Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Co się dzieje z byłymi Legionistami?

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Budyń_70
    odpowiedział(a)
    Jacek Gmoch dla Interii: Zarobki piłkarzy są niehumanitarne!

    - To jest wielkie niebezpieczeństwo, trzeba to na pewno ograniczyć. Nie może być takiej dysproporcji w zarobkach piłkarzy w porównaniu z resztą społeczeństwa. Nie tylko nie może tak być, ale jest to wręcz niehumanitarne - mówi w rozmowie z Interią były selekcjoner reprezentacji Polski i trener m.in. greckich klubów Jacek Gmoch.

    Kwestia zarobków piłkarzy, zwłaszcza tych z najlepszych i najbogatszych klubów od lat budzi spore kontrowersje. Nie brakuje przeciwników i zwolenników ich wielkich, czasami wręcz niebotycznych gaży. W dobie pandemii koronawirusa temat ten poruszany jest częściej niż zwykle. Legendarny trener podzielił się z nami wyrazistą opinią.

    - Nie mogą zarabiać tak wielkich pieniędzy, chociaż zdaję sobie sprawę, że piłka nożna w dalszym ciągu będzie władała tłumami. Jest wiele przesłanek świadczących o tym, że w dalszym ciągu będzie miała wielki wpływ na wiele elementów naszego życia: biznesowego, czy politycznego. Nie może być tak, że mała podaż spowoduje ogromny popyt. Coraz więcej bogatych ludzi o liberalnych poglądach inwestuje w futbol, bo on daje im ochronę przed jakimiś wpadkami. Jeśli mają swoją drużynę, to za nią stoją kibice, a ci mogą wychodzić nawet na ulice jak miało to miejsce w Grecji, gdy protestowali fani PAOK-u Saloniki, a tamtejsi politycy musieli ustąpić - podkreśla Gmoch.
    Jacek Gmoch twierdzi, że nad zarobkami piłkarzy trzeba zapanować, aby niektórzy ludzie nie wykorzystywali futbolu do niecnych czynów, czy prania brudnych pieniędzy.
    - W tym kontekście musi dojść do obniżenia granicy zarobków piłkarzy. Trzeba stawiać na konkurencję i budować akademie piłkarskie. One, owszem są budowane, ale trzeba zacząć je bardziej kontrolować, żeby zwiększyć podaż piłkarzy, bo to może obniżyć popyt na nich. Poza tym, w przepisach powinien nastąpić - i to w trybie natychmiastowym - jakiś wyrok, aby żadni prawnicy nie mogli znaleźć luki do zmiany takiej decyzji. To wszystko musi być absolutnie ograniczane i kontrolowane - uważa.
    Jacek Gmoch obawia się o przyszłość futbolu bardziej nie ze względu na pandemię koronawirusa, ale ze względu na mogące do niego wkrótce wkroczyć nowe technologie.

    - Mówi się, że za 20 lat człowiek będzie kierowany przez algorytmy, w związku z tym czyha na nas ogromne niebezpieczeństwo. Jak mówią socjologowie i filozofowie, algorytm nie ma duszy, empatii, pierwiastka ludzkiego, czy innych potrzebnych nam rzeczy. Już teraz odbywają się konferencje dotyczące piłkarskich robotów, jak chociażby we francuskim Bordeaux, gdzie znajduje się właśnie specjalistyczny ośrodek badawczy, zajmujący się tego typu modelami - wyjaśnia trener.

    - Także Kanadyjczycy już się zajmują opracowaniami naukowymi nad stworzeniem jak najlepszego średniego wzrostu piłkarza. Takie działania będą miały ogromny wpływ na piłkę nożną, pytanie tylko jak wielki i na jak wiele pozwolą przepisy. Uważam, że trzeba się przed tym bronić. Jeżeli stworzy się podobne algorytmy dwóch drużyn, to będzie problem. W tym przecież cała tajemnica i atrakcyjność nie tylko futbolu, ale całego sportu, żeby była różnorodność. Jeżeli wszyscy będą sobie równi to jakie emocje będziemy mieli? - pyta Jacek Gmoch.
    Były trener m.in. Panathinaikosu Ateny dodaje:
    - Kogo to w ogóle wtedy będzie interesowało? Czy będą jeszcze zakłady bukmacherskie? Czeka nas coś, co będzie przyszłością piłki, ale jak my sobie poradzimy z algorytmami? Jak wielka będzie ich ingerencja w nasze życie? Trzeba będzie kontrolować te algorytmy i sprawić, żeby jakiś nienormalny człowiek nie mógł zawładnąć światem. Nie chcę się mądrzyć, ale myślę o tym, do czego to wszystko zmierza i jaka będzie nasza rzeczywistość - martwi się Jacek Gmoch.
    W ostatnim czasie selekcjoner Polski z MŚ 1978 r. przeżył rodzinna tragedię. Pod koniec marca w Warszawie zmarł jego o sześć lat starszy brat Andrzej, były znakomity trener koszykarski, twórca sukcesów m.in. MKS-u i Mazowszanki Pruszków. Dla wielu młodych zawodników koszykówki pierwszy mentor i wzór do naśladowania. Z uwagi na szalejąca pandemię legendarny szkoleniowiec nie mógł wziąć udziału w pogrzebie skremowanego brata.
    - Miał choroby niezwiązane z koronawirusem. Odszedł nam bardzo szybko. Jeszcze niedawno z nim rozmawiałem, był w pełni świadomy. Nie mam już nikogo z mojej najbliższej rodziny i to jest smutne. Dałem Polsce wszystko najlepsze, co mogłem i jestem z tego dumny - mówi nam Jacek Gmoch.

    Pod koniec czerwca pan Jacek opuści Warszawę na kilka miesięcy. Drugą połowę roku zamierza spędzić w swoich ukochanych Atenach. Interii zdradza, że jeśli otrzyma zaproszenie od władz Legii, być może uda się mu jeszcze w tym miesiącu zasiąść na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej, oczywiście przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.

    - Legia musi poprawić grę w defensywie, zwłaszcza stosowanie wysokiego pressingu. Powinna się wzorować na Liverpoolu, który jest w tym najlepszy - radzi.
    Jutro w Interii więcej o spostrzeżeniach Jacka Gmocha na temat Legii Warszawa.
    Czytaj więcej na https://sport.interia.pl/pilka-nozna...tm_source=past e&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox


    Zostaw komentarz:


  • Marcino
    odpowiedział(a)
    walczak, charakterniak, Legionista

    Zostaw komentarz:


  • Legionista21
    odpowiedział(a)
    Piotr Rocki zmarl w wieku 46 lat. RIP

    Zostaw komentarz:


  • PTPTPT
    odpowiedział(a)
    https://legia.net/news/piotr-rocki-walczy-o-zycie/77399

    Piotr Rocki walczy o życie . Tętniak.

    ***** tętniaki siekierami. To jest moja życiowa fobia.

    Zostaw komentarz:


  • Hermit
    odpowiedział(a)
    Piotr Rocki w ciężkim stanie.

    Zostaw komentarz:


  • Kijek
    odpowiedział(a)
    Zamieszczone przez pchorseba Zobacz posta
    Malarz w interwencjach "na linii" to chyba jakiś mały mistrz świata, w swoim wieku ma niesamowity refleks ... dziś juz 2 razy złapał akcję z kilku metrów (a jest dopiero 59 minuta meczu).
    Dariusz Mioduski lubi to.

    Zostaw komentarz:


  • pchorseba
    odpowiedział(a)
    Malarz w interwencjach "na linii" to chyba jakiś mały mistrz świata, w swoim wieku ma niesamowity refleks ... dziś juz 2 razy złapał akcję z kilku metrów (a jest dopiero 59 minuta meczu).

    Zostaw komentarz:


  • Benek
    odpowiedział(a)
    Ponoc Wolski znowu zerwał więzadła.
    ..

    Zostaw komentarz:


  • Robert E. Lee
    odpowiedział(a)
    Zamieszczone przez Stout Zobacz posta
    Akurat do Probierza i jego "newsów" o Legii,to bym podchodził z dużą rezerwą.
    A w jaki sposób to jest news o Legii? Moulin gra w słabiaku greckim to czemu by miał nie chcieć pójść do Cracovii, gdzie pewnie większa kasa?

    Zostaw komentarz:


  • Jaco
    odpowiedział(a)
    Rafał Makowski od przyszłego sezonu w Śląsku Wrocław.

    Zostaw komentarz:


  • Stout
    odpowiedział(a)
    Akurat do Probierza i jego "newsów" o Legii,to bym podchodził z dużą rezerwą.

    Zostaw komentarz:


  • pchorseba
    odpowiedział(a)
    U Stanowiskiego wczoraj Probierz potwierdził, że agent Thibaulta Moulina rozsyła po Polsce (dot. Craxy) CV z listem polecającym ... ładny zjazd, a jeszcze niedawno nie chciał grać w Legii bo była dla niego za mała ...

    Zostaw komentarz:


  • Budyń_70
    odpowiedział(a)
    W noclegowni najgorsza jest samotność
    Dariusz Faron

    – Przeżyłem piekło. Społeczeństwo szufladkuje bezdomnych. Jeśli ktoś został bez domu, na pewno musi być w oczach innych narkomanem, alkoholikiem albo przestępcą. W Polsce nikt nie pyta, co się stało, nie chce poznać twojej historii, tylko wrzuca cię do worka z innymi. Bezdomność to ciągle temat tabu – mówi Onetowi były piłkarz Legii Warszawa Jacek Sobczak, który przez pewien czas mieszkał na ulicy.

    W 2016 roku dziennikarka Przeglądu Sportowego Izabela Koprowiak opisała w głośnym artykule, że Sobczak został bez dachu nad głową
    Dzięki nagłośnieniu sprawy były piłkarz stanął na nogi. – Tamte wydarzenia mnie zmieniły. Dawniej bałem się spojrzeć ludziom w oczy – opowiada
    Sobczak marzy o powrocie do Warszawy. – Gdyby ktoś ze stolicy zaproponowałbym pracę, natychmiast zacząłbym się pakować.

    Od głośnego artykułu Izabeli Koprowiak w Przeglądzie Sportowym na temat pana problemów minęło już kilka lat. Co wydarzyło się w pana życiu od tamtego czasu?

    Pracuję w firmie ochroniarskiej na Starej Kopani w Wałbrzychu. Od czasu publikacji tekstu w Przeglądzie Sportowym sprawy przybrały zdecydowanie lepszy obrót. Wziąłem nawet ślub. Żonę poznałem w pracy, zaczęliśmy się spotykać i, co tu dużo opowiadać, uznaliśmy, że chcemy stanąć na ślubnym kobiercu. W grudniu będziemy obchodzić trzecią rocznicę. Nie robiliśmy hucznego wesela, wszystko odbyło się w gronie świadków i rodziny żony, bo ja tej rodziny nie mam. Podczas zabawy weselnej byłem królem parkietu. W Legii mieliśmy wielu dobrych tancerzy, a ja się do nich zaliczałem.

    Rozwiązał pan definitywnie problemy z mieszkaniem?

    Gdy zrobiło się głośno, władze Wałbrzycha deklarowały pomoc, ale skończyło się na słowach, jakoś się wszystko rozmyło. Byliśmy nawet u prezydenta, jednak nie chcę go krytykować, może po prostu nie mógł pomóc. Nie czuję żadnego żalu. Nie lubię się prosić, więc musiałem radzić sobie inaczej. Przez pewien czas wynajmowałem mieszkanie ze znajomym, a później przeprowadziłem się do żony. Po publikacji artykułu w PS otrzymałem wielką pomoc od ludzi, co ciekawe nie tyle z samego Wałbrzycha, ile od osób z innych części Polski.

    Jak z perspektywy czasu ocenia pan okres, gdy żył pan na ulicy?

    To było piekło. Tylko osoba, która przeżyła coś podobnego wie, o co mi chodzi. Życie na ulicy to po prostu tragedia, staram się wymazać z pamięci ten okres, ale on i tak pozostanie gdzieś z tyłu głowy. Straszne doświadczenie i nikomu nie życzę, by znalazł się w takim położeniu. Kiedy śpisz w noclegowni, najgorsza jest samotność, codziennie widzisz przed snem inne twarze. Gdy grałem w Legii, miałem wielu "przyjaciół", ale jak powinęła się noga, zostałem sam. Dziś prawdziwych przyjaciół liczę na palcach jednej ręki. Jeden z nich, gdy dowiedział się o moich problemach, natychmiast przyjechał do Wałbrzycha. Inny, pan doktor, uratował mi życie. Kiedy wykryto u mnie cukrzycę, pomagał mi z lekarstwami i dużo ze mną rozmawiał. Poza tym to dzięki niemu znalazłem pracę.

    Co było dla pana najtrudniejsze, kiedy został pan bez dachu nad głową?

    Bałem się spojrzeć ludziom w oczy. Człowiek wiedział, że nie ma pracy, zdrowia, domu, perspektyw… Po prostu nie ma nic. Najgorszy był brak rodziny – wszyscy moi bliscy zmarli w odstępie 1,5 roku. Wszystko dusiłem w sobie, bałem się rozmawiać z innymi, bo ktoś zapytałby "co słychać?" i co niby mógłbym mu wtedy odpowiedzieć? Społeczeństwo szufladkuje bezdomnych. Jak ktoś został bez domu, na pewno musi być w oczach innych narkomanem, alkoholikiem albo przestępcą. W Polsce nikt nie pyta, co się stało, nie chce poznać twojej historii, tylko wrzuca bezdomnego do worka z innymi i kategoryzuje go jako margines społeczny. Gdy odwiedziłem bibliotekę, pani zaznaczyła, że może pożyczyć mi najwyżej jedną książkę, bo pewnie ukradnę. Społeczeństwo zamiast pomóc, to pogarsza sytuację. Jeden znajomy powiedział mi, że gdyby był w moim sytuacji, nie wytrzymałby tego i byłoby po nim. Najważniejsze to nie załamać się, nie uciekać w nałogi, alkohol czy narkotyki. Cieszę się, że mnie udało się stanąć na nogi.

    Bezdomność pana zmieniła?

    Zdecydowanie, o 180 stopni Po pierwsze, podchodzę do ludzi z jeszcze większym szacunkiem, bo nigdy nie wiem, jaka historia kryje się za danym człowiekiem. Jest mnóstwo dobrych ludzi na świecie, tylko trzeba ich znaleźć, a gdy się już to zrobi, otworzyć się przed nimi, zamiast ich odpychać. Poza tym przez to, co mnie spotkało, stałem się większym optymistą, wcześniej wszystko widziałem w czarnych barwach. Do dziś wstydzę się, że w pewnym momencie mieszkałem na ulicy, ale uważam, że powinno się o tym mówić jak najwięcej, bo w Polsce bezdomność ciągle pozostaje tematem tabu, a pomoc państwa dla takich ludzi jest naprawdę znikoma.

    Co doprowadziło do tego, że stał się pan bezdomnym?

    Niektórzy mówili, że piliśmy w Legii nie wiadomo ile alkoholu, co jest nieprawdą. Była grupa, która lubiła się normalnie pobawić, ale nie kryliśmy tego, a byli też tacy, co pili wódkę, chowając się pod kołdrą. Oczywiście popełniłem pewne błędy w życiu. Po sześciu miesiącach gry w Legii miałem ofertę z Sevilli, ale w Warszawie czułem się świetnie, a nie miał mi kto podpowiedzieć, że warto zaakceptować propozycję Hiszpanów. Miałem też pytania z Niemiec i Szwajcarii, ale konsekwentnie odmawiałem, a potem wyszło, jak wyszło. Żałuję, że jako piłkarz nie wyjechałem za granicę, ale to już czyste gdybanie. Po karierze miałem dużo problemów rodzinnych. Po części sam jestem sobie winny, a po części tak po prostu ułożyło się życie. Ale nie ma co już do tego wracać.

    Ma pan jeszcze kontakt z dawnymi kolegami z boiska?

    Nie tak dawno rozmawiałem z Markiem Jóźwiakiem. Liczyłem też na kontakt z Darkiem Czykierem, ale wiem, że ma większe problemy ode mnie. Pół roku temu oglądałem dokument na TVN o alkoholizmie i Darek występował jako jeden z bohaterów. Tydzień temu puściłem sobie nasz mecz z Manchesterem United z 1991 roku, oglądałem też spotkanie z Sampdorią. Często wracam wspomnieniami do czasów kariery. Bo co nam poza wspomnieniami pozostało, skoro polska piłka klubowa jest w takim dołku? Co ciekawe, kibice też pamiętają tamte czasy. Gdy nagrywałem program w Canal +, podszedł do mnie pewien człowiek i powiedział: "dzień dobry, panie Jacku, wychowałem się na pana meczach". To bardzo miłe.

    Z kim trzymał się pan w szatni Legii?

    Z Wojtkiem Kowalczykiem i Darkiem Czykierem, ale tamta szatnia była pełna wspaniałych ludzi i wielkich postaci. Maciek Szczęsny trochę chodził własnymi drogami, lecz w bramce potrafił wszystko! Człowiek-guma. Pamiętam, jak graliśmy z Widzewem Łódź i mieliśmy bardzo osłabiony skład ze względu na kontuzje. Szczęsny powiedział do mnie: "Jacek, jak strzelisz bramkę, wiozę cię z Warszawy do rodzinnego Wałbrzycha". Strzeliłem, a Maciek wsadził mnie w samochód i pojechaliśmy. Rewelacyjny facet. Jednym z liderów był też Romek Kosecki, niesamowicie inteligentny człowiek, a do tego, mówiąc wprost, miał jaja. Inne wielkie nazwisko to Darek Kubicki. David Beckham tamtych czasów. Zawsze krawacik, marynara, biała koszula, nieprawdopodobny pedancik, ale też ogromny autorytet w szatni. Umiał podpowiedzieć i klepnąć po plecach młodego zawodnika. Jeszcze nie zdążyliśmy wejść do szatni po treningu, a on już pachnący, wykąpany, jechał Polonezem na miasto.

    Tęskni pan za Warszawą?

    Bardzo. To najwspanialsze miasto. Wszędzie, gdzie grałem, miałem świetnych kibiców, ale fanom Legii nikt nie dorasta do pięt. Gdyby ktoś ze stolicy zaproponował mi pracę, w momencie spakowałbym wszystkie rzeczy, wziął żonę pod pachę i ruszył do Warszawy. Chciałbym pracować przy piłce, ale w Wałbrzychu nie ma na to szans, ponieważ wszystko padło, nie ma tu profesjonalnego futbolu. Myślę, że ciągle mógłbym przekazać najmłodszym piłkarzom swoją wiedzę, bo nieraz jak patrzy się na zajęcia takich grup wiekowych, to jest przykre. Niektórzy przeczytają kilka książek o szkoleniu i myślą, że mogą już uczyć innych, a nie potrafią pokazać, jak prosto kopnąć piłkę.

    Praca z młodymi zawodnikami to pana marzenie?

    Tak. I mam jeszcze inne – gdy piłkarze Ekstraklasy wrócą na boiska, a kibice na trybuny, chcę zabrać żonę na Legię, by pokazać jej mój piękny klub. Opowiedzieć jej, jak zdobywaliśmy mistrzostwo Polski i oprowadzić ją po Warszawie. Oglądam każdy mecz Wojskowych, śledzę na bieżąco wiadomości na temat klubu. Legia już na zawsze będzie miała wyjątkowe miejsce w moim sercu.

    Opowiadał pan żonie o karierze?

    Nie, bo nie interesuje się piłką nożną. A poza tym, wie pan, gdybym opowiedział jej o tym, co działo się w szatni Legii od A do Z, do jeszcze by się wyprowadziła. Za krótki mamy staż małżeński, żebym ryzykował rozwód....
    https://sport.onet.pl/pilka-nozna/ek...rszawa/jn4bsvx
    Ostatnio edytowany przez Budyń_70; [ARG:4 UNDEFINED].

    Zostaw komentarz:


  • Gowkar
    odpowiedział(a)
    Krzysztof Kononowicz w bardzo złym stanie. Do sieci trafiło nagranie jego prywatnej rozmowy


    Krzysztof Kononowicz jest w bardzo złym stanie. Otoczenie byłego kandydata na prezydenta Białegostoku twierdziło, że odmawia on pomocy medycznej. Z opublikowanego późnym wieczorem nagrania wynika jednak, że Kononowicz zgodził się pojechać do szpitala.

    źródło: wtv . pl

    Zostaw komentarz:


  • Gelo85
    odpowiedział(a)
    Jasne, że go nie wezmą. Brak hajsu + ego na poziomie przykładowego Carlitosa, więc Vuko w to nie pójdzie. Niemniej jednak sentyment i żal niewykorzystanego potencjału za czasów jego gry w Legii pozostał.

    Zostaw komentarz:

Pracuję...
X