Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Piwo

Zwiń
To jest podklejony temat.
X
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • W sobotę znowu 4+4 w Lidlu.
    Także telefony w dłoń i do boju )
    "Lubię sobie jebnąć piwo"

    Komentarz


    • Hej, Jestem nowy w warszawie i jestem wielkim fanem piłki nożnej. Wcześniej kibucowałem inny polskim drużyną bo byłem w innych miastach. Chętnie bym się z kimś wybrał na mecz kto by mnie mógł oprowadzić i wdrożyć w temat. Nie interesują mnie żadne bujki sprzeczki miedzy klubami. Chce poprostu oglądać futbol.

      Komentarz


      • Hej .
        Napisz na priv do użytkownika "Mort".
        To człowiek o gołębim sercu.
        Na pewno Ci pomoże.
        Hejka ziomuś.
        "Lubię sobie jebnąć piwo"

        Komentarz


        • Drugi weekend września to piwny festiwal w Częstochowie (czyli u mnie). Liczba browarów to 11, co jest liczbą optymalną. Dwa lata temu były 22 browary - za dużo jak na możliwości zdobycia klientów (dużo browarów wówczas opuszczało imprezę w jej trakcie).

          Jako, że festiwal skromny, to i jakiś super oryginalnych piw nie było. Weekend był ciepły i naszło mnie na piwa z akcentami owocowymi typu owocowe lagery, summer ale. Co ciekawe, pojawiły się i wysokooktanowe piwa.
          - Porter bałtycki z miejscowego browaru kraftowego "Piwo z Żuka" - prawilny "bałtyk", bez sensacji, ale i bez wad. Browar istnieje od 4 lat, a to jego pierwszy porter.
          - Cherry Barley Wine z Browaru Wrężel - piłem je kiedyś w butelce (nawet teraz wziąłem dwie). Z kranu, zimne smakuje zdecydowanie gorzej. To zimno maskuje te nuty, które powinno się odczuć.
          Poza tym nastawiłem się na kupno butelek, więc kilkanaście sztuk czeka na wypicie.


          Tak informacyjnie do mieszkańców Warszawy i okolic. Na ulicy Haberbuscha i Schielego otwarto Browar Warszawski. Na kanale Youtube: Polskie Minibrowary (czyli u Docenta) jest film z otwarcia. Style piwne raczej bez udziwnień (bez typu DDH, TDH, pastry), lecz jest ich na kranach aż 18, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

          Komentarz


          • Moim zdaniem DDH to nie jest żadne udzienienie. Podwójne użycie chmielu, czyli najpopularniejszej piwnej przyprawy, to przecież nic innego jak podwójna dawka tego co w piwie najlepsze

            Obejrzałem kilka minut filmiku ale w sumie zaczął mnie strasznie nudzić (nigdy nie byłem fanem Docenta) i sobie odpuściłem. Natomiast znalazłem jakiś artykuł gdzie jest mowa o 12 kranach stałych i 6 rotacyjnych, więc jest potencjał na ciekawe piwa. Podobno też już Porter Bałtycki leżakuje w beczkach po whiskey, więc na pewno miejsce warte odwiedzenia, dzięki za zwrócenie na nie uwagi tutaj

            Komentarz


            • I jeszcze szybka recenzja (ostatnich w tym sezonie?) piw w stylu Saison.

              Incubo - Reservoir Dogs, alk. 6%.
              Sometimes you awaken from a dream. Sometimes you wake up in a dream. And sometimes you wake up in someone else’s dream. Fortunately, it is only a farmhouse ale or saison, where the fermentation is quick and exciting at high temperatures, enabling the synthesis of the typical esters. These offer complex fruity aromas and a spicy flavour. We used solely Slovenian hops: Celeia this time.
              Tym razem piwko ze słoweńskiego browaru Reservoir Dogs (zakupione w sklepiku z piwem rzemieślniczym w Ljublanie za 3,40 euro za 0,33 - czyli dość drogo albo raczej - piwo w Polsce jest ekstremalnie tanie). Trochę to piwo przetrzymałem, gdyż uważam, że w przypadku tego stylu spokojnie można sobie na to pozwolić, przez co piłem je raptem kilka dni przed terminem przydatności. Piwo jest niefiltrowane, niepasteryzowane, jak zakładam refermentowane w butelce, gdyż przy otwieraniu chciało trochę wylecieć. Na szczęście tylko trochę. Natomiast to dodatkowe nagazowanie bardzo mu posłużyło i dodało pijalności. Tym razem był to Saison zdecydowanie w stronę estrową, gdyż owocowość bardzo zdominowała nuty przyprawowe. Zakładam, że była to robota z drożdży, choć być może zadziałał tu też ten słoweński chmiel Celeia? Wysycenie, jak już wspomniałem - bardzo wysokie, co w przypadku lekkich piw, jest jak najbardziej ok. Cóż, jak dla mnie naprawdę smaczny trunek i degustowało się przyjemnie. Generalnie, słoweński kraft nie stoi na jakimś wybitnym poziomie, natomiast ten browar śmiało mogę polecić. Piłem też od nich Sol Invictus, czyli Barley Wine leżakowany w beczkach po rumie oraz armagnacu, i tak jak za BW zupełnie nie przepadam, tak ten był naprawdę wyjątkowy. Jak dla mnie oba zasłużyły na swoje 4.25/5, które im dałem na UT.

              Saisonator - Trzech Kumpli, alk. 12.2%(!), ekstrakt 24.
              Imperial Saison, 24°Blg
              Porwaliśmy się na coś ogromnego. To ultramocne piwo, ale jednocześnie niosące ze sobą cały fun i wspaniałość stylu Saison - jest bardzo owocowe, wręcz ultraowocowe - jakbyś gniótł przejrzałe brzoskwinie, mirabelki oraz gruszki tłuczkiem do mięsa, wszystko posypał pieprzem i gałką muszkatołową, a potem robił z tego dżem - tak pachnie to piwo. Jakie jest w smaku - oceńcie sami, tylko uprzedzamy - bierzcie małe łyczki.

              No, no, przyznam, że pomysł rewolucyjny. Tak mocnego Saison jeszcze nigdy nie piłem. Piwo w barwie, przywodzi na myśl te nieco lżejsze Barley Wine, jednak pozbawione jest jego ciężkości z całym bagażem nut karmelowych czy miodowych - tego na całe szczęście nie ma w ogóle. Jest owocowo, jest chmielowo i goryczkowo (70 IBU!). Spejsony też się zgadzają. Szczęśliwie nie ma zbyt dużo fenoli. Jest ciekawie ale jest też ciężko. Piwo można raczej degustować, niż żłopać. Na pewno robi wrażenie złożoność smaku, jednak ultra pijalne to to nie jest. No i uderza do głowy. Piwo zakupione za 11 złotych, jednak podejrzewam, że nie jest łatwo je dorwać w tej cenie. Oczywiście 0,33. Solidne 3,75/5. Dałbym więcej ale zasadniczym problemem tego trunku jest to, że raczej bym po prostu go nie powtórzył. No chyba, że chciałbym się nieźle ululać.
              Ostatnio edytowany przez Majkisek; [ARG:4 UNDEFINED].

              Komentarz


              • Podbipięta (Browar Łańcut) - Imperial Porter Bourbon Barrel Aged

                Aromat: suszone śliwki, mleczna czekolada, likier kokosowy, na końcu odczucie soku z dojrzałych wiśni.

                Smak: przy pierwszym łyku mix różnych nut smakowych. Na początek mieszanka kokosa z czekoladą (przypominająca baton kokosowy np. Bounty), dalej wanilia. Następnie lekka paloność przechodząca na końcu w mocne espresso. Po 5 minutach picia czuć w przełyku delikatne rozgrzewanie.

                Piwo niezbyt gęste, z przewagą słodkich nut. Paloności kojarzonej z porterem jest niewiele, stąd też zastanawiam się czy to naprawdę porter? Na wielki plus zaliczam tą różnorodność ukrytą w smaku. Nie wiem jaki efekt miała sprawić beczka po bourbonie, ale podejrzewam, że właśnie to jest to co czułem. No i moc alko (12%) choć ukryta, to uderza do głowy. Pite z kranu, więc zimna temperatura mogła sprawić, że jakieś cechy piwa nie ujawniły się przy piciu.

                Polecam serdecznie

                Komentarz


                • Podbipięty nie piłem ale z Łańcuta miałem kiedyś przyjemność degustować Zawiszę Czarnego - świetny RIS, a paloności i goryczki na pewno w nim nie braknie.

                  [Jak ktoś nie lubi długich opisów, to recenzje piwek są na dole ]
                  Ale dziś nie o tym. W sobotę miałem okazję wstąpić na Silesia Beer Fest, które odbywało się standardowo w perełce polskiej architektury czasów PRL-u - katowickim Spodku. W ogóle do tego festiwalu mam niebywałe szczęście, bo kiedyś, zupełnie przypadkiem i w związku z zupełnie innym wydarzeniem, nocowałem w hotelu, który w zasadzie do Spodka przynależy i to w czasie właśnie tego piwnego święta. Tym razem aż tak dobrze nie było bo "tylko" przejeżdżałem obok A1 wracając z urlopu. Jako, że bardzo dobrze wspominam tamten festiwal sprzed bodaj 2 lat, uznałem że będzie to dobra okazja na pierwsze takie wydarzenie po pandemicznej przerwie (tym bardziej, że moja obecność na WFP stoi pod sporym znakiem zapytania, dzień przed mam wyrywane dwie ósemki, a że jest to NFZ-owski termin na który czekam już kilka ładnych miesięcy, to nie bardzo mogę odpuścić ).
                  O ile przed dwoma laty było aż 40 wystawców i dość mało ludzi, to tym razem było zupełnie odwrotnie. Jedynie 23 browary i cała masa ludzi. Lista nieobecnych browarów z najściślejszej czołówki polskiego kraftu byłaby chyba dłuższa, niż lista wszystkich obecnych. Dość powiedzieć, że z szerokiej czołówki była w zasadzie tylko Pinta, 3K, Harpagan, Rockmill i Łańcut (z czego Pinta tak mocno olała ten festiwal, że ich piwa polewał ziomek z Moczybrody...). Nie chcę porównywać do Warszawy ale porównanie do takiego Lublina, gdzie często bywam wypada nie tyle blado co po prostu dramatycznie. Dla zainteresowanych, pełna lista wystawców dostępna jest tu: https://www.silesiabeer.pl. Dodatkowym minusem jest to, że w przeciwieństwie do WFP o katalogu piw wrzuconym na stronie możemy tylko pomarzyć. No ale dobra, mieliśmy po drodze, to zajechaliśmy.

                  Zanim przejdę do opisu wypróbowanych piwek, to wyrzucę z siebie jeszcze, że dawno nie byłem w tak ponurym zakątku jak Katowice i okolice. Z pewnych względów hotel mieliśmy 5,5 kilometra od Spodka, więc na miejsce postanowiliśmy udać się autobusem. Strona ichniejszego ZTM-u radośnie informowała, że bilety można kupić w biletomatach lub u kierowcy. Oczywiście w okolicy przystanku nie było żadnego sklepu czy kiosku, więc uznaliśmy to za fajną opcję. Rzecz jasna, kiedy wsiedliśmy okazało się, że biletomatu żadnego nie ma, zaś pani kierownica z Ukrainy powiedziała, że u niej kupić nie można. Zapytaliśmy "jak zatem można?", w odpowiedzi dostaliśmy, że przez aplikację. Ściągnęliśmy, okazało się, że trzeba podać numer karty kredytowej. No więc będąc w środku autobusu stwierdziliśmy, że pierniczymy to i wysiadamy na pierwszym możliwym przystanku, który wyda nam się szansowny w kontekście nie dostania siekiery w plecy z rąk kwiatu otaczających familoków. W tzw. międzyczasie podróż umilałem sobie nerwową analizą osób wsiadających do autobusu, czego nie robiłem chyba od 10 lat. W końcu wysiedliśmy i jakieś 2/3 naszej trasy pokonaliśmy pieszo, podziwiając całą serię architektonicznych perełek, nerwowo oglądając się za siebie. Naprawdę, przy Katowicach, to każde wielkopłytowe miasto wygląda jak Florencja. A miejscowi mówią, że to i tak najlepsze miejsce w całej aglomeracji.

                  No dobra, wreszcie około 14 dotarliśmy do Spodka, kupiliśmy bilety (drogie bo po 15! - to są ceny warszawskie). Na zewnątrz była mała ale całkiem przyzwoita strefa gastro - my zajadaliśmy się burgsami z szarpaną wołowiną i wieprzowiną od Tupożryj - Slow BBQ Truck i bez dwóch zdań to co chłopaki stamtąd serwowali było kapitalne. Niestety, spokój konsumpcji zakłócała koszmarnie głośna muzyka z wydarzenia pod nazwą Święto Kominiarza (naprawdę było tam coś takiego). Zresztą, w środku nie było lepiej bo też ktoś rzępolił, co mnie strasznie irytuje bo ja na festiwalach piwnych absolutnie muzyki nie potrzebuje, a wręcz jest mi ona zbędna bo pomijając nikłe szanse trafienia w me wiejskie gusta, to po prostu utrudnia ona komunikację (ze sprzedającymi na stoiskach, z żoną rozumiem się bez słów ). To, co jeszcze bardziej zaskoczyło to olbrzymia strefa planszówek. I co jeszcze ciekawsze, ludzie w to grali. Wolałbym piłkarzyki, gdyż ja zdecydowanie preferuję rozrywkę z dala od wszelakiego myślenia, szczególnie po piwie.

                  Okej, wylałem z siebie wszystko na temat otoczki (dla mnie jest ona niemniej ważna, niż same piwka!), to teraz przechodzę do meritum.

                  Full Nelson - Trzech Kumpli, 6%
                  Uznałem, że festiwal warto rozpocząć od "pewniaka", z którym będzie można zrobić rundkę po wszystkich stoiskach i obczaić co, gdzie, jak i za ile. Padło na piwo, na które i tak się zasadzałem (generalnie śledzę media społecznościowe czołowych polskich browarów) czyli IPA napakowane jednym z moich ulubionych chmieli - Nelson Sauvin. No i w zasadzie piwo to było dokładnie takie, jak oczekiwałem - przyjemne i niewymagające. Aromaty doskonale znane z tego nowozelandzkiego kolegi - białe owoce i winogrona. Na szczęście, nie była to typowa, modna Hazy IPA bez goryczki, co to, to nie. Goryczka była krótka ale wyraźnie zaznaczona. W zasadzie, jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to nieco ubogi aromat. Później jednak zorientowałem się, że jest to kwestia plastikowego kubka, który rozprasza aromaty, bo w zasadzie w każdym piwie aromaty były słabiej odczuwalne, niż podczas picia z fajnych szklanek czy kieliszków w domu.
                  W tym momencie popełniłem też chyba jedyny a na pewno największy błąd tego festiwalu. 3K wzięło na festiwal dwie premiery - wspomniany Full Nelson oraz Rodion, czyli RIS leżakowany w dwóch beczkach. I nawet dostałem mini próbkę, która bardzo mi zasmakowała, jednak uznałem, że nie będę o tak wczesnej porze pił tak mocarnego piwa. I to był błąd, bo kiedy już byłem "gotowy", to Rodiona nie było ani na kranie ani nawet już w butelce, więc wzięcie "na drogę" również uciekło mi sprzed nosa.
                  No nic, Full Nelson zniknął z kubka 0,3 bardzo szybko. Oczywiście nie to, że coś urwał ale solidne 4/5.

                  À la Grodziskie z żurawiną i serem oscypkiem - Browar Biały Collaboration with Moczybroda, 3.5%
                  Piwko ze stoiska Moczybrody. Wspominałem niegdyś, że małżonka jest fanką grodziszy, więc muszą być i grodzisze. W związku z tym, że ja tylko próbowałem, nie jestem w stanie się specjalnie rozpisać na temat tego piwa ale było naprawdę dobre. Lekkie, w ogóle zgodnie z nową modą hazy . Wędzonka w aromacie ale w smaku śladowo i bez żadnej kiełby, wysycenie ok. Oscypek i żurawina na poziomie autosugestii. Ale generalnie solidne 3,75/5.

                  Sundae: Belgian Waffle - Pastry Stout, Browar NOOK, 5.4%
                  Piwo z garunku pt. "ojej ja muszę to wziąć". Jeju, jakie to było okropne. Wysoki ekstrakt (1 nie przełożył się na pełnię i gładkość, piwo było puste i wodniste a mimo tego obrzydliwie słodkie. Do tego sztuczne bo doładowane aromatami. Nawet moja lepsza połowa pożałowała pod koniec tego wyboru. Ja wziąłem tylko łyka. Dramat. 1/5.

                  Postcard From Talus - Browar PINTA, Pale Ale - American, 4.1%
                  Wspomniałem już jak bardzo Pinta olała ten festiwal? No to dodam jeszcze, że na 6 kranów które mieli, na jednym był Kwas Gamma, który piłem chyba więcej razy, niż Sheriff został mistrzem Mołdawii, na drugim Bawarka a na trzecim Hazy Morning. Wszystkie te piwa można dostać w byle jakim Lidlu. Na pozostałych trzech "nowinkowych" kranach nie mieli niestety nic ani ze świetnej serii Hazy Discovery, na którą się dość mocno napalałem ani z wcale nie gorszej Hoppy Crew. O sztosach z Pinta Barrel Brewing to nawet nie wspomnę. Koniec końców wziąłem najlżejszą dostępną nowość, idąc tropem, że chcę przecież spróbować jak najwięcej piw. Poprosiłem więc o 0.3, czego nawet nie było w karcie (widniały jedynie ceny za 0,5). Generalnie piwo ciekawe a na Talusie chyba jeszcze niczego nie piłem i pomimo swojej parametrowej lekkości, zdecydowanie nie wchodziło jak woda. Goryczka zdecydowanie zaznaczona i w typie ziemistej, co jeszcze bardziej ją podbijało. Aromat także oryginalny, cytrusowy ale jakoś tak zupełnie niesztampowo. Dla miłośników wyłapywania ciekawych Single Hopów na pewno pozycja obowiązkowa, jednak mnie jakoś wybitnie nie urzekło. Nelson lepszy 3.5/5.

                  Smooth Transition - Browar Rockmill, IPA - International, 5.5%
                  Kolejne piwko z gatunku, że "ojej ja muszę to wziąć", więc ma lepsza połowa wzięła sobie 0,3 takiej właśnie IPki naładowanej wanilią i truskawkami. Ot, takie smoothie. Wziąłem kilka łyków ale nie moja bajka. Goryczki żadnej, chmielowość znikoma. Takie bardziej Pastry Fruit Ale, niż IPA. Można wypić ale po co? Naciągane 3/5.

                  Rock the Hop- Browar Rockmill Collaboration with Browar Hopito, IPA - Session / India Session Ale, 4.8%
                  Ot zwykła, sesyjna IPA. Rockmill niestety nie lał 100 ani 150 ml a jakoś stwierdziłem, że mam dosyć aż 300 mililitrowych pojemności i muszę mieć więcej zmian smaku, bo czas leci a ja tak naprawdę napiłem się jak dotąd tylko dwóch piw. Na szczęście udało się od nich zgarnąć darmową próbkę przy zakupie Smooth Transition właśnie tejże Session IPA. Nie było to w zasadzie nic nadzwyczajnego. Bez przesadnej chmielowości, bez nie wiadomo jakiej goryczki. Przyzwoite, solidne ale nie żebym śnił o nim potem po nocach. 3.5/5.

                  Ni Choo Ya - Podgórz, Grätzer / Grodziskie, 3.5%
                  Jest festiwal, muszą być pite grodzisze. Nasz chyba pierwszy kontakt z browarem Podgórz. Tym razem miało być to Grodziskie z herbatą Lapsang. Podobnie, jak to moczybrodowe, nie było ono ani trochę klarowne (trendy hazy dotarły nawet do tego stylu, sorry księciuniu :P). Na szczęście tej herbaty za bardzo tu nie wyczułem. Był to w moim odczuciu taki czysty grodzisz, z delikatnie nowofalowym zacięciem. Wędzonka głównie w aromacie ale przyjemna, żadnej kiełby. Gdzieś nawet trochę chmielowości. No kurka, przyjemne. Chyba nawet lepsze, niże to z Moczybrody. 4/5.

                  Ciocia Kasia - Podgórz, IPA - Session / India Session Ale, 5%
                  Stoisko browaru Podgórz w ogóle szalenie przypadło nam do gustu. Chłopaki, nie dość, że lali po 150ml, to jeszcze mieli naprawdę całkiem ciekawą listę piwek a w dodatku wszystko co od nich braliśmy, było naprawdę dobre. Session IPA na Sabro? Brzmi super. Co ciekawe, spodziewałem się standardowo bardzo mętnej i soczystej IPA (no skoro nawet Grodziskie było mętne?) a dostałem całkiem klarowną i goryczkową IPA. W dodatku z fajnym chmieleniem na aromat z Sabro. Jeszcze chyba nigdy nie piłem IPA, gdzie byłoby tak dużo tego chmielu rzucone także na goryczkę. No, no, festiwal zaczął iść wreszcie w dobrą stronę. Bardzo mnie smakowało to piwko. Taki Session West Coast ale z fajnym aromatem. 4/5.

                  Hey Zee - Browar Łańcut, IPA - New England, 5.1%
                  Rozochocony, stwierdziłem, że wracamy do pojemności 0,3. Nowość z browaru Łańcut? Bierzemy. No i tu już jest bardzo mętnie, bardzo aromatycznie. Klasyczny New England? W żadnym wypadku! W smaku jest gładko ale w posmaku jest goryczka. I to taka rozkręcająca się z każdym łykiem. Napisali 3/10 ale w moim odczuciu jest ona dość wyraźna acz krótka. Czyli taka, jaką lubię. No, wreszcie piwko, które się wybija ponad resztę. 4,25/5!

                  Tajemniczy Ogród - Browar NOOK, Stout - Russian Imperial, 10.3%
                  Sraty taty ale przecież z festiwalu trzeźwym wyjść nie można. W pewnym momencie uznałem, że to już czas najwyższy aby iść w stronę ciemnych i mocnych piw. Tajemniczego Ogrodu chciałem spróbować już od dawna (bardzo mocno nahajpowane w necie piwo), w dodatku NOOK bezproblemowo lał 150ml. Niestety, przyszło solidne rozczarowanie. Po RISie bez dodatków spodziewałem się "kawału piwa". Niestety, pomimo do bólu klasycznego aromatu i smaku, piwo w pewnym momencie zrobiło się zbyt męczące, z powodu nieziemskiej wręcz słodyczy (ekstrakt 30!). Niestety w połowie mojej 150tki musiałem się poddać (tzn. nie musiałem ale po prostu stwierdziłem, że nie ma sensu go więcej w siebie wlewać) i oddałem resztę małżonce. Niestety, tylko 3/5.

                  Klątwa Masztalerza - Browar Harpagan, Sour - Other, 5.6%
                  Możecie wierzyć lub nie ale było to jedyne dzikie piwo na tym festiwalu! (co dobitnie świadczy niestety o jego poziomie..). Klątwa Masztalerza to już piwo legenda a jednak nie miałem nigdy okazji spróbować wersji podstawowej (piłem kilka razy wiśniową i bardzo mi skamowała). W zasadzie mamy tu takiego klasycznego pszenicznego dzikusa idącego zdecydowanie w stronę owocową. Nut stajennych, które ja bardzo lubię niestety jak na lekarstwo. Półwytrawne. Jest to klasyka polskiego dzikusowego piwowarstwa (które mocno jeszcze raczkuje) i każdy kto chce rozpocząć przygodę z piwami dzikimi powinien sięgnąć po tę pozycję. Dla mnie niestety za mało na bardzo wysoką ocenę. Solidne 3,75/5.

                  Piekielny Miażdżyszpon - Browar Harpagan, Stout - Imperial / Double Pastry, 9%
                  W ogóle browar Harpagan zasługuje na specjalne wyróżnienie. O ile Klątwę zamówiłem w pojemności 0,3 a dostałem minimum 0,35 o tyle w przypadku 150ml Miażdżyszpona, chłopaki przeszli samych siebie, nalewając około 0,25! Trochę się obawialiśmy tego piwa bo wiadomo jak to jest z tymi Pastry. Może być za słodko, wyklejająco i zbyt męcząco. Nic z tych rzeczy! Piwo było gładziutkie, pełne, aksamitne ale wcale nie przesadnie słodkie. Pachniało i smakowało naturalnie, wyczuwalna czekolada, orzechy (masło orzechowe?), nuty ciasteczek maślanych. No cudowne to było piwo, nie zapomnę go nigdy. Naprawdę kłóciliśmy się o każdy łyk. 4,25/5.

                  La Loba - Brokreacja, IPA - New England, 6.2%
                  Brokreacja, to kolejny browar który chętnie lał pojemność 150ml. Skorzystałem więc z tego skrzętnie i wziąłem sobie Nju Inglanda. Kiedyś chłopaki mieli ogromny problem z rozlewem i trafiła mi się od nich mega utleniona butla świeżo rozlanej IPA. Od tamtej pory nic jasnego od nich nie kupiłem i zawsze podchodziłem z dość sporym dystansem. No ale z kija te 0,15 można było spróbować. Piwo obficie chmielone i to "moimi" odmianami chmieli. Niestety jakoś z butów nie wyrwało. Ani cudownego aromatu ani jakiejś aksamitnej gładkości, o goryczce zapomnij (ale to w sumie standard w tym stylu, więc się nie czepiam). No ogólnie niezłe ale zdecydowanie do zapomnienia. 3,75/5.

                  Lawendowy Płyn Hamulcowy - Piwo z Żuka, Spiced / Herbed Beer, 5.2%
                  Ogólnie Piwo z Żuka robiło swego rodzaju furorę na tym festiwalu. Jako jedyni oferowali bowiem możliwość kupna 100ml próbek każdego z ich piw, co widziałem cieszyło się ogromną popularnością. Niestety, lista tych piw była zbyt mało imponująca, więc ja sobie odpuściłem. No ale małżonka musiała wziąć chyba najgorsze piwo całego festiwalu. No w sumie chłopaki mają ogromny dystans do siebie bo zakładam, że płyn hamulcowy może skamować właśnie tak jak to piwo. Natomiast ze znanych smaków to Bronchosol to to co mi najbardziej przywodził smak tego trunku. Koszmary dzieciństwa powróciły. Jeśli kogoś nie lubicie, to można śmiało kupować na prezent. 1/5.

                  Latający Jeleń - Browar Kazimierz, Porter - Imperial / Double Baltic, 9.5%
                  Browar Kazimierz już kiedyś się u mnie spalił. W momencie gdy miałem naprawdę konkretną fazę na kwasy, na WFP podszedłem do nich i poprosiłem piwo o nazwie Kwasimierz (swoją drogą w Spodku też je mieli na kranie). Piwo w ogóle nie było kwaśne. Było słodkie i owocowe. Jednym słowem dramat. No ale uznałem, że dam im drugą szansę i kupię piwo, które jest ich perełką (widziałem nawet wersję wymrażaną). W dodatku ewidentnie lansują je na trunek premium, bo 0,15 kosztowało aż 15 złotych (50 ziko za pół litra!). Doprawdy nie wiem co mi strzeliło, że wziąłem to piwo. Nie dość, że polali mi je tak zimne, że na początku w ogóle nic w nim nie czułem zarówno w smaku jak i w aromacie, to potem w miarę ogrzewania nic nadzwyczajnego się w tym piwie nie zadziało. Ot, jakieś tam orzeszki, jakaś tam skórka od chleba. Normalnie jakby mi Porter z Żywca polali. A idźcie z tym w cholerę. 2/5. Nie wiem co ludzie widzą w tym browarze, że ciągle ich zapraszają na WFP.

                  Potion #13 - Brokreacja, Tiramisu Imperial Milk Stout Cognac BA, 9.1%
                  Niestety złej serii ciąg dalszy. W momencie kiedy zobaczyliśmy słowo Tiramisu, to w dalszej części opisu tego piwa mogliby dodać nawet "Lawendowy Płyn Hamulcowy" a i tak byśmy wzięli. Tym bardziej, że przecież leją po 150ml. Co prawda trochę niepokoił mnie ten Cognac (ja nie cierpię) ale kiedyś piliśmy Porter Noster z Czarnej Owcy właśnie po beczce koniakowej i było w porządku. Także Porter z Pohjali po tejże beczce dawał radę. No ale tu nie pykło. To znaczy dla koneserów pewnie pykło bo ten płyn hamulcowy, tzn. koniak skradł cały show tego piwa. Serio, nic innego nie było tam czuć. Tiramisu? No chyba jedynie piwowar jadł tiramisu jak warzył to piwo bo nie wiem co ono miało wspólnego z tym ciastkiem. W dodatku piwo smakowało bardzo sztucznie. Naprawdę olbrzymie rozczarowanie. A nigdy nic nie piłem z tej kultowej już serii Brokreacji, czyli Potion. I chyba wiadomo dlaczego. Z wielkim smutkiem 1.5/5.

                  652 m n.p.m. Bourbon BA - Podgórz, Porter - Baltic, 8%
                  Trzeba było szybko to zapić. No to idziemy na pewniaka do Podgórza. Seteczka pralineczki. No wszystko tu jest w jak najlepszym porządku. Żadnych negatywnych rzeczy. Też żadnego wyrywania z kapci ale tego mnie na tamtą chwilę było trzeba. Der Klassiker. 4/5.

                  Dry Stout - SUCH a BEER, Stout - Irish Dry, 5.5%
                  Browar którego nie znam, jednak dzielili oni z Podgórzem stanowisko, więc chętnie zdecydowaliśmy się czegoś od nich spróbować. Tym bardziej, że również bez problemu lali 150ml. Dry Stout to w dzisiejszych czasach biały kruk, więc ochoczo wzięliśmy. No i było jak najbardziej w porządku. Trochę paloności, trochę czekolady. Dość spore wysycenie, przez co wydawało się być mało gładkie no ale w końcu to Dry Stout a nie Milk Stout. Do Dobrego Wieczoru z Pinty czy Dry Stouta z Brofaktury trochę jeszcze brakuje ale jest przyzwoicie. 3.5/5.

                  Seria 1000: New England IPA - Browar Hajer, IPA - New England, 6.4%
                  Browar Hajer kojarzył mi się zawsze z ciemnymi mocarnymi piwami. Niemniej jednak na swoim stanowisku mieli tylko jedno takie piwo (i to w dodatku z beczki po torfowej whisky), więc musiałem odpuścić. Kiedyś kupiłem od nich butelkę APA i było takie se. No ale dałem drugą szansę. I trafiłem w "10"! Dobrze, że nie brałem żadnych 150ml, tylko prawilne 0,3. Ten Nju Ingland był chyba jeszcze lepszy od tego z Łańcuta. Piękny aromat, gładziutkie i bardzo wysoka jak na styl goryczka! Brawo i jeszcze raz brawo. Dałem 4.25/5 ale to takie 4.25 idące zdecydowanie w stronę 4.5. Polecam tego allegrowicza!

                  Napalm in the Morning - Moczybroda, Stout - Russian Imperial, 11%
                  Klasyczny RIS z beczki po Jacku Danielsie w zasadzie na koniec festiwalu. Klasyka pełną gębą, podobnie jak ten Porterek z Podgórza. Naprawdę dobre piwo. Seteczka weszła cudownie. Oczywiście nie było to też nic, co bym zapamiętał do końca życia ale ogólnie mając dużo wpadek na tym festiwalu, byłem zadowolony po prostu z solidności. 4/5.

                  Nawalony Kalesony - Podgórz, IPA - American, 5%
                  I już wzięte na drogę na autobus (tym razem bilety kupiliśmy już wcześniej). Nie mętne, takie west coastowe może trochę, przyjemne, cytrusowe, nie bardzo nowofalowe. W sam raz do żłopania. 3.75/5.

                  Wzięliśmy jeszcze na drogę butelkowego RISa z ReCraftu z beczek po rumie i bourbonie (kosztował jedynie 15złotych!) ale będąc już w hotelu stwierdziliśmy, że jednak nie mamy ochoty już pić i piwo czeka w lodówce.

                  Na koniec jeszcze (negatywne) wyróżnienia dla browarów z których nie zdecydowaliśmy się wziąć niczego:
                  Browar Opolski - podeszliśmy do stanowiska i standardowo zacząłem czytać opisy piw. W tym momencie rumiany dziadek ze stoiska stwierdził, że "tu nie ma co czytać, tu trzeba pić". No więc przestałem czytać i sobie poszedłem.
                  Browar Perun - tylko 4 krany, w dodatku aż 3 z alkoholem powyżej 8% i brak możliwości kupna pojemności mniejszej, niż 300ml. Serio?
                  Browar Za Miastem - nie mieli absolutnie nic ciekawego na kranach. No, poza RISem. Niestety, z beczki po koniaku... Dlaczego?
                  Browar Zamkowy Cieszyn - niby napalaliśmy się na Dark Lagera ale w końcu jakoś się nie złożyło. Reszta ich oferty mało ciekawa. Nie mieli RISa, który jest moim ulubionym piwem od nich. Nie lali poniżej 300ml.
                  Browar Chorzowski Reden - tylko 4 krany, na nich nic ciekawego, bardzo wysokie ceny jak na takich no name'ów, nie lali mniej niż 300ml.
                  Browar Wrężel - nic ciekawego na kranach, nie lali mniej niż 300ml, większość (wszystkie?) ich piwek dostępna w Lidlu czy innych marketach.
                  Browar Brodacz - cieszący się złą sławą po wypuszczeniu akcji i wypięciu się na akcjonariuszy (w szczegóły się nie zagłębiałem, takie informacje na grupach piwnych latają).

                  Ogólnie wstęp drogi, ceny raczej wysokie (takie warszawskie), browarów mało, aura do dupy (ta głośna muzyka na zewnątrz jak i wewnątrz Spodka), dodatkowo tylko około 300 miejsc dostępnych na trybunach. Chyba nie spodziewano się takiej frekwencji. No generalnie, marny festiwal w cholerę bo pomimo tak długiej przerwy od tego typu imprez, wychodziliśmy niemal z niesmakiem. Fajnie się zaprezentował Podgórz, Harpagan czy Moczybroda ale generalnie to by było na tyle pozytywów. Deficyt piw dzikich, zero Saison (dobra, i tak mi się znudziły), IPA generalnie pojedyncze, podwójnych może ze 3 a potrójnej żadnej. Żadnego piwa wymrażanego, mało ciekawych beczek (wszędzie koniak..). Niech mówi samo za siebie, że najwyższe oceny dałem dwóm Nju Inglandom i Pastry Stoutowi. Koniec świata








                  Ostatnio edytowany przez Majkisek; [ARG:4 UNDEFINED].

                  Komentarz


                  • Majkisek Łał, niektórymi smaka narobiłeś… oscypek w piwie, ehhhh… Ale ChWDHazy!
                    Ogólnie super się czyta; pomyśl o jakimś blogu czy innej sformalizowanej działalności.

                    I wielkie dzięki dla Ciebie i Orzelek za utrzymywanie tego tematu przy życiu i info co w trawie piszczy.

                    A przy okazji - zachecony opisami saisonów chciałem popróbować, trzy razy, w odstępie ok. miesiąca (i to w okresie letnim), pytałem o nie w Stanie Umysłu na Bielanach (który generalnie źle zaopatrzony nie jest) – dwa razy nic nie było (!!), raz jakiś na australijskich chmielach, które niestety zdominowały cały trunek.



                    A dziś w robocie dostałem takie trio (Browar Gloger - nie znam) - nie są to moje ulubione style ani parametry piwa, ale darowanemu koniowi... Zobaczymy
                    Lubię sobie jebnąć posta.

                    „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                    St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                    Komentarz


                    • Panowie przy okazji meczu z Lechem zamierzamy przyjechac dzien wczesniej i chcielibysmy sie napic dobrego lanego kraftu,najlepiej z duzym wyborem piw.Mozecie polecic jakies knajpy tak w promieniu do 5 km od Zagornej?
                      Dziela nas kilometry,łączy wspólna pasja...

                      Komentarz


                      • Kurde, nic tam blisko nie kojarzyłem i aż sprawdziłem tamtą okolicę na Ontap - to jest piwna pustynia, aż dziwne, bo to w końcu nie jakiś koniec świata, tylko „serce Warszawy”
                        Najbliżej, ale już „na gorze” jest chyba Chmielarnia przy Marszałkowskiej 10/16 (niezły wybór piw + kuchnia tajski-nepalska). Trochę dalej, przy Wilczej 29 jest „Gorączka Złota” - miejsce lubiane przez starszych forumowych piwożłopów, bardzo sympatyczne i z dobrymi burgerami, ale małym wyborem piw (wg Ontapa 5 kranów, z czego jeden odpada na pilsa; kiedyś było jeszcze gorzej).
                        Na „dole”, na Powiślu są jeszcze Kufle i Kapsle (Solec 46a), ale z nimi mam od wielu lat kosę, więc nie będę polecał

                        Ale z tej krótkiej analizy wychodzi, że najlepszym miejscem na piwo w okolicy stadionu jest jednak Źródełko Najpyszniejsza Perełka i Królewszczak w stolicy
                        Lubię sobie jebnąć posta.

                        „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                        St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
                          Kurde, nic tam blisko nie kojarzyłem i aż sprawdziłem tamtą okolicę na Ontap - to jest piwna pustynia, aż dziwne, bo to w końcu nie jakiś koniec świata, tylko „serce Warszawy”
                          Najbliżej, ale już „na gorze” jest chyba Chmielarnia przy Marszałkowskiej 10/16 (niezły wybór piw + kuchnia tajski-nepalska). Trochę dalej, przy Wilczej 29 jest „Gorączka Złota” - miejsce lubiane przez starszych forumowych piwożłopów, bardzo sympatyczne i z dobrymi burgerami, ale małym wyborem piw (wg Ontapa 5 kranów, z czego jeden odpada na pilsa; kiedyś było jeszcze gorzej).
                          Na „dole”, na Powiślu są jeszcze Kufle i Kapsle (Solec 46a), ale z nimi mam od wielu lat kosę, więc nie będę polecał

                          Ale z tej krótkiej analizy wychodzi, że najlepszym miejscem na piwo w okolicy stadionu jest jednak Źródełko Najpyszniejsza Perełka i Królewszczak w stolicy
                          Ksieciuniu dzieki za odpisanieZrodelko bylo juz odwiedzane wiele razy choc przyznam ze ostatni raz dobre pare lat temu,teraz jednak kusza troche lepsze smaki niz Krolewskie
                          Dziela nas kilometry,łączy wspólna pasja...

                          Komentarz


                          • Sprawdziłem - do Chmielarni masz 2,5 km; miejsce może bez klimatu, ale piwka OK i oryginalne żarcie.
                            Lubię sobie jebnąć posta.

                            „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                            St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                            Komentarz


                            • Ale tu się dużo dzieje.

                              księciuniu
                              Fakt, czuję się w obowiązku przekazywać wiedzę o czymś innym niż tylko powszechnie dostępne eurolagery. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba "nawrócona" na piwa kraftowe/rzemieślnicze, to już można uznać to za sukces.

                              Jak pisałem styl saison jest rzadko warzony przez browary, a szkoda, bo popyt na te piwa jest. Poza tym, co pisałem w tym temacie nic mi nie przychodzi do głowy, aby polecić. Będąc w Warszawie wstąpiłem do Piwomaniaka, gdzie zakupiłem dwie sztuki saisona, więc spróbuj może tam.

                              Browar Gloger kojarzy mi się z serią piw dostępnych raczej w marketach (Auchan, Carrefour). W skład jednej serii wchodzą takie nazwy jak np. Koks, Krasna Jędza, Płocha Gocha. Druga seria kojarzy się z nazwami medycznymi: Ból zęba, Atak serca. Dawno temu piłem może z jedno i było bardzo przeciętne. Zresztą spotkałem się z opiniami, że to bardzo słabe piwa. Nie mniej, piwa wskazane przez Ciebie to sztosy, więc może i te wypusty będą o wiele lepsze niż klasyka.

                              @Majkisek

                              Z powodu przeziębienia nie dotarłem na Silesia Beer Fest (choć to tylko 90 km i chciałem).

                              Muszę pogratulować (i zazdroszczę) tak osobniczej zdolności do degustacji tak ogromnej ilości piw (ja po piątym tracę orientację). Twoje doświadczenie może być dla mnie pomocne co do strategii festiwalowej, jeśli chodzi o pojemności. Obecnie 0,3 l to max, który mogę osiągnąć przy jednym piwie. Jeśli zaś miałbym degustować sztosy, to w niewielkich ilościach.

                              Line-up festiwalu widziałem. Może mniejsza liczba wynika przez pandemię tj. część browarów nie nastawia się na (wszystkie) festiwale? Lecz sama lista tych co byli jest jak najbardziej ok. Co do Browaru Podgórz, to jak najbardziej

                              Pinta raczej nie olała festiwalu. W tym roku na festiwalach, na których byłem (Poznań, Wrocław, Częstochowa) oni lali piwo z Beertrucka (chyba tak to można nazwać) tj. 6 kranów, z których 2 to aktualne piwa, a reszta to klasyki, które bez problemu można kupić w marketach. Dlatego uznaję, że mają taką strategię na festiwale. I faktycznie, jak na browar tej klasy wygląda to słabo.

                              Piwo z Żuka to inicjatywa z Częstochowy. Na festiwalach jako jedni z pierwszych zdecydowali się na sprzedaż "desek" (6 małych próbek). I to się naprawdę sprawdza. Nalanie wszystkich 6 sztuk trochę trwa, więc przy stoisku robią się kolejki. Browar warzy od jesieni 2017 roku. Ich piwa są .. takie proste. Lager, AIPA i dużo piw z dodatkami owocowymi lub ziołowymi. Dopiero teraz na jesieni uwarzyli portera bałtyckiego (smaczny). Mimo, że u mnie w mieście ich oferta jest bardzo rozpowszechniona i mimo mojego szacunku dla nich za to co robią, nie decyduję się na zakup. Mieli na wiosnę fajnego New Englanda, ale na jednej warce się skończyło.

                              Na kolejną edycję SBF (mam nadzieję) mogę sobie pozwolić dopiero w przyszłym roku. Jednakże obecny rok festiwalowo jeszcze nie dobiegł końca.
                              Ostatnio edytowany przez Orzelek; [ARG:4 UNDEFINED].

                              Komentarz


                              • Zgadza się .
                                Gloger jest dostępny w marketach typu Kerfur czy Kaufland.
                                Jak to mówią ,dupy nie urywa.
                                Etykiety lepsze od zawartości.
                                "Lubię sobie jebnąć piwo"

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X