Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
    Skoro mają spowodować panikę, to czemu PIS dalej jest przedstawiany na niegroźnym stałym poziomie?
    EDIT: Cezary Pazura wydał na siebie wyrok :

    http://www.youtube.com/watch?v=pRcQo...layer_embedded

    Nie wiem ile ma to nagranie , ale jestem w szoku.To już druga jego wypowiedź w tym tonie.

    Komentarz


    • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
      EDIT: Cezary Pazura wydał na siebie wyrok :

      http://www.youtube.com/watch?v=pRcQo...layer_embedded

      Nie wiem ile ma to nagranie , ale jestem w szoku.To już druga jego wypowiedź w tym tonie.
      Troche ten filmik juz ma.
      Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
      - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
      Zapamiętał.

      Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

      Komentarz


      • Kiedyś mówił podobne rzeczy w jakimś programie.
        Nie wiem czy nie u Wojewódzkiej.Pamiętam ,że zatkało prowadzącego.

        Komentarz


        • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
          Skoro mają spowodować panikę, to czemu PIS dalej jest przedstawiany na niegroźnym stałym poziomie?
          Panikę, ale na dwa tygodnie przed wyborami, by sprawa była świeża i emocjonująca. A to da zawsze jakiś większy efekt mobilizacji. Chociaż z drugiej strony czytałem już w ostatniej Polityce, że Tusk powinien się obawiać, bo PiS rośnie w siłę i może wrócić.

          Osobiście tego nie kupuję, ale fajnie by było

          EDIT: Tak, mówił to o Wojewódzkiego. I to bardziej niż w tym filmiku, w którym w sumie bardziej chwali demokracje niż radio, wspominając nawet, że jest kontrowersyjne. U Wojewódzkiego mówił, że radio jest OK i że warto czasem posłuchać.
          "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

          Komentarz


          • Znaczy wiesz, to ,że PO będzie grało złym PIS-em, to w sumie pewne.
            Oni nie mają nic innego do zaoferowania, niż straszenie Kaczyńskim.

            Problemem Peło będzie fakt ,że już dużo osób tego nie kupi.
            Część skreśli PJN , a część SLD.Do tego może też tak być ,że media zaprzyjaźnione poprą lewicę.Wyborcza wreszcie będzie sobą , a reszta zwyczajnie chyba z obawy o stan gospodarki (czyli własną kieszeń)

            To oczywiście gdybanie.Dużo zależy jeszcze od tego co zrobi Schetyna.

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
              Zwracam uwagę na tradycyjne niedoszacowanie PSL w granicach ok. 5% - może nieco wpłynąć na rozkład głosów.
              tylko nie to, mam już dość psl-u, które ze swoimi 5,01% jest koalicjantem z połową teczek...

              pan panie waldku, pan się nie boi...
              Mortui sunt, ut liberi vivamus

              Komentarz


              • A ja znowu zagłosuję na PSL, żeby nie było

                Komentarz


                • http://wpolityce.pl/view/6639/Wazna_...a_siebie_.html

                  Ciekawe fragmenty wywiadu/ankiety.Jest też link do całości.

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
                    http://wpolityce.pl/view/6639/Wazna_...a_siebie_.html

                    Ciekawe fragmenty wywiadu/ankiety.Jest też link do całości.

                    Świetne.

                    Rzadko czyta się ostatnio coś tak celnego.

                    Z jedną rzeczą się niezgodzę:

                    Życie symbolami nie posuwa Polski naprzód. Tak żyła patriotyczna mniejszość w wieku dziewiętnastym, gdy Polski nie było. Ale teraz „trwanie" przy symbolach raczej niż konkretna działalność na rzecz przekonywania wyborców czy rozszerzenia zasięgu patriotycznej polityki mija się z celem.
                    Z tego wywodzą się Legiony, POW, Lwowskie Orlęta.
                    Nic tak dziś nie potrzeba tak jak symboli.
                    Ostatnio edytowany przez RG; [ARG:4 UNDEFINED].

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez Nazgul Zobacz posta
                      Warzecha o propozycji sojuszu polsko-szwedzkiego:

                      http://www.teologiapolityczna.pl/uka...zwedzko-polski
                      Tu trochę inne spojrzenie.

                      http://www.teologiapolityczna.pl/uka...zu-ze-szwedami





                      Informacja przekazana przez IAR, a potem przez Warsztaty Analiz Socjologicznych, jak również tekst Łukasza Warzechy na temat pomysłu szwedzkiej komisji parlamentarnej ds. obrony narodowej, powinny stanowić początek ważnej dyskusji o pozycji Polski w Europie wobec wycofania się Stanów Zjednoczonych z aktywnej polityki na naszym kontynencie.



                      Sytuacja geopolityczna w Europie zaczyna coraz bardziej przypominać koncert mocarstw, który istniał po Kongresie Wiedeńskim. Ma ona wiele zalet, z których największą jest zapewnienie kontynentowi pokoju i względnej stabilności przy założeniu, że ambicje rozgrywających potęg zostają zaspokojone. Przywoływany przez p. Warzechę przykład sprzedaży francuskich okrętów Rosji jest dobrym unaocznieniem obecnie panujących trendów: aspirująca do rangi europejskiego mocarstwa Francja pragnie pokazać pozostałym partnerom zachodnim (a szczególnie nielubianym ostatnio Niemcom) zdolność do prowadzenia polityki podmiotowej i samodzielnej przy posunięciu się do granic odpowiedzialności i lojalności sojuszniczej.

                      Podstawową słabością « koncertu mocarstw » jest pomijanie żywotnych interesów krajów mniejszych i słabszych, wśród których bez najmniejszej wątpliwości znajduje się Polska. Być może to zdanie jest źle sformułowanie: nie tyle pomija się nas, co nasz obecny status materialny nie pozwala nam na postępowanie podobne do tego, którym wykazała się Francja.



                      Nasza upośledzona sytuacja nie wynika z oczywistej nieudolności ani z domniemanej przez wielu złej woli obecnego rządu. Nie mają też na nią większego wpływu gafy i niezręczności, które zdarzają się poszczególnym urzędnikom. Ostatnim niewątpliwym i poważnym aktem działania na szkodę interesów państwa ze strony polskich oficjeli, było zerwanie norwesko-polskiej umowy gazowej przez rząd Leszka Millera. Mam nadzieję, że nadejdzie czas, w którym za ten czyn p. premier Miller poniesie odpowiedzialność karną.

                      Poza tym, polska słabość jest raczej naturalnym efektem zapóźnienia cywilizacyjnego, strukturalnego, gospodarczego i technologicznego, w które wpędziły nasze państwo II wojna światowa oraz lata sowieckiej zależności. Katastrofa smoleńska i śmierć głowy państwa, zainteresowanej dalszym rozwojem podmiotowości polskiej polityki zagranicznej, miała znikomy wpływ na jej możliwości – z chwilą wycofania się USA z naszej koncepcji wschodniej, nastąpił jej całkowity upadek. Obecnie podstawowym wyzwaniem polskiej racji stanu jest wspomnianych zaległości materialnych jak najszybsze nadrobienie.



                      Nie oznacza to jednak, że polityka zagraniczna powinna pozostawać całkowicie poza horyzontem naszego zainteresowania. Istotnym wydarzeniem ostatnich tygodni było zawiązanie się w Londynie Ligi Bałtycko-Nordyckiej skupiającej Wielką Brytanię, Islandię, państwa skandynawskie i bałtyckie. W trakcie trwania obrad kongresu ustalono wzmożoną współpracę gospodarczą, zwłaszcza w dziedzinach strategicznych, takich jak polityka surowcowa. Tworzący się sojusz północny może być przeciwwagą dla współpracy francusko-rosyjskiej i niemiecko-rosyjskiej. Gdyby ta hipoteza miała się potwierdzić, za « spiritus movens » tej przeciwwagi należałoby uznać Wielką Brytanię, zaś podstawowego aktora surowcowego Norwegię.



                      W kontekście tej sytuacji dziwi mnie rodzaj propozycji wystosowanej przez szwedzką komisję parlamentarną. Oczywiście spekulować tylko możemy, na ile jest ona samodzielną inicjatywą szwedzkich « jastrzębi » a na ile jest inspirowana przez tamtejszą dyplomację. Zamiast oferty gospodarczej, zbliżonej do pakietu ustalonego w czasie konferencji londyńskiej, pada propozycja sojuszu obronnego (domyślnie antyrosyjskiego). Skąd moje wątpliwości?



                      Po pierwsze, Szwecja od 200 lat jest krajem neutralnym. Neutralność nie jest efektem jednostronnej decyzji państwa ją deklarującego, lecz stanowi przedmiot uznania zainteresowanych mocarstw. Rosja uznaje ten stan i nic nie wskazuje na to, aby Królestwo Szwecji miało się spodziewać ze strony wschodniego mocarstwa rychłej inwazji dokonanej za pomocą francuskich Mistrali. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie: po co Szwedom sojusz obronny w sytuacji, gdy nie ma na horyzoncie poważnych zagrożeń militarnych?



                      Po drugie, ewentualny sojusz polsko-szwedzki, z oczywistych przyczyn geograficznych, miałby charakter współdziałania morskiego. Polska marynarka wojenna praktycznie nie istnieje. Jaki zatem interes miałaby Szwecja w pozyskaniu takiego sojusznika, który w żadnym wypadku nie byłby zdolny do jakiejkolwiek interwewncji w obronie, tak nam przecież miłej, niepodległości tego kraju? Oczywiście Polska mogłaby wziąć na siebie obowiązek burzliwego rozwoju swoich sił morskich, tyle że koszty szłyby w setki miliardy złotych i całkowicie zmieniałyby obecną (i tak realizowaną w sposób budzący politowanie) koncepcję rozwoju polskiej armii. Możliwe także, że Szwecja zakłada udzielenie nam wsparcia technologicznego, z tym że pozostaje pytanie, czy stać nas aby je skonsumować?



                      Wymieniłem dwie podstawowe przyczyny, które nakazują mi sceptycyzm wobec szwedzkiej propozycji. Rozwiałaby go oferta współpracy gospodarczej w ramach Ligi Bałtycko-Nordyckiej, ze szczególnym uwzględnieniem uczestnictwa Skandynawów w restrukturyzacji polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz wspólnej polityki energetycznej (skoro takowa nie jest możliwa ramach całej Unii). Gdyby Polska otrzymała ze szwedzkiej strony oficjalną propozycję współpracy, byłoby grzechem i głupotą jej natychmiastowe odrzucanie. Trzeba się jednak liczyć z tym, że oczywistym jej efektem byłoby rozgniewanie Rosji, a być może i Niemiec. O ile niezadowolenie Rosji w obecnej sytuacji może nam zaszkodzić tylko jeżeli sami damy się jej sprowokować, o tyle denerwowanie Niemców w przeddzień unijnych negocjacji budżetowych jest krokiem samobójczym. I być może właśnie to jest głównym zamiarem szwedzkiej dyplomacji, a kto wie, czy i nie owego « spiritus movens » Ligi Bałtycko-Nordyckiej, o którym wspomniałem wyżej. W sytuacji, w której Polska zaangażowałaby się politycznie w taką szwedzką inicjatywę, w której nie byłoby nic poza pisemnymi deklaracjami przyjaźni i uściskami dłoni, nie zyskalibyśmy wiele (Szwecja jest doskonale przygotowana do obrony własnego terytorium, ale już niekoniecznie do interwencji zagranicznej), za to moglibyśmy skupić na sobie całe odium ze strony unijnego dyrektoriatu, który bogatym i niepotrzebującym pomocy państwom skandynawskim wielkiej szkody uczynić nie może a nam i owszem.



                      Nie trzeba dodawać, że sama Wielka Brytania jest jednym z głównych orędowników likwidacji unijnej polityki spójności. Nie chciałbym absolutnie robić z siebie dyżurnego anglofoba Teologii Politycznej, ale już nieraz mogliśmy na własnej skórze odczuć skutki złudzeń, jakie polscy politycy wiązali z tym państwem. Osobiście uważam, że, do czasu kolejnej zmiany azymutów polityki amerykańskiej, znacznie większy sens ma rola sojusznika-juniora u boku Niemiec. Wiem, że to niepopularne, bo wiąże się z nią dla nas wiele upokorzeń i status podobny do niezbyt urodziwej a nudnawej żony, która zgadza się na bycie zdradzaną (z Rosją), pozwala natomiast na uzyskanie życiodajnych korzyści finansowych, bez których nasz status dyplomatyczny nie ulegnie zwiększeniu, choćby rządzili nami najwspanialsi i najpobożniejsi patrioci wspierani przez całą potęgę Królestwa Szwecji. Ostatnie doświadczenia Grecji pokazują, że w chwili obecnej jedyną okazją, w której niepodległość członka UE może być naprawdę zagrożona, jest katastrofa finansów publicznych. Polska stoi przed alternatywą zaprzestania rozwoju infrastruktury, albo powiększania deficytu budżetowego. Unijne środki stanowią częściowe remedium na ten nieciekawy stan rzeczy. Módlmy się, aby kolejna perspektywa budżetowa nie tego nie zmieniła.



                      Ze Szwedami zatem negocjujmy (jeżeli będzie o czym), ale ostrożnie i na polach dla nas dogodnych. Starajmy się wkomponować ewentualną współpracę w szersze porozumienie i naciskajmy na aspekt gospodarczy. Podstawą polskiego bezpieczeństwa musi pozostać członkostwo w NATO, konsekwentnie rozwijana siła odstraszania polskiej armii oraz pozytywne (a co ważniejsze – szczere, a to wcale nie jest proste) ułożenie stosunków z zachodnim sąsiadem. Zgadzam się z tymi, którzy powątpiewają w aktualność natowskich gwarancji, ale nie jest w naszym interesie celowanie w wystawianiu ich na próbę. Nasza możliwość oddziaływania na procesy geopolityczne w Europie jest i pozostanie bardzo ograniczona, ale też nie zagraża nam teraz żadna katastrofa wojenna. Paradoksalnie, realne działania na rzecz naszego bezpieczeństwa zewnętrznego możemy wykonać w znacznie większej mierze wewnątrz kraju, niż w polityce zagranicznej.



                      Łukasz Maślanka

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
                        Widzę, że Ty też w klimatach przeproście i spierdalajcie, sikanie do mleka, komoruski...
                        Druga inicjatywa, po obcięciu subwencji, która ewidentnie jest ciosem głównie w PiS
                        Nie widzę najmniejszego powodu dlaczego partie nie mogą się tak reklamować, ich pieniądze ich sprawa. Jedni wolą ulotki, inni spotkania, inni spoty.

                        Rozumiem, że jeśli przyjąłem określenie "Między Kuchnią a Salonem"("PJN" wszakże im się nie należy) to od razu jestem od tych "Komoruski" itd? Dobrze wiedzieć

                        Pasowało to ewidentnie do waszej wcześniejszej dyskusji z Foxx'em i, na twoją niekorzyść, ewidentnie wpasowało się w układanke Foxxa. Co ja na to poradzę?

                        Edit jeszcze parę zdań:
                        I dlaczego w tak pozornie nieistotnej bzdurze wykazują inicjatywę? Odczuwam wrażenie, że nowy twór Kluzik and co ma problem co zrobić, żeby wejść do parlamentu i próbują na siłę coś wymyślić, żeby usłyszeć poklask w TV co mogłoby choć trochę polepszyć ich sytuację. Nie bronię im tego, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że te pomysły szkodzą w środowisko, które aktualnie popieram. Żadni z nich kolaboranci, co najwyżej pożyteczni idioci.
                        Ostatnio edytowany przez Peace; [ARG:4 UNDEFINED].

                        Komentarz


                        • Ciekawe podsumowanie wywiadu z tym idiotą Olbrychskim :

                          http://www.wpolityce.pl/view/6638/_W..._elitami_.html

                          Nazgul : Tu masz troszku w temacie, który Cie interesuje.Głównie chodzi o zbrojenie się Rosji.

                          http://niepoprawni.pl/blog/1489/mist...a-sie-rozbraja
                          Ostatnio edytowany przez karakan; [ARG:4 UNDEFINED].

                          Komentarz


                          • Fragmenty ciekawego wywiadu:

                            Zamieszczone przez J. Kaczyński dla Onetu
                            (...) - Część społeczeństwa może się przez pana poczuć oszukana po kampanii wyborczej?

                            - Nie ma zasadniczej różnicy między mną z czasów kampanii prezydenckiej, a dzisiaj. Mówiłem to samo. Przecież ja już w kampanii mówiłem o chłopcach, którzy bawili się zapałkami i podpalili dom, mając oczywiście na myśli Tuska i jego towarzystwo. Wtedy nie dopowiadałem, a po kampanii dopowiedziałem do końca...

                            - …i PiS stał się partią jednego tematu.

                            - Jest całkowitą nieprawdą mówienie, że PiS jest zafiksowane tylko na jednej sprawie. W ciągu tego czasu złożyliśmy 65 ustaw dotyczących całego spektrum spraw - od gospodarczych przez służbę zdrowia do spraw społecznych. Sprawa smoleńska jest niezwykle ważna i należy się nią zajmować, bo dotyczy także diagnozy stanu państwa, ale nie jest to jedyna sprawa, którą się zajmujemy. Domaganie się ode mnie, żebym nie uczestniczył w comiesięcznych spotkaniach pod Pałacem Prezydenckim jest co najmniej niestosowne. Przecież zginął mój brat bliźniak. Wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej to także kwestia lojalności względem moich bliskich. Ci, którzy żądają, żebym nie zajmował się tym tematem, nie brał udziału w comiesięcznych spotkaniach i zarzucają mi, że zajmuję się tylko sprawą smoleńską, są z jakiegoś odległego plemienia.

                            - Po rocznicy katastrofy smoleńskiej marsze z pochodniami każdego dziesiątego miesiąca będą kontynuowane?

                            - To nie są żadne marsze z pochodniami tylko spotkania mające charakter procesji. Ja jestem tam jako Jarosław Kaczyński, nie jako polityk. Mam nadzieję, że będą kontynuowane. Nie ja jestem ich organizatorem, ale myślę, że będą się odbywały co miesiąc i zamierzam w nich uczestniczyć.

                            - Może rację mają ci, którzy mówią, że w kampanii pokazał pan inną twarz, bo był pan - jak sam przyznał - na proszkach?

                            - Ale czy w trakcie naszej rozmowy jestem niespokojny? Czy na co dzień jestem agresywny? Nie i zapewniam pana, że nie jestem na środkach. Przyznałem się w jednym z wywiadów, że na początku - po tym, gdy się dowiedziałem o śmierci brata - brałem środki uspokajające. Powiedziałem o tym, bo chciałem być uczciwy. Wykorzystano moją uczciwość i rozdmuchano to do niebotycznych rozmiarów. Przecież musiałem się zajmować moją chorą mamą. Walczyłem o jej życie i nie mogłem jej powiedzieć o śmierci brata. Jestem człowiekiem i nie jestem ze stali, a musiałem funkcjonować bardzo intensywnie. Stąd te leki, o których wspomniałem, a które nie wpłynęły na mnie w zasadniczy sposób. W trakcie kampanii wyborczej nie byłem w pełni formy i na pewno wyglądałaby ona zupełnie inaczej, gdybym nie został tak tragicznie doświadczony. Powiedziałem prawdę, która została wykorzystana przeciwko mnie.

                            - Pańska kampania prezydencka wyglądałaby inaczej, gdyby był pan wtedy w formie?

                            - Przypomnę jedną rzecz: niedawno było dwudniowe posiedzenie Sejmu, a trzeciego dnia sejmowych obrad nie było, bo klub PO zaplanował spotkanie w Kazimierzu. Marszałek skrócił posiedzenie Sejmu ze względu na potrzeby PO i mam nadzieję, że zrobi to również wtedy, kiedy my go o to poprosimy. Przypomnę o tym, że przed katastrofą smoleńską poprosiliśmy marszałka Komorowskiego, żeby nie skracał posiedzenia Sejmu, tylko żeby przeniósł głosowanie na wieczór dnia poprzedniego, by pewna grupa naszych posłów mogła pojechać na uroczystości do Katynia pociągiem. Komorowski odmówił. Nie dał żadnej odpowiedzi i głosowanie się odbyło. W związku z tym trzy osoby poleciały samolotem do Smoleńska i dzisiaj nie żyją. Gdyby marszałek Komorowski nie był taki małostkowy – bo marszałkowanie Komorowskiego było strasznie małostkowe, w czym Schetyna szczęśliwie jest od niego dużo lepszy - to te trzy osoby by dzisiaj żyły. Co najmniej trzy. Gdyby nie Komorowski, to żyłaby dzisiaj Grażyna Gęsicka, która nigdy nie zasłużyła na wypowiedzi, że się prostytuuje, od których to wypowiedzi Palikota Komorowski nigdy się nie odciął i nie przeprosił. Mówił, że "kobieta w polityce podlega dokładnie takim samym regułom jak mężczyzna, choćby w imię równości płci". Uważał, że Palikota spotkała kara nie za to sformułowanie, tylko dlatego, że "nie wykonywał dyspozycji kierownictwa partii", które oczekiwało od niego zmiany języka politycznego. To jasna, prosta dyspozycja i za to powinien być ukarany, nie za konkretne sformułowania.

                            - Przecież politycy PO zareagowali oburzeniem, Donald Tusk przeprosił posłankę PiS, a Palikot został ukarany za swoją haniebną wypowiedź.

                            - Bronisław Komorowski powiedział, że taka jest cena polityki, bronił Palikota za tę wypowiedź i nigdy nie przeprosił. Janusz Palikot był najważniejszą osobą jego kampanii w prawyborach PO i Komorowski nazywał go wtedy przyjacielem. Ola Natali-Świat i Stanisław Zając też chcieli jechać pociągiem. Prawdopodobnie jeszcze dwie osoby chciały jechać pociągiem, czyli razem pięć osób, a trzy na pewno mogłyby dzisiaj żyć, gdyby marszałek Komorowski nie był tak małostkowy. Chodziło o uroczystości katyńskie, więc przeniesienie głosowania nie powinno było być problemem.

                            - Panie prezesie, nie przesadza pan? Nie może pan obwiniać za śmierć tych osób Bronisława Komorowskiego.

                            - Gdyby Komorowski nie był małostkowy, to co najmniej trzy osoby by dzisiaj żyły. Nie twierdzę, że Komorowski działał intencjonalnie, ale jego małostkowość i chorobliwie wrogie zachowanie względem PiS skończyło się w ten sposób. Mogłem w trakcie kampanii o tym mówić, bo mamy na to dowody, dokumenty, ale nie zrobiłem tego. Nie robiłem też tego po kampanii, a odniosłem się do tej sprawy teraz, żeby pokazać, że dla PO skraca się posiedzenie Sejmu, a dla uczczenia 70. rocznicy mordu katyńskiego nie. Nie wiem, czy to by coś zmieniło, czy to by polepszyło wynik wyborów – pewnie to by pogorszyło mój wynik, ale społeczeństwo powinno wiedzieć, kogo wybiera na prezydenta. O takim człowieku powinno się mieć pełną wiedzę. Demokracja to system, w którym każdy ma pełną, taką samą wiedzę, by najlepiej wybrać. Donald Tusk dwa tygodnie przed wyborami znał zapisy z wieży na lotnisku w Smoleńsku, ale nie pokazał ich Polakom, bo chciał wygrać wybory prezydenckie.

                            - Gdyby pan był w lepszej kondycji, to powiedziałby pan dużo więcej o Komorowskim w trakcie kampanii wyborczej?

                            - Na pewno tak, ale nie chcę już tego kontynuować. Wracając do tematu, jeśli ktoś liczył, że PiS nie będzie się intensywnie zajmować sprawą smoleńską, to się przeliczył. Katastrofa smoleńska skompromitowała III RP i ci wszyscy, którzy jej bronią jako państwa swojego interesu, będą nas atakowali, mimo iż wiedzą, że ich działanie nie ma z prawdą nic wspólnego.

                            - Niech PiS i każdy, kto szczerze i uczciwie uważa, że może pomóc w wyjaśnieniu tej sprawy zajmuje się tematyką katastrofy, ale wypowiedzi o Polsce jako kondominium, prezydencie, który został wybrany przez nieporozumienie, podważanie jego wiary katolickiej i intelektu niczemu nie pomagają.

                            - Sądzę, że dziennikarze powinni uważnie czytać tekst, a nie tylko skróty dokonane w sposób intencjonalny. Dokładnie tak, jak mówię teraz panu, powiedziałem w pierwszej wypowiedzi. Mówiąc o wyborze Komorowskiego przez nieporozumienie, powiedziałem tylko tyle, że Komorowski jest przedstawicielem skrajnie lewego skrzydła PO i wiele osób o tym nie wiedziało, więc te osoby, które wybierały go z pozycji konserwatywnej były w błędzie. Polacy nie mieli pełni wiedzy, a to podstawa demokracji. Z tego jasno wynika, że Komorowski został przez osoby o poglądach konserwatywnych wybrany przez nieporozumienie. Tylko to miałem na myśli. Czy tego nie wolno powiedzieć? To prawda polityczno-socjologiczna. Każdy, kto prześledzi ostatnie 10 lat politycznego życia pana Komorowskiego, stwierdzi, że jest to człowiek o poglądach lewicowych. Dzisiaj chociażby zatrudnia Tomasza Nałęcza, który nie tak dawno temu miał przemówienie na XV plenum KC PZPR. Ci, którzy myśleli, że głosują na Komorowskiego jako na konserwatystę byli w błędzie. Nie rozumiem, dlaczego moja wypowiedź ma być uważana za skandaliczną. Z nas dwóch politykiem bardziej konserwatywnym jestem ja, a nie on.

                            - Specyficzny punkt widzenia, tylko nie wiem, czy wiarygodny i czy tłumaczenie nie jest spóźnione. A dlaczego powiedział pan, że w Polsce jest "kondominium rosyjsko-niemieckie"?

                            - W polityce używa się czasami przerysowań. W Polsce gigantyczne wpływy mają lobby rosyjsko–niemieckie i gdybym ja był premierem, to ich wpływy byłyby systematycznie, przy wszystkich dopuszczalnych prawem metodach, ograniczane. Niemcy potrafią dbać o swoje interesy, Rosjanie potrafią dbać o swoje. Polska też musi zadbać o swoje.

                            - Gdzie dostrzega pan te gigantyczne wpływy lobby rosyjsko–niemieckiego?

                            Nie widzę ich ograniczania, a dostrzegam ich wzmacnianie. W relacjach z Niemcami nie uzyskujemy nic, czego przykładem jest Nord Stream, ale stwarzamy wrażenie, że jest świetnie i wszystko akceptujemy. W relacjach z Rosją dostajemy po twarzy, czego kolejnym aktem jest orzeczenie rosyjskiego Sądu Najwyższego, który oddalił skargę ws. zbrodni katyńskiej, a polski rząd udaje, że deszcz pada. Mówię o tym, co widać, o oddziaływaniach medialnych i zajmowaniu stanowiska wielu osób w mediach zawsze po stronie tych państw, co często jest w sprzeczności z interesem Polski. Działanie lobby jest na całym świecie czymś normalnym, ale są granice oddziaływania i działania przeciwko interesom państwa. Rząd polski powinien ograniczać lobby rosyjsko-niemieckie w Polsce, a na pewno nie powinien działać pod ich dyktando. Gdybym powiedział to w formie mniej zdecydowanej, to nikt by tego nie zauważył, a tak od razu były komentarze, konferencje. Uderzyłem w stół, a nożyce same się odezwały. Niemcy w swoim raporcie Urzędu Ochrony Konstytucji zwracają uwagę na działanie wywiadu rosyjskiego na ich terenie i zalecają przeciwdziałanie i państwo to robi. W Polsce powiedzenie tego wywołuje wściekły atak.

                            - Nie wyjaśnił pan, jak to jest, że najpierw gratuluje pan Komorowskiemu zwycięstwa, podpisujecie wspólnie Konstytucje RP z waszymi hasłami wyborczymi "Polska jest najważniejsza" i "Zgoda buduje", po czym mówi, że nie poda nowo wybranemu prezydentowi ręki i oskarża go o moralną i polityczną odpowiedzialność za katastrofę smoleńską?

                            - Gratulacje to element grzecznościowy.

                            - Jeśli jest pan tak dobrze wychowany, to dlaczego później odmawia pan podania ręki prezydentowi RP i stwierdza, że prezydent Komorowski nie jest dla pana partnerem do rozmów?

                            - Jeśli pan myśli, że w świecie ludzi dobrze wychowanych wszystkim podaje się rękę, to pan się myli...

                            - Dlaczego znowu atakuje pan ludzi? Zaatakował pan dziennikarkę TVN 24, a wcześniej rzucił oskarżenia pod adresem ekspertów wypowiadających się na temat katastrofy smoleńskiej? Wciąż pan wierzy w łże-elity?

                            - Jak zobaczę, że dziennikarze mają zbiór obraźliwych wypowiedzi Tuska i w każdym wywiadzie będą go pytać, kiedy przeprosi, to wtedy też będę o tym mówił...

                            - To odsyłam do mojego wywiadu z Donaldem Tuskiem i politykami PO.

                            - Na kongresie w Krakowie wszystkich tych, którzy nie kłamią, a poczuli się urażeni tym sformułowaniem, przeprosiłem i uważam sprawę za zamkniętą.

                            - A wracając do niepodawania ręki Bronisławowi Komorowskiemu...

                            - Pewnym osobom ręki się nie podaje. Jeden z powodów wymieniłem wcześniej. Komorowski lubi się obnosić ze swoim pochodzeniem i tak się składa, że znałem ojca pana Komorowskiego, z którym krótko pracowałem, a nawet bywałem na jego seminariach w Zakładzie Badań nad Szkolnictwem Wyższym. Byłem wtedy bardzo młodym człowiekiem, bo miałem 22 lata, a ojciec pana Komorowskiego nie był wtedy jeszcze profesorem, a docentem. Był człowiekiem kulturalnym, dobrze ułożonym, sympatycznym, a Komorowski takich cech nie ma. Komorowski lubi eksponować, że wywodzi się z pewnego typu świata – o czym według mnie nie powinno się dużo mówić - ale cech tego środowiska nie ma.

                            - Gen. Jaruzelskiemu podał pan rękę, a Komorowskiemu nie chce pan podać?

                            - Komorowskiemu brakuje dobrego wychowania. Zachowuje się w sposób małostkowy i kiedy nie muszę, to już mu ręki podawać nie będę.

                            - Jak pan ocenia prezydenturę Bronisława Komorowskiego?

                            - Natężenie gaf i angażowanie się w beznadzieje projekty, jak ocieplenie stosunków z Rosją – które w obecnym wydaniu jest beznadziejne i szkodliwe dla Polski - składa się na ocenę wyraźnie negatywną.

                            - Nie zamierza pan powtórnie uczestniczyć w pracach RBN?

                            - Nie, bo po uczestnictwie w spotkaniach RBN organizowanych przez Komorowskiego zobaczyłem jak mało z tych spotkań wynika. Generał Wojciech Jaruzelski jako doradca ds. stosunków polsko-rosyjskich to nie mój pomysł na politykę.

                            - Mógłby pan mieć większy wpływ na niektóre decyzje i podpowiadać pomysły uczestnicząc w posiedzeniach RBN.

                            - To fikcja. Wpływu na nic bym tam nie miał. Zapewniam pana, że Grzegorz Napieralski, który tam chodzi, na nic wpływu nie ma. Na tych spotkaniach nie ma nic ciekawego, a ja nie będę uwiarygadniał swoją obecnością tak niewiarygodnej instytucji, jaką stała się RBN pod przewodnictwem Komorowskiego.

                            - Powiedział pan, że Komorowski nie jest dla pana partnerem do rozmowy. W takim razie jeśli urzędujący prezydent nie jest takim partnerem, to kto nim jest?

                            - Dostrzegam wielu interesujących partnerów do dyskusji w polityce, ale zdecydowanie większość z nich jest po naszej stronie.

                            - Donald Tusk też nie jest dla pana partnerem do rozmowy?

                            - Tusk moralnie i politycznie odpowiada za katastrofę smoleńską. Czy w sferze prawa karnego, jeśli chodzi o niedopełnienie obowiązków, to się jeszcze okaże. Wymiar sprawiedliwości powinien sprawdzić, czy urzędujący premier nie dopełnił obowiązków. W normalnie funkcjonującej demokracji Tuska już by nie było w polityce. Podałby się do dymisji i musiałby przestać być posłem, a on zamiast to zrobić zaczął zwalczać opozycję. Chciałbym, żebyśmy mieli taką odpowiedzialność w demokracji jak w USA, gdzie gdy złapano żonatego polityka z inną kobietą, to politycznie było już po nim. Nie ma demokracji bez odpowiedzialności.

                            - Uważa pan, że po katastrofie smoleńskiej rząd Tuska powinien podać się natychmiast do dymisji?

                            - Nie natychmiast, ale po załatwieniu kilku niezbędnych rzeczy, jego własna partia powinna zmusić rząd Tuska do dymisji.

                            - Po 10 kwietnia 2010 r. powinny były zostać rozpisane nowe wybory?

                            - Tego nie mówię, ale ekipa Tuska powinna zostać wymieniona, a jego koledzy z PO powinni mu powiedzieć: "Przepraszamy cię bardzo, ale jesteś obciążeniem i powinieneś odejść".

                            - Dlaczego po 10 kwietnia czy w trakcie wyborów prezydenckich nie wzywaliście rządu Tuska do ustąpienia? Dlaczego wtedy nie pojawiały się słowa o zdradzie, hańbie, zaprzaństwie, a mówicie o tym dzisiaj, na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi?

                            - Wtedy nie wszystko wiedzieliśmy. Ja po 10 kwietnia byłem w takim stanie, że nie myślałem o tym.

                            - Ale był maj, czerwiec, lipiec i dlaczego wtedy politycy PiS nie działali z takim zdecydowaniem jak dzisiaj?

                            - Bo grupa polityków, których już nie ma w PiS, a która wtedy przejęła sztab w partii, uznała, że tego nie należy robić i ja się do tego błędu przychyliłem.

                            Koniec części pierwszej.

                            Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz
                            http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-on...wiadomosc.html
                            My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
                              Podobno polscy turyści organizują wycieczki , bo oglądać zamieszki w dużych miastach Egiptu

                              Jesteśmy specyficznym narodem
                              Zawsze to jakaś nowa atrakcja, a nie tylko piramidy i piramidy...

                              Komentarz


                              • Pytania reżimowych dziennikarzy

                                Sam sposób w jaki je zadają i ich wydźwięk mocno naprowadza leminga kto jest kim w tej zabawie.Te niekontynuowanie niewygodnych wątków i naciskanie na jakąś wydumaną teze, jest tak banalnie widoczne ,że aż żałosne.

                                EDIT:
                                Ponad dziesięcioro młodych posłów PO chce przejść do PJN. Posłowie na razie nie chcą publicznie podać swoich nazwisk. Według informacji Radia ZET powodem secesji jest to, iż młodzi politycy mogą nie dostać dobrych miejsc na tworzonych listach wyborczych.

                                Nie można wykluczyć, że posłowie chcą tylko postraszyć kolegów i zobaczyć reakcję Donalda Tuska. Według informacji "Radia ZET" wśród młodych posłów, którzy są w sejmie pierwszą kadencję utrzymuje się wrzenie. Mają poczucie, że choć nie są pupilkami mediów, ciężko pracowali w parlamencie, a tymczasem w regionach szefowie PO chcą zepchnąć ich na dalsze miejsca na listach. A często wypadniecie po za pierwszą piątkę oznacza z automatu przegraną. Największe konflikty mają dotyczyć między innymi Krakowa, Wrocławia i Torunia.

                                Elżbieta Jakubiak z PJN potwierdza Radiu ZET: "Jest grupa która dotąd życzliwie się nam przyglądała i jakieś rozmowy zawsze się z nimi toczyły. Są dla nas atrakcyjni, bo to są pracowici posłowie, widoczni w komisjach. Te rozmowy toczyły się od kilku miesięcy. W PO Tusk tworzy swoją listę platformy a Schetyna swoją i dla niektórych te listy się wykluczają."

                                W istnienie buntowniczych nastrojów w klubie PO nie wierzy poseł Andrzej Halicki. - Oczywiście to nie jest tak, że wszyscy parlamentarzyści muszą być zadowoleni bo każdy chciałby być gdzieś wyżej. Nie ma jednak powodu do niepokoju, że ktoś nie zostanie uwzględniony. Duży klub ale mamy miejsce dla wszystkich - twierdzi. Halicki tłumaczy, że rzeczywiście do wtorku przewodniczący regionów mają przedstawić zarządowi krajowemu nazwiska tak zwanych lokomotyw list, ale całe listy będą znane dopiero późna wiosną kiedy przedstawią je rady regionów.
                                Taki news z wp.pl
                                Ostatnio edytowany przez karakan; [ARG:4 UNDEFINED].

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X