Ogłoszenie

Zwiń
No announcement yet.

Piwo

Zwiń
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts

  • marol6 też mam problem z tymi ostatnio modnymi mocnowocowymi (i mętnymi) piwami, bo tam więcej lemoniady niż piwa. Jak dla mnie ta rewolucja poszła za daleko , więc robię krok w tył (Rowing Jack, Atak chmielu), a czasami nawet dwa - i i wtedy kupuję czeskiego pilsa z browaru Svijany (dostępne w Leclercu).

    Fajnie, że temat odżył
    Lubię sobie jebnąć posta.

    „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
    St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

    Komentarz


    • Zamieszczone przez rey Zobacz posta
      Jak już o porterach mowa, to mimo różnych fajnych przykładów wymienionych wyżej, dla mnie niezmiennie nr 1 jest Porter Żywca. Aczkolwiek tych wędzonych nie próbowałem, trzeba będzie nadrobić zaległości
      No ja właśnie też wypiłem go kilkanaście (kilkadziesiąt?) butelek w życiu i zawsze był ok lub bardzo ok ale ostatnio trafił mi się straszny okrutnik i poszedł w zlew. Okropnie alkoholowy, chamska zalegająca goryczka, zero ciała. Trzeba uważać

      Komentarz


      • Zamieszczone przez księciuniu Zobacz posta
        marol6 też mam problem z tymi ostatnio modnymi mocnowocowymi (i mętnymi) piwami, bo tam więcej lemoniady niż piwa. Jak dla mnie ta rewolucja poszła za daleko , więc robię krok w tył (Rowing Jack, Atak chmielu), a czasami nawet dwa - i i wtedy kupuję czeskiego pilsa z browaru Svijany (dostępne w Leclercu).

        Fajnie, że temat odżył
        Prosba o nie wrzucanie piw mocnoowocowych do jednego wora z tymi mętnymi
        Mocno aromatyczne, "hazy" IPA, kiedy jeszcze ma goryczkę na przyzwoitym poziomie, to miód na moje serce. Za przykład podam tu chociażby Chmielokrate (w różnych wersjach) z Piwnego Podziemia.
        Natomiast jeśli chodzi o modę na "pastry", to tak - poszło to chyba trochę za daleko. Ze świecą szukać goryczkowego i palonego RISa. Na szczęście nadal są jeszcze na rynku rześkie lekkie kwasy, choć na pewno nie ma ich tyle, co tych "pejstri salerow"...

        Komentarz


        • Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że w zasadzie każde "hazy", "new england", "vermont" itp. które próbowałem (fakt, że po pierwszych sparzeniach nie było ich wiele) z goryczką nie miało wiele wpólnego, za to z lemoniadą a i owszem. Stąd taka prostacka generalizacji.
          Chmielokraty nie próbowałem.
          Lubię sobie jebnąć posta.

          „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
          St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

          Komentarz


          • No ogólnie to nie będzie ten poziom goryczki co w West Coast'ach, wiadomo. Tzn. nawet jeśli obiektywnie będzie, to w odczuciu będzie jej mniej, z racji mniej wytrawnego charakteru piwa.
            Na tle tych wszystkich soczkowych "hazy", te z Piwnego Podziemia nieco się jednak w tej kwestii wyróżniają. Są dość charakterne, jak na tę gałąź IPA. Rozumiem jednak, że łatwo się sparzyć, bo niektóre browary bardzo dbają aby tego charakteru było mało...
            Jeśli już jednak o prawilnej old schoolowej IPA gadamy, to polecić mogę z czystym sumieniem to, co poniżej:
            https://untappd.com/b/funky-fluid-fu...-pinta/4018590

            Komentarz


            • Zamieszczone przez Majkisek Zobacz posta

              No ja właśnie też wypiłem go kilkanaście (kilkadziesiąt?) butelek w życiu i zawsze był ok lub bardzo ok ale ostatnio trafił mi się straszny okrutnik i poszedł w zlew. Okropnie alkoholowy, chamska zalegająca goryczka, zero ciała. Trzeba uważać
              Zgadza się.
              Aczkolwiek ,to też kwestia ,na jaką warke się trafi.
              "Lubię sobie jebnąć piwo"

              Komentarz


              • No niestety, warka warce nierówna.
                A ode mnie jeszcze mały OT - w aplikacji Lidla jeszcze przez 3 dni 8 dowolnych piw w cenie 4. Co prawda w tym moim oferta piwna ostatnio kiepska, niemniej coś tam zawsze można wyrwać (choćby i ten Porter z Komesa), czy też starego poczciwego Guinessa, który w takim układzie wyszedłby za 2 złote

                Komentarz



                • American Stout - Browar Jana

                  Wersja porównawcza tzn. pite w maju 2019 r. oraz obecnie.

                  Aromat - (zarówno w 2019 r. jak i teraz) na pierwszy plan wysuwają się owoce cytrusowe, a z czasem towarzyszy im kawa.

                  Smak - półtora roku temu pamiętam, że piwo było idealnie zbalansowane tj. wyczuwalne cytrusy i żywica od chmieli amerykańskich oraz kawa z czekoladą jako cecha stouta. Żadne z nich nie wysuwało się na pierwszy plan. Po prostu czuć było taką fajną równowagę.

                  Natomiast po wczorajszym wypiciu: piwo bardzo wodniste, zero nagazowania, piany brak. W pierwszym odczuciu posmak ziemi (?), popiołu (?), rozdrobnionych ziaren kawy. Ogółem bardzo nieprzyjemne. Odstawiłem na 15 minut i wypiłem ponownie. Pojawiła się żywica od amerykańskich chmieli i gdzieś w tle było nadal czuć odrobinę ziemistości.

                  Spodziewałem się powtórki doznań smakowych sprzed ponad półtora roku. Niestety zawiodłem się. Mam nadzieję, że to jedynie wina feralnej partii warki. Bo to piwo jest bardzo ciekawym połączeniem "Ameryki" ze stoutem, gdzie czuć oba style bez przewagi żadnego z nich.
                  Ostatnio edytowany przez Orzelek; [ARG:4 UNDEFINED]. Powód: dodano zdjęcie

                  Komentarz


                  • Jakiś czas temu, Piwne Podziemie podziękowało za współpracę Browarowi Jana (przenieśli się do Recraftu). Powodem była zakażona warka piwa Rich 'n Creamy, którą miałem nieszczęsną okazję spróbować i faktycznie dawała ogórkiem kiszonym, kapustą kiszoną i wszystkimi naprawdę nieprzyjemnymi akcentami pochodzącymi z zakażenia (a nie był to żaden kwas, tylko hazy ipka dla jasnośći ). Możliwe więc, że nadal coś tam jest na rzeczy z rozlewem/sterylnością.

                    Natomiast, podsumowując miesiąc Porteru Bałtyckiego (bo w moim przypadku to na jednym dniu się nie skończyło):

                    W moim prywatnym rankingu najlepszych reprezentantów tego stylu, przez bardzo długi czas palmę pierwszeństwa dzierżył Imperialny Porter Bałtycki bez żadnych dodatków - Ragnar z Trzech Kumpli. Jest to dość agresywny "Bałtyk", palony i goryczkowy (zatem ktoś mógłby na upartego twierdzić, że nie do końca w stylu), jednak z bardzo przyjemną stroną słodową (gładką i aksamitną). Niedawno miałem jednak okazję spróbować wersji Ragnara leżakowanego w beczce po rumie i muszę przyznać, że chyba przebija podstawkę. Po pierwsze, jest to całkiem inne piwo. Nie czuć już tej agresji związanej z palonością (goryczka nadal jest ale już bardziej w typie "alkoholowym" i też nieco mniejsza). Niemniej jednak, faktura piwa znacznie się zmieniła - jest gęste i oleiste. Także bardzo intensywne (a może nawet jeszcze bardziej) ale dominują nuty beczkowe, kokosowe. Istna pralinka. Alkohol wyczuwalny (jest tego już 12% vs 10,7% wersji podstawowej) ale jakkolwiek to zabrzmi - jest on tu dość przyjemny Udało się dorwać za coś w przedziale 20-25 złotych za 0,33 ale kupiłbym bez wahania po raz wtóry. Są też wersje po Bourbonie i Whisky Torfowej z tego co pamiętam. Może kiedyś też się skuszę.

                    Co do Porteru z Ambera, to może nie szukałem jakoś intensywnie ale w tych Żabkach, które odwiedziłem, nie było po nim śladu. Ponoć był to jedyny kanał sprzedaży...

                    Jeśli chodzi o wymrażanego Komesa, to jest już w sprzedaży. Cena w granicach 40-50 złotych. Dla mnie dużo. Zresztą, ostatnio wymroziłem sobie na własną rękę wersję podstawową i muszę przyznać, że wyszło kapitalnie. W porównaniu do podstawki, dużo gęstsze, dużo bardziej intensywne, śliweczka w czekoladzie z domieszką szlachetnego alkoholu. Myślę, że będę powtarzał tę opcję, tylko tym razem planuję nieco poleżakować, na początek w towarzystwie wiórków kokosowych...

                    Komentarz


                    • Majkisek
                      Możesz coś więcej o tym wymrażaniu na własna rękę?
                      Lubię sobie jebnąć posta.

                      „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                      St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                      Komentarz


                      • No więc przelałem Portera z Komesa do 1,5 litrowej butelki po mineralce i wsadziłem na jakieś 6h do zamrażarki.
                        Po tym czasie woda zamarzła i odseparowala się od esencji, której to było ok. 300 ml i którą zlalem sobie do kieliszka
                        Nie wiem czy to można tak przeliczać wprost, z chemii zawsze miałem "dopuszczający" ale ja na chłopski rozum sobie liczę, że produkt finalny miał 9% (poziom startowy) * 5/3 = 15%.
                        Istnieje też druga, bardziej czasochłonna metoda, mianowicie wlanie Portera z butelki do jakiegoś bardziej foremnego naczynia i co jakoś czas wybieranie łyżeczką zamarzniętej wody, aż zostanie sama esencja. Też na pewno spróbuję, na początku chciałem w ogóle zobaczyć czy gra jest warta świeczki no i moim zdaniem jest
                        A Porterów z Komesa mam w szafce liczbę dwucyfrową, więc materiał do eksperymentów jest.

                        Komentarz


                        • Dzięki. A z opcją leżakowania, to planujesz tę esencję wlać do mniejszej butelki i wstawić do lodówki?
                          Lubię sobie jebnąć posta.

                          „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                          St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                          Komentarz


                          • Od biedy to mógłbym na upartego zakapslowac oryginalna butlę. Ale tak kminie, że chyba lepsze byłoby coś mniejszego, żeby się piwo jakoś mocno nie utlenilo w tym czasie. Choć to "leżakowanie" to tak bardziej kilka dni myślałem, więc mam cichą nadzieję, że cokolwiek nie wymyślę, to w tak krótkim czasie nic się nie zdąży zepsuć. No a potem jeszcze jakaś filtracja z wytworzonego syfu

                            Komentarz


                            • Według mnie slusznie sie obawiasz utlenienia (ja bym poczekał dłużej niz kilka dni, bo to chyba nic nie da) - więc naczynie do którego przelejesz powinno odpowiadać pojemnością przelewanej cieczy, tak żeby w środku nie zostało zbyt dużo powierza.
                              Lubię sobie jebnąć posta.

                              „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
                              St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

                              Komentarz


                              • Ale to myślisz, że kilka dni nie wystarczy aby "przeszło" tymi wiórkami kokosowymi? To szedlbys bardziej w tygodnie?

                                Komentarz

                                Pracuję...
                                X