PDA

Zobacz pełną wersję : Prośba o stary Felieton!!!



Ufi
12-08-2006, 16:28
Moja prośba dotyczy jednego z Felietonu Kibica. Nie wiem czy pamiętacie jakiś czas temu był felieton pt. "Moja jedyna miłość"......lecz coś sie stało (była jakaś awaria) na stronie Legialive i stracono dane... teraz tego felietonu potrzebuje aby pokazać go pewnej dziewczynie ( chce jej udowodnić że nie jestem jedynym walniętym ;) na punkcie Legiuni). Jak by dało rade go tu wkleić czy dać linka był bym bradzo wdzieczny.

Pozdrawiam.....
.....dobra spadam ( :ucieka: ) na meczyk.

bratJ
16-08-2006, 07:41
Oto i felieton, o który prosiłeś.


Moja jedyna miłość

W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, że spotyka Ją. Od tej chwili cały świat zostaje postawiony na głowie. Wszystko co do tej pory było ważne staje się nic nie znaczącym tłem. Następuje gwałtowne odcięcie od dotychczasowego świata. Marne są szanse, że jeszcze kiedykolwiek ofiara powróci do grona normalnych śmiertelników. Tak też było i ze mną.
Nie pamiętam już, kiedy pierwszy raz Ją zobaczyłem. Chyba gdy byłem jeszcze dzieckiem, bo bawiący się nami los często plątał nici naszego życia. Początkowo mijaliśmy się, nie spoglądając na siebie. Ona była jedną z wielu, które spotykałem. Ja byłem młody i całą wiedzę o życiu mogłem czerpać z telewizji, gazet i opowieści starszych kolegów. Chwila, w której ślepy los, Opatrzność czy też przeznaczenie miały nas połączyć, była jednak coraz bliżej. Aż w końcu znalazłem się obok Niej. Muszę przyznać, że trochę się wahałem. Słyszałem o Niej to i owo i do końca nie byłem pewien, czy warto się angażować? Wewnątrz mojej głowy toczyła się walka lęku i ciekawości. Jak łatwo odgadnąć, laur zwycięstwa przypadł tej drugiej. Poszedłem więc na spotkanie z Nią i przepadłem...
Świat stał się zupełnie inny. Liczyła się już tylko Ona. Na samą myśl, że dawniej próbowałem zerkać na inne, uznawałem siebie za najgłupszego z głupców. Na szczęście dokonałem właściwego wyboru. Mój terminarz zapełniony był datami spotkań z Nią. Najczęściej spotykaliśmy się w środy, soboty i niedziele. Po pewnym czasie uznałem, że to za mało. Szczęśliwie udało mi się odkryć, że mogę Ją spotkać każdego dnia rano, gdy pochłonięta jest przygotowaniami przed pokazaniem się szerokiemu światu. Nasze wspólne życie było wspaniałe. Doskwierał mi tylko jeden problem. Moja luba robiła niezrozumiałe dla mnie przerwy w naszych spotkaniach. Zawsze w zimie i początkowych miesiącach lata. Tłumaczyła się, że najważniejsza jest wiosna i jesień. Że wtedy musi być w szczytowej formie. Smuciło mnie to. Zwłaszcza, gdy kolega z Anglii powiedział, że spotyka się ze swoją wybranką dużo częściej i to praktycznie przez cały rok. Poczułem się oszukany. Zebrałem się jednak w sobie i postanowiłem to wytrwać.
Nie było takiej przeszkody, której nie byłbym w stanie pokonać dla Niej. Wydać ostatnie pieniądze? Nie spać dwie noce, by mieć czas na spotkanie z Nią? Zawalić inne sprawy? Jechać za Nią na drugi koniec Polski? (Bo muszę przyznać, że moja luba miała dziwny zwyczaj dość częstego podróżowania po całym kraju.) Nie stanowiło to dla mnie najmniejszego problemu. W chwilach wielkiej radości i ogromnego smutku – zawsze byłem przy Niej.
Znajomi często mówili mi: „Daj sobie wreszcie spokój. Ona nie jest Ciebie warta. Poświęcasz wszystko i co dostajesz w zamian? Marne resztki i traktowanie jak zło konieczne.” Czasami ulegałem ich argumentom i mówiłem sobie, że to już koniec. Więcej nie chciałem Jej widzieć. Najdłużej w tym postanowieniu wytrwałem tydzień. Potem ulegałem. Mówiłem, że taki już Jej urok. Jest chimeryczna i zmienna jak inne. Potrafi wspaniałe momenty przeplatać beznadziejnymi. Raz dziękuje mi, że jestem i mówi, że wszystko robi dla mnie. Następnym razem odwraca się na pięcie, nie doceniając mego poświęcenia. Właśnie chwile, gdy traktuje mnie jak powietrze są najgorsze. I choć to może wbrew logice to jestem przy Niej do dziś. Trwam.
Jestem naiwniakiem? Pantoflarzem, który pozwala sobą rządzić? Nieszkodliwym wariatem? Może i tak. Po prostu taką cenę trzeba zapłacić za miłość do ukochanej – do Legii Warszawa.