PDA

Zobacz pełną wersję : I żeby nie było...



MaxyM
23-06-2003, 18:34
..to o co chodziło... :pijok: ...wybitny temat... wiem, wiem...


Opisywać melanże najlepsze - joł zioomy... :rotfl: :pijok: :piwo:

MaxyM
23-06-2003, 18:40
8- się nawaliłem jak dziki dzik podczas okupacji metra w NY City.

Nazgul
23-06-2003, 22:23
8- się nawaliłem jak dziki dzik podczas okupacji metra w NY City.

Ja w armii raz wyprawiłem urodziny chrzczoną wódą pod landrynki. To był największy zlew jaki sobie w życiu zafundowałem. Śmierć kliniczna... W życiu się tak alkoholem nie strułem...

Harcerz
24-06-2003, 03:29
Dwa tygodnie temu znajoma miala urodziny,zrobilismy najpierw male rozprowadzenie u mnie w domu,nie wazne ile wypilismy ale powiem wam ze bylo szeroko i spozycie duzo powyzej sredniej.Nastepnie cale towarzystwo przenioslo sie do pewnego Nicht Clubu ktorego zreszta jestem stalym bywalcem,tam znowu szeroko, konsumpcja+ toast za toastem i tance.Pech chcial ze akurat tego dnia jako nowa atrakcje postawili posrodku parkietu male podwyzszenie z rurka do tanca,bedac juz na sporym dopingu razem z kilkoma kolezankami poszlismy sprobowac swych sil,we mnie chyba jakis diabel wstapil i razem z dwoma pannami zrobilem niezly pokaz tanca erotycznego,trwajacy dobrze ponad godzine, jedyne co dobre w tym wszysykim to kazdy mowil ze calkiem niezle mi to wychodzilo,gorzej bo w ta sobote znowu tam idziemy i szykuje sie powazna impreza, chyba pogadam z wlascicielem zeby na sobote zdjal rurke z parkietu bo inaczej czarno to widze. :)

MaxyM
24-06-2003, 03:35
Ja jak ostatnio piłem z Jarcysiem (nie podam nazwy pubu) to wyciągnąłem barmankę zza baru i zacząłem tańczyć z nią na środku... 8-

Q_(L)
24-06-2003, 10:24
Największy zgon zaliczyłem na jednym z ognisk... piliśmy ruski spirytus rozrobiony z wodą z kranu, a do tej mikstury wcisneliśmy cytrynę...

Najlepszy melanż trwał dwa tygodnie... wakcje nad morzem w Sztutowie
Sztutowskie lato '99... :+:

Moi kumple mieli największe polewki ze mnie, jak musieli mnie transportować z "Parku" (Pola Mokotowskie) do domu na Ursynów i wnieść na 4 piętro... troszkę im utrudniałem zadanie 8-

Ale jest co wspominać... :buhaha: :rotfl:

bemowiak
24-06-2003, 10:30
ja sie kiedyś tak nawaliłem na czyjejś osiemnastce wyjebałem z 4 czy 5 kubków wódy 0,2 zaprawilem paroma browarami,szampanem i winem też w sporej ilości ooo to była miesznaka wybuchowa obrzygałem całą łazienke (bo niechciało mi sie nad kiblem klęczeć) schody a co najlepsze w tym później spałem 8- :fu: ale fajnie było '8

Kawa
24-06-2003, 11:49
Na jakiejs imprezie w restauracji/pubie ostro chlaliśmy. Wipiłem w sumie z litra wódy, bronxy. Dopóki piliśmy wszustko było wporządku. Około 3 postanowilismy sie zwijac, kelner przyniósł rachnek, a w szoku. na 5 osób musieliśmy zapłacić 1000 zeta, z razem mieliśmy może z 300. Po chwili namysłu dalismy noge. ktoschyba nawet próbował nas gonic,alenie dał rady. Od tej pory najpeirw płace, a potem pije :>

Cypis
24-06-2003, 17:51
Ja po wakacyjnym chlaniu w Kollobrzegu mam pamiatke na cale zycie. Zszyta broda, brak kawalka zeba i ogolnie cos nie tak ze szczeka. Tak sie nawalilem ze na disco jebnelem pieknego szczupaka ryjem po klienkerowych schodach. Przez dwa tygodnie tylko zupka przez slomke byla. Pomimo tych przejsc nadal praktykuje :piwo4: :pijok:

bemowiak
24-06-2003, 17:55
Ja po wakacyjnym chlaniu w Kollobrzegu mam pamiatke na cale zycie. Zszyta broda, brak kawalka zeba i ogolnie cos nie tak ze szczeka. Tak sie nawalilem ze na disco jebnelem pieknego szczupaka ryjem po klienkerowych schodach. Przez dwa tygodnie tylko zupka przez slomke byla. Pomimo tych przejsc nadal praktykuje :piwo4: :pijok:

haha dobre

Pomimo tych przejsc nadal
I bardzo dobrze ! jesteś gody by wyznawać religie "alkocholizm" :P hah

Cypis
24-06-2003, 18:03
Ja po wakacyjnym chlaniu w Kollobrzegu mam pamiatke na cale zycie. Zszyta broda, brak kawalka zeba i ogolnie cos nie tak ze szczeka. Tak sie nawalilem ze na disco jebnelem pieknego szczupaka ryjem po klienkerowych schodach. Przez dwa tygodnie tylko zupka przez slomke byla. Pomimo tych przejsc nadal praktykuje :piwo4: :pijok:

haha dobre

Pomimo tych przejsc nadal
I bardzo dobrze ! jesteś gody by wyznawać religie "alkocholizm" :P hah

I jestem ortodoksyjnym wyznawca tej religii '8

MaxyM
25-06-2003, 00:50
My tu jeszcze z Panem Kubą wrócimy z ajkieś 2h 8- :rotfl:

szczepan
25-06-2003, 06:07
no i nie wrociles :P

MaxyM
25-06-2003, 06:13
no i nie wrociles :P

Jak nie, zobacz foty 6.00 w oddechu :D

szczepan
25-06-2003, 06:19
ale miales do tematu wrocic o 03:50 :P

Cube
25-06-2003, 10:44
Władysławowo 2001

okolo 20 lipca:

start melanzu okolo godziny 12 - browar za browarem na kwaterach
godzina 13-14 browar za brpowarem na plazy
godzina 15 - browar za browarem przy obiedzie
godzina 16-17 browar za browarem na plazy
godzina 18-20 browar za browarem na kwaterach
godzina 21-2 jakies disko i browar za browarem na disko
godzina 3-5 - jakies inne disko i browar za browarem
godzina 6-7 - otwarty cala dobe bar na plazy i browar za browarem
godzina po 7 - dmuchanie w alkomat - 3,4 promila we krwi
godzina 8 powrot na kwatere
godzina 8-15 pijacki sen
godzina 15 - obudzenie sie nadal najebanym
godzina 16-19 - 2/3 browarki
godzina 20 zaczynamy pic wodke
godzina 22 konczymy pic wodke ( z 0,4 na lba)
godzina 23-4 browar za browarem na disko
godzina 4-6 wizyta w calodobowym barze na plazy i browar za browarem
godzina 6 - konkurs kto najwiecej wydmucha w alkomat w tymze barze
godzina 6:20 - wygrywam ja z 4,1 promila alkoholu we krwi
godzina 7 - spac
godzina 14 - powrot do Wawy

tpo tak w skrocie jeden z melanzy jaki mi do glowy przyszedl - o szczegolach tego co przez te dwie noce robilem wole sie nie wypowiadac ;) 8)

Kiju
25-06-2003, 11:57
Jezeli piszemy o najwiekszych zwałkach to i ja cos dodam(choc juz to chyba opisywałem).

Jako 17-latek polazłem na osiemnasteke.Spozniłem sie troche i jako kare musiałem pic karniaki wósdki z plastikowych kubeczków 8- Wtedy nie mialem jeszcze wyczucia i umiaru w piciu.
Film mi sie urwał.Nie wiem jak wyszedłem z tej osiemnastki...nic nie pamietam.Obudziła mnie policja :oho: A oto rekonstrukcja wydarzen :

Z osiemnastki wyszedłem w samej koszuli choc było bardzo zimno.Jak mi mowili koledzy -nie zauwazyli kiedy wyszedłem.Poszedłem w zupełnie inym kierunku niz mieszkam.Włazlem przez płot na jakąs obca posesje,poszedłem na tył domu,wlazłem na kurnik(zarywając go w połowie) 8o szpadlem wybiłem szybe,wlazłem do tego domu i walnołem sie spac do wyra(dobrze ze nikt w nim nie spał)... 8-
Obudziła mnie policja,podobno gadałem cos jeszcze ze uciekam z Berlina i przekraczam granice III Rzeszy :oho: ......dodam ze 11 lat temu nie były w modzie zadne uzywki typu trawka czy kwasy...ja to zrobiłem pijac wodke...hehe...dobrze ze jeden z policjantow znał sie z moim ojcem i odwiozl mnie do domu,bo inaczej mialbym zaliczone włamanie.Nie wiem jak to wszystko zrobiłem,kiedy zobaczyłem na trzezwo jaka droge przebyłem i jak wysoko wlazlem do tego okna to stwierdziłem ze po trzezwemu mialbym z tym kłopoty...baba w tym domu mało zawału nie dostała,dobrze ze w swym pijackim zwidzie nie łomotnołem jej szpadlem w łeb albo czego innego nie zrobiłem :help: 8-

Od tamtej pory nigdy sie nie upiłem tak aby urwał mi sie film.Mam te przewage nad kumplami ze jestem wiekszy i moge sporo wypic,to kumple pierwsi padają...

Luk@s
26-06-2003, 09:46
halo? wlasnie sie ocknolem, a 3h temu wrocilem co domu kuzwa, najpierw laweczki potem akademyk. ja pierdziele ale melanz byl, i ten obrzydliwie slodki bimber, ale pic trza bylo :D
najlepszy byl powrot, z pl. narutowicza wziolem taryfe z moja i kolezanka a mialem dyche :rotfl: odwiezlismy na 3maja czy jakos tak, tam kolo poniatowskiego a potem do mnie na zoliborz, podobno tak nawijalem do tego goscia cala droge ze zamiast zaplacic 42zyle pojechalismy za 16 :rotfl:
droga sprawa taka taryfa :rotfl:
ide cos zjesc bo i naczej zaraz zejde...

MaxyM
26-06-2003, 10:43
Kiju :buhaha: :buhaha: :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Mrk
26-06-2003, 10:51
Kiju - zajebista historia :buhaha: :rotfl:

Mrozik
26-06-2003, 11:29
Kiju :buhaha: :buhaha: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Opowiedz nam MaxyM coś wojego, to dopiero będzie " :buhaha: "

bemowiak
26-06-2003, 11:43
ooo Maxym zapodaj jeszcze raz tą Twoją historie z Zakopanego jak to czytałem to myślałem że umre najlepsze z niej było "zle mi weszło" :rotfl: :rotfl:

Przemek
26-06-2003, 14:24
To i ja cos zapodam :)
Dzialo sie to w 2002 roku dokladnie w tym dniu kiedy zaczol sie rok szkolny (tzn. ja bylem juz w 3 gimnazjum). Tak se mysle gdzie by sobie pojechac cos wypic i doszedlem do wniosku, ze pojade se na Pole Mokotowskie, bo slyszalem, ze tam sa wielkie melanze. Poszedlem sobie w okolice stawu i sie rozgladam czy moze kogos znajomego tu nie ma, a tu nagle jakis typek mnie prosi zebym sie zlozyl na "sieroty po ksiedzu" czy jakos tak. Spytalem go na co tak naprawde zbiera i okazalo sie ze na jabole, wiec dalem mu ze 2 zl. i zaczelem sepic razem z nim. Po drodze ten koles spotkal jeszcze jakis swoich kumpli i ogolem zebralismy chyba z 16 czy 18 zlociczy, wiec wybralismy sie do sklepu. Zakupilismy chyba 4 J-balle i udalismy sie z powrotem, aby skonsumowac zakup, jednak kiedy doszlismy zostaly juz tylko 2 :) wychlalismy je, potem ktos przyniusl jaka vode, wysepilem jeszcze od roznych osob w sumie ze 2 piwka i czulem sie mocno najebany. Pamietam jeszcze ze jeden z tych kolesi wlazil na drzewo i sie zjebal na plery z wysokosci mniej wiecej 1 pietra, ale tez byl najebany wiec nic go nie bolalo. Potem wsiadlem do metra i rozpoczolem podroz do domq (tzn. na Natolin), ale jak usiadlem to usnolem. Na szczesie obudzilem sie akurat na mojej stacji, wstalem i w tym momencie mnie wzielo. Wysiadlem z metra, usiadlem na lawce i w tym momencie -belt- na peron. Mysle se "kurde lepiej z tad pojde, bo zaraz jakies ciecie przyjda i mnie ochrzania", wiec poszedlem do windy, gdzie mial miejsce drugi -belt-.No ale nic jakos doszedlem do domu, tyle ze nie moglem pokazac sie tak starym wiec zlazlem do piwnicy i poczekac az gdzies se pojda. W miedzy czasie ustelem na schodach i pare razy sie z nich sturlalem, ale w koncu starzy oposcili dom i moglem pojsc spac, a oni nic sie nie domyslili (chyba)
KONIEC
P.S.- Mam nadzieje ze moje opowiadanie nie bylo za dlugie :D

MaxyM
26-06-2003, 17:51
Nie mam tego pliku na dysku z Zakopanym, ale napisze jeszcze raz jak nie znajdę... postanowiłem opisać wyjazd do Władysławowa tym razem, bo jest lato, a nie zima...

Władysławowo – Dzień Pierwszy

Wchodzimy do pociągu na Centralnym, wpakowaliśmy się do przedziału, pierwszy zonk, moja torba spadła centralnie jakiejś grubej raszpli na łeb, babę ścięło z nóg, zapewne dostała odznaczającej się od środka, butlą Absoluta... myślę sobie, no w mordę minuta nie minęła, a już mam wroga w przedziale... no nic. Ruszyliśmy, na początku grzeczne chłopaki, poszliśmy do Warsa, po jakichś dwóch godzinach wróciliśmy jako inni ludzie... wzrok mętny, humor i w ogóle śmieszni byliśmy, oczywiście sami dla siebie... ludzie w przedziale zaczynają wyjmować serdelki, parówki i kanapki, to my swój prowiant też, Wyborowa, Absolut, Finalandi nie ruszaliśmy, bo w końcu była 11:00... a nie 13... Dalej drogi zbytnio nie pamiętam, wiem, że się cholernie trudno rzyga w tych wspaniałych kiblach, bałem się, że mnie wciągnie. Dojechaliśmy, standard, wytoczyliśmy się z pociągu i położyliśmy się na peronie, na torbach własnych... Taryfe ktoś wezwał, może zawiadowca... Dojechaliśmy na kwatery zostawiliśmy torby, w ogóle przywitał nas Paopei z Żoną Kunegundą... Mieszkaliśmy na 1 piętrze, a na parterze mieliśmy tak zwaną swojską knajpę... niby się cieszyliśmy ale jak zobaczyliśmy stałych bywalców, którzy będą pod naszym balkonem, miny trochę zrzedły... Poszliśmy do pubu, nie tego na dole, bo mieli full opcje, a do tego jakiś dwóch 60 letnich dziadów wzięło się za łby o ostatniego szluga... poszliśmy do innego, wchodzimy zamawiamy i chcieliśmy się rozeznać w sytuacji na mieście... Pytamy się szefa, szefie jak tu jest z wami miejscowymi, są problemy – nie skąd oni tutaj turystów nie ruszają, bo wiedzą że z was żyjemy, a skąd jesteście – z Warszawy odpowiedzieliśmy dumnie, odpowiedział kto mógł bo np. ja z kolegą już nie mogliśmy – a on, o ***** to nie mówcie... To sobie wymyśliliśmy, że będziemy z Opola, kumpel tam kiedyś był, szkoda, że nie dodał iż w wieku 4 lat... Kumple zostali się dobić, a ja z kolegą poszliśmy na rekonesans w sprawie maniurek, usiedliśmy w jakimś parku z browarami, i się gapimy, **** widzimy ale się gapimy, dzwoni do mnie telefon, godzina 15:00, odbieram po 4 połączeniu, bo wcześniej nie mogłem sięgnąć do kieszeni, jakieś ***** wiatry mi rękę znosiły, odbieram a tam ojciec, gdzie jestem i czy dojechałem, a ja mówię, że dojechałem i nie będę z nim gadał bo jestem w dyskotece, a on, że o 15:00, a ja że tak bo tu się wcześniej wieczór robi... Wiem, wiem... Po tej wybitnie udanej ściemie dostrzegłem na drugim końcu parku dwie dziewczyny, same kontury widziałem ale to bez różnicy, liczyła się odmienna płeć, podążyłem w stronę dwójki niewiast przez tulipany i róże, w miarę bliskiego celu, kontury stały się wyraźniejsze, a dziewczyny okazały być się bardzo ładnymi studentkami, czy studentkami to nie wiem, ale w tym wieku... Idę sobie i myślę, powiedz coś mądrego, elokwentnego, kulturalnego i z przebłyskiem geniuszu, żeby je zainteresować sobą i kolegą, który leżał na ławce po drugiej stronie parku... Dochodzę do nich i z moich ust najlepszy tekst jaki kiedykolwiek wypowiedziałem na podrywie – E wy, chcecie ***** iść na Caltsberga? – nie chciały, nie dziwie się... Wróciłem do kolegi... teraz już we dwóch leżeliśmy na ławce... po chwili dostrzegłem drugie dwie dziewczyny, poszedłem, zawlekłem się bardziej pasuje... Podchodzę bełkocze ale widzę nutę zainteresowania z ich strony i może było by dobrze ale się zrzygałem na lewo od nich... 0:2 dla turystek... myślę, to ***** koniec... nie podrywam dziś bo mam nie fart... poszedłem z kumplem do pubu, nasi nas znaleźli, poszliśmy do pubu... czarna dziura... Ocknąłem się w nocy, w jakiejś restauracji, siedziałem w ogródku i gadałem do jakiegoś psa, prawdziwego ***** burka... patrzę na stolik, a tam piwa, wódka itd. – znacie taką akcje – siedzę, rozglądam się dalej, widzę że wszyscy już mamy jeden stan, a koleżka co i raz zamawia surówkę z czerwonej kapusty, jak zamówił 11, a 10 stało na stoliku, zapytałem się dlaczego? – on mi na to, że podoba mu się kelnerka i nie wie jak zagadać – bardzo mądry był – powiedziałem, by szedł do środka i zagadał – po wypiciu kolejnej lufy, przypomniałem sobie, że go tam posłałem i jeszcze nie wrócił – wchodzę do środka, a tam mój kumpel robi striptiz na środku restauracji – podchodzę i mówię, co ty ***** robisz, a on że panie mu obiecały smażonego rekina za striptiz, kontrolnie strzeliłem go z graby w potylice i mówię, ty idioto w Bałtyku nie ma rekinów, posłał im i wyszliśmy do rebiaty... znów czarna dziura... ocknąłem się na plaży... jak byliśmy już po postanowieniu – do waleta i do morza – po haśle przystąpiliśmy do czynów, każdy się rozgląda, nikogo nie ma, jak już wszyscy staliśmy jak Adam, z tyłu dobiegł nas śmiech, bo z tyłu była ***** plażowa knajpa wypełniona po brzegi... mieliśmy to już gdzieś i do morza... całe szczęście, że było zimne i nikt nie odważył się zanurzyć, bo mogło by nas być mniej rano... zabraliśmy ciuchy i do pubu... nie byliśmy wstanie pić to po zamówieniu, zaczęliśmy się lać browarami... Wywalili nas na zbity pysk... czarna dziura, budzę się na kwaterach...

To był dzień pierwszy... CDN

arczi
26-06-2003, 17:58
Powinieneś wydawać swoje opowiadania w jakiejś gazetce a kase za to przeznaczać na oprawę... :>

MaxyM
26-06-2003, 18:02
Powinieneś wydawać swoje opowiadania w jakiejś gazetce a kase za to przeznaczać na oprawę... :>

Pomyślę o tym... :lo:

Mrozik
26-06-2003, 18:06
MaxyM, może lepiej nie kończ tej historyjki, bo ze śmiechu nie wytrzymuje :buhaha: :buhaha: :buhaha:

MaxyM
26-06-2003, 19:14
Władysławowo – Dzień Drugi

Drugi dzień zaczął się normalnie, znaczy normalnie jak na wyjazdy, normalnie ***** nie mogłem zwlec się z łóżka, miałem wrażenie, że głowy nie mam, a po drugiej stronie pokoju leży trup, a to tylko mój kumpel leżał bezdechu, blady jak płótno, tak leże i się na niego patrzę, bo nie chciało mi się przekręcić na drugi bok, nagle widzę jak jego blada facjata staje się zielona, otwiera oczy – jak wytwór Dr. Frenkenstaina – i wali bełta na pokój... no to już po przyjaznym dla oka apartamencie, sobie pomyślałem... ale jakoś mnie to zbytnio nie wzruszyło... co będę kłamał... tym bardziej, że kumpel przykrył to siatką i już było ok... Po porannej gimnastyce, czyli wstania z łóżka i ustania na nogach, poszedłem z kumplem po śniadanie dla wszystkich... idziemy głównym deptakiem i jak zwykle... ktoś do mnie macha... ktoś się śmieje... a jeszcze co poniektórzy, się wydzierają... się ma chłopaki z Opola, się masz MaxyM, się masz Bober... ale wczoraj narozrabialiśmy sobie pomyślałem i wszedłem do sklepu spożywczego... kupiłem jakiegoś kuraka, bułki i gdy płaciłem wpadło mi pod lodówkę 2 złote, nie chciałem się turlać po sklepie i wyszedłem... gdy wracaliśmy, dojrzeliśmy nasze bokserki na budkach straganowych... udawaliśmy oczywiście, że nie nasze... a całe zajście obgadaliśmy po koleżeńsku, czyli milczeniem... Zjedliśmy, i zeszliśmy na dół do pubu po piwo, by sobie rozpocząć relax day na balkonie, piw było masę do wyboru do koloru, mogliśmy kupić Ambera mocnego lub Ambera mocnego albo Ambera mocnego, więc wybraliśmy Ambera mocnego, miało być po 1-2, wyszliśmy z kratą i 5 dodatkowymi, jakby zabrakło, przecież daleko mieliśmy... całe jedno piętro... bardzo fajnie się piło te killery, tylko, że znowu ...czarna dziura... łapie zoom jak się wydzieram z balkonu do jakiś maniurek – chodźcie do nas mamy Ambera mocnego za darmo, jakby to piwo było co najmniej Niebieskim Johnnie Walkerem, jeszcze małe spięcie z łachudrą na dole, bo ****** powiedział żebym się nie darł, bo mu hity Szczepanika przerywam darciem ryja, coś tam mu powiedziałem, by sobie głośniej zrobił jak tak lubi, w jakim ja szoku byłem gdy po chwili się zorientowałem, że te hitty u nas w radiu lecą... oczywiście dziewczyny uciekły... a ja jeszcze z 5 minut z dziadygą się kłóciłem... w nerwach wypiłem kolejnego Ambera na hejnał i znów... black out,... otwieram oczy, leże na balkonie, a kumpel mi zdjęcie robi... jedyne zdjęcie jakie zrobiliśmy na wakacjach... poszliśmy się odświeżyć... czyli porzygać się i umyć zęby... a następnie na miasto, znaczy na plażę... ale po drodze do plaży były puby dlatego poszliśmy do jakiejś knajpy i było bardzo śmiesznie do momentu, kiedy władze przejął Pan Kilka Promili... Zaczęło się śpiewanie, i takie tam... wiecie jak to jest, wydaje ci się, że jesteś sam z kolegami, a wokoło pusto... nic bardziej mylnego... w każdym razie poszedłem po kolejne piwko i drinka, ale baba mi mówi, że mi nie da, bo już nie mogę pić i nie trzeźwym nie sprzedają... no to wiecie jak to jest, gdy ktoś ci powie, ze jesteś pijany, a ty się z tym nie zgadzasz i za wszelką cenę chcesz pokazać, żeś trzeźwy... heh... nie udało się, nawet stanie na jednej nodze zawiodło, bo się wypieprzyłem pod bar, tak mi dobrze ta czynność wychodziła... jak już nic nie poskutkowało, wyjąłem dowód, który miałem z trzy miesiące i walnąłem nim na ladę, krzycząc... dawaj browar, przecież mam dowód... i wiecie co, wynieśli mnie ***** z knajpy... ochroniarze... obraziłem się na knajpę, zresztą nie tylko ja bo i koledzy i jeszcze jakaś rodzina, powiedziała do barmanki, że w takim towarzystwie, nie będzie z rodziną jeść... jej strata, w ogóle o kim ona mówiła się zastanawialiśmy... Poszliśmy gdzie indziej, i w ogóle przecież nie będziemy siedzieć tam gdzie hołota... Poszliśmy na dyskotekę... całkiem miła atmosfera, kto podrywa jakąś dziewczynę zaraz dostawał wpierdol od miejscowych... rezerwacje ***** mieli czy jak... ale oczywiście nam to nie przeszkodziło... czekaliśmy jak agresorzy kogoś wynosili, wtedy mieliśmy pięć minut na podryw... bo całe chamstwo było na dworze machając rączkami i nóżkami... inaczej mówiąc, chłopaki lubili aerobik... i tak za trzecim razem, wyrwaliśmy panienki i od razu z nimi wyszliśmy, byśmy nie dołączyli do wesołej rebiaty, która była już po aerobiku... eleganckie panny, w ogóle było zajebiście do momentu kiedy się nie spytały skąd jesteśmy, a kumpel tak się chyba wkręcił, że powiedział Opole... No i wiecie co... One też były z Opola... zaczęły się pytania, na początku jeszcze jakoś było, ale potem wyszliśmy na debili... i zamiast się przyznać, nie chcieliśmy wyjść na nie wiarygodnych... do tego stopnia, że nie wiedzieliśmy gdzie jest główny rynek w Opolu, sala koncertowa itd. Dziewczyny poszły do łazienki i już nie wróciły miały dość idiotów... Wcale się nie przejęliśmy, poszliśmy dalej pić... Siedzimy w knajpie, na pewno nie 5 gwiazdkowej, kumple mówią byśmy coś zaśpiewali, no i jeden zarzucił Arka... ...Trzeba było się ewakuować... W drodze powrotnej zrobiło mi się nie dobrze, więc poszedłem sobie gdzieś elegancko na ubocze, i poprawiam samopoczucie... A tu nagle jakiś cham, mówi do mnie zza pleców, oj nie ładnie... Na co ja, to nie patrz durniu i idź dalej... Skończyłem, odwracam się... kumple na drugiej stronie leżą ze śmiechu, bo cham był Policjantem... mandat 50 zeta dostałem, podobno dlatego, że miał poczucie humoru nie wylądowałem na komendzie... fajny typ, nie ma co... w końcu po dniu pełnym wrażeń dotarliśmy na kwatery, no jeszcze zahaczając o pub na dole... i poszliśmy jak normalni ludzie spać... Czyli, pijani o 6 rano...Jeszcze przed snem kumpel wybił sobie palca, bo polował na ćmę, ćmy nie trafił bamboszem, ale róg stołu... Stąd ten wybity palec...

Koniec drugiego dnia... CDN
s

krollek
26-06-2003, 19:15
Zajebiste opowiadania MaxyM :+: :+:
powinieneś zostać pisarzem ;)

MaxyM
26-06-2003, 19:18
Zajebiste opowiadania MaxyM :+: :+:
powinieneś zostać pisarzem ;)

Bez przesady :> , już napisałem 2 część, trzeciej chyba dziś nie dam rady, bo mnie palce rozbolały :D .

Gutek
26-06-2003, 20:00
Jezuuu Maksiu Jezuuuuu Maksiu !!! Ty powinienes byc nie pisarzem ,a BAJKOPISARZEM :buhaha: Opowiadanie zajebiste jeszce się tarzam po scianach :rotfl: Chyba też zaczne pic :buhaha: :buhaha: :buhaha:

MaxyM
26-06-2003, 20:04
Jezuuu Maksiu Jezuuuuu Maksiu !!! Ty powinienes byc nie pisarzem ,a BAJKOPISARZEM

Chyba raczej kronikarzem lub faktografem... :>

Grochów
26-06-2003, 20:10
Zajebiste opowiadania MaxyM :+: :+:
powinieneś zostać pisarzem ;)

Bez przesady :> , już napisałem 2 część, trzeciej chyba dziś nie dam rady, bo mnie palce rozbolały :D .
Jedziesz człowieku,bo się wkręciłem!!!Zajebiste!!A gdzie wyjeżdżasz w te wakcje :> 8) ?Acha i raz dwa zapisuj się na liste na ognisko ,zobaczymy,jaki z ciebie pochlajmorda i poopowiadaszz troche.. :rotfl:

Q_(L)
26-06-2003, 20:51
MaxyM... 8-
Prze - qrwa - kozun klasyczny...

Chyba też *cenzura* mać opiszę kilka dni z melanży... normalnie mnie natchnąłeś, ale przejdzie na to czas... :rotfl:

Grochów
27-06-2003, 16:24
Władysławowo 2001

okolo 20 lipca:

start melanzu okolo godziny 12 - browar za browarem na kwaterach
godzina 13-14 browar za brpowarem na plazy
godzina 15 - browar za browarem przy obiedzie
godzina 16-17 browar za browarem na plazy
godzina 18-20 browar za browarem na kwaterach
godzina 21-2 jakies disko i browar za browarem na disko
godzina 3-5 - jakies inne disko i browar za browarem
godzina 6-7 - otwarty cala dobe bar na plazy i browar za browarem
godzina po 7 - dmuchanie w alkomat - 3,4 promila we krwi
godzina 8 powrot na kwatere
godzina 8-15 pijacki sen
godzina 15 - obudzenie sie nadal najebanym
godzina 16-19 - 2/3 browarki
godzina 20 zaczynamy pic wodke
godzina 22 konczymy pic wodke ( z 0,4 na lba)
godzina 23-4 browar za browarem na disko
godzina 4-6 wizyta w calodobowym barze na plazy i browar za browarem
godzina 6 - konkurs kto najwiecej wydmucha w alkomat w tymze barze
godzina 6:20 - wygrywam ja z 4,1 promila alkoholu we krwi
godzina 7 - spac
godzina 14 - powrot do Wawy

tpo tak w skrocie jeden z melanzy jaki mi do glowy przyszedl - o szczegolach tego co przez te dwie noce robilem wole sie nie wypowiadac ;) 8)
Teraz ładnie to podsumój...Ile tych browarów razem wypiłeś?? 8-

_Bart
27-06-2003, 16:55
MaxyM urzekła mnie Twoja historia

ja az takich opcji niegdy nie miałem (chyba naszczescie)

wiem ze o nieobecnych sie nie mowi ale ja napisze o tym co zrobił moj kolezka u mnie na działce.
Otoz pilismy sobie przy ognisku i wpewnym momencie Bombla zmeczył gorzał. Postanowił wiec ze pojdzie spac. I tak zatoczył sie w lewo od ogniska pod sosenke sie zbełtał i poszedł do domku. I tu jest problem bo u mnie stoja na działce dwa takie same domki nie oddzielone plotem. Jedyna roznica w nich to ze maja wejscia po schodkach inaczej ustawione.
Bobmbel wiec jak juz pisałem ruszył do domq i nie wiem jak on to zrobił ale musiało go zawiac w prawo o jakies 40 metrów ze nagle znalazł sie pod tamtym domkiem i sie wkurviał ze ktos schody złozyl. Ponoc stał tam 5 minut i wkoncu stwierdził ze cos tu nie gra i zorientował sie ze to nie ten domek.
Nas jednak do tej pory zastanwia jak mozna sie zatoczy na tyle metrów. :rotfl:

jaksa
28-06-2003, 01:38
ha ha ha
MaxyM - widzę, że lubisz aktywny wypoczynek. ;)

Opowiem wam historię niejakiego Ramzesa z Gdyni.
15 lat temu pracowałem w Bieszczadach przy wypalaniu węgla drzewnego. Miła i sympatyczna praca. Razem ze mną pracowało dwóch chłopaków z Pomorza. Cypis i Ramzes. Opiekował się nami starszy facet, niby lesniczy, niby kłusownik, niby starszy wypalacz. Pieniążków dostawaliśmy niewiele, ot tak na życie. Pomorzanie wszystko przepijali od razu.
W 87` zima przyszła co prawda późno, ale od października już chłód trzymał w nocy.
Do wioski było 6km przez las, żadnej drogi, same drzewa. Szło się na azymut, albo wzdłóż potoku - ale to prawie dwa razy się drogi nadkładało.
W dzień to jeszcze bez problemu, ale w nocy strach.
Graliśmy w karty pewnego dnia, a raczej nocy. Chłopakom sie strasznie zachciało pić, a zapasy im się skończyły, pieniędzy też nie mieli. Ja im pozyczyć nie miałem bo wszystko odkładałem u zarządcy, we wsi.
Ramzes w końcu wstał z bólem na twarzy i stwierdził, że musi się napić.
Wziął zegarek Cypisa (jakiś rodzinny, po ojcu) i poszedł do wsi. Była godzina gdzieś 21.00.
Wrócił z pustymi rękami nad ranem, pijany, i co najdziwniejsze - półnagi - tzn. w samych spodniach i butach.
Była późna jesień, koło 3-4 stopni w nocy, a tego gdzieś w trasie rozebrało.
Niby nic niezwykłego w tym nie było, gdyby nie jego tłumaczenia wściekłemu Cypisowi, który miał prawdziwy głód alkoholowy, no i zegarek stracił.
Otóz Ramzesa napadł - uwaga - niedźwiedź, zabrał mu ubranie, wypił bimber i skrył się w jaskini.
Spotkałem go ostatnio 5 lat temu, w Poznaniu na Targach. Teraz jest tzw. menedżerem. Nawet wtedy zarzekał się, że jest to prawda.

Cube
28-06-2003, 07:48
Teraz ładnie to podsumój...Ile tych browarów razem wypiłeś?? 8-

pierwszy dzien : 18 - moj rekord - nigdy tego nie powtorze w jeden dzien chyba 8-
drugi dzien- po tej wodce , to browarow juz bylo sporomniek - tak gdzies z 8-9 ;)

Afgan
28-06-2003, 08:11
18 piw 8- moj ziomek niezle zaprawiony w bojach alkoholowych (pije od najmlodszych lat) w ciagu dnia wychlal tylko 13 piw 8-
Gratuluje Cube... 8)

Lakers
28-06-2003, 09:34
było ich juz kilka :

najwiekszy zgon: chyba 2 lata temu w 30 minut wypiłem 9 zywcow z puszki ( bo wczesniej sie pokluciem z kim stamm i byłem wsciekły) towarzystwa dotrzymywał mi kupel i kolezanka do chwili jak mi sie film urwal o kurnadosłownie budzilem sie w przezuznych miejscach wwa i nei byle z nic swiadomy tego jak tam sie znalallem kurna wogole chodzic nei moglem nic zrobic poprostu jebalo mi sie wglowie rowno ...

najlepsza impreza domowka ? ostatnio! 9 metrowa flaga Legii wywyieszona w mieszkaniu, super ludze (y0 Szuwar) konkretne zbakanie i picie browarkow przy mistrzowskiej muzie (y0 Szuwar heheh)

klubowa ? das efekt 2 lata temu w Lokomotywie i impreza graficiarzy w punkcie !
najwytrzymalsza ? wyjazd do Sosnowca 21 browarów (rekordzik zyciowy) ;D
a obecnie to melzan w tym roku jest mistrzowski od stycznia 2003 dzienni 2/3 piwka w rytmie hiphopu bez zadnej przerwy ! y0

Cube
28-06-2003, 10:39
Ptzypomniala mi sie wlasnie konkretna imprzeka mniej wiecej dokladnie rok temu :D

Na zakonczenie roku akademckiego po ostatnim egzaminie w sesji, szkola zorganizowala Garden Party - kebab darmowy, browary darmowe itd :D
Zajebista imprzeka byla, browar ,ze byl darmowy tolal sie strumieniami- wypilem w 3 godzinki Garden Party tak z 6 , wiec bylem konkretnie juz zadowolony i przygotowany na reszte nocy i zabawy.
Garden Party konczylo sie o 21. Sami studenci juz zorganizowane mielismy przez siebie kontynuacje imprezy na Barce na Wisle. Pod uczelnie podjechacmial specjalnie dla nas autobus i zawiesc wszystkich chetnych na impreze :D
Jako ,ze ja z kumpami i koleznaka stwierdzilismy ,ze warto by wpasc jeszcze na jedna imprezke wczesniej , to uderzylismy wozem, spod uczelni (uczelnia na Włochach) na imprezke - do...Otwocka :D
Po drodze kupilismy 3/4 , wpadlismy na impreze ta w Otwocku - wywalilem z dwoma kolezkami to 3/4 , jakis browar jedne czy dwa mi sie tam tez dostaly - nie odmowilem ...
No i tak o24 sie zebralismy i ruszylismy na ta Barke. Po drodze znow jakies browary szly... Ja powoli zaczynalem tracic film.
Pamietam potem jak podjechalismy pod ta Barke, ja sie jakos wytoczylem z wozu, komorka mi wypadla i sie rozleciala, kumple mi mowia zebym ja pozbieral , no to sie schylielm zebtralem i ide dalej - jak sie potemokazalo baterie gdzies tam zostawilem :D
Potem na barce pamietam niewiee- z opowiesci tylko ,ze rozkrecalem podobno cala impreze, laski do tanca ciagle bralem icaly czas pilem piwska :D
Okolo 3 stwierdzilem (chyba :D) ,ze mam juz dosc chyba i wracam do domu - na Ursynow. Wyszedlem ... tu mam czarna dziure....... i budze sie w autobusie, a wokol widno - jak wychodzilem tobylo ciemno. Patzre za okno i chu* - nie mialem pojecia gdzie jestem - jakies dzialki jakies nie wiadomo co. Wytoczylem sie na przystanku pierwszym i probowalem przeczytac na przystanku gdzie jestem - jaki to przystanek, jaka ulica, ale za cholere nie moglem nic przeczytac tak agrzmocony jeszcze bylem 8- No to zaczalem isc chwiejnym krokiem przed siebie- szedlem tak z godzine, troche wytrzezwialem i sobie pomyslalem ,ze to chyba nie jest dobry pomysl tak isc bez celu przed siebie nie wiadomo gdzie :D Doszedlem do jakieos kolejnego przystanku idoczytalem ulice w koncu - nie pamietam juz jaka to byla, ale wtedy ja sobie wbilem w pamiec ,zeby w domu sprawdzic gdzie ja bylem :D
Patrze na trase jakiegos autobusu i ni cholery nie kojazylem zadnej z ulic po jakich jechal 8- po prostu usiadlem i sobie mysle : kur** gdzie ja jestem :D Przyjechal autobus - wsiadlem - jade jade jade- nic nie poznaje, nie mam nadal pjecia gdie jestem - w koncu - patrze jakas wieksza ulica - wysiadlem. Jak wysiadalem to sie potknalem i sie wylozylem na przystanku :D po prostu toatalny stan otapienia umyslowo- ruchowego mialem :D patzr na rozklad jakiegos autobus- i w koncu nazwa ktora mi cos mowi :D: Rondo Wiatraczna :D !no to stamtad musi mnie cos dowiesc do centrum sobie powiedzialem - wsiadlem w ten autobus co tam jechal, dojechalem - patrze na rozklad - jest jakis do Metra Centrum - no to super - jestem w domu mysle sobie :D
Wsiadlem - patrze Wisle mijamy - o sobie pomyslalem - no to bylem na drugim brzegu Wisly mnie zawiozlo cos- dobrze wiedziec 8-
Dojechalem do Metra juz zadowolony ale nadal zawiany ;) wszedlem i ...zasnalem.......
Raptem budzi mnie jakis pracownik Metra - ja nie wiem co sie dzieje- dobra dobra - spoko spoko tylko chyba powiedzialem i wyszedlem z metea - patzre - a tu metro politechnika tyle ,ze w odwrotna strone jechalem , czyli do Centrum 8- Patrze na zegarek - 8 rano 8- No to niezle pomyslalem - musialem objechac cala trase- na Kabatach spiac sobie zawrocic na wagonowni metra i tak sobie jechac :D
Armagedon....
Powrot z impry tak wiuc mialem zajebisty :D wyszeldem o 3 - w domu normalnie powinienm byc kolo 4, a bylem po 8 :D

Dżon Łejn
28-06-2003, 10:58
Nie żebym się chwalił ale przeżyłem w qtasa zajebistych akcji.
Dużo lat temu zeby spędzić jakoś sobote chodziliśmy na dyskoteke.
Ochrona nas tam na początku nie lubiła bo zawsze były jakieś straty.
Później szef ochrony zrobił się naszym qmplem i był spokój , do tego stopnia że mogliśmy spać gdzie nam się podoba.
Inni za wbicie gwoździa od razu wyjazd.
Raz siedze sobie na podeście z rurką , a że zrobiony byłem oporowo przysnęło mi się . Raz Tomek ochroniarz podchodzi budzi mnie podnosze głowe a on mówi że sprawdza czy żyje.Za drugim razem głowe podniosłem sam i zauważyłem że zaraz nad nią jakaś baba wymiata mi kapustą :rotfl: .Ludzie mieli ubaw nie wiem nawet czy ta dupa mnie wykorzystała jako elementu scenografii.

W tym lokalu byłem też dilerem .Miało się zawse ze 2 apapy i frajerstwo to łykało jako dobrego łajta.
Kiedyś poszły mi wszystkie zapasy a koleś miał potrzebe więc sprzedałem mu farbe ze ściany , następny znalazł się zaraz i on dostał już farbe razem z tynkiem .




musze sobie to poukładać bo jest tego troche.CDN

MaxyM
29-06-2003, 03:09
Władysławowo – dzień trzeci.

Dzień rozpoczął się standardowo, czyli oczy przekrwione, oddech odbijający się od poduszki zabijał, gęba spuchnięta, mózg oszołomiony, w ogóle ***** budziłeś się ziom ze świadomością, że poprzedniego dnia skróciłeś sobie życie o przynajmniej dwa lata. Otworzyłem oczy i ukazał mi się ten sam widok, trup siny naprzeciwko, pokój to już był totalny armagedon, dywanu widać nie było spod puszek pustych i butelek od browarów, tak, żyliśmy w chlewie – sami go sobie stworzyliśmy, ale w końcu tam tylko spaliśmy i to średnio po trzy godziny dziennie, więc się zbytnio nie przejmowaliśmy. Kumpla obudziłem, rzucając w niego pustą puszką po – no po czym – brawo, po mocnym Amberze, tak, tak, puszki też mieli. Wstaliśmy we dwóch, poszliśmy resztę obudzić, standardowo, wodą... Gdy już wszyscy wstali, oddali ciosy za wodę i doszli w miarę do siebie, czytaj, przestali się wywalać i gibać po pokoju niczym Genowaefa Pigwa na scenie, wyszliśmy na zewnątrz, do sklepu... Sklep był nie opodal, w ogóle tam fajnie było bo wszystko blisko, do plaży nawet nie było 300m, szkoda tylko, że przed nią było z tuzin pubów, bo więcej po za pierwszą nocą nie dotarliśmy... ale dalej o sklepie, poszliśmy po pasztet drobiowy i bułki, weszliśmy i oczom naszym ukazały się fajne sklepikarki, bardzo fajne, chcieliśmy wywrzeć wrażenie, dlatego oprócz wyżej wymienionych produktów kupiliśmy po trzy piwa i wypiliśmy pod sklepem na ławeczce, nie był to zbyt dobry pomysł, w ogóle ***** nie było to mądre zagranie, bo z czterech pijących, tylko jeden się mógł podnieść i odebrać wcześniej zamówiony prowiant... reszta nie była w stanie, była gdzieś dziewiąta rano, a Warszawska ekipa była schlana jak szlachta w Panu Tadeuszu... dlatego chcąc nie chcąc śniadanie zjedliśmy pod sklepem, w towarzystwie miejscowego Zbycha. Zbychu w ogóle był śmieszny, nie wiem skąd się wziął, wiem tylko, że jak w miarę kumałem o co chodzi, to Zbychu już był i pił browar, miał z dwa zęby, i wygląd kloszarda, ale był strasznie śmieszny, kiedyś był rybakiem i chyba nadal można było to od niego wyczuć, walił halibutem strasznie, ale typ był strasznie fajny, przekazał mi kilka mądrości życiowych, które pamiętam do dziś... np. Zerwani filmu, powoduje, że jesteś bardziej odporny następnym razem, możesz wypić więcej... ale też były takie bardziej filozoficzne... jak ta, że żyjemy jako pachoły trzech, czterech ludzi na Ziemi, o których nikt nie słyszał, ale oni rządzą tym Światem, patrzcie, wtedy jeszcze nie było Matrixa, a on już to wiedział... , nie ważne... chłopaki po pasztecie chyba nabrali odwagi, a może po tych piwach i poszli zagadać ze sklepowymi, i wiecie, że się z nimi umówili, albo browary pomogły i wywarły wrażenie, albo one też tak dzień rozpoczynały... fuck it... ważne, że się umówili na wieczór... Po wspaniałym i jak odżywczym śniadaniu udaliśmy się na kwatery, w drodze kupując cztery Sofie – na łeb dla każdego – dzięki temu nauczyłem się otwierać wino, kluczami... Poszliśmy na nasz taras widokowy i doprawiliśmy się do końca... czarna dziura... obudziłem się późnym popołudniem, wszyscy się obudziliśmy... było wiadomo, bo całe ekipa spotkała się pod wspólną łazienką, nie do sikania, do rzygania... Właścicielka nie była zachwycona tym widokiem, ale co zrobić, pensjonariusz płaci, pensjonariusz wymaga... Po kilku kolejkach, wyszliśmy w miasto... Daleko nie wyszliśmy, bo najpierw do tego pubu na dole... wpiliśmy trochę, pograliśmy we flipery i dalej w drogę... do innego pubu... Tam, też to samo, polano, wódkę, sok, browara i tak jeszcze kilka razy... potem się rozeszliśmy, dwóch poszło na spotkanie ze sklepikarkami, a ja z Bartkiem uderzyliśmy w miasto... Cud, że pozostałych dwóch pamiętało gdzie się umówili... Ja i kolega dotarliśmy w końcu do jakiegoś pubu i tam oddając się dalszemu pijaństwu, poznaliśmy dwie fajne dziewczyny, zaprosiliśmy, postawiliśmy to i owo i imprezka w najlepsze... Po jakimś czasie dziewczyny zapytały się nas skąd jesteśmy... stała opcja choć spalona... Opole... One do nas, o fajnie, a co robiliście w lato 97-98... My, że piliśmy i dobrze się bawiliśmy... Nagle one osłupiały i mówią – przecież była powódź - no tak... zapomnieliśmy o pieprzonej powodzi... zaraz się zreflektowaliśmy i mówimy, że no tak, pływaliśmy pontonem po chleb, a dopiero potem się bawiliśmy... jak wyschło wszystko... dziewczyny najwyraźniej łyknęły tą bzdurę, bo nam jeszcze współczuły... Hehe... głupie to takie... ale nie ważne... Poszliśmy z nimi do dyskoteki, Czarnego Konia, mieliśmy nadzieję, że tam aerobiku nie robią z tymi co już z własnymi dziewczynami przyjdą... mieliśmy rację, nie robili... w każdym razie sytuacja rozwijała się wyśmienicie, ale ten ****** pech... poszedłem się wysikać, i elegancko, ale, no ***** czy zawsze musi być jakieś ale? Wiecie, znacie, te kible z kranami otwierającymi przepływ wody gdy pociągniesz wajchę kranu do góry... no właśnie, nigdy nie wiadomo ile trzeba wziąć do góry... i ja nie wiedziałem, w każdym razie, za bardzo pociągnąłem i... – trzask – spodnie w kroczu zalane, po kolana... miałem kremowe, nie wyglądało to najlepiej, wyglądało jakbym się zsikał w galoty... nie mogłem tak wrócić... znaczy mogłem, ale nie chciałem, nie chciałem się tłumaczyć... może jakbym miał tabliczkę i markera, bym napisał co się stało i przyczepił sobie na szyi, ale nie miałem... ewakuowałem się na zewnątrz i krążyłem po deptaku niczym ochroniarz Solidu pod monopolem... Lato było ,myślę wyschnie szybko... no i może szybko wyschło, ale było po jabłkach... znaczy po dziewczynach... kolega nie był dusza towarzystwa tego dnia i dwóch nie utrzymał... odeszły... kolega mnie znalazł jak piłem piwo przy barze w Warce Pub, siedziałem przy barze, by nie rzucać się w oczy z mokrym kroczem... pogadaliśmy, popiliśmy i poszliśmy na kwatery, kupując wcześniej jeszcze kilka piw do domu... w jakimś lepszym monopolu, na Ambery już patrzeć nie mogliśmy... siedzimy pijemy, gadamy o egzystencji w tym pieprzonym Świecie i nagle słyszymy kroki na schodach... przyszli nasi, jeden sam, a drugi z panną... ten sam wszedł do naszego pokoju, a drugi do tego zza ściany... siedzimy gadamy, ale w końcu ciekawość wzięła górę i wszyscy szklanki do ściany i nasłuchujemy... wiecie jak to jest... i zaczynają się głupie komentarze... w końcu ktoś wypowiedział – ooo już chyba jest akcja, Łukasz przystępuje do akcji – wszyscy uszy w szklanki przystawione do ściany, a w tym momencie usłyszeliśmy głośne miauuuu, ale się działo, ja spadłem z łóżka ze śmiechu, jak i reszta... kolega nam potem opowiadał, że jak nas usłyszał wyjących ze śmiechu, to sam się położył bezdechu ze śmiechu i atmosfera siadła zupełnie – wiecie o co mi chodzi – w każdym razie było śmiesznie... włączyliśmy telewizor... mieliśmy dwa kanały TVP1 i TVP2 i trzeci satelity, to co oglądał Popey – wiecie, właściciel, mąż właścicielki – to i my mogliśmy, nawet nie wiecie co on oglądał... tak zboczone pornosy, że w życiu takich nie widziałem... ale przynajmniej było co oglądać bo na dwóch poprzednich był test i wycie... a tam, piłeczki w ustach i habity... w pewnym bardzo interesującym momencie, przerzucił kanał... ale się wydarliśmy – co jest *****! – za chwil zdaliśmy sobie sprawę, co narobiliśmy... minęła minuta i wpadł właściciel z miną groźną, niczym Rumcajs po porwaniu Haniki, coś wybełgotał ale i tak go olaliśmy... po jakimś czasie kumpel wyszedł zza ściany i zdał relacje... poszliśmy spać, znów była gdzieś szósta rano...

To był opis dnia trzeciego – CDN.

http://www.method.letawi.pl/emblematy/w.jpg

MaxyM
29-06-2003, 05:07
Władysławowo – dzień czwarty

Pobudka, oczywiście, co? – a no standard... trup naprzeciwko, oddech zabija, szklanka koło łba – o to nowość – podłogi już w ogóle nie ma, zamiast klepek jest aluminium, Amber przeważa... mówię – standard. Ale po szerszym rozpoznaniu, dostrzegam kolejną nowość, na puszkach, z wińskiem w łapie śpi Barton – hehe – nie dotarł do siebie, miał z 4m... ale trup dziś patrzył się na mnie, nie jak w poprzednich dniach ja na niego, tym razem mi coś się nie ułożyło podczas spania w żołądku... ciach, bach i bełt – na szczęście miałem koło siebie siatkę... elegancko, siatka, skary, buty, na dwór i do śmieci... bez strat własnych... Gdy już wszyscy doszli do siebie, trzeba było iść do sklepu, poszliśmy do tego co poprzedniego dnia... ale coś się zmieniło, do Bartona sklepikowa zarzuciła – ty pijaku! – my ryczeliśmy z drugiej, a Łukasz jakby zapomniał, kogo wczoraj na kwatery zatargał... nie było przyjemnie... chyba gdyby nie szefowa... to ****, a pasztetów byśmy nie kupili... Nawet Zbycha nie było... Tym razem prowiant zabraliśmy na kwatery, zjedliśmy... przed ostatni dzień... i już wiedziałem, po ciężarze portfela się zorientowałem... zaglądam – zonk – deficyt, normalnie ***** dziura budżetowa... Pomyślałem sobie, no Maciuś, pijemy albo jemy, wybór należy do Ciebie... wybór był prosty - ***** płaszczki, frytki i halibuty... no i jak pomyślałem, tak zrobiłem...

...nie, nie dam rady dziś dalej... C.D.N. czwartego dnia...

*PRZEMO*
29-06-2003, 06:27
nie ma bata! MaxyM zdominowales temat ;) nie ma co sie wpisywac! kazda inna historia przy twoich wymieka :) czekamy na ciag dalszy.... ;) ;)

_Bart
29-06-2003, 11:05
hehe widze MaxyM ze na tym samym sprzecie se oczy psujemy, kidys fajny monitorek ale teraz to juz promieniuje ze ch...,.

Nazgul
29-06-2003, 11:20
MaxyM, a wylądowałeś już kiedyś na żłobku? :) ;)

POST NR. 300!!!

MaxyM
29-06-2003, 12:19
MaxyM, a wylądowałeś już kiedyś na żłobku? :) ;)

POST NR. 300!!!

Nie, na szczęście zawsze udawało mi się wrócić na naturalnym kompasie, parę razy trafiłem też na w porządku Policjantów, nawet mnie podwieźli... ale ja tak jak na wyjazdach w mieście się nie bawię... w ogóle już nawet na wyjazdach tak się nie bawię... to były czasy początków liceum... organizm nie do zniszczenia, fascynacja szmerem pozytywnym w głowie... człowiek wolny, bez zobowiązań... piękne czasy... już nie wrócą...

Dżon Łejn
30-06-2003, 00:07
MaxyM, a wylądowałeś już kiedyś na żłobku? :) ;)

POST NR. 300!!!

to były czasy początków liceum... organizm nie do zniszczenia, fascynacja szmerem pozytywnym w głowie... człowiek wolny, bez zobowiązań... piękne czasy... już nie wrócą...

ja myjke zaliczyłem w wieku 17 lat :(:(
temat nie śmieszny zupełnie


co do czasów które już nie wrócą ---zgadzam się w 100%
ja pierdoole zdrowie 18to latka to było coś :D:D:D:D




teraz zamiast pic w plenerze mam przy sobie :
szklanke jasia wędrowniczka , gronie zimne , 2 kromy z pasztetem i pomidor , 2 szt. kiwi



pzdr dla nocnych ..........

Kiju
30-06-2003, 00:16
Fuck!
Wczoraj sie z kumplem spotkałem i sie pytam czy pije wieczorkiem.......a on mi mówi ze nie bo sobie fryte w dupe wszył 8-

W szoku byłem bo typ nie pił az tak duzo aby wszywac esperal.

Klusek
30-06-2003, 09:29
Hehe... najlepsze melanże... było ich kilka ale dwa jakoś specjalnie zapadły mi w głowie.
Pierwszy miał miejsce podczas szkolnej wycieczki w liceum. Było to w Szczyrku. Wzruszyliśmy sie piwkiem ale było nam mało więc postanowiliśmy "pójść w miasto". Mieszkaliśmy w górnych rejonach Szczyrku i wszędzie mieliśmy z górki, a że po kilku krokach okazało się, że nogi odmawiają posłuszeństwa postanowiliśmy zorganizować jakiś transport. Pierwszym była konna fura, którą wyciągnęliśmy z gospodarstwa przy drodze. Niestety okazało się, że dyszel nie pozwala nam rozwinąć optymalnej prędkości i zawadza więc porzuciliśmy nasz pojazd w rowie. Następnym pomysłem były śmierniki (te większe, które stoją w blokach, na kółkach). Wywlekliśmy więc jeden z kolejnego podwórka, we dwóch zasiedliśmy na krawędziach a dwóch kolesi popchnęło nas w dół. Ech... co to były za emocje! Co za prędkość!!! Niestety wyjebaliśmy się dość brutalnie na asfalt psując sobie sobie kolana i ubrania więc musieliśmy skończyć naszą podróż w dół, ku cywilizacji.
Drugim fajnym melanżem były urodziny kumpla w nieistniejącej już niestety "Karczmie warszawskiej" (Mokotowska niedaleko pl. Trzech Krzyży). Było tam przyjemnie, bo bardzo łatwo można było pić swój alkohol, wystarczyło kupić na miejscu pół litra i całą noc piło się przyniesioną wódkę. Zdruzgotaliśmy się go tego stopnia, że kumpla zaatakowała babcia klozetowa, która myśłała że to on zarzygał kibel. Dostał szmatą w łeb i się odwinął tak, że kobita tylko numer kapcia pokazała. Wtedy wkroczył szef kuchni, owłosiony grubas i nas uspokajał. He he.... weszli wtedy cyganie, którzy ojebali nas z kasy każąc sobi epłacić za muzykę a my najebani n ato - graj ***** cyganie i cyk! dycha na stół i kolejna i kolejna i... ech szkoda gadać.

Jawor_CDR
30-06-2003, 20:41
Ja mialem ciekawą 'milosna' przygode w zeszle wakacje. Udalo mi sie zorganizowac srodki na wyjazd zagraniczny, konkretnie Grecja. Jako ze trasa naszej podrozy przebiegala nie typowo (standard do Gecji jedzie sie przez Jugoslawie i Macedonie chyba) bo przez Austrie i Włochy zachaczylismy o dwie strefy bezcłowe gdzie razem z kolegą K. zakupilismy po atrakcyjnych cenach klika dobrych trunkow, m.in. litrowego Absoluta Curanta. Po dojechaniu na miejsce bylismy mocno zmeczeni (3 doby w autokarze !) picie zostawilismy na dzien nastepny. Tak wiec nastepnego dnia wieczorem usiedlismy na balkoniku, wyjelismy flaszke i dalej jazda. Jako ze mielismy tylko dwie szklanki, postanowilismy ze bedziemy walic driny. Wyszlo nie najgorzej, po okolo 40 minutach :pijok: wyszlismy z kwatery i idziemy na deptak. Idziemy, idziemy az wreszcie dochodzimy do czesci pubowo-dyskotekowej i... w głośnikach leci: Liroy, Kayah a zaraz potem Ich Troje!! Normalny szok, do tego jeszcze menu w barach po Polsku!! Szukamy jakiegos przytulnego i znalezlismy taki w ktorym na wystawie wisial... szal Legii! Do tego jakas ekipa siedziala i spiewali "tak sie bawi Polonia!" im jednak chodzilo o Polske nie o KSP :) to sie dosiedlismy. Okazalo sie ze byli z okolic Kielc a na widok mojej koszulki (Mistrz Polski) wesolo sie usmiechneli bo w ich miescie miesci sie fan club Legii (Włoszczowa). Od slowa do slowa poznalismy sie lepiej, co wazniejsze zapoznalem fajna panne. co wiecej kumpel mnie nakrecal ze ona sie na mnie patrzy caly czas wiec... kupilem jakies badziewne roze od malego natarczywego bahora ktory chodzil i je sprzedawal i... prawie jej wyznalem milosc :cmok: :zakochany: :rotfl: . Kwiaty troche byly mizerne, ale co tam, liczy sie gest '8 na szczescie panna okazala sie wyrozumiala, byla chyba zadowolona z kwiatkow i komplementow i rozmowa nader sie kleila (jak to po %). I wtedy moj kompan od Absoluta zazcal dziwnie mamrotac. Okzalo sie ze podczas mojej konwersacji z piekna kolezanką chlapnal jescze ze 3 piwa i mu sie pomieszalo w zaladku. No to ja mowie do niej ze zara wracam tyklo kumpla odstawie do pokoju. A do niego: - Tylko mi kichy nie zrob i wytrzymaj z beltem do hotelu - na co on obelkotal - dobra - i... pier :* noł belta na srodku trawnika tuz przed barem. Ku :* a, mysle, juz po fajnej znajomosci. Ale okazalo sie ze kolezanka byla wyrozumiala i nastepnego dnia rowniez wesolo sobie gawozylismy '8 niestety okazalo sie ze tego samego dnia jedzie i z dalszej bezposredniej znajomosci nici.
Kontakt listowny i tel. pozostal ale to nie to samo :)

Łysolek
30-06-2003, 23:37
a o tym grillu Jawor to nie wspomniesz :D Gdy to poszło jakies 5 butelek Białej Damy :D

Adams_
30-06-2003, 23:41
Drugim fajnym melanżem były urodziny kumpla w nieistniejącej już niestety "Karczmie warszawskiej" (Mokotowska niedaleko pl. Trzech Krzyży). Było tam przyjemnie, bo bardzo łatwo można było pić swój alkohol, wystarczyło kupić na miejscu pół litra i całą noc piło się przyniesioną wódkę. Zdruzgotaliśmy się go tego stopnia, że kumpla zaatakowała babcia klozetowa, która myśłała że to on zarzygał kibel. Dostał szmatą w łeb i się odwinął tak, że kobita tylko numer kapcia pokazała. Wtedy wkroczył szef kuchni, owłosiony grubas i nas uspokajał. He he.... weszli wtedy cyganie, którzy ojebali nas z kasy każąc sobi epłacić za muzykę a my najebani n ato - graj *cenzura* cyganie i cyk! dycha na stół i kolejna i kolejna i... ech szkoda gadać.


Ta o potem staruszka przeprowadzala pijanego Kluska przez ulice bo Klusek sam niepotrafil :buhaha: :buhaha: :buhaha: :buhaha:

M_I_G
01-07-2003, 00:08
ogolnie z melanzy to chyba tylko wakacje - wtedy to mozna poszalec !!

rok temu w lebie codziennie zesmy dawali czadu , ale jednego dnia to tetno mialem nadsopdziewanie wysokie

zaczelo sie jak zwykle populudnia kiedy gadka szamtka jeden browaru drugi trzeci itd wieczorem wybilismy na plaze . wszyscy byli z dziewczynami a ze dziolcha ktora obecnie sie zajmowalem :> w ogolnym zamieszaniu i spozyciu gdzies mi zniknela postanowilem zaszalec na maxa (co sie qrwo bawic nie chcesz to ja ci pokaze jak sie Warszawa buja!! :D ) , zakotwiczylem gdzies pod drzewkiem na plazy nieprzytomny ale najlepsze mialo nadejsc . pobili do mnie i do kumpla jacys miejscowi ktorych dzien wczesniej jakims cudem zapoznalismy (nie pamietam ale ktos mi opowiadal ze to ja naiwazalem kontakt podczas picia). sieidzmy tak sobie - miejscowi i ja z kolega. kumple nieprzytomny bo wczesnie ojebalismy w ciagu niecalej godziny po 13 browaruw - tatry mocne . kumpel poniewaz nie dawal znakow zycia(jeszcze wodke pil) jakims jezykiem migowym albo morsem dal nam do zrozumienia ze wraca do osrodka (podobno dotarl) zostalem ja - sam najebany i zgraja trzezwych miejscowych ktorzy chyba 2 lata alkoholu nie widzieli . ja mecze jeszcze 13 browara i oni z plecaka wodeczke . ooooo ciekawa opcja mysle sobie . bylo nas w sumie 6 - poszlo 2 litry wodki i nie myslcie dzieci ze byla jakas pobita - co to to nie , zeby nie skalmac ja z niemca bralem na popite resztke mojej tatry. to juz wogole odlecialem . no ale chlopaki myk z plecaka wyjmuja kartonyy z piciem!! o wy qrwy to sok mieliscie i nic nie mowicie !! bezczelnosc!! ale po ogranieciu napisu doszedlem do wniosku ze to jest wino!! to samo ktorym wczoraj sie skatowalem !! 3,50 w katronie -pelna kultura!! tyle tego mieli ze wyszlo rowniutko , jedno winko w kartonie na jedna osobe. skorwysyny plecak bez dna mieli!! dobra poszlo !! mysle ze sie juz zawijam , ale nie pojebalo cie chlopak ??! i myk fajeczke wyjmuja!! o tego jeszcze tylko brakowalo!! no dobra sporo tego meli fakt , sciagnalem z 5 buchow i nadeszlo mega pierdolniecie!!!
patrze na morze a tam plynie scheldwig-holstein!! aaa 3 wojna swiatowa!!!! no i wycialem dluga do osrodka!!! lecac od kraweznika do kraweznika przewracajac sie informowalem turystow ze zaraz wszyscy zginiemy bo nam nato nie pomoze bo ameryka nas nie lubi!!! wszyscy reagowali smiechem , a jeden typ stwierdzil ze skoro umrzemy to napijmy sie za Polske i cyk wyjmuje cwiarteczke zza korzuszka!! o w morde ale dzien , ale co to bylo poslzo szybciej niz sie otworzylo!! no i lece dalej !! jeszcze tylko pare razy wyjebalem , lotem koszacym niczym MIG :D i bylem juz w osrodku i mozna bylo wreszcie sie zrelaksowac beltajac do umywalki!! ach co to byl za dzien.............


drugi melanz to byl na kabatach chyba z miesiac temu jak zazygalem caly nocny autobus a na przystanku na centralnym z chodnka zbieraly mnie psy 8-

Klusek
01-07-2003, 08:58
Ta o potem staruszka przeprowadzala pijanego Kluska przez ulice bo Klusek sam niepotrafil :buhaha: :buhaha: :buhaha: :buhaha:

O Jezu, wielkie mi co. Phi! Mnie więcej frajdy sprawił zjazd na ryj ze chodów autobusu, który zrobił spore wrażenie na dwóch pijakach siedzących na ławce przystanku. Noty za lot dostałem lepsze od Małysza w Predazzo.

legart
01-07-2003, 09:03
Ta o potem staruszka przeprowadzala pijanego Kluska przez ulice bo Klusek sam niepotrafil :buhaha: :buhaha: :buhaha: :buhaha:

O Jezu, wielkie mi co. Phi! Mnie więcej frajdy sprawił zjazd na ryj ze chodów autobusu, który zrobił spore wrażenie na dwóch pijakach siedzących na ławce przystanku. Noty za lot dostałem lepsze od Małysza w Predazzo.

Ja kiedyś próbowałem zatrzymać autobus centralnie tj. na wprost wyciągniętą ręką, naszczęście bus jechał dosyć wolno i odbiłem się od niego w bok, a nie do tyłu 8-

MaxyM
25-07-2003, 13:04
Panowie i Panie dalej opowiadać...

MaxyM_
19-11-2003, 14:49
up. up. up. up. up... :pijok:

domber
19-11-2003, 15:33
Panowie i Panie dalej opowiadać...
dawaj dawaj

Mazi
19-11-2003, 15:54
Najlepszy melazn ?

Moze nie najlepszy wogole ,ale z ostatnich tak .

Wybraliśmy sie do kumpla na działke , "na koniec świata" pod Nurem :P .
Mieliśmy 3 zgrzewski takich małych granacików z Lider Szajsu za 95 groszy :D ( ohydztwo :P) + 2 literki spirytusu . Spirytus wlaliśmy do garnka i do tego 1,5 litra soku wiśniowego :] . Dobre było , mocne dosyć :) . Impreza była zajebista ( tańce ,wygłupy -jak zawsze- wogole to była impreza klasowa ) do momentu ,kiedy pijany gospodarz ( ktory wczesniej zarzekał sie ,ze ostatni , trzezwy pojdzie spać ) wywalił się z jakimś gorącą zupą błyskawiczną na drugiego kolesie , który równiez miał gorącą zupe :P . Pamietam tylko ze pozniej przez godzine trzymali sobie mokre reczniki przy twarzy i tak zalegli w sen :P . Nastepnego dnia okazało sie ,ze nic im nie było z tymi twarzami , oprocz tego ,ze zostali wyszminkowani przez dziewczyny .

Ot , taka miła imprezka :) .

MaxyM
16-04-2006, 22:20
Niech ktoś coś doda od siebie, a inni niech czytają to jako przestrogę - tak się nie wypoczywa na wakacjach. :O

Tuzin
17-04-2006, 20:38
Dzis rano wracajac z baletu sie malo nie zrzygalem w autobusie, ale ***** skasowalem bilet to nie wysiade bo 1.25 pln piechota nie chodzi. Zydzieje.

Killa Beez
17-04-2006, 21:47
szacunek :lol2:

bob-GKS
18-04-2006, 08:22
moj wakacyjny domek :ucieka:
http://i3.tinypic.com/vru0ia.jpg

ogolnie to 2 tygodnie wyjete z zyciorysu....a, i z tego miejsca pozdrawiam wszystkie przemile panny wielkopolanki :hyhy:

a z ostatnich najebek no to swieta...wiadomo...co prawda wyszlo spontanicznie bo mialo zakonczyc sie na paru piwkach i ewentualnie flaszecce a zeszlo na "pare" flaszke przepalanki, piesniach do pozna w nocy typu "biały miś" i ogolnej chloscie biesiadnikow :hmm:

zycie nie trzezwo jest nie do przyjecia :nie: ...to tak offtopicowo

Sharn
18-04-2006, 12:48
Wczoraj zrobiłem z kumplem połoweczkę łęckiej Śliwowicy. Ma puder nie powiem...

Dziś odbija mi się wszystkim tylko nie śliwkami... A kaca mam modelowego... 8)

Dżon Łejn
18-04-2006, 12:54
70 kucy robi swoje

Pan Artysta
18-04-2006, 13:36
70 kucy robi swoje

:gwiazda:

ale posmak sliwki nie jest fajny podobnie jak posmak wiśni :efoch:

Dżon Łejn
18-04-2006, 13:41
mnie pasuje wyjątkowo

wczoraj na przedpołudniowego kaca zrobiłem wiśniówke

zacny trunek

Kempes
18-04-2006, 15:50
Nie ma to jak grill w garażu ... w zalany poniedziałek :D

Słońca wprawdzie wielkiego nie było ale decyzja zapadła i ... bardzo dobrze.
Do pieknej karkóweczki , boczusia i innych była grany krupnik , absolwent plus żubry.

Dość szybko mnie zkosiło ... pod wieczór wyprawa na Pola Mokotowskie gdzie przewiało oporowo ( co dobrze wpłyneło na zdrówko ) jednak niesmak i zgaga niesamowita :ucieka: - to był jeden z nielicznych przypadków gdy na koniec dnia przełknąć mogłem jedynie zimnego Redsa. Dziś z rana uczucie jakbym patelnią w czerep dostał ale tak to bywa ... :zlosliwy:

ps. Niech już wyjdzie to słońce na dobre a wtedy sezon upojno-grillowy będzie zbawieniem :modli:

ps. Popijanie wódki karotką jest genialne.

Porter
18-04-2006, 15:56
Wczoraj zrobiłem z kumplem połoweczkę łęckiej Śliwowicy. Ma puder nie powiem...

Dziś odbija mi się wszystkim tylko nie śliwkami... A kaca mam modelowego... 8)

Daje krzepe krasi lica :hyhy:

Grzywa
18-04-2006, 18:15
2 zdjęcia z Ostatniej Wigili w pewnym Krakowskim Gronie

http://img244.imageshack.us/img244/9228/2dscn18144mj.jpg

http://img286.imageshack.us/img286/6317/tndscn18799jq.jpg

A to opowiadanie o pewnej Popijawie napisane przezemnie troche temu...



Ogólnie wczorajsze picie zaczełem od wyjścia z pracy w momencie kiedy nad Kraków zbliżała się jakaś popierdolona chmura zaraz po wyjściu z budynku zostałem przywitany garścią żwiru, piasku i **** wie czego jeszcze prosto w ryj :albundy: a wiec co tam jeszcze było... razem z piaskiem dostałem też mrówką która znalazła się na moim kroczu... no ale nie ważne po przebrnięciu przez teren zakładu gdzie znajduje sie moja "Fabryka" i dostaniu jeszcze po pysku pare razy żwirem postanowiłem przepłukać zęby z piasku (bo mi strasznie zgrzytało) i wstąpiłem do sklepu wiejskiego który znajduje się w samym środku Krakowa... no ale cóż są rejony w wszystkich miastach gdzie cywilizacja nie dociera tak szybko jak gdzie indziej przywitała mnie starsza pani coś koło 70 lat i puste pułki... ale jest , jest lodóweczka :D a w lodóweczce zimniutkie browareczki... wyciągam zimnuśkiego Tyskiego wręczam miłej pani 10 zł... a ona mnie się pyta czy nie mam drobnych bo nie ma wydać... Stara Prukwa ***** z 10 zł!!! Nie mieć wydać... ***** zapewne z 5 zł też by nie miała :napinka: **** musiałem przełknąc śline i iśc na przystanek, tam spotkałem S. i pojechaliśmy na dworzec śpiesząc się jak pojebani i wkurwiając się że się spóźnimy... no jakoś dojechaliśmy na styk pobiegliśmy na peron gdzie spotkaliśmy C. i O. i właśnie podjechał pociąg z xxx... No to chula szukamy przyjezdnych a tu ni hu hu 2 razy przeszłem peron wzdłuż nikogo podobnego do R. i P... C. aż weszedł do pociągu i szukał pod siedzeniami nic, ****, zero. Zaraz przyszedł jeszcze T. no i zaczynamy dzwonić... do R. nie odbiera... :foch: Do M.? Nikt nie ma numeru... G.? ok od G. dowiadujemy się że go na Dworcu nie ma i bierzemy numer do M... Dzwonimy do M. i bingo... oczywiście co się okazało goście przyjechali wcześniej a M. już jest z nimi w drodze na akademiki... no to sru przez ryneczek do Jakuzy browareczki po drodze i przybywamy, ***** nie chce mi się rozpisywać więcje więc skracam wypowiedź :lol: Przyszlismy do Jakuzy R. i P. już raczyli się Pilsikiem, R. prawdomówny chłopiec stwierdził że mu nie smakuje :P co zostało przyjęte z ogólnym zdziwieniem :P ;) Zakupiliśmy sobie browarki a C. poleciał po komandosa :cowboy: Trzeba zaznaczyc że R. namawiany przemnie dobre kilka minut nie dał się skusić mi na Winko ale później napił sie 2 łyki poczęstowany przez T., P. za to nie miał żadnych oporów przedstawił nam mniej więcej jego plan na wieczór "Może być Winko, Piwko, Wódeczka, Skun, Piguły, Białym też nie pogardze czy też Koksem" :cfaniak: "jestem otwarty na wszelakie propozycje" No ja w tym momencie wymiekłem :lol: a D. zaczoł kombinować zielone :D Za to R. nam się zwierzył że ma ochote na Pierogi... a więc jako że ja też byłem głodny wręcz prawie siłą wyciągnełem go na Pierogi do baru mlecznego z 200 metrów dalej **** że jak to zauwazył później N. "Świat Pierożków" był 10 metrów od nas :P każdemu może się zdarzyć pierożkowa ślepota. Centralnie, generalnie weszlismy se do Baru Mlecznego z R. postawiliśmy na stoliczku po browarku :D I dogonił nas N z P., ja jako że nie doszłem do konsensusu z panią sprzedawczynią na temat krokietów z mięsem, pierogów z mięsem czy też chociaż naleśników z mięsem postanowiłem wpierdolic sobie typowo polsko Baromleczowe danie czyli schaboszczak z ziemniorami i Kapustą :) R. zamówił wymażone pierożki (ale żeby nie było mu za dobrze podwędziłem mu bez pytania jednego po czym on strzelił focha :niesmialy: :lol: ) A P. gołąbki :) N. postanowił się odchudzać. Po dokończeniu posiłku postanowiliśmy wrócić i chlać dalej, do ciekawych można zaliczyć pobliskie krzaczki gdzie chodizlismy sobie się odlać jak sie nam nie chciało złazić do knajpy na dół no za pierwszym razem jak se tam poszłem jakaś pani z mężem i płaczącą córeczką zaczełą mną straszyc dziecko :lol: Już miałem się odwrócić ale pomyślałem... że aż tak straszyć dziecka nie trzeba :P za drugim razem pani z Monopolowego wyleciała na ostrej kurwie i z ryjem że "tu przecież siedzi małe dziecko" (na stołeczku przed sklepem centralnie się patrząc na mnie) odpowiedziałem jej bardzo "dyplomatycznie" Cenzura :lol: Pani z moopolowego zakryła dziecku oczy i zabrała do sklepu :cfaniak: Następnie postanowiliśmy udać się na winko z lepszej stajni czyli Bułgarskie półwytrawne białe :cfaniak: klasyk :) P. nie odmawiał więc go zabraliśmy i chop w krzaczkach obalilismy butelczyne a P. "raczył" mnie rozkminami po których momentalnie stawiał diagnoze czy jestem spalony czy nie... Jedna z tych rozkmin wyglądała mniej wi ęcej tak "Grzywa, Grzywa popatrz jakie zajebiste chmury nie?" Się patrze na góre a tu ***** jedna wielka szara ciągłość jednej jebanej chumry ... Mówie "No nie zbyt bo ta chmura nie ma zbytnio krzształtów" P. z powagą "Jednak nie spaliłeś się, jakbyś się spalił to bysmy dyskutowali o tych chmurach pół godizny" :lol: Po pwrocie do Jakuzy znaleźliśmy wszystkich na dole w tym obrzyganego już chyba wtedy S., nie odrazu skapłem się że jest zarzygany dopiero po 10 minutach rozmowy z jego czubkiem głowy położonej na stole skapłem się czemu koło niego było tyle wolnego miejsca :D S. sobie bełtnoł jeszcze pare razy po czym poprosił o przetransportowanie do kibla gdzie to ściągnoł gacie siadł na kiblu przy nie zamykanych drzwiach i kimał coś blisko godizny :lol: Ja po powrocie oczywuiście musiałem coś zrobić widząc jak T. wchodzą klucze do piwa wiszące przy szyji wpadłem na genialny pomysł żeby mu je tam wsadzić siłą :D jekież było moje zdziwienie gdy pod naporem siły mych mieśni klucze oderwały się od szyji matki i wraz z moją ręką jebneły w kufel po czym ma ręka siłą rozpędu wyjebała jeszcze z 3piwa ludzią na spodnie :lol: No ofence :P w tamtym okresie czasu już nie pamiętam harmonogramu co kiedy się działol a więc napewno trzeba zaznaczyć bratnią ręke którą koledze Wiślakowi podał P., ja wracając skąs siadłem sobie na skraju ławy i zaczełem lecieć do tyłu bo źle wymierzyłem odległośc mych pleców od stołu z tyłu :) P. odrazu podbiegł i zaoferował swą pomoc :wojak: Ja oczywiście chwyciłem go za ręke i jakież było moje zdziwienie jak okazało się że chwyt nie okazał się trwały... pamiętam tylko te kilka sekund gdy leciałem w dół :P i chlupot wymiotów S. pod moimi plecami... następne kilkanascie sekund to ryk śmiechu połowy knajpy :lol: No cóż nigdy nikt się nie kąpał w bełtach? :D Na szczescie miałem bluze w plecaku i po umyciu pleców w umywalce i wypierdoleniu do kosza podkoszuli na oczach śpiąco-nuieprzytomnego wiecznie srającego S. przebrałem się... warte odnotowanie jest to że P. mnie rpzeprosił i nawet postawił piwo :cfaniak: które nie dane mi było wypic gdyż zaraz potem mi sie mniej więcej umarło :D No T. z parasolką i śmieciami na głowie został już podchwycony przez N., wiem jeszcze że wsadziłem S. do Taxi i więcej nic nie pamiętam... obudziłem sie coś po 1:00 gdy w knajpie było coś 6 osób :P Myśle że opis wczorajszego dnia jest dośc wyczerpujący ale nudzi mi sie w pracy to się rozpisałem nie? :cowboy:

Zawsze coś :hyhy:

Pan Artysta
18-04-2006, 19:28
Grzywa matko buska :rotfl3: tobą to dzieci mozna straszyć :pociesza:

Markotny
18-04-2006, 20:39
To ja tutaj skrobne coś od siebie chociaz jeszcze sporo przede mna :)

Cała akcja działa się w wakacje 2005. Na osiedlu pustki, ludzie powyjeżdzali, co w praktyce oznaczało zawieszenie działalności pod tytułem grille na działkach robotniczych. Jednak jak sie potem okazało nie było tak źle. Przejdzmy jednak do sedna. Otóż pewnego wieczoru dzwoni kolega z propozycją nie do odrzucenia, jak mi sie wtedy wydawało. Parapetówa na Bemowie. Myśle sobie - blisko, towarzystwo także miało być doborowe... No to jedziemy, oznajmiłem. Jako że towarzystwo na kwadracie miało być wybitnie do picia to postanowiłem zrobić dobre wrażenie i zakupiłem flaszeczke Konesera (0.5) u zaprzyjaźnionej pani Jadzi ;) Następuje chwila napięcia, wchodzimy na teren katowni. Patrze się i osob jakos tak mało, a gospodyni (nie powiem nawet fajna) oznajmiła, że jest już komplet. Myśle sobie no to ładnie, zajebisty początek. Jednak postanowiłem się nie przejmowac i troszke się znieczulić. Najpierw oczywiście Cin Cin, wkońcu trzeba jakoś oficjalnie rozpocząc parapetówe. Potem oczywiście trunki z trochę wyższą zawartością turbo doładowania. Się nie obejrzałem a moja butelczyna pusta, jednak współbiesiadnicy mieli lepsze zapasy, więc dalsza alkoholizacja przebiegła w dosyć ostrym tempie. Oczywiście imprezy by nie było gdyby nie było płci pięknej. Jednak z jakością strasznie chujowo, a nawet gorzej. Wyjątek stanowiła owa właścicielka nowego lokum, jednak posiadała jeden minus - amator samoopalacza, który troszke duży był. Spasowałem, ale nie był do tego skory moj kolega. Solarce to raczej sie nie spodobało i zaczął się zgrzyt. Zgrzyt przerodził się w mały konflikt zakończony małym starciem na korzyść mojego znajomego. Jednak dresik nie dał za wygraną i zadzwonił po swoich przyjaciół. Kiedy przyjechali (przewaga liczebna 4 krotna na korzyść przeciwników) musieliśmy się ewakuować z miejsca zabawy i szybkim krokiem wyślizgnąc się tylnym wyjściem (kocham nowe budownictwo :P). Jakoś przyjechaliśmy do siebie na ośke, a że spotkaliśmy starszyzne osiedlową która sobie zrobiła ognisko przed blokiem, to zmuszeni byliśmy do przyłączenia się do zabawy. Skończyło się to oczywiście zgonem, który był chyba najgorszy w moim życiu (nie wiem jak ja to zrobiłem ale plecy sobie upiększyłem resztkami kolacji), a do domu musial mnie odnieść wierny kompan :oczko:


ps. Maxym napisz jeszcze jakies wspomnienia z wakacji, bo mistrzowsko się je czyta :dziekuje:

Grzywa
18-04-2006, 21:01
Ps. Przy okazji tych zdjęć zapomniałem wspomnieć że kilkanaście minut później "wyjebali nas" (tak naprawde powiedzieli że nie sprzedadzą nam więcej piwa :hyhy: ) z knajpy za to, że niepozwoliliśmy barmanom zabierać kufli :hyhy:

zuz
18-04-2006, 21:20
ps. Popijanie wódki karotką jest genialne.
błagam Cię :ucieka:
Adiq, czym my popijaliśmy, Vitaminką? :slucha: