PDA

Zobacz pełną wersję : Moja Warszawa



Rohrau
07-12-2005, 19:18
Od dość dawna nosiłem się z założeniem tego tematu. Moja Warszawa.
Moja Warszawa to miasto małych, wąskich uliczek, których braku z pewnością nikt by nie zauważył. Miasto- labirynt, które wydaje się być ciągle pogrążone w mroku i skąpane w deszczu.
Nie jest to jednak wizja z czarnych gangsta - teledysków. Swoim klimatem bardziej przypomina obraz z filmów noir lat 70 lub miasto z powieści Dostojewskiego.

A jaka jest Wasza Warszawa? Tętniącą życiem i pulsującą neonami metropolią, miastem małych urokliwych kamieniczek a może betonową dżunglą złożoną z blokowisk? Fotografie mile widziane.

http://tinypic.com/ibl9qa.jpg

Jaco
07-12-2005, 19:32
Jedną z dziwniejszych ulic na Górnym Mokotowie jest aleja Promienistych. Jest to maleńka alejka wewnątrzosiedlowa, której przebieg nawet na mapkach jest zafałszowany. Ma jakieś 100 metrów. jeśli ktoś będzie kiedyś w okolicach Al. Niepodległości i Odyńca, niech poświęci 3 minutki i zwiedzi tą dziwną uliczkę:

http://www.euroave.com/maps/01map.php?xcity=warsaw&glj=1407

8)

Paolo'
07-12-2005, 19:54
Temat szlachetny i perspektywiczny :brawo:

Moja Warszawa to miasto, które bardziej czuć niż widać. Raczej stan ducha niż coś jedynie materialnego. Kamienie naznaczone krwią Powstańców. Łzy cisnące się do oczu 1 sierpnia, a zarazem duma wypełniająca wtedy serce. Miasto, którego nauczył mnie mój dziadek. Miejsce, w którym znaleźć można wszystko – od małych uliczek po szerokie arterie, od zabytkowych kamieniczek po pnące się coraz wyżej wieżowce, zależy na co ma się akurat ochotę. Setki wspomnień, dziesiątki miejskich oblicz. Gorące letnie popołudnia w Śródmieściu. Zimowe wieczory na Pradze. Chłodny powiew z bram… Miasto, które kocham.

http://img437.imageshack.us/img437/6391/placgrzybowski3lt.jpg (http://imageshack.us)

Ta fotografia jest dla mnie dobrą metaforą Warszawy - w środku przeszłość, po lewej (powiedzmy) teraźniejszość, po prawej przyszłość.

RadO
07-12-2005, 20:17
Kolejny piękny temat...


Moja Warszawa to miasto, które bardziej czuć niż widać. Raczej stan ducha niż coś jedynie materialnego. Kamienie naznaczone krwią Powstańców. Łzy cisnące się do oczu 1 sierpnia, a zarazem duma wypełniająca wtedy serce. Miasto, którego nauczył mnie mój dziadek. Miejsce, w którym znaleźć można wszystko – od małych uliczek po szerokie arterie, od zabytkowych kamieniczek po pnące się coraz wyżej wieżowce, zależy na co ma się akurat ochotę. Setki wspomnień, dziesiątki miejskich oblicz.

Pieknie napisane. I się z tym zgadzam... Tylko nie dziadek, a dziadkowie (wszyscy troje, których znałem - nawet pomimo tego, że jedna babcia po wyjściu w 1944 nigdy do Warszawy nie wróciła, a osiadła we Wrocławiu).

Oprócz tego dla mnie to niesamowite miejsca na Mokotowie, w pobliżu mojej pracy (mniej więcej pomiędzy Trasą Łazienkowską - Dolną - Belwederską - Al. Niepodleglości). Zwłaszcza podwórka-studnie, nie wiem dlaczego ale coś mnie w nich fascynuje - może to, że tworzą jakby swój, odgrodzony od reszty świat... Dodatkowo Skarpa Wiślana przy Starówce i widok na Pragę czy panorama Warszawy widziana z Pragi...

Moja Warszawa to też "moje" Bemowo bez podziału na "Nowe" i to znane jako "Stare" (czyli Boernerowo). Ot taka Warszawa w pigułce: obok typowego (chociaż moim zdaniem też wyjątkowego - ale to pewnie dlatego, że prawie 24 lata tu mieszkam) blokowiska zaciszne willowe osiedle, obok lotniska las-rezerwat gdzie jadąc na rowerze możesz spotkać łosia, który stoi i patrzy się na ciebie z odległości kilku metrów (przeżyłem to - dosyć osobliwe uczucie), wciąż czynny poligon wojskowy i stary, zaniedbany, acz teraz powoli zagospodarowywany Fort Bema. Coś w tej nowej w końcu dzielnicy jest takiego, że większość moich wychowanych tu przyjaciół swoje mieszkania kupuje na Bemowie. Ja pewnie też tak zrobię...

A ja wciąż Warszawę odkrywam na nowo, ale jakoś w pisaniu o tym mieście zbyt dobry nie jestem... Fotki będą jak wyleczę nogę i będę mógł się swobodnie poruszać po mieście...

arczi
07-12-2005, 20:42
Moja Warszawa jest niczym kameleon. Zmienia sie i przyjmuje rozne barwy, w zaleznosci od pory dnia, oraz moich wlasnych potrzeb. Co chwila odkrywam w niej coraz to ciekawszy odcien danego koloru. Ulubione jej barwy sa jednak ukryte pod przykrywka nocy. Wtedy wlasnie to miasto przemawia do mnie najmocniej. Lubie gre swiatel i cieni. Byc moze dlatego, ze odwracaja uwage, tuszuja wrecz, wszelkie niedoskonalosci kazdego zakatka Warszawy. Jej tragedie, brzydote, przytlaczajacy zgielk i jazgot, oraz krwawą historie tak bardzo widoczne za dnia.
Nocą Warszawa zwalnia swoje szalencze tempo narzucone przez jej ubezwlasnowolnionych mieszkancow i odkrywa swoje najmocniejsze karty. Wtedy wlasnie najbardziej lubie po niej spacerowac i karmic oczy jej pieknem.
Warszawiacy tez sa inni po zmroku. Za dnia przypominaja pracowite mrowki, ktore codziennie wytartymi przez samych siebie sciezkami pokonuja te same przeszkody. Nie zwracaja uwagi na innych. Wciaz zabiegani. Jakby nieobecni. Po zmroku zrzucaja z siebie ciezki pancerz pracowitego owada i wracaja do zycia. Na ich twarzach mozna wreszcie zauwazyc usmiech. Zainteresowanie otoczeniem. Zywiolowosc i bezstroske. W takim otoczeniu i w takim towarzystwie czuje sie najlepiej. W takich okolicznosciach czuje najwieksza wiez z tym miastem, ktore na moje oko tez ma sie lepiej "po godzinach". Za dnia wiecznie rozkopane, zakorkowane, w ciemnosciach zwyczajnie odpoczywa.

Markotny
07-12-2005, 20:46
Ja mieszkam już na Woli 17 lat. Jestem bardzo silnie związany z tą dzielnicą i nie zamienił bym jej na inną... Do dziś pamiętam jak z kumplami jako małe urwisy po 8 lat chodziliśmy na pomidory do pobliskiego Urlycha (miejsce gdzie teraz stoi Wola Park) oraz nasze wieczorne eskapady na przylegle do niego dzialki robotnicze...

A to dwie fotki oddajace piękno mojego osiedla...

http://img261.imageshack.us/img261/6269/osiedle17dp.jpg (http://imageshack.us)

http://img248.imageshack.us/img248/6974/osiedle29ch.jpg (http://imageshack.us)

Wracając do Warszawy to może nie odkryje Ameryki stwierdzeniem, że to miasto ma swoj niepodwazalny klimat... Jednakże może mi się wydaje, ale ten klimat tracimy wraz z postępem architektury... Stare kamienice wyburzane są, a w ich miejsce powstają nowe budynki, które sa pozbawione jakiegokolwiek stylu... Władze naszego miasta powinny więcej pieniążków wykładać na rozwój renowacji starych kamienic bo zagladajac w pewne miejsca mozna odniesc wrażenie, że żyjemy w jednym wielkim slumsie... :roll:

Tuzin
07-12-2005, 20:49
Moze Belgrad ("autostrady" midzy blokowiskami), moze Kiszyniow (monumentalna zabudowa i szerokie jak pas startowy ulice w centrum), moze Frankfurt (wiezowce), moze Rotterdam (zniszczenia wojenne), moze Londyn (kosmopolityczna w polskiej skali), moze Moskwa (chaos), moze Kijow (dzungla nad Wisla), moze Berlin (plac budowy), moze Hiroszima (na 1 sierpnia), moze Bratyslawa (starowka), moze... to miasto ma milion obliczy i to jest najwiekszy skarb dzisiejszej Warszawy.

Tuzin
07-12-2005, 20:57
Zapomnialem o fotce!

Na poczatek niech bedzie z serii Warsaw Suburbs 8)

http://img516.imageshack.us/img516/9833/pc0300081wt.jpg

Stacyjka kolejowa w Radosci w niedzielny mglisty wieczor :]

Rohrau
07-12-2005, 21:12
Moja Warszawa to miasto, które bardziej czuć niż widać. Raczej stan ducha niż coś jedynie materialnego. Kamienie naznaczone krwią Powstańców. Łzy cisnące się do oczu 1 sierpnia, a zarazem duma wypełniająca wtedy serce. Miasto, którego nauczył mnie mój dziadek. Miejsce, w którym znaleźć można wszystko – od małych uliczek po szerokie arterie, od zabytkowych kamieniczek po pnące się coraz wyżej wieżowce, zależy na co ma się akurat ochotę. Setki wspomnień, dziesiątki miejskich oblicz. Gorące letnie popołudnia w Śródmieściu. Zimowe wieczory na Pradze. Chłodny powiew z bram… Miasto, które kocham.

Ot właśnie. Dla mnie to jedyne polskie miasto, które się po prostu czuje. Niektórzy powiedzą- tak jak Kraków. Dla mnie to coś więcej, coś co trudno jest opisać. Najbardziej lubie ukryte w głębi niby zwyczajnych blokowisk kamienice między którymi wiją się małe, wąskie uliczki. Jest w tym coś tajemniczego i pociągającego zarazem. To miasto zaskakuje na każdym kroku, tak jak napisał Arczi, jest jak kameleon. Prócz tajemniczości ukrytej w mroku, za dnia w słoneczne przedpołudnia Warszawa jaki się jako niezwykle urokliwe miejsce, gdzie czuje się duch przedwojennego miasta Starzyńskiego, z jego wszystkimi kępami kwiatów, parkami, ogrodami i kamienicami.

http://strony.aster.pl/war/plteat01.jpg

Viola
07-12-2005, 21:27
Ja też się wpiszę, w końcu to moja stolica :)

Warszawa to dla mnie miasto jak z baśni tysiąca i jednej nocy, będąc w Warszawie czuję się jeszcze silniej emocjonalnie związana z Polską niż zazwyczaj. Miasto, w którym każdym oddechem odczuwa się bohaterską postawę osób, które walczyły o to bym dzisiaj ja w Poznaniu i wszyscy Ci którzy Warszawy nienawidzą byli wolni i mieli prawo do tego by móc mówić o tym jak nienawidzą miasta którego mieszkańcy oddali życie by takie prawo im dać. Już pierwsza wizyta w Warszawie była dla mnie impulsem do tego by poznawać ją coraz lepiej by każdą komórką chłonąć historie i przyszłość która sprawia, że będąc w stolicy mogę spokojnie mówić o tym, że jestem dumna z historii swojego kraju, i że nie muszę się wstydzić swojej stolicy. I nigdy nie będę musiała.

Tyle jeśli chodzi o opinie z zachodniej Polski.

baranek
07-12-2005, 22:49
Mieszkam od urodzenia na Żoliborzu i nie zamieniłbym go na nic. Zielona dzielnnica żyje swoim własnym życiem. Nie porównasz jej z żadną inną w Warszawie. Drzewa, dwupiętrowce na Sadach, przedwojenne domy na Starym Żoliborzu, coś niesamowitego... Tego nie ma nigdzie indziej. Kocham Żoliborz przede wszystkim właśnie za tą wszechogarniającą, bujną zieleń, z czego zresztą słynie. Lecz Joli Bord (fr. "Piękny brzeg") to także potężna dawka lekcji historii, tej krwawej. To tu padły pierwsze strzały Powstania Warszawskiego. Oprócz tego Cytadela, X pawilon, Powązki...To wszystko kształtuje ten niepowtarzalny klimat i urok tej dzielnicy. Taka jest Moja Warszawa.

baranek
07-12-2005, 22:52
http://staryzoliborz.com/files/cytadela5.jpg
http://staryzoliborz.com/files/niegolewski_brod.jpg
http://staryzoliborz.com/files/wieniawskiego1.jpg
http://staryzoliborz.com/files/wieniawskiego4.jpg

Tutaj kilka fotek, niestety nie ojego autorstwa. Pochodzą ze strony www.staryzoliborz.com

Fester
07-12-2005, 22:54
Jedną z dziwniejszych ulic na Górnym Mokotowie jest aleja Promienistych. Jest to maleńka alejka wewnątrzosiedlowa, której przebieg nawet na mapkach jest zafałszowany. Ma jakieś 100 metrów. jeśli ktoś będzie kiedyś w okolicach Al. Niepodległości i Odyńca, niech poświęci 3 minutki i zwiedzi tą dziwną uliczkę:

http://www.euroave.com/maps/01map.php?xcity=warsaw&glj=1407

8)

praktycznie codziennie nia spaceruje :)

Paolo'
07-12-2005, 23:40
Warszawa to dla mnie miasto jak z baśni tysiąca i jednej nocy, będąc w Warszawie czuję się jeszcze silniej emocjonalnie związana z Polską niż zazwyczaj. Miasto, w którym każdym oddechem odczuwa się bohaterską postawę osób, które walczyły o to bym dzisiaj ja w Poznaniu i wszyscy Ci którzy Warszawy nienawidzą byli wolni i mieli prawo do tego by móc mówić o tym jak nienawidzą miasta którego mieszkańcy oddali życie by takie prawo im dać. Już pierwsza wizyta w Warszawie była dla mnie impulsem do tego by poznawać ją coraz lepiej by każdą komórką chłonąć historie i przyszłość która sprawia, że będąc w stolicy mogę spokojnie mówić o tym, że jestem dumna z historii swojego kraju, i że nie muszę się wstydzić swojej stolicy. I nigdy nie będę musiała.


Zrobił na mnie wrażenie Twój wpis, Viola :brawo:

ems
08-12-2005, 01:53
http://img331.imageshack.us/img331/9710/10505465yh.jpg

Herman
08-12-2005, 10:44
Mieszkam od urodzenia na Żoliborzu i nie zamieniłbym go na nic. Zielona dzielnnica żyje swoim własnym życiem. Nie porównasz jej z żadną inną w Warszawie. Drzewa, dwupiętrowce na Sadach, przedwojenne domy na Starym Żoliborzu, coś niesamowitego... Tego nie ma nigdzie indziej. Kocham Żoliborz przede wszystkim właśnie za tą wszechogarniającą, bujną zieleń, z czego zresztą słynie. Lecz Joli Bord (fr. "Piękny brzeg") to także potężna dawka lekcji historii, tej krwawej. To tu padły pierwsze strzały Powstania Warszawskiego. Oprócz tego Cytadela, X pawilon, Powązki...To wszystko kształtuje ten niepowtarzalny klimat i urok tej dzielnicy. Taka jest Moja Warszawa.

no!

mój Żoliborz to Kępa Potocka,Mickiewicza,Bohomolca,Dziennikarska, plac Lelewela,Potok,Ruda (kiedyś Żoli, teraz Bielany), kochana Gwiaździsta, podstawówka, liceum Lelewela...mój Żoliborz to (kiedyś) pierwszy spokojny bastion z powrotu z centrum - pl.Wilsona,domki przy petli 36, Żoliborz Oficerski i Dziennikarski, tramwaje na placu Wilsona, autobus z najpieniejsza trasa w Stolicy - 185 i jego szaleni kierowcy, stadion Marymontu jak i sam Marymont,ulica Hłaski, stare przedowjenne kamienice tu i tam. Żoliborz to leniwe letnie wieczory w zielonych parkach i mroźne zimy w knajpach na Kępie.To spacer na Powązkach,poranne powroty z imprez nad Wisłą.To pełno drzew i zieleni.
To super wspomnienia - kumple, pierwsze przyjaźnie i pierwsza miłość.
Taaa...Żoliborz to fajne miejsce.

Fester
10-12-2005, 15:34
nie wiedzialem gdzie to dac i nie wiem czy bylo...

http://skyscrapercity.com/showthread.php?t=208264

mort
10-12-2005, 16:07
Moja Warszawa to miasto zza szyby samochodu...Nie wiem dlaczego ale wtedy najbardziej ją kocham i podziwiam...Siedząc na tylnym siedzeniu,nie patrząc za ani przed siebie...Oglądam ją z boku...Moja Warszawa to też schiza,żeby nawet na jak najmniejszej uliczce szukać tabliczki z nazwą...Moja Warszawa to Powstanie-ale nie tylko Sierpniowe ale też to z potopu szwedzkiego,to Kiliński i rzeź Pragi,to z listopadowego wieczoru 1830 i Traugutta...Moja Warszawa jest miastem spaczonym-wiem,że z niej żadna piękność zabytkowa i kulturalna...Spaczonym gdyż mimo tego dla mnie jej zabytkowość bije na głowę krakowski Wawel i wrocławską starówkę....Spaczonym bo obłędem w oczach reaguję na teksty o tym,że "gdzieś ładniej bo są zabytki"....Bo uczącym,że do bycia historyczną stolicą Polski nie wystarczy jedno powstanie,którego jedyną ofiarą był Dembowski zabity na procesji...Historią piękną jest Warszawa moja...Ale też teraźniejszością...Jest dla mnie ludźmi,którzy 1 sierpnia o 17 stają w zadumie,ludźmi gotowymi kłócić się do upadłego,że to miasto "krwawej historii,wielkiej piłki i najlepszego rapu z Polski",ludźi,którzy są LUDŹMI.Dla mnie - wszystkim jest moja Warszawa.....

A najpiękniejsza jest zza tylnej szyby samochodu...

W śniegu czy deszczu....Słońcem czy mrokiem skąpana...

Taka jest moja Warszawa.....

Mazi
10-12-2005, 16:31
Moja Warszawa to miasto kontrastów:
-z jednej strony bogaci turyści z zagranicy jeżdżący linią 175 ze swoimi bagażami w celu zwiedzania Starówki, z drugiej strony śmierdzący bezdomni jadący na dworzec centralny

-z jednej strony bogate, oszklone, nowoczesne wieżowce znajdujące się w centrum miasta (np. hotel Westin), z drugiej nieodnawiane, stare, zaniedbane budynki mieszkalne znajdujące się u podnóży tych wspaniałych wieżowców (np. bodajże ul.Żelazna)

-z jednej strony życzliwość, uprzejmość, zwykłych ludzi wobec siebie nacodzień z drugiej równie często widziane (delikatnie pisząc) chamskie zachowania podobnych ludzi...


Moja Warszawa to również Warszawa wspomnień... Warszawa, której obrazu nikt i nic mi nie zabierze, moja Osobista Warszawa... to tu 11 lat temu zmarła bardzo bliska mi Osoba, to tu widziałem Ją po raz ostatni... pamiętam ten dzień tak dobrze, jakby to było wczoraj... jechałem wcześnie rano samochodem z moimi rodzicami przez pewien most... podziwiałem panoramę stolicy, od Starówki po Pałac od północne jej krańce do południowych terenów... od rzeki Wisły odbijał się blask wschodzącego Słońca... Teraz mając ten obraz przed oczami przypominają mi się słowa piosenki "Snu o Warszawie"... to jest moja Warszawa...

Endrju
10-12-2005, 18:48
Mieszkam od urodzenia na Żoliborzu i nie zamieniłbym go na nic. Zielona dzielnnica żyje swoim własnym życiem. Nie porównasz jej z żadną inną w Warszawie. Drzewa, dwupiętrowce na Sadach, przedwojenne domy na Starym Żoliborzu, coś niesamowitego... Tego nie ma nigdzie indziej. Kocham Żoliborz przede wszystkim właśnie za tą wszechogarniającą, bujną zieleń, z czego zresztą słynie. Lecz Joli Bord (fr. "Piękny brzeg") to także potężna dawka lekcji historii, tej krwawej. To tu padły pierwsze strzały Powstania Warszawskiego. Oprócz tego Cytadela, X pawilon, Powązki...To wszystko kształtuje ten niepowtarzalny klimat i urok tej dzielnicy. Taka jest Moja Warszawa.

no!

mój Żoliborz to Kępa Potocka,Mickiewicza,Bohomolca,Dziennikarska, plac Lelewela,Potok,Ruda (kiedyś Żoli, teraz Bielany), kochana Gwiaździsta, podstawówka, liceum Lelewela...mój Żoliborz to (kiedyś) pierwszy spokojny bastion z powrotu z centrum - pl.Wilsona,domki przy petli 36, Żoliborz Oficerski i Dziennikarski, tramwaje na placu Wilsona, autobus z najpieniejsza trasa w Stolicy - 185 i jego szaleni kierowcy, stadion Marymontu jak i sam Marymont,ulica Hłaski, stare przedowjenne kamienice tu i tam. Żoliborz to leniwe letnie wieczory w zielonych parkach i mroźne zimy w knajpach na Kępie.To spacer na Powązkach,poranne powroty z imprez nad Wisłą.To pełno drzew i zieleni.
To super wspomnienia - kumple, pierwsze przyjaźnie i pierwsza miłość.
Taaa...Żoliborz to fajne miejsce.


Herman, normalnie wyjąłes mi to z klawiatury :brawo:

Pilot
11-12-2005, 00:28
hmmm, nie jestem z Warszawy, ale napiszę coś o "mojej" Warszawie.


CZyli "moja Warszawa", to "stare" kamienice na Starówce i N.Ś(heheh, mój wujek odbudowywał tą ulicę :wstyd: ) i ogólnie co jest stare. Może dltego, że jakoś interesuję mnie historia i wszystko co stare? :hmm:
No i jeszcze napiszę o nie mojej Warszawie. :/ Nie nawidzę w Warszawie ludzi "małomiasteczkowych", którzy uważają się za wielkich Warszawiaków! :jejku: Wilecy Warszawiacy, a w zasadzie Warszawianie! :zly:

P.S. Nie jestem ze stolicy tylko z małego miasteczka. 8)
P.S.S. Mieszkałem "trochę" w Warszawie. :chytry:

Sokol
11-12-2005, 01:56
Zapomnialem o fotce!

Na poczatek niech bedzie z serii Warsaw Suburbs 8)

Obrazek (http://img516.imageshack.us/img516/9833/pc0300081wt.jpg)

Stacyjka kolejowa w Radosci w niedzielny mglisty wieczor :]

moja nowa tapeta :)

Cipciuś
11-12-2005, 10:10
Moja Warszawa...
Moja Warszawa ma 2 oblicza...

1 z nich to Warszawa za dnia, Warszawa ktorą widze idąc do pracy, idąć do szkoły czy siedząc na osiedlu.
Jest pełna malych miedzypodwórkowych uliczek, latem pełna zieleni na skwerku, teraz nazwanym skwerkiem Apfelbauma. To Warszawa pełna starych kamienic, to moje stare mieszkanie na rogu ul. Spokojnej i Okopowej ktore wyglada niczym z horroru. TO w koncu szkolne boiska nr.222, 170(49), a takze boisko zwane Syreną.
To tez cmentarze Powąskowski i Żydowski. Kocham chodzić po tym miescie, czesto przemieszczam sie piechotą aby po raz milion sto dziesiąty zobaczyc te same miejsca, przejsc sie kolo skwerka, kolo miejsca gdzie kiedys było getto, pod filarami znajdującymi sie za Nowolipkami, wzdłóż tętniących zawsze życiem pawilonów. TO w końcu Legia Warszawa.

2 oblicze Stolicy to Warszawa Nocą.
To całonocne wędrówki z przyjaciółką po miejscach znanych niewielu, po starym miescie, po Centrum, po Wisłostradzie, to nocne przesiadywanie na Barbakanie, to powroty z rożnych miejsc, najczesciej na piechote żeby móc napałać się pięknem tego miasta
to bezsenne noce w ktore zamaist siedzieć w domu, sam wybijam sie na spacer wracająć do miejsc z wczesnego dzieciństwa
to wieczorno/nocne włajaże po miescie z kumplami, to przesiadywanie na magicznych podwórkach w centrum, na moście gdańskim i wielu innych tajemniczych miejscach, to tez centra handlowe ktore w ostatnich latach wpisały sie w obraz Muranowa/Woli -> Klif / wspomnienia wielkiej ruiny jak go jeszcze nie bylo, wiele zimowych wieczorów zpedzonych weń, Bomi i wiele innych/
Arkadia -> wielki moloch, fajne dziewczyny, przerost formy nad treścią
To też Legia Warszawa i powroty z wyjazdów, uczucia gdy wraca sie z meczu gdzies w cholere daleko i powoli wraca sie do Warszawy...

To miasto z najwspanialszą i krwawą historią.
To miasto dające kiedyś najlepszy hip-hop w kraju.
To masa znajomych gdziekolwiek bym nie byl.
To miasto ktore każe walczyc z życiem a nie uciekać.
To miasto ktorego nie zamieniłbym na żadne inne.

Kocham moją Warszawę.

Maniek
11-12-2005, 10:53
Obrazek (http://staryzoliborz.com/files/wieniawskiego1.jpg)

Tutaj kilka fotek, niestety nie ojego autorstwa. Pochodzą ze strony www.staryzoliborz.com

w tym domu mieszka moja babka od korków z chemii... :P

Michu
11-12-2005, 18:44
Moje osiedle. Osielde biurowców i hoteli połączonych z blokami. A jeszcze kilka lat temu zamiast biurowców były pola gdzie się kopało piłke...

http://qcm.quicksilver.pl/img/12/Nr4%20popr.jpg

http://www.portmanusa.com/hotel/imgs/warsaw_westin01.jpg

http://bi.gazeta.pl/im/6/1793/z1793386G.jpg

mnich
11-12-2005, 22:15
Ku :cenzura: nie rozumiem jak można mówić, ze Warszawa jest do dupy brudna śmierdząca i woogule do pizdy...
Przecież to nasze ukochane miasto, nasza stolica "pełna ulic placów drzew". Jak komuś się nie podoba to niech spier:cenzura: i nie wraca!
Najbardziej boli mnie to że mówią tak sami Warszawiacy, a przecierz to od nich zalezy jaka jest Nasza Warszawa...
Ja kocham to miasto i za nic nie wyprowadze się gdzie indziej!
W Sto(L)icy jest tez naj lepszy klub piłkarski na świecie LEGIA WARSZAWA !!
Co prawda jest też Pogoń, Olimpia, Den Hag, Juve... Ale to nie to samo ;)
OLE OLE OLE OLA !! I TYLKO LEGIA LEGIA WARSZAWA !!

"Chciałem by Warszawa była wielka. I teraz Ją widze wielką" - Stefan Starzyński

Moze troche niecenzuralnie ale bardziej dobitnie, latwo i zrozumialo dla wszystkich sie nie dalo ;)

jasin
11-12-2005, 22:18
a moja Warszawa to bardziej aglomeracja warszawska ;)

a tak zupełnie serio to poczułem, że TU jest mój DOM w momencie kiedy po dość długiej nieobecności wjeżdżałem do Warszawy. tyle w temacie.

mnich
11-12-2005, 22:26
a tak zupełnie serio to poczułem, że TU jest mój DOM w momencie kiedy po dość długiej nieobecności wjeżdżałem do Warszawy. tyle w temacie.

O toto Zawsze jak wracam do Warszawy po nieobecnosci to jakos tak sie wspanale czuje :D Taki powiew radośći i optymizmu :D

Maku
11-12-2005, 23:23
Moja Warszawa to mój dom, moja rodzina, wszyscy znajomi i przyjaciele.
To także mnóstwo wspaniałych wspomnień i całe moje życie.
Warszawa to miejsce, w którym czuję się najlepiej i za którym tęsknię nawet podczas krótkich wyjazdów.
Miasto z niepowtarzalnym klimatem i wspaniałą historią, którą widać tu na każdym kroku.
Moja Warszawa to codzienna droga autobusem do i ze szkoły, mecze ukochanej Legii, imprezy, chwile beztroskie i te bardzo poważne.
To miejsce, które nie pozwala mi zapomnieć o tym kim jestem.
Jestem dumny z tego, że jestem Warszawiakiem.

dyha
12-12-2005, 00:37
z racji mojego zamieszkania ogranicze sie do wrzucenia fotek zalezionych w necie



http://img50.imageshack.us/img50/9387/pana11sb.jpg

http://img50.imageshack.us/img50/6949/pana45do.jpg

http://i8.photobucket.com/albums/a18/provisore/Warsaw___my_subjective_vision_by_r3.jpg

http://www.plfoto.com/zdjecia/781910.jpg

http://www.digart.pl/data/img/79/71/download/248977.jpg
dla mnie mistrz


http://img210.imageshack.us/img210/9478/rondo1nocne18bc.jpg

http://212.51.209.43/~fatman/cyber/WaWa-small.jpg

http://www.rondo1.pl/picture.do?mode=display&id=533

http://img190.imageshack.us/img190/4376/14je.jpg

http://img373.imageshack.us/img373/2254/ptaki11bc.jpg

ide spac , niebawem dorzuce cos nowego.

Rohrau
12-12-2005, 00:40
Fotki 3 i 7 mistrzostwo swiata :brawo:

Sokol
12-12-2005, 00:51
7 kozak :)

a 5 u mnie na tapecie :P

legart
12-12-2005, 09:15
***** nie rozumiem jak można mówić, ze Warszawa jest do dupy brudna śmierdząca i woogule do pizdy...
Przecierz to nasze ukochane miasto, nasza stolica "pełna ulic placów drzew". Jak komuś się nie podoba to niech spierdala i nie wraca!
Najbardziej boli mnie to że mówią tak sami Warszawiacy, a przecierz to od nich zalezy jaka jest Nasza Warszawa...
Ja kocham to miasto i za nic nie wyprowadze się gdzie indziej!
W Sto(L)icy jest tez naj lepszy klub piłkarski na świecie LEGIA WARSZAWA !!
Co prawda jest też Pogoń, Olimpia, Den Hag, Juventuz... Ale to nie to samo ;)
OLE OLE OLE OLA !! I TYLKO LEGIA LEGIA WARSZAWA !!

"Chciałem by Warszawa była wielka. I teraz Ją widze wielką" - Stefan Starzyński

Moze troche niecenzuralnie ale bardziej dobitnie, latwo i zrozumialo dla wszystkich sie nie dalo ;)

Tja byłeś kiedy wieczorową porą na Dworcu Centralnym, zapewne na Twoje wejście komisarz Gabriel rozpylił perfumy Channel nr 5, a przechodziółes kidy przez zaszczaną bramę? Pewnie tez maciejką pachniało. Jak domnemywam szpetota naszego centrum też Ci się podoba, albo rozwiązania architektoniczne w końcowej części Al. Jerozolimskich. I co jak powiedziałem gorzkich słów o o mojej Warszawie to mam stąd ***********?

A własnie moja Warszawa ma twarz raczej szpetną, pełną starych odrapanych czynszowych kamienic Woli i północnej części Pragi. Podwórek typu studnia, przejściowych bram. Niestety coraz więcej tych kamienic które przetrwały wojnę wali się -patrz kamienica na rogu Żelaznej i Grzybowskiej. Moja babcia mieszkała w starej odrapanej kamienicy na Krochmalnej (na tyłach Browaru Warszawskiego), która juz nie istnieje. I mimo że nie było ciepłej wody i kibel był na podwórku uwielbiałem ten dom. Właśnie taka turpistyczna Warszawa jest mi bliska, opiewana przez Hłaskę, Himilsbacha, Tyrmanda czy Marka Nowakowskiego, przesiąknięta odorem skwaśniałych alpag czy też na wpół przetrawionej gołdy.

W odróżnieniu od takiej szpetoty, nienawidzę łat Warszawy "gomułkowskiej" czy "gierkowskiej". Obrzydliwe szare bloki między placem Bankowym a Starówką czy też Osiedle za Żelazną Bramą są mi obce. O dziwo "bierutowskie" socrealistyczne domy lepiej się wkomponowały w tkankę miasta i gdym nie miał świadamości że zamiast nich na Marszałkowskiej powinny stać secesyjne czy klasycystyczne kamienice to bym prawie je polubił.

Nie jest tak ze kocham tylko brzydotę Warszawy. Bardzo podobają mi się osiedla willowe na Mokotowie, Saskiej Kępie czy Żoliborzu. Lubię się przejść Starówką, Krakowskim Przedmieściem czy Alejami Ujazdowskimi zwłaszcza w okresie jak jest mniej turystów. Cieszą moje oko zachowane w dawnym stylu z Powstania duże kawałki Mokotowa czy też Śródmieścia Południowego. Uwielbiam przemysłowe zabytki Warszawy zwłaszcza rotundy gazowni na Woli, Wytwórnię WÓdek "Koneser" na Ząbkowskiej czy też elektrownię na Powiślu. Teraz jak mam dziecko staram się z Marysią zwiedzać różne parki warszawski i niektóre są naprawdę piekne. Oprócz Łazienek Królewskich (które rozumieją się same przez się) bardzo spodobał mi się Park Skaryszewski, który niestety nie jest doceniany. Napić się zimnego króleszczaka w ciepły letni wieczór nad brzegiem Kamionka to sama rozkosz.

Lukass
12-12-2005, 19:33
U mnie na tapecie pojawiła się 1 zdjęcie. Naprawde fotki cudowne. Jeśli macie cuś więcej to dajcie :oczko:

Nazgul
12-12-2005, 19:38
Fotki 3 i 7 mistrzostwo swiata :brawo:

Dokładnie 8)

Obiecałem sobie, że jak spadnie śnieg połażę z aparatem po Szmulkach. Bez kitu ta dzielnica ma klimat... pracuję tam od dwóch lat i coraz bardziej kocham to miejsce...

foks
12-12-2005, 20:17
moja Warszawa jest baardzo zroznicowana...
to ulice takie jak nowy swiat i chmielna ktorymi uwielbiam wracac z UW do metra centrum nawet w zimne i mokre dni, to ursynowskie blokowiska miedzy ktorymi spacer i rozmowa z kims znajomym jest czyms codziennym ale nigdy nie nudzacym.
to wielkie drapacze chmur za ktorymi zawsze sie ogladam ale i stare niskie budynki, ktore pamietaja o pieknej i bohaterskiej historii naszego miasta...
miasto w ktorym sa osadzone moje marzenia, centrum po ktorym uwielbiam spacerowac w tloku miedzy przechodniami, ktore w wakacje wymiera i robi sie smutne... miasto ktorego mimo swoich wielu wad nie zamienilbym na zadne inne...

Łysolek
12-12-2005, 20:44
Moja Warszawa.
Na początku moja Warszawa była kilkoma blokami na warszawskim Ursynowie , gdzie były górki , skup makulatury , pętla , wojny na tzw. bryłki z blokiem obok ( pozdro .F. ) , boisko z koszami i do piłki nożnej , szkołą średnią i podstawówka , z SAMEM osiedlowym oraz z budujacymi się coraz to wiecej wokoło budynków .
Później ( lata 1993-1999 ) to poznanie pasji zyciowej jaką jest Legia , poznanie Warszawy jako miasta tętniącego życiem , tłokami w autobusach i budową metra . Przyzwyczaiłem się do tego miasta niesamowicie , ten stadion X-lecia, PKiN , Dworzec Centralny , Starówka oraz szkoła srednia gdzie z jednej strony kryminał , z drugiej izba dziecka , z trzeciej Wydział Kryminalistyki z czwartej jednostka wojskowa , moja Warszawa tak wielka a zarazem tak odkryta choć nie do końća , bo wciaz powstają nowe osiedla , rozbudowywują sie starsze i nowsze dzielnice , jest coraz wieksza...
Obecna Warszawa to wielki tłok i korki na drogach , to ciężki dojazd do pracy , coraz wiecej obcych tablic i ludzi , którzy nie czują nic do tego miasta .
Moja Warszawa to Muzeum Powstania Warszawkiego , to pomniki na wyścigach , Złamana Wieża , aleja KEN oraz ludzie , których tu poznałem kilkanaście lat temu i znamy sie do dziś w tej pięknęj Naszej Warszawie :)

disco
13-12-2005, 01:42
Urodzilem sie tutaj i ilekroć znajduję sie na wolskiej Żelaznej to tak sobie myśle: to tu pierwszy raz odetchnąłem warszawskim powietrzem... a ma ono smak calej historii tego miasta.
Warszawa...zawsze wiedziałem, że czuję się szczęśliwy będąc w niej, mnieszkając w jej sercu, chodząc do szkoły podstawowej dwieścietrzeciej i jako mały szczyl zupełnie nie pojmując prawdziwości zawalonych kamienic, śladów po kul obok okna, dziwnych układów ulic... Małe dzieci sa najbardziej prawdziwe we chwytaniu otoczenia i sadze, ze wtedy sie we mnie uksztaltowalo to co bez watpienia moge nazwac miloscia do tego miasta.
Warszawa to przede wszystkim duma, ze jestes stąd. Duma z miejsca, ktore na zawsze bedziesz miał wpisane obok swojej daty urodzenia. To cos czego nigdy juz nie stracisz.
Warszawa jest dla mnie bardzo spersonifikowana. Zawsze tesknie do niej jak do osoby. To moze glupie, ale gdy ilekroc sie jedzie na wyjazd za (L), ja zawsze wiem, ze najlepszy moment to ten, gdy wita mnie znow.
Jakies 10 lat temu wracalem z obozu harcerskiego (ZHR pzdr! :) ) i nigdy juz nie zapomne tego co wtedy poczulem wjezdzajac od północy. Pierwsze miejskie autobusy, pierwsze światła, pierwszy Pałac Kultury. Ilekroć pozniej wracalem z krotkich i bardzo dlugich wyjazdow, zawsze myslami bylem w moim miescie.
Kocham to uczucie chodzac po niej po tygodniu niebycia i obserwacji ile sie wokolo zmienilo.
Warszawa latem..pusta i jeszcze bardziej bliska. Warszawa zimowa, godzina dwudziesta.
Warszawa uzaleznia poza tym. Jej tempo, wyjscie rano z domu, bieg do metra, uczelnia, popoludniowy, wieczorny lub nocny powrot, deszcz i swiatla miasta. Autobusy i tramwaje. Warszawskie powietrze.
Warszawskie Okęcie. Zadne chyba lotnisko nie jest takie jak to... WAW.
Moglbym pisac i pisac, ale nie wierze, ze ktos chcialby to czytac :)

A tak wogóle...to każdy powrót smakuje bardziej. Bo jesteś stąd!


http://img471.imageshack.us/img471/5769/waw8xi.jpg

legart
13-12-2005, 08:09
Disco ja tez urodziłem się w szpitalu św Zofii :)

Paolo'
13-12-2005, 20:44
Warszawa jest dla mnie bardzo spersonifikowana. Zawsze tesknie do niej jak do osoby. To moze glupie, ale gdy ilekroc sie jedzie na wyjazd za (L), ja zawsze wiem, ze najlepszy moment to ten, gdy wita mnie znow.
Jakies 10 lat temu wracalem z obozu harcerskiego (ZHR pzdr! :) ) i nigdy juz nie zapomne tego co wtedy poczulem wjezdzajac od północy. Pierwsze miejskie autobusy, pierwsze światła, pierwszy Pałac Kultury. Ilekroć pozniej wracalem z krotkich i bardzo dlugich wyjazdow, zawsze myslami bylem w moim miescie.
Kocham to uczucie chodzac po niej po tygodniu niebycia i obserwacji ile sie wokolo zmienilo.


To dziwne, ale takie uczucie towarzyszy chyba bardzo wielu warszawiakom. Pamiętam, że jako dziecko wracając do Warszawy z wakacji czy jakiegokolwiek dłuższego wyjazdu zawsze odliczałem ostatnie metry przed ponownym przekroczeniem tablicy z napisem "Warszawa", wiwatując ten moment jakby nie wiadomo co się stało, mimo iż na pewno nie byłem jeszcze wtedy świadomy swojej miłości do Tego Miasta. Takie uczucie towarzyszy mi zresztą w podobnych sytuacjach do dziś :)

Herman
13-12-2005, 21:00
jasna sprawa !
mijam tablice na środkowym pasie zieleni wracajac z trasy na północ i myśle "jestem u siebie"...
miłe uczucie

RadO
13-12-2005, 21:47
Nie inaczej jest ze mną :D

szczepan
13-12-2005, 23:32
od trzech lat jezdze na obozy sportowe do Leborka... wyjazd pociagiem zawsze w nocy... 00:30/01:00... i zawsze wyjezdzajac staram sie jak najlepiej zapamietac to co widze opuszczajac Warszawe... wiezowce, bloki, domy jednorodzinne, latarnie... Swiatla Miasta!... i potem trzymam to w sobie! przez cale czas obozu... a potem powrot... godzina kolo 5/6 rano... ja wprawdzie na wpoltrzezwy... ale jednak zawsze obraz tego miasta budzacego sie do zycia... pierwsze autobusy poranne... samochody... ludzie wracajacy z nocnej zmiany lub idacy na rano do pracy... powoduje ze czuje sie jakos zupelnie innaczej... jakos lepiej... bo wiem ze jestem u siebie...

tak samo jak z wyjazdami na wakacje feria etc... tez zawsze widok palacu kultury, wiezowcow bo te widzi sie pierwsze zawsze mnie raduje... ale wlasnie jakos najbardziej pamietam te wyjazdy do i powroty z Leborka... wyjazd to noc-powrot to ranek... jak dla mnie cos niesamowitego... a teraz tylko czekam kolejnych wakacji!

szczepan
13-12-2005, 23:35
[

To dziwne, ale takie uczucie towarzyszy chyba bardzo wielu warszawiakom. Pamiętam, że jako dziecko wracając do Warszawy z wakacji czy jakiegokolwiek dłuższego wyjazdu zawsze odliczałem ostatnie metry przed ponownym przekroczeniem tablicy z napisem "Warszawa", wiwatując ten moment jakby nie wiadomo co się stało, mimo iż na pewno nie byłem jeszcze wtedy świadomy swojej miłości do Tego Miasta. Takie uczucie towarzyszy mi zresztą w podobnych sytuacjach do dziś :)

dokladnie!

pamietam ze jeszcze w podstawowce wracajac z obozow/zielonych szkol/majowek zawsze jak mijalismy w drodze powrotnej napis WARSZAWA to caly autokar zaczynal spiewac albo "Jestem z miasta" Elektrycznych Gitar albo "tak sie bawi tak sie bawi STOLICA"... nie wiem czemu bo w sumie straszne dzieciaki bylismy wtedy ale zawsze to szlo...

Paolo'
13-12-2005, 23:41
http://tinypic.com/iljbww.jpg

:)

... chociaż ja zawsze odliczałem do herbu z Syrenką - najcześciej właśnie na trasie z północy, tak jak pisze Herman.

kosciesz
14-12-2005, 00:27
Warszawa?
- Warszawa to miasto w którym się urodziłem... w szpitalu na Karowej, dwa kroki od Starego Miasta z oknami na Wisłę...
- Warszawa to miasto, w którym nie miałem się okazji wychować... moje wspomnienia związane z Warszawą w wieku kilku lat to nie szkoła czy podwórko tylko neony na Placu Konstytucji... Te nenony to było naprawdę coś... kiedy tylko miałem okazję być w Warszawie liczyłem, na to, że wyjadę stąd na tyle późno, że neony zdążą się zapalić
- Warszawa to Billa (bodajże) na rondzie Wiatraczna - wielki sam, w którym można było kupić Coca-Colę
....
....
....
- Warszawa 10 lat później to Legia... nigdy wcześniej nie interesowałem się piłką... ale to miejsce mnie zaczarowało
- Warszawa to wariackie dojazdy kilkunastoletniegoletniego chłopaka... 70 kilometrów PKSem, tak, żeby być dwie godziny przed meczem...
i powroty do domu po północy, też najczęściej sam (czasem turi spotykałem ;) )
do dzisiaj nie wiem dlaczego moi rodzice się na to zgodzili
- Warszawa to miasto wreszcie miasto, które stało się moje z wyboru... bo to Lublin zebrał więcej plusów przy wybieraniu miejsca studiów - a ja się na Warszawę uparłem
- Warszawa to miasto, w którym nie mam swojego domu... brakuje mi tego strasznie
- Warszawa to miasto, którego moi koledzy ze studiów serdecznie nienawidzą... brudne, zaganiane, bez charakteru -> miasto do którego przyjechali studiować, ale którego nigdy nie będzie ich miastem
- Warszawa to miasto, w którym wracając ze spacerów/przejażdzek autobusami do dzisiaj nie mogę się nacieszyć, że tu mieszkam
- Warszawa to niestety miasto zasikanych i zasranych (przez psy) chodników... przechodząc obok Dworca Centralnego, szczególnie latem ciężko nabrać powietrza do płuc
- Warszawa to również pseudo-warszawiacy, którzy wyrabiają mieszkańcom naszego miasta opinię buców... już kilku takich spotkałem (szkoda wspominać)
- Warszawa to zawsze Warszawa a nigdy stolica... bo stolica to miejsce, które przyciąga różnego rodzaju karierowiczów itp... jak stolicę ktoś kiedyś przeniesie to i oni odejdą... a Warszawa to to miasto i nic nie jest wstanie go zmienić
- Warszawa to miasto, w którym już zostanę...

Nazgul
14-12-2005, 01:02
Czy ktoś z Was kojarzy starą, przedwojenną jeszcze samotną kamienicę naprzeciwko bramy Cm. Wojskowego na Powązkach?
Obok tej kamienicy była kiedyś, baaardzo dawno temu pętla autobusowa - miały tam przystanki końcowe linie 170 i 122. Jelcze "ogórki" zwykłe i przegubowe - uwielbiałem je...
A tuż przed bramą owej kamienicy była sobie budka warzywna w której starszy pan sprzedawał także oranżadę w butelkach z porcelanowym korkiem na drucie...

...a na Pionierskiej biegały kury...

To był mój dom do 1975 roku... Potem 27 lat na Chomiczówce ale prawdziwie moje rejony, rejony najwcześniejszego pamiętanego dzieciństwa to kwadrat ulic: Broniewskiego, Elbląska, Powązkowska, Pionierska/Literacka...

A urodziłem się w Bielańskim...

MK
14-12-2005, 10:19
Nazgul, Ja na elbląskiej pierwsze 3 lata mojego życia spędziłem, i też w bielańskim się urodziłem 8)

baranek
14-12-2005, 11:38
Ja tak samo panowie, Bielański po raz pierwszy, a od Elbląskiej to o rzut moherowym beretem mieszkam 8)

huta
16-12-2005, 12:22
Witam
Pomimo, że spoza Stolicy z zachwytem czytam Wasze opinie o Waszym mieście. Zresztą ilekroć u Was jestem czuję się w wielu miejscach jak w mojej Nowej Hucie. Legię też szanuję

Herman
16-12-2005, 15:10
też się w Bielańskim urodziłem, ale z późniejszych czasów średnio w sumie wspominam ten szpital.Jego stan jest chyba jedym z gorszych w przekroju warszawskich szpitali.
Ciekawi mnie, czy macie tak jak ja.Poruszając sie w obrębie Warszawy a później wracając do domu macie jakąś "granicę" tzn. miejsce gdzie jestescie już "totalnie u siebie".
Dla mnie taką granicą jest pl.Wilsona. Kiedyś był on dodatkowo granicą spokoju - tu kończyły się korku,gwar,tłumy ludzi.Niestety po otwarciu stacji metra to miejsce sporo staciło.Najbardziej denerwujące są stragany ze stanikami,rękawiczkami,płytami dvd i innym szmelcem.Nie wiem czy nie ma sposobu na usunięcie tych ludzi.Rozumiem,że chcą zarobić,ale wszystko ma swoje granice.KIlka dni temu kobieta rozłożyła swój mandzur z gaciami prawie w wejściu do metra.Ehh..
Z drugiej strony granicą jest dla mnie okolica Hali Marymonckiej.Później już tylko spojnymi uliczkami Marymontu do domu..

Tuzin
18-12-2005, 04:22
http://images1.fotosik.pl/5/rahqwxt7nzr8tiqv.jpg

Herman
18-12-2005, 12:47
jaki mexyk

RadO
18-12-2005, 14:46
Panie, Panowie zdaje się, że mamy skandal:


Mieszkańcy starego i Nowego Miasta nie zgadzają się na budowę apartamentowca na Rynku Nowego miasta. Miałby on powstać w miejscu kina Wars. Dla wielu osób jest to zabytkowy teren.

Inwerstor – firma Serenus wystąpił do miasta o wydanie warunków zabudowy dla planowanego budynku. Obiekt, który ma stanąć w miejscu kina Wars będzie miał cztery kondygnacje oraz garaż podziemny.

Nieznana nikomu firma Serenus to spółka założona przez Max Film – właściciela sieci kin na Mazowszu. Firma ta nie może prowadzić działalności developerskiej dlatego powołała oddzielną spółkę.

Firma twierdzi, że budynek mieszkalny w miejscu kina Wars jest konieczny. Kino jest zamknięte a firma wciąż ponosi za nie koszty utrzymania. Na pocieszenie dla wszystkich niezadowolonych jest plan powstania sali filmowej na parterze budynku.

Okoliczni mieszkańcy są przeciwni nowej inwestycji. Nie chcą nowoczesnej zabudowy w zabytkowym otoczeniu. Poza tym uważają, że podziemny parking wymusi dojazd do budynku przez nowomiejski rynek, a do tej pory nie jeździmy tędy samochody.

Radny dzielnicy Śródmieście zajął się już rozparzeniem wniosku zdenerwowanych mieszkańców. Jest więc szans na zablokowanie inwestycji, która zniszczyłaby zabytkowy charakter rynku.

Paolo'
18-12-2005, 15:38
"Pasowałby" tam jak ulał :kurde:

http://img503.imageshack.us/img503/7776/ryneknowegomiasta1st.jpg (http://imageshack.us)

Nazgul
18-12-2005, 16:15
Kogoś pojebało :(

Czemu nie w miejscu wyburzonego Zamku Królewskiego?

:O

Smetny
18-12-2005, 20:06
Panie, Panowie zdaje się, że mamy skandal:


Mieszkańcy starego i Nowego Miasta nie zgadzają się na budowę apartamentowca na Rynku Nowego miasta. Miałby on powstać w miejscu kina Wars. Dla wielu osób jest to zabytkowy teren.

Inwerstor – firma Serenus wystąpił do miasta o wydanie warunków zabudowy dla planowanego budynku. Obiekt, który ma stanąć w miejscu kina Wars będzie miał cztery kondygnacje oraz garaż podziemny.

Nieznana nikomu firma Serenus to spółka założona przez Max Film – właściciela sieci kin na Mazowszu. Firma ta nie może prowadzić działalności developerskiej dlatego powołała oddzielną spółkę.

Firma twierdzi, że budynek mieszkalny w miejscu kina Wars jest konieczny. Kino jest zamknięte a firma wciąż ponosi za nie koszty utrzymania. Na pocieszenie dla wszystkich niezadowolonych jest plan powstania sali filmowej na parterze budynku.

Okoliczni mieszkańcy są przeciwni nowej inwestycji. Nie chcą nowoczesnej zabudowy w zabytkowym otoczeniu. Poza tym uważają, że podziemny parking wymusi dojazd do budynku przez nowomiejski rynek, a do tej pory nie jeździmy tędy samochody.

Radny dzielnicy Śródmieście zajął się już rozparzeniem wniosku zdenerwowanych mieszkańców. Jest więc szans na zablokowanie inwestycji, która zniszczyłaby zabytkowy charakter rynku.
mgoliby przynajmniej zrobic mu stylizowana elewacje tak jak to jest z biurowcem na przeciwko Teatru Wielkiego :-

RadO
18-12-2005, 22:08
Kogoś pojebało :(

Czemu nie w miejscu wyburzonego Zamku Królewskiego?

:O

Bo stosują metodę małych kroczków... Poczekaj jeszcze 10-15 lat.

MK
18-12-2005, 22:08
Smetny, to o czym piszesz jest rekonstrukcją ratusza

buba(L)a
18-12-2005, 22:10
Nazgul napisał/a:
Kogoś pojebało :(

Czemu nie w miejscu wyburzonego Zamku Królewskiego?

:O


Bo stosują metodę małych kroczków... Poczekaj jeszcze 10-15 lat.


ta, jak to powiedzial, jeden z najwiekszych filozofow XXIw.: oni beda jedli lyzka nie chochlą.

Rohrau
18-12-2005, 23:02
A po co im jakieś starocie tam? W takim dobrym miejscu lepiej multikino albo inną arkadie pierdyknąć :ucieka:

Tuzin
19-12-2005, 03:21
Smetny, to o czym piszesz jest rekonstrukcją ratusza

Hehe rozwalil mnie tekst Smetnego. Pod rozwage dla fanow "odbudowy" np kamienic na Marszalkowskiej a wlasciwie ich atrap, wydmuszek, imitacji...

Pan Artysta
19-12-2005, 07:56
Smetny, to o czym piszesz jest rekonstrukcją ratusza

Hehe rozwalil mnie tekst Smetnego. Pod rozwage dla fanow "odbudowy" np kamienic na Marszalkowskiej a wlasciwie ich atrap, wydmuszek, imitacji...


nie wszyscy muszą wiedzieć, że tak dawniej Ratusz wyglądał :zlosliwy:

a było tak:

http://tinypic.com/ir75a0.jpg


ps:

jak czasu będzie więcej to coś wam powklejam z mojego zbioru :chytry:

Tuzin
19-12-2005, 08:29
Gumas! To Ty az tak stary jestes? :O

Smetny
19-12-2005, 12:28
Smetny, to o czym piszesz jest rekonstrukcją ratusza
Rekonstrukcja jest tylko czesc budynku, z tyłu jest normalny biurowiec. Uważam że coś takiego jest lepsze od typowego nowoczesnego budynku

Herman
19-12-2005, 12:36
95 nie widzisz ?

Mrozik
19-12-2005, 19:48
Moja Warszawa to Muzeum Powstania Warszawkiego , to pomniki na wyścigach , Złamana Wieża , aleja KEN oraz ludzie , których tu poznałem kilkanaście lat temu i znamy sie do dziś w tej pięknęj Naszej Warszawie :)
:]

buba(L)a
19-12-2005, 23:13
Gumas! To Ty az tak stary jestes? :O

a to '44 z avatara to nie rok urodzenia :hmm: zagadkowe to...
gdzies na tym forum ktos kiedys ( :hyhy: ) dal linka ze starymi fotami Warszaway i nowymi do porownania.. moze go macie??
pzdr

Paolo'
20-12-2005, 01:38
Może to to: http://www.stalus.iq.pl/show.php/idc/1

Paolo'
27-12-2005, 23:53
Cytat na temat Saskiej Kępy z książki "Bedeker warszawski. Praga" Olgierda Budrewicza. Ujęło mnie coś w tych słowach:

(...) Odrębny świat - cały świat: od Łotewskiej po Madrycką, od Finlandzkiej (gdzie chłopcy chętnie bawią się nożem fińskim) po Rzymską i Lizbońską.
Ale to jest Warszawa. Jeżeliby zbrakło innych dowodów, dość odczytać z planu miasta: Walecznych, Obrońców, Zwycięzców.

I jeszcze fotka tak trochę od czapy, znaleziona gdzieś w necie. Klimatyczne ujęcie z kościoła św. Krzyża:

http://img261.imageshack.us/img261/1507/wkrzy9bc.jpg (http://imageshack.us)

Tuzin
07-01-2006, 23:57
Warszawskie niebo jest dobrze strzezone.
http://img327.imageshack.us/img327/9208/p10600065hk.jpg

Paolo'
20-01-2006, 23:14
Fajne fotki trochę innej Warszawy, ale równie prawdziwej:
http://www.sluzbazdrowia.com.pl/sielski/

Nazgul
27-01-2006, 12:20
Nie wiem czy było - ale wrzucę...

http://www.starawarszawa.pl/

puerto
27-01-2006, 23:26
[center:cf7b652330]Moja ukochana Praga[/center:cf7b652330]
http://i1.tinypic.com/mmzkhc.jpg

Pawełek
21-02-2006, 10:05
"Moje miasto"


Wychodzę na rozsłoneczniony Plac
tonący w kwiatach
z Pomnikiem Lotnika
po środku

Pod Dwójką znów chwiejne postacie
Biesiada tu trwa bez końca

Idę

Spotkanie mamy w Astorii
dwadzieścia minut piechotą
Na rogu Chmielnej i Wielkiej
jak zwykle

Szpaler kamienic oddaje zbawienny chłód
I tylko ich szczyty promienieją jasnością
Chłonę każdą ich cegłę

Po lewej Magiczna Świątynia
Tam wejdę do Armii Chrystusa
kiedyś

Przecinam ulicę
Bruk śmieje się bezszelestnie

Coś podpowiada
cichutko

To Twoje Miasto

Już widzę wieżyczkę dworca
Już niedaleko

A ptaki stalowe budzą się do lotu
dumnie prężąc piętnowane czarnym krzyżem
skrzydła

Chłopaki czekają w Astorii
Ja idę
lecz nie wiem która godzina

Kalendarz w witrynie
straszy ostatnią kartką
wakacji

Wokół błagalny szept

Niech czas się
zatrzyma

_________

Paolo'
06-04-2006, 10:44
Przeglądam właśnie książkę Marka Zagańczyka "Krajobrazy i portrety" i natknąłem się na ciekawy opis jego Warszawy:

"Warszawa ma swój wymiar codzienny i historyczny, jest sceną narodowych powstań i miejscem zakupów. Bywa piękna i szpetna zarazem. Trudno w niej żyć, choć nie sposób o niej zapomnieć. To miasto wymaga miłości pełnej wyrzeczeń. Ma wiele jakże odmiennych wizerunków. Nie wystarczy jednak uważnie mu się przyglądać, trzeba jeszcze poruszyć wyobraźnię i z dawnych świadectw wskrzesić obraz, który zniknął, zdawaloby się nieodwołalnie. Warszawa ma jakby podwójne oblicze, jest miastem, które było, i miastem, które jest. Nie zawsze te dwa światy do siebie pasują."

PS. A wiersz Pawełka w deseczkę, szczególnie te ostatnie wersy...

kaelowiec
16-08-2008, 00:37
Panowie to chyba odpowiedni temat

rzucam hasło 'Rezerwat'

i ide spać !

sądze że jutro ciekawie tu poklikamy bo yten film mnie zmiażdżył !

MaxyM
07-10-2008, 23:00
Miś gastronomiczny współcześnie

Istnieją w Warszawie jeszcze miejsca, w których prawdziwy porucznik Borewicz wyjęty z poloneza i przeniesiony do współczesnej Warszawy odnalazłby się bez doznania szoku, palpitacji serca i oczopląsu. Takim miejscem jest Paragraf, bar kawowy znajdujący się w Alejach Solidarności 84. Pamiętam czasy szkoły średniej i studenckie, kiedy często przesiadywałem w nim ze znajomymi. Wystrój kawowego baru niczym nie różnił się od kawiarni znanych mi z filmów Barei. Firanki z bordowym zasłonami, stoliki i krzesła - kolekcji jesień 1979, wykładzina i bar. Bar był najlepszy. Za szybą wiecznie świeże wuzetki, babeczki i pączki, automat do napojów gazowanych i specyficzny zapach.. Była to woń alkoholu i papierosów z domieszką najróżniejszych perfum, kawy i lakieru do włosów. W każdym razie zapach niepowtarzalny i dobrze się utrwalał na odzieży klientów. Pamiętam, że wystarczyło wejść i wyjść, a Paragraf był na nas. Jeżeli ktoś bardzo tęsknił za tym miejscem, wystarczyło, że w domu idąc spać podłożył sobie jakąś część garderoby obok siebie, którą miał włożoną podczas ostatniej wizyty, a jeszcze nie została wyprana. Śpiąc czuł się jakby spał na wykładzinie Paragrafu i zaraz ktoś mu nastąpi na głowę. Klienci byli przeróżni. Okoliczni panowie mający weekend każdego dnia od wczesnych godzin porannych do późnych godzin nocnych. Studenci, a także adwokaci i prokuratorzy z racji tego, że naprzeciwko znajduje się sąd. Pamiętam jednego adwokata. Nie wiem czy pił, bo był tak dobry i wygrywał sprawy czy pod wpływem Paragrafu był wiecznie w bajkowym klimacie i sprawy przegrywał, ale wiem jedno. Gdy już był w klimacie z baśni, to zaczynał śpiewać arie operowe i nie obchodziło go wtedy nic. Muszę przyznać, że zaskakująco dobrze mu to wychodziło, zawsze otrzymywał oklaski. Kłaniał się, dziękował i na jakąś godzinę odpływał trzymając się cukiernicy lub solniczki. Za plecami często można było usłyszeć „Kaziu, ale tylko jedno, bo sprawę mam”, urocze. Jestem przekonany, że nie raz zaskakujące spotkania odbywały się na salach sądowych. Bar kawowy „Paragraf” miał swój klimat i swoją klientelę, miał to coś, czego brakuje często pięknym kawiarniom. A to ważniejsze niż meble od najmodniejszych projektantów i kawa z odchodów lisa sprowadzona w beczkach przez osiemset szlaków i 40 państw, bo takie miejsca się zapamiętuje i o nich opowiada, a w tych pięknych wypija kawę i idzie się dalej.

Jaco
07-10-2008, 23:16
Maciek, Ty wracaj do kraju.... :grr:

Czeka na Ciebie Paragraf i kilka innych klimatycznych lokali oraz mnóstwo koleżanek i kolegów. :ofmc:

Jastrząb
07-10-2008, 23:38
Zacny temat :)

Moja Warszawa, to Warszawa okiem człowieka nie urodzonego tu, ale kochającego to miasto z wyboru. Wspomnienia z dzieciństwa à propos Warszawy....
Pewną część dzieciństwa spędziłem na Włochach. Ulica Jutrzenki była dla mnie wtedy sercem Warszawy ;). Kochałem przejeżdżające tuż obok wagoniki WKD, a jeszcze bardziej samoloty przelatujące tuż nad domem mojego Wujka. Mogłem się gapić w niebo godzinami czekając na kolejny. Warszawa z dzieciństwa, to też smak lodów z cukierni "gdzieś" na Włochach - niestety nie utrwaliła mi się w pamięci nazwa ulicy. Do tego Warszawa nocą - to było to! Potęga! Światła, neony, stanie w kolejkach w Domach Centrum, czy zapachy wędlin w Hali Mirowskiej. Ruchome schody, podróże z ciotką Alejami Jerozolimskimi, które już 20 lat temu były zakorkowane, Starówka i jej zakamarki pokazywane przez Ojca, który spędził tu młodość, obiady w Zodiaku... Eh... takie właśnie dosyć oderwane od siebie wspomnienia zachowałem z dzieciństwa. Teraz jest to Miasto, które dosyć bezwstydnie traktuję jak swoje. Gdy już jako młodzian przeprowadziłem się Tutaj, to chłonąłem każdą spędzoną godzinę - uwielbiałem łazić po ulicach i po prostu obserwować. Z racji częstych swego czasu przeprowadzek zdołałem poznać zarówno lewą, jak i prawą stronę Miasta. Lubię i Centrum z jego gonitwą, ale i spokojny, senny Wawer też ma swój urok. Po jakimś czasie trafiłem na Wolę i tutaj już zostałem i nie mam zamiaru się ruszać. Uwielbiam ten nieco szemrany klimat, pijaczków polujących codziennie na papierosy przy przystanku na Płockiej, lubię 171, bo wozi na Legię.

Tutaj naprawdę oddycha się inaczej niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Nie zamienię za żadne skarby świata.

Chciałoby się napisać wiele, nie wszystko jednak można słowami wyrazić.

CywiL
08-10-2008, 10:19
Moja Warszawa....ciężko nawet zacząć taki temat.

Urodziłem się na Inflanckiej (w sobotę o 13 czyli w godzinę otwarcia monopoli) i przez pierwsze dwa lata mieszkałem na Żelaznej jakieś sto metrów od Browarów Warszawskich (to też nie mógł być przypadek :mpiwo: ).
Później przeprowadziliśmy się na Górce gdzie mieszkam do dziś.
W zasadzie nie jestem w stanie oddać uczuć jakie żywię do tego miasta bo składa się na to całe mnóstwo przeżyć, wspomnień i wydarzeń które na zawsze wywarły piętno Warszawy w moim sercu.
To szczeniackie czasy z grą w kapsle czy piłkę na osiedlu, to pierwsze miłości i pierwsze zawiązywane przyjaźnie (które co najważniejsze w znakomitej większości trwają do dziś),to szkolne dyskoteki i wycieczki, pierwsze koncerty i Dni Wagarowicza na Agrykoli, a wszystko to z Warszawą w tle....
Myslę, że mogłaby to napisać osoba z każdego innego miasta w Polsce, po prostu kochasz miejsce w którym się wychowałeś ale...w przypadku warszawiaka dochodzi jeszcze ten specyficzny lokalny patriotyzm ktory wyrósł na niechęci reszty kraju do naszego miasta, a ich stolicy.
Nie ma po co roztrząsać tej kwestii, najlepiej obrazuje to tekst z koszulek robionych przez Pjusa (zdrówka Ziomuś !)
NIE MÓWIĘ SZEPTEM GDY MÓWIĘ SKĄD JESTEM...

Moja Warszawa to także mecze na Łazienkowskiej, melanże w Źródle, nocne włóczęgi i powroty z imprez z obowiązkowym kebabem po drodze, to sklep płytowy Mesjasza za Relaxem, to Nowy Świat, podziemia w Centrum, to wieżowce z których rozciąga się widok na całą panoramę, to Pałac Kultury który chcąc nie chcąc stał się symbolem naszego miasta, to syreny pierwszego sierpnia i obchody na Cmentarzu Wolskim,legijne znicze które dzięki OFMC wrosły w sierpniowy krajobraz stolicy,to osiedle na któym mieszkam z najlepszym nocnym w mieście, to cały szlak sklepów które odwiedzam w poszukiwaniu nowych płyt, to wspomnienie wypraw na Stadion ze śp. Ojcem,to warszawska scena hh ze wszystkimi jej plusami i minusami,to bazar na Kole ze starociami,to Stodoła z corocznymi koncertami Kultu, nieistniejący już niestety Hades czy giełda na Grzybowskiej, to wieczór w domu przy książce i "Światłach miasta" w odtwarzaczu and last but not least to ziomki i przyjaciele dzięki którym wiem, że to jest moje miejsce i NIC tego nie zmieni.

Sorry za chaos w tym poście ale jak już ktoś wczesniej napisał ciężko niektóre rzeczy ogarnąc słowami.



To miasto wita Warszawa wita,
Warszawski Styl rymowania na bitach,
Coś jest tu w tych murach i chodnikach,
Temperatura tutejszego życia,
Jak tu jestes to znasz to czlowiek - to miasto jest wyjątkowe,
To są Korki na wjazdach na trasę,
To przebicie w słuchawkach pod palacem,
To jest ciężkie powietrze w metrze,
I milion rzeczy ktore sa tu najlepsze...
To Krakowskie Przedmiescie, Chmielna i jeszcze
Każda dzielnia po ktorej jeżdze...
Kto gra pierwsze? Miejscówka ta !
I zrozum to wreszcie - WuWuA.


http://czarnota.org/gallery/albums/warszawa/Panoramy/2007_03_06_Warszawa_panoramy/2007_03_06_-_004_-_Warszawa.jpg

daimler
08-10-2008, 10:44
To i ja napiszę swoją historię, choć nieco inna od powyższych.

Urodziłem się w szpitalu bródnowskim, jednak od niemowlaka wychowywałem się na przedmieściach. Warszawa w tych latach to głownie wypady na zakupy czy do rodziny ojca na Bródnie. Dworzec Wschodni, autobusy 169 czy 120. Co więcej? Wycieczki szkolne na Zamek Królewski czy do jakiegoś kina. Moje kontakty z miastem w podstawówce zbyt częste nie były. Jednak właśnie z tych wycieczek do dziś w głowie została mi jedna rzecz - płyta Offsping "Ignition" słuchana podczas spaceru Traktem Królewskim. Do dziś idąc NŚ czy KP lubię zapuścić tę płytę - wtedy zaczynam patrzeć na dobrze znane mi ulice tak, jak patrzyłęm wtedy - zajaranego dzieciaka nie znającego wielkiego miasta. Przy tej muzyce zaczynam widzieć coś, co dostrzec na dziś trudno. Nie potrafię dobrze tego opisać, ale myślę że każdy ma takie jazdy - jakiś kawałek który ożywia wspomnienia.

Po podstawówce podjąłem świadomą decyzję że mam dość cichego przedmieścia i liceum wybrałem sobie na Mokotowie. Kochanowski. Ta decyzja jest najważniejszą jaką podjąłem, bo zmieniła moje życie całkowicie. Zacząłem uczyć się Warszawy, poznawać ją "od środka", odnajdywać się w niej. Z początku jednak moja więź z miastem nie była najsilniejsza. Wszystko zmieniło się pewnego dnia, blisko już 10 lat temu. Dlaczego wybór liceum tak zmienił moje życie? Bo właśnie kumpel z liceum zabrał mnie na Legię. Najpierw na Polska - Hiszpania, potem już na mecze Legii. W tym momencie wszystko się zmieniło. Zmieniło się moje życie, moje postrzeganie tego miasta.
Chodzenie na mecze Legii dość gwałtownie ugruntowało we mnie poczucie lokalnego patriotyzmu. Zacząłem na Warszawę patrzeć zupełnie inaczej. Zaczęło to być MOJE miasto, w którym gra MÓJ klub. Potem już poszło szybko. Stałem się lokalnym szowinistą, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Warszawa stała się dla mnie, tak jak napisał Cywil, moim miejscem na ziemi. I nikt mi nie powie, że nie jest piękna. Jest. Wspaniała, piękna, niepowtarzalna. Również dlatego, że nic nie jest tu podane "na tacy". Aby dostrzec piękno tego miasta trzeba tu żyć, trzeba poznać jego historię, jego teraźniejszość. Trzeba je poznać za dnia i w nocy. Trzeba zobaczyć dzielnice tak od siebie różne, każda mająca swój niepowtarzalny klimat. Ktoś, kto mówi że Kraków, że Poznań, że Praga... ci ludzie "chociaż patrzą to nie widzą". Ja widzę.

Nie ruszam się stąd. Warszawa, po beztroskim dzieciństwie na przedmieściach dała mi drugie, lepsze, życie. Jestem za to wdzięczny temu miastu, Legii i ludziom których tu poznałem. To jest moje miejsce na tym łez padole, nie zamierzam się stąd ruszać.

Tutaj słońce świeci inaczej!

bkt
08-10-2008, 12:36
ta, jak to powiedzial, jeden z najwiekszych filozofow XXIw.: oni beda jedli lyzka nie chochlą.

jak sie czyta takiej klasy post w srodku dnia ciezkiej pracy - skromny, prosty w swej istocie i megakomicznie zabawny to od razu czlowiek ma lepszy dzien :D

PS. oplulem monitor i nasmarkałem na klawiature :D

JEDEN Z NAJWIEKSZYCH FILOZOFOW :D :D :D

kaelowiec
08-10-2008, 14:22
Panowie to chyba odpowiedni temat

rzucam hasło 'Rezerwat'

i ide spać !

sądze że jutro ciekawie tu poklikamy bo yten film mnie zmiażdżył !

widze że temat odżył to podbijam

film dla mnie bomba!

i powiedzcie czy "tak jest" , czy jako warszawiacy uwazacie ze nie pokazuje prawdziej pragi ?

daimler
08-10-2008, 14:24
Pokazuje Pragę, która niestety już wymiera. Jest jednak wciąż kilka ulic, które takie właśnie są. Niestety, kamienice się sypią i nie ma kto ich remontować. Ostało się ich już niewiele.

mort
08-10-2008, 20:57
Temat rewelacja a wpisy Daimosa i CywiLa - miazga :brawo::brawo::brawo::brawo::brawo::brawo::brawo:: brawo:

Najlepsze posty na tym forum od dawna.

Więc mam prośbę - utrzymajmy go w konwencji tych wpisów a nie zadawajmy pytań, nie piszmy dwóch zdań i nie opowiadajmy co nas śmieszy a co nie.

Kto następny? Bo widze sporo ludzi, którzy mieliby duuuuuzo napisania a nie napisali.

Siwex
10-10-2008, 21:29
Ja urodziłem się na Żelaznej 10 grudnia.
Panowała jakaś wtedy epidemia czy coś bo nie można było nikogo odwiedzać ani nic załatwiać.
Ale jak to moja mama sprytnie zrzucała grypsy tacie na dół przez okno z informacją ile ważę , jak wyglądam i jak się czuję. Dzieciństwo spędzałem na Rakowcu i na starej Ochocie (U Babci), żeby potem przeprowadzić się na Bemowo , a na samym początku mieszkałem przez rok na Opaczewskiej. Raz na tydzień głównie w łikendy jeździłem do siostry ciotecznej do Piastowa. Jeździliśmy tam na rowerach, albo liczyliśmy pociągi które przejeżdżały ze 100 metrów od jej domu. Z Rakowca pozostało mi głównie to że musiałem często po gałę latać do domu bo miałem najbliżej (parter). A graliśmy praktycznie co dziennie, chyba że się umawialiśmy na kapsle, albo na jabłka które rosły w ogródkach działkowych wzdłuż torów WKD. Czasem robiliśmy też bączki z saletry ze starych kapsli. Najlepsze były te po wódce. Nudno nie było troszkie się psociło ;).
Akurat los tak chciał że Największe kiziory (czyli najstarsi) zbierały się u nas na podwórku w godzinach wieczornych wtedy nasze mamy nas wołały do domu, ale też nie zawsze ogólnie 21, 22 byłem w domu;) Na podwórku istniał specyficzny klimat bo wszyscy się znaliśmy i wiedzieliśmy o sobie praktycznie wszystko. Czułem się zawsze bezpiecznie czy szedłem do sklepu po piwo czy do szkoły czy na działki. Wiedziałem że jak coś się stanie mogę liczyć na moich kumpli, czy starszych czy młodszych, czuliśmy się jak Wielka rodzina;) Starsi zawsze pokazywali rożne sztuczki raz zobaczyłem nawet jak można w prosty sposób sprawić aby papieros zniknął w paszczy bez wypuszczania dymu :) Wiedziałem też że chłopaki chodzili na Legię można było to najlepiej usłyszeć w nocy , zwłaszcza w łikendy. Zawsze pytałem się mojego sąsiada jak tam jest i za każdym razem prosiłem mamę żeby mnie z nim puściła na meczyk. Ale nie chciała, aż do czasu... Był to chyba 93/94 r. meczyk z GKS Katowice było bardzo fajnie :). Miałem 9 czy 10 lat. Przed meczem pamiętam że mój starszy kolega dał mi szalik przywiązany do nogi w biało niebiesko czerwone pasy , soczyście go opluł i kazał wyczyścić mi nim moje buty :) Potem byłem jeszcze na meczu o Super Puchar chyba z Górnikiem Zabrze, ta sama sytuacja z szalikiem się powtórzyła po czym poszedł z dymem ;). 10 urodziny spędzałem już na Bemowie jeszcze parę razy pojechałem odwiedzić stare śmieci, ale ekipa topniała :(. Na nowym osiedlu nawiązałem nowe znajomości często w trakcie bójek, które okazały się prawdziwymi przyjaźniami. Nasze układy często pielęgnowaliśmy czy to na podwórko czy to w wesołym 171 jadącym na meczyk. Mięliśmy jeszcze kilka innych punktów zbiorczych ale to nie na ten temat. Ogólnie to zobaczyłem dzięki trybunom jak piękne jest nasze miasto i jak warto jest pogłębiać tą wiedzę. Wielu znałem małolatów w podstawówce którzy chcieli zaszpanować że chodzą na żyletę, ale tak naprawdę nie zasługiwali jeszcze na to bo byli za młodzi. Ja zaczynałem od trybuny rodzinnej , później zacząłem chodzić na żyletkę. Teraz prowadzę rodzinne życie i śmigam z wózkiem albo po fortach Bema, albo na browara do Lotosu lub pierogi do Barometru. Czasem na jakieś patriotyczne lub warszawskie pikiniki się wyskoczy z rodzinką. Wiele mógłbym pisać o tym mieście o Hybrydach, Alfie i Remoncie, o zajebistych barach mlecznych, miejscówkach i szemranych zaułkach. Najwyżej później jeszcze coś skrobne. Pozdro.

... To dla ludzi co potrafią to docenić, urok tego miasta i cały gorzki smak życia w nim
Warszawski humor i uliczny rym
Bo mam tak samo jak ty piękne dni i kolorowe sny
Swoich krajanów wspólne marzenia
Pozdrowienia do wiezienia
I dla tych co ich z nami niema
Nic więcej do powiedzenia nie mam siema siema siema ...

http://i33.tinypic.com/oqxfrp.jpg

Net
11-10-2008, 13:00
To i ja napiszę coś od siebie.

Urodziłem się na Żelaznej 29 czerwca. Od najmłodszych lat mieszkałem na Pradze Północ na Szmulkach. Uczęszczałem do szkoły podstawowej nr 126 , z której pamiętam wycieczki rowerowe z typem od WF. To on pokazywał nam szerszą część dzielnicy i wszystkie boczne uliczki, które mają swój wspaniały klimat do dzisiaj. Pamiętam również odwieczne bójki z naszymi rówieśnikami ze szkoły nr 30 która była niedaleko nas. To właśnie na Pradze powstały pierwsze przyjaźnie, które trwają nierozłącznie do dnia dzisiejszego. Grę w kapsle (najlepsze były maściaki), pikuty pamiętam do dnia dzisiejszego. Obiady na Ząbkowskiej w barze mlecznym, zakupy na Bazarze Różyckiego to było to. Przygodę z Legią rozpocząłem w 8 klasie szkoły podstawowej, to właśnie ojciec kolegi zabrał mnie wraz z jego synem pierwszy raz na mecz. Wspominam to do dnia dzisiejszego kiedy z wypiekami na twarzy schodziłem z trybuny i nie mogłem się doczekać następnego spotkania. Przygoda z Legią trwa do dzisiaj i jestem pewien na 100 % że nigdy się nie skończy. Jednak największy wkład w mój patriotyzm miał mój dziadek, aktywny uczestnik PW. To on zabierał mnie na wszystkie uroczystości, pokazywał uliczki na których walczyli z okupantem, podsuwał książki do przeczytania. I trwa to dnia dzisiejszego, teraz razem z moim dziadkiem pokazujemy mojemu 2,5 rocznemu synowi te same trasy, miejsca w których się ukrywali. Wiem że jest troszkę za mały aby zrozumieć ale mam nadzieję że kiedyś w przyszłości będzie pamiętał. Jakieś 8 lat temu osadziłem się na Targówku, jak większość moich znajomych. Ale to jednak ta stara Praga jest tym magicznym miejscem na które wracam kilka razy w tygodniu, bo przyznam się szczerze że nie potrafię bez niej żyć. I jeżeli kiedykolwiek będę się przeprowadzał to właśnie tam. Warszawa dla mnie jest najwspanialszym miejscem na ziemi , miejscem w którym wiem że żyję.

PeCe
12-10-2008, 10:11
Moja Warszawa, to coś więcej niż miasto. To klimat, który mnie wychował i to coś, co uświadomiło mi, że życie w mieście wcale nie musi być szare i nudne. Urodziłem się w Międzylesiu (należy do Warszawy, jeśli ktoś nie wie) w szpitalu kolejowym. Od zawsze mieszkam w Rembertowie (na Starym ;) ). Pamiętam, że nie chodziłem do przedszkola, ale za to chodziłem na jakieś zajęcia do Pałacu Kultury i Nauki. Niestety nie wiem jakie to zajęcia były :) Jedyne co mi świta z tamtych czasów, to że Babcia mnie tam zawoziła, nieistniejącym już autobusem 415. Czasem jeźdzliśmy też 408 i zawsze mieliśmy swoje ulubione miejsce do siedzenia :) Pamiętam siebie, mając może z 6 lat, siedzącego zawsze przy oknie i wpatrującego się co za tym okienkiem jest. Odkąd tylko jeszcze pamiętam wieczne korki na wiadukcie na Marsa, przez ponad 10 lat nic nie zmieniło się w tej materii. Jadąc dalej pamiętam Grochowską, a przede wszystkim Universam i bazarek przy Wiatracznej, tam często z babcią kupowaliśmy różne rzeczy, a później wsiadaliśmy w nieistniejący już autobus 327 i do domu. Gdy jechałem na drugą dla mnie stronę Wisły, pamiętam moje pytania " a czemu ta rzeka jest taka duża? " :) Pamiętam częste przechadzki z Rodzicami po starówce, Katedrę św. Jana przed 2000 rokiem, Miodową, Długą, Podwale i całą tę okolicę. W podstawówce mieliśmy częste wycieczki na różne lekcje do Zamku Królewskiego, co najczęściej kończyło się klasową w pizzą w Pizzy Hut obok :) Przypominam sobie " Karlssona z dachu " w Guliwerze, jak miałem koło 10 lat. Wracając wcześniej, gdy byłem na wakacjach we Włoszech w 1997 r. i mama powiedziała mi, że w Polsce jest duża powódź, to zacząłem płakać i pytać " jak to? to już nie ma Warszawy :( ? " Przypominam sobie moją pierwszą wycieczkę do Wilanowa, który urzekł mnie swoim pięknym ogrodem, bo wtedy jeszcze historia mnie nudziła i nigdy nie chciało mi sie oglądać wszystkich eksponatów. Co innego później, mógłbym tam siedzieć i siedzieć :) Nie mógłbym zapomnieć o tym, że mój Tata zamęczał mnie oprowadzaniem po Muzeum Wojska Polskiego, w którym pracuje. Często bywałem też w Smyku i na Chmielnej, przez to, że mama pracowała na ul. Zgody, teraz już pracuje na Wilczej i tam bywam częściej. Na Legię trafiłem w wieku 14 lub 15 lat. Pamiętam, że chodziłem z tatą na krytą na " te spokojniejsze mecze " typu Odra, Amica. Pamiętam też Górnik Zabrze i zajebistą baloniadę , którą miałem na wprost " I serce (L) ". Wtedy właśnie zdawałem sobie sprawę, jak ciężka to jest praca i że mnie to strasznie jara. Gdy miałem 16 lat, trafiłem na żyletę. Pierszy mecz pamiętam, że to był Celtic w czasie wakacji - sparing. Wybrałem się z dziewczyną, która mi się podobała, ot tak wakacyjnie. Po tym meczu stwierdziłem, że nigdy więcej z kobietą na mecz :D Dalej chodziłem już z kumplem. Pamiętam zajebistą zabawę na meczu z Wisłą, gdzie pioruny waliły jak szalone, było z 5 stopni, deszcz był niesamowity, a wszyscy się bawili bez koszulek. Następnego dnia miałem szkolną wycieczkę do Płocka, na której się rozchorowałem, bo mi buty nie wyschły :lol3: Wiele było meczów z niesamowitą atmosferą i z niezapomnianymi oprawami. Zawsze lubiłem chodzić ulicami i uliczkami Warszawy, dochodząc do wniosku, że każda ma coś w sobie. Teraz chodzę do LO im. Mickiewicza na Saskiej, więc bardziej jestem po prawej stronie Wisły, ale praktycznie co najmniej raz na tydzień bywam i po lewej stronie. Co do mojej dzielnicy. Od zawsze Remb(L)antów hehehe :D Fajnie się tu mieszka, dopóki Wesoła nie była zaliczana jako dzielnica, pamiętam, że jakieś 200 m za moim domem, był znak, który orkeślał koniec Warszawy (za obecną pętlą autobusową Rembertów-Kolonia). Nie wiem czy wiecie, ale jest to jedna z najspokojniejszych dzielnic Warszawy, jest baaaaardzo dużo zieleni (podobno ok. 30 % terytorium dzielnicy to lasy). Nie mógłbym zapomnieć o tym, że jako gracz Kadry Rembertów, zwiedziłem, prawie wszystkie warszawskie boiska, gdy graliśmy mecze wyjazdowe. Z tego co pamiętam byłem na Polonii, na CWKSie, na Marymoncie, Spójni, Olimpii, Sarmacie, Hutniku i kilku innych plus wiele boisk podwarszawskich. Ostatnio powiedziałem sobie, że wyjechać gdzieś to tylko na wakację, a wyprowadzić się z Warszawy i z Polski to cios w samego w siebie. Nigdy w życiu. Tu się urodziłem, tu żyję i mieszkam i tu umrę. Nikt mnie stąd nie ruszy, nawet siłą :)

Peter
12-10-2008, 11:41
Urodzilem sie na Mokotowie i ta dzielnica razem z Pragą Południe oraz Ochotą są mi najbliższe. Miloscia do Warszawy zarazil mnie moj dziadek swoimi historiami z czasow PW, oraz powojennymi. Nie docieraja do mnie agumenty ludzi, ktorzy twierdza, ze to miasto jest brzydkie - dla mnie zawsze bedzie piekne, taka slepa milosc. Wspaniale miasto o kadzej porze roku, kocham je rano jadac do fabryki i popołudniu tkwiac w korku. Z dziecinstwa pamietam kapsle, bieganie po piwnicach i jezdzenie na dachu windy. :) No i podstawowka, czyli pierwsze mecze na Łazienkowskiej. Za kazdym razem gdy wracam z wakacji i jade z Okęcia ulica Żwirki i Wigóry, to ciesze sie jak dziecko widzac, ze jestem w domu. Nocą wracajac z knajpy, badz klubu, zamiast taryfa, wole na piechote - spokojnym spacerkiem wchlaniajac nocna Warszawe (oraz kebab z cola) ;)
Moja uczucie do tego miasta idealnie oddaje ten krotki wiersz:

"I gdziekolwiek los mnie zaprowadzi,
zawsze wrócę Warszawo do Ciebie,
kiedy zegar życia się zatrzyma,
spocząć pragnę tu - pod Twoim niebem."

http://images23.fotosik.pl/282/e9d01e42845e7ea8med.jpg

jasin
22-11-2008, 12:08
nie wiedziałem, gdzie to wrzucić, więc wrzucam tu.

jak modowie znajdą lepszy temat, to proszę o przeniesienie posta.

ostatnio life opublikował 200 zdjęć warszawy z wojny i powojny. są zdjęcia
hitlera na paradzie w warszawie itp. niekiepe.

http://images.google.pl/images?hl=pl&q=warsaw+source%3Alife&btnG=Szukaj+obraz%C3%B3w&gbv=2

obaczajcie jakie kiedyś były neony :P

http://tbn0.google.com/hosted/images/c?q=9ffa1bfd8a8ba94f_large
http://images.google.com/hosted/life/l?imgurl=9ffa1bfd8a8ba94f&q=warsaw+source:life&usg=__c_OtUNAwPsJ6yqL9P1eocxHh3cY=&prev=/images%3Fq%3Dwarsaw%2Bsource:life%26start%3D20%26g bv%3D2%26ndsp%3D20%26hl%3Dpl%26sa%3DN

yossarian1916
22-11-2008, 14:19
Jasin, toż to starocie, że hej;)

MaxyM
22-11-2008, 20:24
Warszawa to wszystko co nas otacza ale przede wszystkim, Warszawa jest tym, co pozostawia w sercu i umyśle Warszawiaka. Nie sposób opisać jakie to miasto ma wpływ na charakter i psychikę każdej osoby. To wszystko przychodzi z czasem. Podobnie jak świadomość w pewnym okresie życia, że rodzice nie chcieli ograniczać naszej wolności, a najzwyczajniej chcieli dla nas dobrze. W mieście tym jest tyle pięknych miejsc, tyle zakątków o niepowtarzalnym klimacie, na każdym rogu stykamy się z historią jakże często tragiczną dla Warszawy. W każdym miejscu czuć, że to miasto żyje, żyło i żyć będzie tylko ludzie przemijają... ale czy do końca? Wiele wybitnych osobistości urodziło się tutaj, a ich dokonania i nazwiska będą wiecznie we wspomnieniach. Nie boję się napisać, że aby zrozumieć Warszawę, jej piękno i klimat, trzeba się tutaj urodzić. Nikt nie zrozumie nas i naszego nastawienia do tego miasta jeżeli nie pochodzi stąd. My chłoniemy Warszawę od kołyski, słyszymy o jej historii od rodziców, dziadków, sąsiadów. Poznajemy gdy dorastamy miejsca, które zawsze będą dla nas naszymi miejscami, do których będziemy powracać z sentymentem. Zmienia się otoczenie ale miejsca zawsze pozostają w naszych duszach. Często ludzie z innych miast nas nie rozumieją, naszego nastawienia do tego miasta, postrzegając nas za wyniosłych. Świadczy to tylko o ich ignorancji i płytkości, bo osoba która urodziła się w każdym innym miejscu, powinna mieć te same doznania związane ze swoim życiem i swoim miejscem. A nasza wyniosłość mylona jest z dumą. Dumą, bo żyjemy w mieście gdzie nasi przodkowie przelali krew abyśmy mogli poczuć to wszystko co związane jest z Warszawą, co oni czuli.

rey
22-11-2008, 21:38
MaxyM:
Wiesz, ja się tutaj nie urodziłem, nie wychowałem, ale mogę powiedzieć, że kocham to miasto. Jestem z siebie dumny, że świadomie pokierowałem swoim życiem w ten sposób, że teraz mogę w Warszawie żyć. Dlatego naprawdę nie mogę się zgodzić z Twoim stwierdzeniem, że "Nikt nie zrozumie nas i naszego nastawienia do tego miasta jeżeli nie pochodzi stąd." Uważam, że ja rozumiem i myślę, że nie tylko ja tak mam, biorąc pod uwagę chociażby niektórych użytkowników tego forum, którzy są w tym mieście niejako gościnnie (tak jak ja). Zgoda, że jest od groma ludzi, dla których Warszawa to "warszawka" - miejsce, w którym się tylko pracuje, na które można ponarzekać bo korki, bo to, bo tamto, ale odniosłem wrażenie, czytając Twojego posta, że wkładasz do jednego wora wszystkich tych, którzy "nie pochodzą stąd".

A tak poza tym, odnośnie tematu:
mając lat, ja wiem... ze 12 chyba, przeczytałem za jednym zamachem "Kamienie na Szaniec" i "Zośka i Parasol". I poprostu zakochałem się w Warszawie miłością platoniczną. Mając lat chyba 15/16 (jak szedłem do liceum) postanowiłem sobie, że muszę wylądować w Warszawie, nieważne jak i nieważne co będe robił, ale muszę (wychowałem się w odległości ok. 250 km od "źródła" :oczko: ). Nie przeczę, że jednym z powodów była również Legia (żeby nie powiedzieć, że najważniejszym). Nie wnikając w szczegóły, udało się. Skończyłem studia, ożeniłem się, zadłużyłem na lat 40 :D W teorii znałem Warszawę zanim w ogóle tutaj się zanalazłem, w praktyce poznawałem ją sukcesywnie, w miarę pomieszkiwania/wynajmowania mieszkań po kolei na Ursynowie, Mokotowie, Żoliborzu i w końcu na Białołęce, na swoim. Podsumowując jest to dla mnie najważniejsze miejsce na ziemi, z którym może konkurować jedynie dom rodzinny.

Markotny
24-11-2008, 19:24
http://www.youtube.com/watch?v=PwJYs8OZbs8


Wstyd przyznać, że dopiero dzisiaj ten utwór poznałem. Piosenka w pięknym klimacie.

Cipciuś
24-11-2008, 20:34
http://pl.youtube.com/watch?v=yVIzCQ-05M4


Wstyd przyznać, że dopiero dzisiaj ten utwór poznałem. Piosenka w pięknym klimacie.


Piekna piosenka :lol:

Markotny
24-11-2008, 20:38
Piekna piosenka :lol:

Spadaj trolu :p

Cipciuś
25-11-2008, 01:26
Moja Warszawa to nie tylko miasto, nie tylko ludzie, nie tylko praca i dom
Moja Warszawa to miejsce ktore mnie ukształtowało i kształtuje nadal
Moja Warszawa to nauczycielka która pokazała jak być lokalnym patriotą
Moja Warszawa to charakter, to cwaniactwo, to kpiarstwo

Moja Warszawa to nie tylko podwórka i osiedla na których dorastałem i wciąż dorastam
Moja Warszawa to magia miejsc nieznanych i setek oblicz miejsc z ktorymi jesteśmy zapanbrat
Moja Warszawa to miasto w którym zasłona nocy na przekór, zamiast maskować, pokazuje drugie piękne oblicze tego miejsca
Moja Warszawa to miasto w ktorym można zakochać sie latem, zimą, nocą, dniem


Moja Warszawa to bulwary wiślane nocą, to ogrody BUWu za dnia
Moja Warszawa to Krakowskie Przedmieście spowite mgłą i Mariensztat nocą
Moja Warszawa to Powiśle nocą, to zielony żoliborz w świele letniego słońca
Moja Warszawa to kamienice i wieżowce, skwery i zapomniane podwórka

Moja Warszawa to splamione krwią dziadków miasto które odrodziło się z gruzów dzieki nim
Moja Warszawa to Pawiak, Powązki, Cytadela, to Umschlagplatz i Warszawskie Getto
Moja Warszawa to Żelazna, Okopowa, Rondo Babka i Marchlewskiego
Moja Warszawa to przedwojenna kamienica w ktorej sie urodziłem i sąsiedztwo izby wytrzezwien

Moja Warszawa to wspaniali ludzie ktorych poznałem dzięki niej
Moja Warszawa to wspaniałe miejsca które dane mi było zobaczyć
Moja Warszawa to wspaniałe miejsce które nigdy nie przestanie zaskakiwać
Moja Warszawa to wspaniały prezent od losu który mi się przytrafił

:)

Piekutoszczak
26-11-2008, 12:36
Ja urodziłem się na Żelaznej 10 grudnia.
Panowała jakaś wtedy epidemia czy coś bo nie można było nikogo odwiedzać ani nic załatwiać.
Ale jak to moja mama sprytnie zrzucała grypsy tacie na dół przez okno z informacją ile ważę , jak wyglądam i jak się czuję. Dzieciństwo spędzałem na Rakowcu i na starej Ochocie (U Babci), żeby potem przeprowadzić się na Bemowo , a na samym początku mieszkałem przez rok na Opaczewskiej. Raz na tydzień głównie w łikendy jeździłem do siostry ciotecznej do Piastowa. Jeździliśmy tam na rowerach, albo liczyliśmy pociągi które przejeżdżały ze 100 metrów od jej domu. Z Rakowca pozostało mi głównie to że musiałem często po gałę latać do domu bo miałem najbliżej (parter). A graliśmy praktycznie co dziennie, chyba że się umawialiśmy na kapsle, albo na jabłka które rosły w ogródkach działkowych wzdłuż torów WKD. Czasem robiliśmy też bączki z saletry ze starych kapsli. Najlepsze były te po wódce. Nudno nie było troszkie się psociło ;).
Akurat los tak chciał że Największe kiziory (czyli najstarsi) zbierały się u nas na podwórku w godzinach wieczornych wtedy nasze mamy nas wołały do domu, ale też nie zawsze ogólnie 21, 22 byłem w domu;) Na podwórku istniał specyficzny klimat bo wszyscy się znaliśmy i wiedzieliśmy o sobie praktycznie wszystko. Czułem się zawsze bezpiecznie czy szedłem do sklepu po piwo czy do szkoły czy na działki. Wiedziałem że jak coś się stanie mogę liczyć na moich kumpli, czy starszych czy młodszych, czuliśmy się jak Wielka rodzina;) Starsi zawsze pokazywali rożne sztuczki raz zobaczyłem nawet jak można w prosty sposób sprawić aby papieros zniknął w paszczy bez wypuszczania dymu :) Wiedziałem też że chłopaki chodzili na Legię można było to najlepiej usłyszeć w nocy , zwłaszcza w łikendy. Zawsze pytałem się mojego sąsiada jak tam jest i za każdym razem prosiłem mamę żeby mnie z nim puściła na meczyk. Ale nie chciała, aż do czasu... Był to chyba 93/94 r. meczyk z GKS Katowice było bardzo fajnie :). Miałem 9 czy 10 lat. Przed meczem pamiętam że mój starszy kolega dał mi szalik przywiązany do nogi w biało niebiesko czerwone pasy , soczyście go opluł i kazał wyczyścić mi nim moje buty :) Potem byłem jeszcze na meczu o Super Puchar chyba z Górnikiem Zabrze, ta sama sytuacja z szalikiem się powtórzyła po czym poszedł z dymem ;). 10 urodziny spędzałem już na Bemowie jeszcze parę razy pojechałem odwiedzić stare śmieci, ale ekipa topniała :(. Na nowym osiedlu nawiązałem nowe znajomości często w trakcie bójek, które okazały się prawdziwymi przyjaźniami. Nasze układy często pielęgnowaliśmy czy to na podwórko czy to w wesołym 171 jadącym na meczyk. Mięliśmy jeszcze kilka innych punktów zbiorczych ale to nie na ten temat. Ogólnie to zobaczyłem dzięki trybunom jak piękne jest nasze miasto i jak warto jest pogłębiać tą wiedzę. Wielu znałem małolatów w podstawówce którzy chcieli zaszpanować że chodzą na żyletę, ale tak naprawdę nie zasługiwali jeszcze na to bo byli za młodzi. Ja zaczynałem od trybuny rodzinnej , później zacząłem chodzić na żyletkę. Teraz prowadzę rodzinne życie i śmigam z wózkiem albo po fortach Bema, albo na browara do Lotosu lub pierogi do Barometru. Czasem na jakieś patriotyczne lub warszawskie pikiniki się wyskoczy z rodzinką. Wiele mógłbym pisać o tym mieście o Hybrydach, Alfie i Remoncie, o zajebistych barach mlecznych, miejscówkach i szemranych zaułkach. Najwyżej później jeszcze coś skrobne. Pozdro.

... To dla ludzi co potrafią to docenić, urok tego miasta i cały gorzki smak życia w nim
Warszawski humor i uliczny rym
Bo mam tak samo jak ty piękne dni i kolorowe sny
Swoich krajanów wspólne marzenia
Pozdrowienia do wiezienia
I dla tych co ich z nami niema
Nic więcej do powiedzenia nie mam siema siema siema ...

http://i33.tinypic.com/oqxfrp.jpg

morda... dlaczego nie wspomnialeś o pierwszej eskapadzie na meczyk wyjazdowy?

moja Warszawa (w telegraficznym skrócie) to za małolata Sadyba (okolice jeziorka Czerniakowskiego) i Praga Płd. (Kamionek) potem transfer do nowo powstałych bloków na lotnisku (Bemowo) - tu spędzone najlepsze lata... a obecnie powrót do praskich korzeni - Siwex mam nadzieje, że jakoś odwiedzisz mnie z całą rodzinką?

e(L)egion
28-11-2008, 10:00
Mam nadzieję że to odpowiednie miejsce, jeśli już gdzieś było zamieszczane - ciąć.



Cała Polska dumna z Warszawy
Cała Polska jest dumna ze swojej stolicy. To miód na moje serce. Jako warszawiak nie mogłem uwierzyć w wyniki badań "Gazety", które obalają wiele stereotypów. Aż 84 proc. mieszkańców pęka z dumy, myśląc o moim mieście.

Stolica zawsze jest wszystkich. To miasto moje i wasze. Widzimy je podobnie w całym kraju. Uznajemy za europejskie (79 proc.), dynamiczne (82 proc.), przyjazne (72 proc.) i z klimatem (60 proc.). Co za oceny! Aż chce się śpiewać: "Do zakochania jeden krok...". Kto by przypuszczał. Cała Polska uznaje też, że stołeczność kosztuje, dlatego budżet powinien tutaj dokładać więcej na budowę obwodnic i autostrad, mostów i metra!

Nie od pierwszego wejrzenia

W tej beczce miodu nie zabrakło łyżki dziegciu. Wyniki badań postrzegania Warszawy przez mieszkańców dużych miast w Polsce najkrócej można podsumować: duma i uprzedzenie. Jak tytuł powieści Jane Austen, która pisze, "że pierwsze wrażenie często bywa mylące, a bliższa znajomość potrafi diametralnie zmienić opinię o innej osobie".



Podobnie jest z miastami, a zwłaszcza z Warszawą. W jej przypadku trudno liczyć na miłość od pierwszego spojrzenia. - Ona ma oblicze, które tylko matka może pokochać - lubił powtarzać ocenę pewnego Anglika Andrzej Kiciński, nieżyjący już architekt.

Bo jakie może być pierwsze wrażenie gości, którzy przyjechali pociągiem na Dworzec Centralny (http://tematy-warszawa.gazeta.pl/D/1209,Dworzec-Centralny)? Ciemno, smród i labirynt przejść podziemnych. Dopiero bliższa znajomość z naszym miastem może sprawić, że hasło "Zakochaj się w Warszawie" ma szansę łatwiej trafić nawet do najbardziej zatwardziałych serc. Kto już wyplącze się z mrocznego świata PKP, na widok rozświetlonych drapaczy chmur i metra (zazdrości ich nam aż 56 proc.), czy Krakowskiego Przedmieścia niczym z obrazów Canaletta, jeśli nie zapała miłością, to przynajmniej zrewiduje swoje pierwsze wrażenia.

Duma za historię i rozwój

Absolutna większość czuje dumę ze stolicy. Największą - co zrozumiałe - sami jej mieszkańcy (86 proc.), ale podobnie twierdzą w innych miastach.

Nie do końca wiemy, skąd to poczucie dumy się bierze. Zapewne nie chodzi tylko o tak nagłaśniany mit krwawego Powstania Warszawskiego i cud powojennej odbudowy, ale głównie o wielki skok modernizacyjny, jaki dokonał się w ciągu ostatnich dwóch dekad. - To kapitał ludzki przesądził o tym sukcesie. Przedsiębiorczość warszawiaków na początku lat 90. miała absolutnie decydujące znaczenie. Dopiero potem do miasta ściągnęły zagraniczne firmy - przypomina dr Krzysztof Herbst, socjolog pracujący nad Społeczną Strategią Warszawy.

Dumę ze stolicy tym bardziej mogą czuć wszyscy, bo aż 38 proc. respondentów Warszawy odpowiedziało, że mieszka w niej od roku do 20 lat. Czyli transformacja szarej PRL-owskiej stolicy w nowoczesną metropolię dokonało się za ich życia, dzięki ich pracy.

Krakusi nie lubią stolicy

Dumy jest dużo, ale uprzedzeń w stosunku do stolicy też nie brakuje i często są one nieuzasadnione. Aż 52 proc. w badaniach "Gazety" uważa, że w naszym mieście jest niebezpiecznie. Racjonalniej oceniają to sami mieszkańcy (tylko 30 proc. wskazań). Poczucie bezpieczeństwa w ostatnich latach znacznie wzrosło, o czym świadczą także tłumy młodzieży kręcące się po mieście i klubach nocą. Nadal narzekamy, że Warszawa (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/0,0.html) jest brudna (39 proc.). - Norwegowie, którzy ją odwiedzają, są innego zdania. Mówią: ale czyste i piękne miasto. Ale oni zatrzymują się często w hotelach przy wyremontowanym Krakowskim Przedmieściu, które jest fantastyczne - mówi Brita Knutsen, Norweżka pracująca od lat w Warszawie.


Blisko połowa mieszkańców wielkich polskich miast lubi Warszawę, jednej trzeciej stolica jest obojętna. Nie lubi jej 17 proc. respondentów. Szczegółowe badania ujawniły coś jeszcze. Że krakowsko-warszawskie animozje to prawda. Aż jedna czwarta krakusów nie lubi stolicy, minimalnie mniej jest przeciwnego zdania. Najmniej Warszawa obchodzi poznaniaków - w tym mieście obojętność wobec stolicy deklaruje 44 proc. mieszkańców. Dla równowagi dodajmy, że 29 proc. odpowiada: "lubię Warszawę".


http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6000513,Cala_Polska_dumna_z_Warszawy.html