Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • http://www.pis.org.pl/article.php?id=17794 - Sojusznicy i wartości

    EDIT: i dość ciekawy wydaje mi się komentarz, chociaż pewne tezy mocno dyskusyjne

    http://swiatowidz.pl/?p=455
    Ostatnio edytowany przez eyeslow; 15197.

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
      Na przykład tak jak teraz?
      Nei wiem jak jest teraz. Dopiero co dowiedziałem sie jak było wtedy.

      Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
      Jeszcze świetna jest analiza Kaczora w wywiadzie w Newsweeku. Przegrali wybory przez wielką mobilizację PO. Wow. Geniusz. Nie zauważył, że ta mobilizacja będzie po stokroć większa jak PiS będzie się opierał wyłącznie na Smoleńsku, bitwie o pomnik, nie podawaniu ręki i wywalaniu mądrych, zostawianiu BMW?
      Jakieś konkretne przykłady mądrych? Najlepiej z uzasadnieniami i owej mądrości wskazaniem. Zresztą mniejsza o większość - mądrzy też podpadają. Bitwa o pomnik jak najbardziej w treści słuszna, formę pomijam, zresztą forma została jakby narzucona. Przegraną zaś należało mieć cały czas wkalkulowana w koszty dopóki antyPiS jest silny i to się nie skończy jak nożem uciął - nie jutro i nawet nie za pół roku. Trzeba być cierpliwym i robić swoje. Przyjdzie czas, że nawet ostatni głąb pokapuje się, że go ładują w trąbę.

      Co o Halickiego zaś - powiedział co mu kazali to nie został ukarany. Albo ma za sobą kogoś silnego. Czyli albo mówił to w imieniu partii, albo w imieniu jakiejś frakcji w PO. Raczej na pewno nie od siebie.

      P.S. następna kampanie PiS-owi niech organizują Nieznani Sprawcy - chętnie się przyłącze
      Ostatnio edytowany przez Nazgul; 89.
      From flood into the fire
      One thousand voices sing
      We're in this together
      For whatever fate may bring

      Komentarz


      • Czytając wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w Newsweeku trzy rzeczy ostro rzucają się w oczy:

        - ani słowa o długu publicznym,
        - ani słowa o tym, że PO nie przeprowadziła żadnej znaczącej reformy, a nie przeszkadzał im w tym jego brat(zawetował 2% ustaw),
        - ani słowa o tym jakie reformy przeprowadziłby on jako premier.

        Szkoda.
        Ostatnio edytowany przez Peace; 4401.

        Komentarz


        • Czepiasz się. Ważne, że nie poda ręki Komorowskiemu, a Poncyliusz prowadził skrajnie szkodliwe działania, za które w zasadzie powinien zostać wywalony.



          P.S. Nazgul - po tekscie, że Halicki był sterowany straciłem siły - przepraszam.
          "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
            Czytając wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w Newsweeku trzy rzeczy ostro rzucają się w oczy:

            - ani słowa o długu publicznym,
            - ani słowa o tym, że PO nie przeprowadziła żadnej znaczącej reformy, a nie przeszkadzał im w tym jego brat(zawetował 2% ustaw),
            - ani słowa o tym jakie reformy przeprowadziłby on jako premier.

            Szkoda.
            A w jakim celu miałby się teraz napinać, skoro wybory za rok? Zresztą po tekście o bracie, w Newsweeku zaraz ukazałby się zgryźliwy elaborat o szarganiu pamięci zmarłych.

            Edit: ja też Komorowskiemu nie podałbym ręki.
            "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
            Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
            Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
            Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
            "
            Janusz Waluś - czekaMY!

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
              Z tym Korwinem to się zawsze zastanawiam czy on jest chodzącą encyklopedią czy jak podaje konkretne przykłady to zmyśla czy np. pomija jakieś szczegóły (nawet kluczowe).

              Chodzi mi o różne jego odniesienia do sytuacji w USA. A to, że Reagan zrobił wolną konkurencje w kolejach i dzieki temu wydawał 6 razy mniej niż wcześniej, a to że miasto Maine wywaliło wszystkich urzedników i zatrudniło do obsługi prywatną firmę, dzieki czemu wydaje na kadry dwa razy mniej. I tak dalej. Co pewien czas robię sobie take 'korwinowanie' za pomocą youtube i slucham powiedzmy 5-6 wywiadów i praktycznie w każdym jest jakiś taki tekst.

              Facet robi wrażenie bardzo inteligentnego i błyskotliwego, więc zakładam że te wszystkie andegdoty i historyjki są prawdziwe. Z drugiej strony wydaje mi się, że jednak gdyby to wszystko było takie proste (wszędzie 6 razy taniej albo 2 razy taniej, pach pach pach) to mimo wszystko znalazłby się jeszcze ktoś mądry i to zrobił. Cieżko uwierzyć, że wszyscy są odporni na tak genialne rozwiązania. No, chyba że własnie Korwin pomija pewne szczegóły (że np koszt obsługi prywatnej firmy organizujacej pracy urzedów są tak duże, że różnica jest niewielka, albo że bardzo spadł komfort podrózy koleją za Reagana itp).
              dla mnie JKM to typ teoretyka, który nie ma żadnego zaplecza (bo go nie szuka) i nigdy niczym nie zarządzał. To co on mówi to bardziej pasuje mi na plan wygrania w SimCity, niż na pomysł na zarządzanie miastem.

              Jak się go słucha to wszystko wydaje się banalnie proste, do czasu kiedy ktoś sobie nie przypomni jak wygląda sam proces decyzyjny, a ja osobiście nie wyobrażam sobie współpracy JKM z jakąkolwiek instytucją/organem rządzącym Rada Miasta/Parlament/Sejmik Województwa
              Lieber tot als rot!!

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Z. Zobacz posta
                Czepiasz się. Ważne, że nie poda ręki Komorowskiemu, a Poncyliusz prowadził skrajnie szkodliwe działania, za które w zasadzie powinien zostać wywalony.



                P.S. Nazgul - po tekscie, że Halicki był sterowany straciłem siły - przepraszam.
                Nic na to nie poradzę. Tysiąc razy powtarzam - politycy nie mówią niczego w imieniu własnym. No, chyba że maja zanik instynktu samozachowawczego. I nie ma w tym niczego ani złego, ani dziwnego.
                From flood into the fire
                One thousand voices sing
                We're in this together
                For whatever fate may bring

                Komentarz


                • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
                  Czytając wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w Newsweeku trzy rzeczy ostro rzucają się w oczy:

                  - ani słowa o długu publicznym,
                  - ani słowa o tym, że PO nie przeprowadziła żadnej znaczącej reformy, a nie przeszkadzał im w tym jego brat(zawetował 2% ustaw),
                  - ani słowa o tym jakie reformy przeprowadziłby on jako premier.
                  Szkoda.
                  Właśnie, czemu Jaro nie powiedział ani razu, że to co wmawia PO, że niby Lech Kaczyński wetował wszystkie ustawy jakie mu w łapki wpadną to bzdura? Przecież każdy to może sprawdzić, o ile mnie pamięć nie myli to prezydent Kaczyński podpisał ponad 800 ustaw, a zawetował dokładnie 18...
                  Zaprawdę powiadam Wam, dziwna jest strategia obrony PiSu!
                  “lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, w której świat faktów nie ma najmniejszego znaczenia” - G. Orwell

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez Jaco Zobacz posta
                    A w jakim celu miałby się teraz napinać, skoro wybory za rok? Zresztą po tekście o bracie, w Newsweeku zaraz ukazałby się zgryźliwy elaborat o szarganiu pamięci zmarłych.
                    Ależ ja nie wątpię w "reakcję", ale zawsze muszą się troszkę po gimnastykować.

                    Wywiad z Rzepy(z soboty, podkreślony fragment):

                    Czy mówienie o tragedii smoleńskiej i konflikt o krzyż nadal będą dominującą częścią przekazu PiS?
                    Odpowiem tak: w okresie wakacyjnym było 18 konferencji prasowych. Na różne tematy. I na kilku z nich pewną częścią – może 10 proc. – była mowa o tych dwóch sprawach.

                    Będę zajmował się katastrofą smoleńską. Partia też, bo jest żądaniem horrendalnym, aby się nie zajmować tak wielką tragedią. Tym bardziej że śledztwo jest prowadzone skandalicznie, postawę polskich władz można nazwać już nie serwilizmem, tylko najbardziej żałosnym lokajstwem. Mogę odwołać się do Rafała Ziemkiewicza, który napisał, że ma poczucie, że dostał w pysk. Też mam poczucie, że dostałem w pysk. Nie dlatego, że jestem bratem i szwagrem dwojga poległych, i przyjacielem kilku kolejnych osób oraz bliskich było mi następne kilkanaście osób. Mam to poczucie po prostu jako Polak.

                    Partia będzie tym się zajmowała raczej przez kanały społeczne niż bezpośrednie. Choć też, gdy trzeba będzie, bezpośrednio. Ale pokazałem panom, że te kilkanaście konferencji świadczy o tym, że zajmujemy się wszystkimi ważnymi sprawami. A to, że my pewnego dnia robimy ważną konferencję na jakiś temat, a następnego dowiadujemy się, że nie zajmujemy się tym tematem, to jest to pytanie o kształt polskich mediów. Rzeczywiście, kluczowa dziś dla naszej demokracji sprawa.
                    http://www.rp.pl/artykul/540432.html

                    Czemu on tak nie robi?

                    Ja wiele nie wymagam, ale chcę jako wyborca, żeby pojechał rząd na dużo dogodniejszym polu. Przez co JA będę mógł również bez problemu krytykować rząd, mając w ręku oręże w postaci wypowiedzi Kaczora.

                    Powinien mówić o tym o czym mówi, ale on o niczym więcej mówić się nie stara.

                    Dyskutuje na łamach nesqucika i ma szanse kogoś przekonać, pokazać że ma plan. A on nawet nie próbuje.

                    Smutno mi z tego powodu.

                    Komentarz


                    • Czy możliwe jest pogodzenie się Marka Migalskiego z PiS?

                      Przestałem widzieć dla niego miejsce od chwili jego występu w sklepie bieliźniarskim. To człowiek z kręgu kulturowego, z którym przynajmniej ja nie chcę mieć nic wspólnego. Być może jestem anachroniczny, ale to przekroczenie akceptowalnych granic. Nie chcę uczestniczyć w polityce, która jest degradacją – nie tylko w skali Polski, także Europy.
                      "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
                        Smutno mi z tego powodu.
                        Obserwując Twoje dzisiejsze posty, to chyba masz zły dzień...
                        Dasz radę
                        "Jest tej najlepszej firmy. Wart jest bardzo dużo. Ma ekran komputerowy i jak się kręci pedałami, to wyskakują cyfry"

                        Komentarz


                        • Ziemkiewicz:

                          Europa, czyli nowa Jugosławia?

                          Rozwiązanie problemu beztroskiego zadłużania państw europejskich jest pilne, ale rozwiązanie problemu „deficytu demokracji” w Unii ważniejsze.

                          Demokracja liberalna jest najlepsza – kto tak nie uważa, musi się liczyć z wykluczeniem z debaty publicznej. Co jednak zrobić, gdy wiara w demokrację kłóci się z empirycznym doświadczeniem? Ogranicza się ją tak, żeby zachować pozory.

                          Z jednej strony wszyscy zgadzają się, że o losie państw powinni decydować większością głosów ich obywatele, przy czym im większa ich część obdarzona jest prawem głosu, tym lepiej. Z drugiej, wszyscy się zgadzają, że o losie państw powinni decydować fachowcy. I tu teoria rozmija się z praktyką, bo, jak łatwo zauważyć, wyborcy rzadko wynoszą do władzy fachowców, więcej, częstokroć ich oczekiwania, przed którymi z oczywistych powodów muszą kapitulować wybieralni politycy, są – w dłuższej niż wyborcza perspektywie – po prostu zgubne.

                          Stąd powszechna pochwała demokracji idzie w całym zachodnim świecie w parze z dążnością do wyjęcia spod władzy polityków najistotniejszych obszarów życia publicznego i przekazania ich w ręce fachowców wybieranych przez innych fachowców. Proces taki praktycznie zakończył się już w odniesieniu do pieniądza – żaden wybieralny polityk nie może już psuć waluty, co w dawnych czasach było prostym sposobem na szybkie zdobycie poklasku wyborców kosztem poważnych kłopotów w dalszej przyszłości.

                          Jeszcze więcej władzy dla eurokratów

                          Ostatnie lata przekonały jednak świat zachodni, że odebranie rządom władzy nad pieniądzem nie wystarczy; wciąż mogą one zdestabilizować światowe finanse, prowadząc nieodpowiedzialną politykę czy to przez zadłużanie się, które stało się zmorą państw europejskich, czy też poprzez niekontrolowane kreowanie quasi-pieniądza rządowymi gwarancjami dla kredytów, co doprowadziło do kryzysu w USA.

                          Zwłaszcza Europa po dramatycznym obnażeniu „kreatywnej księgowości” rządu greckiego przystąpić musiała do dalszego ograniczania demokracji – ratowania przed nią finansów publicznych jako takich. Taka jest geneza propozycji unijnej reformy zarządzania gospodarczego, o której niedawno poinformowała Komisja Europejska, przewidującej skuteczniejsze niż dotąd sankcje dla państw rozdymających deficyty finansów publicznych.

                          Propozycje te nie skupiły na sobie głównej uwagi opinii publicznej, choć dotyczą decyzji perspektywicznie najważniejszej i brzemiennej w skutki. Przede wszystkim, oczywiście, analizowane są skutki planowanej reformy dla europejskiej gospodarki – tę sferę pozwolę sobie tutaj pozostawić fachowcom. Ważniejsze i bardziej dalekosiężne wydają mi się prawdopodobne skutki polityczne.

                          Na gruncie fachowym wszystko wydaje się bowiem oczywiste – zdyscyplinowanie państw strefy euro, a w dalszej perspektywie wszystkich państw członkowskich jest konieczne, aby nie dopuścić do kolejnych kryzysów w typie krachu greckich finansów publicznych; słowa Janusza Lewandowskiego, że lepiej zapobiegać pożarom, niż je gasić, brzmią przekonująco. Sprawy jednak przestają być tak oczywiste, jeśli sobie uświadomimy, że Komisja Europejska nie ma demokratycznej legitymacji do reprezentowania milionów Europejczyków. Oto więc widzimy, jak po cichu istotny atrybut suwerenności państw przenoszony jest na gremium pochodzące z samokooptacji w obrębie swoistej kasty eurokracji, którą wytworzyły dotychczasowe procesy integracyjne.

                          Prawie jak Cezar

                          Sam proces faktycznego dekonstruowania demokracji bez otwartego odrzucania obowiązującej wiary w nią nie jest w historii pozbawiony precedensu. Przykładem narzucającym się jest oczywiście Oktawian August Cezar, który, godząc konieczność z przyzwyczajeniem swych poddanych, zbudował monarchię zachowującą wszystkie pozory republiki – i to tak skutecznie, że jeszcze przez kilka pokoleń dumni ze swej republiki Rzymianie nie zauważali, że już od dawna jej nie mają.

                          Ten przykład historyczny pod pewnymi względami pasuje do sytuacji współczesnej Europy, albowiem – jak zgadza się większość historyków – przyczyną faktycznego zarzucenia przez Rzym republikańskich zasad nie były prywatne ambicje wodzów i polityków (choć, oczywiście, nie brakowało ich), ale konieczność zapanowania nad rozrośniętym ponad miarę imperium
                          . Skuteczność republiki w ogarnianiu coraz to nowych ziem nie była poprzedzona dalekosiężnym zamysłem, jakąkolwiek analizą potrzeb czy możliwości powstającego imperium. Szereg kryzysów pokazał, że demokratyczne mechanizmy władzy, które doskonale sprawdzały się w państwie niewielkim, zawodzą, gdy trzeba myślenia na większą skalę i w dłuższych perspektywach. Alternatywą dla obalenia demokracji był więc chaos.

                          Są jednak i znaczące różnice. Cesarstwo rzymskie było klasycznym imperium mającym dość oczywiste cele i zasady. O jednoczonej Europie można powiedzieć na pewno, że takowym nie jest. Problem w tym, że nikt nie jest w stanie powiedzieć na pewno, czym ona jest i, przede wszystkim, czym będzie w następnych dziesięcioleciach. Wiadomo tylko tyle, że budowana jest od kilkudziesięciu lat chaotycznie, bez powszechnie akceptowanego planu i jasnego wyobrażenia, co właściwie jest budowane.

                          Zaczęło się od Wspólnoty Węgla i Stali, która miała zapobiec wybuchowi kolejnej wojny, potem pojawiła się idea wspólnej strefy gospodarczej umożliwiającej utrzymanie się w światowej konkurencji z Ameryką Północną i Azją Wschodnią, później idea superpaństwa, realizującego konkurencyjną wobec tych dwóch modeli cywilizacyjnych utopię społeczeństwa dobrobytu, w ślad za tym przyszła myśl o wytopieniu w tyglu integracji nowego, „europejskiego” człowieka i europejskiego narodu; gdzieś po drodze wplątała się w to jeszcze chęć wyrównania przez wspólnotowe struktury szans poszczególnych państw i reintegrowania części kontynentu odciętej na pół wieku żelazną kurtyną.

                          Jednak ostatnio integracyjny zapał wypalił się, czego dobitnym znakiem jest niewprowadzenie w życie postanowień traktatu lizbońskiego – wybór na stanowiska, które miały stworzyć wspólne przywództwo, bezsilnych urzędników z dalekiego szeregu oznaczał de facto odłożenie stworzonych tym traktatem możliwości „jeśli nie na stronę, to na czas”.

                          Pancerz na imperializmy?

                          Natura jednak próżni nie znosi i skoro wspólnotowe mechanizmy są po kolei uruchamiane i puszczane w ruch, to ktoś się nimi posługiwać musi. Jeśli zabraknie politycznej woli i pomysłu na stworzenie wspólnego ośrodka zdolnego w sposób harmonijny wypracowywać, mówiąc najogólniej, europejską strategię, to istniejące wspólnotowe mechanizmy będą się musiały wyrodzić.

                          Albo staną się sposobem uprawiania egoistycznej polityki przez wyobcowaną w swoich krajach eurokrację, kontestowaną mniej lub bardziej otwarcie przez rządy narodowe – i to byłoby mniejsze zło – albo wrócimy do tradycyjnego „koncertu mocarstw” i ład europejski rodzić się będzie poprzez ustalenia kilku głównych stolic, które pozostali będą zmuszeni przyjmować do wiadomości. A wtedy wszystkie pracowicie tworzone instytucje, które w założeniu posłużyć miały położeniu kresu wewnątrzeuropejskiej rywalizacji, stać się mogą potężnym narzędziem wykorzystywanym przez mocarstwa do ugruntowywania dominacji nad mniejszymi państwami i wymuszaniu na nich swoich egoistycznych interesów.

                          Sądzę, że taki model Wspólnoty Europejskiej będącej swoistym egzoszkieletem dla narodowych imperializmów jest najgorszym, co może się stać ze wznoszoną od dziesięcioleci budowlą.

                          W chwili obecnej obserwujemy, jak sytuacja rozwija się właśnie w tym najbardziej niepożądanym kierunku. Nie jest oczywiście przesądzone, że europejska polityka znowu wróci w koleiny kongresu wiedeńskiego, niemniej klimat zniechęcenia do integracji, przekonanie, że oznacza ona „dokładanie” przez bogate kraje do biedniejszych i nacisk na bardziej egoistyczną, mocarstwową politykę, dawno już nie był w głównych krajach Unii tak silny. I nie widać niestety politycznego projektu, który mógłby się mu przeciwstawić.

                          A dopóki takiego projektu nie ma, oddanie, de facto, w ręce Komisji Europejskiej kolejnej ważnej kompetencji państw narodowych może mieć złe skutki. Wbrew pozorom, które zdają się wskazywać, że nowe, ostrzejsze reguły są na rękę właśnie słabym graczom – bo pamiętajmy, że z dotychczasowej słabości korzystały dotąd, łamiąc bezkarnie zasady spójności, głównie Niemcy i Francja. To jednak korzyść krótkoterminowa.

                          Deficyt demokracji

                          Długoterminowo narzucenie krajom Unii dyktatu finansowego grupy oderwanych od obywateli fachowców, bez mechanizmu demokratycznej kontroli nad nimi, oznaczać będzie uruchomienie procesów, które doprowadziły do rozpadu Jugosławii. Warto, żeby Europa studiowała dziś ten przykład i zadawała sobie pytanie, dlaczego ten eksperyment dał tak fatalne skutki, podczas gdy na przykład w Szwajcarii modelowo udało się trwałe połączenie w imię wspólnych interesów narodów mówiących różnymi językami
                          .

                          Nietrudno zauważyć fatalność, która powtarza się wszędzie tam, gdzie odmienne obszary usiłuje się integrować metodami odgórnymi, socjalistycznymi. Zawsze wywołuje to narastające przekonanie każdego z podmiotów, że to on właśnie dokłada do innych i jego kosztem cała integracja się odbywa, a to prowadzi do ostrych napięć.

                          Aby w ogóle móc mówić o zasadniczym problemie Unii Europejskiej, stworzono politycznie poprawne określenie „deficyt demokracji”. Jakkolwiek problem ten nazwiemy – on istnieje. A włożenie systemu kontroli budżetowej w ręce Komisji Europejskiej w takiej strukturze Unii, jaka obecnie istnieje, tylko go pogłębi. Mówiąc potocznie, jest to pewny sposób na wyhodowanie np. w Niemcach przekonania, że utrzymują leni z całej Europy, a w reszcie Europy, zwłaszcza tej najboleśniej pamiętającej wojnę, że Niemcy okradają ją z zasiłków i emerytur.

                          Rozwiązanie problemu beztroskiego zadłużania państw europejskich jest pilne, ale rozwiązanie problemu „deficytu demokracji” jest ważniejsze. Wymaga to odważnej, szeroko zakrojonej reformy Wspólnoty. Na razie Europa idzie po linii mniejszego oporu. A to zawsze linia wiodąca donikąd.
                          http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/0...wa-jugoslawia/
                          My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

                          Komentarz


                          • Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski rozpoczął czyszczenie kadr z urzędników zatrudnionych jeszcze w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego – dowiedział się Newsweek.pl. W środę rano wręczono pierwszych siedem wypowiedzeń, ale w czwartek ma być ich znacznie więcej. Cięcia objęły osoby pracujące w gabinecie szefa kancelarii oraz w departamencie analiz. Wszyscy zwolnieni pracownicy są proszeni o... nie pojawianie się więcej w pałacu prezydenckim.

                            Wypowiedzenia są wręczane z „winy zakładu pracy” co oznacza 1- lub 3-miesięczny okres wypowiedzenia (w zależności od stażu pracy) oraz konieczność wypłaty odszkodowania (równowartość dwóch pensji). Wśród osób, które mają odejść, jest m.in. Małgorzata Gosiewska, była żona nieżyjącego posła PiS Przemysława Gosiewskiego.

                            – Jest mi przykro. Nic więcej nie mam do powiedzenia na ten temat – ucina rozmowę Gosiewska. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy Małgorzata Gosiewska nie odebrała wypowiedzenia, gdyż przebywa na zwolnieniu lekarskim. - Na czarnej liście znalazła się także matka i żona jednego z posłów PiS – mówi nam, proszący o anonimowość, parlamentarzysta PO blisko związany z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Zwolnienia mają potrwać do końca tego roku. Zapewne w nowym zacznie się proces odwrotny.
                            http://www.newsweek.pl/artykuly/sekc...denta-,65443,1

                            Zgoda buduje.

                            Komentarz


                            • Jak do władzy wróci PiS to zrobi dokładnie taka samą czystkę i tak samo będzie się żaliła druga strona. Takie prawo dżungli: albo jesteś ze stada, albo wypad.
                              From flood into the fire
                              One thousand voices sing
                              We're in this together
                              For whatever fate may bring

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez eyeslow Zobacz posta
                                http://www.pis.org.pl/article.php?id=17794 - Sojusznicy i wartości

                                EDIT: i dość ciekawy wydaje mi się komentarz, chociaż pewne tezy mocno dyskusyjne

                                http://swiatowidz.pl/?p=455
                                I komentarz męża pani Appelbaum. Komentarz godny męża sta.. , ups , pani Appelbaum :

                                - Opozycji oczywiście zawsze wolno powiedzieć więcej niż rządowi. Ale jeśli chodzi o kolejne wystąpienia prezesa Jarosława Kaczyńskiego to, wybaczą państwo, ale ja zadaję sobie zawsze pytanie, czy tym razem pan prezes jest na proszkach, czy nie - powiedział Sikorski dziennikarzom w Mołdawii, pytany o komentarz do artykułu Jarosława Kaczyńskiego pt. "Sojusznicy i wartości".
                                "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                                Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                                Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                                Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                                "
                                Janusz Waluś - czekaMY!

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X