Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • @piejo kury

    Geneza ustawy Wilczka/Rakowskiego:

    Zamieszczone przez Witold Kieżun
    Sama koncepcja prywatyzacji sektora bankowego narodziła się w kwietniu 1988 roku – drogę ku temu otworzyła tzw. ustawa Wilczka przyjęta w grudniu tego roku, dalece liberalizująca stosunki gospodarcze w Polsce i oparta na Kodeksie handlowym z 1934 roku. Sama w sobie była dobrym krokiem, ale wiąże się ona z koncepcją transformacji gospodarczej, zainicjowanej wizytą George’a Sorosa w maju 1988 roku. Soros opowiada o tym szczerze w swojej książce, dość szczegółowo omawia swoją rolę w polskiej transformacji, poczynając od założenia w Polsce Fundacji Batorego i spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim, a potem z późniejszym doradcą ekonomicznym premiera Mazowieckiego – Waldemarem Kuczyńskim oraz przedstawienia idei terapii szokowej nieżyjącemu już komunistycznemu premierowi Mieczysławowi Rakowskiemu (G. Soros, Underwriting Democracy, The Free Press, New York 1991). Ustawa Wilczka oraz nowa koncepcja transformacji, sprowadzająca się przede wszystkim do prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, stworzyły konieczność budowy sieci banków komercyjnych. Zarazem powstała ogromna szansa na wzbogacenie się środowiska, które w tym procesie uczestniczyło tzw. partyjnej nomenklatury. Specjalną ustawą wydzielono z Narodowego Banku Polskiego aktywa dziewięciu banków komercyjnych o charakterze regionalnym. Ta nowa struktura bankowości kierowana przez aparat partyjnej nomenklatury stała się podwaliną procesu tzw. nomenklaturowej prywatyzacji.
    http://wgospodarce.pl/informacje/904...-neokolonialna
    "bycie narzędziem Rosji nam się opłaca" - Bartłomiej Sienkiewicz, grudzień 2010

    "Jeśli Andrzej Duda wraz z PiS-em pójdą w stronę ostrego rozliczenia Smoleńska, będziemy mieli w Polsce wojnę domową. Kaczyński zmieni retorykę albo zostanie zmieniony." - Lech Wałęsa, maj 2015

    Komentarz



    • Kukiz król chaosu

      […] W połowie sierpnia startują przesłuchania w Katowicach. Przed komisją centralną stają wytypowani przez Zespoły w regionach kandydaci na kandydatów z czołowych miejsc. Teoretycznie. Jeden z uczestników tak relacjonuje swoje związki z ruchem Kukiza:

      Inicjatywie Kukiza przyglądałem się jak każdy kto chociaż trochę interesuje się tym co dzieje się „na górze”. Jeszcze w czerwcu dostałem przez znajomego propozycję, by zaangażować się w budowanie ruchu w moich rodzinnych stronach. Nie powiedziałem „nie”. Kilka dni później okazało się, że w ramach oddolności w budowaniu struktur moje województwo dostanie w zarządzanie kumpel jednego z bliskich współpracowników Kukiza. Nieoczekiwanie 4 lipca w godzinach wieczornych dostaję telefon od wspomnianego już znajomego. Prosi mnie, żebym aplikował na kandydata na posła. On sam jest szefem innego regionu, ale postara się pomóc mi w dostaniu się na – ja kto określa – biorące miejsce na liście. Oddolność w budowaniu ruchu? No tak – myślę – niezły dowcip. Ale składam. Możliwość uczestniczenia w czymś, co przybiera charakter pospolitego, acz chaotycznego ruszenia wzbudza moją ciekawość. Następnie zostaję zaproszony na przesłuchanie do Katowic. Przyjeżdżam chwilę przed wskazanym w zaproszeniu czasem. Miejsce? Wielka siedziba śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”. Gmach robiący wrażenie. W środku przeszklona winda. Sala przesłuchań im. Lecha Kaczyńskiego.

      Przed drzwiami do niej kłębi się tłum, w tym czekający na wejście ludzie z mojego regionu. O czym dowiaduję się po czasie. Widzę ich po raz pierwszy. Ale okazuje się, że wielu z nich widzi potencjalnych rywali w walce o miejsca na liście także pierwszy raz. Dosyć szybko dyskusja schodzi na ocenę koordynatora regionalnego. Tego wybranego z klucza. Za zasługi dla Zmielonych czy JOW? Za zaangażowanie w kampanii prezydenckiej Kukiza? Nic z tych rzeczy. Wszyscy są przeciwko naszemu „baronowi”. To on miał z niepochodzącym z wyboru i niepoddanym żadnym mechanizmom kontrolnym Zespołem dokonać wstępnej selekcji kandydatów.

      Ale ja jestem z innej puli. Przyjeżdżam przecież na przesłuchanie z naboru „extra”. Ludzie opowiadają zasłyszane od innych plotki od tych, którzy już stanęli przed obliczem komisji. Jeden mówi o sytuacji kiedy na salę wszedł ekonomista. Dostał jednozdaniowe pytanie od któregoś z narodowców co może powiedzieć o austriackiej szkole ekonomicznej. Na pytanie co konkretnie nie dostał odpowiedzi. A potem dał komisji kilkunastominutowy wykład na interesującą, przynajmniej jednego jej członka, kwestię. Była też podobno atrakcyjna dziewczyna, niezbyt ciśnięta przez komisję. Ale przetrzymana dosyć długo, by zaspokoić wzrokowe oczekiwania cmokających związkowców i partyjniaków. Czy pytali ją o „właściwe” preferencje seksualne? Tego się na plotkarskiej giełdzie nie dowiedzieliśmy.

      Obok nas stoi grupa ze świętokrzyskiego. Te same problemy. Narzekanie na nadzwyczaj duży odsetek klejących się do Kukiza wariatów. Całkowity chaos w komunikacji z centralną. Centralą, której de facto nie ma. Jakieś komitety referendalne. U nich przez długi czas ludzie zorganizowani w dwóch, zwalczających się strukturach. Aktywiści ze świętokrzyskiego chcą wspólnie wystąpić przeciwko Jackowi Wilkowi z KNP, który chwali się na lewo i prawo, że ma „jedynkę” w kieszeni, bo to mu obiecał Kukiz.

      Co to za demokracja pytają? Gdzie ta oddolność? Okazuje się więc, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. A Kukiz ze swoimi wpisami o obywatelskości? Ściema – mówią co odważniejsi. Awantura o Wilka się rozwija. Wychodzi jeden z przesłuchujących z sali, bo słyszą tam nasze głośne rozmowy. Pyta o co chodzi? Wielu skarży się na układ. Mówią, że nie wyobrażają sobie dla Wilka miejsca wyżej niż piątego. Przesłuchujący pyta gdzie jest u nich troska o dobro sprawy? Jeden z kandydatów na kandydatów nie wytrzymuje i mówi do niego „Pierdolę. Nie będę rozdawać ulotek dla człowieka, którego nikt w naszym regionie nie zna”. Zza drzwi wyłania się kolejny przesłuchujący. Włącza się do dyskusji. Broni decyzji z Wilkiem. Argumentuje, że trzeba otworzyć się na partie, bo one mają struktury. Na partie ? Przecież miał być ruch apartyjni. A struktur KNP w świętokrzyskim nie ma. Może pojedyncze osoby. Ten sam przesłuchujący apeluje o rozwagę i dbanie o – jak to określa – dobrą zmianę dla Polski.

      […] Pora na mnie. Wchodzę na salę. Komisja siedzi rozrzucona niedbale po sali. Nie ma przesłuchania twarzą w twarz. Rozpoznaję trzy osoby – Bosaka, Winnickiego od narodowców i Dominika Kolorza z Solidarności. Za chwilę okaże się, że jest jedynym, który wie o czym mówię. Obecność narodowców uświadamia mi, że są istotnym graczem u Kukiza. Oni, którzy do tej pory zajmowali się przede wszystkim organizacją jednej dużej imprezy Marszu Niepodległości będą teraz przesłuchiwać mnie. Niech będzie. Przedstawiam się. Mówię co robiłem i robię. Wymieniam nazwę jednej z moich aktywności po angielsku, nie trudząc się na znalezienie polskiego odpowiednika. Zapada cisza. Czuję po reakcji, że tylko Kolorz wie co to znaczy. A przecież nie jest to coś niszowego. Winnicki czterokrotnie prosi mnie o powtórzenie. Pewnie słyszy pierwszy raz i chce się nauczyć. Wolno mu. Jest młody i ambitny.

      Zaczyna się seria pytań. Drżę na myśl czy z takimi tuzami dam radę. Patrzę na salę. Winnicki napompowany jak balon, dwóch wielkich jak wieloryby związkowców, a pomiędzy nimi chudziutki jak przecinek Bosak. Wciśnięty mały i łysy Mnich. A do tego siwy jak gołąbek Kolorz. Co on robi w tym gronie? Na pewno podnosi poziom, ale przed nim trudne zadanie. Prawie niewykonalne. Jeden ze związkowców pyta dlaczego nie współpracuję z koordynatorem wojewódzkim. Poprawiam go, że wedle mojej wiedzy jest on rzecznikiem sprawy. Zresztą nie wiem. Co chwilę Kukiz zmienia wszystko i prawie wszystkich. Odpowiadam z bolszewicką szczerością, że z prostej przyczyny. Jeszcze miesiąc temu był w Platformie Obywatelskiej i poirytowało mnie to, że taka osoba może sprawować ważną funkcję w ruchu antysystemowym. Po przerwie na zastanowienie drugi ze związkowych wielorybów pyta dlaczego jestem taki radykalny? Odpowiadam, że gdybym taki był to bym zapisał się do narodowców i siedział po drugiej stronie stołu. Dalszej polemiki nie ma. Kolorz robi lekki grymas na twarzy. Do sali wparowuje Kornel Morawiecki. Zaczyna od rozdawania jakiś gazetek przesłuchującym, po czym siada. Szkoda, że nie było go od początku. Miałbym przynajmniej dwóch ludzi z którymi można o czymś porozmawiać.

      […] Po godzinie oczekiwania werdykt. Komisja informuje kto ma jakie miejsce na liście. Nie jest źle. Wprowadzony kuchennymi drzwiami dostaję „dwójkę”. Pierwszy jest koordynator – członek radykalnego związku zawodowego a do niedawna także PO. Myślę sobie patrząc na skład komisji, że nie mogłem osiągnąć więcej. W końcu z parytetów wychodziło im, że oddolność oddolnością a „nasi” swoje muszą mieć. Z drugiej strony uświadamiam sobie jak tym, którzy decydują o obsadzie list, trudno będzie połączyć interesy różnych środowisk.

      Jeszcze przed naszym wyjściem z sali zaczyna awanturować się jeden z przesłuchanych. Żąda dla siebie „jedynki” i grozi, że w przypadku niespełnienia odejdzie. Komisja jest nieugięta, a on w reakcji wychodzi obrażony. Zresztą przy prezentacji kolejnej wersji listy w moim okręgu znajdzie się i tak w drugiej dziesiątce. Ale nie dlatego, że zmienił zdanie. Po prostu ktoś w centrali wrzucił starą, nieaktualizowaną wersję listy. Po interwencji jego imię i nazwisko zostaje usunięte. O swoje zaczyna awanturować się też narodowiec. Dostał środek pierwszej dziesiątki. Mierzył wyżej. Przed wejściem mówił, że liczy na kolegów z komisji. Być może nie był z ich frakcji. Głośno wypowiada słowa, że całe to przesłuchanie to fikcja, a karty zostały dawno rozdane. Popełnia polityczny błąd, choć w moich oczach urósł za swoją prostolinijność. Siedzący do tej pory jak mysz pod miotłą Mnich rzuca się narodowcowi do gardła. Wykrzykuje, że widać teraz, iż to narodowiec stoi za nieprzychylnymi artykułami w lokalnych mediach o rzeczniku wyznaczonym przez Kukiza.

      W końcu wychodzimy. Szybko integrują się „jedynki” i „dwójki” z różnych regionów. Będziemy posłami – mówią. Wracając z Katowic zastanawiam się czy jest sens brania udziału w tym wariackim wyścigu. Czekam na instrukcje co robić. Spotykam się nawet z moim rzecznikiem sprawy, który mając „jedynkę” w garści, jest już bardziej otwarty. Ale centrala pogrąża się w chaosie. Kukiz koncertuje. Kolorz z ekipą jest zajęty. Muszą ułożyć 41 list. Niełatwe zadanie. Po kilkunastu dniach dostaję, jeden po drugim, sms „gratuluję”. Pytam tych, którzy je wysłali „czego”? Od nich dowiaduję się, że Kukiz przeczytał moje nazwisko jako „jedynkę” w okręgu. Jestem mocno zdziwiony. Nerwowo wchodzę na profil Kukiza, żeby odsłuchać czy jestem tym kim jestem. Czekam aż dojdzie do mojego okręgu. Może znajomi mnie wkręcają? Wiedzą, że przy tych zmianach zmian u Kukiza można sobie ze mnie trochę pożartować? A jednak „jedynka”. Zapadam się w miękkim fotelu. Ciekawe czy będę miał miękkie lądowanie na Wiejskiej? Ale jak to możliwe, że nie walczyłem o lidera listy, a dostałem?

      […] Umawiam pięć pierwszych spotkań. Żeby się poznać, podzielić obowiązkami. Na starcie od jednej z kandydatek dowiaduję się, że powinienem się bać. Na moje pytanie dlaczego? Odpowiada, że już zbiera na mnie papiery. Dowiaduje się, że nie jestem prawdziwym woJOWnikiem. Nie przejmuję się nią specjalnie, bo widzę, że ma ona problemy z utrzymaniem stabilności emocjonalnej. Takich było sporo na przesłuchaniu i pewnie będzie na naszych regionalnych spotkaniach. Znajomi z innych części Polski, w rozmowie ze mną mówią, że mają to samo. Co? Wariatkowo. Po czasie dowiaduję się, że pani od „haków” aktywizuje się przede wszystkim wpisami pod postami Kukiza. Wszędzie jej dużo. A dodatkowo jeździ po jego trasie koncertowej. Ja nie byłem na żadnym koncercie. Pewnie jestem gorszy.

      Zaczynam z rozsądnymi ludźmi zbierać podpisy i uzupełniać listę. Niedługo później dostajemy w czachę. Prawa ręka Kukiza Sanocki pisze list otwarty nawołując lidera do rozwiązania komitetu. Moi woJOWnicy uważają, że Sanocki zdradził lub zwariował. Sam jestem zdania że to strzał w plecy. Facet nie wie kiedy można stosować – jak to nazywa – prowokację intelektualną. Przecież listy otwarte pisze się do wrogów, a nie do przyjaciół. Mimo to dalej zbieramy podpisy. Walka trwa. Skoro się zobowiązałem to muszę działać do końca. Nasza „jedynka” zapytana ile zebrała mówi, że się tym nie zajmuje. Następnego dnia dostajemy kolejną bombę. Odchodzi rzecznik ruchu Miłosz Lodowski. Jego list do muzyka wycieka do mediów. Zaraz potem dowiaduję się, że listy ułożone przez komisję Kolorza zostały wywrócone do góry nogami i są już nowe. Nie wiem jeszcze, że mnie nie ma. Nerwowo odświeżam komputer.

      Tragifarsa. Za godzinę mam spotkanie ze wszystkimi kandydatami. W jakim charakterze mam wystąpić? Przychodzi potwierdzenie. Nie tylko wypadłem z „jedynki”, ale wyleciałem też z listy. Przez szacunek dla ludzi idę na umówione spotkanie. Informuję o tym co się stało. Mówię, że mimo tego z przyjemnością je poprowadzę. W trakcie dociera do nas nowe rozdanie. Na „jedynce” i „dwójce” są kandydaci, którzy do tej pory nie byli brani pod uwagę. Z tego co mi wiadomo nie byli też przesłuchiwani. Nowy lider ma podobno za sobą członkostwo w Unii Wolności, PO, PiS, a ostatnio w KNP.

      To kwintesencja apartyjności, transparentności i etyki, o której tak głośno mówił i wciąż mówi Paweł Kukiz. Zmarnował olbrzymią szansę na zmianę. Być może jest charyzmatycznym liderem rockowym. Ale nie powinien być nawet menadżerem zespołu muzycznego, a co dopiero człowiekiem odpowiedzialnym za państwo.
      palade.pl

      Komentarz


      • Komentarz


        • Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
          Phiii, też mi coś. Głosowanie pomędzy jedną partią systemową a drugą, których celem jest trwanie przy korycie to żadna alternatywa. Po dzisiejszej konwencji Jarka w Poznaniu raczej mnie zniechęcił do swego programu. Powołuje się na ustawę Wilczka, po czym głosi że głównym założeniem jest gospodarka oparta na wiedzy, zamiast na kapitale społecznym. Kolejnym absurdem jest powołanie województwa środkowopomorskiego (!), utworzenia ministerstrwa rozwoju (?), instytutu kadr ds. nauki i wychowania społecznego (?), czyli zamiast zmniejszania biurokracji dalsze jej pogłębianie i kolejne "kolesiowe" stołki do utrzymania. Normalnie Gierek wiecznie żywy.
          1) Jeśli nie ma znaczenia, to czemu się tak wszyscy martwią od Tomcia Lisa po Panią Monikę?
          2) Podasz miejsca jakie zajmują polskie uczelnie w rankingach światowych i ich awanse w ostatnich latach, pomimo wpakowania miliardów w ich rozwój i danie im wolnej ręki co do kierunków kształcenia?
          3) Jak stoimy w "wychowaniu społecznym"? Ile procent społeczeństwa uważa, że "polski interes" jest mniej ważny od "europejskiego"?

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
            1) Jeśli nie ma znaczenia, to czemu się tak wszyscy martwią od Tomcia Lisa po Panią Monikę?
            2) Podasz miejsca jakie zajmują polskie uczelnie w rankingach światowych i ich awanse w ostatnich latach, pomimo wpakowania miliardów w ich rozwój i danie im wolnej ręki co do kierunków kształcenia?
            3) Jak stoimy w "wychowaniu społecznym"? Ile procent społeczeństwa uważa, że "polski interes" jest mniej ważny od "europejskiego"?
            1. Akurat ci państwo nie obchodzą mnie bo ich pierdolety uwarunkowane są POlitycznie i na pewno nie grają w interesie społecznym.

            2. Uważasz że szkolnictwo sterowane centralnie zwiększy szansę na wyższą pozycję w rangingu szanghajskim? A może to po prostu wina bezsensownego wpakowywania tych miliardów na rozwój uczelń z budżetu państwa, co jak widać przyniosło wręcz odwrotny efekt. Raczej jestem za rozwiązaniem aby naukę zostawić w spokoju, zamiast bezsensownie inwestować w tzw. inkubatory przedsiębiorczości. Co nam to daje skoro i tak przedsiębiorca nie ma kasy do zainwestowania w innowacje technologii, co w pewnym sensie dawałoby mu przewagę nad konkurencją. Kolejny mit kreowany przez tzw. kołczów to praca w grupie, co skopiowano do Polski z zachodu. Nie od dziś wiadomo że siłą polskich uczelni było kreowanie indywidualności.

            3. Myślę że do tego nie potrzebne jest utworzenie nowego instytutu. Im społeczeństwo zamożniejsze tym patriotyzm wyższy i to jest fakt (casus flag amerykańskich przed domami) i w tym kierunku winniśmy podążać.

            Komentarz


            • Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
              2. Uważasz że szkolnictwo sterowane centralnie zwiększy szansę na wyższą pozycję w rangingu szanghajskim?
              Czy wszystko się musi kręcić między "centralnym sterowaniem", a "liberalizmem z XIX wieku" widzisz świat poza tym?

              Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
              Raczej jestem za rozwiązaniem aby naukę zostawić w spokoju
              Przecież jest w spokoju, czemu więc się nie rozwija?

              Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
              Nie od dziś wiadomo że siłą polskich uczelni było kreowanie indywidualności
              Co jest sztucznym sukcesem, geniusz i tak odniósłby sukces bez pomocy wykładowców, siłą kadry powinna być nauka rzemiosła. Chwalenie się tym jest mydleniem oczu, że oprócz tego niczego więcej nie potrafią.

              A teraz może szerzej. Od lat inwestowano w szkolnictwo wyższe w postaci poprawy infrastruktury i rzeczywiście nastąpił w tym progres. Problemem jest to, że główną przyczyną słabej jakości uczelni jest kompletne oderwanie się wykładowców od rynku pracy oraz studentów. Nikt tych prowadzących z niczego nie rozlicza z dziedziny dydaktyki. Studenci realnie nie mają żadnej możliwości pozbawienia danego nauczyciela pracy, przez co jeśli dany prowadzący jest chusteczkowy to on i tak tam będzie siedział do śmierci, no chyba że się pokłóci z kierownictwem wydziału, bądź katedry. Student, czyli de facto klient ma NAJMNIEJ do gadania. Jak to ma dobrze funkcjonować? Potem tworzy się przedmioty pod kadrę nauczycielską, laboratoria pod doktorantów. Nikt nie sprawdza, czy dana dziedzina jest popularna na rynku pracy, student wychodzi z uczelni z wiedzą o wszystkim i o niczym i się okazuje, że 90% ofert pracy jest z 2-3 przedmiotów bądź z kilku laborek i i tak nic z tego nie pamięta.

              Głównym celem powinno być przewietrzenie katedr i oddanie studentom możliwości wyboru wykładowców, gdy dany wykładowca nie ma chętnych może sobie szukać nowej pracy. Teraz teoretycznie tak jest, ale limit miejsc i przedmiotów powoduje to, że i tak każdy wykładowca ma zapełnione miejsca (Ci, którym się nie udało zapisać do kogoś lepszego).

              Pisanie tutaj w kontekście "oddania władzy niżej", czy "zostawienia w spokoju" jest absurdalne, bo właśnie pozostawiono uczelnie kadrze wykładowej, która sobie z nich zrobiła folwark i robi co chce w kółko bredząc "że nie ma kasy", a "studenci głupi i książek nie czytają".

              Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
              3. Myślę że do tego nie potrzebne jest utworzenie nowego instytutu. Im społeczeństwo zamożniejsze tym patriotyzm wyższy i to jest fakt (casus flag amerykańskich przed domami) i w tym kierunku winniśmy podążać.
              Biedna Rosja = patriotyzm, bogata Holandia = brak patriotyzmu. To jak z tym faktem?

              To jak społeczeństwo podchodzi do pewnych spraw zależy w głównej mierze od a) szkolnictwa b) kultury masowej (media, instytucje np. kościelne).

              Zgodzę się w dwóch kwestiach: w dużej mierze te pieniądze zostały zmarnowane oraz że nauka pracy w grupie jest fikcją.

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
                Co jest sztucznym sukcesem, geniusz i tak odniósłby sukces bez pomocy wykładowców, siłą kadry powinna być nauka rzemiosła. Chwalenie się tym jest mydleniem oczu, że oprócz tego niczego więcej nie potrafią.
                Jeśli jest geniuszem wychodzącym poza ramy programowe nauczania, na pewno zostanie udupiony przez speców-urzędników, a argumentem będzie to że jego wynalazek, innowacja (jak zwał tak zwał), nie spełnia wytycznych nakreślonych przez program MNiSW, tym samym przewyższając tęgie mózgi profesorów zasiadających w komisji, bo im się to w ogóle w pale nie mieści że można inaczej.

                Problemem jest to, że główną przyczyną słabej jakości uczelni jest kompletne oderwanie się wykładowców od rynku pracy oraz studentów
                Chodzi o rynek pracy, czyli wracamy do punkt wyjścia że gospodarka oparta na wiedzy do czysty idiotyzm. Od dawna byłem tego zdania że studia nie powinny stanowić wytycznych rynku pracy. Owszem w takich dziedzinach jak medycyna, historia, prawo, fizyka, finanse, itp... gdzie na dane stanowisko potrzebna jest konkretna wiedza czy inne umiejętności, ale co z faktem że miliony studentów kończą bylejakie kierunki, na bylejakich uczelniach (bo za młodu nie byli geniuszami szkolnymi), gdzie głównym celem jest zdobycie wymarzonego "papierka", a w głowie wiedza jak u gościa po zawodówce (z całym szacunkiem dla ludzi po zawodówce bo oni akurat posiadają praktyczne umiejętności) i teraz jakiś brukowiec poszukuje magistra jego mać do stukania w klawiaturkę, a jak czytam niekture artykuły tych "geniuszy" po uczelniach w Radomiu, to mam wrażenie że to pisał jakiś uczeń z gimnazjum. Także nie każdy powinien kończyć/nadaje się do studiowania i w żadnym wypadku nie powinno go to przekreślać, bo studenci również nie mają pojęcia jak poruszać się po rynku pracy czy otworzyć działalność i najczęściej kończą w Biedrze.

                Biedna Rosja = patriotyzm, bogata Holandia = brak patriotyzmu. To jak z tym faktem?
                Jest parę wyjątków odchodzących od reguły. Ruskim akurat wystarczy to że są mocarstwem, choć trzeba przyznać że do niedawna rosły tam płace, a średnia do 2020 roku miała się zrównać z polską, niemniej sankcje opóźniły/zastopowały ten proces.
                Ostatnio edytowany przez piejo kury piejo; [ARG:4 UNDEFINED].

                Komentarz




                • Najlepsza piosenka o Ewie Kopacz. Powinni ją puszczać po każdym jej przemówieniu.
                  Ostatnio edytowany przez spotter_spotterow; [ARG:4 UNDEFINED].
                  "bycie narzędziem Rosji nam się opłaca" - Bartłomiej Sienkiewicz, grudzień 2010

                  "Jeśli Andrzej Duda wraz z PiS-em pójdą w stronę ostrego rozliczenia Smoleńska, będziemy mieli w Polsce wojnę domową. Kaczyński zmieni retorykę albo zostanie zmieniony." - Lech Wałęsa, maj 2015

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    Jeśli jest geniuszem wychodzącym poza ramy programowe nauczania, na pewno zostanie udupiony przez speców-urzędników, a argumentem będzie to że jego wynalazek, innowacja (jak zwał tak zwał), nie spełnia wytycznych nakreślonych przez program MNiSW, tym samym przewyższając tęgie mózgi profesorów zasiadających w komisji, bo im się to w ogóle w pale nie mieści że można inaczej.
                    Gadasz kompletne bzdury, niczego takiego nie ma.

                    Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    Chodzi o rynek pracy, czyli wracamy do punkt wyjścia że gospodarka oparta na wiedzy do czysty idiotyzm.
                    LOL, a na czym ma się opierać gospodarka? Na sile?

                    Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    Owszem w takich dziedzinach jak medycyna, historia, prawo, fizyka, finanse, itp... gdzie na dane stanowisko potrzebna jest konkretna wiedza czy inne umiejętności
                    Liczba tych kierunków jest dużo dłuższa, a jeśli do czegoś nie potrzeba konkretnej wiedzy, to po co takie studia?

                    Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    Od dawna byłem tego zdania że studia nie powinny stanowić wytycznych rynku pracy.
                    I tak w Polsce jest. W Stanach stanowią. Która droga się sprawdza, ich czy nasza?

                    Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    ale co z faktem że miliony studentów kończą bylejakie kierunki, na bylejakich uczelniach (bo za młodu nie byli geniuszami szkolnymi), gdzie głównym celem jest zdobycie wymarzonego "papierka", a w głowie wiedza jak u gościa po zawodówce (z całym szacunkiem dla ludzi po zawodówce bo oni akurat posiadają praktyczne umiejętności) i teraz jakiś brukowiec poszukuje magistra jego mać do stukania w klawiaturkę, a jak czytam niekture artykuły tych "geniuszy" po uczelniach w Radomiu, to mam wrażenie że to pisał jakiś uczeń z gimnazjum. Także nie każdy powinien kończyć/nadaje się do studiowania i w żadnym wypadku nie powinno go to przekreślać, bo studenci również nie mają pojęcia jak poruszać się po rynku pracy czy otworzyć działalność i najczęściej kończą w Biedrze.
                    Odbiegasz trochę od tematu. Ja rozmawiam o "creme de la creme" polskich uczelni wyższych.

                    Zamieszczone przez piejo kury piejo Zobacz posta
                    Jest parę wyjątków odchodzących od reguły. Ruskim akurat wystarczy to że są mocarstwem, choć trzeba przyznać że do niedawna rosły tam płace, a średnia do 2020 roku miała się zrównać z polską, niemniej sankcje opóźniły/zastopowały ten proces.
                    Parę wyjątków? Można nimi rzucać jak z rękawa. Praktycznie wszystkie bogate kraje zachodu przeczą twojemu FAKTOWI. Trudno dostrzec korelacje o której mówisz. Nawet Stany Zjednoczone swój patriotyzm zawdzięczają historii i instytucjom tworzącym ten kraj, a nie zasobnością portfela.

                    Komentarz


                    • Chciałem od siebie dodać, że tekst Palade od K.S. jest bardzo wiarygodny i podobnie było w Warszawie.

                      Komentarz


                      • Putin rozgrywa pierwszorzędną partię z konfliktami arabsko-ukraińskimi w tle. Tym razem w słynnym programie "60 minutes" na CBS uzyskał de facto potwierdzenia od władz US, że mieszali palce w usunięciu Janukowycza ze stanowiska prezydenta.

                        http://www.cbsnews.com/news/vladimir...-charlie-rose/

                        Charlie Rose: You believe that the United States had something to do with the ousting of Yanukovych, and he had to flee to Russia.

                        President Putin: I know that for sure.

                        Charlie Rose: How do you know that for sure?

                        President Putin: I know those people who live in Ukraine. We have thousands of contacts with them. We know who and where, when, who exactly met with someone and worked with those who ousted Yanukovych, how they were supported, how much they were paid, how they were trained, where, in which countries, and who those instructors were. We know everything.

                        For the record, the U.S. government has denied any involvement in the removal of the Ukrainian leader.
                        Ostatnio edytowany przez midzi; [ARG:4 UNDEFINED].

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez midzi Zobacz posta
                          Putin rozgrywa pierwszorzędną partię z konfliktami arabsko-ukraińskimi w tle.


                          Tym razem w słynnym programie "60 minutes" na CBS uzyskał de facto potwierdzenia od władz US, że mieszali palce w usunięciu Janukowycza ze stanowiska prezydenta.
                          W którym miejscu?
                          My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                          Komentarz


                          • Tym, że ten komentarz (pogrubiony) pojawił się dopiero po nagraniu na życzenie administracji Obamy

                            Komentarz


                            • A skąd to wiadomo?
                              My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                              Komentarz


                              • Tajemnica poliszynela.

                                Wersja bez amerykańskiej cenzury.
                                http://www.liveleak.com/view?i=411_1...700&comments=1

                                "We know everything" - Putin's interview on American CBS PLUS what was cut from the interview

                                Charlie Rose: You believe that the United States had something to do with the ousting of Yanukovych, and he had to flee to Russia.

                                President Putin: I know that for sure.

                                Charlie Rose: How do you know that for sure?

                                President Putin: I know those people who live in Ukraine. [Wrong! He said: Because we have thousands of contacts and thousands of connections with people who live in Ukraine - KR]. We have thousands of contacts with them. We know who and where, when, who exactly met with someone and worked with those who ousted Yanukovych, how they were supported, how much they were paid, how they were trained, where, in which countries, and who those instructors were. We know everything. [Omitted - Frankly speaking our American partners are not hiding this - KR]

                                For the record, the U.S. government has denied any involvement in the removal of the Ukrainian leader. - added by CBS
                                Ostatnio edytowany przez midzi; [ARG:4 UNDEFINED].

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X