Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Zamieszczone przez Naguto Zobacz posta
    wrzucajcie artykuły a nie same linki
    Bardzo długi jest. Przeklej sobie do worda...
    From flood into the fire
    One thousand voices sing
    We're in this together
    For whatever fate may bring

    Komentarz



    • Poblokowali w pracy onety i inne interie stąd moja prośba.
      Legia Legia Warszawa

      Komentarz


      • W nocy z 21 na 22 maja 2010 roku, w miejscowości Radruż (woj. podkarpackie, powiat Lubaczów, gmina Horyniec Zdrój) dokonano zniszczenia napisu na zbiorowej mogile ludności cywilnej, ofiar OUN-UPA.

        Dnia 21 maja 2010 roku do miejscowości Radruż przybyła zorganizowana grupa obywateli ukraińskich.

        "Przyjechała wycieczka. Przyjeżdżają od połowy lat 90-tych. Regularnie 2-3 razy w roku stawiają nielegalne pomniki, straszą ludzi, że to wszystko jest ich" – relacjonuje jedna z mieszkanek Radruża.

        Z prowizorycznej tablicy zniknął fragment napisu "…zamordowani przez faszystowskie bandy OUN-UPA".

        We znaki postbanderowcy dali się również przewodnikowi w najstarszej drewnianej cerkwi w Polsce, która znajduje się w Radrużu, niedaleko od mogiły pomordowanych. "Chcieli wejść bez biletów" – krótko odpowiada przewodnik. Krzyczeli: "Tu jest nasza ziemia, nasza ojcowizna i wy tu nic nie macie", "ja nie przyjechałam do cudzego kraju". Twierdzili, że mają zezwolenie na dokonywanie zmian w wystroju zabytkowej Cerkwi i na wbijanie w niej gwoździ.

        Jednak poproszeni przez przewodnika o przedstawienie pisemnego zezwolenia takiego nie okazali. Nastąpił jedynie wybuch agresji i krzyki "a tego krzyża też tu nie będzie" (krzyż ofiar OUN-UPA), "my Ci jeszcze zrobimy". Natomiast przybywającym z sanatorium w Horyńcu-Zdroju przypadkowym (również zwiedzającym zabytek) kuracjuszom rzucili się w oczy "młodzi łysole" należący do grupy Ukraińców oraz rzucane przez nich groźby i przekleństwa pod adresem mieszkańców Radruża.

        Cerkiew w Radrużu pochodzi z połowy XVI wieku. W ciągu ponad czterech wieków swego istnienia była użytkowana zarówno przez wiernych prawosławnych, grekokatolickich jak i rzymskokatolickich. Jest znakiem historii tych terenów, gdzie od wieków współżyły ze sobą nacje Polaków, Rusinów, Żydów, a nawet Litwinów i Niemców.

        W miejscu, na którym powstał w zeszłym roku zbiorowy nagrobek spoczywają zamordowani przez hitlerowskich policjantów narodowości ukraińskiej. Policjantom pomagały również bojówki UPA. Wśród zamordowanych byli Polacy, Żydzi, a także Ukraińcy z małżeństw mieszanych, którzy nie zgodzili się wziąć udziału w mordach. Miejsca pochówku części z nich nie są do tej pory znane. Byli to: Daniło „Dańko” Dżuhan, Roman Jakimiec, Teodor „Stefan” Gołąb, Michał ”Onyszko” Bodnar, Jan „Wasyl” Buczko, Franciszek Bohno, Michał Majdan, małżeństwo Zelików Anna i Franciszek, Wojciech i Franciszek Jacek, Józef i Kazimierz Ryba, Katarzyna Zelik, Julian, Jan i Kazimierz Benedykt, Jan Chałucha, rodzina Romaników (wymordowana od dzieci po starców). Trwają poszukiwania i weryfikacja danych o innych osobach niewyszczególnionych na tej liście.

        W czasie okupacji hitlerowskiej w Radrużu zostali m.in. zakatowani dwaj Żydzi, (do tej pory nie mają żadnych nagrobków, nikt się o nich nie upomniał) ojciec i syn Abramek. Ojciec był pachciarzem czyli zajmował się przetwarzaniem mleka w radruskim majątku. Ukrywał się na strychu stajni wraz z synem. Niestety jego syn zachorował. Zostali wyciągnięci z kryjówki m.in. przez ukraińskiego sołtysa Córaka. Następnie byli wleczeni do budynku gminnego. Przez drogę kazali ojcu nieść swojego na wpółprzytomnego syna. Ukraińska ludność Radruża w tym czasie odrywała z płotów sztachety i okładała nimi młodego Abramka. Gdy dotarli (w pobliżu miejsca gdzie obecnie powstał nagrobek) jego syn już nie żył. Ojca zaś zaczęli okładać kijami. Część ukrywającej się polskiej ludności w drugim końcu rozległej wsi słyszała jego niepodobny do ludzkiego głosu skowyt. Został tam zakopany „jak pies” (cyt. z relacji świadka).

        Postbanderowscy „turyści” spotykają się co dziwne z nadzwyczaj przychylnym przyjęciem ze strony władz gminy Horyniec-Zdrój. Wystarczy wspomnieć, że wójt wydał polecenie żeby za darmo ich przenocować w szkole w pobliskiej Werchracie. W tym roku wraz z grupą pojawił się przewodniczący Rady Gminy Horyniec-Zdrój pan B. M. i służył jej wsparciem. Czasami wraz z grupą starszych przybywa ukraińska młodzież, która jest przez starszych wychowywana do nienawiści wobec Polaków.

        W dniu zajść na policję wpłynęły dwa zgłoszenia o awanturującej się grupie i o pogróżkach z jej strony wobec mieszkańców miejscowości. Oprócz szybko przybyłej policji z komendy w Lubaczowie, na miejscu pojawiła się również Straż Graniczna (Radruż leży w strefie nadgranicznej). Samo pojawienie się funkcjonariuszy mundurowych ostudziło atmosferę. Zostały spisane dane uczestników wycieczki.

        Rok wcześniej ten sam napis również został uszkodzony „dziwnym trafem” w czasie przebywania w Radrużu tej samej grupy „turystów”.

        Dwa lata temu w Radrużu pojawił się pomnik „ku chwale rycerzy-bohaterów UPA, poległych za wolną Ukrainę”(patrz.zdjęcia). Sprawa była kilkakrotnie zgłaszana, jednak nie wykryto sprawców i pomnik nadal stoi na terenie gminnym.

        Bardzo podobne pomniki pojawiły się również w wielu innych miejscach powiatu Lubaczów (patrz zdj.)

        Pomnik „ku chwale UPA” powstał ok. 3 metry od krzyża nagrobnego rodziny Romaników bestialsko wymordowanej przez członków UPA dlatego, że byli Polakami (patrz zdj.).

        Zbiorowy nagrobek dla ofiar UPA wybudowała emerytowana nauczycielka z Radruża za odłożone z emerytury pieniądze. Od tego czasu po donosie dokonanym przez Gminę Horyniec-Zdrój do wszystkich możliwych urzędów, prokuratury, policji, nadzoru budowlanego itp. Fundatorka J.Z. musi się ze wszystkiego tłumaczyć, i odbywać długie wędrówki po korytarzach instytucji państwa polskiego.

        Wsparcia moralnego pani J.Z. udzieliła jedynie, rodzina, Starosta Lubaczowski pan Józef Michalik, para prawników z Lubaczowa, kombatanci i redakcja czasopisma „Na rubieży”.
        http://interia360.pl/polska/artykul/...w-polsce,35606
        Nie ustanę w walce, wciąż jestem sobą
        Wierzę w prawdę, honor i serbskie Kosowo.

        Komentarz


        • Zamieszczone przez Naguto Zobacz posta

          Poblokowali w pracy onety i inne interie stąd moja prośba.
          Leszek Szymowski, Onet: Wiedza, która zabija

          W niewyjaśnionych okolicznościach giną osoby, które mają choćby szczątkową wiedzę o głośnych zbrodniach politycznych

          Grozi im tym większe niebezpieczeństwo, jeśli wiedza dotyczy udziału w tych zbrodniach osób związanych ze służbami specjalnymi.

          Prokuratura w Warszawie a później w Ostrołęce w ciągu ostatnich miesięcy prowadziły intensywne śledztwo w sprawie gróźb karalnych kierowanych pod adresem detektywa Marcina Popowskiego a także wywierania na Niego wpływu w celu nie składania zeznań przed Sejmową Komisją Śledczą ds. Olewnika. Popowski przez dłuższy czas odbierał anonimowe emaile z pogróżkami, listy, nekrologi z własnym nazwiskiem, był nachodzony przez nieznanych mężczyzn, powodowano różne sytuacje drogowe z jego udziałem. O wszystkim wiedzieli śledczy i na bieżąco monitorowali zdarzenia. W sprawie podjęto szereg czynności, jednak nie doprowadziły one do zidentyfikowania sprawców. Postępowania nie ułatwił fakt, że sprawą zajmowało się już kilka prokuratur, nie tylko ze stolicy. I, co równie ważne: policja i prokuratura dokładały wszelkich starań, aby detektyw nie dostał ochrony i czuł się zagrożony.

          Fot. Getty Images/FPM


          Dziwna odsiadka

          Problemy Marcina Popowskiego zaczęły się w roku 2004, gdy był jednym z najbardziej wziętych polskich prywatnych detektywów. Nawiązał z Nim wówczas kontakt Włodziemierz Olewnik, który rozpaczliwie poszukiwał zaginionego syna. Detektyw obiecał pomóc i rozpoczął śledztwo na własną rękę. Popowski zeznał przed Sejmową Komisją, że pisał wówczas pracę doktorską na temat profilowania i zachowań sprawców uprowadzeń i zlecenie od Olewnika potraktował również jako możliwość wzbogacenia swojej wiedzy. W czasie wielomiesięcznego śledztwa, Popowski zwrócił uwagę na skandaliczne błędy policji i prokuratury popełnione w czasie śledztwa. Wiedzą tą sukcesywnie dzielił się z rodziną Olewników.

          To właśnie Popowski odkrył, że policjanci nie podjęli najważniejszych wątków i w ogóle nie starają się wyjaśnić sprawy. Spotkało się to z natychmiastową reakcją. Szef grupy policyjnej – mł. insp. Grzegorz Korsan – przyjął wersję, że Olewnik dokonał samouprowadzenia, w czym miał pomagać mu właśnie… Popowski. Ta wersja (choć nie miała żadnej podstawy w materiale operacyjnym) posłużyła za podstawę do rozpoczęcia inwigilacji detektywa i penetracji środowisk politycznych i biznesowych. Dzięki nielegalnie zakładanym podsłuchom, policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych próbowało pozyskiwać wiedzę na temat kontaktów detektywa. Robiono wszystko by ochronić sprawców zaniedbań w policyjnych mundurach a zniszczyć detektywa i nie pozwolić na ujawnienie pewnych mechanizmów rządzących w KGP. W marcu 2006 roku Popowski został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Wraz z nim, za kratki trafiło dwóch policjantów pomagających mu rozwikłać sprawę Olewnika. Śledztwo, które zostało bardzo nagłośnione i miało tak wiele spraw wyjaśnić, okazało się totalną klapą. Zastosowany areszt wydobywczy też nie przyniósł efektów – detektyw milczał jak grób. Jego kulisy ujawniła sejmowa komisja śledcza badająca okoliczności porwania Krzysztofa. Komenda Główna Policji poinformowała, że w mieszkaniu Popowskiego „znaleziono” nielegalną amunicję, arsenał broni, materiały wybuchowe, narkotyki i tajne dokumenty. Później okazało się, że była to tylko pożywka dla mediów, która miała zniszczyć reputację znanego detektywa. Późniejsze śledztwo prokuratury wykazało, że grupa policyjna kierowana przez G. Korsana dopuściła się bardzo poważnych nadużyć, a w jej szeregach działał „kret” czyli funkcjonariusz przekazujący informacje przestępcom. Kret do dzisiaj nie został wykryty, ale wiadomo, ze sam kierownik grupy Grzegorz K., miał postawione przez Prokuraturę zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych i przekazywania informacji ze śledztw w innej sprawie. Później, gdy detektyw i funkcjonariusze opuścili cele aresztów, ich sprawy stanęły w miejscu, a w dziwnych okolicznościach zaginęły ważne dokumenty ze śledztwa przeciwko nim. Choć od ich zatrzymania mija piąty rok, sprawa nie trafiła jeszcze na wokandę.

          Rosyjski ślad

          Według Włodzimierza Olewnika „sytuacja, w której się znalazł detektyw Popowski, to konsekwencja tego, że badał sprawę uprowadzenia jego syna”. Popowski zwrócił uwagę, że policja wciąż inwigiluje rodzinę Olewników zamiast podejmować inne tropy, że tworzy działania parasolowe dla swoich podwładnych a śledztwo celowo kieruje na inne ślepe tory.

          W. Olewnik w liście do Premiera Donalda Tuska pisze „Jak wytłumaczyć fakt awansów policjantów, którzy brali udział w śledztwie, w świadomy sposób szkodząc sprawie…, Pomimo zarzutów prokuratorskich są nagradzani i awansowani. (…) Oburza mnie fakt aresztowania detektywa Marcina Popowskiego oraz uczestnika grupy śledczej Pana Mirosława Gruszeczki, który sprzeciwiał się nielogicznemu ukierunkowaniu śledztwa, a w obawie wykrycia prawdy został poprzez zastosowanie podstępu aresztowany. Według mnie niewinnie przesiedzial pół roku w areszcie tymczasowym. Gdzie tu jest sprawiedliwość, że jedni funkcjonariusze mogą przebywać w areszcie, a drudzy po takich celowych i negatywnych działaniach jak ukrywanie dowodów w sprawie miejsca przetrzymywania Krzysztofa oraz dowodów w postaci billingów, gdzie w sposób jednoznaczny z imienia i nazwiska wraz z miejscem zamieszkania wskazany został uczestnik grupy porywającej Krzysia są awansowani. Czy to nie woła o pomstę do nieba?”.

          Z akt sejmowej komisji śledczej wynika, że detektyw Popowski jako pierwszy odkrył tzw. „rosyjski ślad” czyli tropy mogące wiązać uprowadzenie Krzysztofa z osobami związanymi z wywiadem rosyjskim, działającym pod przykryciem na rynku handlu stalą i mięsem. Ciekawa sprawa, że Popowski trafił do aresztu właśnie wtedy, gdy badał ten wątek. Zastanawiające jest również to, że choć detektyw usłyszał błahy zarzut, to od razu trafił do aresztu, za to śledztwo w jego sprawie toczyło się wyjątkowo opornie i na materiałach podkładanych przez KGP prokuraturze bez wglądu w materiały operacyjne i dowodowe..

          Zabójczy raport

          W 2002 roku zamach na swoje życie przeżył Jerzy Godlewski – policyjny detektyw z Hamburga, współpracujący z polską policją przy rozbijaniu najgroźniejszych grup przestępczych. W stronę samochodu, którym jechał, tajemniczy snajper oddał kilka strzałów. Kule przebiły szybę lecz nie dosięgły kierowcy. Godlewski – wykorzystywany jako łącznik niemieckiej policji – w 1998 roku wiózł do Warszawy ściśle tajny raport przeznaczony dla generała Marka Papały. Raport ten, sporządzony przez niemiecką policję kryminalną, opisywał powiązania zorganizowanej, międzynarodowej grupy przestępczej z polskimi politykami, oficerami tajnych służb, celnikami i urzędnikami. Najbardziej prawdopodobna wersja zdarzeń mówi, że Papała podzielił się swoją wiedzą z bohaterami tego raportu, a ci zorientowali się jak ogromną wiedzę na ich temat posiadł i zastrzelili go. Musiały minąć prawie cztery lata, zanim prokuratura zdecydowała się wezwać Godlewskiego na przesłuchanie. Wkrótce później doszło do próby zabicia go. Co ciekawe: detektyw znał numery samochodów, które go otaczały w momencie zamachów. Numery takie nie zostały wydane żadnemu pojazdowi w Polsce. – Samochody, na których znajdowały się te „nieistniejące” tablice, należały do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – mówi detektyw. Jak zaznacza, sprawę zgłosił w prokuraturze, jednak ta nie poradziła sobie z jej wyjaśnieniem. Nie można ustalić nazwiska kierowców samochodów obserwujących Godlewskiego, chociaż ich twarze zarejestrował system miejskiego monitoringu, a ponadto wiadomo który starosta i komu wydał przykręcone na nich tablice rejestracyjne.

          Ucieczka przed śmiercią

          W 2001 roku z Polski uciekać musiał Ryszard Szylhabel – polonijny biznesmen, wcześniej współwłaściciel spółki Cin&Cin. Decyzję o wyjeździe podjął po ostrzeżeniu od łódzkiej policji, że jeden z mafijnych „kilerów” otrzymał zlecenie na jego głowę. Szylhabel był kluczowym świadkiem w sprawie morderstwa byłego ministra sportu – Jacka Dębskiego. W grudniu 2000 roku, kilka miesięcy przed swoją tragiczną śmiercią, Dębski zaproponował Szylhablowi zakup dokumentów kompromitujących Andrzeja P. – znanego łódzkiego biznesmena. Andrzej P. w czasach PRL współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi, później robił wiele interesów z mafią pruszkowską (m.in. reprezentował Jeremiasza Barańskiego „Baraninę” na terenie województwa łódzkiego). Szylhabel prowadził kilka procesów z Andrzejem P., w których domagał się zwrotu ogromnych pieniędzy. Z Andrzejem P. skonfliktowany był również Jacek Dębski. Niezależnie od sporów biznesowych, obaj panowie nie mieli powodu przepadać za sobą, ponieważ pracowali dla rywalizujących ze sobą służb (Dębski był Tajnym Współpracownikiem Urzędu Ochrony Państwa). Zaskakujące, że gdy w sprawie pojawił się Dębski, Andrzej P. natychmiast zmiękł i zaczął dążyć do zawarcia za wszelką cenę ugody we wszystkich sprawach. 12 kwietnia 2001 roku Jacek Debski miał przekazać Ryszardowi Szylhablowi dokumenty kompromitujące Andrzeja P. (miał za to dostać 70 tys. dolarów). Do przekazania pieniędzy nie doszło, ponieważ w nocy z 11 na 12 kwietnia, Jacek Debski został zastrzelony. Wkrótce potem Andrzej P. wycofał się z postępowania ugodowego, a Ryszard Szylhabel wyjechał z Polski.

          Wiedza, która zabija

          Wszystko wskazuje na to, że ofiarami swojej wiedzy padli także trzej oprawcy Krzysztofa Olewnika. Z akt śledztwa prowadzonego w tej sprawie wynika, że szef bandy porywaczy – Wojciech Franiewski – opowiadał strażnikom, że „się wywinie”, bo za zabójstwem Olewnika stały inne osoby, zaś on był tylko wykonawcą ich poleceń. Franiewski robił w celi notatki dotyczące przebiegu zbrodni i profesjonalnie przygotowywał się do procesu. Zanim zdążył zasiąść na ławie oskarżonych, popełnił dziwne „samobójstwo”. Sekcja zwłok wykazała w jego organizmie alkohol i narkotyki. Monitoring zainstalowany w jego celi nie posiadał funkcji archiwizacji obrazu. W kolejnych miesiącach tajemnicze „samobójstwa” popełnili Sławomir Kościuk i Robert Pazik – skazani za zamordowanie Olewnika. Powiesił się też strażnik, który jako pierwszy widział zwłoki Franiewskiego. – Wszystko wskazuje na to, że te zgony miały duży związek ze śmiercią mojego brata – mówi Danuta Olewnik – Cieplińska, siostra zamordowanego Krzysztofa. Czy oprawcy młodego biznesmena popełnili samobójstwo, ponieważ wiedzieli kto naprawdę stał za jego porwaniem i jaka była prawdziwa przyczyna? Takie pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że w trakcie śledztwa prowadzonego w Sopocie, prokuratorzy odkryli wątki dotyczące osób związanych z polskimi i rosyjskimi służbami specjalnymi.

          Długa tradycja

          Tajemnicze zgony ważnych świadków mają w Polsce długą tradycję. Już w 1984 roku w dziwnym wypadku samochodowym zginęli dwaj oficerowie MSW, którzy badali działalność trzech esbeków skazanych za zabójstwo księdza Popiełuszki (odkryli wówczas, że Grzegorz Piotrowski poza wiedzą przełożonych kontaktował się z KGB). Do roku 2007 zginęły dalsze cztery osoby, które znały część prawdy o tej zbrodni. W niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zmarło 13 osób, które mogły pomóc rozwiązać zagadkę zabójstwa Marka Papały. Prawdziwi inspiratorzy głośnych zbrodni zza kulis wciąż uciszają niewygodnych świadków. Jak długo jeszcze?
          From flood into the fire
          One thousand voices sing
          We're in this together
          For whatever fate may bring

          Komentarz


          • Dzięki.
            Legia Legia Warszawa

            Komentarz


            • Zamieszczone przez paligłup
              "Palikot wskazał palcem i krzyknął "Poparzcie, pisowcy rzucaja w nas kamieniami" . Zarzut Palikota był bezzasadny. Tłum z grupy Kaczyńskiego był wyjatkowo spokojny i pokojowo nastawiony.

              "Łapcie tego człowieka, to jest przebrany Jarosław Kaczyński" - pokrzykiwał Palikot. "
              mhhh zażywasz przegrywasz
              Lieber tot als rot!!

              Komentarz


              • Zaczynam wierzyć w cuda w drugiej turze. PO robi pare rzeczy (plany powołania Belki, brak stanu klęski żywiołowej) wbrew więszkości opinii publicznej - i to jest inicjatorem tych akcji, a nie zgadzającym się czy znoszącym czyjes pomysły - do tego sondaże pokazują, że głosy Pawlaka i Napieralskiego mogą być decydujące w kwestii drugiej tury, a PiS z SLD ma już w partyjnym... większość.

                Dzieje się.
                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                Komentarz


                • Mam pytanie odnośnie stanu klęski żywiołowej.
                  Jak wiadomo, obecnie Marszałek pełni obowiązki Prezydenta RP (i to tylko na określony czas). Powiedzmy, że wprowadzają stan klęski żywiołowej, co automatycznie przesuwa wybory prezydenckie o 3 miesiące. W tym czasie mija czas 'prezydentury' Komorowskiego. I co, zostajemy bez Prezydenta i bez osoby pełniącej tą funkcję? Kto w takim wypadku podpisywałby ustawy?

                  Czyżby nasza Konstytuacja miała lukę?

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez Teraz JA Zobacz posta
                    Mam pytanie odnośnie stanu klęski żywiołowej.
                    Jak wiadomo, obecnie Marszałek pełni obowiązki Prezydenta RP (i to tylko na określony czas). Powiedzmy, że wprowadzają stan klęski żywiołowej, co automatycznie przesuwa wybory prezydenckie o 3 miesiące. W tym czasie mija czas 'prezydentury' Komorowskiego. I co, zostajemy bez Prezydenta i bez osoby pełniącej tą funkcję? Kto w takim wypadku podpisywałby ustawy?

                    Czyżby nasza Konstytuacja miała lukę?
                    Komorowski nadal jest po, do czasu wyborów - przynajmniej tak m się wydaje

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez Teraz JA Zobacz posta
                      Czyżby nasza Konstytuacja miała lukę?
                      prawnikiem nie jestem ale art 228 pkt. 7 konstytucji mówi, że:

                      W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny.


                      czyli na logikę Komorowski jest po do wyborów.
                      "Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę" - Mirosław Trzeciak, najbardziej profesjonalny z profesjonalnych

                      Komentarz


                      • W sumie racja/ Wynika z tego, że Komorowski nadal pełniłby swoją funkcję. Dzięki.

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez TNTP Zobacz posta
                          mhhh zażywasz przegrywasz
                          Słowa Jarka na wiecu:


                          są tacy, którzy wiedzą, że Norwegia nie należy do UE, odróżniają dług publiczny od deficytu i tacy, z których to wyparowało jak gaz z kopalni odkrywkowej

                          Komentarz


                          • http://idzpodprad.salon24.pl/192118,...asc-w-lublinie




                            -------------------------------

                            http://fronda.pl/news/czytaj/samocho..._w_mur_wypadek

                            We wtorek rano dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński uderzył w Białej Podlaskiej samochodem w mur cmentarny. W oponie znaleziono poziomo wbity gwóźdź, który ją przedziurawił. Dziennikarz chce złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.


                            - Jechałem z prędkością ok. 60 km/h po Białej Podlaskiej, kiedy nagle samochód szarpnął, aż wyrwało mi kierownicę z rąk. Uderzyłem w mur cmentarny. Nie wiem, czy pojazd pójdzie do kasacji, czy do naprawy – mówi portalowi Fronda.pl Wojciech Sumliński. Sam dziennikarz trafił do szpitala, miał wymioty i duszności. Po tomografii komputerowej, która nie wykazała wewnętrznego krwiaka, wypisał się na własne życzenie.

                            W warsztacie samochodowym znaleziono wbity w oponę gwóźdź, który spowodował jej pęknięcie. Jest wbity poziomo, co czyni mało prawdopodobnym najechanie nań podczas jazdy. - Jutro rano w Białej Podlaskiej złożę powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Nie chcę snuć teorii spiskowych, ale chcę też, by ta sprawa została rzetelnie zbadana – mówi Sumliński. Policja ma wykazać ekspertyzę.

                            Wojciech Sumliński jest dziennikarzem śledczym, autorem m.in. książek „Teresa, Trawa, Robot” i „Kto naprawdę go zabił” o ks. Jerzym Popiełuszce, w których udowadnia, że zleceniodawcy morderstwa kapłana znajdowali się wyżej w hierarchii i nie zostali osądzeni. Na podstawie zeznania oskarżonego o krzywoprzysięstwo byłego pułkownika WSI Leszka Tobiasza i jego przyjaciela pułkownika Aleksandra Lichockiego oskarżono go o płatną protekcję w sprawie raportu WSI. Sam Sumliński uważa, że jest niewinny i padł ofiarą prowokacji byłych oficerów WSI.
                            Ostatnio edytowany przez eMeL; [ARG:4 UNDEFINED].
                            Cuius regio eius re(L)igio

                            Komentarz


                            • Palikot osiągnął swój cel. Swoją manifestacją zagłuszał dzisiejszy wiec Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie. Prowokując konflikt i podburzając swoich zwolenników przeciw kandydatowi PiS, doprowadził do ogromnej eskalacji emocji. Czy weźmie odpowiedzialność za napaść fizyczną na osobę popierającą Kaczyńskiego?

                              Gdy publiczność już się rozchodziła, dwóch groźnie wyglądających mężczyzn dalej prowokowało spokojnie stojących zwolenników Jarosława. Z ich ust padały słowa miłości: „Gdzie jest ten s...n Kaczyński?!”, „Trzeba ich wszystkich wyrżnąć!”. Słowom towarzyszyły splunięcia. W pewnym momencie jeden z nich zaatakował członka redakcji miesięcznika „Idź Pod Prąd”, trzymającego flagę z kirem. Starał się ją wyrwać i go uderzył. Gdy zbiegło się więcej osób, uciekł. Zatrzymała go policja. Obecnie trwa przesłuchanie w komendzie policji na ulicy Okopowej w Lublinie.


                              Nie ma słów, którymi można właściwie opisać zachowanie Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski, pomimo próśb ze strony PiS, nie powstrzymał swojego pomocnika. Bierze więc pełną odpowiedzialność za to, co się stało w Lublinie. Polityka miłości Platformy to jedna wielka „podróba”. To ludzie, którzy dla swoich celów politycznych nie wahają się napuszczać na siebie Polaków, za nic mając ich zdrowie i życie.
                              http://niezalezna.pl/article/show/id/35163
                              "No pasaran!" ???

                              HEMOS PASADO !!!

                              Komentarz


                              • Obejrzałem debate na UW i jestem podłamany infantylnoscią i naiwnością niektórych. Przeżyłem podobną sytuacje gdy byłem na tym samym uniwerku na debacie z Bartoszewskim ze dwa lata temu. Mianowicie na taki 'event' jakby powiedział Miklas zawsze przychodzi banda idiotów, która traktuje polityków z większym fanatyzmem niż kibice swoje kluby.

                                Burza oklasków dla Komorowskiego przy każdej jego wypowiedzi: czy jest za euro czy nie jest, czy jest za stanem klęski czy nie, czy beknie czy mu się odbije. Nie ma znaczenia co mówi, to się kompletnie nie liczy. Ważne żeby przez jak najgłośniejsze klaskanie i wycie dołączyć do jakieś wyimaginowanej elity.

                                To samo było wtedy z Bartoszewskim, nikt go nie słuchał tylko 1/3 sali się masturbowała (sorry) jak powiedział coś zabawnego.

                                Banda dziwaków, która jest wpędzona w jakieś kompleksy (przez wyścig szczurów?) musi 'dołączać' do wyimaginowanej elity waląc oklaskami po kazdym 'a' co najmniej 10 sekund, bo inaczej nie będą mądrzy i fajni. Te same twarze widziałem dziś u Palikota z tabliczkami "Jarek Podróbka". Ta sama banda krzyczała dzisiaj po debacie 'gdzie jest Kaczor', co owszem jest pytaniem zasadnym, ale przecież tym ludziom nie chodzi o odpowiedz tylko o głośne samookreślenie się pt 'przede wszystkim sram na Kaczora, a Bronka kocham, wezcie mnie wreszcie do tej elity'.

                                Pewnie jakby Kaczor był to byłoby podobnie, aczkolwiek w mniejszym stopniu. W sensie druga drużyna też by się pojawiła. Przyczym ta druga drużyna nie ma takich pobudek jak ta pierwsza. Im nie chodzi o elitarność, a mnie własnie to najbardziej obrzydza.

                                Co za ludzie - transy 'dość Kaczora, głosuj na Komora' (jakby Kaczor rządził..), zajęte pierwsze rzedy i burze oklasków przy każdym oddechu Bronka, no ludzie...

                                Jestescie elitą, ale idzcie już do domu.


                                I chyba o to mam największe pretensje do PO i mediów. Nakręcili zdecydowanie wiecej ludzi niż Rydzyk, dając im miejsce na wylanie frustracji, a jednoczesnie poczucie jakiegoś awansu społecznego poprzez 'nicnierobienie' tylko darcie mordy.

                                Wkurzają mnie i jednocześnie jest mi ich żal. Bo pewnie w takich środowiskach dowcipy z opętanych przez radyjko starych bab są najbardziej trendy i ok.

                                Dramat.
                                Ostatnio edytowany przez Z.; [ARG:4 UNDEFINED].
                                "Kto już raz posiadł w swych granicach Kijów i tyle kroci prawosławnych, ten nie mógł pozwolić, aby za jej granicami tworzył się osobny ośrodek dla tychże i powinien był dotrzeć aż do Kremlu i tak problem rozwiązać."

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X