PDA

Zobacz pełną wersję : Liga za kasę - co na to futbol i siatkówka?



Q_(L)
09-05-2003, 14:48
Za GW

Propozycja szefa Polskiej Ligi Koszykówki Janusza Wierzbowskiego może ukrócić obłudę panującą w sporcie i pokazać, że pieniądze - czy tego ktoś chce, czy nie - decydują o obliczu zespołów i ich poziomie - mówią działacze z innych dyscyplin

Pomysł, który firmuje nowy prezes Polskiej Ligi Koszykówki Janusz Wierzbowski, ma przyciągnąć do koszykówki pieniądze i chętnych do inwestowania. Poza 12 zespołami, które mają zapewnione miejsce w PLK dzięki normalnej rutynie spadków i awansów, liga chce zaprosić bogatych. Po wniesieniu opłaty licencyjnej 500 tys. zł będzie można wystawić zespół do gry w PLK bez konieczności walki w niższych ligach. - Pół miliona to wcale nie tak dużo i jeśli będzie taka możliwość, zagramy w PLK. Więcej kosztowałoby nas wywalczenie awansu do ekstraklasy w normalny sposób - mówi Zbigniew Słabęcki, dyrektor Astorii Bydgoszcz, która właśnie awansowała do I ligi (de facto II liga).

Na razie jest to tylko zarys projektu, który jeszcze będzie dyskutowany przez radę nadzorczą PLK (w jej składzie są prezesi klubów), ale decyzję podejmie zarząd Polskiego Związku Koszykówki. Nie wiadomo jeszcze, jak zostaną rozwiązane problemy związane z pomysłem, np. czy zespół zaproszony do PLK może z niej spaść i czy żeby pozostać w grze będzie, musiał co roku wpłacać pół miliona złotych.

Władze PLK postanowiły walczyć o przyciągnięcie inwestorów do ligi, gdyż ostatnio największym problemem stała się niewypłacalność klubów. W kończącym się właśnie sezonie aż trzy z ośmiu najlepszych zespołów musiały przed play off pozbyć się koszykarzy, którym zalegały spore pieniądze. Niektóre kluby z dołu tabeli nie płacą koszykarzom czasami nawet od pół roku. Legia Warszawa od stycznia wystawia amatorski skład złożony z juniorów. Żeby uniknąć takich sytuacji, proponowane jest nowe rozwiązanie - każdy klub przed rozpoczęciem sezonu będzie musiał przedstawić umowy ze sponsorami na łączną sumę miliona złotych. Inaczej nie zostanie dopuszczony do gry. - Ta kwota też nie rzuca nas na kolana. Wiem, że kilka innych zespołów z niższych lig już szykuje się na taki "awans" do PLK - podkreśla Słabęcki.

Wygląda na to, że PLK jest zdeterminowana, aby wszystkimi dostępnymi środkami zapewnić sobie, drużynom i zawodnikom bezpieczeństwo finansowe.

Inni o pomyśle PLK

Leszek Miklas - prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej (PLP)

Jest to nic innego jak system licencyjny, który w piłce nie jest niczym nowym, od kilku sezonów już obowiązuje, choć może jeszcze do tej pory w złagodzonej formie. W nadchodzącym sezonie będą już restrykcyjnie egzekwowane. Licencje przyznaje jednak nie PLP, tylko PZPN, i tak raczej zostanie. Reformy ekstraklasa na razie nie potrzebuje, bo i tak będzie po reformie ograniczona do 14 zespołów. Jeśli zespoły pierwszoligowe nie będą spełniały warunków licencji, na ich miejsce wejdą zespoły z drugiej, które będą potrafiły je spełnić. Nie będą to jednak dzikie karty, tylko awans według kryterium sportowego. To, czy kluby spełniają warunki licencyjne, zwłaszcza finansowe, będą badać audytorzy, tak jak w każdej firmie. Z klubami, które mają na razie największe szanse na awans, sytuacja jest o tyle dobra, że dysponują one infrastrukturą pozwalającą na grę w ekstraklasie.

Artur Popko - prezes Polskiej Ligi Siatkówki

Zmiany zaproponowane przez prezesa PLK Janusza Wierzbowskiego idą w słusznym kierunku. To może ukrócić obłudę panującą w sporcie i pokazać, że pieniądze, czy tego ktoś chce, czy nie, decydują o obliczu zespołów i ich poziomie. Jeśli ktoś się nie wywiązuje z kontraktów, to nie ma czego szukać w sporcie. Mam dobry przykład z własnego podwórka - po połączeniu Kazimierza Płomienia Sosnowiec ze Stolarką Wołomin, klubów, które miały problemy finansowe, powstał jeden silny, który zdobywa Puchar Polski.

Zupełnie inną kwestią jest wysokość licencji. To może przyciągnąć sponsorów, którzy - chcąc od zera wprowadzić zespół np. do PLS - potrzebują na to minimum trzech lat. Taka długa perspektywa często odstrasza sponsorów.

My mamy trochę inne metody badania wiarygodności klubów - sprawdzamy bilans, analizujemy perspektywy finansowe i biznesplan. Dokładnych ram czasowych ani tego, czy dokładnie skopiujemy rozwiązania PLK, nie jestem w stanie podać. Na początku czerwca odbędzie się spotkanie z prezesami klubów w PLS, wtedy będziemy rozmawiać o naszych rozwiązaniach. Na pewno będziemy starać się już w przyszłym sezonie przestrzegać zasady, że klub, mający ponad 200 tys. zł zaległości wobec trenerów i zawodników, nie będzie mógł grać w ekstraklasie. Wiarygodność finansowa to podstawa.

Nie chciałbym, żeby tylko pieniądze decydowały o grze w PLS. Tak wyglądają może struktury NBA, najlepiej może zorganizowanej ligi na świecie, że gra ten, kto ma pieniądze. W naszych warunkach nie może być to jedyne kryterium, ale każdy zespół, który awansuje do PLS, będzie dokładnie sprawdzany pod względem finansowym.

Andrzej Kowalczyk - trener Gipsaru Ostrów Wlkp.

Moim zdaniem "dzikie karty" to bardzo dobry pomysł. Trzeba bowiem zrobić wszystko, żeby Polski Związek Koszykówki w jakiś sposób pozyskiwał pieniądze. Jednym ze sposobów na to jest branie pieniędzy od klubów, które są organizacyjnie przygotowane do gry w ekstraklasie, ale jakimś dziwnym trafem nie mogą się do niej zakwalifikować.

Słyszałem, że w ekstraklasie chcą występować Astoria Bydgoszcz i Turów Zgorzelec. Jeżeli będą w stanie zapłacić wysokie wpisowe, to dlaczego nie mają dostać szansy? Jeżeli jednak chcemy powiększać ligę, to trzeba poważnie zastanowić się nad stworzeniem odpowiedniej formuły open. Obecna blokuje bowiem miejsce w składach ligowych zespołów polskim koszykarzom, którzy bardzo chcą grać, ale nie bardzo mają gdzie. To odbija się później na wynikach reprezentacji Polski.



NOOO... wprowadzenie gry za kasę w naszej piłkarskiej "ekstraklasie" to wyśmienity pomysł...
Jakby teraz mało było wałków, przekrętów, pseudodziałaczy i kombinatorów. A przecież taka możliwość to "woda na ich młyn" lewych interesów...

A gdzie "duch sportu" i rywalizacji, gdzie emocje, radości i smutki dla kibiców związane z awansem/spadkiem?

No bo co (qrcze blade)... taka np.Amica spada z ligi, ale ma kasę, to wpłaca wpisowe i gra dalej...
Z drugiej strony jaka to byłaby oszczędność... nie trzebaby kupować meczy, żeby utrzymać się w lidze :/

Ewelina
09-05-2003, 21:31
to nie byłoby fair zeby o tym w jakiej lidze kto gra decydowała zamoznosc klubowa :(

legart
10-05-2003, 09:32
Myślę że względy sportowe powinny być wypośrodkowane z finansowymi.
PS Polska liga to nie NBA 8- , że by takie eksperymenta wprowadzać

Radio
11-05-2003, 22:25
Co do piłki nożnej to to już kiedyś było a nazywało się fuzje niechy tylko przypomne Lechia-Olimpia Gdańsk czy Sokół Tychy. Zapłacić dobrą kasę i myślę że kilku prezesów klubów by sie zgodziło n przeniesienie gdzieś w Polsce. Co prawda w pierwszej lidze nie ale w drugiej już tak. Poza tym kosz lub siatka to inna skala wydatków. I więcej kasy trzebaby wpompować w ten biznes.