Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez syrokomla Zobacz posta
    Włos się jeży na głowie. Tak czy inaczej zrobienie z Kaczmarka posła to jeden z głupszych pomysłów Kaczyńskiego i elektoratu jego partii.
    Zrobienie posła z KOGOKOLWIEK to głupi pomysł jeśli tego posła robi PiS

    O tym, że swego czasu PiS zrobił z Sikorskiego ministra obrony nikt nie pamięta a to był jak dotąd jedyny głupi pomysł PiS

    Reszta - standard. Przypominam że niedawno Kaczyński ogłosił program na jesień wzbudzając popłoch jednej części postkomuny i podskakiwanie drugiej - a nuż się uda przykleić. Kaczmarek - naturalna kolej rzeczy.

    Z innej beki: Juz wiem czemu PiS przegrał wybory w 2007 i potem każde następne:



    Zaniedbali dojenie lemingów.
    Ostatnio edytowany przez Nazgul; 89.
    From flood into the fire
    One thousand voices sing
    We're in this together
    For whatever fate may bring

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Nazgul Zobacz posta
      Zrobienie posła z KOGOKOLWIEK to głupi pomysł jeśli tego posła robi PiS

      O tym, że swego czasu PiS zrobił z Sikorskiego ministra obrony nikt nie pamięta a to był jak dotąd jedyny głupi pomysł PiS

      Reszta - standard. Przypominam że niedawno Kaczyński ogłosił program na jesień wzbudzając popłoch jednej części postkomuny i podskakiwanie drugiej - a nuż się uda przykleić. Kaczmarek - naturalna kolej rzeczy.
      .

      Oj....


      Zamieszczone przez Gursztyn
      Brzmi to jak herezja i zgorszenie dla najwierniejszych wyznawców, ale wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk idzie drogą Jarosława Kaczyńskiego.

      Chodzi o pewien modus funkcjonowania w polityce. Określa to bytowanie obu słońc naszego politycznego nieba. Ale też trudno tu odróżnić, co jest przyczyną, a co skutkiem, bo obaj wytworzyli polityczny ekosystem, w którym działają.

      Niedawno zauważył to dziennikarz „Rzeczpospolitej” Wojciech Wybranowski. Całkowicie słusznie napisał, że dziś Tusk jest w tej samej pozycji, co Kaczyński. Z jednej strony jest wizerunkowym obciążeniem dla swojej partii. Z drugiej – bez niego Platforma mogłaby się rozsypać. Zresztą sami posłowie PO przyznają, że Tusk to jest dodatkowe dziesięć procent poparcia w sondażach. A bez niego zaczęłaby się krwawa wojna o przywództwo i wpływy. Czyli dokładnie tak jak w PiS bez Kaczyńskiego. A jednocześnie od kilkunastu tygodni Tusk jest pogubiony i podejmuje często bezsensowne decyzje. Jak np. tę o zaangażowaniu Romana Giertycha.

      Jest jeszcze jedno frapujące podobieństwo. Rafał Ziemkiewicz w swojej najnowszej książce „Myśli nowoczesnego endeka” opisał pewien fenomen. Huraganowe ataki na Jarosława Kaczyńskiego, wcześniej też jego brata, sprawiły, że dla co najmniej 20 proc. Polaków, prezes PiS stał się bożyszczem i nieskazitelnym herosem. Krytyka dotyczyła wszystkiego, rzeczy prawdziwych i wydumanych, co powodowało, że nie mogła być w pełni wiarygodna. Zatem dziś rzesze wyborców PiS patrzą tylko na to kto, a nie co, zarzuca ich politycznemu idolowi. I z zasady odrzuca wszelką krytykę. Niebezpieczeństwo wynikające dla debaty z tej obsesyjnej, niesprawiedliwej krytyki zauważył też kilka lat temu Piotr Zaremba. Dlaczego niebezpieczeństwo? Bo taka postawa zamyka oczy i uszy na wszelkie argumenty i blokuje jakąkolwiek ewolucję w polityce.

      Ale bądźmy sprawiedliwi. Ta sama emocja zaczyna działać w stosunku do Tuska. Dla jego wyznawców żadna afera nie rzuci cienia na ich polityczne bóstwo. –To nie jego ręka – krzyknęliby, gdybyśmy wszyscy przyłapali go na czymś niedobrym. Tu mamy to podobieństwo – uwielbienie wobec obu liderów obrażające zdrowy rozsądek.


      Za chwilę o tym przekonamy się czytając wpisy niektórych internautów. Wielbiciele Donalda i Jarosława nie pozwolą nigdy, nigdzie i nikomu ich obrażać.
      http://blog.rp.pl/gursztyn/2012/09/1...jaroslaw-tusk/
      "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
        Oj....
        Oj oj

        Polecę klasykiem: "Po owocach ich poznacie". Owoce pracy rządu PiS, jeśli pamięć własna szwankuje Foxx opisał tyle razy że już chyba lepiej nie można, owoce władzy Tuska widzisz. Nie stoi to w dysonansiku do powyższego tekstu który znów wszystko sprowadza do kwestii wizerunkowej?

        Dysonansik, dysonansik ))
        From flood into the fire
        One thousand voices sing
        We're in this together
        For whatever fate may bring

        Komentarz


        • Zamieszczone przez Nazgul Zobacz posta
          Nie stoi to w dysonansiku do powyższego tekstu który znów wszystko sprowadza do kwestii wizerunkowej?
          Ta 'kwestia wizerunkowa', którą Ty - jak rozumiem - sprowadzasz do jakiegoś śmiesznego detalu podniecającego jedynie lemingi doprowadziła do pełnej rekomunizacji Polski. Pozostały tylko jakieś incydentalne zwycięstwa. Umiarkowanym sukcesem może być więc jedynie to, że cofnięto nas do czasów sprzed Rywina, a nie do początku lat 90tych.
          "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

          Komentarz


          • 1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy:

            http://politykier.pl/gid,14934262,im...3,galeria.html

            "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
            Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
            Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
            Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
            "
            Janusz Waluś - czekaMY!

            Komentarz


            • Piotr Lisiewicz: Bo żaden sędzia nie zawisł

              „Trafiła się jedna czarna owca” – to słynne zdanie wypowiedział Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, po zatrzymaniu pierwszego sędziego piłkarskiego w 2005 r. „Nigdy nie słyszałam tak usłużnego sędziego” – to słowa Moniki Olejnik po ujawnieniu afery sędziego Ryszarda Milewskiego. Czyje zaskoczenie uznać należy za bardziej zabawne?

              Bohdan Smoleń żartował, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Peerelowski wymiar sprawiedliwości – podobnie jak PZPN – nie przeszedł po 1989 r. weryfikacji także w łagodniejszej formie. Sprawą, która pokazała w sposób najbardziej drastyczny, że środowisko to żadnego oczyszczenia nie chce, była historia prokuratora Andrzeja Kaucza, wsławionego wsadzaniem opozycjonistów do więzienia w stanie wojennym. Gdy w 1998 r. miał on zostać odwołany z funkcji prokuratora wojewódzkiego, list w jego obronie podpisała, jak ogłoszono, „cała załoga” wrocławskiej prokuratury. Zaprotestowała przeciwko temu Katarzyna Burzyńska – młoda, odważna asesor wywodząca się z rodziny o niepodległościowych tradycjach. Szybko straciła pracę w prokuraturze.

              Polskie państwo przyjęło, że ludzie, którzy w komunizmie oskarżali i wydawali wyroki na zamówienie władzy, po odzyskaniu wolności się poprawią. Nie tylko nie będą skazywać za politykę, ale i brać łapówek albo ulegać naciskom władzy wykonawczej.

              Do tego zamknięcie prawniczych korporacji spowodowało, że w ciągu ostatnich 23 lat do prokuratury i sądów trafiały przeważnie dzieci prawników z PRL. Wychowane w domach tych, którzy tuszowali zbrodnie, zamykali opozycję albo przynajmniej nie protestowali, gdy robili to ich koledzy. I uprzywilejowane, bo pozbawione konieczności konkurowania z rówieśnikami.

              Monika Olejnik jak prezes PZPN

              „Trafiła się jedna czarna owca” – te słynne słowa wypowiedział Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, w 2005 r., po zatrzymaniu pierwszego sędziego piłkarskiego Antoniego F. Był to początek korupcyjnej afery, w wyniku której na ławach oskarżonych zasiadło blisko 400 ludzi ze środowiska piłkarskiego.

              „Nigdy nie słyszałam tak usłużnego sędziego” – to słowa Moniki Olejnik po ujawnieniu przez „Gazetę Polską Codziennie”, że prezes Sądu Okręgowego Ryszard Milewski uzgadniał korzystny dla Tuska termin rozprawy z rozmówcą podającym się za asystenta szefa jego kancelarii. Tak jak Listkiewicz naraził się wówczas na szyderstwa kibiców, tak słowa Olejnik wywołują wesołość u wszystkich, którzy mieli do czynienia z postkomunistycznym wymiarem sprawiedliwości.

              Groteskowo brzmi np. informacja, jak to sędzia Milewski po wprowadzeniu go w błąd przez prowokatora zawiadomił gdańską prokuraturę. A ta – słusznie – uznała, że nie może się sprawą zajmować, bo na co dzień współpracuje z kierowanym przez prezesa sądem.

              Sprawa trafiła więc do Poznania, gdzie, jak wiadomo, wymiar sprawiedliwości jest niezależny od polityków. Najlepszym tego dowodem jest trwająca od 10 lat sprawa prezydenta tego miasta Ryszarda Grobelnego, oskarżonego w sprawie sprzedaży Grażynie Kulczyk gruntu po zaniżonej cenie. Był on już nieprawomocnie skazany, uniewinniany, proces powtarzano...

              Demonstracją standardów obowiązujących w poznańskim wymiarze sprawiedliwości był fakt, że w czasie bycia oskarżonym Grobelny przekazywał poznańskiemu Sądowi Okręgowemu grunty pod budowę jego nowej siedziby. Wcale nie potajemnie, przeciwnie – z pompą i udziałem kierownictwa sądu.

              Czarna owca czy mafia sądownicza?

              Sprawa sędziego Milewskiego przyciąga uwagę, pokazuje czarno na białym, że prezes jednego z największych sądów okręgowych jest niezawisły głównie w sensie opisywanym w anegdocie Bohdana Smolenia. Tymczasem w tle mamy sprawę Amber Gold, której właściciel Marcin P. WIELOKROTNIE mógł liczyć na nadzwyczajne względy organów ścigania.

              Właśnie ta wielokrotność, powtarzalność spowodowała, że pytania o to, czym jest w rzeczywistości finansowana przez obywateli machina nazywana wymiarem sprawiedliwości, zaczęli zadawać sobie nawet ci, którzy wcześniej nie dostrzegali problemu.

              Być może wielu z nich zaczyna rozumieć, dlaczego okazał się on niezdolny do wypełniania swoich podstawowych obowiązków po smoleńskiej tragedii. Od 23 lat nie potrafi rozliczyć komunistycznych zbrodni. Właśnie wypuścił „niewinnych” bossów mafii pruszkowskiej. Niedawno chciał wysłać lidera opozycji na badania psychiatryczne. Skazał właściciela strony Antykomor i aresztował liderów kibicowskiej opozycji wobec rządu. A na co dzień nierzadko wsadza do więzień i szpitali psychiatrycznych osoby niemające pieniędzy na adwokata, które popadły w konflikty z urzędniczymi sitwami.

              Walka o nowy typ sędziego

              Brak weryfikacji w polskim wymiarze sprawiedliwości oznacza nie tylko trwanie w nich określonych ludzi, ale i mentalności, którą w PRL kształtowano w sposób planowy i konsekwentny. Najważniejszym twórcą wymiaru sprawiedliwości PRL był Leon Chajn, wszechwładny stalinowski wiceminister sprawiedliwości, który wskazywał, iż w nowej Polsce „prawo może stosować ten, kto rozumie i odczuwa potrzebę dokonania przewrotu”. Był on jednym z ideologów „walki o nowy typ sędziego”. Usuwanym przedwojennym sędziom zarzucano „skostnienie i formalizm”. Sędzia Aleksander Rypiński na łamach „Demokratycznego Przeglądu Prawniczego” pisał w 1948 r.: „Chodzi o to, aby zerwać opaskę z oczu naszej Temidy (...). Chodzi o to, aby »miecz« naszej sprawiedliwości nie działał na oślep w myśl jakichś abstrakcyjnych, oderwanych od życia zasad, lecz potrafił w wirze ścierających się sił uderzyć całym swoim ostrzem we wroga klasowego”.

              Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, a więc przez większość czasu trwania III RP.

              Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

              Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

              Mimo to po likwidacji „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. Zaś jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

              Z kolei Józef Chajn, były sekretarz Fundacji Stefana Batorego, zapewniał w 2009 r. na łamach „Gazety Wyborczej” (z której środowiskiem był związany), że jego ojciec Leon Chajn, „tak jak wielu z jego środowiska i pokolenia, miał świadomość fałszu i zmarnowania wielu lat aktywnego życia” oraz „wyzbył się młodzieńczych i późniejszych iluzji”.

              Wyroki nakazowe a szkoła Andrejewa

              Nie mam powodu, by nie wierzyć tym zapewnieniom, jednak twierdzę, że pomiędzy swoistym programem wychowawczym dla sędziów stworzonym przez ideologów takich jak Chajn czy Andrejew a stanem wymiaru sprawiedliwości w III RP widać wyraźną nić ciągłości.

              Najlepiej pokazuje ją sprawa z pozoru drobna – egzekwowania wprowadzonych po 2003 r. wyroków nakazowych. Idea ta była ze wszech miar słuszna. Pijany obywatel wybije szybę, na komisariacie przyzna się i wyrazi skruchę, więc sędzia zamiast wzywać jego oraz świadków, przysyła mu do domu wyrok nakazowy. Ma prawo wydać taki wyrok, gdy wina oskarżonego „nie budzi wątpliwości”. Jeśli obywatel ów nie zgadza się, przysyła sprzeciw i sprawa zaczyna się od nowa.

              Tak miało być w teorii, gdyż ustawodawca założył, że prawo wykonywać będą sędziowie normalni, a nie sowieccy. A praktyka? Opisywałem niegdyś, jak mąż, skłócony z żoną, poskarżył się policji na teściową, że ta go dręczy. Wkrótce teściowa otrzymała z sądu grodzkiego – który jej nie przesłuchał – wyrok nakazowy. Sąd w wyroku uznał, że jej wina nie ulega wątpliwości.

              Inna opisywana przez nas historia: Klaudiusz Wesołek, dziennikarz internetowej telewizji, filmował pewien happening. Policja z rozpędu go spisała. Potem zapewne kartki jej się pomieszały i skierowała do sądu wniosek o ukaranie operatora za zakłócanie porządku... okrzykami. Sąd przysłał mu wyrok nakazowy. Kara – prace społeczne.
              http://niezalezna.pl/33013-piotr-lis...zia-nie-zawisl
              Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród.

              Komentarz


              • I jeszcze o pewnym wykształciuchu:

                W swoich notach biograficznych szef MSZ Radosław Sikorski podaje, że posiada dwa dyplomy ukończenia studiów na Oksfordzie: Bachelor of Arts i Master of Arts. Tyle, że ten drugi jest rodzajem pamiątki, nie wiąże się z koniecznością dodatkowych studiów i żeby go otrzymać, wystarczy zapłacić uczelni dziesięć funtów – ustalił portal tvp.info. Na większości brytyjskich uczelni Master of Arts jest stopniem przewyższającym Bachelor of Arts. W przełożeniu na polskie realia można je porównać do magistra i licencjata.

                Uniwersytet Oksfordzki to jednak jedna z nielicznych brytyjskich uczelni, gdzie ta zasada nie obowiązuje. Stopnie wyższe niż Bachelor of Arts nazywają się tam Master of Philosphy, Master of Letters i Master of Science. Master of Arts jest dyplomem czysto pamiątkowym.

                – Otrzymanie dyplomu Master of Arts nie jest równoważne z ukończeniem studiów wyższego stopnia – mówi portalowi tvp.info rzeczniczka Uniwersytetu Oksfordzkiego Clare Woodcock. – Każdy posiadacz dyplomu Bachelor od Arts może wystąpić o Master of Arts w siedem lat po immatrykulacji. Za wydanie dyplomu uczelnia pobiera niewielką opłatę w wysokości 10 funtów. Master of Arts jest elementem dziedzictwa uczelni i nawiązuje do czasów, gdy studia trwały właśnie siedem lat – dodaje.

                Radosław Sikorski o posiadaniu dyplomu Master od Arts informuje we wszystkich swoich notach biograficznych: w serwisie internetowym Kancelarii Premiera, Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Sejmu. Pisze też o tym na swojej prywatnej stronie internetowej. Portal tvp.info dotarł do kopii tego dyplomu. Wynika z niej, że Sikorski wystąpił o otrzymanie Master of Arts w 1993 roku, czyli już po swoim powrocie z Wielkiej Brytanii do Polski.

                Dlaczego w notach biograficznych informuje o posiadaniu pamiątkowego dyplomu? – Inni absolwenci Oksfordu też piszą o tym w swoich CV – wyjaśnia rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. – Proszę pamiętać, że Oksford to jedna z najlepszych uczelni na świecie, a już samo uzyskanie stopnia Bachelor of Arts umożliwia rozpoczęcie studiów doktoranckich – dodaje.

                Innego zdania są jednak posłowie opozycji. Uważają, że Radosław Sikorski wykorzystuje powszechną w Polsce opinię, że dyplom Master of Arts odpowiada studiom wyższego stopnia. – Jeżeli te informacje są prawdziwe, byłby to skandal. Okazałoby się, że minister nie przestrzega żadnych zasad przejrzystości w informowaniu o poziomie swojego wykształcenia – komentuje poseł SLD prof. Tadeusz Iwiński. – Trochę przypomina to sprawę Aleksandra Kwaśniewskiego, który podawał, że ma wyższe wykształcenie, a w rzeczywistości nie ukończył studiów – dodaje.

                Również zdaniem posła PiS Zbigniewa Girzyńskiego, szef MSZ wprowadza opinię publiczną w błąd. – Wychodzi na to, że z jego wykształceniem jest podobnie jak z polityką zagraniczną: wszystko na pokaz – komentuje.
                "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                "
                Janusz Waluś - czekaMY!

                Komentarz


                • Gursztyn dla uzasadnienia swojej tezy(słusznej czy nie to kwestia drugorzędna) powołuje się na książkę, która jeszcze nie wyszła, więc nie możemy się z nią zapoznać.

                  K.r.e.t.y.n.

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
                    Ta 'kwestia wizerunkowa', którą Ty - jak rozumiem - sprowadzasz do jakiegoś śmiesznego detalu podniecającego jedynie lemingi doprowadziła do pełnej rekomunizacji Polski. Pozostały tylko jakieś incydentalne zwycięstwa. Umiarkowanym sukcesem może być więc jedynie to, że cofnięto nas do czasów sprzed Rywina, a nie do początku lat 90tych.
                    Nie sprowadzam jej do śmiesznego detalu tylko nią gardzę nie negując przy tym decydującej roli jaką odgrywa w dzisiejszych czasach. Wkurza mnie to, że każdy publicysta dmie w tę dudę całkowicie pomijając kwestie merytoryczne. Tak, Lis miał rację - konkrety są nudne, ludzie nie wybaczą jeśli potraktować ich poważnie ale do kurwy nędzy może trzeba ich w końcu zacząć traktować poważnie czy im się to podoba czy nie? Może powinni wreszcie przywyknąć do nudnych konkretów?

                    Ja rozumiem Lisa, rozumiem Olejnik ale Gursztyn? O co tu chodzi? Czy on naprawdę nie widzi różnicy pomiędzy próbą wyczyszczenia pewnych spraw i rozsądną polityką wewnętrzną i zagraniczną od działań ludzi faceta, który otwarcie przyznawał że nie płacą mu za mówienie prawdy a jego ugrupowanie dało się poznać w latach 1989-93 i 1997-2001?

                    Powinien już dawno wiedzieć, że COKOLWIEK SIĘ ZDARZY W PIS będzie źle. Będzie Kaczyński jechał na ośle - meczy zwierzę, będzie szedł obok osła - nie wie do czego osioł służy. Niestety, tak to działa. I trzeba zacisnąć zęby i robić swoje nie oglądając się na to co piszą - czy to w GW czy Rz. Niech kropla drąży skałę. Chyba nic innego nie pozostało.

                    Oczywiście jest też taka opcja, że to może być teatrzyk w którym udacznie swoje rólki odgrywają obydwie strony ale dla zdrowia psychicznego wolę taka ewentualność odrzucić dopóki jeszcze mogę.
                    From flood into the fire
                    One thousand voices sing
                    We're in this together
                    For whatever fate may bring

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
                      Przecież oni mieli już kosę dużo wcześniej.Potem po jakimś czasie zapewne na potrzebę jakiegoś interesu razem się pokazywali.
                      Jak sie ma kasę to chce się mieć wiecej kasy -apetyt rośnie w miarę jedzenia . Pocieli się o wplyw y i kasę .Poza tym za każdym z nich stoi klika , która chce zarobić .
                      Ostatnio edytowany przez trendyOrca; 54158.

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Wojciech Wybranowski: Matrix „Gazety Wyborczej
                        By przekonać czytelników, że kontrwywiad wojskowy nie inwigilował opozycji, gazeta w ciągu kilku godzin zaserwowała czytelnikom kilka różnych interpretacji tej samej prokuratorskiej wypowiedzi.

                        Jeśli fakty odsłaniają niekorzystne dla ekipy Donalda Tuska i jego nominatów w państwowych instytucjach to… tym gorzej dla faktów. Takie motto zdaje się przyświecać mediom należącym do spółki Agora w sprawie podejrzenia inwigilacji posłów PiS przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.

                        Wczoraj „Rzeczpospolita” ujawniła, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia inwigilacji posła PiS Tomasza Kaczmarka i jego społecznego asystenta przez wojskowy kontrwywiad. Nasze ustalenia potwierdził prokurator Ireneusz Szeląg, szef WPO, który w rozmowie z „Rz” przytoczonej na naszych łamach. powiedział wprost- Jest uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

                        Tym tropem poszła wczoraj „GW”. Nomen omen dopiero po tym jak nie udało się jej „przykryć” poważnej sprawy podejrzenia inwigilacji opozycji materiałem na temat rzekomo tragicznego losu rzekomej ofiary działań posła Kaczmarka.

                        I tak wczoraj w południe dziennikarz „GW” Wojciech Czuchnowski w artykule „Iskrzy na linii prokuratura wojskowa- SKW” informował o dość bulwersujących działaniach, jakie podjął wojskowy kontrwywiad po naszej publikacji.

                        Dziennikarz „GW” pisał – „Według źródeł „Gazety” w środę od rana trwały negocjacje między prokuraturą a SKW, jak złagodzić wymowę wypowiedzi. Ale Szeląg nie wycofuje się ze swoich słów”. Dalej „gazeta przytacza wypowiedz prokuratora Szeląga, który uzasadnia dlaczego powiedział „Rz” to co powiedział. To fragment tekstu z ostatnią aktualizacją wczoraj o godzinie 14.25.

                        Posłowie opozycji o czym informowała „Rz” uznali, że może to wskazywać na próbę nacisków kierownictwa SKW na prokuraturę. Zapowiedzieli też, że w tej sprawie złożą kolejne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

                        Ale jeszcze wczoraj o godzinie 17.51 ten sam dziennikarz, w materiale zatytułowanym „Pokrzywdzony agent Tomek” łagodził stanowisko. Nie negocjacje, ale rozmowy. I miały one ponoć dotyczyć nie tyle złagodzenia stanowiska, co wytłumaczenia, że to „Rz” jakoby napisała nieprawdę.
                        Prokurator Szeląg jednak kolejny raz podtrzymał swoje stanowisko.
                        Czuchnowski informował więc – Według źródeł „Gazety” w środę od rana trwały rozmowy pomiędzy prokuraturą a SKW, jak wytłumaczyć wymowę wypowiedzi Szeląga. Początkowo brano nawet pod uwagę, że została ona przekręcona przez „Rz”. Ale Szeląg nie wycofuje się ze swoich słów”- napisał dziennikarz i ponownie przytoczył to samo co wcześniej stanowisko prokuratora.

                        Niby można by to uznać za drobną poprawkę redakcyjną, gdyby nie kolejna publikacja. W dniu dzisiejszym, o godzinie 09.12 na portalu gazeta.pl pojawił się jako news kolejny tekst – Pokrzywdzony agent Tomek. Jest śledztwo w sprawie inwigilacji”. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że portal przedstawia jako własny news i własne ustalenia informacje, które wczoraj podała „Rz” a za nami większość innych mediów.

                        Ale nie w tym rzecz. Bo o to nastąpiła radykalna zmiana stanowiska i gazeta.pl poinformowała czytelników, że prokurator Szeląg… wycofuje się ze swoich słów. W trzecim artykule czytamy – „W rozmowie z „GW” Szeląg ze swoich słów się wycofał”. By manipulacja była pełna nie przytoczono już dosłownie wypowiedzi wojskowego prokuratora ( bo stanowczo podtrzymywał w niej swoje stanowisko), ale przedstawiono własną interpretację tego co szef wojskowej prokuratury miał na myśli.
                        „Gazecie” gratuluję traktowania czytelników jak lemingów bojących się popełnić grzech samodzielnego myślenia i niezdolnych do wyciągania wniosków z rażących różnic między kolejnymi publikacjami na temat działań SKW wobec opozycji. I prosimy o jeszcze. Być może w czwartym, piątym i kolejnych artykułach okaże się, że to nie prokuratura, a kontrwywiad, i nie w sprawie podejrzenia inwigilacji opozycji przez SKW a SKW przez agenta Tomka.
                        http://blog.rp.pl/blog/2012/09/20/wo...ety-wyborczej/

                        Komentarz


                        • No to w świetle tego jak się przedstawia prawdopodobieństwo inwigilacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego na przykład i środowisk z nim związanych . Wydaje się , ze wszyscy w Polsce poddani są nie tylko praniu mózgów ale i POwszechnej inwigilacji . Na wszelki wypadek gdyby głupie myśli zaczęły im krążyć po głowie .
                          Ostatnio edytowany przez trendyOrca; 54158.

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez trendyOrca Zobacz posta
                            No to w świetle tego jak się przedstawia prawdopodobieństwo inwigilacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego na przykład i środowisk z nim związanych . Wydaje się , ze wszyscy w Polsce poddani są nie tylko praniu mózgów ale i POwszechnej inwigilacji . Na wszelki wypadek gdyby głupie myśli zaczęły im krążyć po głowie .
                            Dlatego też coraz lepszym rozwiązaniem problemu jest to, przed czym się powszechnie przestrzegało - atomizacja społeczeństwa. Kiedy ludzie zaczynają się organizować łatwo im podsunąć "doradcę" czy "lidera", Kiedy każdy pozostaje niezależny pozostaje terror - a to zrywa maski z uśmiechniętych mord.

                            W tym kontekście warto po raz kolejny przypomnieć bardzo ważny tekst Witolda Jedlickiego z roku 1962 jak to po śmieci Stalina opcja stalinowska w Polsce "zagdakała" 11 lat terroru i w opinii społecznej wykierowała się na "liberałów" i "reformatorów":

                            http://niniwa2.cba.pl/jedlicki_chamy_i_zydy.htm

                            Po interwencji Chruszczowa na VI Plenum sprawa wydaje się więc jasna. "Żydy" muszą odejść i ustąpić miejsca "Chamom". Wszelki opór wydaje się w tej sytuacji beznadziejny.

                            Ale komuniści tak łatwo z władzy nie rezygnują. Puławianie w sytuacji zdawałoby się beznadziejnej, do walki przystępują, rozgrywają ją z godnym podziwu mistrzostwem i kończą absolutnym zwycięstwem.

                            Ludzie bezpośrednio odpowiedzialni za koszmarny terror policyjny, nieludzki ucisk, wymordowanie setek najlepszych i najwartościowszych ludzi i zniszczenie kultury polskiej, decydują się teraz wyzyskać jako swój podstawowy atut w walce z przeciwnikami... opinię publiczną.

                            Okazja sama się nadarza. Jest nią ów nieszczęsny referat Chruszczowa. Impreza zostaje wyreżyserowana w ten sposób, że nawet kilkuletnie dzieci wpuszcza się na zebrania, na których dowiadują się one szczegółów tortur, wymuszania zeznań, ludobójstwa itp. Na zebraniach tych pojawia się kilku, stale tych samych, stosunkowo mniej skompromitowanych członków grupy: Jerzy Morawski, Władysław Matwin, Leon Kasman, Stefan Staszewski. Jak chłopcy na posyłki krążą oni od fabryki do fabryki i od instytucji do instytucji i wszędzie pokazują, jak ich serce boli. Nie ważne jest zresztą co mówią i jak się zachowują; ważne jest, że w tłum idzie wieść: "Istnieje w kierownictwie partyjnym grupa «Młodych Sekretarzy». To są uczciwi komuniści, którzy szczerze dążą do demokratyzacji. Trzeba im pomóc". Opinię publiczną trudno było zmusić, żeby identyfikowała się z Bermanem, Mincem i Zambrowskim. Rzecz aranżowano więc tak, żeby się zaczęła identyfikować z Morawskim i Matwinem.

                            Grupa ma wciąż w swoim ręku cenzurę, prasę i posłusznych pisarzy. Cenzura i redakcje dostają jak najbardziej liberalne wytyczne i w prasie zaczynają się pojawiać jeden po drugim odważne, reformatorskie, konsekwentnie demokratyczne artykuły, polemiki i felietony Jerzego Putramenta, Adama Schaffa, Stefana Arskiego, Zbigniewa Mitznera, Edmunda Osmańczyka, Henryka Korotyńskiego i wielu innych. Opinia publiczna zaczyna widzieć, że może liczyć na intelektualistów partyjnych. Nawet jeżeli w przeszłości błądzili, to dziś, gdy zrozumieli swoje błędy, odważnie i bez wahań piszą prawdę.

                            Wstrząs jest jednak silny, tym bardziej, że zarówno na zebraniach publicznych, jak i na łamach prasy sytuację szybko wykorzystują jednostki, które przez grupę nie są kontrolowane i które potrafią przemawiać i pisać zręczniej niż ci, którzy robią to na rozkaz. Rozbudzona opinia domaga się przede wszystkim dwóch rzeczy: reform i ukarania winnych. Z pierwszym nie ma kłopotu: Puławianie są teraz najdemokratyczniejsi i najliberalniejsi w świecie. Ale co robić z drugim problemem? Podjęta zostaje decyzja bolesna. Najbardziej znienawidzony i skompromitowany Jakub Berman zostaje poświęcony na ołtarzu sprawy. Dodaje mu się do towarzystwa trzech oficerów Bezpieczeństwa, niezręcznie w ten sposób sugerując, że gdyby ci trzej oficerowie nie nabroili, wszystko byłoby O.K. Opinia jest wyraźnie niezaspokojona. Wobec tego jeszcze paru figurantów (Dworakowski, Świątkowski) idzie w odstawkę. To wszystko jednak mało.

                            Grupa zaczyna rozumieć, że problem odpowiedzialności osobistej musi być rozegrany inaczej, środkami bardziej subtelnymi. Przy pomocy inspiracji, perswazji, aluzji i przede wszystkim plotki, wędrującej kanałami prywatnymi, nieoficjalnymi. W fabrykach, biurach, redakcjach, kawiarniach pojawiają się uczciwi, pełni dobrej woli członkowie partii, którzy zawsze mają czas, wysłuchują skarg, długo i cierpliwie tłumaczą, informują, sugerują. Zniknęli władczy, fanatyczni, nieprzystępni, niedopuszczający do dyskusji biurokraci. Widać, że członkowie Partii to tacy sami ludzie, jak wszyscy inni; widać, że oni też byli ofiarami stalinizmu. Wśród tych sympatycznych członków Partii jest sporo kobiet. Inteligentne, dobrze poinformowane, nie zachowujące żadnego dystansu, gotowe z każdym być na "ty" z łatwością potrafią przekonać swoich rozmówców o słuszności wspólnej sprawy! "
                            From flood into the fire
                            One thousand voices sing
                            We're in this together
                            For whatever fate may bring

                            Komentarz


                            • PO zgłasza projekt dot. mowy nienawiści

                              [...]

                              - My, Polacy uważamy, że jesteśmy narodem tolerancyjnym, (...) uważamy, że jesteśmy krajem, gdzie każdy może czuć się bezpieczny, że szanujemy siebie nawzajem, ale niestety to są nasze marzenia. Życie pokazuje, że potrafimy być nietolerancyjni, okrutni dla siebie nawzajem, dlatego chcemy wprowadzić takie zapisy, które dają ochronę prawną dla osób, które mogą czuć się pokrzywdzone - powiedziała na konferencji prasowej w Sejmie posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska.

                              [...]

                              Mariusz Witczak (PO) wyjaśnił, że proponowana przez jego klub nowelizacja rozszerza katalog tzw. wartości chroniących, które mieszczą się w pojęciu naturalnych i nabytych cech osobistych. PO chce poszerzyć ten katalog o "przekonania" oraz "naturalne cechy osobiste".
                              Artykuł 256. kk w obecnym kształcie stanowi, że "kto nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do lat 2".

                              PO chce zapisać w art. 256, że "kto nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
                              Typowa zagrywka komuchów z PO, bronic dup własnych i dup towarzyszy komuchów. Wedle takiej ustawy o komunie czy PZPR będzie można mówić albo dobrze albo wcale. A i ile innych rzeczy można podpiąć pod takie gówno.

                              A chyba wszyscy pamiętamy co robili kiedy Kaczyńscy byli u władzy.
                              Ostatnio edytowany przez spotter_spotterow; 49956.
                              "bycie narzędziem Rosji nam się opłaca" - Bartłomiej Sienkiewicz, grudzień 2010

                              "Jeśli Andrzej Duda wraz z PiS-em pójdą w stronę ostrego rozliczenia Smoleńska, będziemy mieli w Polsce wojnę domową. Kaczyński zmieni retorykę albo zostanie zmieniony." - Lech Wałęsa, maj 2015

                              Komentarz


                              • Co robili ?

                                Akurat wspomnialem o inwigilacji srodowiska PiSu w kontekscie tzw katastrofy smolenskiej bo czy byla to katastrofa czy nie - kto to wie .

                                Radze od dzis wypowiadac sie o PO w samych superlatywach ,bo za niezgodnosc z ustawa wkrotce bedzie grozilo bezrobocie- w zasadzie jest to juz cicha POlityka , wiec nihil novi , ustawa tylko to zalegalizuje - albo wiezienie .


                                " Jak dobrze mi w tym wiezniu , jak dobrze mi ...... " - coraz bardziej lubie tych , ktorzy w swoim rozumie i nie tylko , glosowali na PO .


                                Najlepszym dziennikarzem w POlsce jest Lis - powtarzac za mna ....najlepszym dziennikarzem w POlsce jest Lis , najlepszym dziennikarzem w POlsce jest Lis , najlepszym dziennikarzem w POlsce jest Lis , najlepszym dziennikarzem w POlsce jest LIs......a najlepszym premierem byl, jest i bedzie Donald Tusk .
                                Ostatnio edytowany przez trendyOrca; 54158.

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X