PDA

Zobacz pełną wersję : Pojednanie



ems
22-11-2005, 22:15
jako że ogólnie ostatnio forum zkretyniało, więc zrobie kolejny głupi temat z ankietą. ale żeby nie było, dorzuce coś fajnego do czytania - z forum drzewkowego



Co sobie piłkarz myśli w Olsztynie?

--------------------------------------------------------------------------------

Napisane przez marmar at 06 May 2001 01:40:56:

Co sobie myli piłkarz Legii przegrywając w Stomilu?
IMO nie jest to takie skomplikowane.

Scenariusz I:
Miejsce akcji: Łazienkowska, Łódź, Szczecin, Kraków, czasami Katowice, Chorzów, Wronki (tam gdzie zapalą światła, albo tam gdzie gra lider, albo wróg dozgonny)

Od kilku lat jesteś piłkarzem Legii. Jesteś gość. Jesteś gwiazda. Na każdym treningu patrzy na ciebie kilkadziesiąt osób, kilku dziennikarzy podtyka magnetofon, chcą wiedzieć czy kolano nie boli, czy żona nie nakrzyczała, co z dziećmi. Na meczu tłum ludzi. Zdobadz bramkę, to skoczą za tobą w ogień. Atmosfera, o jakiej marzyłes zaczynając grać gdzieś w Dębicy, Gdańsku, Zielonej Górze. A już, kurde, meczyk przy światłach, to jest to. Kameeeery, jupiteeeery, flaaaagi, propooooorce, sztuczne oooognie, na trybunie Engel, Boniek, wszyscy święci. Aż chce się zapierdalać. A jak są "menadżerzy"? Oooo, ... Zapominasz wtedy o wczorajszym spotkaniu z dealerem Hondy, albo o jutrzejszej imprezce w "niepotrzebne skreślić". Walczysz, bo wiesz że bierzesz udział w widowisku, czujesz adrenalinę, czujesz że żyjesz ... Barcelona, Real, Schalke ...

Scenariusz II
Miejsce akcji: np. Radzionków, Olsztyn, Grodzisk, Zabrze (bez świateł, bez fleszy, kopanina z frajerami) itp.

Dzień pierwszy
Jest piątek. Piękna pogoda. Wstajesz wkurwiony wcześniej niż zwykle bo o 12 zbiórka przy autokarze. Bierzesz karty, żegnasz kobietę, wciskasz słuchawki na uszy, wsiadasz w auto i jedziesz do klubu. I myślisz sobie: "*****, za jakie grzechy?". W autokarze te same mordy od lat. Tylko człowiek na przednim siedzeniu od czasu do czasu się zmienia. Wtedy jest najgorzej. Czasami przyjdzie jakiś ćwok i sadza cię na ławce. A czasami przyjdzie równiacha i masz plac, zarabiasz. No więc jedziesz, powiedzmy do takiego Olsztyna. Też stolica, ale Warmii i Mazur. Wyprzedzaja cię fajne bryki. Ludzie jadą nad jeziora. A ty znowu w stresie: "*****, ale im dobrze". Po trzech godzinach autokar wjeżdża na nocleg, powiedzmy do ośrodka w Mierkach. Byłeś tam już rok temu. Jasne, meczyk do tyłu, ale komu się wtedy chciało biegać. Uśmiechasz się na wspomnienie Czarusia zasuwającego jak motorek w koszulce Stomilu. Jesteś w ośrodku (rządowym, a co), jutro mecz, a ty nie masz nic do roboty. Tu jeziorko, tam drzewko, z ludzi ta sama portierka co przed rokiem. Idziesz spać, bo z żalu nie chce ci się nawet napić piwa. Zasypiasz z myślą, że inni to mają lepiej. Taki Figo, nawet taki Tomek Hajto. Kiedyś robiłeś mu siaty na każdym meczu, a teraz gdzie ty a gdzie on? Och, życie ...

Dzień drugi
Budzą cię o jakiejś nieludzkiej godzinie. Gonią na śniadanie jak przedszkolaka. Trener coś do ciebie mówi, ale ludzki język to to nie jest. Na szczęście rozumiesz, że wychodzisz w pierwszym składzie. Czas, myślisz sobie, nie jest do końca stracony. Zostało kilka godzin do meczu. Chwytasz dzisiejszy "Przegląd Sportowy". Uśmiechasz się czytając, że Legia motywuje gieksę. *****, myślisz sobie, po co tak rozrzucać pieniądze. Jakie szanse? Jakie punkty? Kto to widział, żeby odrobić sześć punktów w siedmiu meczach? Tego nawet nie ma w bajkach dla dzieci, o które potykasz się w domu szukając pilota. Wsiadasz do autokaru, jedziesz na mecz. A mecz o 15, czyli rano. I to już zła wróżba. Kto to widział grać o tej porze? Co za wieśniaki! Jeszcze ci faki pokazują na światłach. Niewdzięcznicy, przecież dzięki nam macie jeden raz w roku igrzyska! Jedźmy już stąd, myślisz sobie. Stadion ("*****, to ma być stadion?"), na trybunach ławki zamiast krzesełek, no i ta murawa, rżysko to znaczy. Patrzysz za bramkę. 400 ludzi w znajomych barwach ("debile, nie mają chyba co robić?" - myślisz intensywnie). Na reszcie trybun ludzi całkiem dużo. Nie ma dopingu, do jakiego jesteś przyzwyczajony, ale za to możesz usłyszeć każde przekleństwo rzucone w twoim kierunku. Pięć minut meczu mija, myślisz sobie "strzelimy wreszcie, czy nie strzelimy?", a za moment drzesz się do sędziego "*****, faul". Idzie kontra, bramka ... dla nich. No to ładnie, znowu ten baran nie przeciął. Jeeeezu, znowu będą się czepiać. Trzeba się brać. "Rany, jak oni zasuwają". Dziwisz się, bo tyle razy po każdej kolejce włączałeś C+ i nigdy byś się tego po nich nie spodziewał. Coraz mniej minut do końca. Zaczynasz się poważnie denerwować. "*****, z takimi frajerami przejebać". Koniec meczu. Aż nie chce ci się kupować rano "przeglądu" ...




--------------------------------------------------------------------------------

Z pamiętnika piłkarza Legii

--------------------------------------------------------------------------------

Napisane przez marmar at 29 May 2001 01:19:10:

"No, to Kowal ma przesrane, kaleka spasiona. Taki wywiad dać do gazety! Wiedziałem, że to świr, ale żeby na kolegów kapować? O żesz *****, niech tylko zobaczę go na boisku. Piłki ode mnie nie ujrzy, a jak po kolanach przyłoję to wyląduje na Pelcowiźnie. U Gilera za ladą. Taki wywiad! A przecież mógł przyjść, pogadać, powiedzieć co go dręczy. Zaprzyjaźnilibyśmy się, kaska płynęłaby dalej, po miesiącu gryzipióry by odpuściły, a żyleta znowu zawyła. A teraz? Nic, wielka dupa, kurde mol!

Trzeba się będzie pakować, szukać klubu w swoich stronach. Jeeezu, tylko kto mi tyle da? Jak tu żyć? Grać dla dwóch tysięcy smutnych wieśków w kapeluszach, z czego połowa to kuzyni? W dodatku poobrażani nie wiadomo za co? śnił mi się dzisiaj Rysiu Staniek, uśmiechnięty, kiwał do mnie paluchem. Obudziłem się mokry. Dziecko wystraszyłem. Kobieta mi mówi rano: "******* łachudry niewdzięczne, jedźmy zagranica, nic tu po nas". Głupia, łatwo jej mówić. Pewnie, że najlepiej byłoby w zweite bundesliga. Albo w Austrii. Geld płynie, ty się nie wysilasz, odkładasz na starość. A jakie krajobrazy ... Tyrolski kapelusz bym se założył, jodełki nauczył zamiast języka i hajda do Radzia Gilewicza. Tylko jak, skoro nawet Miętowy od dwóch lat do Gdańska przez Jasną Górę jeździ i nic nie wyjeździł. Bóg nas nie lubi po prostu.

Co ja mówię, Bóg. Ten nawet jak nie przepada to jest wysoko. Gorsze, że ta wściekła hołota jest blisko. Kowal ich napuścił i teraz już pewnie kosy ostrzą po chatach. Widziałem wczoraj tych hunów w TVN. Mili nie byli. Dzieciak "Przegląd" mi kupuje, bo strach wyjść. Szczęście, że się trochę Wisłą zajęli. Że niby chłopaki podchodzili. Heh, a co mieli nie podchodzić, wielkie mi halo. Normalka. Mieli interes to i podchodzili. A te głąby się dziwią, robią dym, napuszczają. Ach te czasy. Fani nienawidzą, gryzipióry szczują, Miklas knuje, Okuka ... Cygan jeden też coś kombinuje, tylko nic nie chce mówić, bo przecież nie umie po ludzku. Swoją drogą dziwne te chłopaki z Amiki. Bajor powinien ich jakoś ustawić, pouczyć, że taka wychyłka się nie opłaci.

Rany, jaki stres. Ale dobrze mi tak. Sam tu chciałem grać. Połaszczyłem się, a mogłem iść do Lubina. Spokojne życie, kasa mniejsza, ale pewna. Dorobić też można. A tutaj? Przeklęte miejsce. Każdy wlepia w ciebie gały i krzyczy: "mistrza, mistrza, mistrza". A co ja jestem? Czarnoksiężnik? Też bym może i chciał, ale jak tu zrobić mistrza, kiedy Franio wysłał nas zimą na ferie. A w ogóle to z kim mam zdobyć tego mistrza? Niby z tym gadułą, co przewraca się pod swoją bramką? Z tym młodym cielakiem, co głową może i umie grać, ale nogami bynajmniej? Że niby z tym świętym, co kiwa się sam ze sobą? Albo z łysym, co ma celność podań jakby w kosza rzucał za trzy punkty? W dodatku Miklas nie potrafi zorganizować ani jednego karnego. Ale mnie to się czepia, szczyl jeden!

Jest syf malaria. Żyleta drze mordy, coś wywiesza, z Miętowego się śmieje. Chłopaki fajni są, ale naiwni. Ja Legię lubię, Warszawę też i owszem, ale jak tu wygrać ligę, kiedy wszędzie gdzie się zjawimy jadą z nami jakby to był ostatni mecz w ich życiu. A potem umierają w trzech następnych. Prawda, w Płocku to może i trochę odpuściliśmy, ale szans na mistrza przecież i tak nie było. Tylko, kurde, kto mógł się spodziewać, że Rychu Czerwiec nie załatwi niczego we Wronkach. Nie załatwił, a teraz przyjedzie do nas po swoje. Nic się nie udaje. Wszyscy przeciwko nam. Z jednej strony Rychu, a z drugiej nasi zasrani kibole. A mogło być tak spokojnie. Ale czy taki Kowal to zrozumie? Nie zrozumie. Ośmiu klas nie skończył, tuman kwadratowy, a poucza. Każe umierać za Legię. A ja tu tylko pracuję."


--------------------------------------------------------------------------------

Z pamiętnika dzikusa

--------------------------------------------------------------------------------

Napisane przez marmar at 10 Jun 2001 16:35:19:

Stara obudziła mnie o dwunastej. Wkurwiłem się, bo miała przykazane, żeby śniadanie było na pierwszą. "Ale Misiu, Siwy dzwoni".  Aaa, Siwy to co innego. Przynajmniej to zakumała. Zlazłem z koja i lezę. Siwy, mądrala, skroił wczoraj komórę i chwali się komu popadnie. Do mnie, że niby nie wie gdzie zebranie. "Pod klatką" - tłumaczę debilowi. Stary jak usłyszał resztę, to wyjrzał zza telewizora. Że klnę. Heh, a sam to niby wierszem gada. Matka krzątała się przy jedzeniu. "Umyj ręce, Misiu." "A po kij? Mleko jest?" "Nie, ale zaraz przyniosę."

Mleko to mój patent. Leon Zawodowiec to był gość. Jak to obejrzałem, codziennie wpierdalam litr mleka. No i ser. Na siłowni trener kazał. Gorzej, że nie mam na odżywki. Kasę starzy chowają, mówią że drogi jestem. No, sorki, widziały gały co działały, nie? Teraz za późno, trzeba bulić na synusia, jak to mówi wujek z Rembertowa.

"Daj na bilet" "Znowu? Ciągle tylko daj i daj. Ostatnio zgubiłeś bluzę" Wieeelka mi strata. Psy mnie szarpały, to im oddałem. Stary pyta, z kim mecz. "Ze skisłą" "A z Górnikiem już grali?" "Grali, ojciec, ale przejebali" "Z Górnikiem, to były kiedyś mecze" - stary się rozmarza. Spryciarz cichociemny kibicuje Górnikowi. "Hanysy zlatują" - śmieję się i wychodzę. "Misiu, a mleko, mycie, o której będziesz?" Dobra, dobra, nie świruj matka. Będę, kiedy wrócę.

Zbieramy się pod klatką, a potem do piekiełka. Jest Siwy, Lechu i Autobus. Ten nami rządzi bo był w TV. Ja mam ksywę Misiek. Przez matkę. Raz przyszli do mnie kole, a ta do mnie Misiek i Misiek. I tak, *****, zostało. Czasami ktoś mnie maca bez sensu, czy mam kuzyna w Krakowie. W Krakowie to ja byłem na wycieczce. Siwy mnie zmartwił, bo oglądał festiwal w Opolu i dowiedział się, że Daniec to skiślak. Nie mogę uwierzyć. A to bura suka.

Wsiadamy w 520 i zaraz jesteśmy pod stadionem. Jest wcześnie, psy się jeszcze nie zjechały. Siwy domyśla się, że żrę obiad. Wie, bo sam chce tam kiedyś służyć. Blisko, a i meczyki miałby za darmo. Heh, może się kiedyś spotkamy. My będziemy podpalać, a on gasić. Poganiamy jak za dawnych czasów między blokami.

Zaczęli wpuszczać, ale idziemy nad kanałek. Skisła ma tędy wchodzić. Idą. Podnieceni, jak konie po stosunku. Patrzą na siebie i się liczą. Samych ich chyba zdziwko chapło, jak zobaczyli, że ich tylu.

Dobra, wchodzimy na sektor. Nasze leszcze już się rozgrzewają. "***** Szczęsnego i całą rooodzinę jego" – Siwy intonuje. Ktoś mu krzyczy, że ten w bramce to nie Szczęsny. A niby kto? - Siwy się wykłóca, ale racji chyba nie ma.

Pierwsza połowa. Ludzi mało. Doszły dwie flagi, ale jakoś nudno. I od początku w plecy, bo Muraś dopiero po 15 minutach zajarzył, że toczy się gra. Poza tym nic się nie dzieje. Siwy ziewa, Autobus rzuca, że może przeniesiemy się bliżej Wisły. Po co? Psy, bariery. No i cicho zdechlaki siedzą.

Druga połowa. Siwy wkurwiony, bo głodny, a kasy nie ma na kiełbaskę. Chce sprzedać komórę, ale żaden nie chce. Tamci wrzucają drugą bramę. Nasi miotają się jak ćwoki. Kaszana i tyle. Autobus gdzieś zniknął. Jest. Bliżej płotu. Kurde, rzuca czymś w sędziego. Schodzimy do niego. Najpierw mały kamyczek, potem większy. Czarna menda niby się nie ogląda, ale widać że się boi. No to Siwy go większym ciach po szyi. Ten aż podskoczył i woła głównego. A główny idiota przerywa mecz i coś radzi.

No to my szale na łeb i hajda do skiślaków. Za nami inni. Wreszcie się dzieje. Psy na dole, więc za krzesełka i do boju. Kurde, a mówili, że nie można ruszyć. Jest bitwa. Co prawda, jeszcze nie ma wroga, ale jest gites. Ktoś podpala szmatę Wisły. Za chwilę jara się pół sektora. Psy się budzą i idą do nas. Wreszcie się dzieje ...

Nawet nie skumałem, kiedy mecz się skończył. Żyletka pustoszeje, więc trzeba się zmywać. Siwy gdzieś klapnął, podarł spodnie, ale ogólnie zadowolony. Autobus też promienieje. Mi się chce pić, ale dobrze jest. Przemykamy koło bramy. Śmiejemy się, bo psy obłapiają jakichś leszczy. Jak zwykle nie tych co trzeba. Siwy się śmieje bo też już wie: "Sztuka jest sztuka, nieee?" - i szczerzy krzywe zęby.

W domu matka zła, ale jeść da. "Ojciec, było coś w telewizji? Kopsnij TVN" "Eeee tam, podali wynik. Kto strzelił dla Legii?" 
"Jak to? A KTOŚ STRZELIŁ???" 


--------------------------------------------------------------------------------

Wielki Turniej Klanów

--------------------------------------------------------------------------------

Napisane przez wit39 at 29 May 2002 16:25:40:

Raptem dwa pełne kalendarze królewskie trzeba było ze ścian zerwać od zakończenia Turnieju Rycerskiego w Niderlandii, gdzie rycerstwo nasze stawać w szranki nie mogło z powodu wielkiej miłości do talarów i okrutnej słabości swojej, a wieścią stugębną po kasztelach i zaściankach ogłoszono Elymynacye Klanów do zwołanego przez Cesarza we wschodnich krainach planety Wielkiego Turnieju Klanów, którego nagrodą będzie ręka księżnej Julesy Rimety III i wielki złoty puchar oraz królewski tytuł.
Zwołał tedy stary król radę klanów i rzekł: Los niełaskawy sprawił, że od lat rycerstwo nasze, choć wielce szkolone, o rękę królewny starać się nie mogło. Radźcie tedy bracia najmilsi komu powierzyć wielką pieczęć, symbol przywództwa nad najlepszymi z najlepszych, których to w bój śmiertelny o honor krainy naszej poślemy?
Poczęto więc obrady serdeczne, kandydatów pomniejszych na pal wprzódy powbijawszy, aby sporów niepotrzebnie nie dłużyć. Ostało się w końcu dwóch najmocarniejszych: spokojny, siwy En Gel Wąsaczem zwany i czerwonolicy Franc Cudotwórca wychowany w Germanii.
Długo trwały dysputa i spory. Zadecydował głos bractwa czarodziejów, których to Franc onegdaj zraził do siebie. Wąsacz obrany wodzem wszystkich klanów obwołany został a na Cudotwórcę rzucono okrutną klątwę. Od tej pory każdy klan pod jego przywództwem będzie skazany na porażkę...
Takie to były czasy... piękne i surowe zarazem.

Eliminacye przeszły wartko nad podziw, a rycerstwo przystrojone w biało-czerwone pióropusze rozniosło na placach klany Rusi Kijowskiej, dzikiego watażki Łukaszenki, dzikich Ormian spod Araratu, dumnych Wikingów znad północnych fiordów (tychże samych, które to opór dzielny dały swego czasu warchołowi okrutnemu i zabijace gościńcowemu Andrzejowi z Lepperowic...) i krnąbrnych Walijczyków z zachodnich równin Albionu.

Po zwycięskich elymynacyach wielce kontenty król zwołał ponownie radę klanów. Ze wszystkich stron królestwa zjechali wodzowie, zasiedli nad planami i ponownie radę serdeczną poczęli. Ale tym razem mowę twardo dzierżył wielki kanclerz związku klanów, który to pomimo protestów pozostałych wodzów do głosu ich nie dopuścił.
Rzekł tedy do Wąsacza: Ferment się wśród wybrańców sieje, w wojennej sztuce wprawiać się nie chcą jeno chęci do gromadzenia talarów przejawiają. Zwalczyć to trzeba jak najżywiej bo na wschód bez tego nie ruszym nijak.
Rzeknij nam Wąsaczu kogóż to ostatecznie na wyprawę zamierzasz namaścić?
Dwiedziesiątki i trzech ich będzie, nie dwóch ani nie czterech- odrzekł Wąsacz.
Honoru nacyji naszej w tyłach strzec będzie Dudko niejaki. Nobliwe to chłopię i nad podziw zwinne, w skoczności wprawione jak żaden inny. Na Wyspach za morzem się sprawdził.
Gdyby los okrutny Dudkę z walki wyeliminował tedy da się mu w zastępstwo godne dwóch płowowłosego Majdana w klanie pomorskim onegdaj stawającego, tak okrutnie przez dzikiego turczyna oszukanego. Gdyby i ten trudów turnieju nie zdzierżył weźmiem ze sobą zawziętego Matyska. Leniwiec z niego okrutny co prawda, klanu swego podczas ostatniego turnieju w Lechistanie nie lubił, przez co teraz biedaki w mniej ważnych turniejach walczyć będą. Ale w elymynacyach a szczególnie w bitwie z Wikingami nieokrzesanymi okrutnie dzielnie stawał tedy na przychylność naszą zasłużył.
Dudko wspomożenie otrzyma od wielkoluda Hajty kosiarzem zwanym bo na wroga okrutnie zawzięty. Kosiarz ręce ma silne niczem cięciwa łuku bo kamieniami okrągłymi ciska w linie klanów przeciwnych jakby to puch był a nie ciężar okrutny.
Woj Wałdochem zwany wielkoluda w boju osłaniać będzie bo lubują się wzajemnie okrutnie i od dawien dawna mocarną formacyję obronną w germańskim klanie tworzą.
Tyłów strzec będzie również chudziak szybkim Bąkiem zwany, który to onegdaj w czasie elymynacyi zdradziecko w czasie bitwy z dzikusami od tyłu kopnięty ciżmą został a oddawszy, pauzować długo musiał za czerwony pergamin przez druida pokazany.
Mam też do dyspozycyi swojej Ziela niejakiego, którego okrutnie na południu Lechistanu nie lubią, ale, że doświadczenie w boju u niego przednie tedy wśród wybrańców się znajdzie bo chłop do bitki skory a wrogów posturą straszyć może.
Pod Ziela opiekę da się młodzianka Głową zwanego. Z południa Ci on, prawda, ale przy do nauk rycerskich skory okrutnie i nie pyskuje do starszyzny. Tedy szansę swoją otrzymuje...
Rząsa niejaki za pacholęcych lat do Niderlandów za bezcen oddany na służbę postawą swą waleczną na służbę w taborach wojów zasłużył również.
Dorzucim na tyły jeszcze Kłosa bo ten solidny w walce nad podziw i mądrością okrutną obdarzon i spokój wśród wojów wprowadza.

Środek linii kluczem będzie do wiktoryj naszych. Zatem graczy mądrych, walecznych i w sztuce rycerskiej obeznanych na wybrańców namaściłem.
Do środkowych fromacyi damy woja Oycem zwanym. W klanie południowym ferment czynił swego czasu za dudkami w zachodnich krainach się rozglądając, aleć zbir z niego w walce straszny i zabijaka okrutny co to dla wroga litości w sercu nijakiej nie nosi.
Oyca uzupełnieniem drugi Bąk będzie, Okrągłym zwany, z racji swey facyaty kształtu. Dudki naszego przykładem zachęcon do Albionu ruszył aleć się tam długo nie ostał i nazad do Lechitowa wrócił. Szanse mu tedy ostatnią na promocyę osoby własnej dać wypada a i na ambicyję podrażnioną liczyć należy.
Dla podniesienia kunsztu i techniki wojowania sprowadziłem woja, któren w italiańskiej ziemi w turniejach klanów praktykował. A że italiańce okrutną sławą okryci bo sprawność w turniejowym rzemiośle u nich wielka tedy i jego doświadczenie przydać się może.
Otóż i weźmiem także mości Krzynówka, lewusa zawołanego, siepacza na niemieckich polach bitewnych wyuczonego, któren w południowym Lechistanie w grodach z węgla i cudów słynących pierwsze wprawki rycerskie czynił.
Wybraliśmy również woja którego Kudłaczem wołają bo pukle włosów na nim się wiją niczem węże podczas godowej pory. Skryba na niego brać pozostała woła bo żakiem był i studya pokończył czego mu niektórzy mniej umni wodzowie wybaczyć nie mogą
Mamy w drużynie dziwaka co to podróże serdecznie polubił tedy na zamorską wyspę na wschód ruszył wojować. Przyda się wybrańcom okrutnie bo zwyczaje tamtejsze poznał i ichniejsze wilcze doły z daleka ponoć widzi. Tedy i jego namaścim na wypadek gdyby woje w boju otuchy potrzebowali.
Jest i woj, któren onegdaj do Galii się zaplątał i okrutną sławą błysnął wśród tamtejszych klanów wino i amory miłujących. Tedy potrzebny on i wśród wybrańców miejsce pewne ma.
Weźmiem również braci, którzy dwaj są ale jakoby jeden stał przez co ferment i zamieszanie w szeregach przeciwników naszych siać będą.

Harcowników namaściłem na wybrańców, najzacniejszych jakich znaleźć mogłem.
Kryszała woja przedniego do ataku skorego namaściłem również, któren to w klanie dla białogłów cudactwa tworzącym walczył onegdaj, a teraz w Germanii swe rzemiosło praktykuje. Sztrzyga z niego prosto wiercipięta złoty, bo jak się do uników weśmie tedy na dwóch krokach każdego woja omami i do głupoty kompletnej doprowadzi.
Zabijake Kucharza weżmiem na turniej na równi z innemi. Nieokrzesany on wprawdzie i okrutnik pierwszej wody, aleć swoją wprawę w turniejowym rzemiośle ostatnimi czasy udowodnił a i chart ducha onegdaj pokazał gdy go Ciesiel, pomocnik kowala, ciżmą z boku niecnie podkutą w kończynę zajechał czego skutkiem rozorana jakoby kozikiem muskuła była.
Jest wśród wybrańców innak cudacznie udany, któregoć z wypraw do dalekich krajów przywiozłem. Za parobka miał być ale, że zmyślna bestia i do harcowania skory tedy go do rzemiosła wojennego przysposobiłem, glejt królewski na nobila go pasujący uprzednio uzyskawszy. Już mi ta bestya się wieloma zacnymi sztychami odpłacił w elymynacyach samych. Tedy bać się go wypada przeciwnikom naszym bo lekkość i ochota do walki w nim jakaś okrutna drzemie.
Weżmiem i Żurawia z klanu południowego na koniec. Chłopisko zapominalskie z niego wielce boć to przecie on gród w Pyrowie nawiedzając serce tam gdzieś wśród krotochwil ostawił. Aleć przecie pokazał, że z pomocą druidów i bez serducha wojować można a wrogów swoich do rozpaczy co rusz doprowadzać.
Dla zdrowia i kondycyi podtrzymania zabierzem w podróż druidów z ziołami obeznanymi, których zadaniem będzie podnoszenie ducha i sił utraconych w znojach bitewnych.
Aby smutek i niepewność po siołach, karczmach i grodach panujące po nasze mwyjeżdzie rozgonić, zabierzem skrybów w piśmie biegłych, którzy wyczyny nasze wojenne na papier przeleją i bez zwłoki gołębiem tresowanym do Lechistanu podeślą.

Prezentacya moja ostateczną jest choć w Lechistanie wojów dostatek. Tedy pozwól Wielka Rado i ty Królu, że w drogę daleką a niebezpieczną bez zwłoki zbytecznej wyruszym. Bezruch bowiem wojom we łbach miesza i ruchawki czynić zaczynają co rusz o talary i dziewki wszeteczne.
Podniósł się król, wstała Rada i przyzwolenie swoje dla rozpoczęcia podróży jednogłośnie dali...
I ruszyli wybrańcy na turniej.

Skryby w liczbie wielkiej, pióra gęsie ostrząc i papirusy sposobiąc, ruszyli taborem za nimi. Liczyć zatem możecie wkrótce na wieści o wyczynach wojów naszych.




--------------------------------------------------------------------------------

Co sie stalo z Jackiem K. ?

--------------------------------------------------------------------------------

Napisane przez Wars74 at 29 May 2002 16:25:40

JACEK KMIECIK l Czy zostal przylapany na onanizowaniu sie w toalecie na dworcu PKP w Otwocku? Jesli wierzyc plotkom, wlasnie dlatego zostawila go zona.

KOMU PODPADL Jacek Kmiecik? Takie pytanie jest wielce zasadne. Wsród polskich ligowców krazy plotka, iz prawdziwym powodem jego kilkudniowej nieobecnosci w domu nie byla choroba, ale... problemy z popedem seksualnym. To wlasnie przez to Kmiecik mial zanotowac w ostatnim pólroczu tak duzy przyrost nasienia.

Wiesc niesie, ze dziennikarz dopiero po dokladnych badaniach w Barsinghausen mial zostac skreslony z listy dziennikarzy "PS" lecacych do Korei, poniewaz wykryto cos... czego wykryc sie nie spodziewano. Sprawa jest dosc zagadkowa, a sam redaktor dlugo nie pomagal w jej rozwiazaniu. Wczoraj przez caly dzien próbowalismy sie z nim skontaktowac. Raz Kmiecik odebral telefon, ale prosil, zeby zadzwonic pózniej, bo jest akurat bardzo zajety (sic, ciekawe czym? - red.). W koncu jednak odebral.

- Jestem zaskoczony tym co slysze, ale nie do konca. O plotce dowiaduje sie od was, ale mieszkajac w Warszawie wielu rzeczy juz sie nasluchalem. Nic mnie nie zdziwi.

- To jak to bylo w Otwocku?

- To kolosalna bzdura, nawet nie ma co komentowac. Mam na to dowody, ze jestem czysty (spodnie bez sladu nasienia - red.). Jednak nie widze potrzeby cokolwiek i komukolwiek udowadniac. Zona i dzieci, którzy dobrze mnie znaja, wiedza jak bardzo dbam o swoje cialo. W zyciu nie pozwolilbym sobie na takie rzeczy.

- To w takim razie komus sie pan narazil?

- Nie mam pojecia kto rozsiewa te glupoty. Skoro jednak robi cos takiego, to znaczy ze ma cos do mnie. Szczerze mówiac nawet nie chce wiedziec kto to jest. Moge mu tylko powiedziec, ze jego ptaszek nie dorasta mi do piet - konczy Kmiecik.

Mocno zaniepokojony przedwczorajsza zajawka artykulu "Dlaczego Kmiecik nie polecial do Korei? Prawdziwy powód" byl redaktor naczelny "PS", Pawel Zarzeczny. Dopytywal sie, o co chodzi z tym prawdziwym powodem.

Podobno plotke o "zabawach" Kmiecika mial "wyniesc" poza redakcje pan Czerniak. Tak przynajmniej zeznal jeden z dziennikarzy. A potwierdzil to redaktor Stolarczyk.

- To jakies wierutne bzdury - wyjasnia Pawel Zarzeczny. - To sie nawet nie trzyma kupy. Jakie onanizowanie, po co? Przeciez Jacek jest stalym bywalcem agencji towarzyskich. Nie wiem kto i po co rozsiewa takie plotki. I jeszcze mnie w nie wplatuje. Dla mnie nie ma zadnego tematu w sprawie Kmiecika i jego rzekomych problemów z nadpobudliwoscia.

- No to komu podpadl Jacek Kmiecik? Bo plotka jest bezsporna.

- Do mnie nie dotarla, a przeciez jestem w Polsce. Nie mam pojecia komu Jacek mógl podpasc. W redakcji nie mial wrogów. Wszyscy mu wspólczuli, mial duzego ptaka. Bo choroba byla jedynym powodem jego nieobecnosci na mistrzostwach swiata - konczy Zarzeczny.

Wiele do powiedzenia moze miec w tej sprawie byly dziennikarz "PS" Janusz Atlas, pracujacy na co dzien w "Pilce Noznej". On jednak nie zwykl rozmawiac z dziennikarzami przez telefon, a wlasnie przebywa na trzydniowej libacji alkoholowej na Woli.


porownaj z oryginalem z PS ;-)


copyright http://forum.legia.com.pl

Damian-Ochota
22-11-2005, 22:18
ems- kurde nie chce mi się tego czytac, oczy mnie bolą!! moze jutro
albo najlepiej napiszcie w skrocie o co tam chodzi??

yusta
22-11-2005, 22:23
Temat nie jest taki głupi jakby się wydawało, bo w zasadzie to co dzieje się na linii LFF - LFF :hyhy: , przedstawia sytuację która w tej chwili ma miejsce pośród nas - kibiców Legii.
Takie pojednanie nie byłoby więc głupie w świetle wszechobecnych głosów o jedności wśród kibiców.
Tak seryjnie to jest tam kilka osób, z którymi się da pogadać mimo, że poglądy na tematy kibicowskie mają z deka odmienne od moich.

Dżon Łejn
22-11-2005, 23:20
piszą coś o mnie? :chytry:

lomu-banita
23-11-2005, 00:07
piszą coś o mnie? :chytry:

Prędzej o mnie 8)



ŁEdne te teksty, lekko mi nawet pamiętnikiem planka zajechały :ucieka:

Pan Artysta
23-11-2005, 08:07
za długie :efoch:

Emsior w odcinkach było dać :efoch:

legart
23-11-2005, 08:09
piszą coś o mnie? :chytry:

A co Ty Szczuka jesteś?


PS Ja tam się z nikim specjalnie nie kłóciłem na drzewkowym 8)