśród sympatyków Greenpeace jest wielu fachowców od zabezpieczeń, ale dostęp do takiej wiedzy mają też organizacje przestępcze i terrorystyczne – zauważa.
                    Dodaje, że to nie pierwszy podobny sukces Geenpeace w Polsce. Na teren elektrowni Bełchatów aktywiści weszli już raz w 2007 roku, a w ostatnich latach wspięli się też m.in. na komin elektrowni Turów, zablokowali port przeładunkowy w Małaszewiczach i spuścili się na linach do jednej z odkrywek Kopalni Węgla Brunatnego Konin.

                    Kłopot z infrastrukturą

                    Czy rzeczywiście takie obiekty są słabo chronione? Komentarza w tej sprawie odmówiła nam rzeczniczka Greenpeace. Jednak o tym, że istnieje problem z zabezpieczeniem kluczowych obiektów w Polsce, świadczy też raport NIK z 2016 roku.
                    Izba wzięła pod lupę około 100 obiektów z 600 zaliczanych do tzw. infrastruktury krytycznej, czyli m.in. elektrowni, rafinerii, wodociągów i mostów. Ich wykaz jest tajny, podobnie jak lista obiektów zbadanych przez NIK.
                    Z kontroli wynika, że wiele obiektów otaczały za niskie parkany, w dużej części obszarów brakowało kamer monitoringu, a trzy czwarte właścicieli lub zarządców obiektów nie wprowadziło rozwiązań na wypadek sabotażu. – Należy pochylić się nad zabezpieczeniem nie tylko infrastruktury energetycznej, ale też lotnisk, ujęć wody czy zapór wodnych – uważa Tomasz Rzymkowski.
                    Jednak problem z zabezpieczeniem infrastruktury krytycznej ma nie tylko Polska. W lipcu ubiegłego roku aktywiści Greenpeace rozbili drona przebranego za Supermana o ścianę jednej z francuskich elektrowni jądrowych. Chcieli w ten sposób pokazać, jak słabo jest chroniona.
                    https://www.rp.pl/Polityka/302049921...chronione.html

                    Komentarz


                    • Taka ciekawostka dla rechoczących z powodu odejścia z "Wiadomości" red. Ziemca:
                      https://wpolityce.pl/media/432547-ujawniamy-wiemy-dlaczego-ziemiec-odszedl-z-wiadomosci

                      Od czwartku ma poprowadzić Teleexpress.



                      "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                      Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                      Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                      Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                      "
                      Janusz Waluś - czekaMY!

                      Komentarz


                      • Może trochę kij w mrowisko, ale nieco mnie to gryzie. Miałem wyrobiony jakiś obraz i ocenę Okrągłego stołu. Jak jednak odnieść to do uczestniczenia w nim osób, które ciężko uznać za agentów? Zostali oszukani, byli zbyt łatwowierni, a dogadano się bez ich udziału? Czy może wszystko co złe działo się po Okrągłym stole, a on sam był ściemą?

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez stewiegriffin Zobacz posta
                          Może trochę kij w mrowisko, ale nieco mnie to gryzie. Miałem wyrobiony jakiś obraz i ocenę Okrągłego stołu. Jak jednak odnieść to do uczestniczenia w nim osób, które ciężko uznać za agentów? Zostali oszukani, byli zbyt łatwowierni, a dogadano się bez ich udziału? Czy może wszystko co złe działo się po Okrągłym stole, a on sam był ściemą?
                          Ale przecież to nie chodzi o sam Okrągły Stół - który był imho racjonalną (z perspektywy 1989 roku) próbą deeskalacji/normalizacji sytuacji.
                          Główna oś sporu dotyczy tego wszystkiego co wydarzyło się zaraz po - czyli zamiast rozliczenia PRL -> dogadania się części elit solidarnościowych z establishmentem PZPR.
                          Lieber tot als rot!!

                          Komentarz


                          • Ja bym to ujął inaczej. Spośród uczestników "strony solidarnościowej" OS na szybko wyodrębiłbym cztery grupy:

                            - czerwoną agenturę z "Bolkiem" na czele

                            - agenturę wpływu (duża część "doradzców" tworzących później UD/UW)

                            - "szczerych"/"prostodusznych" szukających "porozumienia ponad podziałami"

                            - zakładających, że ustalenia dokonane z bandziorem trzymającym broń przy Twojej skroni nie nie są wiążące, gdy tylko będziesz miał sposobność je złamać

                            Przy czym pierwsze dwie grupy miały dużą przewagę nad pozostałymi, pozostając praktycznie w bieżących kontaktach z komuną (w różnych formach), w trakcie których prawdopodobnie zapadły główne ustalenia. Już przy okazji czerwcowych wyborów '89 zrobili z pozostałych "pożytecznych idiotów" zmieniając ordynację po pierwszej turze wyborów parlamentarnych , w której czerwoni polegli tak, by w końcu jednak weszli z niezłą reprezentacją do Sejmu. Dla ciekawostki, do przedostatniej grupy zaliczyłbym Lecha Kaczyńskiego, a do ostatniej - Jarosława.
                            My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                            Komentarz


                            • Co nie zmienia faktu, że realne podziały wytworzyły się później - i sprowadzanie tego do tych 2/4 grup jest dużym uproszczeniem.
                              Sytuacja była wtedy ultra dynamiczna, a strona solidarnościowa była z dzisiejszej perspektywy ujmę to tak mocno specyficzna to znaczy
                              - bardzo niejednolita
                              - mocno, pod bardzo mocno zinfiltrowana
                              - było trochę freaków
                              - co drugi nosił buławę w teczce
                              - strasznie nie równa merytorycznie + dużo teoretyków (co szczególnie było widoczne na poziomie "lokalnym")
                              - już wtedy ciążył na nich związkowy charakter tego środowiska

                              Natomiast po drugiej stronie mieli mocno poobijany, bez poparcia zewnętrznego, jak i wewnętrznego - ale jednak w dużej mierze pozbawiony jakichś skrupułów monolit (co do pewnych pryncypiów) - który jakby na to nie patrzeć opierał się na profesjonalistach (można to opacznie rozumieć - ale mam nadzieję, że nie będę musiał tego tłumaczyć ). Który jakby nie patrzeć dobrze wiedział czego chciał

                              Osobiście uważam, że oprócz samego "dogadania się" (no i oczywiście problemu agentury) problemem było to, że imho środowisko AMichnika-UD itp. autentycznie wierzyło, że alternatywą dla "dogadania się" jest krwawe przejęcie władzy przez "czarną sotnię", motłoch, polactwo, które będzie wieszać na drzewach na przemian żydów i komunistów.
                              Ostatnio edytowany przez TNTP; [ARG:4 UNDEFINED].
                              Lieber tot als rot!!

                              Komentarz


                              • "Centkiewicz":

                                Podczas rozmów i libacji w należącym do MSW „obiekcie specjalnym nr 115” nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częścią elity solidarnościowej, bo nie na tym polegają doskonałe polityczne spiski. Konsekwencją tych spotkań była jednak późniejsza niesłychanie silna pozycja polityczna uczestników negocjacji, abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych i przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb.
                                Lech Wałęsa 15 września 1988 r. spotkał się w rządowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistyczną władzą a „konstruktywną opozycją". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarności«".

                                Dzień później doszło do pierwszych rozmów w Magdalence, których podstawowym celem – jak to deklarowali reprezentanci opozycji – miała być relegalizacja „Solidarności". W rzeczywistości reżim Jaruzelskiego zgodził się na oficjalne przywrócenie szyldu „Solidarności" dopiero w kwietniu 1989 r. i to już po zamknięciu obrad Okrągłego Stołu.

                                Trzeba przyznać, że Kiszczak przystępował do tych rozmów w pełni przygotowany. Ten wieloletni oficer kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, który w ostatniej dekadzie PRL podporządkował sobie w dodatku służby cywilne, doskonale znał przeszłość i słabości swoich interlokutorów oraz zasady politycznych szachów z tajnymi służbami w tle. Jakby dla podkreślenia roli tajnych służb w operacji okrągłostołowej do roboczych i poufnych kontaktów reprezentantów władz z przedstawicielami „Solidarności" wyznaczył w dodatku dość specyficzne miejsce: „obiekt specjalny" nr 135 w Magdalence należący do Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego).

                                W dodatku spore, jeśli nie kluczowe, znaczenie w przygotowaniu i obsłudze tych rozmów odegrał cieszący się sympatią wielu opozycjonistów Krzysztof Dubiński. Był on od 1974 r. funkcjonariuszem MSW, w lipcu 1988 r. zaś został mianowany zastępcą naczelnika Wydziału Informacji i Sprawozdawczości w gabinecie ministra spraw wewnętrznych, by po zakończeniu rozmów okrągłostołowych trafić do Departamentu I MSW. Major Dubiński, jak czytamy w jednej z jego charakterystyk, „aktywnie uczestniczył w przygotowaniu materiałów związanych z obradami i funkcjonowaniem Okrągłego Stołu". W ten sposób gospodarzem i kreatorem Magdalenki były tajne służby PRL. To one stały się ważnym transformatorem ustroju.

                                FAZA NR 1 PRZYCZYNA ZMIAN

                                Stan gospodarki posadził władze przy Okrągłym Stole" – powiedział w lutym 1989 r. uczestniczący w zakulisowych rozmowach z komunistami Lech Kaczyński. To prawda. Nikt i nic komunistów w istocie nie obalało tak skutecznie jak katastrofalny stan gospodarki. Główną determinantą ugody pomiędzy władzami PRL i „konstruktywnymi" z „Solidarności" z przełomu 1988 i 1989 r. była kondycja finansowa i niewypłacalność reżimu Jaruzelskiego wobec zachodnich kredytodawców z rozmaitych banków komercyjnych (skupionych głównie w Klubie Paryskim) i ich rządowych żyrantów. Wspierani przez wywiad cywilny eksperci rządowi uczestniczący w kolejnych turach rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Klubem Paryskim już w latach 1986–1987 sygnalizowali swoim zwierzchnikom, że „przeprogramowanie istniejących zaległości płatniczych, przesunięcie bieżących płatności i nowe kredyty z MFW i Banku Światowego" są możliwe jedynie wówczas, kiedy ekipa Jaruzelskiego zdecyduje się na wprowadzenie zasadniczych zmian w systemie ekonomiczno-politycznym PRL. Stąd też Departament I MSW nieustannie alarmował Wojciecha Jaruzelskiego, że bez poluzowania gospodarki i otwarcia się na „konstruktywną opozycję" system PRL znajdzie się nad przepaścią wynikającą z bankructwa państwa. W tym sensie podjęcie rozmów z konstruktywną opozycją w sierpniu 1988 r. było niezbędne dla wiarygodności PRL i możliwości prowadzenia rozmów z MFW i Klubem Paryskim w sprawie zadłużenia. Ten kierunek i postulaty miała wesprzeć „Solidarność". Bez niej operacja ratowania reżimu na arenie międzynarodowej nie mogła się udać. Nieprzypadkowo szef wywiadu gen. Zdzisław Sarewicz pisał wówczas, że „zgodna prezentacja powyższych postulatów przez rząd i środowisko opozycyjne – niezależnie od szans ich realizacji wymusiłaby – według ekspertów MFW – zmianę nastawienia wierzycieli do polskich problemów finansowych". Jednocześnie rozpoczynał się wówczas proces liberalizacji stosunków gospodarczych, ale i wielki skok partyjnej nomenklatury oraz społeczności tajnych służb na „bazę materiałowo-kapitałową sektora państwowego".

                                FAZA NR 2 WARUNEK UGODY

                                Aby solidarnościowa opozycja mogła skutecznie zaświadczyć swoją odpowiedzialność i troskę za stan gospodarki PRL, trzeba było ją wpierw zdezintegrować przez podział i przeformatować w kierunku bardziej konstruktywnym. Nieprzypadkowo we wrześniu 1986 r. Wałęsa, ignorując stanowisko działaczy podziemia nawet głównego nurtu (z Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność") i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" wybranej na zjeździe w 1981 r., powołał jawną strukturę władzy nad zdelegalizowanym związkiem – Tymczasową Radę „Solidarności", której skład dobierał, konsultując się ze środowiskiem Kuronia i Michnika oraz najbliższym otoczeniem. Powołanie TRS było zgodnym z interesami władz faktycznym zamachem stanu, sankcjonującym pozbycie się z kierownictwa „Solidarności" ludzi sprzeciwiających się ugodzie z komunistami. W ten sposób zaczęto realizować koncepcję budowy zupełnie nowej „Solidarności" – „od góry w dół", bez „tych głupich" i „ekstremy", jak mówił już kilka lat wcześniej w rozmowach z komunistami Wałęsa. Komuniści i ich tajne służby nie kryli satysfakcji. To, co się stało, było zbieżne z realizowaną od jakiegoś czasu przez bezpiekę operacją o kryptonimie „Brzoza", która także stawiała na partnerski dialog z „konstruktywnymi" działaczami „Solidarności", przy jednoczesnym zaniechaniu jakichkolwiek dalszych represji. Był to – jak pisali w memoriale dla Wojciecha Jaruzelskiego Jerzy Urban, Stanisław Ciosek i gen. Władysław Pożoga – „doniosły, dodatkowy czynnik powodujący rozkład podziemia". Nawet konferujący potajemnie wówczas z bezpieką Kuroń miał stwierdzić, że powołanie TRS „spowodowało niezamierzoną korzystną sytuację dla władz" i „wytworzyło rozdźwięki w szeregach opozycji". Temu wszystkiemu towarzyszyła dość zdumiewająca deklaracja Lecha Wałęsy, który do spółki ze Stefanem Bratkowskim, Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Stanisławem Stommą, Klemensem Szaniawskim, Jerzym Turowiczem, Janem Józefem Szczepańskim i Andrzejem Wielowieyskim zaapelował do władz amerykańskich o zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych na PRL po wprowadzeniu stanu wojennego. Grupa, której przewodził Wałęsa, wystąpiła także z prośbą o nadanie PRL klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach gospodarczych! Jaruzelski użył w ten sposób noblisty i szyldu opozycji do próby wyciągnięcia dogorywającej Polski Ludowej z międzynarodowej izolacji.

                                FAZA NR 3 NOWA „SOLIDARNOŚĆ"

                                Pod koniec 1987 r. w miejsce TKK i TRS powołano kolejny byt – Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarność". Z ponad setki członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" z 1981 r. w KKW ostało się jedynie sześciu sojuszników „warszawki" i Wałęsy – Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Antoni Stawikowski i Antoni Tokarczuk! Jeden z rzeczników i beneficjentów tej zmiany w „Solidarności" Jan Lityński ogłosił wówczas na łamach podziemnego „Tygodnika Mazowsze", że „Solidarność" nie może już więcej odpowiadać na wszystkie propozycje komunistów „totalnym i głośnym »nie«!". Ale żeby tak było, należało wyrzucić z niej prawie wszystkich członków władz krajowych i większość ludzi tworzących struktury związkowe w regionach. Rzeczywiście ta nowa „Solidarność" była coraz bardziej konstruktywna i przewidywalna. Doceniało to trio (Pożoga-Urban-Ciosek) doradców Jaruzelskiego, które w styczniu 1988 r. tak pisało do towarzysza generała: „Uważamy, że naszym realistycznym celem powinno być ustawiczne oswajanie bardziej ugodowego skrzydła nastawionego na koegzystencję z »reżimem«, asymilowanie i neutralizowanie tego skrzydła, budowanie przepaści między nim a opozycją radykalno-nielegalną (...). Taktyka oswajania to wytrącanie opozycji możliwości uprawiania sprzeciwów natury ogólnej i głoszenia pięknie brzmiących haseł, natomiast wmanewrowanie jej w dyskusje o konkretach, zmuszanie do uwzględniania realnie istniejącej sytuacji oraz rzeczywiście możliwych rozwiązań. Taka platforma uczestnictwa umiarkowanej opozycji w życiu kraju oddzieli ją najsilniej od fundamentalistów". W ten sposób, kosztem wziętej w dwa ognie antykomunistycznej „ekstremy", holowano wiernego neosolidarnościowego partnera z Matką Boską w klapie, z którym można było w przyszłości zawrzeć prawdziwą transakcję epoki – Okrągły Stół i bezkonfliktowe przejście z PRL do postkomunizmu III RP, dla jednych z solidarnościowego styropianu na salony władzy, dla drugich z SB do UOP, z PZPR do SdRP, z Komitetu Centralnego do zarządu banku...

                                FAZA NR 4 OSUSZANIE PRZEDPOLA

                                Nadszedł wreszcie czas ostatecznej rozgrywki, który przypadł na strajk sierpniowy 1988 r. Już po dwóch dniach strajkowania (24 sierpnia) pojawiła się konkretna oferta – zgoda komunistów na rozmowy Okrągłego Stołu, a w konsekwencji również ustalenie ścieżki ku pluralizmowi związkowemu (w domyśle relegalizacji „Solidarności"), ale w zamian za zakończenie strajku. Dla wtajemniczonych w poufny dialog „opozycji" z władzą nie było to zaskoczeniem. Scenariusz ten był bowiem przedyskutowany przez Kuronia w Departamencie III MSW już dwa dni wcześniej (22 sierpnia 1988 r.). W komunikacie z tej rozmowy funkcjonariusze bezpieki napisali m.in., że Kuroń przewiduje, iż „podjęte zostaną bezpośrednie rozmowy z Lechem Wałęsą bez żadnych warunków wstępnych ze strony rządu. W czasie tych rozmów strona rządowa wyraża zgodę na wprowadzenie pluralizmu związkowego z dniem 1 stycznia 1989 roku, natomiast Lech Wałęsa zobowiązuje się do podjęcia natychmiastowych działań w kierunku wygaszania strajków". Tak się w istocie stało. Zgodnie z planem Kuronia Wałęsa natychmiast pozytywnie zareagował na propozycję Kiszczaka, deklarując w liście, że jest gotów do dialogu, „nie stawiając żadnych warunków wstępnych ani ograniczeń tematycznych". Później, podczas bezpośredniej rozmowy z Kiszczakiem, zadeklarował, że chce „Solidarności" „czysto związkowej" i krytykował „moment rozpoczęcia" strajków. Ale Kiszczak wystąpił wobec niego jak surowy przełożony i oświadczył: „Czekamy przez 20 godzin na działalność pana Lecha Wałęsy w sprawie wygaszenia strajków. Do tego czasu będzie powstrzymane ewentualne użycie środków wymuszających przestrzeganie prawa". Wałęsa się wystraszył. Przyznał to w pamiętniku: „Wiłem się jak piskorz, atakowałem z prawa i z lewa, ale generał Kiszczak postawił rzeczowe, twarde warunki: legalizacja »Solidarności« będzie możliwa tylko wtedy, gdy rozmowy Okrągłego Stołu zakończą się parafowaniem narodowego porozumienia; obecnie strajki powinny wygasnąć w ciągu osiemnastu godzin; następne ustalenia w sprawie Okrągłego Stołu poczynimy za dwa tygodnie, a w tym czasie przygotujemy wstępne listy negocjatorów i doradców. Oczywiście nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaście strajkujących zakładów to nie kilkaset jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak beton partyjny próbuje torpedować każdą ofertę ugody z opozycją". Był to spory sukces komunistów i osobiście zwierzchnika tajnych służb.

                                FAZA NR 5 HAKI I „POŻYTECZNI IDIOCI"

                                Dlaczego nie wypominamy przeciwnikom ich grzechów, zbrodni, a byłoby co. (...) O nas mówi się stalinowcy. A dlaczego wszystkim Woroszylskim, Mazowieckim nie przypominamy peanów na cześć Stalina? (...) Czy tak bardzo nam na nich zależy, że dajemy się opluwać, milczymy, nie przypominamy ich nieprawości?" – mówił wówczas Kiszczak. Okazało się jednak, że komunistom tak bardzo zależało na byłych stalinowcach, których po stronie solidarnościowo-opozycyjnej było wielu, że argumentu z ich haniebnej przeszłości nigdy nie użyli. Nie mogli go wykorzystać też jako środka nacisku zgromadzonej przez SB wiedzy o agenturze po stronie „opozycyjnej". Musiało tak być, ponieważ jej wiarygodność w oczach opinii publicznej była warunkiem zduszenia społecznej opozycji wobec „kontraktu". Znamienna pod tym względem była argumentacja Władysława Frasyniuka, który podczas pierwszych rozmów w Magdalence mówił do komunistów: „Trzeba jasno powiedzieć, że my, siadając razem z panami do stołu, działamy nie we własnym interesie: zabiegamy w ten sposób o wasz interes. Dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa, które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszą wiarygodność". Zapewne nie miał wówczas pojęcia, że władze PRL robiły to samo w stosunku do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka i innych reprezentantów „strony solidarnościowo-opozycyjnej", dbając o ich społeczną wiarygodność. Co ciekawe, także Michnik zwracał się do komunistów o niezmuszanie tzw. strony solidarnościowej do nadmiernych ustępstw, ponieważ osłabi to jej autorytet w społeczeństwie, a bez tego autorytetu nie będą już potrzebni stronie rządowej. W każdym razie na przełomie 1988 i 1989 r. obie strony politycznego dialogu (a w zasadzie już nie strony, bo przecież okrągły stół ma to do siebie, że raczej symbolicznie łączy, a nie dzieli) zdawały sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. W obozie władzy o wszystkim decydowali Jaruzelski z Kiszczakiem, a po stronie neo-„Solidarności" warszawski salon. Kuroń nie krył satysfakcji z pozycji, jaką on i jego środowisko zajęło, podporządkowując sobie Wałęsę i rekonstruowany, choć na innych warunkach i w nowym kształcie, związek. Od tej pory to Kuroń i jego polityczni przyjaciele mieli decydować o politycznych karierach ludzi „Solidarności". Po kolejnej turze jego rozmów w MSW funkcjonariusze Departamentu III MSW pisali: „w przekonaniu większości osób z opozycji uczestnictwo w rozmowach otwiera szerokie możliwości kariery politycznej. Przed ludźmi mającymi szanse na takie uczestnictwo staje alternatywa: albo ukorzyć się przed środowiskiem postkorowskim i złożyć niejako deklarację lojalności, albo zachować samodzielność. Jacek Kuroń, w prowadzonych rozmowach, stara się wytwarzać wrażenie, że może on co najmniej odsunąć każdego niewygodnego działacza opozycyjnego".

                                FAZA NR 6 OSTATECZNA PODMIANA

                                W tej sytuacji stało się zupełnie oczywiste, że Lech Wałęsa musi wyrazić zgodę na zamknięcie się w „złotej klatce", jaką wymyślił dla niego salonik wszechmocnego Kuronia, zgłaszając pod koniec 1988 r. pomysł powołania Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność". Komitet Obywatelski przy Wałęsie, którego członków nikt przecież demokratycznie nie wybierał, ale dobierał według towarzysko-politycznego klucza, stał się polityczną czapą nad całą „Solidarnością". Przypominał też powołaną dwa lata wcześniej Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa, z tą tylko różnicą, że Jaruzelski, w przeciwieństwie do Wałęsy, posiadał w tym gremium realną władzę i decydujący głos. Zamiast „ekstremistów", czyli władz „Solidarności" wybranych w demokratycznych wyborach, komuniści ostatecznie wykreowali „konstruktywnego partnera". W marcu 1989 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR Kiszczak mówił wprost: „Równolegle z szeroką falą rozmów w zespołach i podzespołach »okrągłego stołu« ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wąskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony kościelnej". Kiszczak miał zapewne na myśli rozmowy prowadzone w „obiekcie specjalnym" numer 135. Wiosną 1989 r. stały się one jeszcze bardziej konstruktywne, kiedy zaczął w nich uczestniczyć Michnik. Według władz PRL, w tym szefa bezpieki gen. Henryka Dankowskiego, Michnik – obok Geremka i Mazowieckiego – stał się w tym czasie „głównym architektem polityki opozycji w trakcie Okrągłego Stołu". Był radykalnym rzecznikiem porozumienia z komunistami. Już pod koniec lutego 1989 r. tłumaczył kolegom z „Solidarności" „konieczność rezygnacji z tzw. rozliczania za czas stanu wojennego, aby nie psuć atmosfery i nie dawać do ręki konserwie partyjnej broni. Podczas jednej z biesiad Michnik zwrócił się w stronę Kiszczaka z toastem: „Piję, panie generale, za taki rząd, gdzie Lech będzie premierem, a pan ministrem spraw wewnętrznych".

                                FAZA NR 7 NARODZINY SYSTEMU III RP

                                W ten sposób rozpoczynał się proces określany później przez Lecha Kaczyńskiego mianem „fraternizacji" i „zblatowania". Kaczyński uważał za niemal pewne, że w Magdalence nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częścią elity solidarnościowej, bo nie na tym polegają doskonałe spiski. Konsekwencją tych rozmów jednak była partycypacja „fraternizujących się" w późniejszych przywilejach władzy i nieporównywalnie silniejsza pozycja majątkowa i polityczna aniżeli tych, którzy w procesie magdalenkowego „zblatowania" udziału nie wzięli. I okrągłostołowy spisek na tym przede wszystkim polegał. Późniejsza abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych, przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb i partii i „gruba linia" („gruba kreska") są jedynie tego potwierdzeniem i konsekwencją. Jeden z ojców i patronów tego systemu – Jacek Kuroń, już w 1977 r. wyznał podczas spotkania z kolegami, że „w wolnej Polsce listy agentów i pracowników SB powinny być dokładnie opracowane przez opozycję, ale nie można ich ujawniać, aby nie stwarzać sytuacji prześladowania przez otoczenie tych ludzi". W ten oto sposób podjęty po ogłoszeniu w Związku Sowieckim „głasnosti" wspólny wysiłek władz PRL i „zreformowanej" „Solidarności", akceptowany, a nawet wspomagany przez zainteresowany w utrzymaniu w Polsce spokoju Zachód, doprowadził do zaprezentowania Polakom operacji Okrągłego Stołu jako historycznego „obalenia komunizmu". O tej realistycznej, ale i negatywnej ocenie Okrągłego Stołu oraz jego następstw zapominają często ci wszyscy, którzy próbują wykorzystać autorytet zmarłego tragicznie prezydenta do podtrzymania fałszywego mitu pokojowej zmiany systemu. ? Autor jest historykiem, opublikował właśnie kolejną swoją książkę pt. „Wałęsa. Człowiek z teczki" (Wyd. Zysk i S-ka)
                                https://www.rp.pl/artykul/1058043-Ma...ie-prawda.html

                                Tylko jakieś krzaczki mi wyskoczyły - w linku działa normalnie.
                                Ostatnio edytowany przez Z.; [ARG:4 UNDEFINED].
                                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X