Strona 222 z 273 PierwszyPierwszy ... 122172212218219220221222223224225226232272 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 6,631 do 6,660 z 8187

Wątek: Piłkarze Legii Warszawa - wczoraj, dziś, jutro

  1. #6631
    Legionista Awatar Stout
    Dołączył
    04.2007
    Posty
    4,297
    Ciekawe,czy sie nie rozsypie.
    "Lubię sobie jebnąć piwo"

  2. #6632
    Legionista Awatar Alek
    Dołączył
    10.2011
    Skąd
    Niepokonane Miasto
    Posty
    5,444
    Fajerwerków bym się nie spodziewał. Swoje lata już ma i do tego dwie poważne kontuzje na koniec kariery, więc jeśli się wyliże i będzie nawet solidnym rezerwowym to będzie sukces.

  3. #6633
    Legionista Awatar Peer
    Dołączył
    08.2008
    Posty
    398
    Cytat Zamieszczone przez Alek Zobacz posta
    Fajerwerków bym się nie spodziewał. Swoje lata już ma i do tego dwie poważne kontuzje na koniec kariery, więc jeśli się wyliże i będzie nawet solidnym rezerwowym to będzie sukces.
    Podobne opinie były, gdy do nas wracał z Partizana

  4. #6634
    Legionista Awatar Alek
    Dołączył
    10.2011
    Skąd
    Niepokonane Miasto
    Posty
    5,444
    Cytat Zamieszczone przez Peer Zobacz posta
    Podobne opinie były, gdy do nas wracał z Partizana
    Ale doszły mu dwa lata plus poważna kontuzja, która kosztowała go długi rozbrat z piłką.

  5. #6635
    Legionista Awatar Peer
    Dołączył
    08.2008
    Posty
    398
    Cytat Zamieszczone przez Alek Zobacz posta
    Ale doszły mu dwa lata plus poważna kontuzja, która kosztowała go długi rozbrat z piłką.
    Nie no, pewnie, ale już tyle razy nas pozytywnie zaskakiwał, że nie ma co go spisywać na straty. Mam nadzieję, że powtórzy rundę sprzed kontuzji.

  6. #6636
    Legionista Awatar beka
    Dołączył
    07.2011
    Posty
    3,539
    Cytat Zamieszczone przez Chmielo Zobacz posta
    Słodki Jezu, ale zjazd. Wierzyć się nie chce, że z topowego, jak na nasze warunki ligowe (w reprezentacji też bardzo wartościowy), grajka zjeżdża do poziomu Arki Gdynia. A nie tak dawno rządził i dzielił w środku, świetnie podłączał się w akcjach ofensywnych. Szkoda bo bardzo ceniłem jego sposób gry.
    topowy to był za Czerczesowa, czyli jakieś 1,5 roku temu, później wszyscy widzieli, że były tylko przebłyski. Dla zawodnika bazującego na przygotowaniu fizycznym wiek nie jest łaskawy, więc takie przejście to naturalna konsekwencja rzeczy.

    I minus za niewłaściwe użycie "dziel i rządź"

  7. #6637
    Legionista Awatar Chmielo
    Dołączył
    08.2010
    Posty
    6,744
    Cytat Zamieszczone przez beka Zobacz posta
    topowy to był za Czerczesowa, czyli jakieś 1,5 roku temu, później wszyscy widzieli, że były tylko przebłyski. Dla zawodnika bazującego na przygotowaniu fizycznym wiek nie jest łaskawy, więc takie przejście to naturalna konsekwencja rzeczy.

    I minus za niewłaściwe użycie "dziel i rządź"
    Za Bergusona też dawał radę. Świetne miał to kierunkowe przyjęcie i umiejętność przestawienia rywala. Ja akurat zapamiętam go przez pryzmat tych pozytywnych momentów.

    Uwagę, co do drugiego, przyjmuję z pokorą.
    A Melanż Trwa...

  8. #6638
    Legionista Awatar beka
    Dołączył
    07.2011
    Posty
    3,539
    Żeby było jasno - Jodłowiec w formie to był przekocur jeśli chodzi o Ekstraklasę i niektóre mecze europejskich pucharów. Ale to było dawno i wygląda na to, że nie wróci. Zawodnicy młodsi się nie robią, a z wiekiem ich możliwości bynajmniej nie rosną.

    Dlatego też jak widzę oczekiwanie na Rado jak np wyrażony powyżej
    Nie no, pewnie, ale już tyle razy nas pozytywnie zaskakiwał, że nie ma co go spisywać na straty. Mam nadzieję, że powtórzy rundę sprzed kontuzji.
    to siedzi mi z tyłu głowy, że Rado błyszczał ostatni raz ponad rok temu. Jeśli wróci (czego mu życzę) to z kolejną kontuzją i starszy o rok. A w wieku 34 lat to już jednak robi sporą różnicę.

  9. #6639
    Legionista Awatar Antares
    Dołączył
    08.2012
    Posty
    5,581
    U Rado pocieszające jest to, że na naszą ligę to jest piłkarz techniczny. Nawet jak będzie brakowało szybkości to może to nadrobić. I przed kontuzją był w formie (czyli jesienią 2016 roku, bo wiosnę 2017 już z nią grał).

    Jodła to był czołg, jednak po EURO 2016 to jest cień zawodnika. Tutaj wielkich kontuzji nie było, po prostu od półtorej roku czekamy, czekamy i się chyba już nie doczekamy na powrót formy. Dochodzą do tego sprawy pozasportowe, kasyna, długi itd. Może trochę odżyje jak wyrwie się z Warszawy i towarzystwa w którym się obraca. No i tutaj wiek też swoje robi, rocznikowo to już Chrystusowy wiek.
    "Lech Poznań nie wystąpił o licencję na przyszły sezon i został przesunięty na ostatnie miejsce w tabeli. W przyszłym sezonie pod nazwą Lech Poznań występować będzie Amica Wronki."

  10. #6640
    Legionista Awatar Jestem
    Dołączył
    12.2016
    Posty
    1,345
    Cytat Zamieszczone przez Antares Zobacz posta
    U Rado pocieszające jest to, że na naszą ligę to jest piłkarz techniczny. Nawet jak będzie brakowało szybkości to może to nadrobić. I przed kontuzją był w formie (czyli jesienią 2016 roku, bo wiosnę 2017 już z nią grał).

    Jodła to był czołg, jednak po EURO 2016 to jest cień zawodnika. Tutaj wielkich kontuzji nie było, po prostu od półtorej roku czekamy, czekamy i się chyba już nie doczekamy na powrót formy. Dochodzą do tego sprawy pozasportowe, kasyna, długi itd. Może trochę odżyje jak wyrwie się z Warszawy i towarzystwa w którym się obraca. No i tutaj wiek też swoje robi, rocznikowo to już Chrystusowy wiek.
    Wybacz ale od półtora roku, poza tym popieram i dodam dla niedowiarków dwa nazwiska emerytów: Robben i Ribbery, niekoniecznie ich klasa sportowa równa się klasie sportowej Rado ale w przypadku rozważań metrykalnych warto wziąć pod uwagę te kejsy
    Z końmi się nie kopię bo przegram, z idiotami staram się nie dyskutować bo sprowadzają dyskusję do swojego poziomu, na argumenty ad personam staram się nie reagować, patrz wcześniejsze punkty - no i tylko krowa nie zmienia zdania ...

  11. #6641
    Legionista Awatar beka
    Dołączył
    07.2011
    Posty
    3,539
    Bronienie tezy w oparciu o wyjątki jest średnim pomysłem. Inaczej można by pomyśleć, że niski środkowy obrońca to dobry pomysł, bo był Cannavaro

  12. #6642
    Legionista Awatar Jestem
    Dołączył
    12.2016
    Posty
    1,345
    Cytat Zamieszczone przez beka Zobacz posta
    Bronienie tezy w oparciu o wyjątki jest średnim pomysłem. Inaczej można by pomyśleć, że niski środkowy obrońca to dobry pomysł, bo był Cannavaro
    Niski wzrost nie wyklucza jednak bycia dobrym zawodnikiem, zmniejsza tylko ostro prawdopodobieństwa tego zdarzenia, stąd tak mało mamy Messich i Koseckich
    Z końmi się nie kopię bo przegram, z idiotami staram się nie dyskutować bo sprowadzają dyskusję do swojego poziomu, na argumenty ad personam staram się nie reagować, patrz wcześniejsze punkty - no i tylko krowa nie zmienia zdania ...

  13. #6643
    Legionista Awatar Gabro
    Dołączył
    10.2003
    Posty
    2,111
    "Mamy to w sercach, umysłach na tatuażach,
    Mamy to w kodach DNA nie masz szans tego wymazać.
    Liczy sie tylko Nasza duma i sława,
    Jedno miasto jeden klub ! LEGIA WARSZAWA !"

  14. #6644
    Legionista Awatar Marcino
    Dołączył
    05.2015
    Skąd
    Białołęka
    Posty
    2,366
    Cytat Zamieszczone przez Peer Zobacz posta
    Podobne opinie były, gdy do nas wracał z Partizana
    To raczej zawodnik, któremu się jeszcze "chce", a można też odczuć wrażenie, że z Jozakiem ma wspólny język. Na pewno może dać Nam jakiś rok czy 1.5 na wysokim poziomie.

  15. #6645
    Cytat Zamieszczone przez Marcino Zobacz posta
    To raczej zawodnik, któremu się jeszcze "chce", a można też odczuć wrażenie, że z Jozakiem ma wspólny język. Na pewno może dać Nam jakiś rok czy 1.5 na wysokim poziomie.
    Bo?

  16. #6646
    Legionista Awatar Lorenzo
    Dołączył
    08.2017
    Skąd
    Wilanów
    Posty
    941
    Cytat Zamieszczone przez Marcino Zobacz posta
    To raczej zawodnik, któremu się jeszcze "chce", a można też odczuć wrażenie, że z Jozakiem ma wspólny język. Na pewno może dać Nam jakiś rok czy 1.5 na wysokim poziomie.
    Będzie chciał wracać, żeby pensja co miesiąc spadała, ale na poważniejsze granie już raczej nie ma szans.
    #teamMioduski

  17. #6647
    Legionista Awatar Benek
    Dołączył
    09.2011
    Posty
    10,600
    Według Janexa Szumski i Majecki wypożyczenie a trzecim bramkarzem będzie ten lotysz.
    312meczów*
    65 goli*
    52 asysty*

    jest tylko jeden King!!!!

    *dane mogą ulec zmianie

  18. #6648
    Legionista
    Dołączył
    02.2009
    Posty
    1,684
    Jodłowiec wypożyczony do Piasta
    Wiśnia, źródło: Legia Warszawa

    Zgodnie z wcześniejszymi informacjami, Tomasz Jodłowiec został wypożyczony do końca obecnego sezonu do Piasta Gliwice. W umowie znalazł się również zapis umożliwiający przedłużenie jego pobytu w tym klubie o kolejne pół roku. W środę pomocnik poleciał z Piastem na zgrupowanie do hiszpańskiego Alicante.

    http://legia.com/aktualnosci/tomasz-...-gliwice-57617

  19. #6649
    Legionista Awatar Antares
    Dołączył
    08.2012
    Posty
    5,581
    Arkadiusz Malarz przedłużył kontrakt z Legią Warszawa o rok - poinformowała oficjalna strona klubu "Legia.com".

    37-letni golkiper jest zawodnikiem mistrza Polski od trzech lat. W obecnym sezonie zagrał w 20 meczach Ekstraklasy.
    Bardzo dobra decyzja, latem niech wraca na stałe Majecki i ta dwójka niech rywalizuje ze sobą o miejsce w składzie.
    "Lech Poznań nie wystąpił o licencję na przyszły sezon i został przesunięty na ostatnie miejsce w tabeli. W przyszłym sezonie pod nazwą Lech Poznań występować będzie Amica Wronki."

  20. #6650
    Legionista
    Dołączył
    12.2009
    Skąd
    Łazienkowska3
    Posty
    2,299
    Cytat Zamieszczone przez Antares Zobacz posta
    Bardzo dobra decyzja, latem niech wraca na stałe Majecki i ta dwójka niech rywalizuje ze sobą o miejsce w składzie.
    No proszę ,a kolega Leśnego ,Michał Kołodziejczyk już dawno pisał ,że nie będzie przedłużona umowa i po co było siać zamęt w Legii?
    Mój dom Łazienkowska 3

  21. #6651
    "Vesovicz ma problemy z kolanem, które jesli okażą się jednak poważne (tak już było u Radowicza) mogą go wykluczyć na całą rundę." ktos moze to potwierdzic? znalazlem w komentarzach na legia.net, szkoda by było

  22. #6652
    Legionista Awatar brachu
    Dołączył
    05.2008
    Posty
    1,907
    Cytat Zamieszczone przez PAWELLO11 Zobacz posta
    "Vesovicz ma problemy z kolanem, które jesli okażą się jednak poważne (tak już było u Radowicza) mogą go wykluczyć na całą rundę." ktos moze to potwierdzic? znalazlem w komentarzach na legia.net, szkoda by było
    to jak oni ich oglądają przed podpisaniem kontraktu
    Ból jest tymczasowy, chwała trwa wiecznie

  23. #6653
    Gintleman Awatar księciuniu
    Dołączył
    10.2010
    Skąd
    dalej niż północ
    Posty
    15,555
    Zwolnić cały sztab medyczny na podstawie komentarza z sieci!
    Lubię sobie jebnąć posta.

    „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
    St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

  24. #6654
    hej, nic takiego nie pisalem

  25. #6655
    Gintleman Awatar księciuniu
    Dołączył
    10.2010
    Skąd
    dalej niż północ
    Posty
    15,555
    Piłem do oburzenia forumowicza brachu
    Lubię sobie jebnąć posta.

    „Winowajcę znali wszyscy, ale każdy spowiadający się odpowiadał, że go nie zna, a na następny dzień z czystym sumieniem przystępował do komunii – bo spowiedź spowiedzią, ale charakter przede wszystkim i kapować nie wolno
    St.Grzesiuk, „Boso, ale w ostrogach”

  26. #6656
    Legionista Awatar Stout
    Dołączył
    04.2007
    Posty
    4,297
    Cytat Zamieszczone przez PAWELLO11 Zobacz posta
    hej, nic takiego nie pisalem
    Hej .
    Ponoć ma klauzule rozwiązania kontraktu,jeśli jego zdrowie nie zapewnia regularnej gry na poziomie.
    Puść to dalej i powołaj sie na mój wpis na tym kumatym forum.
    Elo mordeczko.Z fartem.
    "Lubię sobie jebnąć piwo"

  27. #6657
    Legionista Awatar Gabro
    Dołączył
    10.2003
    Posty
    2,111
    FK SillySeason‏ @SillySeasonNOR
    Obserwuj Obserwuj @SillySeasonNOR
    Więcej
    Daniel Chima Chukwu kan vÌre mannen som erstatter Bjørn Bergman Sigurdarsson i Molde. Den nigerianske spissen sliter med spilletid i Polske Legia Warszawa, og nü kan 26-üringen vÌre pü vei tilbake til Eliteserien. Molde skal ha vÌrt i dialog med büde klubb og spiller.
    Daniel Chima Chukwu może być człowiekiem, który zastępuje Bjørna Bergmana Sigurdarssona w Molde. Nigeryjski napastnik boryka się z czasem gry w polskiej Legii Warszawa, a teraz 26-latek może wracać do Eliteserii. Molde musiał prowadzić dialog z klubem i zawodnikiem.
    "Mamy to w sercach, umysłach na tatuażach,
    Mamy to w kodach DNA nie masz szans tego wymazać.
    Liczy sie tylko Nasza duma i sława,
    Jedno miasto jeden klub ! LEGIA WARSZAWA !"

  28. #6658
    Legionista Awatar Budyń_70
    Dołączył
    07.2016
    Skąd
    Bemowo
    Posty
    1,475
    Wywiad z Radko.

    Radović: Zaczynam od zera. Wiem, że zespół czuje się lepiej,gdy jestem na boisku

    Miroslav Radović, kapitan Legii, rozegrał pierwszy mecz od czerwca, choć wielu ludzi wróżyło mu,że będzie musiał skończyć karierę.

    Iza Koprowiak
    29.01.2018 09:04

    Iza Koprowiak: Sobotni mecz z Silkeborgiem chyba dla nikogo nie był tak ważny, jak dla pana. Siedem miesięcy czekał pan, by wrócić na boisko.

    Miroslav Radović: Powrót po takim czasie naprawdę nie jest łatwy. Najważniejsze, że dobrze się czuję po tych dwudziestu rozegranych minutach. W niedzielę nie trenowałem, popracowałem z fizjoterapeutą (Radović ma lekki uraz stopy – przyp. red.), ale od poniedziałku znowu biorę się do roboty. Tak naprawdę, to zaczynam od zera. Muszę być cierpliwy, wiem, że do osiągnięcia dawnej formy jeszcze daleka droga. Myślę, że wróci w połowie marca. Jeśli kolano będzie zdrowe, to na boisku już sobie poradzę. Walczę jedynie z własnymi myślami, bo w głowie pojawia się strach. Trochę się bałem przed meczem z Silkeborgiem, że znowu coś się stanie. Słyszę, że to normalne po poważnych kontuzjach. Rozmawiałem na ten temat z Adamem Hlouškiem, który przeszedł dwie operacje kolana. Mówiłem mu, że nie mam takiej swobody, jak wcześniej, że się boję. „Miałem tak samo, ale jak raz ruszysz, to wszystko minie, już nie wróci” – odpowiedział.

    Mam przed oczami pana sprzed roku, też ze zgrupowania w Hiszpanii. Pamiętam, jak przesiadywał pan w hotelu rozmyślając, co oznacza ból, który czuje w kolanie. Nikt wtedy nie przypuszczał, że będzie to aż tak poważna sprawa.

    Miroslav Radović: Gdy po ciężkim treningu po raz pierwszy poczułem ból, nie wiedziałem, co się dzieje. Nigdy wcześniej nie miałem problemów z kolanem. Gdy wróciliśmy do Warszawy, zrobiłem rezonans magnetyczny. Nie wykazał, by była to poważna sprawa. Cały czas czułem jednak ból, nie miałem komfortu, ale zdecydowałem, że dotrwam do końca sezonu. Nie grałem jednak na swoim poziomie, nie byłem w stanie. Przez półtora miesiąca wychodziłem na boisko tylko dzięki tabletkom, zastrzykom. Potem wyglądało to coraz gorzej. Wszyscy widzieli, że jest jakiś problem, zastanawiali się, co się ze mną dzieje, a ja tylko odpowiadałem, że po sezonie wyjaśnię przyczyny. Nic jednak nie mówiłem, nie narzekałem. Tylko rodzina czasem cierpiała, bo wracałem do domu nieszczęśliwy. Wiedziałem, że potrafię więcej, ale zdrowie mi nie pozwala tego pokazać.

    Czemu pan nie odpuścił, wychodził na boisko mimo bólu?

    Miroslav Radović: Chciałem po prostu pomóc drużynie. Wiem, że nie grałem tak, jak wszyscy się po mnie spodziewali, ale sama moja obecność na murawie dużo nam dawała, przeciwnicy inaczej na nas patrzyli. Bardzo mi zależało, by dotrwać, szczególnie, że pół roku wcześniej wróciłem do Legii, dopiero co graliśmy w Lidze Mistrzów.

    Czy można było uniknąć operacji?

    Miroslav Radović: Grając do końca sezonu na pewno pogorszyłem swój stan. Gdybym od razu zareagował, może byłoby inaczej. Ale to była moja decyzja, do nikogo nie mam pretensji.

    Było warto?

    Miroslav Radović: Tak. Mimo tego, jak się wszystko potoczyło, nie żałuję.

    Pana walka o uniknięcie operacji trwała bardzo długo, bo dopiero 28 sierpnia przeszedł pan artroskopię kolana.

    Miroslav Radović: Po zakończeniu sezonu pojechałem do Belgradu, do jednego z najlepszych lekarzy w Europie. Powiedział, że jeśli po dwóch-trzech tygodniach pracy z nim nie będę się dobrze czuł, to nie ma wyjścia, muszę pójść na operację. Każdego dnia przez siedem godzin wzmacniałem mięśnie, by po powrocie do Warszawy trenować już z drużyną. Myślałem, że jesteśmy na dobrej drodze. Porozmawiałem z trenerem Jackiem Magierą, razem ustaliliśmy, że spróbuję zagrać w meczu Pucharu Polski z Wisłą Puławy. Wyszedłem na murawę, ale wciąż czułem kłucie, nie miałem swobody w ruchach. Pamiętam, jak trener Magiera powiedział mi: „Tyle lat pracowałeś na swoje nazwisko, że nie możesz pozwolić sobie, by grać poniżej swoich możliwości”. Miał stuprocentową rację. W Puławach nie zagrałem, pojechałem na kolejne badanie, tym razem do Belgii. Wtedy usłyszałem, że nie ma wyjścia, operacja jest konieczna. Chciałem się jeszcze upewnić, poleciałem do kliniki Villa Stuart we Włoszech. Diagnoza była taka sama, profesor Mariani powiedział wprost, że muszę mieć zabieg. Wiele razy słyszałem zarzuty, że czekałem za długo, że powinienem szybciej poddać się tej operacji. Niech ci, którzy tak mówią, najpierw sami się zastanowią, co by zrobili na moim miejscu. Dla mnie była to ostateczność.

    Który moment był najcięższy?

    Miroslav Radović: Najtrudniej jest przed samą operacją, wtedy człowiek zaczyna panikować. Dzwoniłem do jednego, drugiego chłopaka, pytałem, jak oni przechodzili takie kontuzje. Słyszałem wiele scenariuszy, wszystko kumulowało się w głowie, myślałem, że oszaleję. Dopytywałem lekarza w Belgii, czy mam inne wyjście. „Przecież zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Nie masz wyboru. Pomyśl, że idziesz na tę operację, by przedłużyć sobie karierę” – mówił. To mnie przekonało. Dopiero gdy otworzyli mi kolano, okazało się, że kawałek chrząstki się oderwał, wywoływał ból. Gdy pytali gdzie go czuję, nie potrafiłem powiedzieć, w którym miejscu dokładnie.

    Często pan też pewnie słyszał: „Taka operacja w tym wieku? Radović już nie wróci”.

    Miroslav Radović: Jestem ostatnią osobą, która by się poddała. Cieszę się, że niektórzy myślą, że Rado już nie da rady. Niedługo sami się przekonają, w jak dużym byli błędzie. Ja sam ani na sekundę nie zwątpiłem. Moja żona jest takim samym walczakiem jak ja. Dodatkowo mnie motywowała.

    Jak się walczy z własnym organizmem? Na kilka prób już pana wystawił.

    Miroslav Radović: Długo nie wiedziałem, co tak naprawdę oznacza kontuzja. Starsi zawodnicy mówili: „Jeszcze się przekonasz, co to znaczy walczyć ze zdrowiem”. Gdy przekroczyłem trzydziestkę, nagle się zaczęło. Najpierw bark i dwie operacje, długa przerwa. Podniosłem się, dałem radę wrócić. Potem to kolano. I znów przerwa, mnóstwo czasu na przemyślenia. Gdy jesteś zdrowy, wiecznie narzekasz. Kiedy zachorujesz, przestajesz, bo masz jasny cel: wyzdrowieć. Inaczej spojrzałem na życie, doceniłem, jakie to cudowne uczucie, gdy nic ci nie dolega. Trzeba to szanować. Kontuzje otwierają oczy na wiele spraw.

    Otworzyły się na tyle, że wyniósł pan z tego czasu coś dobrego?

    Miroslav Radović: Jedyny pozytyw był taki, że mogłem spędzić dużo czasu z dziećmi. Żona zawsze narzekała, że ciągle nie ma mnie w domu, więc teraz byłem. Ale nie chcę tego powtarzać. Mnóstwo zdrowia i sił mnie to kosztowało. Najważniejsze, że nie byłem sam. Wszyscy się bardzo starali, chcieli pomóc. Spędziłem bardzo wiele czasu z fizjoterapeutą Pawłem Bamberem, czasem sam już nie wiedziałem, czy więcej rzeczy mówię żonie, czy jemu. To taki mój kumpel do płakania.

    Teraz wychodzi pan na treningi z inną świadomością?

    Miroslav Radović: Wiele razy rozmawiałem z kolegami, którzy dużo w życiu osiągnęli, nie tylko w piłce. Zawodnik, który ma dwadzieścia kilka lat tego nie zrozumie. Gdzieś z tyłu głowy zawsze jest myśl o lepszym kontrakcie. Dopiero, gdy wiele się zobaczy, doświadczy, poczuje kontuzje, to człowiek tak naprawdę zaczyna się cieszyć piłką. I rozumie na sto procent, jaka to jest przyjemność. Wystarczy spojrzeć na Arka Malarza. Nigdy nie narzeka, że jest mu ciężko. Też to odczuwam. Gdy w Miami, po tylu miesiącach przerwy, pierwszy raz wyszedłem normalnie z zespołem na trening, czułem się, jakbym robił to po raz pierwszy. Niesamowita ekscytacja.

    Trudniej było panu przetrwać kontuzje w Chinach czy teraz?

    Miroslav Radović: W Chinach walczyłem ze zdrowiem, ale nie czułem presji, nie zależało mi tak, jak w Legii. Teraz tym bardziej to bolało, bo patrzyłem co się dzieje w klubie, a nie potrafiłem pomóc. Czułem się bezsilny. To zdecydowanie trudniejsze niż przegrywać na boisku.

    Ma pan poczucie, że kryzys, w którym była Legia przez pierwsze dwa miesiące ligi, był spowodowany również tym, że pan zamiast grać, spędzał czas na rehabilitacji?

    Miroslav Radović: Nie chcę, by to źle zabrzmiało, ale wiem, że drużyna lepiej się czuje, gdy jestem na boisku. Oni wiedzą, że 24 godziny na dobę mogą na mnie liczyć, nie tylko podczas meczów. Wiedziałem, że w trudnych momentach mógłbym być kimś, kto pociągnie zespół. Liderem, który by odpowiadał za tę drużynę.

    Teraz charakteru nie powinno zabraknąć, bo nie tylko pan wraca, ale w zespole zrobiło się bałkańsko. A ludziom z pana regionu Europy temperamentu nie brakuje.

    Miroslav Radović: Przede wszystkim trzeba pochwalić prezesa, dyrektora sportowego, trenera, że skład w 90 procentach zamknęliśmy jeszcze przed pierwszym obozem. Wcześniej robiliśmy to za pięć dwunasta. Teraz przyszli zawodnicy, którzy mają podobny charakter do Polaków, więc nie będzie problemów z ich aklimatyzacją. Umiejętności też mają spore. Oczywiście nie ma gwarancji, jak się sprawdzą, ale myślę, że dadzą nam lepszą jakość niż ci, którzy grali jesienią. Wiosną będziemy mocni, jestem przekonany, że mamy najsilniejszy zespół w lidze.

    W sobotnim sparingu zagrał pan jako rozgrywający. Na tej pozycji widzi pana Romeo Jozak?

    Miroslav Radović: Trener wie, że najbardziej lubię grać za napastnikiem, ale mogę też występować i po prawej, i po lewej stronie boiska. Ale ja często powtarzam: dla dobrego zawodnika zawsze znajdzie się miejsce na boisku. Z tym sobie poradzę, oby było zdrowie.
    http://www.przegladsportowy.pl/pilka...692,1,721.html

  29. #6659
    Nagy w czasie jak szukają mu klubu to trenuje z rezerwami?

  30. #6660
    Legionista Awatar Raffels
    Dołączył
    02.2007
    Skąd
    Konstancin
    Posty
    7,585
    Mocny wywiad z Arkiem...

    - Końcówka minionego roku to najtrudniejsza sytuacja w moim życiu i karierze, sytuacja której nie potrafiłem ogarnąć. Wydaje mi się, że jestem silnym człowiekiem, ale w pewnym momencie przestałem dawać sobie z tym radę. W tydzień straciłem dwie mamy. Mistrzostwo Polski, które zdobędziemy w maju, zadedykuje właśnie im. Obiecałem im to i muszę dotrzymać słowa - opowiada w rozmowie z Legia.Net bramkarz Legii, Arkadiusz Malarz. Zapraszamy do lektury wywiadu.

    Rok 2017 był szalony i trudny ale skończył się mistrzostwem Polski i pozycją lidera w tabeli. Ty zostałeś przez nas i naszych Czytelników wybrany piłkarzem roku, wyprzedziłeś Michała Pazdana. Dobry wybór?


    - Nie wiem, to czytelnicy i kibice wybierali, ale na pewno to miłe wyróżnienie. Miniony rok rzeczywiście był dziwny. Najpierw odpadliśmy z europejskich pucharów, choć po występach w Lidze Mistrzów apetyty mieliśmy większe, chcieliśmy przedłużyć przygodę w Lidze Europy do kilku gier. Nie udało się, ale w Ekstraklasie obroniliśmy tytuł mistrzowski. Zaczęliśmy kolejny sezon i chcieliśmy znów cieszyć się z gry w Europie, poczuć się jak panowie piłkarze. Ale polegliśmy i to bardzo bolało. Uciekła nam nie tylko Champions League ale i Europa League. To był bardzo trudny czas, przyszła zmiana trenera. Nie było fajnie, zwłaszcza po porażce 0:3 w Poznaniu, nie wiedzieliśmy za bardzo co się dzieje. Na szczęście w porę jakoś to zaskoczyło i na zakończenie roku byliśmy na pierwszym miejscu w tabeli. Choć zdajemy sobie sprawę, że nasza gra i styl wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Pracujemy nad tym, by kolejny rok był bardziej pozytywny.


    Odkąd jesteś w Legii to jesienne występy w pucharach sportowo były największym rozczarowaniem?


    - Dla mnie tak, te porażki były smutne. Wprawdzie Sheriff i Astana pokazały później, że potrafią grać w piłkę, ale będę się upierał, że powinniśmy awansować. Nie udało się i to był ogromny zawód. Sami siebie rozczarowaliśmy.


    Patrząc na rankingi za 2017 rok - jeśli najlepszymi piłkarzami są bramkarz i stoper to dobrze świadczy o zespole?


    - Na pewno nie. Z jednej strony mogę się cieszyć, Michał podobnie. Ale jesteśmy w Legii i fajniej by było, jakby te rankingi wygrywali napastnicy. Tak się ułożyło, że tym razem byli to bramkarz i stoper ale wierzę, że następnym razem będą to gracze ofensywni.


    A jak często bywasz zadowolony z siebie po meczu? Wystarczy wygrana, czy musi zagrać wszystko idealnie?


    - Jestem zadowolony gdy nie puszczę bramki, zachowam czyste konto. Tak jak dziś (rozmawialiśmy po meczu z Silkeborgiem), wygraliśmy 2:0 więc jestem zadowolony. Zgodnie z planem zagrałem przez godzinę, na zero, bez kontuzji, a to najważniejsze. Gdy bramkarz nie puści gola, to cieszy się tak, jak napastnik gdy strzeli gola.


    Pytam o to czy wszystko musi zagrać idealnie, bo coraz więcej mówi się o tym, że bramkarz ma nie tylko dobrze bronić, ale też pełnić rolę stopera, wyprowadzać akcje, dobrze grać nogami.


    - To prawda i tyczy się to też Legii. Pracujemy nad tym m.in. na zgrupowaniach i wydaje mi się, że nawet w wieku 37 lat można się tego nauczyć, zrobić postęp, jeśli się tylko chce oczywiście. Trenerzy kładą nacisk na to, byśmy byli też takim ostatnim obrońcą. Jeśli trener będzie chciał bym grał wyżej, to postaram się go nie zawieść. Uczymy się tego, musimy wychodzić do przodu i grać razem z obrońcami.


    Powiedziałeś, że pracujecie nad tym by rok 2018 obfitował większe sukcesy niż poprzedni, to co ma się zmienić w Legii?


    - Chcemy cieszyć się grą w piłkę, grać fajnie dla oka, nie ograniczać się do gry długą piłką, jak robi to większość klubów w naszej lidze. Chcemy szybko rozgrywać piłkę w środku, błyskawicznie przedostawać się w pole karne przeciwnika. Tego się uczymy i mam nadzieję, że wkrótce będzie można na to fajnie popatrzeć. A przy okazji będzie to, co jest najważniejsze czyli regularne zdobywanie punktów.


    Jedną z widocznych zmian jest taktyka i próby z ustawieniem 3-5-2. Dla bramkarza to jakaś znacząca zmiana, gdy ma przed sobą trójkę obrońców zamiast czwórki?


    - Wydaje mi się, że nie. Ci boczni sią takimi wiatrakami, oni mają więcej pracy. Grając czwórką oni asekurują środkowych, z trójką w środku mają więcej zadań i ponoszą większą odpowiedzialność. Dla bramkarza jedyną zmianą jest to, że musi grać trochę wyżej, by pomóc stoperowi, gdyby zaszła taka potrzeba. Na pewno z tym ustawieniem czeka nas jeszcze dużo pracy. Pierwszy raz zagraliśmy tak w USA, w tym drugim meczu, po dwóch treningach. Nie będzie od razu świetnie, potrzeba czasu. Od poniedziałku wracamy do pracy nad tym ustawieniem właśnie, w takiej formacji mamy wystąpić w kolejnym sparingu. Generalnie uważam, że to fajne, bo będziemy mieć jakiś wariant zaskoczenia przeciwnika. Jeśli nauczymy się grać w tych dwóch ustawieniach, to plus dla nas. Mamy pół roku na naukę by móc zaprezentować się godnie w europejskich pucharach.


    Wracając ostatni raz do rundy jesiennej - końcówka roku, mając bardzo trudną sytuację rodzinną występowałeś w bramce. To był najtrudniejszy moment w twoim życiu, nie tylko piłkarskim?


    - Zdecydowanie była to najtrudniejsza sytuacja, której nie potrafiłem ogarnąć. Wydaje mi się, że jestem silnym człowiekiem, ale w pewnym momencie przestałem dawać sobie z tym radę. Najpierw zmarła mama Darii, która mieszkała z nami od pięciu lat. Dzięki niej razem z żoną mogliśmy pracować, pomagała nam z dzieciakami, ich wychowaniem. Nie mieliśmy nigdy opiekunki, ona była naszą pomocą, oparciem, osobą na którą zawsze mogliśmy liczyć. Nie lubię określenia teściowa, bo to była dla mnie druga mama. Z nowotworem walczyła dziewięć lat, wtedy usłyszała wyrok. Lekarze dawali jej góra rok życia. Ona wypowiedziała wojnę tej chorobie, cierpiała, ale się też śmiała. Czasem gdy wracała po chemii, była bez sił, słaniała się na nogach, ale dzieciaki dawały jej takiego kopa, że następnego dnia zaciskała zęby, wstawała i opiekowała się naszymi synami, a nas wyganiała do pracy. Była bardzo silną kobietą. Gdy zmarła wydawało mi się, że jakoś się ogarnę.


    - Niestety po tygodniu odeszła też moja mama, co było ogromnym ciosem i zaskoczeniem - nigdy się na nic nie uskarżała, normalnie pracowała, nic jej nie bolało. Aż nagle któregoś dnia zadzwonił tata, że mama drugi dzień nie wstaje z łóżka. Okazało się, że ręka jej drętwiała, biodro bolało tak, że nie mogła chodzić. Wsiadłem w samochód i pojechałem do rodziców do Pułtuska. Myśleliśmy, że to jakiś nerwoból, skoro dwa dni wcześniej normalnie spacerowała i pracowała. Kupiłem jej maść i poczekaliśmy na efekty do następnego dnia. Niestety rano stan się nie zmienił, nadal nie mogła wstać z łóżka. Załatwiłem karetkę i pojechaliśmy do Karolina Medical Center, gdzie mam znajomych lekarzy. Mama szybko przeszła serię badań, okazało się, że ma pękniętą kość biodrową. O tyle dziwne, że mama nigdzie nie upadła, nie uderzyła się. Kość miała zostać zespolona, rozpoczęła się operacja. Ale jeszcze przed zabiegiem otrzymałem telefon, że po złożeniu biodra mama trafi na onkologię, gdyż całe ciało jest zainfekowane przez nowotwór - zarówno kości jak i narządy.


    - Mama zawsze słabo znosiła informacje o zdrowiu. Poprosiłem lekarzy by nie informowali jej o jej stanie, nie zawracali też głowy tacie i bratu, a przekazywali informacje jedynie mnie. Nie chciałem by taka wiadomość pogorszyła gwałtownie jej stan. Potem wszystko działo się szybko - było przetaczanie krwi, by mogła przyjąć najsłabszą chemię i rozpocząć walkę z chorobą. Niestety krew znikała, nowotwór ją zżerał. Wkrótce zasnęła. Słyszała wszystkich wokół, ale organizm był tak osłabiony i zmęczony, że nie była w stanie reagować.


    - To był potwornie trudny okres, spałem w szpitalu, stamtąd jechałem na trening na Łazienkowską i po zajęciach wracałem do szpitala. Któregoś dnia zostałem wygoniony do domu, abym w końcu się wyspał. Poprosiłem tylko tatę by dzwonił gdyby coś się działo. Tata dzwonił w nocy, ale spałem tak mocno, że nie mógł mnie obudzić. Mama zmarła w nocy, dowiedziałem się o tym o 4 nad ranem. Chciałem się ubrać i pojechać do taty, do szpitala, ale nie potrafiłem nawet spodni założyć. Wszystko nagle się zburzyło, a ja byłem bezsilny, kompletnie bezsilny.

    - Nie byłem sobą, nie ma się co oszukiwać. Dziękowałem chłopakom i trenerom za wsparcie, za to że byli ze mną w tym najgorszym okresie w moim życiu. Najgorszemu wrogowi nie życzę tego, co przeszedłem. W tydzień pożegnałem dwie mamy. Nigdy nie zadawałem sobie pytania, dlaczego mnie to spotkało. Nie chciałem w taki sposób reagować. Jestem człowiekiem głęboko wierzącym i widocznie pan Bóg miał dla moich dwóch mam inne zadanie. Można się poddać albo przeciwstawić się wszystkiemu i robić dalej swoje. Moje mamy zawsze mi powtarzały, że nie chcą bym się smucił czy martwił, więc staram się iść do przodu. Bardzo pomagają mi w tym synowie, są dla mnie motywacją do dalszego życia.


    Jestem pełen podziwu, bo po śmierci swojego ojca kompletnie się posypałem, dochodziłem do siebie ponad pół roku, uciekłem w pracę, ale nie wziąłem przy tym na siebie tak wielkiej odpowiedzialności. Ty pokazałeś naprawdę twardość i charakter.


    - Ja też uciekłem w pracę, opuściłem jeden trening z tych dwóch tygodni. Trenerzy mówili mi bym sobie odpoczął, skupił się na swoich sprawach, na rodzinie. Ale ja musiałem trenować, bo wiedziałem, że jak zostanę w domu to się posypię, że będzie po mnie. Rano patrzyłem na smutną Darię i wsłuchiwałem się w ciszę, która mijała dopiero wtedy gdy dzieci wróciły z przedszkola. One wnosiły trochę ożywienia. Trening mi był potrzebny jak tlen, bez niego zaczynałem się dusić. Zresztą z tego samego założenia wychodziła moja mama. Nie chciałem jechać na mecz do Kielc, ale mama powiedziała, że mam jechać, zagrać, zrobić to co kocham i wrócić, a ona na mnie poczeka. Jeszcze się zebrałem, ale na Sandecji już tych sił nie miałem. Nie byłem sobą. Nie o to chodzi, że chcę się wybielać czy usprawiedliwiać, ale ciało było na tym meczu, głowa nie. Widać to było już przed pierwszym gwizdkiem, gdy po rozgrzewce zamiast skręcić do szatni gości poszedłem wprost do szatni gospodarzy. Nie funkcjonowałem po prostu jak należy. Nie żałuję, że zagrałem. Popełniłem błąd, cieszę się, że chłopaki wyrównali. Cieszę się, że wystąpiłem, bo mama by sobie tego życzyła.


    Zostawmy to spinając jakoś klamrą. Mistrzostwo Polski zadedykujesz swoim mamom?


    - Obiecałem im to…. (ze łzami w oczach). Obiecałem… Jakoś wykrzesałem siły, powiedziałem to między innymi w trakcie przemowy… na pogrzebach… Obiecałem im to i słowa dotrzymam. Zawsze dotrzymuję słowa. Chyba mogą być zadowolone z tego, co powiedziałem… Jestem takim człowiekiem, że muszę dotrzymać słowa. Tak musi się stać.


    Przejdźmy do przygotowań… ta zima jest o tyle inna, że odwrócona została kolejność obozów. Na ogół to pierwszy jest tym naznaczony wielką pracą nad motoryką, a drugi poświęca się na lżejsze elementy.


    - Każdy trener ma inną filozofię. Niektórzy chcą przykręcić śrubę na pierwszym obozie, a na drugim schodzić z obciążeń. Inny może wychodzić z innego założenia. Są różne szkoły i poglądy, nie ma takich samych szkoleniowców. Pewne jest, że każdy chce jak najlepiej dla zespołu.


    Kiedy poczuliście, że zaczynacie nadawać na jednych falach z trenerem Romeo Jozakiem?


    - Potrzebowaliśmy trochę czasu. Trener Magiera opuścił nas niespodziewanie, bo… największe pretensje można było mieć do nas, piłkarzy. Nie prezentowaliśmy na boisku odpowiedniej jakości, ale jest tak, że rozlicza się z wyników trenera… Szkoleniowiec zapłacił swoją głową. Niezbędna była potrzeba czasu na przekonanie się do nowego trenera. Dochodziło do różnych perypetii, ale przyszedł moment, w którym zaczęło to funkcjonować. Zaczęliśmy też dawać namiastkę radości trenerowi, zaczynając powoli grać tak, jak chcę.


    Zaskakiwały takie sytuacje, zagrywki psychologiczne, jak słowa Jozaka po meczu z Lechem?


    - Rozmawialiśmy na ten temat z trenerem. Zatrzymam dla siebie słowa, które wtedy padły, ale… Szkoleniowiec ma prawo powiedzieć wszystko, musimy to zaakceptować. Najważniejsze, że wszystko jest wyjaśnione. To było, minęło i nie ma sensu do tego wracać.


    Odwracasz trendy, bo doświadczeni piłkarze z wiekiem raczej tracą pewne atrybuty, stabilność, stają się wypaleni a ty… Mija kolejna runda, a kibice wybierają cię piłkarzem roku.


    - Niektórzy mogą się ze mnie śmiać, choć ma to gdzieś, ale… ze mną jest coś nie tak. Rozmawiałem w sobotę z prezesem, właśnie to mu powiedziałem. On odpowiedział, że widać tu przypadek Benjamina Buttona. Piłka nadal mnie kręci, myśl o zdobywaniu Pucharu Polski, mistrzostwa cały czas mi się podoba, rozgrzewa. Wstaję rano i chcę trenować. Chcę być pierwszy w szatni, a schodzić ostatni. Wychodzenie na murawę każdego dnia jest świetne! Nadal tego chcę i jak zdrowie pozwoli, to mam nadzieję, że to się jeszcze długo nie zmieni. Zobaczymy jak będzie. Szef na górze na pewno ma jakiś plan.


    Piłkarz regularnie odnoszący sukcesy, z wiekiem może się stawać syty.


    - A ja cały czas chcę więcej!


    Możemy już powiedzieć, że zostaniesz w Legii dłużej niż do końca sezonu? (Rozmawialiśmy przed przedłużeniem umowy).


    - Wszystko jest na dobrej drodze aby tak się stało.


    Przy takich rozmowach, z zawodnikami po trzydziestce, często chce się zadać pytanie, czy planuje już to, co będzie robił po zakończeniu kariery. W twoim przypadku chyba wręcz nie wypada tego robić.


    - Miło mi, że słyszę takie słowa. Kurcze, nie chcę kończyć tej kariery. Świetnie się czuje, fizycznie. Nie mam poczucia wypalenia. Rozmawiałem kiedyś z moim przyjacielem, mówiłem, że spokojnie mógłby jeszcze pograć w piłkę, zamiast wieszać buty na kołku. Odpowiedział: - Wiesz Arek, może dojdziesz kiedyś do tego, ale wstając rano, zmuszałem się. Musiałem, to mnie nie cieszyło.


    - U mnie jest tak, że wstaję i cieszę się na myśl o zajęciach na boisku. Chcę tego, chcę grać. Nikt mnie do tego nie zmusza. Nie słyszę tekstów w stylu: ty znów na trening? Zamiast tego w głowie myślę, że muszę wcześniej wyjechać, żeby się tylko nie spóźnić. Jak człowiek był młodszy, to o pewnych rzeczach nie myślał. Teraz jest tak, że mogę mieć w podświadomości, że lat gry jest coraz mniej. Zaczyna się doceniać pewne rzeczy bardziej, dojrzewanie w tym pomaga. Cieszę się, że mogę być częścią Legii, tej drużyny, walczyć o sukcesy, przeżywać rozczarowania, ale mieć wspomnienia takie, jak Liga Mistrzów. Oglądało się pewnych graczy w telewizji, a potem doszło do tego, że ramię w ramię stało się z niektórymi na Santiago Bernabeu. Po chwili notowaliśmy już remis z Realem. To nakręca do tego, by chcieć jeszcze. Nie udało się w tym sezonie dostać do Champions League więc spróbujemy za rok. Nie może być tak, że znowu będziemy na to czekali dwadzieścia lat. Główny cel to mistrzostwo, które pozwoli na kolejne kroki.
    Lepiej być ciemniakiem niż pedałem i lewakiem!

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •