Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Na to też sąd póki co, nie znalazł dowodów:
    - Wychodziłam za mąż za jednego człowieka, a moim mężem został kto inny - zwierza się w szczerym i bardzo osobistym wywiadzie dla Onetu Julita Sokołowska, żona doktora Mirosława G., znanego kardiochirurga zatrzymanego w lutym 2007 r. Jego proces ws. śmierci pacjenta trwa. Julita Sokołowska mówi także, dlaczego nagrywała domowe kłótnie i potwierdza, że tuż po ślubie mąż rzucił w jej kierunku szpikulcem do lodu. Dziś są w trakcie rozwodu. Dr Mirosław G. od kilku lat unika kontaktu z mediami. Także z Onetem nie chciał rozmawiać.
    Jacek Gądek (Onet): - Czy pani małżeństwo z dr. Mirosławem G. było kiedyś szczęśliwe?

    Julita Sokołowska: - Owszem… ale przed ślubem. Ale okres narzeczeństwa ma niewiele wspólnego z tym, co miało miejsce po ślubie. Wychodziłam za mąż za jednego człowieka, a moim mężem został kto inny. Miałam się o tym przekonać już kilka dni po ślubie.

    Państwa związek szybko się rozpadł. Czy ma pani poczucie, że było to autentyczne małżeństwo?

    Niemal od razu z chwilą, gdy padło sakramentalne "tak", Mirosław całkowicie stracił zainteresowanie moją osobą. Od tej pory traktował mnie jak kolegę lub przysłowiowego "chłopca do bicia", zależnie od nastroju.

    Poczułam się całkowicie oszukana w każdym aspekcie mojego życia. Nie wiem, co dokładnie ma pan na myśli pytając o autentyczność małżeństwa, ale jeżeli małżeństwo ma być połączone z wzajemnym zrozumieniem, partnerstwem i paroma innymi równie istotnymi elementami, to z pewnością nie było to autentyczne małżeństwo.

    Jak wyglądał proces rozpadu związku z dr. G.?

    Niestety już w kilka dni po ślubie zupełnie bez powodu Mirosław wywołał awanturę, która mogła mieć finał nieodwracalny w skutkach. Wtedy też po raz pierwszy w moim małżeństwie zagościł strach.

    Kiedy jedna strona zaczyna odczuwać strach, to o partnerstwie nie może być mowy, dlatego z perspektywy sądzę, że to był początek końca, chociaż moja świadomość nie dopuszczała wtedy nawet myśli o rozwodzie.

    Jak zwracał się do pani dr G. - po imieniu czy w inny sposób?

    Różnie. Kiedy przepraszał za to, że jest dla mnie zły i obiecywał poprawę, używał oczywiście mojego imienia i miłych zdrobnień. Natomiast zbyt wiele było sytuacji, w których używał słów, których nawet nie będę cytowała.

    Jak mogłaby pani określić sposób odnoszenia się dr. G. do pani?

    Myślę, że sam fakt, iż miałam założoną tzw. "niebieską kartę" dotyczącą przemocy w rodzinie jest najlepszym świadectwem tego, jak się do mnie odnosił.

    Czuła się pani kiedyś fizycznie zagrożona przez męża?

    Owszem, kiedy ktoś niespodziewanie i bez powodu wpada w furię, zaczyna ciskać przedmiotami, zrywać zasłony z okien, rozbijać aparaty telefoniczne, demolować wszystko na około, to trudno w jego towarzystwie czuć się bezpiecznie.

    Czy prawdą jest, że mąż niedługo po ślubie rzucił w pani kierunku szpikulcem do lodu?

    Widzę, że jest pan dobrze zorientowany. Tak, to rzeczywiście miało miejsce i to kilka dni po ślubie. Miałam nadzieję, że tego typu sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy, ale było dokładnie odwrotnie. Z miesiąca na miesiąc coraz gorzej.

    Kilkakrotnie w swoim życiu oglądałam filmy oparte na faktach, w których główna bohaterka nie odchodziła ze związku, gdy mężczyzna się nad nią znęcał. Myślałam sobie wtedy: co za bezmyślna kobieta? Dlaczego nie odeszła od tego mężczyzny od razu? Jak można dawać się tak poniżać?

    Teraz widzę, że takie postrzeganie wynikało z kompletnej nieznajomości tematu. Zrozumieć to może tylko osoba, która sama przeżyła coś podobnego lub zetknęła się z tym problemem. Mirosław był mistrzem manipulacji psychicznej i perfekcyjnie wykorzystywał emocje, jakie wobec niego żywiłam. Sama nie mogę wyjść z podziwu, jak dalece dałam się omotać.

    Dr G. przenosił problemy zawodowe do domu rodzinnego?

    Zdecydowanie tak. Zresztą przez cały czas trwania naszego małżeństwa próbowałam jego agresywne zachowania tłumaczyć stresem w pracy.

    Czy od 2007 r., kiedy dr G. został zatrzymany, kontaktowała się pani z nim?

    Pół roku przed aresztowaniem Mirosława zostałam zmuszona do opuszczenia wspólnie zamieszkiwanego przez nas mokotowskiego apartamentu, mając tylko dokumenty osobiste i to, w co byłam tego dnia ubrana. Mimo iż Mirosław wiedział, że pozostałam bez środków do życia, rzeczy osobistych oraz tych niezbędnych do wykonywania mojego zawodu, to wcale nie był zainteresowany tym, jak sobie poradzę.

    Jedyny kontakt, na jaki Mirosław się wtedy zdobył, to telefon, którym upewnił mnie, że zamki w drzwiach są zmienione i nie mam już możliwości powrotu. Zakończył bardzo dwuznacznym zdaniem, które zabrzmiało jak groźba.

    Uszanowałam decyzję Mirosława, że on nie interesował się moim losem i mimo iż przez moment rozważałam możliwość odwiedzenia go w areszcie, ostatecznie uznałam, że nie powinnam tego robić. W przyszłości również nie zamierzam interesować się tym, co dzieje się w jego życiu.

    W ostatnich miesiącach miała pani okazję z nim porozmawiać?

    Z wyjątkiem sytuacji związanych z sądem nie rozmawiamy ze sobą od czasu, gdy wyszłam z domu tak, jak stałam, zostawiając całe moje małżeńskie życie za drzwiami, czyli od ponad pięciu i pół roku.

    Obrońca dr. G. stwierdził, że żyje on bardzo skromnie. Czy wedle pani wiedzy żyje on na dużo niższym niż przed 2007 r. poziomie?

    Nie wnikam w to, jak wygląda aktualnie życie Mirosława. Jest on osobą przyzwyczajoną do dość dostatniego życia, tak więc w tym momencie należałoby ustalić, co dla niego oznacza "skromne życie".

    Dr G. był osobą rozrzutną czy oszczędną?

    Ja postrzegałam go jako osobę skąpą, ale niezwykle dbającą o pozory. Tak więc nie szczędził pieniędzy na przedmioty, które mogły świadczyć o jego statusie i pozycji społecznej.
    Dlaczego zaczęła pani nagrywać to, co działo się czasie awantur?

    Tak doradziły mi instytucje powołane do walki z przemocą w rodzinie - tzw. niebieska linia oraz Centrum Praw Kobiet, do których zwróciłam się po prawie 2 latach życia w moim toksycznym małżeństwie. Dostałam broszury z instruktażem, jak należy postępować i zabezpieczać się przed agresorem.

    Powiedziano mi również, że jeżeli nie udokumentuję zachowań męża, to tak jak w większości przypadków przemocy domowej nikt mi w to nie uwierzy. A może nawet mąż, który był wówczas uznawany za autorytet, zacznie mnie oskarżać i nie będę się wtedy miała jak bronić w sądzie. Było to na około 3 miesiące przed ostatecznym rozpadem naszego związku.

    Czy zamierza pani upublicznić te taśmy?

    Pokazywanie swojego życia prywatnego czy to w kontekście wypowiedzi, czy w kontekście nagrań zawsze jest kwestią krępującą i nie należy do przyjemności. Można się na to zdecydować tylko w ostateczności, kiedy nie ma jak się bronić w inny sposób i właśnie w takiej sytuacji się znalazłam.

    Po aresztowaniu Mirosława miałam wiele okazji do publicznego mówienia na jego temat, ale minęły 3 lata, zanim zgodziłam się na pierwszą publiczną wypowiedź w tej kwestii. Gdyby nie fakt, że Mirosław uparcie oskarżał mnie i moich bliskich o to, że przyczyniliśmy się do jego aresztowania, to pewnie w ogóle nie zabrałabym głosu i nigdy nie wypowiedziałabym się publicznie na jego temat.

    Fakt, że przestałam to wszystko tolerować w milczeniu, miał być dla Mirosława sygnałem, że jeżeli będzie znieważał mnie lub moją rodzinę używając nieprawdziwych argumentów, to nie pozostanie to bez odzewu z mojej strony.

    Oczywiście wstyd mi było publicznie wypowiadać się na temat prywatnych problemów. Wstyd mi było nawet pokazywać nagrania w sądzie. Części z nich, może właśnie tych najbardziej bolesnych i osobistych, w sądzie nigdy nie przedstawiłam.

    Dlaczego?

    Ze wstydu, że pozwoliłam komuś tak mnie traktować. Dziś wiem, że to była zła decyzja, podczas gdy cały czas próbowałam i nadal próbuję wytłumaczyć sobie, że to nie ja powinnam się wstydzić tylko osoba, która wyrządza krzywdę. Gdyby nie porada z Centrum Praw Kobiet i "niebieskiej linii", abym nagrała zachowanie męża, nie miałabym nawet tego dowodu. Z czasem mimo poczucia krzywdy pewnie uwierzyłabym w stwierdzenia, że przesadzam i wyolbrzymiam, a tak naprawdę nic się nie stało. Ale właśnie dlatego, że ofiary przemocy się wstydzą i chcą zapomnieć pod naporem tych tzw. silniejszych, to wiele dramatycznych sytuacji nie ma szans na ujrzenie światła dziennego i często prowadzi do tragicznego finału.

    Nigdy nie miałam zamiaru upubliczniać tych nagrań, ale sam fakt, że one istnieją, sprawia, że nawet najbardziej sugestywny przeciwnik nie wmówi mi, że takie sceny sfabrykowała moja bujna wyobraźnia.

    Co wynika z tych nagrań?

    Jak na razie niewiele. Zmartwiło mnie, że w sprawie rozwodowej nie zostały odsłuchane wszystkie taśmy, które złożyłam jako dowody w sprawie.

    Czy dr G. sprzedał mieszkanie na warszawskim Mokotowie? Jeśli tak, to dlaczego to uczynił?

    Tak. Mirosław sprzedał osławiony mokotowski apartament. Biorąc pod uwagę czas, w którym to zrobił, mogę przypuszczać, że miało to związek z toczącym się postępowaniem cywilnym dotyczącym tegoż mieszkania.

    Jak wedle pani wiedzy wygląda aktualnie życie dr. G.? Czy panią to w jakiś sposób interesuje?

    Mirosław zrujnował kilka lat mojego życia i podeptał wiarę w ludzi. Obecnie doceniam każdy dzień, w którym nie muszę o nim myśleć. Nie życzę mu źle, ale cieszę się, że moje dalsze życie nie jest z nim związane.

    Czy po rozwodzie zamierza pani wrócić do swojego nazwiska?

    Oczywiście, tak.

    Jak zmieniło się pani życie po rozstaniu z dr. G.?

    Jak po tsunami wszystko powoli wraca do normy. Znowu mam przyjaciół i wracam na scenę, a to w tej chwili jest dla mnie najważniejsze.

    Ile czasu poświęca pani na próby i koncertowanie?

    To zdecydowanie zależy od harmonogramu i rodzaju koncertów. Tym bardziej, że spektrum muzyki, jaką wykonuję, jest dość szerokie, a ponadto pochłania mnie praca związana z kompozycją. Każdy miesiąc jest inny. Jeżeli wyjeżdżam za granicę i gram nowe utwory z muzykami, których spotykam osobiście po raz pierwszy, to - choć nie jest to regułą - najczęściej rodzaj pracy i czas na nią przeznaczony jest zupełnie inny niż w przypadku, gdy gram z muzykami, z którymi mam styczność na co dzień i z którymi łączą mnie jakieś wspólne doświadczenia sceniczne.

    Ale choć moje życie zawodowe zabiera mi dużo czasu to nie do tego stopnia, abym musiała zrezygnować z kontaktów z rodziną i przyjaciółmi.
    Zapewne kilkudziesięciu innych kardiochirurgów z Anina, Spartańskiej, czy Wołoskiej zachowuje się podobnie, więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek rzetelnej ocenie tego bydlaka.
    "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
    Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
    Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
    Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
    "
    Janusz Waluś - czekaMY!

    Komentarz


    • Oczywiście jak zwykle lubisz się przypieprzyć do jakiś onetowych sensacyjek. Pisałem wyłącznie o wątku lekarskim, a nie o życiu osobistym. Nie mam zwyczaju pisowca, aby wchodzić komuś brudnymi butami w życie osobiste.

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Kawa Zobacz posta
        Właściwie to o co walczysz?
        O semantykę
        Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród.

        Komentarz


        • Zamieszczone przez midzi Zobacz posta
          Oczywiście jak zwykle lubisz się przypieprzyć do jakiś onetowych sensacyjek. Pisałem wyłącznie o wątku lekarskim, a nie o życiu osobistym. Nie mam zwyczaju pisowca, aby wchodzić komuś brudnymi butami w życie osobiste.
          Zatem dziennikarze z krajów prawdziwie demokratycznych to sami pisowcy
          "Jak się wyrosło w komunizmie, to nie można było nie mieć antykomunistycznego nastawienia"

          WOLNOŚĆ dla JANUSZA WALUSIA!

          Komentarz


          • Zatem dziennikarze z krajów prawdziwie demokratycznych
            istnieją takie ?

            Komentarz


            • np. Rosja, przynajmniej wg Gérarda Depardieu

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Nazgul Zobacz posta
                Nie wiem czy oni się nie zrozumieli czy ja czegoś nie rozumiem?
                Ale czego nie zrozumiałeś? W bardzo szerokim skrócie:

                1. Proces o ochronę dóbr osobistych.
                2. Wygrana powoda.
                3. Przegrana pozwanego.
                4. Przegrany uchyla się od wykonania wyroku.
                5. Wygrany prosi sąd o pozwolenie na wykonanie wyroku na koszt przegranego.
                6. Sąd wyraża zgodę.
                7. Wygrany przeprasza się na koszt przegranego.



                Zamieszczone przez Nasz Dziennik - żeby nie było, że salonik (dop -Z.)

                Redaktor Krzysztof Wyszkowski ma szansę, aby domagać się cofnięcia decyzji sądu o wykonaniu za niego przeprosin po przegranym procesie z Lechem Wałęsą. Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzy dziś zażalenie jego adwokata w tej sprawie - dowiedział się "Nasz Dziennik".

                Sprawa jest mocno skomplikowana pod względem prawnym.

                - Lech Wałęsa przez swojego pełnomocnika wezwał Krzysztofa Wyszkowskiego do wykonania wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku - wyjaśnia mec. Andrzej Lew-Mirski, reprezentujący gdańskiego dziennikarza.

                Chodzi o wyrok z 2011 r., który nakazał Wyszkowskiemu przeproszenie Wałęsy za telewizyjną wypowiedź z 16 listopada 2005 r., w której nazwał Wałęsę tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Bolek". Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał wniosek Wałęsy. Wówczas Wyszkowski skierował zażalenie na tę decyzję, jednak jak się okazało, stało się to za późno.

                - Niestety, zażalenie złożone na decyzję w tej sprawie uchybiło terminowi i zostało odrzucone. Wówczas skierowałem zażalenie na to odrzucenie - mówi Lew-Mirski.

                I właśnie tego ma dotyczyć posiedzenie sądu. Jak poinformował nas Maciej Gieros z sekcji prasowej przy Sądzie Okręgowym w Warszawie, w wydziale odwoławczym ma się dziś odbyć posiedzenie w sprawie odrzucenia zażalenia o wszczęcie egzekucji wyroku zobowiązującego Wyszkowskiego do przeprosin Wałęsy.
                Płacił Wałęsa

                - W zażaleniu podaję poważne argumenty. Jest tam nawet argument o niewykonalności tego orzeczenia w takiej formie, w jakiej zostało orzeczone - mówił wcześniej Krzysztof Wyszkowski.

                - Sąd w tej chwili musi przede wszystkim rozpatrzyć, czy moje zażalenie na odrzucenie zażalenia Wyszkowskiego jest zasadne. Ten termin jego złożenia minął, ale można go przywrócić - zaznacza mec. Lew-Mirski pytany o możliwą decyzję sądu.

                Jak dodaje, sąd mokotowski niestety poszedł już dalej. Nie czekając na dzisiejsze posiedzenie, wydał kolejną decyzję o wykonaniu przeprosin na koszt Wyszkowskiego. W międzyczasie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, nie czekając na rozstrzygnięcie problemu niedotrzymania terminu, upoważnił pełnomocnika Lecha Wałęsy do wykonania wyroku na koszt Wyszkowskiego. - Tę decyzję też zaskarżyłem - dodaje nasz rozmówca.

                - W chwili obecnej oczekuję na reakcję sądu okręgowego na moje zażalenie na decyzję Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa o zezwoleniu Wałęsie na zastępcze (za mnie) wykonanie wyroku SA w Gdańsku, czyli opublikowanie przeprosin. Pozostaję w nadziei, że SO podzieli przedstawione argumenty i unieważni decyzję SR - stwierdził Wyszkowski, który obecnie przebywa w szpitalu.

                Decyzja sądu została już kilka dni temu wykonana i w "Faktach" TVN wyemitowano planszę z przeprosinami. Jak podkreśla pełnomocnik byłego prezydenta mec. Ewelina Wolańska, emisja przeprosin została opłacona przez Wałęsę, aby w ten sposób wyegzekwować od Wyszkowskiego prawomocny wyrok sądu. Wolańska jednak nie zdradza, jakie były koszty tego ogłoszenia.

                Wyszkowski już wcześniej alarmował, że koszty takich przeprosin mogą dla niego oznaczać konfiskatę posiadanego majątku.

                - Obawiam się, że nic mnie już nie uratuje przed komornikiem. To oznacza, że komornik może zająć wszystko, co mam - mówił kilka tygodni temu "Naszemu Dziennikowi".

                Wyszkowski bezpośrednio po publikacji przeprosin oświadczył, że "Lech Wałęsa sam siebie - w moim imieniu - przeprasza za nazwanie go przeze mnie tajnym współpracownikiem o ps. "Bolek"". "Taką możliwość dał mu absurdalny wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., który wbrew faktom historycznym orzekł, że "nie było i nie ma sprawdzonych i pewnych dowodów" agenturalności Wałęsy" - czytamy w oświadczeniu.

                Krzysztof Wyszkowski zaznaczył, że podtrzymuje swoje słowa. "Nie przeprosiłem i nie przeproszę Wałęsy za moje słowa prawdy" - dodał.
                http://www.naszdziennik.pl/polska-kr...kowskiego.html
                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                Komentarz


                • Kuriozum. Nie dziwne że nie rozumiałem ))
                  From flood into the fire
                  One thousand voices sing
                  We're in this together
                  For whatever fate may bring

                  Komentarz


                  • Każde pieniądze przyjmowane od pacjentów to łapówka- orzekł w piątek warszawski sąd i skazał dr Mirosława G. za przyjmowanie od pacjentów kopert z pieniędzmi. Metody CBA napiętnował, porównał je do stalinowskich.
                    Gajzietka w formie
                    Wiedziałem, że odwrócą kota ogonem. Garlicki jest czysty, a to opresyjny reżim PiS zrobił z niego bandziora, a tak w ogóle to nikt nie powinien się wtrącać, jak pacjenci mu wdzięczność wyrażają. Skvrwysyny.

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez Fatman Zobacz posta
                      Gajzietka w formie
                      Wiedziałem, że odwrócą kota ogonem. Garlicki jest czysty, a to opresyjny reżim PiS zrobił z niego bandziora, a tak w ogóle to nikt nie powinien się wtrącać, jak pacjenci mu wdzięczność wyrażają. Skvrwysyny.
                      "Uczciwego człowieka, to wie pan, bardzo trudno podejść. Uczciwego to mi się nigdy oszukać nie udało" - Rafał Ziemkiewicz, "Polactwo".
                      Ostatnio edytowany przez Nazgul; [ARG:4 UNDEFINED].
                      From flood into the fire
                      One thousand voices sing
                      We're in this together
                      For whatever fate may bring

                      Komentarz


                      • Za moment pojawi się styczniowy sondaż u Palade, więc wrzucę dla potomności grudniowy zamykający hucznie ubiegły rok. Dosyć ciekawe podsumowanie ostatnich ruchów na scenie politycznej.

                        PO - 32 %
                        PiS - 29 %
                        SLD - 17 %
                        PSL - 8 %
                        RPP - 5 %
                        SP - 3 %
                        PJN - 3%



                        Po październikowo-listopadowych "wstrząsach", ostatni miesiąc upływającego roku przynosi stabilizację na szczycie rankingu sympatii politycznych Polaków. Pozycję lidera utrzymuje Platforma Obywatelska (32 proc.), na której notowania nie wpływają jeszcze pogarszające się wskaźniki makroekonomiczne oraz coraz bardziej odczuwalny przez konsumentów spadek siły nabywczej pieniądza. Od zeszłorocznych wyborów sejmowych partia Donalda Tuska utraciła co piątego wyborcę, głównie z segmencie lewicowo-liberalnym. Z wyjściem na przeciw oczekiwaniom przeciętnej polskiej rodziny ma też wyraźne problemy największa partia opozycyjna - Prawo i Sprawiedliwość. Krótkotrwały impuls wzrostowy partii Jarosława Kaczyńskiego w październiku, będący pochodną pluralizacji treści i zmiany formy przekazu, został szybko przygaszony powrotem do archaicznego i nieefektywnego stylu uprawiania narracji politycznej. PIS, pomimo sprzyjających okoliczności w postaci "zmęczenia materiału" głównej partii współrządzącej, wciąż utrzymuje, tę samą co w zeszłorocznej elekcji, liczbę sympatyków (29 proc.). Przed PO i PIS stoi w przyszłym roku ciężkie zadanie udowodnienia wielu Polakom, że obowiązujący od 2005 roku, dwublokowy podział na scenie politycznej, ma dalej sens. I nie wymaga większego przekomponowania z udziałem podmiotów obecnych na Wiejskiej, jak i inicjatyw, które zaczynają raczkować na prawicy i centrolewicy.

                        Kończący się rok do udanego może zaliczyć lider SLD - Leszek Miller. Wygrał on rywalizację o palmę pierszeństwa z Ruchem Palikota. O ile do wyborów do wiosny 2012 roku obserwowaliśmy kontynuację "fascynacji" starym-nowym podmiotem Janusza Palikota, o tyle ostatnie miesiące przyniosły wyraźny zwrot na lewicy. Równowaga między SLD a Ruchem Palikota dosyć szybko przeszła w wyraźną przewagę partii Leszka Millera. Grudzień przynosi już olbrzymią dysproporcję. SLD może liczyć na 17 proc. głosów, podczas gdy Ruch Palikota balansuje na granicy progu wyborczego (5 proc.). Mimo większej otwartości w mediach na współczesną emanację "puławian" (Rucha Palikota), z ciążącym ku nim, głodnym powrotu do głównego nurtu politycznego - Aleksandrem Kwaśniewskim, "natolińczycy" XXI wieku trzymają się nadzwyczaj dobrze. To oni są głównymi beneficjentami przepływów elektoratów na styku socliberalnym Platformy Obywatelskiej i światopoglądowej oraz umiarkowanie etatystycznej gospodarczo lewicy. Paradoksalnie atutem lidera SLD pozostaje "konserwatyzm przekazu", przy nieustannych, niemal rewolucyjnych zmianach Janusza Palikota. Im więcej "nowych odsłon" tego ostatniego, ideologicznego skakania od ściany do ściany, tym mocniejsze społeczne redukowanie pozycji jego formacji. Lepsza pozycja wyjściowa SLD, w przededniu nadciągającego kryzysu, powinna zaprocentować w notowaniach partii Leszka Millera w przyszłym roku.

                        Zmiana lidera w Polskim Stronnictwie Ludowym spowodowała zahamowanie, trwajacego od lata, sondażowego trendu spadkowego tej partii. Jeszcze miesiąc temu formacja Waldemara Pawlaka dotykała pięcioprocentowego progu wyborczego, by w grudniu z Januszem Piechocińskim odbić się na poziom 8 proc. Przed nowym szefem ludowców stać będzie trudne zadanie minimalizowania skutków ewentualnego odpływu części elektoratu na skutek pogarszającej się sytuacji makroekonomicznej, głównie do partii sytuujących się na prawicy socjalnej, czyli PIS i Solidarnej Polski. Jednym ze sposobów zapobieżenia tej tendencji może okazać się ambitny i nie pozbawiony perspektyw projekt przebudowy PSL w kierunku szerokiej, ruralno-wielkomiejskiej formacji, grupującej środowiska konserwatywne, chadeckie, ludowe i narodowe. W tym przypadku moglibyśmy obserwować zupełny zmierzch inicjatywy Zbigniewa Ziobry. Pomimo letniego, nadprogowego ożywienia, Solidarna Polska nie tylko nie znalazła recepty na pozyskanie nowych wyborców, ale także systematycznie traci dotychczasowych sympatyków (3 proc.). Naturalnym koalicjantem "nowego centrum" wokół PSL wydaje się natomiast PJN. Pomimo parlamentarnego niebytu formacja ta utrzymuje poparcie zbliżone do zeszłorocznej elekcji (3 proc.). Dodatkowo partia Pawła Kowala może być przystanią dla części zmęczonych wyborców prawej strony PO i "nie-smoleńskiego" elektoratu PIS. W trudniejszym położeniu znajduje się za to Kongres Nowej Prawicy. Posiada on co prawda stały 2 proc. elektorat, ale bez możliwości jego znaczącego zwiększenia, pozwalajacego na znalezienie się na Wiejskiej. Dodatkowo partia Janusza Korwina-Mikke nie jest skłonna do wschodzenia w większe polityczne alianse, a sama dla innych jest mało atrakcyjnym partnerem.

                        Większe niż marzycieli pokroju Aleksandra Kwaśniewskiego, czy Romana Giertycha, przyszłoroczne zamieszanie na scenie politycznej mogłoby być dziełem liderów stawiającego pierwsze kroki - Ruchu Narodowego. Gdyby środowiska Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowo-Radykalnego zdecydowałyby się na start w wyborach, to głos na nie oddałoby 9 proc. głosujących. Liderem rankingu, z lekkim umocnieniem, byłaby dalej PO (34 proc.). Notowania PIS spadłyby do 25 proc. Pojawienie się narodowców wzmocniłoby jeszcze bardziej SLD, które mogłoby liczyć na 18 proc. głosów. Część wyborców PSL (6 proc.), Solidarnej Polski, Kongresu Nowej Prawicy i PJN (każde po 1 proc.) przerzuciłoby swoje sympatie na Ruch Narodowy. A największym przegranym okazałby się Ruch Palikota (4 proc.), pozbawiony reprezentacji parlamentarnej. Czy liderzy Ruchu Narodowego wykorzystają radykalizację nastrojów społecznych i głęboki kryzys instytucji unijnych? Od ponad dwudziestu lat, wykluczona umową okrągłostołową antyamerykańska, antyizraelska, antybrukselska i panslawistyczna prawica narodowa ma szansę na trwałe zaistnienie na rodzimej scenie politycznej. Jej powstaniem powinny być zainteresowane przede wszystkim dwie formacje - Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Sukces Ruchu Narodowego zwiększyłby bowiem szansę na powstanie w nowym rozdaniu parlamentarnym koalicji dużej części PO z SLD, z ewentualnym wsparciem PSL. Dodatkowo, dla wspomnianej trójki, swoim "wejściem" Ruch Narodowy pokrzyżowałby plany "marszu po władzę" Prawu i Sprawiedliwości. W efekcie musiałoby to doprowadzić do znaczącej przebudowy na prawo od centrum, z której nowy "ChjenoPiast" mógłby poddać się z sukcesem weryfikacji w wyborach pod koniec obecnej dekady.

                        Komentarz


                        • Większe niż marzycieli pokroju Aleksandra Kwaśniewskiego, czy Romana Giertycha, przyszłoroczne zamieszanie na scenie politycznej mogłoby być dziełem liderów stawiającego pierwsze kroki - Ruchu Narodowego. Gdyby środowiska Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowo-Radykalnego zdecydowałyby się na start w wyborach, to głos na nie oddałoby 9 proc. głosujących. Liderem rankingu, z lekkim umocnieniem, byłaby dalej PO (34 proc.). Notowania PIS spadłyby do 25 proc. Pojawienie się narodowców wzmocniłoby jeszcze bardziej SLD, które mogłoby liczyć na 18 proc. głosów. Część wyborców PSL (6 proc.), Solidarnej Polski, Kongresu Nowej Prawicy i PJN (każde po 1 proc.) przerzuciłoby swoje sympatie na Ruch Narodowy. A największym przegranym okazałby się Ruch Palikota (4 proc.), pozbawiony reprezentacji parlamentarnej. Czy liderzy Ruchu Narodowego wykorzystają radykalizację nastrojów społecznych i głęboki kryzys instytucji unijnych? Od ponad dwudziestu lat, wykluczona umową okrągłostołową antyamerykańska, antyizraelska, antybrukselska i panslawistyczna prawica narodowa ma szansę na trwałe zaistnienie na rodzimej scenie politycznej. Jej powstaniem powinny być zainteresowane przede wszystkim dwie formacje - Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Sukces Ruchu Narodowego zwiększyłby bowiem szansę na powstanie w nowym rozdaniu parlamentarnym koalicji dużej części PO z SLD, z ewentualnym wsparciem PSL. Dodatkowo, dla wspomnianej trójki, swoim "wejściem" Ruch Narodowy pokrzyżowałby plany "marszu po władzę" Prawu i Sprawiedliwości. W efekcie musiałoby to doprowadzić do znaczącej przebudowy na prawo od centrum, z której nowy "ChjenoPiast" mógłby poddać się z sukcesem weryfikacji w wyborach pod koniec obecnej dekady.
                          I ot, cała geneza "ruchu narodowego". Przeglądając niektóre ich media i profile, nie trudno nie zauważyć, że od jakiegoś czasu jest tam więcej ataków na Kaczyńskiego, niż na... Tuska.

                          A o Komorowskim, który zasadniczo "Marszowi Niepodległości" szkodzi bardziej niż nawet sam Tusk i cała Platforma - cicho sza.
                          Ostatnio edytowany przez spotter_spotterow; [ARG:4 UNDEFINED].
                          "bycie narzędziem Rosji nam się opłaca" - Bartłomiej Sienkiewicz, grudzień 2010

                          "Jeśli Andrzej Duda wraz z PiS-em pójdą w stronę ostrego rozliczenia Smoleńska, będziemy mieli w Polsce wojnę domową. Kaczyński zmieni retorykę albo zostanie zmieniony." - Lech Wałęsa, maj 2015

                          Komentarz




                          • Co wam to przypomina?
                            Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród.

                            Komentarz


                            • By żyło się lepiej:

                              Bycie polskim ministrem wiąże się z wieloma korzyściami. Głównie materialnymi. I tak np. minister Sławomir Nowak wydał w ciągu roku ponad 17 000 złotych na stołowanie się w restauracjach. Ma się ten apetyt...
                              Nowak to polityk, który słynie ze swej nienagannej sylwetki i lekkiej ręki do publicznych pieniędzy. To pierwsze wyróżnia go wśród polityków, to drugie - wyraźnie umiejscawia w ich środowisku. Najważniejszy jest jednak styl, w jakim pozbywa się on naszych złotówek.
                              Otóż Nowak - jak twierdzi "Fakt" - lubi stołować się na mieście. Jako że jest ministrem, jada w miejscach licujących z jego stanowiskiem. A w takich lokalach trzeba odpowiednio zapłacić za rozkosze podniebienia.
                              I tak minister, który ponoć planuje postawić na nogach kolej. na razie wspiera restauratorów kwotą 17 000 złotych rocznie. Daje to prawie 1600 zł każdego miesiąca.
                              Ciekawe, ile z tego stanowią napiwki? Oby jak najwięcej, by choć część podatków miała szansę powrócić do szarych obywateli.
                              "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                              Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                              Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                              Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                              "
                              Janusz Waluś - czekaMY!

                              Komentarz


                              • Amerykanie wzmocnili Niemcy i. Angele Merkel i po wyborach w Grecji , która zdecydowała się pozostać w euro zone i są dobrej myśli , ze w dłuższej perspektywie odzyskają swoje pieniądze .

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X