Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

koronawirus – nowa grupa chuligańska z Kielc czy faktyczne zagrożenie?

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Hmm, mieli w ciągu kilku miesięcy wyszkolić ludzi do pracy w laboratorium?
    Kto to kto to kto to

    Komentarz


    • Zamieszczone przez Alek Zobacz posta
      zgony wśród oficjalnie zakażonych:
      11.04 - 3,27 %
      11.05 - 4,96 %
      11.06 - 4,3 %
      11.07 - 4,2 %
      11.08 - 3,43 %
      11.09 - 2,96 %

      8.10 - 2,56 %
      9.10 - 2,5 %
      10.10 - 2,44 %
      11.10 - 2,38 %
      12.10 - 2,33%
      13.10 - 2,29 %
      14.10 - 2,26 %
      15.10 - 2,20 %
      16.10 - 2,18 %
      17.10 - 2,10 %
      18.10 - 2,03 %
      19.10 - 1,97 %
      20.10 - 1,93 %
      21.10 - 1,9 %
      22.10 - 1,87 %
      Znajoma Pani anestezjolog z warszawskiego szpitala powiedział, że śmiertelność w Polsce szacowana jest na ok 1%. I na podstawie aktualnej liczby zgonów możemy spróbować obliczyć faktyczną liczbę zakażeń 2-3 tygodnie temu,
      You'll take my life but I'll take yours too
      You'll fire your musket but I'll run you through
      So when you're waiting for the next attack
      You'd better stand there's no turning back.

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Koras(L) Zobacz posta
        Hmm, mieli w ciągu kilku miesięcy wyszkolić ludzi do pracy w laboratorium?
        Wiem,
        #niedasię

        Jeżeli dobrze pamiętam, w marcu mieliśmy zdolności na kilka tysięcy, potem kilkanaście, potem 20+ tysięcy, aż doszliśmy do 70k.
        Jak widać dało się. Wiem, ze nie można tak w nieskończoność ale chyba wczoraj rzecznik Ministerstwa Zdrowia mówił, że będą zwiększać zdolności. To dlaczego nie zrobiono tego wcześniej, tak aby ludzie godzinami nie czekali na wymaz a następnie dniami na wynik testu?

        Komentarz


        • Być może dlatego, że szybciej się nie da. Jeżeli w kilka miesięcy zwiększono wydajność 5 krotnie, tzn że robią co mogą w kierunku aby robić tych testów jak najwięcej.

          Co do samych kolejek do punktów pobrań to tragedii nie ma, przynajmniej w Warszawie. Problem polega na tym, że ludzie zbierają się w kilku punktach, a w innych można zrobić bez kolejki. Wiem to z własnego doświadczenia, bo robiłem test w poniedziałek. Gorzej z wynikami. Ja do dzisiaj nie mam.
          Kto to kto to kto to

          Komentarz


          • Nie wiem, może nie dało się z dnia na dzień, a nawet z miesiąca na miesiąc.

            Mam wrażenie, że gdyby teraz odnaleziono złoty pociag, bursztynową komnatę i garniec złota z końca tęczy, spieniężono je i kupiono każdemu Polakowi respirator, to i tak z niektórych kręgów padałyby pytania dlaczego dopiero teraz i czy nie dało się ich znaleźć wcześniej.
            Lubię sobie jebnąć posta.

            „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
            St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

            Komentarz


            • Zamieszczone przez KrzychuS Zobacz posta
              Może trzeba było się na to przygotować i zwiększyć zdolności przerobowe?
              No chyba, ze wtedy narracja by się nie zgadzała... ciezko byloby mówić, że wirus jest w odwrocie, ze wszystko jest pod kontrolą i jednocześnie kupować testy, otwierać punkty pobran, zwiększać moce przerobowe laboratorium i szykować łóżka w szpitalach.
              Ale co by zmieniło w sytuacji epidemiologicznej testowanie 2,3, czy nawet 4 krotnie (ba wtedy bylibyśmy światowym liderem w liczbie testów) większej liczby osób ?
              Przecież to samo w sobie praktycznie nic nie daje, dlatego, że
              - jest masa bezobjawowych (i dlatego też to masowe testowanie - poza jakimiś specyficznymi miejscówkami jak wyspy itd. nie bardzo pomagało w zatrzymaniu pandemii)
              - przy tym tempie/skali zachorowań jedynym rozwiązaniem jest coraz większy dystans społeczny - idący w kierunku lockdownu
              i oczywiście zwiększenie liczby testów ma sens - ale tylko jako element szerszej strategii - która z w związku z tym, że sytuacja jest bardzo dynamiczna dzisiaj jest w powijakach

              Zamieszczone przez Koras(L) Zobacz posta
              Hmm, mieli w ciągu kilku miesięcy wyszkolić ludzi do pracy w laboratorium?
              Ich nie trzeba szkolić, bo oni są...a właściwie jeszcze są, bo jak tak dalej będzie to wyglądać to nie wykluczam, że w końcu pierdolną to wszystko.
              To, że testowanie jest wąskim gardłem jest spowodowane tym, że
              - rząd stara się to robić mocami przerobowymi publicznej służby zdrowia
              - zmieniono kwalifikacje do testów (co imho jest słuszne - z drugiej strony w tym samym momencie się zaczęło to pierdolić) - przecież w marcu/kwietniu mimo tego całego pierdolenia na forumce "wincej testów" to mieliśmy pod względem liczby ujemnych wyników jeden z najlepszych wyników na świecie.

              Imho realnym problemem na dziś nie są testy tylko
              - niewydolny sanepid
              - fatalna organizacja służby zdrowia (i wywołane nią konflikty/obstrukcja itp. itd.)
              - burdel w przepisach - który sam w sobie może nie "zaraża", ale powoduje zmniejszenie zaufania do strategii walki z wirusem itp.
              Lieber tot als rot!!

              Komentarz


              • TNTP
                W zasadzie zgadzam się z tym co napisałeś z jedną uwagą. Otóż więcej testow oznaczałoby izolacje zarazonych, którzy w tej chwili nie są izolowani bo nawet nie wiedza, ze są nosicielami.
                Moim zdaniem powinni być testowani wszyscy, którzy w konkretnym okresie mieli kontakt z zarażonym (być może nawet 2-3 krotnie). I nie powinno mieć znaczenia czy mają objawy czy nie. Ale tutaj kolejna zgoda z Tobą - potrzebny jest wydajny Sanepid. A tego po prostu nie ma i o ile próbowano coś zrobić z przygotowaniem służby zdrowia, to sanepid zaniedbano okrutnie.

                Komentarz


                • Zamieszczone przez KrzychuS Zobacz posta
                  TNTP
                  W zasadzie zgadzam się z tym co napisałeś z jedną uwagą. Otóż więcej testow oznaczałoby izolacje zarazonych, którzy w tej chwili nie są izolowani bo nawet nie wiedza, ze są nosicielami.
                  Moim zdaniem powinni być testowani wszyscy, którzy w konkretnym okresie mieli kontakt z zarażonym (być może nawet 2-3 krotnie). I nie powinno mieć znaczenia czy mają objawy czy nie. Ale tutaj kolejna zgoda z Tobą - potrzebny jest wydajny Sanepid. A tego po prostu nie ma i o ile próbowano coś zrobić z przygotowaniem służby zdrowia, to sanepid zaniedbano okrutnie.
                  Co do pierwszego - to oczywiście, że tak - ale imho przy tej skali to nie ma większego sensu - to znaczy, że wydamy setki milionów, a i tak ludzie się będą masowo zarażać.
                  Co do testowania "wszystkich co mieli kontakt" to przy tej liczbie to jest imho nie do wykonania .
                  Natomiast co do Sanepidu to tu zawiodły w mojej opinii dwa podejście - one są generalne, to znaczy dotyczą całej walki rządu z COVID.
                  1) Nie zmieniamy tego co jest bo "nie zmienia się kapitana podczas rejsu" itp. - wystarczy zobaczyć jak to wyglądało przy dymisji Szumowskiego. W sumie z samą służbą zdrowia jakichś większych zmian w jej organizacji nie było. Z drugiej strony w ARM był taki pożar, że trzeba było robić gruntowne zmiany (co wyszło wszystkim na dobre)
                  2) Przeszliśmy pierwszą falę, bardzo, ale to bardzo dobrze i tak po ludzku nikt patrząc na dotychczasowe wyniki (czy to z marca kiedy nic nie było a daliśmy sobie radę, czy to z sierpnia gdzie też to wszystko było pod kontrolą) to mam dziwne wrażenie, że ludzie na górze nie spodziewali się (i w sumie do tej pory nie wiedzą - w każdym razie ja nie wiem) skąd nam to poszło tak bardzo do góry (podobno w jakiejś skonkretyzowanej perspektywie czasowej max zachorowań to było 10000 dziennie - dziś to liczą na 30000)
                  Lieber tot als rot!!

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez KrzychuS Zobacz posta
                    TNTP
                    W zasadzie zgadzam się z tym co napisałeś z jedną uwagą. Otóż więcej testow oznaczałoby izolacje zarazonych, którzy w tej chwili nie są izolowani bo nawet nie wiedza, ze są nosicielami.
                    Moim zdaniem powinni być testowani wszyscy, którzy w konkretnym okresie mieli kontakt z zarażonym (być może nawet 2-3 krotnie). I nie powinno mieć znaczenia czy mają objawy czy nie. Ale tutaj kolejna zgoda z Tobą - potrzebny jest wydajny Sanepid. A tego po prostu nie ma i o ile próbowano coś zrobić z przygotowaniem służby zdrowia, to sanepid zaniedbano okrutnie.
                    Zarzut dotyczący zbyt małej liczby przeprowadzanych testów jest słuszny, ale wydaje mi się, że w głównej mierze powinien on dotyczyć okresu, w którym te dzienne przyrosty były niższe, bo wtedy transmisję wirusa przy mniej obłożonym sanepidzie dałoby się jakoś śledzić i skuteczniej izolować bezobjawowych nosicieli. Masowe testy na przełomie sierpnia/września być może nie uchroniłyby nas przed wzrostem zakażeń, ale wcześniej zasygnalizowałyby problem doprowadzając do wcześniejszego wprowadzenia obostrzeń i podjęcia odpowiednich kroków.

                    Generalnie w przypadku tego masowego testowania wydaje mi się, że kij ma dwa końce i z jednej strony ekspertom na pewno takie dane bardzo by się przydały, a z drugiej mogłoby to doprowadzić do nałożenia na rządzących niepotrzebnej presji w kwestii powrotu do marcowego lockdownu, czego powinniśmy się moim zdaniem wystrzegać. Nie ma co się oszukiwać - media przydają się przy przekazywaniu komunikatów dotyczących wprowadzenia obostrzeń, ale grzejąc temat Covida 24/7 powodują, że ludzie zaczynają po prostu panikować. Mówię to na swoim przykładzie, bo pamiętam jak w marcu po powrocie z północnych Włoch zamknąłem się w swego rodzaju bańce informacyjnej i wiem jak mocno wchodziło mi to wszystko na psychikę, kiedy co chwila wyskakiwał mi kolejny tweet o rekordach zakażeń, objawach, zaleceniach + te wszystkie zdjęcia i filmiki ze szpitali w Europie. Dopiero wyznaczenie sobie pewnych granic jeśli chodzi o przyjmowanie kolejnych informacji pozwoliło mi uspokoić głowę i wziąć w garść, a za hipochondryka naprawdę się nie uważam

                    Komentarz


                    • Prof. Piotr Kuna: Nie ma dowodu na to, że lockdown pomoże nam wygrać wojnę z wirusem

                      - Z wirusem SARS-CoV-2 musimy oswoić się jak najszybciej. Polakom polecam lekturę "Małego Księcia" Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. W "czasach zbiorowego lęku" z lekcji oswajania lisa skorzystamy wszyscy. Z prof. Piotrem Kuną, kierownikiem II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz prezydentem Polskiego Towarzystwa Chorób Metabolicznych i wiceprezydentem Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych, rozmawiamy o zagrożeniu dużo większym niż koronawirus.

                      Zuza Opolska, Medonet.pl: Panie Profesorze, mamy powrót obostrzeń – to dobry kierunek?

                      Prof. dr hab. med. Piotr Kuna: Myślę, że nie mamy wyjścia. Powinniśmy się dostosować i nie narzekać…
                      Polacy nie tylko narzekają, ale protestują. Możemy się modlić o odporność, ale o budowaniu jej na siłowni czy basenie nie ma mowy – dla wielu to pokrętna logika…

                      To jedna z decyzji, których nie rozumiem. Sam chodzę na siłownię i nie uważam, żeby była miejscem, w którym ryzyko zakażenia jest wysokie, o ile spełnia odpowiednie warunki. Czyli przed wejściem mierzone są temperatury, personel nosi maseczki, ćwiczący zachowują odległości, a sprzęt jest stale dezynfekowany. To samo dotyczy basenów, w których woda jest chlorowana czy ozonowana. Przecież zarówno chlor, jak i ozon zabiją wirusa. Proszę mi powiedzieć, czy w Polsce mieliśmy ognisko zakażenia koronawirusem na basenie? Nie… Więc wiele z wprowadzanych restrykcji jest dla ludzi niezrozumiała i nieuzasadniona. Dlaczego zakazano lotów samolotem? Na świecie nie ma ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem w samolocie. Ani jednego, a w Stanach Zjednoczonych mamy 8 mln chorych i wszyscy latają samolotami bez ograniczeń. A marcowy zakaz wstępu do lasu? Kolejny absurd…

                      W ramach nowych obostrzeń szkoły w strefie czerwonej przeszły na tryb zdalny. Część ekspertów mówi o tym, że dzieci to superroznosiciele, którzy przyczynili się wzrostu zachorowań. Czy rzeczywiście tak jest?

                      Powiem wprost – są opisywane pojedyncze przypadki, które to potwierdzają, ale jeśli popatrzmy na całe populacje, to nie znajdziemy na to dowodu. Przykładem jest Norwegia, w której zamknięto szkoły w marcu i ponownie otwarto w maju - nie było żadnego wzrostu zachorowań. Dlatego mówienie, że dzieci są superroznosicielami jest nieprawdą. W Polsce mamy 10 mln dzieci – gdyby rzeczywiście były superroznosicielami, to wszyscy bylibyśmy już dawno zakażeni wirusem SARS Cov-2.

                      Nie uczniowie, nie pływacy i nie członkowie siłowni… - skąd w takim razie wziął się skok zakażeń?

                      Powodów jest kilka – po pierwsze zrobiło się zimniej, a wiemy, że wirus w zimnie żyje dłużej. Po drugie zaczęliśmy gromadzić się w pomieszczeniach, w których łatwiej jest się zarazić niż na wolnej przestrzeni. Po trzecie rozpoczął się sezon grzewczy i powrócił problem smogu, który ewidentnie sprzyja rozprzestrzenianiu wirusa. Dodatkowo doszły infekcje sezonowe i wiele przeziębień wywołanych Rhino- czy Adeno-wirusami branych jest za COVID-19.

                      Jedno wiemy na pewno - każda infekcja wirusowa obniża naszą odporność i tym samym zwiększa podatność na infekcję SARS-Cov-2. Powstaje jednak pytanie: czy infekcje sezonowe, które przechodzimy teraz, obniżają odporność na tyle, że nie tylko łatwiej zakazimy się wirusem SARS-CoV-2, ale także będziemy ciężej chorować i trafiać do szpitali.

                      Nie rozumiem, dlaczego rządzący nie zwrócą się do ekspertów, którzy mogliby im pomóc w planowaniu strategii…

                      Myślę, że rządzący kierują się nie tylko poradami ekspertów, ale również polityką. I być może politycznie trzeba wykonywać ruchy, sprawiające wrażenie, że działamy, a tak naprawdę niemające żadnego znaczenia. Natomiast na pewno to prowadzi do informacyjnego bałaganu. Z jednej strony się mówi, że coś jest nieszkodliwe, a tak naprawdę jest szkodliwe. Z drugiej, że coś jest szkodliwe, a w rzeczywistości jest nieszkodliwe. Dlaczego stale słyszymy o lekach na COVID-19, których tak naprawdę nie ma? Nawet słynny Remdesivir nie zmniejsza śmiertelności i nie ratuje życia, tylko u lekko chorych skraca czas pobytu w szpitalu. Przykro mi, ale trzeba to otwarcie powiedzieć.

                      Straszy się nas trwałymi zmianami w płucach – jak jest naprawdę? Utrzymują się na zawsze czy ustępują po czasie?

                      Dotychczasowe publikacje pokazują, że włókniste zmiany w płucach wycofują się same w ciągu sześciu miesięcy. Znalazłem tylko jedną pracę, opartą na piętnastu latach obserwacji u pacjentów, którzy przechorowali SARS-CoV-1, który był dużo gorszy niż SARS-CoV-2. I na 85 pacjentów obserwowanych przez 15 lat, tylko u jednego po 15 latach nadal zaobserwowano zmiany w układzie oddechowym. Średni czas ustępowania zmian wynosił rok.

                      Natomiast tym, na co skarżą się chorzy na COVID-19 jest "zespół przewlekłego zmęczenia", co znowu nie jest czymś nowym. Z ZPZ mamy do czynienia po bardzo wielu infekcjach, zarówno wirusowych, jak i bakteryjnych i wiemy, że w większości przypadków także mija, chociaż może to zająć wiele miesięcy, a nawet lat.

                      Mam wrażenie, że tym co dezorientuje Polaków najbardziej są liczby, czyli kolejne "rekordy zakażeń" – co kryje się pod ostatnim 10 040?

                      Może wyjaśnię podstawowy problem – większość osób, nawet lekarze, mylą zakażenie wirusem z chorobą COVID-19, a zakażenie nie jest chorobą. Jeśli mamy 10 040 dodatnich wyników, to znaczy, że u tylu osób potwierdzono obecność wirusa w nosogardle, co nie musi wiązać się z żadnymi objawami. Dodatkowo zdarzają się wyniki fałszywie dodatnie. W zespole, w którym pracuję, na kilkanaście osób z dodatnim wynikiem, tylko trzy miały objawy. I to raczej łagodne, nikt nie wymagał hospitalizacji.

                      Czy możemy oszacować u ilu z tych 10 040 osób przebieg zakażenia będzie łagodny?

                      Opierając się na danych z różnych krajów, szacuje się, że na chorobę COVID-19 zachoruje nie więcej niż 15 proc. Czyli pozostałe 85 proc. zakażonych może mieć lekki stan podgorączkowy czy bóle mięśni, czego szczerze mówiąc może nawet nie zauważyć. To dotyczy zwłaszcza ludzi młodych.

                      Kolejnym mitem jest apokaliptyczne przekonanie, że wszyscy się zarażą. Osoby, które mają dodatnie wyniki na obecność wirusa, wcale nie muszą zarażać innych osób. Mam pod swoją opieką pięcio-, sześcioosobowe rodziny, w których jedna osoba ma dodatni wynik i łagodne objawy, a mieszkający z nią pod jednym dachem bliscy pozostają zdrowi i nie wykrywa się u nich wirusa. Jeśli osoby z wirusem skąpoobjawowe lub bezobjawowe nie zarażają tak łatwo innych, przebywając razem w jednym domu czy mieszkaniu, to tym bardziej nie zarażą na ulicy, przestrzegając podstawowych zaleceń, czyli nosząc maseczki, trzymając dystans i często myjąc ręce.

                      I jeszcze jedno – nie ma danych mówiących, że ktoś ma wysokie ryzyko zakażenia. Można powiedzieć, że wszyscy mamy podobne. Może z wyjątkiem osób z grupą krwi 0, które są wyjątkowo oporne na zakażenie wirusem. Dlaczego w takim razie jedni się zarażają, a inni nie? Tłumaczymy to tym, że około 40 proc. populacji ma dobrą odporność nieswoistą, zapewniającą ochronę organizmu przed zakażeniem przez chorobotwórcze wirusy.

                      Czy w takim razie wprowadzone obostrzenia mogą przyhamować kolejne rekordy zakażeń?

                      Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a chciałbym mówić o tym, co wiem. Dzisiaj najważniejszą rzeczą jest dobra kontrola chorób przewlekłych (chorób serca, układu oddechowego, cukrzycy) – chorzy powinny brać leki, przestrzegać zaleceń lekarza i pozostawać z nim w kontakcie.

                      Kilka dni temu napisał do mnie pacjent, który choruje na POChP i - jak się okazało - jest pozytywny. Profilaktycznie zwiększyłem mu dawkę przyjmowanych leków, a kiedy rozmawialiśmy następnym razem powiedział, że nie ma żadnych objawów i czuje się dobrze. To pokazuje, że zakażenie nie musi przebiegać ciężko u chorych przewlekle, o ile dobrze kontrolujemy chorobę podstawową. Dlaczego w Izraelu, w którym zachorowań jest o wiele więcej niż w Polsce, zgonów jest tak mało?

                      Mają dobrą opiekę medyczną?

                      Tak, zresztą zależność śmiertelności na COVID-19 od stanu opieki medycznej widzimy na całym świecie. Proszę spojrzeć na kraje skandynawskie: Finlandię czy Norwegię. Oczywiście ktoś może powiedzieć: Ameryka: najlepsza opieka medyczna świata. To nieprawda - tysiące Amerykanów umiera tylko dlatego, że nie ma dostępu do lekarza. Tak samo jest w Anglii – nie bez powodu pracujący na Wyspach Polacy leczą się w Polsce.

                      Tydzień temu na łamach "Nature Medicine" ukazał się artykuł pokazujący skalę, demografię i dynamikę wpływu pierwszej fali pandemii COVID-19 na śmiertelność z wszystkich przyczyn w 20 krajach Europy i Australii. Polska obok Bułgarii, Nowej Zelandii, Węgier, Słowacji, Czech i Australii znalazła się w czołówce, a na szary koniec trafiła Wielka Brytania. Mówimy jednak o okresie od lutego do maja, jak będzie teraz - nie wiem… Zwłaszcza, że wielu pacjentów w naszym kraju zostało zaniedbanych.

                      Osobiście bardziej boję się braku opieki nad chorobami przewlekłymi niż koronawirusa. Mamy 9 mln chorych na nadciśnienie, 3 mln chorych na cukrzycę, 2 mln na POChP, co razem daje 14 mln. W porównaniu do 200 tys. zakażonych, to gigantyczna liczba. Proszę spojrzeć: kto dzisiaj umiera? Albo inaczej - u kogo zakażenie przebiega na tyle ciężko, że rozwija się zespół ostrej niewydolności oddechowej, często kończący się zgonem (ARDS)? Prawie w 100 proc. u osób chorych na przewlekłe choroby.

                      Ostatnio dużo mówi się o "Deklaracji z Great Barrington" jako alternatywnej strategii walki z pandemią – czy ochrona i izolowanie osób starszych nie jest dobrym pomysłem?

                      Myślę, że nie możemy stygmatyzować naszych seniorów. W grupie ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 są osoby chore, nieważne, ile mają lat. Tak w Polsce 2/3 osób po 60. roku życia ma trzy choroby przewlekłe, ale 1/3 nie ma chorób współistniejących i nie jest w grupie ryzyka. Ostatnio słyszałem historię o zdrowym 20-latku, który zmarł na COVID-19. Później dowiedziałem się, że jego BMI wynosiło 46. Jeśli się waży mniej więcej dwa razy tyle, ile się powinno, to nie jest się zdrowym.

                      To jaki jest plan na jutro – przy 15 - 20 tys. zakażeń na dobę wprowadzamy drugi lockdown, liczymy, że na reżim sanitarny powstrzyma wirusa i czekamy na szczepionkę?

                      Nie ma żadnego dowodu na to, że lockdown działa. Najlepszym przykładem jest Szwecja, w której większość zgonów dotyczyła seniorów przebywających w dysfunkcjonalnych domach opieki. Tylko proszę wziąć pod uwagę, że Szwedzi żyją osiem lat dłużej od nas. W Polsce nie ma tak dużej grupy 85-letnich pacjentów i nie miałby kto umierać.

                      Z drugiej strony mamy kraje, które zdecydowały się na totalne zamknięcie: Hiszpanię, Francję, Wielką Brytanię, Włochy i czy im to pomogło? Poza tym to nie jest choroba, która występuje w jednym ognisku – gdybyśmy mieli ognisko w Ciechanowie, to moglibyśmy otoczyć miasto kordonem sanitarnym, tak jak zrobili Chińczycy w przypadku Wuhan, a reszta kraju działałaby normalnie. Niestety, u nas to jest rozsiane w miastach, w miasteczkach, na wsiach. Mało tego - to jest rozsiane u wszystkich naszych sąsiadów wokół. I nawet jeśli zamkniemy cały kraj, to wirus będzie się szerzył.

                      Osobiście uważam, że im szybciej osiągniemy tzw. odporność stadną, tym lepiej. Z drugiej strony rozumiem, że system opieki zdrowotnej może nie dać rady i chodzi o spłaszczenie krzywej zachorowań. Bo o ile w Polsce mamy najwięcej łóżek szpitalnych w całej Europie, to problemem są kadrowe braki… Jednak opóźnienie czasu, kiedy wirus nas dopadnie, nie gwarantuje, że i tak nie zakażą nim się miliony Polaków w III czy IV fali epidemii, a my na lata utkwimy w lęku i izolacji, cofając się cywilizacyjnie o kilkanaście lat, jeśli nie więcej.

                      Podsumowując naszą rozmowę możemy powiedzieć, że wirus w pewnym sensie każdemu z krajów wystawia ocenę z kontroli chorób przewlekłych i walki z paleniem, smogiem, otyłością - problemami zaniedbanymi przez lata…

                      To dobra puenta, ale może dodam coś jeszcze: w okresie od marca do października mieliśmy ok 200 tys. zakażeń, w tym samym czasie w ubiegłym roku 3,800 tys. osób zachorowało na grypę. I to grypa, której klinicznie nie odróżnimy od COVID-u, a na testowanie wszystkich nie mamy czasu i środków, jest poważnym zagrożeniem w sezonie 2020/2021. Podobnie jak COVID-19 zaostrza choroby przewlekłe. Czyli, jeśli pacjent chorujący na serce zachoruje na grypę to w ciągu 30 dni jego ryzyko zawału rośnie pięciokrotnie. Z kolei, jeśli ma miażdżycę i zachoruje na grypę to w ciągu miesiąca jego ryzyko udaru mózgu jest osiem razy większe. To samo dotyczy choroby COVID-19, z jedną różnicą: przyczyną śmierci podaną w karcie zgonu.

                      Jednemu wpiszemy zawał lub udar, a drugiemu COVID-19?

                      Tak, dlatego, że z grypą się oswoiliśmy. I musimy oswoić z wirusem SARS-CoV-2 jak najszybciej.Polakom polecam lekturę "Małego Księcia". W "czasach zbiorowego lęku" z lekcji oswajania lisa skorzystamy wszyscy.
                      Całkiem mądrze.

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez KrzychuS Zobacz posta
                        TNTP
                        W zasadzie zgadzam się z tym co napisałeś z jedną uwagą. Otóż więcej testow oznaczałoby izolacje zarazonych, którzy w tej chwili nie są izolowani bo nawet nie wiedza, ze są nosicielami.
                        Moim zdaniem powinni być testowani wszyscy, którzy w konkretnym okresie mieli kontakt z zarażonym (być może nawet 2-3 krotnie). I nie powinno mieć znaczenia czy mają objawy czy nie. Ale tutaj kolejna zgoda z Tobą - potrzebny jest wydajny Sanepid. A tego po prostu nie ma i o ile próbowano coś zrobić z przygotowaniem służby zdrowia, to sanepid zaniedbano okrutnie.
                        Tylko tak naprawdę co to da w dłuższej perspektywie?
                        Do jakiego stanu epidemicznego dążymy? Czy mamy gwarancję, że przechorowanie covid w danym sezonie zapewni nam brak przechorowania w następnym? Czy ew. szczepionka będzie remedium na każdy szczep wirusa? Ile lat będziemy żyli w systemie: objaw - teleporada - test - sanepid - kwarantanna - izolacja - ponowny test - zdjęcie izolacji? Zakładamy, że część przechoruje, część się zaszczepi i już nie będziemy chorować na covid?

                        Ja w ostatnią hipotezę mocno wątpię i widziałbym to docelowo tak:
                        - mam objawy, idę do lekarza, który tak jak w przypadku grypy może wykonać szybki test immunologiczny (wynik dostępny w kilka minut) lub inny skuteczny,
                        - mam covid, wdrażane jest odpowiednie leczenie objawowe plus ew. leczenie przeciwwirusowe (jeśli powstanie),
                        - kładę się do wyra w domu i odchorowuję,
                        - pogarszam się, jadę (jestem wieziony) do najbliższego szpitala, który ma w jakimś stopniu opanowaną procedurę postępowania z covidem

                        Roli Sanepidu w dłuższej perspektywie tu nie widzę, bo po co? Izolacja powinna polegać na odbywaniu choroby w domu do ustąpienia objawów (plus ze dwa dni) bez jakichkolwiek decyzji sanepidu, czy pierdyliarda testów.

                        Na onecie fajny wywiad z prof. Kuną. Wkleję tylko dwa fragmenty:
                        Osobiście uważam, że im szybciej osiągniemy tzw. odporność stadną, tym lepiej. Z drugiej strony rozumiem, że system opieki zdrowotnej może nie dać rady i chodzi o spłaszczenie krzywej zachorowań. Bo o ile w Polsce mamy najwięcej łóżek szpitalnych w całej Europie, to problemem są kadrowe braki… Jednak opóźnienie czasu, kiedy wirus nas dopadnie, nie gwarantuje, że i tak nie zakażą nim się miliony Polaków w III czy IV fali epidemii, a my na lata utkwimy w lęku i izolacji, cofając się cywilizacyjnie o kilkanaście lat, jeśli nie więcej.
                        To dobra puenta, ale może dodam coś jeszcze: w okresie od marca do października mieliśmy ok 200 tys. zakażeń, w tym samym czasie w ubiegłym roku 3,800 tys. osób zachorowało na grypę. I to grypa, której klinicznie nie odróżnimy od COVID-u, a na testowanie wszystkich nie mamy czasu i środków, jest poważnym zagrożeniem w sezonie 2020/2021. Podobnie jak COVID-19 zaostrza choroby przewlekłe. Czyli, jeśli pacjent chorujący na serce zachoruje na grypę to w ciągu 30 dni jego ryzyko zawału rośnie pięciokrotnie. Z kolei, jeśli ma miażdżycę i zachoruje na grypę to w ciągu miesiąca jego ryzyko udaru mózgu jest osiem razy większe. To samo dotyczy choroby COVID-19, z jedną różnicą: przyczyną śmierci podaną w karcie zgonu.
                        Edyta: o maestro(L) mnie uprzedził z tym wywiadem

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez KRA Zobacz posta


                          Na onecie fajny wywiad z prof. Kuną. Wkleję tylko dwa fragmenty:

                          Edyta: o maestro(L) mnie uprzedził z tym wywiadem
                          Wywiad fantastyczny - uwielbiam takie profesorskie ble, ble, ble czytaj małego księcia, ja sam chodzę na siłownię itp.

                          To ja mam konkretne pytania odnośnie tego co mówi profesor Kuna

                          - skąd info o grupie 0 (akurat w to to jestem w stanie uwierzyć)
                          - skąd info o 1/3 osób powyżej 60 roku życie bez chorób współistniejących - "Tak w Polsce 2/3 osób po 60. roku życia ma trzy choroby przewlekłe, ale 1/3 nie ma chorób współistniejących i nie jest w grupie ryzyka." przecież to jest bez sensu. Z danych które łatwo znaleźć te liczby wyglądają tak (piszę z pamięci - sam to chyba wrzucałem) 80 % osób po 65 roku życia ma CO NAJMNIEJ 2 ZDIAGNOZOWANE choroby współistniejące
                          - skąd bierze się wątek smogu ? przecież to jest bzdura - no chyba że ktoś ma jakieś dane na ten temat to z chęcią poczytam. Zresztą dla Profesora Kuna z tym smogiem walczy od iluś lat konsekwentnie pomijając fakt, iż w Polsce na przestrzeni 50/40/30/20/10 lat sytuacja ta się poprawia.
                          - skąd w ogóle bierze się wiara w tą słynną "odporność stadną" skoro najnowsze wyniki BADAŃ NAUKOWYCH jasno wskazują na to, że tak jak nie ma odporności stadnej na grypę, tak nie będzie jej na COVID.

                          I tak dalej i tak dalej - żeby nie było w niektórych aspektach jak najbardziej z owym Profesorem się zgadzam* - ale tak po szczerości to zaczyna wkurwiać mnie robienie eksperta z każdej osoby która ma tytuł z dziedziny medycyny i znacznie bardziej wolałbym przeczytać taką analizę ze strony wojewódzkiego konsultanta epidemiologicznego, czy tam chorób zakaźnych niż takie przemyślenia o małym księciu

                          * imho to temat z COVID jest wbrew pozorom prosty -> gdy uda nam się opanować ten mega wzrost, to musimy nad tym powoli przejść do porządku dziennego w sensie traktować COVID tak jak grypę (na sterydach) to znaczy
                          - w dalszym ciągu starać się trzymać dystans społeczny
                          - dbać o higienę-nosić maseczki
                          - ograniczać jakieś masowe imprezy
                          - w przypadku objawów siedzieć w domu na dupie
                          - przy założeniu, że zjedziemy do jakichś rozsądnych liczb może faktycznie mocno wejść w testowanie
                          - kontrolować ruch transgraniczny
                          jak Bóg da to może do 2022 roku ? 2023 ? faktycznie uda się do jakoś ogarnąć - a już na pewno ograniczyć skutki zarówno zdrowotne, jak i społeczne.
                          Lieber tot als rot!!

                          Komentarz


                          • W takim razie proszę zweryfikować aktualną covidową śmiertelność per capita w Izraelu (choćby względem Polski; podpowiem, jest sporo wyższa), jak drakońskie były warunki lockdownu wprowadzonego w Izraelu (link do stosownego artykułu zamieściłem w wątku informacyjnym) i jakie przyniósł ten lockdown sprawdzalne i mierzalne efekty.
                            Piermandolenie o tym, że "na świecie nie ma ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem w samolocie. Ani jednego", trudno komentować. Panie profesorze, po lekturze tego artykułu (po angielsku):
                            https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/26/11/20-3299_article
                            dowie się pan, że był taki przypadek, i to nie jeden, i to podczas jednego tylko, za to gruntownie przeanalizowanego, lotu.

                            Kluczowy fragment:
                            "We investigated a cluster of cases among passengers on a 10-hour commercial flight. Affected persons were passengers, crew, and their close contacts. We traced 217 passengers and crew to their final destinations and interviewed, tested, and quarantined them. Among the 16 persons in whom SARS-CoV-2 infection was detected, 12 (75%) were passengers seated in business class along with the only symptomatic person (attack rate 62%). Seating proximity was strongly associated with increased infection risk (risk ratio 7.3, 95% CI 1.2–46.2). We found no strong evidence supporting alternative transmission scenarios. In-flight transmission that probably originated from 1 symptomatic passenger caused a large cluster of cases during a long flight. Guidelines for preventing SARS-CoV-2 infection among air passengers should consider individual passengers’ risk for infection, the number of passengers traveling, and flight duration".
                            "Nieszczęsny człowiek, który posiada miłość, a szuka czegoś innego".
                            "Fanatycy wolności kończą jako teoretycy policji". (N. Davila)
                            Up the Anchor!

                            Komentarz


                            • Bardzo dobry wywiad. Zresztą to nie pierwszy lekarz specjalista, który wypowiada się w tym tonie. Ale niestety nie zwiększa oglądalności, a taki pajac Niedzielski występujący z głównym psem, tudzież każde inne epatowanie strachem, owszem.
                              "Jak się wyrosło w komunizmie, to nie można było nie mieć antykomunistycznego nastawienia"

                              WOLNOŚĆ dla JANUSZA WALUSIA!

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez sarinosoman Zobacz posta
                                W takim razie proszę zweryfikować aktualną covidową śmiertelność per capita w Izraelu (choćby względem Polski; podpowiem, jest sporo wyższa), jak drakońskie były warunki lockdownu wprowadzonego w Izraelu (link do stosownego artykułu zamieściłem w wątku informacyjnym) i jakie przyniósł ten lockdown sprawdzalne i mierzalne efekty.
                                Piermandolenie o tym, że "na świecie nie ma ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem w samolocie. Ani jednego", trudno komentować. Panie profesorze, po lekturze tego artykułu (po angielsku):
                                https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/26/11/20-3299_article
                                dowie się pan, że był taki przypadek, i to nie jeden, i to podczas jednego tylko, za to gruntownie przeanalizowanego lotu.

                                Kluczowy fragment:
                                "We investigated a cluster of cases among passengers on a 10-hour commercial flight. Affected persons were passengers, crew, and their close contacts. We traced 217 passengers and crew to their final destinations and interviewed, tested, and quarantined them. Among the 16 persons in whom SARS-CoV-2 infection was detected, 12 (75%) were passengers seated in business class along with the only symptomatic person (attack rate 62%). Seating proximity was strongly associated with increased infection risk (risk ratio 7.3, 95% CI 1.2–46.2). We found no strong evidence supporting alternative transmission scenarios. In-flight transmission that probably originated from 1 symptomatic passenger caused a large cluster of cases during a long flight. Guidelines for preventing SARS-CoV-2 infection among air passengers should consider individual passengers’ risk for infection, the number of passengers traveling, and flight duration".
                                Praktycznie w każdej odpowiedzi są takie bzdury - na nieszczęście Pana Profesora jeszcze kilkanaście lat temu osoby z tytułami naukowymi mogły do woli pierdolić 3 po 3 bez możliwości weryfikacji tego co gadają - teraz to w ciągu kilkunastu sekund można to na szybkości zweryfikować.

                                Zaś co do samych lotów to wrzucałem tu artykuł z badań powstałych NA ZLECENIE LINII LOTNICZYCH który opisywał ~ 30 takich przypadków (czyli też od liczba czapy)
                                Najwidoczniej zleceniodawcy nie znali naszych krajowych możliwości
                                Ostatnio edytowany przez TNTP; [ARG:4 UNDEFINED].
                                Lieber tot als rot!!

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X