Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Piwo

Zwiń
To jest podklejony temat.
X
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Majkisek

    Stron FB nie przeglądałem, bo na wskazanych przeze mnie linkach jest całość tj. wszystkie piwa w jednym miejscu. Po moim poprzednim poście obudzili się i wrzucili ofertę: PP, 3Kumpli, Ziemia Obiecana i Zakładowy.

    Monsters/Sick Boy Brewing oraz Kingpin są na liście.

    Taka uwaga do wszystkich - jest nowe inne rozstawienie browarów, więc przed wejściem obczajcie mapkę. Np. Monstersy "spadły" na 2 piętro. Nowością ma też być ustawienie stoisk na 3 piętrze - nie przy balustradzie, ale przy loży/ścianie.

    Ciekawostką mają być oddzielne dystrybutory z wodą.

    O ile sięgam pamięcią z mojego opisu wiosennej edycji, to zwróciłeś mi uwagę, że nie zdążyłeś wypić jednego z piw, które degustowałem, więc informuję, że Widawa ma mieć na stoisku hybrydę piwa z winem czyli Le Polonais C't'une Joke.

    księciuniu

    Będzie wypita dobra wędzonka

    Komentarz


    • A piłem to piwo z Widawy, z butli 0,75 - nawet pamiętam kiedy, bo było to dzień przed ślubem sobie na odstreske wypiliśmy z przyszłą żoną

      Komentarz


      • Jest ze 25% szans, że dziś po 22 dotrę

        A jak dotrę to oprócz wędzonek będą polował na goose, bo ostatnio mnie zaciekawiły.


        Z ostatnich degustacji (wszytskie kkupowane w Stanie Umysłu)

        Macuiltochtli - Browar Golem (smoked mexican goose)
        Kliknij obrazek, aby uzyskać większą wersję

Nazwa: EB7A449B-EF17-43D5-9234-D946F32A8BA0.jpg
Wyświetleń: 326
Rozmiar: 2,51 MB
ID: 2637558
        Tak pokręconego piwa chyba jeszcze nie piłem. Oczywiście przyciągnęło mnie to "smoked", ale szczerze mówiąc było go tam najmniej. Ale czego tam nie było:
        - słone
        - owocowe, ale nie słodkie owoce, tylko głownie kwaśnosć limonki
        - pieprzne
        - "przyprawowe" (to chyba od opuncji)
        - słodkość taka jak z landrynek, głownie w zapachu
        - no i jakaś tam nuta wędzonki

        Efekt piorunujący No, może przesadzam, pewnie nie każdemu podejdzie - albo z uwagi na te poszczególne smaki albo z uwagi na ich wielość. Ale naprawdę ciekawa rzecz i na tyle porządnie zrobiona, że mój zacofany sensorycznie język był w stanie te róznorodność wychwycić. Przy kolejnej wizycie w Stanie Umysłu wziąłem kolejną butelkę


        Grande Gringo - Browar Gryfus&ReCraft (double mexican goose)
        Kliknij obrazek, aby uzyskać większą wersję

Nazwa: CCAB51D4-BC16-4E26-9CF6-EC1A8D20F0FB.jpg
Wyświetleń: 326
Rozmiar: 2,68 MB
ID: 2637559

        Po dobrych doświadczeniach z wcześniej opisywanym dziwolągiem poszedłem dalej w meksykańskie klimaty (znowu opuncja). Tym razem bez aż takich zachwytów - jest bardziej meksykańsko, tzn. czuć głównie opuncję plus sól. Ale nie jest źle, bo mi ta opuncja podchodzi (wytrawna, cierpka). Na minus mało zachęcający różowawy kolor. Wypite ze smakiem, ale raczej nie będę powtarzał.


        Neurotic Exotic - Browar Nepomucen (goose with mango&passionfruit)
        Kliknij obrazek, aby uzyskać większą wersję

Nazwa: 3FBF371B-6DE2-4F81-8863-B8EE6F6C340D.jpg
Wyświetleń: 325
Rozmiar: 2,45 MB
ID: 2637560

        To akurat średnio mi podeszło, bo za mało goose, a za dużo fruit, a ja nie po lemoniadę tam poszedłem
        Lubię sobie jebnąć posta.

        „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
        St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

        Komentarz


        • Widzisz tam Pan jakieś drugie O w środku?
          No właśnie, więc goose bez drugiego o

          Komentarz


          • O kurna, z gęsią mi się popieprzyło
            Lubię sobie jebnąć posta.

            „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
            St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

            Komentarz


            • Majkisek - będziesz dzisiaj?
              Lubię sobie jebnąć posta.

              „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
              St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

              Komentarz


              • Na 99% tak
                Co prawda od wtorku coś mnie lekko bierze ale zalekowalem się wszystkim, co można łączyć z alkoholem, więc przebieram nóżkami i nie wyobrażam sobie odpuścić. Tym bardziej, że i tak muszę jechać do Warszawy dziś.

                Komentarz


                • Sprawdzaj telefon - jeżeli dotrę, będe się odzywał
                  Lubię sobie jebnąć posta.

                  „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                  St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                  Komentarz


                  • Jasne, tylko uczciwie zaznaczam, że 22:56 z Powiśla, to mój deadline powrotu, bo później niestety robią się komplikacje a jutro robota jednak

                    Komentarz


                    • Udało mi się dotrzeć na ostatnie dwie godziny, a nawet spotkać na chwilę z Majkisek i jego żoną

                      Działałem bez przygotowanego planu, z tego co udało mi się, w różnych objętościach, wypić, to tak na szybko:

                      - Grodziskie z Grillowanymi Cytrynami i Czerwonym Pieprzem (Trzech Kumpli): 8/10 – jedna z najlepszych rzeczy, jaką wczoraj piłem (aż wziąłem jedno do domu): wędzonka, pieprz i coś jeszcze
                      - Mess (dzikus z bazylią, Sick Boy Brewing): 7/10 – bardzo fajny dzikus polecony przez Państwa Majkisków , kwaśność nie zabijała kubków smakowych
                      - Captain Smoke (wędzony porter; Browar Pallatum); 8/10 – bardzo smaczny, czuć wędzonkę, i wydawał się dużo „gęstszy” niż by mogłyby wskazywać jego parametry (14,5 Blg, 4,9% alk)
                      - Black Celebration (foreign stout, Browar Sarabanda): 7/10 – losowo wybrane piwo I browar ze strfy nowych browarów I wybór całkiem niezły. Zgodnie z zapowiedzią bardzo goryczkowe (jak na stouta to nawet bardzo bardzo), tylko nie wiedzieć czemu kojarzyło mi się z marihuaną :zapomniałem:
                      - Dziadek Tomisław (lager wędzony torfem; Browar Podgórz): 5/10 – nic specjalnego, wędzonka mało wyczuwalna
                      - Ni Choo Ya (grodziskie z herbatą Lapsang; Browar Podgórz: 8/10 – wędzone piwo z wędzoną herbatą - wypiłem tylko próbkę, ale na tyle było interesujące, że kupiłem butelkę na wynos
                      - Biotransformacja (IPA Kveik; nie pamiętam nazwy browaru, był przy jednym z wyjść na trybunę) – 7/10 – chciałem się na koniec czymś zagoryczkować, szedłem do Piwnego Podziemia, ale po drodze zagadnął mnie naganiacz z tego browaru, dałem się namówić i nie żałuję – była goryczka, ale było też „coś jeszcze”, pewnie z tych kweikowych drożdży

                      Próbowałem jeszcze pszeniczne z miętą z Browaru Podgórz, ale nie polecam, jak płyn do płukania ust.

                      Z Shenkerli nic nie kupiłem, bo wszystko co mieli na kranach już znałem z wersji butelkowych. Ale widziałem fajną scenę przy ich stoisku: laska kupiła 0,3 l jakiegoś ich piwa (sądząc po kolorze wędzony koźlak albo marcowe) i po chwili podeszła z reklamacją, że tego się nie da pić, ona nie jest w stanie wziąć ani łyka więcej i nich jej za to co już zapłaciła naleją coś innego. Obsługa skonsternowana, mówią, że nie mogą, bo są rozliczani z tego ile zejdzie i ile będzie kasy, ona się targuje, żeby nalali, że to niby będzie zużycie z nalewanych próbek, oni mówią, ze próbek nie nalewają, ona ich wypytuje jaki mają z beczki margines na „zmarnowanie”. Istny cyrk. W efekcie coś chyba ustalili, bo koleś na moich oczach wylał całe jej piwo do zlewu ( ) i nalał innego odrobinę, mówiąc, żeby najpierw spróbowała

                      Lubię sobie jebnąć posta.

                      „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                      St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                      Komentarz


                      • Szkoda tylko, że spotkanie miało miejsce przy Twoim pierwszym a naszym ostatnim piwie. No ale cóż, jeśli ktoś cierpi przy tego typu okazjach, to na pewno nie ci bardziej pijani
                        Swoją drogą chyba wiem z czego mogło wynikać to, że zapomniałeś o festiwalu - podświadomość kibica zakodowała sobie, że WFP zawsze jest podczas przerwy na reprezentację. Z powodu Mundialu w Katarze nie było takiej opcji i po prostu zrobiono go wtedy, kiedy gramy na wyjeździe...

                        No to szybciutki backlog z czwartku.

                        Peanut Butter Milk Stout, Piwne Podziemie - 6.8%. 4.25/5.
                        Zazwyczaj na pierwszy ogień na tego typu festiwalach idzie coś jasnego i lekkiego, tak żeby zacząć przyzwyczajać kubki smakowe do coraz większych doznań stopniowo. Tym razem jednak byliśmy strasznie zziębnięci i wybór padł na mlecznego stouta z masłem orzechowym (które zresztą spożywamy dość regularnie i jesteśmy małymi fanatykami). Piwne Podziemie to dla nas pewniak, więc wybór był oczywisty. Gęste, słodkie (raczej półsłodkie), bardzo przyjemna tekstura, mnóstwo orzechów, kawy. Leciutka goryczka w kontrze. Jednym słowem rewelacja. Polecam każdemu fanowi ciemnych słodkich piw.

                        The Coal Sucker, Piwne Podziemie, Black IPA z kawą, 6.6%. 4/5.
                        Piwo to wzięliśmy równolegle w tym samym momencie, aby mieć lekką kontrę w postaci czegoś bardziej gorzkiego i chmielowego. Ale jednak z deserowym twistem, gdyż jak dla mnie, jeśli BIPA, to tylko z kawą! To niemal zawsze pięknie gra i idzie lekko w stronę stouta, co mi rzecz jasna bardzo odpowiada. Aromat mocno chmielowy. W smaku gorzko ale też po chwili lekko słodko, kawa ciągnie zdecydowanie w stronę deserową. Jeśli chodzi o teksturę - jest wytrawnie, jak na styl przystało. Bardzo dobre (jak na BIPA ).

                        Chcesz Oreo?, Browar Artezan, Wymrażany Imperialny Stout z Oreo, 13.5%. 4.25/5.
                        Obok PP stoisko miał Artezan... No to siup. Nadal nierozgrzani, więc do dzieła. Jest gęsto, jest słodko ale nie ulepiaście, jest marcepanowo, są te malinki, ciasteczek oreo bym nie zgadł, gdybym nie wiedział aczkolwiek chyba naprawdę je tam wrzucili bo był taki dość charakterystyczny osad Weszło pięknie.

                        Mięso Zjedz, Ziemniaczki Zostaw, Ziemia Obiecana, Wymrażany Imperialny Stout, 12%, 4.25/5.
                        Przyszliśmy pić saison i dzikusy a po 15 minutach mieliśmy już na koncie BIPA, stouta i dwie wymrażanki. Ale kurczę, naprawdę było zimno i chcieliśmy koniecznie coś rozgrzewającego. Ziemia Obiecana słynie z bardzo dobry IPA, jednak wymrażanka z lubianego browaru, to zawsze jest gratka. Tym bardziej, że bez dodatków paradoksalnie bywa ciekawiej, bo bardziej wychodzi to, jak się piwo uwarzyło a nie co się do niego dodało. No i tu uwarzono rewelacyjnie. Cudownie gładkie, deserowo, mleczna czekolada, skojarzenie z prince polo, cudo!

                        Chateau De Chasselas (Szato de Szatole), Sick Boy Brewing, Dzikie Gose z beczki po Sauvignon Blanc, 6.5%, 4/5.
                        No dobra, to chyba się rozgrzaliśmy. Nie ukrywam, że stanowisko Sick Boya było tym, którym jaraliśmy się przed festiwalem najbardziej. Natomiast gose z beczki po Sauvignon Blanc było tym piwem, na które ja byłem najarany niesamowicie. No i skoro "tylko" 4/5, to chyba jednak lekkie rozczarowanie... Ale po kolei. W aromacie jest piękna beczka, zdecydowanie białe wino, super ale gdzie jest dzikość? Brakowało mi zdecydowanie nut końskiej derki, które są dla mnie niesamowicie ciekawe w tego typu piwach. Tutaj zdecydowanie owocowo ale też kwaśnie... Oj jak kwaśnie! W smaku sok z ogórków ale taki ekstremalnie kwaśny, idący wręcz w stronę kwasu z akumulatora (który jak wiadomo każdy prawdziwy fan kwasów pije codziennie rano zamiast kawy). No co ja się nie nacmokałem przy tym piwie, to moje. Naprawdę, bardzo dawno (nigdy?) nie piłem kwaśniejszego piwa. I żeby nie było, to nie jest samo w sobie zarzutem. Jednak problemem było to, że ta kwaśność trochę zabiła to piwo. Nie było już nut winnych, nie było dzikości (gdzie ten kuń?). Słoność także na pomijalnym poziomie. Szkoda. Piwo bardzo ciekawe ale no nie powtórzyłbym go.

                        Mess, Sick Boy Brewing, Wild Ale z bazylią, 6.5%, 4/5.
                        Z kolei po tym piwie spodziewaliśmy się najmniej. Skusiliśmy się, gdyż uznaliśmy, że od tego chorego chłopca bierzemy wszystko jak leci, jednak by zminimalizować ryzyko, kupiliśmy jedynie "setkę" dla przyzwoitości. No i nie powiem, żeby to piwo mi cokolwiek urwało. Naprawdę bardzo ciekawe, były jakieś malinki, jakieś wisienki, kwaśność bardzo umiarkowana (szczególnie w porównaniu do swojego kolegi Gose). No i ta bazylia. Przyznam szczerze, że strach był. No ale efekt został fajnie osiągnięty, bo finisz tego piwa dawał wyraźne skojarzenie z pysznym sosem ze świeżych pomidorów do pizzy. I choćby za ten efekt należy się 4/5.
                        Ahh, Księciuniu, ciężko powiedzieć, z czego wynikało to, że poleciliśmy Ci akurat to piwo. Wcale nie było najlepszym, które piliśmy tego wieczoru, ani zapewne nawet nie zmieściłoby się w naszym top 10... Ale chyba po prostu mega jaramy się tym browarem. Czymś, czego w Polsce zdecydowanie brakuje, czymś na co chyba jeszcze nasza klientela nie jest do końca gotowa. Ale może jeśli coraz więcej ludzi zostanie "przeciągniętych" na stronę dzikusów? Dziś już fajną Hazy IPA można dorwać w Lidlu. Ale dzikusów brakuje. Szczególnie w butlach, bo ten chory chłopiec warzy na razie tylko w kegach. Oby się rozkręcił, choć muszę uczciwie przyznać, że pół roku temu, jego piwa zrobiły na mnie lepsze wrażenie, niż wczoraj.

                        Drobinka, Przetwórnia Chmielu, Micro IPA, 3.5%, 4/5.
                        Na każdym festiwalu przychodzi taki moment, że trzeba sobie coś wypić na przepłukanie. Coś niewymagającego, nad czym nie trzeba się rozwodzić, za to można pogadać na jakiś niezobowiązujący temat z daleka od piwa. My akurat siedliśmy pod sceną, gdzie jakieś ziomeczki gadały o bieganiu. Spoko posłuchać, my sami lubimy sobie pobiegać, a już strzelić piwko po bieganiu to lubimy najbardziej. No i piwo było po prostu bardzo dobre. Pięknie buchało aromatem, wytrawne, pijalne, lekka acz wyraźna goryczka. Chlałbym wiadrami. Serio.

                        Mikro Stout, Przetwórnia Chmielu, 3.5%, 4/5.
                        Jako, że zazwyczaj braliśmy piwa parami, to ten wybór narzucał się niejako sam. I o ile Micro IPA przewija się już na sklepowych półkach coraz częściej, o tyle Micro Stout widziałem chyba po raz pierwszy. I w zasadzie mógłbym powtórzyć opis z Micro IPA. Lekkie, fajna paloność w aromacie i w smaku, zdecydowanie wytrawne ale nie puste. Jakaś delikatna kawka, czekoladka, innymi słowy wszystko co najlepsze ze stouta i to za jedyne 3.5% alko! Znowu, piwo typowo na wiadra. Dodam, że Przetwórnia Chmielu miała jeszcze na kranie Micro Pilsa, niestety zabrakło nam ręki. Może jutro, bo idea takiej serii piw zacna.

                        Barrel Aged Project Ice Rye RIS - TIRAMISU - Rioja Barrel Aged, Wymrażany RIS, Maryensztadt, 15%, 4.25/5.
                        No to skoro już tak siedzieliśmy sobie pod sceną, to może by tu jakąś wymrażankę... Maryensztadt to jeden z tych browarów, który warto brać na festiwalach. Piwa warzą rewelacyjne, niestety od lat zmagają się z gigantycznymi problemami z rozlewem. Trafiłem od nich już na mnóstwo wad, od utlenienie, przez przegazowanie, aż na skwaśniałości kończąc. Butli i puszek już od nich nie biorę ale z kija to co innego. W ogóle widziałem na FB, że chwalili się wycieczką do miejscowości Rioja, gdzie nakupili multum beczek i praktycznie wszystko co przywieźli na WFP mieli z beczki po tym winie. Nie uważam, żeby była to najlepsza beczka do stouta, jednak z góry uprzedzę, że w żadnym z ich piw nie była ona dominująca i gdybym nie wiedział, to na pewno bym jej nie odgadł.
                        No to tyle tytułem wstępu. Teraz o piwie - było super. Nie no, normalnie jakbym pił prince polo (to już drugi raz wczoraj). Naprawdę, przy przełykaniu był ewidentny posmak tego batonika a nawet miałem wrażenie, że jakieś mini okruszki z niego. Bardzo deserowe ale nie przesadzone w żadną stronę. Takie jak lubię najbardziej.

                        Barrel Aged Project - Ice Rye RIS - PISTACJOWA CHAŁWA - Rioja Barrel Aged, Wymrażany RIS Maryensztadt, 15%, 4/5.
                        To, żeby dwa razy nie chodzić, to wziąłem od razu dla małżonki (uwielbia chałwę). Kiedy się czyta coś takiego jak pistacjowa chałwa, to w głowie od razu zapala się czerwona lampka i krążą myśli, że co jak co ale tu to już na pewno musieli dodać aromaty. No ale moim zdaniem nic z tych rzeczy! Piwo miało tak niesamowicie długi słodko-gorzki finisz, że jestem przekonany, że tak jak do IPA sypie się chmielu, tak tutaj musieli nasypać wory sezamu. Oddali tę chałwę rewelacyjnie. Pistacje niewyczuwalne. Piwo nieco męczące z uwagi na ten finisz ale dla fanów sezamu będzie gratką.

                        ​ Curiosity, PINTA Barrel Brewing - Table Brett Beer, 4%, 4.25/5.
                        Było kiedyś takie piwo z Pinty Table Brett. Bardzo je lubiłem, było lekkie, tanie i dzikie (czegóż chcieć więcej?). Niestety już nie warzą. Czy to to samo piwo opakowane w bardziej ekskluzywną markę? Być może, jednak dla mnie to bez znaczenia. Bardzo dzikie, owocowo-stajenne, lekko kwaśne (ale daleko do kwasu z ogóra!) no i ekstremalnie pijalne.

                        Helles (Oak Aged), PINTA Barrel Brewing - Helles z beczki po bourbonie(!), 5%, 4/5.
                        Widział kto kiedy Hellesa z beczki po bourbonie? No ja też nie. Nie mogłem się oprzeć. Nie oczekiwałem cudów, no ale jako ciekawostka zdecydowanie warto. Piwo bazowe gra tutaj pierwsze skrzypce, bardzo wyraźna słodowość i ziołowość znana z niemieckich lagerów. Jednak beczka też jest wyraźna. Zaokrągla to piwo, dodaje słodyczy, zmienia profil na waniliowy. No nie powiem, że najlepsze piwo festiwalu, co to to nie. Ale takie połączenie po prostu mnie zaskoczyło.

                        Mimica, Browar Kingpin - Saison leżakowany w beczce po czerwonym wytrawnym winie, 6.9%, 4/5.
                        Konkurs na najbardziej oryginalne piwo festiwalu nabiera rozpędu. Po Hellesie z beczki mamy piwo które jest w opór jabłkowe. Czy to estry czy to beczka? Z czasem idzie to we wręcz ocet jabłkowy ale nie dochodzi do kwaśności. Jest raczej cierpkie (zapewne beczka). No ciekawe ale zdecydowanie nie był to najlepszy Saison z kingpinowskiej stajni.

                        4th Anniversary, Funky Fluid - Wymrażany RIS leżakowany w beczce po bourbonie z dodatkiem masła orzechowego, 18%(!), 4.5/5.
                        Dobra, spoiler alert. Jak dla mnie najlepsze piwo festiwalu. Czego tutaj nie mamy. Odpowiednia tekstura, gęste ale nie za słodkie. Są typowe nuty risowe, kawa, czekolada, paloność. Ale przede wszystkim orzechy. Ale nie, że tylko orzechy. Autentycznie skórki od orzeszków ziemnych! Jakiż to był piękny, długi posmak w kontrze do słodyczy. Super deserowe, super pijalne i jedyna wymrażanka, którą wzięliśmy w pojemności 0,3. Było warto.

                        Barrel Aged Sour Grapes: Johanniter (2022), Funky Fluid - dziki Berliner Weisse z dodatkiem winogron, 7%, 4/5.
                        Szczerze mówiąc brak tutaj tej dzikości. Tzn. nie ma jej więcej, niż w piwie bazowym, które bardzo lubię i często powtarzałem. Bardzo dobre ale z kapci nie wyrwało.

                        ​ WFP JESIEŃ 2022 - Cocoa ICE Imperial Stout Bourbon Barrel Aged, Trzech Kumpli, Wymrażany RIS, 18%(!), 4/5.
                        Ostatnie piwo tego dnia festiwalu (i z perspektywy dzisiejszego samopoczucia to dobrze, że ostatnie). Bardzo charakterne. Mocno, mocno, mocno palone. Goryczkowe. Gęste ale jak na 18% nie jakoś przesadnie. Nie było też alkoholowości. W ogóle, muszę przyznać, że wszystkie wymrażanki tego dnia nie były nazbyt alkoholowe w odczuciu. Poziom piwowarstwa w Polsce rośnie naprawdę w fajnym tempie. No ale wracając do piwa. Chyba jedna ze słabszych tego dnia wymrażanek (ale poziom był bardzo wysoki!). Może po prostu brakło słodyczy? Ale czy to na pewno wada? Po prostu taki typ piwa. Nie lubię szufladkować ale zdecydowanie męskie piwo. Jeśli ktoś przez pomyłkę kupi sobie Pastry Sour i będzie chciał sobie podnieść poziom testosteronu, to polecam.

                        No generalnie, strzały były tylko i wyłącznie dobre, bardzo dobre albo rewelacyjne. Moje prywatne podium to
                        4th Anniversary, Mięso Zjedz, Ziemniaczki Zostaw i Tiramisu z Maryendsztadtu. Na wyróżnienie zasłużyło też Peanut Butter Milk Stout ale ciężko je zestawić obok tych mocarzy.
                        Nie wiem, czy to poziom festiwalu był tak wysoki, czy po prostu zrobiliśmy przed nim dobry research. W zasadzie wyczerpaliśmy sporą część naszej listy pozycji obowiązkowych. Nie piliśmy też nic przypadkowego, czego nie mieliśmy na liście. Czwartek to chyba najlepszy dzień festiwalu pod względem tego, czego można spróbować. Obawiam się, że jutro mogą być już pustki (bo dziś na trzeźwo i na biało ).

                        O gastronomii się nie wypowiem, bo czasu było za mało aby go tracić na jedzenie. W ogóle ostatni posiłek tego dnia zjadłem o 13, więc brak zgagi uznaję za swój największy sukces tego dnia
                        Jutro, zdecydowanie dłuższy dzień na festiwalu, więc i piwa będą na pewno lżejsze a i pewnie na jedzenie znajdzie się czas.













                        Komentarz


                        • Czas na moją relację. Wrażenia będą dotyczyć aromatu (A) i smaku (S). Jeśli w którymś przypadku może być pokrycie zarówno w aromacie i smaku (A+S). Opisy nie będą przesadnie długie, bo i ja muszę mieć czas na dłuższą recenzję, co następuje zasadzie tylko w domu przy degustacji butelki/puszki.

                          Czwartek

                          Przywykłem na początku robić wędrówkę po stoiskach, a dopiero potem wybór pierwszego piwa. Lecz teraz stwierdziłem, że od razu coś wezmę i będę odwiedzał stoiska z piwem w ręku.

                          Sick Boy Brewing - Mess - Wild Ale z borówką i bazylią.

                          A: malinowe wino, sfermentowane jabłka, cynamon, jagody.
                          S: sfermentowany wiśniowo-malinowy kompot, drożdże, cynamon.

                          Nie wiem dlaczego ja tak mam, ale większość dzikusów smakuje dla mnie jak sfermentowane owoce. Tu było tak samo. Nie mówię, że jest źle, bo było smaczne.

                          Pinta Barrel Brewing - Mystery - Wild Ale z jagodami

                          3letni dzikus z ręcznie zbieranymi jagodami

                          A: kwaśne, zgniłe owoce, wiśnie, leśne owoce (borówki, jagody, jeżyny)
                          S: fermentowane ww. leśne owoce, cierpkie z pestkową goryczką.

                          Jak już wspominałem, w wakacje zwiedzałem Browar Pinty w Wieprzu. W części, w której znajdował się Pinta Barrel Brewing był taki wielki, plastikowy kanister wypełniony jagodami. Z sentymentu więc wziąłem tego dzikusa. I nie miało ono tylko tej charakterystycznej kwaśności dla dzikusów, lecz było bardziej leśne, wytrawne. Lepsze niż poprzednie od Sick Boy Brewing.

                          Gryfus - Wild Ale White Wine BA

                          A: wanilia, skórka pomarańczy, odrobina octu.
                          S: białe wytrawne wino, tyle że dofermentowane drożdżami.

                          Mdłe w smaku, niedobre, dobrze że wziąłem tylko 0,1 l.

                          Lubrow Brett & Barrel - Bitte Ein Brett - Pils Wild Spontaneus Ale Barrel Aged

                          A: skórka cytryny, drożdże, białe wino.
                          S: sfermentowane grejpfruty, a następnie krótka pestkowa goryczka.

                          Mało tu pilsa, beczka zrobiła robotę aż zanadto, ponieważ przykryła pilsowy charakter tego piwa (jeżeli w założeniu on miał mieć jakieś cechy pilsa). Jak dla mnie na plus ze względu na grejpfrutowe odczucia.

                          Kingpin - Elder - Saison

                          A + S: guma balonowa, fenole, cukier.

                          Saison, który nie urwał mi pewnych części ciała. Może w wersji puszkowej (o ile będę miał szansę ją nabyć) będzie lepszy.

                          Kingpin - Mimica - Saison leżakowany w beczkach po czerwonym, wytrwanym winie Alibernet

                          A + S: kwaśne wiśnie, gorzka czekolada. Wytrawne, ale z czasem idzie w stronę goryczki.

                          Jest ciekawe. Być może najlepsze z całego zestawu kingpinowych saison'ów beczkowych (Melancholia, Melodrama, Burlesca), które piłem na Festiwalach

                          Ukiel - Belgian Blonde

                          A: bardzo mocna fenolowość.
                          S: bardzo mocna przyprawowość.

                          To piwo mimo, że to Blonde, to przypominało rasowego saison'a biorąc pod uwagę zestawienie wszystkich belgijskich piw, które wypiłem na tej edycji Festiwalu.

                          Cześć Brat - Ciężki dzień? - Belgian Dubbel

                          Pite po raz drugi w historii. Poprzednio pite było wiśniowo-czereśniowo-przyprawowe. A teraz poszło w stronę przyprawowości.

                          Browar Warszawski - Saison.

                          Pite na wiosennej edycji, teraz powtórka. O ile wiosną pochwaliłem ze względu na prawilność stylu, to teraz nieco gorzej.

                          Browar Zakładowy - Awaria Zasilania - Black IPA

                          A: słodka czekolada, kawa, iglaki.
                          S: kawa, czekolada, paloność, las. Mocno zalegająca goryczka.

                          Moje gratulacje! Świetna czarna IPKa, gdzie wszystko było w balansie między sobą: żywica, kawa, prażony słonecznik, dojrzałe owoce tropikalne. Czyli to czego oczekuję po tym stylu.

                          Monsters - Czuć piniondz - Imperial Brown Ale

                          A + S: gorzka czekolada, orzechy laskowe

                          Szukałem jakiegoś innego sztosa niż Imperialne Portery lub RISy. Styl tego piwa rzadko spotykany, a szkoda, bo piwo smaczne.


                          Piątek


                          Schlenkerla - Helles

                          A: zboże, słodowość, lekka wędzonka
                          S: tak jak w wersji butelkowej - nie czuć wędzonki w ogóle,

                          Nie jest to dla mnie wadą. To piwo ma jeden plus - jest jak na hellesa/lagera wybitnie słodowe i chmielowe. W smaku lekkie, ale pełne. Poziom nieosiągalny dla polskiego kraftu.

                          Lubrow - Nitro Best Bitter

                          A: karmel, mleczna czekolada.
                          S: bardzo wodniste, goryczka średnioniska, odrobinę zalegająca.

                          Dobry Browar - Bitter

                          A: karmel, brązowy cukier
                          S: karmel, biszkopty, kakao, brak goryczki.

                          W porównaniu obu bitterów ten drugi lepszy z powodu pełni smaku (zresztą pity po raz drugi w historii). Ten z Lubrowa jest chwalony w opiniach, ale dla mnie jest za bardzo wodnisty. Nie wiem jak jest w wersji puszkowej.

                          Brokreacja - Bro/kreacja/wamator - Smoked Schwarzbier

                          A + S: guma wulkanizacyjna, apteka, bandaże, ziemistość.


                          Podgórz - Dziadek Tomisław - Pils wędzony torfem

                          A: apteka, wędzonka szynkowa.
                          S: zbożowe, słodowe; więcej pilsa niż wędzonki.

                          Recraft & Czarna Owca - Owca na rauszu - Smoked Pils

                          A + S: słodowe, zbożowe, brak wędzonki.


                          Z całej trójki piw wędzonych/dymionych tylko pierwszy Schwarzbier się broni. Pozostała dwójka - niezgodność towaru z ulotką, ponieważ wędzoność jeśli już jest to w ilościach homeopatycznych.


                          Pinta Barrel Brewing - Reputation - Imperialny Stout leżakowany przez 20 miesięcy w beczce po Bourbonie, z dodatkiem kakaowca i migdałów.

                          A: mleczna czekolada, nugatowe praliny.
                          S: czekolada mleczna z orzechami laskowymi/migdałami, sypane kakao.

                          Podobnie jak wiosną przy jednym sztosie z Funky Fluid tak i tu mam wersję słodyczy w płynie. Tym razem odczucie typowej czekolady z całymi kawałkami orzechów laskowych/migdałów.


                          Trzech Kumpli - WFP Jesień 2022 - Cocoa Ice Imperial Stout Bourbon Barrel Aged

                          A: kakao, bombonierka.
                          S: gorzka czekolada, lekka paloność, odrobinę wyczuwalny alkohol po beczce.

                          Stoisko Trzech Kumpli niedaleko od Pinta Barrel Brewing, więc wpadłem po coś mocniejszego. No i się nie zawiodłem. Naprawdę pychota. Dodam, że godzinę później skończyła się beczka z tym piwem.

                          SzałPiw - Pepper Śrup - Black IPA z pieprzem

                          A: nuty leśne, świerkowe, żywiczne.
                          S: pieprz, tylko pieprz, sam pieprz.

                          Patrzę - piwo z pieprzem - próbuję. Aromat fajny, ale smak ... . Oj Panowie Wojciech i Jan Szała dowalili tego pieprzu, mnóstwo pieprzu, jest wrażenie włożenia do ust garści kulek pieprzowych. O ile jestem fanem mocnej goryczki kojarzącej się z pieprzem, tu tutaj jest przegięcie. Dopiłem do końca, ale musiałem się zmusić.

                          Artezan - Autumn in Jomsborg - Imperialny Stout Bourbon Barrel Aged z krwawnikiem

                          A: mleczna czekolada, czereśnie, czerwone jabłka.
                          S: mleczna czekolada, kawa ziarnista, wytrawne, czerwone wino.

                          Do Artezanów niesamowite kolejki. Nie wiem jak smakuje krwawnik, bo nigdy nie jadłem, ale wypić nie zaszkodzi (może pomoże, bo toż przecież zioło lecznicze?). Może to co poczułem było związane właśnie z tą roślinką, nie mniej - piwo smaczne.

                          Rock Browar Jarocin - Belgian Tripple

                          A: fenolowe, słodkie czerwone owoce (czereśnie, maliny).
                          S: fenolowe, przyprawowe.

                          Druga (po Ukielu) porządna "Belgia". Aromat i smak na dużej intensywności.

                          Wagabunda - Grizzly - Whisky American Stout

                          A: guma wulkanizacyjna, podkłady kolejowe, żywica.
                          S: intensywna żywica, lekka paloność, akcenty beczkowe, ziemistość.​

                          Ostatnie piwo i zaskoczenie. Wącham, a tu odczucia jak z piwa typu peated/smoked. Nie pytałem co to za Whisky. Może Laphroaig, bo tylko ta odmiana daje takie odczucia. Bardzo urozmaicony smak.


                          Jak widać, przekrój piwnych styli jest dość urozmaicony, choć nie brałem tego czego na kranach było najwięcej (pastry, soczki, zwykłe IPKI, Hazy IPKI). Na plusy to osobne stoiska Barrel Brewing. Na minus - mała rotacja tych browarów, u których chciałem spróbować niektórych rzeczy (Rosanke w Brokreacji, Kolsch w Palatum). A byłem cały czwartek i prawie cały piątek (wyszłem jakoś po 22ej). Dlatego też nie udało mi się wypić wielu piw zamieszczonych na przygotowanej uprzednio liście. Drugi minus - byłem zaskoczony taką nadreprezentacją pastry sourów i fruit sourów. No, ale skoro rynek tego oczekuje, to w sumie czemu nie?

                          Mój hit to Grizzly. Choć muszę przyznać, że tych wszystkich piw nie da się bezpośrednio z sobą porównać. Na wyróżnienie zasługują Bro/kreacja/wamator, WFP Jesień 2022, Reputation.

                          Bałem się, że ułożenie stoisk na 3 piętrze będzie powodowało uciążliwość w poruszaniu się, ale powiem, że to przeniesienie było strzałem w 10, bo przy barierkach postawili kanapy. Drugą super rzeczą były dystrybutory z wodą ustawione na trybunach.

                          CDN.

                          Komentarz


                          • To i z mojej strony szybki backlog z soboty. Swoją drogą, patrząc na listę Orzelka, wychodzi na to, że dzikus z bazylią był najczęściej próbowanym piwem wśród kibiców na LFF

                            No dobra, więc w sobotę jak zwykle postaraliśmy się być niemalże na samym starcie, ostatecznie pojawiliśmy się pół godziny po otwarciu bramek. Wyjątkowo jednak nie rozpoczęliśmy od piwa, a od jedzenia. Dzień wcześniej również w kwestii foodtrucków zrobiliśmy porządny research i wyszło nam, że na pierwszy ogień idzie LokalBurger. Kolejki nie było żadnej, toteż można było wybrać sobie dokładnie co się chciało. Ja wziąłem Argentyńczyka z podwójnym mięsem, z ekstra jalapeno i bez majonezu. Małżonka burgera festiwalowej z kiszoną kapustą (w piwie). Oboje byliśmy baaaardzo zadowoleni. Po takim starcie, stwierdziłem, że jeśli mam cokolwiek pić, to tylko coś wytrawnego i lekkiego. No i tu pojawia się bardzo ciekawa zależność - o ile w czwartek piliśmy na głodniaka, przez co nasze wybory lawirowały wokół piw słodkich i ekstraktywnych, o tyle porządny posiłek całkowicie odwrócił nasze preferencje.

                            Brett Saison, Palatum, 6.2%, 4.25/5.
                            Saison z browaru Palatum znam bardzo dobrze. Skoro jednak na WFP uwarzyli wersję na brettach, to jak tu odpuścić taki rarytasik? No i wyszło pięknie. Piwo wytrawne, acz nie puste, lekkie estry, fajna dzikość ale bez kwaśności. Bardzo przyjemne, szczególnie kiedy jest widno, ciepło i człowiek chce wypić coś lekkiego ale jednocześnie się podelektować i nie przechylić w minutę.

                            Born To Be Mild, Mild, Browar Golem, 3.5%, 3.5/5.
                            A to wybór małżonki. Stwierdziła, że chce Milda bo nigdy nie piła a jest lekki i bez wędzonki. Ja też Milda nigdy nie piłem ale niby wiedziałem czego się spodziewać. Ogólnie spoko piwko, karmelowo-orzeszkowe. Trochę mulące ale to chyba przymiot tego stylu, więc ja bym tego pić nie mógł ale w sumie dla kobiet spoko zamiennik dla jakiegoś micro Stouta. Body średnie, nawet pełne. No da się wypić.

                            Crux, Sick Boy Brewing, Wild Ale Nelson Sauvin Dry Hopped, refermented with Pineapple NFC Juice, 7% 4.5/5.
                            No i mamy chyba piwo festiwalu proszę Państwa. Spodziewaliśmy się czegoś ultra słodkiego a tu niespodzianka. Piwo przyjemnie kwaśne (ale bez przesady), natomiast na finiszu przepięknie wjeżdża ananasik, w tle gdzieś majaczy kokos (może to złudzenie), bo całość przywodzi na myśl pina coladę. Ale nie jakąś słodką, tylko taką rześką, lekko kwaśną, półwytrawną... Nelsona był nie zgadł ale myślę, że robi swoje w tym piwie. Rewelka.

                            Harmony, Sick Boy Brewing, Dziki Saison z dodatkiem moszczu winogronowego szczepu Riesling, 6.5%, 3.75/5.
                            A po tym piwie z kolei spodziewałem się czegoś innego i nieco mnie ono rozczarowało. Riesling zawsze mi się kojarzył z wytrawnością, natomiast tutaj uderzyła dość wyraźna doza słodyczy. Takiej tropikalno-owocowej. Stylu, gdybym nie znał, to bym nie zgadł. Dość powiedzieć, że początkowo, to dla mnie miał być ten Saison, zaś dla mej lepszej połowy ananasowe, jednak po pierwszym łyku, oboje z dość dużą ulgą się zamieniliśmy

                            Wild Ale White Wine BA, Browar Gryfus, 4.8%, 4/5.
                            Czas zobaczyć co tam na strefie nowych browarów. W moim przypadku wybór był oczywisty, dalej szukałem czegoś na wytrawnie, najlepiej na dziko. To piwo było na naszej przedfestiwalowej liście, więc idealnie wpisywało się w moje ówczesne preferencje. No i cóż mogę powiedzieć - bardzo dobre piwo. Wyraźna beczka, wyraźna dzikość, niska alkoholowość. Oceniłbym nawet wyżej ale polano mi mniej, niż deklarowane 300ml. Cóż, takie rzeczy zawsze smucą

                            ​ Czarny Bez, Stara Szkoła - Piwa Ziołowe, 5%, 3.75/5.
                            "Delikatne pszeniczne piwo, o aromacie gruszek i dojrzałych brzoskwiń , wzbogaciliśmy o ekstrakt z czarnego bzu który wniósł nuty jagód, kwtaów, owoców lychee i agrestu."
                            Nie powiem, żebym te wszystkie nuty wyczuwał, zresztą nie było to piwo dedykowane dla mnie. Jednak pamiętam, że było mętne i całkiem przyjemne. Co prawda ja jednak wolę piwa przyprawiane chmielem, niż czarnym bzem ale fajnie, że powstał browar, który kultywuje dawne tradycje przyprawiania ziołami i mam nadzieję, że znajdzie swoją niszę.

                            Wild & Funky Everyday - Brett American Farmhouse Rioja Barrel Aged, Maryensztadt, 6.8%, 4.5/5.
                            Kolejne bardzo udane piwo z tego browaru. Rasowy dzikus, owocowy, lekko kwaśny, lekko stajnia. Czegóż chcieć więcej? Oczywiście Rioja niewyczuwalna

                            Deep Burgundy, Almost Black, Dziki Berliner z beczki po Borubonie z dodatkiem soku z polskich wiśni, Sick Boy Brewing, 4.1%, 4/5.
                            ​Powtóreczka sprzed pół roku. Zaskakująco mało kwaśne jak na czarną porzeczkę (wtedy też mnie to zaskoczyło), lekko cierpkie, przyjemne. Fajnie, że low-alco.

                            Ice Chocolate Bar Series 3: Peanuts, Caramel & Chocolate, Magic Road, 17%, 4/5.
                            Jeśli chodzi o piwa wymrażane, to w sobotę w zasadzie już nie było w czym wybierać. Jedyne co wzbudziło nasze zainteresowanie, to właśnie ten "snickersik" z Magic Road (browar założyli właściciele sklepu White Whale). No tak klasycznie to wyszło. Dodatki wyczuwalne, przyjemne. Ciężko się do czegoś czepić ale też z kapci zupełnie nie wyrwało jak na ten kaliber. Alko niewyczuwalne. Można wziąć ale można też odpuścić bez większej straty.

                            Relic, Trzech Kumpli, Mild, 3.3%, 3/5.
                            Żona się uparła na Mildy... Cóż, ten zdecydowanie słabszy od swojego kolegi z Golema. Bardziej wodnisty, pusty, no generalnie niezbyt zachęcająca reklama stylu.

                            Bitte ein Brett!, Lubrow Brett & Barrel, Wild Pilsner, 6.1%, 4/5.
                            Moje odczucia nieco inne, niż te Orzelka. Goryczka na finiszu wyraźnie zauważalna, słodowość już mniej, dzikość faktycznie wyraźna, smaczyło ogólnie całkiem. Z Lubrowem mam problem, bo wiem, że nie pasteryzują i ich puszki bywają przegazowane...No ale na festiwalu warto brać, warzyć umieją. No i fajnie, że kolejny browar idzie w dzikusiki.

                            Cherries Thoughts, Brewery Lubrow, Dark Sour Ale with 30% cherries juice addition, 4.3%, 3.75/5.
                            Jest dark, jest sour. No ja tego tylko spróbowałem, jak na jeden łyk, to całkiem spoko ale, żeby to pić, to chyba trzeba być płcią piękną.

                            Dzikus, Stara Szkoła - Piwa Ziołowe, 11.5%(?), 3.5/5.
                            Zachęcony całkiem niezłym piwem z czarnym bzem, postanowiłem wziąć jeszcze dzikusa z tego browaru. No niby spoko ale jakoś tej dzikości to tam za bardzo nie było. Chyba najsłabszy ze wszystkich dzikusów, jakie tu piłem (jedyny spoza listy, bo Stara Szkoła nie wrzuciła nic na stronę). Też ciężko mi uwierzyć, żeby to piwo miało 11.5% ale tak jest napisane na untappd, innej informacji nie znalazłem. Jeśli tak, to niewyczuwalne. A może to po prostu ekstrakt i się pomylili...

                            No nic, piwo być może średnio mi zasmaczyło, bo ogólnie zniesmaczyła nas atmosfera sobotniego wieczoru. O ile pomiędzy 12 a 17 było w miarę ok, to tak od jakiejś godziny 18 nie dość, że zrobiło się multum ludzi (kolejki, ciągłe przeciskanie się, gdy chciało się iść po piwo), fajnych piw było jak na lekarstwo, to jeszcze zrobił się straszny patol (wszędzie syf, mnóstwo najebusów, porozlewane piwa, rzyganie po kiblach, spanie na trybunach). No generalnie odechciewało się wszystkiego. Nasza obecność o tej porze wynikała głównie z tego, że byli tam nasi dobrzy znajomi ale podczas kolejnych edycji, chyba sobie odpuścimy sobotę, pozostając przy czwartku. Bo w czwartek to i humor dopisywał, procenty uderzyły, a w sobotę to w zasadzie wyszliśmy całkiem trzeźwi. Na pewno błędem było pójście drugi raz na jedzenie (Senor Lucas ponownie nie zawiódł ze swoim burrito z wołowiną). Gdybyśmy na to konto strzelili sobie 0,3 jakiejś wymrażanki, wszyscy byliby bardziej zadowoleni. W konsekwencji, po powrocie do domu jeszcze otworzyliśmy sobie jakąś IPA z Pinty (wreszcie IPA!) ale i to było za mało. Jednak picie od tak wczesnych godzin ma swoje minusy i nie będziemy już tego praktykować. Na plus, tym razem udało nam się zrobić małe zakupy na wynos.













                            Ostatnio edytowany przez Majkisek; 14829.

                            Komentarz


                            • Jaka przewaga dzikusów Podejrzewam, że Twoje oczekiwania odnośnie oczekiwanego stylu na kranach w tej edycji zostały spełnione w pełni.

                              Uśmiałem się jak pisałeś o tych patozjawiskach, a szczególności o spaniu na trybunach (co ciężko mi nawet sobie wyobrazić) Nie spotkałem się też na żadnej z edycji z wymiotującymi ludźmi. Ja w piątek zrobiłem sobie przerwę wychodząc o 16:30. Gdy wróciłem po 19ej, to o tej porze był - w porównaniu z analogiczną porą w czwartek - istny tłum ludzi. Dobrze, że było miejsce na trybunach, bo nie wyobrażałem sobie picia piwa w środku, gdzie było duszno. Długie kolejki do browarów (m.in. Piwne Podziemie, Artezan). Mogę sobie wyobrazić, że w sobotę było tak samo, jak nie gorzej (bo to już dzień weekendowy).

                              Odnośnie żarcia, to wiosną i teraz w czwartek odwiedzone Auto pierogowe. Natomiast w piątek jak zachciało mi się jeść, to wieczorem przed Autem pierogowym kolejka na pół godziny czekania od zamówienia do odbioru. Na szczęście było stoisko z frytkami, gdzie dostałem jedzenie zaraz po zamówieniu.

                              Tak nieśmiało zaznaczę, że autorem posta przypominającego o WFP jest Bootleg . Jeżeli to czytasz, to taka mała prośba o podzielenie się wrażeniami z tej edycji (zakładam, że byłeś) Dodam, że nie musi to być elaborat taki jak @Majkiska czy mój. Parę słów w zupełności wystarczy

                              Komentarz


                              • Zamieszczone przez Orzelek Zobacz posta
                                Jaka przewaga dzikusów Podejrzewam, że Twoje oczekiwania odnośnie oczekiwanego stylu na kranach w tej edycji zostały spełnione w pełni.
                                No poza jedną wymrazanka (na przeplukanie ), to w moim przypadku w sobotę same dzikusy. Taki był klimat. Oczekiwania zaś w 100% spełnione. Zarówno dzikusy, jak i wynrazanki są ekstremalnie trudno dostępne, więc festiwal to praktycznie jedyna szansa aby je podegustowac. Co prawda nadal moim ulubionym stylem pozostaje IPA (hazy ale z goryczka - pozdro dla serii Chmielokrata, szczególnie kolegów o imieniu Sabro, Citra i Mosaic), to jednak są one tak dostępne, że postanowiłem szukać białych kruków.

                                Zamieszczone przez Orzelek Zobacz posta
                                Uśmiałem się jak pisałeś o tych patozjawiskach, a szczególności o spaniu na trybunach (co ciężko mi nawet sobie wyobrazić) Nie spotkałem się też na żadnej z edycji z wymiotującymi ludźmi. Ja w piątek zrobiłem sobie przerwę wychodząc o 16:30. Gdy wróciłem po 19ej, to o tej porze był - w porównaniu z analogiczną porą w czwartek - istny tłum ludzi. Dobrze, że było miejsce na trybunach, bo nie wyobrażałem sobie picia piwa w środku, gdzie było duszno. Długie kolejki do browarów (m.in. Piwne Podziemie, Artezan). Mogę sobie wyobrazić, że w sobotę było tak samo, jak nie gorzej (bo to już dzień weekendowy).
                                Ja też po raz pierwszy spotkałem się z takim patolem, a jestem na WFP prawie zawsze, jeszcze od czasów 1 edycji na Mordorze. Niemniej, podejrzewałem, że w piątek było równie dużo ludzi, co w sobotę. Ale obmyslilismy już plan na kolejną edycję:
                                - idziemy w czwartek, pijemy i bierzemy na wynos, nawet w 100ml buteleczki (takie jak do samolotu), to na co mamy największą ochotę. I degustujemy już w sobotę w domowym zaciszu. W czwartek zdecydowanie wybór jest najlepszy, a ludzi najmniej.

                                A do Piwnego Podziemia to i w czwartek trzeba było swoje odstać
                                No ale warto było rzecz jasna.

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X