Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • A co to jakaś nowość i jedyny taki motyw?

    Zamieszczone przez Ozon
    Na przekór agitce

    Zostałem zmuszony do odejścia z "Wyborczej" po tym, jak ostro skrytykowałem jej sposób pisania p lustracji - mówi Roman Graczyk* - Dopiero na łamach "Rzeczypospolitej" mogłem napisać, że archiwa trzeba otworzyć
    .

    (...)

    A. Maruszeczko:
    - Co pan sądzi o ludziach., którzy za wszelką cenę chcieli bronić nieskazitelnego wizerunku 'Solidarności'?

    R. Graczyk:
    - Mam z tym duży kłopot. Ta obrona wydaje mi się czymś dziwnym, bo ludzie inteligentni powinni po jakimś czasie wobec naporu niezbitych faktów dojść do przekonania, że jednak nie ma czego bronić. Owszem, domniemanie niewinności i prawo do sądu zachowują ważność, ale w tej antylustracyjnej furii doprowadzono te i inne słuszne zastrzeżenia do absurdu. Dla tej formacji antylustracyjnej jest tak: posądzeni o agenturę mają prawo do obrony, ergo - nie byli agentami.

    (...)

    - Czy można stwierdzić, że "G.W." nie informowała, tylko dezinformowała w tekstach na temat lustracji?

    - Z pewnością. I czyniła tak do ostatnich miesięcy (np. sprawa słynnej instrukcji gen. Kiszczaka, rzekomo nakazującej włączać informacje z innych źródeł do raportów agentów). Teraz - mam wrażenie - pod naporem rzeczywistości ta linia zaczyna się załamywać. Natomiast pozostaje twarda antylustracyjna retoryka w komentarzu. Ale to już nie mój kłopot.

    * Roman Graczyk - w latach 1993-2005 dziennikarz "Gazety Wyborczej", publicysta "Tygodnika Powszechnego", przed 1989 rokiem dziennikarz prasy podziemnej i emigracyjnej.
    Polecam dyskusję na temat tego periodyku, którą toczyliśmy w listopadzie... Piszę po raz kolejny: życie samo dodaje pointę...

    Pozornie z zupełnie innej beczki (niezawisłe sądownictwo) - tradycyjny weekendowy Ziemkiewicz:

    Zamieszczone przez Rzeczpospolita
    K z kropką

    Z wielką uwagą przyjąłem doniesienia o zatrzymaniu Sławomira M., przyrodniego brata byłego premiera, za obiecywanie bez pokrycia załatwienia różnym osobom rozmaitych korzyści. Leszek M., przyrodni brat Sławomira, też obiecywał bez pokrycia załatwienie różnych korzyści - i to całym grupom społecznym, jak górnicy, rolnicy czy służba zdrowia. Sławomir M. owymi obietnicami wyłudzał pieniądze, Leszek M. tylko głosy w wyborach, które jednak przekładają się przecież na władzę i rozmaite zyski; czyż nie jest to ciekawy temat do dumań, dlaczego jeden z braci obiecywaczy może spać spokojnie, a drugi od przedwczoraj ogląda świat przez kraty?

    Poza wszystkim rozczula mnie dbałość naszego prawa o ochronę danych osobowych, która sprawia, że muszę tutaj pisać o Sławomirze M. Gdyby nie ona, jeszcze by się ogół czytelników dowiedział, jak też brat Leszka Millera ma na nazwisko. Fakt, że zdarzają się czytelnicy na tyle sprytni, by przeniknąć myślą nawet tak wyrafinowany kamuflaż - cóż, mają spośród kogo werbować wywiad i kontrwywiad. Spryciarzy może być nawet wielu, o czym upewnia przypadek Bogusława Koczura.

    Pan Koczur miał finansowe stosunki z Komitetem ds. Młodzieży w czasach, gdy kierował nim Aleksander Kwaśniewski. I kiedy przeczytał w "Gazecie Polskiej" o pieniądzach, które komitet ów wypłacił był jakiemuś Bogusławowi K., udał się do sądu, który zgodnie z jego życzeniem zakazał wspomnianej gazecie pisania na temat Bogusława Koczura. Ciekawe jest w tej sprawie, że można w Polsce uzyskać taką decyzję sądową zupełnie ot tak, bez żadnej rozprawy i wyroku, a zatem i bez zmuszania sędziego do pomyślenia, czy za pisaniem w gazetach na temat Bogusława Koczura nie przemawiają aby jakieś powody. Środowisko dziennikarskie jakoś nie reaguje; niesłusznie, bo gdy się okaże, że sądy mogą być tak uprzejme nie tylko dla znajomych Aleksandra K., to niedługo nie zostanie nam w gazetach do napisania nic, poza właśnie literą K. Z kropką, albo nawet i trzema.

    Rafał A. Ziemkiewicz
    Info o postanowieniu sądu

    Czy jakieś "liberalne autorytety moralne" napiszą tysięczny list "w obronie wolności słowa" i "niezależnego dziennikarstwa"? Czy może jednak taka cenzura (podobnie, jak demokratyczne próby medialnego "rozprowadzenia" ostatnich wyborów parlamentarnych i, np., urzędujący szef niezawisłego i apolitycznego Trybunału Konstytucyjnego publikujący eseje i felietony, w których z pozycji stricte politycznych recenzuje działania rządu i prezydenta) dziwnym trafem im odpowiada?

    PS Oczywiście, łże-elity są wyłącznie irytującym lapsusem językowym, który nie ma żadnego odbicia w rzeczywistości . Szczerze pisząc, ignorowanie tego wszystkiego, gdy niemal każdy dzień przynosi kolejne podobne ciekawostki oraz wykpiwanie na siłę głosów ludzi, którzy to nazywają po imieniu jest równie zabawne, jak "recenzje" postaw liderów PiS, o których szerzej napisałem w przedostatnim poście (i równie "merytoryczne" ).
    My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

    Komentarz


    • A ZBOWiD walczy Kolejnego po Kwiatkowskim bojownika naszła Wizja



      Włodzimierz Czarzasty został w sobotę nowym przewodniczącym Stowarzyszenia Ordynacka. Zastąpił europosła Marka Siwca, który zrezygnował z pełnionej funkcji.

      Wyboru dokonała obradująca w Szczyrku Rada Naczelna Stowarzyszenia Ordynacka.

      Według komunikatu, "Czarzasty w swoim expose zapowiedział zdecydowany udział Stowarzyszenia w polityce. Podkreślił, że znaczna część lewicowego elektoratu nie ma wyrazistej i skutecznej reprezentacji politycznej".

      Rada Naczelna przyjęła również uchwałę wzywającą członków Stowarzyszenia do aktywności obywatelskiej i udziału w zbliżających się wyborach samorządowych.

      (PAP)
      A tak BTW jak się film o TW "Bolek" podobał?
      From flood into the fire
      One thousand voices sing
      We're in this together
      For whatever fate may bring

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Czarzasty

        w swoim expose zdecydowany udział Stowarzyszenia w polityce. Podkreślił, że znaczna część lewicowego elektoratu nie ma wyrazistej i skutecznej reprezentacji politycznej".

        Rada Naczelna przyjęła również uchwałę wzywającą członków Stowarzyszenia do aktywności obywatelskiej i udziału w zbliżających się wyborach samorządowych lub czasopismach.


        A z innej beczki:

        Ok. 340 mln zł z funduszy unijnych zostanie przeznaczone na budowę warszawskiego metra - taką decyzję podjął minister transportu Jerzy Polaczek - poinformowało w czwartek PAP biuro prasowe stołecznego urzędu miasta.



        "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
        Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
        Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
        Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
        "
        Janusz Waluś - czekaMY!

        Komentarz




        • Muszę to przeczytać...

          Kilka cytatów:

          Jeżeli ktoś tam tworzył mafię to tylko KGB. Inaczej skąd w państwie przodującego proletariatu, gdzie minister zarabiał miesięcznie równowartość kilkuset dolarów, nagle by się wzieli rosyjscy "bankierzy" w typie Davida Bogatina? Skądnikąd bardzo ciekawe, że szefem warszawskiego oddziału Pierwszego Banku Komercyjnego w Lublinie, założonego przez KGB i Bogatina, został Wiesław Kaczmarek, póżniejszy minister zniekształceń włanościowych i gospodarki, a dzisiaj skarbu. Równie ciekawe jest to, że wspólnikiem Bogatina w tym interesie był niejaki Antoni Pieniążek, dygnitarz w administracji Jaruzelskiego, a przy okazji - współwłaściciel słynnej spółki "Polisa". Współwłaściciel - obok ślicznej pani prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej, żony biesiadnego Józefa Oleksego, wicepremiera Manfreda Gorywody i paru inych tego typu "białych kołnierzyków"
          Większośc tego przemytu szła przez przejście graniczne w Świecku, dlatego importerzy musieli wejśc w układy z tamtejszą Strażą Graniczną, celnikami i policją. Mieli też w kieszeni kilku prokuratorów z tamtego terenu. Których?? Wystarczy popatrzeć jak żyją, jakie mają samochody i gdzie spędzają wakacje. Wiem to od samych Rosjan którym wystarczy polać trochę wódki
          Zaraz po tym przyjechał do mnie znajomy policjant i zaproponował, zabym mu oddał kasetę wideo która nagrałem w czasie zjazdu Pruszkowiaków w moim kantorze. Chodziło głównie o to żaby otrzymać ten fragment kiedy było widać polonez policyjny z Komendy Stołecznej. Policja wtedy jawnie ubezpieczała Pruszkowiaków.
          Dziad pisze też o prokurator Piwnik która zostałą awansowana na ministra sprawiedliwości przez Millera aby ukręcić łeb sprawie FOZZ która to Piwnik jednego roku miała siedem uchylonych wyroków na jedenaście orzeczonych.
          Albo o zabójstwie Papały gdzie według Dziada , pewna starsza pani należąca do rodziny wierchuszki komunistycznej nomenklatury odpoczywałą wraz z mężem w Wojskowym Domu Wczasowym Rynia - Białobrzegi, tam poznali emerytowanego pułkownika lotnictwa którzy rzekomo od lat mieszkał w Republicze Południowej Afryki. Człowiek ten obracał się w towarzytiwe oficerów wojska i MSW. Starsza Pani była podobno świadkiem rozmowy tej grupy gdy ustalali alibi dla jednego z nich związanego z zabójstwem Papały. Ponieważ poleciała do prokuratyry z tymi rewelacjami , braciszek naczelnik z MO stary beton załatwił jej zamknięcie w psychiatryku z rozpoznaniem zespołu urojowego na tle śmierci gen. Papały. Wykryto też raka wątroby co pozwoli kobiecie w miarę sprawnie zejśc z tego swiata oraz skłonnośc do samobójczego rzucania się z okien, co zejście miało zapewnie znacznie ułatwić gdyby rak nie rozwijał się dosyć szybko - jak pisze "Dziad". Podobno zbiegła ze szpitala i ukrywa się ze swoim mężem. Jak pisze Niewiadomoski vel "Dziad" jej zeznania są znane prokuratorowi Kassykowi z warszawskiej prokuratury okręgowej. Pan prokurator zna nazwiska uczestników rozmowy którą podsłucha przypadkowo ta kobieta. Tak pisze Dziad.

          Ile w tym prawdy ???? Czy to sprawdzono ???

          A któż to wie
          From flood into the fire
          One thousand voices sing
          We're in this together
          For whatever fate may bring

          Komentarz


          • Kilka kwestii z ostatnich wątków topicu:

            Zamieszczone przez Zyta w 'Dzienniku'
            (...)

            Nie tylko byli koledzy z Platformy, ale także wielu komentatorów uważa, że zdradziła pani swoje liberalne ideały.

            Zdrada ideałów to określenie ściśle rewolucyjne. Proponuję, żeby się dobrze zastanowić, zwłaszcza że z Platformy odeszłam sama, ale moi koledzy wypchnęli mnie w tym kierunku. Nie zostałam przez to pozbawiona konstytucyjnych praw, w tym prawa do wypowiedzi. Nie jestem więźniem winnym opuszczenia Platformy Obywatelskiej równo 12 miesięcy temu. Gdy przez siedem miesięcy nie wychodziłam z domu, stwierdzono śmierć cywilną, a gdy wyszłam, to okrzyknięto: zdrada. Nie nawołuję do rzetelności, tylko do logiki. Jestem wolnym obywatelem wolnego kraju, ekonomistą z dyplomem i tytułem naukowym z najlepszej polskiej uczelni - Uniwersytetu Warszawskiego.

            Zapytam inaczej: czy pani premier może teraz wdrażać w życie swoje poglądy, marzenia, o których wielokrotnie pani opowiadała, będąc w opozycji?

            Marzenia lokuję w sferze osobistej, a nie publicznej. Nie ma czegoś takiego, jak marzenia w sprawie podatków. W żadnym miejscu to, co robię, nie jest sprzeczne z moimi poglądami. Gdyby tak miało być, to bym tego nie robiła.

            Ale opowiadała się pani z radykalnym obniżeniem podatków.

            Właśnie je obniżam. A moi koledzy, którzy odbierają to jako podwyżkę, chyba nie potrafią liczyć albo robią to zbyt pochopnie. Jeśli budżet państwa ma stracić na tej całej operacji około ośmiu miliardów złotych, to w jaki sposób jest to podwyżka podatków? Gdyby zyskiwał, można by mówić o wzroście fiskalizmu, ale nie zyskuje. Prawie 10 mln podatników zachowa 5,5 procent swoich dochodów w kieszeni! Netto!

            Wzrastają podatki pośrednie: na paliwa, opał...

            Polska mozolnie dostosowuje stawki akcyzy do zmian w Unii Europejskiej. Akcyza spadałaby w Polsce wówczas, gdyby taka była wola państwa Unii Europejskiej. Nie można z jednej strony cieszyć się z członkostwa, a z drugiej strony krytykować rząd, że ciężary podatkowe dostosowuje do standardów unijnych.

            (...)

            Może nie warto było milczeć? [w sprawie okoliczności odejścia z PO - Foxx]

            Mogłaby być fantastyczna jazda, prawda? Nie pracuję w show-biznesie i nie prowadzę osobistych gier medialnych. Raczej unikam prywatnych kontaktów z mediami, nie mam czasu. Natomiast dziennikarzy traktuję niezmiennie z dużą sympatią, przecież widzę, że też ciężko pracują od świtu do nocy.

            Wiem, pamiętam. Dziennikarze panią uwielbiali.

            Ale szybko daliście mi do wiwatu! Media mnie wykreowały i media mnie obcięły. Moim kolegom z Platformy bardzo pomogła przychylność mediów. To przecież media kolportowały głupoty o moim dwuosobowym klanie! Zrozumiałam, że nic nie jest tak płoche, jak łaska mediów. Gwiazdą medialną już byłam, teraz jestem urzędnikiem państwowym. Gdy przestanę nim być, tym bardziej nie zainteresuję się błyskotkami.

            Pani premier, przecież bez mediów nie da się rządzić. Jak informować ludziom?

            Ba, to fakt. Nie wiem, co z tym począć, to przecież media aż huczą, jak to "podnoszę podatki, jestem nieukiem, neofitką, samozwańcem i czym tam jeszcze, a zresztą już umarłam". Powinnam jednak "pilnować kasy" i odkurzyć plany poprzedników. Wówczas i tak przegram, ale nie będę musiała uciekać z kraju. Dlaczego miałabym być taką kretynką? - "bo rozsmakowałam się we władzy". I to jest informowanie?

            (...)

            Jak należy rozumieć pani słowa, wypowiedziane na kongresie Prawa i Sprawiedliwości? Politycy Platformy Obywatelskiej odebrali to, jako atak.

            Wręcz przeciwnie, to były publiczne wyrazy uznania. Stwierdziłam: "Jedno na pewno Platforma zrobiła dobrze - dała mi taką szkołę, że się nauczyłam". Proszę mi wskazać choć jedno słowo, które byłoby atakiem.

            Ale słowa zostały wygłoszone emocjonalnie. Przyznała pani, że dostała w kość.

            To jest atak? Przecież to ja oberwałam.

            Po kongresie pojawiły się takie komentarze, że stała się pani twarzą PiS.

            Nie jestem niczyją twarzą. (...) Co to znaczy być twarzą? Nikt mnie nie kupił. I nawet nie próbował.
            Zamieszczone przez Urbański w "Gazietce'
            (...)

            Dlaczego prezydent mówił na początku roku, że nie chce, by Lepper wszedł do rządu, gdyż za granicą musiałby się tłumaczyć, że przestępca zasiada w rządzie, a potem zgodził się powołać Leppera na wicepremiera?

            - Prezydent dostrzegł poważną zmianę w stosunku pana Leppera do państwa. Lech Kaczyński jest państwowcem aż do bólu, i świetnie liczy. Myślę więc, że po jednej stronie zapisał minusy, po drugiej plusy - i rachunek zysków i strat dla państwa wyszedł mu na korzyść tej nowej koncepcji.

            Prezydent bardzo wierzył, że powstanie koalicja PiS-PO. Dziś już wiemy, że ta koalicja powstać nie mogła. Przyczyną jest to, że wybory wygrał Lech Kaczyński. Platforma miała analizy, z których wynikało, że jeśli wejdzie do rządu, nawet z połową tek ministerialnych, to i tak znajdzie się w bardzo niekomfortowej sytuacji, bo z jednej strony decydował będzie prezydent z PiS, składając weto lub nie, a z drugiej strony PiS będzie miało ten luksus, że zawsze może zrezygnować z koalicji z PO i siąść do stołu z LPR i Samoobroną. I to nie były tylko domniemania liderów PO. Na tym poziomie polityka jest matematyką.

            Skoro dla braci Kaczyńskich Lepper nie był problemem, to dlaczego prezydent zastanawiał się nad rozwiązaniem parlamentu? Dlaczego od razu nie utworzono rządu z Lepperem?

            - Prezydent chciał rozwiązać parlament. To Jarosław nie chciał - i dziś przyznaje, że to był polityczny błąd jego życia.

            Bracia się tak zasadniczo różnili w tej kwestii?

            - Bracia zasadniczo się różnili dopiero 13 lutego - w ostatnim dniu, w którym prezydent mógł rozwiązać parlament. Wcześniej obaj byli za rozwiązaniem, a ja przez dwa dni na polecenie prezydenta przygotowywałem całą procedurę rozwiązania parlamentu.

            To dlaczego prezydent nie rozwiązał Sejmu?

            - Bo marszałkowie Sejmu i Senatu przekonali go, żeby tego nie robić.

            A dlaczego Jarosław zmienił zdanie?

            - Bo podpisał punkt 4a do paktu stabilizacyjnego, który gwarantował, że Samoobrona i LPR będą popierać rząd Kazimierz Marcinkiewicza i nie krytykować go.

            Pan był za czy przeciw?

            - Uważałem, że ta pierwsza decyzja była lepsza.

            A zatem ma Pan jednak dyskomfort, że Lepper jest w rządzie.

            - Nie mam żadnego dyskomfortu.

            Naprawdę? I nie przeszkadza Panu to, że patriotyzmu będzie nas uczył Roman Giertych?

            - Z tym może mam większy kłopot. Giertych to bardzo zdolny polityk, który musi się błyskawicznie nauczyć pewnych kwestii rudymentarnych w edukacji. Musi się nauczyć, że oświatą nie da się sterować z gabinetu ministra. Ja w Warszawie odpowiadałem przez prawie trzy i pół roku za 1200 placówek oświatowych, za edukację 250 tys. młodych ludzi. I wiem, że to jest najdelikatniejsza materia, z jaką człowiek musi sobie dać radę. Mamy bowiem do czynienia z trójkątem: nauczyciele-rodzice-dzieci, a ofiarą każdego błędu zawsze padają najsłabsi, czyli dzieci.

            Jeśli poseł Wierzejski mówi, że za protestami młodzieży stoją pedofile, to jest po prostu skandal. Ale nie dlatego, że to jest głupie, lecz dlatego, że za tym idzie myślenie: jeżeli ktoś jest manipulowany, to tego kogoś należy wykluczyć. Otóż nie można wykluczyć nawet jednego ucznia.

            Niepokoi Pana u Romana Giertycha jego wszechpolactwo?

            - Mnie bardzo niepokoją wszystkie zachowania, które wskazują, że w Polsce istnieje choćby pół promila groźby pojawienia się wątków faszystowskich.

            Czy tego pół promila nie widać w wywiadzie Macieja Giertycha, ojca Romana, dla "Dziennika"? Pytany o getto ławkowe, Giertych odpowiada: "W Polsce w latach międzywojennych na niektórych wydziałach była wyraźna nadreprezentacja studentów żydowskiego pochodzenia, np. na studiach medycznych lub na prawie, które były bardzo kosztowne. Stąd brały się takie hasła".

            - Jeżeli intencją tej wypowiedzi była pochwała takich haseł, to jest to skandal.

            Skoro słowa Wierzejskiego tak Pana oburzyły, to dlaczego nie było Pańskiego oświadczenia w tej sprawie?

            - Było już przygotowane, ale nie zdążyłem go opublikować. Ale byłem w tym czasie gościem w Radiu ZET i zaprotestowałem przeciwko takiemu zachowaniu.

            Czym się różni Lech od Jarosława?

            - Jarosław jest bardziej otwarty, bardziej dowcipny, lepiej się czuje w dużym otoczeniu i chłonie ludzi. Leszek woli mały krąg ludzi - tam dopiero potrafi być cudownie dowcipny. Jest też bardziej nieufny od brata wobec rzeczywistości.

            Czy Lech krytykował Jarosława za to, co robi w Sejmie?

            - Nie było tak.

            Akceptował wszystkie jego decyzje?

            - Też nie. Pokłócili się śmiertelnie i dwa dni ze sobą nie rozmawiali, gdy Jarosław oświadczył, że nie chce być premierem, by poprawić szanse Lecha w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wtedy to ja chodziłem między piętrami i nosiłem ustne wiadomości od jednego do drugiego.

            Leszek jest nadopiekuńczy w stosunku do Jarosława. To taka troska brata, który się martwi: po co wszedłeś do tej kałuży?

            Kiedy Jarosław wszedł do kałuży?

            - Z Lepperem była taka kałuża polityczna. Myślę o pakcie stabilizacyjnym.

            A z Giertychem?

            - Decyzję o tym, że Giertych zostanie wicepremierem, podejmował de facto prezydent. Bo Jarosław wiedział, że to jest dla prezydenta bardzo trudna decyzja.

            Dlaczego zaakceptowanie Giertycha było dla prezydenta trudniejsze niż Leppera?

            - Bo Lech Kaczyński przez całe swoje życie mówił o dwóch tradycjach - dobrej tradycji narodowej demokracji, tzw. profesorskiej, i tej złej, najgorszej z możliwych, z lat 30., tradycji endeckiej, antysemickiej, getta ławkowego.

            Pamięta Pan swój list z 1993 r. do Jana Lityńskiego? Napisał go Pan po tym, jak Jacek Kurski w kampanii wyborczej PC wykorzystał zdjęcia kilkuletniego Lityńskiego, który wręcza kwiaty Bierutowi. Pisał Pan wówczas, że Jarosław Kaczyński "coraz częściej wprowadza do polskiej polityki język, który ma za zadanie przede wszystkim degradować jego przeciwników, ma ich niszczyć jako ludzi". I dalej: "Zapamiętałem go jako dowcipnego, mądrego, jakoś ciepłego nawet człowieka, który odróżnia politykę od słownego pałkarstwa. Może myliłem się?".

            - Nie myliłem się. Jarosław jest nie tylko wybitnym politykiem, ale także człowiekiem, który wszystko poświęcił dla państwa. Całe swoje życie, także osobiste.

            Ale dziś widać wyraźnie u Jarosława ten język, który ma ludzi degradować, ma ich niszczyć.

            - Od tamtej pory Jarosław otrzymał tyle ciosów, że teraz jest mniej ciepły, rzadziej uśmiechnięty. Bardziej boleśnie poturbowany i doświadczony. Ale nie robi tego, o co się bałem w 1993 r.

            Prof. Andrzeja Zolla nazwał "antypaństwowcem".

            - Ale słowo "antypaństwowiec" nikogo nie degraduje. Mówi tylko, że ktoś ma inny stosunek do państwa niż np. ja.

            A "łże-elity"?

            - To sformułowanie z lat 20. minionego wieku, z tamtej publicystyki. Też nie jest degradujące. Raczej opisuje sytuację, w której pewni ludzie traktowani są na zasadach całkowicie wyjątkowych.

            W swoim oświadczeniu o dymisji napisał Pan: "Otoczenie prezydenta musi spełniać ponadstandardowe normy". Jakie?

            - Po pierwsze - uczciwość. Z tego, co wiem, w III RP nikt się tak szybko i z powodu jednej publikacji nie podał do dymisji. Po drugie - skromność, brak łapczywości.

            Czy zatem w Kancelarii Prezydenta mógłby pracować Lepper?

            - Sądzę, że nie chciałby tam pracować, bo chce być przyszłym prezydentem Polski.

            Ale czy jego standardy są na tyle wysokie, że mógłby?

            - To ma być podstępne pytanie? To ja odpowiem tak: prezydent Lech Kaczyński miał proces w sprawie nazwania innej osoby publicznej przestępcą.

            Chodzi o Mieczysława Wachowskiego, bliskiego współpracownika prezydenta Lecha Wałęsy.

            - Nie chcę w żaden sposób porównywać tych dwu osób. Chcę tylko powiedzieć, że nie wydaje mi się do końca słuszne, żeby politycy byli skazywani za słowo.

            Dlaczego Lech Kaczyński nazwał Wachowskiego przestępcą? To miała być obelga?

            - W moim przekonaniu to nie tyle obelga, co opis pewnego stanu rzeczy: ktoś w bardzo ważnej instytucji państwa, jaką była wówczas Kancelaria Prezydenta, prowadzi działania, które degradują państwo. Są niezgodne z demokratycznymi normami i zasadami.

            Ale Wachowski nie został oskarżony o żadne przestępstwo, a Lepper ma cztery wyroki. Chcemy zrozumieć, dlaczego dla prezydenta Wachowski jest przestępcą, a Lepper nim nie jest.

            - To dobre pytanie. Wachowski to człowiek, który używał instytucji państwa, żeby zrobić krzywdę innym ludziom, żeby przeprowadzić różne niecne projekty. Manipulował posłami i partiami. A Lepper to osoba, która prowadząc działalność publiczną, obraża, atakuje, czasami zachowuje się w sposób niestosowny - ale walczy publicznie o jakiś cel. I robi to poza instytucjami państwa. Na własne ryzyko.

            Mówił Pan o standardach, które obowiązują współpracowników prezydenta. Czy Jacek Kurski, który w kampanii wyborczej rozpuścił informację, iż dziadek Tuska wstąpił na ochotnika do Wehrmachtu, spełnia te standardy?

            - W moim przekonaniu nie.

            Jak na to zareagował prezydent?

            - Był potwornie zły.

            To co Kurski robi dziś w PiS?

            - Prezydent nie może odpowiadać za to, że w wielkiej partii są tacy, siacy czy owacy.

            Czy to dobrze, że twarzą PiS jest ktoś taki jak Jacek Kurski?

            - To jest niezmiernie ciekawa postać. Śledzę jego postępowanie od wielu lat i muszę powiedzieć, że to jest zupełnie inny człowiek, kiedy się z nim rozmawia, a zupełnie inny, kiedy się czyta o jego różnych występkach. Wolę go prywatnie.

            Jak Pan wytłumaczy wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na kongresie PiS, że "MSZ zostało odzyskane"? Stefan Meller, były minister spraw zagranicznych w Waszym rządzie, jest tą wypowiedzią oburzony.

            - Myślę, że jego reakcja jest nadmierna i niestosowna. W moim przekonaniu minister Meller wie nawet lepiej ode mnie, że MSZ jest strukturą stworzoną przez aparat PRL-owski. To Meller był tym, który chciał ten aparat zmienić. To on nalegał, żeby oficerowie SB i tajni współpracownicy nie reprezentowali Polski za granicą. W moim przekonaniu wypowiedź Jarosława nie dotyczyła zmiany na stanowisku ministra. Dotyczyła tego, że ten resort, który przez kilkanaście lat III RP pełnił jakby autonomiczną funkcję w państwie, tym razem będzie funkcjonalnym elementem całego mechanizmu.

            To kiedy MSZ zostało odzyskane?

            - W moim przekonaniu dokonał tego dopiero ten rząd. A zaczął Stefan Meller. Człowiek, w którego towarzystwie czuje się komfortowo. I śmiejemy się tych samych dowcipów. Ale Biełomorkanał zbudowali "anegdotcziki". Teraz obaj ze Stefanem będziemy mieć więcej czasu.

            Rozmawiały Agnieszka Kublik i Monika Olejnik



            PS Na koniec, z innej beczki, no comments...

            Zamieszczone przez Dziennik
            Rewolucyjne pomysły Zapatero

            Hiszpańscy socjaliści po prawach dla gejów chcą dać przywileje szympansom i gorylom.

            Lada dzień od obrady parlamentu w Madrycie trafi projekt ustawy zakładającej rozciągnięcie praw człowieka na... małpy człekokształtne.

            (...)
            My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Foxx
              PS Na koniec, z innej beczki, no comments...

              Zamieszczone przez Dziennik
              Rewolucyjne pomysły Zapatero

              Hiszpańscy socjaliści po prawach dla gejów chcą dać przywileje szympansom i gorylom.

              Lada dzień od obrady parlamentu w Madrycie trafi projekt ustawy zakładającej rozciągnięcie praw człowieka na... małpy człekokształtne.

              (...)
              Przypomniałeś mi coś

              Rozmawia dwóch znajomych:
              - Ty, a co słychać u Mariana?
              - A to nie wiesz? Rozwiódł się, sprzedał chałupę wyjechał do dżungli i żyje z orangutanem.
              - Z samcem? :O
              - No coś ty, z samicą - przecież to normalny facet
              From flood into the fire
              One thousand voices sing
              We're in this together
              For whatever fate may bring

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Foxx
                Zamieszczone przez Dziennik
                Rewolucyjne pomysły Zapatero

                Hiszpańscy socjaliści po prawach dla gejów chcą dać przywileje szympansom i gorylom.

                Lada dzień od obrady parlamentu w Madrycie trafi projekt ustawy zakładającej rozciągnięcie praw człowieka na... małpy człekokształtne.

                (...)
                Akurat bzdura.

                Nie chodzi bron Boze o rozciagniece praw czlowieka na inne naczelne.

                Natomiast byl pomysl (rowniez idiotyczny) zeby wprowadzic dodatkow ktegorie pomiedzy swiatem zwierzat a ludzi zarezerwowana dla czlekoksztaltnych.

                Widac Axel Springer niby tworzy powazny "Dziennik" ale jednak zza liftingu wylazi geba tabloidu. Wniosek - nadal tylko "Rzepa" nadaje sie do czytania
                koko koko Skorza spoko...

                Komentarz


                • Akurat prawda

                  Zamieszczone przez Yevaud
                  Nie chodzi bron Boze o rozciagniece praw czlowieka na inne naczelne.

                  Natomiast byl pomysl (rowniez idiotyczny) zeby wprowadzic dodatkow ktegorie pomiedzy swiatem zwierzat a ludzi zarezerwowana dla czlekoksztaltnych.
                  Użyłeś swojej interpretacji dla pomysłu... zmiany definicji człowieka w hiszpańskim prawie. Sami socjaliści w uzasadnieniu podkreślili, że szympans ma 98,4 % genów wspólnych z człowiekiem, goryl - 97,7, a orangutan - 96,4 %. Tok rozumowania jest jasny - nie chodzi o zwykłą ochronę zwierząt. Jest to część procesu socjalistycznej dialektyki w hiszpańskim prawie, opisanego zresztą w dalszej części artykułu. W marcu 2006 rząd Zapatero wprowadził nowe akty małżeństwa i urodzin. Zamiast słów "ojciec", "matka" - "rodzic A" oraz "rodzic B".

                  Czy sądzisz, że oświadczenie Amnesty International: "w sytuacji, gdy podstawowych praw zostało pozbawionych wielu ludzi, przyznawanie ich małpom będzie conajmniej niestosowne" świadczy o jakiejś gębie tabloidu?

                  Swoją drogą, obecnie "Rzepa" zupełnie nie umywa się do "Dziennika" - piszę, to jako jej kilkuletni fan (od 2001).
                  My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                  Komentarz


                  • najpierw przyznają ,,pewne uprawnienia,, ,,tym bardziej ludzkim małpom,, a potem odbiorą uprawnienia ,,tym bardziej małpim ludziom,,

                    śmierdzi mi to lewacką skłonnością do rasizmu i badań nad wartościami ras
                    "No pasaran!" ???

                    HEMOS PASADO !!!

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez Rzeczpospolita
                      Gdakanie moralne

                      "Cieszę się, że akurat on, może wreszcie ktoś zwróci uwagę na to, co się wyrabia w oświacie" - tak znajoma nauczycielka zareagowała na nominację Romana Giertycha.

                      Z pozoru można by sądzić, że się nie zawiodła; niewiele było od tego czasu dni, żeby w mediach się coś na temat sytuacji w oświacie nie ukazało.

                      Tyle tylko, że "niusy" te są monotonne i dla oświaty jako takiej niewiele z nich wynika. Nie jestem wielbicielem ministra edukacji Giertycha, sam pierwszy pałkę strzaskam na jego głowie (w sensie publicystycznym, oczywiście), ale dopiero wtedy, jeśli zrobi coś złego. Na razie nie miał szansy. Natomiast od pierwszych dni urzędowania gdacze mu pod oknem chór oburzonych samym faktem, że minister nazywa się tak, jak się nazywa i wywodzi stąd, skąd wywodzi. Nie wiem, na ile jestem reprezentatywny dla ogółu społeczeństwa, ale we mnie to chóralne gdakanie budzi raczej sympatię dla obgdakiwanego niż niechęć.

                      Zwłaszcza skoro akcję moralnego sprzeciwu koordynuje Związek Nauczycielstwa Polskiego, swego czasu, zanim SLD przekształcił się w jedną partię, jeden z głównych tworzących ten sojusz podmiotów. Pamiętam kadencję, w której ZNP miał, w ramach SLD, ponad czterdzieści sejmowych mandatów; żadna inna grupa zawodowa nie była nigdy tak licznie w naszym parlamencie obecna. Napisałbym, co ZNP i pan Broniarz wtedy dla polskiej oświaty zrobili, gdyby nie fakt, że to słowo słusznie jest uważane za brzydkie.

                      Obok dzieci Wiatra i Łybackiej są jeszcze w tym chórze dzieci Urbana, czyli tzw. inicjatywa uczniowska - jakaś dziwna jaczejka do walki z religią w szkole i w ogóle, która po awansie Giertycha złapała nagle medialny wiatr w żagle. Jedni i drudzy produkują protest za protestem, a to, że kogoś Giertych zwolnił, a to, że mianował. Oczywiście podpisy pod protestami są wirtualne. Bo kiedy nagle pojawił się jakiś konkret, czyli propozycja, żeby dzieci w proteście poszły na wagary, to ZNP od czegoś się odcina. A czemu? Jak cyrk, to na całego.

                      Rafał A. Ziemkiewicz
                      A czym się różni polska odmiana "liberalizmu" od formy klasycznej? I jakimż skandalem jest wchodzenie w alianse polityczne z partią, która procedurom demokratycznym poddaje swoich działaczy mających wyroki?


                      Zamieszczone przez Rzeczpospolita
                      Kraków
                      Kandyduje, choć ma wyrok

                      Stanisław Kracik, kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta Krakowa, został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata


                      Sąd uznał, że Kracik, będąc burmistrzem podkrakowskich Niepołomic, przekroczył swoje uprawnienia. Chcąc przyspieszyć rozwój gospodarczy gminy, spowodował, że poniosła straty finansowe. Do Niepołomic Kracik przyciągnął kilkudziesięciu zagranicznych inwestorów. Budowę infrastruktury technicznej, głównie wodociągów, finansował jednak z pieniędzy, które powinien oddać ZUS. W latach 1992 - 1995 gmina nie płaciła składek za swoich pracowników. Drugim zarzutem była samowolna decyzja o zaangażowaniu gminy w otwarcie rozlewni soków. Inwestycja przyniosła straty.

                      Za oba przestępstwa sąd skazał Stanisława Kracika na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Ma też zapłacić 5 tys. zł grzywny i część kosztów sądowych. Kracik zapowiada odwołanie. - Ostatecznie o moim starcie w wyborach na prezydenta Krakowa zdecydują władze PO - mówi. Przedstawiciele małopolskiej PO powiedzieli "Rz", że ogłoszą stanowisko po uzgodnieniu z władzami krajowymi partii.
                      w.h.
                      Zamieszczone przez Gazietka
                      Wtorek, 13 czerwca 2006

                      Komisja śledcza szuka haka na Balcerowicza

                      Renata Grochal 12-06-2006 , ostatnia aktualizacja 12-06-2006 20:41

                      Komisja śledcza ds. sektora bankowego chce donieść do prokuratury na szefa NBP Leszka Balcerowicza. Poseł LPR Szymon Pawłowski zarzuca mu, że skłamał przed komisją śledczą ds. PZU

                      Chodzi o sprawę fundacji CASE, która powstała w 1991 r. Jej szefową jest żona Leszka Balcerowicza. Prezes NBP był jednym z jej założycieli, a przez dziewięć lat również szefem rady fundacji. CASE jest instytutem badawczym. Przygotowuje analizy ekonomiczne wykorzystywane m.in. przez rząd i instytucje publiczne. Komisja śledcza chce wystąpić o listę donatorów fundacji i zestawienie przekazanych pieniędzy. Według śledczych na liście donatorów znajdują się m.in. banki. - Prof. Balcerowicz mógł podejmować w ich sprawie decyzje jako szef Komisji Nadzoru Bankowego - mówi Artur Zawisza (PiS), przewodniczący komisji śledczej. - Mogło tu dochodzić do konfliktu interesów.

                      Choć prezes NBP zapewniał kilka dni temu, że w 2001 r., gdy tylko został powołany na szefa NBP, zrezygnował z zasiadania w radzie fundacji, okazało się, że ciągle jest w dokumentach w Krajowym Rejestrze Sądowym. - Prezes NBP ciągle jest w radzie fundacji - mówił wczoraj Szymon Pawłowski. - Złożył fałszywe zeznania w czerwcu 2005 r., gdy jako świadek zeznawał przed komisją śledczą ds. PZU. Na pytanie posła Jana Burego (PSL), czy jest członkiem rady fundacji CASE, Balcerowicz stwierdził: - Panie pośle, pan wie, że ja jestem założycielem. To tak jak bycie rodzicem. Ale nie jestem członkiem.

                      Pawłowski domagał się, by komisja złożyła doniesienie do prokuratury na Balcerowicza. Jednak posłowie stwierdzili, że najpierw wystąpią do szefa Kancelarii Sejmu o protokół z przesłuchania szefa NBP przed komisją ds. PZU i do Krajowego Rejestru Sądowego o odpis z dokumentów fundacji.

                      Leszek Balcerowicz tłumaczy w specjalnym oświadczeniu, że pomylił się, zeznając przed komisją, i w rzeczywistości ciągle jest w radzie fundacji.

                      Joanna Binienda z fundacji CASE: - Rada zbiera się dwa razy do roku. Uchwala strategię działania fundacji, zatwierdza sprawozdanie z jej działalności i powołuje zarząd. Po raz ostatni Leszek Balcerowicz był na jej posiedzeniu w 1997 roku.
                      A żona? Czy nadal trzeba pytać, czym są łże-elity? () Przecież on "się pomylił" - i to oświadczenie powinno zamknąć sprawę . Jakiekolwiek czynności podjęte mimo jego publikacji będą "szukaniem haka". Proste prawda?

                      Przypomnę cytat, który wkleiłem w marcu (wtedy żadnego oświadczenia nie było - wszak, jeżeli o sprawie jest cicho w "mediach głównego nurtu", to jej nie ma). W każdym razie trzeba stwierdzić, że "dziennikarze śledczy" Gazietki przygotowując materiał, byli równie sprawni, jak przy okazji Rywina . A przecież mieli wszystko na talerzu (znowu). A wystarczyło udać się do Fundacji Batorego, która jest jednym z głównych (ideowych i finansowych) mecenasów różowego Salonu i poprosić o komentarz jakiegoś dyżurnego "autoryteta" moralnego...

                      Zamieszczone przez Najwyższy Czas!
                      "NCz!" ujawnia, skąd Fundacja CASE brała pieniądze

                      Nadzór wspomagany?
                      Dariusz Kos

                      Kiedy prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Leszek Balcerowicz przemawiał dwa tygodnie temu w Sejmie, mówił, iż w państwie praworządnym nie ma miejsca na układy towarzysko-partyjne. Te słowa szefa banku centralnego „Najwyższy CZAS!” potraktował z całą powagą. Zaczęliśmy więc badać powiązania towarzysko-finansowe między fundacją CASE, kierowaną przez żonę prezesa NBP, a sektorem bankowo-finansowym.

                      Zaczęliśmy badać przepływy finansowe między bankiem centralnym kierowanym przez prof. Balcerowicza a fundacją kierowaną przez jego żonę. Wzięliśmy pod lupę dotacje pieniężne przekazywane przez banki działające w Polsce na konto fundacji założonej przez prof. Balcerowicza - szefa nadzoru bankowego, który ma te banki kontrolować. Powiązania towarzyskie i finansowe sięgają dość głęboko. Zahaczają nawet o świat mediów, a konkretnie o "Gazetę Wyborczą". Analiza dokumentów skłania "Najwyższy CZAS!" do publicznego stwierdzenia, iż mamy w działalności NBP, Komisji Nadzoru Bankowego i fundacji CASE patologię. Patologię, która nakazuje zadać publicznie pytanie: czy aby nie chodzi o działania korupcyjne?

                      Rabobank Mecenasem CASE

                      Pod koniec maja 2004 roku Walne Zebranie Akcjonariuszy państwowego Banku Gospodarki Żywnościowej podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego banku w drodze emisji akcji imiennych serii E. W dniu 9 września tego samego roku zarząd banku zawarł przedwstępną umowę subskrypcji akcji z Rabobank International Holding B.V., wchodzącym w skład holenderskiej Grupy Rabobank. Holendrzy mieli objąć 47,84% akcji nowej emisji, które stanowiły 13,76% podwyższonego kapitału zakładowego. Resztę akcji zamierzał kupić Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Termin sfinalizowania tych transakcji zarząd BGŻ określił na listopad 2004. Wcześniej Rabobank musiał uzyskać zgodę na zakup akcji i wykonywanie z nich prawa głosu od Komisji Nadzoru Bankowego kierowanej przez prezes banku centralnego prof. Leszka Balcerowicza. Miesiąc później - 19 listopada 2004 roku - Komisja wydała stosowne zgody i zezwoliła holenderskiemu bankowi na wykonywanie ponad 33 proc. prawa głosu z posiadanych akcji. W tym samym roku Rabobank Polska SA, należący do holenderskiej grupy bankowej, przelał na konto fundacji CASE, kierowanej przez żonę przewodniczącego Komisji Nadzoru Bankowego - dr Ewę Balcerowicz, dotację pieniężną. Przypomnijmy, iż prof. Balcerowicz sam zasiada w Radzie Fundacji CASE. Kwota pieniędzy była na tyle wysoka, że Rabobank Polska SA otrzymał tytuł Mecenasa Fundacji. Jaka to była suma pieniędzy? W "Sprawozdaniu z działalności fundacji w 2004 r." nie ma wymienionej kwoty. "NCz!" nie otrzymał jeszcze odpowiedzi na zadane o to pytanie zarówno z CASE, jak i z Rabobanku. Jednak w "Sprawozdaniu" wymieniona jest łączna suma pieniędzy otrzymanych od Mecenasów CASE. Rabobank wraz z WestLB Bank Polska SA wpłacili na konto fundacji 110 tys. złotych.

                      Czy otrzymanie przez CASE pieniędzy z Rabobanku w roku, w którym nadzór bankowy wydaje decyzje na rzecz Rabobanku, jest zbiegiem okoliczności? Obie sprawy łączą ze sobą dwie osoby: prof. Leszka Balcerowicza - szefa banku centralnego, nadzoru bankowego i członka Rady Fundacji CASE oraz jego żony, dr Ewy Balcerowicz - prezesa zarządu Fundacji CASE. Z tego można wysnuć wniosek, iż może chodzić o coś więcej niż tylko o zbieg okoliczności. O co? O formę wdzięczności?

                      Kilkaset tysięcy złotych od banków

                      Takie pytanie można także zadawać w innych przypadkach. Pieniądze na konto fundacji CASE spływały także z innych banków, które podlegają nadzorowi prof. Balcerowicza. Do grona sponsorów statutowych należą takie banki jak: Pekao SA, BRE Bank SA, Fortis Bank Polska SA, ING Bank Śląski SA i wspomniane wyżej Rabobank Polska SA oraz WestLB Polska SA. Z rocznego sprawozdania CASE wynika, iż banki na cele statutowe wpłaciły w 2004 roku w sumie ponad 352 tys. złotych. Prócz tego na konkretne projekty płaciły: Bank Handlowy w Warszawie, Gospodarczy Bank Południowo-Zachodni, PKO BP, Powszechny Bank Kredytowy, Raiffeisen Bank Polska.

                      Zapewne prof. Balcerowicz brał udział w podejmowaniu decyzji w sprawach niektórych z wymienionych banków. Nasuwa się więc pytanie, czy aby banki nie po to przekazywały pieniądze fundacji CASE założonej przez prof. Balcerowicza, a kierowanej przez jego żonę, by przewodniczący KNB spoglądał na nie "łaskawszym okiem"? Czy też może wprost dotacje banków na rzecz CASE były formą przypodchlebienia się?

                      Tak czy owak mamy dość głęboki konflikt interesów prof. Balcerowicza. Podobnie uważa Artur Zawisza, poseł PiS, prawdopodobny szef sejmowej komisji śledczej ds. nadzoru bankowego.

                      - Sytuacja prof. Balcerowicza jest podobna do sytuacji lekarza-dyrektora szpitala, który założył sobie fundację i kieruje nią jego żona, a pacjenci tego szpitala wpłacają pieniądze na konto fundacji lekarza. Czy uznalibyśmy tę sytuację za normalną? - stawia retoryczne pytanie poseł Zawisza.

                      Podkreśla przy tym, iż to właśnie szef banku centralnego rozpoczął publiczną dyskusję o konflikcie interesów w nadzorze bankowych, wykluczając z obrad KNB wiceministra finansów Cezarego Mecha właśnie z powodu podejrzenia o to.

                      - Jeśli więc sam mówi o niejasnych sytuacjach, o praworządności, o końcu "układów" to niech się także sam do tego stosuje
                      - nie ma wątpliwości poseł Zawisza.

                      Prof. Balcerowicz płaci dr Balcerowicz

                      Roczny budżet fundacji CASE to ok. 5 mln zł. Większość pieniędzy w 2004 roku - ponad 3,2 mln zł - pochodziła z zagranicy od różnego rodzaju organizacji międzynarodowych i prywatnych. Dotacje krajowe to ok. 1,5 mln zł, z czego z budżetu państwa CASE otrzymał ponad 320 tys. zł. Pieniądze od prywatnych sponsorów, w tym banków, stanowiły ponad 24 proc. przychodów fundacji dwa lata temu. Pieniądze CASE otrzymywała także z... NBP. W 2004 roku NBP przelał na konto CASE 64,6 tys. zł. Pierwsze pieniądze z NBP fundacja CASE otrzymała w 2001 roku, a więc w roku, w którym urzędowanie w gmachu banku centralnego rozpoczął prof. Balcerowicz. Pieniądze przeznaczono na realizowany od października 2001 roku do lutego 2002 roku projekt pt. "Inflacja bazowa oraz zmiany cen względnych w Polsce". Rok później - w 2002 roku - NBP przelał kolejne pieniądze. Tym razem na projekt badawczy CASE: "Innowacyjność polskiej gospodarki, propagowanie, uświadamianie i edukowanie w zakresie problematyki rozwoju innowacyjności". Trwał on do stycznia 2003 roku. W tym samym roku CASE rozpoczął kolejny projekt finansowany przez NBP. Bank centralny na jego realizację przekazał CASE prawie 48,5 tys. zł. Tak co roku NBP kierowany przez prof. Balcerowicza przelewał pieniądze na konto fundacji CASE kierowanej przez jego żonę.

                      Czy jest to dopuszczalna praktyka w państwie bez układów towarzysko-finansowych, o których tak rozwodzi się ostatnio prezes NBP?

                      - Nie działam w tej fundacji (CASE - przyp. red.), nie mam z nią nic wspólnego
                      . Nie ma żadnej kolizji - tłumaczył się 10 czerwca 2005 roku prof. Leszek Balcerowicz, zeznając przed sejmową Komisją Śledczą ds. Prywatyzacji PZU.

                      Powiązane "STOP korupcji"?

                      O komentarz we wszystkich powyższych powiązaniach szefa banku centralnego i nadzoru bankowego z finansowaniem fundacji CASE "NCz!" poprosił Grażynę Kopińską, szefową programu "STOP korupcji!". Program ten jest finansowany przez Fundację Batorego i wspiera działania antykorupcyjne, a p. Kopińska często udziela dziennikarzom wypowiedzi komentujących, czy jakieś działania mają charakter patologiczny i korupcyjny, czy nie. W tej sprawie jednak nie chce się wypowiadać.

                      - Ze względu na to, iż p. Ewa Balcerowicz jest członkiem Rady Programowej programu "STOP korupcji!" - tłumaczy Kopińska naszemu tygodnikowi. - Jednak dodam, iż nie pobiera z tego tytułu żadnych gratyfikacji pieniężnych - wyjaśnia Kopińska.

                      Lecz jest w tym jedno "ale". Otóż w 2004 roku Fundacja Batorego, finansująca "STOP korupcji!", przekazała fundacji pani Balcerowicz 700 tys. zł. na założenie tzw. kapitału żelaznego.

                      Wyspowiadać nadzór bankowy

                      Czy wszystkie powyższe informacje nie świadczą, iż mamy w działalności prezesa NBP i szefa nadzoru bankowego prof. Leszka Balcerowicza do czynienia co najmniej z sytuacją patologiczną? Czy nie można artykułować publicznie podejrzeń o wykorzystywanie przez prof. Balcerowicza bądź przez jego najbliższe otoczenie (być może nawet bez jego wiedzy) sprawowanej funkcji publicznej do celów prywatnych? Według "Najwyższego CZAS-u!", nie tylko można, ale i trzeba zadać te pytania! Trzeba wyjaśnić wszystkie powiązania towarzyskie i wszystkie powiązania finansowe osób działających w CASE z osobami zasiadającymi w organach kontrolujących banki i sektor finansowy. Także dlatego potrzebne jest powołanie sejmowej Komisji Śledczej ds. nadzoru bankowego. Według naszego tygodnika, mamy tam do czynienia z dość głęboką patologią.
                      My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                      Komentarz


                      • A dzisiaj był protest uczniów przeciwko R. Giertychowi, jako minister oświaty...

                        Wynik... 18 zatrzymanych przez policje :O

                        wiecej...
                        Około 100 uczniów warszawskich szkół protestowało przez dwie godziny przed Ministerstwem Edukacji Narodowej, domagając się ustąpienia Romana Giertycha z funkcji ministra edukacji. Jedynym efektem nielegalnej





                        ps. Kochalski, zamknij szkoly!
                        Ulrychów&Koło - u nas zawsze jest wesoło!

                        Komentarz


                        • Mam nadzieję że wlepią tym szczeniakom jakieś kary. Najlepiej grzywny, wysokie. Jak rodzice zapłacą to może i swoje szczeniaki nauczą rozumu... Anarchię trzeba tępić.
                          From flood into the fire
                          One thousand voices sing
                          We're in this together
                          For whatever fate may bring

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez Ju(L)ek
                            A dzisiaj był protest uczniów przeciwko R. Giertychowi, jako minister oświaty...

                            Wynik... 18 zatrzymanych przez policje :O
                            Policja powiedziala STOP lewackiej modzie.
                            http://mocneslowa.com - centrum cytatu politycznego

                            Komentarz


                            • PKW ukarała PO za przekroczenie wydatków na kampanię wyborczą. Schetyna zapowiedział, że partia zapłaci karę jak tylko dostanie pieniądze z budżetu

                              Fajna informacja jeśli wziąć pod uwage przedwyborcze zapewnienia Tuska, że Platforma pieniędzy z budżetu nie bierze...

                              BTW straszne to wszystko...

                              Kampanię wyborcza przepłacili. Niepotrzebnie, bo i tak przegrali. Nie dość że przegrali, to teraz musza bulić kary... A czary goryczy dopełnia fakt że Tusk się ożenił! Prezydentem nie został a teraz musi być żonaty

                              Przeinwestowana ta Platforma jak nie przymierzając krakowska Wisła
                              From flood into the fire
                              One thousand voices sing
                              We're in this together
                              For whatever fate may bring

                              Komentarz


                              • hehe.

                                Dawno temu przytaczalem opinie Lisa (Bogdana - czlowieka "salonu" - Partii Demokratycznej):
                                "Na Tuska nie zaglosuje.... bo go znam"

                                Wcale mnie jakos nie dziwi, ze doszlo tam do naduzyc.
                                koko koko Skorza spoko...

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X