Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
    Celów jest kilka:

    Najważniejsze to uporządkowanie rynku księgarsko/wydawniczego, co było postulowane już od dawna przez środowisko księgarskie i autorów.

    Jednym z nich jest rozbicie olbrzymiego lobby dystrybucyjnego (kilka dużych firm), gdzie od lat stosowane są praktyki monopolistyczne, dyktowane ceny są absolutnie nie adekwatne do realiów (gro ceny zabiera dystrybucja) stąd sztucznie wykreowana nieuczciwa wojna rabatowa z mniejszymi wydawcami. Patologie to między innymi zawyżanie cen książek a potem wprowadzanie rabatów, coś na co mniejsi wydawcy nie mogą sobie pozwolić. Do tego długie nawet 180cio dniowe terminy płatności, niewielkie gaże dla autorów bo gro kasy leci do dystrybutora. Podobnie jak z płytami CD gdzie gro pochłania dystrybucja.

    Ponadto polityka odbudowy księgarń (które poznikały z przestrzeni na rzecz dużych dystrybutorów - wystarczy się przejść po Warszawie) i wsparcia mniejszych wydawców, kosztem wielkich koncernów księgarskich, które przerzuciły się do sprzedaży internetowej (koszty o wiele niższe), w wyniku wojny rabatowej.

    Oczywiście jednym z argumentów jest to, że ceny będą ręcznie narzucane i że skończą się tańsze książki w necie. Oczywiście tak może być choć przy ujednoliceniu i ukróceniu wojny cenowej ceny mogą spaść bo wiele rabatów jest sztucznych kosztem wydawnictwa i autora. Każdy kto próbował kiedyś wydawać wie jakie problemy z tym są i jak mniejsi mieli problemy w starciu z olbrzymim koncernem dystrybucyjnym.

    Jak to wyjdzie sam jestem ciekaw bo bałagan jest niesamowity (i nie chodzi tu o ceny książek ale o warunki).
    Ostatnio edytowany przez Mayhe(L); [ARG:4 UNDEFINED].
    Za kibicowski trud, za święte barwy Twe...

    Komentarz


    • https://www.facebook.com/tojestinnas...644898742582:0

      Laffer to ma fajnie. Raz w życiu zademonstrował teorię – której nawet nie wymyślił – przed kamerami TV i teraz wszyscy znają jego nazwisko.
      No bo nie? Powiesz „krzywa Laffera” i każdy wie o co chodzi. A jak nie wie, to przynajmniej kojarzy takie sformułowanie. I kojarzy, że był ktoś taki jak Laffer. Nawet jak jest idiotą, który uważa, że ta teoria nie działa.
      Ja – jako atencyjna dziwka – też tak chcę. Dlatego postanowiłem sformułować własną teorię ekonomiczną, licząc na to, że potomność doceni.
      Uwaga!
      Orkiestra, tusz!
      „Jeżeli rząd postanawia wprowadzić regulację rynku, to:
      a) nie osiągnie zamierzonych celów
      b) koszty tej regulacji poniosą klienci
      c) w wielu wypadkach efekt będzie dokładnie odwrotny od założeń”.
      Działanie tego prawa widać było chociażby w wypadku Obamacare.
      Założeniem było to, że regulacje rynku ubezpieczeń zdrowotnych sprawią, że te ubezpieczenia staną się tańsze. Dlatego też nazwali tą ustawę Affordable Care Act.
      Efektem było to, że większość ubezpieczalni machnęła ręką na ubezpieczenia zdrowotne. Te, które zostały, podniosły ceny żeby zrekompensować sobie straty wywołane zwiększonym ryzykiem – bo nowe regulacje nakazywały sprzedaż ubezpieczeń np. ludziom, którzy już są chorzy. A że w USA nie wolno sprzedawać ubezpieczeń poza granice stanu, to całkiem sporo ludzi miało do „wyboru” tylko jedną ubezpieczalnię – albo karę za brak ubezpieczenia.
      Trzy z trzech. Nie wyszło, koszty regulacji ponieśli klienci, a efekt był dokładnie odwrotny od zamierzeń – zamiast stanieć, koszty znacznie wzrosły.
      No dobra – powiesz mi drogi czytelniku – znalazłeś przykład, dorobiłeś do niego teorię, i już ci się sławy zachciewa?
      Otóż nie. Co zaraz udowodnię moją zwyczajową bezbłędną logiką.
      Na podstawie regulacji rynku z naszego kurwidołka. I to takiej, która jeszcze nie weszła w życie – jak wejdzie, to będę mógł mówić „A nie mówiłem?”.
      Państwowa Izba Książki – czyli taki tfu! związek zawodowy pracowników rynku wydawniczego przygotowała projekt ustawy o jednolitej cenie książki. Projekt obecnie jest w MinKul.
      Na czym ma polegać? Otóż wydawca czy też importer ustala cenę książki i księgarz musi przez rok sprzedawać tą książkę za tą cenę – no, może obniżyć o 5% ale na tym koniec.
      W założeniach ma to ratować małe księgarnie, które nie wytrzymują konkurencji cenowej z sieciówkami typu Empik czy Matras.
      I zadziała dokładnie odwrotnie – to właśnie małe księgarnie najbardziej dostaną po dupie. Co zaraz sobie udowodnimy.
      Zacznijmy od podstaw. Dlaczego księgarnie sieciowe mogą sprzedawać taniej? Bo taniej kupują.
      A dlaczego kupują taniej? Bo kupują dużo.
      Wyobraźmy sobie, że mamy wydawnictwo. Nasze wydawnictwo, jak każda firma, ma koszty swojego działania. Czynsz, pensje pracowników, haracz dla ZUS itp. Te koszty są mniej więcej stałe.
      No i teraz wprowadzamy na rynek nową książkę. Załóżmy, że koszt jednego egzemplarza – papier, druk, dystrybucja itp. - to 20 zł. Ustalamy więc cenę hurtową na 30 zł – ze sprzedaży każdej sztuki mamy więc dychę na czysto zysku, który możemy przeznaczyć na wyżej wymienione koszty.
      I teraz zwraca się do nas przedstawiciel dużej sieci księgarni i mówi: „Słuchaj no, wredny kapitalisto. Zapłacę ci za jedną książkę nie 30, a 25 złotych – ale wezmę od razu 10 000”.
      Z jednej strony będziemy stratni – zarobimy bowiem 50 kafli, a nie 100 które zarobilibyśmy sprzedając te książki po 30 zł. Ale sprzedając po 30 kasa spływałaby powoli – bowiem diabli wiedzą ile by zeszło, żeby opchnąć dziesięć tysięcy egzemplarzy. Tutaj mamy kasę od razu i możemy zapłacić pracownikom, krwiopijcom z ZUSu itp. Więc taki deal nam się opłaca.
      I teraz ta księgarnia może sprzedawać te książki po 30 zł i są 5 zyli do przodu na każdym egzemplarzu. Mała księgarenka natomiast musi ustalić cenę na, powiedzmy, 35 złotych – bo jakby sprzedawali po 30, to by wyszli na zero.
      Wprowadźmy w grę nową regulację. Musimy ustalić nową cenę – taką samą dla małej księgarni w Wypizdowie Górnym i wielkiej sieci, mającej lokale w każdym mieście. Nie możemy jej ustalić na poziomie 30 złotych, bo wtedy właściciel małej księgarni nie zarobi. Ustalamy ją więc na 35 zł.
      Skoro cena ma być jednolita, to teraz nasza książka kosztuje dokładnie tyle samo w małej księgarni w Wypizdowie Górnym jak i w salonie wielkiej sieciówki. Z tą różnicą, że właściciel małej księgarni dalej zarabia 5 złotych na sztuce, ale właściciel sieciówki – już 10. A klient nie ma wyboru – skoro cena jest ustalona z góry, to nie pójdzie tam gdzie taniej. Zapłaci 35 złotych tam, gdzie akurat ma najbliżej.
      Mamy więc punkt pierwszy – regulacja, która ma pomóc małym księgarniom sprawi, że te duże będą zarabiać więcej. Mamy też punkt drugi – koszty regulacji poniesie klient. No chyba, że machnie ręką na tą całą kulturę i kupi za tą kasę flaszkę i paczkę szlugów.
      I zanim ktoś mi to w komentarzu wyciągnie – nie, jednolita cena nie sprawi, że ludzie – pozbawieni bodźca w postaci niższej ceny – zaczną chodzić do małych księgarni. Książki bowiem często kupuje się pod wpływem impulsu – ot, żona wyciągnęła na zakupy, to mąż z nudów zajdzie do księgarni, przekartkuje kilka stron tej, która ma ładną okładkę, i kupi. To nie jest zakup samochodu, który się planuje przez rok i szuka najlepszej oferty. A sieciówki stać na dobre lokalizacje – w centrach handlowych, na starówkach itp. Żeby trafić do małej księgarni trzeba sobie zadać więcej trudu.
      No dobra, dwa pierwsze punkty z głowy. A co z trzecim?
      Skoro już ćwiczymy wyobraźnię, to teraz wyobraź sobie, drogi czytelniku, że masz małą księgarnię. Dowiadujesz się, że taki na przykład Wojciech Kuczok wydaje nową książkę. I Wyborcza prorokuje, że to będzie bestseller. Zacierając ręce kupujesz więc sto egzemplarzy i czekasz na klientów.
      Niestety okazuje się, że nowa książka Kuczoka to takie samo gówno jak wszystkie poprzednie książki Kuczoka. I nikt jakoś nie chce jej kupować? Wydawnictwu już zapłaciłeś, a niedługo będziesz musiał zapłacić pracownikom i krwiopijcom z ZUSu. Co robić?
      Normalnie obniżyłbyś cenę licząc, że może ktoś się skusi na promocję. Bo owszem, wtedy zarobisz mniej, albo zgoła nic nie zarobisz – ale odzyskasz chociaż kasę, którą już zainwestowałeś ufając krytykom literackim Wyborczej.
      Ale dzięki magi socjalizmu nie możesz tego zrobić. Aby ratować twój księgarski biznes PIK nakazał, że przez rok masz ją sprzedawać za tyle, ile stoi na okładce. A po roku to już nikt nie będzie pamiętał, kto to Kuczok i że go Wyborcza zachwalała – więc tym bardziej nie sprzedasz. No chyba, że na makulaturę.
      Kilka takich pomyłek – a gust czytelników na pstrym koniu jeździ i bywa, że nawet książek zachwalanych przez krytyków czytać świnie nie chcą – i możesz powoli ogłaszać upadłość.
      Ja lubię małe księgarnie. I pewnie nie ja jeden. Ale ich upadek jest przesądzony. Tak samo, jak upadek wielu innych punktów usługowych.
      Ostatnio na przykład potrzebowałem kawałka szyby na wymiar i przekonałem się, że w promieniu 100 kilometrów od mojego domu nie został żaden szklarz. Bo gotowe okna oferowane przez duże firmy są tak tanie, że nie opłacało im się dalej prowadzić interesów.
      Po szklarzach nikt nie płakał. Po księgarzach też nikt nie zapłacze.
      A „Jednolita cena książki” tylko przyspieszy ich upadek.
      Co naprawdę jest do przewidzenia. I nie trzeba do tego być amerykańskim ekonomistą z śmiesznym nazwiskiem.
      Od siebie dodam, że prawdopodobnie większość księgarnii internetowych przeniesie się do Czech, także nie ma strachu, że książki zdrożeją jakoś mocno.
      Ostatnio edytowany przez bloniaq; [ARG:4 UNDEFINED].
      Nie dotykaj forum, bo cię curva zmiecie z planszy
      -------------
      Jedynie prawda jest ciekawa

      Józef Mackiewicz

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
        Celów jest kilka:

        Najważniejsze to uporządkowanie rynku księgarsko/wydawniczego, co było postulowane już od dawna przez środowisko księgarskie i autorów.
        Za komuny każdy rynek był uporządkowany.

        Komentarz


        • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
          Komuno wróć

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
            Tragikomedia?
            "Jak się wyrosło w komunizmie, to nie można było nie mieć antykomunistycznego nastawienia"

            WOLNOŚĆ dla JANUSZA WALUSIA!

            Komentarz


            • Bzdury napisane przez kolejnego teoretyka który nie ma pojęcia jak działa rynek księgarski. Sprzedaż książek to nie sprzedaż bułek. Reszta komentarzy niestety w podobnym stylu.

              Ustawa ma przede wszystkim zrobić porządek z systemem dystrybucji zmonopolizowanym przez wielkich dystrybutorów i ustalanymi przez nich cenami z kosmosu. Bo ceny książek to patologia.

              Skąd taka rozbieżność między ceną półkową w sieciówce a zakupem w necie? W skrócie to koszty dystrybucji które narzucają dystrybutorzy i które sięgają nieraz 50-60 procent ceny. Cena drukowana obecnie na książce to właśnie realna cena książki (autor, druk, grafik, wydawca ect) plus olbrzymia marża dystrybutora. Księgarnie netowe mają mniej więcej rzeczywisty koszt książki, bo biorą bezpośrednio od wydawcy (plus koszty własne) pomijając wielkie koncerny dystrybucyjne. Ceny z małych sklepów to ceny narzucone umowami przez dystrybutorów plus również koszty własne. Obniżając marżę monopoli dystrybucyjnych realnie cena książek spadnie. Do tego dochodzą praktyki wielomiesięcznych terminów płatności (90 dni to standard, a swego czasu 180 dni empik - stąd swego czasu był jego bojkot). Ja wiem że końcowego czytelnika to mało interesuje bo chciałby mieć jak najtaniej (także mnie), ale najpierw trzeba wprowadzić równe zasady dla wszystkich i urealnić ceny (czyli zbić koszty dystrybucji monopolistów dystrybucyjnych, różnych firm na O czy E). Urealnić nie znaczy ustalić jak z rozdzielnika.

              Czy ustawa jet zła? Na pewno jest potrzebna, są w niej niejasności ale konsultacje cały czas trwają. A podnoszenie argumentu że "uaaaa ceny książek wzrosną i zabije się sprzedaż w necie i uciekamy do Czech" to demagogia.

              Dobry materiał na ten temat choć nie wyczerpuje tematu:

              Za kibicowski trud, za święte barwy Twe...

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
                Bzdury napisane przez kolejnego teoretyka który nie ma pojęcia jak działa rynek księgarski. Sprzedaż książek to nie sprzedaż bułek. Reszta komentarzy niestety w podobnym stylu.
                Zapewne jednak teoretyk wie co znaczy monopol.

                Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
                Ustawa ma przede wszystkim zrobić porządek z systemem dystrybucji zmonopolizowanym przez wielkich dystrybutorów i ustalanymi przez nich cenami z kosmosu. Bo ceny książek to patologia.
                Tutaj posłużę się jednym z ulubionych argumentów kolegi BuźkaLG. Czy to już gdzieś zadziałało?

                Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
                Skąd taka rozbieżność między ceną półkową w sieciówce a zakupem w necie? W skrócie to koszty dystrybucji które narzucają dystrybutorzy i które sięgają nieraz 50-60 procent ceny. Cena drukowana obecnie na książce to właśnie realna cena książki (autor, druk, grafik, wydawca ect) plus olbrzymia marża dystrybutora. Księgarnie netowe mają mniej więcej rzeczywisty koszt książki, bo biorą bezpośrednio od wydawcy (plus koszty własne) pomijając wielkie koncerny dystrybucyjne. Ceny z małych sklepów to ceny narzucone umowami przez dystrybutorów plus również koszty własne. Obniżając marżę monopoli dystrybucyjnych realnie cena książek spadnie. Do tego dochodzą praktyki wielomiesięcznych terminów płatności (90 dni to standard, a swego czasu 180 dni empik - stąd swego czasu był jego bojkot). Ja wiem że końcowego czytelnika to mało interesuje bo chciałby mieć jak najtaniej (także mnie), ale najpierw trzeba wprowadzić równe zasady dla wszystkich i urealnić ceny (czyli zbić koszty dystrybucji monopolistów dystrybucyjnych, różnych firm na O czy E). Urealnić nie znaczy ustalić jak z rozdzielnika.
                Wytłumacz mi po co? Żeby księgarze mieli pracę?

                Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
                Czy ustawa jet zła? Na pewno jest potrzebna, są w niej niejasności ale konsultacje cały czas trwają. A podnoszenie argumentu że "uaaaa ceny książek wzrosną i zabije się sprzedaż w necie i uciekamy do Czech" to demagogia.
                Znaczy, nie wierzysz, że pojawią się księgarnie internetowe sprzedające książki z terenu Czech?

                Zamieszczone przez Mayhe(L) Zobacz posta
                Dobry materiał na ten temat choć nie wyczerpuje tematu:

                Dotrwałem do momentu jak chłop mówi, że sprzedaje książkę za 70 zł bo wie, że w internecie będzie kosztowała 45, a gdyby wszyscy mieli po tyle samo, to wydałby ją za 55. Kolego, czy na serio Twoim zdaniem książki wydaje się w ramach walki z bezrobociem wśród księgarzy? To może odbudujemy rynek dorożek, stajni, kołodziejów i dostawców owsa, ustawą zakazując usług taksówkarskich.
                Nie dotykaj forum, bo cię curva zmiecie z planszy
                -------------
                Jedynie prawda jest ciekawa

                Józef Mackiewicz

                Komentarz


                • Napisz książkę, wydrukuj, a potem postaraj się ją wydać w jakimś wydawnictwie. Ewentualnie załóż własne wydawnictwo i postaraj się gdzieś ją wstawić, powiedzmy do empiku i sprzedać. Może wtedy zrozumiesz o co w tym wszystkich chodzi.
                  Za kibicowski trud, za święte barwy Twe...

                  Komentarz


                  • Kurde, nie wiedziałem, że pisanie i wydawanie książek to niezbywalne prawo każdego człowieka. Podobnie jak prowadzenie własnego wydawnictwa.

                    Czy z produkcją i sprzedażą farb, założeniem własnego banku i tworzeniem systemów operacyjnych do komputerów jest podobnie? Rząd pomoże? Bo próbowałem, ale samemu nie jest łatwo.
                    Lubię sobie jebnąć posta.

                    „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                    St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                    Komentarz


                    • Przecież może "wydać" i rozprowadzać w formie cyfrowej w księgarniach internetowych. Czy wszystko musi być teraz regulowane, jak za komuny?

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
                        Tradycyjnie: zawsze lepiej odczekać kilka dni a przede wszystkim weryfikować, bo można z siebie idiotę zrobić, pisząc "Komuno wróć" na przykład.
                        Od przeszło tygodnia w Internecie i mediach trwa burza wokół projektu ustawy o jednolitej cenie książki. Wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński znalazł się w ogniu oskarżeń ze strony środowisk wolnościowych, które projekt uznają za lobbing księgarń, nieuczciwą konkurencję i rozwiązanie rodem z socjalizmu. Naszym zdaniem pomysł nakazania stosowania jednolitych cen książek faktycznie jest bardzo szkodliwy. Uderza on w czytelników, na których zostaną przerzucone podwyżki cen (bo chodzi głównie o zakazanie ich obniżania, nie podwyższania!). Na pewno więc nie poprawi statystyk czytelnictwa, za to doprowadzi do upadku wiele księgarni internetowych. Bez możliwości rywalizacji ceną, stracą one rację bytu.

                        Jak jest więc naprawdę? Czy faktycznie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego próbuje przepchnąć kolanem księgarski odpowiednik „apteki dla aptekarza”, przeciwko któremu również protestowaliśmy? W przeciwieństwie do dziesiątek portali, które bezwiednie powtarzały tego newsa, postanowiliśmy sprawdzić u źródła i dopytać co dokładnie dzieje się dalej z ustawą powstałą w Polskiej Izbie Książki.

                        Prawdą jest, że wicepremier Gliński spotkał się z jej autorami i środowiskiem wydawniczo-księgarskim – debata nad projektem odbyła się 2 marca br. Na spotkaniu przedstawiane były argumenty za i przeciw temu rozwiązaniu. Jak możemy przeczytać na stronie MKiDN*: „Wicepremier Piotr Gliński, dziękując za udział w spotkaniu, potwierdził potrzebę dalszych pilnych prac nad projektem oraz poprosił o przekazanie do MKiDN przez przedstawicieli środowisk związanych z polskim rynkiem książki i czytelnictwem uwag w sprawie ustawy w ciągu dwóch tygodni.” Nie ma mowy o przyjęciu rozwiązań z projektu PIK jako własnych przez MKiDN. Ustawa nie jest nawet wymieniona w wykazie prac legislacyjnych resortu na stronie internetowej. Taki stan rzeczy potwierdzają nasze źródła w resorcie.

                        Rozpowszechnianie nieprawdziwej wersji wydarzeń rozpoczął najprawdopodobniej portal RP.pl, który w artykule z 5 marca** stwierdza: „Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oficjalnie poparło projekt ustawy o jednolitej cenie książki, przygotowany przez Polską Izbę Książki.” Wszystko wskazuje więc na to, że afera wokół jednolitej cenie książki oparta jest o manipulację i/lub celową dezinformację.
                        "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                        Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                        Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                        Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                        "
                        Janusz Waluś - czekaMY!

                        Komentarz


                        • Ale Jacku, chyba nikt nie napisał nic w stylu "Gliński komunisto", natomiast wszyscy, jak mniemam, komentowali sam projekt PIK.
                          Nie dotykaj forum, bo cię curva zmiecie z planszy
                          -------------
                          Jedynie prawda jest ciekawa

                          Józef Mackiewicz

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez bloniaq Zobacz posta
                            Ale Jacku, chyba nikt nie napisał nic w stylu "Gliński komunisto", natomiast wszyscy, jak mniemam, komentowali sam projekt PIK.

                            Jaaaaasne, jak zwykle zresztą.
                            "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                            Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                            Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                            Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                            "
                            Janusz Waluś - czekaMY!

                            Komentarz


                            • Ja tam się spodziewałem od Ciebie takiego komentarza, jak zwykle, dlatego Glińskiego oszczędzałem.

                              Można powiedzieć, że czegoś się od Ciebie nauczyłem
                              Nie dotykaj forum, bo cię curva zmiecie z planszy
                              -------------
                              Jedynie prawda jest ciekawa

                              Józef Mackiewicz

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez bloniaq Zobacz posta
                                Ja tam sięspodziewałem od Ciebie takiego komentarza, jak zwykle.
                                Zawsze jasne jak słońce. Wszak swój komunista to zawsze dobry komunista, więc Jaco do części musi mieć szacunek

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X