Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Co się dzieje z byłymi Legionistami?

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Offtop :
    A Świerczewski nie miał być trenerem tych kasztanów z Weszło ?

    Komentarz


    • Praszelik w Śląsku Wrocław
      https://twitter.com/SlaskWroclawPl/s...13418605232131

      Komentarz


      • Brzyski w Chelmiance Chełm - III liga.

        Komentarz


        • Jańczyk w LZS Piotrkówka...czy jakoś tak
          #MuremZaBonusem

          Komentarz


          • Niezgoda właśnie zadebiutował w USA.

            Komentarz


            • Ciekawy wywiad z Rado.

              Wiedziałem, kiedy zejść ze sceny

              Izabela Koprowiak

              - O Legii nigdy nie powiem złego słowa. Mam żal tylko o jedno - mówi Miroslav Radović. Serb był piłkarzem warszawskiej drużyny w latach 2006-2015 i 2016-2019.

              Jak się żyje w ciszy, bez piłki?
              Kiedy kończyłem karierę, wiedziałem, że potrzebuję całego roku, by odpocząć. Za dużo się działo, byłem mocno zmęczony po ośmiu miesiącach w Legii, w trakcie których w ogóle nie grałem. Musiałem się naładować energią, którą tamten czas mi zabrał. Myślę, że wykorzystałem te dwanaście miesięcy maksymalnie. Rok zleciał bardzo szybko. Nadrabiałem rzeczy, których nie mogłem robić przez piętnaście lat. Nawet sobie nie wyobrażałem, że mogę trzy razy w roku wyjechać na wakacje z rodziną. Teraz normalnie zawożę dzieci do przedszkola, do szkoły, po prostu z nimi jestem.

              Rok minął – co dalej?
              Chcę zostać przy piłce. Odpowiada mi rola skauta, menedżera. Dość poważna firma menedżerska z Niemiec zaproponowała mi, abym zajął się polskim rynkiem. To jedna z opcji. Zastanawiam się, bo chcę podjąć mądrą decyzję.

              Jakim chciałby pan być menedżerem?
              Na polskim rynku nie ma zbyt wielu profesjonalnych agentów piłkarskich. Można ich policzyć na palcach jednej ręki. Mario Piekarski robi dobrą robotę, jest Fabryka Futbolu, agencja Ivicy Vrdoljaka. Konkurencja nie jest zbyt wielka. Potrafię ocenić zawodnika, mam kontakty, ale zależy mi też, by być profesjonalnym i uczciwym. Nie chcę ograniczać się do tego, by nakłonić zawodnika do współpracy i dobrze sprzedać, chcę naprawdę reprezentować jego interesy, pomagać. To bardzo zepsuty rynek. Niewielu jest ludzi szczerych, trzeba uważać. Kiedy grałem w piłkę, miałem różnych menedżerów. Byli też tacy, którzy traktowali mnie jak towar, choćby menedżer z Serbii. Odkąd podpisałem umowę z Legią, nawet do mnie nie zadzwonił. To niestety częste w piłce: dopóki coś znaczysz i dużo dajesz, to o tobie pamiętają. Potem szybko zapominają.

              Tak jest nie tylko w menedżerce, ale generalnie doświadczył pan tego w piłce. Jak trudny był dla pana ostatni rok przy Łazienkowskiej?
              Bardzo. Przyszedł nowy trener z Portugalii i zostałem przez niego potraktowany nieelegancko. Zacisnąłem zęby, nie odzywałem się, robiłem swoje. Wszystkie treningi przepracowałem solidnie, byłem fair wobec siebie i klubu.

              Nie korciło, żeby się odezwać, zbuntować?
              Znając mój charakter, na pewno korciło. Przychodziłem do domu i zastanawiałem się, co zrobić, bo wiedziałem, że nie zasłużyłem na takie traktowanie. Najłatwiej byłoby się pokłócić, zrobić aferę, jednak nie chciałem tego ze względu na Legię. Jest dla mnie zbyt ważna. Mam czyste sumienie, każdemu w tym klubie mogę spojrzeć prosto w oczy. Dziś mogę powiedzieć tyle, że taka osoba jak Ricardo Sa Pinto nigdy nie powinna się znaleźć przy ulicy Łazienkowskiej. Cóż, wszyscy uczymy się na błędach.

              Dlaczego Sa Pinto schował pana do szafy?
              Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Od początku dziwiło mnie jego postępowanie. Wydaje mi się, że gdy do klubu przychodzi nowy trener, to pierwsze, co powinien zrobić, to porozmawiać z kapitanem zespołu, ze starszymi zawodnikami. On tego nie uczynił. Na dzień dobry oznajmił, że jest bossem, decyduje o wszystkim i nikt, oprócz zawodników oraz jego portugalskiego sztabu, nie ma wstępu do szatni. Miał nad wszystkim pełną kontrolę, a w taki sposób nie da się odpowiednio funkcjonować. I nie mówię o jego warsztacie trenerskim, bo ma o tym pojęcie, ale jako osoba zupełnie nie pasował do Legii. Pod koniec swojej pracy, zanim jeszcze został zwolniony, powiedział mi, że zdaje sobie sprawę, że był wobec mnie nie fair. Tylko co to zmienia? Wszyscy o tym wiedzieliśmy, zresztą nie tylko ja zostałem w taki sposób potraktowany. Mam do niego żal, ale widocznie tak musiało być.

              Portugalczyk skończył panu karierę?
              Na pewno odebrał mi przyjemność z gry w piłkę, pozbawił statusu, jaki miałem w klubie. Myślę, że na to nie zasłużyłem. Te osiem miesięcy sprawiło, że teraz nie tęsknię za futbolem. Mogłem jeszcze pograć, miałem możliwość kontynuowania kariery. Ale trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Zrobiłem to w odpowiednim momencie. Cieszę się, że dotrzymałem słowa i nigdy nie zagrałem w innym polskim klubie niż Legia.

              Trudno było wchodzić w konflikt z człowiekiem, który miał tak dużą władzę w klubie.
              Byłem bardzo mocno zdziwiony, jak szybko można przejąć klub, jak szybko zrobił to trener Sa Pinto. Był dyrektorem, trenerem, prezesem. Nie wyobrażam sobie, jak można było mu na to pozwolić. To był prawdziwy dyktator.

              Czyli rzeczy, o których napisałam w styczniu w artykule pt. „Władza absolutna”, po którym Sa Pinto całkowicie się obraził, były prawdziwe?
              To wszystko działo się w Legii. Był regulamin, były jego zasady. Ale on był obrażony praktycznie na każdego. Bardzo trudno się z nim współpracowało. Nie lubił, kiedy było za spokojnie. Konflikty miewał nawet w restauracjach, do których chadzał. Modliłem się, aby na końcu swojej przygody piłkarskiej nie trafić na takiego gościa. Niestety...

              Ale metod treningowych portugalskiego szkoleniowca pan nie kwestionuje?
              Miałem w życiu wielu trenerów, u żadnego nie trenowałem tak ciężko jak u Sa Pinto. Każde zajęcia trwały dwie i pół godziny. To była masakra. Potem zmęczenie materiału było widoczne, moim zdaniem to jeden z powodów, dla których nie graliśmy tak, jak od nas oczekiwano.

              Kiedy Sa Pinto zastąpił Aleksandrar Vuković, pan wcale nie zaczął odgrywać ważnej roli w zespole.
              Złapałem się na ławkę rezerwowych, parę razy wchodziłem na kilka ostatnich minut, ale po tylu miesiącach brakowało mi rytmu meczowego. Vuko myślał, że pozostali mogą dać drużynie zdecydowanie więcej niż ja. Szanuję tę decyzję, wiem, że nie była dla niego łatwa. Znamy się od dawna, kiedy jeszcze grał w piłkę, podczas zgrupowań mieszkaliśmy razem w pokoju. Wie o mnie niemal wszystko. Zdaję sobie sprawę, że tym trudniej było mu tak działać. Nie mam najmniejszego żalu. Trzymam za niego kciuki, wiem, że długo czekał na tę szansę. Teraz stał się bardzo dojrzały pod każdym względem. Podoba mi się pewność w jego działaniu. I odwaga, bo ruchy, które wykonał przed rokiem były konieczne, ale i ryzykowne.

              Jak się pan czuł gdy 19 października, przed meczem z Lechem, odbyło się pana pożegnanie na Legii?
              Pewnie było widać, że mam łzy w oczach. To był dla mnie mocno emocjonalny moment. I, choć Legia to mój klub, spędziłem w nim 90 procent kariery, to muszę przyznać, że o to pożegnanie mam pretensje. Zresztą powiedziałem to prezesowi Dariuszowi Mioduskiemu wprost. Boli mnie sposób, w jaki się to odbyło. Marzyłem, by pożegnać się z kibicami jeszcze jako piłkarz, przy pełnych trybunach. Wydaje mi się, że na tyle zasłużyłem. Liczyłem, że powiedzą mi wcześniej, że nie przedłużą ze mną umowy, że podczas ostatniego spotkania sezonu przy Łazienkowskiej będę mógł się pożegnać. O to jedno mam pretensje, o nic więcej. Rozumiem, że potrzebowali nowej krwi, nowej energii. Ale tę jedną kwestię można było rozegrać inaczej.

              W minioną sobotę spotkał się z drużyną Legii. Wspomnienia odżyły?
              Odwiedziłem ich w klubie, w którym świętowali zdobycie mistrzostwa. Cieszyłem się bardzo, wiem, że Vuko długo na tę szansę czekał, wreszcie ją też wykorzystał. Dobrze, że prezes w końcu mu zaufał. To chłopak, który zna realia Legii, wie, co jest jej potrzebne. Wydaje mi się, że wycisnął maksa z tego zespołu, ale na europejskie puchary to nie wystarczy. Legia potrzebuje wzmocnień przede wszystkim z przodu. Musi sprowadzić kreatywnych piłkarzy, którzy potrafią zagrać prostopadłe podanie. Na Bałkanach na pewno tacy zawodnicy by się znaleźli, ale tam też wiadomo, jakie są ceny.

              Na Bałkanach jest też dobrze znany w Legii Aleksandar Prijović.
              Mamy kontakt codziennie. Zimą żartował, że w Legii może grać pół roku za darmo, a potem, jeśli w Warszawie się na niego zdecydują, z chęcią rozważy ofertę. Nie wiem, na ile poważnie to mówił. Ale miał opcję, by znaleźć nowy zespół, a jego klub z Arabii Saudyjskiej Al-Ittihad normalnie wypłacałby mu pensję.

              Nie za bardzo to rozumiem. Na czym polega jego sytuacja w zespole z Arabii?
              Do klubu "Prijo" przyszedł nowy trener, który nie widzi go w składzie. Chcieli nawet rozwiązać z nim umowę, ale się na to nie zgodził. Więc powiedzieli, że do końca czerwca albo i lipca ma spokój, może siedzieć w ojczyźnie. Cały czas jest w Belgradzie i dostaje pensję. Zrobił sobie dłuższe wakacje. Namawiam go, by wrócił do gry, bo stać go na jeszcze kilka sezonów na wysokim poziomie. Ostatnio pojawiła się opcja powrotu do PAOK. Wiem, że dla niego priorytetem jest gra w Europie. Tylko to też nie jest takie oczywiste, bo ma w Arabii kontrakt ważny jeszcze przez dwa i pół, a może nawet i trzy lata. Stara się rozwiązać umowę z pomocą FIFA. Wiem, że jego prawnicy o to walczą. Jest szansa, by w tym oknie został wolnym zawodnikiem.

              Przydałby się Legii?
              O tym jestem przekonany.

              Z rozmów z władzami klubu wynika, że wzmocnienia będą uzależnione od tego, czy z klubu odejdzie Michał Karbownik.

              Tak duży klub jak Legia nie może być uzależniony od jednego transferu. Jeżeli chcemy coś zdziałać w europejskich pucharach, to po prostu musimy zainwestować. Nie może być tak, że Partizan Belgrad płaci za piłkarza 2,5 miliona euro, a Legię nie stać na taką kwotę. To jedyna droga, myślę, że prezes Mioduski ma tę świadomość. Podoba mi się, że i trener, i dyrektor sportowy mówią wprost o potrzebie wzmocnień. Bo na koniec to oni będą rozliczani z wyników, które są uzależnione właśnie od tego, jak silna będzie kadra.

              Ale osiem czy nawet 10 milionów euro, o których mówi się w kontekście Karbownika, mocno ułatwiłoby dokonywanie wzmocnień.
              Byłoby super, gdyby 20 procent z tych dziesięciu milionów zostało przeznaczone na wzmocnienia. Wiadomo, że wydatki w Legii są ogromne, ale uważam, że klub z takim potencjałem, w takim mieście, musi być w stanie zapłacić za piłkarza trzy miliony euro.

              Na razie to zespół bez gwiazd, ale wreszcie drużyna.
              Absolutnie tak. Nie widzę zawodnika, o którym można powiedzieć: gwiazda. Vuko postawił na kolektyw, na razie to się sprawdziło, chociaż moim zdaniem drużyna potrzebuje dużych nazwisk. W takim klubie jak Legia potrzebne są osobowości, które przyciągają ludzi.

              Po jakim czasie poczuł pan, że Legia to pana klub, pana dom?
              Jestem człowiekiem, który lubi stabilizację. Na początku co prawda sądziłem, że w Warszawie spędzę rok, dwa i pójdę dalej, by się rozwijać. Ale po czasie poczułem, że jako narody jesteśmy podobni. Ja i rodzina poczuliśmy się tu jak w domu. Nie szukaliśmy nowych wrażeń.

              Zarobił pan podczas kariery na tyle dużo, by teraz żyć jak król, niewiele robić?
              Większość sportowców ma problem z życiem po karierze. Zderzają się z prawdziwymi realiami, chcą żyć na takim samym poziomie, choć przelewy już nie przychodzą co miesiąc. Dopóki są oszczędności, problemu nie ma. Ale kiedy się kończą, zaczynają się poważne kłopoty. Ja na szczęście wszystko sobie zaplanowałem, odpowiednio zainwestowałem pieniądze, bo to też nie jest takie oczywiste. Piłkarze są naiwni, łatwo nas namówić na byle co. Wiedziałem, że koniec nadejdzie i muszę zadbać o przyszłość mojej rodziny. Z tego się cieszę, bo w Serbii mam mnóstwo kolegów, którzy są w dramatycznej sytuacji. W Polsce też znam kilku chłopaków, którzy sobie nie poradzili. Uważam, że my piłkarze nie doceniamy, jakie mamy szczęście. Wszystko mieliśmy podani na tacy. Robiliśmy to, co kochamy i dobrze zarabialiśmy. Pokażcie mi inną taką robotę. Naprawdę tego nie doceniamy, a kiedy gramy w piłkę, to naszym jedynym obowiązkiem jest założenie butów, wyjście na boisko, dwugodzinny trening i do domu.

              Akurat pana to już pana nie dotyczy.
              Teraz rozumiem to, co kiedyś usłyszałem: „zobaczysz Rado, jak kariera szybko zleci”. Pamiętam przyjazd do Warszawy, jakby to było wczoraj. Lotnisko, pierwsza noc spędzona w hotelu Sheraton, stary stadion, śp. kierownik Irek Zawadzki. Przez ten czas Warszawa niesamowicie się rozwinęła. Zawsze powtarzam znajomym, że nie doceniacie, jaki piękny macie kraj. To wspaniałe państwo do życia, a wy stale narzekacie. Kończąc karierę, najbardziej obawiałem się tęsknoty za futbolem. Teraz codziennie staram się biegać, kilka razy w tygodniu gram w piłkę z kolegami i to mi całkowicie wystarczy. Może właśnie z tego powodu, jak zostałem potraktowany przez Ricardo Sa Pinto.

              https://www.onet.pl/sport/onetsport/...x1g82,d87b6cc4

              Komentarz


              • Zamieszczone przez Gelo85 Zobacz posta
                Offtop :
                A Świerczewski nie miał być trenerem tych kasztanów z Weszło ?
                Nie tyle miał, co był. Najwyraźniej szybko awansował.

                Bardzo dobry wywiad Rado, oby mu się wiodło.
                Mioduski won
                Zamieszczone przez Mioduch na dwa dni przed ostatnią kolejką Ekstraklasy, po najgorszej grupie mistrzowskiej w naszym wykonaniu od wejścia w życie ESA37
                Niezdobycie mistrzostwa powoduje, że musimy walczyć w kwalifikacjach Ligi Europy, a nie Ligi Mistrzów i to wszystko. Zawodnicy dodatkowo nie dostaną bonusu za mistrzostwo. [...] Różnica we wpływach dla Legii od Ekstraklasy za zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca w tabeli to maksymalnie około 1,5 mln złotych. Paradoksalnie może być tak, że klubowa księgowa wicemistrzostwo kraju uzna za sytuację finansowo korzystniejszą

                Komentarz


                • Zarówno w wywiadzie z Radovićem jak również podczas konferencji Vukovića przewija się temat Prijovića, ale odnoszę wrażenie, że klub nie jest entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu. Szkoda, bo takiego napastnika nam właśnie brakuje.
                  A Melanż Trwa...

                  Komentarz


                  • Za to jak się zachował niech spierdala do paoku.

                    Komentarz


                    • Zamieszczone przez Chmielo Zobacz posta
                      Zarówno w wywiadzie z Radovićem jak również podczas konferencji Vukovića przewija się temat Prijovića, ale odnoszę wrażenie, że klub nie jest entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu. Szkoda, bo takiego napastnika nam właśnie brakuje.
                      Takiego napastnika jak Prijovic, biorąc pod uwagę styl gry to my już mamy (Kante się nazywa). Wiadomo że w naszych barwach już nigdy nie zagra, a jak zagra to będzie kompromitacja "góry".

                      Ja bym zaczął raczej szukać napastnika w typie N.Nikolicia. W naszym klubie potrzebujemy snajpera co strzeli z 30 goli w sezonie.

                      Komentarz


                      • Ale mnie denerwuje to płaszczenie się przed jakimiś zagranicznymi grajkami. Wystarczy, żeby taki powiedział w wywiadzie, że kocha Legię, albo że grałby tu nawet za darmo i już większość by go tu witała z otwartymi ramionami.
                        Podoba mi się taki fragment z wywiadu z Vukoviciem:
                        Z prawdziwymi gwiazdami łatwo sobie poradzić, bo zazwyczaj są to ludzie, którzy prezentują odpowiedni poziom, są przykładem jak pracować i jak grać. Najgorzej jest z tymi, których wy najczęściej uważacie za gwiazdy, a oni z gwiazd mają tyle co i ja...

                        Komentarz


                        • Mnie w tym wywiadzie wkurwia jedna rzecz - płacz o mocne treningi za Sa Pinto i jego twierdzenie, ze później nie ma świeżości.

                          Wczoraj Ojrzyński był u Stanowskiego(obejrzałem to tylko dla trenera Ojrzyńskiego) fajnie kwitował te Polskie treningi mówiąc, że był na stażach w Anglii czy we Włoszech i obserwując takie treningi Primavery to żaden klub w Polsce nie trenuje na takiej intensywności.

                          A potem taki Żurkowski, który był uważany za świetnie biegającego itp. jedzie do Włoch i rok czasu zajmuje mu dostosowanie się do tamtejszej intensywności...
                          Lepiej być ciemniakiem niż pedałem i lewakiem!

                          Komentarz


                          • Zamieszczone przez legionistaeop Zobacz posta

                            Takiego napastnika jak Prijovic, biorąc pod uwagę styl gry to my już mamy (Kante się nazywa). Wiadomo że w naszych barwach już nigdy nie zagra, a jak zagra to będzie kompromitacja "góry".

                            Ja bym zaczął raczej szukać napastnika w typie N.Nikolicia. W naszym klubie potrzebujemy snajpera co strzeli z 30 goli w sezonie.
                            Z jakiegoś powodu ten Nikolić spędził 8 lat w lidze węgierskiej i jak poszedł zagranicę to trafił do Ekstraklasy, an nie przykładowo Bundesligi. To, że w rywalizacji międzynarodowej jest potrzebny zawodnik, który potrafi sobie wykreować sytuacje, a nie tylko dostawić nogi to pokazał sezon w europejskich pucharach, w którym to właśnie Prijović był pierwszym wyborem.
                            A Melanż Trwa...

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez Chmielo Zobacz posta

                              Z jakiegoś powodu ten Nikolić spędził 8 lat w lidze węgierskiej i jak poszedł zagranicę to trafił do Ekstraklasy, an nie przykładowo Bundesligi. To, że w rywalizacji międzynarodowej jest potrzebny zawodnik, który potrafi sobie wykreować sytuacje, a nie tylko dostawić nogi to pokazał sezon w europejskich pucharach, w którym to właśnie Prijović był pierwszym wyborem.
                              A kto nam wtedy wywalczył awans swoimi golami?

                              Edit. Ileś lat przed Nikolićiem i teraz 3.5 roku po Nikolićiu było u nas X napastników. Żaden nawet nie zbliżył się do jego liczby bramek. Kto im zabraniał dostawiać nogę?
                              Ostatnio edytowany przez legionistaeop; [ARG:4 UNDEFINED].

                              Komentarz


                              • Pewnie zauważyłeś, że od tamtego czasu układ sił się nieco zmienił i nie dysponujemy takimi piłkarzami jak Vadis, czy Radović w formie, gdzie jesteśmy w stanie tworzyć po kilka sytuacja napastnikowi tylko teraz wygląda to tak, że trenerowi przydałby się napastnik o większym wachlarzu możliwości typu Ljuboja czy np. Radović na szpicy z duetu z Dudą.
                                A Melanż Trwa...

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X