Engel po Pali?

Były selekcjoner jest coraz bardziej zainteresowany prowadzeniem Lecha. Funkcja dyrektora w Legii to na pewno nie szczyt jego zawodowych ambicji.
Na Bułgarskiej na razie cisza. Wolna niedziela, wolny poniedziałek, piłkarze zbierają się dopiero dzisiaj po południu. Ale w mieście wrze. Sportowy Poznań podzielił się na dwa obozy - zwolenników i przeciwników czeskiej myśli szkoleniowej. Lecz grono domagające się natychmiastowego zwolnienia duetu Pala - Panik stale się powiększa. Czy zarząd Lecha ugnie się presji kibiców i sponsorów klubu?

Lech Poznań zajmuje szczególne miejsce na piłkarskiej mapie Polski. Ma rzeszę wiernych, ale bardzo wymagających kibiców. Niepoślednią rolę odgrywają także media. Zainteresowanie tym co się dzieje na Bułgarskiej i wokół jest olbrzymie. Podobnie jak presja wyniku. Tysięcy kibiców, którzy co dwa tygodnie wydają 25 złotych na bilet nie interesuje, że Lech może grać dobrze za pół roku czy za rok. Oni chcą oglądąć zwycięstwa swojej ukochanej drużyny już dzisiaj, teraz.
Tymczasem wyniki są słabe. Kibice wybaczyliby jeszcze porażki, gdyby było widać, że praca czeskich szkoleniowców przynosi jakieś efekty. Tego jednak trudno się dopatrzyć, a czarę goryczy przelał piątkowy mecz Lecha z Legią.

Po tym co wydarzyło się w Warszawie, na trenera Lecha wylała się fala krytyki. Dla poznaniaków mecz z Legią ma szczególne znaczenie. Pala jakby tego nie rozumiał, albo zbagatelizował problem.

- Dla mnie ten mecz niczym nie różni się od każdego spotkania ligowego. Można tutaj wygrać tylko trzy punkty. Nie ma żadnej dodatkowej premii - stwierdził Czech przed kamerami telewizyjnymi.

I Lech rzeczywiście zagrał jak o remis w Łęcznej czy Polkowicach, a nie jak o honor. Po porażce, dodajmy w beznadziejnym stylu, widział błędy u wszystkich, tylko nie u siebie. A ich lista jest, niestety, długa.

W piątek zaraz po meczu oraz w sobotnie popołudnie zarząd długo dyskutował z Liborem Palą. Wygląda na to, że dojdzie do kilku korekt w ustawieniu zespołu. Szkoleniowiec otrzymał też ultimatum. Albo wygra najbliższy derbowy pojedynek z Groclinem, albo straci posadę. Gra na ,,alibi’’ nikogo już nie interesuje. Lechowi potrzebne są zwycięstwa, bo przekładają się one bezpośrednio na sytuację finansową klubu
.
Nie bez znaczenia są też naciski sponsorów. Lecha ma się kojarzyć z sukcesem sportowym, musi go prowadzić też człowiek sukcesu, a do takich na razie trudno zaliczyć Palę. Nic więc dziwnego, że choć czeski szkoleniowiec nie wyczerpał jeszcze całkowitego kredytu zaufania, powoli myśli się już o jego ewentualnym następcy.

W Warszawie sondowano czy posadę dyrektora Legii na ławkę trenerską byłby gotowy zamienić Jerzy Engel. Takie nazwisko robi dobre wrażenie nie tylko na kibicach, ale również na potencjalnych inwestorach.



źródło: Gazeta Poznańska (90minut.pl)