Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Polityka

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Jezus Maria, wraca IV RP!
    Marek Magierowski 27-04-2010, ostatnia aktualizacja 27-04-2010 18:39

    A on przecież tylko wzdął policzki i zasunął wpół powieki... - pisze publicysta "Rz"

    Księga Pierwsza

    „Aaaa…."

    Jarosław Kaczyński

    A zatem nie minęły nawet trzy tygodnie od katastrofy prezydenckiego samolotu, a hydra IV RP znów podnosi swe niezliczone łby. Jarosław Kaczyński nie uszanował żałobnej atmosfery pogrzebów najbliższych współpracowników i rozpoczął bezwzględną, polityczną walkę. Mimo apeli wielu intelektualistów o spokojną, wyciszoną kampanię prezydencką, już widzimy, jaką drogą pójdzie prezes PiS.

    Owe „Aaaa…" zwiastuje, iż będzie to kampania pełna zacietrzewienia, brutalności, ciosów poniżej pasa i „dziadków z Wehrmachtu". Jarosław Kaczyński jest bowiem gotów uczynić wszystko, by wrócić do władzy, gdyż władza jest jego obsesją. IV RP powraca niczym przerażające widmo. Nadciąga z jeszcze większą mocą, gdyż czerpać będzie pełnymi garściami z nowego mitu – mitu męczeńskiej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Nikt nie ma złudzeń: w tej kampanii przeciwnicy PiS będą okładani trumnami ofiar smoleńskiej tragedii.

    Złowieszcze „Aaaa…" Jarosława Kaczyńskiego rozbrzmiewa dziś niczym echo wydobywające się z wawelskiej krypty. To będzie kampania dramatyczna, agresywna i pełna pseudopatriotycznego patosu. Już pełźnie jak żółw leniwa, ulewa brzemienna, i z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi. To ponure smugi pisowskiej retoryki. Czyż naprawdę trudno dostrzec, jak wielkie zagrożenie stoi dziś przed nami? Czy historia niczego Polaków nie nauczyła? Wraca wszak IV RP, z szambem esbeckich teczek, z opluwaniem ludzi prawych, zniszczeniem prawdziwych bohaterów naszej wolności.


    To „Aaaa…", na pozór niewinne, to przecież nic innego jak wezwanie do krwawego boju, płynące z myśliwskiego rogu, długiego, cętkowanego, krętego. Już słychać szczekanie lustracyjnych psów, zmieszane wrzaski szczwania, już napinają łańcuchy IPN-owskie dobermany. A przychylne PiS media ochoczo podążą za każdą teczką, rzucą się na każdy świstek pożółkłego, sfałszowanego donosu. Obrzydliwe, podłe kłamstwa znów zatrują polski krajobraz, a Jarosław Kaczyński będzie się w tym oceanie podłości pławił i wskazywał, kto stoi tam, gdzie niegdyś stało ZOMO, a kto tam, gdzie stał jego brat.

    Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, iż w kampanii raz jeszcze usłyszymy o zdradzie przy Okrągłym Stole, o interesach ubijanych w Magdalence, o rozkradaniu Polski? Podeptana zostanie historyczna zgoda narodowa i pojednanie ponad podziałami. „Zdrada!" – krzyknie prezes Kaczyński, a zbudzona pisowska gromada chórem mu odpowie: „Zdrada! Gwałtu! Zdrada!"

    Bo przecież wraca IV RP, gdzie chlebem powszednim były polityczne swary, parlamentarne bijatyki, prostackie obelgi. Wsłuchajmy się w „Aaaa…" Jarosława Kaczyńskiego: czyż nie docierają do naszych uszu gardłowe pogróżki Romana Giertycha i bezwstydne pochrząkiwania Andrzeja Leppera? Czyż nie pamiętamy już, jak Jarosław Kaczyński obrażał uczciwych biznesmenów, gdy z uporem doszukiwał się wszędzie korupcji, nieczystych intencji, gdy wszędzie węszył Zło. Wraca IV RP, wraca więc także Układ, wraca populizm i granie na najniższych ludzkich instynktach. Jarosław Kaczyński opanował tę grę do perfekcji. Wiedzą wszyscy, że mu nikt na tym instrumencie nie wyrówna w biegłości.

    Czuć już ten przeraźliwy zaduch, te opary pół-dyktatury, prześwituje mrok rządów twardej ręki. W przeciągłym „Aaaa…" słychać już odgłos kroków ponurych panów w ciemnych prochowcach i ciemnych okularach, pukających do drzwi o szóstej rano. Będziemy straszeni i upokarzani, będziemy wyciągani z łóżek, będzie się nam zaglądało do kopert, szuflad i neseserów, będzie się nam kajdanki zakładało na niewinne dłonie, a wszystko to przed obliczem kamer z pisowskich „Wiadomości", aż w końcu ziści się wizja państwa Jarosława Kaczyńskiego i oznajmi on, iż wszystkie psubraty kłaniają mu się nisko, każdy drży i blednieje. Będzie to kampania strachu, gróźb i dzielenia Polaków na lepszych i gorszych. A lepsi będą tylko z PiS, gorsi zaś „ci złodzieje z Platformy". Kto jeszcze ma wątpliwości, że tak właśnie będzie wyglądać ta kampania?

    To „Aaaa…" jest linią graniczną między Polską ojca Rydzyka a Polską arcybiskupa Życińskiego, między Polską Janusza Śniadka a Polską Jana Krzysztofa Bieleckiego, między Polską Jana Pietrzaka a Polską Andrzeja Wajdy. Będą patrioci i niepatrioci, kochający ojczyznę i sprzedawczykowie. Jarosław Kaczyński jest winien tego podziału i będzie ten podział pogłębiał, bo jest mu on potrzebny do realizacji obłąkańczego projektu IV RP.

    Jak widać, IV RP wraca w najlepsze, a to dopiero początek, bo przecież za chwilę Jarosław Kaczyński zacznie oskarżać politycznych wrogów o knowanie przeciwko Polsce, o oddawanie naszej ojczyzny w obce ręce. A kto knuje i oddaje? Oczywiście premier Tusk i Platforma, a wszystkie media chodzą na pasku wiadomych sił. Nie zabraknie też haków, które prezes Kaczyński uwielbia, choć nigdy żadnego na oczy nie zobaczyliśmy, ale bez nich Kaczyński żyć nie może, więc już pierwszego dnia kampanii rozsypie się worek z hakami, mniejszymi i większymi. A prawicowi publicyści na każdym haku potrafią się uwiesić, więc będzie i „Misja specjalna" o niecnych sprawkach posła „X", i materiał o senatorze „Y" w pisowskiej „Trójce", i artykuł o ministrze „Z" w „Rzeczpospolitej". Wszystko to będzie, bo będzie na pewno. Wraca IV RP, a znią wstyd przed całą Europą, bo Kaczyński wywlecze znów germańskie upiory, wskrzesi Erikę Steinbach i jeździć będzie na Mazury, i straszyć będzie ludzi niemieckimi roszczeniami. I wszystkim, co niemieckie, choćby i fajką wymyśloną od Niemców, by nas scudzoziemczyć. Gdyby tak miało nie być, to przecież nie mówiłby „Aaaa…".

    Kaczyński to polityk z innej epoki, już zagraniczni żurnaliści go dokładnie poznali i opisali, wiedzą, że to ultrakatolicki nacjonalista i homofob, bo inaczej o nim przecież nie piszą. I ta kara śmierci, Boże, jaki wstyd, kara śmierci, gdy cały świat już dawno odszedł od tego barbarzyństwa, a on z tą karą śmierci znowu i z tym zaciekłym wyrazem twarzy, on by chciał na pewno wszystkich z miejsca powywieszać.

    A najgorsze, że Kaczyński zniweczy polsko-rosyjskie pojednanie, bo zawsze Rosjan traktował jak wrogów, jątrzył i podjudzał. Wszyscy wiedzą, że rusofobiczne tony zdominują kampanię PiS, że pojawiąsię pytania o przyczyny wypadku w Smoleńsku, wykwitną nieziemskie teorie spiskowe, będzie się oskarżać premiera Putina o zamach, o morderstwo, będzie się pleść bzdury o sztucznie wywołanej mgle, o zabitym prezydencie. I tak, przez uprzedzenia jednego człowieka, misternie budowana przyjaźń polsko-rosyjska legnie w gruzach.

    Księga Druga

    „Eeee…"

    Jarosław Kaczyński

    Powiedział „Eeee…"?! Naprawdę powiedział „Eeee…?!". No to teraz już nie ma najmniejszych wątpliwości. Wraca koszmar, wraca średniowiecze i ciemnogród, wracają Ziobro, Lepper i CBA. Jezus Maria, wraca IV RP!!!
    "No pasaran!" ???

    HEMOS PASADO !!!

    Komentarz


    • I zagrożenie demokracji wraca. Jak mawiał znany demokrata Lech Wałęsa.
      "Lecz przyjdą czasy, że te kutasy będą przed nami na baczność stać,
      Ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem w głupie mordy prać.
      Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie niech smutki zginą w rozbitym szkle,
      Gdy nas nie będzie nikt się nie dowie czy dobrze było nam czy źle.
      "
      Janusz Waluś - czekaMY!

      Komentarz


      • Przemistrz
        Taki miał dziwny charakter. Tylko raz w życiu sypnął i to był ostatni raz. Starsza siostra uderzyła go w złości, więc pobiegł na skargę do rodziców. Ojciec najpierw zrugał siostrę i dał jej klapsa, a potem jego przełożył przez kolano i waląc w tyłek wymawiał słowa powoli, jedno przy każdym uderzeniu:
        - Kablowanie to charakter, więc ja zamierzam połamiać ci ten charakter! Możesz pracować kiedyś jako alfons, ale nie pozwolę, żebyś miał charakter dziwki!
        Zapamiętał.

        Waldemar Łysiak, "Najlepszy".

        Komentarz


        • Niejeden czytelnik GW powiedziałby "wreszcie ktoś napisał coś sensownego w Rzeczpospolitej".


          Komentarz


          • Zamieszczone przez JLB Zobacz posta
            W "Wiadomościach" mówili o tym artykule Wybiórczej i wypowiadał się m.in Bielan który był w kabinie z prezydentem i zaprzeczył on informacjom gazety.
            Wypowiadał się też dziennikarz bodajże "Polska The Times" który leciał tym samolotem i on również zaprzeczył, żeby coś takiego miało miejsce.
            Redakcja "Wiadomości" skrytykowała ten artykuł, zwłaszcza, ze takie głupoty miały 2 strony ...
            Dziś w Wyborczej jest wywiad z kapitanem tego lotu (Protasiuk był wówczas 1 oficerem) i cokolwiek gościu potwierdza wersję Gazety. Chyba troszkę wiarygodniejsze źródło od Bielana czy jakiegoś dziennikarza siedzącego w ogonie samolotu.

            http://wyborcza.pl/1,75478,7821881,I...go_pilota.html

            Wtedy przyszedł prezydent Lech Kaczyński?

            - Po zatankowaniu samolotu. Jak byli już wszyscy na pokładzie, wszedł do kabiny pilotów. Zapytał mnie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem, że wiem, że to pan prezydent. Usłyszałem: "W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi". Prezydent odwrócił się i wyszedł z kabiny. Ja jeszcze raz przeanalizowałem całą sytuację, czy czegoś nie przeoczyłem. Upewniłem się, że nie mogę lecieć do Tbilisi. Poprosiłem pana Krzysztofa Olszowca [szef ochrony Lecha Kaczyńskiego], żeby przekazał panu prezydentowi, jaka jest sytuacja, i czekałem na dalsze dyspozycje oprócz tej, która była niewykonalna. Pan prezydent przekazał mi, że skoro nie można nic zrobić, mamy lecieć do Gandżi.

            Na miejscu drugiego pilota siedział kpt. Arkadiusz Protasiuk, który 10 kwietnia dowodził lotem do Smoleńska. Rozmawialiście o tym niewykonalnym zadaniu?

            - Zawsze konsultuję takie zadania z załogą. Arek był tego samego zdania. Miałem poparcie całej załogi.

            Komentarz


            • Pan prezydent przekazał mi, że skoro nie można nic zrobić, mamy lecieć do Gandżi
              No czyli pilot odmówił wykonania zadania, a Prezydent koniec końców decyzję załogi zaakceptował. Nie upierał się przy swoim i nie nadużył swojego stanowiska. Więc o co tyle krzyku?
              Niech każdy kibic w sercu to wyzna: Bóg, Honor i Ojczyzna

              Komentarz


              • Chyba o to, czy był rozkaz, czy nie. Jak widać rozkaz był, wbrew temu co twierdzili niektórzy, pilot go nie zrealizował, no i raczej tyle.

                Nie wiem jak by się miał niby upierać przy swoim - przeca za sterami nie siądzie, ani nie "zwolni" pilota będąc na lotnisku na Ukrainie.

                Komentarz


                • Zamieszczone przez Skipper Zobacz posta
                  Dziś w Wyborczej jest wywiad z kapitanem tego lotu (Protasiuk był wówczas 1 oficerem) i cokolwiek gościu potwierdza wersję Gazety. Chyba troszkę wiarygodniejsze źródło od Bielana czy jakiegoś dziennikarza siedzącego w ogonie samolotu.

                  http://wyborcza.pl/1,75478,7821881,I...go_pilota.html
                  A dlaczego bardziej wiarygodny? Bardziej wiarygodny od Bielana? Od dziennikarza gazety wcale nie sympatyzującej z prezydentem? (Skąd masz informacje gdzie dziennikarz siedział?) Może bardziej wiarygodny od prezydenta Litwy?

                  Były prezydent Litwy Valdas Adamkus zaprzeczył, jakoby prezydent Polski Lech Kaczyński kazał dwa lata temu swojemu pilotowi lądować w niekorzystnych warunkach pogodowych.


                  Adamkus powiedział, że w sierpniu 2008 r., gdy leciał do Gruzji z Kaczyńskim, a pilot stwierdził, że z powodu pogody lądowanie odbędzie się nie w Tbilisi, lecz na lotnisku w Azerbejdżanie, prezydent RP po prostu zapytał, czy do stolicy Gruzji będzie można dotrzeć jakimś innym środkiem komunikacji. Po otrzymaniu informacji, że transport z Azerbejdżanu do Tbilisi został już zorganizowany, Lech Kaczyński nie zadawał żadnych innych pytań ani tym bardziej nie wydawał pilotowi poleceń - twierdzi Adamkus. Prezydent RP nie komentował też postępowania załogi samolotu.

                  O sprawie napisał litewski publicysta Ramunas Bogdanasu, któremu Adamkus osobiście zrelacjonował przebieg zdarzeń w samolocie prezydenta Polski.

                  http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33461
                  Jak strona w rzekomym konflikcie może być bardziej wiarygodna? O tym mogą rozstrzygnąć świadkowie, a wypowiedziało się ich trzech.

                  Komentarz


                  • Polecam:

                    http://dabrowka.salon24.pl/174412,tb...0-wojna-i-mgla


                    Tbilisi 2008 – Smoleńsk 2010; wojna i mgła


                    Jak pisało tu już wiele osób, m.in. pani Bochwic, w kontekście postaw pilotów i ich możliwej oceny przez pasażerów dokonuje się na naszych oczach manipulacja, którą wcześniej ilustrowała sprawa zreferowania angielskiego artykułu w polskiej gazecie, opisana przez blogerkę Styx.

                    Istotą manipulacji było tam pominięcie wątku, który obejmuje hasło "lękliwość pilota". Dziś dochodzą kolejne wysiłki, aby połączyć Gruzję 2008 i Smoleńsk 2010 - dwie absolutnie nieporównywalne sprawy: zachowanie w czasie wojny i w czasie złej pogody.

                    Pomijam ubolewania godną okoliczność, że musimy rozmawiać o uwłaczających oskarżeniach pod adresem Prezydenta, opartych jedynie na fałszywce, jakoby pilot w Smoleńsku "cztery razy podchodził do lądowania" przymuszany przez Prezydenta. Niestety ta fałszywka krąży wciąż po najpoważniejszych gazetach Europy i nie sposób jej ignorować. Tak nieracjonalne zachowanie i sprawstwo katastrofy jest w konsekwencji przypisywane "naciskowi politycznemu", który, oczywiście, "już kiedyś miał miejsce".

                    Gruzińska misja grupy prezydentów i premierów latem 2008 polegała na tym, że samą swoją obecnością chcieli wspomóc prezydenta Gruzji uniemożliwiając atak Rosji na stolicę. Jak pamiętamy, miłujący pokój Władimir Putin zwierzył się wówczas Sarkozy’emu: Powieszę Saakaszwilego za jaja , zaś prezydent Francji bohaterską perswazją udaremnił ten niecny czyn.

                    Być może Sarkozy jest bohaterem, ale dziwnym trafem to Lech Kaczyński został właśnie uhonorowany przez Gruzję za tamte zasługi, za tamtą misję. Jej istotą było znalezienie się jak najszybciej w Tbilisi, u Prezydenta Gruzji zagrożonego rosyjskim napadem.

                    Natomiast polskie służby zadecydowały, żeby nie lecieć do Tbilisi, aby uniknąć możliwości rosyjskiego ostrzału.

                    Oczywiście jest to skrótowe wymodelowanie tamtej sytuacji o wiele bardziej złożonej, bo wiele osób i instancji brało udział w planowaniu tej podróży i w próbach realizacji zmiany pierwotnego planu polegającej na przedłużeniu lotu aż do Tbilisi.

                    Pomijam to wszystko, również to, że jak wyjaśnił potem

                    minister Klich w Sejmie, wobec tego że dowództwo Pułku Lotnictwa i polska dyplomacja nie potrafiły uzyskać niezbędnych zgód na przeloty - Prezydent odstąpił od planu lotu aż do Tbilisi:

                    W konsekwencji, po akceptacji przez pana prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, przekazanej dowódcy załogi za pośrednictwem oficera BOR, lot został zrealizowany zgodnie z pierwotnym planem, tzn. do Ganji.

                    Tak więc Prezydent Kaczyński zachował się racjonalnie, i to on podjął ostateczną decyzję, którą zrealizowano.

                    Jednak taka sytuacja – być może nieuchronna wobec wojennej zawieruchy, a może wynikająca z nieudolności lub niechęci polskich służb – mogła ośmieszyć misję, czyniąc z jej uczestników tchórzy, co niby chcą własną piersią osłonić Gruzję, a boją się wylądować na stołecznym lotnisku. Niedługo potem Sarkozy nie miał kłopotów ze skorzystaniem z tego lotniska, słychać że inni wtedy lądowali, a wręcz podejrzewają że powstrzymanie Kaczyńskiego służyło zapewnieniu pierwszeństwa misji Sarkozy’ego.

                    Rezygnacja z lotu do Tbilisi groziła udaremnieniem solidarnościowej misji Prezydentów i ją znacznie opóźniła, niczego nie zmieniając w sprawie fizycznej ochrony prezydentów, bo oni i tak tam pojechali, a ich podróż furmankami przez pół Gruzji była dla ich bezpieczeństwa stokroć większym zagrożeniemniż dalszy lot i wylądowanie na stołecznym lotnisku, które przecież nie było wciąż bombardowane. Być może naprawdę nie dało się tego lotu formalnie uzgodnić, ale konsekwencją tego biurokratycznego zachowania w sytuacji wojennej było odbycie przez Prezydentów niebezpiecznej wyprawy konwojem drogowym(na co się dzielnie zdecydowali). To druga strona medalu tamtego "uchronienia Prezydentów przed niebezpieczeństwem", które pilotowi przyniosło odznaczenie za – NOTA BENE „ męstwo lub odwagę, w bezpośrednim działaniu związanym z obronnością kraju”.

                    Mieliśmy więc w 2008 roku rozumiały brak podziwu Prezydenta Kaczyńskiego wobec tego biurokratycznego „męstwa lub odwagi”, które według pewnych źródeł – nie wiemy czy pewnych - nazwał „lękliwością pilota”. Skąpe są potwierdzenia tych słów, ale nawet wypowiedź min. Klicha nie sugeruje, jakoby rzekome naciski polegały na interwencji podczas lotui wydawaniu rozkazów pilotom gdzie mają za chwilę wylądować. Temu zaprzeczył Bielan, równieżPrez. Adamkus nie słyszał żadnych komentarzy Kaczyńskiego pod adresem pilota.

                    Jednak nawet jeśli owe słowa krytyki wobec pilota nie padły, to Prezydent miał prawo dokonać po fakcie takiej krytycznej oceny, a nawet zrobić to w trakcie negocjacji z dowództwem (nie z pilotem) nad zmianą planów w Symferopolu, gdy do misji dołączył prezydent Ukrainy.

                    Miał prawo, gdyż Prezydent nie jest specjalnym ładunkiem, nie jest pasażerem, ale głową państwa realizującą zamiar polityczny w sytuacji nadzwyczajnej, wręcz w celu zapobieżenia wojennemu atakowi na zaprzyjaźnioną stolicę. Jeśli w warunkach palącej potrzeby nie może on liczyć na dowództwo wojskowe i pilotów, to trudno aby ich za to wychwalał.

                    Natomiast autorzy określający tamtą sytuację z Gruzji 2008 jako "błąd Kaczyńskiego" zdradzają płytkość rozumienia tamtych wydarzeń, lub celowo deformują ich obraz tak, aby były dowodem kapryśnego i nieobliczalnego charakteru Kaczyńskiego. Tego który wdziera się do kokpitu i łapie za stery; tego, który "zgrywał zucha biegając po Kaukazie", za co głupi Gruzini przyznają mu nie wiedzieć czemu tytuł bohatera. Ten wymowny „ukłon Sikorskiego” wobec prezydenta Gruzji obrazuje wartość polityki zagranicznej urzędującego ministra a byłego już kandydata na kandydata. Nic dziwnego przy takim patronie, że widzimy tę metodę oskarżania Prezydenta w zastosowaniu do ostatniej tragedii. Tu karykaturalne przeinaczenie gruzińskiej misji czysto politycznej staje się podłością po odniesieniu do kwestii czysto technicznej, kiedy to zła pogoda mogłapogorszyć bezpieczeństwo lądowania.

                    Komentarz


                    • Niech sobie to każdy po swojemu oceni, ale dla mnie kapitan samolotu jest wiarygodniejszy od 99% polityków i dziennikarzy razem wziętych.


                      O tym tyle samolotu tak napisałem bo tam zazwyczaj w tych delegacjach siadają dziennikarze i reszta tłumu, no chyba ze np. robią wywiad z prezydentem to są proszeni do przodu - ale może mam złą wiedzę na ten temat.

                      ps. Ten Adamkus w kabinie pilotów nad głową Kaczyńskiego tam wtedy stał, czy jak? A może zaczaił się w bufecie (o ile ten jest gdzieś tam mega z przodu) ?
                      Ostatnio edytowany przez Skipper; [ARG:4 UNDEFINED].

                      Komentarz


                      • Przypomnę że wszystko rozegrało się w samolocie stojącym na lotnisku. A co do wiarogodności pilota może świadczyć fakt że prezydent Francji wylądował na lotnisku w Tbilisi pół godziny przed przybyciem prezydenta Kaczyńskiego. Czyli jednak można było lecieć.

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez Skipper Zobacz posta
                          ...
                          ps. Ten Adamkus w kabinie pilotów nad głową Kaczyńskiego tam wtedy stał, czy jak? A może zaczaił się w bufecie (o ile ten jest gdzieś tam mega z przodu) ?
                          Ok, wszyscy kłamią, tylko pilot nie. Nie ma sensu, kończę.

                          Komentarz


                          • W takim razie wypadałoby zrobić konfrontację pilota polskiego z francuskim...

                            ...jak ktoś w "niezależnej" zna francuski, to może niech do niego uderzy, i byśmy poznali jego wersję wydarzeń czy było niebezpiecznie czy nie.

                            Komentarz


                            • Ziemkiewicz:


                              "Kto sieje wiatr…
                              A oni jak zwykle nie rozumieją. Dlaczego, jak tak można – kazać im posypywać głowy popiołem, “ciskać w nich trupami jak pociskami”? Dlaczego ludzie na pogrzebach patrzą na nich z nienawiścią, syczą obelgi albo spluwają pod nogi? Oni przecież tylko “normalnie krytykowali”. Ach, znów to polskie piekło, znów widać, jaki to wredny naród!

                              Ja pamiętam, jak śp. Janusz Kochanowski zapraszał do Polski największe, bez przesady, sławy prawniczego świata. Bo wbrew dziennikarskim pętakom, którzy “wkręcali” go podchwytliwymi pytaniami, by potem wyszydzać, to on, a nie gwiazdki profesorskiego grajdołka krakówka i warszawki, był na świecie uznawany i poważany, wystarczy zerknąć, jakie osobistości dały mu się zaprosić do rady fundacji Ius et Lex. Na te spotkania zawsze imiennie zapraszał wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, profesorów. Demonstracyjnie nie przychodzili. Komu, sądzili, że szkodzą? Takim sławom jak Antonio Scalia? Nie, chcieli okazać swą pogardę dla “pisowca”.

                              Znana aktorka opowiadała, jakim bojkotem i nienawiścią otoczyło ją środowisko za to, że publicznie poparła Lecha Kaczyńskiego w wyborach; usłyszała, że powinno się ją ogolić jak za okupacji. Do takich zachowań “wykształciuchów” świadomie szczuto, sam oberguru przyrównywał “pisowskich dziennikarzy” do gomułkowskich propagandystów z marca 1968 r. Niejeden w tej atmosferze szczucia zwariował z nienawiści. Czcigodny niegdyś profesor, który pozrywał przyjaźnie z “pisowskimi szmatami”, zaczął ubliżać dziennikarzom i na złość Kaczyńskim zwalczać – on, czołowy liberał! – niezależność banku centralnego od rządu, nie jest wypadkiem odosobnionym.

                              A dziś ci, co judzili, nie rozumieją – skąd taka nienawiść? Jak tak można? Udają głupich czy, właśnie, wcale nie udają?"
                              "Więcej niż 3 mln Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. Będziemy ich nękać tak długo, dopóki Polska się znów nie pokryje lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym."

                              Israel Singer na Światowym Kongresie Żydów

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez arczi Zobacz posta
                                Więc o co tyle krzyku?
                                O to, że katastrofy ma być winny Prezydent. Jak jest punkt zaczepienia, nawet przeczący tezie to "trzeba" go eksploatować. Ludziom da się wmówić wszystko.

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X