PDA

Zobacz pełną wersję : Antek dał się złapać i sypie



Strony : 1 [2]

Fizi
05-08-2005, 13:16
Były sponsor piłkarzy Myszkowa: Dziurowicz mówi prawdę

Rozmawiał Marek Mamoń 05-08-2005 , ostatnia aktualizacja 05-08-2005 10:52

Ujawniając kulisy handlowania meczami, były prezes GKS-u Katowice Piotr Dziurowicz wymienił m.in. byłych trenerów zespołu z Myszkowa Pawła Kowalskiego i jego zięcia Krzysztofa Wolaka. Rozmawiamy z wieloletnim sponsorem myszkowskiej drużyny Krzysztofem Czyżem, właścicielem firmy Krisbut

Marek Mamoń: Czy w czasach, gdy sponsorował Pan klub, miał Pan informacje o handlowaniu meczami przez trenerów lub zawodników?

Krzysztof Czyż, sponsor Myszkowa w latach 90.: Dwa razy mieliśmy szansę awansować do I ligi. I dziwnym trafem, gdy dochodziło do rozstrzygających meczów, niektórzy piłkarze znienacka tracili formę. Byłem przekonany, że powstał jakiś układ, ale nie miałem dowodów na sprzedawanie meczów.

Mówiło się, że to sponsor nie ma ambicji I-ligowych.

- Bzdura. Łożyłem na klub po to, by grał jak najwyżej. Rzeczywiście, nie było nas stać na awans z II ligi, bo mieliśmy za mało pieniędzy - ale nie na utrzymanie klubu czy wynagrodzenia zawodników i trenerów. Rozgrywki były ułożone przez możniejszych od nas, a na boisku rozgrywała się tylko wirtualna gra. Przed sezonem prześcigano się w staraniach, aby na ich boiska przyjeżdżali przychylni sędziowie. Myśli pan, że ludzie, którzy decydowali o obsadach sędziowskich, robili to bezinteresownie? Przekonałem się po kilku sezonach w II lidze, że 40-tysięczny niebogaty Myszków nie ma w tym pozaboiskowym wyścigu szans i odpuściłem.

Też kupowaliście przychylność sędziów...

- Były konkretne kwoty. Jaka to była stawka dla pana X czy Y, pozostanie moją tajemnicą. Nie będę mówił o żadnych konkretach, bo dawno wyszedłem z bagna zwanego ligową piłką i już mnie to nie interesuje. Ten rozdział jest w moim życiu zamknięty. Nie zamierzam w żaden sposób do tego wracać, a tym bardziej ujawnić nazwisk. Powiem tylko jedno: Dziurowicz powiedział "Gazecie" prawdę.



* Krzysztof Czyż - właściciel firmy obuwniczej Krisbut, w latach 90. trafił na listę stu najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". Sponsorował wówczas myszkowski klub piłkarski, doprowadzając go z IV do II ligi. Przez kilka lat futboliści Krisbutu zajmowali miejsce w czołówce rozgrywek II-ligowych. Czyż zrezygnował ze sponsorowania w 2000 r. Obecnie klub MKS Myszków znów gra w IV lidze.


gazeta.pl

............................


ktos chyba psuje Listkowi&Co koncepcję 8)

Fizi
05-08-2005, 13:20
As(L)o :chytry: :

Canal+: Wyczyścić za wszelką cenę


Przemysław Iwańczyk 05-08-2005 , ostatnia aktualizacja 05-08-2005 10:32

Dajemy mnóstwo kasy, wypruwamy żyły, by jak najlepiej pokazać ekstraklasę, więc chcemy być partnerem futbolu, a nie korupcji - mówi Jacek Okieńczyc z Canal+ i żąda od PZPN męskiej rozmowy.

W dwuczęściowym wywiadzie dla "Gazety" prezes GKS Katowice Piotr Dziurowicz przełamał zmowę milczenia o korupcji w polskiej piłce. Wymienia nazwiska sędziów i trenerów zamieszanych w ustawianie meczów, szefowi PZPN Michałowi Listkiewiczowi zarzuca przyzwalanie na nieuczciwość.

Arnaud de Villeneuve, szef polskiego Canal+, zareagował natychmiast. - Musieliśmy przesłać do Francji tłumaczenia - opowiada Jacek Okieńczyc, szef redakcji sportowej. - Po lekturze pan de Villeneuve powiedział tylko: „Ma być tak jak było w komentarzu ťGazety Ť - wyczyścić za wszelką cenę!”.

Z pieniędzy Canal+ od pięciu lat utrzymuje się większość klubów ekstraklasy. Za prawa do transmisji stacja przekazuje co roku 50 mln zł.

- Na pewno tego tak nie zostawimy. Jeśli PZPN nic nie zrobi, może być różnie. Bo jeśli dochodzi do korupcji w lidze, do której mamy prawa, naruszany jest jeden z punktów naszej umowy. Może to się skończyć tym, że wystąpimy na drogę sądową - ostrzega Okieńczyc.

Dotychczas Canal+ niechętnie mówił w swoich programach o ciemnej stronie polskiej piłki.

- Od najbliższego weekendu to się zmieni - twierdzi szef redakcji sportowej. - Po tym, co się wydarzyło, jesteśmy to winni naszym abonentom.

A co zrobi Idea, główny sponsor ekstraklasy, który do czerwca 2008 roku ma wypłacić polskim klubom prawie 32 mln zł?

- Przeczytaliśmy tekst i na tym koniec - mówi Jacek Kalinowski, rzecznik prasowy firmy. - To nas w żaden sposób nie dotyczy, więc z naszej strony nic się nie zmienia. Mamy tylko nadzieję, że pieniądze, które przekazujemy, pozwolą uniknąć tego typu sytuacji w przyszłości.


gazeta.pl

Fizi
05-08-2005, 13:26
Piłkarze Siarki dostali pieniądze za remis z Łęczną




gab 05-08-2005 , ostatnia aktualizacja 05-08-2005 10:38

- Od Katowic i Śląska mieliśmy obiecane pieniądze tylko w przypadku zwycięstwa nad Górnikiem. Tymczasem okazało się, że za remis też otrzymaliśmy nagrodę. Pieniądze dostaliśmy zaraz po meczu, w kopertach - opowiada piłkarz, który w 2000 roku grał w meczu Siarki Tarnobrzeg z Górnikiem Łęczna.

O "ustawieniu" meczu walczącej o utrzymanie w II lidze Siarki z pretendującym do awansu Górnikiem opowiedział w wywiadzie dla "Gazety" prezes GKS-u Katowice, Piotr Dziurowicz. Jego drużynie oraz Śląskowi Wrocław, które chciały awansować, zależało na tym, by Siarka odebrała punkty zespołowi z Łęcznej. Dziurowicz stwierdził m.in, "...połowa piłkarzy Siarki wzięła pieniądze od Katowic i Śląska, a połowa sprzedała spotkanie Łęcznej. Do przerwy Łęczna prowadziła 2:0, ale, na szczęście, trener Siarki też wziął od nas pieniądze i zorientował się, co jest grane. Wymienił trzech doświadczonych graczy na młodych, którzy nie byli w temacie, i mecz skończył się remisem 2:2...".

Jak ustaliliśmy, w przerwie meczu ówczesny trener Siarki Adam Mażysz faktycznie zmienił dwóch doświadczonych zawodników (m.in. Tomasza Cebulę i Michała Kozłowskiego) i zastąpił ich młodym Markiem Antkiewiczem oraz strzelcem wyrównującej bramki Pawłem Krzemińskim. Piłkarze po meczu nie kryli zadowolenia z remisu. - To była radość przez łzy. Słowa pana Dziurowicza to totalna bzdura. Nie brałem żadnych pieniędzy. Nie bawię się w takie rzeczy. Chcieliśmy wygrać, walczyliśmy o utrzymanie. A tu ktoś dopisuje sobie dziwną teorię - broni się Mażysz.

Co innego twierdzi zawodnik, który grał w tamtym meczu. Potwierdza on informacje Dziurowicza. - Od Katowic i Śląska mieliśmy obiecane pieniądze tylko w przypadku zwycięstwa nad Górnikiem. Tymczasem, dopiero po meczu dowiedzieliśmy się, że za remis też otrzymamy nagrodę. Pieniądze dostaliśmy chyba zaraz po meczu, w kopertach. Ile by nie dali i tak bylibyśmy szczęśliwi, bo w Siarce brakowało pieniędzy - mówi.

Piłkarz nie pamięta, kto powiedział drużynie o pieniądzach za mecz. Nie wyklucza, że był to Wojciech Jugo, wieloletni działacz Siarki, obecnie przewodniczący Wydziału Gier PZPN. - Był obrotnym człowiekiem, działał w piłkarskiej centrali, znał wiele osób. Nie jestem na sto procent przekonany czy on pilotował tę sprawę. To wielce prawdopodobne. Najlepiej jego spytać - twierdzi.

Niestety, kontakt z Jugo był wczoraj niemożliwy. Udało się nam porozmawiać z Janem Dziubińskim, który w latach 1998-2001 był prezesem Siarki. Obecny prezydent Tarnobrzega wszystkiemu zaprzecza. - Nic o tym nie wiem. To zaskakująca informacja. Kiedy byłem prezesem takie rzeczy nie miały miejsca. Nigdy w życiu nie rozmawiałem z prezesami GKS-u, Śląska czy Górnika. W spotkaniu z Łęczną walczyliśmy fair - opowiada. - Nie oglądałem tego meczu do końca, bo nie byłem w stanie. Na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem pogodziłem się z porażką i poszedłem do swojego gabinetu - tłumaczy. - Oczywiście z nikim się nie spotykałem i nie rozmawiałem - szybko dodaje.

Kiedy dowiaduje się, że jeden z piłkarzy potwierdził "załatwianie" meczu reaguje nerwowo. - Nic o tym nie wiedziałem. To niemożliwe. Jestem wściekły. Straciłem cały szacunek do piłki - twierdzi.

- Ja też mógłbym się wszystkiego wyprzeć. Nie róbmy z siebie wariatów - ripostuje piłkarz Siarki.


gazeta.pl

..............


tego sie już nie da zatrzymać :klaszcze:

Jastrząb
05-08-2005, 13:35
Brawo Canal+ :brawo:
Mam nadzieję, że zainteresują się tym władze C+ we Francji i będą naciskać na wyjaśnienie tego syfu!
Tak jak napisał Fizi tego już nie da się zatrzymać. Ostatnia szansa na oczyszczenie polskiej piłki z gówna!

Nazgul
05-08-2005, 18:01
Dzisiaj zrobiłem wyjątek od zasady i kupiłem FAKT. Podobno ci z Faktu wysłali listy do innych federacji oraz do FIFA i UEFA z opisem sprawy w Polsce :kurde:

Zaraz będę to czytał całe...

Sezar
05-08-2005, 19:32
Panowie cytat z Dziurowicza z dnia dzisiejszego: "Nawet konduktor w pociagu wiedzial, ze sie mecze sprzedaje...tylko nie Listkiewicz" to a propos dzisiejszej jego podrozy pociagiem :hyhy:

Nazgul
05-08-2005, 21:42
TVN24 - Listkiewicz vs Dziurowicz

Mlody Dziurowicz zaprzecza jakoby powiedział cokolwiek przeciwko Listkiewiczowi (artykluł w FAKCIE). Podtrzymał natomiast to co wydrukowala Wyborcza.

Fizi
05-08-2005, 22:06
PAP/05 sierpnia 2005 05:56


Piłkarz obstawia mecz

Piotr Dziurowicz, prezes GKS-u Katowice, przyznał się do kupowania meczów ligowych. Czy wiedzieli o tym jego piłkarze, zanim wychodzili na boisko? - stawia pytanie "Dziennik Zachodni".

- To byłaby bzdura, samobójstwo! Żeby kupiony mecz wyglądał wiarygodnie musi być w nim jakaś walka, a piłkarze mają taką mentalność, że gdyby wiedzieli o ustawionym wyniku, leżeliby na trawie i czekali, aż coś wpadnie - twierdzi Dziurowicz.

Tymczasem wczoraj z redakcją "DZ" skontaktował się jeden z byłych zawodników GKS. Był oburzony - jego zdaniem - nieprawdziwymi opowieściami o dzieleniu w szatni pieniędzy przez piłkarzy po meczu GKS-u z Górnikiem Zabrze w 2001 roku. - To śmieszna historia, że zapomnieliśmy zamknąć drugie drzwi od szatni. Przecież ten mecz ustawiał sam prezes, bo wiedział, że może w następnym sezonie potrzebować punktów od Górnika - stwierdził, wyraźnie rozbawiony.

Równie interesujący wydaje się inny wątek poruszony przez informatora "DZ": dotyczący udziału piłkarzy w zakładach bukmacherskich. - Albo prezes był naiwny, myśląc, że o niczym nie wiemy, albo naiwnego udaje. Przecież wszyscy wiedzieli, które mecze są ustawione. Zrzucaliśmy się po kilka osób i obstawiało się ligę. Nie za ostro, ale na pomeczowe imprezki wystarczało - opowiada piłkarz.

O takich praktykach wiedziało całe środowisko. To nie przypadek, że w marcu bieżącego roku PZPN wydał specjalną uchwałę, na mocy której sędziowie, trenerzy, piłkarze i obserwatorzy PZPN nie mogą zawierać zakładów w firmach bukmacherskich. Tyle, że ten przepis od początku był martwy.

- Nie mamy możliwości kontrolowania, kto gra. Staramy się zatrudniać osoby znające środowisko sportowe danego regionu, ale przecież zawsze można wysłać kupon przez podstawioną osobę - przyznaje Grzegorz Dyl, analityk wyników sportowych bukmacherskiej firmy STS. - Mieliśmy sygnały, że grają piłkarze, ale niewiele możemy na to poradzić. Sposobów na obronę przed szwindlami wtajemniczonych jest kilka, ale tylko jeden - wycofanie meczu z tabeli zakładów - może być skuteczny. - W polskiej lidze nie można obstawić jednego meczu, trzeba do niego dobrać przynajmniej dwa inne - przypomina Dyl.

Tyle tylko, że sam Dziurowicz przyznał, iż kupowanie jednego meczu było rzadkością. Zazwyczaj w kolejce ustawiało się kilka spotkań. Dyl twierdzi, że w sezonie 2003/04 było wiele podejrzanych zakładów.

Fizi
06-08-2005, 14:24
Dziurowicz oferował 50 tys. za zwycięstwo GKS


Robert Błoński 06-08-2005 , ostatnia aktualizacja 05-08-2005 23:49

50 tys. zł oferował mi szef GKS-u Marian Dziurowicz za korzystny wynik z Hetmanem Zamość. Działacze Górnika Łęczna dzwonili, bym w tym samym meczu wykartkował paru graczy z Katowic. A ja jechałem do Warszawy i nie wiedziałem nawet, jaki mecz mam sędziować - opowiada "Gazecie" były sędzia i bramkarz ligowy Andrzej Czyżniewski

W środowym wywiadzie dla "Gazety" prezes GKS Katowice Piotr Dziurowicz opowiadał, jak GKS ze Śląskiem Wrocław "ustawili" całą rundę wiosenną II, by awansować do ekstraklasy. Po ukazaniu się wywiadu zadzwonił do nas były sędzia Andrzej Czyżniewski.

- To był maj 2000 roku. Czterech czy pięciu sędziów dostało telefon z Warszawy: "Dziś wieczorem zbiórka w hotelu Grand". - Mieliśmy prowadzić mecze "wysokiego ryzyka" - o utrzymanie w ekstraklasie i o awans do ligi. Wszystko miało być tajne, sędziowie zgrupowani w jednym miejscu a obsada losowana - opowiada Czyżniewski. - Ledwo wsiadłem do ekspresu Gdańsk - Warszawa, kiedy zadzwonił telefon. Głosu w słuchawce nie można było nie rozpoznać. To był prezes GKS Katowice Marian Dziurowicz [ojciec Piotra, były prezes PZPN - red.]. Mówi tak: "To co, widzimy się jutro". Zdziwiłem się. "Gdzie, z jakiej okazji" - zapytałem. "Mecz mi Pan jutro gwiżdże" - usłyszałem. Jeszcze bardziej się zdziwiłem. Ledwo odłożyłem telefon, następna rozmowa. Nie, to przedstawiciel Górnika Łęczna, który nie był zainteresowany wygraną Katowic. Prosił o wykartkowanie kilku graczy GKS.

Czyżniewski dotarł do Warszawy, spotkał się z pozostałymi arbitrami i ówczesnym szefem Polskiego Kolegium Sędziów Tadeuszem Diakonowiczem. - Powiedział nam, że wszystkiego dowiemy się rano - opowiada Czyżniewski. - Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Wcześniej jednak znowu zadzwonił Dziurowicz. Kiedy się dowiedział, że wciąż nie wiem, dokąd jadę, zaczął się śmiać i powiedział, że to są jaja. I przeszedł do konkretów. Powiedział, że na pewno będę sędziował mecz jego GKS-u. I, jeśli "Gieksa" wygra, dostanę 50 tys. zł. Kwotę miała mi przekazać pewna kobieta z PZPN. Zaufana osoba. Dziurowicz dodał, że zawsze dotrzymuje słowa. Wiedziałem o tym doskonale.

Dwa lata wcześniej były prezes PZPN po raz pierwszy próbował przekupić Czyżniewskiego. - To był bodaj mecz z Sokołem Tychy czy Pniewy, nie pamiętam - mówi Czyżniewski. - W każdym razie zakończył się remisem i Dziurowicz się wściekł. Wyjął taki czarny notes, stuknął w niego i powiedział: "Tu jest każdy, kto ze mną wojuje. I ty, synek, też będziesz". Wszystko to opisałem, zgłosiłem Wydziałowi Dyscypliny. Ale śledztwo zostało umorzone, a mnie w połowie rundy wiosennej z hukiem wywalono z ligi. Bez żadnych podstaw. Zdecydowała o tym Rada Delegatów, na czele której stał Aleksander Suchanek [zatrzymany niedawno przez policję, ma prokuratorski zarzut korupcji w sporcie - red.]. Byłem zszokowany, że Dziurowicz spróbował drugiego podejścia.

Rano w "tajnym" losowaniu oczywiście okazało się, że jadę do Zamościa na mecz Hetman - Katowice. O telefonie prezesa Dziurowicza Czyżniewski poinformował obserwatora tamtego spotkania Andrzeja Libicha. - Pamiętam, że jechał z Warszawy do Zamościa bardzo długo - wspomina Czyżniewski. - Ale o tym wszystkim doskonale wiedzieli też Zbigniew Boniek, i Michał Listkiewicz. Prawdą jest, że Boniek mówił o tym, że "prędzej mu kaktus wyrośnie, niż GKS awansuje". Im to było na rękę. Myśleli: "Pojedzie Czyżniewski i Dziurowicza udupi. Zemści się". Mecz w Zamościu zakończył się remisem i obserwator powiedział, że gdyby nie jeden błąd, dostałbym 10. Po meczu do szatni przyszedł prezes Dziurowicz i powiedział, że gdyby wszystkie jego mecze były tak sędziowane, dawno byłby z powrotem w ekstraklasie. Kiedy wracałem pociągiem do Gdańska, Dziurowicz znowu zadzwonił. I powiedział, że w poniedziałek skontaktuje się ze mną ta kobieta i wręczy mi 25 tys. zł.

Czyżniewski opisał to wszystko w protokole z meczu. - Zostałem wezwany do Wydziału Dyscypliny - wspomina. - Pamiętam jak dziś. Patrzyli na mnie jak na wariata. Jak na człowieka, który ma obsesję Dziurowicza. Nikt nie zrobił nic w tej sprawie. A wystarczyło sprawdzić billingi, kto do kogo dzwonił. Dostałem tylko pismo z WD, że "mimo starań i dochodzenia, Pana wersja nie znalazła potwierdzenia". Coś we mnie pękło. Wyszedłem na idiotę. Okazało się, że swoim nazwiskiem poświadczyłem nieprawdę.

- Nie jest tak, że byłem kryształowo uczciwy - kończy Czyżniewski. - Zdarzyły się lewe delegacje, wystawne kolacje itd. Takie były czasy, takie środowisko. Ciężko być nieskazitelnym. Każdy, kto w tym bagnie się poruszał, musiał się ubrudzić. Nie ma siły. Ale to nie tylko sędziowie są winni. My byliśmy na końcu tego łańcucha. Musieliśmy dobrze żyć z kwalifikatorami, bo czasem jedna nota decydowała o całym sezonie... I jak patrzę teraz na tych wszystkich "uzdrawiaczy", to się śmieję. Szefowi komisji etyki ze wspomnianą etyką pomyliła się tyka... Niech spojrzy w swoją przeszłość.

gazeta.pl

Harcerz
06-08-2005, 14:55
Robert Błoński 06-08-2005 , ostatnia aktualizacja 05-08-2005 23:49

I jak patrzę teraz na tych wszystkich "uzdrawiaczy", to się śmieję. Szefowi komisji etyki ze wspomnianą etyką pomyliła się tyka... Niech spojrzy w swoją przeszłość.

gazeta.pl

:zlosliwy:

As(L)o
06-08-2005, 17:57
Nie rozumiem tego uśmiechu. Że niby to wszystko było wymyślone bo to z Gazety Wyborczej? Gdyby Błoński to wymyślił to by nie podał nazwiska informatora bo jak Czyżyniewski by to przeczytął mógłby posądzić autora tekstu o pomuwienie i skąńczyło by się w sądzie...

Fizi
06-08-2005, 18:47
chodziło raczej o ,,człowieka, który zatrzymał Anglię,,

pijak
07-08-2005, 09:42
chodziło raczej o ,,człowieka, który zatrzymał Anglię,,
szanowny kolega zapomniał dodac tego:
pomiędzy "który" a "zatrzymał" zdecydowanie brakuje:
"sam"

Sharn
08-08-2005, 09:01
Listkiewicz: nie odejdę w niesławie
Życie Warszawy 07:39


Zobacz także

ť Klatt: to mój pierwszy raz
ť Dyrektor klubu wystawił rachunek za kupione mecze
ť Idea Ekstraklasa: dramatyczny mecz w Szczecinie!
ť 1. liga: Wisła liderem, Zabrze i Legia bez straty gola!

Prezes PZPN Michał Listkiewicz pozostanie na swoim stanowisku, choć zarzucono mu brak nadzoru nad związkiem – pisze Życie Warszawy.

Telewizja Canal+ wyemitowała program, którego gwoździem była konfrontacja Listkiewicza z Piotrem Dziurowiczem. Były prezes GKS Katowice oskarżył wcześniej szefa związku o sprzyjanie korupcyjnym układom. Dość zaskakujące było więc stwierdzenie Listkiewicza, że jest wdzięczny Dziurowiczowi za ujawnienie korupcyjnych spraw.

Dziurowicz nie zarzuca Listkiewiczowi brania łapówek. Podtrzymał jednak zdanie, że prezes PZPN ponosi moralną odpowiedzialność za to, co dzieje się w piłce. Czy w tej sytuacji Liskiewicz poda się do dymisji? – Nie odejdę w niesławie. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Doprowadzę do oczyszczenia naszej piłki z oszustów – powiedział Listkiewicz.


Co za bezczelna *****! Jestem w szoku jak mozna być bezczelnym piastując funkcje społeczne! Szkoda mi słów... Czy on nie ma nikogo nad sobą tylko dopiero ministra?... :kurde: :zly:

Fizi
08-08-2005, 09:31
mi to wszystko przypomina teksty w stylu - to nie wina towarzysza Stalina, gdyby on o tym wiedział, na pewno by na to nie pozwolił na wypaczenia :hyhy:

w GW kolejne doniesienia z frontu :chytry: :


Dyrektor klubu wystawił rachunek za kupione mecze




T Artur Brzozowski 08-08-2005 , ostatnia aktualizacja 07-08-2005 23:15

Dotarliśmy do kopii pisma z października 2000 roku, w którym dyrektor Śląska Wrocław Zbigniew Fajbusiewicz domaga się od klubu zwrotu prawie 200 tys. złotych. Na co wydał tyle pieniędzy? "10 000 marek niemieckich - GKS Katowice, 9 tys. - Ruch Chorzów, 5000 PLN - Myszków - Bełchatów" - to tylko niektóre koszty, które można znaleźć w piśmie

W wywiadzie dla "Gazety" prezes GKS-u Katowice Piotr Dziurowicz ujawnił, że wiosną 2000 roku jego klub na spółkę ze Śląskiem ustawił całą rundę wiosenną, by z rywalizacji o awans do ekstraklasy wyeliminować Bełchatów i Górnika Łęczna. Śląsk kupował sędziów, Katowice piłkarzy innych drużyn.

Zrozumienie dla problemów

"Zwracam się uprzejmą prośbą do Zarządu Klubu o zajęcie stanowiska w sprawie uregulowania zaległości finansowych powstałych w okresie rozgrywek o mistrzostwo II i I ligi. Mając na względzie trudną bieżącą sytuację finansową Klubu, proponuję rozwiązania mające na względzie duże zrozumienie dla istniejących problemów" - czytamy w piśmie ówczesnego dyrektora Śląska Zbigniewa Fajbusiewicza datowanym na 10 października 2000 roku.

Z jednej kartki papieru można dowiedzieć się, że dyrektor Śląska domaga się zaległych wynagrodzeń i premii za awans do I ligi (60 tys. złotych premii), ale także innych, tajemniczych zobowiązań. Cytujemy: "Spłata do końca października zaległości br. powstałych w okresie sezonu pierwszoligowego. Równowartość:

10 000 marek niemieckich - GKS Katowice

9 000 DEM - Ruch Chorzów

(...)

Zaległości powstałe w okresie II-ligowym

5000 PLN - Myszków - Bełchatów

7500 DEM - Włókniarz Kietrz

8000 DEM - Polar Wrocław"

Nocne działaczy rozmowy

Działacze Śląska zarządzający wówczas klubem niechętnie wracają do tamtej historii.

- To było tyle lat temu, że wszystkich szczegółów nie pamiętam, ale oczywiście wiem, że pan Fajbusiewicz domagał się od nas pieniędzy - tłumaczy Bartłomiej Nowotarski, ówczesny prezes Śląska. - Jednak żadnych jego roszczeń tamten zarząd nie uwzględnił, wręcz przeciwnie. Bardzo szybko zwolniliśmy go z klubu. I ten dokument był jednym z powodów jego zdymisjonowania. Poza tym proszę pamiętać, że jego żądania dotyczyły okresu, kiedy nie byłem prezesem. Oficjalnie funkcję tę pełnił Ryszard Sobiesiak, ale on specjalne plenipotencje przekazał Januszowi Cymankowi, przewodniczącemu rady nadzorczej spółki i faktycznie to Cymanek rządził Śląskiem - zaznacza Nowotarski.

Dokument Fajbusiewicza pamięta też Tomasz Szypuła, wtedy członek zarządu. - Jak ktoś funkcjonował w polskim futbolu, to domyślał się, czego dotyczyły kwoty wymienione w piśmie. Pieniądze szły na pozaboiskowe układy - twierdzi Szypuła. I dodaje: - Pamiętam, że pan Fajbusiewicz naciskał i próbował szantażować członków zarządu, że publicznie ujawni prawdę o kulisach wydania tych pieniędzy. Był przekonany, że takich sensacji przestraszą się politycy i biznesmeni kręcący się wówczas wokół Śląska.

W zakończeniu pisma dyrektor Fajbusiewicz podkreśla:" Jednocześnie informuję, że powyższe dane zostały przedstawione na spotkaniu z Vice-Prezesem ds. Finansowych Jerzym Orłem we wrześniu br.".

- Rzeczywiście, kiedyś do 3 w nocy pan Fajbusiewicz opowiadał mi o należnościach, jakie miał mu być winny Śląsk. Z tego, co pamiętam, chodziło o grubo ponad 100 tysięcy złotych. Tłumaczyłem, żeby przedstawił jakieś dokumenty, że rzeczywiście te pieniądze mu się należą, ale nic takiego nie zrobił, dlatego tamten zarząd nic mu nie wypłacił. Czy te pieniądze mogły pójść na korumpowanie sędziów, trenerów i rywali? Po ostatnich wyznaniach prezesa Dziurowicza nic mnie już nie zdziwi, więc wszystko jest możliwe - mówi Orzeł.

Wymienione w piśmie dyrektora Fajbusiewicza mecze II ligi z Włókniarzem Kietrz i Polarem Wrocław miały kluczowe znaczenie dla układu tabeli. Z Włókniarzem Śląsk wygrał 1:0, z Polarem 4:1 i wówczas praktycznie przypieczętował sobie awans do I ligi. Praktycznie wszyscy obecni na derbach Wrocławia widzieli, że pojedynek nie był grany na poważnie i Polar nie przeszkadzał Śląskowi w zdobywaniu bramek. Z wiarygodnych źródeł wiemy, że w tygodniu poprzedzającym mecz obydwie drużyny wspólnie odbyły dwa treningi, aby "przećwiczyć kilka zagrań".

Intrygujące są żądania Zbigniewa Fajbusiewicza za spotkania pierwszoligowe z GKS-em Katowice i Ruchem Chorzów. Śląsk mimo wielu drogich transferów słabo spisywał się w lidze i koniecznie potrzebował punktów. W Katowicach zremisował 1:1, a mecz sędziował Zbigniew Marczyk z Piły, ulubiony wówczas sędzia wrocławskich działaczy. W tym okresie Marczyk prowadził kilka meczów tej drużyny i żadnego z nich Śląsk nie przegrał (oprócz towarzyskiego meczu z Benficą Lizbona). Kilka tygodni później, w przerwie między rundą jesienną i wiosenną, sędzia Marczyk poleciał z drużyną Śląska na dwutygodniowe zgrupowanie do Turcji. W rozmowie z dziennikarzem "Gazety" potwierdziło to kilku działaczy i piłkarzy wrocławskiego klubu. Sam Marczyk zaprzecza, że kiedykolwiek był w Turcji.

Z kolei pojedynek z Ruchem Chorzów Śląsk wygrał 3:2. Końcówka meczu była niesłychanie nerwowa, gdyż zawodnicy Ruchu chcieli pobić sędziego, który ich zdaniem sprzyjał Śląskowi. Arbitrem spotkania był Antoni F. ze Stalowej Woli siedzący teraz w areszcie po prowokacji policyjnej, gdy zatrzymano go w momencie przyjęcia 100 tys. złotych łapówki za ustawienie meczu.

Na pytanie, czy to możliwe, że Śląsk miał zapłacić 10 i 9 tys. marek niemieckich sędziom prowadzącym mecze z Ruchem i Katowicami, były prezes Bartłomiej Nowotarski mówi: - Nie wykluczam takiej możliwości. Gdy jesienią 2000 roku zostałem prezesem Śląska byłem przerażony długami klubu. Przecież wtedy na konferencji prasowej oficjalnie przyznałem, że zadłużenie klubu wynosi ponad cztery miliony złotych, a przecież w momencie awansu pozyskaliśmy kilku poważnych sponsorów i reklamodawców, którzy wyłożyli spore pieniądze. Ale długi i tak dalej były ogromne - zaznacza.

Tour de Pologne

Fajbusiewicz domagał się też zwrotu 34 152 zł za wyjazdy służbowe. Aby "wyjeździć" samochodem takie pieniądze - według oficjalnych stawek - trzeba przejechać około 40 tysięcy kilometrów. Fajbusiewicz dokonał tego w kilka miesięcy.

- Domyślałem się, skąd tak ogromna liczba kilometrów - mówi Tomasz Szypuła. - Przecież w rundzie wiosennej II ligi trwała zażarta rywalizacja o awans i czasami w weekend trzeba było być nawet na trzech meczach w różnych częściach Polski. Trzeba było pilnować awansu. Ale to nie ja podejmowałem decyzje w takich sprawach, choć pełniłem funkcję dyrektora Partner Klubu - stowarzyszenia, które pozyskiwało sponsorów do klubu. O takich kwestiach decydował Janusz Cymanek - zaznacza Szypuła.

Jesienią 2000 roku wydarzenia w Śląsku potoczyły się błyskawicznie. Najpierw członkowie zarządu: Nowotarski, Orzeł i Szypuła odrzucili finansowe żądania dyrektora Fajbusiewicza i zwolnili go. Wkrótce później właściciele klubu Janusz Cymanek i Ryszard Sobiesiak doprowadzili jednak do odwołania zarządu, który zwolnił Fajbusiewicza i ujawnił prawdę o potężnych długach Śląska.

W połowie 2002 roku Cymanek wystawił pełnomocnictwo Zbigniewowi Fajbusiewiczowi na przeprowadzenie transferów Sławomira Nazaruka i Marcina Wasilewskiego do Wisły Płock, mimo że Fajbusiewicz od półtora roku nie miał nic wspólnego ze Śląskiem. Z 1,5 mln złotych za transfery tych zawodników aż 475 tys. złotych trafiło do Fajbusiewicza.

Zadzwoniliśmy wczoraj do Cymanka, Fajbusiewicza i Sobiesiaka. Pierwszy miał wyłączony telefon, drugi nie chciał rozmawiać "ze względu na osobę pana Brzozowskiego". Sobiesiak był bardziej rozmowny: "Teraz gram w golfa i za chwilę mam ważne uderzenie. Proszę zadzwonić za pięć godzin". Po pięciu godzinach można było usłyszeć: "Casino Polonia, proszę zostawić wiadomość".

.....................


,,Z wiarygodnych źródeł wiemy, że w tygodniu poprzedzającym mecz obydwie drużyny wspólnie odbyły dwa treningi, aby "przećwiczyć kilka zagrań".
,,

:O przechodzi ludzkie pojęcie

Fizi
10-08-2005, 14:00
Nadzwyczajne posiedzenie zarządu PZPN




Antoni Piechniczek (Komisja Etyki) i Michał Listkiewicz (prezes PZPN)
Fot. Piotr Skórnicki / AG


ZOBACZ TAKŻE


• Afery w polskim futbolu - raport







nn, pap 10-08-2005 , ostatnia aktualizacja 10-08-2005 12:12

Kilka minut po godzinie 10 do warszawskiego hotelu "Sheraton", gdzie w południe ma się rozpocząć nadzwyczajne posiedzenie zarządu PZPN, przybyli pierwsi działacze piłkarskiej centrali.

Nadzwyczajne posiedzenie zarządu związku zostało zwołane w związku z wywiadem prasowym Piotra Dziurowicza ujawniającym mechanizmy korupcyjne w polskim futbolu. Prezes GKS Katowice przyznał, że od lat nie tylko znał mechanizmy korupcji, ale sam uczestniczył w procederze "ustawiania" wyników spotkań i przekupywania sędziów i piłkarzy. Oskarżył także prezesa PZPN Michała Listkiewicza o złe zarządzanie związkiem.

Jako pierwszy pojawił się szef Komisji Etyki PZPN Jan Tomaszewski. O godz. 10.30 rozpoczęło się spotkanie członków tego gremium.

Przybyli również wiceprezes PZPN Antoni Piechniczek oraz przedstawiciele Polonii Warszawa - członek zarządu klubu Marek Ruszkiewicz i honorowy prezes Jerzy Piekarzewski.

- Będę bronił dobrego imienia naszego klubu, które zostało zszargane wypowiedziami Piotra Dziurowicza. Skoro kupił on tyle meczów, to dlaczego GKS nigdy nie został mistrzem Polski. A zarzuty, że prezes PZPN Michał Listkiewicz chroni Polonię są nieuzasadnione - powiedział Piekarzewski.

Stawili się także ochroniarze, którzy mają czuwać nad zabezpieczeniem spokojnego przebiegu obrad.

W posiedzenie zarządu mają wziąć udział m.in. podsekretarz stanu w ministerstwie edukacji narodowej i sportu Jerzy Ciszewski, władze spółki Ekstraklasa S.A., członkowie Komisji Etyki PZPN oraz przedstawiciele sponsorów - stacji telewizyjnej Canal Plus i firmy PTK Centertel. Nie stawi się natomiast Piotr Dziurowicz.

Na godz. 15.00 zaplanowano konferencję prasową.






..................

czyżby Pan Piekarzewski wiedział jak się kupuje mistrza ? :chytry:

Jastrząb
11-08-2005, 10:14
Redaktor Stec z "Wyborczej" pojechał sobie dziś po Listkiewiczu:


Proszę mi wybaczyć, Panie prezesie, że nie poświęcę całej kolumny na przytaczanie dowodów, iż "od lat ordynarnie Pan kłamie".

Chętnie przypomnę, nie po raz pierwszy zresztą, mój ulubiony cytat, z czerwca 2001 roku: "Na podstawie informacji przekazywanych z klubu do klubu i z klubu do związku stworzona zostanie czarna lista ludzi hańbiących polski futbol. Znajdą się na niej sędziowie, działacze, piłkarze, trenerzy. Dla nich nie będzie miejsca w polskiej piłce. Teraz nie trzeba już będzie dowodów, prokuratora, sądów, by dyskwalifikować czy srogo ukarać. Jak będą uzasadnione podejrzenia, że mecz był nieuczciwy, kluby ukarzemy obustronnymi walkowerami. A piłkarzy i sędziów będziemy mogli zdyskwalifikować dożywotnio".

Żadna "czarna lista" oczywiście nigdy nie powstała, ale podany fragment jest dość typowy. W wywiadach potrafi Pan wspaniale obiecywać radykalne kroki (oczywiście, kiedy przycisnąć Pana do ściany), bo najczęściej słusznie zakłada Pan, że ludzie zapomną i nie będzie trzeba dotrzymywać słowa. Mógłbym przywołać mnóstwo bliźniaczych cytatów, mógłbym przypomnieć, jak zagrzmiał Pan w publicystycznej audycji TVP, że gilotyna reform zetnie głowy 70 proc. obserwatorów, jak wraz z całym związkiem udawał, że Piast Gliwice nie jest oskarżony o kupienie kilku meczów i nie chciał karać go degradacją za "jednorazowe przestępstwo".

Mógłbym, ale, naprawdę, szkoda łamów, wszystkie te małe kłamstewka i duże łgarstwa kibice znają na pamięć, a w swoim liście znów unika Pan głównego wątku, skupiając się na sprawach kompletnie nieistotnych. Nikt nie twierdzi, że najcięższym grzechem szefa polskiej piłki są zagraniczne podróże. Nikt nie przeczy, że kluby są "samodzielnymi podmiotami prawnymi", w które PZPN "nie ma prawa ingerować". A jednak to związek wprowadził tzw. licencje, listę warunków, jakie musi spełnić klub, by rywalizować o mistrzostwo kraju. Następnie jednak własne przepisy skompromitował, naginając je lub w ogóle ich nie egzekwując, i na różne pokrętne sposoby przyjmując do ligi drużyny, które nie spełniały żadnych wymogów.

Zgłasza Pan potencjalne afery do prokuratury? Tak, jeśli napisze o tym prasa, jeśli się tego głośno domaga - sam związek nie wykrył jeszcze żadnego przekrętu, choć ponoć tropi je zajadle. Panu samemu nie przeszkadzało, że obserwatorzy (ludzie oceniający arbitrów) handlowali z klubami - Tadeusz Diakonowicz sprzedawał im krzesełka, a Wit Żelazko - stroje. Wreszcie chwali się Pan, że czterokrotnie zmieniał szefa Kolegium Sędziów, że wokół Pana nie ma żadnych układów i koterii. Owszem, ostatnim rewolucjonistą kierującym arbitrami został Andrzej Strejlau. Jego prawą ręką jest Leszek Saks. To on przez lata ustalał meczowe obsady sędziowskie - tak "tajne", że znali je wszyscy ci, przed którymi należało je najbardziej ukrywać. Lewa ręka to Marek Kowalczyk, zdyskwalifikowany za wywołanie największego sędziowskiego skandalu w historii Pucharu Polski. To był jego ostatni mecz w karierze, dziś czuwa nad czystością rozgrywek.

Nie mówię już o szerszej wizji, o planach na lepszą przyszłość polskiej piłki. Dalsza szczegółowa wyliczanka błędów i zaniechań nie ma sensu, Pańską ogólną bezradność i niechęć do działania, a tym samym pielęgnowanie patologii, opisuje Pan sam: "Zgadzam się z zarzutem, że polityka dyscyplinarna PZPN jest niespójna. Wielokrotnie zwracałem uwagę osobom z Wydziału Dyscypliny, Komisji Odwoławczej, Sądu Polubownego. Zgodnie z ustawą sejmową i Statutem PZPN są to organy niezależne od prezesa PZPN. Mogą mi się nie podobać ich decyzje, ale nie mogę ich zmieniać". W tym passusie jest wszystko - oto prezes PZPN nic nie może, stać go najwyżej na rozpaczliwe "zwracanie uwagi", posłuchu jednak nie znajduje, szkodliwy statut jest nieśmiertelny i już po wsze czasy będzie psuł polski futbol. Wszystko wbrew dobrym chęciom prezesa, choć ten podczas wyborów zebrał ponad 95 procent głosów, a podczas wczorajszego posiedzenia zarząd gremialnie prosił go, by nie podawał się do dymisji.

Powtórzę: takiego prezesa nie potrzebujemy, taki prezes rzeczywiście mógłby objąć funkcję - trzymając się Pana pomysłu - głównego krajowego weterynarza. W piłce niewiele by się zmieniło, choć może szkoda psów i kotów - pewnie chorowałyby częściej. Pańskie wczorajsze wystąpienie, zapowiadające "konkretne uchwały", było kolejnym bełkotliwym rozmywaniem problemu w chaotycznym ciągu regulaminowych niuansów. Przepraszam, ale znów kompletnie nie rozumiałem, o co Panu chodzi. Domyślam się natomiast, po co wyciągał Pan ze szpitala Kazimierza Górskiego - by posłużyć się nim dla uwiarygodnienia swojej pseudorewolucji (która to już?), by wytrzeć sobie pezetpeenowską gębę ostatnim bezspornym autorytetem polskiej piłki. To coś gorszego niż kłamstwo. To obrzydlistwo.

PS. We wtorek przeczyta Pan, jak wyobrażam sobie idealnego prezesa PZPN. Takiego, jakim Pan nigdy nie będzie.
źródło: gazeta.pl

GregorAE
11-08-2005, 15:40
Mocne, ale dobra!!!
Brawo...
Chociaz wnioskow Pan Listkiewicz zapewne z tego artykulu nie wyciagnie :placze:

Nazgul
17-08-2005, 09:15
Już ich wypuścili... I Antka, i Mańka. I teraz to już się wszystko po kościach rozejdzie...

Beny
17-08-2005, 09:50
Myślę, że wątpię.

Rozejść się może po pezetpeenowskim tyłku, ale nie po prokuraturze.

Do pierdla i kible czyścić!

Pan Artysta
17-08-2005, 10:07
Myślę, że wątpię.

Rozejść się może po pezetpeenowskim tyłku, ale nie po prokuraturze.

Do pierdla i kible czyścić!

Antoni mydełko nam upadło :rotfl2:

GregorAE
17-08-2005, 11:58
Teraz to dopiero sie zacznie, jak oni zaczna mowic ze sa niewinni i zostali w to wszystko wrobieni a prawdziwi kryminalisci to... i posypia sie nastepne nazwiska.

Podróżnik
21-08-2005, 18:30
Co za bezczelna *****! Jestem w szoku jak mozna być bezczelnym piastując funkcje społeczne! Szkoda mi słów... Czy on nie ma nikogo nad sobą tylko dopiero ministra?... :kurde: :zly:
Teraz to już przesadził bo chyba nie ma nikt watpliwości że to on za pomocą FIFA prubuje wymusić na Prezydencie żeby nie podpisał ustawy o sporcie kwalifikowanym

FIFA ostrzega: Polacy mogą być wykluczeni
Polscy piłkarze mogą nie zagrać w przyszłorocznych mistrzostwach świata, jeśli prezydent podpisze ustawę o sporcie kwalifikowanym w wersji uchwalonej przez sejm - ostrzegli przedstawiciele FIFA i UEFA.

Obecni w Warszawie członek komitetu wykonawczego UEFA Joseph Mifsud oraz zastępca sekretarza generalnego FIFA Jerome Champagne kwestionowali m.in. prawo ministra sportu do wprowadzenia komisarycznych władz w PZPN oraz możliwość nieograniczonej kontroli finansowej związku.

Champagne i Mifsud przybyli do Warszawy, aby zapoznać się z sytuacją panującą w polskiej piłce nożnej. Uznali, że PZPN postępuje w kwestii afer korupcyjnych właściwie. Częściową odpowiedzialnością za wyolbrzymienie - według nich - całej afery obciążyli media oraz polityków uczestniczących w kampanii wyborczej.



źródło: PAP

Nazgul
24-08-2005, 10:59
Czyli psująca się rybka ma głowę nieco wyżej niż się wydawało... Znaczy się PZPN ma być ponad prawem? To na **** prawo w takim układzie?

Raffi
31-08-2005, 00:27
Policja w PZPN!

Artur Brzozowski 31-08-2005 , ostatnia aktualizacja 30-08-2005 19:43

Na podstawie prokuratorskiego "postanowienia o zażądaniu wydania rzeczy" specjalna grupa policji weszła wczoraj do siedziby PZPN w Warszawie i zabezpieczyła dokumenty licencyjne: Wisły Kraków, Groclinu, Amiki, Lecha, Widzewa, Polonii, Odry, Górnika Zabrze, Wisły Płock, GKS Katowice i Zagłębia

Wrocławscy policjanci prowadzący śledztwo w sprawie korupcji w polskim futbolu weszli do siedziby związku, gdy obradowało Prezydium PZPN. - Nie było żadnego przeszukania, nikt tu nie wywracał żadnych dokumentów ani nie wyrywał zamków z szaf - denerwuje się wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. - Zresztą ja niewiele wiem, gdyż dopiero po południu przyszedłem do pracy i czekam na spotkanie z prezesem Listkiewiczem. I niech pan teraz do niego nie dzwoni, bo znów będzie pan rozmawiał pół godziny, a ja tutaj czekam, aby się z nim spotkać - narzekał Kolator.

Michał Listkiewicz stwierdził krótko: Potwierdzam, że ekipa policji złożyła nam wizytę i zażądała wydania pewnych dokumentów licencyjnych, ale o szczegóły proszę się zwrócić do sekretarza związku pana Kręciny, gdyż on zajmuje się tymi sprawami i wydawał odpowiednie dokumenty policjantom - mówił prezes Listkiewicz.

Zdzisław Kręcina nie odbierał telefonu.

- Na pewno wizyty policji nie można nazwać przeszukaniem - podkreśla mecenas Jacek Kryszczuk zajmujący się z ramienia PZPN kontaktami z prokuraturą i policją. - Prokurator chciał otrzymać oryginały tych dokumentów, ale po telefonicznych rozmowach udało mi się przekonać go, że związek wyda ich kopie, gdyż brak tych dokumentów naraża PZPN na karę w wysokości 1,5 mln dolarów, którą mogłaby nałożyć UEFA. W efekcie trzy związkowe kserokopiarki pracowały przez cały dzień, gdyż ilość kserowanych dokumentów była ogromna. Wydaliśmy kilkaset, a może nawet kilka tysięcy stron dotyczących 11 klubów - przyznaje Kryszczuk.

Zarekwirowanie dokumentów licencyjnych ma bezpośredni związek ze śledztwem prowadzonym przez miejscową prokuraturę w sprawie korupcji w polskim futbolu. Nieoficjalnie wiemy, że jednym z wątków śledztwa jest możliwość popełnienia przestępstwa przez PZPN w związku z nieprawidłowościami przy przyznawaniu niektórym klubom licencji na grę w I i II lidze. O nieprawidłowościach mówił w wywiadzie udzielonym "Gazecie" Piotr Dziurowicz, a osobne doniesienie do prokuratury o licencji dla Widzewa Łódź złożył Jan Tomaszewski, przewodniczący Komisji Etyki PZPN. Niestety, wczoraj nie udało nam się skontaktować z Leszkiem Karpiną, rzecznikiem prasowym wrocławskiej prokuratury.

- Nic nie wiem o żadnych zarzutach wobec PZPN. Jak wynikało z pisma prokuratora, które pokazali mi policjanci, przejęcie odpowiednich dokumentów to efekt śledztwa związanego z zatrzymaniem sędziego Antoniego F. Oczywiście ma ono wiele wątków, ale ja nie znam żadnych szczegółów, dlatego nie będę się wypowiadał - kończy mecenas Jacek Kryszczuk.

jasin
31-08-2005, 00:35
no właśnie, też zwróciłem uwagę na to co podkreślił Raffi... Legii w tym gronie nie ma :zlosliwy:

no i mam nadzieję, że to już początek prawdziwego końca leśnych dziadków

Tuzin
31-08-2005, 00:50
Posiedzenie prezydium i nie ma na nim najwazniejszego viceprezesa... ***** co za instytucja :]

Beny
31-08-2005, 08:40
Pakuj się Listek, hej pakuj się Listek! :zlosliwy:

Nazgul
31-08-2005, 09:02
Pakuj się Listek, hej pakuj się Listek! :zlosliwy:

Ciekawe co na to FIFA i UEFA? :hmm:

Beny
31-08-2005, 09:14
Pakuj się Listek, hej pakuj się Listek! :zlosliwy:

Ciekawe co na to FIFA i UEFA? :hmm:

Może na 5 lat wykluczą kluby i reprezentacje ze wszystkich rozgrywek.

Kocur
31-08-2005, 09:35
5 to może nie

ale czasami odnoszę wrażenie że tak ze dwa lata by się przydały... :roll:

oczywiście po 2 latach z nowymi władzami...

Jastrząb
31-08-2005, 10:17
Wkurza mnie ta cała FIFA i UEFA.
Wiadomo, trzeba u nas ten burdel oczyścić, ale jeśli teraz by nas zawiesili n.p. na dwa lata to po tym okresie bylibyśmy na poziomie Albanii. Liga byłaby bez kasy, bez piłkarzy, bez zainetresowania z jakiejkolwiek strony.

Beny
31-08-2005, 10:25
Wkurza mnie ta cała FIFA i UEFA.
Wiadomo, trzeba u nas ten burdel oczyścić, ale jeśli teraz by nas zawiesili n.p. na dwa lata to po tym okresie bylibyśmy na poziomie Albanii. Liga byłaby bez kasy, bez piłkarzy, bez zainetresowania z jakiejkolwiek strony.

To lepiej dalej taplać się w gównie?

Pan Artysta
31-08-2005, 10:32
Wkurza mnie ta cała FIFA i UEFA.
Wiadomo, trzeba u nas ten burdel oczyścić, ale jeśli teraz by nas zawiesili n.p. na dwa lata to po tym okresie bylibyśmy na poziomie Albanii. Liga byłaby bez kasy, bez piłkarzy, bez zainetresowania z jakiejkolwiek strony.

To lepiej dalej taplać się w gównie?


dokładnie :brawo:


wolę być na poziomie Albanii a nie być robionym w ch... w rozgrywkach piłki kupowanej-po wała oglądać coś co jest wielką mistyfikacją-tracić nerwy i być blisko zawału serca


ps.

sie jeszcze dowiemy że to 2:3 z RTS to było ukartowane :zly:

jak nie teraz to kiedy :zly:

Jastrząb
31-08-2005, 10:39
Wkurza mnie ta cała FIFA i UEFA.
Wiadomo, trzeba u nas ten burdel oczyścić, ale jeśli teraz by nas zawiesili n.p. na dwa lata to po tym okresie bylibyśmy na poziomie Albanii. Liga byłaby bez kasy, bez piłkarzy, bez zainetresowania z jakiejkolwiek strony.

To lepiej dalej taplać się w gównie?

Może źle to sformułowałem.
Jestem przeciwny posawie władz światowej piłki, które grożą wykluczeniem naszych drużyn z europejskich rozgrywek, jeśli w PZPN wprowadzi się n.p. zarząd komisaryczny. Wiem, ze takie mają zapisy w statucie, ale dla mnie jest to chore. W zasadzie chroni to Misia i jego kumpli. Zwłaszcza teraz, kiedy mało kto zaryzykuje wykluczenie naszej repry.
Też jestem za wyczyszczeniem bajora. Chciałem tylko zanzaczyć, że represje, które grożą nam ze strony FIFA i UEFA trochę mimo wszystko hamują ten proces. A konsekwencje działan Blattera i jego kumpli też mogą być dla nas nie najlepsze.

Beny
31-08-2005, 10:48
To w ten sposób możemy się jeszcze bujać latami. Listkiewicz w sumie stary nie jest, więc dożywotnio też może sobie rządzić. Syf, kiła i mogiła. Rozgonić, choćby były ofiary w postaci reprezentacji (wszystkich roczników) i klubów. Nie wiem jakim sposobem, byle był skuteczny.

jacki77
31-08-2005, 10:50
Wkurza mnie ta cała FIFA i UEFA.
Wiadomo, trzeba u nas ten burdel oczyścić, ale jeśli teraz by nas zawiesili n.p. na dwa lata to po tym okresie bylibyśmy na poziomie Albanii. Liga byłaby bez kasy, bez piłkarzy, bez zainetresowania z jakiejkolwiek strony.

To lepiej dalej taplać się w gównie?

Może źle to sformułowałem.
Jestem przeciwny posawie władz światowej piłki, które grożą wykluczeniem naszych drużyn z europejskich rozgrywek, jeśli w PZPN wprowadzi się n.p. zarząd komisaryczny. Wiem, ze takie mają zapisy w statucie, ale dla mnie jest to chore. W zasadzie chroni to Misia i jego kumpli. Zwłaszcza teraz, kiedy mało kto zaryzykuje wykluczenie naszej repry.
Też jestem za wyczyszczeniem bajora. Chciałem tylko zanzaczyć, że represje, które grożą nam ze strony FIFA i UEFA trochę mimo wszystko hamują ten proces. A konsekwencje działan Blattera i jego kumpli też mogą być dla nas nie najlepsze.

Przy Biesiadzie tez straszyli i po gnatach sie rozeszlo, niby inna federacja ale mechanizmy dzialania podobne, w sumie kazdy taki fuck up pokazuje stopien zdegenerowania zawodowego sportu nie tylko u nas...

p,
j77

Nazgul
02-09-2005, 19:27
http://wiadomosci.onet.pl/1157699,11,item.html

Kocur
21-09-2005, 09:01
http://sport.gazeta.pl/sport/1,35335,2925960.html :lol3:


Zamykamy Teatrzyk ......

Nazgul
21-09-2005, 09:17
Tiaaa. czarna owca (Dziurowicz) odeszła - robimy te rozgrywki... UEFA nas kryje.

A propos:
http://sport.onet.pl/1167195,wiadomosci.html