Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Czy Palikot się onanizuje?


    Subotnik Ziemkiewicza

    "Oto zagadka, nad którą głowię się od dawna. Jak to jest, że głupia, chamska propaganda ma moc uwodzenia umysłów wybitnych? Że umysłowe prostactwo przyciąga wyrafinowanych intelektualistów, a brutalne chamstwo imponuje wysublimowanym estetom? Jeśli spotkam w najbliższym czasie Eustachego Rylskiego, nie omieszkam zadać mu tego pytania, choć wątpię, żeby znakomity pisarz był w stanie wyjaśnić, co mu zaimponowało w Palikocie.

    Być może ja mu to zdołam wyjaśnić − jako się rzekło, zastanawiam się nad podobnymi przypadkami od dawna i do pewnych wniosków doszedłem. Ale podzielę się nimi za chwilę.

    Najpierw spróbuję wyjaśnić, dlaczego Rylski i wielu innych Polaków tak chętnie przyjmuje za pewnik nie podpartą żadnymi faktami tezę, że za katastrofę rządowego samolotu winę ponosi śp. Lech Kaczyński. Wiara w to w niektórych kręgach (nie wiem, na ile głęboko jest w niej zaawansowany sam pisarz) jest już tak mocna, że uniemożliwia wszelką racjonalną dyskusję. Kaczyński winien jest po prostu przez sam fakt, że do Katynia leciał, bo „po co właściwie się tam pchał”. Można (i mimo wszystko trzeba) podnosić oczywistości: że to on właśnie, zgodnie z konstytucją i ugruntowanym obyczajem, był gospodarzem tej uroczystości, że przygotowania do niej trwały na długo zanim Putin zaprosił tam nieoczekiwanie także polskiego premiera, a więc jeśli ktoś się „wepchnął”, to właśnie Tusk, usiłując po raz kolejny wcisnąć się przed prezydenta w światło kamer i przypisać sobie zasługi w „historycznym pojednaniu” z Rosją. Wszystko to odbije się od niewzruszonej wiary żelaznego fan-klubu Tuska niczym od betonowej ściany.

    To wstrętne, ale doskonale zrozumiałe. Tylko przyjęcie takiej postawy chroni ich przed utratą poczucia bezpieczeństwa i szacunku dla siebie, a każdy psycholog przyzna, że ludzki umysł, świadomie czy podświadomie, kombinuje zawsze tak, aby przede wszystkim zachować te dwa filary dobrego samopoczucia.

    Można (i mimo wszystko trzeba) podnosić oczywistości. Piloci, jeśli byli pod presją, to przede wszystkim tego, że de facto nie mieli wariantu awaryjnego. Z kuriozalnej odpowiedzi ministra Klicha na pytanie o alternatywne lądowiska wynikało jednoznacznie, że to im samym pozostawiono wypełnienie w papierach rubryki „lotnisko zapasowe”, a więc, że de facto żadne lotnisko zapasowe nie było przygotowane. I pilot wiedział, że w istocie w Mińsku − na przykład − wylądować nie może, bo tam nikt nic nie wie, samolot zostanie otoczony przez pograniczników i wybuchnie skandal dyplomatyczny. A w innym porcie rosyjskim − też nie, bo zgodnie z procedurami nie można by nawet wysiąść z samolotu, dopóki nie przyjedzie tam BOR, a będzie jechał z bardzo daleko.

    Piloci, jeśli byli pod presją, to między innymi tego, że narzucono im limit zużycia paliwa i rozliczano z niego. Pisaliśmy o tym, rzecz jest stwierdzona i oczywista; ale wszystko to odbija się jak betonowej ściany. Podobnie jak wiedza o totalnej degrengoladzie naszych sił zbrojnych w ogóle, a transportowego spec-pułku w szczególności, o nie zgrywaniu załóg, zaniechaniu ćwiczeń na symulatorach etc. Za wszystko to odpowiedzialność ponosi nie Kancelaria Prezydenta, ale rząd.

    Już samo to sprawia, że najlepiej jest zwalać winę na pilota i na tym zamknąć wszelkie dochodzenie. Lobby zainteresowanych takim zamieceniem sprawy jest bardzo potężne.

    Takie jest w mniejszym czy większym stopniu przy każdej katastrofie: zawsze najlepiej jest dla wszystkich żywych, żeby cała winę zwalić na umarłych i mieć spokój.

    Ale w tym wypadku dochodzi dodatkowy czynnik. Jeszcze potężniejszy.

    Rzecz w tym, że kwestia, czy pilot był pod presją czy nie, nie ma w ogóle znaczenia. Wiemy już, że pilot nie próbował lądować za wszelką cenę. W ogóle nie próbował lądować. Katastrofa nastąpiła gdy schodził tylko, zgodnie z poleceniami wieży kontrolnej, aby rozpoznać warunki ewentualnego lądowania. Albo był źle naprowadzany, albo miał złe dane o wysokości, albo z jakiejś innej jeszcze przyczyny zakładał przy tym błędnie, że jest znacznie wyżej, niż był w rzeczywistości. Tyle wiemy z ujawnionych fragmentów stenogramów.

    Ta wiedza powiada, że ewentualna postawa obecnych na pokładzie prezydenta, generała Błasika czy szefa protokołu nie mogła mieć dla katastrofy znaczenia.

    Czy można to, co tu w skrócie wyłożyłem, obalić jakimkolwiek racjonalnym argumentem? W świetle faktów nie można. Ale można nie przyjmować do wiadomości. I tak właśnie − jeśli wierzyć badaniom, pod które wyszył swój występ Palikot − czyni blisko połowa Polaków. Dlaczego?

    Wiem i powiem. Ze strachu, że prawda może się okazać nie do przyjęcia. Że okaże się coś, z czym się nie będą mogli pogodzić, bo naruszy to ich wspomniane już wyżej psychologiczne pryncypia, poczucie bezpieczeństwa i szacunku dla siebie.

    Bo wyobraźmy sobie, że fakty zaczęłyby nieuchronnie wskazywać na błąd rosyjskiej kontroli lotu. Nic więcej, niż tylko błąd − proszę, spróbujmy sobie to wyobrazić.

    Obecna, przypomnijmy, władza przestraszyła się zgodzić na postępowanie zgodne z obowiązującą umową między naszymi państwami (od niedawna wiemy, że wstępnie zaproponował uznanie właśnie jej za podstawę prac prezydent Rosji) obawiając się, że − jak ujął premier Tusk − Rosja uzna to za „krok zimnowojenny”. Czy w hipotetycznej sytuacji stwierdzenie współwiny rosyjskich kontrolerów odważyłaby się zażądać od Rosji przeprosin i odszkodowań?

    No, załóżmy nawet, że by się zgodziła. Co by na to powiedzieli Rosjanie? Krótka „miłość” po katastrofie już się skończyła. Rosja prawdopodobnie odpowiedziałaby tak, jak na stwierdzenie faktu, że jej żołnierze obrabowali zwłoki śp. Andrzeja Przewoźnika. To znaczy oburzeniem, że to hańba, faszystowska prowokacja i plucie na wielki kraj, gromką odmową i zapewne jeszcze pobiciem przez „nieznanych sprawców” polskich dyplomatów w Moskwie.

    No i co wtedy? Tusk by wypowiedział Rosji wojnę? No, może pobiegłby na skargę do Berlina albo Brukseli? No, powiedzmy, pobiegłby. A tam by mu kazano poczekać pod kuchennym wejściem, bo są akurat ważniejsze sprawy.

    I jak by się wtedy czuła rzesza fanów, tak gorąco emocjonalnie związana z władzą? Zresztą, jak by się czuła cała Polska?

    A ponieważ na nieprawidłowości po stronie rosyjskiej wskazuje coraz więcej, uruchamia się podświadomy, potężny mechanizm psychologicznego wyparcia. Po pierwsze − wina nie może leżeć po stronie Rosji. Po drugie, skoro musi leżeć po stronie Polski, dla wielu winnym musi być prezydent, którego całe życie nienawidzili, a nie rząd PO, w którą zainwestowali tyle wiary i codziennie inwestują jej jeszcze więcej.

    A więc − Kaczyński jest winny, bo musi być winny. To najlepsze wyjście dla wszystkich, poza nim, ale on już przecież nie żyje, a jego zwolennicy im szybciej wymrą, tym lepiej. Taka musi być prawda i innej prawdy być nie może. Jeśli fakty są przeciw, tym gorzej dla faktów.

    Takie nastroje z całym sobie właściwym cynizmem rozgrywa Palikot. I to jest wstrętne, ale racjonalne i zrozumiałe. Osobiście kłopot mam ze zrozumieniem tylko jednego. Mimo wszystkich odbytych studiów pozostaję, i zresztą szczycę się tym, prostym mazowieckim chłopem i pokrętne mózgowanie intelektualistów pozostaje dla mnie niepojęte. W jaki sposób intelektualista potrafi zaplątać się w emocjonalnym spazmie i wyłączyć przy tym myślenie do tego stopnia, by nie zauważać, iż występ Palikota był celowym wekslowaniem sprawy w zupełnie nie mające do niej nic insynuacje?

    Hipotezę o współwinie prezydenta można rozważać tak samo, jak na przykład hipotezę o zamachu − znane fakty nie wskazują, ale teoretycznie i takie wyjaśnienie jest możliwe. I gdyby ktoś szedł w tym kierunku, nie potępiałbym go. Ale Palikot insynuuje, że Lech Kaczyński był od rana pijany. A załóżmy na chwilę, że nawet by był − to i co? Jaki to ma związek z katastrofą? Żadnego przecież. To tylko plucie i nic poza tym.

    Pytanie, czy prezydent był trzeźwy, jest równie zasadne, jak pytanie, czy poseł Palikot przed swoją konferencją prasową się onanizował, jak podobno ma we zwyczaju. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć − jestem pewien, że w tej sprawie Eustachy Rylski mnie poprze − czy ważny polityk rządzącej partii, wiceprzewodniczący jej klubu parlamentarnego i jeden z medialnych „frontmenów” nie działa pod wpływem swoich seksualnych frustracji. Milczenie Palikota w tej sprawie jest wymowne. Charakterystyczne jest także, że jego była żona nigdy nie odpowiedziała wprost na pytanie, w jaki sposób Palikot to robi. Czy jest, jak to nazywa fachowo seksuologia, pigmalionistą, zaspakajającym się przy fotografiach i filmach, czy też, jak głoszą plotki (ile w nich prawdy, panie pośle? Dlaczego nie chce pan się do nich ustosunkowywać? Co pan ukrywa?) uprawia autoerotyzm przed swoim odbiciem w lustrze.

    Państwo myślicie, że kpię? Jeszcze niedawno sam bym pomyślał, że to kpiny, i na dodatek niesmaczne, niestosowne i żałosne. Ale dziś oto okazuje się, że to najzupełniej poważny dyskurs polityczny. Że po prostu zadałem na głos pytania, które muszą zostać wreszcie zadane. I opinia publiczna powinna mi być wdzięczna, że mam tę odwagę.

    Drogi Eustachy, na litość Boską − naprawdę, podoba ci się, że tak będziemy teraz rozmawiać? Naprawdę czujesz wdzięczność dla człowieka, który nas w taki język wciągnął? "
    "Więcej niż 3 mln Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. Będziemy ich nękać tak długo, dopóki Polska się znów nie pokryje lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym."

    Israel Singer na Światowym Kongresie Żydów

    Komentarz


    • Wywiad dla "Naszego Dziennika": "Prezydentura z WSI na zapleczu". Z prof. KUL dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem i wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Małgorzata Rutkowska
      Stan naszej armii eksperci określają krótko: zapaść. Jakie powinny być priorytety polityki obronnej kreowanej przez głowę państwa?
      - Prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Najważniejszym z jego obowiązków jest dbałość o bezpieczeństwo narodowe, czego gwarantem są siły zbrojne. Prezydent musi mieć wyrobione zdanie, czy armia jest zdolna wypełnić konstytucyjny obowiązek obrony państwa. Punktem wyjścia powinno zatem być całościowe zbadanie stanu sił zbrojnych. Przy czym należałoby uwzględnić opinie ekspertów związanych z partiami opozycyjnymi, skoro szefowie tych partii są członkami Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Ważne jest też stanowisko prezydenta w kwestii wydatków na wojsko. W ostatnich dwu latach wykonanie budżetu MON było niższe od ustawowego 1,95 proc. PKB. Rząd nie przestrzega ustawy o finansowaniu obronności.

      Minister finansów chce znieść ustawowy wymóg, zgodnie z którym 1,95 proc. PKB przeznacza się na armię. Dojdzie do konfliktu z prezydentem elektem?
      - Minister finansów uzasadnia to kryzysem. Państwo osiąga mniejsze dochody, więc będziemy mniej przeznaczać na obronność. Dziwne tłumaczenie. Określony ustawowo stały odsetek jest procentem od wielkości, którą państwo dysponuje. W liczbach bezwzględnych będzie mniej pieniędzy przy zachowaniu obowiązującego wskaźnika. Dlaczego rząd chce jeszcze zmniejszyć sam wskaźnik?

      W powodzi obietnic Komorowski zaklinał się, że 1,95 proc. zostanie utrzymane.
      - Jeśli zechce dotrzymać słowa, będzie musiał zgłosić weto, gdy minister finansów przeforsuje zmniejszenie wskaźnika 1,95 proc. Zamiast zapowiadanej zgody będzie konflikt prezydenta z rządem.

      Obietnica wycofania naszego kontyngentu z Afganistanu wywołała publiczny spór między szefem BBN a szefem Sztabu Generalnego. O czym świadczy ten dysonans?
      - To nie najlepiej rokuje dla działalności ośrodka prezydenckiego. Przypominam, że bardzo ważna deklaracja o wyjściu z Afganistanu została złożona przez Komorowskiego w dziwnych okolicznościach. Spowodował ją atak na naszych żołnierzy w Afganistanie i śmierć jednego z nich. Przyszły prezydent pod wpływem emocji złożył ważne oświadczenie, co źle świadczy o odporności psychicznej w sytuacji kryzysowej kogoś, kto będzie głową państwa.

      Zabrakło zimnej krwi, wyważenia decyzji?
      - Można tak to ocenić. Do tego dochodzi odpowiedzialność za wypowiadane słowo. Wielu ekspertów wyrażało obawy, że po zapowiedzi wycofania wzmogą się ataki na polskich żołnierzy. Przeciwnik zechce w ten sposób niejako utwierdzić Komorowskiego w przekonaniu, że z Afganistanu trzeba się wycofać. I były kolejne ataki, zginęło dwóch naszych żołnierzy, kilku zostało rannych. Opowieści, że Afganistan jest daleko, a talibowie nie wiedzą, co dzieje się w Polsce, są w czasach internetu dowodem wyjątkowej naiwności.

      Prezydent realizuje swoje zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Skończą się konflikty, spory o nominacje generalskie?
      - Zdaje się, że prezydent elekt nie chce mieć takiego "pośrednika" jak minister Klich i podobno usiłuje go usunąć z MON. Ma pewne doświadczenie - w lipcu 2001 r. bardzo sprawnie wyrzucił mnie z resortu. Komplikacją mogą być wysokie notowania Klicha u premiera Tuska. Wszak wśród sukcesów rządu wymienia się "uzawodowienie" armii. W moim przypadku odwołanie było łatwiejsze, bo premier Buzek mnie nie bronił. Obserwatorzy sceny politycznej wskazują, że Komorowski jest pozbawiony charyzmy, jest kimś bez wyrazu. Poseł SLD Bartosz Arłukowicz zauważył, że Komorowski dawał sobie radę jako marszałek, gdy miał wszystko "napisane w punktach na kartkach". Nie daje rady, "kiedy musi zacząć mówić to, co naprawdę myśli". Włodzimierz Cimoszewicz zastanawiał się nawet, czy liczne gafy nie świadczą o ignorancji Komorowskiego. Wydaje się, że wiele będzie zależało od osób doradzających prezydentowi. One będą kształtować zachowania i politykę głowy państwa polskiego. Zobaczymy, jaki to będzie miało wpływ na wojsko.

      Polityk chwiejny, bez wyrobionego zdania - co to oznacza dla armii?
      - Pierwsze prawo żołnierskie to być dobrze dowodzonym. Jakim dowódcą okaże się nowy zwierzchnik sił zbrojnych? Żołnierze w Afganistanie, którzy są w ogniu walki i rozpoznają cechy przywódcze, w większości głosowali na Jarosława Kaczyńskiego. Wprawdzie Bronisław Komorowski odwiedził ich, przekonywał do siebie, ale zdaje się, że bezskutecznie.

      Czyli rację ma gen. Waldemar Skrzypczak, mówiąc, że nasza armia w ogóle nie jest dowodzona?
      - Tak, ma rację. To samo zresztą mówi gen. Sławomir Petelicki, któremu Komorowski w trakcie debaty telewizyjnej odmówił miana żołnierza. Jest kilka kwestii, których - jak mi się zdaje - prezydent elekt nie bardzo pojmuje.

      O jakie kwestie chodzi?
      - Po pierwsze rola i pozycja Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Prezydent elekt nie docenia roli Stanów Zjednoczonych i zdystansował się od konserwatywnego premiera rządu Wielkej Brytanii. To osłabia relacje Polski z państwami, które oceniam jako najbardziej wartościowe w konstruowaniu bezpieczeństwa Polski. Rzeczą podstawową jest stworzenie w NATO tzw. planów ewentualnościowych (contingency plans) przewidujących wojskowe działania w przypadku zagrożenia naszego kraju. Toczy się spór w Sojuszu o te plany. Przeciwni są Niemcy, podnosząc, że tworzenie planów obronnych zirytuje Rosjan. Prezydent elekt zapowiada, że najpierw odwiedzi Brukselę, Paryż i Berlin. Budowa bezpieczeństwa przez stawianie na tych, którzy nie widzą potrzeby stworzenia planów ewentualnościowych dla obrony m.in. naszego kraju, jest bardzo ryzykowna.

      Nadchodzi czas podejmowania niepopularnych decyzji - armia zawodowa oznacza konieczność zmniejszenia liczby garnizonów. Co nowy prezydent powie zwalnianej kadrze, rodzinom wojskowych?
      - Jako sekretarz stanu (pierwszy wiceminister) w MON przeforsowałem utworzenie systemu obrony terytorialnej (OT). To pozwalało utrzymać infrastrukturę garnizonową i skierować kadrę do rozwijanych wojsk OT. Planowaliśmy powołać brygady OT w każdym województwie i kilkadziesiąt samodzielnych batalionów. Jednostki byłyby skadrowane, a żołnierze mieli być mobilizowani w sytuacji zagrożenia wojennego lub kryzysu, np. na wypadek powodzi. Początkowo minister Janusz Onyszkiewicz nie chciał się zgodzić na realizację planu tworzenia obrony terytorialnej. Szukając sojusznika, znalazłem go w ówczesnym pośle Komorowskim, który był przewodniczącym sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Wtedy krytykował pomysły tworzenia armii zawodowej i poparł moje zabiegi o utworzenie obrony terytorialnej. Dziś zmienił zdanie... Nie protestował, gdy rząd PO wprowadził armię zawodową, a minister Klich zlikwidował wojska obrony terytorialnej.

      Nowy prezydent może zaproponować jakieś korekty uzawodowienia armii?
      - Nie sądzę, by zajął inne stanowisko niż jego partia. A rząd jest przekonany, że stworzył "profesjonalną" armię. Mamy natomiast karykaturę armii zawodowej - małą, źle uzbrojoną, słabo wyszkoloną. Opowiadano mi, że nowego szefa Sztabu Generalnego powitał oficer dyżurny w niekompletnym mundurze słowami: "Dzień dobry, panie generale". Nie wiedział, że powinien złożyć meldunek.

      Armia wiąże jakieś nadzieje z prezydentem Komorowskim?
      - Jeżeli chodzi o tych, których znam, a jest to spory krąg wojskowych, przeważają opinie negatywne. Oficerowie mówią, że to nie był dobry wybór, biorąc pod uwagę pełne solidaryzowanie się prezydenta elekta z polityką jego partii. Podejrzliwie potraktowali też list premiera zapewniający, że nie będzie zmian w systemie emerytalnym. Uznano, że był to chwyt wyborczy.

      Rozumiem, że po zwycięstwie kandydata Platformy nie otworzyli szampana jak generał Dukaczewski. Dawni funkcjonariusze WSI mogą znaleźć się w otoczeniu głowy państwa? Prezydent elekt jako jedyny poseł Platformy glosował przeciw rozwiązaniu WSI.
      - Bronisław Komorowski ma liczne i różnorakie kontakty w środowisku wojskowych tajnych służb. Nie tak dawno podnoszono ten temat w mediach. Generał Dukaczewski mówił, że chętnie pomoże Komorowskiemu, gdy ten zostanie prezydentem. Myślał o tym, zdaje się, inny były szef WSI - generał Tadeusz Rusak, który całkiem niedawno bronił Komorowskiego, pomniejszając jego udział w usunięciu mnie z MON. To wszystko wskazuje na to, że oficerowie tajnych służb bez wątpienia znajdą się w otoczeniu nowego prezydenta RP.

      A jakie są według Pana perspektywy tej prezydentury?
      - Biorąc pod uwagę szkody, jakie wyrządził, nie darzę Komorowskiego sympatią i nie będę dociekał, jakie są perspektywy jego prezydentury. Nie chcę też traktować go tak, jak jego przyjaciel Janusz Palikot traktował prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wyrażę tylko nadzieję, że prezydent elekt spełni zapowiedź o zgodzie, która przecież buduje.

      Dziękuję za rozmowę.


      http://www.naszdziennik.pl/index.php...my&id=my11.txt
      http://blogmedia24.pl/node/33171
      My ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój, na zgubę wrogom naszym.

      Komentarz


      • "Dziennik Gazeta Prawna": Wśród potencjalnych kandydatur nowego szefa TVP krążących na dziennikarskiej giełdzie pojawiają się m.in. nazwiska Tomasza Lisa oraz Tomasza Wołka.
        W nadchodzących dniach politycy PO, SLD i PSL zasiądą do rozmów o ewentualnej medialnej koalicji. Kartą przetargową w negocjacjach są pozostałe trzy miejsca w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Ostatecznych decyzji należy się spodziewać do czwartku - informuje "Dziennik".

        Co do obsady najważniejszych stanowisk w TVP wymienia się kilka znanych nazwisk. Jak zauważa "Dziennik Gazeta Prawna" nazwisko Tomasza Lisa w takich sytuacjach pojawia się "jak zwykle". Wymienia się też Macieja Grzywaczewskiego, szefa "Jedynki" za czasów prezesury Jana Dworaka. Grzywaczewski mówi jednak, że nic mu o tym nie wiadomo. Wymienia się też Tomasza Wołka, który mówi "nie potwierdzam, nie zaprzeczam".

        Toczące się między politykami negocjacje śledzą pracownicy Telewizji Polskiej. Wydaje się, że los osób zajmujących kierownicze stanowiska, a kojarzonych z PiS jest właściwie przesądzony. Więcej optymizmu zachowują pracujący w TVP2 oraz TVP Info. Te osoby liczą na to, że SLD zachowa jakieś wpływy w gmachu przy Woronicza i "wszystko pozostanie bez zmian".


        Do kompletu brakuje tylko Kuczyńskiego
        jest cynizm w skurwysynach...

        Komentarz


        • I Paradowskiej.
          "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
          Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
          Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
          Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
          "
          Janusz Waluś - czekaMY!

          Komentarz


          • Odpolityczniono media ,że hej!

            Wołek

            A co najlepsze PełO dalej ma wyborców...

            Komentarz


            • Znalezione na WP.pl
              Ruch Poparcia Palikota: jest nas 10 milionów!

              Mimo krytyki kolegów partyjnych, Janusz Palikot zawzięcie broni swojego zdania, że to Lech Kaczyński lub jego otoczenie doprowadziło do katastrofy smoleńskiej. Na swoim blogu informuje o założeniu "Ruch Poparcia Palikota" i apeluje o wsparcie.

              Zdaniem Palikota, ludzi którzy mają podobne zdanie jak on jest 10 milionów. Nie spoczniemy - zapowiada poseł PO Nie damy się ani zastraszyć ani zamknąć. Nie boimy się straszenia grzechem czy piekłem. Wierzymy w człowieka i jego rozum - nawołuje.

              Janusz Palikot domaga się także upublicznienia informacji o tym, co znajdowało się we krwi zmarłego prezydenta i dlaczego Jarosław Kaczyński nie identyfikował ciała Marii Kaczyńskiej, a ograniczył się jedynie do identyfikacji Lecha?.
              Do tej pory do Ruchu Poparcia Palikota dopisało się 55 osób.

              Jak czytamy na blogu wiceszefa klubu PO, Ruch Poparcia Palikota oczekuje:
              1. Zapisu rozmowy pomiędzy Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi odbytej z pokładu samolotu.

              2. Przesłuchania urzędników kancelarii na okoliczność tego co robił prezydent w nocy z 9 na 10 kwietnia.

              3. Zbadania powodów, dla których spóźnił się 25 minut, gdy tymczasem te minuty decydowały o wypadku.

              4. Ustalenia kto odpowiada za taki, a nie inny skład delegacji?

              5. Informacji o tym co znajdowało się we krwi zmarłego prezydenta – jakie substancje?

              6. Kto domagał się i podjął decyzję o pochowaniu prezydenta na Wawelu w sytuacji, kiedy nie można było wykluczyć jego odpowiedzialności za katastrofę?

              7. Dlaczego Jarosław Kaczyński nie identyfikował ciała Marii Kaczyńskiej, a ograniczył się jedynie do identyfikacji Lecha?

              8. W jakich warunkach została zawarta polisa ubezpieczeniowa na sumę 3 milionów złotych przez kancelarię prezydenta?


              http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,t...l?ticaid=1a825
              "Lecz przysięgaliśmy na orła i na krzyż,
              na dwa kolory, te najświętsze w Polsce barwy,
              na czystą biel i na gorącą czerwień krwi,
              na wolność żywym i na wieczną chwałę zmarłych"

              "Bo lepiej byśmy stojąc umierali,
              Niż mamy klęcząc na kolanach żyć."

              Komentarz


              • Zamieszczone przez karakan Zobacz posta
                A co najlepsze PełO dalej ma wyborców...
                Miało, ma i mieć będzie. Bo przecież skoro "PiSlamamiści mieli swoje media, to i nam wolno". Wszystko w porządku. Bo przecież TERAZ,*****,MY!
                http://pl.wikipedia.org/wiki/TKM
                Bezapelacyjnie, do samego końca. Mojego lub ich.

                Komentarz


                • Zamieszczone przez Bold Zobacz posta
                  Miało, ma i mieć będzie. Bo przecież skoro "PiSlamamiści mieli swoje media, to i nam wolno". Wszystko w porządku. Bo przecież TERAZ,*****,MY!
                  http://pl.wikipedia.org/wiki/TKM
                  Jak Kalemu ukraść krowę to źle, ale jak Kali komuś ukraść krowę to dobrze....
                  "Lecz przysięgaliśmy na orła i na krzyż,
                  na dwa kolory, te najświętsze w Polsce barwy,
                  na czystą biel i na gorącą czerwień krwi,
                  na wolność żywym i na wieczną chwałę zmarłych"

                  "Bo lepiej byśmy stojąc umierali,
                  Niż mamy klęcząc na kolanach żyć."

                  Komentarz


                  • Foxx, Siły Zbrojne są w kryzysie, ale to sprawa o wiele poważniejsza niż przywództwo, dowodzenie czy procent PKB przeznaczany na obronę. U nas nie ma koncepcji funkcjonowania armii. To dlatego każda złotówka wydawana na wojsko jest zwykłym wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Karmimy potworka, który żre za pięciu a jest praktycznie bezużyteczny...

                    Sprawy obronności są niezwykle proste, ale jakoś nikt nie ma woli się za nie zabrać. A przecież wystarczy tylko nakreślić politykę Państwa na lata, wykreować zamiary przy uwzględnieniu realnych możliwości, określić i zdefiniować zagrożenia w perspektywie ok. 25 lat, zlecić Sztabowi Generalnemu opracowanie koncepcji ich neutralizacji i skierować to do MON w celu realizacji. Potem tylko konsekwencja w działaniu i elastyczne reagowanie na zmieniające się czynniki (to nieuniknione), ale tak żeby główny kierunek był utrzymany. Proste w teorii, ale w praktyce nie do zrealizowania bo jaki rząd patrzy dalej niż do następnych wyborów parlamentarnych?
                    Cyt. "OFMC kradnie przechodniom rowery, robi burdy w sklepach , bije i zaczepia przechodniów!"

                    Komentarz


                    • Mamy w Polsce problem z czwartą władzą. Nie wypełnia swych obywatelskich obowiązków, zawodzi, za nic ma swą niezależność. Zamiast służyć czytelnikom, widzom i słuchaczom, służy określonym siłom. No, może niecała. Są na szczęście wśród nas ci, którzy wyznaczają azymut, którzy są jak kamienie milowe lub morskie latarnie. To budzi zawiść.

                      Niestety, Piotr Gursztyn zawiści uległ, pisząc swój paszkwil na konkurencję (“Z propagandy da się wyżyć”, “Rz” 4.07). Ale nic dziwnego, jest w końcu dziennikarzem prawicowym. To się rzuca w oczy.

                      Sporo jednak wokół różnych przebierańców. Kryją się, maskują. Nie zawsze tak łatwo odróżnić dziennikarza prawdziwego, niezależnego od tego prawicowego. Dla zagubionych – krótki poradnik.

                      1 Dziennikarze dzielą się zasadniczo na obiektywnych i prawicowych. Dziennikarz obiektywny (lub jak kto woli – niezależny) wskazuje czytelnikom, którego kandydata należy popierać. Dziennikarz prawicowy nie wskazuje, przez co dopuszcza możliwość głosowania na drugiego kandydata, co jest oczywiście jedynie zabiegiem socjotechnicznym. Albowiem już samo uznanie równoprawności podmiotów na scenie politycznej jest jaskrawym nadużyciem praw i obowiązków niezależnego dziennikarza.

                      2 Publicystyka niezależna zajmuje się analizą sytuacji w PiS, niezależnie od tego, gdzie aktualnie PiS się znajduje: przy władzy czy w opozycji. Zawsze stanowi bowiem zagrożenie dla demokracji i dobrego smaku. Publicyści prawicowi poświęcają swój czas i energię prześwietlaniu władzy, a więc postępują w sposób nieodpowiedzialny, ponieważ władza jest w rękach ludzi odpowiedzialnych. Bez wysiłku można zatem wywnioskować, że robią to na zlecenie i w porozumieniu z politykami prawicy.

                      3 Autorzy obiektywni piszą o poczynaniach rządu obiektywnie, czyli neutralnie. Nie oceniają, po prostu informują, bo to jest ich obowiązkiem. Komisarze polityczni udający dziennikarzy nie piszą neutralnie, są krytyczni. Posuwają się nawet do porównywania słów i czynów rządzących, w końcu osób zaufania publicznego, przez co to zaufanie naruszają i obniżają poziom kapitału społecznego w Polsce, powodując społeczną depresję. Twardymi dowodami na tego typu praktyki z ostatniej kampanii dysponuje Fundacja Batorego.

                      4 Prawicowi dziennikarze nieustannie domagają się od obecnego rządu konkretów, żądają także dowodów na przestępczy charakter rządu poprzedniego. Robią to z premedytacją, choć wiedzą, że ani konkretów, ani dowodów nie dostaną. Wykazują się zatem złą wolą. Dziennikarze niezależni mają dobrą wolę, nie idą na taką łatwiznę, plwają na mało istotną skorupę faktów i zstępują do psychologicznej głębi. Piszą o dusznej atmosferze (wczoraj) i przyjaznym klimacie (dziś). Bo jak wiadomo, kwestie klimatu są dziś najistotniejsze. Zwłaszcza w polityce zagranicznej.

                      5 Prawicowy dziennikarz nie dostrzega narodowych wad i demonów patriotyzmu. Gorzej, dopuszcza ich nosicieli przed mikrofon i kamerę. Daje tym samym świadectwo całkowitej nieodpowiedzialności. W odróżnieniu od dziennikarzy odpowiedzialnych, którzy wady oraz demony piętnują i w ten sposób wypełniają edukacyjną misję mediów. Nie boją się przy tym mówić całej gorzkiej prawdy o poziomie moralnym, etycznym i umysłowym ludzi głosujących na PiS. Wykazują się zatem odwagą cywilną, której dziennikarzom prawicowym brak.

                      6 Profesjonalny, obiektywny, rzetelny dziennikarz jest taktowny. Szanuje tragedię smoleńską i spuszcza na nią zasłonę milczenia, czym daje świadectwo wysokiej kultury osobistej. Co trzeba przemilczy, wstrzyma się przed zadaniem pytania, które mogłoby prowokować spiskowe teorie. Prawicowi dziennikarze nie mają tego wyczucia. Sam fakt podejmowania przez nich tematu wypadku lotniczego jest świadectwem paranoi (wersja łagodna) lub zimnego, wyrachowanego cynizmu (wersja “na twardo”)

                      7 Dziennikarz niezależny jest szczery, otwarty, ma stosunek aprobatywny do rzeczywistości. A ona do niego. Nie domaga się od rządzących rzeczy niemożliwych, ceni sprawne administrowanie, elegancję i klasę. Co innego dziennikarze pisowscy. Nie wystarcza im administrowanie, elegancja i klasa. Ciągle im się coś nie podoba. A przy tym kręcą, kluczą, kryją się ze swoimi prawdziwymi poglądami. (Całkiem jak ich polityczny mocodawca). Na pozór mówią i piszą z sensem, ale to tylko przykrywka.

                      8 W związku z powyższym całkowicie uzasadniony jest postulat usunięcia dziennikarzy pisowskich z mediów publicznych oraz rozważenie odebrania im możliwości publikowania treści szkodliwych w mediach prywatnych (pro publico bono). Do czasu realizacji powyższego postulatu najlepiej ich nie czytać, nie słuchać i nie oglądać. Lub szybko skonsultować się z którymś z publicystów niezależnych.

                      Piotr Legutko, dziennikarz prawicowy
                      http://www.rp.pl/artykul/506863_Legu...prawicowy.html

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Foxx Zobacz posta
                        Poncyliusz i w żadnym wypadku Jakubiak (aktualnie to są główne kandydatury)
                        Czyli ewentualna kandydatura Kluzik-Rostkowskiej odpadla?

                        Z jednej strony - wolalbym ja w rzadzie. Z drugiej strony - i w Warszawie przydalaby sie.
                        Mialaby moj glos (moj "salonowy" glos - dodam)!
                        Cod o Poncyliusza przekonany nie jestem. Choc to nienajgorszy kandydat, ale jesli konkurencja wystawi lepszego?
                        Jakubiak - z duzym prawdopodobienstwem zaglosuje na kogos innego.
                        koko koko Skorza spoko...

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez Yevaud Zobacz posta
                          Czyli ewentualna kandydatura Kluzik-Rostkowskiej odpadla?
                          Człowiek ze Śląska prezydentem Warszawy

                          Jak dla mnie to tylko Poncyliusz wchodzi w rachubę. Ewentulnie Ołdakowski.


                          UB, SB, FB - co następne?

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez Peace Zobacz posta
                            http://www.rp.pl/artykul/506863_Legutko__Dziennikarz_niezalezny_czy_prawico wy.html
                            Dorzuciłbym jeszcze to
                            http://www.rp.pl/artykul/9157,503503...ie_wyzyc_.html
                            Io di notte ti sogno sempre, e di giorno canto per te,
                            quando in campo c'e la Juventus, tutto il resto e niente per me!

                            Komentarz


                            • Dwa słowa o Komorowskim (korzystając z okazji, że udało mi sie dorwać do komputera): nie mogę powiedzieć, że to mój albo nie mój Prezydent. Z prostej przyczyny- w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że pan Komorowski został Prezydentem. Przez wzgląd na szacunek dla funkcji nie powinienem tak mówić. I zapewne nigdy bym tak nie powiedział, gdyby nie jedno: stosunek tego pana do wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku. Stosunek, który znam po jego wypowiedziach w tej sprawie (chociażby podczas debaty przedwyborczej) oraz po jego konkretnych czynach (a raczej ich braku) chociażby w okresie, w którym pełnił obowiązki Prezydenta.

                              Gucio mnie obchodzi (chociaż niewątpliwie bardzo smuci) fakt, że dla wielu Polaków rozwikładnie kulisów tragedii smoleńskiej nie ma znaczenia. Dla mnie dojście do prawdy w tej sprawie powinno stanowić bezdyskusyjnie najważniejszy cel polskiego rządu. Jest to coś tak skrajnie oczywistego, że aż głupio udowadniać słuszność tej tezy. Ich (rządzących) psim obowiązkiem było/jest robienie wszystkiego co tylko można zrobić aby rozwikłać tą zagadkę. To kwestia polskiej racji stanu. Od samego początku nie robią jednak niczego co ma coś wspólnego z uczciwą próbą dojścia do prawdy. A moim zdaniem robią (głównie przez zaniechanie) wręcz wiele, abyśmy de facto tej prawdy nie poznali. Najlepiej nigdy.

                              Zdaniem Komorowskiego w tej sprawie wszystko przebiega jednak jak należy.

                              Cóż, po 10 kwietnia maski ostatecznie opadły. I nie mówię tu tylko o politykach. Popatrzcie co piszą niektórzy wasi znajomi na facebooku.

                              Wracając jednak do meritum: każdy, kto dołożył swoją cegiełkę do całkowitej kapitulacji rządu w temacie uczciwego śledztwa jest dla mnie zdrajcą ojczyzny w najgłębszym tego słowa znaczeniu. A pan Komorowski dołożył- i jak pewnie życie pokaże jeszcze sporo tych przysłowiowych cegiełek dołoży (tym bardziej, że, jak wiadomo, jest to człowiek w taki czy inny sposób z Rosją negatywnie powiązany, np. w związku z jego kontaktami ze środowiskiem WSI, co tez może miec jakies znaczenie dla jego stosunku do "sprawy smoleńskiej").

                              W związku z tym mój Prezydent nie nazywa się Bronisław Komorowski. W tej sprawie nic sie nie zmieniło: mój Prezydent nazywa się Lech Kaczyński.
                              Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
                              - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
                              Zapamiętał.

                              Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

                              Komentarz


                              • Rada Ministrów zablokuje dziś podwyżki dla pół miliona urzędników. Policjanci, żołnierze, urzędnicy służby cywilnej nie dostaną ani grosza więcej w 2011 roku. Dostaną jedynie nauczyciele - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".
                                Płace nie wzrosną nawet o wskaźnik inflacji, chociaż wcześniej rząd zakładał ich wzrost na poziomie 3,3 proc. (inflacja plus 1 proc.). Cięcia mają przynieść budżetowi 800 mln zł.



                                W najlepszej sytuacji są nauczyciele, którzy otrzymać mogą nawet 10 proc. podwyżki. Ministerstwo Edukacji Narodowej potwierdziło, że nauczyciele otrzymają w przyszłym roku podwyżki, a do końca kadencji rządu ich pensje mają wzrosnąć o 50 proc.

                                Nie mniej dyrektorzy generalni będą mogli np. przyznać urzędnikom dodatek zadaniowy lub zredukować zatrudnienie i w ten sposób wygospodarować pieniądze na podwyżki.
                                2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty

                                "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
                                Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
                                Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
                                Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
                                "
                                Janusz Waluś - czekaMY!

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X