PDA

Zobacz pełną wersję : Oko w oko z wrogiem



Strony : [1] 2

Jaco
21-11-2004, 16:28
W życiu każdego kibica zdarza się sytuacja (wakacje, wyjazd do rodziny, podróż, szkoła), że los czasem styka ze sobą kibiców drużyn nie darzących się specjalną sympatią a nawet nienawidzących się...
Jeśli ktoś z Was znajdował się w takich sytuacjach, proszę o treściwe, krótkie opisy.
Interesuje mnie fakt, czy częściej zdarzało się wyzywać się lub okazywać niechęć, czy też okazywało się, że to tzw. "bratnia dusza" a różni nas tylko kolor barw..

Do dzieła, Panie i Panowie!!! :popcorn:

Kawa
21-11-2004, 16:33
Bedac w 7 klasie podstawowki (chyba 97 rok) byłem na obozie w okolicach Chojnic. Snując sie z kolezkami po plazy w koszulkach L. natrafilismy na grupe Widzewa na oko starszych o jakies 2 latka. Typki odrazu ruszyły na nas, wywiazała sie "lekka" bojka, która zakonczyła zdecydowana interwencja... pani wychowawczyni :rotfl2:

MaxyM
21-11-2004, 16:34
Miałem kilka takich...
Raczej przyjemne...
Oprócz spotkania z :cicho: ,bo tutaj nie wypada o tym pisać.

Najbardziej zaskakujące było spotkanie z "Goliatami" Arki... Myślałem, że przypłacę wyjazd weekendowy nad morze ojomem, a tu taki nieoczekiwany zwrot akcji.

Opiszę później...

Fizi
21-11-2004, 16:38
podczas przygody z uczelnią , miałem okazje poznac się z kilkoma kibicami Odry W., Petry, KSZO i Poloni...

tylko w przypadku jednego z kibiców KSP raczej nie darzyliśmy się sympatią, koleś w kółko powtarzał te same farmazony co w Polonia Ole, łącznie z textami o tym , że Polonia , to ,,rodowici warszawiacy,, a Legia to wieśniaki itd ... do czasu , ghdy okazało się , że sam jest z jakiejś wioski zabitej dechami...

innego klienta z K6 poznałem przy okazji wspólnych treningów na Karowej - zdarzało się nam nawet wspólnie ćwiczyć

w przypadku tych związanych z KSZO, Petrą i Odrą były wspólne imprezki, nasiadówki w knajpach - normalni ludzie , z którymi mozna sobie ciekawie pogadać i się pobawić

ogólnie - chyba raczej ,,bratnie dusze ,, w różnych barwach :)

aha , w trakcie pobytu na Słowacji mieliśmy okazję zamieszkiwac kilka dni w jednym budynku z paroma osobami z Zabrza - w tym przypadku nie było tak sympatycznie i było troszkę wzajemnych podjazdów :hyhy:

Kempes
21-11-2004, 16:38
Praktycznie zero takich wypadków ,że będąc w barwach spotykam ''inne wyznanie''.

Jedynie w Chorwacji wyleciałem sobie na turniej piłki nożnej w takim ośrodku z szaliczkiem Legii , spotykając na miejscu gościa w koszulce ... Lecha. Los rzucił nas do jednej drużyny - dało sie z nim normalnie porozmawiać , bez żadnej agresji itp.

żyła
21-11-2004, 16:44
każde prawie lato do 18-stki spędzałem na jakimś obozie czy kolonii, gdzie różnych ludzi się spotykało.W wakacje kiedy zdawałem do 8 kl byłem na koloniach w Mielnie, i trafił mi się w pokoju jeden ziomek ze Szczecina-więc proste, że trzymaliśmy się razem, oraz Widzewiak 8) . na początku było dosyć spokojnie, podchodziliśmy do siebie z obojętnością, ale z biegiem czasu facet zaczął nam przeszkadzac. skończyło się na tym, że nie miał prawa w czasie obozu zakładać koszulki Widzewa :lol2: i generalni był dojeżdzany . a my z Arturem(chyba) śmigaliśmy w moich koszulkach Legii-Śrutwy 8) , i Karwana :hyhy:
Wakacje z 8 do 1kl tech. spędzałem w Juracie na obozie. Miałęm tam silne wsparcie legijne, bo był chłopak z Sulejówka( obecnie wyjazdowicz itp.-Rambo), a z innych klubów trafił się tylko jeden kibic Stomilu. Okazał się zajebistym kolesiem, i z nim kontakt utrzymywałem przez chyba jeszcze 2-3 kolejne lata. Nawet udało nam się Go przekabacić tak, że chodził w naszych barwach na obozie :hyhy:

El Mariaczi
21-11-2004, 16:45
Oj pare razy na obozach przeroznych, jako nastolatek :oczko: wraz z innymi nastolatkami z Warszawy wywieszalo sie barwy przez okna domkow, pensjonatow i innych lokacji w ktorych zadrzalo nam sie sypiac. Pare razy zbieraly sie rozne grupy miejcowych "kibicow", ale konczylo sie na ublizkach i interwencji "wychowawcow" :hyhy:
Ostatno bylem na weselu pod Poznaniem i mialem wpiętą w klape garniaka "eLkę" i ... nic. :O Przyznam ze byla to mala prowokacja z mojej strony, ale nawet po pijaku nikt z obecnych gosci, a bylo tam wielu miejscowych, nie powiedzial ani slowa.

Fizi
21-11-2004, 16:51
hehe... Italiano mi przypomniał , że jak miałem 8 lat i byłem na kolonii pod Lublinem jacyś klienci z Motoru ( dorośli :hyhy: ) straszyli nas, że nas potopia w jeziorze za to , że jesteśmy z Warszawy :ucieka:



:hyhy:

_Bart
21-11-2004, 16:55
Stegna troszke czasu temu sam bylem jeszcze mlodszy niz obecnie

melanze z Lechią bardzo sympatyczne

a tak to czasami sie Poloniste spotka :cicho:

a miałem tez przygode ze Stomilem (wtedy co to mielismy niby zakaz a po wejsciu na ich sektor okazało sie że nasi siedzą w klatce i trza było jakoś sie przedostać)ale naszczescie sie wymigałem od bliższego poznania ich gdyż łykneli że na codzien mieszkam wraz z kolegami w Kurniku 8)

Żuku
21-11-2004, 17:13
rok temu - Zakopane - Krupówki :):) = masakra :)

najpierw spotykamy Arke Gdynia ... następnie Lecha Poznań a na końcu Widzewa ... był to jakiś okdres zielonych szkół, więc dzieciaki nas sie bały :)

to, że dzieciaki to przesadzam ale napewno byli młodsi o rok .. góra dwa ..

Kolega, który nie jest kibicem ( L ) (nie interesuje sie piłką nożną) wpadł na "genialny" pomysł zakupienia szalików Arki i upozorowania burdy ...

Jako, że nie jest obeznany w tematach kibicowskich to powiedział, że będzie nosić ten szalik po W-Wa ... no ale mu wytłumaczyłem co i jak ... i chłopak żyje :hyhy:

--------

Druga sprawa

Częstawo jak chodze do klubów (clubbing) to zakładam t-shirt ( L ) .. bo zawsze spotyka sie Swoich i mozna napić sie piwka ... ost. założyłem koszulke ( L ) i poszedłem do Sceny 2000 ... myślałem, że dziadki zjedzą mnie wzrokiem :ucieszony: . 1.selekcja .... bodygourdowi nie podobały sie buty kolegii :/ (BTW - 499zł...) 2. spodnie też .... 3. ludzie w tym klubie to ubierają sie jak na Studniówke :)

NIE POLECAM:D ( to tak odbiegając od tematu)

arczi
21-11-2004, 17:27
Hehe. Cos z tymi Stomilowcami jest.
Tez mialem z nimi stycznosc.

Kiedys jak bylem malo "kumaty" zdarzyly mi sie wakacje pod Olsztynem.
Poznalem charakternych ludzi, kibicow Stomilu. Vodka sie lala strumieniami.
Wlos z glowy mi nie spadl.
A i na mecz Stomilu pojechalem z nimi (grali z Belchatowem) i siedzialem w ich mlynie.
Fajnie bylo 8)

Foxx
21-11-2004, 17:29
Stegna troszke czasu temu sam bylem jeszcze mlodszy niz obecnie

melanze z Lechią bardzo sympatyczne



No, z tym "wrogiem", to ja się dość często spotykam :bauns: (a są tu tacy, którzy jeszcze częściej 8) )

_Bart
21-11-2004, 17:34
Stegna troszke czasu temu sam bylem jeszcze mlodszy niz obecnie

melanze z Lechią bardzo sympatyczne



No, z tym "wrogiem", to ja się dość często spotykam :bauns: (a są tu tacy, którzy jeszcze częściej 8) )

a ja wole takiego "wroga" spotkac niz innego :oczko:

Dżon Łejn
21-11-2004, 17:47
no kilka miałem
raczej nie przyjemne z wyjątkami

rok 90
kolonie w sopocie
mieszkaliśmy w szkole
kilkaset metrów w innej szkole (3xwiększej) mieszkała kolonia z rybnika
więc nasza grupa-najmłodsza (od 8 do 12lat) chodząc na spacery pod moim dowództwem zaczeła koło tego budynku piosenki antyhanysowskie i pro Zagłębie śpiewać
kilka razy tak przechodziliśmy sami a Hanysy z pianą na ryju w oknach
kiedyś szliśmy całą kolonią i my znowu
starsi podłapali i heja z nimi
jak wracalismy Kormele dogadały się z tubylcami i dawaj za nami
gonili nas tak klkaset metrów aż pod nasz budynek
kilku od nas dostało lekko--ci najstarsi :lol3:


rzeszów 91
Zagłębie grało ze Stalą w PP
no to będąc akurat tam wybrałem się na mecz
byłem pewien że najedzie troche Zagłębiaków
siadłem pod masztem i siedze
pytam później ochroniarza gdzie posadą Zagłębie a on mi wskazał na jakąś cyrkową trybunke na ok 30luda
siedze dalej tam gdzie siedziałem i nie wiem skąd i jak zacząłem gadke ze starszym ode mnie typem
okazało się że jest z S-c!!
nie chciał mi uwierzyć że jestem z Będzina i że jestem szpiegiem Stali
po kilku minutach mi uwierzył i poszliśmy na trybunke
siedimy tam i nie rzucamy się w oczy jak pożar na manchatanie
koleś pyta czy wieszamy flagi
no nie wiem dlaczego ich nie powiesiliśmy
może i dobrze bo za kilka minut wystartowała do nas ok 20 osobowa delegacja staluchów
nie myśląc nic w długą
siatke wysoką na 5m pokonałem jak ninja i ***** do domu :)

sylwester ok 96
do koleżanki z podstawówki poszliśmy w kilku
niefartem gospodyni zaprosiła też 3 typków ze swojego liceum
***** okazali się Gieksiarzami :lol2:
no to terror psychiczny mieliśmy w planie
wcześniej chłopcy pochwalili nam się identyfikatorami czy czymś tam
no to my zaczynamy jeździć po Gieksie słownie z melodią
poprosiliśmy kolegów o dołączenie się do nas
debile zaczeli śpiewać razem z nami
nie musze mówić jaki repertuar :P
po wszystkim zaproponowali nam że teraz pojeździmy po Zagłębiu dla równowagi
zdziwili się mocno :lol3:
film mi się urwał a podobno później nie było już miło i ktoś musiał po nich przyjechac i zakończyli sylwestra szybciej :kowboi:

Polska - Rumunia 95 albo 96
najpierw pod stadionem nie mając biletu w szalu Zagłębia robie rundke pod kilka kas (teraz za *** bym tego nie zrobił)
szybkim krokiem mijałem Polonie B. i chyba RTS
bilet kupiłem u konia za normalną cene ale na inny sektor
zapierdalam znowu pod nasz sektor i wchodze
tam już awantura z Arką
uspokoiło się i wdrapaliśmy się na trybuny
widok zajebisty bo wszędzie flagi klubowe
w czasie meczu znowu dym
wymiana pamiątek przez płot
dostałem świecą dymną w noge która przypominała filtr olejowy od FSO
po meczu raz biegiem a raz spacerkiem docieramy na dworzec
tam masakra spowodowana wykształceniem kurw
tył bieg a przód stój
ludzie pospadali z peronów na torowisko
1 miał pół twarzy do wymiany dosłownie
uspokoiło się i postanowiłem coś zjeść
jako że było nas ok 600-700 myślałem że zajmujemy cały peron
ide sobie wyluzowany (flayers obowiązkowy +szal)
nagle łapie mnie ktoś za twarz
typ postury Shaq a obok 2 kompanów
pytanie--co to masz za szliczek
odpowiedź--a taki
dostałem bolesnego boksa i straciłem barwy
do dziś nie wiem kto to był ale wychodzi że albo KSC albo RTS ze wskazaniem na 1
ok tydzień nie mogłem gryść tylko przyjmowałem płyny :hyhy:


ze 2 lata temu
stoje z klockiem przed blokiem aż tu słyszymy piosenki o RTS :o
widzimy po chwili 2 typów i panne
pokrzyczeliśmy na siebie i w końcu wystartowalismy do nich
przyśpieszyli i na rozkaz tej dupy zamknęłi mordy
my przekazaliśmy telefonicznie wiadomość na dlaszy przystanek i nie wiem do dziś jak się to skończyło :)

szczepan
21-11-2004, 19:49
w te wakacje na morze tam gdzie wypoczywalismy ze znajomymi byly turnieje pilki plazowej 3 na 3... kazdy wplacal wpisowe potem przed rozpoczeciem turnieju podawane byly nazwy druzyn... moi kumple i ja grzecznie zeby nie prowokowac itd mielismy nazwe "Zlote Krole"... i ku naszemu zdziwieniu jednego dnia zapisala sie druzyna "Antylegia" po krotkiej rozmowie mojego kolegii okazalo sie ze sa z Poznania ( :ucieka: ) i sa za Lechem. Kiedy kumpel zaputal sie czemu nie lubia Legii i czemu niechca nazywac sie Lech... uslyszal ze nienawidza Legii bo im stadion zdemolowala i zrobila na nim dym ( :ucieka: :hmm: :O )... los chcial ze spotkalismy sie w polfinale (przegranym 2:1 po bledzie naszego bramkarza :/ )... za to w finale chlopaki (nie wiem czy byli w chorze) przegrali z rodzinka z Sosnowca przy naszym glosnym dopingu...


a i jedna jeszcze rzecz w tym polfinale jakos tak dziwnie strasznie narzekali ze gramy ostro? moze czasami faktycznie "nie trafialismy" w pilke :P ale czy za faul mozna nazwac trafienie pilka z 3 metrow z autu (noga) w twarz :roll: :hmm: :roll: :P no coz to byl czysty przypadek w koncu :P

Włóczykij
21-11-2004, 19:50
WYPASIONY TEMAT :brawo:

Będąc 2 lata temu na pieszej pielgrzymce do Częstochowy, w grupie w ktorej szedlem spotkałem Widzewiaka.
Szokiem bylo to dla mnie, bo byla to WARSZAWSKA Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, a tu takie klocki - widzewiak :D

Najlepszym punktem tego bylo ze codziennie mialem inna koszulke z :l: na piersi.
a on codziennie wieczorem poginal z kubeczkiem RTSu.
Jako ze byla to pielgrzymka - nastawienie musialo (musialo :hmm: ) byc pokojowe, do momentu kiedy w przedzien wejscia na Jasna Gore zbilem [niby przypadkiem] jego kubek :hyhy:
On w drodze zadośćuczynienia blizniemu przyozdobil moja karimate pastą do zębów "RTS Widzew" [ktora nie nadawala sie juz do urzytku po zaschnieciu]

swoja droga chwalil sie wyjazdem na murawe na Ł3 podczas pamietnego "Piekła", ale kto go tam wie :hmm:

Takze fajnego dialogu mojego kolezki wysluchalem z jednym z wykonawcow Krakowskiej Firmy - Craxa.

szczepan
21-11-2004, 19:56
a no i jeszcze mam dalekiego kuzyna spod Wloclawka... kibic Wisly Plock... tylko jak Wisla/Petra/Petrochemia czy jako oni sie wtedy nazywali grala w 2 lidze to jak sie pytalem komu kibicuje teraz to mowil z Widzewowi :D

Cezdor
21-11-2004, 20:07
Będąc w tym roku na wakacjach na Florydzie, mieszkaliśmy we 12 osób w jednym domu (wbrew pozorom warunki mieszkalne fajne). Najwięcej melanżowałem z dwoma kibicami Lecha i jedym Widzewiakiem. Baaardzo wporządku ludzie.

Tak więc: dzieli nas wiele, łączy jedno - melanż :zlosliwy:

(L)ukas_Ochota
21-11-2004, 20:52
2 lata temu byłem w Chorwacji na turnieju piłki nożnej. Przechadzając się z kumplami zaczepil nas jakis gosc (duzo starszy), bo uslyszal ze Polacy. Spytał skad jestesmy, my ze z Wawy. Pozniej spytal czy jestesmy za Legią (oczywiscie ze TAK :D). On powiedzial ze jest z Krakowa. Pomyslelismy ze jest za Wisłą, a byl za Cracovia. Pod nosem powiedzielismy sobie ze to jeszcze gorzej jak za Wisła :P:P Pozdrowilismy sie i poszlismy w swoje strony.[/quote]

pusty
21-11-2004, 21:20
Ostatnio jak byłem na wakacjach w Zakopcu to w tym samym ośrodku co ja mieszkał kibic Cracovii, dogadywało mi się z nim całkiem nieźle.
A tak poza tym ze względu na moje miejsce zamieszkania to cały czas mam styczność z kibicami innych druzyn. Jeden z moich najlepszych kolegów jest wielkim kibicem Lecha, ale jest raczej "bratnią duszą"

EDIT: Mój kuzyn jest kibicem Widzewa.

Thomas
21-11-2004, 22:27
Ze 3 lata temu byłem na obozie, na którym byli przewaznie ludzie z Wrocławia. Jak się dowiedzieli, że jestem za (L) to napoczątku mówili iże Legii nienawidza i mi przyjebia za to. Ale pomyslałem...trudno. Jak będzie trzeba to będe bronił swoich przekonań :hyhy: Skończyło sie na wódce (albo winku :hmm: ) wieczorem

zuz
21-11-2004, 23:19
z KSP lekkie utarczki słowne, itp.
jakiś czas temu jechałam metrem i wyskoczył do mnie koleś z tekstem że kibicowanie Legii to żenada /miałam breloczek/. była wymiana zdań, ale ogólnie na wysokim poziomie, ani jednego przekleństwa, większy ode mnie ze dwa razy, dopiero później serce troche mi do gardła podskoczyło, jak ogarnełam :O :ucieka:

z Koroną Kielce, jak byłam na obozie nad morzem.
tylko ja i moja przyjaciółka z W-wy, reszta z K.
i kolejne wymiany słowne z chłopakami którzy chodzą na Korone.
po kilku dniach za to nastąpiła integracja :hyhy:

Lech Poznań raz na wyżej wymienionych wakacjach, raz trochę bliżej.
byłam w Gdyni, szedł chłopak w koszulce Lecha, a ja 4 metry przed nim naklejałam vlepki.
jak sie odwróciłam on patrzyl raz na mnie raz na vlepke.
ale nic nie powiedział, ani nie zrobił :O :hyhy:
druga znajomość to narzeczony mojej koleżanki, jest z Poznania, bardzo sympatyczny, na imprezie tylko co chwilę powtarzał, żeby nie poruszac tego tematu.

Mazi
21-11-2004, 23:36
hmm tak jak sobie przypominam :

Włochy 2002 - był ze mną kibic Śląsk Wrocław - pare razy gadaliśmy na t ematy kbicowskie ale bez wiekszego cisnienia ;-) . Nie melanzowalem z nim bo z pokoju rzadko wychodził .

Lata w LO 2000-04 - jeden z najlepszych kumpli okazuje się być widzewiakiem ... wiadomo ze kazdy ma swoje wady i fakt bycia "czerwonym" jest ta jego największą. Potrafi wypic wiecej ode mnie :wstyd:

hmm rowniez Wlochy 2002 - koleś z Gdańska (nie musze mowic komu kibicował ;) ) - zajebiste melanze z nim były :D mielismy sie ustawić rok pozniej, ale matura mu nie poszła i nie dał rady się wyrwać.

MK
22-11-2004, 00:05
W tym roku na wakacjach w Czechach ze znajomymi poznałem dwóch typów z Płocka nie było żadnych spięć, rozmawialiśmy normalnie na tematy kibicowskie obie strony podchodziły do wszystkiego obiektywnie, codziennie wspólnie chlaliśmy, na koniec pokazaliśmy Czeskim panczurom co znaczy kozaczyć do Polaków :hyhy: :bije:
Trzeba przyznać, że obaj Płoczczanie za jakiś czas będa napewno mocnym elementem Płockiej ekipy od tych "mocniejszych wrażeń" 8)

dostojny kocur
22-11-2004, 00:22
Ja Pamietam ***** jak jeszcze z 6 miesiecy teamu wracałem z Zakopanego i dwa przedziały obok byli kibice Lecha :ucieka: najpierw zrobilem obchud to znaczy przeszedłem się i zobaczyłem ze oni ***** mać zajmują półtora wagonu jak nie wiecej bo dalej nie doszedłem a my troche wiecej niż połowe jednego... już sie chłopaki szykowali na nas to my też ale wolelismy nie ryzykować bo oni starsi byli o 2-3 lata i nasza pani ktora była taka wielka ze całe przejscie zajmowała staneła miedzy nami a nimi i ni wtą ni wtamtą ;)

Kiedyś byłem gdzieś nad morzem i spotkałem kibiców Uni Oświeńcim i życzli mi zeby Pogoń mistrza zdobyła :hyhy: był tam też taki jeden z KSP to się pytałem czemu nie kibicuje Legii byłem wtedy młody to byl dla mnie szok ze KSP ma wogole kibicow :cicho:
to on mi że ich nauczycielka zabiera na mecze i za to dostaje kase do KSP :O

Bastion
22-11-2004, 11:01
a no i jeszcze mam dalekiego kuzyna spod Wloclawka... kibic Wisly Plock... tylko jak Wisla/Petra/Petrochemia czy jako oni sie wtedy nazywali grala w 2 lidze to jak sie pytalem komu kibicuje teraz to mowil z Widzewowi :D

Bo wtedy z tego co dobrze pamietam, RTS mial mistrza, a Petra zgode z nimi :D

Ja mam ze wzgledu na moja lokalizacje bardzo czeste kontakty ze Stomilem, ale ze Dzialdowo jest miastem gdzie praktycznie wszyscy sie znaja to konczy sie na browarze.

Yddett
22-11-2004, 11:25
he he Jaco dobry temat :chytry:

czy ja tez moge cos tu popisac?
bo spotykam czasami jakis kibicow na grzybach 8)

Jaco
22-11-2004, 11:46
he he Jaco dobry temat :chytry:

czy ja tez moge cos tu popisac?
bo spotykam czasami jakis kibicow na grzybach 8)
Ja to bym poczytał... Tak rzadko bywam na grzybach.. :kurde:

jasin
22-11-2004, 11:59
- Jedźmy, jedźmy na te grzyby ;)

A tak serio to najmilej spominam pobyt na wycieczce klasowej w Gdańsku - Zaspie (jeszcze w podstawówce). Pierwszego wieczoru spokaliśmy Lechistów, z którymi potem przez cały pobyt piliśmy browarki (które to oni kupuwali w sklepie, bo nam nie chcieli sprzedawać). Częstowali nas też wódeczką, ale małolaty byliśmy. Od jednego z nich dostałem szaliczek Lechii, to jest mój drugi szal (pierwszy był Legii)
W późniejszych czasach miałem do czynienia ze Stomilowcami (coś w tym musi chyba być), Widzewiakami, Wrocławianami ale że tonigdy nie było przy okazjach meczy, to kończyło się jak ten raz z Lechią - piciem browarków

Nova
22-11-2004, 14:14
nasz szkolny polonista przyszedl dzisiaj do szkoly w koszulce barcelony niby nic takiego gdyby w piatek nie mowil ze barca to wiesniaki takie jak wedlug niego Legia po prostu nie rozumiem tego goscia :hmm:
Wiec moze jutro przyjdzie w koszulce Legii :oczko:

Ja mialam troche spotkań z kibicami przeciwnych druzyn ale poza kilkoma zartami nigdy nic złego mnie nie spotkalo. No ale jestem kobieta wiec inaczej mam :hyhy: No i okoliczności przyrody byly zupełnie inne. 8)
Najbardziej lubie sprzeczać sie z chłopakiem mojej kolezanki, Lechista z niego i zawsze mi grozi,kiedys herb na koszulce kazał całowac :efoch:
A ja mu obiecuje ze wróci do domu z vlepką na czole,ale Arki :hyhy:

Młody
22-11-2004, 16:02
W zeszłym roku na wakacjach w miejscowości HAJDUSZOBOSZLO na Węgrzech. Ide z bratem ciotecznym (nie kibicem ale jak by co to by mnie wspomógł:P) promenadą miasteczka najeb*** w 3 doopy i gadamy głośno po Polsku. Przechodząc obok jednego z Orgódków piwnych słyszymy Polacy ?? Ja oczywiscie byłem przyjaźnie nastawiony (%) wracam sie podchodze do ogrodzenia i mówie LEGIA WARSZAWA !! a na to uslyszałem Wisła Kraków. Zlokalizowałem grupke 6 chłopaków i dziewczyna w granicach 19-21 lat jak sie później okazało. Na początku zastanawiałem sie czy spie** czy stawiać opór ale usłyszałem wyluzuj wakacje są zapomnijmy o tym siadajcie. Że chłopaki byli akurat po promocji w jakimś markecie poczestowali nas browarkami i zaczelo sie wspólne biesiadowanie i oznajmianie wszystkim do okoła że jesteśmy z POLSKI. Jak już mieliśmy sie rozchodzić pod jednym parkiem spotkaliśmy kibiców Stali Stalowa Wola (raczej konkretnych) ale chłopaki rozpracowywali winko i raczej nie byli wrogo nastawieni. Zaczeli z nami melanżować. Następnego dnia jak sie spotkaliśmy na wyborach miss Węgier które miały miejsce na komplexie basenów w tej miejscowości zobacyzłem że chłopaki z Krakowa są pobandażowani i nie dzisiejsi. Okazało sie że mieli spotkanie z miejscowymi ale raczej nie kibicami tylko metalami podobno w przewadze 10 osób. Heh co ciekawesze w późniejszej gadce okazało sie ze 2 z tej 6 Krakusów to kibice Cracovii <lol>. Łączyło ich tylko to że mieszkali na wspólnym osiedlu i znaja sie od dziecka :) Ogólnie bardzo miło wspominam tą integracje.

Pozdro.

Kameleon
22-11-2004, 19:51
hmmm..... a więc w wieku 12 lat wybrałem sie na kolonie w okolice miejscowości Końskie :chytry: Swoją drogą bardzo dziwne okolice. Pewnego dnia postanowiliśmy sobie pójść z chłopakami pograć w piłke na boisko ( było ono troche daleko ) ja oczywiście w koszulce Legii :hyhy: :hyhy: wchodze sobie na boisko, gram a tam czterech typów w tym jeden w koszulce ŁKS-u siedzi na ławeczce :ucieka: . Z początku bluzgali na Legiunie, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy (swoją drogą teraz reakcja byłaby inna ) i skończyło sie na wspólnym bluzganiu na Widzew :hyhy: :hyhy: , wracając już do ośrodka mało nie potrącił mnie tir z jakimś fanem Widzewa :zlosliwy: Ciekawy dzień miałem.
P.S
Bardzo dobry temat :hyhy:

Koko
22-11-2004, 22:04
Troszke tych kontaktow bylo :)

Najbardziej pokojowe to z moimi bracmi (ciotecznymi) z Zabrza. Obaj zapaleni kibice Górnika (kumaci 8) :oczko: ;) ) chodza na mecze w Zabrzu a czasem nawet na wyjazd jakis pojada. w sumie ciekawie sie z nimi gada bo maja obiektywne nastawienie do wszystkiego wiec luzik 8) choc ostatnio jakos malo sie z nimi widuje...

Tak jak kilka osob ktore juz sie tu wpisaly mialem kontakt z kibicami innych druzyn na obozach. Pamietam ze jak bylem mlodszy i bylem w Czechach to przyejchala do niedaleko polozonego osrodka wycieczka z Lodzi no i skonczylo sie tak ze zostali niezle wystraszeni bo rzucilo sie na nich z polowa naszej kolonii :oczko: oczywiscie bardziej bylo to smieszne niz straszne bo co mozna w wieku 14 lat :ucieszony: :hyhy:

W tym roku nad morzem spotkalem goscia z Krakowa (Wislaka) i calkiem spoko gosc (choc cos glupoty gadal o mistrzostwie dla Wisly 8) :oczko: ) ogolnie milo sie z nim gadalo i pokojowo nastawiony :)

Jak wchodzilem na plaze w tym roku z kumplem patrze a tam czterej goscie leza ( dwa na dwa). i tatuaz jeden mial "Hooligans Arka Gdynia" spojrzalem i pokazalem to koledze co zauwazyli koledzy owego chuligana i sie dziwnie popatrzyli :oczko: na szczescie tylko poszeptali cos a my sie uwinelismy 8)

Na obozie w wieku 16 lat w Pradze ide sobie dumnie po starowce w koszulce Legii a patrze sporo osob w barwach Polski (jak sie okazalo przyczyna ich przyjazdu byly zawody zuzla). stoje sobie pod sklepem z kumplem a podchodzi jakis typ (ok 20 lat) i mowi "a myslalem ze to Widzew jest mistrzem Polski?" my zaczelismy sie smiac i odpowiedzielismy cos niezbyt milego dokladnie nie pamietam :oczko: ale koles byl raczej spoko wiec tylko sie usmiechnal i poszedl ;)

U malym miasteczku kolo mojej babci tez mialem kontakty z Widzewiakami ale raczej spokojni ludzie wiec nie bylo problemow :)

Aha mialem tez w wieku 17 lat kontakt z Polonistami ale tego nie wspominam raczej dobrze (rozbita glowa) wiec nie warto tu o tym pisac..

tomano
22-11-2004, 22:06
Wielokrotnie podczas wakacji spotykalem kibicow roznych druzyn ale z wyjatkiem spotkania z kolesiami z Arki we Wladyslawowie ktore wspominam raczej nienajlepiej wszystkie takie meetingi konczyly sie melanzami. Za to w trakcie ostatnich wakacji czesc chlopakow ode mnie z grupy miala bojke z Cracovia w Dyskotece Wierchy W Zakopanym :ucieka:

rwd
22-11-2004, 22:07
2 z tej 6 Krakusów to kibice Cracovii <lol>. Łączyło ich tylko to że mieszkali na wspólnym osiedlu i znaja sie od dziecka
Jezus Maria
:wymioty: :prawi:

Jaco
22-11-2004, 22:12
2 z tej 6 Krakusów to kibice Cracovii <lol>. Łączyło ich tylko to że mieszkali na wspólnym osiedlu i znaja sie od dziecka
Jezus Maria
:wymioty: :prawi:
Skoro już przy tym temacie jesteśmy:
RWD, czy mógłbyś wrzucić linka ze swoimi wspomnieniami??
Myślę, że młodzież chętnie by poczytała. Zwłaszcza, że są tam również wątki warszawskie. :oczko:
Przy okazji najlepsze życzenia urodzinowe dla Gringo na obczyźnie. 8)

rwd
22-11-2004, 22:21
eee tam nie będę Wam tu bruździł moimi wspomnieniami...jak ktś chce to trafi na forum Wisly (temat przyklejony)

moje spotkania tak po krótce to:
spoojne:Ruch, GKS K, Legia, Cracovia, Hutnik, Arka, Polonia W, Stal St W, Widzew, Zagłębie S, Motor, Pogoń,
niespokojne:Cracovia, Hutnik, Widzew, Legia, ŁKS, Raków, GKS K, Górnik, Arka, Lech, Korona,Polonia W, Ruch, GKS Bełchatów, Radomsko, Granat Skarżysko, Chrobry Głogów, Myszków,

eeh słaba już pamięć :hmm:

Grzywa
22-11-2004, 22:22
jadę sobie kiedyś autobusem a tu się skończył mecz Craxy do pustego autobusu wpierdala się około 300 pasiaków w szalikach, koszulkach 8) nawet nie zdążyłem pierdnąć gdy autobus był tak zapchany że drzwi się zamykać nie chciały trzeba było dopychać drzwi by się zamknęły a ja w samym środku autobusu stoję bez szans na wydostanie 8- Teraz wam przedstawię zgoła sytuacje mojego osiedla :> jest to osiedle pół na pół żydowsko-Wiślackie na około mamy 4 bastiony (osiedla) Cracovii więc można powiedzieć że jesteśmy wszędzie otoczeni przez żydów... Na moim osiedlu istnieje ulica która jest w 99% za Wisłą to z stąd pochodzi większość Hools z mojego osiedla a ta ulica nazywa się "Bojki" w tamtym okresie Hools z Bojki byli bardzo aktywni i zwinęli parę flag Cracovii przez co żydowska sielanka w okolicy została przerwana a pasiaki postanowiły zareagować... gdyż Hools z mojego osiedla byli jak sól w oku... Dlatego też co 2-3 dni na Bojki były robione wjazdy czyli około 30-40 typa z siekierami w rękach przebiega się po osiedlu i jeśli kogoś dorwie to ten ktoś ma przejebane... nie ważne czy ten ktoś kibicuje czy nie jest z "Bojki" i to było ważne... 8o Co tydzień ktoś lądował w szpitalu aż do czasu gdy SE napisał w prasie ogólnopolskiej artykuł o tym jak chłopaczek dostał kilkanaście kos parę razy siekiera po plecach i jest teraz kaleką wtedy to policja ruszyła dupę i akcje te są coraz bardziej dla pasiaków przypałowe ale nadal się zdarzają... Był to wtedy najbardziej zapalny teren w Krakowie a ja właśnie tam mieszkam :oho: ... No ale wracając do głównego wątku cały autobus zapchany pasiakami ja stoję bez szans na wyjście a kierowca ani chu chu nie chce ruszyć... mówi że autobus jest przeładowany i że nie ruszy... paru kolesi podlatuje do niego parę gróźb goście na przystanku zaczynają trząść autobusem :lol: kierowca rusza :) Autobus nie zatrzymuje się na żadnych przystankach... tylko jedzie prosto na moją dzielnice... w autobusie słychać śpiewy "Wisła to stara..." na nasze zgody oraz najgłośniej i najczęściej "Bojki wy chuje Cracovii was wymorduje" robi mi się ciepło :lol: i sobie myślę zaraz mnie ktoś wyczai... jak mnie wezmą na buty to nie wyjdę żywy z tego autobusu... :lol: A wyczaić nie jest trudno z pasiakami z mojego osiedla chodziło się do jednej podstawówki i każdy wie gdzie kto mieszka... 8) Postanowiłem stanąć tak by jak najmniej osób mnie widziało i jadę dalej :) Nagle słyszę głos kumpla z klasy z Technikum za sobą obracam się i oczywiście dobra mina do złej gry:
- cześć
- cześć
- co słychać (do szkoły już nie chodziłem pół roku bo mnie wypieprzyli :] )
I gadka szmatka koleś wiedział że jestem za Wisłą i że jestem z Bojki ale na szczęście mnie nie sprzedał :lol:
No ale długo nie pogadaliśmy bo stał przy drzwiach i był z swoimi kumplami poza tym nie było o czym i warunków... Autobus powoli się przeludnia i coraz łatwiej o wyczajenie ale szans na wyjście z niego jeszcze nie ma... :D Nagle za plecami słyszę rozmowę szeptem:
- Ty ten koleś jest z Bojki... (z zdziwieniem w głosie) <ja serce w gardle>
- Pierdolisz... Nie wiedziałem że stamtąd ktoś jeździ na Cracovie...
- Podobno ktoś jeździ tak słyszałem...
- Spoko :)

No myślałem że prychnę tam śmiechem na cały autobus goście zapewne przez to że gadałem z tym kumplem pomyśleli że wracam wraz z nimi z meczu Craxy i to mi uratowało dupsztala :lol: wysiadłem na następnym przystanku i wracałem dalej na nogach :cheesy:

(przekopiowałem ten text u góry z jednego starego tematu żeby sie nie produkować)

Chłopak mojej dziewczyny jest żydkiem nie ukrywałem swojej niechęci do niego ale też ani go nie ruszam i staram się by go nikt nie ruszył i nie wyczaił u mnie bo by miał ciepło... W sumie ostatnio sie do niego przekonałem bo mi sie żal chłopaka zrobiło a to wszystko przez laske (moją siore tak na marginesie) Jako że krew z krwi jest to moja, siostrzyczka jest bezapelacyjnie Wiślaczką no i z koleżankami postanowiła pójśc do Kameleona (Największa w Krakowie Dyskoteka do której pasy nie mają wstępu a na porządku dziennym wczasie kawałków śpiewane jest Jazda Jazda Jazda Biała Gwiazda oraz co 2 osoba jest w barwach) no więc chłopak postanowił pójść z nią i jak postanowł tak zrobił... w sumie przez całą impreze jakoś mu sie udało ale jak wychodził wyczaiło go pare Wiślaków z niedalekiej dzielnicy gdzie on mieszka i dostał ostry wpierdol... żeby tego było mało żydki na jego osiedlu (co z nimi jeździł na mecze) dowiedziały się o tym że był w Kameleonie i poszła plota że się przerzucił na Wisłe (co jest nie możliwe na marginesie mówiąc) i teraz go ścigają na jego własnym osiedlu już 3 razy dostał wpierdol i musi chodzić kanałami :lol: Chłopak ma sporego pecha... no i ostatnio dorwała go ekipa Wisły na moim osiedlu i musiał się wyrzec klubu biedaczek by móc nadal się spotykac z moją siorą co te laski potrafia zrobić z facetem... :roll:

Przeważnie jak mam kontakty z kibicami wrogiej drużyny to jest to Craxa i by zareagować stoją na drodze problemu typu "nie moge nic zrobić bo jestem w gości" lub "ich jest więcej niechce mieć dodatkowej dziury w ciele" lub też po prostu gostka lubie :hyhy: No i jeszcze miałem kontakt z Kempesem ale to sympatyczny człowiek i miał inmunitet że tak powiem a że ani nie chodził w barwach ani nie manifestował swojej przynależności klubowej było spokojnie i sympatycznie (choć teraz moge ci powiedzieć że pewnego razu było gorąco ale ja i pare osób uspokoiliśmy te pare osób które miały na ciebie chrapke).

MaxyM
22-11-2004, 22:27
Chłopak mojej dziewczyny jest żydkiem...

A to ciekawe... :O

Grzywa
22-11-2004, 22:30
Chłopak mojej dziewczyny jest żydkiem...

A to ciekawe... :O

Siostry znaczy kurde :sciana: myślałem o tym że ona jest jego dziewczyną i napisałem dziewczyny nie czepiaj sie :P

Foxx
22-11-2004, 23:05
Hmmm... - nie miałem wątpliwości, że w takim temacie pojawią się grzybiarze i... że nic nie napiszą :hyhy: .

Ja lajtowo - kilka osób zna już tą historyjkę :chytry: . Kiedyś po wizycie na Pogoń - Górnik w wakacje, pojechaliśmy sobie do Rewala (całą podróż odbywaliśmy maluchem, z plecakami ze stelarzem, jeden z kolegów miał ponad 180 cm wzrostu, drugi niecałe 200... a trzeci tyle co ja, czyli na szczęście luzik 8)). W owym Rewalu, pierwszego wieczora poszliśmy na tour de locals. Idziemy sobie wieczorkiem deptakiem, przechodzimy akurat pod nieczynną latarnią, a tu podbija jakiś niski i krępy osobnik i pyta z lekką chrypką:
- Macie ogień?
- Taa, jasne... - odpowiadamy cały czas idąc przed siebie, a on za nami. W tym momencie dostajemy się w krąg światła kolejnej latarni... Dwóch z nas jest w koszulkach Legii, a dwóch - Pogoni...
- O, *****! - Wyrwało się wypitemu koledze.
Okazało się, że jest ze Śródmieścia Łodzi, ŁKS. Dalej gawędzimy (my bardzo z siebie zadowoleni, że tak łaskawie darowaliśmy chłopaka zdrowiem)... Podchodzimy do największej dyskoteki... A tu wyrywa do nas 7 typów. Najmniejszemu z nich zająłbym całe 30 sekund... jakbym się dobrze rozpędził :roll: :ucieka: .
Zanim zdąrzyliśmy dobrze ogarnąć sytuację, wytarabania się zza naszych pleców nasz nowy znajomy i zmęczonym głosem stwierdza
- To moi kumple - chwilę popatrzyliśmy na siebie... I poszliśmy się bawić :hyhy: .
Po tygodniu wspólnego balangowania (wynik Legia - ŁKS w mini-bilard przekroczył trzycyfrówkę na naszą korzyść :chytry: ), nasz mały znajomy o ksywce nomen-omen Młody paradował w nowym wtedy wzorze pierwszego t-shirtu Legii z buldogiem "Official Hooligans Warsaw".
Pewnego dnia poszliśmy odbierać z dworca PKS jego przyjaciela od dziecka. Idziemy na ten PKS (przodem ja i jeszcze jeden gość w t-shircie Pogoni), a tu mija nas jakiś kolo i widać jak mu się w oczach włącza agresor. My jakoś nie skojarzyliśmy, już mieliśmy podjąć polemikę, a tu nasz niedoszły oponent patrzy gdzieś za nas - na Młodego - i drze się na cały camping "POPIERDOLIŁO CIĘ?!".
Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, ale gość nas trochę przywrócił do świata realnego...

VANAHAIM72
23-11-2004, 00:19
Jak lajcik, to lajcik... Lata 90-te (okres DAEWOO). Miejsce akcji Gdynia. Wracam sobie z Jastrzębiej Góry po trzech tygodniach słodkiej laby, no i bogi łaskawe zawiodły mnie na gdyński dworzec... Niby nic dziwnego, ale moją jedyną czystą koszulką była zielona podróba strojów Legii (Nike). Ponieważ dzień wcześniej żegnałem się z kolegami dosyć intensywnie to i osłabiony i zobojętniały na wydarzenia całego świata byłem. Dlatego nie zwróciłem uwagi na "patrol" Arki (każda solidna ekipa wystawia ekipę czyszczącą dworce z "niepożądanych elementów"). Momentalnie wytrzeźwiałem, kiedy stanęło przede mną czterech typów, z których każdy był ode mnie wyższyo jakieś 15-25 cm i szerszy10 cm w bicepsie... Już byłem pewien, że do domu wrócę po długim pobycie w szpitalu a tu niespodzianka - zapytali się co tu robię, no to ja grzecznie (w taki sposób to nawet z Babcią nie rozmawiam) odpowiedziałem, że przejazdem jestem i do chatki malutkiej i stęsknionej mamusi wracam. Albo urzekła ich moja opowieść, albo mnie za chorego psychicznie wzięli (czy osoba zdrowa na umyśle śmiga w koszulce Legii po Gdyni?) - w każdym razie powiedzieli, że jeśli jeszcze raz zobaczą mnie w takim stroju to będę wyglądał jak po zderzeniu z ciężarówką i życzyli miłej podróży do Warszawy. Po czym odeszli zostawiając mnie skamieniałego ze zdumienia...

Fizi
23-11-2004, 00:39
hehm.. no dobra przyznaję się - byłem ileś tam lat temu na meczu koszykówki na Polonii :wstyd: :hyhy:

ems
23-11-2004, 00:44
... jako cheerleaderka ? :zlosliwy:

Fizi
23-11-2004, 00:50
szwędałem się po osiedlu i spootkałem kumpla z podstawówki, który okazałeo się, że jedzie własnie na ten mecz, no to sie z nim zabrałem :hyhy:

nie pamiętam już z kim grali, zresztą wogóle nie znoszę kosza, ale ciekawość był silniejsza hehe

po meczu fajnie było jak się prawie wszyscy nerwowo rozglądali, w sumie ja też :lol3:

Yddett
23-11-2004, 10:36
Foxx niezla historyja. znalem ja ale usmialem sie ponownie :oczko:

co do grzybobrania to wiesz ze nie moge ale przy piwku ci cos opowiem jak bedziesz chcial (chociaz kto jak kto ale ty raczej wszystko wiesz). 8)

A propos wpisu Fiziego to musze sie przyznac ze jak mialem 10 lat to bylem z kolega i jego ojcem(kibicem KSP) na meczu Polonii z Korona Kielce... nie siedzialem na kamiennej tylko na glownej ale o ile mnie pamiec nie myli to na pierwszym meczu bylem na Ksp a nie na Legii. (choc moze jednak sie myle,skleroza nie boli)
takze mozna powiedziec ze jestem przerzutem :O :hyhy:

ems
23-11-2004, 15:40
to tak jak ja - jako mlody redaktor futbol.pl bylem kibicem w kapciach (ale Legii), bo mie rodzice na mecze nie puszczali :wstyd:

no i pewnego razu szef powiedzial ze mam isc na Polonia - Groclin

pamietam ze padal snieg, tamci ***** grali (skonczylo sie 1-0) a jedyne dwa momenty ozywienia na trybunach to jak spiker podal ze Legia przegrywa 2-0 (to byl debiut Marka Citki, w koncu wygralismy), i jak KSP brame jebnelo - Polonia odpalila wtedy race sztuk jeden i troche cos pospiewali

w przerwie jakis zgred chcial mi zajebac telefon :ucieka: sposobem na "daj zadzwonic", ale sie nie dalem :D

KASKA
23-11-2004, 15:54
Ja duzo pisac nie bede, ale moja siostra jest z facetem.. Fajny chlopak, mily..no ale z Lodzi. Mieszka nieopodal widzewskiego stadionu. no i sila rzeczy jest widzewiakiem. Niby sie dzielnie wypieral, ale ja sprytna jestem i wszystko na jaw wyszlo, gdy jego telefon sobie przejrzalam. No a tam zdjecia z trybun. Nie jest jakis szczegolnie ogarniety w tym teemacie ale na meczach bywa. Jak jest w Lodzi, bo aktualnie mieszka w Sulejowku 8)
Ale spoko typ. Naprawde. Dogadujemy sie.

Mam tez innego kolege widzewiaka (kapral w jednostce w Wesolej), ale tez to szurniety na punkcie tego zydowskiego klubu. Czesto nam sie zdarzaly slowne bitwy. Zwykle nie dalam sie przegadac :hyhy:
Juz z nim kontaktu nie utrzymuje! Cierpliwosci BRAK!

Mialam tez kolegow wislakow, ale po pobycie w Sulejowku po pol roku przestali byc najwierniejszymi kibicami Wiselki :)

Aha! No i jeszcze kumpel z Ostrowca... byl kiedys w chuligance KSZO (tak, tak -maja/mieli hools :D ). Ale juz sie troche uststkowal :D

Młody
23-11-2004, 16:08
Apropo wyjazdów nad Morze to pamiętam kiedyś na obozie integracyjnym w szkole opjechaliśmy do Juraty a mieliśmy przesiadke z Pociągu do Autokarów w Gdyni. Wybijamy z kolegą w koszulkach i czapeczkach Legii :) i idziemy z pozostałymi klasami do autokarów. Przechodząc po dworcu przyznam że wydygałem jak zerknołem na 3 chyba typów mniej wiecej 2 na 2 z czego jeden (przynajmniej u tego widziałem) miał na szyji tatu Arka Gdynia Forever czy coś takiego. Na początku sie wydygałem że już sie skończyłą moja wycieczka :modli: ale w sumie małolat jeszcze większy wtedy byłem i chyba chłopaki chyba konkretni :oczko: hehe nie zajmowali by sie takim łebkiem jak ja :)

Co do Dyskotekii Wierchy w Zakopcu to w zeszłe ferje byłem i ten klub to w porównaniu z wcześniejszymi laty to nawet nie jest cień. Wpadło kilkunastu typów w dresach (ja naszczescie bylem z dziewczynami i dzieki temu mnie nie zaje**). Heh wstyd ale byli to kolesie z Warszawy wyczaili kilku łebków po czym wyrzucili ich z sali pozniej z dyskoteki i w 20 przekopali 3 przez połowe krupówek. Z tego co sie później dowiedziałem to tych 3 z Radomia byli co nie zmienia faktu że 20 na 2 to żenada.

DobryChłopak
23-11-2004, 16:24
Miałem kilka spotkań z Polonistami (ostatnio przed meczem w 709) ale NIGDY nic do mnie nie gadał.. :zdziwiony: Dziwni ci Poloniści.
Miałem też spotkanie z pseudo Wiślakami w małej miejscowości niedalego Lublina. Już wyjaśniam czemu pseudo - Za Wisłą byli przed przegraną z Legią. jak okazało się, że zgromiliśmy zespół z Krakowa, to przeżucili się na coś innego.. szczerze mówiąc nie wiem nawet komu teraz kibicują.. ale pewnie znowu Wiśle.. w końcu jest I
Powracając do sendna.. całe miasto jest obklejone naszymi vlepami. I każdy wie, że to ja. W wakacje te mutanty ( takie tępe cepy co nie skończyli przez 20 lat zawodówki) podpaliły śietnik na którym była vlepa.. Kilka dni później uciekałem przez pół miasta bo mnie zaczeli gonić.. trzeba im przyznać ze mają niezłą kondycję.. :roll: . Nadal nie moge się pokazywać na ich osiedlu. Dobrą pamięc mają skubańcy.. nie odpuszczą dopuki oklepu nie dostanę.

ems
23-11-2004, 16:28
Z tego co sie później dowiedziałem to tych 3 z Radomia byli co nie zmienia faktu że 20 na 2 to żenada.

wiesz, moze bylo tak ze przedtem proporcje byly odwrotne ;)

Rohrau
23-11-2004, 17:42
W Gdyni (na granicy) byłem z 2 kumplami, podbija do nas 3 typów i pyta się za kim jesteśmy. My na to ,że za Legią. Poszli i wrócili z 15 osobowym wsparciem, pobiłem swój rekord życiowy w biegach

W Czechach oberwałem od 2 Cracoviaków.

Przed ostatnimii derbami, miałem spotkanie z KSP na Bankowym. Zastawilismy się w 4 w tylnych drzwiach autobusu i nie weszli do środka( notabene ich było ze 20). Na srodkowych drzwiach było trochę inaczej ale to nie miejsce na takie opowieści 8), W sumie to był pierwszy raz kiedy zobaczyłem ich na zywo w miejscu innym niz stadion w większej ekipie :hyhy:

Ogólnie wakacyjne spotkania wspominam przyjemnie, zawsze kończy się na kilku piwach w przyjaznej atmosferze

atob
23-11-2004, 18:53
Lato 96
Byl wtedy mecz Widzewa z Brondby po ktorym Widzew awansowal do LM.Akurat kilka dni wczesniej zakonczylem cywilne zycie na cale szczescie tylko na okolo 445 dni :hyhy: Kaprale i jacys niezydentyfikowani kibice Widzewa :zly: z braku chyba lepszej miejscowki na miejsce ogladania meczu wybrali sobie swietlice na unitarce :zly: Czas im mijal prawdopodobnie w milej atmosferze ...sadzac po odglosach tluczonego szkla :zly: A po meczu ...polowanie na Warszawiakow .Najgorsze ze nawet uciekac nie bylo gdzie :hyhy: Powstal nawet chytry i przebiegly plan zamafestowania naszego[2 osobowego ;)] przywiazania do Legii ale nie chcielismy calej kompani robic nocnych cwiczen :oczko:

Foxx
23-11-2004, 20:17
Foxx niezla historyja. znalem ja ale usmialem sie ponownie :oczko:

co do grzybobrania to wiesz ze nie moge ale przy piwku ci cos opowiem jak bedziesz chcial (chociaz kto jak kto ale ty raczej wszystko wiesz). 8)

:roll: No trochę wiem... Ale miałem na myśli raczej motywy sytuacyjne. Pogadamy... pewnie w następną środę :hyhy: :piwko:


A propos wpisu Fiziego to musze sie przyznac ze jak mialem 10 lat to bylem z kolega i jego ojcem(kibicem KSP) na meczu Polonii z Korona Kielce... nie siedzialem na kamiennej tylko na glownej ale o ile mnie pamiec nie myli to na pierwszym meczu bylem na Ksp a nie na Legii. (choc moze jednak sie myle,skleroza nie boli) takze mozna powiedziec ze jestem przerzutem :O :hyhy:

To niezłe :ucieka: . Wszystko wskazuje na to, że też byłem na tym meczu (druga liga jakoś na początku lat '90-tych). He, he ale wtedy to ja czasami udawałem się w różne miejsca... w poszukiwaniu szczęścia 8) . Był to dość charakterystyczny mecz. Na głównej po lewej stronie był 30-40 os młyn, w ok. 15 minucie weszło kilku ujaranych, najebanych i obrzyganych Koroniarzy, którzy parokrotnie próbowali rozkręcić "CWKS K...". Bezskutecznie. Po którymś razie zszedł do nich jeden piesek i powiedział coś w stylu "jak chcecie przeżyć, zamknijcie ryje". Nas na tym meczu było ok. 20 os. :ucieka: . A, i jeszcze pamiętam czterech starych z Polonii (w tym B. i J.), którzy zrobili sobie piknik na praktycznie pustej wtedy kamiennej (kocyk, gorzałeczka, te klimaty) i bez przerwy śpiewali o Lechu :] .

Swierzy
24-11-2004, 00:32
Historia jeszcze ciepla bo z tego roku.
Podczas pobytu w USA przez 2 miechy obcowalem z dwoma Lechitami i jednym gosciem z Tych (wyznania pasiastego). Naprawde w porzadku goscie, jak sie najebalismy (a zdarzalo sie to czesto) to nawet sobie pospiewalismy i pojezdzilismy po wspolnym wrogu ;) pozdrawiam A. i K. z Sobieskiego :impreza:
A, byl tam tez pewien cep z rzekomo zaprzyjaznionego z nami klubu. Pisze rzekomo bo ciec ten chcial mnie napierdalac :zdziwiony:


Miałem kilka spotkań z Polonistami (ostatnio przed meczem w 709) ale NIGDY nic do mnie nie gadał.. :zdziwiony:

hmm chetnie poznamy tego pana - ekipa 709 'da Lowrider' & Czarna Wolga Sklad :zlosliwy:

ToMeKMKS
24-11-2004, 01:34
Też zdażyło mi sie spotkać "przyjaciela" w innych barwach :hyhy: w hiszpani mieszkałem z goście z Piły i był za leszkiem ale staraliśmy sie unikać tematów na lini naszych klubów i zgód , koleś ten nie miał barw zato ja miałem jak zwykle 8) i napotkałem kibica Lechii (byłem dośc młody) i nie obyło sie bez napinki , to był ciekawy widok bo razem z kibicem Lecha kibica Lechii :roll: spotkałem także Legionistów ale to już bardziej do topików melanżowych :oczko:
hmm koleś co spotkał cracoviaka troszke dziwnie sie zachował :roll: rozeszli sie :roll:
spotkać cracoviaka bez sprzętu :modli:
Pozdrawiam 8)

c_zary
24-11-2004, 02:36
Z takich "bezstresowych" spotkan, to przytocze dwa przyklady z jednym klubem w tle, jedno z pierwszych i jedno z ostatnich:

Pierwszy to za malolata, rok bodajze '97 i moj powrot z meczu Wisla-Legia (4:1 w plecy). Juz po powrocie do W-wy wracam sobie skacowany nocnikiem w barwach i w pewnym momencie obczailem ze obcina mnie paru typow i to niezbyt przyjaznym wzrokiem. Wtedy o Polonii malo kto slyszal, a w tamtych rejonach to juz bylo w ogole czyste s-f, wiec mysle sobie "co jest *****?", bo najwyrazniej cos tam do moich barw mieli. Ale ****, co poradzic - jade dalej i wysiadam w koncu na przystanku. Typy wychodza razem ze mna. Stoja tak w kolo mnie i zapadla taka niezreczna cisza :chees: Nie powiem, zeby cieplo mi sie nie zrobilo ale w koncu jeden z nich pyta sie jak tam wynik. Na to ja najpierw "uff", a potem nawijka, ze wynik chujowy ale wyjazd fajny (cos blisko 1000 nas wtedy w Kraku bylo) itp. On zadaje pytania, a ja z zapalem malolata mu o meczu opowiadam i gaworzymy sobie jak dwa typy po szalu. W koncu temat sie troche wyczerpal, a moj nowy znajomy na to, ze on to wlasciwie jest z ...Ruchu Chorzow :zdziwiony: i wraca z innymi wlasnie do jednostki. Poczciwiec wyzalil mi sie jeszcze ze rzadko przepustki dostaje, jak to teskni za kibicowskim zyciem, wyjazdami itp. Na koniec jeszcze kurtuazyjnie mnie na melanz do Chorzowa zaprosil i tylesmy sie widzieli :)


Drugi - ostatnio w trakcie powrotu z Austrii, zatrzymalem sie po drodze w Katowicach u znajomej. Poszlismy do Parku Chorzowskiego na OctoberFesta. Impreza bez historii ale w pewnym momencie reszta poszla tanczyc przy jakiejs beznadziejnej muzie, a ja zostalem sam na chwile. Ta wlasnie chwile wykorzystal jakis troche juz "nieswiezy" typek zeby sie do mnie przykleic. Na poczatek krotka gadka, w koncu doszlo do konkretow.

- Skad jestes, bo ja z Chorzowa?
- W-wa
- Nie godoj powaznie?
- Ta.
- Ty a wiesz, ze ja wczoraj mecz Legii w tv ogladalem?
- Tak? No popatrz...
- Calkiem dobrze grali i powiem Ci, ze nawet im kibicowalem, mimo ze normalnie to tylko Ruch. I jestem szczerze za tym, zeby dalej przeszli.
- No to podobnie jak ja.
- A wiesz czemu im kibicowalem?
- No nie wiem, czemu?
- Bo tez jestem Polakiem

:chees:

Potem przedstawil mnie jeszcze swojej zonie oraz szwagrowi (tez Ruch), a ja w miedzyczasie wysypalem mu ze z tego meczu wlasnie wracam i troche zesmy sobie pogadali. Pozegnalem sie z nimi jak odpalono fajerwerki i uslyszalem przy tym z zewnatrz "Ruch Ruch HKS" 8)

Sokol
24-11-2004, 03:35
Ja to jeszcze mlody jestem ale mialem juz sporo spotkan z kibicami innych klubow, Widzew, Lech, Wisla, Warmia Grajewo :oczko: ,Radomiaka, Gornika Z. Wisla P, Polonia W.Utrecht (az nie chce mi sie pisac :box: ) itp
Ale najbardziej utkwila mi w glowie.. Czestochowa 2004 :D
Byl to jakis czas przed maturami (oooo wiem Legia grala PP w Bialymstoku) gdzie wszystkie (wiekszosc) szkol Warszawskich jechalo na jasna gore ale plan wycieczek na do Czestochowy ukaldal jakis ***** bo w tym samym czasie nie miala tylko Warszawa ale i.. Lodz :oczko: a ze nie byl to dzien najcieplejszy kazdy zasowal w szaliku.. po transie mijalo sie sporo ilosc autobusow z szalikami w oknach.. czesto dochodzilo do gestow przyjazni przez szyby :fy: . Pozniej po mszach czy a nawet w ich trakcie na miescie dochodzilo do malych utarczek.. najbardziej utkwilo mi w glowie jak prawie przed samym kosciolem ktos tam oplul Legioniste w szaliku i no nastapil fight.. ktory trawal jakies pare chwil a konczyl sie na masce radiowzu na ktory panowie wpadli przez przypadek :hyhy:

I jeszcze przypomnialo mi sie jak na Rembertowie gralismy z Polonia w halowke w finale, oni cieci na nas my na nich, mecz ostry non-stop kary i w pewnym momencie ktos nie wytrzymal cisnienia no i sie zaczelo :box: tak w skrocie piszac :cicho:

a tak pozatym to zawsze jakos spokojnie wszytko sie dzialo :oczko:

DeMon
24-11-2004, 09:40
Jak każdy chyba, ja również miałem kilka spotkań III stopnia. Ale najciekawej było chyba podczas wyjzadu do Utrechtu a to ze względu na natłok wydarzeń w przeciągu jedynie 3 dni.
Najpierw autokar zatrzymany przez Lecha pod Poznaniem... Ci którzy słyszeli to wiedzą jak się skończyło. Oj czułem się wtedy co najmniej nie pewnie.
Na miejscu w Holandii (Haga oczywiscie) też było parę przygód.
Nasz kumpel który pojechał samochodem prosto do Utrechtu przechadzając sie pod stadionem FCU został wyczjony przez jakiegoś małolata. Młodzieniec podbił do niego i zadał pytanie:"Fight, napierdalasz się?" gdy usłyszał odpowiedź: "Popierdoliło cię?!" odpuścił i trochę się zmieszał.
A my pod wpływem wiadomych używek (ja "tylko" po alkoholu) w towarzystwie dwóch kumpli (jeden później deportowany) łaziliśmy tak bez celu po mieście (łanda jest Haga nocą). Jeden ze znajomych niestety jak tylko widział kogoś większego od siebie (a o to nie trudno) darł ryja, że Tiffosi Legia Warszawa a jak reakcja była inna niż pozdrowienie to podbijał i krzyczał "Fight, fight - Tiffosi Legia Warszawa". Próbowałem go uspokoić ale po kilku takich akcjach dałem sobie spokój. No i trafiliśmy na dworzec kolejowy... a tam sami cholerni murzyni. Mimo, że była noc a dworzec dobrze oświetlony to i tak zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ze 40 ich było rozsypanych po całym dworcu. Nas trzech ich trochu więcej a mój kumpel dalej swoje "Tiffosi...". Efekt tego był taki, że szybko uwijaliśmy się do taksówki... A tuż po meczu mielismy niestety jeszcze przygody z ludzmi... od nas - szkoda, że musi dochodzić to takich sytuacji.

Creator
24-11-2004, 18:32
Wakacje nad morzem zawsze są miejscem, gdzie można spotkać inne teamy...
Lipiec 2003 - Łeba: lekko zbrowarowani idziemy na disko z chłopakami i śpiewamy o Legii...oczywiście dugo nie trzeba było czekać na reakcje otoczenia :O Odrazu wzbudzilismy zainteresowanie..podbiło do nas paru kolesi...no i obyło się bez zatargu,gadalismy sobie o ruchach kibicówskich...a byli oni za Górnikiem Zabrze...
W Łebie na naszym polu namiotowym mieliśmy kolesi z Widzewa, Bełchatowa, i ziomków z Sosnowca, więc dominowaliśmy z Sosnowiczanami na naszym polu :D Tamci byli bez słowa :P

Po ostatnim meczu z Wisłą w K-kowie, zostaliśmy w paru na mieście i popijając sobie wpadliśy do jednego pubu w 5 z tekstem:
-nie wiecie jaki wynik był?
-Wisła 2:0 wygrała
-ale to dobrze, czy źle ?
-bardzo dobrze,e bo my jesteśmy za Wisła !
-to bardzo źle, bo my jesteśmy za Legią! :D
a oni w szoku :O no i do niczego nie doszło (na szczeście) i przy pifq wpadlismy w pare tematów...
To była ciekawa noc na K-kowskich ulicach...

Pawełek
24-11-2004, 18:32
ŁKS ŁÓDŹ

Połowa lat osiemdziesiątych. Jestem na Mazurach nad jez. Roś jakieś 11 km od Jańsborka – przemianowanego przez komunistów po 1945 roku z przyczyn z logiką sprzecznych na Pisz.
Pojechałem tam, wysłany przez rodziców - niby pod opieką mojej babci – w rzeczywistości przez dwa tygodnie pobytu - babulinkę widziałem po góra 30 minut dziennie...
Był tam taki ośrodek wypoczynkowy Elbudu – o wdzięcznej nazwie „Energetyk”. Taki bolszewicki standardzik: czteroosobowe domki bez wygód, wspólny kibel w lesie, namiotowe poletko...

W jednym z takich domków mieszkało czterech chłopaków, mniej więcej dwudziestoletnich, odreagowujących służbę wojskową, czy coś takiego...
Jak było w tamtych czasach ze zdobyciem browaru – już gdzieś, kiedyś pisałem... ale nie było takiej możliwości, żeby go nie skołować. Miałem ok. piętnastu wiosen i taką przypadłość (a przez te niemal dwadzieścia lat nic się nie zmieniło), że jak dobrze pochlałem – to nie zważając, że jest lipiec i ze trzydzieści stopni – owijałem się ręcznej roboty, ponad dwumetrowym sza(L)iczkiem.

No i owi kolesie bardzo szybko mnie wyczaili. – Oooo Legia Warszawa, proszę proszę – co to małolat – nie dygasz się w takie kolory przystrajać...
Ja, że nie dygam i skąd w ogóle są. A oni na to: Łódzki Klub Sportowy... i jeden nuci „Dnia 3 grudnia roku pamiętnego, zabiła nam Legia kibica łódzkiego..." I biorą mnie w tak zwany kwadrat.
Dopiero teraz cokolwiek do mnie dotarło. Faktycznie - starsze chłopaki coś kiedyś na podwórku opowiadali o takim bidaku w pociągu... No nie klawo...
Taki najbardziej postawny z nich o ksywce, powiedzmy Grabarz – tak na mnie patrzy i pyta:
- A czy ty to nie jesteś wnuczek takiego pana Piotra? On się z moim zgredem tu kolegował ładnych parę lat temu...
Skojarzyłem szybko – fakt. Dziadka już wśród żywych nie było, ale twarz tamtego faceta znałem. Wymieniliśmy z Grabarzem parę zdań w stylu „czy ty – to na pewno ty” – i jak się okazało, że znamy się w sumie od momentu wchodzenia na stojąco po szafę – napięcie zelżało.
Zaprosili mnie do ich melinki na buteleczkę piwka „Warmiak” służącego za popitkę do Baltic Vodka, pogadaliśmy trochę, zważyłem się jak świeże mleczko i odbiłem cholera wie gdzie...

Nie widziałem ich potem parę dni, a w międzyczasie upatrzyłem sobie taką miejscową kelnereczkę o dość ziemniaczanej twarzy, acz z okrągłą dupcią i fajnie sterczącymi cyckami – będącą obywatelką nieodległej wioski o wdzięcznej nazwie Kocioł Duży. Robiłem do niej takie niefachowe jeszcze podjazdy, ale w rezultacie umówiłem się z nią na jeden wieczór, kiedy to w sąsiednim ośrodku miała być organizowana dyskoteka. Tam mieliśmy się spotkać.
Tegoż dnia nie mogłem się doczekać wieczornej pory. Żeby dzień zlecial jak Kukuczka – zacząłem się wzmacniać. Poszło takie rumuńskie winko, potem parę piwek... Trafiłem jeszcze na znajomków z gorzałką... Nadszedł wreszcie wieczór. Disco już trwa – ja dopiero się budzę. Coś mnie, *****, mija? Myślę – Ale co?... Ja pierdole! – olśnienie - Miałem być na tej zabawie...
Owijam się sza(L)iczkiem – i lecę... Wpadam do takiego megabaraku, tam takie trójkolorowe światełka, gra muzyczka... i zjechała się cała lokalna kawalerka. Ktoś potrącił mnie barkiem już na wejście, zaraz jakieś spojrzenia... mnie nie trzeba było za wiele podpuszczać – stanąłem na samym środku tego bajzlu i: LEEEGIAAAA WARSZAAAWA!!!

Tak ze trzech to ruszyło na mnie od razu. Krótka szarpanka, ktoś dobrze wycelował – leżę... I w tym momencie już widzę jak za pomocą swoich chamskich bucików zamienią mnie zaraz w ścierwo – jak zupełnie niespodzianie - zaczynają się rozgrywać sceny znane mi wcześniej tylko z legendarnego filmu „Wejście Smoka”. Ku mojemu szokowi nikt mnie nie leje, a chamy fruwają po ścianach... Patrzę – a to moje eŁKaeSiaki tak elegancko zamiatają tymi burakami obiekcik... Zrywam się im pomóc – i coś (chyba kopniak w łeb) pozbawia mnie przytomności...

Budzę się na zewnątrz w jakichś jałowcach. Widzę z niewielkiej odległości jak pod tancbudą stoi gazik z napisem „Milicja”, wielu wsioków nie jest w stanie złapać pionu, a eŁKaeSiaki w komplecie – kręcą ze mnie beczkę... – Bojowy jesteś małolat, nie ma co... Żebyś jeszcze czasami myślał... he he he...
Poszliśmy się napromieniować. Okazało się, że Grabarz i Marulek służyli w jakichś tam „beretach”. Pozostałych dwóch – to dobra szkoła uliczna. Podobno jak dobijali ostatnich wioskowych, Marulek wziął moje zwłoki pod pachę, nie zapominając o leżących obok, tym razem ocalałych okularach – i wyniósł mnie jak kłodę na z „góry upatrzone pozycje”.

No cóż – z mojej randki z kelnereczką nic nie wyszło – ale za to z tymi fajterami piłem i balowałem jeszcze wiele razy. I nie żałuję - opowieści z kibicowskich szlaków mieli takie - że mimo iz małolat byłem - nie zamieniłbym ich na żadne ruchanie...

Na pamiątkę dostałem od Grabarza znaczek z godłem ŁKS-u. Wtedy była to jeszcze biało-czerwono-biała chorągiewka... Miałem go później kilka razy wpiętego w kurtkę na Łazienkowskiej. Wzbudził parę razy „ożywienie”, ale nic złego z tego powodu mnie nie spotkało...

A tych Charakterniaków z Łowicza, jak mnie pamięć nie myli, już więcej nie spotkałem.

=========================

Jak będę miał czas to napiszę też o Żabolach ;)


Pozdruffki!

jarcyś
24-11-2004, 21:19
heh Pawełek , barwne masz życie :oczko:

ja napisałem kiedyś na forum , że mam prywatną zgodę ze Stomilem Olsztyn

otóż , z racji posiadania małej hacjendy na Mazurach, często na nich natrafialem.a poznałem ich gdy wybawili mnie ze sporej opresji na burackiej dyskotece, gdy przywdziany w t-shirt Nike z napisem Legia Daewoo Warszawa stałem się przedmiotem zainteresowania i agresji kilku wioskowych huliganów. od tej pory darzę Stomil sporą sympatią

Porter
24-11-2004, 21:35
wiele razy
niestety czesto w rodzinnych stronach , z drugiej strony barykady przeważające siły liczebne , nie zawsze konczy sie miło.
W pociągu w tamtym roku bodajze jechalismy we 3 do Warszawy. Od razu na stacji z której jechalismy ktos rzuca hasło (chyba nas wyczajają) ; kmina szybka , jedziemy na koncert do chorej babci a piłka to nas juz w ogóle nie interesuje. Napiecie maleje , bo juz mamy ruszać a nic sie nie dzieje. Jednak przed samym startem pojawia sie w przedziale typek. na pierwszy rzut oka widac ze charakterny. Siada z nami , my cały czas wersja o koncercie. niewiemy ilu moze być dookoła. W koncu po którejs stacji zaczynamy na pełnym luzie pić wódke. on opowiada ze kibic z niego , ze Ruch Chorzów , i ze my to jestesme Gorole. :oczko:
my , im wiecej jestesmy pijani tym wiecej zaczynamy wiedzieć o piłce i sprawach kibicowskich. w koncu finał :
-Ej kolezko, to jak ty jesteś kibic to znasz pewnie jakies piosenki, nie?
- Znom.
- Zaspiewaj jakąś, wiesz ten Ruch Chorzów , taką najbardziej znaną.
- "Legia to stara k...."
- :zly: :zly: :zly:
Zdejmujemy kurtki, pod spodem bluzy(L) wyjmujemy sza(L)iczki
typek - :zdziwiony: :O :O :O :O :O :O :O :O o kurrrwa , to tera bede bity?
Nic sie nie stało , w oparach alkoholu gdzies sie ulotnił , później zobaczyismy go ....pod kasami na Ł3, wołaliśmy ale jakos ominął nas szerokim łukiem :oczko:
co do spotkan wakacyjnych za granicą z kazdym szło sie dogadać, ze Śląskiem rozkrecilismy nawet awanture z mijescowymi w jakims lokalu sprzymierzajac sie hasłem "w koncu jesteśmy Polacy".
Jedyną drużyną z którą rokrocznie za granicą nie moge sie dogadać to krakowska Wisła.
Co roku jakis dym. W dyskotece włoskiej to nas nawet chcieli deportować.
W tym roku w Bułgarii to dogadałem sie nawet z koleżką z Arki. Obaj ostro wypici.poszlismy zaprawić sie jeszcze mocniej i wymienialismy sie róznymi historiami.

Paolo'
24-11-2004, 22:49
A propos wpisu Fiziego to musze sie przyznac ze jak mialem 10 lat to bylem z kolega i jego ojcem(kibicem KSP) na meczu Polonii z Korona Kielce... nie siedzialem na kamiennej tylko na glownej ale o ile mnie pamiec nie myli to na pierwszym meczu bylem na Ksp a nie na Legii. (choc moze jednak sie myle,skleroza nie boli)
takze mozna powiedziec ze jestem przerzutem

Ja chyba też :oczko: Bo też z 15 lat temu stary zabrał mnie na pierwszy mecz na Polonię, bo twierdził, że na Legii można tylko "dostać butelką w głowę". Tzn. mój starszy jest normalny i kibicuje Legii, tylko ostatni raz na Łazienkowskiej był na pożegnaniu Deyny, więc mu wybaczam.... :oczko:
A z tego meczu na Polonii (wtedy 10. liga) pamiętam tylko komunikaty spikera: "Bardzo proszę o dopingowanie obydwu drużyn..." :hyhy:

Pawełek
25-11-2004, 13:35
Żabole

Lato 1989 roku spędzałem z doborową ekipką w Mielnie. Mieliśmy hajsu od metra – zatem zabawa trwała od rana do świtu z małymi przerwami na przerwy w życiorysie. Przy okazji poznaliśmy sporą grupę miejscowych, oddanych fanów miejscowego Saturna, którzy w stanach upojenia wznosili okrzyki w stylu: ”Mordy rozwalim, kutasom z Gwardii Koszalin!” – co nam się bardzo podobało.
Owi kolesie tak się z nami zżyli, że jak musieliśmy wracać do Warszawy – jeden z nich o ksywce Sklepik – zabrał się z nami. Teoretycznie ten chłopaczyna przyjechał do nas z powodu sympatii do Legii, jaką zapałał wskutek obcowania z nami - w rzeczywistości jednak przyczyną numer jeden – była nastoletnia blondyneczka, Martusia z mojej Strefy– w której się on nieprzytomnie zabujał.
W Warszawie, Sklepikowi nie szło w sprawach sercowych, więc komarował u mnie, codziennie zaliczając reset w budce z piwem „Watra” przy Dworcu Południowym. Był z nami na meczu na Łazienkowskiej, brał udział w jakimś dzikim podwórkowym megapijaństwie zakończonym ogniskiem z okolicznych ławek i interwencją odpowiednich służb – w końcu wystrzelał się z kasy i już miał wracać do siebie – jak spotkaliśmy Martę, która oznajmiła, że chce jechać na najbliższy wyjazd do Zabrza... Sklepik pewnie zobaczył w tym wszystkim swą ostatnią szansę i pojechał z nami...
Na początku – wyjazdowy standardzik: lekka wódeczka, zakrętasy z kanarami, pociągowa anarchia – nic ciekawego. Potem pojawiło się paru gości z Zagłębia i znaczna część wysiadła w Sosnowcu, resztę ekipy przechwyciły psy na następnej stacji – a my w dziewięć osób, porozrzucani po składzie, wysiedliśmy sobie w Gliwicach – celem spokojnego popiwkowania.
Poruszamy się po tej mieścinie na luzie jak po swoich rejonach, ale kiedy, jako najstarszy, wszedłem na zwiadzik do takiej zadymionej żuler-budy, gdzie dawali kuflowe – szybko się okazało, że trzeba mieć się na baczności. Troszkę się działo w tych Gliwicach. W każdym razie po nieudanej akcji na Stara wiozącego skrzynki, z jak się okazało pustymi butelkami po piwie – umościliśmy się w jakiejś wyludnionej restauracji z fontanną, skąd po skonsumowaniu niezłej dawki full-lajta – ulotniliśmy się na „trzy –cztery!”.
Nie niepokojeni przez nikogo – żółto-niebieską rzeźnią – dostaliśmy się do Zabrza. Po drodze jeszcze tylko się okazało, że Sklepik nie dogada się z naszą blondi... Wysiadamy na dworcu rozproszeni, barwy pokitrane – bez kłopotów mijamy poli/milicyjną sukę – wchodzimy po schodkach na Aleję Trzeciego Maja i idziemy w stronę Roosvelta...
Nagle w ułamku sekundy widzę taki kadr: jeden gamoń od nas niesie coś w reklamówce, na której jest pokaźny herb Legii – a z bram po drugiej stronie ulicy – wysypuje się, wyposażona w pasy grupa łysych – leci z wrzaskiem w naszą stronę... Nasza młodzież spierdala, a Marta, z którą szedłem na samym końcu, łapie mnie za rękę, a następnie obejmując z całych sił, zanim cokolwiek zajarzyłem – zamyka mi usta cudownym pocałunkiem...

CDN...

Guzik
25-11-2004, 14:14
Władysławowo 2004 :hyhy:
Siedzimy sobie w 5 osob w alei gwiazd popijajac biala sophie, poszlo juz kilka butelek, caly wyjazd powstrzymywalem sie zeby nie spiewac nielubianych w tych rejonach piosenek, jednak po wypiciu sporej ilosci tego plynu zaczelo sie. Glosne spiewy, zabawa trwa. Po chwili podchodzi do nas jakis koles i mowi zebysmy przestali bo podobno juz sie zbieraja pod nocnym miejscowe chlopaki. Jednak co najebanemu po takich radach, zadzialalo to jak plachta na byka i zaczelismy jeszcze glosniej spiewac.
Po 20 minutach podeszla ekipa kilkunastu typa z Arki. Na nieszczescie nie byli pokojowo nastawieni :efoch: .
Finalnie skonczylem na glebie ostro przekopany, tyle w tym temacie.

:hyhy:

MaxyM
25-11-2004, 15:15
Polskie spotkania napiszę później, bo chce je przedstawić z ubgradem innnych przygód, by było śmiesznie. 8)

Raz jak wyszliśmy pobalować z Jarcysiem, to spotkałem kibiców Valarengi w ...hmm (co to była za dyskoteka?)... Jarcyś został na 1 piętrze bajerując się z jakimś paszkwilem, a ja poleciałem na parter bo mniejsze kolejki po piwo były...
Zszedłem i widzę typów w koszulkach oponenta Wisły... Zaczeliśmy gadać, fajni ludzie - schlaliśmy się jak świnie... Pytali mnie o piosenki o Wiśle, te inne... Nauczyłem, chyba nawet ładnie śpiewali...

Później wyszliśmy i spotkaliśmy jakiegoś upierdliwego kibica Man U (orginal Angol), pamiętam, że chcieliśmy go z Jarcysiem lać, bo nam kazał śpiewać o Manchesterze, a ja jako sympatyk Liverpoolu zbytnio nie chciałem i się zbulwersowałem, bo wrażliwy jestem, po kolejnej nachalnej prośbie o zanucenie z nim jakiejś wszawej piosenki...
Naszczęścia Anglik sam się (chyba) zorientował, że miny nam się nie wyraźne robią, a krok slalomowy przechodzi w prosty...

Pawełek
25-11-2004, 15:18
Żabole - c.d.

Miękko mi się w kolanach zrobiło, bo ładniutka gówniara była, ale nie wiedziałem, że do tego tak smaczna... Wataha hanysów przewaliła się obok nas i... zostaliśmy sami w obcym mieście...
Marta – jak gdyby nic się nie stało – ciągnie mnie za rękę – Zbierajmy się, daleko do tego stadionu? Mnie mowę odebrało, wydobyłem tylko z siebie, że już blisko – i poszliśmy.

Tymczasem Sklepik z jakimś małolatem zwiedzali Zabrze w przyśpieszonym tempie gonieni przez dwóch konkretnych Żaboli. Biegną przez jakieś zaułki, uliczki, parkany – nagle scena jak z filmu: tory kolejowe i zbliżający się pociąg. Sklepik ciągnąc naszego młodziaka za mankiet w ostatniej chwili przeskakuje tuz przed lokomotywą, a kiedy cały skład towarowca przetacza się - czeka na swych prześladowców z kawałkiem znalezionego metalu w grabi...
Hanysy nacierają – a on, mizerota, że pożal się Boże – odprawia ich odmownie kilkoma sprawnymi pociągnięciami. Z malutkim sprzętem, co prawda, ale kto się tym wtedy przejmował. Potem dopiero się, chłopak, przyznał, że uprawiał jakieś azjatyckie ekstrawagancje i miał w tym rewelacyjne wyniki. No cóż – można się w życiu naciąć – nie ma to tamto...

Równolegle z Martą – docieram pod kasy. Stajemy w jednej z kolejek, gdzie bilety sprzedawano z zaparkowanego Żuka. W oddali słychać jakieś zamieszanie. – Tam są chyba nasi! Może jest tam Sklepik – idę sprawdzić! –krzyknęła Marta – i pobiegła w tamtą strone...
A ja sobie stoje w tej kolejce i **** mnie strzela, że coś mnie podkusiło z tymi Gliwicami...
Nagle podchodzi do mnie dwóch kolesi: - Skąd jesteś?! Tego już było dla mnie za wiele... Opętało mnie wisielcze poczucie humoru: –Zduńska Wola, - mówię i... sam się z tego na głos śmieję...
Doskoczyło jeszcze dwóch czy trzech, chwycili mnie – i jak na krzyżu – rozpostarli na płocie... – Dawaj sza(L)ik!
– Nie mam, *****!
– Oddaj, bo jak znajdziemy to nie przeżyjesz...

Taaak... Kiedyś były modne takie tureckie kurteczki z dużą ilością kieszeni i odpinanymi rękawami... I taką, szarą katankę – wtedy miałem na sobie...
Hanyski wiskają mnie zacięcie... Odpinają kieszeń, w której mam złożoną małą flagę i na niej na górze na wierzchu położone klucze od mieszkania.... Zamarłem... a oni zobaczyli te klucze i... zapięli tą kieszeń z powrotem... a zaraz puścili mnie i zapowiedzieli rychły łomot w szerszym wydaniu. O ja pierdolę – co za lamusy...

Po tej odprawie celnej przeszedłem ze dwieście metrów dalej wzdłuż płotu stadionu im. Adolfa Hitlera – patrzę stoi grupka nielatów od nas, otoczona wianuszkiem lokalnych... Jeden z naszych płacze, że mu hanysy brata ukradli i nie oddadzą, dopóki go nie wykupi za gorzałę – a on tylko na chwilę wyszedł z domu z małym na spacer... Nie wiem skąd – dołącza do nas Marta, a zaraz potem Sklepik. Niepokoi mnie to, że nikt nic nie wie o losach Brata Tomasza...
Hanysy próbuja być dla nas nie mili: - Poczekajcie... jak tu był niedawno Ruch – to im tak dojebaliśmy... a psy nic nie reagowały. Dostaniecie tak samo...
Wśród tych kopaliniarzy był gość o ksywce „G” (jak jeden z Robin Hooda). „G” zauważył, że nasza blondi chce zajarać – nikt nie ma fajek – więc poczęstował ją papierosem. Zaczynam z nim nawijać – tak jakby nieprzystająco do zaistniałej sytuacji, kiedy to miał nastąpić rychły lincz – coś tam o wyjazdach, o awanturach, o Warszawie – w końcu stanęło na Widzewie... – Tych kurew to nienawidzę z całych sił. Najbardziej – oznajmia „G”. Dla mnie RTS też był wtedy negatywnym numerem jeden – więc stwierdziłem, że w tym punkcie – to się z nim zgadzam całkowicie...

Zaraz potem rozmowa zeszła na zupełnie luzackie klimaty, „G” coś zaczął świrować do Marty - ta mu coś wesołego odpowiedziała... A wianuszek węglarzy tężeje...
No i nagle, ku naszemu zdumieniu „G” odwraca się do tej całej hordy, podnosi prawą dłoń i krzyczy: -Ej! Odsunąć się – to są moi znajomi z Warszawy. Są w porządku!.
Widać wpływowy był – bo się hanyski rzeczywiście odsunęły... Ja mu mówię, że musimy wziąć naszych młodziaków – a on na to do nas – Dobra, wszyscy za mną, proszę...
Co za film to był – ja przepraszam... Poszliśmy sznureczkiem za nim, on nas przeprowadził jakąś bramką poza jakąkolwiek kontrolą – a potem na tyłach ichniejszej krytej, krzycząc do swoich –„z drogi – Legia idzie!” podwiódł nas prawie pod nasz sektor...
Na koniec wymienił się z Martą adresami, poprosił mnie, żeby mu na pamiątkę przysłać znaczek Legii – przybiliśmy piątala – i sobie poszedł...
Pamiętam, że jak weszliśmy na nasz sektor, niektórzy patrzyli na nas jak na UFO i pytali jakim cudem żeśmy się dostali... Przy okazji znalazł się Brat Tomasz, który nigdy w życiu tyle już co wtedy się nie nabiegał...

A potem to Cyzio strzelił na 1:0, mecz zakończył się remisem. Tuż po ostatnim gwizdku dostałem jeszcze solidnie, od jakiejś niebieskiej mendy, pałą – i wreszcie wróciliśmy do Stolicy, odpuszczając (oczywiście nie wszyscy) balecik w Sosnowcu...

Na pamiątkę po tym wyjeździe pozostały mi: potężna sina pręga na plerach i smak tego niebotycznego pocałunku...

A ten znaczek wysłaliśmy „G” po dwóch dniach – jednak nie mam pojęcia – czy do niego dotarł...

WarsL
25-11-2004, 15:45
No cóż jak wszyscy to i babcia, tzn ja :hyhy: , też cos skrobne.
Choć moje przygody nie były tak barwne jak Pawełka (nadal nalegam na książkę :oczko: ) to jednak opowiem Wam jak stałem się mimowolnym reprezentantem Warszawskiej gitwy 8) .

Było to w 95 roku , czyli w chwili gdy zamieniłem edukacje na PW Wydział "Kible" na rzecz stania sie kapitalistą , tzn tak bylo w założeniu i nie do końca się udało, ale wraz z kumplem mieliśmy wielką zajawkę na mit - "od pucybuta na milionera" .
W tym celu założyliśmy "hurtownie zabawek" 8) , która w praktyce przeobraziła sie w handel obwożny na różnego rodzaju wiejskich bazarach :kurde: .
Nic to, latem tegoż 95 roku spakowaliśmy "towar plażowy" w z-leasing-owanego poloneza trucka i wyruszylismy na dwa miesiące nad morze, zdobywać nowe rynki i nowe doświadczenia z łatwymi kobietami, a konkretnie do Łeby.
Wynajelismy kwaterę i żylismy z tego co sie udało zarobić na różnych "dmuchańcach", ręczniczkach, okularach i deskach do nauki pływania dla dzieci. Z resztą całkiem nieżle nam się wiodło.
Mieliśmy swoje miejsce na tzw. bazarku , gdzie całkiem sporo ludzi przed pójściem na plaże pragnęło uszczuplić swoje zasoby finansowe kupując całkiem niepotrzebne duperele. Atmosfera sielska-anielska, dzień dzieliliśmy na "pracę-opalanie" i wieczorny melanż podczas którego wydawaliśmy cały uprzednio zarobiony hajs na kobiety i alkohol 8) . I tak w spokoju spędzaliśmy piękne dni. Do czasu, gdy....pewnego dnia pojawiła sie ekipa "trzy karty". Gromadka całkiem konkretna , skladająca się z 6 gości i 3 panienek . Scenariusza chyba nie muszę przedstawiać . Tłumek niby przypadkowych plażowiczów i ten jeden wyselekcjonowany frajer, którego mistrz ceremoni luzował z kaski odkładanej skrupalatnie na urlop życia nad Polskim morzem.
Wiadome było ,że kwestią czasu jest nawiązanie kontaktów z przybyszami, biorąc pod uwagę fakt rozstawiania stanowiska pracy wspomnianej grupki dosłownie cztery metry od nas. Puki to jednak nastąpiło,co dzień kupowaliśmy browarek, wprowadzaliśmy się w stan przyjemnego wyalienowania zielonym polem rażenia i z zainteresowaniem przyglądaliśmy sie procesowi golenia panów o twarzach podobnych do nikogo i pań na twarzach których zauważalny był zupełny brak śladów urody.
Jedyne co nas nie pokoiło to fakt, że największy z ekipy często chadzał w koszulce Górnika Wałbrzych, co raczej nie wróżyło nam przysłowiowego niedżwiedzia i całusów na przywitanie. Warto dodać ,że pozostała piątka młodzieńców wyglądała tak jakoś jednoznacznie i nie mieliśmy wątpliwosci , że "grypsery" , którą nieraz mimo chodem słyszeliśmy, z pewnością nie nauczyli się z filmów lub od kolegów , a raczej.....podczas pobytu w miejscu , gdzie uczą tego języka tych , którzy na to zasługują.
W końcu nastąpił moment zapoznania. Panowie robili sobie przerwy w pracy , co z resztą nie powinno nikogo dziwić, szczególnie tych co widzieli takie akcje u nas na Różyku, a przyciągnęła ich do nas .....woń palonych ziół :oczko: .
Jak na złość pierwszy podszedł ten najwiekszy w koszulce GW.
- Sie masz - Sie masz .
- Poczęstujcie sztuką, bo nerwy mam skołatane :D . Więc koleżka nabił fife, podał typowi, ten zaciągnął się i widzimy ,że obcina na blachy naszej furki.
- Skąd jesteście ? - zadał pytanie , raczej retoryczne , bo przecież już wie (po tych blachach oczywiście) ...ale nas sprawdza. Wokół nas robi sie małe kółeczko...to koledzy rozkminiacza przyszli na maszka a mój friendziak na to :
- Jak to skąd, wiadomo Stolyca - i będąc już pod wpływem zioła jedzie dalej nie patrząc na reakcję nowych znajomych.
- Tak tu sobie obserwuje ,że kroicie tych lamusów tak trochę trefnie i bez klasy :O
Ja już rozglądam się za pustym flakonem po piwie , coby po ciosie mieć czas na ucieczkę. W myślach obmyślam plan ewakuacji a tu....szok.
- A co znasz się na tym ? - pyta mistrz ceremoni.
- Pewnie- to mój koleżka- mam budę na Różyku i znam prawdziwych zawodowców a nie wakacyjnych amatorów :O :O - i w najlepsze opowiada jak to robią Warsiawskie spece. Koloryzował co nie miara , ale na tyle dobrze , że tamci z rozdziawionymi chałapami słuchali wykładu , jak to "u nas"na Pradze robi się lamusów na perłowo.
Zapadła cisza. Bractwo patrzyło sie na "szefa" a właściwie na jego reakcje i pewnie sie zastanawiali , czy zajebać tych mądrali od razu , czy może za chwilę.
Na nasze szczęście "szef" odparł :
- Jesteście równi goście, macie może jeszcze trochę zieleni ?
No to jesteśmy w domu - pomyślałem . Życie uratowane :oczko: .
Chłopaki skończyli pracę, my także i przy piwku i zieleninie ze dwie godziny umacnialiśmy znajomość. To ,że jesteśmy kibicami-wyjazdowcami Legii tylko uwiarygodnilo opowieść i co dziwne wzmocniło naszą pozycje podczas tej przemiłej biesiady.
Mój kolo wyswietlił się jak rasowy git, ja także opowiedziałem parę historyjek osiedlowych i tych poważniejszych, znanych z gazet :cicho: i.....byliśmy przewodnikami tej ekipy po meandrach półświadka Stolicy.
Dalej sie okazało, że goście już nie jeżdżą na mecze a zajmują się tylko fachem a właściwie to zawsze podziwiali kiboli Legii i wogóle i w szczególe i pod każdem innem względem.
Tak przez jakiś tydzień żyliśmy w symbiozie wspólnie pracując i wspólnie wydając zarobione pieniadze. W oparach wódki i jointów oraz z dobrego serca (- "wy też jesteście wporzo goscie" :O - to mój przyjaciel do reszty kompaniji) "szef" został zaproszony do "nas na Różyk" w celach szkoleniowych :kurde: :hyhy: .
Zaproszenie nie zostalo skonsumowane a nasze rozstanie odbylo się w średnio uroczych warunkach. Jakiś typ o fizjonomi goryla i takim właśnie owłosieniu na ciele :niebij: złożył doniesienie do organow ścigania i ekipa musiala sie zwijać.
Jedyne co udało sie skonsumować, to naszą znajomość z dwiema (z trzech) przyjaciółkami naszych "kumpli" , które lgnęły do "gości z Warszawy" jak sld do łapówek. Dziewczyny nie chetnie wyjeżdzały a zrobiły to dopiero po ofiarowaniu im przez nas "naszych adresów domowych" :oczko: i zapewnieniu ,że je kochamy i zaprosimy do Wawki.

Tak to już chyba koniec :D :D :D

Jaco
25-11-2004, 15:57
:popcorn:
Już się uzbierało na mały zeszycik.. Teraz zbieramy na książeczkę "Poczytaj mi Mamo".. :brawo:

Młody
25-11-2004, 23:31
Historyjki Pawełka mistrzowskie. Czekam na kolejne. A Historia WarsL też przednia :D

Ja może powiem tutaj jak już od upczekach jak siedzielismy teraz w wakacje z bratem ciotecznym w takiej knajpie Pizzagóral czy jakoś tak przy Wierchach na Krupówkach w Zakopcu :) Siedzimy sobie gra jakas kapela czarne oczy i inne hity :P Piwo po 8 zł wiec raczej ludzie w wieku okolo 40-50 lat wpierdzielaja szaszłyki i popijają browarek. My zamówiliśmy dla nie poznaki po browarku wyjelismy swoje kielonki z plecaka łepek wychylił JELCYNEK :P i lecimy z niemca kolejke za kolejką. Nagle mój braciak wyczaja 2 panienki w wieku na oko jakies 20-25 lat :) I mówi czekaj Młody ja podbijam. Podbił i obserwuje jak sie tam dobrze bawią i nagle widze że mnie woła. To ja podbijam oczywiscie dobre wejści :P hehe lans i takie tam. I nagle słysze text " A to jest Młody razem nas do Legii ściągneli w tej przerwie" jak tak na niego patrze ocb ? i slysze dalej " Bo wiecie bylismy na zgrupowaniu teraz i mamy przed rozgrywkami wolne" a one na to z textem "A ty nie za młody jesteś jak na pierwszą lige" hehehe ja tam kity wciskam że ja to raczej w rezerwach bede kopał a Karola (mój braciak) ściągneli na nowego rozgrywającego :P. Heh ciężko uwierzyć ale te panienki to łykneły :P hehe Dalej nie bede pisał ale ogólnie dobrze sie bawiliśmy

Adam-oldboy
26-11-2004, 12:12
No to ja pojadę z czymś bardziej egzotycznym.
Rzecz dzieje się w 1990 roku w czeskiej Pradze. Wakacyjną włóczęgę z panną po turystycznych szlakach „naszych południowych sąsiadów” postanowiliśmy zakończyć krótkim pobytem właśnie w Pradze. Na wakacjach, jak to na wakacjach, człowiek odrywa się nieco od bieżących spraw (także futbolowo-kibicowskich). Czasem zdarzyło się przegapić np. inaugurację sezonu, czy losowanie pucharów. W takiej nieświadomości przybywamy do czeskiej stolicy. Po zakwaterowaniu się robimy wypad na starówkę i...już z dala czuję coś w powietrzu. Coś znajomego, elektryzującego w atmosferze miasta. W bocznych uliczkach pełno tutejszej milicji/policji, ludzie przemykają chyłkiem od strony centrum. Wychodzimy na Vaclawskie Namesti, no i wszystko jasne, cały plac opanowany przez supporters. Z daleka widać, że wyspiarze, krótkie spodenki, jednakowe koszulki, browary w rękach i charakterystyczny typ antropologiczny. Dodatkowym wyróżnikiem była rekrucka fryzura u przeważającej większości ekipy (tubylcy płci męskiej hołdowali wówczas modzie nakazującej okrywać kark włosami tzw. czeski chlapacz). Wyglądało to pięknie: dziesiątki flag „brytyjek” rozwieszonych i rozłożonych na całym placu i setki konkretnych kolesi łażących, siedzących, leżących w otoczeniu hektolitrów piwa. Co chwila rozlegał się chóralny śpiew – podkreślam nie porykiwania, tylko głośny, równy, melodyjny i rytmiczny śpiew. No dobra, ale kto to i co tu robi? Barwy z przewagą niebieskiego, zagadka. Biorę pannę i niemal siłą ciągnę w sam środek zamieszania. No z bliska wreszcie rozpoznaję „The Gers”, powinienem nację wyczaić z daleka, wszyscy wyglądają jakby swój czas dzielili po równo na rugby, rzucanie pniami drzew, chlanie piwa i szkockiej. Zaczyna się gadka, dzisiaj mecz pucharowy Sparta Praga - Glasgow Rangers, stąd owa wizyta. Kolesie zachwyceni, że rozpoznałem ekipę, i chcę nawijać o kibicowaniu. Pada mit o szkockim skąpstwie – za moment w każdym ręku trzymamy po pilsnerku, wspólne fotki ( chyba jednak ze względu na pannę) i holują nas do najbliższej opanowanej przez biało-niebieskich knajpy. Atmosfera super, prawie robię zgodę Legia-Rangers. Zupełnie rozluźniony opowiadam wkoło o Legii. Jedni mają jakieś skojarzenia, inni nie bardzo. Wymieniam bardziej znanych piłkarzy, chyba już lepiej łapią o czym mówię. No i wyrywam się: o jeszcze grał u nas Dziekanowski, a teraz przeszedł do Cel... Chyba za późno ugryzłem się w język, bo zapadła cisza, powietrze stężało, łapy drwali zaczęły zaciskać się na szklanicach, a wejrzenia, którymi mnie obdarzyli były zrozumiałe w każdym języku. Ktoś zaintonował wtedy gromką pieśń, którą towarzystwo odśpiewało na stojąco, a która to pieśń odnosiła się jak zdołałem zrozumieć do lokalnego rywala z Celtic Park. Korzystając z nadarzającej okazji wymknęliśmy się „po angielsku” – hehe znów gafa.
Ogólnie przygoda była niezła, a po paru latach zastanawiałem się czy ktoś z moich „znajomków” z Pragi pojawił się w Warszawie na pucharze z Gruzinami i jakie mają wspomnienia związane z Legią.

Creator
26-11-2004, 12:39
Do bliższych spotkań dochodzi też w mojej rodzinnej miejscowości z której pochodzę.
Prawie zawsze, jak się tam zjawię, jestem niemile obcinany przez (pseudo)fanów RTSu :/ Wiedzą, że jestem z Legii i zdarza się, że mam niemiłe przejścia z nimi, w szczególności w chwilach, kiedy mam na sobie szalik, czy coś innego Legiijnego:/ Nie raz musiałem ratować się ucieczką jak mnie to furą to z buta ganiali :ucieka:

ems
26-11-2004, 16:14
Ogólnie przygoda była niezła, a po paru latach zastanawiałem się czy ktoś z moich „znajomków” z Pragi pojawił się w Warszawie na pucharze z Gruzinami i jakie mają wspomnienia związane z Legią.

Chodzi Ci o ten mecz co w "zamian" za zakaz wywieszania naszych flag oraz zerwanie "LEGIA" w szachownice przez ochrone flaga "Gers" zmienila wlasciciela, a cala polskojezyczna czesc widowni ryczala CELTIC GLASGOW oraz Hej ANDŻI GOL? :-) zapewne przemile ;)

Gnatek
26-11-2004, 20:36
Wakacje 2002, snatorium w Ciechocinku:
Była nas tam wtedy cała mieszanina kibicowska, a ja byłem w pokoju z widzewiakiem i lechitą :). W tym samym ośrodku co ja był jeszcze jeden pyrak, wiślak i kibol Pogoni, z którym do dziś utrzymuje kontakt i z tego miejsca go pozdrawiam. Już koniec turnusu, siedze se z jednym z tych pyraków (byli nawet ok) na ławeczce i wymieniamy poglądy typu "jak to się robi w Warszawie, a jak w Poznaniu" :D. Wtedy podchodzi do mnie koleś z Wisły i pyta się, czy to prawda, że jestem za Legią. Ja do niego, że tak, to on mi sprzedał sztukę w ryj. Ja oszołomiony, nie wiem co się dzieje i wtedy o dziwo wszyscy kibole się za mną wstawili. Koleś był o 5 lat starszy i miałbym małe szanse, ale potem sobie wszystko wyjaśniliśmy i ostatniego dnia wszyscy kibole pili piwko hehehehehe

Wakacje 2003 to samo sanatorium
Ponownie spotykam kumpla z Pogoni, kibiców innych drużyn brak :D

Wakacje 2004 jakaś wieś pod Bydgoszczą
Oprócz mnie innych kibiców nie odnotowano :D

Wakacje 2004, jeden dzień w Białymstoku
Byłem tam razem z kumplem i moimi starymi, ja i ziomek poszliśmy najpierw do empiku żeby zakupić NL, a potem usiedliśmy sobie pod taką fontanną i zaczelismy poczytywać, na ławeczce obok siedziało chyba 4 kolesi, dużo starszych od nas. Kiedy zaczęliśmy się już zbierać do odejścia, jeden z nich zaczął jeździć po Legii, ja wtedy pojechałem po Jadze i oni w 4 ruszli w naszą stronę. Pomyślelismy, że jedynym rozsądnym wyjściem z tej sytuacji będzie ucieczka..........

Wakacje 2004 Białowieża
Idę se z w/w kumplem i widzimy, ze koleś coś przykleja na znaku drogowym najpierw nie zwracam na to uwagi, ale jak podszedłem i zobaczyłem, że to vlepa Craxy, krzyknąłem LEGIA WARSZAWA, i on zaczął spierdalać. Chyba w życiu szybciej nie uciekał, a patrząc na to, że ja mam 15 lat, kumpel 14 a ten koleś był na bank starszy pare lat, wyglądało to dosyć komicznie i do dzisiaj mam z tego niezłą polewkę.

Z niecerpliwieniem czekam na kolejne wakacje hehehehehe

rwd
26-11-2004, 20:45
poszliśmy najpierw do empiku żeby zakupić NL,
o to moje ulubione zajęcie jak jestem w empiku w Krakowie
schizowanie kogoś kto przegląda NL
:chytry:

(wiem że to może równie dobrze być TSiak czy Ksiak a nawet HKSiak ale to fajne zajęcie0

ems
26-11-2004, 21:14
he raz stalem sobie w empiku, patrze a tu typ przeglada P Ole
jako ze nasi sasiedzi znani sa z tego ze na propozycje rozmowy czesto reaguja MIILIICJAAA, po prostu ostentacyjnie wzialem NL do reki
koles sie zmieszal, usmiechnal i pokazal smycz Legii :lol3:

Kempes
27-11-2004, 00:37
poszliśmy najpierw do empiku żeby zakupić NL,
o to moje ulubione zajęcie jak jestem w empiku w Krakowie
schizowanie kogoś kto przegląda NL
:chytry:

(wiem że to może równie dobrze być TSiak czy Ksiak a nawet HKSiak ale to fajne zajęcie)

jak kupowałem NL u was na rynku [empik] , sprzedawca zabil mnie niemalze wzrokiem :]

rwd
27-11-2004, 11:04
tylko nie mów Kempes że taki rudawo-blondyn
(chociaż on raczej jest w ochronie niż na kasie)

Kempes
27-11-2004, 12:17
tego nie pamietam , wiem ze nawet podczas wbijania w kasie i wydawania reszty patrzyl sie na mnie ''srednioprzyjaznie'' :cicho:

żyła
27-11-2004, 12:29
hehe, ja też kupowałem w tym empik-u "NL". ale zapytałem najpierw pracownika, czy dostanę ją i gdzie można ją znaleźć, przez co wszyscy w sklepie patrzyli sie na mnie jak na kosmitę 8)

Pawełek
27-11-2004, 13:01
Coś dla rwd ;)

Kwiecień - druga połowa lat osiemdziesiątych (dokładnie nie zajarzam), w okolicach Polska - Grecja, przegranym na wyjeździe 0:1...

W każdym razie – Kraków

Gdzieś tak w marcu tamtego roku – ogłoszono nam w liceum, że pod koniec kwietnia – jedziemy na klasową wycieczkę do Krakowa.
Bardzo nam się ten pomysł spodobał – i błyskawiczne rozpoczęliśmy do tejże przygody przygotowania...
Ugadany, a nawet zwaflowany z nami szkolny cieć – udostępnił nam w szatni taki kantorek, gdzie umieściliśmy gigantyczny stelaż, będący własnością Barana – do którego cały czas ktoś z nas dokładał jakąś flaszeczkę...
Jak przyszedł moment przedwyjazdowej zbiórki – i wyjścia spod szkoły na Centralkę – to, jak Boga kocham, we trzech tego stelażyka nie mogliśmy bezproblemowo unieść...
Do tego miałem przy sobie siateczkę „Warszawskiego”, zakamuflowanego między jakimś ciuchami...
Ponieważ były to czasy, że przed pierwszym maja – już na tydzień przed tym wątpliwej jakości wydarzeniem – dekorowano w Warszawie niektóre budynki – na okoliczność wyjazdu do „paszy lwa” - zaopatrzyłem nas w czerwoną flagę, na której ciemnozieloną, acz bijącą po oczach farbą wygryzmoliłem: „LEGIA WITA WIEŚ”
Jeszcze przed szkółka – zrobiliśmy po parę piwek, i po krótkim marszu – znaleźliśmy się w pociągu, który ruszył...
Jak już ruszył – rozpętały się apokaliptyczne sceny, których świadkiem był góra trzynastoletni wtedy Brat Tomasz (załapał się jakoś półoficjalnie z nami) – i pewnie on pamięta to dziś najlepiej...
Co by tam nie nawijać – dziesięć butelek wódki – na mniej więcej pięciu – było pustych po niecałej godzinie... Pamiętam jedynie, że razem z Marym – zaliczyliśmy przemarsz przez cały skład w barwach i... obudziłem się w naszym przedziale z informacją, że za kwadransik wysiadamy...
Na dworcu w Krakowie, na jednego z naszych – czyli niektórym z Was znanego już Kozę – miał czekać dziadek. Dziadek Kozy był z Kraka, mieszkał na Azorach – a Koza (alias Koziu) wiózł mu jakieś buty.
No i scenka wyglądała tak: Koziu wychodzi z wagonu – zaliczając mega orła, gubi te buty, które nie wiedzieć czemu trzyma osobno, a nie w jakiejś siatce – po czym zbiera się jakoś – i jak nie przymierzając lunatyk – idzie przed siebie z jaśniejącymi oczami jak jupitery, oraz z rozdziawioną gębą, z której wydobywa się dźwięk radości debila – czyli coś w stylu: „ułaaaaa...”
Mija jakby obcego - pewnego staruszka, który zdezorientowany woła za nim: - Andrzejku, Andrzejku...!!! ... po czym łapie chwilę orientu, coś bełkocze, wręcza buty, inkasuje od dziadunia jakiś szmal i ... wszystko – idziemy dalej...
Po krótkim spacerku lądujemy przed schroniskiem PTTK w ścisłym pobliżu Rynku. Jeszcze przed wejściem rozkminiają nas wycieczkowicze z Poznania, którzy coś pierdolą o Lechu, i że nas dojadą. Na razie odprawiamy ich śmiechem i opluciem najagresywniejszego. Potem wmieszały się jakieś nauczycielki... Dziewczyny z naszej klasy są nami załamane...
Zakwaterowali nas na drugim piętrze. Pierwsze co zrobiliśmy – to wywieszenie naszej czerwonej flagi przez balkon... W amoku dorwaliśmy się do gorzały – nikt nad nami nie panuje – po może trzydziestu minutach – na dole jakieś gwizdy... – E, *****! Warszawiaczki! Chodźcie tu do nas! Czekamy!!!
Wyłażę na balkonik z Baranem – a tam z dziesięciu starszych od nas Gości...
No ładnie...: WISŁA KRAKÓW...
- Zaraz schodzimy, krzyczę – i cofam się do pokoju. Patrzę po ziomalach... – No nie wypada - Mówię - Trzeba iść...

C.D.N...

Pawełek
27-11-2004, 14:38
Kraków c.d.

- Dobra, *****, zaraz pójdziemy - polej... Rzekł Baran - co wykonaliśmy... Potem rozlałem jeszcze jedną kolejkę, Mary jeszcze jedną i ... na dole słyszymy jakiś łomot, wrzaski, bieganinę... Wygladamy przez okno - jeden Wiślak leży, reszty brak - stoją łysi kolesie, w większości, w krótkich skórzanych kurtkach narzuconych na czerwono-białe pasiaste podkoszulki... CRACOVIA...
Jeden z nich spojrzał w nasza stronę - E! Legia! Schować tą szmate i będzie spokój...
Na takie dictum - pokazałem ręką, że spox - i zabrałem nasze płótno do wewnątrz.
Właśnie otworzyliśmy ostatnią flachę (część się stłukła) - jesteśmy w jej połowie - na dole znów dymior. Rzucamy się na balkon - a w Pasiaków - wjechały psy. Na to Baran - rzuca się do swego plecaka - wyciąga giwerę - coś tam na nią nakręca - i strzela w plechy, goniącym Chłopaków, dwóm psom z... pięknej czerwonej racy...
Ja pierdolę - jak oni spierdalali...
Momentalnie stało się jasne - że musimy nasz lokalik opuścić - bo zaraz będzie ciepełko... Udaliśmy się zatem na Rynek. Tam w jakichś delikatesach zaopatrzyliśmy się w grubszą ilość piwka marki "Barbakan" i łoiliśmy to świństwo bez pamięci...
Tak się złożyło, ze trafiliśmy na naszą klasę - która zaraz miała wejść na zwiedzanie do Kościoła Mariackiego. Nasze pełne butelki poutykaliśmy dziewczynom po torebkach i plecaczkach. Mary tuż przed wejściem odstawia pustą butelkę... - Ja jeszcze widzę- Mówi - Ale to końcówka...
Wchodzimy... Cisza jak makiem zasiał... jacyś Niemcy... jacyś Japończycy... W końcu zakonna siostra informuje: Proszę o zachowanie najwyższej powagi - za chwilę nastąpi uroczyste otwarcie Ołtarza Wita Stwosza (czy cóś w ten deseń)...
We mnie demon jakiś wstąpił - nachylam się do siedzącego przede mną Kozła i szepczę mu do ucha: - Koziu, kto jest mistrzem??? - A ten, najebany jak ruski tobół - na całe gardło: LEEEGIAAAAA!!!!!!
*****, co tam się działo... Nasz wychowawca - bielutki, że myślałem, że to jego finał... Jakieś głosy oburzenia: skandal, hańba, wynocha! Nie czekając na rozwój wypadków - wybijamy się we czterech pokładając ze śmiechu... Nasza klasa zaraz też wychodzi. Od wychowawcy mamy kompletny zakaz picia.
Ale dzień w sumie dopiero się zaczął...
Wracamy z Marym do schroniska z całą reszta, ale tylko po to by wziąć nasze sza(L)iczki. Bierzemy je - i z powrotem na Rynek. Na dzień dobry - łapią nas psy, którzy dziwnie szybko odpuszczają sobie nasz temat - zapewniając, że i tak źle tu skończymy... Żeby to sprawdzić - urządzamy śpiewy pod Mickiewiczem... Klik - filmik zerwany...
Nie bardzo wiem jak - ladujemy po Wawelem. Następne kadry jakie odbieram - to rup cup - rup cup - leci w naszą strone dwóch psów... My zrywka w dół na złamanie karku w strone jakichś kamienic... Lecimy przez ulicę: Baran przebiegł, ja za nim, zaraz Mary i słyszymy przeraźliwe "Jeeezuuuu!!!!" i łoskot żelastwa przełamany ostrym dźwiękiem dzwonka... To Koza mało nie wjebał sie pod tramwaj... I nic dziwnego - kto to widział, żeby tramwaje były niebieskie??? Chłopak - pełnoprawnie - mógł nie zauważyć...
Biegniemy - obcinka - chyba luz - zgubieni... Wpadamy na jakieś podwórko - a tam kilku gości gra se w kosza... Na nasz widok przybierają gotowość bojową, a nikomu niepotrzebna już piłka - pach, pach... turla się w kąt. Skumałem, że Mary i ja jesteśmy cały czas w barwach... Najwięcej prztomności umysłu zachował Baran: -Co się ***** gapicie?! Legię goni milicja! - I trrach w nich z giwery racą...
Lecimy dalej... Jęzor mam już u kolan - patrzę jesteśmy pod naszym schroniskiem. Piękny przpadek - nie ma co, bo za nic nie jarzyliśmy już w tej geografii... Rozemocjonowane dziewczyny - opowiadają nam, że jak śpiewaliśmy na Rynku przez jakieś pięć -dziesięć minut - ta ekipa Cracovii, co była pod naszym balkonem - pilnowała nas, by nic sie nam nie stało...
Od tamtych dni - do niedawna - Craxę darzyłem ogromnym szacunkiem, a wręcz sympatią...
Tymczasem mecz naszej Repry miał być o 19-stej, czy jakoś tak - w każdum razie wieczorem. Zamiast iść z naszą klasą na spektakl do Teatru Starego - postanawiamy się udać na transmisję do Kozłowego dziadka na Azory.
Tak też robimy...

C.D.N...

P.S. - z góry przepraszam za ewentualne literówki, ale mam netowy zakaz - i pisze troszke z partyzanta

:D

Pawełek
27-11-2004, 15:34
Kraków c.d.

Jako jedyny z nas, ponoć, zorientowany w topografii Krakowa – Koza – pełnił rolę naszego przewodnika. Mieliśmy już dosyć wybuchów – więc sza(L)iczki zostały u dziweczyn. Wbiliśmy się w autobus linii „C” kursującym na trasie Azory – Nowa Huta. Jedziemy, jedziemy – pytam – Koza – jesteś pewien, że wszystko gra?
- Tak tak, spoko... Już niedługo...
Patrzę na jego ryj – coś niepewny się zdaje...
- Panie.. –Pytam takiego starszego faceta – Czy to Azory?
A on do mnie ze śmiechem – Nieee... Nowa Huta!
Nie wyrobiłem i zajebałem z otwartej Kozłu w łeb. Mary dał mu kopa w dupę – i było jasne, że jedziemy z powrotem - aż do pętli...
Wysiadamy n tych Azorach – od razu przycina nas jakaś grupka. Wchodzimy do klatki takiego dziesięcio piętrowego bloku – przed windą podchodzi do nas dwóch:
- Skąd jesteście?
- Z Warszawy
- Po **** tu przyjechaliście?
- Kolega ma tu rodzinę...
- Jesteście za Legią?
- No... tak...
- Pięknie chłopaczki - no to poczekamy tu na Was...

Super...
Ale na razie - wbijamy się do dziadków Kozy. Starowinki takie zasuszone, skromniutkie... a my oczywiście najebani, rozhukani...
Przed meczem leciał Dziennik (coś jak dziś Wiadomości). I taki motyw - pokazują wytrzeźwiałkę - i dają info:
„- Ten adres znają wszyscy warszawscy pijacy...”
Na to Mary: - Kolska 2 przez 4...
W TV głos kontynuuje „-...Kolska 2 przez 4...”
Ja rechocze jak głupi, a dziadkowie Kozy, skurczyli się jeszcze bardziej... bledną i milkną... Chyba oprócz „do widzenia” nic już potem z siebie nie wykrztusili...
Podali nam bigosik, Koza wymusił do niego na nich jakąś flaszkę... i pooglądali sobie staruszkowie meczyk wśród naszych fachowych komentarzy typu: podaj mu chuju, co robisz kurwo, sędzia pierdolony, *****... itp. Przegraliśmy 0:1. Żegnamy się, wychodzimy.
Z bloku wyłaniam się z Marym. Pusto jak po bombie neutronowej – ani żywej duszy. Obserwujemy z oddali pętlę – podjeżdża jakiś autobus, chyba nawet ten „C”. Cofam się do klatki po Barana i Koze – lecimy, mówię – i ostro dajemy z buta... Z pomiędzy bloków wyskakuje jakaś wataha (nastu?), co sił biegnąc w naszą stronę... Dotrzymali słowa – czekali...
To były mikrosekundeczki - wpierdalamy się do tego autobusu – Baran wrzeszczy – Ruszaj pan! Ruszaj, bo nas zajebią!!!
Kierowca faktycznie ruszył natychmiast, aż się wyjebałem... Łup, bach – lecą w autobus jakieś przedmioty. Roztrzaskuje się obok butelka... Ja na podłodze... Za nami jakieś krzyki...
- W niedziele miałem tu tak samo – wyjawia nam, wcale nie zestresowany, kierowca...
Udało się... Dojechaliśmy do schroniska, gdzie czekały na nas psy...
Przesłuchali nas na miejscu, giwery nie znaleźli, bo miała ją jedna z dziewuch... Po godzinie z hakiem się odpierniczyli...
Przypomnieliśmy sobie o tych Kolejarzach, co nas próbowali straszyć z samego rana.
Siedzieli na świetlicy oglądając jakiś meczyk retransmitowany w telewizorni – ale jak weszliśmy zaraz sobie poszli...
Dziewuchy nadawały nam później, że byli pod wrażeniem naszych wyczynów, które mieli okazje obserwować na żywca...

A my, jak na jeden dzionek - mieliśmy naprawdę przeżyte troszke ponad ludzkie możliwości.

Do końca wycieczki byliśmy już wzorowymi uczniami...

wojtek1981
27-11-2004, 15:42
Pawelek ile wy wtedy mieliście lat?? 8)

Dżon Łejn
27-11-2004, 15:42
Kraków c.d.


Do końca wycieczki byliśmy już wzorowymi uczniami...


szkoda :P

dasz następne opowiadanka to ci wybacze ;)

Pawełek
27-11-2004, 15:45
wojtek1981 - tak szesnaście-siedemnaście... :)

Dżon Łejn - wybaczysz... Coś się kiedyś jeszcze pojawi...

A teraz - tak jak Małysz - musze już lecieć... :D

Pozdruffki!

kudLata
28-11-2004, 00:24
Oj nie kaz az tyle czekac :popcorn:

a tak w temacie to oprocz nieprzyjemnosci w Wawce to nic mi sie nie przydarzylo...
przynajmniej nie pamietam...
chodzilam w barwach po Krakowie...i nic...nawet nie czułam zadnych spojrzen na sobie...chyba trafilam w typowa turystyke. nie to zebym narzekala :oczko: drugi raz chyba probowac nie bede...

Harcerz
28-11-2004, 02:50
W AAdniu dzisiejszym po spozyciu pewnej ilosci wody ognistej , udalem sie na mecz Falcons -cRACOWIA , wyniku koncowego w tej chwili nie znam ale po 60 minutach Cracowia przegrywala 1-0 . Na trybunach bylo kilkudziesieciu kibicow PASOW , TROCHE WIECEJ sTALI mIELEC I sTALI rZESZOw rozwineli flagi : Stali Mielec ,Stali rZESZOW i Arkiale Arki w przeciwienstwie do obydwu Stal nie widzialem


















R
zeszow

VANAHAIM72
28-11-2004, 13:11
Jeśli "Futbolowa gorączka" była bestsellerem i otrzymywała dobre recenzje krytyków, to opowieści Pawełka dostaną literacką Nagrodę Nobla... Tylko jak Go namówić do napisania i wydania książki?

Te przygody w Krakowie rzuciły mnie na kolana... I po raz pierwszy od wielu tygodni nie mogłem czytać z powodu wstrząsów i łez spowodowanych śmiechem. BIS PROSZĘ.

kud(L)aty68
29-11-2004, 00:18
Jeśli "Futbolowa gorączka" była bestsellerem i otrzymywała dobre recenzje krytyków, to opowieści Pawełka dostaną literacką Nagrodę Nobla... Tylko jak Go namówić do napisania i wydania książki?

Te przygody w Krakowie rzuciły mnie na kolana... I po raz pierwszy od wielu tygodni nie mogłem czytać z powodu wstrząsów i łez spowodowanych śmiechem. BIS PROSZĘ.

Hm....ciezkie zadanie, sprawa byla poruszana wielokrotnie ale niestety w tym wypadku mamy doczynienia z niewytlumaczalnym dla mnie "oporem materii" no coz...nie pozostaje nic tylko probowac, az do znudzenia, moze sie w koncu zlamie :chytry:

lomu-banita
29-11-2004, 01:20
Ja tam się mało bujam po świecie, to i kontaktów mało :zdziwiony:

Nieprzyjemne kontakty to miałem tylko z JKS Jarosław: w Jarosławiu jest taki sympatyczny malutki ryneczek. Jakieś 2 lata temu na wakacjach wbiłem się tam na disco z rodzinką (kuzynka,brat,siostra) Dycho nieduże ale zbierała się tam cała śmietanka (chyba wszystkie ładne dziewczyny z miasteczka :O ) A przed knajpą rozsiedła się grupka kilkunastu typowych osiedlowych głupków. Niektórzy konkretni...ale mniejsi niż RWD :hyhy: Jako żem romantyk to upatrzyłem sobie słodkie dziewcze, cud niebieskie oczka, pupka jak malinka (cokolwiek to znaczy...) i wogóle cud miód. Puściłem jej kilka powłóczystych spojrzeń, zatańczyłem...i pomimo mojego dupianego pyska już była moja :O No ale problem polegał na tym że kolegom z JKS (potem się dowiedziałem kto zacz) też się podobała...a my byliśmy na krakowskich rejestracjach. Swoją frustracje wyładowali najpierw na jakimś Bogu ducha winnym miejscowym, a potem kiedy wyszedłem się przewietrzyć chcieli mi pokazać jakie są kozoki, coś tam mruczeli na Cracovie :hyhy: . Byłem pijany w pizdu :ucieka: Na drugi dzień dowiedziałem się od kuzynki że powiedziałem największemu "wydu... chu.. bo zaje..." i że po pierwsze następnym razem mam trzymać pysk za zębami, a po drugie że tekst podziałał :] Odpuścili :efoch:

No a z miłych kontaktów:

- Legia: kumpel z uczelni super ziomek, do picia pierdolenia głupot i wogóle.

-Siarka Tarnobrzeg: mój najlepszy kumpel,chuligan wielki chłop. Nigdy mnie nie zawiódł :brawo:

-Unia T: chłopak z żużla-kolejny dobry ziom

-Hutnik-kumple kompleksiarze z Liceum (efekt Monaco) w sumie fajni, tylko zawsze trzeba im było tłymaczyć że Wisła to jest potęga...nic to że drugoligowa.

-Craxa: ilu ja miałem/mam dobrych kumpli z chuliganki Cracovii to wstyd :kurde:

Niemiłe:

-Cracovia: chcieli mnie pobić w akademiku AGH jakieś wieśniaki co zaczęli ickom kibicować dopiero po rozpoczęciu studiów...w chwilowej szarpanince brałem udział ja i dopiero co poznany Plankton...ależeśmy się wtedy schlali :ucieszony:

-Legia-ta sama sytuacja...tyle że natłukłem waszego ziomka bo wyjątkowo bezczelny był-mówił że lubi Cracovie :cicho:

-Arka: tutaj poznałem samą śmietanke (R,J) Super chłopy. Zwłaszcza R. 120 kilo dowcipu :brawo:


Może sobie jeszcze coś przypomne :foch:

ems
29-11-2004, 04:01
-Legia-ta sama sytuacja...tyle że natłukłem waszego ziomka bo wyjątkowo bezczelny był-mówił że lubi Cracovie

faktycznie jakis niedojebany :P

rwd
29-11-2004, 09:53
Niektórzy konkretni...ale mniejsi niż RWD
aleś uszczypliwy :chytry:


pomimo mojego dupianego pyska
no, co fakt to fakt :hyhy:

Pawełek - dałbys się rzeczywście w końcu namówić kolegom na jakieś zebranie wszystkiego do kupy bo tak to latać po tematach i szukać to robota głupiego.
Ja z Waszym miastem raczej miałem przygode, ktore mile wspominam.
Raz mi Legionista dupsko przed policją uratował po reprze - Polska-Węgry(opis na twsd)
A i poznałem kilku naprawdę dobrych kolesi z Polonii, ktorzy nawet skladali mi wizyty w Krk potem i np na zbiórkę ich i Cracovii przed meczem Wisla-Polonia podprowadzałem ich tuż pod nosem moich czatujących kolegów mimo ze mieli w plecaku flagę
(ja mam nadzieję że nikt ode mnie tego nie przeczyta :hmm: )

No i wspólne spiewy w Jastrzębiej Górze "Wisła i Polonia" :O

lomu-banita
29-11-2004, 10:47
Pawełek - dałbys się rzeczywście w końcu namówić kolegom na jakieś zebranie wszystkiego do kupy bo tak to latać po tematach i szukać to robota głupiego.


:cicho:

I to mówi ten któremu co drugi forumowicz napisanie książki sugerował.

Pawełek
29-11-2004, 14:37
Siemanko :)

Lecimy tu sobie takie lajcikowe historie – więc może dla odmiany coś na poważnie.

Ktoś wcześniej wspomniał o twórczości Pilsnera z Lechii, który popełnił niezłe, należące do moich ulubionych, arcydziełko. Zamieszczam je poniżej wraz ze wstępem i zakończeniem innych autorów...

Kawał fachowej literatury, a rzecz tyczy gdańsko-szczecińskich wojen...:


================================================== ======

Lechia Gdańsk vs. Pogoń Szczecin (the best of...) :)


Autor: LG


Jesli chodzi o lata 70 to Pogon z Lechia niezbyt za soba przepadaly, ale bywaly normalne kontakty i spotykajac sie na kibicowskim szlaku np. Pogon jechala do Bydgoszczy ,normalnie rozmawiano.Czesc kibicow Pogoni stwierdzila ze Lechia jest OK.Ale juz rok pozniej gdy Lechia byla w Stargardzie bylismy bee,nie tyle aby sie bic ale uswiadomiono nam ze jestesmy nielubiani.Wszyscy lechisci stwierdzili ze Pogon jest falszywa a jedyne co nas z nimi laczy to zgoda z Legia.Wiec zrobiono jak ustalono kosa z Pogonia, bez ogladania sie na Legie.Jak pisal Stone- frakcja szczecinska okazala sie mocniejsza i stosunki na lini L-L ulegly ochlodzeniu .Jako ze Pogon miala tez kose z Arka, doszlo do kuriozalnej sztamy na jeden dzien Lechii z Arka w celu rozbicia Pogoni grajacej mecz ligowy w Gdyni (chyba z Baltykiem) .Ten jednodniowy pakt zakonczyl sie komicznie.Gdy Pogon zostala obita, przyszla kolej na Arke, ktora dostala tegie baty,a czesc arkowcow zabarykadowala sie w zajezdni trolejbusowej(niewiele im to pomoglo) w Gdyni-Redlowie co bylo dos szeroko opisywane w mediach "Bandyci w zajezdni","Chamstwo w zajezdni "itd Mysle ze od tego momentu w Szczecinie Lechia zostala znienawidzona.
Lata 80 Lechia wchodzi do Extraklasy nastepuja mecze z Legia caly stadion ryczy Legia K....,ale najbardziej znani kibice Legii siedza na sektorach Lechii i melanzuja do tego stopnia, ze zostaja w Gdansku na pare dni,czyli pokutuja znajomosci z lat 70. Natomiast kontakty z Pogonia sa zerowe,po prostu mijamy sie roznych ligach i niedochodzi do bezposrednich spotkan az do lroku 90 kiedy to Pogon pojawia sie w 80 osobowej bandzie i bije chlopakow w salonie gier,a nastepnie demoluje bar mleczny "Muszelka" w Gdansku-Wrzeszczu.Jako ze Pogon to jeszcze wtedy "metale",a Lechia glowna sile napedowa sa skinhedzi, powstaje potezne cisnienie na Pogon.Do tego stopnia ze sa teksty typu "jedziemy lac satanistow,brudasow"itd. Ten wyjazd dochodzi do tak prestizowego jagdyby chodzilo o wyprawe krzyzowa.Z Gdanska wybiera sie 250 ludzi totalnej huliganki bez przypadkowych ludzi.Zadymy ogarniaja praktycznie casla droge na stadion Pogoni (jest dosc dluga).
W nastepnym roku czyli 91 Pogon po raz kolejny zawitala do Gdanska,tym razem ponad 200tu,w Gdansku-Olivie czesc z nich dostaje lanie w kolejce SKM w czym wydatnie pomoglo nam paru legionistow.
Legii na stadionie we Wrzeszczu melduje sie ok 40, wiekszosc to doborowa strszyzna Legii.Troche bylismy zdziwieni ze ze zgody przeszli w stan totalnej wojny.Dochodzi do smiesznych sytuacjii, kiedy caly stadion milczy Pogon z Legia bluzgaja sie wzajemnie.Zaczely sie ocieplac znajomosci Lechii z Zaglebiem(wlasciwie poznawac) poniewasz Sosnowiec to miejsce zbiorek koalicjii przed meczami na stadionie Slaskim.
Tu niezbyt pamietam kolejnosc,ale mamy wyjazd na Gwardie Warszawa,a Wy znowu lubicie sie z Pogonia, ostro dymimy z policja. Czesc Legionistow ma pretesje ze zrobilismy rozrube w Wa-wie,oczywiscie tych z frakcjii Szczecinskiej.Niby zgody juz nie bylo ale czesto bywamy w Wa-wie i ostro balujemy.Osobiscie bylem na Legia-Menchester U,z pamietnym wejsciem "Dzidka" w szaliku Lechii i przerwaniu spotkania:))
W polowie lat 90 moja przygoda z wyjazdami sie konczy wiec nie bede zbytnio sie rozpisywal mimo ze znam sprawy.
Reasumujac Wojna Pogoni z Lechia ma podloze chuliganskie i trwale.
Wiem ze doszlo nawet do bojki w autobusie miedzy frakcjami "G"i"SZ",no ale na ten temat wole sie nie wypowiadac.

Przepraszam za bledy,styl i wszystko co wynikalo z mojego pospiechu.
Pozdrawiam
Lechia Gdansk


------------------------------------------------------------------------------------
Autor: PILSNER (---.dip.t-dialin.net)
Data: 24-01-04 13:27

Jesli chodzi o rok 90 to faktycznie byl dym na dworcu jak i cala droge na stadion. Pierwszy problem byl przy kasach biletowych, bowiem bileterka okazala sie moja sasiadka, pokrecila glowa i zapytala: "Ty z tymi bandytami?"
Osobiscie wsiadalem we Wrzeszczu o godz. ok 23:45,podobnie jak i innych 40-stu (zwlaszcza Morena, Zaspa i Wrzeszcz), jeden wagon zajmowala juz wiara ok. 60-ciu (Chelm,Stogi,Orunia,Zielony czyli wszystkie dzielnice polozone blizej Gdanska Glownego).Wszyskich razem ok. 100 i nastroje malo bojowe "W" optymistycznie stwierdzil ze "Tam w Szczecinie to nas zajebia,a slyszeliscie jak dojebali Ruchowi?".Malo kto mial ochote na dokladne opowiesci "W", ale ten dalej " A wiecie ze tam, aby podejsc pod kasy trzeba isc miedzy plotami jeden to ogrodki dzialkowe, drugi obiekt Pogoni,tam nas dorwa i pozabijaja". Cale szczescie, ze opowiesci przerwal "K" i stawierdzil: "Ja mam dwa granaty i Magde"
Zaraz znalazl sie ktos po odbyciu zasadniczej i prosi aby pokazal. Magda jak Magda, czyli noz w stylu Rambo, a granaty okazaly sie ostre.Ktos spytal K "Ty debilu na h.. Ci te granaty". K odparl: "Juz ja wiem po co". Ostatecznie odal je komus w Sopocie, bo niedaj Boze moglo dojsc do eksplozjii w pociagu znajac temperament "K" to przy byle sprzeczce. Tymczysem kolejna stacja Gd-Oliwa i przerazenie, dosiada sie zaledwie 30-40 typa.Cos nas malo jak na wielka vendette za bar mleczny i salon gier.Jedyna nadzieja, ze chlopaki sa w Sopocie i tak bylo, razem jest nas ok 250 z czego 150 to skinheads!!!jadacych nawracac satanistow,metali:)
"Wo" z uporem maniaka powtarza ze nik nie bedzie skakal(satanisci) po grobie jego dziadka i trzeba tam w Szczecinie zrobic porzadek. Oczywiscie te legendy na temat metalowego Szczecina okazaly sie nieco przesadne, gdyz ten ruch byl juz nie tak mocny jak w polowie lat 80.Pociag ruszyl w strone Gdyni......

....pociag dojechal do Gdyni,Arki ani widu ani slychu co bylo do przewidzenia, bowiem wiedzieli jedziemy w czysto okreslonym celu i bedzie nas duzo. Zreszta Arka w 90-tym jeszcze cieniowala rok pozniej byli znacznie mocniejsi, ale to inna historia.
W Gdyni Glownej dochodzi jeszcze kilku spoznialskich Lechistow z Karwin(spora ekipa wtedy) pozostali wsiadali w Sopocie. Pociag rusza... kilkanascie osob wyskakuje, machaja nam na pozegnanie i wracaja do Gdanska.Do Wejherowa jeszcze ostroznie bo moga szyby leciec,ale jest spox. Za Wejherowem rozpoczyna sie biesiada, czyli lazenie po przedzialach, plotki, ploteczki i oczywiscie rzut oka na stan ekipy. Trzy czwarte znajome geby wiec bedzie dobrze splentowal "R".
Ja do Slupska siedzialem w przedziale z chlopakami z Moreny i Chelmu, tematem przewodnim byl serial pt.Twin Piks(lecial na 2 godz.przed odjazdem pociagu) ktory byl tak zakrecony ze za h... nie moglismy dojsc o co w nim chodzi i kto jest morderca.
Oczywiscie pojawil sie "W", ale w radosnym nastroju stwierdzil ze bedzie dobrze.Kamien spadl nam z serca bowiem "W" mial juz ponad 60 wyjazdow wiec wiedzial co gada:)
Zaprezentowalem swoj nowy zakup,czyli gaz bojowy o sile razenia 5 m, swiezy import z Amsterdamu, chlopaki byli pelni uznania.
Za Slupskiem w trzech idziemy sobie dwa wagony dalej aby zrobic drzemke,niestety wracamy po 1,5 godziny i stwierdzamy ze zbyt wiele mysli w lepetynie i juz zostaniemy do Szczecina z pozostalymi. Na 5 minut przed Szczecin Dabie dostajemy info, ze wszyscy robimy wysiadke, aby zrobic zmylke taktyczna,przeglad ekipy, wzmocnic morale itp. W tym momencie Robert(180 cm i 140 kg grubas jak cholera)) drze ryja ze jest glodny i ********, on jedzie do Szczecina bez przesiadki. Maciek jego przyjaciel twiedzil, ze Robert wpierdolil swoje kanapki i jego ale to u niego norma i on musi cos zjesc ..no bo musi,taki jest i koniec.Wiec zostajemy ja, Robert, Maciek i jeszcze dwie osoby ustalamy, ze sie rozdzielamy i w holu dworca pozostajemy w kontakcie wzrokowym, gdy Lechia wjedzie kolejka SKM, a Pogon bedzie zwijac wrotki (co bylo raczej pewne spodziewali sie nas mniej anizeli 100)przejmujemy gosci.
Do naszego grona chce dolaczyc jeden skinhead z Moreny, ale tlumaczymy mu, ze z flejersem i pajakiem na szyi czy glowie raczej ciezko bedzie o konspire..odpuszcza. 200 metrow przed pociagiem jeden z nas wystawia glowe aby zrobic rzut okiem na sytuacje na peronie..Sa ***** sa krzyknal!!!Rozdzielamy sie na cala dlugosc pociagu trzeba przejsc komitet powitalny.
Pociag wjezdza na peron w Szczecinie.... Mialo byc "200 m przed stacja Szczecin"nie przed pociagiem -sorry.

Przechodze na poczatek skladu, aby przejsc "bramke" w tloku, ustawiam sie w kolejce do wyjscia, patrze przez okno i oczom nie wierze, Robert zapierdala z dwoma wielgachnymi torbami robiac przysluge sobie i jakiemus starszemu facetowi. Olsnilo mnie momentalnie i wracam spowrotem trzepie przedzialy w poszukiwani foliowej siatki,znalazlem zdejmuje kurtke (notabene zielona)wkladam do siatki, bo jak by wygladalo z dalekobieznego z rekoma w kieszeni.Wchodze na schody jestem 10 metrow przed oprawcami, przygladam sie pobieznie nie zatrzymujac wzroku, ani na moment. Bylo ich z 30-40, trzy czwarte z nich z fryzura a´la "dywan" czyli krotko z przodu, dlugo z tylu no i kieszenie powypychne kamieniami. Ucieszylem sie ze chlopaki nie byli pewni swego skoro zakladali tez pesymistyczny wariant,o sie zdziwicie *****,zdziwicie sie mocno pomyslalem i czmychnolem do holu dworca.
Maciek przeszedl na "zapytajke" spytal kobiete gdzie jest jakas tam ulica Mickiewicza lub cos podobnego, babsko tak sie rozgadalo, ze nie dosc, ze przeszedl komitet to jeszcze w holu mu tlumaczyla mimo, ze On mial to w dupie. Dziwilem sie, ze przeszedl bez problemow, bo ma morde gangstera, a moze dlatego? W holu bezpiecznie wszyscy z Pogoni czekali na peronie plus czujka na drugiej stronie peronu, aby nikt nie nawiewal druga strona skladu. Dolacza do nas tych 2 chlopakow przygladamy sie rozkladowi, najblizsza kolejka z Dabia bedzie
za 35 min., nastepna 65 min. Niestety telefonow komorkowych nie bylo, przypomnienie dla najmlodszych.
W pieciu idziemy do baru dworcowego spotykamy jeszcze jednego znanego lechiste. Pytam go o ktorej przyjada nasi.A skad ja ***** mam to wiedziec-odpowiedz sensowna.Powiedzial, ze wyrwal panienke w pociagu i idzie z nia na hotel i przyjedzie na stadion przed meczem czyli za jakies 8 godzin.Potem zalowal jak cholera ze ominely go ostre dymy-no ale sam sobie wienien. W barze Robert dostaje chisterii bo cieple posilki wydaja od 6:00 czy 7:00 (juz niepamietam) kloci sie z babskiem, zeby usmazyla mu dwa jajka bez rezultatow. Jeden z chlopaczkow rozladowuje nerwowa atmosfere, ale tylko na moment."O zobaczcie morze i to pod samym dworcem"
Robert wkurwiony "Ty debilu w Szczecinie nie ma morza". Chlopaczek: "A co to jest wskazuje reka?" "Jakis zalew albo jezioro ale napewno nie morze" Chlopaczek chcial blysnac intelektem i stwierdzil ze w Gdansku tez nie ma morza.Wiem wiem debilu , my mamy zatoke odparl Robert. Wybila godzina wydawania posilkow skladamy zamowienie i czekamy na dania tzn. 3x bigos.
Chlopaczkowie rezygnuja z cieplego posilku i biora zimny bufet, bo za 10 min przejedzie pierwsza z mozliwych kolejek , nie chca przegapic przyjazdu Lechii. Szybko jemy aby tez sie zwijac na holl. Maciek jak to mial w zwyczaju oddal polowe porcji Robertowi, wiec zaoszczedzilismy kolejna minute i wychodzimy. Bylismyw w polowie drogi, miedzy Barem, a holem i slyszymy brzek tluczonego szkla (byly to szyby kas biletowych jak sie pozniej okazalo). ***** NASI JUZ SA,ja pierdole co Wy zegarka nie macie krzycze!!!!Na pelnym gazie wpadamy na holl.....

W holu dworca totalne zamieszanie nie trzeba byc specem w huligance, zeby stwierdzic, ze "szczecinskie dywany" pala wrotki, biegaja doslownie o metry od nas.Na holu jest juz czolowka poscigowa Lechii(to oni wybijali szyby).Pogon juz wie ze za 30 sekund dworzec bedzie zalany ponad 200 osobowa ekipa z Gdanska. Chlopaczkowie dopadaja 2 Szczecinian pod kiblami, my tez tam biegniemy bowiem kilku z Pogoni wraca ratowac kolegow. Robert tratuje jednego nabiegowo, ja staram sie go trafic skopa, niestety trafiem w korpus na dodatek wyjebalem sie, gostak na czworaka spierdala do WC razem z 3 kolegami.
Do WC wpada juz ekipa pociagowa, wiec biegniemy do wyjscia lapac nastepnych niestety bez rezultatu. Wracamy, a tu z WC wybiega Pogon,co jest? Okazalo sie ze na wbiegajacych lechistow uzyli gazu i zalatwili 4 osoby, ale co sie odwlecze....
Atakujemy ponownie tych samych,dwoch pryska gazem i spierdala, ale kolejna dwojka dostaje sporo strzalow,jeden ostro wytargany za dywan i z krwawiacym nosem piszczy, skowyje, ale spierdala.
Koniec dymu dworcowego holl okupuje Lechia, niestety nie obylo sie bez strat, dwie osoby z Lechii powaznie zostaly trafione kamieniami przy wysiadaniu z pociagu ,jeden zlamany nos(szpital),drugi trafiony w glowe (na szycie do szpitala). Chlopacy zagazowani oplukuja oczy w WC,czekamy na nich poganiajac, bo cala ekipa poszla juz na miasto. Pogon juz wiedziala, ze w tym skladzie wiele nie zwojoja i trzeba przyznac, ze popisali sie swietna organizacja, bo po parudziesieciu minutach doszlo do poteznych zadym ulicznych tyle ze sily byly juz bardziej wyrownane. Dodam ze psiarni zero!!!

Wychodzimy, a wlasciwie wybiegamy i po 400m dolaczamy do reszty. Nie potrafie okreslic ile czasu minelo 10 moze 20 minut, a z bocznej ulicy wybiega Pogon, bylo ich znacznie mniej, ale raczej malo sie tym przejmowali i dochodzi do normalnych walk, gdy atak zostal odparty i czesc lechistow gonila Pogon, ktos darl sie w nieboglosy, zeby nie gonic. Za chwile okazalo sie dlaczego, z bocznej uliczki biegnie nastepna watacha. Nie bede pisal drobiazgow, bo Zielinski opisal to dosc dobrze tylko jedna uwaga. To nie byly walki na huki i przeganianie, prawda byla taka, ze Pogon wbijala sie w powiedzmy 90 na 150 i normalne starcie. Dwudziestu Lechii goni 40 Pogoni, starcie, Lechia ucieka do reszty i znowu starcie, tak przez wiekszosc drogi(zreszta cyfry teraz zgaduje). Oczywiscie te dwa pierwsze starcia byly najwieksze,a potem na mniejsza skale, tyle, ze ciagle walki, nie jakies huki i przeganianki. I tak prawie pod sam stadion. Dodam o szybach wystawowych, samochodowychch, powgniatane maski itp. Dotarlismy na stadion, zaczely sie pierwsze komentarze. Wielu ludzi twierdzilo, ze Pogon byla nafaszerowana prochami, bo byli strasznie agresywni i atakowali w wydawaloby sie beznadziejnych dla nich momentach z piana na ustach. Zreszta z naszej strony walczyli wszyscy, co odzwierciedla jak bylo ciezko. Co do braku synchronizacji ataku Pogoni to tez zgodnie twierdzilismy, ze byloby kiepsko, gdyby im to wyszlo, ale nie wyszlo. Gdy juz siedzielismy na bocznym boisku Pogoni podszedl jakis dzialacz, przedstawil sie i powiedzial, ze do meczu jeszcze sporo czasu, wiec przynosl pilke, abysmy sobie pograli zabijajac czas. Podziekowalismy za mily gest i gralismy. Byla bodaj 10 rano, czas mijal wolno, pochodzilismy sobie po obiekcie, byl stromy i bez zadaszenia to najbardziej mnie zdziwilo. Niestety ok.12 jeden z moich kolegow stwierdzil, ze jest glodny i musi cos zjesc, Maciek powiedzial ze ******** nie jest glodny, ale znalazl sie inny chetny (ksywy nie pamietam). Ustalilismy ze bary i restauracje odpadaja, najwyzej sklep, bulka paryska, jogurt i spadamy,zgodzil sie. Po uwaznej obserwacji stwierdzilismy, ze idziemy za tory kolejowe, czyli droge powrotna. Zaraz za torami po drugiej stronie ulicy pojawia sie 7-9 z Pogoni. Pieciu z nich przechodzi ulice w nasz strone. My odbijamy w prawo do sklepu 1001 drobiazgow cos w tym stylu tyle ze duzy, nie pamietam czy mial spozywke,ale raczej nie, bo bysmy cos kupili, byly lampy, kanapy czyli mydlo i powidlo przelomu lat80/90, byl mniej wiecej 50-150 metrow od przejscia kolejowego idac do miasta, po prawej stronie. Przed wejsciem podchodza i pytaja skad jestesmy (pelna kultura). Odpowiadam z Leborka (znam topografie jakby co, brak tam kibicow, na dodatek mozna podpucowac ze tam tez Pogon:))
Oni pytaja gdzie to jest, miedzy Wejherowem, a Slupskiem odpowiadam.W sklepie sramy ze strachu, pytamy jakas kobiete o tylnie wyjscie, ta odpowiada, ze tylko dla personelu. Ja pierdole mysle, zginiemy nikczemna smiercia zaciagnieci w jakies zadupie, ***** mam dopiero 19 lat. Chodzimy po sklepie wielkosci super samu i udajemy naiwniakow, ale widzimy ze te geby ciagle na nas patrza stojac pod sklepem. Ustalamy plan B, czyli zobaczymy co chca jak by co to uzyje Amsterdamskiego wynalazku. Wychodzimy podbijaja i pytaja co tu robimy,(ja odpowiadam tak ustalilismy) mowie ze mieszkamy w liceum z cala klasa. W jakim, jaka ulica? Niepamietam zaraz przy torach tramwajowych odpowiadam udajac goscia z malego miasteczka. W miedzyczasie po drugiej stronie ulicy stoi juz spora gromadka Pogoni raptem 20 sztuk :( Teraz gosc mnie zaskakuje WYCIAGAC BIALKI krzyczy,pytam co to jest?(pierwszy raz spotakalem sie z tym okresleniem)Legitymacje szkolne powiada (mielismy juz dowody)OK odparlem,wyciagam gaz i napierdalam w nich.Zaczynamy biec w kierunku garazy w przeciwnym kieruku od ulicy. Wskakuje na plot potem zapierdalam po garazach zeskakuje na ziemie biegne w strone naszych wbiegam miedzy dzialki i plot stadionu. Niestety naszych juz tam nie ma,biegne dalej, ale chce mi sie wyc, naszych juz wywialo,przebiegam pod kasami mijajac je po lewej biegne jeszcze z 300 metrow i spotykam cala ekipe, wszyscy sobie wpierdalaja slone paluszki, popijaja alkohole i sa bardzo rozweseleni stojac pod sklepem spozywczym.Byla godzina ok 12 bylem zasapany, na dodatek koledzy sie gdzies zapodzieli:( Pojawili sie ok 2 godziny puzniej kazdy z osobna i stwierdzili ze jestem Marian Woronin.

od tego momentu obiecalem sobie ze juz nigdy nie bede oddalal sie od ekipy. Wytrzymalem do 21:00 w Stargardzie, ale to pozniej, zreszta przez caly okres moich wyjazdow mialem wlaczonego "jasia wedrowniczka" nie mam pojecia skad to wynika , lubie lazic po nieznanych terytoriach,no takie zboczenie. Zreszta najlepiej bylo w Rybniku na barazu z Wybrzezem pojechalismy ekipa Lechii rozlazac sie po miescie, ehhh to byly dopiero jaja, ale innym razem.
Wracamy na stadion ok. 13 (dalej zero policji-to juz 7 godzin jak zapierdalaja na sygnalach, ktore slyszymy po miescie i nie wiedza w czym szum).W tym czasie trwaja walki o sklep spozywczy (wychodzac ze stadionu w lewo ok. 300m). Bieganiny widac ze stadionu (tym razem bardziej podchody, ale po obu stronach po parenastu ludzi) z sektora dla przyjezdnych, nasi dzielnie bronia dostepu do alkoholu, po jakiejs godzinie bylo to juz tak normalne ze skinheadzi robili sobie normalne zmiany i przychodzili na papierosa, a zmieniali ich inni. Wreszcie ktos stwierdzil ze pora tam zrobic porzadek i idziemy cala ekipa, a tu ***** pech baba zamknela sklep, bo jej sporo towaru ubylo.Wracamy mijajac bramy a na ulicy od torow 100m stoi Pogon cala banda !
Morale mielismy juz duze wiec atakujemy,ja po ostatnim strachu jaki sie najadlem (wkurwienie)biegne drugi za M naszym najlepszym zawodnikiem ,w reku trzymam jakis glaz, Pogon natomiast stoi w lini i sie nie rusza. Ich przywodca taki stary zgred wygladajacy na 40 latka drze sie w nieboglosy STAC ***** STAC i faktycznie nikt z Pogoni nie spierdala. Z naszej strony leca juz kamienie, nadciaga 250 typa, ale rozproszonych od sklepu az do Pogoni, czyli prawie 400m, Pogon krzyczy BEZ KAMIENI,BEZ KAMIENI,(ktos potem dobrze podsumowal ze teraz bez kamieni, jak 2 naszych zaliczylo od nich szpital). M ze zgredem zaczynaja solo, z naszej strony wszyscy zwalniaja Pogon tez sie nie wpierdala narazie, raczej bylismy pewni wygranej M, bo dotad bywal raczej niezawodny, a przegrana zgreda oslabi morale przeciwnika. No i zaczyna sie solo najlepszych zawodnikow, raptem pare kopniakow, a tu w popszek tlumu wjezdrza policyjny polonez Huuurraaaaa godzina 14( prawie 8 godzin) skapowali sie gdzie jest zrodlo konfliktu.Nie minely 2 minuty i bylo 5 nysek,zaproszono nas na sektor dla gosci.


Skonczylo sie lazenie, siedzimy i czekamy na mecz. W miedzy czasie pojawia sie samochodowa ekipa z Gdanska 4-5 plus i osobno niespodziewany gosc (przynajmiej dla mojej osoby). Jest nim R, znany wtedy w swiatku (nie wiem jak dzisiaj) fanatyk warszawskiej legii. Oczywiscie non stop nawija z wazniejszymi postaciami. Slyszac opowiesci lapie sie za glowe niedowierzajac w rozmiar zadym. W pewnym momencie dochodzi do sprzeczki R z 19 letnim wtedy mlodzianem S(notabene dzisiaj tez znany w swiadku) z Lechii. Zaczynaja sie napierdalac przechodza do parteru, ktos ich rozdziela wymieniaja jakies uwagi nie bardzo wiedzialem co jest grane. Po paru minutach wyluzowany juz R zaczyna spiewac angielskie przyspiewki, okazalo sie ze wracal z Anglii i zachaczyl o Szczecin zobaczyc co ciekawego dzieje sie na meczu P-L,mial szal Menchesteru U dosc chodliwa wtedy sprawa. Pojawiaja sie pierwsi emeryci z ochrony, z policja wypraszaja nas pod kasy w celu zakupu biletu, niestety wszyscy zapomnieli o kilku spiacych lechistach. Kiedy pierwsi mieli juz bilety Ci wychodzacy jako ostatni dra ryja, ze psiarnia zawija spiacych, zaczelo sie zamieszanie, ale psy ostro sie stawiaja blokujac wejscie na obiekt. Efekt taki ,ze tracimy 5-7 ludzi zawiezionych na izbe :(
Po 10 min wpuszczaja, powoli schodzi sie szczecinska publika, prawie kazdy 11-15 latek pozdrawia nas "fuckiem" co doskonale widzimy bedac blisko wejscia. Stadion wypelniony po brzegi, ktos z naszych krzyczy, zeby wieszac flagi, konsternacja ***** PONAD 200 TYPA I NIE MA ANI JEDNEJ FLAGI !!!! wdziera sie w nieboglosy. Za chwile zlosliwe komentarze pod jego adresem "te a moze Ty bys chcial pozapierdalac w Szczecinie z plecakiem?", "wszyscy byli nastawieni na dym" dodaje inny. Ostatecznie flaga sie znalazla po jakiejs chwili,wygladala jak wyjeta z dupy i miala moze wymiary 90 na 90 cm. Zaczyna sie mecz Lechia obejmuje prowadzenie po lobie Mirka Girucia robimy zjazd pod ogrodzenie, to efekt raczkujacej telewizji sat,gdzie pokazywano lige hiszpanska. Zjazd wyszedl extra,zwlaszcza, ze wiekszac miala flejersy na pomaranczowej stronie. Niewiem dlaczego, ale mielismy wrazenie ze czolowi goscie Pogoni siedza naprzeciw nas, a nie w ichnim mlynie, widac to bylo po wstajacych gosciach zachecajacch do dopingu. Repartuar Pogoni wiadomy Lechia....szajs,my... na kolana i ...skurwsynski klub rybakow...szkoda pisania wiadomo. W przerwie kilku skinom udalo sie podejsc pod luk sektora pogoni i rzucic kosze na smieci w publike (tak twierdzili przybiegajc zasapani). Natomiast pod naszym sektorem jakis kudlaty knypek zrywa nasza flage i zapierdala przez boisko do wlasnego sektora, z naszej strony przeskakuja w poscig W i M nastepnym mial byc S (ten co mial sprzeczke z R)dostaje strzala policyjna pala w glowe i pada nieprzytomny, sporo wiary podbiega do psa co uderzyl i wyzywa, atakuje, chlopaczek wystraszony ze zabil, widac sam jest wystraszony. ***** kiepski widok S w spodniach moro,glanach,czarnej koszulce i flejersie lezy jak trup. Po chwili ochrona podprowadza go zataczajcego do karetki i odjazd do szpitala. W i M zostaja zawinieci, wszyscy sa wkurwieni 3 szpitale, kilka izb, na dodatek W i charyzmatyczny S nr 1 zawodnik ekipy zawinieci, ostatecznie wszyscy dopierdalaja sie do psow, zeby puscili ta dwojke po 10 min wychodza, chociaz to dobre. W miedzyczasie(knypek dobiegl) Pogon dopada nasza flage stadion ryje z zachwytu,a tlum rzuca sie na nia jak hieny na padline, tratujac sie wzajemnie,po podarciu pala ja, co bylo do przewidzenia. Po przerwie obok naszgo sektora (po naszej lewej) mimo, ze bylo pusto w pierwszej polowie, w drugiej siedzi sporo hools Pogonii, policja sie orientuje i oddziela nas kordonem. Mecz sie konczyl nigdy bym nie przepuszczal, ze jeszcze tyle sie wydazy,a jednak.....

Po meczu laduja nas do wiezniarek odczekawszy okolo 20 min,jest ich 4-6 (niepamietam) ja z innymi malolatami 17-20 lat jedziemy pierwsza. Jedziemy droga powrotna. Wszyscy sadzimy, ze od "lodowek" beda odbijac sie kamienie, ale nic podobnego,natomiast to co zwrocilo moja uwage to cala masa gosci biegnacych w podobnym kierunku mijajacych przechodniow wracajcych z meczu. Po chwili ktos spokojnie oznajmia ze reszta "lodowek" pojechala w innym kierunku, natomiast my skrecilismy w boczna ulice. Zaczynmy napierdalac piesciami do szofera widzac odjezdzajacych kolegow tzn."lodowki", krzyki,wyzywanie gdzie jedzie itp.niestety zero odzewu. Siedzacy przy wyjsciu policjanci tez sa zaskoczeni.
Wiezniarka staje pod dworcem plus dwie nyski w pelnej obsadze bedace na miejscu,kaza wychodzic, no to wychodzimy, poganiaja do jakze znajomego holu pierdolonego dworca szczecinskiego. Wchodzimy do holu dworca,"Mi" szturcha mnie i mowi "Sprzedali nas" kto pytam? "jak kto...psy zobacz ilu ich stoi. Huje z Pogoni maja jakies uklady z psiarnia, zobacz co sie dzieje,faktycznie...patrze a co druga morda oparta o kasy ,sciany, patrza na nas,na dodatek te dywany, jestem juz pewny ze wyrok bedzie wydany, podobnie inni. Ktos z tylu szarpie mnie za ramie, az podskoczylem.Dodrze was widziec powiada. ***** TO "S" z obandazowana glowa!!!! ktory dostal palka i zawiezli go do szpitala,co sie dzieje panowie pyta, jakby urwal sie z ksiezyca.
Okazalo sie ze "S" jako skinhead pojechal na pogotowie, a tam zaczal obslugiwac go prawdziwy lekarz-murzyn, wiec pozwolil zrobic sobie opatrunek przez pielegniarki i stwierdzil ze zaden murzyn szyc go nie bedzie, opuscil szpital w bialym opatrunku na glowie obierajac kierunek na dworzec-mial farta ze doszedl i ze my tam bylismy.

Na holu stoimy na rogu kas biletowych i wyjscia na miasto. Jest nas ok. 50-ciu. Tymczasem wejsciem wchodza kolejni z Pogonii, zadyszani mijaja nas jeden po drugim, ale pojedynczo. Obstawia nas (nie pamietam ilu) policja, ktora po paru minutach zawradza nas do "lodowek" i odjazd. Dla wielu brakowalo miejsc siedzacych, wiec pytamy dokad jedziemy, jakis psiak odpowiada, ze zaszla pomylka i wioza nas do Stargardu. Po drodze widzimy konwoj "lodowek" stojacy na poboczu, zwalniamy, oni ruszaja i jestesmy w komplecie. Zrobilo sie juz ciemno, kiedy podjezdzamy po Stargardzki dworzec. Teraz popis daje szczecinska policja. Kazdy po wyjsciu musi przejsc przez kontrole osobista... ***** po 14-stu godzinach pobytu w Szczecinie tym debilom przypomina sie o rewizji. Efekt taki, ze pare przedmiotow zostaje w srodku. Ja natoniast trzese sie o moj gaz, ktory wilekoscia przypomina dezodorant 8x4 z wylotem ok. 2 cm. Naprawde byl zajebisty. Patrze, a jeden chlopaczek tez ma gaz, ale taki malutki i kladzie go na dach lodowy przez wlaz wentylacyjny. "Jak pojazd odjedzie to sie poturla i spadnie" - powiada. No to tez sie przylaczylem. Wszyscy poszlismy cos zjesc. Byl tam taki bar typu "Mleczny", a moze "WARS" nie pamietam. Mozna bylo zaobserwowac zajebiste zamowienia"duszone kartofle ze skwarkami prosze" kolega dalej "dla mnie podwojna porcja". Tym co brakowalo kasy na cokolwiek- pomagali inni wycieczkowicze. W miedzyczasie posilku razem z kolega od gazu, co chwila chodzilismy zagladac, czy aby odjechaly "lodowy". Po jakims czasie odjechaly, tyle, ze gaz zniknal, moze psiarnia znala ten numer - niewiem. Nastepny etap to patrole po Stargardzie. Nie wiem ilu nas wyszlo, bo kto zjadl to sobie szedl. W efekcie wygladalismy, jak amerykanscy zolnierze na polach ryzowych w filmach o Wietnamie, czyli prawie gesiego, w odstepach i po obu stronach ulicy na dlugosc powiedzmy 300-stu m. Kordon policyjny oblawy byl tak szczelny, ze kazdy mogl sobie lazic gdzie chce i kiedy chce. Wiekszosc ludzi przesiadywala na dworcu, ale byly rotacje, patrole byly domena mlodych. No i sie zatrzymujemy, bo kogos cos zafrapowalo, tzn. 3 osoby siedzace pod wiata, ktos stanal pierwszy, doszlo nas potem chyba 9, "S", "Mi", ja i paru skinheadow z Moreny. Pod wiata siedzi zolnierz i dwoch na moje oko siedemnastolatkow "byliscie na meczu" -pytanie, "nie"- odpowiedz. Zolnierz zaczyna lamentowac, gada, ze nie zna tych dwoch i ze jest niewinny, czyli ******** jak maly Kazio. Juz odchodzimy, jak "S" wyglasza taka oto formule "o ty kurwo" okazalo sie, ze chlopaczek po srodku ma czapeczke Pogonii, czapka zdjeta, lisc z prawej lisc na wyprostowanie, ale chlopak trzyma fason
i zachowuje spokoj. Natomiast zolnierz pada na kolana lamentuje szlocha, ze ich naprawde nie zna. Szczerze powiedziawszy to jemu, bym chetniej przypierdolil. Ludzie z niego drwia, w mundurze WP i zachowuje sie jak baba. Natomiast do tego po prawej tekst "zdejmuj okulary" pierdole bic przyszla inteligencje?.Niepamietam dlaczego ale na 2 lisciach sie skonczylo,wracamy na dworzec bo jest blisko odjazdu.Przychodzac dowiadujemy sie od kolegow ze psy oznajmiaja, ze nie mozemy wsiasc do pociagu jadacego po 22:00 tylko nastepnym,czyli nocnym.Zostaly kolejne godziny oczekiwania,urozmaicamy je sobie kolejnymi patrolami, nie wiedzac ze ekipa Pogoni juz jedzie do Stargardu...

Mimo ze juz nie mialem ochoty to po czyjejs namowie ide na kolejny patrol,po drodze mijamy wracajace grupki naszych, maja pare szali pogoni. Tym razem w rozproszeniu idziemy znacznie dalej jest nas moze 20. Za nami idzie 2 chlopakow okolo 20 letnich. "O nie znamy ich " ktos powiedzial.Czekamy az podejda."Skad idziecie?","z dworca"odpowiedz. "Byliscie na meczu tak?" "Nie nie bylismy" "Byliscie byliscie"-powiada ktos blefujac, w tym czasie podszedl ktos od nas i sie wydziera "***** pamietam tego goscia On byl na meczu" i podaje miejsce gdzie go widzial (niepamietam). "I co fajnie sie spiewalo Lechia Gdansk ***** szajs..?"- zaczyna sie terror psychiczny. "My nie spiewalismy tego, nie spiewalismy" "Coooo?.... ***** tam wszyscy tak spiewali".Dostaja z piachy, gleba pare kopniakow,ale bez sadyzmu, idziemy dalej.Ktos lamentuje,ze to skandal,nasi siedza na dworcu i nawet dupy nie rusza, zeby trzepac przejezdzajace pociagi ze Szczecina-SKANDAL ***** SKANDAL ! Jakis geniusz dostaje olsnienia i rzuca haslo ze idziemy na PKS "Moze z meczu ktos bedzie wracal autobusami" powiada. "Ale gdzie to jest?" "Popytamy to znajdziemy". Ja juz mam tego dosc,jest pozno, a ja w jakims malym miasteczku, zdala od domu lapie niewiadomo kogo,inna sprawa, ze do plutonu egzekucyjnego zbytnio sie nienadaje, nie lubie tego.Razem ze mna zabiera sie kolega z Niedzwiednika bodajze, ten to dopiero ma problem. "Wiesz, ze jak widze krew to mi slabo"powiada. "No to faktycznie ciekawe masz zainteresowania" powiadam.Co jakis czas mijaja nas kolejni lechisci. Pytaja czy jeszcze jest ktos na miescie. "Tak sa poszli na PKS" mowimy "A gdzie ten PKS?" pytaja "A skad my ***** mamy wiedziec" taka odpowiedz padla za chyba trzecim razem, juz nas to irytowalo. Wchodzimy do poczekalni...

...i juz wiemy czemu nikt nie trzepie pociagow,ludzie sa wyraznie juz zmeczeni od wyjazdu z Gdanska minely juz prawie 24h,stad widok spiacych i lezacych na wszyskim co przypomina lawki jest dostrzegalny.Gliniaze maja wszystko w dupie,tez porozlazeni po calym dworcu,jedni graja w karty, inni rozmawiaja miedzy soba.Przechodzimy do pomieszczenia gdzie wydawane byly posilki,tam sytuacja wyglada lepiej,przy jednym ze stolikow siedzi nasza elita i rozmawia z oficerem prowadzacym akcje.Pies pyta "Czemu wy sie bijecie?" i tego typu pytania,wiec chlopaki mu odpowiadaja.Siadam do staolika obok,tam trwa juz dyskusja sumujaca konczacy sie dzien.Dworzec-wygryna,miasto-remis, ale to Pogon uciekala, i ani razu nie rozbila naszej ekipy.Kiedy siedzielismy 4 godziny na stadionie bez obstawy policji,mogli dalej atakowac jednak tego nie zrobili...dlaczego? Ano dlatego ze caala awantura na miescie byla dla nich szokiem,nigdy przedtem nikt tak mocno sie nie postawil,a Oni przez ostatnie lata obijali tam niemal wszystkich,zwlaszcza ze mieli ostro zakrecona policje.Inna sprawa ze lizali rany po ulicznej mlucce,kilka szpitali musieli zaliczyc.Niedoszle starcie przed kasami to juz niebyla ta Pogon z miasta,zebrali wszystko co mieli(mniej anizeli nas),a bylo widac ze morale upadlo,wygladali na wystraszonych, na dodatek te okrzyki ich przywodcy.Doskonale wiedzieli ze za chwile dostana ostateczne lanie,moze dlatego przyciagneli za soba psy,to ze przyszli to byla sprawa honoru i niczego wiecej."Panowie co tu duzo piedolic,to my bylismy na wyjezdzie prawda?"ktos wyglosil jakos tak brzmiaca formulke.
Do dzisiaj wszyscy uczestnicy tego wyjazdu uwazaja ze to Lechia zdobyla 3 punkty tego dnia w rozgrywkach chuliganskich.Zaczelismy przypominac sobie o stratach."Kto zaliczyl szpital?" pytam,"Ten i ten"Jednego znalem,okazalo sie ze jak wysiadal z kolejki,to jest taki moment tlumaczy mi gosc co szedl obok niego,ze na ulamek sekundy patrzysz na stopnie i peron i wlasnie w takim momencie dostal.Ledwo postawil stope na ziemi szczecinskiej i szpital"wygladal strasznie, caly we krwi,mowie wam strasznie"-z przejeciem obowiada chlopaczek.Zaczelismy sie zastanawiac jak potraktuja naszych z izby,czy beda ich obijac.

W tym czysie oficer dostaje jakies wiadomosci przez "papuge",pyta nas czy ktos z naszej grupy wchodzil na miasto, sa zgloszenia na komisriat ze po Stargardzie chodza jakies bandziory i teroryzuja okolice.Wszyscy slyszacy pytanie wzruszaja ramieniami.Oficer poszedl gadac z podwladnymi,natychmiast przestali opierac sie o sciany,siedziec,grac w karty itp,wystawili nawet czujke pod dworcem.Po jakims czasie przychodzi "G"(chyba) i podchodzi pod stolik "M".Stonowanym glosem (aby nie siac zametu przed psami), oznajmia ze przyjechala Pogon i chca sie lac,momentalnie podchodze i dyskusja(kilkanastu)."Gdzie sa?"pytanie "Tam za budynkiem"Kto inny wtraca "Bylismy tam dziesiec minut temu, nikogo tam nie ma,widziales ich?" "***** baranie, gadalem z nimi jest ich okolo 60,ale montuja jeszcze miejscowych i bedzie ich razem moze ze 100"Kto inny "***** jak chca wierdol to czemu mamy odmawiac" Inny"Ale jest Policja jak wyjdziemy wieksza banda?"To zlejemy tez policje"-optymista.Ktos powiedzial zeby zorientowac sie, ilu nas jest na dworcu i co porabiaja chlopaki w innych pomieszczeniach.

Okazalo sie ze brakuje jeszcze kilka dyszek ludzi grasujacych po Stargardzie.Ostatecznie szefostwo decyduje ze "gra" nie warta swieczki,policja pilnuje juz staranniej, mozna wchodzic, z wychodzeniem trzeba kombinowac ,moga byc nastepni zawinienci,wystarczy ze w Szczecinie zostalo juz ok 10,a jak chca miec koniecznie skopane dupy, niech zrobia wjazd na dworzec ,z taka informacja puszczono czlowieka.Ludzie powoli sie zlazil z miasta ,nadjechal pociag,bylo strasznie ciasno,znalazlem "wolne siedzace"miedzy zwyklymi pasazerami.Niepamietam,zasnolem czy stracilem przytomnosc (ze zmeczenia),nagle jakas kobieta mnie szturcha i mowi "Gdynia trzeba wysiadac".Jeszcze w holu gdynskiego dworca ostatnie okrzyki Lechia Gdansk!!!
Przesiadka na SKM,ludzi zaczyna ubywac,przybijanie piatek te sprawy.We Wrzeszczu wyskakujemy na autobus,jest nas z 15 , wszyscy juz milcza.Podchodze pod dom i ciesze sie ze mieszkam na parterze,jest ok 8 rano od wyjscia z domu minely okolo 33 GODZINY!!!Otwiera mi ojciec i powiada "Martwilismy sie o Ciebie, dobrze ze jestes caly"....."A daliscie tym w Szczecinie chociaz po zebach?" Zdziwilem sie,cos wiedzial!!! "Wczoraj w Wiadomosciach pokazywali efekty burd w centrum Szczecina, w radiu tez w kazdych serwisach"powiedzial.Pojawila sie starsza siostrzyczka,studentka szkoly muzycznej, no wiecie jakie klimaty."Nie wiedzialm ze mieszkam z bandyta"powiedziala,oooo musiala tez ogladac wiadomosci.Nie odezwalem sie,ojciec prawi moraly siora slucha "Sluchaj jestes dorosly,ale przemysl czy warto ryzykowac zycie,czy to ma sens,juz nikt normalny nie chodzi na Lechie ciagle sa tam zadymy, a co dopiero na wyjazdy"(ojciec chodzil kiedys na Lechie)
"Porozmawiamy jak wstaniesz, bo widze ze jestes zmeczony"- zakonczyl.Ledwo przylozylem glowe do poduszki,uslyszalem zatrzaskujace sie drzwi siostry idacej grac na fortrpianie, czy pianinie. Wchodzi ojciec,sczerzy zeby i mowi "Opowiadaj,no opowiadaj,jak bylo?"

Koniec



------------------------------------------------------------------------------



Autor: Titan (---.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl)
Data: 29-01-04 15:19

Pilsner gratulacje za tak obiektywny opis. Oczywiście jako uczestnik tych zdarzeń z drugiej strony "barykady" niektóre zdarzenia widziałem trochę inaczej, ale to chyba normalne. Mam kilka uwag do twojego opisu.
Jeżeli to ty byłeś tym "Marianem Woroninem" uciekającym z pod sklepu "Platan" to rzeczywiście wynik miałeś rewelacyjny. Goniłem cię wtedy i mimo tego, że miałem dobre wyniki na średnich dystansach to w biegu sprinterskim i to przez płotki nie miałem rzadnych szans.
Walka o sklep z "gorzałką" to w takim razie rzeczywiście była niezła i bardzo długotrwała walka. Nie dość, że sklep przechodził z rąk do rąk to wy jak piszesz robiliście sobie w międzyczasie przerwy na fajkę, a u nas to wyglądało bardzo podobnie ponieważ ja zdązyłem w międzyczasie skoczyć z kumplem do niego na śniadanie wrócić i "tłuczka" trwała nadal.
Co na agresywności i szale kibiców Pogoni o którym piszesz to jest on dosyć prosto wytłumaczalny. Powiem ci, że w tamtych czasach, a trwało to prawie 10 lat wolałem sam rzucić się na 100 chłopa z jakiegokolwiek klubu niż uciekać. Ponieważ w pierwszym wypadku mogło to się skończyć tylko pożądnym "oklepem", zaś w drugim nie dość, że pewnym "oklepem" od swoich to jeszcze marginalizacją na stadionie (byli tacy którzy mieli zakas chodzenia na mecze), problemami i na dzielnicy i w szkole. Wybór więc był prosty i oczywisty.
Sprzyjała nam w tedy również pewnie siła jaką dysponowaliśmy. Dlatego pomimo wszystko bardzo szanuję Lechię do dzisiaj. W tamtych czasach tak naprawdę tylko wy i Legia (w czasie jak zgoda została zerwana) byliście dla nas przeciwnikiem i tylko te dwa kluby były przez nas traktowane poważnie. Nie znaczy to oczywiście, że nie zdarzało mi się oberwać od kibiców innego klubu, ale jeżeli chodzi o ekipy to tylko te trzy przez około 10 lat tak naprawdę się liczyły- reszta to był całkiem inny poziom. Przebłyski miał Śląsk, Wisła, Jaga.
Sam pamiętam tak dziwnie wyglądające z dzisiejszej perspektywy zdarzenia jak "chrzczenie" mnie w Wałbrzychu (jako satanisty- tak nazywało się wtedy wszystkich z piórami) przez kibiców Zagłebia Wałbrzych i mieszkańców tego miasta. Mecz był w niedzielę i księża z ambony nawoływali mieszkańców, żeby poszli nas przywitać więc wirni poszli.
Pamiętem również jak na stadionie Lecha przechadzałem się w szaliku Pogoni w czasie meczy Polska- Anglia i Polska- Irlandia.
Z tego pierwszego mam nawet zdjęcie jak w trójkę stoimy nad młynem Lecha z podniesionymi szalikami. Lech wtedy był bardzo słaby o czym świdczy chociażby to, że przez 3 kolejne lata nie przyjążdżali na mecze do Szczecina, ale o tym najwięcej może powiedzieć obecny Prezez Majchrzak który wtedy nie był takim grzecznym osobnikiem jak teraz i wielokrotnie napotykał się na kibiców Pogoni.
Co do walk pomiędzy Lechią i Pogonią to ta o której piszesz rzeczywiście była niespotykana ze względu na długość zadym nie tam rzadne 30 sek. jak dzisiaj tylko 15 godzin z przerwami.
Jednak moim zdaniem największa odbyła się 2-3 lata wcześnij na ulicy Potulickiej też trwała ponad godzinę i szkoda, że nie mam takich zdolności jak ty, żeby ją opisać.
Powiem tylko, że brało wniej udział kilkaset osób po obydwu stronach i po niej tak naprawdę nabrałem respektu do Lechii.
Fakt, że Lechia dostała okrótnie i z parusetoobowej ekipy na stadion dotarło tylko 32 osoby, ale to jak walczyli uświadomiło mi to czym w cześniej nie miałem pojęcia - nie tylko Pogoń leje się do końca.
O czym najbardziej przekonał mnie jeden z kibiców Lechii który pomimo tego, że cały krwawił za Lechię leżał nago rozebrany na ulicy to szlika który miał na szai nie oddał do końca. W końcu to nasi nad nim się zlitowali nie dość, że dostarczyli mu ciuchy to nakarmili i odwieżli do szpitala. Czegoś takiego nie widziałem do dzisiaj; stwierdziliśmy nawet wtedy z kumpami, że Lechia i Legia to jedyne kluby z jajami i mimo tego, że się w kółko z nimi lejemy to chyba jednak ich za to lubimy.
Pilsner pisz dalej może za jakieś kilkadziesiąt lat spotkamy się jak ci co po dwóch stronach walczyli na Westerplatte i wypijemy po piwku.

Titan

===================================


Dobre... Kto powie, że nie... ;)

Pozdruffki!

Pawełek
29-11-2004, 19:01
Pawełek - dałbys się rzeczywście w końcu namówić kolegom na jakieś zebranie wszystkiego do kupy bo tak to latać po tematach i szukać to robota głupiego

rwd - kiedyś się dam :)

Największą przeszkodą leżącą na drodze mojej pisaniny (o czym wszystkich zainteresowanych uczciwie informowałem :) ) - jest po prostu brak czasu...

A pomyślałeś kiedyś o pracy zbiorowej? Np. My + Pilsner... ;)

I Zieliński gaśnie... :D

Acha, Jaco zdaje się mówił kiedyś - że archiwizuje te moje opowiastki - więc jakby co - to ma je zebrane "do kupy" i nie trzeba tego szukać- co może być "robotą głupiego" - bo sam kiedyś próbowałem i nie znalazłem :)
Gdybyś był zainteresowany - to pewnie mógłby Ci je podesłać...

Pozdruffki!

Pilsner
29-11-2004, 19:19
A pomyślałeś kiedyś o pracy zbiorowej? Np. My + Pilsner... ;)



Wlasnie szykuje sie do wypocin w tym temacie dotyczocego Legii. oczywiscie..a bylo tego pelne 3 tygodnie w pewnym sesie stresu :roll:
Jesli chodzi o reszte to nie zapominaj Pawel ze RWD przez szeregowego awansowal,Ty miales przygody,ja natomiast sie zdegradowalem i sporo stracilem, wiec porownywanie mnie do tak zacnego grona jest nieporozumieniem.
Jestem cienki Bolek...serio :-

Reasumujac, spodziewajcie sie referatu :placze:

Pawełek
29-11-2004, 19:47
Pilsner - czekam na ten referat o Legii, a do spraw biznesowych sie jeszcze wróci... Z tym zdegradowaniem - to bym nie przesadzał. Swoje przeżyłeś i tego nikt Ci nie odbierze :)

Zacznij już pisać...


Pozdrawiam.

rwd
30-11-2004, 10:01
hahahaha (http://www.cracovia.krakow.pl/forum/read.php?f=4&i=52463&t=52463)

sorry ale nie mogłem się powstrzymać
tam już Cię rozkminili Pawełek
jesteś słynnym Cyganem z Wisły
o ***** :hyhy:

Jaco
30-11-2004, 10:08
hahahaha (http://www.cracovia.krakow.pl/forum/read.php?f=4&i=52463&t=52463)

sorry ale nie mogłem się powstrzymać
tam już Cię rozkminili Pawełek
jesteś słynnym Cyganem z Wisły
o ***** :hyhy:
:rotfl:

Pawełek! To nas tam mało nie wykastrowali a Ty sobie Cyganie sztuczne cycki przyprawiasz??? :hihi:

Foxx
30-11-2004, 11:31
:hyhy: Niezłe, niezłe :)

Pilsner - Ty się nie kryguj, tylko pisz :ucieka: .

Pawełek
30-11-2004, 12:43
Rwd – masz rację – „O *****!” :D:D:D
A gdzież to mają takich speców od wywiadu??? :D

Jaco – jakie sztuczne?! To od siłowni... :D:D:D

Foxx – co tu się dzieje, na miły Bóg...? :) Polej, Brachu...
... i też coś napisz ;)

Pilsner – mam nadzieję, że już jesteś co najmniej w połowie...

A mnie tak właśnie na myśl przyszło – że jak bym opisał swoje spotkania z Lechistami – to za nic nie pasowały by to tematu „Oko w oko z wrogiem” ;)

Yddett – też mógłbyś skrobnąć co nieco. Opatrzy się to tylko winietką „Poniższa twórczość nie zawiera ani słowa prawdy. Zbieżność wydarzeń, osób i miejsc - z rzeczywistością – jest dziełem niezamierzonego przypadku” - i jedziemy... :):):)

Naj(L)epszego!

MTP
30-11-2004, 16:40
Pierwszy raz tak oko w oko z wrogiem stanęłęm mając około 11 lat.Byłem wtedy na koloniach gdzie największa banda była z Konina a druga co do liczebnosći do Łódz jak się póżniej okazało z osiedla ŁKSu lecz byli za Widzewem.2 dnia przyważyłem że idą na plaże w szalach Widzewa jacyś goście starsi o jakies 5,6 lat.Tego samo dnia pod wieczór siedze se na ławce podchodzą w 15 osób i pytanie retoryczne Skąd jesteś?Z Warszawy im odpowiedziałem co pewnie i tak wiedzieli.Potem za Legia jesteś? Czy Polonia to i tak wpier.... Ja tam mówie że się piłką nie interesuje.Dręczyli mnie przez około 2 tygodnie.Wpadali do małolatów z mojej grupy że mnie pozabijają.Ja że jeszcze młodzik bez takich doświadczeń schowałem koszulke Legii pod resztą moich ubrań mimo że nawet rok i 2 wcześniej chodziłem w koszulkach po Władku i gdzieś tam na wrogich terenach.Troszke się wydygałem.Ale mieli jakąś ryfe i babka odemnie poszła ze mną do nich porozmawiac z ich opiekunką.Ta zapytała czy mi dokuczaja a ja na to że nie że to takie zabawy.Nie uwierzyła zbytnio i kazała im szaliki oddać do depozytu ja na to że nie muszą a ona że tak będzie lepiej.Stwierdziłem że to że jestem za Legią nie oznacza że nie moge z nimi gadać bo mam znajomych z Łodzi.Od tamtej pory juz się mnie nie czepiali i mieliśmy lużne rozmowy.Mogli zmienic zdanie gdy ujrzeli eLki które im pozostawiłem z kumplami na oknach i śpiewy o Legii o 6 rano jak wyjeżdzaliśmy ale tego juz nie wiem ...

2 ekipa do Wisełka.Był to mój 2 wyjazd i pierwszy incognito (do pewnego momentu).Jakimiś sposobami dostaliśmy się na honorówke.Spokojna pierwsza połowa.Druga połowa moment gdy Karwan dostaje czerwien schodzi Krakusy plują wyzywaja a my jedziemy Legia Legia Warszawa.Wszyscy wokół patrza na 40 gości drących sie wśród miejscowych.Potem jeszcze Mięciel wyrównał w ostatniej minucie.Zabawa w kawiarence i nagle hasło Wisła wjeżdza.A i Adam Bi "bierzemy za stoły i krzesła i barykadujemy się".Chwile pośpiewaliśmy i przyjechały psiarskie chcąc nas zawijać lecz się skutecznie postawiliśmy.Potem ładujemy się w około 30 osób do busa pewnej agencji ochrony.I jedziemy przez centrum Krakowa na parkingi gdzie były samochody.

cdn.

ems
30-11-2004, 17:54
z tych szczeniecych lat to pamietam jak bylem na obozie gdzies kolo Pisza

siedzmimy sobie 10latki na stolowce, podchodzi paru 13-14 latkow (bo nad nami mieszkala kolonia z Poznania z ... MSW :D) - jeden ma koszulke na ktorej bulldog w barwach Lecha miazdzy herb Legii - i cos sie pluja "widzisz co robimy z Twoja Legia?"

podszedl wychowawca, powiedzial ze jest za Legia - "i co teraz gnojku?"

koles zbladl i powiedzial ze to takie zarty... poszedl sobie i nikt nas wiecej nie zaczepial.

JANKIE(L)
30-11-2004, 19:01
Ja w tym roku wczasie wakacji na obozie spotkałem gościa, który był z B-Stoku, oczywiście kibic Jagiellonii, jednak zajebiście się dogadywaliśmy. A, że był to obóz na którym byli ludzie z całej polski to byli też kibice poznańskiego Lecha. Razem z tym oto wyżej wymienionym kolegą z B-Stoku mieliśmy krótkie spięcie z pyrusami. Byli dokładnie o rok starsi. Przez 10 dni kozaczyli,że skroją nas z barw i że dostaniemy solidny wpierdol. Skończyło się na tym, że uciekli ostatniego dnia do autobusu i ślad po nich zaginął :ucieszony: Typowi pozerzy, duzo gadają nic nie robią.

Jeśli chodzi o kibiców Polonii to mam jednego kolege, który jest własnie za ta drużyną mimo to nie ma żadnej agresji między nami, gdyby nie to,że jest za Polonią nazwał bym go dobrym ziomem :oczko: :oczko: :oczko: :oczko:

Foxx
30-11-2004, 19:28
Pawełek - tak rozkminili Cię na forum... Cracovii, więc "się dzieje" nieźle :hyhy: .

Yddett jest chwilowo poza netem, więc wszyscy którzy tą drogą do niego uderzyli niech się nie zdziwią brakiem odpowiedzi.

A co do pisania... Był taki mecz Polska - Słowacja w Zabrzu, chyba w '96 :roll: . Było to krótko po zawiązaniu tzw. "gdyńskiego" układu na reprezentację. Na naszą ekipę podziałał on dość dziwnie. Na ostatnim meczu w Zabrzu przed układem (POL-FRA '94) było ok. 150 os., z czego ok 80 "sportowców". Gdy Arka bardzo mocna ekipą (ok. 100) przybyła na Centralny, by wspólną jazdą na mecz podkreślić "ekumeniczny" aspekt układu... przywitaliśmy ich w 15 os. :hmm: .
Jednak najbardziej egzotyczne klimaty były na samym meczu. Ostatecznie było nas ok. 30 i siedzielismy z... Lechem :O . Polskę obiegły zdjęcia flag Legii i Lecha, wiszących obok siebie (a dokładniej - nasza flaga wisiała między Lechem, a Zawiszą :ucieka: ).
Jednak to, co się działo na warszawsko-poznańskim sektorze - przebija większość motywów, które znam. Na płocie siedział jeden z naszych liderów, który bez koszulki i z wydziarganym herbem (L) na ramieniu budził zainteresowanie Lechickiej młodzieży... prowadząc doping. Robili mu fotki, itp.
Ja byłem w koszulce repry i w szaliku "Pogoń - Legia". Co 5 min podchodził do mnie jeden z liderów Lecha z pytaniem:

- Jesteś z Pogoni?
- Nie, z Warszawy.
- A gdzie jest Pogoń?
- Nie wiem.

I tak z 10 razy :O . Był to okres, gdy pewne używki były konsumowane maksymalnie... Inny gość z Poznania wziął mnie na bok... I zaczął opowiadać historię swojego życia :hmm: . Po 10 minutach jeden z naszych macherów podszedł i spytał, czy nie wchodzę w konszachty z Lechem :O .
Jako, że zarówno Lechita, jak i nasz byli w stanie nieważkości - wynikła z tego komedia pomyłek, zakończona... Nagłym zaśnięciem Poznaniaka... Taa... To było jedno z moich ciekawszych spotkań "oko w oko z wrogiem" :ucieka: .

CDN.

Pilsner
01-12-2004, 21:49
Me spotkania z " niekoniecznie wrogiem"-Legia Warszawa 8)

Lata 85/87
Czuje sie juz weteranem na Lechii,wszak chodze nod 1980-tego :oczko:
Kto by sie spodziewal do Gdanska zajedzie warszawska Legia ktora kojazy mi sie z drewnianymi/kwadtatowymi bramkami i Jackiem Kazimierskim.
Spotkanie jak inne, tyle ze wchodzac na stadion pierwsze co zwraca moja uwage jest liczba przyjezdnych.
Legia siedzi naprzeciw zegara w sporej gromadce 200-400(ciezko okreslic z perspektywy nastolatka)
Jako dziecko pierwszy klub jaki poznalem byla Cracovia :O
Podczas transmisji telewizyjnej w 1978 zobaczylem flage "Cracovia Pany" a dziadek za cholere nie potrafil mi wytlumaczc jej znaczenia...nastepna byla Legia.
Legia jak Legia w szkolnych komentarzach byla przedstawiana jako zlodzieje zawodnikow i klub komunistycznej wladzy.Podczas meczu dochodzi do ataku na Legie,tlum rusza cala para....ciezko pisac o liczbach bo bylo to tak jakby ruszyly dwa sektory jednoczesnie.zaczyna sie napieralanka z ZOMO.
Legia cofa sie parenascie metrow w strone trybuny,walki sa brutalne jakl na me mlode oko.Wszystko trwa pare minut,sa pierwsze aresztowania,skandowanie So-li-darnosc,ulotki,jakies transparenty(wczesniej lub puzniej niepamietam).Generalnie mam nadzieje ze kibice Legii dostana wpierdol dla mej osoby nie roznia sie niczym od ZOMO i sa przedstawicielami komunistacznej wladzy wykonawczej.

W glowie mi siedzialo- ZAJEBAC ICH !

cdn...

Pilsner
01-12-2004, 22:19
Ostatnia kolojnia na jaka lapie sie wiekowo BLANKENBURG (DDR)
Jedziemy w ok 50 z czego polowa to dziewczyny,chodzacych na Lechie jest sporo bo ok.polowa populacjii chlopiecej(od 13 do 16 lat) :oczko:
Przed samy przyjazdem dowiadujemy sie ze podobna ilosciowa kolonia jest juz na miejscu......z Warszawy :O
W bojowych nastrojach wchodzimy do zamku..nadaremne dziewczyny sa ale chlopaki poszli grac w pilke.
Wypieprzamy ich ciuchy do innego pomieszczenia i zajmujemy ten bardziej wygodny z naszego punktu widzenia.
Schodza sie pokrzywdzeni i troche sie pruja ale bez rezultatow,zaczyna sie gadka,suma sumarum po tygodniu mym najlepszym kumplem byl gosc (chyba Zoliboza)ma wymowe Munka z T.Love i zajebiste poczucie humoru. a kibicuje Legii.

W przyszlosci postaram sie zapodac fotki bo goscia szukalem kiedys za pomoca ksiazki tel. niestety bez rezultatow,moze ktos z forumowiczow go zna?
Generalnie wszyscy tak sie zintegrowali ze na dworcu w Berlinie wszyscy plakali...zreszta ja tez ,za jedna dziewczyna z Wa-wy :roll:

Najgorsze nadeszlo rok pozniej!

Foxx
01-12-2004, 22:59
Pilsner - to ciekawe, zwłaszcza w kontekście tekstu "kibice Legii dostana wpierdol dla mej osoby nie roznia sie niczym od ZOMO i sa przedstawicielami komunistacznej wladzy wykonawczej"... Czy znasz relację z meczu Legia - Lechia w tamtym okresie?

Pilsner
01-12-2004, 23:11
Foxx-znam relacje z tego meczu ,niemniej takie wtedy mialem odczucia pozbawiaone jkichkolwiek informacji.
Zreszta o detalach dowiedzialem sie bedac znacznie starszym.
Pisze jak myslalem, nic nie poradze,zdaje sobie sprawe ze ostro, ale tak bylo :/

turli
03-12-2004, 11:27
o spotkaniach z wrogiem to mozna pisac by wiele ale podam moze takie bardziej smiesze przypadki;)

kiedys jak bylem mlodszy i wrocilem do Elblaga z meczu Legii (Legia-Lech) ktory to akurat byl moim debiutem na Estadio WP, na dworcu w Elblagu zobaczylem widok ktory mnie troszke zbulwersowal, otoz stala tam matka z synkiem (nie wiem moze 5 lat) ktory mial kaszkiet "Kolejorza", nie bede dziecku czapki z glowy zrywalem bo nie jestem kinder hools'em :oczko: tylko dibitnie pokazalem co ja mysle o tej druzynie :ucieszony:

Kolejna dziwna sytuacje mialem w pubie w Gdansku (nie wymienie jej nazwy aby nie bylo kryptoreklamy). otoz czesto tam na mecze Legii (szczegolnie na mecze z Wisla :oczko: ) ale raz bylem na Lech:Legia (0-0 chyba bylo), w pubie w sumie nikogo nie bylo, chyba ojciec szefa i jego znajomkowie troche juz w stawieni (srednia wieku 60 lat), zaczyna sie mecz no i slyszac Lecha krzyknalem co o nich mysle, na to starszy typ..."za Legia jestes?" a ja ze tak, "a z Warszawy jestes?" nie z Elblaga, no to uslyszalem odpowiedz "wy krzyzaki jebane" to ja mowie "jakie my krzyzaki, krzyzaki to Pomezania jest"..na to dziadek sie mocno obrazac i zaczal bluzgac na Legie, nie wiem co on chcial ale spytal sie "i co mi teraz zrobisz?" bylo proste ze nie bede wywolywal zadnej awantury bo po co, przeciez ja tam czesto na mecze chodze :ucieszony: ale znajomkowie dziadka zaraz go uciszyli, przed swoim wyjsciem powiedzial jeszcze "abym Cie tu wiecej nie widzial" hahaha...sytuacja o tyle ciekawa bo na tyle meczy Legii ktore tam obejzalem to nigdy wiecej cos takiego mnie nie spotkalo :oczko:

Gnatek
12-12-2004, 15:28
Ja wczoraj miałem spotkanie "grozy" :D:D. Jadę sobie 171 do Wola Parku, miałem na sobie oczywiście szalik Legii, który widać było spod kurtki. Autobus był nieźle zapchany i stałem sobie zaraz obok środkowych drzwi. Na którymś z przystanków (chyba na Solidarności) wbija się jakiś starszy dziadek. Dziadek do mnie "przesuń się, k...a!!". Ja się przesunąłem, ludzie zszokowani lukają na dziadka. I tak po chwili patrzę, a dziadek ma na palcu sygnet Polonii! No i teraz mam już dobrze wyrobione zdanie o kibicach klubiku z Muranowa. Nie dość, że Polonia to "emeryci i renciści, to jeszcze wielkie chamy"!

Sharn
12-12-2004, 15:42
Drogi Gnatku - chamy nie rozróżniaja kolorów szala - oni som... 8)

Dżon
12-12-2004, 15:48
Ostatni mecz Zagłębia z Widzewem w Sosnowcu. Jadymy z kumplami pociągiem z dwiema przesiadkami. I podczas przesiadki w Radomiu wlepiamy vlepy Zagłębia na stacji, a tu podchodzi panna i pyta: "a co to a wlepki?" No ty my na to, że Zagłębia Sosnowiec. Odeszliśmy trochę dalej i panna zaraz obok naszej wlepki nakleiła jakąś RTSowską - okazało się, że jedzie z facetem na ten sam mecz :hyhy: - a mieli mieć specjala :- I tak się zastanawialiśmy czy są tylko oni, czy może zaraz do przedziału nam wparuje jakaś ekipa :ucieka:

a polonistów to się spotyka dosyć często, na uniwerku jest ich kilku, ze trzech czy jakoś tak :hyhy:

No i znam jedną pannę z Gdańska, która strasznie się piekli jak psioczę na Wisłę :zlosliwy:

Raffi
12-12-2004, 16:26
Dżon - blondynka?

Kiju
13-12-2004, 16:16
Raz spotkałem wroga z Legii-Legarta,tak bardzo sie nienawidzielismy ze az sie strasznie nachlalismy z tego powodu :ucieka:

Ogólnie z kibiców druzyn przeciwnych jako takie spotkania mialem tylko z kibicami Legii,co raczej z powodu miejsca zamieszkanie dziwic nie moze.

legart
14-12-2004, 09:55
Muszę przyznać, że ze 2 dni do siebie dochodziłem po tym "seansie nienawiści" :O

Jaco
14-12-2004, 21:45
Ze mnie też nikt się nie nabija.. :zlosliwy:

cfc
15-12-2004, 20:33
moze nie takie ciekawe ale zawsze cos
Ustka 2004 :D
Sokol wie, wychodzimy z pewnego Baru po meczu Pogon-Legia,( Sokol,ja i taki typ = troche pijani ). Spiewamy sobie dosc glosno :D - Wiadomo wygralismy :D
chlopaki poszli jeszcze na chwile do baru po piwo , a tu patrze idzie jakas grupka ( ok 5 osob) centralnie naprzeciwko mojej lawki i krzyczy "Arka Gdynia ..." no to ja odkrzyknolem "K.... swinia ", na oko bylo w moim wieku tylko nizsi i lepiej zbudowani. Po tym moim przybiega Sokol i do mnie :cicho: niewiem co z tamtymi :/

Bylo tez u mnie w Ladku w parku blisko mojego domu, 2 sasiadow i znajomy spytali mnie czy nieide w nimi w pilke pokopac i ze po drodze wstapimy do hindusa po male co nieco :hyhy: na to ja , ok :)
jestesmy w parku juz jakies dobre 20 min , zmeczeni kopaniem usiedlismy i odpoczywalismy przy browarze. Nagle patrze a tu z 10 chlopakow idzie, wiek mniej wiecej od 17 do 20 lat i paru z nich w koszulkach Gornika Zabrze, ja odrazu na nogi , zdejmuje bluze (pod nia mialem koszulke Legii) i na cale gardlo "Ooooo Zaglebie ...." oni sie spojrzeli :O glowy w dol i odrazu wyszli z parku :hyhy:

Lolek
16-12-2004, 01:27
Heh, nie powinienem opisywać takich przypałowych historii, ale i ja Wam opiszę jedno z moich spotkań z "wrogiem". To było dawno temu. Jechałem na dworzec aby dobić do ekipy wybierającej się do Łodzi. Mecz musiał być o barbarzyńskiej porze, bo pamiętam że było dramatycznie rano. Tak rano, że kiedy wygramoliłem się na peron metra Pole Mokotowskie byłem sam. Móje otępienie w oczekiwaniu na pociąg przerwał okrzyk: "Arka!". Ki ****? - myślę. Patrzę - na schodach stoi typ, dość postawny, w żółto-niebieskiej(!) kurtce. Głowa szybko przetwarza informacje - z kim dzisiaj gra Polonia, ze posiłki znad morza do stolicy przyjechały? A ten jakby na potwierdzenie moich słów patrzy się na mnie i drze się dalej: "Arka! Słyszysz? Arka!". Och ty sledziu przebrzydły, pewnie ze slysze! Poprawiam szaliczek i ide, oczywiscie z boku, zeby nie dac lobuzowi szansy na zbadanie mojej głowy butem. I tu nastąpił osobliwy dialog... "Czego *****?!". Oczy typa zrobiły się wielkie jak spodki. "A ty nazywasz się ANKA?". Na takie dictum odpowiedzi nie miałem. Ja nie, ale miała istota płci pięknej, która zapłakana przybiegła widząc co się święci. Okazało się, że panna siedziała tuż za mna, ale ja - i przez poranny, otępiały umysł, i przez to ze zasłaniała ją tablica - widzieć jej nie mogłem... Pokłócili się, koleś ją zostawił, później wrócił... a dalszy ciąg historii macie powyżej. Od tej pory wybieram się do laryngologa... :wstyd:

ems
16-12-2004, 01:39
pamietam mielism oboz/kolonie gdzies w okolicach Koszalina, wiec wracalismy stamtad pociagiem
stoimy sobie na luzie a tu podchodzi patrol leszczy (nawet jak dla takiego szczyla jakim wtedy bylem) we flayersach
"Skad jestescie?"
"?! Z Warszawy"
"Legia?!"
"yyy... czlowieku - kolonie, oboz, te sprawy"
"Ale sa u was ludzie za Legia ?"
"No sa' i tu sie odezwalo pare osob
"Aha"
i poszli

:ucieka:


Drugi to byl Krakow
7 klasa podstawowki, wycieczka krajoznawcza
zakwaterowali nas gdzies na obrzezach NH
no i tak sobie chodzilismy po Krakowie pare dni
pare popijaw tyz bylo
przedostatniego dnia wieczorem wracalismy cala grupa, 3 osoby poszly przodem
--- dodam ze wczesniej na miescie prawie WSZYSCY kupili sobie jakies noze - must be the weather ---
no i wychodzimy zza rogu a do tych 3 sie przyczepilo jakichs 3 typa
"skad jestescie?"
"no ja Warszawa, ja Łomianki, a ten tutaj z Krakowa..."
"y.y... Legia?!"

7 KLASA PODSTAWOWKI *****!

"yy nie" (co bylo zgodne z prawda)

w miedzyczasie my doszlismy z wychowawczynia
ktora przedtem zarekwirowala PRAWIE wszystkim noze :)
no i gadka
"jak wy z Warszawy to macie wpierdol, jestesmy Hutnik Krakow"
"?!?"
(ich 3 nas 15 ale trzymaja rezon :D))
blablabla w koncu jak sie nie dali przekonac zeby sobie poszli to nauczycielka wyciagnela jeden z nozy "mam tego uzyc?"
zmyli sie

a nastepnego dnia siedzielismy sobie na rynku czekajac na pociag
jeden chlopak mial plecak Legii
no doslownie - caly czerwono bialo zielony z herbem
tak sobie siedzimy...
podchodza zolnierze
patrza...
"czyj to plecak?"
kolega odwaznie idzie
"moj"
"aha... z Warszawy jestescie?"
---napiecie----
".... noo...."
"SIEMASZ ZIOMEK JA TEZ !:) TYLKO MNIE NA TO WYPIZDZIEWO DO JEDNOSTKI DALI"

uff
;)

Sokol
16-12-2004, 02:04
Lolek :lol:


...tylko nizsi i lepiej zbudowani...
wiesz co? tak sobie pomyslalem ze prawie kazdy pasuje do tegoopisu :D :P

a wracajac do tej historii to wtedy spotkalismy jeszcze marynarzy-kibicow Pogoni z.. z kolezankami :oczko:
wogole ta Ustka smieszna byla.. spotkalem tam mieszanke kibicowska z calej polski
a najsmieszniej bylo jak widzialem dwojke dzieciakow jak szli razem i nie byloby w tym nic dziwnego gdyby nie to ze jeden mial koszulke Wisla mistrz 2004 a drugi.. Lech Poznan hooligans :D :O

Harcerz
16-12-2004, 07:18
To moze i ja cos opisze , takich spotkan bylo sporo w przeszlosci ale jeden mi szczegolnie zapadl w pamieci . Chyba byl to rok 1976 , Legia grala z Gornikiem w Zabrzu . Wyjazd oczywiscie pociagiem , nie bylo sensu jechac do Zabrza o 7 rano dlatego wysiedlismy w Katowicach , czesc kilkudziesiecio osobowej grupy ruszyla w miasto a reszta rozeszla sie po dworcu . Po jakims czasie zapowiadaja przyjazd pociagu z Poznania a Lech mial tego dnia grac rowniez z jakas slaska druzyna , bodajze z Tychami. Stoimy tak w kilku niedaleko kas i kombinujemy co robic ? opuszczamy dworzec czy zostajemy zobaczyc ilu ich przyjechalo ? Zwyciezyla oczywiscie ciekawosc i zostalismy , pociag wjezdza na peron wygladamy a tam Lecha ponad 300 osob , troszeczke sie cieplo zrobilo. Lech wkroczyl na dworzec ze spiewem i tez rozeszli sie w poszukiwaniu wrazen , juz po chwili zostalismy rozkminieni , fajne uczucie ja z dwoma kolesiami a dookola nas okolo 40-osobowa banda Lecha , zaczely sie rozmowy , pytania (ilu nas przyjechalo ? my im na to ze prawie 500 :chytry: )i pyskowki , wtedy nastapil najlepszy tekst : typ z jakas zakazana geba , wyzszy o glowe (o wadze nie wspomne ) macha mi przed nosem piesciami i krzyczy co on by mi zrobil i co by ze mnie zostalo gdyby nie ten patrol milicji co stoi obok , rzeczywiscie za naszymi plecami w odleglosci kilkudziesieciu metrow stalo dwoch milicjantow , ktorzy przygladali sie calemu zdarzeniu , byli to milicjanci jacy patrolowali w tamtych czasach kolejowe dworce , jakis sierzant i plutonowy obaj w srednim wieku . Nie czekalismy wiecej na bardziej odwaznych Poznaniakow i zaraz opuscilismy dworzec.

Mazi
16-12-2004, 23:32
hehe, ja dzis jade 175 z Okęcia i ... patrzę ... siedzi 2 gosci z brodami, opaleni jakby z równika przyjechali ... rozmawiaja strasznie glosno:

- Pamietam jak Sahare przeszedlem, ale w gorach Atlasu jeszcze nie bylem, trzeba sie wybrac
- tak,tak - PTTK i POT to gówno, siedza tam stare dziadki i wogole zdalem kurs pilota i kut"

bla bla bla

i nagle jeden mowi:

- Jak bylem z kibicami Amici Wronki w Grazu to bylo fajnie, ale lipa ze aparatu z autobusu nie wzialem...


kto widzial kiedys kibica Amici poza stadionem ? :O

legart
17-12-2004, 10:45
hehe, ja dzis jade 175 z Okęcia i ... patrzę ... siedzi 2 gosci z brodami, opaleni jakby z równika przyjechali ... rozmawiaja strasznie glosno:

- Pamietam jak Sahare przeszedlem, ale w gorach Atlasu jeszcze nie bylem, trzeba sie wybrac
- tak,tak - PTTK i POT to gówno, siedza tam stare dziadki i wogole zdalem kurs pilota i kut"

bla bla bla

i nagle jeden mowi:

- Jak bylem z kibicami Amici Wronki w Grazu to bylo fajnie, ale lipa ze aparatu z autobusu nie wzialem...


kto widzial kiedys kibica Amici poza stadionem ? :O

Akurat na mecze pucharowe poza granicami Polski to oni jeżdża w formie wycieczek zakładowych 8)

PS Raz chyba Legii byli w sile ze 20 chłopa 8)

DobryChłopak
17-12-2004, 17:58
Dzisiaj miałem spotkaniez kibicem Polonii.
Jadę sobie metrem. Pedemną staje jakiś kolo (ja w sza(L)u) popatrzył się na mnie uśmiechnął, wyjął telefon. Ja patrzę a on ma logosa Polonii.. Mówię do niego, że źle wybrał a on do mnie: "niby czemu. Ty masz swoją Legie a ja Polonię".. no i na tym nasza gadka się skonczyła bo musiałem wysiadać 8)

Łasiu
28-12-2004, 20:52
A co tam też napiszę :)
Mierzęcice (Zagłębie Dąbrowskie) - rok 98 lub 99. Panował tam podział na Polonię Bytom (głównie chuligani) i Zagłębie Sosnowiec. Maszeruję sobie dumnie w koszulce Śląska. Wychodzę ze sklepu i natykam się na kolesia z Poloni, który oznajmia:
- Co to kur...? Ściągaj koszulkę, jadę akurat na mecz to ją spalę...
- Nie - oznajmiłem szybko i zaczynam iść w drugą stronę.
- Stój. Powiedziałem ściągaj!
Już myślałem, że nie będę miał wyjścia, w końcu był starszy i większy. On mi się przypatruje chwilę i pyta:
- A ty nie jesteś czasem bratem XXX?
- Tak, a bo co ?
- Nic. Żebym Cię więcej nie widział w tej koszulce. (W tej nie spotkał :) )

Olsztynek rok 99
Wybrałem się z kolegą (ja mieszkałem jeszcze na Zagłebiu Dąbrowskim), kolega we Wrocławiu, na obóz do Olsztynka. Oboje wzięliśmy ze sobą koszulki Śląska. Pierwsze dwa tygodnie to spokojne poruszanie się po Olsztynku w koszulkach, nie zaczepiani przez nikogo. Po dwóch tygodniach przyjechali na obóz żeglarze (głównie Pogoń Szczecin) - no i się zaczęło.
Szliśmy nad jeziorko w koszulkach jak nas zaczepili w 5 (wiadomo starsi, silniejsi - nie mamy szans). I gadka szmatka aż w końcu mówią że nie chcą nas widzieć więcej w tych koszulkach. My na to OK.
Następnego dnia polazłem w koszulce na stołówkę na śniadanie czym wkurwiłem tych "żeglarzy". Na popołudnie mi i koledze przypadł dyżur. Siedzimy sobie sami zatem na krzesłach i gadamy. Po 30 minutach przyszło dwoch z tych żeglarzy, jeden podchodzi do mnie drugi do kolegi. Wyciągają noże, ten co stał przy mnie wbija go w krzesło tuż przy mojej nodze. Kolega nabawił się więcej strachu. Miał położyć rękę na krześle a koleś zaczął przekładać nóż między palcami. Pogadali sobie coś jeszcze i poszli. Do końca obozu jużnie zakładaliśmy koszulek.

Mysłowice & Katowice 2004
Pojechałem w wakacje w odwiedziny do znajomego. Mieszka on właśnie w Mysłowicach (Ruch, Górnik itp..). Wiadomo picie od rana do nocy. Wracamy w nocy tramwajem - oczywiście w koszulkach Zagłębia, głośne rozmowy na temat Zagłębia i Śląska. Niestety poza krzywym wzrokiem nic. Następnego dnia jedziemy jakąś okrężną drogą na picie przez Katowice (oczywiście w koszulkach :hyhy: ). W autobusie przed nami siedzi Gieksiarz - nie wytrzymał zbyt długo. Po 2 przystankach wylazł troszkę wkurwiony.
W dwa dni później. Idziemy przez Mysłowice (ja koszulka Zagłębia, kumpel Śląska). Idziemy, idziemy, idziemy i nic! Już wkurzeni że jak to tak? No i nagle wyłania się dwóch typów, którzy od początku krzywo na nas patrzą. Kumpel mówi: "w końcu!".
Gdy się zbliżyliśmy okazało się, że kumpel zna ich i z przygó nici.

Był też przygody z Lechem we Wrocławiu, Polonią w Bytomiu czy też Legią w Karpaczu...ale po co opisywać :)

Foxx
28-12-2004, 21:55
Był też przygody z Lechem we Wrocławiu, Polonią w Bytomiu czy też Legią w Karpaczu...ale po co opisywać :)

Żebyśmy mogli poczytać :prosze:

Łasiu
28-12-2004, 23:14
Foxx no skoro tak :) Ale to i tak nic... [Co innego jakby Dado opisał, ten to miał spotkań]
Foxx tak w ogóle to :lz: (w ten oto sposób przywitam się)

Mierzęcice lata '90
Do pewnego momentu po Mierzęcicach można było spokojnie sobie chodzić w każdym szaliku czy też koszulce, stąd zdarzały się koszulki typu Widzew, Legia czy też szaliki Ruchu, Widzewa i inne. Wraz z kolegą zawsze się kłóciliśmy o sympatie klubowe (jeśli idzie o polskie kluby, bo zagraniczne - to się zgadzaliśmy). Wtedy w koszykówce głóna rywalizacja odbywała się między Śląskiem a Mazowszanką (Pekaesem). Kolega, który dobrze wiedział że lubię Śląsk przedrzeźniał mnie (był dwa lata starszy), mimo jego przewagi nie dawałem się i często dochodziło do bijatyk między nami. Najśmieszniejsze zawsze było to, że razem laliśmy tych którzy wtedy jeździli po ManUtd (głupota :hyhy: ), a jak nie to laliśmy się miedzy sobą.

Bytom 98 bądź 99
Ponownie założyłem na siebie swoją niezmordowaną koszulkę Śląska. Niestety, tym razem los nie był dla mnie łaskawy. Raz, że liczba Polonistów tym razem była większa (5-7 osób) to tym razem znajomego mojej siostry tam nie było. Nawet nie zdążyli ze mną porozmawiać, bo już leciałem w przeciwną stronę :) Doleciałem gdzieś do dworca (?) autobusowego, gdzie dali sobie spokój.

Wrocław 2004
Kilka dni przed nieszczęsnymi barażami wieszamy z kolegą plakaty informujące o meczu (przyniosło efekt :hyhy: ). Wieszamy właśnie na słupie w okolicach Dworca Głównego gdy zaczepia nas jakiś student. Gadka wyglądała mniej więcej tak:
- Kiedy ten mecz?
- W niedzielę.
- Jak myślicie kto wygra?
- Głupie pytanie! Śląsk Śląsk WKS!
- Życzył bym powodzenia, ale z racji miejsca zamieszkania kibicuję Arce.
No to my już bardziej zaciekawieni.
- A skąd jesteś?
- Z Poznania.
Jako, że była z nim laska to jeszcze się wstrzymaliśmy...
- I za kim jesteś?
- A za kim mogę być mieszkając w Poznaniu?
- Oczywiście, że za Wartą!
Student jakoś zwątpił... przez co daliśmy już mu spokój.

Karpacz 2004
Wycieczka klasowa. Jako jedyny kibic Śląska (piłkarskiego) w klasie, rozdaję vlepki aby promować ukochany klub. W Karpaczu wolna ręka, więc piwko i inne sprawy. Idąc na miejsce zbiórki, elegancko chodnikiem i vlepiając gdzie popadnie, zauważyłem knypka w koszulce Legii. No nic, fajnie. Idę dalej, mimo że jestem już spóźniony to vlepiam dalej. Vlepiałem własnie na znaku, gdy usłyszałem za sobą kogoś:
- Ej ty...
Odwróciłem się no bo jakże :)
- Tak ty - pokazuje na mnie i zbliża się coraz bliżej.
- Co jest?
- Co to za vlepy?
- A co ślepy jesteś ? - koleś był mojego wzrostu, a poza tym za rogiem stali koledzy ewentualnie jakby mi nie poszło :)
- Oooo Śląsk, takich vlep nie mam, daj parę...
Rozjebał mnie. Cóż miałem zrobić. Dałem, a w drugą stronę powedrowały vlepki Legii, z którymi sam nie wiem co się stało.

Droga z Mysłowic do Wrocławia 2004
Po pobycie na nieplanowym 5 dniowym pobycie w Sosnowcu (planowy to były 3 dni) nadszedł czas powrotu. Spotkałem tak chojnych Zagłebiaków, że do Wrocławia wracałem z 2 szalami Legii, 1 Zagłębia oraz z dwiema koszulkami Zagłębia. Wiadomo, że aby przejechać z Mysłowic do Wrocławia trzeba przejechać pół hanysowa. W Katowicach wsiada dwóch żołnierzy i siada w przedziale po mojej lewej stronie. Ponadto wsiada jakaś para, koleś około 25 lat - koszulka Gieksy - myślę sobie no to ładnie. Na szczęście tylko odprowadzam dziewczynę. Jedziemy dalej. Zabrze... Do przedziału po prawej wsiada gość, jakieś 20 lat wagi raczej nie piórkowej :) Na potrfelu vlepka Górnika. Dwóch żołnierzy którzy wsiedli wcześniej okazali się Gieksiarzami, jadącymi do Wroclawia do jednostki. Sporo rozmawiali o dymach w których brali udział - nie gadałem z imi, stali przy oknie pijąc piwko i rozmawiając. Jest super, myślę sobie. Przecież jak przypadkiem by ktoś mnie wykminił i sprawdził zawartość torby było by ciekawie. Do Opola spokój. W Opolu wysiadł Żabol, który dla rozgrzewki pogonił 3 kolesi z Odry (byli w koszulkach). Wjazd na Dworzec Główny we Wrocławiu przyjąłem z ulgą.

Wrocław 2004
Z kumplem mieliśmy bilety na mecz Polska - Ukraina w futsalu rozgrywanym we Wrocławiu. Idziemy na przystanek pod Dworzec Główny. W momencie podejścia pod dworzec slyuchać było coś ala "MKS" - no to ładnie Lubinki idą, a ja w bluzie Polska a kumpel Śląska. Założył kurtkę i idziemy w stronę słyszanych odgłosów. Coraz głośniejsze te okrzyki... Niestety albo i stety okazało się że to tylko żołnierze śpiewali coś i na pewno nie było to MKS.

MNG
29-12-2004, 17:20
Siędzę i sie nudzę, na nasze strony już się boję wchodzić to skrobne może co u Was :oczko:

To było gdzieś w 90-91. Jechałem na ślub starszego kuzyna do Gliwic. MIałem jakieś 15 latek. Rodzina pojechała wcześniej, ja z jakichś powodów pojechałem sam,niestety pociągiem...
Do Górnego Śląska wszystko przebiegało planowo: kanapeczka, soczek, podziwianie widoków zza szyby. Tłoczno dość było i gorąco (lato), więc klabowałem na korytarzu. W Mysłowicach(?) na dworcu hałas nie z tej ziemi: dobre 150-200 typa, niebiesko: Ruch.W portfelu legitka sekcji judo Wisełki. A czsy zgody z łowcami głów przeszły już wtedy gwałtownie do historii. Policji nie widać, ładują się wszyscy do ostatnich wagonów. Nic to, oddzielały nas chyba 2 wagony - jedziemy dalej. W Katowicach dosiadają sie następni i wypełniają sąsiedni wagon :zdziwiony: Powoli robi się gorąco, po pociągu bujają chłopiska i lustrują otoczenie- siędzę cicho i wcinam kanapkę kumając,że jak mnie spytają o cokolwiek to rozkminią w 2 sekundy po wymowie, nie muszą nawet do portfela zaglądać :/

Tak więc nie rzucam się w oczy i udaję, że mnie nie ma.
Dojeżdżamy do kolejnej stacji na G.Śląsku i do pociągu ładuje się kolejna grupa- tym razem do wagonów przed moim..Orientuję się nagle, że jedni z drugimi nie mają nic wspólnego ( Do tej pory nie wiem kto wsiadł, bo od pewnej chwili w pociągu pełen amok: latają butelki, ludzie się przepychają, pojawiają się psy...a ja siedzę w przedziale z jakimiś babciami i modlę się o Gliwice). Oni z koleji orientują się że nie są sami. Zaczyna się ganianka po pociągu. Linia frontu przebiega gdzieś w połowie mojego wagonu :hyhy: na tyły obu grup naciskają psy, przy okazji gazując, co się tylko da. Dzieci płaczą, kobity krzyczą, latają jakieś butelki...

Pociąg bezwładem toczy się dalej: dojeżdżamy do upragnionych Gliwic. Już zbieram się do ewakuacji, na korytarzu o dziwo spokojnie( czyżby przegrupowanie :oczko:)docieram w poblize drzwi- mam niedaleko, rzut oka na dworzec i uśmiech tryumfu zastyga mi na ustach: na peronach ciemno od policji i psów :O Pociąg obstawiony, nikogo nie wypuszczają, a niektórych wyciągają siłą i leją na peronie.. Gaz leci do środka

Otwieram drzwi, próbuję wyjść i oczywiscie zaliczam pałką po grzbiecie. Tak więc odwrót i plan B. Do przedziału, przepraszający uśmiech do pań i ładuję się na stolik i przez okno na zewnątrz. Zszkowane całą sytuacją pasażerki łaskawie wyrzucają za mną plecak. Łapią mnie policjanci, ja wrzeszczę "do rodziny na ślub przyjechalem" :hyhy: jakiś oficer lustruje mnie pogardliwie, zagląda do plecaka i mogę iść.

Druga historia już zupełnie leciutka i dość niedawno (2-3 lata temu), w Warszawie. Akurat przez jakiś czas pomieszkiwałem w Waszym mieście z pewną Warszawianką :hyhy: Zima, chyba niedziela, nuda w sumie, więc zaświtał mi pomysł, żeby zobaczyć mecz młodzieżówki z Włochami. Wziąłem kobitkę i na krytą. Wszystko ok, herbatka itp.
Zanim weszliśmy było juz 0:2 (mecz skończył się chyba wynikiem 2:5..)
Obok nas kilku chłopakow wyglądających na kibiców Legii. Ja tłumaczę cierpliwie dziewczęciu: A ten to Rasiak, a ten tam Smolarek... I nagle dziewcze niekumate na cały głos:

"A z twojej Wisły to nikt nie gra??" :kurde:

Chłopaki na 3-4 ziorają na mnie, ja głupi uśmiech i tylko dziewcze zdziwione: "No co ty..naprawdę żaden Wiślak tu nie gra??"

Coś poszeptali, popatrzyli, no ale że z kobietą byłem to odpuścili sobie
:oczko:

KRA
29-12-2004, 23:32
Ja byłem kiedyś na kolonii w Rowach. Nie wiem był to 2000 czy 2001 rok. Nieważne. Normalnie z rana chodziłem sobie na stołówkę w koszulce Legii. Po kilku dniach wychowawczyni powiedziała, żebym więcej tej koszulki nie zakładał bo tutaj pracują kucharze z Łodzi i są za Widzewem. W koszulce nadal chodziłem ale faktycznie zupy to jakieś miałem za słone, a i patrzyli się na mnie jakoś dziwnie :hmm: :hyhy: . Na tej samej zresztą kolonii poznałem chłopaków z Wrocławia. Równe kolesie. Śląsk wtedy wracał do I ligi (jak się okazało tylko na rok) Mięliśmy zajebiste kontakty. Nocami wybijaliśmy się na piwo na plaże! Nic do Legii nie mięli a o Wiśle nawet nic nie wspominali. A podobna wielka zgoda!

WarsL
30-12-2004, 01:23
Dobra „co by” rozkręcić troszkę ten fajny temat ....
...przypomniałem sobie pewne zdarzenie związane z zasadami panującymi na Legii.

Działo się to w czasie zupełnie nieodległym , wspominanym przeze mnie z ogromnym sentymentem. W czasie , gdy już moja aktywność wyjazdowa pozwalała mi określić siebie jako dość doświadczonego wyjazdowca. Opowieść ta wiąże się z eskapadą do Iławy na Jezioraka w PP gdzieś w połowie lat 90. Zanim jednak postaram się przejść do sedna, winien jestem „zdań kilka” tytułem wprowadzenia.
Jak zapewne Wam wiadomo – Jeziorak - jest/była to drużyna mająca sztamę z naszymi ulubionymi "misiami" , których w tamtych czasach lubiliśmy odwiedzać na terenach występowania tego gatunku - ot tak po prostu, przy każdej nadarzającej się okazji.
Co do samych fanów z Iławy to dysponowaliśmy raczej zerową wiedzą w kwestii ich barw, piosenek itp. spraw, którymi z reguły nie zaprzątaliśmy sobie głowy.
Pewnego razu , w niedzielny poranek, po godzinie 5:00 wracając z klubu Blue Velvet (ktoś pamięta jeszcze taki klub 8) ) , tradycyjnie postanowiliśmy udać się w tour de sklep, szlakiem znanych nam punktów sprzedaży całodobowej, w celu wypłukania z naszego organizmu - browarem - pewnej substancji, która notabene z ogromnym sukcesem podbijała nasz rynek (podobno czyni to do dzisiaj jednak już bez mego udziału :roll: ), a także z nadzieją na "miłe spotkanie".
W związku z tym .......
......dobrnęliśmy do sklepiku na ul Franciszkańską i tam po dość solidnym zaopatrzeniu się w złocisty płyn usiedliśmy na parapecie okien tego sklepu na zewnątrz i ze spokojem czekaliśmy na nocnych marków takich jak my.
Siedzieliśmy tam dobrą godzinę i nikt interesujący się nie pojawiał.
Wtem .....jest, mamy farta , ktoś idzie - tzn. kilka osób było już wcześniej w sklepie ale nawet przy dużym nagięciu okoliczności , nijak nie można było ich podciągnąć do miana kibica.
Ten ktoś.... to kilku dość głośnych typów z plecakami. Idąc drą się w niebogłosy :
- Iiiikaaaaesss, Iiikaaaesss !!!!!
- ***** co to jest ten Iks – powiedział K.S. (dość znany „kibic” w tamtych czasach ) ?
- Ni ***** nie mam pojęcia – odpowiedział T. (nie mniej znany „kibic” )
- Dobra siedzimy i czekamy (dla niekumatych dodam ,że to Nowe Miasto więc....dużo tam Ksp) – zarządził K.S.
Siedzimy, spijamy browarka i wypatrujemy tej bliżej nieokreślonej wycieczki.
Są. Wyłaniają się zza winkla i widząc naszą grupkę wyciągają szaliki z plecaków.
Ku naszemu zdziwieniu są to barwy biało-niebieskie. Pierwsza myśl ....Lech. Noooo to kochani , zabawimy się. :chytry:
Ale ten Iks nie dawał nam spokoju .
- Jesteśmy zmelanżowani więc może się nam zdawało, może śpiewali KKS – wypalił K.S. Jest nas czterech. Jedziemy z nimi. Jak ktoś spierdoli to do zajebania. Nieważne ilu ich by było (nie byliśmy pewni czy to cała wycieczka) , z zaskoczenia ich weżmiemy.

No o.k. w takim gronie dać plamę to grzech , najwyżej nas pojadą.
Idą. Jest ich pięciu . 4-5 w tym składzie to ich mamy na miękko 8)

W tym czasie nasi „przyjaciele” doszli do nas na odległość kilku metrów. K.S. wstał pierwszy i odkładając browca na chodnik wypalił:
- Witamy w Warszawie 8) .

Na co oni razem, równo i dość ochoczo , zważywszy na powitanie intonują :
-Iks przyjacielem Polonii jest . :O
He he jesteśmy w domu .....
Akcja......nastąpiła natychmiastowa reakcja. K. wyprowadził klasycznego prawego prostego i pierwszy z wycieczki leży. My dobiegamy do dwóch następnych i 3 x K.O. ......dwóch dalszych ucieka. Rzucamy się w pogoń, jednak substancja przyjęta w nocy plus kilka już piwek nie pozwala nam się wznieść na wyżyny naszych możliwości sprinterskich. „Goście” uciekają . Wracamy do tych trzech. Nie ma potrzeby powtórki . Leżą w tym samym miejscu i udają nieprzytomnych . Zbieramy szaliczki, przeglądamy plecaki w poszukiwaniu flag. Nie ma.
„Cucimy” ich . Jeden otwiera oko. Gratulacje, właśnie spotkaliście (...) Legia Warszawa. Gość wstaje na nogi i pozostawiając plecak ucieka czym prędzej. Dwóch jego kumpli zdezorientowani klęczy i prosi żeby ich nie lać.
Liść na odchodne i „szoruj sandały gamoniu” .
Lustrujemy zdobycze. „Hooligans Jeziorak” – może być.
Czwarty do brydża u nas to mój kumpel z dzielni. Młody zawadiaka , był kilka razy na Ł3 ale jeszcze nigdy na wyjeżdzie. Spodobało mu się.
-No brachu w takim razie musisz z nami jechać na wyjazd.
- Nie ma sprawy ....jadę.

I tu wracam do sedna.
Zdecydowanie był to jeszcze czas , gdy na wyjazdach panowały zasady i rygor a tzw. świeżak w ekipie, musiał wykazać się charakterem. W dobrym tonie było by nowy był wprowadzony przez kogoś znanego. On....był.
Jedziemy na PP do Iławy (cóż za zbieżność). Wtajemniczyłem go , co do kwestii pierwszego wyjazdu. Dał radę . Dwa litrowe flakony czystej z popitką i zakąską (to mama .....wszak J. –czyli nowy, jechał na wycieczkę w Polskę) .
W pociągu , w przedziale same gwiazdy życia kibicowskiego K., K.S., T. , koleś ode mnie z dzielni, ja i J. Wódeczka, zakąska i .....opowieści. K. największy wesołek z tzw. starszyzny jedzie z klimatami. Wraz z ilością spożytego płynu zaczynają się wstrzyki.
- Stary wiesz ,że tam będzie jatka. Jedziemy po całości. Jak spierdolisz to masz wjazd na kwadrat.
- Pamiętacie tego typa co na Lechu zmiękł.:oczko:
- Tak, smary i naliczony był – odrzekł T.
- He,he,he …. Może daj se spokój człowieku i wróć do domu póki masz możliwość -całe towarzycho dobrze się bawiło.
- Nie dam plamy , słowo honoru – rzekł J.
- O.k. jak chcesz tylko póżniej nie płacz.
- Nie ma miękkiej gry, czuję moc ....he he – to już raczej wpływ wypitej wódeczki.

Dojeżdzamy. Cała stacja wymalowana „Arka Hooligans” i „Iks+Ksp”.
Do meczu mamy cztery godziny. Wraz z kilkunastoma osobami z (...) idziemy (oczywiście bez barw ...już wtedy ich nie nosiliśmy) na miasto. Mijamy takie jeziorko w centrum miasta i idziemy do knajpy. Tam kilka browców i kilka guzów u miejscowych „piwoszy”. Ktoś strzelił z chałapy do organów ścigania , więc ulatniamy się zanim przyjechali. Zakup w sklepiku i ławeczka przy jeziorku.
Oj pieknie było. Co chwilę mijają nas kibice Iks-u . Zakładamy swoiste przejście graniczne a sami zamieniamy się w celników. Warunkiem przekroczenia „granicy” bez podatku (czyt. guza) było oddanie barw. Zebraliśmy ich dość sporo . M. z (...) odparł. Po ***** nam te szmaty , przecież przed kasami psy nas zawiną z takim pakunkiem.
-Ale wywiesimy i spalimy – odparł jeden z tych nawiedzonych zdobywców.
- Stuknij się w hejnał gamoniu . Zanim wejdziesz, będziesz miał „przygodę” z ******* w kabarynie.
- To co robimy. Do jeziora – zarządził M.

Idziemy na mecz. Kupujemy bilety....a jak - i .....wchodzimy na trybunę miejscowych, a właściwie za tą trybunę zwabieni zapachem grilla. Za tą trybunką był budynek klubowy z szatniami i ....barkiem z giętą i browarkiem.
W dwadzieścia kilka osób zasiedliśmy przy stoliczkach i przy browarku i kiełbaskach rozprawialiśmy o klimatach Warszawskich. Sielskość anielskość. Co chwila przychodzili kibole Jezioraka po piwko i patrzyli się na nas z pode łba . Jednak nic nie następowało a my zupełnie nie zainteresowani sytuacją dalej spożywaliśmy.
To była chyba druga połowa. Zaczęło się, ale...... na naszym sektorze (po przeciwnej stronie boiska) . Usłyszeliśmy zamieszanie . Patrzymy – wojna. Psy wbijają się na nasz sektor. Biegniemy. Dobijamy do naszego sektora i w tym momencie już od tyłu atakujemy psów. Znaczna ich przewaga powoduje, że po kilku minutach cofamy się do naszego barku (trzeba przypomnieć , że na ten mecz ściągnięte zostały liczne oddziały ze szkółki z Szczytna) . Totalna masakra. Psy spychają naszych podczas walki tak, że pada ogrodzenie i karetki muszą interweniować.
Siedzimy w naszym lokalu i .....gdzie jest J. Nie ma. Wracamy już po całej akcji na sektor. Wiele osób leży na ziemi inni biegają do psów i żądają karetek.
Jest . ***** jest. Leży. Przy samym płocie. Nieżywy :kurde: . ***** po co go wkręcaliśmy. Nie cofnął się nawet w sytuacji beznadziejnej. Poległ w walce. :zlosliwy: :zlosliwy:

Żyje. Łeb rozwalony od drewnianej pałki. Krew leje się strumieniami. Psy nie pozwalają na opatrzenie przez lekarza. K. prosi kierownika naszej drużyny (piłkarskiej) . Bierzemy J. Pod ręce i prowadzimy go do szatni Legii. Zielu zwalnia swoją ławeczkę. Machowski (lekarz klubowy) robi opatrunek.
- Panowie musicie z nim jechać na ostry dyżur na prześwietlenie, potak silnym uderzeniu może mieć wstrząs mózgu – to nasz doktor.
Jedziemy.
Taxi i już jesteśmy w szpitalu w Iławie. Czekamy tam cztery godziny. Wychodzi w opatrunku ala Adams z repry Anglii.
Jedziemy na stację. Bar dworcowy, kac, fasolka po bretońsku (te czasy) , wódka od taryfiarza i nocnym pociągiem wracamy do Wawki.

Ufff....długo ale szczerze. .

Jaco
04-01-2005, 22:57
Spełniam jedno z noworocznych marzeń Adama-Oldboya :oczko: :
Rok 1977
Jestem na wakacjach w Stegnie Gdańskiej z grupą znajomych. Jutro mecz z Arką w Gdyni. Szybka decyzja: jedziemy we dwóch z kolegą Maćkiem ( nie tym Maćkiem, co wiecie :oczko: ). Jedziemy oczywiście autostopem.
Ci, którzy znają mój fart, domyślą się zapewne, że podróż trwała ładnych kilka godzin.
Między innymi podwoził nas gościu, który proponował, ze zabierze nas ze sobą na prawdziwe polowanie. Opisywał, jaka to fajna zabawa i ile tam będzie gorzały.. Pewnie zboczeniec jakiś :hyhy:
Można się domyślić, że zrezygnowaliśmy. Przed meczem pełna konspira. Na stadionie okazuje się, że żadnej grupy z W-wy nie ma. Nie ma też (jawnie) Lechistów. Konsternacja. Siadamy między Arkowcami, mając po lewej ręce „Górkę”. Pech nas nie opuszcza. Po kilkunastu minutach pół trybuny patrzy na nas ze złością, bo jest 2:0 dla Legii po bramkach Kazia Deyny i „Ferrariego” Nowaka. Analizowaliśmy później, jak nas rozkminiono.. Wyszło nam „z obliczeń”, że niektórzy żółto-niebiescy musieli się pogniewać za naszą nieukrywaną radość po każdej z bramek. Przez cały mecz równo jadą na Kazia Deynę. „Cała Gdynia chórem”. 3 minuty przed końcem Arka strzela na 1:2, ale koniec końców victoria!!! Po meczu „kanałami” opuszczamy obiekt.
Dostajemy się w okolice dworca. Ja czekam na zewnątrz a Maciek pobiera kasę w PKO. W tym momencie podchodzi do niego chłopaczek w naszym wieku i chwilę rozmawiają. Wychodzą we dwóch i Maciej przedstawia mi nowego kolegę – Lechistę, który ma tanio do sprzedania biało-zielone gadżety. Prowadzi nas wzdłuż budynku dworca a po chwili skręca w lewo....A tam niespodziewajka.. :zly: Niby-walka trwała jakieś 15 sekund. My obaj na glebie a 6 kolesi gra w futbol naszymi rękami, plecami i głowami. A gadżetów, jak nie było, tak nie ma. Jeden z „Lechistów” na odchodne wyprowadza nas z błędu, informując kulturalnie, że ch..... z W-wy zawsze tak będą traktowani w Gdyni, podobnie, jak k... z Gdańska. Dopiero wtedy dotarło do nas, z kim mieliśmy wątpliwą przyjemność.
Jakoś się pozbieraliśmy i udaliśmy się do dworcowej toalety. Spojrzałem w lustro i szok... Wyglądam, jakbym się całował z wroną. A dziób mam, jak u dzięcioła. Czerwony i popękany. Górna jedynka poluzowana, oko w otoczce. Z Maćkiem gorzej. Nie może ruszać witką. Jakoś się ogarnęliśmy, nabyliśmy bilety do Gdańska i w drogę SKM-ką. W pociągu wzbudziliśmy niekłamany podziw swoim eleganckim wyglądem. Podchodzi do nas koleś i pyta: „Jesteście z Legii?”. Ja mówię :”Owszem”. Maciek dowcipnie pyta chłopaka, czy może ma do sprzedania niedrogo Lechijne gadżety..Chłopak oczy w słup i pyta, jak może nam pomóc. Od słowa, do słowa zaznacza, że jest z Lechii i że jego starzy dysponują działką, na której może nas przekimać. Oczami wyobraźni widzę już 5 jego kolegów z Arki, ale z Maćkiem jest coraz gorzej. Podobno boli coraz bardziej. Trudno. Ryzyk-fizyk. Chłopak w Gdańsku wprowadza nas na jakieś działki... Ulga. Jesteśmy we trzech. Dajemy mu jakąś kasę na „coś do picia”, ale odmawia.. Mówi, że musi iść do domu. Wraca za 20 minut z żarciem i kilkoma butelkami piwa. Skąd on wziął piwo w 77 roku???? Wspólna kolacja i kima. Rano budzę się a nowo poznany koleżka już jest. Ze śniadankiem. Jesteśmy mu niewymownie wdzięczni, bo pomyślał i o wodzie utlenionej i o bandażu dla Maćka. Odprowadza nas na dworzec. Kasy oczywiście za poniesione koszta nie chce wziąć, jak to Lechista. Uściski, pożegnanie i odjazd. Wieczorem byliśmy już w Stegnie u znajomych. Poznali nas dopiero po dłuższej chwili. Najgorsze jest to, że Maciek w pociągu zostawił torbę z żarciem, w której były namiary na koleżkę z Gdańska. I w ten sposób, mimo rozpytywania wśród znajomych Lechistów, już nigdy się nie spotkaliśmy. A szkoda. Jeśli to czytasz, kolego z Gdańska, to daj jakoś znaki. Mam dług wobec Ciebie...
O spłaconym długu wobec Arkowców opowiem w innym odcinku. Dobranoc Państwu.

wroc(L)aw
05-01-2005, 10:44
Jaco widze ze twoje historie siegają lat 70 i 80 więc prośba o jak najwięcej a jeśli coś było ze śląskiem (przygody) to proszę o opis.............

Jaco
05-01-2005, 11:55
Jaco widze ze twoje historie siegają lat 70 i 80 więc prośba o jak najwięcej a jeśli coś było ze śląskiem (przygody) to proszę o opis.............
O Śląsku z dawnych lat masz trochę tutaj:
http://www.lechia.gda.pl/cgi-bin/forum/post/7384.shtml

P.S, Nie wszystko można opisać w necie, zwłaszcza, że nie minął jeszcze "okres ochronny". :cicho:
Mogę tylko napisać, że odnośnie starszych kibiców Śląska Wrocław mam pozytywne wspomniania. 8) .

Pawełek
05-01-2005, 18:46
MAN UTD


W drugiej połowie lat osiemdziesiątych była wśród Legionistów taka mała zajawka na Chelsea Londyn. Pamiętam, że jak odwiedzał mnie na Strefie Brat Tomasz ze swoimi koleżkami z Bródna – ostro byli tym faktem zajarani. Mnie też się nieco ten klimacik udzielił, mocno trzymałem kciuki za angielską reprezentację – ale jak kiedyś w Głosie Ameryki usłyszałem o Polsce kilka pozapiłkarskich, lekceważących wypowiedzi angielskich historyków – jakoś mi ta sympatia bardzo szybko stopniała, a w sercu utkwiła mocna zadra.
Potem niby upadła komuna, na Legii zaczęło być niewesoło, ale piłkarze zdobyli Puchar Polski i rozpoczęli rywalizację w Pucharze zdobywców Pucharów. Ten okres kojarzy mi się z dwoma, o ile to można tak nazwać, piosenkami. Otóż któregoś wieczoru w Dzienniku telewizyjnym ogłoszono, że wylosowaliśmy szkocki Aberdeen. Po jakichś dwóch godzinach Iwan z ekipą - już darli między blokami ryje: „Aberdeen – skur-wy-syn!!!. Dołączyłem do nich, polało się trochę alku... – Pojedziemy z nimi! – zapewnialiśmy się nawzajem... Ale jak przyjechał Aberdeen – to byliśmy na takiej szprycy, że na luzie niemowlęta by nam wpierdol spuściły.
Podobnie było z Sampdorią. Podwórkowe śpiewy: Italia Italia – to kurwy i genitalia! Sampdoria Genua to kawał pizdy i *****! Była też wersja „nie sięga Legii do *****” – co znaczyło, ze cenimy ją ciut wyżej niż przed laty Inter Mediolan, co to sięgał nam jedynie do kolan... W każdym razie ponapinaliśmy się jak stąd na słońce – i... w dniu meczu było tak samo jak poprzednio.
Jakoś szło ku wiośnie i ciepło się zaczynało robić – pada wiadomość: trafiliśmy na Manchester!!! Nie ma inaczej – Man United przyjeżdża do Warszawy!
W temacie zgód była wtedy lekka anarchia – tu Lechia – tam Pogoń... ale jakby nie było na Łazienkowskiej okrzyk „Chelsea London!” – wyraźnie ustąpił zawołaniu „Manchester United!”...

Tego meczu nie mogłem się wprost doczekać. Pamiętny angielskiej ignorancji wobec mojej Ojczyzny poprzysiągłem sobie w duchu – że sam skurwieli trafię – nawet jakby nasi z nimi zgodę zrobili. Dobry angol – to martwy (a przynajmniej obity) angol... Z tegoż powodu obiecałem sobie, że żadnego zaprawiania na okoliczność tej imprezy nie będzie.
Dzień czy dwa przed tym wielkim piłkarskim świętem – siedziałem sobie z Popielem „pod Prusem” i łoiliśmy delikatnie browarki. Podbił do nas „DD” – koleś z Dziennikarki (obecnie znany dziennikarz sportowy) – podłączył się pod browarek – i pokazuje nam świeżo nabyty bilecik na mecz. Ponieważ był łaskaw nadmienić, że wejściówki rozchodzą się konkretnie, postanowiliśmy z Popielem działać. Wbiliśmy się w 195 i pojechaliśmy do mnie na Strefę po kase. Przy okazji na miejscu spotkaliśmy Fiszerzynę. To był taki koleś spoza filmu, ale lubił wypić i bywał agresywny. Fiszerzyna legitymował się akurat litrową śliwowicą o voltażu nie mniejszym niż sześćdziesiąt procent. Zrobiliśmy tą flachę częściowo u mnie na kwadracie – resztę w drodze na Legię – i tak nieźle już trafieni z plecaczkiem pełnym piwa i ciśnieniem na Anglików - stanęliśmy pod kasami na Łazienkowskiej. Kolejka jak mur chiński – ale Fiszerzyna wypatrzył w tłumie jakiegoś znajomka. Chłopak ten - już „witał się z gąską”- i dzięki refleksowi Fiszerzyny – za chwilę wszyscy mieliśmy już wjazdówki w kiermanach. Postanowiliśmy się koleżce odwdzięczyć – oferując mu gratisowe wejście w pulę do piwa. Jako że wtedy na Legię można było bez kłopotów wejść o każdej porze – postanowiliśmy rozpić temacik na Krytej. Przeszliśmy przez bramę – idziemy – a tu słychać śpiewy: „Glori glooori Man United!!!” Co jest?! – Patrzymy – a tam sześciu gości w czerwono-białych barwach, w najlepsze prowadzi libację. Wpinamy się do nich – przycinka – ich sześciu, dwie butle łyskacza i kilkanaście pełnych Tuborgów. Ilości puszek już opróżnionych nie liczyłem...
Jesteśmy już przy nich – zuważają nas: - Ooo Legia Warsaw! – jakiś typ wręcza mi flache z Walkerem. Wziąłem łyk, zatelepało mną – a typisko otwiera Tuborga, podaje mi z tekstem – It’s better to drink mixted... Miał rację... Płomień wojny – jakoś we mnie przygasł. Nie wiem o czym z nim łamaną angielszczyzną nawijałem – chłopaki też się jakoś zintegrowali z pozostałymi – minęła chyba godzina... wrzaski: my „Legia” oni „Glori glori”... Wychlaliśmy wszystko – razem z naszym piwem, które angolom dziwnie wykrzywiało pyski. To mi się nie spodobało, ale głupio było kręcić aferę – jak opiliśmy się ich trunkami za frajer. Nagle podchodzi do mnie jeden z nich – w łapie trzyma swój szal i palcem wskazując na mój sza(L)iczek wyraża chęć zamiany. Podobne sceny dzieją się wokół mnie. Nasza trójka – że aboslutnie nie ma mowy: NEVER! Zaczynają się jakieś nerwowości- i ten co się chciał przed chwilą ze mną mieniać – klepnął mnie z otwartej w czoło. Stałem rząd wyżej niż on – niemal jednocześnie pociągnąłem go lewą do siebie – wyprowadzając z prawej solidną bombę. Koleś pofrunął w dół – a ja ze zdziwieniem odkryłem, że pozostałych Junajtetów – masakrują moi kolesie. Dwóch „obcych” już leży - Popiel biega za jednym z kosałą, a na kolejnym Fiszerzyna sprawdza jakość swoich „rumunów” krzycząć „Kill England!”.
Nagle, jak zwykle w porę, pojawiają się psy. Widzę jak zachodzą Popiela – ten leci w moją stronę – to ja zrywa w dół. Skaczę przez rzędy – i przede mną jest ta przerwa na trybunach, gdzie kiedyś pod Krytą były szatnie... Odmierzyłem... pierrrdut!!! Wpadłem centralnie do środka tej szczeliny... Chwilę pozostawałem bez jaźni... Otwieram oczy – Jezu... żyję... Psy się chyba przetoczyły – ale łeb rozbity i coś piekielnie kłuje mnie w kurczowo zaciśniętej pięści. Rozprostowuję dłoń – i ukazuje mi się śliczny kwadratowy znaczek Manchesteru. Rozkminiam... pewnie jak złapałem frajera za kurtkę i posłałem strzała – ta przypadkowa zdobycz została mi w ręku...
Pozbierałem się – widzę Fiszerzynę. Wołam go – ten podbija –Chcesz? –pyta – i podaje mi szal Man United... – Tego z Kielc to złapali. Chujowo bo kosy nie wyrzucił... Wiesz co krzyczał ten typ co go kopałem? Że nie są Anglikami, tylko fan klubem Manchesteru z Budapesztu...
- Pierdolisz... Węgrzy?! – nie dawałem wiary
- Tak piszczał... Powiedziałem mu po polsku – że trzeba było w domu siedzieć...

Wyszliśmy na Trasę Łazienkowską. Fiszerzyna w zdobytym szaliku, ja z tym znaczkiem – idzie jakaś młoda ekipka naszych. Doskakujemy do nich: - Are You Legia fans? Do you want to fight?! Spłoszeni nie podjęli wyzwania… Kręcimy bekę… Dosyć wrażeń – wracamy na Strefę…

Popiela po odebraniu scyzoryka i ostrym przepałowaniu – psy puściły po kilku godzinach...

Szalik z Diabełkiem – spłonął tego samego wieczoru na naszym podwórku...

--------------------------------
Możecie ten epizodzik zaliczyć jako c.d. „Koroniarzy” ;)
--------------------------------

Acha... Oczywiście w dniu meczu - niczego już nie dokonaliśmy... :D

Naj(L)epszego!

Foxx
05-01-2005, 21:02
Jaco widze ze twoje historie siegają lat 70 i 80 więc prośba o jak najwięcej a jeśli coś było ze śląskiem (przygody) to proszę o opis.............

Moja "przygoda" jest w topicu "Atmosfera na Legii w przeszłości" 8) .

korniszon
06-01-2005, 17:05
Dobra to i ja coś skrobnę (lajcik):

Wakacje w '96 spędzałem w Polańczyku nad Soliną. Pojechałem tam z dużą ekipą (kilkanaście osób), z których większość już tam była dwa czy trzy razy. Znali więc sporo miejscowych (w tym barmana w jednym z lokali, co nie ma znaczenia dla opowieści, ale dla atrakcyjności wyjazdu miało jak najbardziej :oczko: ). No więc już od pierwszego dnia alkoholizujemy się z miejscowymi. Ja od razu wyjeżdżam z Legią, na co miejscowi: "my też za Legią!". Zostaliśmy więc z miejsca niemalże przyjaciółmi. :oczko:
No więc którejś nocy włóczymy się z tubylcami w dużej ok. 10-os. grupie (nas z Warszawy 3-4) po okolicy, już wcięci, ale nie pijani. Popijamy, łazimy i nagle słyszymy: "Fraaneeek Smuuudaa!!!".
-Widzew!-mówię.
-Lecimy!-natychmiast twierdzi jeden z naszych gospodarzy (strasznie wyrywne chłopaki).
No OK, jak lecimy to lecimy. Podbiegamy do śpiewaków. Patrzę, tamci wyraźnie starsi od nas, ale zupełnie już pijani, no i my w zdecydowanej przewadze liczebnej.
-Komu kibicujecie?-rżnę głupa.
-Widzew!
-A my Legia Warszawa-pada natychmiastowa odpowiedź.
-O *****...
W tym momencie z naszej grupy prawy prosty ląduje pod okiem jednego z widzewiaków. Żeby było śmiesznej znów była to inicjatywa jednego z bieszczadzkich kolegów (mówiłem, że wyrywni). Na takie dictum najprzytomniejszy z widzewiaków zaczyna machać rękami coś a'la wiatrak:
-Dajcie spokój, dajcie spokój! Nie chcemy awantur!
-To po ch... spiewacie?-idiotyczne pytanie z naszej strony-Nie będziecie śpiewać to będzie ok.
-Dobra, dobra...
Jak wiecie, kiedy zaczyna sie opcja gadki atmosfera zaraz sie uspokaja. Agresja opadła i skończyło się na... rozmowie na tematy czysto piłkarskie.
Trzy, cztery dni później spotykamy "naszych" widzewiaków tym razem w świetle dnia. Patrzę, a typy starsze od nas średnio o jakieś... 10 lat :O (my w wieku mniej więcej 17-20). Jeden z nich uśmiechnął się z "pewną, taką nieśmiałością" na nasz widok i przeszli... na drugą stronę szosy.
Trafiliśmy więc chyba na widzewskich pacyfistów. :hyhy:

:bialy:
07-01-2005, 02:01
moje "oko w oko wroga" na pewno nie było hardkorowe ani trochę, ale wspominam je z uśmiechem, więc skrobnę co nastepuje:

Ostatnie wakacje, Italia, przełom lipca i sierpnia, ja (oczywiście w koszulce Legii) z moją dziewczyną zwiedzamy Rzym. Łazimy od zabytku do zabytku, od jednej kupy gruzu do drugiej, zahaczając co jakiś czas o taki czy inny kościół. No i właśnie w jednym z nich zatrzymaliśmy się na chwilę, bo moje kochanie chciało się pomodlić. Jako że mój światopogląd skłaniał mnie raczej do kontemplacji co najwyżej architektury wnętrza, to siedzę sobię i gapię się na ludzi.

Polaków łaziło tam sporo, wiadomo - papież, te klimaty. Siedziałem na jakimś krześle obok wejścia, obserwuję. Wtacza się właśnie wycieczka rodaków, głównie starcy a wśród nich całkiem duży koleżka w wieku 20-kilka lat. Nie żaden Pudzianowski może, ale ułomek też nie (zjadłby mnie na sniadanie). I od razu wzrok na mnie, wzrok na e(L)kę na mojej piersi i w jego oczach zapala się iście szatańska nienawiść. Ja na początku zdziwienie no bo jak to o co kaman, i dopiero po chwili zrozumiałem że to pewno jakiś ideowy wróg :)

Ehh... wyraz jego twarzy był mieszaniną niedowierzania z furią, gdyby mógł to podejrzewam że rzuciłby sie na mnię, ale że kościół to nie miejsce na rozróby no to ja pewien swojej nietykalności rozparłem sie ostentacyjnie na krześle i wrzuciłem na twarz najbardziej bezczelny uśmiech na jaki mnie było stać. 8) Tak coby go podkurwić najbardziej jak się da. Typek wszedł na wyższy stopień wkurwienia, stał dalej, gapiąc mi się cały czas w oczy, buzował się, ale mimo że byliśmy jakieś 2m od siebie, nie padło ani jedno słowo. W końcu jego wycieczka poszła śmierdzieć gdzieś indziej no i on, chcąc nie chcąc, poszedł za nimi.

Nie wiem, może to był znak od Jezusa, który ratując moje życie roztoczył nade mną bezpieczną aure kościelnej nietykalności? ;) nie wiem, wyraz jego tępej gęby zapamiętam chyba na zawsze, heh.

KaCzY_BrOdNicA
10-01-2005, 20:45
To bylo z 4 lata temu ale pamietam to dobrze w moim miescie w ktorym mieszkam była przysiega mialem wtedy 13-14 lat . a ze moj staruszek jest wojskowym wzial mnie i mojego kumpla na ta przysiege =] jak na tamten wiek jaralem sie tym jak nic hehe no a ze bylo zimno nie pamietam miesiaca zalozylem moj szaliczek (L) ktory mam do dzis :) Wiadomo przysiega ma to do siebie ze zjezdzaja sie ludzie z calej PL =] poszlismy tam na przysiege szyje mialem obwiazana barwami mojego ukochanego klubu juz od 6 lat =] niio i pamietam do dzis jak stalem z kumplem przy tlumie i nagle uslyszalem jak jakis cfaniak z tlumu zaczal krzyczec 'Wisla Krakow' :/ :/ pamietam do dzis jak sie smialismy z kumplem z tego, no ale za jakies kilka minut podchodzi 2-3 cfaniakow gdzies po 20 do "dwoch malolatow" <- podkreslam mielismy 13-14 lat i cos zaczeli sie czepiac bym schowal ten szalik bo mi go moga zabrac :/ nie pamietam co powiedzialem ale pamietam ze odeszli bez szaliczka :D barwy wciaz mialem przy sobie :D:D jak doszli na miejsce bo byli chyba z 60m od nas okazalo sie ze ich tam bylo wiecej i znow pioseneczka o Wisle , z tego co pamietam na Legie nie jechali... pamietam jak nic do teraz jak kumpel wzial mi ten szalik z szyi i podniosl go do gory by wszyscy widzieli i krzyknal Legia Warszawa , zaraz typ znow przyszedl i chcial mi zabrac szalik spostrzegl to jeden z wojskowych zabezpieczajacych przysiege i zareagowal tak ze wyprowadzil go poza teren jednostki :) a ja moglem w spokoju obejrzec Przysiege :D:D:D to na tyle.... hehe:)
[glow=green:c58c576168]Ole Ole ole Ola i Ty(L)ko LeGia LeGia WaRsZaWa =] [/glow:c58c576168]

Pawełek
11-01-2005, 12:18
Polonia Warszawa

Jak sięgam pamięcią – z dawnych lat przypomina mi się tylko jeden Gość, który chodził oficjalnie po Warszawie w szalu Polonii z dumnie podniesioną głową. To była znajomość jeszcze z czasów licealnych. Nazywaliśmy go „Kolejarz”. Chłopaczyna był charakterny do bólu i mieszkał na jednym podwórku z moim koleżką, Legionistą - Wojakiem – prowadzącym się według sprawdzonych zasad szkoły gitowskiej. Kolejarz i Wojak – oficjalnie – zawsze mieli sobie coś do powiedzenia. Wojak zawsze dogryzał: - Szalik se upierz, bo ci się zielony już w czarny zamienił, he he –na co Kolejarz odpowiadał niezmiennie – To spróbuj go wziąć i mi wypierz, cwaniaczku...
Ale to były tylko takie szczypanki. W rzeczywistości Chłopaki mieli ze sobą dobrą sztamę – przypieczętowaną niezliczoną ilością wspólnych osiedlowych jazd z milicją – o co, mieszkając w dzielnicy znanej z filmu „Nie zaznasz spokoju” – nigdy nie było trudno.
Kolejarz chyba normalnie skończył naszą szkołę, a Wojaka wywalili za wielokrotną recydywke... Potem obaj jakoś zniknęli z horyzontu– a wieści na ten temat krążyły niewesołe.
Po kilku latach obu spotkałem na Łazienkowskiej. Kolejarz stał oczywiście bez barw. W przerwie meczu przybiliśmy piątki, Wojak powiedział coś do śmiechu i... już nigdy ich nie spotkałem.

Drugi Polonista, co nie dygał śmigać w ichniejszym pasiaczku- to (nazwijmy go) Bączek, który miał wątpliwą przyjemność ocierać się o nas przy okazji studiów na Uniwerku. Z tym nie dyganiem – to może nie do końca tak... Widać było, że afiszowanie się z Polonią wiele go kosztuje, ale... był twardy. Bączek był mały i gruby – i nawet nasz wydziałowy cherubinek Pietka nie miał by z nim problemów – zatem, żeby nie było, że „kalekie bijemy” – ograniczaliśmy się do okazjonalnego psychicznego terroru, po aktach którego – nasz czarnoludek przemykał korytarzami z oczami w podłodze.
Raz z Chłopakami – potężnie pochlaliśmy w szatni – i rosły nam tendencje agresywne. Popiel, Erde i ja – wbijamy się do kibla na odlewkę i tak: ja staję koło pisuaru i leję – obok sika włąśnie Bączek – a Chłopaki stoją za nim i komentują: -Patrz jaka menda. Co on ma na szyi, *****... Wstydu nie ma... –Erde, jak to jest – ja jestem z Koronki- a Polonii nienawidzę... – Cuda się zdarzają... – Erde na to z bestialskim uśmieszkiem – Chodź go utopimy w tej miseczce...
Spojrzałem na Bączka. Jakby mógł – wcisnąłby się do tej odlewaczki i prysnął kanalizacją... Powiedziałem coś głupiego – padła salwa śmiechu – i atmosferka przycichła.
Żal mi było tego koleżki po maksie... Jego czerwoną, przerażoną twarz mam przed oczami do dziś... To było naprawdę smutne i - mimo już niezłej alkoholowej palmy- nie sprawiało mi jakiejkolwiek satysfakcji.
Potem jakoś żadnych zaczepek nie pamiętam. Albo my daliśmy luza – albo on przestał chodzić w szaliku...

Te deklaracje Popiela o jego „antypolonii” – to nie była tylko czysta teoria. Pewnego późnojesiennego wieczoru zawieruszył się omotany naszym sza(L)iczkiem gdzieś w Gettcie.
Jako że to taka bardziej czarna okolica – podbija do niego trzech (inne źródło podaje dwóch) nieco młodszych, dziarsko się poruszających chłopaczków – i pyta o Legię. – Co *****, nie widać? Jasne że Legia! – z Popielem nie ma dyskusji... Na takie dictum – chłopaczkowie przygrypsili coś między sobą, padło hasło „Polonia” - i przeszli do ofensywy. Popiel niewzruszony – wypłacił jednemu z otwartej, wyciągnął „motylka” i po krótkim artystycznym pokazie otwierania noża – stanął z kosałą w łapie i najczystszą w Rzeczypospolitej Polskiej grypserą – spytał napastników czy wiedzą co czynią... Młodziaki oniemieli – Eee... to Ty swój jesteś... widzisz – kolega wyszedł z poprawczaka... chcemy się jakoś zabawić...
- Taaak? No to przybij małolat skruszke pod skrzydełko zgredzikowi – i będzie git! –rządzi będący w śiódmym niebie Kielcuch...
Pogadali jeszcze trochę i każdy poszedł w swoją stronę.
Lenarcik – taki gościu z Mazur – który był świadkiem całego zajścia – stał cały czas pod drzewem, gdzie poszedł się odpryskać – i bał się ruszyć lub dobyć pary z gęby...

30 kwietnia 1993

Tą datę zapamiętam do końca swych dni. Pojebany dzień był od początku – wszystko pod górę. Na koniec wieczorem – śmiertelnie się sciąłem ze swoją lalunią – zatem zamiast na chatę – trafiłem do Starzyka. Na stół od razy wjechała połówka – co nie spodobało się jego ówczesnej damulce, z którą miałem niebotyczną kosę. Skończyło się tak, że zrobiliśmy tą flaszeczkę – panienka wyłapała od Starzyka w chałape – i wylądowaliśmy obaj na Starówce.
Siedzimy w jednej z knajp na Rynku – idzie jakaś rozwrzeszczana grupka. Patrzę – w tej chałastrze oczywiście bryluje Popiel... Wołam go – ekipa podbija i po krótkim przetasowaniu Popiel wraz z Lenarcikiem zostają z nami. Chlamy, Starzyk zalicza zwałę i ewakuuje się wstecznie taryfą. Z **** wie kąd pojawia się przy nas jakiś żołnierz – i wykorzystując naszą pijacką łaskawość wkręca się do stolika na krzywy ryj. Lecą browarki i „postoliczna” – temat zszedł na klimaty kibicowskie. Żołnierzyk z przyjaciela staje się demonem – Legia?! To kurwy w dupe jebane! Nienawidze!
– ***** –myślę- co za amok! Wstałem i z całej pary wyjebałem mu w ryj. Scenka była filmowa – bo koleś wysypał się z krzesłem, ale jego czapka od munduru znalazła się na stoliku. Dalej – to już Popiel wkleił mu trochę laczków – i trza się było zrywać- bo klimacik zaczął interesować kogo nie trzeba. Lenarcik zniknął w knajpie regulować rachunek – Popiel i ja – ze świeżo zdobytą wojskową czapkąnapruci jak wory - potoczyliśmy się uliczką w stronę pomnika Kilińskiego. Idziemy... – CeeeeeCeeeeeCeeeeeWuKaaa CeeeeeWuKaaaeeeS LEGIA!!! –leci ile w nas sił. Dochodzimy do tego pomnika: -Ej! Ciszej tam z tą Legią! – dochodzi jakoś zza winkla...
- A bo co, *****?!
- Bo Polonia tu pije...
- Taaak?! Dawaj Popiel! KaaaeS KaaaeSPeee- **** Polonia ole!
Co było dalej – znam bardziej z relacji niż z obrazów własnej świadomości...
Przede mną - nie wiem jak, jakby spadł z nieba – wyrasta wielki cień – i widzę tylko wielką pigułe... Bomba - błysk, zgrzyt szkła i.... cisza... Nic nie czuje, nie żyję... Otchłań... Po zawodach...
Popiel pada po krótkiej wymianie ciosów. Wszystko to widzi Lenarcik, który snuł się na swoje szczęście nieco dalej z tyłu.
Ktoś wali mnie z plaskaczy po facjacie... Otwieram oczy –Jezu... Co to było?!
- *****, Pawełek – ten co cię zdmuchnął – miał piąchę jak twój łeb. Myślałem, że cie zabił.
- Jak wypadłem?
- Buehehehhhh... nawet rączki nie uniosłeś! Zajebał cie jak słupa!
- Gdzie okulary?
- Nie ma ich, Pawełku... Zauszniki ci zostały na pamiątkę, cha cha cha...
Do śmiechu to akurat mi nie było. W blasku latarni mieniły się na bruku rozbite w pył szczątki moich szkiełek. Trochę niecharakternie – ale sam się prosiłem...
- *****, jak to możliwe do ***** – Popiel nie może rozkminić... – Rozjebaliśmy Manchester, a leje nas Polonia... ???
Ale mnie to gówno obchodziło... To ból całego łba, karku i pęknięte oko – stanowiło prawdziwy życiowy problem.
Po majowych świętach, z fioletwą do połowy mordą - poszedłem do lekarza... Okulistka, świetna skądinąd dupeńka, szczebiocze w niebogłosy – A kto tak pana urządził?!
Nie miałem lepszego pomysłu: – Obchodziliśmy Święto Trzeciego maja, proszę pani – i komuniści nas napadli ...
Musiałem jeszcze być w niezłym szoku – bo większego absurdu nie mogłem chyba wymyślić...

Następnego dnia zawitałem na Uniwerek. Przyciął mnie DD – i z cwaniackim mrugnięciem podsumował:
- Oczko pękło... he he… Co, Pawełek – jakaś akcja pijacka była?
- Była, była...

No jak nie – jak tak...


*************************

Naj(L)epszego!

Pawełek
11-01-2005, 16:07
He he... :)

Dzięki, dzięki – kłaniam się nisko... Bóg zapłać za dobre słowo... :)

Przepraszam za „literówki” – ale w „fabryce” nadaję mocno z partyzanta, jako że nagonka na mnie znowu rośnie... :D

Pamięć mam dobrą, ale krótką... :) - co do szczegółów z datą - tak sobie myślę, że ta kasacja pod Kilińskim – miała miejsce rok później niż powyżej napisałem... Bo właśnie sobie przypominam, że przy okazji meczu z Górnikiem - jak po bramce Fedoruka świętowaliśmy cudowne mistrzowskie 1:1 – jeszcze mnie żeby bolały... :D:D:D

Ale trzydziesty kwietnia się zgadza... ;)


Strzałeczka!

Foxx
12-01-2005, 22:33
Pawełek :brawo:
Twoja historia (poza tym, że mnie urzekła oczywiście), coś mi przypomniała...

Górnik Zabrze/Ukraincy :O

Gdy się okazało, że mecz o Superpuchar '89 (sierpień) z Ruchem odbędzie się w Zamościu, z dwoma kumplami z Mokotowa, Z. i D., zdecydowaliśmy się udać wcześniej na tydzień w tamte okolice pod namiot - konkretnie do jakiejś urokliwej wioseczki w okolicach Krasnegostawu.

Jak to zwykle bywa - od razu udaliśmy się na pole namiotowe, które... okazało się całe zajęte. Więc poszliśmy szukać kawałka ziemi u jakiegoś chłopa... Znaleźliśmy, wynegocjowaliśmy odpowiednią stawkę i rozbiliśmy naszą, mocno już zużytą, trójeczkę z małą "wernandką"...
Po godzince relaksu, podlanej jakąś miejscową chmielową zupką, zdecydowaliśmy się "pójść w miasto"... :roll: ... no może "wioskę" :hmm: ... Był wczesny wieczór...

Oczywiście pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku kampingu, który o tej porze dopiero zaczynał ożywać. Wtedy jeszcze grille nie były powszechne, więc co kilkadziesiąt metrów płonęły ognicha, nad którymi pieczono kiełbachy i w których żarze "dochodziły" ziemniaki... Klimat szybko się rozluźnia, gwiazdy pojawiają się na niebie, w pobliskim jeziorku kąpią się jakieś flirtujące parki... Ktoś tam wyciagnął gitarę, gdzieś indziej goście łapią 2 gorzałkową fazę (wtedy to były "Hej Sokoły...").
My spacerujemy sobie po okolicy z plecakiem-wojskową "kostką" pełną bączków (browarków 0,33), oczywiście szybko łapiemy własną fazę... Leci "... w tramwaju jest tłok...", ale tak jakoś kameralnie... Do refrenu oczywiście :hyhy: . Poszło jeszcze parę hitów... I w tym momencie spomiędzy namiotów wychodzi kilku starszych od nas typów z jakimiś drągami w łapach, i... coś mówi :O . Rozumiem tylko "Górnik" i "gorole" :zdziwiony: . Nie zdążylismy wyjść z odrobinę zmelanżowanego zaskoku i łomy poszły w ruch :- . Próbując się wyrwać, pod ciosami, każdy spieprzał w swoją stronę. Gęsto ustawione namioty, paradoksalnie, ułatwily nam sprawę - zwłaszcza, że byliśmy "dość" zdeterminowani. Hanysy krzyczeli za nami, że przetrzepią całą wioskę aż nas znajdą (później okazało się, że z polem namiotowym graniczył jakis górniczy ośrodek wypoczynkowy). Szczęśliwie poza mocnymi stłuczeniami nikomu nic się nie stało... Ponieważ wcześniej chcieliśmy spędzić drugą część wieczoru w karczmie, co "Chełm" się nazywa, każdy założył, że znajdzie tam pozostałych... I słusznie.
Z D. znaleźlismy się w lokalu prawie jednocześnie. Klimat trochę westernowy. Dziki tłum, prawie sami autochtoni, średnia wieku pod 30, czyli dobrze ponad 10 wyższa od naszej :roll: , straszny hałas... Kupiliśmy po litrowym kuflu Okocimia i usiedliśmy sobie z boku. Z rozmów miejscowych wynika, że nienawidzą Warszawy serdecznie i czują się Ukraincami... Zdążyliśmy trochę ochłonąć oraz skomentować łomot od Żaboli, gdy drzwi się otwierają i staje w nich Z. z naszym browarkowym plecaczkiem... Jego stan wyraźnie wskazuje, że plecak mu ciążył i zdecydował się znacznie zmniejszyć jego zawartość. Taksującym wzrokiem omiótł salę. Gdy jego przymulone oko spoczęło na nas, wzniósł ostatni "bączek" i krzyknął:
- Legia tu się bawi! - i zaczął się wylewnie z nami witać.

Jak można się spodziewać, po chwilowym milczeniu, sala wybuchła "*******", kuflami , krzesłami i stołami. Dostaliśmy po raz drugi. I po raz drugi szczęśliwie. Oczywiście ktoś kogoś niechcący zahaczył krzesłem, czy stołem i błyskawicznie każdy zaczął lać się z każdym... W końcu, już bardzo mocno potłuczeni (paradoksalnie twarze były praktycznie naszymi jedynymi nienaruszonymi częściami ciała - chociaż obecnie mam takie wrażenie, że wtedy "sprzętem" najczęściej lało się tak, żeby nie zrobić poważniejszej szkody... dzisiaj bylibyśmy martwi, albo na OiOM-ie), opłotkami, dotarliśmy do naszego gospodarza... W akcie pijackiego protestu, na masztach od przedsionka namiotu wywiesiliśmy sza(L)iki (pasiaki wydziergane przez mamy) i padliśmy...

Budzę się następnego dnia... A właściwie budzi mnie ból :kurde: . Przypominam sobie poprzedni wieczór, deklaracje Żaboli, pijacki akt protestu... I jakoś tak niewyraźnie mi się robi... I w tym momencie słyszę, że ktoś się dobija do namiotu... Wziąłem w łapę wojskowy niezbędnik ( :cicho: 8) ), błyskawicznie otwieram suwak... A tam gospodarz:
- Chopaki, a pocośta na lato wzieli wełniane szale? W tej stolycy to same francuskie pieski mieszkajo! Świeżego powietrza się bojo! :prawi:

I tak się skończyła pierwsza doba naszych wakacji na Zamojszczyźnie.

rwd
13-01-2005, 02:09
chyba jednak chętny na przeczytanie tego musialby się zalogować więc wkleję i tu
(mam nadzieję że nie zbierze mi się znów od Variatka)
=================================
Temat w dyskusji jakoś wszedł na Hutnika i zostałem poproszony i napisanie o nich
Jak zawsze mnie poniosło i trochę napuisałem
================================
Hutnik.
Oczywiście nie może być obiektywnie bo widzę to wszystko z jednej strony.
Osobiście jestem z kibicami Hutnika na dużym plusie.
Kilkanaście zwycięstw - jedna porażka.
Zaczynając jednak od początku muszę się przyznać że zaliczyłe przynajmniej kilkanascie meczów na Suchych Stawach.
Jak spora ilości Wiślaków kiedyś, gdy człowiek miał naście lat i o wyjeździe na Wisłę myślal tylko wtedy gdy ta grała na Górnym Śląsku. Tak więc zaliczało się kazy mecz wisły u siebie, bliskie wyjazdy a jak były dalekie a akurat ktoś ciekawy przyjeżdżał na Hutnika to szło się tam.
Wtedy jeszcze w Hucie niepodzielnie panowała Wisła więc towarzystwa takiego było sporo.
Pamiętam że jeszcze jakoś na meczu Hutnika z Sigma Ołomuniec chodząc po stadionie napotykałem mnóstwo twarzy z Reymonta.
Potem zaczęły się już wyraźne podziały i kto się opowiadał zdecydowanie za Wisłą przestawał bywać na Suchych Stawach.
W drugiej polowie lat 90 podziła był już dośc wyraźny i ostry.
Z początku Hutnik nie miał raczej większej siły przebicia. Owszem ścisłą ekipkę mieli zgrabną, było kilku starszych gości z kręgosłupami ale mieli według mnie strasznie małe zgranie, wobec czego przykładowo przez pół roku kroiłem wraz z kilkoma ledwie kolegami wciąż na jednym przystanku. Długo nie doczekaliśmy się zadnej kontrakcji a do jakichś tuzów sie nie zaliczaliśmy.
W końcu stało się to nudne, poza tym zarówno Hutnicy omijali to miejsce lub skrzętnie się bunkrowali jak i policja zaczęła być czujna w tym miejscu.
Na pamiątkę pozostalo kilaknaście szalików.

Zmiane odczułem gdy nabyłem samochód i moglem juz w mniej wyczerpujacy sposób jeźdzć na krojenia.
Raz zawitałem w stare miejsce chciałem zaparkować gdzieś na uboczu i to było moje szczęście gdyz zauwazyłem dziwne ruchy w pewnym miejscu a potem dojrzałem 40 osobową grupę HKSu - heh to na nas było przygotowane.

Zima chya 97/98 - Hutnik grał kosza na Wiśle. Po raz pierwszy na koszu mężczyzn tłum..wiadomo dlaczego. Przyjechal Hutnik w asyście psiarni w około 100 osób, przekrzykiwania, rzucanie róznym asortymentem między nami, Hutnik wjebał na parkiet racę i psy ich wyprowadziły z hali. Od razu tez postanowiliśmy opuścić ją i my. ale psy nas rozkminiły i przyblokowąły wyjście a z hali łatwo nie jest wyjśc szturmem jak są jedne waskie drzwi. W końcu ją opuściliśmy po kilkunastu minutach po dwie-trzy osoby (żenujaco dla koszykarzy musialo wyglądać jak hala pustoszej w czasie meczu) i samochodami jedziemy do Huty. Dziwne to było bo Hutnik musiał tu dotrzeć góra z 20 minut przed nami a już nie zdążyliśmy złapać nikogo (tzn napatoczyło się trzech skinów ale nie będą skromnym przyznam się że postawilem się za nimi ekipce z mojego auta i im odpuściliśmy, subkultura była ważniejsza). Pozostała 100 "rozpłynęła się"

Do dośc ciekawych zdarzeń doszło w dzień gdy zawitaliście we wrzesniu 1998 roku na Wisłę. Przed meczem auta od Was (min Cy...) starciły szyby pod kasami dla gości, po meczu obstawialismy zaparkowane Wasze samochody, niestety zainteresowała się nami policja. Trzeba było zmienić cel, wiedząc że Hutnik ostatnio stara się coś w Hucie dzialac pojechaliśmy tam. I rzeczywiście przyuważyliśmy czającą się ekipkę HKS. Zaatakowani nie podjęli walki a skatowany gośc ktorego złapano z nożem a'la Rambo i połamano palce niestety zabawił się w konfidenta i kilakosób przypłaciło zabawę zawiasami.

Gdzieś też w tych okolicach czasowych zaliczyłem osobista porażkę z Hutnikiem, z kolesiem we dwójkę wybraliśmy się na szaliki po Ich meczu i się przeliczyliśmy, zaatakowaliśmy trzech gości szczerze pisząc myśląc że weźmiemy ich na huki a nie dość że Ci się postawili to jeszcze w sukurs przyszli im goście siedząc na okolicznej ławce i musiałem się trochę nabiegać by nie pogubić zębów.

Na szczęście porażkę osobistę nadrabialem zwycięstwami grupowymi.
Kolejne z tego okresu miało miejsce gdy Wisla jechała do Bełchatowa (98 zima) a Hutnik gdzieś na swój wyjazd. Dowiedzieliśmy się o miejscu ich zbiórki. Wpadliśmy i rozgonilismy Hutnika którego ucieczkę nazwałbym jedną z barwniejszych jaką widziałem - niektorzy skakali po balkonach okolicznych kamienic, kilku wyłowiliśmy z śmietników. Niezapomniany widok po zajrzeniu do pewnego zsypu...pozostawiony szalik Hutnika w asyście pół litra gorzały.

Również w tych czasach po wyjeździe Hutnika do Łęcznej kolesie z Huty z Wisły w nocy wytrzepali powracającym Hutnikom flagę.

Hutnicy również kroili Wisłę z szalików, ograniczali się do Huty ale dywanik zgrabny uzbierali.

Ciekawa historia związana z hutniczym dywanikiem.
Namierzyliśmy dzialającego gumiora (nie używam tego w formie obraźliwej). Jego pech polegal na tym że skroił szalik osobie ktora potem skminiła gdzie pracuje, gostek krótko mówiąc zaczął mieć przjebane w krakowskim stylu tzn wizyty w szkole, pracy, domu...wymiękł i postanowił zwrócić nam temn symboliczny szalik. niestey Hutnicy mieli go juz wszytego w dyan, nie wiem czy go odpruli czy nie ale w związku z giętkim kręgoslupem swego kolegi kazali mu spierdalać. Nic straconego ... miejsce swoje znalazł w ekipce Cracovii, do tej pory ma ksywę Hakaes i jest mniej więcej znaną postacią w Hucie.

W 1999 pamiętam jedno spektakularne zwycięstwo nad Hutnikiem. Graliśmy u siebie z Legią. Po meczu na wylotówce czaily się psy wobec czego zamiast za Legią pojechaliśmy do Huty. Na jednym z przystanków przyuważyliśmy 20-30 osob Hutnika czekającego na Wisłę z tego osiedla.
Wysiedlśmy sobie za rogiem, puściliśmy goscia w szaliku i czekamy. Nie wiem czy Hutnicy coś zwietrzyli czy tak się złożyło ale akurat wsiedli w tramwaj i odjechali w kierunku swoich rewirów (Plac Centralny). Pojechaliśmy za nimi, rozlokwali się pod pewnym sklepem z alko. Zaparkowaliśmy samochody i jazda przez plac na nich. wpeirdolili się w sklep, ucieszeni na spokoju wbiegamy do niego a tu pusto, sklep miał drugie wyjście na podwórko za nim.
*****.
Wpadamy w podwórko i widzimy tylko znikające cienie (było już ciemno), kilku udało nam się wytargać spod samochodów (ciekawy sposób) ale większośc uciekła.

Jakoś chyba na początku zimy 2000 miała miejsce największa porażka Hutnika z nami.
Sparring w Zabierzowie (z 20 km pod Krakowem) Wisła-Hutnik. Ogólnie tereny Wisly więc zjeżdżalismy tam grupkami i zbieraliśmy się w grupie mocniejszych wrażeń w postronnym miejscu.
Gdy mecz się rozpoczął na stadionie była już Wisła "normalna" a my w około 150 osób byliśmy 400 metrów od stadionu skryciw poczekalni dworcowej. w pewnej chwili na parking pomiędzy nas a stadion wjechał autokar. wysiadło z niego 40-50 gumiorów. Byli bardzo pewni siebie. Gdy się zwrócili w kierunku stadionu wyslziśmy z dworca i jak naciszej, bez krzyków zaczęliśmy podbiegać im na plecy. Gdy już byli z 20 metrow od stadionu, my mieliśmy do nich z 50 metrów i wciąz byliśmy niezauważeni (jeden z lepszych momentow w kibicowskim życiu), Hutnicy wydarli się "***** Wisłe *****" i niestety ktoś od nas nie wytrzymał...ryk i zaczęło się tornado. Hutnicy gdy się obrocili podjęli natychmiastową paniczną ucieczkę. Przez najbliższą godzinę łaziliśmy grupami po mieścinie i wyciągaliśmy pojedybczych skitrańców ze sklepów a nawet domów prywatnych. W jednym ze sklepów złapaliśmy dwóch gumiorów, z czego jeden pod kurtką miał tasak...masakra.
W końcu wróciliśmy pod stadion i postanowiliśmy sprawdzić autokar Hutnika czy nie mieli jakichś flag, w środku czekala mała niespodzianka a mianowicie prócz kilofa i tego typu sprzętu znaleźliśmy skitranych kilku Hutnikowców. Ci przeżyli chyba nacięższe spotkanie z kibicami wroga. Przez autobus przetoczyło się chyba z 30 Wiślaków by osobiście przekazać im "pozdrowienia".
Wygladało nieciekawie.
Największa ekipka Hutnika przeczekała do popołudnia (mecz był o 12) w pobliskim kamieniołomie w środku lasu i potem dopiero przyszła na dworzec.
Ktoś od nas to przewidział i wybrał się jeszcze z powrotem popołudniu do zabierzowa samochodem ale Hutnicy na haslo "Wisła" z samochodu zaabrykadowali się w poczekalni dworcowej.
--------
Przypomniałem sobie jeszcze pierwsze wydarzenie na linii Hutnik-wisła jakie pamiętam. Rok 1992 chyba i mecz na Suchych Stawach Polska-Węgry. Na stadionie Cracovia z ŁKSem i GKS Tychy, potem na swoich sektorach Hutnik i z drugiej strony Hutnika my gdzieś w dwa koła. w pewnym momencie 14 osób z Wisły przedosatje sie po cichu nad sektor Hutnika, atakuje ich, wygania z sektora i targa parę flag.

Jeszcze jedno wspomnienie - rok 1997, samotna yprawa ekipy "S" do Płocka na mecz z Petrochemią.
Trochę ponad 30 osób wędruje przez Warszawę. Na powrocie czai sę Legia, wszyscy więc pilnujemy torby z flagą Super Wisla gdy podjeźdża pociąg do Krakowa z Gdynii a w nim ... kilkunastoosobowa grupa hutnika wracająca z Iławy. W pociągu dochodzi do starcia, w którym Hutnik obrywa podejmując walkę, użyto oczywiście sprzętu.Na stacji Wawa Zachodnia wpada psiarnia i obie grupy zmusza do opuszczenia pociągu. wisla i Hutnik stoja pod kratą z rękami nad sobą a obok stoi Legia i proponuje wspólny atak na psów..dla spisywanych nie ma on jednak najmniejszego sensu...Hutnik zachowuje się ok i nie pucuje się psom.

Znów przypomnienie. Derby z Hutnikiem u nich w roku 1996. Nas ponad dwa koła. Przed meczem małolat od nas wieszający flagi robi przydługi spacer po bieżni, zrywa flagę Hutnikowi, za nim wylatuje stary typ z Hutnika ale kontratak w postaci jednego goscia z naszej ówczesnej czołówki hamuje zapędu gumiora. Po meczu obrywa się na pobliskim osiedlu naszym którzy samodzielnie opuścili wczesniej stadion (pobliskie osiedla to typowo hutnicze enklawy)
---------------------------

Rok chyba 1999 koszykówka kolejna po tej gdzie guniorów przybyla setka, na hali selekcjonujemy grupę 30 osób i ubierając hutnicze szaliki okłamujemy ochronę i zajmujemy pusty jeszcze sektor przeznaczony dla HaKaeSu. Czekamy. W międzyczasie mięzy nami pojawia się dwóch gości wyjmując z majtek saliki Bełchatowa ... przedstawiają się ... to jacyś bracia którzy specjalnie na te derby przyjechali. Wkręcamy ich dalej, nie ujawniając się, prowadzimy mały doping dla Hutnika, w urzeczywistnieniu planu pomagają nam nasi z naszych sektorów wyzywając nas. Kiedy już staje się jasne (połowa meczu) że Hutnik nie przybędzie, na hasło ryczymy "Wisła to jest potęga" i wyrzucamy hutnicze insygnia na parkiet. Bełchatowianie w niemałym szoku ale nic im nie robimy. Chłopaki chyba przeżyli lekką traumę.

Dobra już chyba naprawdę wracam do roku 2000.

Śmieszne wydarzenie z nowohuckiego osiedla.
Hutnik planuje wjechać na osiedle na ktorym przebywają chłopaki z młodej ekipy Wilsy=Devils. Jakoś informacja przedostaje się do Devilsow i ci szykują niespodziankę dla napastników. Na działkach dzielących osiedle Wisly od Hutnika bunkruje się wieczorkiem 20 osobowa ekipa Devils. Czekają. W pewnym momencie słychać głosy, idzie Hutnik, pewni siebie..śmiechy, wokół pusto, jakiś gumior w pewnym momencie bawi się krzycząc w wydawało by sie pustkę "Echoooo"...na nieszczęscie dla Hutnika "echo" odpowiedziało...totalana porażka Hutnika.
Wiem że w tym okresie zrewanżowali się wpadajć i lejąc na tym osiedlu kogoś z Wisły ale jak zwykle o akcjach przecwnika wiem tylko tyle ze się odbyła ale nie znam szczegółów.

W tamtym okresie miałem przyjemnośc chodzić na gumiorska siłownię. Chlopaki byli naprawdę ok, tzn pewnie nie wiedzieli kogo asekurują przy sztandze czy też kto im pomaga przy ostatniej serii na barki ale tak z bliskiej obserwacji normalni dowcipni, pełni zycia, nie bujający się co najważniejsze goście. Kilku naprawdę sporych...kompleksów mogłem dostać patrząc na ich sztangi.
Dużo stracili w moich oczach gdy na pzrełomie 98/99 psy aresztowały Miśka, gumiory przyniosły gazetę z tą informacją i zaczęli się cieszyć i skakać...dotknęło mnie to bo to akurat moj bliski przyjaciel.
Ale to taki epizodzik z lat wcześniejszych.
Ogólnie chłopaki ok.

Jedyne co mnie zawsze drażniło to niegdysiejsze ich nieustosunkowane podeście do Cracovii. Trochę ich rozumiałem, nie mieli wielkich pleców a Cracovia potrafiła sobie doskonale nawzejem plecy budować i było to widoczne.
Ale wkurwiające było jak np na meczu Hutnik-Śląsk spokojnie spacerował sobie po stadionie 20 osobowa ekipa Pasów.

Na meczu ze Śląskiem nie byłem gdyz Wisła grała wtedy w Radzionkowie i my (S) wybraliśmy tamten mecz (słusznie bo napatoczyła się na jakimś skrzyżowaniu ekipa Polonii Bytom i polegli) ale wybrało się tam trochę Devilsów i Wisła z Huty. Przed meczem Wisla wraz ze śląskiem urwała się obstawie i pogoniła zbierający się na obrzeżach stadionu Hutnik, zmuszając sporą cześc Hutnika do opuszczenia obiektu przez kraty). Taka akcja miał miejsce dwukrotnie. Na meczu na murawe wkroczył Hutnik (są w necie filmiki z policyjnej kamery z tego zajścia) ale za wiele nie zdziałał gdyż psów był full.

Niedługo potem na Hutnika zawitała Lechia. Ekipa zebraliśmy się w pewnym miejscu i wraz z Lechią udaliśmy się wydawać by się mogło "z dupy strony" pod stadion HKSu. Niestety jakis społeczniak zdzwonił gdzie nei trzeba i mieliśmy ogon. Podjeżdżając pod stadion na przystanku stało paręnaście osób z Hutnika, nie spodziewali się że zaatakujemy przy psach... i się przeliczyli.
Kilku pległo na przystanku a reszta musiała zaszyć się w osiedlu. Ponieważ psy były niemrawe postanowiliśmy kontynuowac rajd a ponieważ do meczu została może z godzinka przyszturmowaliśmy kasy, poszło łatwo, na stadionie zanim na niego wgramoliły sie psy uderzyl;iśmy na sektor Hutnika, niestety byl niemal pusty, 20-30 będących tam "wcześniaków" poległo bądż ucieklo koroną stadionu.
Potem otoczyły nas psyi zamknęły w odpowiednim juz sektorze.
Na meczu w miare spokój, jakoś pdo koniec zaczął podchodzić Hutnik, zaczęli się szturchać z palami, od nas chętnych na konfrontacje sporo osób ale psy trzymają nas krtóko szczując tymi mądrzejszymi stworzeniami też zwanymi psami, Jeden gostek został użądlony nawet w brzuch. Potem na ulicach Huty doszło do naprawdę konkretnych walk Hutnika z *******. rozjebanych trochę radiowozow, obitych trochę psów, afera na sto fajerek.
Nas psy wywiozly jakimiś zadupiami więc ylko mogliśmy się domyśleć co się dzieje w centrum Huty.
Niestety po tej porażce psy mściły się na Hutniku i skrupulatnie chciały łapać "prowodyrów" min szukając ich na "mojej" siłowni, w domach itd.

O Hutniku stało się głośno, do tego fajnie jeździli na wyjazdy, wiadomo nie mają warunków na świetne liczby ale jeździli na trudne tereny, nie bali się postawić.
U siebie zgody Cracovii, w starciach gości z policją (Zaglębie, Lech) zachowywali się bardzo dobrze pomagając bitym/łapany czy potem aresztowanym.
Naprawdę musze napisać że widoczny dobry wpływ wychowawczy grupy trzymającej tam władzę.

Śmieszne wydarzenie związane z ich postawą na wyjazdach.
Oczywiście wyjazdy t zwrociły nasza uwagę. Postanowiliśmy w natłoku wojny KSC/TS poświęcić trochę czasu i im. nie pamiętam gdzie byli ale wiedzieliśmy że są ich dwa autokary. Wracać musieli przez jedno z naszych osiedli. Tam etz się ustawiamy w nocy ekipą. Czekamy, w końcu widzimy 3 autokary...ok coś się kkomus pojebało ale to ni jest ważne. Plan byl taki że zaatakujemy ich jak wysiądą bo tak to można wytłuc szyby/uszkodzić autokar a gościom nic się nie stanie. Śledzimy więc peleton. Wjeźdżają na taki fajny ciemny parking w Hucie. Parkuejmy za winklem, wysiadamy, wchodzimy na parking i naszym oczom ukazuje się ... kurw.a ... wysiadjąca z autokarów ekipa ... wojskowych z trąbami i innym sprzętem grającym. Szlag by to trafił...po ciemku nie przylukaliśmy składu autokarów i przyścigaliśmy wojskową orkiestrę wraacjącą z jakiegoś występu. Szybki powrót na miejsec obserwacji ale do rana już nikt nie przejechał...albo wrócili w międzyczasie albo inną drogą.

W 2000 albo raczej 2001 na Hutnik przyjeżdża Jagiellonia. Na miejscu zbiórki pojawia się może narazie z 10 z Bialegostoku .. reszta jedzie busem ... i nas około 40 (98% Devils).
Jedziemy bez psów po cichu w kierunku stadionu HKS w pełnym ekwipunku. 2 przystanki przed stadionem wsiada gumior ... znajomy z technikum ... zamieniam z nim parę słów, my wysiadamy na przystanku pod kasami miejscowych a on jedzie dalej, nstępny przystanek to kasy dla gości i miejscowych. W tramwaju zostawiamy cały sprzęt (potem sie okazalo że 3 czy 4 osoby przemyciły w kieszeniach coś tam)
Idziemy pod kasy. Dzieli nas od nich krzaki i potem z 40 metrowa ścieżka. Psy nas nie zatrzymują. Wychylamy się z krzaków a tam pod kasami stoi z 20-30 starych chłopów. Przetasowujemy się, kladamy plan i na sygnal uderzamy w nich. Niestety te 40 metrów starcza by ekipa pod aksami wbiła się przez kraty na stadion. w tej samej jednak chwili widzimy lecącą na nas od strony tego kolejnego przystanku/kas dla gości inną kilkudziesięciosobową ekipę...HAKAESSS !!!
To kto to byl wczesniej? !
Lecimy wiec na tych, Hutnik podejmuje walkę ale z tendencją wycofującą się, z przerwami na pojedyncze starcia Hutnik wycofuje sia na miejsec pierwotne czyli kasy dla gości. Do akcji wkraczaja psy. Leją w nas i Hutnika, wycofujemy się na swoją wyjściową pozycję. Widząc agresywną postawę psów postanwiam się wbić na stadion prze kratę, podbiegam do niej lany po łbie przez idiotę w mundurze, szykuję skok na kratę a tu po drugiej stronie widzę tą ekipę, która na samym początku na uciekła przez płot...teraz stoją z drugiej strony i patrząc jak nas niemiłosiernie łomoczą psy wrzeszcą "***** Wisłę" ... szok ... to może być tylko jedna ekipa ... z bliska poznają juz jedną mordę ktora mi mówi wszystko ... Pasy.
Ta droga ucieczki więc odpada, psy wyjmują strzelby...ciepło...jeszcze się zastanawim czy nie grać głupa ale widzą jak pies stzrela mojemu uciekającemu kolesiowi po nogach powodując u niego charakterystyczny dla wokalisty AC/DC marszobieg na piętach postanawiam wybrać najcięższą ale chyba jedyną pozstałą drogę. Rzucam się na kordon, przebijam przez nich, zniram gumę w łeb i ... następny kordon idzie w moim kierunku z 20 mterów dalej...nie dam rady. zatrzymuje się i spokojnie przechodzę między nimi, głupki lykaja to.
Mijam ich i widząc tramwaj ładuje sę do niego, widzę ze paręnaście osób od nas robi to samo, psy w końcu się zorientowłay ale już było za późno..tramwaj odjechał a ja spędziłem trzy dni w łózku z wstrząsnieniem mózgu.

Potem dostawałem kurwicy czytając opis Hutnika z tej akcji, który twierdził że nie mógł podjąc z nami walki gdyz sprzęt furkotał w powietrzu. z późniejszych obliczeń wewnątrz naszej grupy ustaliliśmy ze przemyciliśmy 3 sztuki sprzętu.

Do tego jeszzce pisali że większośc z nich już była na stadionie. Trochę się zmieszali po zarzucie o panoszenie się u nich Pasów twierdząc że jeszcze ich nie było na stadionie...zakręcili więc sami na siebie bata bo jedno z drugim się wykluczało.

Rok 2002. Mecz Wisła-Ruch. Przed meczem samochodami wizytujemy parę osiedli gdzie może stać Cracovia, kilak przystanków od stadionu widzimy grupkę ponad 20 osób. Heh = bingo.
Widzimy w jaki auobus wsiadają, wyprzedzamu ich sporo i czaimy się na przystanku, nas było 40, skład doborowy, ekwipunek jak na wojnę. Zajebiemy ich - taka okazja może się nie powtórzyć. Przyjeżdża autobus jednak kierowca robi jakiś dziwny manewr i trzeba podbiec (nie wychylaliśmy się specjalnie na przystanku tylko staliśmy za blokiem bo by mu się nie pozwolili zatrzymać).
Lecimy więc od tyłu ale na nieszczęście jakas łysa główka z tylu autobusu się obraca i nas zauważa, słychac krzyki do kierowcy. Ten i tak widzi co się święci i dwa razy nie trzeba mu powtarzać. drzwi się zamykają...siekiera wbija się przez tylnią szybą ale autobus odjeżdża. Ładujemy się w samochody i skrotami wyprzedzamy autobus. On jednak nie nadjeźdża..widzimy radiowozy i się zmywamy...zostaje tylko jedno niepozorne/z samym kierowcą auto by pośledzić niedoszłe ofiary...w szoku dowiadujemy się że to był Hutnik...chyab pierwszy raz zapuścili sie ekipką do Krakowa na krojenie...ale sroga nauczka (byli w niesamowitym szoku co było widać golym okiem) chyba ich tego oduczyla.

Rok 2003 chyba - mini derby na stadionie Wawelu Wisła2 - Hutnik.
Rano penetracja Huty ale pies na psie.
Zbiearamy się więc na przystadionowym już osiedlu w około 100 osób. Czekamy, widząc podjeżdżający z policją Hutnik wychodzimy i stajemy pod swoimi kasami stwierdzając że nic się nie będzie działo. Hutnik jednak urywa się obstawie i lecą na nas w kilakdziesiąt osób, u nas banda dobra, uśmiech na ryjach i dawaj na nich, bez krzyków, na spokojnie, bez biegania...oczywiście między nas muszą wjebać się psy i po paru przepychankach "awantura" się kończy. Później w opisie Hutnika była wzmianka że chwilowo się wycofaliśmy co do tej pory jest dla mnie skyrwysyńską zgadką gdyz cały mój honor daje za to że nikt się nie cofną ni kroku (nie wiem moze dlatego ze dzielił nas mały park i skos ulicy tak to widzieli ?)
Na meczu atak młodych od nas na sektor Hutnika (my na mecz nie wchodzimy) przez murawę ale jak łatwo było przewidzieć bezskuteczny, w sektorze Hutniak lądujeą dwie race, ich gniotą psy, naszych zgania z murawy armaka i oddzial psów.

Rewanż na Suchych Stawach to ponad 200 osób od nas. Ekipa nastawiona na inne niż mecz atrakcje. Gdy bramę przekracza pierwszekilak osób atakuje ich ekipa Hutnika (stały motyw na Suchych Stawach=atak na gości w drodze z kasy na sektor gości). Kilku naszych nei moze podjąc walki z kilkukrotnie przeważającym Hutnikiem i muszą się cofnąc, wtedy bramę forsuje kilkanaście osób od nas i zaczyna się mała regularna walka. Hutnik jest też atakowany przez ochronę i musi spieprzać na swoje sektory.
Ale pokazali się dobrze, szczególnie kilka osób, zresztą zauważonych juz przed nas w starciu przed meczem z Jagiellonia.
Aha - na tym meczu nei bylem gdyż jest to już okres gdy miałem zakaz i sie nim jeszcze z poczatku przejmowałem.
W tym roku też już były miniderby na Hutniku ale było spokojnie, odbyły się dzień po morderstwie naszego kolegi Fujina przez żydów, Hutnicy zachowali się ok intonując kilak razy okrzyk "śmierć kibica jak śmierć brata".
================================================

To chyba tyle osobistych przeżyć z tą ekipą, jak sobie coś ciekwaego przypomnę to dopiszę.

Jest to ekipa trapiona podobnym do nas problemem a mianowicie sporą ilościa przerzutów, czyli gości ktorzy nie wytrzymują agresywnej polityki Cracovii w Hucie i postanawiają dołączyć do dotychczasowego wroga.
Szanuję Hutnik za wyraźną postawę, teraz już nie ma problemu panoszenia się Cracovii na stadionie Hutnika.
Mieli ze sobą kilak spinek i na ostatnich derbach z tego co wiem Hutnik pokazał się z dobrej strony.
Dwa lata bodaj wcześniej ponieśli porażkę i zostali wygonieni ze swego sektora przez bojówkę Cracsy.

Dośc fajnie jeźdżą na wyjazdy.
starają się gryźc zgody Cracovii i przerośli je moim przynajmniej zdaniem a przecież np Sandecja do leszczy nei należy a musi odmówić usatwki Hutnikowi na swoich śmieciach.

Pojawił się też ekipą Hutnik na Polska-Norwegia w Chorzowie, nas nie było, pisali że obili jakieś auto czy dwa Wisły gdzies po drodze, nie wiem kogo ale tego nie wykluczam.

Napewno mają kilak dobrych osiedli (starają się kroić, robią akcje), głównie w centrum Starej Huty w poblizu stadionu.
Choć trzeba nadmienić że istnieją min dzięki temu że Cracsa zwalcza się w znanym zacietrzewieniu z Wislą i Hutnik jest jakby z boku, trochę pomijany.
Teraz mieli wewnętrzny turniej piłki kibiców drużyn osiedlowych itp i grało z tego co sie orientuje ponad 40 drużyn czyli potencjał jest.
Mieli fajne wyjazdy do Rzeszowa gdzie nawet biegali Resovii po sektorze.
Mają jakiś układ ze Stalą Rzeszów.
Tworzą klimat wokół klubu, wyśmiewają przerzutów i to jest dobre.

W kwestii zgód mieli zawsze lekki burdel....GKS Jastrzębie, GKS Katowice, GKS Bełchatów (zerwana w beznadziejny sposób=pokłócenie o emocje na boisku), Broń Radom..teraz chyba tylko ten Rzeszów ale pewien nie jestem.
=============================

Jak ktoś przez to wszystko przebrnął to szacunek







Zaznaczam że te opowieści są zasłyszane, przeczytane, broń boże sam nie uczestniczę w takich glupotach :nie:

Sorry za treści o Hutniku ale taki byl ogolny temat a nie chce mi się szukać tylko moich przygód i wycinać

Foxx
13-01-2005, 07:57
, straszny chałas... Kupiliśmy po litrowym kuflu Okocimia i usiedliśmy sobie z

taki błąd Foxxiu... ;)

aco do samej opowieści, a właściwie meczu.. to chodzi o ten mecz gdzie Ruchu było dużo dużo więcej niż Legii?

:wstyd:

Już poprawiłem... Znowu mi bokiem wychodzi pisianie po bro :kurde: .

Ruchu było ponad dwukrotnie więcej, więc nie wiem czy to się kawalifikuje na "dużo, dużo", czy tylko na "dużo" :roll: :oczko:.

RWD - :brawo: . I to się nazywa obywatelska postawa, godna szanowanego forumowicza LFF :ucieka: :hyhy: . Czekamy na więcej!

siaraCWKS1
15-01-2005, 00:52
[quote="Foxx"]

odnosnie opisu Górnik Zabrze/Ukraincy :O

no Foxx musze ci powiedziec ze niestety chyba trafiles na zamojszczyznie jakis starsznych burakow w okolicach tego Krasnego stawu... :chytry: malo tego powiem ci ze mimo iz mieszkam jeszcze blizej granicy ukrainskiej niz wyzej wymienieni osobnicy nie spotkalem sie w tych rejonach z ludzmi czujacymi sie Ukraincami<choc musze przyznac ze ich wodeczka jest calkiem dobra a co najwazniejsze tania :oczko: >. Jezeli kedys bedziesz chcial spotkac sie przy browarku <nie wiem czy za smialy nie jestem :hyhy: > z Polakiem z pod poludniowo-wschodniej granicy to zapraszam... ps. z ta (L)egia to tez nie tak bo musze ci powiedziec ze jest tam troche chlopakow <i nie tylko :oczko: > zakochanych w (L) ... co moze niedlugo zobaczycie na plocie przy Ł3... ja akurat mam szczescie ze studiuje w Wawie ale chlopaki potrafie przejechac 300km zeby dopingowac nasza ukochana... pzdr ... a odnosnie moich sasiadow z zagranicy to powiem ci ze nie bardzo palaja miloscia do Polakow< wybitna w tym zasluga zalozyciela naszego klubu :hyhy: > podobnie zreszta jak my do nich.. jezeli chcesz kiedys ci to wyjasnei przy zlotym truneczku... pzdr

kilometry to nie problem...TL na zawsze z (L)egia !!!!!

sorka za rozmycie tamatu ale jakos mnie to tak troche ruszylo z tymi ukraincami <Foxx nei mysl sobie ze to jakis atak na ciebie ale musialem to wyjasnic>

Foxx
16-01-2005, 12:22
Spokojnie 8) . Uwierz mi na słowo, że w '89 wiele spraw wyglądało zupełnie inaczej, niż dzisiaj :chytry: .

Pozdrówki.

Pawełek
17-01-2005, 17:06
Foxx, rwd – przestańcie opisywać – bo mnie przez Was z fabryki wyleją... Znowu szeryf strzelał z nosa, że w necie siedzę... :D:D:D

Ale co tam... – bekę z tego kręce – dawajcie jak najwięcej... Piękna robota! :)

Rwd – lubię tę Twoją literaturę fachową – zawsze żałuję czytając takie teksty, że mam wadę wzroku – a za ni chuchu – nie mogłem i nie mogę sobie wcisnąć w ślipia szkiełek kontaktowych :) No ale teraz to już nie te latka – więc w sumie - po problemie... :D:D:D

Dopatrzyłem się jednak w Twoim opisie jednego, merytorycznego błędu :)


(...) ale psy trzymają nas krtóko szczując tymi mądrzejszymi stworzeniami też zwanymi psami (...)

Widzisz... to nie tak...

Otóż psy – to psy... a te mądrzejsze, czworonożne – to hauczyńskie... ;)

:D:D:D


Naj(L)epszego!

Pawełek
17-01-2005, 19:12
O! Jeszcze taki epizodzik w ramach poprawienia nastrojów :D

Na LFF – chyba tego nie dawałem (jak już był to wybaczcie - skleroza :) ). Puściłem na pewno kiedyś ten krótki tekścik na „Kibicach”. Oto on:


***

Tak na oko działo się to dwanaście lat temu w Andrzejki... Melanż u Kozy - mający wiele innych pod sobą. Róg Solidarności i Jana Pawła... niedaleko sądów. Mnóstwo dziewczyn, jakiś zapasowy kwadrat piętro wyżej, wóda i rozpusta erotyczna po maxie... Kosmos...
Koło 23.00. zabrakło piwa... Przeczesuję różne zakamarki - nie ma. W lodówce z osiem butelek wódki - ale to nie za bardzo mój film... Wódeczka nie chętnie... chyba, ze mus... No ale musu nie ma, a jest parę złotych... Próbuję sformować kondukt browarowy, ale wszyscy pokryci świniami aż miło. Moja niunia od godziny śpi - więc rozkiminiwszy, że zostałem na placu boju sam - odnalazłem swój sza(L)iczek, kurtałkę i z sobie tylko zrozumiałym zacięciem - postanowiłem zrealizować marzenie o dotankowaniu się browcem...
Do przejścia miałem odcinek Al. Solidarności do Placu Bankowego. Zimno było kurewsko, więc przeszedłem go ekspresowo. Celem ekspedycji był legendarny warszawski sklep nocny "Rzepicha". O tym przybytku krążą niesamowite wręcz opowieści... Zawsze coś tam się działo... Nie inaczej też było i tym razem...

Przed sklepem stało trzech (albo czterech) typów. Zakazane mordy, wiejskie jakieś takie - na pierwszy rzut - klasyka z Pizdewki koło Chujowej Górki. Jak koło nich przechodziłem burknęli coś na temat Legii, ja tam im odpysknąłem - i tyle. Stanąłem w dość długiej kolejce, a po jakimś kwadransie zostałem szczęśliwym posiadaczem czterech Królewskich i zapomniawszy o całym incydencie - wychodzę ze sklepu. Buraki stoją - jakiś tekst do mnie i z łapami. Króciutka szarpanka - i jeb... i bach - dwa piwa poszły się pierdolić. We mnie rozpętała się jakaś nadludzka furia - Dobra, sami chcieliście - wrzeszczę - Stójcie tu kurwy - ja zaraz wracam z Chłopakami!!!. Nie wiem czemu - jeszcze przed chwilą byłem pewny, że to kolesie ze stron kraju, gdzie słońce nigdy nie wschodzi - teraz wyświetliło mi się, że to KSP...
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się z powrotem na imprezce, budzę takiego drągala K. i Godlesia, mojego braciszka – POLONIA mnie napadła! Wstawać! Chłopaki! Jedziemy z nimi!!! - ale obaj nieprzytomni śpią... coś bełkoczą... Zero zrozumienia...
Co jest? Nie trybię - chwilę temu trwał tu balet w najlepsze, a teraz absolutny pokot... Najświętsza panienko - co za pech?!

Na środku pokoju stał taki wielki, wolny fotel... Przysiadłem, otworzyłem Królaka, sączę i kombinuję.... – No śmiecie, dwa piwa mi stłukli... Poloniści skurkowani... Nie zostawię tak tego, nie ma *****...
Tak łykam, łykam... Nagle sru! Olśnienie... Przecież przyjechałem tu samochodem!.
Katana na grzbiet i zjazd pod bramę. Otwieram furę, zaglądam do bagażnika... Jeeest...!

W bagażniczku spała sobie w najlepsze drewniana noga od stołu. Piękna lola zakończona sześciocentymetrową śrubą... Taka pamiątka po kuchennym stole jaki mi został w spadku po prababci...
Do tej pory nie zawodziła, więc wziąłem ją z czułością w dłoń i idę "na Rzepichę"... Tak idę, patrzę - toczy się frajerek... Cała ulica jego - łoi sobie browar... - Mam cię chujozo - Myślę sobie... Stanąłem tak centralnie na środku chodnika z lolą gotową do egzekucji - i czekam...
Lamus lazł prosto na mnie - jak ćma do świecy. Pamiętam, jak pobierał kolejnego łyczka - jak go... JEBUT!!! Ten zgrzyt tłuczonego szkła, czy tam zębów – czasem do dziś słyszę po nocach... Koleś padł jak worek...
Uznałem się w swej zemście za spełnionego i odechciało mi się dalszych żniw. Położyłem sobie lolę na barku i jak Rambo lub coś w tym stylu - wróciłem do Kozy na melinkę...
Wokół same zwłoki, zatem znów rozsiadłem się w tym fotelu - z dumą otworzyłem to ostatnie piwko – łykam, ogarniam raz jeszcze rysopis tego frajera - i... dociera do mnie przeraźliwa prawda – O *****... to nie ten!!!!!!

---------------------------

Potem tylko jeszcze zostałem uświadomiony przez Godlesia, że Polonia -mimo że miała blisko- raczej się pod Rzepichą nie pojawiała...

---------------------------


Pozdruffki!

DobryChłopak
17-01-2005, 19:24
klasyka z Pizdewki koło Chujowej Górki.

Wszystko mi się podobało ale co to jest "Chujowa Górka??" :hyhy:

Pawełek
17-01-2005, 19:35
Wszystko mi się podobało ale co to jest "Chujowa Górka??" :hyhy:

No... to są takie rejony, gdzie psy fiutami wodę piją... :D

... a konkretnie hauczyńskie :D:D:D

Dobra, robię zjazd do bazy.


Strzałeczka!


;)

jasin
17-01-2005, 22:34
oj Rzepiszka... zawsze po zajęciach w liceum kupowało się tam to i owo. a potem te to i owo konsumowało się dosłownie na kinie Muranów :)

w moich licealnych czasach w okolicach Rzepichy oraz Burger Kinga (którego już nie ma - na skrzyżowaniu Jana Pawła i Solidarności) Polonia się pojawiała, ech licealne czasy :oczko:

adasiek
18-01-2005, 16:52
Akcja byla trochę dziwna...
Byłem na obozie z ludzmi dzielącymi się na dwie grupy:
kibiców "czarnych koszul" i Legionistów. To właśnie wtedy
"wplatalem sie" w Legię i pokochalem ja. Co do "czarnych" to
osobiście nic nie mialem do nich póki nie rozmawialiśmy na temat
piłki. Byli spox. Jak widać inne barwy nie czynią nikogo gorszym
jako człowieka(przynajmiej dla mnie).

Zap
19-01-2005, 14:21
Z wrogiem miałem kiedyś jedną dość dziwną przygode.Jakoś przed derbami gdy siedziałem sobie sącząc browara w okolicach kina Femina (róg Jana Pawła i Solidarności) z ekipą absolutnie nie związaną z kibicowskimi klimatami.Suiedzimy gadamy o duperelach aż rozmowa zeszła na rozruby (ulubiony sport moich współbiesiadników).No to ja wypalam że przed derby to by pasowało mi jakiś szal trafić i czy nie znają jakiegoś typa co na k6 w barwach biega.Wtedy "J" co na muranowie zna mnóstwo osób mówi że ma dla mnie jednego. :hyhy: No to ja już zajarany.Dawaj go mówie.Wtedy J mi wypala że ja go przecież też znam i nie raz z nim piwo piłem. :ucieka: O rzesz.... myśle sobie.Z polonistą browara :hmm: Kombinuje kto to może być ale nic mi w łepetynie nie świta. Fakt że w tej ekipie o piłce mało kiedy się gada bo mało kto sie tym interesował no ale żebym wroga przegapił?? Pytam się który to ale J tylko się śmieje i mówi że mnie z nim skontaktuje. Wieczorkiem tego dnia kiedy już jestem u siebie na Jelonkach dzwioni na koma J. Odbieram a on mi mówi że ma dla mnie tego Poloniste i że stoii obok niego i moge z min pogadać.No to dawaj.Strasznie byłem ciekaw który to.I za chwile słysze w słuchawce "cześć legionisto polonia z tej strony" :kurde: O kw..a myśle sobie ale trafiłem przeciwnika.Okazało się ze to M. Chłop 120 kilo były bokser,strasznie spoko gość z którym nie raz się imprezowało.Pech A on dalej nawija "słyszałem że chcesz szalik trafić" No chce mówie twardo. "To może wezmiesz mój.Powiedz gdzie mam być to przyjde w szaliku, czapce, koszulce i jeszcze się flagą owine.Jak dasz rade zabrać to wszystko twoje :hyhy: "
Okazało się że koleś jest ze starej ekipy beniciaków.Sama starszyzna KSP.A ja nic o tym nie wiedziałem.Do tej pory jak się gdzieś czasem spotkamy to przypomina mi te moje polowanie na szaliki :chytry: A poza tym że jest z Polonii to prywatnie jest spoko koleś. I co mnie bardzo zdiwiło dobry znajomy Bosmana.

Przepraszam za błędy,ale ortografia zawsze była moją słabą stroną.

Foxx
05-02-2005, 22:50
(...) I co mnie bardzo zdziwiło dobry znajomy Bosmana.


Zaręczam Ci, że starszych osób te rzeczy w ogóle nie dziwią... Tak wtedy było.

lomu-banita
06-02-2005, 03:00
W Krakowie też dawniej nienawiść była ciut mniejsza...tu macie linki do Tematu Cygana. On opisuje lata 70 i 80. Warto poczytać jak to dawniej wyklądało :cicho:

http://67.19.133.182/forum/viewtopic.php?t=20141

WOJTEKZ
07-02-2005, 21:22
Ja miałem dwie takie średnio miłe przygody. obie związane z Częstochową.
pierwsza to historia z siatkówki. był u nas kiedys taki klub Górnik Kazimierz (dzielnica Sosnowca) i akurat miał byc mecz w Czestochowie z AZS. ich kibole zwykle do nas zajeżdżali i znali mnie z widzenia z powodu mojej miłosci do ich klubu :chytry: . pojechalismy we dwóch. ja i kolega ,który ma babcie akurat na wprost hali AZS. poszlismy na mecz. siedzimy sobie we dwóch po cichutku az tu nagle na hale wchodzi grupa zgredów od nas. siadają na dole i zaczynają doping.
w tej sytuacji nie mogłem się juz czaić. :brawo: i poszedłem do nich. a tu po meczu "niespodzianka" czeka na nas około 50 typów w szalach i mówią : chcemy tylko jednemu z was najebać. i tak oto ja i oni mielismy sobie cos do wytłumaczenia. i gdy juz się liczyłem z mantem z tłumu wyszedł kuzyn mojego kolegi i powiedział ,ze lania nie bedzie. :nie:

druga sytuacja: mecz Raków - Pogoń. w wyniku bardzo niemiłej reakcji Pogoni zostalismy zmuszeni do zostania poza sektorem gosci. więc ja i dwaj kolesie bez barw łazimy sobie po stadionie. usiedlismy na ławce koło budynku klubowego ( akurat była przerwa) .siedzimy sobie w najlepsze a tu podchodzi 5 typów i wali nam taki tekst: "jak Zagłebie ?? co słychac??" dookoła masa autochtonów. nam sie cieplutko zrobiło. :modli: a ci postali chwile i poszli. my oczywiscie zaraz po tym w drugą strone.
do dzis sie zastanawiam czemu nam nie wlali...

Arni
13-02-2005, 00:25
[quote="WarsL"].....czy tyle ? :hmm: Nowe pokolenia to chyba z innej gliny jest ulepione.
Tyle ważniejszych spraw jest na głowie :kurde:
Te internety i pogaduchy. Fajna sprawa ale..... na ulicy jest świat realny.
Przez internet nie da rady stać się kibicem :nie:

Wiem, bycie fanatykiem do czegoś zobowiązuje i jakoś niestety w młodym pokoleniu kibiców nie do końca jest wszystko dobrze poukładane, panuje przekonanie, ze ja jestem kibicem, tylko w sensie podnoszenia kartonów, śpiewania, czasem wyjazdu, a jak dochodzi do takowego spotkania 'oko w oko z wrogiem" to już się wtedy fanatykiem nie jest, umywa się ręce...:/

WarsL
13-02-2005, 00:51
No właśnie..... :/
:hmm: .... zanim "zakolegowałem " się z kilkoma osobami od nas to .... z jednym musiałem stoczyć walkę (był sporo starszy) , przed innym spierdalałem po stole bilardowym w hotelu solec po meczu z Man Utd. , jeszcze innym musiałem coś udowodnić na wyjeżdzie. Z jeszcze innymi spotykałem się na stopie towarzyskiej "po tzw godzinach" , czyli prywatnie, jeżdziliśmy do różnych klubów i lubiliśmy zakończyć wieczór/poranek wizytacją na Muranowie . Znajomości się zdobywało w "sytuacjach" (nawet jeżeli dzisiaj są to tylko znajomości na "cześć", to są prawdziwe...przypisane konkretnemu zdarzeniu),......teraz, trochę elokwencji i wygadania (tzn umiejętności pisania ) i już .
:nie: :nie: .... moi drodzy, nie tędy droga. Mam nadzieję ,że jak te "pieskie listy" :klnie: i "przycinka" trochę się zdeaktualizują to......wszystko wróci do normy i odpowiednie osoby zajmą się "układaniem" młodzieży .

:sedzia:

Ja.... nie chcę, nie mam ciśnienia, nie nadaję się ..... są bardziej odpowiedni - lepsi

Eeee tam szkoda kadać, znów się ktoś obrazi albo mnie ofuka.... zapomnijcie :/

:l: STAY RUDE :l:

Grzywa
13-02-2005, 00:58
Napisze banał.
Jest tak jak jest bo teraz jest podział na wyspecjalizowane grupy kibicowskie i nikt tego nie zmieni już. To co było kiedyś to było kiedyś teraz są inne realia inna śpiewka z mendami inne karanie inne piorytety i inne sposoby "walki" (szczególnie w KRK ale nie poruszajmy tego tematu). Malo jest osób z młodego pokolenia które nie czują sie w jakiś sposób zaszufladkowane i sie sami szufladkują bo to jest modne w jakis tam sposób. Pozatym nacisk wychowawczy starszych kibiców wydaje mi się jest na hooliganów a w mniejszym stopniu na innych a że dziś każdy może przyjść na stadion i stanąć powiedzmy gdzie chce to ci ludzie stają się anonimowi i nie wpaja się im modelu kibica jaki kiedyś był i jak to wyglądało. A co do was wy ma cie za dobrze z tego co widze, innaczej to wszystko wygląda gdy ma się wroga za miedzą i czuć realne zagrożenie a inaczej gdy zagrożenia niema czy też się go nie czuje. Inaczej się na to wszystko patrzy i inaczej myśli. Ja powiem tak nie jestem kozak i z siebie kozaka nie robie i było by fajnie gdyby to było na porządku dziennym.

Troche namieszałem ale myśle że niektórzy zrozumieją o co mi chodzi.

Arni
13-02-2005, 01:03
No właśnie..... :/
:hmm: .... zanim "zakolegowałem " się z kilkoma osobami od nas to .... z jednym musiałem stoczyć walkę (był sporo starszy) , przed innym spierdalałem po stole bilardowym w hotelu solec po meczu z Man Utd. , jeszcze innym musiałem coś udowodnić na wyjeżdzie. Z jeszcze innymi spotykałem się na stopie towarzyskiej "po tzw godzinach" , czyli prywatnie, jeżdziliśmy do różnych klubów i lubiliśmy zakończyć wieczór/poranek wizytacją na Muranowie . Znajomości się zdobywało w "sytuacjach" (nawet jeżeli dzisiaj są to tylko znajomości na "cześć", to są prawdziwe...przypisane konkretnemu zdarzeniu),......teraz, trochę elokwencji i wygadania (tzn umiejętności pisania ) i już .
:nie: :nie: .... moi drodzy, nie tędy droga. Mam nadzieję ,że jak te "pieskie listy" :klnie: i "przycinka" trochę się zdeaktualizują to......wszystko wróci do normy i odpowiednie osoby zajmą się "układaniem" młodzieży .

:sedzia:

Ja.... nie chcę, nie mam ciśnienia, nie nadaję się ..... są bardziej odpowiedni - lepsi

Eeee tam szkoda kadać, znów się ktoś obrazi albo mnie ofuka.... zapomnijcie :/

:l: STAY RUDE :l:

:brawo: 100% racji, i może rzeczywiście nie powinienem zabierać głosu w tym temacie, bo sam jeszcze niewiele wiem, ale ja również uważam, że dzisiejszych młodych fanatykow nie ma kto po prostu poukladać.

Jaco
13-02-2005, 01:05
Trudno robić za kozaka w mieście Wandy i Kraka.. :hmm: Oby już nie długo pozostało to tylko wspomnieniem na forach internetowych i w zinach.. :modli:

WarsL
13-02-2005, 01:32
Troche namieszałem ale myśle że niektórzy zrozumieją o co mi chodzi.

.....niektórzy zrozumieli 8)
Sorry ,że tak na filozofowanie mnie się zebrało...proszę ja was, ale jestem po kilku bro i tak mi się zawsze narobi ,że jadę zupełnie po szczerości. Jedni mnie za to nie lubią inni ( na tych mi bardziej zależy) wręcz przeciwnie. Do sedna.
Owszem, Grzywa masz rację , ale ja w tym roku mam dwudziestolecie i jestem daleki od tego by twierdzić ,że w Warszawie nie mamy wroga. Owszem nie można porównywać naszej sytuacji z Waszą a jednak.... oni robią w partyzantce i czasami mają sukcesy (to nic ,że z reguły z winy naszych piewców , że nie ma ....itd, choć też nie zawsze) ale jednak.
Ja pochodzę z dość niewielkiej dzielnicy Warszawy a jednak u mnie (to fakt ,że ekipa "starych" jest nadal czynna) naprawdę nie ma.... :oczko: . Dlaczego ?
U mnie nie ma,że mam koleżkę z klasy "czarnego", ale wiesz on jest spoko, nie jest chuliganem i te sprawy. Jestem daleki od peanów na temat młodzieży ode mnie z dzielnicy (jest taka sama jak wszędzie - hip -hop, jointy, internet) , jednak mają prikaz o natychmiastowym zgłoszeniu zjawiska , a niektórzy , którym zależy na "zauważeniu" sami biorą sprawy w swoje ręce by przypodobać się starszym. Wiesz...banał...ale pojechanie na wyjazd w aucie z "osiedlową legendą" (nie chodzi tu o mnie....dla wyjaśnienia) musi mieć swoją cenę (i nie jest nią postawienie browara w zajeżdzie) . Dlateko też z pewną 'dozą rozkoszy" młodzi śledzący forum P donoszą o 1 lub 2 płaczących internetowych molach z P , że w (...) jest przejebane. Dobra koniec słodkości.

Niestety , większość uważa ,że wszystkie sprawy za nich załatwią (...) :oczko: , a tak się nie da, bo wracając kiedyś z impry dawni "czarni" koledzy z ogólniaka nagle dostaną fazę na "rude boy-ów" i zaczną od znajomych Legionistów" a wtedy.... trza pokazać charakter albo....no właśnie :hmm: , lepiej odbembnić chorobowe lub pokazać klasę (to bardziej w cenie :oczko: ) ....mody na przerzuty nie ma , więc.... przymusowa banicja :chytry: - dzisiaj.... (?)
Ktoś wcześniej zapodał hasło ŁKS-u , z resztą to chyba ja w jakieś opowieści (będąc na turnieju w Olsztynie w 97r -zaszłyszałem) przytoczyłem oryginalny tekst gościa z Łodzi , który brzmiał :" chowaliśmy sobie braciszka.....wychowaliśmy największego wroga...chcecie tego u siebie ? "

ems
13-02-2005, 03:59
spokojnie, Warsik. Jeszcze Legia nie zginela.

WarsL
13-02-2005, 04:25
..........i nie zginie póki MY żyjemy :oczko:
Pozdro ems :cicho:
Ps. .....trza było w "barze" ze mną sztukę przyjąć , nie musiałbym filozofować :oczko: :hyhy:
Jak tam zdrowie po wojażach :oczko:

rwd
13-02-2005, 11:31
Ja powiem tak nie jestem kozak i z siebie kozaka nie robie i było by fajnie gdyby to było na porządku dziennym.


Ciężko się dziwić.
Nie każdemu zależy na tym by filtrowac piwo jedną nerką.
Jeszcze w połowie lat 90 kosy szły po dupach, w nowym wieku nie dziwi juz dziura w plecach czy cios w brzuch. Mam kolegę który zajął się dziewczynami zamiast meczami po tym jak kosa chybiła 2 cm serce.
Drugi zajął się interesami a nie meczami gdy kosa wbita w plecy pocharatała mu łopatkę i otarła się o płuco.
Trzeci ma szwy w ksztalcie krzyża które ciągną się od klatki do podbrzusza i w poprzek przez cały brzuch (ma dwóch synów i był taki tydzień że dzieci nie wiedzialy czy mają jeszcze ojca - chirurg wojskowy uratował mu życie)
(a ja na każdym meczu muszę odpowiadać na pytanie "Gdzie masz Radek kolegów? Gdzie R, H, M ... odpuścili?")

Inne realia

I nie chodzi mi o jakieś hardcorowe opowieści.
Przyklad mojego osiedla sporo zachacza o Wasz temat. Termat małolatów.
Istnieją jak zawsze dwie strony medalu.
Znasz małolata, z drugiej ekipy. nic mu nie robisz ale za 3/4 lata, wiecie jak ten czas leci, nawet się nie zorientujesz że to już tyle lat minęło, jak ci się pojawi wraz z kilkoma innymi 18-19 latkami z nożami w rękach, a on nie pamięta że Ty mu odpuszczałeś bo on to widział trochę inaczej niż ty.
Druga kwestia to mieszanie małolatów do takich spraw. Nie maja wyobraźni, lub mają ją wybujałą dzięki grom komputerowym, filmom , kolegom, narko i alko.
To oni najwięcej szkodzą, dwa z wymienionych przeze mnie wypadków na samym początku to dzieło raz 16 a raz 19 latka.
Ktoś mający więcej na karku 5 razy pomyśli, małolat odwrotnie.

Tak więc czy jest sens uczenie takiego malolata że musi uważać bo w każdej chwili może wypluć zęby?
Prędzej czy później młody, jeśli będzie twardy, uzbroi się i teraz ty możesz stać się ofiarą.
W jednym miescie to strasznie ciężkie ale ideałem, według mnie, jest jednak wyraźny podzial na tych bijących się i nie bijących się.

Wiadomo = sentyment do lat kiedy nie było podziałów i jak ktos coś stracił to miał przejebane i nie tłumaczyło go bycie ultra czy pknikiem.
Ale teraz, gdy robótki ręczne uzyskały trochę wększą specjalizację (nie ma co ukrywać większość trenuje, część nosi sprzęt, są tacy którzy łączą te dwie cechy), kontakt z wrogiem ma większe konsekwencje niż 15 lat temu.

Foxx
13-02-2005, 12:04
RWD - pisząc szczerze - poruszające jest to, co napisałeś o swoich znajomych :- . Po raz kolejny - niezależnie od słusznych krytycznych uwag, które tu padły dot. zachowania wobec czarnych - możemy się przekonać, że mamy tu w Wawce sielankę... Co nie oznacza, że jest jakikolwiek sens w songach "... nie ma, nie ma jej" oraz, że należy choćby o krok odstępować od zasady zero tolerancji :ucieka: . Swoje apogeum z połowy lat '90-tych nasi sąsiedzi zawdzięczają właśnie ich bagatelizowaniu i prywatnym kontaktom...

Szczerze Wam Krakusy życzę, żeby te klimaty się skończyły .

ems
13-02-2005, 12:29
WarL - zdrowie powoli wraca, ale powiem Ci ze jeszcze duzo wody w Wisle uplynie zanim wychyle wiecej jak 2-3 piwa. To bylo jak katharsis

Pilsner
13-02-2005, 13:04
Dodam tylko ze nie dotyczy to tylko i wylacznie zycia kibicowskiego,a czasow w jakich przyszlo zyc.
Latem jechalem z dwoma kolegami tramwajem z Przymoza na Zaspe.
Wsiada trzech nacpanych malolatow i zaczynaja normalnie terroryzowac pasazerow.....mieli pecha bo moi koledzy raczej naleza do starej szkoly ,czyli silownia,testosteron,metka i inne specyfiki.Akcja jak na filmach, zlapanie sie za porecze kop na niewinna buzke i pierwszy ma spanie,nie mija 10 sekund i wszyscy trzej spia jak niewinniatka.Ludzie bija brawo,przybiega motorniczy i cieszy sie jak dziecko,okazalo sie ze dosc czesto rozrabiali na tej trasie.Razem z motorniczym wynosimy ich (za rece i nogi) z tramwaju i kladziemy na nastepnym przystanku.
W czasie przenoszenia jednemu z malolatow wypadla kosa :O
Potem na spokojnie analizowalismy cala sytuacje i raczej wszyscy sie zgodzili ze cale zajscie bylo dosc ryzykowne,wrecz niewarte ewentualnych konsekwencji ,a pomoglo jedynie to ze tamci byli zaskoczeni.

A PKP?
Czy ktos jecze pamieta te czasy, co szukalo sie pustego przedzialu?
Teraz ludzie szukaja sie wzajemnie, aby dbac o zycie i wlasne mienie!
Moj ojciec wracal ostatnio ze Szklarskiej Poreby,siedzial sam w przedziale...na pierwszej stacji dosiada sie kobieta i pyta
-Co Pan tak sam siedzi?
-Panie zaraz nas okradna!
Wyjmuje draga dokladnie przycietego na wymiar i blokuje drzwi przedzialu :O

Slyszalem ze wielu ludzi wozi nawet lancuchy z klodka aby zamykac sie w przedzialach!

Dlaczego to pisze?
Ano dlatego ze w klimatach kibicowskich masz wybor,w zyciu codziennym niestety mniejszy,instynk przetrwania- o to sie liczy!

rwd
13-02-2005, 14:20
Slyszalem ze wielu ludzi wozi nawet lancuchy z klodka aby zamykac sie w przedzialach!
często spotykane jak się jedzie z Krakowa do Wrocławia a pociąg śmiga dalej do Reichu
ludzie się barykadują przed złodziejami choć wiem że jak gostek był przyuważony że ma kase to i z szybą potrafili mu wejść do przedziału jak sie zabarykadował

(kiedyś jak jechaliśmy w nocy do Lubina to nie wiem kogo namierzyli ale bankowo zarobek był spory bo nie dali chodzić po przedziałach, szukałem jakiegoś wolnego lub sympatyczniejszego miejsca do spania a w pewnym momencie zastąpiło mi drogę z 10 facetów - chłopy jak dąby że tam pójśc nie mogę)
(zresztą po częstych wojażach nocnymi na tej trasie juz sie znaliśmy z tą opcją chorzowską jak się okazało)

MK
13-02-2005, 21:48
100% racji, i może rzeczywiście nie powinienem zabierać głosu w tym temacie, bo sam jeszcze niewiele wiem, ale ja również uważam, że dzisiejszych młodych fanatykow nie ma kto po prostu poukladać.
Według mnie masz racje, obecnie mamy hermetyczne "wyspecjalizowane" grupy tylko dla elity, a jest np. wiele osób które chciałyby wkręcić się w takie towarzystwo, ale po prostu nie ma kto ich poprowadzić. Mi stanowczo nie odpowiada dzisiejsze podejscie do tych spraw chociaż ma też swoje zalety, chciałbym, aby było tak jak kiedyś czytając opowaidania np. Pawełka

legart
14-02-2005, 10:42
Polonia była znacznie silniejsza, niż dzisiaj. Tylko nikt nie chrzanił o tym w internecie.

Właśnie mi się przypomniało jak w połowie lat dziewięćdziesiątych musiałem się z kumplem szybko ewakułować z pewnej już nie istniejącej knajpy w pawilonach na Marszałkowskiej, po tym jak paru typów zrobiło kłiz "zaśpiewaj jakąś piosenkę pochwalną o Polonii" 8) , wolałem nie sprawdzać co się stanie jak obleje sprawdzian. 8)

Harcerz
22-02-2005, 21:55
Dodam tylko ze nie dotyczy to tylko i wylacznie zycia kibicowskiego,a czasow w jakich przyszlo zyc.
Latem jechalem z dwoma kolegami tramwajem z Przymoza na Zaspe.
Wsiada trzech nacpanych malolatow i zaczynaja normalnie terroryzowac pasazerow.....mieli pecha bo moi koledzy raczej naleza do starej szkoly ,czyli silownia,testosteron,metka i inne specyfiki.Akcja jak na filmach, zlapanie sie za porecze kop na niewinna buzke i pierwszy ma spanie,nie mija 10 sekund i wszyscy trzej spia jak niewinniatka.Ludzie bija brawo,przybiega motorniczy i cieszy sie jak dziecko,okazalo sie ze dosc czesto rozrabiali na tej trasie.Razem z motorniczym wynosimy ich (za rece i nogi) z tramwaju i kladziemy na nastepnym przystanku.
W czasie przenoszenia jednemu z malolatow wypadla kosa :O
Potem na spokojnie analizowalismy cala sytuacje i raczej wszyscy sie zgodzili ze cale zajscie bylo dosc ryzykowne,wrecz niewarte ewentualnych konsekwencji ,a pomoglo jedynie to ze tamci byli zaskoczeni.





Prawidlowa reakcja
Jak nikt nie bedzie reagowal to bedzie jeszcze gorzej

Pawełek
28-02-2005, 18:47
hLG - witam serdecznie na naszym Forum.

Jak zagłębisz się bardziej w lekturkę innych tematów – do czego zresztą namawiam – to odkryjesz, że Ziomów z Wisełki masz tu prawdziwy dostatek :D

Baw się dobrze! ;)

Przy okazji proszę Szanownych Modów o skorygowanie nowemu Gościowi przynależności klubowej. To zdecydowany Lechista.


Strzałeczka :)

Jaco
28-02-2005, 21:00
Z racji zamieszkania spotkanie wroga oko w oko dosyć często sie zdarza . Raz spokojnie , raz nerwowo .Czasami normalne rozmowy .Klimat inny odmienny niż W krakowie napewno .Chociaz był taki okres , że zdarzały sie podobne sytuacje w skutkach.
U nas na forum "Kraków" piszemy z dużej litery.. :oczko:
Tradycyjnie, serdeczne pozdrowienia dla kolegi hLG. 8)

Sharn
28-02-2005, 23:18
Wiem że nie w temacie, ale o akcjach pociagowych mi się przypomniało. Kiedyś stary wracał z rzeszy pociagiem nocnym i bodajże w Koninie wsiadła grupa ok 30 Cyganów. Łańcuchami z kłódką odizolowali 4 wagony i metodycznie przedział po przedziale zaczeli fiskando bagaży i osobiste pasażerów. Zabierali wszystko począwszy od mamony kończąc na prywatnych lepszych ciuchach i słodyczach które ludzie wieźli z rzeszy. Kto miał coś do powiedzenia dostawał gazrurką w zęby i już nic nie mówił. Po pół godzinie zaciągneli w polu ręczniaka i cała brygadą się oddalili, a tyle mieli staffu że nie mogli się pozabierać i część (głównie ciuchy) zostawili przy pociągu. Co ciekawe razem z nimi zniknął jeden z "konduktorów" który wcześniej niby sprawdzał tikety i obcinał co kto może mieć. Stary stracił lekko ponad 100 złotych, bo kilka tysi dojczemarek miał poprostu luzem w kieszeni koszuli na piersi i nie znaleźli, ale szkop co jechał z nim w przedziale stracił oprócz sprzetu foto 9 tys marek i cztery przednie zęby (za darmo a w zasadzie "za Majdanek"). Szczerze to jak ojciec opowiadał to byłem pewny że uwalił się gołdą w pociągu i ktoś go wywietrzył z kilku rzeczy, ale jak zobaczyłem notkę (3 linijeczki w okienku 4 x 4) w gazecie wymiękłem. :/

'hLG'
01-03-2005, 03:32
Witka :hyhy:

Co do tych łupaczy w pociagach to faktycznie można sie napatrzyć dantejskich scen .Tak jak pisał RWD trasa Kraków- Wrocław . Całkiem niedawno bo tuż przed sylwestrem byłem świadkiem .Akurat za cel obrali sobie przedział obok gdyż komarował tam pewnie niemiec. Na przeciwko mnie najśliczniejsza dziewczyna pod słońcem a nieco na lewo w przejściu banda :oczko:
Ależ sie zdziwiłem reakcji sok-ów , pierwsze co wyjechali z mordą na niemca - ach ta nasza gościnność
Raptem pare dni temu udało m isie zauważyć coś podobnego . Równiez kierując sie z Krakowa .Tym razem do domu w Gdańśku wsiadła grupka i znowu przedział obok .
Swoją drogą maja układy z kanarami przynajmniej większość w ten dziwny sposób gasną swiatłą w danych wagonach itp.

Ale nie otym temat :ucieszony:

Naturalnie Kraków z dużej litery - zwykła pomyłka :kurde:

Pawełek - zauważyłem już sporą ilość kolegów spod znaku białej gwiazdy .

Dziękuje za pomoc w skorygowaniu tych psikusów pod nickiem :oczko:

Jaco równiez serdecznie pozdrawiam

Volt
04-03-2005, 00:17
Witam !
W 1984r zaliczyłem swój pierwszy wyjazd. Kumpel mnie namówił. Staremu powiedziałem prawdę, matce przybajerzyłem że jadę sobie coś kupić do Warszawy.
Ale zgredzio 10 minut po moim wyjściu się przypucował i matula miała cały dzień
hardkorowy. Ja zresztą jak się okazało później też.
Jechaliśmy we dwóch. Ja swój szaliczek ,zeberkę miałem w "jamniczku" zbunkrowaną. W pociągu znaleźliśmy (bez podtekstów) frotową bluzę Adiego.
Wtedy to było cudo. Więc koleżka zaordynował konieczność zdyskontowania
tego prezentu od losu. Pojechaliśmy na Różyckiego.Poszła od ręki.
Na to konto zaprosiliśmy się do jakiejś pijalki,gdzieś obok bazaru. A tam adrenalinka.12 w południe a tam wszyscy w szalikach,niektórzy mieli takie fajne znaczki Pogoni. Ale jako partyzanci wypiliśmy i poszliśmy dalej .jak się bawić to się bawić. Pojechaliśmy na Marszałkowską do Żywca. A tam też tłumy. Chyba z godzinę staliśmy w kolejce.Póżniej dosiadł się do nas gościu i zapytał czy jesteśmy
tutejsi bo coś wyczuł. Nieśmiało powiedziałem że niekoniecznie.Zapytał skąd , ja mu mówię że z Łodzi. Gość zdębiał. Mówi "co, może na mecz ?, a ja :tak.
Gość się wk....ł bo myślał że go ładuję a ja mu wyciągam szalik z torby. Zapadła cisza w pijalce. Dopiero wtedy zrozumiałem co odwaliłem. Ale gość był klasowy
postawił nam po dwa browki i zaproponował żeby sobie odpuścić mecz i jechać z nimi na balety do Grójca. Mojemu koleżce ten numer się spodobał.
Mecz był chyba o 17 . Wytłumaczono mi jak mam dojść na stadion. No to przespacerowałem się dość chwiejnym krokiem pod ambasadami, a potem wśród
tłumu legionistów przez park. Pod stadionem kupiłem bilecik, no i wchodzę na stadion. Już miałem wyciągnąć szalik kiedy się okazało że wlazłem na Krytą.
Jak szybko wszedłem tak szybko się ewakuowałem. Jakiś porządkowy się ulitował
i mnie przeprowadził. Wtedy gości sadzano naprzeciwko zegara. Całą pierwszą
połowę przespałem. W drodze powrotnej myślałem że umrę z pragnienia(kaca)
Co ciekawe, mojego koleżki na stadionie już nigdy więcej nie spotkałem.
Może spodobało mu się w Grójcu :ucieka: :brawo:

Pesto
04-03-2005, 04:15
miałem się nie wypowiadać. ale taki temat , że nie strzymam


oj, było tego bardzo duzo.... nie raz się za Legię po pysku dostało. ale nietrudno w moim województwie za Legie zebrac po twarzy... ale coz :


heheh ... mógłbym się pod tym podpisać. jak byłem tępiony za dzieciaka , to wiem ino ja.

GKS Katowice

Po jednym meczu Zagłębia pojechałem do Katowic w szaliku Legii (czego na ogół dziwnym trafem nie robię). Wystarczyło kilkadziesiąt sekund , żeby pojawilo się dwóch bukowych. Po krótkim starciu zachowałem szalik , ale jakoś mi się nie chce z nim obnosić , jak jestem w tym mieście.

dwa razy miałem przygody ,wracając z meczów Zagłębia ... raz musiałem użyć "przyjaciela" , bo już się robiło nieciekawie.

aaaa , jeszcze mój pierwszy wyjazd ===> Jaworzno Szczakowa. Przydybalo mnie trzech tubylców. Na pytanie "skąd?" odpowiedziałem grzecznie "a ch. cię to obchodzi ?" , po czym zostałem pogoniony.

Ruch Chorzów

mam b. dobrego znajomego na studiach (w swoim mieście raczej się nie ujawnia). syn wziętego prawnika - ileż anegdotek się nasłuchałem...

Wisła Kraków

w tym samym miejscu co Pawełek , w tym samym wieku co Pawełek , w tym samym stanie co Pawełek , tłukłem się z tym samym przeciwnikiem co Pawełek (trzech wiślaków). nie mając talentu Pawełka (do wsparcia też) zaliczyłem łomot.

dwa razy wyleciałem z knajpy za sprawą wiślactwa.
(na skutek mojego ręcznego upomnienia dla pajaców obrażających Legię).

nie lubię i nie polubię. pomimo kilku znajomych z tej opcji.

Widzew Łódź

na promie Dover - Calais spotkałem jednego Polaka. po jakimś czasie godka zeszła na temat futbolu. na pytanie "kibicujesz Widzewowi ?" wyrwało mi się "bleee , zgiń , przepadnij , pieronie". obraził się i wyszedł.

jagiellonia Białystok

większych palantów świat nie widział ... pamiętam ich z Zakopanego , kradli w sklepach na potęgę. chyba do nikogo nie jestem tak uprzedzony.

CSKA Moskwa

zdarzyło mi się spuścić manto kibicowi tej drużyny (poszło o pannę na imprezie). ja miałem 17 lat , on 14 lat i 48 wyjazdów. swoją drogą zdziwilibyście się , ile pieniędzy może wydać małolat z "nowych Ruskich" na alkohol , narkotyki i dziwki.

ToMeKMKS
05-03-2005, 10:46
Ja miałem tydzień temu spotkanie :roll:
Mojej dziewczyny koleżanka miała 18 naste urodzinki i postanowiliśmy do niej pojechać - wioska 30 km od Choszczna wiedziałem że jej koleżanka ma też kolegów w Dobiegniewie :zlosliwy: (to już Lech) no i impra sie zaczeła pijemy pijemy pijemy w trakcie picia wódeczki wyszedłem z gościem z Dobiegniewa na szmuga > no i zaczeła sie gadka pierw regionalna gadał mi coś o Błękitnych Dobiegniew a ja cały czas mówiłem o naszym Piaściku który ma teraz szaliki :hyhy: (wiem że ktoś z tego forum był zainteresowany szalikiem Piasta ale wtedy jeszcze nie było, no ale teraz już są więc może podbić) no i gadka z regionalnej przerodziła sie w nasze poglądy które były także odmienne. Poszliśmy do pokoju gdzie piliśmy i mieliśmy już nie gadać na temat piłki no ale chyba chłopaczyna z Dobiegniewa chciał przykozaczyć i coś tam do mnie sapnoł w stylu " no śledzik pijemy" mnie tak jak by ruszyło wódka zaczeła działać bo ja to z reguły spokojny chłopak jestem , chyba w żartach tak do mnie powiedział, odparłem na to "no to raz" podniosłem kieliszek i pach 8) renka mi sama poleciała :D poczym chłopaki z tej wioski co w niej piliśmy złapali mnie i nie pozwolili mi dokończyć mojej jakże orginalnej akcji .Szmulki usłyszały hałas i koniec . Ale co najciekawsze piliśmy dalej tylko gość już sie do mnie nie odzywał :kurde: fochem zażucił :D
Jak widać nie wszystkie spotkania z wrogiem kończą sie wpierdolem 8) albo miłą atmosferą :roll: Pozdro Legioniści Choszczno zawsze z Legią jest :oczko:

Mazi
13-03-2005, 23:30
W ten weekend byłem na zachodzie Polski, gdzie melanżowałem m.in. z ludźmi z Koszalina. Jak się okazało jeden z nich jest kibicem miejscowej Gwardii ( zgoda Arki ). Jak usłyszał wynik meczu Legia - Pogoń, to się bardzo ucieszył, bo ... nienawidzi Pogoni. Ogólnie spoko typ i nie po raz pierwszy okazało się, że można pić na umór z człowiekiem z "obozu przeciwnika". Inna sprawa, że Śledź ( taka ksywe ma) umilił sobie pobyt zazygując swoje łozko a i jego kumpel pomogl mu w "doprawieniu" łazienki do tego stopnia, że prysznic się zapchał, a marchewka i inne specyfiki z żołądków chłopaków zalegały po kostki w kabinie prysznicowej :ucieka: .

Nic to, w lipcu bedzie powtórka melanżu i w tym miejscu chciałbym pozdrowić Koszalinian!

lomu-banita
18-03-2005, 11:56
Nie przerwali nawet, gdy jednemu z nich poszła z nosa krew.


Przecież to niehonorowo tak się bić :efoch:

legart
18-03-2005, 12:13
Muszę przynać się że przpomniały mnie się czasy solówek w podstwawówce :O

Kasztaniak
18-03-2005, 13:59
To jest jakis zart??

rwd
18-03-2005, 15:00
potwierdzam odbyał się taka ustawka
jest juz nawet filmik
http://www.toya.net.pl/~kornishon/files/zaba_ustawka.rar

sprawdźcie

Misiek88
25-03-2005, 10:27
Nie wiem czemu, ale ja osobiscie mam najwieksze szczescie do spotkan z Wislakami. Nie mowie tu o dawnych czasach kiedy buszowalismy po dworcach, ale o spotkaniach przypadkowych.
Pamietam jeden ze swoich pierwszych meczow na Legii (,91 rok), szlismy z kumplem przez park z Placu na Rozdrozu i w polowie drogi do Agrykoli, na kladce nad trasa zobaczylismy grupe chlopakow w szalach. Poniewaz byla godzinka do meczu, bylismy pewni, ze to chlopaki od nas, kumel bodajze cos wspomnial jeszcze o Pogoni, bo mieli czerwono-niebieskie barwy na szyji... Kiedy weszlismy na kladke, zeby poczekac na nich zauwazylem, ze kilku ma oprocz szali "Pogoni", jakis dziwny motyw z biala gwiazda... Chwila konsternacji, nas dwoch malolatow, tamtych dwudziestu kilku i pozostalo.... wycofanie sie na "z gory upatrzone pozycje"...
Drugie, duzo swiezsze spotkanie mialo miejsce w Zakopcu 3 lata temu. Szlismy z zona po deptaku, ja mialem na szyji szal Legii i w pewnym momencie uslyszalem jakies dziwne komentarze od kolesi handlujacych okularami. Wszyscy byli dobrze juz nagrzani i zaczelo sie robic nieciekawie. Bylem tylko z zona, ich bodajze 4 czy 5 i pomimo dosc wczesnej pory i sporego tlumu pomyslalem, ze bedzie jazda... Wszystko dzialo sie dosc szybko, ale zobaczylem katem oka, ze jeden wyjmuje kose. Wtedy zrobilo sie juz bardzo nieciekawie, bo zona lekko spanikowala.
Wszystko jakos sie rozeszlo po kosciach i skonczylo sie na pyskowce, ale zadra zostala. Zaden inny klub nie wywoluje u mnie wiekszej adrenaliny niz Wisla, zwlaszcza za ta kose. Miec przewage kilku na jednego i jeszcze blyskac sprzetem...

pijak
25-03-2005, 14:08
może oscypek chcieli pokroić :>

maxi
26-03-2005, 13:00
W wakacje byłem nad morzem koło Jastrzębiej Góry czyli tereny Arki. Codziennie chodząc na plaże czy to na miasto miałem coś związanego z Legiunią. I pewnego dnia gdy szedłem w koszulce Legii podszedł do mnie koleś i mówi żebym zdjął koszulke bo to teren Arki ja na to olewka i jeszcze go troche zbluchałem znaczy się Arke przez to doszło pewnie by to bójki jednak ten koleś był z dziewczyną i ona jakoś opanowała sytuacje i wszystko się skończyło. Ale ogólnie ciekawa historia kiedyś miałem podobną w górach z kibicami Wisły jednak zakończyła się podobnie. TYLKO (L)EGIA !!!

Uher
26-03-2005, 14:13
Hmm.. u nas w Kraku to jest ciężko no ale niech będzie..

Kolonia.. miałem 13 lat,a móg kolega 14.. lata koło nas chłopaczek w moim wieku.. i się drze.. hej Cracovia tralala..

5 minut..

Hej Cracovia.. bul bul bul.. plum.. głowa w kiblu.. i zmienił orientację na Wisłę :hyhy:



Sylwester... Craxa i Wisła.. skończyło się na piciu Wódki.. :oczko:

Hmm.. w szkole.. no w szkole non stop dochodziło do bójek na tle wyznaniowym..


Krupówki.. 2005.. siedzimy z kumplami w pizzeri.. siedzi 5 chłopów starszych o 4 lata.. ale studenty raczej,a nas było o 3 więcej.. mają jakiś szalik na sobie.. ale myślimy "pewnie małysz fans hooligans" :ucieka: No to ch.j wyciągamy swoje barwy i siedzimy spokojnie.. Nagle chłop skrył barwy pod kurtkę.. :hmm: Kumpel przechodzi obok niego i bada.. hmm.. wydaje się,że pomarańcz i czerwień.. aaaa to git ... Jaga.. :brawo: hmm.. jednak.. dokładniejsze looknięcie.. Korona.. dwóch typów idzie do kasy.. no to my ruch za nimi :ucieszony: wyszliśmy przed lokal ale się spłoszyli i wrócili do reszty towarzyszy.. czekamy 5..10..15..minut.. nagle wychodzą ... butelki w łapach.. szalik schowany i dzida w drugą stronę.. :zdziwiony: Pier.. nie gonimy bo butle mają i starsi.. ale do tej pory nie rozkminiam jak się mogli przestraszyć :kurde:



Też Krupówki.. idziemy w 4... nagle przed nami odgłos w tłumie .. Lech .. Lech.. nagle głośna intonacja.. Wisła Kraków aj jaj ooo.. i zamilkli.. :zdziwiony:




To nie jest żadna napinka,ot wpis co do tematu.. :ucieszony:

Fester
26-03-2005, 14:39
5 minut..

Hej Cracovia.. bul bul bul.. plum.. głowa w kiblu.. i zmienił orientację na Wisłę :hyhy:




cechuje Was pojecie ktorego oni nie znaja? :hyhy:

Uher
26-03-2005, 15:01
5 minut..

Hej Cracovia.. bul bul bul.. plum.. głowa w kiblu.. i zmienił orientację na Wisłę :hyhy:




cechuje Was pojecie ktorego oni nie znaja? :hyhy:

Do 13 lat można się przerzucać.. taki jest regulamin 8)

Uher
26-03-2005, 15:19
Grzywa.. fachowy opis Bojek 8)

Trzeba jeszcze nadmienić,że z 5 lat temu.. Craxa nawet nie mogła pierdnąć na tym osiedlu.. :chytry:

cfc
18-06-2005, 18:34
Widzew Łódź

na promie Dover - Calais spotkałem jednego Polaka. po jakimś czasie godka zeszła na temat futbolu. na pytanie "kibicujesz Widzewowi ?" wyrwało mi się "bleee , zgiń , przepadnij , pieronie". obraził się i wyszedł.



ostatnio coraz wiecej vlepek sie pojawilo u mnie na dzielnicy...

bedzie historia w skrucie
ogulnie to byla jakis czas temu historia, bylem w bluzie Legii i ktos cos krzyknal "Legia to ..." ja odrazu :O i szukam. patrze jest 2 typkow. takich nizszych odemnie to ja odrazu do nich , tamci dluga... rozdzielili sie ale jednego dopadlem...

jeszcze byla akcja z angolami w autobusie... bylem z kumplem angileskim-polakiem. jedziemy nocnym najebani troche zaczelismy sie klocic z jakism francuzem :hmm:
i sie angole wpierdolil do klotni i zaczeli krzyczec na nas cos w stuly polskie cwele... pozniej troche nas obili... dostalismy, ale jednemu w nos trafilem i farba mu poszla :}
policja jest taka sama wszedzie, nas bylo 2 , ich 15 i kogo woleli zatrszymac? nas ...ACAB

Jachimus
19-06-2005, 14:16
Raz z kumplem wchodzimy do baru w szalach a tam się 2 dość dobrze zbudowane typy na nas dość dziwnie patrzą ale bierzemy piwko i nadal na nas się gapią siadamy i postanawiam trochę ogarnąc sytuacje dlatego idę się zapytać o godzinę i przylukać czy nie mają jakiegoś szala albo coś i jeden mi powiedział godzinkę a drugi powiedział coś w stylu "gówno" czy "a co cię to obchodzi" i już myśleliśmy że Polonia. Ale siedzimy i pijemy te browarki i zaraz podchodzi ten większy typ i mówi cholernie niewyraźnie że są z Łodzi i że właściwie to dobrze że mamy wspólnego wroga, to już chciałem powiedzieć żę rzeczywiście Widzewa to ja bardzo nie lubię bo byłem pewien że to typ z ŁKS-u.
Jednak pan postanowił się przedstawić że są z Widzewa i są z ekipy chuligańskiej z Kutna. Całe szczęścia zakończyło się nasze spotkanie tylko miłą rozmową i wypiciem razem piwa z tym który podszedł (bo ten drugi jakoś z nami nie chciał gadać i cały czas siedział i się patrzył jakby chcial nam dojechać).

Młody
19-06-2005, 23:42
Raz z kumplem wchodzimy do baru w szalach a tam się 2 dość dobrze zbudowane typy na nas dość dziwnie patrzą ale bierzemy piwko i nadal na nas się gapią siadamy i postanawiam trochę ogarnąc sytuacje dlatego idę się zapytać o godzinę i przylukać czy nie mają jakiegoś szala albo coś i jeden mi powiedział godzinkę a drugi powiedział coś w stylu "gówno" czy "a co cię to obchodzi" i już myśleliśmy że Polonia. Ale siedzimy i pijemy te browarki i zaraz podchodzi ten większy typ i mówi cholernie niewyraźnie że są z Łodzi i że właściwie to dobrze że mamy wspólnego wroga, to już chciałem powiedzieć żę rzeczywiście Widzewa to ja bardzo nie lubię bo byłem pewien że to typ z ŁKS-u.
Jednak pan postanowił się przedstawić że są z Widzewa i są z ekipy chuligańskiej z Kutna. Całe szczęścia zakończyło się nasze spotkanie tylko miłą rozmową i wypiciem razem piwa z tym który podszedł (bo ten drugi jakoś z nami nie chciał gadać i cały czas siedział i się patrzył jakby chcial nam dojechać).

UPG to "Ultra Pierdolnik Group" ? :chytry: czy to zdarzenie też miało miejsce w Pierdolniku ? :chytry:

Jachimus
20-06-2005, 10:27
miało
mieliśmy wtedy jakieś 16 lat więc było to dość dawno byłem tam z N.
a możesz mi napisać na priva, kto ty jesteś?

Gnatek
20-06-2005, 11:20
No więc w maju miałem takie 2 spotkania, ale nie wiadomo, komu ci kolesie kibicowali. Tak więc pierwsze:
Przed meczem z Lechem 7 maja idziemy razem z Żyłą i jeszcze jednym chłopakiem do źródełka i na ulicy zaczepia nas około 5 typków. Jeden z nich do nas z tekstem - Chłopaki jak dojść na sektor gości? Nie wiem, jak Żyła, ale ja poczułem się trochę "dziwnie" :roll:. No ale nic, zaczyna się tłumaczenie, którędy najkrócej itd., ale jeden z tych chłopaków staje obok Żyły i tak zaciera rękę, jakby chciał mu przyłożyć. Kiedy już pokazaliśmy im drogę, jeden z nich powiedział - "No to na co czekamy"? Z naszej strony brak reakcji, chwila ciszy no i pytanie jednego z wrogów - A wy na mecz idziecie? Ja tak bardzo nieśmiało, że tak. Znowu chwila ciszy... "No to narazie" - no i kolesie sobie poszli :ucieka:.
Kolejna akcja niczym z "Football factory". W KFC na al. Solidarności wchodzę sobie do kibla, a za mną wbija się dwóch typków. Miałem na sobie wtedy bluzę (L) i tak dziwnie zaczęli się na mnie patrzeć. "Co *****" - po tym tekście już wiedziałem, że legionistami to oni nie są :-. Szybka rozkminka, co robić. Spierdalać - to jedyne co przyszło mi do głowy. Ale nie tak szybko, jeden trzymał za klamkę, a drugi zaraz obok niego wyglądał jak wulkan przed erupcją. "Gnoju ściągaj tą blużę, albo ci ją sam zabiorę!" - ze strachu mało co się nie posrałem. Stałem w bezruchu jakieś kilka sekund, a te pazie poprostu sobie... wyszły :O. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że to tylko tak się dla mnie skończyło :modli:.

Rudek
20-06-2005, 11:37
W obydwu sytuacjach nie podjąłeś żadnego działania a mówisz:"a te pazie"

Gnatek
20-06-2005, 11:42
Nie sposób się nie zgodzić, że nic nie zrobiłem. Ale jak inaczej można określić ponad 20 letnich facetów próbujących coś zrobić małolatowi? :hmm:

ems
20-06-2005, 12:29
Przed meczem z Lechem 7 maja idziemy razem z Żyłą i jeszcze jednym chłopakiem do źródełka i na ulicy zaczepia nas około 5 typków. Jeden z nich do nas z tekstem - Chłopaki jak dojść na sektor gości? Nie wiem, jak Żyła, ale ja poczułem się trochę "dziwnie" . No ale nic, zaczyna się tłumaczenie, którędy najkrócej itd., ale jeden z tych chłopaków staje obok Żyły i tak zaciera rękę, jakby chciał mu przyłożyć. Kiedy już pokazaliśmy im drogę, jeden z nich powiedział - "No to na co czekamy"? Z naszej strony brak reakcji, chwila ciszy no i pytanie jednego z wrogów - A wy na mecz idziecie? Ja tak bardzo nieśmiało, że tak. Znowu chwila ciszy... "No to narazie" - no i kolesie sobie poszli .

:hyhy: to nawet wiem o co chodzi chyba :D

Gnatek
20-06-2005, 12:34
Przed meczem z Lechem 7 maja idziemy razem z Żyłą i jeszcze jednym chłopakiem do źródełka i na ulicy zaczepia nas około 5 typków. Jeden z nich do nas z tekstem - Chłopaki jak dojść na sektor gości? Nie wiem, jak Żyła, ale ja poczułem się trochę "dziwnie" . No ale nic, zaczyna się tłumaczenie, którędy najkrócej itd., ale jeden z tych chłopaków staje obok Żyły i tak zaciera rękę, jakby chciał mu przyłożyć. Kiedy już pokazaliśmy im drogę, jeden z nich powiedział - "No to na co czekamy"? Z naszej strony brak reakcji, chwila ciszy no i pytanie jednego z wrogów - A wy na mecz idziecie? Ja tak bardzo nieśmiało, że tak. Znowu chwila ciszy... "No to narazie" - no i kolesie sobie poszli .

:hyhy: to nawet wiem o co chodzi chyba :D

A możesz to trochę rozwinąć :>?

Rudek
20-06-2005, 12:35
Nie sposób się nie zgodzić, że nic nie zrobiłem. Ale jak inaczej można określić ponad 20 letnich facetów próbujących coś zrobić małolatowi? :hmm:

Dobra spoko nie chcę tu wywołać jakiejś dyskusji, ale w tym pierwszym przypadku trzeba było zawołać kolegów czy tam kogoś i :awanti:
8)
Żeby nie było w barwach Lecha nie było

Didek
20-06-2005, 12:55
Byłem dwa lata temu nad morzem w Kołobrzegu. Idziemy jedną z ulic z powodu że nigdzie niechcieli na sprzedać browarów poprosiliśmy grupe (chyba było ich z sześciu) chłopaków w wieku ok. 20 lat żeby to oni nam załatwili jakieś piwa. No i zgodzili sie byli w porzoądku jakieś dowicipy i zawiązała sie rozmowa. Gadamy gadamy i jeden pyta sie nas z kąd jesteście?? My Mówimy że z Warszawy. Chwila ciszy. Jeden z nich mówi -Robi sie coraz fajniej jego kumpel odpowiada -Źle że sie spotkaliśmy my jesteśmy z Poznania! Ja wystraszony kumple to samo, a że tylko ja chodze na mecze już wiedziałem o co chodzi i byłem chyba najbardziej "zesrany". Pytają sie chodzicie na Legie?? Odpowiedż jedno znaczna -Nie! Wystraszeni przychodzi następny koleś z piwami i mowią mu mamy nowych kolegów ze Stolicy. Pyta się gdzie który to który chce w pie...l?? Uspokojili kolege powiezieli dwa zdania miedzyt soba idziemy to są gówniarze nie będziemy dzieci bili. Ciesze się że tak to się skończyło i że własnie tego dnia nie miałem żadnej koszulik Legijnej bo pewnie gorzej by to się dla mnie skończyło.

ems
20-06-2005, 20:00
Gnatek - to byli najprawdopodobniej kibice Legii ktorzy robili sobie jaja.

Gnatek
20-06-2005, 22:12
Skoro tak, to wyszło im to genialnie :oczko: :hyhy:.
Zapomniałem dodać jeszcze jednej akcji - kiedyś idąc sobie podziemiami centrum (oczywiście w bluzie (L) ;)) podbija do mnie typek z tekstem "durniu nie obnoś się tak w tej bluzie bo tu jest Cracovia"..... :ucieka:

olka15121
22-06-2005, 00:19
Ja miałam tylko jedną przygodę która się nie umywa do opowieści Pawełka, było to 7 sierpnia ubiegłego roku po pięknym meczu z Cracovią ( dostali w dupsko 3 do 1) wracałam z koleżanką do domu a na ławce pod drzewem siedziało kilku napakowanych typow popijających piwko zaczęli drzeć się je**ć Górnik, co my biedne małe mogłyśmy zrobić pozdrowiłyśmy chłopaków środkowym palcem i poszłyśmy dalej ( wstyd mi do dzisiaj że sie wydarłam do nich :wstyd: ), ale mądry Polak po wódce jak to mawia mój kolega.

lomu-banita
22-06-2005, 00:25
( wstyd mi do dzisiaj że sie wydarłam do nich :wstyd: ), ale mądry Polak po wódce jak to mawia mój kolega.

Oświadczam że całkiem niedawno pasiaki w autobusie przecięli dziewczynie policzek bo była za Wisłą. Chyba nie warto się na to drzeć jeśli się jest kobietą...

olka15121
22-06-2005, 00:39
Ten argument do mnie przemówił ;)

BuBy_SeC
22-06-2005, 23:33
Oj tak było takich spotkań kilka......

Niechorze 2003 kolonie skąłd ogólnoślaski + Zaglebie Dąbrowskie :)

w przewadze Ruch , GKS Katowice potem Zagłebie były tez niedobitki typu Tychy czy Szombierki.

Wiadomo 10 godzin drogi przez cała Polske z takimi typami : będzie sie działo przez te 3 tygodnie :zlosliwy:

dojeżdzamy na miejsce typowo : wybrac pokoje

No Ok wiec skad jesteś Sosnowiec Sosnowiec Sosnowiec i..... Chorzów :zlosliwy: ojjjj my sie policzymy chłoptasiu.

Sosnowiec w starcie liczebnej dosc duzej na 30 GKs 1 Sosnowiec i 20 Ruch( jak sie pózniej okazało spoko kolesie)

Integracyjny wieczorek jak to bywa . Hanysy pija na potęge . Kolega z bukowej wyjechał " J***ć Goroli" ja bez procentów wiec mam przewage. Pogadalismy juz spoko i nagle kolo do mnie wyskakuje no to bij sie za Sosnowiec..... ok jak chcesz po pijaku był chojrak . ustawka nawet honorowa 1:1 było kilku z GKS ale sie nie właczali. Zwyciestwo Zagłebia w stosunku 4:0 zakończone cięzkim KO. Ale ekipa nie do konca okazała sie honorowa.... wjazd w 7 na mnie na pokój. Dobra przejebane....... sami hanysy 3 nas z Sosnowca - wyrok : wpierdol poleciało pierwszych kilka strzałów... uratował nas niski balkon my juz na ziemi 2 mnie trzyma 2 leje lipa..... przez balkon zobaczył to Ruch..... wjazd na pokój myśle nie tylko nie onie jeszcze wiekszy wpierdol....... ale nie oni kilka strzałow i GKS nie ma :D wstaje gadamy : Ejj chłopaki tylko szczerze czemu mnie odbijaliście L odpowiesz krótka acz treściwa : J***Ć GKS ! Pózniej jedni jak i drudzy okazali sie spoko kumplami melanże do końca wakacji .......





Kraków 2005 Zima Rynek


Strasznie zimno pół literka w plecaczku juz siedzi jedziemy. Kumplowi zimno to szal na szyje łazimy po tym ryneczu obalone 0,5 w kebabie ..... wracamy .... stoi grupa z Wisły w szalach przygladaja sie ale spoko.... pogadalismy tylko nie dawała im spokoju zgoda z (L). Odeszlismy z 25 metrów ...... Cracovia bez barw no to zas wpie***dol..... ehhh co to za szal ? Zagłebie ! Jakie ? Sosnowiec ! tak..... no to wyskakujemy ....... kolego chyba sie wam cos pomyliło ... a tak wogóle to za kim jesteście ? jak to kto Cracovia !! te słowa jak sie pózniej okazało były dla nich prawie zabójcze :) powiedzili to na tyle głośno ze zainteresowała sie nimi Wisła :)
Nie wiadomo czemu chłoapki odeszli ( a raczej odbiegli ) w swoja strone.... :)


Więc tych spotkan nie wspominam żle mimo kilku strzałów :)


PS: Mam nadzieje ze nikogo tym postem nie uraziłem

PS2: Nieumywa sie do histroii Pawełka ale niech juz bedzie :)

Polak_sts1906
23-06-2005, 21:31
3 lata temu byłem w Rowach na obozie. Siedzę sobie w barze, obok dosiada się koleś dosyć wstawiony :chytry: Pytam się go:
- Skąd jesteś?
- Z Warszawy.
- Ooo... Legia?
- Jasne, że Legia!!! Legia Warszawa!!! A ty skąd jesteś?
- Z Sosnowca.
- A gdzie jest Sosnowiec?...

:O :brawo: :modli:

legart
24-06-2005, 10:31
3 lata temu byłem w Rowach na obozie. Siedzę sobie w barze, obok dosiada się koleś dosyć wstawiony :chytry: Pytam się go:
- Skąd jesteś?
- Z Warszawy.
- Ooo... Legia?
- Jasne, że Legia!!! Legia Warszawa!!! A ty skąd jesteś?
- Z Sosnowca.
- A gdzie jest Sosnowiec?...

:O :brawo: :modli:

:O może to nie jest śmieszne, ale trochę mnie rozbawiło. Grunt to znać geografię kaju ojczystego :]


PS Dobrze że się nie spytał czy to na Sląsku :]

wojtuś
28-06-2005, 11:13
ostatnimi czasy co i rusz


ale . . . se sobie poczekam . . ja wiem ? . . . 50 lat
z tym tematem ;-)

yusta
18-12-2005, 23:06
Lomu i reszta rozmywaczy wynocha mi stąd.
Druga sprawa jest taka: jak jeszcze raz ktoś napisze, że widział Polonistę w autobusie czy podobnej treści przygodę to nie ręczę za siebie.
Ludzie! To jest temat oko w oko z wrogiem a nie oko w dupę czy w plecy.

:roll:

Grzywa
18-12-2005, 23:24
Ludzie! To jest temat oko w oko z wrogiem a nie oko w dupę czy w plecy.

:roll:

:lol:

A więc chłopaki jak następnym razem zobaczycie kogoś w kolejce do kasy i będzie miał bryloczek KSP :chytry: zamiast przecierać oczy ze zdumienia i planować jak to pochwalicie się na forum że takie coś widzieliście!!! Podejdzcie do niego i przynajmniej popatrzcie mu w oczy zeby było to oko w oko i Yusta się nie wkurwiała :zlosliwy:

kirbi
21-12-2005, 19:09
Wychowalem sie na muranowie, chodzilem do podstawowki na muranowie,gdzie co by nie mowic wiekszosc kibicow(jesli mozna nazwac kibicami mlodziez w wieku 10-16 lat) to polonisci. ja tam nie ukrywalem tego,ze kibicuje Legii(szalik,co tydzien NL czytana na lekcjach,itd) i jakos nigdy z tego powodu nie mialem klopotow. Tak to na obozie jak mialem 16 byla mieszanka wybuchowa w mojej grupie: Legia, Wisła, Lech, Arka, Pogoń Sz., Zagłębie Sosnowiec. raz tylko mialem nieprzyjemna przygode z powodu barw. Spotkalem na plazy po pijaku goscia ktory zagadal i sie okazalo,ze jest z poznania i jak sie dowiedzial,ze jestem z Warszawy zaczal klnac na Legie, skonczylo sie mala bojka.Tyle w tym temacie.

boss_corleone
30-12-2005, 16:34
Mam kolege takiego typowego banana. Wie o istnieniu sportu jakim jest pilka nozna ale jego wiedza o kibicach rowna sie zeru, za to o kosmetykach i ciuszkach wie wiecej niz kreatorzy mody. Poinstrulowalem go, ze jesli ktos bedzie chcial go bic czy zaczepiac to ma mowic ze jezdzi na Zaglebie. Telefon od niego:
-wiesniaku dostalem w chalape przez to twoje Zaglebie.
-??????
-bylismy w Heliosie ze znajomymi ze studiow i panienkami. Idziemy w kierunku kina a z naprzeciwka lezie grupa mniej wiecej 20 wyrostkow (pis. oryginalna) i do nas z japa: kto wygra mecz ?????? A ja: "Zaglebieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee"....
-zaraz zaraz przeciez Heliosa u nas dopiero buduja ???
-ale my bylismy w Katowicach i......
W tym momencie nastapil koniec rozmowy z powodu napadu histerczynego ataku smiechu jaki mnie nawidzil. Rzalem chyba z 10 minut, chociaz koledze wspolczuje 8)

Czasami jak nie trzymam pionu dzwonimy do niego z chlopakami i jak odbiera to na trzy cztery: "ktooooooo wygra mecz?????????"

Dżon Łejn
30-12-2005, 16:39
od dziś go wysyłaj ze śpiewem na ustach do heliosa w S-c :lol3:

TK
31-12-2005, 22:07
Ja miałem "przyjemność" mieszkać z 2 kibicami Legii, 2 kibicami ŁKS-u i jednym Widzewa w 1 pokoju przez 3 tygodnie :] Było całkiem spokojnie, tylko czasem się wkurzali jak oglądałem mecze Legii z Monachium w tv :D albo spałem w koszulce Legii :zlosliwy: chcieli mi ją nawet spalić jak byliśmy pijani... Oprócz tych 3 kibiców było jeszcze w pensjonacie i obok 20 kibiców widzewa, 8 łks i 7 Legii :hyhy: (wśród nich było może 4 kibicek widzewa )

Podróżnik
01-01-2006, 19:37
To moze ja opowiem swoja historie co prawda nie wydarzyło to się na zadnych wakacjach tylko w drodze na mecz ale ze wzgledu na dośc komiczne zakończenie postanowiłem ja opowiedzieć .Było to 02-08-1989 mecz Górnik Zabrze - Legia .
Ponieważ na Śląsk dojechaliśmy ok 4 godziny przed meczem więc nie uśmiechało nam się siedzenie na stadionie więc odłaczyliśmy się w 4 od grupy i pojechaliśmy do Gliwic .w Gliwicach wypiliśmy po piwie moze dwa i wróciliśmy do Zabrza.W drodze na stadion nie działo się nic szczególnego dopiero 300 -400 metrów przed stadionem z za bloku wyszła grupka ok 10 osób .
Pierwsze pytanie skad jesteście wiec ja prubuje naśladowac ich gware mówie że z Glywic.Nie uwierzyli za bardzo więc zaczynają szukac szalików.Ponieważ miałem za spodniami flagę a na dodatek nie lubie się za bardzo bić bo zawsze dostaje więc troche spanikowałem i próbowałem wycofać się na z góry upatrzone pozycje jednak manewr się nie powiódł i miałem blizszy kontakt z podłozem .Na szczęście obok stał zaparkowany samochód a żeby nie wpadli na pomysł kopania mnie po głowie więc się próbowałem sie pod niego wczołgać.Nagle wszyscy uciekli ale ja nie wiedząc do końca co sie dzieje dalej leże z głową pod samochodem .
Nagle słysze głos wyłaz stąd więc wychodze i słysze znowu znajome pytanie skąd jesteś .Mimo nie powodzenia za pierwszym razem nadal trzymam się tej wersji że z Glywic tylko dodałem ze pierwszy raz na mecz przyjechałem ten w przeciwieństwie do tamtych mi uwierzył i mówi To bijeta się ku.. między sobbą zamiast tych chamów z Warszawy nap... :oczko:
po takim tekście postanowiłem juz się wiele nie odzywać .Po drugiej stronie ulicy stał dwie kobiety i jakiś facet i się pytaja kolesia skąd jestem na co on im mówi swój chłopok z Glywic na co jedna z nich krzyczy to pewnie te ch.. z Warszawy go pobili w klatkach ich ku.. pozamykać :oczko: Po tym tekście to niewiele brakowało a bym się zaczął śmiać ale udało mi sie powstrzymać i postanowiłem pozegnac tak miłych rozmówców.
Na pozegnanie ta miła pani powiedziała mi jeszcze żebym lepiej wracał do Gliwic bo jak tu Górnik z Ruchem grał to w tym bloku połowy szyb nie było.
Ja jednak nie posłuchałem tej rady i już bez przeszkód dotarłem na stadion

yusta
09-01-2006, 04:45
1,5 godziny spędziłam na cięciu tego tematu. Z 14 stron zrobiło się 7 :O i bardzo proszę kolejną osobę która będzie chciała cokolwiek tu napisać, o przeczytanie sobie temaciku od strony nr 1 i zastanowienie się czy jego opowieść nadal ma się tutaj znaleźć.
Kolejny raz proszę o nie umieszczanie tutaj postów w stylu: widziałem Polonistę/Widzewiaka/Wiślaka itd, itp. - w autobusie/ na ulicy/ w sklepie.
Jeżeli napotkałeś na swojej drodze dzieci w mało stosownych szaliczkach, to też wolałabym żebyś oszczędził nam oczu.

Btw, proszę też o powstrzymanie się z postami jednowyrazowymi typu: zajebiste, super itd. Można wykorzystać do tego celu priv.

Mam nadzieję, że starsi stażem kibice, znowu odwiedzą ten temacik i ubarwią go jakże ciekawymi opowieściami.

Dziękuję za uwagę.

magic76
09-01-2006, 17:10
A dlaczego usunęłaś autentyczną historię o górnikach??!!

legart
09-01-2006, 18:12
A dlaczego usunęłaś autentyczną historię o górnikach??!!

Pewnie dlatego że to jest temat o kibicach, a nie o fiku miku 8)

Jozi
10-01-2006, 17:44
no to opowiem swoją historie tyle ze choć jestem Legionistą ale pochodze z Tomaszowa Lubelskiego i jeszcze tu mieszkam :|<dziura>ale opanowane przez (L)
No więc akcja była tego typu ze wybrałem sie z ziomkami dwoma za małolata(ok.14-15lat)wtedy mieliśmy do Zamościa na wagary,miasta położonego od TL o 35km na Północny-wschód...zakupiliśmy sobie jakimś cudem po piwku w miejscowym sklepie i ośka do parku blisko Stadionu Hetmana(przyp.)Legia grała tam mecz w PP 1/4 2005.(ok.850naszych) no i sie rozsiedliśmy na 1 lepszej skrajnej ławce parku blisko bramy stadionowej i gadka szmatka,piwko...i po jakimś czasie widzimy 3 typów idących w naszą strone wiek.ok.20-22lata :/ podchodzą i nawijka do nas dajcie kase na winko,wiecie zbieramy i takie tam,chwila konwersacji i pytają:
-skąd jesteście?
-mój ziomek sie wychylił za szybko i ...Tomaszów :/ nosh Qurwa(stałem obok i to ja chciałem powiedzieć że Hrubieszów<ich ziomki z Unii><niewiadomo co dalej by było> :zdziwiony:
-...no to chlast mi w morde za pochodzenie :D następnie ziomki po strzale dostają
-następnie chcieli telepanko zrobić ale zagadałem wiarygodnie ze my bez kasy i odjebali sie...uff
-mówią że będą szli ale jeszcze jeden z nich musiał nam uświadomić coś i dostałem następnego strzała w pysk z pozdrowieniami od Hetmana dla kibiców Tomasovi...(mogło być nieciekawie jakbyśmy niebyli małolatami) i odeszli więc my zawijka za pare chwil w miasto..echh teraz to wspominam jako brecht :oczko:

Fester
10-01-2006, 23:26
nic nie zrozumialem

yusta
10-01-2006, 23:37
nic nie zrozumialem

Małolaty wybrały się na wagary do Zamościa i dostały po liściu od miejscowych za pochodzenie :oczko:

Jozi
10-01-2006, 23:42
nic nie zrozumialem

no chodziło o opis akcji jaką miałem podczas pobytu w Zmc...
a Yusta Ci elegancko odpowiedziała na to czego niezrozumiałeś :hyhy:

kawa1984
04-02-2006, 20:16
Przebywając na wakacjach u babci w podkieleckiej wioseczce, miałem przyjemność oglądać finał pucharu Polski STRONG MAN w kieleckim amfiteatrze "Kadzielnia".Dla niewtajemniczonych powiem że niedaleko owego amfiteatru leży stadion Korony i przed zawodami akurat Korona rozgrywała mecz z ....Polonią Wuwua. Siedząc na trybunach i oczekując na Pudziana niezbyt miło było słuchać okrzyków dochodzących ze stadionu:"Legia to stara......" W każdym bądź razie po meczu całe stadionowe towarzystwo zwaliło się na Kadzielnię i miałem przyjemność(lub nieprzyjemność) oglądać zawody razem z kilkoma tysiącami fanów Korony. Jak Irek Bieleninik(przyp. komentator telewizyjny-ten łysy Wink ) pytał, kto wygra zawody?? cały tłum odpowiadał: KORONA!!!!! W pewnym momencie jednemu kolesiowi przede mną upadł szal i w sumie on tego nie zauważył.Przez moment przemknęła mi myśl aby żółto czerwony szal podnieść i się oddalić,ale wobec otaczającego mnie tłumu kibiców odszedłem od tego zamiaru. Ogólnie rzecz biorąc zawody całkiem całkiem-tyle,że publika nie ta co trzeba....

......gwoli ścisłości dodam ze Pudzian wygrał zawody :hyhy:

Pan Artysta
04-02-2006, 20:18
:kurde:

Kawa
04-02-2006, 20:21
Klon, nawet rocznik ten sam :ucieka:

Sokol
04-02-2006, 21:19
:kurde:

Co masz do Pudziana? :lol3:

przemo22
05-02-2006, 01:35
Ja to miałem stosunkowo duzo spotkan z wszelakimi przeciwnikami, zazwyczaj konczylo to się ostrymi melanzami m.in. gosciu z Arki nad morzem, wyjazdowcy Motoru we Wrocławiu, Lechia we Wrocławiu, Widzew i Petra kolo Sierpca, Czarni Jasło+Stal Mielec w Jasle, goscie z Katowickiego FC Ruchu gdzies pod Rimini, to wszystko wiazalo się z wyjazdami wakacyjnymi i oprocz tegorocznego oklepu od Jagi w Grecji wszystko konczylo się ostrymi baletami.
Z ciekawszych opcji wyjazdowych to na szybkosci napisze o 2

- wyjazd do Radomska pare lat temu. Poczatkowo podroz przebiegala spokojnie w koluszkach pogonieni byli miejsowi obserwatorzy z Fc Widzewa, tak ze niektorzy pozostawiali nawet roweryJ. Z koluszek ruszylismy zoltkiem do miejsca docelowego przeznaczenia. W dalszym ciagu jechalismy bez obstawy psow co rokowalo calkiem dobrze, bo ogolnie brygada miala raczej bojowe zamiary. W celu zmylenia psiarni z radomska wysiadlismy gdzies 2-3 stacje przed Radomskiem, gdzie na moje nieszczescie był jakis wiejski sklepik który zostal konkretnie spromowany. Podczas promo padly dwa dobre teksty- kolega T podbil do sprzedawczyni z gadka dawaj jakies torby bo niemam gdzie pakowac, po czym oddalil się z lupem, natomiast kiedy ja postanowilem cos kupic, bo mi się babki troche zal zrobilo ona się skapowala co się dzieje i wyskoczyla z morda skad jestsmy, na co dostala odpowiedz ze jak to skad – z Lodz, po czym rozpoczela ona litanie wyzwisk pod adresem „zydow z Lodzi”. Oczekiwanie na pociąg umilalismy sobie spozywaniem%, co powadowalo oslabienie sily bojowej ekipy, a w przypadku niktorych jednostek w tym mojej osoby zredukowalo ja prawie do 0. W tym momencie nastapil moent który miał dla mnie przykre reperkusje, gdyz nawinelo się 2psow z których jeden wylapal jakies strzaly, co spowodowalo, ze prewencjia i sok zostaly wprowadzone w stan gotowosci i przywitaly nas na stacji w Radomsku. Zaraz na stacji zostalem powiniety przez psiarnie, co prawda pare chwil zostalem odbity lecz moja wolnosc trwala bardzo krotko, gdyz was który mnie pilnowal okazal się bardzo upierdliwy i po chwili mnie dorwal(w sumie nie było nawet za bardzo gdzie spiedalac, a % tez robily swoje. Tak wiec wyladowalem w suce, gdzie pare minut pozniej „dosiadl” się do mnie kolega T z Sadyby i ruszylismy na komisariat. Na komisariacie przejeli nas miejscowi, którzy zabardzo nie wiedzieli co z nami zrobic, poczatkowo mialy być jakies zarzuty, ale jakos dalem rade. I w tym momencie przejede do sedna czyli do spotkania z wrogiem. Jako ze ze obaj z T byliśmy ostro zrobieni to cisnely nas pecherze, pies co 10min musial chodzic z nami do klopa co go na tyle wkurwilo, ze powiedzial zebysmy sobie sami chodzili do wc, bo juz wiemy gdzie jestJ. Podczas ktorejs z wycieczek wychodzimy z klopa, przystaje bo przede mna pojawilo się 2gosci w szalach RKS, kolega był w goracej wodzie kapany i jako, ze szybciej robil, niż myslal wzial za wszarz jednego z przeciwnikow i zaczal rzucac nim po scianach, zanim zczailem co jest grane, wlaczyl się jakis pies. Zaraz podbil nasz „opiekun” którego ten pies od gosci z RKS zaczal opierdalac, ze nas nie pilnuje i chuligani z Warszawy bija chlopcow z RadomskaJ. Naszczescie nasz pies czlowieczenstwem mnie zaskoczyl i pokrecil tylko lbem. Jako, ze miejscowe psy nie mieli z nami co robic, odwiezli nas jeszcze na pociag, tak ze jeszcze dalismy rade wrocic z cala ekipa wyjazdowa do WWA. To jak do tej pory było jedyne spotkanie z gosciami z Radomska na dodatek w dosc dziwnych okolicznosciach.

- druga smieszna opcja która dzis opisze wiaze się z wyjazdem z ostatniego sezonu do Krk na Craxe, w Kielcach usilowaly nas przyatakowac jakies jednostki z Korony, ale zostaly szybko pogonine, a jako ze melanz trwal w najlepszy, a alko juz się konczylo ruszylismy z paroma znajomymi do sklepu, który był paredziesiat metrow od dworca po zrobieniu zakupow zorientowalem się, ze zostalem sam z jednym kumplem z osiedla tak, ze szybko ruszylismy do pociagu. Ledwo wyszedlem ze sklepu, obczailem kilka metrow ode mnie paru gosci z Korony, natomiast kilku nastepnych bieglo z od dworca. Musze przyznac ze zrobilo mi się troche niewyraznie, zerwalem się pedem w kierunku stacji, tak ze minalem ich w momencie kiedy zbiegalem do przejscia podziemnego. W sumie do dzis nie wiem, czy dlatego nie doszlo do starcia (a raczej zebrania okepuJ ze oni mnie nie zauwazyli-bylem w bluzie (L), czy tez może sami byli bardziej wydygani ode mnie myslac ze maja za soba jakis poscig.

Sorka za styl i kiepska inerpunkcje ale jestem z lekka zmelanzowany pzdr.

Łysolek
05-02-2006, 10:03
-wyjazd do Radomska pare lat temu.
też byłem na tym wyjeździe z tą ekipą :) miałem niestety troche mniej szczęścia , bo jak przed kasami psy zaczęły powijac niektórych z nas to nie wieźli na komisariat , tylko tłukli i kierowali na sektor gospodarzy :klnie:

przemo22
05-02-2006, 12:34
slyszalem ze paly urzadzily sobie zabawe ze lapali gosci i dawali pare sekund na spierdolke, ale chyba nikomu sie to nie udalo
ja to dostalem konkret oklep w suce m.in za pomoca kolby od tej ich strzelby, wiec tez za wesolo nie bylo (nogi to mialem sine przez pare tygodni:)
zreszta z tym biciem to tez byla smieszna sprawa, bo kolega T nie zalapal sie na oklep w suce, tylko zaraz po wejscie na komende dostal pala na kolana tak ze sie zlozyl i zaczeli go napierdalac cala ekipa. W tym momencie mialem troche swobody bo cala ich "uwaga" byla na znajomym, tak ze duzo nienamyslajac sie otworzylem jakies drzwi. I znalazlem sie w ich szatni gdzie jakas nastepna jednostka szykowala sie na mecz, oni zdziwieni nie mniej ode mnie i zaraz do mnie gadka co ja tutaj robie- ja na to ze z meczu, wtedy jeden z nich pod sciane i to juz. Jakos wtym momencie ktorys z korytarza sobie o mnie przypomnial, ale cos mu wybelkotalem, ze jakis inny pies kazal mi stac po ta sciana (a wlasciwie szafkami) co w pewnym sensie uratowalo mi dupe. Jeszcze dobra akcja byla jak nas odwozil na dworzec jakis gruby was poldkiem, a nas zrobilo sie nagle ~6osob, wszyscy konkret obici, a on cos zaczal sie ziomkowac, ze szkoda, ze Legia nie wygrala, gdyby nie sluzba to tez by sie przeszedl na meczy, no i ze w sumie tez jest Legionista:) jakos dziwnym trafem nie znalazl zrozumienia.

Piotrek91
05-02-2006, 21:30
To nie mialo chodzic o spotkania z wrogimi kibicami? :hmm:

WY
06-02-2006, 00:10
- wyjazd do Radomska pare lat temu. Poczatkowo podroz przebiegala spokojnie w koluszkach pogonieni byli miejsowi obserwatorzy z Fc Widzewa, tak ze niektorzy pozostawiali nawet roweryJ. Z koluszek ruszylismy zoltkiem do miejsca docelowego przeznaczenia. W dalszym ciagu jechalismy bez obstawy psow co rokowalo calkiem dobrze, bo ogolnie brygada miala raczej bojowe zamiary. W celu zmylenia psiarni z radomska wysiadlismy gdzies 2-3 stacje przed Radomskiem, gdzie na moje nieszczescie był jakis wiejski sklepik który zostal konkretnie spromowany. Podczas promo padly dwa dobre teksty- kolega T podbil do sprzedawczyni z gadka dawaj jakies torby bo niemam gdzie pakowac, po czym oddalil się z lupem, natomiast kiedy ja postanowilem cos kupic, bo mi się babki troche zal zrobilo ona się skapowala co się dzieje i wyskoczyla z morda skad jestsmy, na co dostala odpowiedz ze jak to skad – z Lodz, po czym rozpoczela ona litanie wyzwisk pod adresem „zydow z Lodzi”. Oczekiwanie na pociąg umilalismy sobie spozywaniem%, co powadowalo oslabienie sily bojowej ekipy, a w przypadku niktorych jednostek w tym mojej osoby zredukowalo ja prawie do 0. W tym momencie nastapil moent który miał dla mnie przykre reperkusje, gdyz nawinelo się 2psow z których jeden wylapal jakies strzaly, co spowodowalo, ze prewencjia i sok zostaly wprowadzone w stan gotowosci i przywitaly nas na stacji w Radomsku. Zaraz na stacji zostalem powiniety przez psiarnie, co prawda pare chwil zostalem odbity lecz moja wolnosc trwala bardzo krotko, gdyz was który mnie pilnowal okazal się bardzo upierdliwy i po chwili mnie dorwal(w sumie nie było nawet za bardzo gdzie spiedalac, a % tez robily swoje. Tak wiec wyladowalem w suce, gdzie pare minut pozniej „dosiadl” się do mnie kolega T z Sadyby i ruszylismy na komisariat. Na komisariacie przejeli nas miejscowi, którzy zabardzo nie wiedzieli co z nami zrobic, poczatkowo mialy być jakies zarzuty, ale jakos dalem rade. I w tym momencie przejede do sedna czyli do spotkania z wrogiem. Jako ze ze obaj z T byliśmy ostro zrobieni to cisnely nas pecherze, pies co 10min musial chodzic z nami do klopa co go na tyle wkurwilo, ze powiedzial zebysmy sobie sami chodzili do wc, bo juz wiemy gdzie jestJ. Podczas ktorejs z wycieczek wychodzimy z klopa, przystaje bo przede mna pojawilo się 2gosci w szalach RKS, kolega był w goracej wodzie kapany i jako, ze szybciej robil, niż myslal wzial za wszarz jednego z przeciwnikow i zaczal rzucac nim po scianach, zanim zczailem co jest grane, wlaczyl się jakis pies. Zaraz podbil nasz „opiekun” którego ten pies od gosci z RKS zaczal opierdalac, ze nas nie pilnuje i chuligani z Warszawy bija chlopcow z RadomskaJ. Naszczescie nasz pies czlowieczenstwem mnie zaskoczyl i pokrecil tylko lbem. Jako, ze miejscowe psy nie mieli z nami co robic, odwiezli nas jeszcze na pociag, tak ze jeszcze dalismy rade wrocic z cala ekipa wyjazdowa do WWA. To jak do tej pory było jedyne spotkanie z gosciami z Radomska na dodatek w dosc dziwnych okolicznosciach.


Hehe jechaliśmy na 99,9% tym samym pociągiem
Tylko sprawa jest taka ,ze kobitka dostała odp ,ze jedziemy na koncert DJ BOBO po czym cała ‘’wycieczka’’ zaczęła skandować
A pies nie wyłapał ,ale był blisko :zlosliwy:
Ps. Rozmowy z psami po hebrajsku tez były dobre ,ale niestety przed stadionem była ‘’selekcja’’ i nie wszystkim było dane obejrzeć mecz
ps2 po wyjsciu z pociągu postawienie sie psom i kazanie do siebie strzelać :O

C_L_F
07-02-2006, 02:10
To nie mialo chodzic o spotkania z wrogimi kibicami? :hmm: Przeczytaj nazwe tematu i zastanow sie kto jest na liscie jako nr 1 8)

puzon
07-02-2006, 14:27
Przemo22 napisał:

-wyjazd do Radomska pare lat temu.

Również odwiedziłem wtedy Radomsko. Tyle że nie pamiętam, żadnego pałowania pod kasami. Ale mogło tak być, gdyż z jednym z koleżków z Zagłębie siedzieliśmy w Wawie już od czwartku, kiedy to Legia grała w pucharze bodajże z Walencją. A te 4 dni nadużywania %, ponieważ mecz w Radomsku był w niedziele, mogły się odbić na mojej pamięci 8) .

Ps. Wiatam wszystkich znajomych, jak również tych mniej znajomych!!

mort
12-02-2006, 12:06
Najpierw napisałem to w oświadczeniach ale w sumie doszedłem do wniosku,że to bardziej tu pasuje :oczko: No więc moje ostatnie "oko w oko" jest na świeżo bo z wczoraj.No i się dowiedziałem,że:

-wszyscy kibice Wisły to wnukowie milicjantów tudzież UB-eków

-cała krakowska inteligencja kibicuje Cracovi czego Wisła nie może znieść

-Cracovia założyła (L)egię

-zasadniczo zachodzi podejrzenie,że Cracovia założyła państwo polskie

-przerzutów prawie nie ma a jak są to Cracovia ich tępi u siebie lub ewentualnie byli za Wisłą jak byli dziećmi

-w latach 80-tych Cracovia biła wszystkich w Polsce a u siebie lała Wisłę jak chciała

-Wisła się kończy i jak Cracovia zdobędzie za dwa lata mistrza to ich totalnie już zniszczy i wymrą na mieście

No to tyle by było.... Znaczy było dużo więcej ale nie pamiętam już ze wględu na swój stan 8) Kolo był tak zabawny,że totalnie nie wzbudzał agresji.Ale to już drugi z tej strony błoń, z którym piłem i oni są serio opętani :ucieka: Naprawdę wierzą w to co gadają :O

PS.Symptomatyczne jest też ich podejście do naszego sąsiada zzaa miedzi....Nienajlepsze zresztą 8) Bo "Warszawa to Warszawa" :oczko:

ems
12-02-2006, 12:28
PS.Symptomatyczne jest też ich podejście do naszego sąsiada zzaa miedzi....Nienajlepsze zresztą Bo "Warszawa to Warszawa"

e tam, chcial Ci sie przypodobac po prostu

mort
12-02-2006, 12:36
Ja wiem.... :hmm: Chyba nie....Bo ich nastawienie do stolicy jest nienajlepsze oględnie mówiąc.A skoro my jesteśmy spod Warszawy a rodowicie na K6 :hyhy: to ich przeca nie lubią :hyhy:

ems
12-02-2006, 12:50
no, jest w tym jakas logika

szopq
17-02-2006, 14:28
Mieszkam Pod Kędzierzynem-Koźlem (woj.Opolskie) i chociażby ze względu na szkołę spędziłem tam pół życia. Legii Kibicuję od ok.10 lat i to, że mieszkam tam gdzie mieszkam powoduje, że często spotykałem się vis a vis z wrogiem. Że Legii nie lubi się przeważnie wszędzie(poza Warszawą), to nie tajemnica. Nie jest tajemnicą również to, że wzmożone wyrazy antypatii(że tak to ujmę ;> ) do tego klubu występują na Śląsku. Nie inaczej jest w K-K, gdzie kibice Chemika (który nie istnieje już kilkanaście lat) sympatyzujący z KSG wręcz pocą się jadem na dźwięk nazwy znienawidzonego klubu z Warszawy.
Ale takiej upartości jaką wykazywalem się w podstawówce w obnoszeniu się w emblematach Legii nie prezentowałem już od dawna. Bywało, że co kilka dni przychodziłem do domu z odnowioną ***** pod okiem, bo żadnemu psycholowi nie przyszlo nigdy do głowy, żeby nie napierdalać młodszego szczeniaka.
Wytrwałem i jestem dumny!
W ogólniaku, dla odmiany, muły w skrzetnie chowanych szaliczkach Wisełki nawet nie chciały podjąć kulturalnej rozmowy na kibicowskie tematy.
Dziś powoli ekipa Chemika umiera śmiercią naturalną, ale ciągle 2x muszę się rozejrzeć kiedy na dworcu PKP kupuję "Naszą Legię". Relay na stacji to jedyne miejsce w KK gdzie można nabyć NL. I znajdzie się kilku znudzonych, którzy dobrze o tym wiedzą i stoją i czekają co czwartek, czy może przypadkiem ktoś nie kupi nowego numeru.
Pozdrawiam Wszystkich Przesiedlonych na Śląsk :)

Killa Beez
24-02-2006, 00:20
Mieszkam w mieście, gdzie 90% "interesujących się" kibicuje Wiśle K.
W związku z tym na każdym kroku spotykam innowierców :roll: tudzież wrogów
Do tej pory każdej zimy, opatulony sza(L)iczkiem miałem tylko jedną nieciekawą sytuację, po której to musiałem udowodnić kilku ziomkom :roll: z brzeszczańskiego FC Wisły, że jestem od nich szybszy...

Poruszająca hisoryjka :hyhy: :ucieka:

szopq
24-02-2006, 14:45
Acha, ktoś mógłby się poczuć urażony gdybym nie wspomniał, o moim najlepszym przyjacielu, który jest fanem Lecha:) Polską ligą interesuje się od niedawna, na Ł3 jeszcze nie był, a więc są jeszcze szanse, że przejdzie na dobrą stronę mocy ;>
To człowiek honoru, który wyznaje prawdę. A przecież prawda jest tylko jedna :)

Sa(L)ut Pablo!

MK
24-02-2006, 21:42
szopq, To jak się przerzuci na Legie to jego honor będzie bardzo wątpliwy.

szopq
27-02-2006, 16:14
No i patrz...Zrób tu małą podpuchę kumplowi, to zaraz się coniektórym załączają weryfikatory honoru, godności i wszystkich innych cnót :)
Nie dygaj Kochu! Wszystko będzie dobrze ;> 8)

Killa Beez
28-02-2006, 11:39
Legionistą się rodzi, nie zostaje! :efoch: :hyhy:

holekNR
01-03-2006, 14:17
..

Hubertx
25-04-2006, 16:42
Jako, że obiecałem Zuzi i Korniszonowi, a akurat nudzi mie się w pracy to coś napiszę :) Wiem, że miałem o czym innym - przepraszam :) Aha, sorki za język, ale ja mam bardziej ścisły umysł :) Rok 2000 - ŁKS. Jedziemy we 4 furą. Zaparkowaliśmy w centrum i wbijamy się w taryfę. Mówimy złotówie, że pod sektor gości, ale akurat tam nie dało się podjechać (psy ulicę wyłączyły z ruchu). Widzę jak już nas obczaja kilku gości, ale co tam. Wysiadamy pod kasami gospodarzy. Ja z szalikiem - dobrze, że to pierwszy mecz, więc pod kurtką mogło go nie być widać - chyba, bo lustra nie miałem :) Doszliśmy do połowy mniej więcej jak podeszli Ci co nas obczajali. Pytanie: skąd jesteście? A co Cię to obchodzi - odpowiedź. Wokoło kilkaset ludzi - cienko to widziałem. No i tak na nas naciskali, że wepchnęli nas do wejścia - oczywiście dla ełksy... Pytanie o bilety - odpowiedź nie mamy. To kupcie. Ja się oglądam i widzę kilkadziesiąt par oczu wpatrzonych we mnie. Mówimy - sam sobie kup i idziemy dalej. Nic nie powiedzieli. Przeszliśmy całą trybunę gospodarzy i przez barierki dostałismy się do naszego sektora. No jeszcze nas psy zatrzymały, ale to była drobnostka. No i powrót autem przez Łódź z wywieszonymi szalikami przez okno, miodzio :)