PDA

Zobacz pełną wersję : Co zrobić z PZPN?



Radio
12-06-2003, 21:46
Podaje link do tekstu z gazeta.pl
http://www1.gazeta.pl/sport/1,35335,1528470.html
i nasuw mi się od razu takie pytanie czy jedyną szansą na natychmiastową zmianę na lepsze w PZPN jest wystrzelanie powtarzam fizyczna likwidacja do nogi każdego członka tej organizacji (takiego malutkiego w powiecie też)? Bo mi już ręce opadają.

PS. Zgłaszam akces do przyszłych SZWADRONÓW ŚMIERCI :) :)
PS II. Faszystowskie metody są bardzo krwawe... ale jak widac w Polsce chyba najlepsze (jedyne?)

arczi
12-06-2003, 22:08
W zasadzie jestem za. Listkiewicz i jego świta zrobili co swoje i ich czas już się skończył. Przegrane MŚ, zwalenie całej winy na Engela, zły wybór selekcjonera, zły wybór selekcjonera po raz drugi czy wreszcie jeden wielki burdel w naszej lidze to dowody aż nadto świadczące o bezsilności panów z ul. Miodowej. Właściwie można zaryzykować stwierdzeniem że niewiele się zmieniło od czasów w których rządził niepodzielnie nasz "magnat" Dziurowicz. Ale z drugiej strony kto może zastąpić Pana L.?
Piechniczek? Engel? Pajac Tomaszewski? Wierzcie mi. Nic się nie zmieni. Będzie tak samo. Jedyne lekarstwo na naszą chorą piłkę w dzisiejszej sytuacji jest nijaki prezes o nazwisku... kasa.
Dopóki prywatne firmy, oraz państwo nie będą odpowiednio inwestować w polską piłkę, infrastrukturę, oraz szkolenie młodych piłkarzy to na prawdę nie uratuje nas żaden Listkiewicz, Boniek czy Pan z kominkiem w tle.
A tak znów jak to jest już od dłuższego czasu po każdych przegranych eliminacjach jedni i drudzy skaczą sobie do gardeł i przebijają się na argumenty.
A nasza piłka nadal jest chora i ciągle MY tj kibice czekamy na jakiś cud że może teraz że może w tym roku coś drgnie. Dupa blada! Raz na sto lat to i ślepy trafi do kosza ale to nie o to chodzi...

Radio
12-06-2003, 22:32
A jednak wkleję ten tekst
Czy jest nadzieja, że upadek reprezentacji w eliminacjach Euro 2004 będzie dla polskiej piłki rodzajem katharsis? Jest to równie prawdopodobne jak to, że ludzie, którzy rządzą naszą piłką, wyrzucą z pracy siebie samych



Porażka w Sztokholmie była tak kompromitująca, bolesna, spektakularna, że każdy kibic, skacowany po tym, co zobaczył na Rasundzie, oczekuje czegoś na kształt trzęsienia ziemi. Przecież polska piłka to pacjent, który nie przetrwa bez transfuzji, przeszczepu serca i kilkunastu innych fundamentalnych zabiegów. Pamiętajmy jednak: źle jest kibicom. Działacze chcą utrzymać to, co jest.

Do Sztokholmu z piłkarzami wybrała się cała potężna grupa ludzi finansowanych przez PZPN, których zadań trudno się nawet domyślać. Były trener kadry Janusz Wójcik (intensywnie raczący się whisky) pojechał na wycieczkę pewnie w dowód uznania za mecz ze Szwecją w poprzednich eliminacjach ME. Jego drużyna przegrała tylko 0:2, i można nawet powiedzieć, że w lepszym stylu. A więc Wójcik był moralnym zwycięzcą. Tak jak wielu innych działaczy, którzy dobrze i hucznie się bawili, bo rzecz jasna w ich mniemaniu za klęskę reprezentacji nie ponoszą winy. Piłkarz może stracić miejsce w kadrze, trener pracę, a działacz? Nie może stracić nic, póki koledzy go lubią.

Piłkarze są tylko produktem chorego systemu sztucznie podtrzymywanego przy życiu właśnie przez działaczy. Polski Związek Piłki Nożnej to duże towarzystwo wzajemnej adoracji handlujące wizerunkiem narodowej reprezentacji. Działacze sprzedają coś, co jest wspólne, a w ten stosunkowo łatwy sposób zdobyte pieniądze wydają, na co chcą i jak chcą. Dobrze z tego żyjąc i dobrze się tym bawiąc. Jak w Sztokholmie.

Od czasu do czasu wybierają spośród siebie prezesa. Poparcie kibiców jest dla niego właściwie kwiatkiem do kożucha, bo on musi dbać o interesy tych, którzy na stanowisko go powołali. I w zamian za to wziąć ich do komisji, wydziałów, podwydziałów i podkomisji. Potem zabrać kilka razy na mecz, nie szczędzić ptasiego mleka i czekać na kolejne wybory bez niepokoju. A działacze? Za efekty swojej pracy odpowiadają tylko przed sobą, czyli de facto są bezkarni. Czy można się dziwić, że osłabia to w nich skłonność do reform?

Kibiców nie da się oszukać, że mecz w Sztokholmie był dobry, a porażka przypadkowa. A, że wzburzenie kibiców może być groźne, działacze jeszcze pamiętają dość dobrze. Właśnie na jego bazie były minister sportu Jacek Dębski doprowadził do dymisji Mariana Dziurowicza, choć nie miał żadnych dowodów na to, że łamał prawo. Tyle że zmienił prezesa, a system trzyma się dobrze.

Tak czy siak lepiej jednak przekonać ludzi, że jest lepiej, niż jest. Jak? Na przykład wmawiając mediom, że promocja polskiego futbolu leży również w ich interesie. Jeśli się to uda, szerokim frontem pójdą w kraj słowa pocieszenia, że przecież niedawno byliśmy na mundialu, a Wisła Kraków grała w IV rundzie Pucharu UEFA. Jest jeszcze reprezentacja olimpijska, która prowadzi w swojej grupie eliminacyjnej itp., itd. Słowem jest OK, i choć trzeba coś zmienić, to przede wszystkim nie psuć tego, co jest.

Działacze PZPN są tak zajęci zakłamywaniem rzeczywistości, że na pracę dla dobra piłki nie mają już czasu. Dla nich dobrze jest zawsze wtedy, kiedy odpowiedni ludzie są na odpowiednich stanowiskach. Jeśli więc ktoś łudził się, że mecz ze Szwecją będzie dla polskiej piłki katharsis, niech porzuci nadzieję. Prezes Michał Listkiewicz szybko się wyrwie z rodzimego piekiełka. Wyjeżdża właśnie na konferencję do Szwajcarii, potem do Francji na Puchar Konfederacji. Za to 27 czerwca zbierze się Wydział Szkolenia. Tak jak zbierał się już sto razy po to, byśmy mieli to, co jest.



Arczi co do jednego się z tobą nie zgodzę w piłke nożną nie powinno inwestowac państwo nigdy. Samorządy jak najbardziej ale państwo nigdy. Od finansowego wspierania jest coś takiego jak Totalizator Sportowy. W PZPNie powinni siedziec ludzie którzy będą organizować to wszystko. Przyczym odrazu musze wspomnieć że kasa to nie wszystko, nawet nie najważniejsze. Piłka powinna rozwijac ludzi i dawać zabawę nawet na najniższym szczeblu. A niestety już tutaj są przekręty. Winny temu jest system stworzony i utrwalany przez kazdego członka PZPN.

Q_(L)
02-07-2003, 10:59
:look: http://www1.gazeta.pl/sport/1,35351,1554536.html 8-


Michał Listkiewicz dla Gazety: Liga jest uczciwa!

PZPN podjął już w przeszłości dwie decyzje pod wpływem nagonki medialnej - najpierw odebrał mistrzostwo Legii, później podzielił ligę na dwie grupy, bo miała być skorumpowana. I co się okazało? W obu sprawach prokuratura umorzyła śledztwo, nie dopatrując się żadnego przestępstwa. Jestem w piłce od dziesiątek lat i uważam, że nasza liga była fair - mówi prezes PZPN

Michał Listkiewicz: Jeśli chce Pan rozmawiać o sprawie Świtu, zawołam wiceprezesa Eugeniusza Kolatora. Mamy tu w związku podział ról...

Rafał Stec: ...przecież to najbardziej bulwersująca od lat afera w polskiej piłce. Nie zajmuje się Pan nią osobiście?

- Mam inne zdanie na jej temat. Trochę jeżdżę po Europie, po świecie i wiem, że prezes o zawodniku czy zawodnik o prezesie może powiedzieć różne rzeczy. Trzeba mieć dowody. Wydział Dyscypliny pracuje i będzie pracował bardzo ciężko - dzisiaj, jutro, pojutrze - i postara się sprawę wyjaśnić. PZPN podjął już w przeszłości dwie decyzje pod wpływem nagonki medialnej - najpierw odebrał mistrzostwo Legii, później podzielił ligę na dwie grupy, bo miała ona być skorumpowana. Decyzje podjęliśmy błyskawicznie i co się okazało? W obu sprawach prokuratura umorzyła śledztwo, nie dopatrując się żadnego przestępstwa.

Może to nie jest sprawa dla prokuratury, jeśli prawo za łapownictwo karze tylko osoby publiczne.

- Właśnie weszła ustawa, która to zmienia...

...która jednak nie będzie działała wstecz, więc "sprawy Świtu" nie obejmie. Nią musi zająć się PZPN, czyli Pan.

- PZPN nie może nikogo zmusić do mówienia prawdy.

Ale w takich sprawach mocnych dowodów nigdy nie będzie...

- Przecież nie skażemy nikogo na podstawie pomówień i poszlak. Nasze środowisko jest rozgadane, rozplotkowane, trenerzy rzucają oszczerstwa na trenerów, sędziowie na sędziów etc. Znam przypadki z przeszłości, kiedy prezes po przegranym meczu zamykał się w szatni z piłkarzami i grzmiał: "Dopóki się ktoś nie przyzna, nie wyjdziecie, kij bejsbolowy będzie w użyciu" itp. Prezes Szymański był rozgoryczony, ekstraklasa była marzeniem jego życia - może dlatego chlapnął coś pochopnie. Oprócz tego jednak istnieje prawda obiektywna. Jeżeli np. zawodnik mówi mi, że trener coś mu kazał, a trener twierdzi coś odwrotnego, musi mieć jakiekolwiek dowody. Inaczej pomawia.

Czyli media niepotrzebnie nagłośniły aferę, która w rzeczywistości aferą nie jest?

- Prasa dobrze zrobiła, trzeba głośno mówić o nieprawidłowościach, ale żeby kogoś skazać - np. zdyskwalifikować dożywotnio, wyrzucić z ligi itd. - potrzebne są materialne dowody.

Spodziewa się Pan, że ta sprawa znajdzie finał w postaci znalezienie winnych i ich ukarania?

- Nie wiem. Analizujemy teraz doniesienia obserwatorów, których wysłałem, dowiedziawszy się o zawirowaniach wokół meczów w Jaworznie. Był tam Henryk Apostel, było trzech obserwatorów sędziego, był zmieniony w ostatniej chwili (rano w dniu meczu) oficjalny obserwator sędziowski. Ze wszystkich raportów wynika, że jedna drużyna była zdecydowanie słabsza. To napisali ludzie z autorytetem.

Dowodów może nie być nigdy, a wszyscy ludzie związani z piłką wiedzą, że w Polsce handluje się meczami...

- Nie zgadzam się. Uważam, że skończony właśnie sezon ligowy przebiegał sportowo, uczciwie i bardzo fair. Nie interesuje mnie, co "mówią ludzie". Jestem w piłce od dziesiątek lat i uważam, że nasza liga była fair.

Skąd zatem przekonanie, że liga jest nieuczciwa, i to bardzo?

- Nie wiem, mogę mówić o barażu, który nas interesuje. I wiem, że Świt jest po prostu znacznie słabszy sportowo od Szczakowianki. Jeśli będziemy się doszukiwali oszustwa w każdej decyzji sędziego, w każdym wyniku odbiegającym od oczekiwań, trzeba w ogóle zlikwidować rozgrywki. W sprawie Świtu WD pracuje w trybie nadzwyczajnym, spotyka się bez przerwy. Wydałem instrukcje, że jeśli pojawi się choć cień dowodu, to sprawę należy oddać do prokuratury. Członkowie z WD mają zostać w Warszawie tak długo, aż wszystkich przesłuchają i przedstawią wnioski na piątkowym zebraniu zarządu PZPN.

Jeśli ktoś komuś grozi, że wróci w bagażniku, to jest to groźba karalna. Ale może jednak chce Pan porozmawiać z wiceprezesem Kolatorem? On zna więcej szczegółów...

Naprawdę nie widzi Pan, że przekroczyliśmy masę krytyczną, nie widzi Pan powodu, by zaangażować się w sprawę osobiście?

- Prezes Johansson [szef UEFA - red.] nigdy się nie angażował w sprawy podejrzeń o przekupstwa, dyscyplinarne. A masę krytyczną przekroczyliśmy dwa-trzy lata temu, kiedy powiedziano, że sprzedana była cała liga, a nie jeden czy drugi mecz, co okazało się kompletną bzdurą. Powtarzam: moim zdaniem polska liga jest ligą uczciwą.

Przecież pojawiali się nawet piłkarze - jak Andrzej Iwan - którzy po zakończeniu kariery przyznawali otwarcie, że sprzedawali mecze?

- Ja mówię o teraźniejszości.

Zmieniło się na lepsze?

- Przepisy, które PZPN wprowadził w ostatnich trzech latach, poprawiły sprawy sędziowskie o 300 proc., choć arbitrzy wciąż się mylą i będą, bo mylą się na całym świecie. Rozgrywki stały się bardziej czyste, ponieważ dziś wszystko widać w telewizji, premie dla klubów stały się atrakcyjne. Nie opłaca się kombinować.

Pojedynczym piłkarzom zawsze się opłaca...

- Oczywiście nie zmienia to faktu, że mogą się zdarzyć nieuczciwi. Jednak tacy są nie tylko u nas, niedawno w Niemczech walce o awans do Bundesligi też towarzyszyły podejrzenia, były też protesty we Włoszech.

Piłkarz Świtu, który rozmawia o kontrakcie przedstawicielami Szczakowianki tuż przed barażem, też Pana nie oburza?

- Sprawdzamy to, ale według moich informacji ten zawodnik rozmawiał też z innymi klubami. - A wie pan, że Jacek Krzynówek już podpisał umowę z Bayerem Leverkusen, do którego przejdzie za rok?

Nie twierdzę, że złamał konkretny przepis, szef WD też tłumaczy, że pół roku przed wygaśnięciem kontraktu można negocjować, z kim się chce. Czy jednak nie widzi Pan w tym nic niepokojącego?

- W tej sprawie nie, bo jeśli dopuściłby się jakiegoś nieczystego czynu, to chyba nie przy tym kontrakcie, sprawie publicznej, wręcz oficjalnej. To byłoby samobójstwo.

Albo zuchwałość wynikająca z poczucia bezkarności...

- Od strony moralnej to może budzić wątpliwości lub raczej budziłoby, gdyby podpisał przed meczem umowę. A zawodnik nie podpisał.

Czy będąc biznesmenem, zainwestowałby Pan teraz w polską piłkę?

- Oczywiście, bowiem za rok czy dwa po wprowadzeniu systemu licencyjnego nasza liga stanie się bardzo dobrą ligą. Z jednego przypadku - bardzo zresztą niejasnego, z mnóstwem konfliktów interesów nawet w samym Nowym Dworze - nie można wyciągać ogólnego wniosku, że liga jest totalnym dnem. 99 proc. meczów tego sezonu było moim zdaniem bardzo uczciwych.

Jest w Pana słowach sprzeczność: dobrze, że aferę nagłośniliśmy, ale ją Pan bagatelizuje.

- Nie bagatelizuję jej - jeśli są winni, trzeba ich ukarać dożywotnimi dyskwalifikacjami. Jednak jednostkowy przypadek nie może dyskredytować sportowej postawy Wisły, Legii, Lecha i pozostałych drużyn. Nie mamy prawa twierdzić, że cała liga jest sprzedana.

Kreśli Pan sielankowy obraz polskiej piłki, w której aż huczy od podejrzeń, plotek, opowiadanych ze szczegółami skandalicznych historii...

- Że co, że mecze się sprzedaje? Też siedzę w środowisku i o sprzedawaniu meczów w "normalnym" sezonie ligowym nie słyszałem. Słowo honoru.