Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Piwo

Zwiń
To jest podklejony temat.
X
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • Ale dlaczego? Twoja Black IPA z lukrecją smakowała mi stokroć lepiej, niż moje wszystkie trzy ciemnie piwa nafaszerowane kawą, ziarnami kakaowca, wanilią czy kokosem. A dodam, ze lukrecję lubię mniej więcej tak jak Lecha Poznań, zaś dodatki których używałem uruchamiają moje ślinianki już na samą myśl o nich.

    Komentarz



    • Kormoran - Porter Warmiński z wiśnią

      Aromat: kawa, palone słody, kwiatowa słodycz (róża ?, bez ?)

      Smak: lekka kwaśność od wiśni przechodząca w słabą paloną goryczkę. W ustach zostaje zalegająca wiśnia, coś w rodzaju gęstego likieru wiśniowego.

      Ocena: Tej wiśni jest odrobinę za dużo. Spodziewałem się balansu między wiśniowym kwaskiem, a typowymi porterowymi nutami, lecz jest przewaga wiśni. Musiałbym się zastanowić czy wypić je po raz kolejny.


      Browar Zakładowy - Kino Kosmos - Hazy Double IPA

      Aromat: marakuja, brzoskwinia, mandarynka, winogrona.

      Smak: istna bomba tropikalno - cytrusowa Są odczucia smaku pochodzące z płatków pszennych. Goryczka grejpfrutowo - cytrynowa, średnia, krótko zalegająca.

      Ocena: Jak ktoś lubi IPKi, to nie będzie zawiedziony. Piwo megapijalne.

      Komentarz


      • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
        . A jednak jak sobie uwarze w domu IPA, to będę mieć 40 butli dokładnie tego samego. Nuda. A przecież upływ czasu nie działa na korzyść tego stylu, więc trzeba to wypić dosyć szybko, zatem często kończy się tak, że piję tylko to. Nie mówiąc już o tym, że ten styl i legendarne już US-05 są bardzo wrażliwe na temperaturę fermentacji. A wiecznie podkręcająca grzejniki żona, której jest zimno, jakoś się nie przejmuje, że w piwie wytworzą się niepożądane estry. I tak oto moje ostatnie IPA tak waliło truskawką, że w sumie cały chmiel na aromat został wywalony w błoto.
        Tak a propos starzenia się IPA, to moje ostatnie piwko (urodzinowa „40” – niby podpisane jako APA, ale taka w górnych rejestrach) się wzięła i po pół roku zestarzała. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby stała się mało aromatyczna, zbyt goryczkowa albo alkoholowa czy też jakaś bezsmakowa, ale ona stała się słodka. Do tego stopnia, że pewien piwny złośliwiec, który pewnie to czyta , nazwał ją „Atak Karmelu”. Na mój gust to ta słodycz nie pochodzi ze słodów, tylko z chmieli. Tylko, ze używałem dosyć standardowego jak na mnie zestawu (Amarillo, Cascade, Citra), który był już testowany wiele razy i nigdy tak się nie zachowywał, nawet po dłuższym czasie. A ta jest taka słodka, że ostatnio zamiast jakiegoś suszonego mięska czy wędzonego serka podgryzalem sobie do niej gorzką Toblerone . A że jeszcze alkohol stał się bardziej wyczuwalny, to zaczęła mi trochę przypominać jakieś belgijskie blonde - za którymi nie przepadam.
        To brzydkie starzenie nie jest dobrym prognostykiem jeżeli wziąć pod uwagę na jaką okazję to piwo było warzone .



        A co do kwasów, to ostatnio warzyłem setną wersję „21. poprawki” (american pilsner) i ponieważ wyszło mi więcej niż mieści się do fermentora, w którym lageruję, a potem chmielę na zimno to resztę lagrowałem oddzielnie w szklanej, 5-litrowej butli, nie chmieliłem na zimno, a przy butelkowaniu dodałem do butelek kwasu mlekowego. „Sour American lager” - zobaczymy co wyjdzie
        Lubię sobie jebnąć posta.

        „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
        St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

        Komentarz


        • Zamieszczone przez Orzelek Zobacz posta

          Browar Zakładowy - Kino Kosmos - Hazy Double IPA

          Aromat: marakuja, brzoskwinia, mandarynka, winogrona.

          Smak: istna bomba tropikalno - cytrusowa Są odczucia smaku pochodzące z płatków pszennych. Goryczka grejpfrutowo - cytrynowa, średnia, krótko zalegająca.

          Ocena: Jak ktoś lubi IPKi, to nie będzie zawiedziony. Piwo megapijalne.
          Muszę przyznać, że Zakładowy zrobił ostatnimi czasy mega postęp (przynajmniej jeśli chodzi o IPA, jakoś innych piw od nich nie miałem okazji dawno spróbować). Ja co prawda, (podobnie jak Księciuniu), jestem zwolennikiem pojedynczych IPA (podwójne, nie mówiąc już o potrójnych, czy o poczwórnych - a taką właśnie też Browar Zakładowy ostatnio uwarzył, są dla mnie generalnie zbyt słodkie), dlatego też Kina Kosmos akurat nie piłem, niemniej kilka Single IPA w tym roku od nich próbowałem i każda była jeśli nie świetna, to przynajmniej bardzo dobra.

          Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta

          Tak a propos starzenia się IPA, to moje ostatnie piwko (urodzinowa „40” – niby podpisane jako APA, ale taka w górnych rejestrach) się wzięła i po pół roku zestarzała. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby stała się mało aromatyczna, zbyt goryczkowa albo alkoholowa czy też jakaś bezsmakowa, ale ona stała się słodka. Do tego stopnia, że pewien piwny złośliwiec, który pewnie to czyta , nazwał ją „Atak Karmelu”. Na mój gust to ta słodycz nie pochodzi ze słodów, tylko z chmieli. Tylko, ze używałem dosyć standardowego jak na mnie zestawu (Amarillo, Cascade, Citra), który był już testowany wiele razy i nigdy tak się nie zachowywał, nawet po dłuższym czasie. A ta jest taka słodka, że ostatnio zamiast jakiegoś suszonego mięska czy wędzonego serka podgryzalem sobie do niej gorzką Toblerone . A że jeszcze alkohol stał się bardziej wyczuwalny, to zaczęła mi trochę przypominać jakieś belgijskie blonde - za którymi nie przepadam.
          Skoro ta słodycz jest w typie karmelowym, to nie jest tak, że się po prostu utleniło? Pół roku jak na domowy rozlew to całkiem sporo.

          Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
          To brzydkie starzenie nie jest dobrym prognostykiem jeżeli wziąć pod uwagę na jaką okazję to piwo było warzone .
          E tam, może nie będzie tak źle, wszakże piwo z czasem stało się bardziej słodkie a nie ostre i palące

          Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
          A co do kwasów, to ostatnio warzyłem setną wersję „21. poprawki” (american pilsner) i ponieważ wyszło mi więcej niż mieści się do fermentora, w którym lageruję, a potem chmielę na zimno to resztę lagrowałem oddzielnie w szklanej, 5-litrowej butli, nie chmieliłem na zimno, a przy butelkowaniu dodałem do butelek kwasu mlekowego. „Sour American lager” - zobaczymy co wyjdzie
          No przyznam szczerze, że kwaśnego piwa dolnej fermentacji, to jeszcze na półkach sklepowych nie widziałem. Powodzenia zatem i koniecznie opisz wrażenia

          Komentarz


          • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta

            Skoro ta słodycz jest w typie karmelowym, to nie jest tak, że się po prostu utleniło? Pół roku jak na domowy rozlew to całkiem sporo.
            Niewykluczone; ten piwny złośliwiec, który mówił o Ataku Karmelu ma kubki smakowe lepiej rowinięte ode mnie, więc jak mówi, że karmel, to może faktycznie tak jest. Tylko o tyle dziwne, że wcześniejsze piwa, z w miarę podobną recepturą, dużo dłużej trzymały fason.


            Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta

            No przyznam szczerze, że kwaśnego piwa dolnej fermentacji, to jeszcze na półkach sklepowych nie widziałem. Powodzenia zatem i koniecznie opisz wrażenia
            Jestem jastrzębiem wśród jakobinów forpoczty awangardy piwnej rewolucji

            Fajerwerków nie ma się co spodziewać, bo kwas mlekowy daje podobno bardzo jednowymiarową kwasność, a poza tym nie wiedziałem ile tego dawać, więc eksperymentowałem od 1 do 3 ml/butelkę, co pół mililitra. Jak wyjdzie pijalne, to jako zawodowemu amatorowi kwasów podrzucę Ci butelkę.
            Lubię sobie jebnąć posta.

            „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
            St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

            Komentarz


            • Majkisek
              Post #9884 naprawdę świetnie się czyta Doceniam i podziwiam.

              Faktycznie Zakładowy umie w IPKi. Piłem od nich West Coasta i New Englanda - naprawdę smaczne piwka. Mam jeszcze w szafce jedną IPKę od nich więc będzie pite i recenzowane.

              księciuniu
              American Pilsner to zjawisko rzadko występujące w przyrodzie (tj. w sklepach). Jak natrafiam w sklepie na ten styl, to biorę bez zastanowienia.
              Stąd też szacunek dla Ciebie za pójście w pewną niszę

              Komentarz


              • Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
                Niewykluczone; ten piwny złośliwiec, który mówił o Ataku Karmelu ma kubki smakowe lepiej rowinięte ode mnie, więc jak mówi, że karmel, to może faktycznie tak jest. Tylko o tyle dziwne, że wcześniejsze piwa, z w miarę podobną recepturą, dużo dłużej trzymały fason.
                Może nieco gorsze warunki przechowywania a może mniejsza uwaga przy rozlewie. Cholera wie. Ja do dziś nie wiem, co robiłem źle przy moich Stoutach.

                Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta

                Jestem jastrzębiem wśród jakobinów forpoczty awangardy piwnej rewolucji

                Fajerwerków nie ma się co spodziewać, bo kwas mlekowy daje podobno bardzo jednowymiarową kwasność, a poza tym nie wiedziałem ile tego dawać, więc eksperymentowałem od 1 do 3 ml/butelkę, co pół mililitra. Jak wyjdzie pijalne, to jako zawodowemu amatorowi kwasów podrzucę Ci butelkę.
                A to tym bardziej trzymam kciuki
                1 do 3 ml to niby niewiele (ja stosowałem dokładnie dwukrotnie większą rozpiętość - od 2 do 6), jednak ja warzyłem tylko "górniaki". Przy Lagerze i jego czystym profilu, to nawet te mniejsze ilości IMHO mają szanse być wyczuwalne.

                Zamieszczone przez Orzelek Zobacz posta
                Majkisek
                Post #9884 naprawdę świetnie się czyta Doceniam i podziwiam.
                Dziękuję za miłe słowo
                Mam duży sentyment do tego tematu, bo to dzięki niemu przestałem żłopać Królewskie i zacząłem się w ogóle interesować piwem. Szkoda jedynie, że z dawnej gwardii tak pięknie tu piszącej ostał się jedynie Księciuniu (tzn. dobrze, że chociaż On, nie to, że wybrzydzam ).

                Tak btw., to ja strasznie nie radzę sobie z nową wersją forum
                U mnie nie widać numerów postów (dlatego musiałem sobie policzyć, żeby się skapnąć o który chodzi ), w dodatku mam ogromny problem ze wstawianiem zdjęć, nie widzę już lokalizacji/podpisów/daty rejestracji/liczby postów użytkowników, że o jakichś lajkach za posty, które mi mignęły w jakimś innym temacie, to nawet nie wspomnę bo nie wiem o czym mowa

                No dobra ale zebrałem się też do napisania małego backloga z weekendu.

                W sobotę do szkła wjechała rzeczona wcześniej wymrażana hybryda Porterów z Żywca i Książęcego, leżakowana w lodówce przez tydzień w towarzystwie wiórków kokosowych. Nazwijmy to roboczo po światowemu

                Home Iced Coconut Imperial Żywiec & Książęce Blend Baltic Porter

                Tym razem zakapslowałem to w butelce z nieco lepiej współpracująca z kapslownicą szyjką i co ciekawe, wraz z mniejszym dostępem powietrza, wiórki kokosowe w ogóle nie opadły na dno! Moja skrajnie uboga wiedza z fizyki/chemii/biologii, pozwala mi z niemal dziecięcą radością odkrywać zachodzące w naszym świecie procesy, które są oczywiste dla każdego maturzysty
                Nie wiem czy właśnie to, że nie opadły i nie zaznaczyły swojej obecności w każdym mililitrze piwa miało decydujący wpływ na nieco mniej wyraźny kokos zarówno w smaku, jak i w aromacie, czy też o połowię krótszy czas leżakowania zrobił swoje. Niemniej jednak piwo już nie buchało tym kokosem aż tak intensywnie, jak w przypadku Komesa. Nie zmienia to faktu, że tym razem, ów kokos pasował dużo bardziej do profilu aromatyczno-smakowego, tworząc iście deserowy trunek. Naprawdę, wszystko tu zagrało kapitalnie, tworząc wrażenie pralinek w płynie. Ciekaw jestem, jak smakowałaby wymrożona hybryda tych dwóch piw bez wiórków, a także jak smakowałaby taka hybryda niewymrożona, być może już by była bardzo dobra, bowiem tak jak pisałem we wcześniejszym poście, piwa te są całkowicie różne, przy czym jedno jest dla mnie za mało wyraziste a drugie niekiedy (bo nie każda warka) zbyt agresywne. Także tym razem eksperyment do powtórzenia/rozwinięcia z innymi dodatkami.

                Tymczasem w lodówce leżakuje sobie wymrożony Komesik. Jeszcze tym razem postawiłem bezpiecznie na kawę (@Orzelek, te rodzynki cały czas nie dają mi spokoju i chyba następnym razem je dodam. Wszakże intuicja podpowiada mi, że gdy pomrożę to tak ze 24h, to wszelkie potencjalnie niewyginięte jeszcze drożdże nie powinny tego przeżyć). Zobaczymy w praktyce. Na pewno daruję sobie trzymanie w lodówce i postawię na piwnicę
                Natomiast kawa, z którą obecnie leżakuje sobie Komes, to Guatemala Espresso z profilem aromatycznym mleczna czekolada, czerwone owoce (akurat nie jest to mój faworyt, ja generalnie za owocami w kawie nie przepadam, jednak taką mam akurat otwartą plus do śliwkowego Komesa powinna się nadać świetnie). I sam nie wiem na co się bardziej jaram, czy na to piwo, czy na kawę z osuszonych ziaren, które sobie leżakują w tym piwie

                Komentarz


                • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta


                  A to tym bardziej trzymam kciuki
                  1 do 3 ml to niby niewiele (ja stosowałem dokładnie dwukrotnie większą rozpiętość - od 2 do 6), jednak ja warzyłem tylko "górniaki". Przy Lagerze i jego czystym profilu, to nawet te mniejsze ilości IMHO mają szanse być wyczuwalne.
                  Ale piszesz na litr czy butelkę? Bo w necie faktycznie spotkałem się z dawkowaniem od 2 do 6 ml/l i takie przyjąłem, a to daje od 1 do 3 ml/butelka.
                  A ten lager to jest nachmielony po amerykańsku (tylko bez chmielu na zimno), więc coś tam może z ta kwaśnością walczyć.

                  Jak próbnie wstrzyknąłem 2 ml do kufla z Perłą (fakt, że w niej mniej ciała i chmielu niż u mnie) to była bardzo wyraziście kwaśna - a uczucie wyżarcia na języku miałem jeszcze następnego dnia


                  Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta


                  Tak btw., to ja strasznie nie radzę sobie z nową wersją forum
                  U mnie nie widać numerów postów (dlatego musiałem sobie policzyć, żeby się skapnąć o który chodzi ), w dodatku mam ogromny problem ze wstawianiem zdjęć, nie widzę już lokalizacji/podpisów/daty rejestracji/liczby postów użytkowników, że o jakichś lajkach za posty, które mi mignęły w jakimś innym temacie, to nawet nie wspomnę bo nie wiem o czym mowa
                  U mnie numery postów widać tylko w Taptalku, a w przeglądarce na kompie nie (ale za to coś z nuemrację nie tak, bo pod numerem pdoanym przez Orzełka widziałem swój post). Za to opcja lajkowania jest widoczna w przeglądarce, a w Taptalku nie. A lokalizacji, podpisów, daty rejestracji i liczby postów w ogóle nie widzę (te dwie ostatnie widać tylko jak się wejdzie w profil danego użytkownika).
                  Cóż, chyba będę musiał ręcznie dopisywać za każdym razem, że lubię sobie jebnąć posta


                  Dobrze, że generalnie nie jestem fanem ciężkich i słodkich ciemnych piw (a tym bardziej wiórek kokosowych), bo bym przez te Twoje posty musiał w Wielkim Poście zarzucić wchodzenie do tematu
                  Lubię sobie jebnąć posta.

                  „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                  St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                  Komentarz


                  • Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta

                    Ale piszesz na litr czy butelkę? Bo w necie faktycznie spotkałem się z dawkowaniem od 2 do 6 ml/l i takie przyjąłem, a to daje od 1 do 3 ml/butelka.
                    A ten lager to jest nachmielony po amerykańsku (tylko bez chmielu na zimno), więc coś tam może z ta kwaśnością walczyć.

                    Jak próbnie wstrzyknąłem 2 ml do kufla z Perłą (fakt, że w niej mniej ciała i chmielu niż u mnie) to była bardzo wyraziście kwaśna - a uczucie wyżarcia na języku miałem jeszcze następnego dnia
                    Nie no, na butelkę rzecz jasna Zapewne znalazłem ten sam artykuł w necie co Ty, jednak jako zawodowy amator kwasów postanowiłem pomnożyć tę ilość razy dwa. Na pewno nie mogę powiedzieć, że przesadziłem, zaś co ciekawe, pijąc butelki w różnym czasie, nie byłem w stanie stwierdzić liniowej zależności pomiędzy ilością dodanego kwasu a kwaśnością. Eksperymentalnymi stylami, które zakwaszałem były Weizen i IPA. W ogóle jak dla mnie, to ten kwas mlekowy zbytnio buzi nie wykrzywiał, cmokania też jakoś nie powodował, natomiast na pewno dodawał rześkości. Także faktycznie jest to w pewnym sensie inna kwaśność, niż ta, którą dają Lactobacillus.
                    Co do tych 2ml w Perełce - to może ona po prostu tak właśnie smakuje? A tak na serio, to nie wiem jakie tam procesy zachodzą ale mnie się wydawało, że to chodzi o to aby piwo sobie z tym kwasem mlekowym fermentowało (w tym wypadku refermentowało w butelce), aniżeli tak na żywca wstrzykiwać (tak jak inny efekt da dodanie pulpy owocowej do fermentora, inny do butelki a jeszcze inny dolanie soku do piwa).

                    Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
                    U mnie numery postów widać tylko w Taptalku, a w przeglądarce na kompie nie (ale za to coś z nuemrację nie tak, bo pod numerem pdoanym przez Orzełka widziałem swój post). Za to opcja lajkowania jest widoczna w przeglądarce, a w Taptalku nie. A lokalizacji, podpisów, daty rejestracji i liczby postów w ogóle nie widzę (te dwie ostatnie widać tylko jak się wejdzie w profil danego użytkownika).
                    Cóż, chyba będę musiał ręcznie dopisywać za każdym razem, że lubię sobie jebnąć posta
                    U mnie to ani w przeglądarce ani w telefonie nic nie widać. Dobrze, że chociaż pamiętam kto skąd jest i jaki miał podpis, nowych użytkowników naszej forumce jakoś nie przybywa

                    Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
                    Dobrze, że generalnie nie jestem fanem ciężkich i słodkich ciemnych piw (a tym bardziej wiórek kokosowych), bo bym przez te Twoje posty musiał w Wielkim Poście zarzucić wchodzenie do tematu
                    Spokojnie, w następnym odcinku planuję wymrozić coś jasnego

                    Komentarz


                    • W sumie to bardzo szanuję Orzelka, że ten zaczął dość regularnie wrzucać tu recenzje pitych przez siebie piwek. Jest to niewątpliwie przyczynek do rozwoju tego tematu. Pozazdrościłem mu, więc także wrzucę wrażenia z wczoraj wypitego piwesia. Nie będzie to kolejna "Ipka" czy kwas, a piwo, choć uwarzone w stylu klasycznym, to jednak jak na dzisiejsze czasy wyjątkowe.
                      Za wstęp niech posłuży opis, którym reklamuje ów trunek sam Browar:

                      Ponury Żniwiarz - Bourbon Barrel Aged Belgian Oat Quadrupel with Molasses - Ziemia Obiecana

                      To zdecydowanie najdłuższy styl piwa jaki wykoncypowaliśmy dotąd w Atelier Ziemka. Bazowo jest to belgijski quadrupel czyli ciemne strong ale. Kaliber jest solidny, bo Żniwiarz legitymuje się 13procentową zawartością alkoholu. Piwo fermentowane było naszymi belgijskimi diastaticusami - podobnie jak poprzednio wymiotły cukier koncertowo, nie pozostawiając przy tym piwa w żadnym wypadku pustym. Zasadniczo to szanujemy ten szczep mocno- jak walec przechodzą przez brzeczki, nie zatrzymując się prawie do kompletnego odfermentowania, jednocześnie jednak tworząc piwa o doskonale zbalansowanej pełni. Czy to przez zwiększoną produkcję gliceryny? Być może, kto wie, brewers magic.

                      Dodam, że jednym z niewielu pozytywnych skutków lockdownu było to, że Browar, który dotychczas całość swoich wyrobów wrzucał w kegi, postanowił zacząć wypuszczać puszki, tak by móc dotrzeć do większej liczby konsumentów. Ja do tej pory z ZO miałem kontakt w zasadzie jedynie na Festiwalach, gdzie robili na mnie doskonałe wrażenie, zatem dość chętnie kupuję wszystkie ich wypusty, dając duży kredyt zaufania.
                      Jeśli chodzi o Quadruple, to nie mam zbyt dużego doświadczenia. Ostatnim przedstawicielem tego stylu, który dane mi było spróbować, był najmocniejszy Rochefort, kiedy jeszcze można było kupić piwa w Winnicy Lidla. Było to jednak dobry rok temu, więc niewiele z tej degustacji pamiętam. Jeszcze dawniej, kiedy na półkach Lidlowych było sporo Belgii, to pijałem te Gulden Draaki za 5taka litrami, jednak bardziej ze względu na współczynnik Spejsona, niż na zawartość samą w sobie. Nie mówię, że były złe, bo wchodziły naprawdę przyzwoicie, klepały zaś jeszcze lepiej, jednak dziś bym już takiego zakupu raczej nie dokonał. Niemniej wspomniany wyżej kredyt zaufania plus beczka po Bourbonie zachęciły mnie do kupna od razu dwóch puszek. Kupiłbym więcej, bo i cena bardzo atrakcyjna (10,99), jednak przestraszyłem się trochę tej melasy.
                      No i dobra, tyle tytułem wstępu. Otwieramy, wąchamy. Jest bogato. Na pewno czuć belgijskie drożdże, które wytworzyły charakterystyczne estry, przywołujące na myśl owoce w stylu moreli czy brzoskwini. Na pierwszy niuch nie byłbym w stanie stwierdzić, że to Quad, a nie np. Saison, który też nomen omen Ziemka ma obecnie w swojej ofercie (polecam!). Jednak po chwili do głosu dochodzą także inne nuty. Zabawię się w znawcę: pumpernikiel, rodzynki, daktyle czy figi (no dobra, te dwie ostatnie to żartowałem, nie mam pojęcia jak pachną daktyle ani figi ). Jednak na pewno jest dużo razowego chleba, a raczej jego skórki. Te rodzynki też tam są. Jest też delikatna nuta alkoholowa, jednak mam wrażenie, że nie jest to tzw. szlachetny alkohol, który wniosłaby beczka (choć w sumie nie wiem, bo ja to chyba nigdy w życiu żadnego szlachetnego alkoholu nie piłem), a po prostu chamski spirol, jako efekt fermentacji zakończonej na 13%. Ta nuta na szczęście nie jest jednak w żaden sposób dominująca. W smaku mamy w zasadzie powtórkę, czy też może bardziej pasowałoby kontynuację aromatu. Piwo jest wytrawne, nie ma żadnej możliwości, by pomylić je z RISem czy Porterem Bałtyckim, dzięki czemu wchodzi po prostu znakomicie.
                      Ogólnie, gorące polecanko. To, co mógłbym skrytykować, to te nuty alkoholowe, które pojawiają się zarówno w smaku, jak i w aromacie oraz to, że nie stwierdzam efektu beczki, która wedle mojego doświadczenia, powinna dawać więcej nut deserowych (np. waniliowe). Bardzo się cieszę, że ostała się druga puszeczka, bo piwo jest naprawdę wyjątkowe w kontekście tego, co nam serwuje obecnie rynek kraftowy.

                      Komentarz


                      • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
                        W sumie to bardzo szanuję Orzelka, że ten zaczął dość regularnie wrzucać tu recenzje pitych przez siebie piwek. Jest to niewątpliwie przyczynek do rozwoju tego tematu.
                        Co się tu dzieje

                        Szczerze to zaryzykowałem z tym wrzucaniem tu recenzji piwek kraftowych i okołokraftowych, bo przez jakiś czas temat pozostawał w uśpieniu, a nie wiedziałem jaki będzie odzew. Uważam, że trzeba szerzyć wiedzę o innych piwach niż pospolite eurolagery. U mnie po zasmakowaniu kraftu nie było już powrotu do koncerniaków. A jeszcze fakt, że kraftem zajmują się małe browary rzemieślnicze (albo browary warzące na kontraktach) powoduje, że warto wesprzeć takie inicjatywy

                        Jakieś recenzje / opinie z mojej strony będą (aczkolwiek pewnie nie w regularnych odstępach).

                        Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
                        Ponury Żniwiarz - Bourbon Barrel Aged Belgian Oat Quadrupel with Molasses - Ziemia Obiecana
                        Dłuższej nazwy stylu nie dało rady wymyśleć

                        Quadrupla nigdy nie piłem. Po opisie wygląda na megaciekawe.


                        Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
                        Dodam, że jednym z niewielu pozytywnych skutków lockdownu było to, że Browar, który dotychczas całość swoich wyrobów wrzucał w kegi, postanowił zacząć wypuszczać puszki, tak by móc dotrzeć do większej liczby konsumentów
                        .

                        Zauważyłem w krafcie zjawisko "puszkozy". Wszyscy ładują w puszki. Jakoś nie mogę się przekonać do puszek w crafcie (choć kilka jest kupionych). Czy koszt produkcji puszki jest rzeczywiście tańszy od flaszki?

                        Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
                        po prostu chamski spirol, jako efekt fermentacji zakończonej na 13%.
                        Ja właśnie w piwach wysokobalingowych (portery, RISy) szukam nie tyle spirolu, co krótkiego odczucia (iskierki) mocnego alkoholu (najlepiej w formie likierowości). Jak już to piwo ma procenty, to niech da się je wyczuć w smaku (bo to, że wali w łeb, to jasna sprawa).

                        Komentarz


                        • Zamieszczone przez Orzelek Zobacz posta
                          Zauważyłem w krafcie zjawisko "puszkozy". Wszyscy ładują w puszki. Jakoś nie mogę się przekonać do puszek w crafcie (choć kilka jest kupionych). Czy koszt produkcji puszki jest rzeczywiście tańszy od flaszki?
                          Jak się już ma linię do puszkowania, to być może koszt per sztuka jest niższy. Na pewno barierą wejśćia jest właśnie koszt stały w postaci zakupienia sobie takiej linii. Natomiast z perspektywy konsumenta, przyznam szczerze, że zdecydowanie tę puszkę preferuję. Już pomijając fakt, że można ją po wypiciu po prostu zgnieść i wyrzucić do kosza, zatem wyrzucanie do śmieci jest dużo łatwiejsze, to przede wszystkim przy dużych zakupach jest dużo lżej. A niejednokrotnie zdarzało mi się będąc w Warszawie zakupić powiedzmy 40 sztuk, więc wtedy waga w okolicy 550g zamiast 850-950 w zależności od stężenia alko (tak, tak, zważyłem sobie specjalnie w domu ) jest sporym atutem.

                          Ode mnie jeszcze krótki backlog z poprzedniego weekendu (bo i ten jest owocny w degustacje i kilka ciekawych recenzji się z niego na pewno pojawi), także co by nie wpaść w zaległości, nadrabiam:

                          Home Iced Coffee Imperial Komes Baltic Porter

                          Przyznam szczerze, że obiecywałem sobie po tej wymrażance naprawdę wiele, jestem wszak ogromnym miłośnikiem nie tylko Porterów Bałtyckich ale także kawy. Co zatem może się nie udać? Nie udało się jednak nic. Nieświadomy tego co robię, sypnąłem do wymrożonego Komesika raptem garść ziarenek kawy, która miała umiejętnie skontrować słodycz śliwki. Po otwarciu butelki, owej śliwki nie było czuć nawet w najmniejszym stopniu, za to kawa w aromacie buchnęła niesamowicie. Taka orzechowa, nawet przyjemna, jednakże dość mocno przytłaczająca. Co w smaku? Zero śliwki. Ba, zero charakteru Porteru Bałtyckiego. Jedynie mnóstwo kawy. Takiej orzechowej na początku. Jednak finisz, to przeolbrzymia goryczka, ale taka w najgorszym możliwym wydaniu. Nazwałbym ją popiołową. Tak jakbym palił najbardziej parszywego szluga i zapijał kawą. To była naprawdę ciężka degustacja. Przesadziłem z tą kawą i to kilkunastukrotnie. Trunek, który spożywałem był niesamowicie wręcz intensywny. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, czy pikawa to przetrwa, bo tej kawy było mnóstwo. Nigdy chyba nie piłem niczego tak intensywnego. Niestety nie była to przyjemna intensywność.

                          To może chociaż te wysuszone ziarenka, które sobie z tym Porterem leżakowały dadzą jakąś przyjemność? Spróbujmy. Kawa z tymi ziarenkami osiągnęła niesamowity wręcz aromat i smak suszonych owoców. Miałem bezustanne skojarzenia z Wigilią i koszmarem związanym z koniecznością picia suszu. Jak ja go nie cierpiałem... A taki właśnie efekt osiągnąłem. Ciekawe to było ale nie moja bajka. Być może miłośnicy suszu byliby zachwyceni. Ja jednak zupełnie nie. No cóż, po kilku mniej lub bardziej udanych eksperymentach przyszło spore rozczarowanie. Szczęśliwie, kolejna wersja, którą piłem wczoraj, okazała się być z kolei najlepsza z dotychczasowych. Jednak o tym w następnym odcinku, bo druga połowa się zaczyna

                          Komentarz


                          • No dobra, to kolejny odcinek wynurzeń młodego pijaka
                            Tym razem postanowiłem wymrozic dwa piwa, jednak na swoje usprawiedliwienie powiem, że jedno z nich było dla małżonki Tak więc z okazji ślubu, od mojego dowcipnego świadka, dostałem (oprócz dwóch Imperialnych Porterów lezakowanych w beczkach po bourbonie i koniaku z mojego ulubionego estońskiego browaru - Pohjala) czteropak króla. Prezent zabawny, jednak coś z nim trzeba było zrobić. U mnie, podobnie jak u Orzelka, powrót do picia koncerniakow raczej nie jest możliwy (za wyjątkiem Porterów lub innych w miarę ciekawie wyglądających wypustow). W wypiciu pierwszych dwóch puszek wydatnie pomogła grudniowa utrata węchu, więc był to idealny substytut wody (w ślepym teście nie rozpoznałem gdzie jest nalana woda a gdzie Król ). Niemniej, druga połowa prezentu nadal zalegała w szafie. No więc pomyślałem, że wymroze i zobaczę, co wyjdzie. Jako, że żona jest miłośniczką wszelkiego rodzaju Marcowych czy Koźlaków, wmowilem Jej, że to wyjdzie coś właśnie w tym stylu i niech sobie sama skomponuje dodatki. Wybrała wanilię, cynamon oraz skórkę pomarańczy, co naprawdę zapowiadało, że może wyjść całkiem nieźle. Dodam tylko, że wersja bazowa pachniała estrowo, w typie zielone jabłuszko. W lagerach jest to uznawane za błąd ale moje prymitywne zmysły węchu i smaku akurat ten efekt uboczny fermentacji lubią
                            Po wymrozeniu nadal ten estrowy aromat dominował. Jak się zaś spisały dodatki? Przyznam szczerze, że pomarańcza całkowicie zdominowała ten trunek. Zarówno w aromacie, jak i w smaku. Samego piwa było tam bardzo mało, Król nawet po wymrozeniu był niesamowicie "pusty" w smaku. Finisz to chamski spirol i lekka goryczka od skórki pomarańczy. Całość sprawiała wrażenie likieru pomarańczowego, raczej z dolnej półki cenowej. Ohyda. Szczęśliwie, małżonce smakowało

                            U mnie zaś nuda. Tym razem zblendowalem Komesa i Żywca (oczywiście nadal Portery). Na "leżak" wrzuciłem zamiast wiórków kokosowych, tym razem dla urozmaicenia chipsy kokosowe, które same w sobie mają więcej aromatu. Jednak w piwie, jakoś bardziej od tych wiórków się nie wybijały. Natomiast całokształt był po prostu kapitalny. Efekt Bounty w płynie z delikatną goryczka na końcu. Zastanawiam się, czy owa goryczka pochodziła od Żywieckiego Porteru, czy też od (dosłownie) dwóch małych ziarenek kawy, które wrzuciłem. Niemniej wypicie całości zajęło mi jakieś pół godziny i sponiewieralo niemiłosiernie. Chyba nie będę już kombinować z tymi rodzynkami jednak, bo wydaje mi się, że stworzyłem napój wręcz idealny

                            Komentarz


                            • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta
                              U mnie zaś nuda. Tym razem zblendowalem Komesa i Żywca (oczywiście nadal Portery). Na "leżak" wrzuciłem zamiast wiórków kokosowych, tym razem dla urozmaicenia chipsy kokosowe, które same w sobie mają więcej aromatu. Jednak w piwie, jakoś bardziej od tych wiórków się nie wybijały. Natomiast całokształt był po prostu kapitalny. Efekt Bounty w płynie z delikatną goryczka na końcu. Zastanawiam się, czy owa goryczka pochodziła od Żywieckiego Porteru, czy też od (dosłownie) dwóch małych ziarenek kawy, które wrzuciłem. Niemniej wypicie całości zajęło mi jakieś pół godziny i sponiewieralo niemiłosiernie. Chyba nie będę już kombinować z tymi rodzynkami jednak, bo wydaje mi się, że stworzyłem napój wręcz idealny
                              Ciekawe Kiedyś Komes był zdecydowanie moim ulubionym Porterem, ale ogólnie mam wrażenie, że wszystkie Komesy się nieco popsuły, poczwórnego które kiedyś lubiłem teraz ze względu na wysycenie i jakąś taką 'perfumowatość' nie dałbym rady zmęczyć.

                              Wracając do meritum, jakie proporcje, ile czasu to potrzebuje? Chętnie bym zrobił taki eksperyment
                              ''Ucieczka przed walką jest czymś najgorszym, co może się nam przytrafić.
                              Jest o wiele gorsza od przegranej,
                              ponieważ klęska zawsze może stać się dla nas źródłem doświadczenia i nauką,
                              a ucieczka daje nam tylko jedną możliwość: głosić zwycięstwo naszego wroga.''

                              Komentarz


                              • A post wciąż trwa,
                                la la la la la la la la





                                Dobrze, że nie lubię ani kurdupli ani kokosów, to wciąż mogę jeszcze zaglądać do tego tematu
                                Lubię sobie jebnąć posta.

                                „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                                St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X