PDA

Zobacz pełną wersję : Powrót Andrzeja Wrońskiego



Raffi
05-08-2003, 14:46
Jeszcze nie straciłem siły...
za ŻW:
Z Andrzejem Wrońskim (Legia Warszawa), dwukrotnym złotym medalistą olimpijskim w zapasach, rozmawia Oskar Berezowski


Pański powrót na międzynarodową arenę jest już przesądzony?

Tak. Wczoraj wyleciałem na wojskowe mistrzostwa świata do Turcji. Rywalizację rozpocznę w czwartek. To mój pierwszy start w zawodach po dwuletnim rozbracie z zapaśniczą matą. Może to nie jest ścisłe określenie, cały ten czas brałem bowiem udział w treningach klubowych. Jeździłem też z Legią na zgrupowania.

Na 85-lecie klubu pożegnał się Pan z kibicami. Jak bardzo zmienił się najlepszy kiedyś zapaśnik świata od 2001 roku?

Trochę przytyłem. Regularne treningi, bez reżimu trzymania wagi, nie uchroniły mnie jednak przed nabraniem masy. Tak naprawdę nie wiem, jaki to będzie miało wpływ na moją dyspozycję w zawodach. Podczas sparingów czułem się bardzo dobrze. Ale większa waga spowodowała, że jestem nieco wolniejszy niż przed laty.

Kondycja też już chyba nie ta?

Przy stu dwudziestu kilogramach masy ciężko biega się długie dystanse. Nie straciłem jednak siły i to jest bardzo ważne.

Siła i rutyna wystarczą na żołnierzy?

Mam nadzieję.

Ale mogą nie wystarczyć na światową czołówkę?

Muszę się o tym przekonać na własnej skórze. Przed wylotem do Stambułu nie miałem żadnych oporów. Ciężko pracowałem, ale tak naprawdę mój start jest odpowiedzią na pytanie: w jakim miejscu się znajduję. Nie znam nawet moich potencjalnych przeciwników. Powiem szczerze: liczę na złoto, ale z innego rezultatu nie będę robił tragedii. To ciekawe, z tak wielu różnych imprez przywoziłem medale, ale z tej jeszcze nie mam żadnego. Dotychczas startowałem bowiem w turniejach ?Armii Zaprzyjaźnionych?. To były zawody dla reprezentantów klubów z państw Układu Warszawskiego. Na najbliższych mistrzostwach w Turcji wystąpią żołnierze z całego świata.

Nie obawia się Pan, że wszyscy ?rzucą się do gardła? byłemu mistrzowi olimpijskiemu?

Im mocniejszych będę miał przeciwników- tym lepiej. Moje ambicje sięgają dużo dalej niż tylko medal w wojskowych mistrzostwach świata. Chcę wrócić na międzynarodowe areny naprawdę.

Czyli również na areny olimpijskie?

Moim celem są igrzyska w Atenach. Do nich jednak jeszcze długa droga. Nie chcę, żeby ktoś teraz powiedział: Wroński obiecuje, że wróci na mistrzowski tron. Ja deklaruję, że będę o niego walczył.

Oby tylko nie zszargał swojej legendy...Pamiętam jeszcze, jak kibicowałem mu w Seulu...15 lat minęło...

legart
05-08-2003, 15:02
Też pamiętam jak szalał na kilku olimpiadach :+: , ciekawe jak sobie poradzi z tymi żołnierzami

Raffi
09-08-2003, 14:36
Andrzej Wroński (120 kg, Legia Warszawa) został wojskowym wicemistrzem świata w zapasach w stylu klasycznym.

Podczas zawodów w Stambule srebro wywalczył także Artur Michalkiewicz (Śląsk Wrocław).Dwukrotny mistrz olimpijski, po dwóch latach przerwy udanie powrócił na matę. W hali Burhan Felek Gymnasium wygrał cztery pierwsze pojedynki.

- Andrzej pokazał, że przerwa wcale mu nie zaszkodziła. Stoczył bardzo dobre walki. Jedynie w finale musiał uznać wyższość zawodnika tureckiego - tłumaczył trener Ksawery Biedermann. 8)

Raffi
17-03-2004, 12:36
Z tego musi być medal

Dwóch zapaśników Legii walczy między sobą o wyjazd do Aten

Gdy Marek Mikulski zaczynał przygodę z zapasami, Andrzej Wroński był już mistrzem olimpijskim. Jeszcze rok temu "Wrona" szkolił Mikulskiego jako trener klubowy. Teraz obaj zaciekle rywalizują o wyjazd na igrzyska w Atenach.

Andrzej Wroński - dwukrotny mistrz olimpijski (Seul, Atlanta), uczestnik czterech igrzysk - zakończył karierę po nieudanym starcie w Sydney w 2000 roku. Prawie trzy lata zajmował się trenowaniem zapaśników Legii i reprezentacji.

Niespełna rok temu zatęsknił jednak za matą. Postanowił wrócić i spróbować swych sił w najcięższej kategorii wagowej do 120 kg. Po odejściu legendarnego "Syberyjskiego Niedźwiedzia" - czyli Aleksandra Karelina, wydawało się, że nie zostało w niej zbyt wielu mocnych rywali. Starty "Wrona" zaczął dość obiecująco - od wicemistrzostwa świata wojskowych. W tym roku 39-letni zawodnik przegrał jednak dwie szanse wywalczenia biletu do Grecji. W ubiegły weekend w Taszkiencie odbyła się ostatnia impreza kwalifikacyjna.

Do Uzbekistanu Wroński jednak nie poleciał. Dwa dni przed wyjazdem działacze centrali postanowili, że dadzą szansę innemu legioniście - 23-letniemu Markowi Mikulskiemu.

"Młody" szansę wykorzystał. Przegrał dopiero w finale z Irańczykiem Sajadem Barzim. Kwalifikacje zdobywało czterech najlepszych. Sprawa wyjazdu do Aten pozostaje jednak otwarta - nominacja nie jest imienna. - Ja nie zamykam Andrzejowi drogi na igrzyska. W Atenach wystartuje lepszy - deklaruje trener naszej kadry Józef Tracz, który przez długie lata był kolegą Wrońskiego z kadry. - Dziś liderem wyścigu po olimpijski paszport jest jednak Marek Mikulski - dodaje szkoleniowiec.

- Andrzej miał swoje szanse i ich nie wykorzystał. Ja zdobyłem kwalifikacje i to ja powinienem jechać - twierdzi Mikulski.- Na pewno się nie poddam - odpiera Wroński. - Do tej pory walczyliśmy tylko raz. Wygrałem 3:2. - To nie był sprawiedliwy werdykt - odpiera Mikulski.- Przegrany zawsze tak mówi - przekomarza się Wroński.- Cieszę się, że mam w klubie taką rywalizację - wtrąca się trener sekcji zapaśniczej Legii Ksawery Biederman. - Zawodnicy prezentują równy poziom. Z tej walki o wyjazd może wyjść nawet medal olimpijski.

- Karierę zaczynałem w 1992 roku w klubie Warmia Lidzbark Warmiński. W 2001 roku trafiłem do Legii - przedstawia się Mikulski. - Do tej pory trzy razy byłem brązowym medalistą mistrzostw Polski. W ubiegłym roku wystartowałem w kilku międzynarodowych turniejach - wygrałem w Norwegii, byłem drugi w Serbii i trzeci w Finlandii.

- Marek waży tylko 112 kg. W tej kategorii to za mało. Do igrzysk zdąży jednak nadrobić braki. Siły ma już wystarczająco. Na sprawdzianach jest nawet lepszy od Andrzeja - twierdzi Biederman. - Zobaczymy, kto będzie lepszy na macie - kontruje Wroński, który w ostatni weekend startował w międzynarodowych mistrzostwach Polski. Przegrał dopiero w finale z Litwinem Mindaugasem Mazgitisem.

- W eliminacjach go pokonałem - relacjonuje Wroński. - To czwarty zawodnik mistrzostw świata. W półfinale ograłem brązowego medalistę MŚ, Kazacha Curcumię. W 1994 roku, gdy zdobyłem mistrzostwo Europy i mistrzostwo świata, też nie szło mi na początku sezonu. Teraz działacze zapomnieli chyba, że nie walczyłem przez trzy lata. Uważam, że walczę coraz lepiej.- To prawda - kończy Józef Tracz.

17.03.2004 r.


ROBERT MAŁOLEPSZY