Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez hmB. Zobacz posta
    Pozdrowienia dla "wybranych studentów"
    Nie drwij.

    Po spotkaniu fotka z bohaterem i krótka pogawędka!

    Komentarz


    • Jako absolwent Akademii muszę zwrócić uwagę na jednostronne przedstawianie tego faktu w mediach.

      Po 1sze spotkanie zostało odwołane.
      Po 2gie zostało odwołane z powodu nacisków studentów Akademii.
      Po 3cie wybór padł na Jaruzelskiego w związku z wynikami ankiety na stronie internetowej - co jak sami najlepiej wiecie jest g.... imitacją oddawania wyboru w "ręce ludu".
      Polecam odwiedzenie strony studenciaon kropka peel i przejrzenie komentarzy pod dwoma artykułami o spotkaniu i książce Jaruzelskiego.

      Przypominam że wcześniejszymi gośćmi spotkań byli chociażby ś.p. Szczygło i Stasiak.
      Zaproszenie otrzymał również prof. Kieżun, niestety ze względów zdrowotnych nie mógł przybyć na spotkanie.

      Studentów na Akademii jest chyba ok 2tys. więc proszę aby nie wrzucać wszystkich do jednego worka.
      "Otóż chamem nie jestem i znajomych w Łodzi nie mam"

      Komentarz


      • wfh85 : Wyluzuj

        http://forum.legialive.pl/showpost.p...ostcount=23422

        My o tym.

        Komentarz


        • Może faktycznie przesadziłem, ale spowodowane to jest ogólnym obrazem tej sytuacji przedstawianym w mediach i na wielu forach. Było wiele akcji przeprowadzonych przez studentów Akademii jak chociażby regularna pomoc dla polskich szkół na Litwie a przebicie ma jedynie informacja o tym że studenci zaprosili spawacza.

          Pozdrawiam i życzę spokojnych...
          "Otóż chamem nie jestem i znajomych w Łodzi nie mam"

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
            Znam, czytałem, no i co? Nie rózni się to specjalnie od sposobu opisywania tego, co się działo w partii, do której klubu należał, gdy jeszcze należał.
            Raczysz żartować.
            Wystarczy porównac w jaki sposób zwracał się do Kaczyńskiego w swoim słynnym liście, a w jaki komentuje tu Tuska.

            A tak po za tym to Wesołych Świąt wszystkim.

            Komentarz


            • Zamieszczone przez wfh85 Zobacz posta
              Może faktycznie przesadziłem, ale spowodowane to jest ogólnym obrazem tej sytuacji przedstawianym w mediach i na wielu forach. Było wiele akcji przeprowadzonych przez studentów Akademii jak chociażby regularna pomoc dla polskich szkół na Litwie a przebicie ma jedynie informacja o tym że studenci zaprosili spawacza.

              Pozdrawiam i życzę spokojnych...
              Z tego co wiem nie studenci, a władze Akademii...

              Dla studentów szacunek.
              From flood into the fire
              One thousand voices sing
              We're in this together
              For whatever fate may bring

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
                Wcale się nie maskują. Wymieniane przeze mnie fakty miały miejsce i koniec. A teraz jako koncesjonowana opozycja mogą robić to, co UW za rządów SLD-PSL w ich pierwszej kadencji. I to robią.
                Coraz częściej wymieniane przez Slybootsa i przeze mnie fakty również. Nie przekonamy się. "Koniec, kropka.".


                Zamieszczone przez Foxx
                A ja znam info, że brali udział w konsultacjach z PO, PSL i SLD, zanim rząd się określił w kwestii intencji dot. terminu wprowadzania Euro (czego nie zrobił do dzisiaj), a Komorowski uzasadnił, po co w takiej sytuacji w ogóle taki projekt chce złozyć w Sejmie. Biorąc udział w tych rozmowach, zasygnalizowali rządzącym, że potencjalnie mogą tworzyć z nimi większość potrzebną do zmiany konstytucji. Kropka.
                To jest poważny zarzut? Bo nie wiem czy mam poważnie odpowiadać, no ale niech będzie. I co w tym złego, że zasygnalizowali rządowi, że 'może kiedyś, bez pośpiechu, będziemy za'? To jest 'wejście' w system składający się z zagrań od Jaruzelskiego w RBN, poprzez oddanie śledztwa czerwonym aż po Sobiesiaka? Zapewne...

                Ostatni raz. W sprawie euro zachowali się najsensowniej jak się dało. Oczywiście zgodnie z tym co pisałem sprawa umarła po 2-3 dniach i nikt już o niej nie pamięta. Najważniejsze, że prawdopodobnie nie wkurzyli nikogo ze swoich potencjalnych wyborców - czego przykład widzimy nawet na forum - sierota po JKM pisze, że jest ok, sierota po PiS pisze, że jest ok.

                A to, że PiS ma metodę nie rozmawiania z nikim i nigdzie, nie brania udziału w żadnych konsultacjach to problem PiSu. Wybrali sobie taką taktykę to ich sprawa. Ale to nie znaczy, że jest to podręcznikowe wyjście normalności. Zwłaszcza w sytuacji, gdy Błaszczak idzie jednak na konsultacje z Komorowskim (co jest pewną niekonsekwencją, bo Jarek nie chodzi na RBN - i słusznie), a PiSowi zdarza się głosować w sprawach systemowych (media) i instytucjonalnych (CBA) ramię w ramię z SLD i PO.


                Zamieszczone przez Foxx
                Można wymagać, by politycy funkcjonujący na scenie od lat, w pierwszym dniu zaprezentowali np. 10 punktów, które uważają za najistotniejsze w bieżącej polityce. Realnie zaprezentowali jeden - subwencje. Reszta doszła, gdy podniosły się głosy, że programowo są - delikatnie rzecz biorąc - mało spójni (od "kawiorowej lewicy" - Kluzik - po "taliban" - Libicki junior). Zamiast więc w mediach głównego nurtu uprawiać magiel, zaczęły się merytoryczne wypowiedzi (własnie po ok. dwóch tygodniach). Pozytywnym wyjątkiem (pod każdym względem w tym towarzystwie) jest Kowal, który jako jedyny od początku zachowuje się jak profesjonalny polityk.
                Ze wszystkim poza wyboldowanym się zgadzam. Jak rozumiem 'kawiorowa lewica' (ciekawe czyja to narracja ) i 'taliban' dotyczą kwestii światopoglądowych. I tutaj znowu plus dla PJN. Uznali, że każdy będzie te sprawy rozwiązywał we własnym sumieniu. Jest to jedyne sensowne rozwiązanie.


                Zamieszczone przez Foxx
                Skąd znasz "poglądy" córki, która nie była przy identyfikacji?
                Po czynach ich poznacie. Tutaj mamy brak wniosku o ekshumację i 2-3 dniowe tłumaczenia 'o co tak naprawdę Jarkowi chodziło' ustami jej pełnomocnika i męża. Nie wykluczam, że również w wywiadzie w którym (jakżeby inaczej) jedzie PJNowi również tłumaczyła 'co naprawdę Jarek miał na myśli'.


                Zamieszczone przez Foxx
                Pewnie nikt nigdy nie kłamał, zwłaszcza w polityce. Ale raczej ani razu zapytany wprost nie wypierał się czegoś, co zrobił. Natomiast często zmieniał pogląd, w zależnosci od zmiany kontekstu - np. by był premierem za prezydentury swojego brata.
                Smutno mi. Widocznie tylko ja pamiętam obietnice i deklaracje, że już nigdy nie będzie ślubów z SO i że po porażce wyborczej zrezygnuje się z bycia prezesem partii.

                Zamieszczone przez Foxx
                W sensie świadomej gry na rozwałkę od wewnątrz i de facto zdrady? (nie ujawnienie intencji przejścia do PJN przez samorządowców startujących z list PiS). Oczywiście, że nie. Popełnia błedy, jak każdy, ale na szczęście trudno mu zarzucić coś podobnego.
                Między nami jak widać istnieje spór ideologiczny czy prawdopodobne granie na rozwałkę swojej partii po dostaniu od partii kopa w dupę jest gorsze od nieświadomego rozwalania swojej partii i skazywania jej na 'największą, nie mającą nic do powiedzenia opozycje w historii'. Moim zdaniem nie jest.


                Zamieszczone przez Foxx
                Tyle, że Ty wrzucasz jako "obronę" każdy brak zgody na narracje... TVN, Gazietki, czy PO w ocenie tego, co on robi. Tymczasem wystarczy choćby porównać moje komentarze do kwestii listu Camerona oraz wątpliwości związanych z identyfikacją, by bez trudu zauważyć, że zależnie od meritum podejście jest różne - inaczej, niż u krytyków. Ich komentarze mają stajla, który nie różni się niczym specjalnym od piknikowego.
                Problemem tego cytatu jest generalizowanie i upraszczanie. Zaraziłeś się? Tak się składa, że stoję murem za praktycznie wszystkimi wypowiedziami Jarka w kwestii polskiej polityki zagranicznej. Ostatnio chwaliłem go tutaj na forum w rozmowie z Karakanem za odpowiednie podsumowanie sensowności wizyty Medwiediewa.

                Podejście jest różne również u mnie. Jeżeli porównanie do piknika i sugestia że widzisz w krytyku człowieka ogarniętego chęcią całkowitego zniszczenia Jarosława i krytykowania go za wszystko zawsze i wszędzie, jest skierowana personalnie do mnie to... nie mój problem i spora pomyłka.


                Zamieszczone przez Foxx
                właśnie zaprezentowałeś skuteczność Kaczyńskiego. W aktualnej sytuacji utrzymuje elektorat na stabilnym poziomie. Szkoda, że nawet nie próbujesz już nie tylko odpowiedzieć na pytanie "dlaczego", ale nawet go zadać
                Bo tak się składa, że wszystkie 4 partię utrzymują swój elektorat na stabilnym poziomie. I skompromitowane SLD i skompromitowana PO i PiS i buraczany PSL. Gdybym pochwalił za to Jarka musiałbym pochwalić wszystkich liderów 4 największych partii.

                Nie zadaję pytania dlaczego i nie próbuję na to pytania odpowiedzieć dlatego, że jestem 'troszkę' dalej i robię rachunek czy coś z tego utrzymywania elektoratu ma PiS. Bo PO ma. A SLD i PiS nic. No, SLD widoki na rządy koalicyjne.

                A pomijając już to co napisałem wyżej pod tym cytatem - kwestią dyskusyjną (po wyborach samorządowych) jest pytanie czy nadal utrzymuje elektorat na stabilnym poziomie. Sprawa otwarta.


                Zamieszczone przez Foxx
                Do momentu przesilenia. Latem Wildstein, czy Ziemkiewicz napisali, że po oddaniu śledztwa ruskim, Tusk nie będzie miał z tej sprawy dobrego wyjścia. Jego komunikat w sprawie raportu MAK oraz moskiewskie echa tej volty wskazują, że choćby w tej sprawie coś się zbliża. A mamy jeszcze walące się państwo praktycznie w każdej dziedzinie. W takiej chwili żenujące to może być najwyżej chodzenie po mediach i opowiadanie o subwencjach.
                Z przykrością stwierdzam, że z mojej perspektywy żyjesz złudzeniami. Chciałbym żebyś mi to przykleił za 2-3 lata i mnie wyśmiał, ale obawiam się że coś takiego nie zaistnieje. Nawet jeżeli to mityczne przesilenie nastąpi to po pierwsze wątpie by beneficjentem był PiS, bo nie pozbędzie się raczej nigdy odium teletubisów, modłów o deszcz, Chrystusa jako króla Polski, kryżego, koalicji z Samoobroną etc etc. A nawet jeżeli jakimś cudem to się stanie to:

                1) Przesilenie będzie za słabe, nie ustrzelą 51% miejsc w Sejmie - nie będą mieli z kim robić koalicji, a jeśli będą mieli to z członkami systemu - tak więc nic radykalnego ze swoich pomysłów nie wykombinują.
                2) Miną lata zanim odzyskają kluczowe stanowiska w Państwie (obsadzane przez Sejm), a po 6 miesiącach będzie taka histeria w mainstreamie, że prędzej czy później nastąpi kolejny kryzys parlamentarny, skrócona kadencja, porażka wyborcza i koło się zamknie.


                Zamieszczone przez Foxx
                Tyle, że w przeciwieństwie do drugiej strony, zarówno "obóz", jak i Tusk nie są zahartowani na kopy w dupę od życia. A zbliża sie czas ciężkiej kopaniny.
                Nie powiedziałbym, że Tusk nie jest zahartowany (UW). Może nie aż tak jak Kaczyński, ale jednak. Poza tym jest młodszy.


                Zamieszczone przez Foxx
                Pokażna grupa Polaków ma zupełnie inne zdanie na ten temat. I skąd ta "endecja-bis"?
                Pokażna ale nie wystarczająca by cokolwiek w tej materii zmienić. Endecja bis stad, że PiS ma w sumie ogromne poparcie i nic nie może zrobić, nie ma na nic wpływu. Ciąży nad nim coś jakby był trędowaty. Dokładnie to samo było z endecją po Narutowiczu. Nie stawiam tezy, że jest to uzasadnione. Stawiam tezę, że tak po prostu jest


                Zamieszczone przez Foxx
                Akurat ten elektorat tworzy, jak to z wdziękiem określasz "beton" i - nomen-omen - murem stoi za Kaczyńskim.
                Krótka piłka. Twoim zdaniem antykomuniści i konserwatyści w pigułce to wyłącznie beton PiS?

                Zamieszczone przez Foxx
                Czyli ustawiasz kwestię zero-jedynkowo i nazywasz nas kłamcami, bo rzecz widzimy inaczej. Jest to jakiś pomysł na sposób prowadzenia dyskusji.
                Wszystkie moje posty, a zwłaszcza ten do którego się ostatnio odnosiłeś oraz ten który właśnie czytasz tworzą pewną kronikę wyjaśnień czemu uważam, że wina Jarka jest ewidentna.

                A poza tym:

                Zamieszczone przez Foxx
                Nikt nikomu niczego nie narzuca. Dyskutujemy, i wszystko.



                Pozdrowienia i wesołych!
                Ostatnio edytowany przez Z.; [ARG:4 UNDEFINED].
                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                Komentarz


                • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
                  Coraz częściej wymieniane przez Slybootsa i przeze mnie fakty również. Nie przekonamy się. "Koniec, kropka.".
                  Właśnie widzę

                  To jest poważny zarzut? Bo nie wiem czy mam poważnie odpowiadać, no ale niech będzie. I co w tym złego, że zasygnalizowali rządowi, że 'może kiedyś, bez pośpiechu, będziemy za'? To jest 'wejście' w system składający się z zagrań od Jaruzelskiego w RBN, poprzez oddanie śledztwa czerwonym aż po Sobiesiaka? Zapewne...
                  Jest to sygnał gotowości do przystąpienia do większości konstytucyjnej pod wodzą PO, zanim cokolwiek wiadomo o meritum. Nic więcej, ale też nic mniej.
                  Najważniejsze, że prawdopodobnie nie wkurzyli nikogo ze swoich potencjalnych wyborców - czego przykład widzimy nawet na forum - sierota po JKM pisze, że jest ok, sierota po PiS pisze, że jest ok.
                  Rozumiem, że to już wszyscy "potencjalni wyborcy"? Z tą "sierotą po PiS", to bym nie przesadzał, skoro sam pisałeś, że jedynym odpowiadającym Ci środowiskiem byli "muzealnicy".

                  A to, że PiS ma metodę nie rozmawiania z nikim i nigdzie, nie brania udziału w żadnych konsultacjach to problem PiSu.
                  Ja wiem, że taka narracja obowiązuje, ale co z tego, gdy ma zerowy związek z rzeczywistością. Pierwsze z brzegu:
                  http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/7...?kategoria=660

                  http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1...rmistrzem.html

                  Konsekwentnie pomijasz kontekst, czyli w tym przypadku - o czym się rozmawia - w przypadku Euro zgodnie doszliśmy do wniosku, że rozmawiano o niczym. Wstępne deklaracje jednak padły.

                  (...) a PiSowi zdarza się głosować w sprawach systemowych (media) i instytucjonalnych (CBA) ramię w ramię z SLD i PO.
                  Całą PiS-owską grę w sprawie mediów krytykowałem od początku, więc w kolejne volty nie wnikam. Ustawa o CBA zaś jest autorskim projektem Mariusza Kamińskiego, który PO po prostu poparła. Bóg zapłać, ale miał on i tak poparcie ówczesnej większości parlamentarnej.

                  Ze wszystkim poza wyboldowanym się zgadzam. Jak rozumiem 'kawiorowa lewica' (ciekawe czyja to narracja ) i 'taliban' dotyczą kwestii światopoglądowych. I tutaj znowu plus dla PJN. Uznali, że każdy będzie te sprawy rozwiązywał we własnym sumieniu. Jest to jedyne sensowne rozwiązanie.
                  Taaa, zobaczymy jak to będzie wyglądało w konkretnych głosowaniach. Poza tym nie zauważyłem śladu wypowiedzi, że "coś uznali". Cały czas życzeniowo przypisujesz im rozmaite kwestie, których w realu doszukać się trudno. Natomiast narracja w sprawie Kluzik jest autorstwa któregoś z "jurkowców" - bodajże Piłki.

                  Po czynach ich poznacie. Tutaj mamy brak wniosku o ekshumację i 2-3 dniowe tłumaczenia 'o co tak naprawdę Jarkowi chodziło' ustami jej pełnomocnika i męża. Nie wykluczam, że również w wywiadzie w którym (jakżeby inaczej) jedzie PJNowi również tłumaczyła 'co naprawdę Jarek miał na myśli'.
                  Mijasz się z prawdą twierdząc, że "jedzie" ex-PJN-owi. Po prostu odpowiada na precyzyjnie postawione pytania o dwie sprawy: zawłaszczanie "spuścizny" po ojcu i przeciwstawianie jej temu, co robi brat (wprost i dobitnie zrobił to Cichocki) oraz naciski, by wpłynęła na stryja, by nie udzielał wywiadu "G.P". Kilka pytań z bardzo obszernego i interesującego materiału.Tyle. Równie obszerny artykuł Zaremby ze świątecznej "Rzepy" o relacjach między braćmi bardzo dobrze się wpisuje w obraz kreślony przez Martę Kaczyńską i po raz kolejny udowadnia, że "spinki" przestrzeliły odpalając ten pakiet uzurpacji i kłamstw - cały czas hitem dla mnie pozostaje tekst Cichockiego, jak to "muzealnicy" chodzili do Jarosława, by go przekonywać do realizacji myśli politycznej Lecha

                  Wracając zaś do "po czynach...", widzę, że wygodnie jest nie odnieść się do niektórych kwestii, ponownie więc wklejam cytat:

                  Zamieszczone przez Filip Stankiewicz
                  Dziennikarze, politolodzy, politycy rzucili się do szaleńczego ataku na Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że nie rozpoznał brata po przylocie jego ciała do Polski. Dlatego warto wyjaśnić kilka kwestii.

                  Przyczyną wątpliwości dotyczących ciał ofiar katastrofy w Smoleńsku jest niedokonanie sekcji zwłok przez polskich specjalistów w Polsce. Nie chodzi tu tylko o suwerenność Polski - bo to oczywiste, że po podobnej katastrofie samolotu z prezydentem USA w Rosji Amerykanie potraktowaliby rosyjskie dokumenty jak makulaturę i opierali się na własnych dokumentach. Chodzi także o to, że rosyjskie procedury dotyczące sekcji zwłok są inne niż polskie, zaś w momencie chowania zmarłych dokumentów tych nie było w Polsce - zresztą dotąd ich nie ma co jest skandalem i upokorzeniem dla naszego kraju. Odpowiedzialni za to powinni pomieść konsekwencje, ale zapewne na razie nie poniosą bo sami siebie nie ukarzą. Jest jeszcze jeden powód konieczności dokonania sekcji zwłok w Polsce i to po przewiezieniu ciał do Polski jeszcze w dniu katastrofy, a nie po wielu dniach z Moskwy. Nie zamierzam tu oceniać prawdopodobieństwa zamachu - wystarczy stwierdzić, że po katastrofie samolotu z taką delegacją, z niezawodnym systemem TAWS, w której zginęli wszyscy pasażerowie, w dodatku w takim kraju jak Rosja, której przywódca w czasie wojny z Gruzją zachowywał się jak psychopata, a który to przywódca miał uraz wobec Lecha Kaczyńskiego, nie można wykluczyć zamachu. A jeśli nie można wykluczyć celowego działania to sekcje zwłok wszystkich 96 ofiar katastrofy powinny być dokonane w Polsce, bo te wykonane w Rosji są po prostu bezwartościowe. Tym bardziej to widać, że inne dowody - wrak, czarne skrzynki, świadkowie ze Smoleńska - są niedostępne i jeszcze długo będą niedostępne dla polskich prokuratorów i ekspertów.

                  Zarzuca się Jarosławowi Kaczyńskiemu, że mówi o swoich wątpliwościach dopiero teraz. Tymczasem prezes PiS mówił o tym swojemu pełnomocnikowi i prokuraturze już kilka miesięcy temu. To, że nie podnosił tego zdecydowanie tuż po katastrofie jest zarzutem podłym - był wtedy w traumie, inni przekonywali że wygląd brata jest spowodowany np. upływem czasu, poza tym były premier nie znał jeszcze akt prokuratury i nie wiedział o wielu innych wątpliwościach dotyczących katastrofy. Gdy wątpliwości narosło zdecydowanie zbyt dużo wokół sekcji zwłok i innych w sprawie katastrofy jak na „zwykły wypadek lotniczy” prezes Prawa i Sprawiedliwości powiadomił prokuraturę o nierozpoznaniu ciała brata. Bezpośrednią przyczyną upublicznienia tych wątpliwości był artykuł w „Gazecie Wyborczej” na ten temat naruszający uczucia rodziny zmarłego, ale także wielu zwykłych Polaków. Gazeta przesądziła, że nie ma żadnych wątpliwości dotyczących pochówku prezydenta RP. Tymczasem jeśli jeden z fragmentów ciała był w mundurze, to jest to wręcz dowód nieprawidłowości w czasie sekcji zwłok. I to powinno być już dawno impulsem dla prokuratury do odpowiednich działań i przekonania do nich rodziny i opinii publicznej. Trudno powiedzieć skąd się bierze taka bezczynności prokuratury, ale Lech Kaczyński miał ogromne wątpliwości co do osoby jej obecnego szefa gen. Parulskiego - odmówił mu nominacji generalskiej. Na generała nominował go Bronisław Komorowski. Działania prokuratury kojarzą się z sabotażem, dlatego trudno krytykować Jarosława Kaczyńskiego że postanowił powiadomić o swoich wątpliwościach, zresztą opartych także na analizie akt prokuratorskich opinię publiczną.

                  Jeszcze jedna sprawa bardzo zastanawia. Otóż Rosjanie sami proponowali powrót ciała Lecha Kaczyńskiego w dniu katastrofy wraz z Jarosławem Kaczyńskim. Byłoby to naturalnym gestem wobec pogrążonego w smutku brata. Były też ku temu możliwości techniczne, bo delegacja towarzysząca Jarosławowi Kaczyńskiemu ustaliła to z załogą samolotu - mówił o tym w programie wyjątkowo napastliwej wobec polityków PiS Moniki Olejnik poseł Joachim Brudziński. Tymczasem z jakichś powodów premier Putin zmienił zdanie. Co mogło być tego przyczyną? Względy propagandowe? Chęć upokorzenia Polski? Poza tymi dwoma jest jeszcze trzecia możliwość - ciało prezydenta nosiło ślady zamachu. Przyjęcie tej wersji nie oznacza, że musiałoby być podmienione, może wystarczyłoby kilka godzin pracy radzieckich specjalistów. Oczywiście gdyby przeprowadzono w Polsce badania również byłby ogromny skandal - ale jednak łatwiej byłoby wyjaśnić pomylenie ciała w kostnicy w Moskwie niż to, że ciało prezydenta RP nosi ślady wybuchu bomby niekonwencjonalnej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie i inne hipotezy dla wielu ludzi są szokujące i nie mieszczą im się w głowie - jednak nie można ich zanegować bez rzetelnych działań polskiego rządu i prokuratury. Wiedział o tym Donald Tusk, wiedziało kierownictwo prokuratury wojskowej - tym bardziej dziwi bezgraniczna ufność wobec władz Rosji potwierdzająca tylko hipotezę, że nie był to zwykły wypadek lotniczy. A może to nie ufność tylko strach przed archiwami tajnych służb Rosji? Niezależnie od przyczyn wszystkie wątpliwości jakie można wyjaśnić w Polsce trzeba będzie wyjaśnić i to niezależnie od tego czy będzie na nie wskazywał Jarosław Kaczyński czy nie - to jest po prostu zdaniem milionów Polaków niezbędne.

                  Filip Stankiewicz


                  Źródła:
                  http://telok.salon24.pl/233668,katas...i-to-udzwignie
                  http://filipstankiewicz.salon24.pl/2...-i-niejasnosci
                  http://filipstankiewicz.salon24.pl/1...jeciu-sledztwa
                  Po katastrofie śmigłowca w Rumunii, Izrael nie pozwolił tknąć Rumunom ciał swoich żołnierzy: http://www.bibula.com/?p=25212
                  Wywiad z Joachimem Brudzińskim: http://www.tvn24.pl/12388,1,kropka_nad_i.html
                  http://filipstankiewicz.salon24.pl/2...cy-czy-kanalie

                  Smutno mi. Widocznie tylko ja pamiętam obietnice i deklaracje, że już nigdy nie będzie ślubów z SO i że po porażce wyborczej zrezygnuje się z bycia prezesem partii.
                  Znowu ignorujesz kontekst, cały czas wracając do chyba pierwszego politycznego sporu między nami. PiS złożyło wniosek o samorozwiązanie Sejmu z deklaracją, że skoro dostało mandat do rządzenia, ale bez większości w parlamencie, to przy braku porozumienia z PO jedyna alternatywą jest koalicja z SO i LPR? Złożyło. Zagłosowało za nim? Tak. Jakaś inna partia go poparła? Nie. Wzięło wiec odpowiedzialność, serio traktując swoich wyborców. Jeżeli zaś chodzi o prezesurę - z dzisiejszej perspektywy wyraźnie widać, że abdykacja Kaczyńskiego oznaczałaby rozpad PiS. Było więc to typowe działanie nawet nie na korzyść własnej partii, lecz na utrzymanie jej przy życiu.

                  Między nami jak widać istnieje spór ideologiczny czy prawdopodobne granie na rozwałkę swojej partii po dostaniu od partii kopa w dupę jest gorsze od nieświadomego rozwalania swojej partii i skazywania jej na 'największą, nie mającą nic do powiedzenia opozycje w historii'. Moim zdaniem nie jest.
                  Ta racjonalizacja jest dla mnie zbyt pokrętna. Zestawiasz świństwa wyrządzane niedawnym współpracownikom i kolegom, rozpisane w sekwencję czasową mającą torpedować kampanię wyborczą, dokonywane przez - podkręconą moim zdaniem - dość marginalną grupkę z przerostem ambicji z ewentualnymi błędami lidera partii, który ją wymyślił i współtworzył, a za swoje decyzje odpowiada przed wyborcami? Cóż, najwyraźniej mamy inne wymagania dot. sposobu uprawiania polityki.

                  W różnych momentach ludzie od różnych partii "dostawali kopa w dupę". Nigdy dotąd reakcją nie była tak szeroko zakrojona pełna fałszu akcja skierowana przeciwko dotychczasowemu środowisku. Właśnie skala tej akcji wskazuje zdaniem wielu znanych mi wyborców PiS na to, że rozłamowców ktoś podkręcił - pomijając oczywiście cynizm samych "spinek". Całe szczęście, że to wszystko było tak ewidentne, że wyborcom, a zwłaszcza terenowym działaczom, PiS nie umknęło i generalnie do ex-PJN przeszli znajomi rozłamowców z Warszawy ("muzealników") oraz Górnego Śląska (Migalskiego).

                  Podejście jest różne również u mnie. Jeżeli porównanie do piknika i sugestia że widzisz w krytyku człowieka ogarniętego chęcią całkowitego zniszczenia Jarosława i krytykowania go za wszystko zawsze i wszędzie, jest skierowana personalnie do mnie to... nie mój problem i spora pomyłka.
                  Nie, chodzi raczej o czasem umiarkowanie refleksyjne powtarzanie "powszechnej" narracji. Widać to wyraźnie, gdy zarzucasz Kaczyńskiemu "niezrozumiałe" ruchy w sprawie brata, ignorując sekwencję czasową i powód jego publicznego wystąpienia, przytoczone przeze mnie w zignorowanym przez Ciebie cytacie oraz komentujesz wywiad Marty, którego nie czytałeś i w którym akurat nie ma słowa na ten temat. Nie sprawia Ci to jednak najmniejszego problemu w rzuceniu tekstu, że tłumaczy ona postępowanie stryja oraz, że "oczywiście jedzie PJN-owi"

                  Bo tak się składa, że wszystkie 4 partię utrzymują swój elektorat na stabilnym poziomie. I skompromitowane SLD i skompromitowana PO i PiS i buraczany PSL. Gdybym pochwalił za to Jarka musiałbym pochwalić wszystkich liderów 4 największych partii.
                  Albo skrytykować, jak to robisz z Kaczyńskim.

                  Nie zadaję pytania dlaczego i nie próbuję na to pytania odpowiedzieć dlatego, że jestem 'troszkę' dalej i robię rachunek czy coś z tego utrzymywania elektoratu ma PiS. Bo PO ma. A SLD i PiS nic. No, SLD widoki na rządy koalicyjne.
                  No oczywiście, "jesteś troszkę dalej" . Na podobną opinię Sly'a, z którym ostatnio dyskutowaliśmy na podobny temat na privie, odpisałem: I to jest argumentacja zwolennika UPR, a później rozłamowców? No, proszę Cię . Jarosław dwukrotnie zbudował większość parlamentarną, w której prawdopodobieństwo nikt poza nim nie wierzył. Dla rządu Mazowieckiego z wyłączeniem postkomuny oraz dla Marcinkiewicza z wyłączeniem POstkomuny i postkomuny. Za każdym razem to była "droga do nikąd"

                  A pomijając już to co napisałem wyżej pod tym cytatem - kwestią dyskusyjną (po wyborach samorządowych) jest pytanie czy nadal utrzymuje elektorat na stabilnym poziomie. Sprawa otwarta.
                  Pozostaje wyciągać średnie z nietelefonicznych sondaży przeprowadzanych na dużych próbach oraz obserwować ruchy polityków dysponujących własnymi sondażami.

                  Z przykrością stwierdzam, że z mojej perspektywy żyjesz złudzeniami. Chciałbym żebyś mi to przykleił za 2-3 lata i mnie wyśmiał, ale obawiam się że coś takiego nie zaistnieje. Nawet jeżeli to mityczne przesilenie nastąpi to po pierwsze wątpie by beneficjentem był PiS, bo nie pozbędzie się raczej nigdy odium teletubisów, modłów o deszcz, Chrystusa jako króla Polski, kryżego, koalicji z Samoobroną etc etc. A nawet jeżeli jakimś cudem to się stanie to:

                  1) Przesilenie będzie za słabe, nie ustrzelą 51% miejsc w Sejmie - nie będą mieli z kim robić koalicji, a jeśli będą mieli to z członkami systemu - tak więc nic radykalnego ze swoich pomysłów nie wykombinują.
                  2) Miną lata zanim odzyskają kluczowe stanowiska w Państwie (obsadzane przez Sejm), a po 6 miesiącach będzie taka histeria w mainstreamie, że prędzej czy później nastąpi kolejny kryzys parlamentarny, skrócona kadencja, porażka wyborcza i koło się zamknie.
                  Widzę, że już wszystko wiesz Kolejna opinia z prive'a do Sly'a: "Cały czas zakładasz rozkład zero-jedynkowy. Tymczasem przesilenie może owocować np. niską frekwencją, czy powrotem głosów od PO do SLD. W tej chwili realna przewaga PO to ok. 10%. W 2005 PiS utworzyło rząd dysponując poparciem 33,7%."

                  Poza tym, jak wspomniałem wyżej, Kaczyński ma wprawę w budowaniu większości z członkami systemu. A dla nich "zdolność koalicyjna" jest prostym bilansem siły partnera oraz potencjalnych korzyści. Realnie więc rozliczanie z takiej zdolności z perspektywy zwolennika ex-PJN trąci surrealizmem. Nie mam cienia wątpliwości, że zagrywka z Euro była demonstracją, że rozłamowcy mogą coś politycznie zaoferować. Rządzącym.

                  Nie powiedziałbym, że Tusk nie jest zahartowany (UW). Może nie aż tak jak Kaczyński, ale jednak. Poza tym jest młodszy.
                  Nie rozmawiamy o liderach, tylko środowiskach. To raz. Dwa - obserwując Tuska, zwłaszcza np. ostatnio w sprawie raportu MAK, mam wrażenie, że różnica między nimi w tej kwestii to lata świetlne. Nie chodzi mi nawet o meritum, tylko widoczny stan zmęczenia materiału. Jeżeli nałożymy na to okoliczności, na jakie po 10.04. skazany jest Kaczyński...

                  Pokażna ale nie wystarczająca by cokolwiek w tej materii zmienić. Endecja bis stad, że PiS ma w sumie ogromne poparcie i nic nie może zrobić, nie ma na nic wpływu. Ciąży nad nim coś jakby był trędowaty. Dokładnie to samo było z endecją po Narutowiczu. Nie stawiam tezy, że jest to uzasadnione. Stawiam tezę, że tak po prostu jest
                  Myślę, że o tym się przekonamy po wyborach parlamentarnych, chociaż już po samorządowych wiele faktów temu przeczy. Dwa przykłady dałem, oto trzeci:

                  http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1...arszawie_.html

                  Przenosisz realia z centrali i telewizji w teren, a tam życie płynie innym rytmem, zmieniają się ludzie w lokalnych organizacjach, w partiach jedni awansują, inni "dostają kopa w dupę". Ty już wszystko wiesz i pozamiatałeś. Ja dla odmiany widziałem już polityczne kolosy żyjące w przekonaniu, że mają władzę "na wieczność" oraz np. Kaczyńskiego, który gościnnie wchodząc do Sejmu z listy ROP nie dysponował żadną organizacją polityczną.

                  Krótka piłka. Twoim zdaniem antykomuniści i konserwatyści w pigułce to wyłącznie beton PiS?
                  Po pierwsze podkreśliłem, że nie mam na myśli "antykomunistów w kapciach", tylko takich, którzy czynnie kontestowali postkomunę, czy to działając/popierając partie polityczne, stowarzyszenia, ruchy społeczne, itp. No więc z racji tego, że obracam się w tych środowiskach, po prostu wiem, że nawet jeżeli wprost nie popierają PiS, uznają Kaczyńskiego za naturalnego lidera tego nurtu (bardzo istotne jest tu poparcie Gdańska, z Wyszkowskim na czele), o ex-PJN wyrażając się znacznie mniej oględnie, niż ja. Kradzież nazwy mocno się do tego przyczyniła, gdyż tak się składa, że paradoksalnie w dużym stopniu z takich osób, ich rodzin oraz znajomych składały się Komitety Poparcia Jarosława Kaczyńskiego, które w Jachrance zaczęły formalizować swoją działalność w planowaną Federację. I to z tymi ludźmi sztab wyborczy kampanii prezydenckiej współpracować nie chciał. Wzmiankowana kradzież kosztem stowarzyszenia założonego przez komitet warszawski, mającego 53 członków-założycieli była "wisienką na torcie".

                  Wszystkie moje posty, a zwłaszcza ten do którego się ostatnio odnosiłeś oraz ten który właśnie czytasz tworzą pewną kronikę wyjaśnień czemu uważam, że wina Jarka jest ewidentna.
                  "Wina"? Nie widzę zastosowania "winy" w działaniach politycznych, z których rozliczają wyborcy.

                  Pozdrowienia i wesołych!
                  Wzajemnie.
                  Ostatnio edytowany przez Foxx; [ARG:4 UNDEFINED].
                  My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                  Komentarz


                  • Dziś Kluzik w programie Między kuchnią, a salonem.

                    Jakby ktoś nie wiedział co to:
                    Program w rodzaju popołudniowej edycji porannych magazynów informacyjno-poradnikowych, realizowany na żywo z udziałem publiczności, podczas którego trwa wspólne gotowanie posiłku. Talk show przedstawia sprawy aktualne, dotykające bezpośrednio życia codziennego nowoczesnych kobiet. Kuchnia to jedzenie, diety, gotowanie, poradniki. Salon to życie gwiazd, tajemnice show-biznesu, moda, styl i wizerunek. Jednak najważniejsze jest to, co znajduje się "między kuchnią a salonem", czyli sprawy zawodowe kobiet, kariera, równe prawa.
                    "Ciekawy" sposób promocji partii i własnej osoby. Kazia mi to przypomina i jego słynne "A jak pani myśli?" po pytaniu "Czy podoba się pan kobietom?".

                    Komentarz


                    • Tuska promował Walter w N ostatnio.

                      Dwóch zajebiscie podnieconych redaktorków z uśmiechem jak banan przepytywało premiera.Luźne tematy,super fajne odpowiedzi.Idzie się zrzygać..

                      Komentarz


                      • Co najmniej 20 z 41 nierozstrzygniętych przetargów drogowych trafi do zamrażarki. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak atakuje rząd: "Po raz kolejny przekonujemy się co tak na prawdę oznacza skrót PO".
                        "Na papierze wszystko ładnie wygląda: podpisane zostały umowy i rozpisane zostały przetargi. Okazuje się, że to była fikcja" - komentuje Błaszczak.

                        Na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które rozpocznie się 4 stycznia głosowany ma być wniosek SLD o wotum nieufności dla ministra Cezerego Grabarczyka. Ten wniosek zamierza poprzeć również PiS i PJN.
                        http://wiadomosci.dziennik.pl/polity...obietnice.html



                        "Kiedyś chodziło o to, żeby czegoś dokonać, teraz o to, żeby być kimś"

                        Komentarz


                        • Ku pamięci:

                          http://www.youtube.com/watch?v=0E2M3vor6y8

                          "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                          Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                          Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                          Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                          "
                          Janusz Waluś - czekaMY!

                          Komentarz


                          • http://www.rp.pl/artykul/9133,584645...echanizmu.html

                            Gdy 2010 rok się zaczynał, można było mieć wrażenie, że w polskiej polityce będzie to rok domykania tego, co nieuchronne. Gdy się kończył, to, co nieuchronne się domknęło, acz w innych okolicznościach. Przez dłuższą chwilę zdawało się, że historia nie tylko się nie skończyła, ale nabrała przyspieszenia. A tak naprawdę nabiera go cały czas. W rytmie sporu z Rosją o smoleńskie śledztwo i tykania bomb podłożonych pod polskimi finansami.

                            A miało być inaczej. Zapowiadano, że jeszcze tylko Platforma Obywatelska uzyska pełnię władzy, posprząta jeszcze kilka spraw (wygaszenie afery hazardowej, uzyskanie kontroli nad mediami) i „wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie”. Wszyscy, poza marginalizowaną coraz bardziej opozycją i ostatnimi krytykantami, ale kto by się nimi przejmował.

                            Podnoszenie głowy


                            Smoleńska katastrofa 10 kwietnia nie tylko przypomniała nam, że wszyscy jesteśmy śmiertelni, i nie tylko była – jak zauważył Marek Jurek – wielką lekcją solidarności z własnym państwem dla setek tysięcy Polaków, którzy nagle zaczęli się zachowywać inaczej niż zwykle. Do pracującego miarowo mechanizmu wprowadziła zakłócenia.



                            Po pierwsze, śmierć kilku znaczących postaci życia publicznego, bliższych opozycji niż PO, wydała nieomal wszystkie niezależne instytucje w ręce obozu rządzącego. Taki zwrot w jedną stronę, jeszcze przed wyborami prezydenckimi, wydawał się przesadną i niesprawiedliwą kulminacją tego, czego i tak się spodziewano. Tak wielka dominacja Platformy uzyskana w dramatycznych, nawet jeśli przypadkowych, okolicznościach jawiła się jako okrutna i niesprawiedliwa. Mogła się więc stać zaczynem odruchu obronnego wśród różnych grup społecznych.

                            Pojawiło się też inne zjawisko. Dzień po pogrzebie Lecha Kaczyńskiego napisałem: „zwolennicy IV RP zaczęli podnosić głowy”. Nie tylko z nich składały się tłumy koczujące przed osieroconym Pałacem Prezydenckim. Ale ich obecność była widoczna, a ich przekonanie, że kończy się czas naklejania krzywdzących etykietek, mocno wyczuwalne, zwłaszcza że ich przeświadczenie: „państwo jest chore”, zyskało nagle solidne podstawy.

                            Te etykietki były zastępowane czymś, co nazywano mitem smoleńskim. Jan Rokita w głośnym wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” zapowiedział, że może się on stać czynnikiem zmieniającym mapę życia publicznego. Kolejne sondaże przeprowadzane po tym, jak Jarosław Kaczyński nazwany przez tegoż Rokitę „Hiobem polskiej polityki”, zgłosił się do prezydenckich wyborów, zdawały się potwierdzać to przekonanie.

                            Ostatecznie blisko 36 procent w pierwszej turze, a prawie 47 procent w drugiej dla prezesa PiS było najlepszym wynikiem tej partii od lat. Najlepszym kiedykolwiek, wyjąwszy wybór Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku. Te rezultaty zdawały się zapowiadać przełom, możliwość odwrócenia tego, co nieuchronne. A stały się jedynie tegoż przełomu podzwonnym.

                            Jeszcze więcej tego samego


                            PO podczas kampanii, a PiS już po niej, zastosowały zasadę: „jeszcze więcej tego samego”. Jeszcze więcej tej samej polityki, jaka dominowała w Polsce przez ostatnie lata. Pełnej brutalności i taktycznych, na ogół prymitywnych podstępów. Ten powrót okazał się katastrofalny przede wszystkim dla Prawa i Sprawiedliwości.

                            Podczas kampanii pierwsze symptomy owego powrotu – udział w niej Janusza Palikota czy przestrogi Donalda Tuska przed „szaleńcem Kaczyńskim” – okazały się nieskuteczne, gdy prezes PiS zachował pozycję teflonowego starszego pana nieodpowiadającego atakami na ataki. Był to także czas rekordowych wyników jego partii w sondażach. Kilka miesięcy później PiS dostał w wyborach samorządowych ledwie 23 procent. A jego lider cieszy się znów najwyższymi wskaźnikami osobistej niepopularności. Jakby tamtych miesięcy w ogóle nie było.

                            Po katastrofie Donald Tusk nie wykonał żadnych gestów pod adresem ciężko dotkniętej personalnymi stratami opozycji

                            Zwolennicy Kaczyńskiego traktują to jako dowód siły i żywotności „przemysłu pogardy”. Równocześnie tłumaczą, że zwrot w polityce samego PiS był nieunikniony, skoro chciało się żądać wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej i odpowiedzieć na delegalizacyjne (w sensie symbolicznym) usiłowania Platformy. Zapewne nieunikniona była jakaś zmiana kursu, ale ta, której dokonano, okazała się zbyt toporna i w konsekwencjach przeciwskuteczna. Stała się na dodatek przyczyną rozłamu w partii. Lider pozbył się grupy rzutkich, ambitnych współpracowników, którzy dopiero co zrobili mu udaną kampanię. Aby ich zdyskredytować, ogłosił, że kampanii nie kontrolował, bo był „na lekach”.

                            „Jeszcze więcej tego samego” zakłada powrót do dawniejszej polityki. I faktycznie, już w latach 2007 – 2010 liderzy PiS preferowali ostrą retorykę, polaryzowanie sceny nieomal w każdej sprawie i raczej utwardzanie dotychczasowego elektoratu, niż wchodzenie na nowe rubieże. Jednak po przegranych wyborach prezydenckich lider PiS poszedł dalej, przestając przy okazji kompletnie dbać o wizerunek (fatalny przykład owych „leków”).

                            Wcześniej nie wykluczał kompromisów z rzeczywistością, rozważał kontrowersyjną skądinąd koalicję z lewicą. Od lata 2010 r. głosi na PiS-owskich gremiach, że jest jedna droga powrotu do władzy: wielkie społeczne wahnięcie nastrojów, które po czasie całkowitej marginalizacji ma dać prawicowej opozycji za jednym zamachem pakiet kontrolny. Te zapowiedzi kontrastują z kolejnymi ubytkami głosów – PiS staje się definitywnie partią ludzi starszych i biednych. Ale wszelkie dyskusje na temat metody zdobycia władzy obóz PiS-owski odrzuca z pasją XIX-wiecznych robotników niszczących maszyny.

                            Towarzyszy temu podtrzymanie mitu smoleńskiego, jednak już nie jako potężnej fali jednoczącej znaczną część narodu, ale jako wyznanie wiary wtajemniczonych zwolenników Kaczyńskiego traktujących resztę jako uzurpatorów i wrogów. Choć bazuje na racjonalnych przesłankach (katastrofa smoleńska jako symbol kompromitacji państwa), mit ten w praktyce sprzyja pogrążeniu się w mistycznym czekaniu na cud, czego symbolem stała się kilkumiesięczna obrona krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

                            Zwolennicy PiS przedstawiają sami siebie jako wiecznie cierpiącą, bezradną mniejszość. Ten kierunek myślenia ma własnych proroków (Jarosław Rymkiewicz) i nawet własne media (Radio Maryja, „Gazeta Polska”). Nie zapewnia jednego: nadziei na zwycięstwo.

                            Poświęciłem tyle miejsca PiS-owskiej opozycji, bo w moim przekonaniu latem 2010 roku klucz do zmiany rzekomo niezmiennego układu sił był w dłoniach prezesa Kaczyńskiego, a on go świadomie odrzucił. Świadomie, czyli z premedytacją, choć oczywiście nie wiemy, jak istotny wpływ na jego decyzje miały takie czynniki jak: żałoba, poczucie straty, przekonanie, że podczas wyciszonej kampanii zdradził pamięć brata. Gdyby nie zmienił kursu tak radykalnie i niezręcznie, PiS mógłby być dziś partią współrządzącą w dużej grupie sejmików wojewódzkich i goniącą, a może nawet przeganiającą w sondażach PO. Pomimo powrotu do stygmatyzujących epitetów, w których zaczęła znów ochoczo się specjalizować większość mediów.

                            Sprawdzona recepta PO

                            Nie mając już przeciwnika, który jest trochę lwem, a trochę lisem, Platforma nie musiała niczego zmieniać w swoim postępowaniu. W jej przypadku zasada „jeszcze więcej tego samego” pokazała wyjątkowo odpychające oblicze. Można się oczywiście zastanawiać, jak dużą odpowiedzialność ponosi partia rządząca za zmianę klimatu skupienia i refleksji w falę antyklerykalnych błazeństw (swój udział jednak miała, choćby przez Palikota). Albo jak dalece odpowiada za powrót do zniesławiającego etykietowania uprawianego przez medialnych i popkulturowych trefnisiów. W każdym razie byli oni na ogół jej zwolennikami i grali jej grę.

                            Pierwszych miesięcy po katastrofie Donald Tusk nie wykorzystał do wykonania jakichkolwiek gestów pod adresem ciężko dotkniętej personalnymi stratami opozycji. Miejsce ewentualnych kompromisowych sygnałów zajęły nieomal od razu szyderstwa i irytacja wobec żałoby, także ze strony niektórych czołowych polityków partii. Lider PO mógł spacyfikować te nieprzyjemne incydenty jednym wystąpieniem. Jeśli tego nie zrobił, to dlatego, że ukształtowany po 2005 roku model polityki polegający na wikłaniu opozycji w toksyczne starcia o słowa i gesty był jedyną metodą na sukces, jaką znał. Smoleńskie rekolekcje zostawiły tylko powierzchowne ślady w społecznej świadomości, a rekordowo wysokie poparcie dla PO pod koniec roku (zwykle to trudny czas dla rządzących) to w gruncie rzeczy nagroda za zastosowanie tej metody. Smutny to morał.

                            Dotyczy to także merytorycznych następstw Smoleńska. Dochodzenie w sprawie katastrofy zostało nie tylko częściowo oddane Rosjanom, ale było prowadzone w jego polskim segmencie tak, że Włodzimierz Cimoszewicz porównał je na początku do śledztwa w sprawie włamania do garażu. Potem to się zmieniało, ale nigdy do końca. Indolencja rządu w tych kwestiach była zresztą po trosze wpisana w system – na przykład prokuraturę wyjętą spod wszelkiej kontroli.

                            Także inne zmiany polityczne można by sobie łatwo wytłumaczyć, gdyby nie towarzysząca im natrętna pedagogika prowokująca rozmaite środowiska. Ocieplenie stosunków z Rosją nie jest konsekwencją katastrofy smoleńskiej, ale następstwa sytuacji geopolitycznej zarówno Kremla, jak i Warszawy. Czy musiały temu jednak towarzyszyć takie natrętne symbole, jak budowa pomnika bolszewickim najeźdźcom w Ossowie albo faktyczna rehabilitacja generała Jaruzelskiego? W tym przypadku były to inicjatywy nowego prezydenta Bronisława Komorowskiego, nie Tuska. Składane są jednak na karb całego obozu rządzącego.

                            Reformy raz jeszcze


                            W cieniu tych tak absorbujących symboliczne myślenie Polaków zdarzeń mniej zauważona została inna istotna zmiana. Donald Tusk, pozbawiony w następstwie wyborów prezydenckich naturalnego alibi (weto Lecha Kaczyńskiego nie pozwala), musiał raz jeszcze zmierzyć się z problemem tak zwanych reform, do których przeprowadzenia wzywali go od dawna liberalni ekonomiści i komentatorzy. I ogłosił na posiedzeniu Krajowej Rady swojej partii nową doktrynę: nie należy forsować trudnych przedsięwzięć ważnych głównie dla przyszłych pokoleń.

                            Czy wizja Tuska jako lekkomyślnego pasikonika jest do końca prawdziwa? Jesienią rząd zaproponował trochę kosmetycznych innowacji na różnych polach (w tym w służbie zdrowia), jest też zaangażowany w popychanie, acz niezbyt gorliwe, paru fundamentalnych reform (szkolnictwo wyższe). Niemniej ta deklaracja zaostrzyła relacje ekipy Tuska z „partią ekonomistów”, ba, wywołała pomruki niezadowolenia niektórych polityków własnego obozu (Grzegorz Schetyna) gotowych używać tej kwestii w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach.

                            Spór wokół niej może się stać istotny w roku przyszłym, o ile rosnący deficyt budżetowy i skrupulatnie rozliczany przez Leszka Balcerowicza dług publiczny zaważą na stanie polskich finansów. Zmieniając stan gorączkowego oczekiwania w sytuację katastrofy. A zza tych groźnych wizji wyłaniają się jeszcze groźniejsze. Już nawet lewicowiec Jacek Żakowski wtóruje tradycyjnym katolikom w przypominaniu o fundamentalnych zagrożeniach tkwiących w demografii. Wtóruje, bo widzi oczyma wyobraźni rozsadzony system emerytalny.

                            Ta druga wojna na słowa, nie tak widowiskowa jak smoleńska, jest o tyle paradoksalna, że rząd nie ma w niej wyraźnego przeciwnika poza samą rzeczywistością. Jest takim przeciwnikiem garstka ekspertów, tych jednak można – do czasu – lekceważyć. Ani skoncentrowany na Smoleńsku prezes PiS, ani skoncentrowani na politycznym przetrwaniu liderzy SLD i PSL, nie przedstawiają alternatywnego programu, nawet jeśli korzystają z wyliczeń profesora Krzysztofa Rybińskiego, żeby zrobić Tuskowi i ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu przykrość. Zresztą sam profesor Rybiński nie zawsze wskazuje najbardziej klarowne źródła oszczędności i pomysły na inną filozofię finansów publicznych. On tylko bije na alarm. Rostowski odpowiada na razie coraz bardziej bezceremonialnymi księgowymi sztuczkami. Czym odpowie w przyszłym roku?

                            O ile strukturalna słabość opozycji w tych kwestiach jest nawet zrozumiała (całą scenę mamy nachyloną w kierunku etatystyczno-socjalnym), o tyle nie spełnia ona swoich podstawowych funkcji także tam, gdzie by mogła. Dwa przykłady.

                            Rząd został upomniany przez Komisję Europejską, że nie przestrzega zasad antypowodziowej dyrektywy (wcześniej debata o powodzi została przytłumiona przez pokojową kampanię prezydencką). A z drugiej strony rok 2010 był kolejnym rokiem wchodzenia w życie reformy edukacji zakładającej bardzo wczesną specjalizację młodzieży licealnej, co uderza w wykształcenie ogólne (na przykład w lekcje historii). Oba tematy powinny być gratkami właśnie dla opozycji narodowo-konserwatywnej. I wobec obu PiS nabrał wody w usta.

                            Powody są prozaiczne: brak specjalistów zdolnych do systematycznego recenzowania rządu w tych akurat dziedzinach. A efekt jednoznaczny: nie widzimy polityki tam, gdzie dotyczy ona żywotnych interesów społeczeństwa.

                            Nieznośne państwo

                            Ta ocena opozycji nie zmienia faktu podstawowego: to rządowi, to partii rządzącej, należy się surowe recenzowanie za to, jak lekkomyślnie poczyna sobie z polskim państwem. A takiego monitoringu sfery rządowe były w dużej mierze pozbawione, także w następstwie coraz bardziej ograniczającego pluralizm kształtu rynku mediów. Premier Tusk w kolejnych wywiadach (ostatnio w „Polityce”) uznaje miażdżące oceny stanu polskiego państwa za wyraz ponuractwa Jarosława Kaczyńskiego. Tymczasem wszyscy mamy z tym państwem podstawowy kłopot. Rok 2010 z katastrofą smoleńską, ujawniającą kiepski stan polskiego lotnictwa i brak asertywności w stosunku do potężniejszego sąsiada, powinien nam to unaocznić w pełni, nawet jeśli walka na symbole przesłaniała realne dylematy i wyzwania.

                            Na razie wnioski utonęły w optymistycznym szczebiocie starego premiera i nowego prezydenta, którzy za wyraz siły państwa uznali sprawność w organizowaniu... uroczystych pogrzebów. Może poradzą sobie z tymi wnioskami chociaż historycy?

                            Komentarz


                            • Świąteczna "Rzepa" w ogóle była bardzo dobra, jednak Zaremba popełnił kilka błędów

                              Dzień po pogrzebie Lecha Kaczyńskiego napisałem: „zwolennicy IV RP zaczęli podnosić głowy”. Nie tylko z nich składały się tłumy koczujące przed osieroconym Pałacem Prezydenckim. Ale ich obecność była widoczna, a ich przekonanie, że kończy się czas naklejania krzywdzących etykietek, mocno wyczuwalne, zwłaszcza że ich przeświadczenie: „państwo jest chore”, zyskało nagle solidne podstawy.
                              No i to własnie ci ludzie stworzyli PJN (ten prawdziwy), organizują się w struktury na bazie Komitetów Poparcia Jarosława Kaczyńskiego znacznie szersze niż lokalne oddziały PiS i urozmaicone światopoglądowo bardziej, niz PiS było kiedykolwiek - do wcześniejszego wachlarza doszły środowiska związane z jednej strony z "drugim garniturem" tzw. pierwszej Solidarności (często za pośrednictwem klubów G.P.), a z drugiej - ludzie związani z RM.

                              Ostatecznie blisko 36 procent w pierwszej turze, a prawie 47 procent w drugiej dla prezesa PiS było najlepszym wynikiem tej partii od lat. Najlepszym kiedykolwiek, wyjąwszy wybór Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku. Te rezultaty zdawały się zapowiadać przełom, możliwość odwrócenia tego, co nieuchronne. A stały się jedynie tegoż przełomu podzwonnym.
                              To nie był wynik żadnej partii, tylko konkretnego kandydata na prezydenta. Ten "najlepszy wynik tej partii" dał przegraną, a jeden z "gorszych" (o ok. 10%) dał jej mozliwość utworzenia rządu, likwidacji WSI, wzmocnienia IPN-u, wywalenia byłych SB-ków z Komendy Głównej Policji, przygotowania pakietu dot. finansów - reforma fin. pub. (dwukrotnie złozona w Sejmie), obniżka PIT (przeprowadzona przez parlament), obniżka składki rentowej (przeprowadzona przez parlament), itd.

                              Cały czas powtarzam - same różnice miedzy słupkami poparcia niczego nie oznaczają. Liczy się kontekst. A w kwestii sprawowania realnej władzy to 47 procent znaczy tyle, co okrągłe zero. Przy czym, nieporozumieniem jest liniowe przekładanie tego poparcia, jako potencjalnego dla partii w kolejnych wyborach, bo zdecydowana większość aktualnego elektoratu - oraz wielu liderów w terenie - odrzuciłaby sposób funkcjonowania narzucany przez rozłamowców. Doświadczyli tego na sobie twórcy Polski Plus. Na razie nie widać "na scenie" większego zapotrzebowania na lekko prawicowy odpowiednik Unii Wolności, który zamiast kontestować to "chore państwo", po prostu by dołączył do systemu. Nie byłoby akceptu dla liderów PiS opowiadających w "Dzień dobry w TVN" o piżamkach, "Między kuchnia a salonem" o pomidorowej, a w "G.W.", czy "Newsweeku" orozgrywkach personalnych. A po wyjściu z redakcji procesujących się z ITI, czy Agorą np. o "zniesławienie" w raporcie o WSI.

                              Jak to od czasu do czasu piszę - nie mozna być trochę w dobrze rokującej ciąży, a trochę niezywym
                              My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                              Komentarz


                              • Foxx, ale "najlepszy wynik tej partii" choć faktycznie nie przekładałsię na realną władze to jednak pokazał olbrzymi potencjał społeczny PiS którym zaskoczonych było wiele osób, tak przychylnie jak i wrogo nastawionych.

                                Potem nastąpił regres i niewiele z tego zostało, może poza większą aktywnością oddolną środowisk prawicowych.

                                A w kwestii sprawowania realnej władzy to 47 procent znaczy tyle, co okrągłe zero.
                                Czyli dokładnie tyle ile 23-27% zwartego, zmobilizowanego elekoratu w chwili obecnej

                                Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
                                Na razie nie widać "na scenie" większego zapotrzebowania na lekko prawicowy odpowiednik Unii Wolności, który zamiast kontestować to "chore państwo", po prostu by dołączył do systemu.
                                Pomijając niezbędne przecież uszczypliwości, to czy naprawdę twoim zdaniem nie ma na scenie miejsca i zapotrzebowania na polityczny podmiot składający się z:

                                1.elektoratu centroprawicowego rozczarowanego PO
                                2.elektoratu utraconego powrotem do starej retoryki przez PiS
                                3.ludzi widzących czym jest PO, ale z różnych przyczyn wykluczających mozliwość oddania głosu na PIS.

                                ?

                                Wbrew spolaryzowanym realiom takich ludzi jest naprawdę dużo i PiSowi powinno wręcz zależeć na zaistnieniu takiego podmiotu skoro sam dobrowolnie zrezygnował z walki o tych wyborców.

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X