www.gazeta.pl
Historyczny awans Delty do 4. ligi
Michał Pol 17-06-2003, ostatnia aktualizacja 17-06-2003 17:14

- Tajemnica naszego sukcesu? Sami młodzi zawodnicy, mądrze dobrani. Żadnej gorzałki, żadnego handlu punktami. Oni po prostu kochają grać i chcą dalej się rozwijać - mówi kierownik drużyny Kazimierz Wijata, w klubie od dnia powstania

Niedziela rano. Stadion Delty nad jeziorkiem Czerniakowskim na Sadybie. Ostatni mecz sezonu. Piłkarze żegnają się z Mazowiecką Ligą Seniorów meczem z Błękitnymi Gąbin. Awans do czwartej ligi zapewnili sobie przed tygodniem, wygrywając na wyjeździe z liderem, drugą drużyną Wisły Płock 2:1. - Zagrali jak diabli. Decydującego gola strzelili w 90. minucie - mówią z dumą kibice.

Na rezerwowym boisku pasą się dwa konie i stado krów. Za nim gigantyczne gmachy elektrociepłowni Siekierki. Przed wejściem na główne piłkarzy rywali wita drewniana maskotka warszawskiej drużyny - duży czarny diabeł, "hojnie obdarzony przez naturę" z klubowym szalikiem w czerwono-żółtych barwach na szyi. Na szaliku napis: "Czerwone Diabły znad jeziorka".

- Dodaliśmy "znad jeziorka", żeby się nie myliło z tymi z Old Trafford - żartuje prawy pomocnik Delty Marek Śliwka. Siada na ławce rezerwowych, bo w nogach ma dwie śruby. W spotkaniu ze Świtem z Jelonek rywal złamał mu kość strzałkową. - Ostro się gra w MLS, zwłaszcza jak mecz jest z sąsiednią drużyną z tabeli. Ale spotkania ze Świtem zawsze były na śmierć i życie. Zawsze nogi latają.

Chłopaki z charakterem

Za prawym narożnikiem boiska, na ławeczkach pod drzewkiem rozsiadła się loża szyderców - kilku starszych panów z jeszcze starymi rowerami. Mieszkają na Sadybie od lat 60. - Akurat dziś będzie dobry test, co ta za drużyna. Czy chłopaki mają charakter, czy są takie same jak w całej piłkarskiej Polsce. Awans już mają, a rywale, uważasz pan, jak wygrają to się utrzymają. No i patrzymy.

W przerwie meczu panowie miny mieli nietęgie. Delta przegrywała 0:1. Mecz co prawda wyrównany, a Błękitni strzelili gola po czterometrowym spalonym - sędzia liniowy, choć młody człowiek - nie nadążył za akcją. - Coś pan, panie sędzio, spalony był! Liniowy ci się spoźnia. Oczy w innym kolorze masz, że nie widziałeś? - wścieka się któryś kibic, ale główny gola uznał.

Po zmianie stron Delta wzięła się jednak do roboty i szybko strzeliła trzy gole. Sygnał do ataku dał Sebastian Rębiewski, najskuteczniejszy zawodnik drużyny, który zdobył z rzutu wolnego gola na 1:1. - Siłą naszej drużyny jest kolektyw - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Nie ma tu wielkich gwiazd. Ale trzeba przyznać, że Sebastian sam potrafi przesądzić o losach meczu. I często to robi - mówi Śliwka. O talencie Rębiewskiego wiedzą zresztą już w całej Warszawie. Dzień po ostatnim meczu sezonu, w poniedziałek piłkarz trafił na testy do Polonii.

Pytam zawodników, czy po awansie do 4. ligi nie boją się rewolucji w składzie, wzmocnień kosztem tych, którzy grali. - Spodziewamy się, że przyjdzie może trzech, czterech. Ale skoro to wzmocni zespół, to nikt nie ma nic przeciwko. Dla tych co nie będą mieli miejsca w składzie będzie tylko ekstramotywacja - mówi Śliwka. - Uuuuu, Śliwka spadnie do głębokich rezerw - straszy żartem prezes Dariusz Bodzan.

- Ten nasz awans to trochę przypadek, trochę szczęście, ale też w dużej mierze upór i konsekwencja tych chłopaków i działaczy. W poprzednim sezonie awansowaliśmy z okręgówki do MLS. W tym celem na początku było tylko utrzymanie. Ale skoro powstała szansa awansu, dlaczego mieliśmy jej nie wykorzystać - mówi Bodzan. - Dlatego też nie mam pojęcia czy 4. liga to szczyt naszych możliwości. Zespół jest bardzo młody, średnia wieku około 20-21 lat. Z jednej strony niedoświadczony, ale z drugiej głodny sukcesu, nauki i trochę nieobliczalny. A na naukę przyjdzie czas, przecież czekają nas teraz mecze z rezerwami Legii, Polonii, Wisły Płock,

- Czy ja dzisiaj czuję szczególną satysfakcję? Dzisiaj tak, ale na co dzień o satysfakcję raczej trudno. To nie Manchester United. Rola prezesa drużyny tej klasy jest niewdzięczna. Nie mam w ogóle życia prywatnego. W każdej wolnej chwili jeżdżę a to ogklądać rywali, a to nowych zawodników, a to załatwiam jakieś drobne papiery. Rodzina się buntuje, tracę znajomych - mówi prezes, który jeszcze na co dzień pracuje w warszawskim metrze.

Piwko od święta

Kazimierz Wijata, oficjalnie kierownik zespołu prosi, żeby raczej pisać o nim, opiekun drużyny. - Kierownik to wielkie słowo. A ja tu jestem od miotły, od przygotowania boiska, wypisania protokołów, od apteczki jak potrzeba. Od tego, żeby trenerzy mieli głowę tylko od trenowania i meczu - mówi.

- Pewnie, że dziś czuję wzruszenie. Noszę w sercu ten klub od jego powstania w 1971 roku. Były lepsze czasy i gorsze, ale awansu do 4. ligi jeszcze nigdy - opowiada. - Gorsze to przełom lat 80. i 90., bo w wyniku przemian klub mało nie padł. Transformacja zostawiła nas na lodzie. Skończyło się tak, że do dziś siedzibą klubu jest moje mieszkanie, tam też przychodzi oficjalna korespondencja. Ale paść mu nie dałem. Dopiero później powoli zaczęli znajdować się sponsorzy i klub jakoś wybrnął. Najważniejsze, że nie zabrano nam terenów, choć są bardzo atrakcyjne. Na szczęście zapisano je jako rekreacyjne, więc żaden developer tu nie wejdzie. Z drugiej strony mamy też problem z władzami gminy, bo przedłużają nam dzierżawę na rok, dwa lata. Są chętni, którzy chcieliby np. zmodernizować stadion, zbudować hotel itd., ale potrzebują dzierżawy minimum na 30 lat. A gmina się boi - opowiada Wijata.

Historyczny sukces Delty w tym sezonie Wijata tłumaczy tak: -Dwa lata temu przyszli mądrzy prezesi i postanowili zbudować drużynę od podstaw. Wywalili starych zawodników, którzy rządzili zespołem i więcej myśleli o gorzałce (tu pan Kazimierz uderza dłonią w szyję) niż o graniu. A wiadomo, że kiedy w klubie to zawdnicy decydują kto gra, a kto nie, nic dobrego z tego nie będzie. Zamiast nich mamy teraz w klubie takich chłopaków, którzy podchodzą do futbolu z prawdziwym sercem. Są rozsądni i profesjonalni są. Piwko wypiją tylko od święta. O, takiego właśnie jak dzisiaj.

Drużyna jest gwiazdą

Podczas meczu dwaj trenerzy Delty (także młodzieżowych drużyn Legii, bowiem zdetronizowany właśnie mistrz Polski objął nad Deltą patronat, ma umowę na szkolenie dwóch roczników - 1986 i 1991, z których najlepsi zawodnicy trafią na Łazienkowską) Jacek Mazurek i jego asystent Dariusz Banasik mimo upału uwijali się przy linii bocznej w eleganckich garniturach. - Oni tak zawsze, nie tylko dziś z okazji awansu. Pełen profesjonalizm - mówią z dumą kibice.

- Nasza filozofia prowadzenia klubu na tym właśnie polega, żeby grać młodymi, ambitnymi zawodnikami, głodnymi sukcesu. Zwykle trenerzy budują zespół z doświadczonych zawodników i powoli wprowadzają młodych. Na pewno trudniej grać młodzieżą, ich zaangażowania i oddania sprawie inni szkoleniowcy mogą mi pozazdrościć - mówi trener Mazurek. - Ze wszystkimi piłkarzami mamy podpisane profesjonalne kontrakty i trenujemy codziennie. Każdy musi przyjść na trening, nie jak w innych klubach piątoligowych, gdzie trenują dwa razy dziennie. A na treningach każdy musi być ubrany identycznie, każdy grać w ochraniaczach. Na obozy jeździmy do Austrii. Ta dbałość o wszystkie detale jest cześcią sukcesu, w połączeniu z dyscypliną i pracowitością.

Zdaniem Mazurka w 4. lidze Delta nie będzie tylko gościem. Trener już szuka odpowiednich wzmocnień. - Ale także tylko wśród zawodników młodych. Takich, którzy grają nie tylko dla tych 400 czy 500 złotych, ale żeby się rozwijać, żeby dążyć stać się lepszymi piłkarzami - mówi. Nie będzie też żadnych superwzmocnień. Mazurek nie szuka gwiazdorów, bo podobnie jak trener mistrzów Europy z 1996 roku uważa, że "nie ma gwiazd w drużynie, to drużyna jest gwiazdą". - Mamy tu taką mieszankę zawodników, którzy uzupełniają się nawzajem. Nigdy więc nie ustawiam drużyny, żeby grała na jednego zawodnika. Wszystko opiera się na grze zespołowej. Dlatego gole strzelają u mnie i napastnicy, i obrońcy. Niedawno pokonaliśmy Skrę 9:0 i tylko jeden zawodnik nie uczestniczył przy strzelaniu wszystkich tych bramek. Reszta albo asystowała, albo strzelała. Taki jest właśnie nowoczesny futbol.

Fenomen

Opowiadam trenerowi jak kibice przed meczem bali się, że jego zespół odpuści sobie spotkanie, pomagając Błękitnym w utrzymaniu. Mazurek uśmiecha się. - Nie wiem czy powienienem to mówić, ale ze starszymi zawodnikami to by chyba było niemożliwe. A tak my zawsze gramy czysto. Dla nas nie ma układów. Czy wychodzimy na silniejszego przeciwnika, czy słabszego, zawsze gramy z takim samym zaangażowaniem - mówi. - I z tym naszym podejściem do rzeczy trochę zawrzało w związku. Zaczęliśmy sprawdzać inne drużyny, czy nie podstawiają zawodników. W meczu z Ciechanowem, którzy zagraliśmy jak równy z równym i przegraliśmy 1:2, wystąpiło kilku piłkarzy innych drużyn, w tym trzecioligowych. Poprosiliśmy o konfrontację, sędzia nie rozpoznał na niej aż pięciu piłkarzy, oddano nam punkty. Szkoda tylko, że moi piłkarze na samym starcie kariery, po wykonaniu takiej tytanicznej pracy, widzą to wszystko i to ich zniechęca.

- Delta jest fenomenem - uważa Mazurek. Dlaczego? - W innych zespołach niższych lig prawie wcale nie ma młodych zawodników. Można ich policzyć na palcach jednej ręki. Trener woli doświadczonego, ułożonego zawodnika, który już wie mniej więcej co ma robić na boisku. A przecież w klubach są drużyny młodzieżowe. W każdym roczniku po 20-30 zespołów. Ale większość z tych chłopaków rezygnuje, bo nie przebijają się do pierwszych składów. Kiedy słyszę żale nad przyszłością polskiej piłki po laniu w Sztokholmie, zastanawiam się czemu nikt nie wpadnie na prostą odpowiedź? Jeśli nie zadbamy o zawodników przechodzących z juniora do seniora, nigdy nie będziemy mieli porządnej piłki seniorskiej. Zbyt wiele talentów gubimy. My staramy się dawać szansę młodym. Zainspirował mnie jeden turniej w Holandii, gdzie zobaczyłem drugą drużynę Ajaksu Amsterdam - grali w niej sami 19-letni piłkarze. Ani jednego starego! I tak to powinno wyglądać.
Wreszcie jakaś porządna drużyna, na której stadion dojadę na rowerze w parę minut

PS Szkoda, że Legion nie awansował do okręgówki w tym roku...