PDA

Zobacz pełną wersję : Komentarze do zagadek historycznych



TNTP
14-05-2012, 22:53
Żeby nie rozpieprzać zagadek, pozwalam sobie założyć temat do komentarzy


Samolot był wykonany z mieszanki stalowo-drewnianej z domieszką węgla i popiołu. Umiejscowienie kabiny, stateczników i działek oraz duża prędkość sprawiało że ówczesne stacje radiolokacyjne nie wykrywały tego samolotu. Układ latającego skrzydła dodatkowo wspomagał niską wykrywalność samolotu. Przed kilku laty wykonano rekonstrukcję tej maszyny i sprawdzono empirycznie jego skuteczność do bycia "niewidzialnym". Testy wypadły pomyślnie dla niemieckiej konstrukcji.

to jest nie prawda to znaczy po kolej. Samolot ten nie był wykonany z żadnej mieszanki - na stalowej kratownicy, położona była drewniana sklejka (konkretnie mix z trocin i pyłu drzewnego) jako poszycie.

Faktem jest, że takie coś było mniej wykrywalne niż poszycie metalowe - ale na tej samej zasadzie to można stwierdzić, że stealth to były szmatopłaty z I WŚ (czyli samoloty kryte płótnem)

Nie był to celowy zabieg braci Horten tylko wymóg polityki wojennej III Rzeszy.

Także, to, że samolot był w koncepcji "latającego skrzydła" nie miało na celu stworzenie konstrukcji stealth, tylko było wynikiem tego, że wspomniani bracia od lat 20 - CZYLI PRZED POWSTANIEM PIERWSZEGO RADARU - projektowali tylko i wyłącznie takie samoloty/szybowce.

Następną rzeczą jest to, że ten eksperyment na który się powołujesz to pseudohistoryczne gówna a'la Wołoszański, czy tam Discovery Channel.

Zakłady Northropa wykonały replikę Ho229 na zamówienie telewizji, tylko, że był to projekt pozbawiony - stalowej kratownicy w kadłubie, silników i kabiny pilotów. Na dodatek taki ersatz prawdziwego Ho229 był w dalszym ciągu wykrywalny przez radary:) - tylko miał o 20% mniejszą wykrywalność niż standardowy niemiecki Me109.

Nie chce mi się wgłębiać w samo zagadnienie wykrywania samolotów, bo zasadniczo gówno się na nim znam :), ale to, że Ho229 był MNIEJ wykrywalny od "normalnego" nie tkwiło w jakichś jego nowatorskich rozwiązaniach technicznych - tylko w samej koncepcji latającego skrzydła - mniejszy przekrój czynny

Kolejnym zagadnieniem jest nowatorstwo samego pomysłu braci Horten. Układ latającego skrzydła, nie był niczym nowym w 1944roku. Właściwie to prapoczątki lotnictwa są właśnie z tą koncepcją - Da Vinci, Penaud, Butler, czy też pionier lotnictwa Lilienthal wszyscy oni wykorzystywali ten właśnie układ.

Jeszcze przed I Wojną Światową powstawały latające skrzydła, a w jej trakcie Junkers miał plany budowy latających skrzydeł mogących przewozić nawet 1000osób.
Wiadomo, że siłą rzeczy były to projekty mniej zaawansowane niż Ho229, tylko, że w latach 40 projekty braci Horten nie był niczym nadzwyczajnym i miał swoje odpowiedniki w GB (Pterodactyl Bombers, Armstrong Whitworth AW.50/52/56) i przede wszystkim USA, gdzie prym wiedli Northrop i Burnelli (nie chce mi się wymieniać wszystkich ich projektów:))

Także w ZSRS od lat 20/30 były prowadzone prace nad koncepcją latającego skrzydła - na uwagę zasługują projekty Borysa Cheranowskiego.

Zresztą w samych Niemczech było od zajebania podobnych projektów - jak ktoś jest zainteresowany to mogę coś więcej napisać/podesłać.
Ja nie chcę umniejszać roli braci Horten w rozwoju lotnictwa, ale trzeba pamiętać, że nie byli oni ani jedyni, ani nawet pierwsi, którzy zajmowali się tą tematyką.

voytek
22-05-2012, 08:24
Małe sprostowanie do mostu ;)

RAF powstał w 1918 r., wtedy był to jeszcze Royal Flying Corps (Królewski Korpus Lotniczy)

operion
23-05-2012, 14:33
Zagadki lecą dalej i dobrze bo temat nie stoi, ale pytanie:

Co przedstawia zdjęcie:

http://i45.tinypic.com/ru66tl.jpg

to?

http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82%C3%B3cznia_%C5%9Awi%C4%99tego_Maurycego

czy może to?

http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82%C3%B3cznia_Przeznaczenia

Czy może wikipedia zawiera błąd?

Yanks
23-05-2012, 14:36
Współcześnie na świecie za relikwię Włóczni Przeznaczenia uznawanych jest kilka przedmiotów:
Włócznia Przeznaczenia z Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie
Włócznia Przeznaczenia z katedry Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego w Eczmiadzynie
Włócznia Przeznaczenia z klasztoru dominikanów w Izmirze
Włócznia Świętego Maurycego z Schatzkammer w Wiedniu
Włócznia Świętego Maurycego z archikatedry Świętego Stanisława i Świętego Wacława w Krakowie


...

Buziek_LG
23-05-2012, 15:29
Operion odpowiedź jest prosta: ten artefakt ma wiele nazw. Ja wrzucałem zdjęcie Heilige Lanze(Święta Lanca) ze Schatzkammer w Wiedniu, jej łacińska nazwa to Sancta et Crucifera Imperialis Lancae(Święta i Niosąca Krzyż Lanca Władzy). Wśród innych nazw przewija się Włócznia św. Maurycego, Włócznia św. Longina, Włócznia św. Lucjana(to ten sam pan co Longin), Grot Męki Pańskiej czy właśnie Włócznia Przeznaczenia.

@TNTP co do samolotu to jakie ma znaczenie czy użyte materiały i koncept konstrukcyjny były użyte z zamysłem takim czy innym? Liczy się efekt i nic więcej

TNTP
23-05-2012, 16:04
@TNTP co do samolotu to jakie ma znaczenie czy użyte materiały i koncept konstrukcyjny były użyte z zamysłem takim czy innym? Liczy się efekt i nic więcej

Ale ten efekt, to był pic na wodę fotomontaż, co zresztą przedstawiłem w swoim poście.

voytek
23-05-2012, 21:52
zgłaszam tylko jedno zastrzeżenie do zagadki Buźka. Fidel Castro nie był ekskomunikowany, ja od razu o tym pomyślałem, ale wydawało mi się, że właśnie w jego przypadku jest to farmazon i według tego co teraz sprawdziłem właśnie tak to wygląda

coś w tym jest

Fidel Castro nie został obłożony ekskomuniką przez Jana XXIII. Pogłoskę o tym, uważaną już za legendę, prostuje były sekretarz papieża arcybiskup Loris Capovilla.

W rozmowie z "Corriere della Sera" 96-letni dziś włoski hierarcha przypomina, że słowa "ekskomunika" nie było w słownictwie "dobrego papieża Jana". Zauważa następnie, że "nie było tez żadnego powodu", aby miał się on uciec do tego rodzaju kary wobec lidera kubańskiej rewolucji, ponieważ może ona dotyczyć tylko kogoś, kto należy do Kościoła. Oprócz tego, dodaje abp Capovilla, obowiązywała już - od 1 lipca 1949 roku - tak zwana "ekskomunika komunistów" Piusa XII, którą uchylił dopiero nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku.

"Kiedy na początku 1959 roku Castro przejął władzę, Roncalli był od kilku miesięcy papieżem. Nadchodziły doniesienia o misjonarzach i zakonnicach opuszczających Kubę. Pamiętam, że Jan XXIII rozmawiał o tym z kardynałem Domenico Tardinim, a po audiencji powiedział mi: 'Nie widziałem jeszcze nigdy sekretarza stanu tak poirytowanego'". Powodem tego była ucieczka duchowieństwa, "ponieważ nie ucieka się nigdy". "Ojciec Święty zgadzał się z Tardinim. Jeśli nas wypędzają, musimy wyjechać. Stolica Apostolska nie decyduje się sama na zerwanie stosunków dyplomatycznych, nigdy tego nie zrobiła", wyjaśnia były sekretarz błogosławionego Jana XXIII.

"Corriere della Sera" cytuje w tym miejscu teologa i dziennikarza Gianniego Gennariego, który przypomina, że o rzekomej ekskomunice Fidela Castro na początku 1962 mówił włoskiej prasie arcybiskup Dino Staffa, a media chciały wykorzystać tę wiadomość do wewnętrznych celów: "We Włoszech zanosiło się na powstanie pierwszego rządu centrolewicowego. Temu służyła pogłoska o ekskomunice Castro. Papież był bardzo rozżalony z tego powodu", mówi Gianni Gennari.

Buziek_LG
23-05-2012, 22:10
Fidel Castro był ekskomunikowany:
-Dekretem papieża Piusa XII z 13 lipca 1949 roku, uznającym popieranie komunizmu za apostazję


e: Cholera sprawdziłem, w archiwum rzeczywiście nie ma co nie zmienia stanu rzeczy ze Castro został ekskomunikowany dekretem Piusa XII

turboptyś
23-05-2012, 22:14
to dyskusyjna kwestia. ale faktem jest że nawet sam Jan Paweł II, potraktował to wyklęcie niezbyt serio, pojawiając się w 1998 r. na Kubie oraz biorąc udział w mszy, wraz z Castro.

TNTP
23-05-2012, 22:21
ale czym innym jest ekskomunika, a czym innym apostazja

Buziek_LG
23-05-2012, 22:27
Dekret Świętego Officjum z 1 czerwca 1949 w odpowiedzi na zapytania licznych biskupów, wydany na wniosek Piusa XII. Dekret został potwierdzony w 1959 r. przez bł. Jana XXIII.

[1]
Q. Utrum licitum sit, partibus communistarum nomen dare vel eisdem favorem
praestare.
Czy godzi się zostać członkiem partii komunistycznej lub wspierać taką partię?
R. Negative: Communismum enim est materialisticus et antichristianus; communistarum autem duces, etsi verbis quandoque profitentur se religionem non oppugnare, se tamen, sive doctrina sive actione, Deo veraeque religioni et Ecclesia Christi sere infensos esse ostendunt.
Odpowiedż przecząca. Komunizm cechuje materializm i antychrystianizm; sami przywódcy komunistów, nawet jeśli twierdzą iż nie są przeciwko religii, jasno świadczą słowami i czynami o swoim byciu przeciwko Bogu, prawdziwej religii i Kościołowi Chrystusowemu.

[2]
Q. Utrum licitum sit edere, propagare vel legere libros, periodica, diaria vel folia, qual doctrine vel actioni communistarum patrocinantur, vel in eis scribere.
Czy godzi się wydawać, propagować lub czytać książki, czasopisma lub ulotki, które szerzą doktryny komunistyczne lub w nich publikować swoje teksty?
R. Prohibentur enim ipso iure
Odpowiedż przecząca. Jest to zabronione mocą samego prawa

[3]
Q. Utrum Christifideles, qui actus, de quibus in n.1 et 2, scienter et libere posuerint, ad sacramenta admitti possint.
Czy Wierni Chrześcijanie, którzy dokonują aktów opisanych w pytaniach 1 lub 2 mogą być dopuszczani do sakramentów?
R. Negative, secundum ordinaria principia de sacramentis denegandis iis, Qui non sunt dispositi
Odpowiedż przecząca. Ponieważ zasady udzielania sakramentów nie dopuszczają do nich tych, którzy nie są w odpowiednim stanie (dyspozycji)

[4]
Q. Utrum Christifideles, qui communistarum doctrinam materialisticam et anti Christianam profitentur, et in primis, Qui eam defendunt vel propagant, ipso facto, tamquan apostatae a fide catholica, incurrant in excommunicationem speciali modo Sedi Apostolicae reservatam.
Czy Wierni Chrześcijanie, wyznający materialistyczną i antychrześcijańską doktrynę komunistyczną, a przede wszystkim ci, którzy bronią jej lub ją propagują, za te czyny mocą samego prawa zaciągają na siebie ekskomunikę zarezerwowaną Stolicy Apostolskiej?
R. Affirmative
Odpowiedź potwierdzająca.


Co nie zmienia faktu mojej pomyłki bo byłem pewny że poczta którą Jan XXIII wysłał Fidelowi 3-1-62 zawierała również informację o ekskomunice ad personam.

TNTP
23-05-2012, 22:58
biorąc pod uwagę punkt 2, to tych ekskomunikowanych zebrałoby się całkiem dużo nawet na tym forum:)

ps. czy Fidel Castro był w momencie wejścia na drogę komunistyczną "Wiernym Chrześcijaninem" :) bo jeśli nie to nie mógł być ekskomunikowany :):):)

Buziek_LG
24-05-2012, 00:30
Toć pytanie drugie nie dotyczy ekskomuniki tylko przyjmowania sakramentów. Co do FC to czy był chrześcijaninem? Tak był ochrzczony ;)

ReAl
25-05-2012, 12:39
Absolutna racja - mea culpa i sypię głowę popiołem

ReAl
05-06-2012, 10:53
Co do Jerzego Iwanowa - Szajnowicza - czytałem o Nim jakiś czas temu i przyznaję bez bicia, że podszedłem do tej opowieści absolutnie bezkrytycznie. Polskie "źródła" klepią jeden tekst jak mantrę o 400 uszkodzonych samolotach i zatopionym u-133. Zdaje się, że te wszystkie rewelacje opierają się w głównej mierze na książce Stanisława Strumph-Wojtkiewicza "Agent nr.1". Szybka przebieżka po necie nasuwa już jednak wiele wątpliwości i tak np:

U-133 wg. oficjalnej wersji wszedł na własne pole minowe ( chociaż tutaj kilka faktów pomiędzy książką a historią wydaje się znajdować pokrycie ;) )
Wspomina się o uszkodzeniu krążownika / miszczyciela o nazwie "Król Jerzy" - takiego okrętu w marynarce greckiej nie znalazłem ( ale też znam się na niej jak kura na pieprzu ) - zreszta w tym okresie znamienita większość okrętów marynarki greckiej spoczywała na dnie itd. itd.
Mamy więc zapewne do czynienia ze zwyczajowo mocno podkoloryzowaną historią dotyczącą osiągnięć polskich żołnierzy podobnie jak w przypadku Dywizjonu 303, liczby wyelimnowanych niemieckich czołgów przez warszawskich Powstańców czy sukcesów 1 Dywzji Pancernej w Normandii.


E: Doczytałem, ze ten rzekomo uszkodzony krążownik / niszczyciel to ZG 3 dawny "Vasilefs Georgios I" - historia niestety mocno wątpliwa ..

TNTP
05-06-2012, 15:03
najpierw odniosę się do zagadki o



Nie mam głowy, żeby szukać czegoś trudniejszego więc: Najliczniejszą mniejszością narodową wśród oficerów WP II RP byli...?

To ja nie mam danych, ale bankowo nie byli to Gruzini.
Najpewniej byli to Ukraińcy (120.000 poborowych w 39'), najbardziej znanym z nich był późniejszy dowódca 14DGrnSS "Galizien", czyli SS-Brigadeführer* Paweł Szandruk odznaczony w latach 60 VM za 1939 rok.

Teoretycznie to dużo było jeszcze Żydowskich oficerów (~50000poborowych w 1939) , szczególnie w służbach medycznych. Ale w ich przypadku to jest problem z określeniem, kto tak właściwie był Żydem/żydem.

* tutaj są pewne nie jasności dotyczące zarówno tego czy Szandruk był dowódcą 14DGrenSS, czy tylko całej Ukraińska Armia Narodowa. Podbnie ma się kwestia z jego stopniem Brigadefuhrera

voytek
05-06-2012, 15:47
Jeśli chodzi o samych oficerów mogli to być Gruzini, stąd ich jedyny pomnik poza granicami kraju właśnie w Polsce.

W zagadkach też wspomniałem o Ukraińcach (poszło do kasacji), ale właśnie, byli to poborowi. Problem z Ukraińcami (tych z obywatelstwem a najczęściej bez) jest taki, że po inwazji w '39 większość z nich został potraktowana przez kacapów jako swoi i chętnie przechodził na stronę wroga. Gruzińskich oficerów przed samą wojną było 51.

W całym dwudziestoleciu międzywojennym na kontraktach w Wojsku Polskim służyło około 200 oficerów innych narodowości. Liczba oficerów narodowości ukraińskiej, nie posiadający obywatelstwa polskiego, służący w Wojsku Polskim w latach 1928-1939, jako oficerowie kontraktowi nie przekraczała 40 osób, więc to raczej Gruzini mieli większość.

TNTP
05-06-2012, 16:07
Jeśli chodzi o samych oficerów mogli to być Gruzini, stąd ich jedyny pomnik poza granicami kraju właśnie w Polsce.

W zagadkach też wspomniałem o Ukraińcach (poszło do kasacji), ale właśnie, byli to poborowi. Problem z Ukraińcami (tych z obywatelstwem a najczęściej bez) jest taki, że po inwazji w '39 większość z nich został potraktowana przez kacapów jako swoi i chętnie przechodził na stronę wroga. Gruzińskich oficerów przed samą wojną było 51.

W całym dwudziestoleciu międzywojennym na kontraktach w Wojsku Polskim służyło około 200 oficerów innych narodowości. Liczba oficerów narodowości ukraińskiej, nie posiadający obywatelstwa polskiego, służący w Wojsku Polskim w latach 1928-1939, jako oficerowie kontraktowi nie przekraczała 40 osób, więc to raczej Gruzini mieli większość.

ale co ma kontrakt wspólnego z byciem oficerem??
pytanie dotyczyło oficerów, a nie oficerów kontraktowych.
Co do Twojego infa, to jest ono raczej błędne, skoro na DWS jest lista 60kontraktowych oficerów, przejętych z armii URL w 1927roku.
Gruzinów było około 100.
Tylko, że w tym wypadku piszemy konkretnie o oficerach kontraktowych.

voytek
05-06-2012, 16:19
Czy nie było wtedy tak, że inne narodowości były tylko i wyłącznie jako oficerowi kontraktowi? Bez obywatelstwa PL inaczej nie mogli

Mogli być oficerami, ale z polskim obywatelstwem, tylko wtedy zagadka byłaby błędna bo jesli mniejszości narodowe to mogli być to i Ukraińcy. Dalej nie brnę, bo nie mój konik.

edit
co do tych danych
W całym dwudziestoleciu międzywojennym na kontraktach w Wojsku Polskim służyło około 200 oficerów innych narodowości. Liczba oficerów narodowości ukraińskiej, nie posiadający obywatelstwa polskiego, służący w Wojsku Polskim w latach 1928-1939, jako oficerowie kontraktowi nie przekraczała 40 osób, więc to raczej Gruzini mieli większość.
mogą pochodzić z przed samej wojny, źródło mało precyzyjne

TNTP
06-06-2012, 20:03
Był takowy, z tego co pamiętam, nie ściśle szkutnik - tylko jak to bywało w tamtych czasach, gdy ludzie musieli znać się na wielu rzeczach - mistrz stolarski. A owe brygantyny podobno budowano na wybrzeżu, transportowano przez góry do Corteza i tam ten fachowiec je składał:

http://www.smithsonianlegacies.si.edu/photos/187.jpg

aaaa ja to dopiero teraz zrozumiałem OCB :) chyba...

bo w pytaniu


Dobra, to jadę.
Podczas pierwszego oblężenia Tenochtitlan, Hernan Cortes trochę dostał od miejscowych i musiał się wycofać. Podczas odwrotu bardzo mu zależało na przeżyciu pewnej osoby z grona atakujących. A dokładnie chodzi o profesję tej jednej osoby. Co to za profesja?

to byłem przekonany, że chodzi o Azteków - którzy atakowali Hiszpan i ich indiańskich sprzymierzeńców.
Dlatego ten aztecki szkutnik wyglądał mi podejrzanie:)

Bo oblężenie było tylko jedno??
Dla mnie to było tak
Hiszpanie weszli do T.
Siedzieli tam parę?? miechów
Później po tej maskarze szlachty azteckiej/kapłanów sami zostali zmasakrowani:) i musieli palić wrotki (czyli nie byli atakujący, tylko defensorami)
Po czym wrócili i zrobili swoje.

Buziek_LG
11-06-2012, 01:47
Co do bitwy u ujścia Ajgospotamoj. To skutkiem nie tej bitwy, a wojny którą bitwa kończyła(bo tak przecież brzmiało moje zdanie) było między innymi przeniesienie marginesu helleńskiego świata i włączenie do roli głównych państw(może nie wszystkie miały powojenny status Koryntu czy Teb, ale bez wątpienia ze wszystkimi przywódcy Hellenów zaczęli się liczyć) Macedonii, Epiru, Teb, Syrakuz, Massany, Tarentu czy Sybaris.

Pilot
11-06-2012, 06:26
tak gwoli ścisłości to oblężenie Tenotchitlan, czy jak to się tam pisze, było tylko jedno...chyba:)

Skąd to info o tym szkutniku, bo wydaje mi się ono mocno...mhhhh wydumane:)

Słoik wrócił z działki i może z 2 zdania napisać. ;)
Właśnie jest tu mały problem z tym szkutnikiem, gdyż gdzieś czytałem(Poczet odkrywców i zdobywców Ameryki Łacińskiej-Jarosław Molenda, Podbój Meksyku-Thomas Hugh) lub oglądałem chyba na BBC , Discovery (mało wiarygone źródło ;D) program o podboju Meksyku przez Cortesa i tam było o tym mowa. Ale niestety, mój mózg dokładnie nie zarejestrował, gdzie to było przedstawione. :wstyd:
Jeśli ktoś składa reklamację, to będzie ona uwzględniona z winy zadającego zagadkę. :wdupe:

Tom Kruz
11-06-2012, 09:44
Może coś deka trudniejszego(pozornie):
Do bitwy tej doszło nad pewną rzeką, bitwa ta miała wielkie(choć nieco przesunięte w czasie) skutki polityczne dla znacznej części Europy.
Z jednej strony stawały wojska sprzymierzone dowodzone przez dwóch równych sobie dowódców, z drugiej zaś niemal dwukrotnie mniejsze od sprzymierzonych wojska najeźdźców dowodzone przez osławionego w świecie wodza. Bitwa przebiegała tak że jeden ze sprzymierzonych bez kontaktu z drugim wodzem sam przeprawił się przez rzekę i zaczął rozmieszczać oddziały formując je do ataku, wróg nie pozwolił ustawić szyków i szybkim marszem dopadł do przeciwnika by skuteczną szarżą rozbić jego skrzydła. Widząc co się dzieje na drugim brzegu drugi ze sprzymierzonych poderwał swoją kawalerię do przepraw na brodach by przynajmniej osłonić odwrót sojusznika i w budowanych naprędce fortyfikacjach po drugiej stronie rzeki dać odpór przeciwnikowi. Jednak szarża kawalerii mimo iż odciążyła lewe skrzydło i przez chwilę ustabilizowała front to szybko, wobec zdruzgotania prawego skrzydła i zawiązującego się okrążenia, przerodziła się w paniczną ucieczkę na drugi brzeg. Po ucieczce jazdy sprzymierzonych i goniących ich przeciwników na polu bitwy pozostały piesze wojska najeźdźce oraz załogi prowizorycznych fortów. Gdy z pościgu powrócili główni dowódcy załogom fortów zaproponowano kapitulację na zasadach wykupu, warunków kapitulacji nie dotrzymano. Jedynie nielicznym z osób które się poddały udało się unieść głowę.
Co to za bitwa?

Pachnie mi to podbojem Galii przez Cezara, a w szczególności kampanią przeciwko plemionom belgijskim, ale opis bitwy nie specjalnie pasuje do znanych mi starć. Buziek w dobrym kościele mi dzwoni, czy nie bardzo?

Buziek_LG
11-06-2012, 12:40
nie bardzo;)

deszcz
11-06-2012, 20:35
Co do zagadki Buźka dotyczącej bitwy pod Kałką. Na pewno tylko 2-óch równorzędnych dowódców było po stronie rusko-płowieckiej? Tam było pospolite ruszenie i raczej każdy dowodził swoim wojskiem osobno, czyli równorzędnych dowódców byłoby aż 5.

Buziek_LG
11-06-2012, 21:01
Z ustaleniem dowódcy jest spory problem bo czytając rosyjskie opracowania najczęściej spotykałem wkładanie buław dowódczych w ręce Mścisława Udałego i Mścisława Starego. Pierwszy miał dowodzić ze względu na uznanie we wcześniejszych bitwach przez niego prowadzonych(stąd przydomek Udały), drugi ze względu na zwierzchność nad Kijowem. Przy czym to jest najczęstsza wersja(stąd znalazła się w mojej wersji zagadki), ale widziałem i takie w których komenda miała być podzielona pomiędzy wszystkich osiemnastu ruskich książąt, jak i takie w których ograniczono komendę do Starego(Kijów), Udałego(Halicz), Daniela Romanowicza(Wołyń) i Mścisława Swiatosławicza(Kozielsk, Czernichów)

deszcz
11-06-2012, 21:05
No i się wyjaśniło, ja znałem historię owej bitwy z wersji, którą podałeś na końcu + jeszcze jeden dowódca, o którym teraz nie pamiętam i średnio chce mi się szukać. W każdym bądź razie dzięki za wyjaśnienie.

A zagadka już zadana;)

TNTP
13-06-2012, 23:14
tutaj ciekawy tekst odnośnie Janiny Lewandowskiej (jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu)
http://wyborcza.pl/1,75248,2688866.html

sorry, że z gówna, ale jest on na 5stronach i ciężko by mi to było wkleić:(

BlackAdder
24-06-2012, 07:20
"... i 6-10 po akcie kapitulacji(rozejmie w Campiegne)"

Ciekawa sprawa, nie wiedziałem o tym. Może są jakieś dane, ilu z tej liczby przerzucono przez Hiszpanię i czy było na to ciche przyzwolenie Franco, czy też Hiszpanie starali się zwalczać tę akcję za wszelką cenę?

Buziek_LG
24-06-2012, 10:39
Sęk w tym że ja nie znam dokładnych danych(tak zwany czysty strzał, przy czym coś mi się obiło o uszy jakiś czas temu-co i gdzie nie pamiętam)... poczekamy na zadającego

ps. Szukając odpowiedzi na zagadkę trafiłem na ciekawy artykuł o polskim wywiadzie:


Wkład polskiego wywiadu w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej. Informacja o działalności Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej do Spraw Dokumentacji Działalności Polskiego Wywiadu w II Wojnie Światowej i Jego Współdziałania z Wywiadem Brytyjskim
Jan Stanisław Ciechanowski
Inicjatywa powołania Komisji Polsko-Brytyjskiej

O losie dokumentacji polskiego wywiadu z okresu II wojny światowej mówiło się w polskich środowiskach od wielu lat. Poszczególni uczestnicy wydarzeń próbowali na ogół na własną rękę wyjaśnić los tych archiwaliów przekazanych Brytyjczykom w depozyt w latach 1945–1946 przede wszystkim przez szefa Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza płk. Stanisława Gano – co należy podkreślić – wbrew wyraźnemu zakazowi gen. Stanisława Kopańskiego. Przekazanie dokumentacji nastąpiło prawdopodobnie na podstawie polsko-brytyjskiej umowy wywiadowczej, której nie udało się jak dotąd odnaleźć.

Decydującą o podjęciu starań na najwyższym szczeblu wobec strony brytyjskiej w sprawie dokumentacji „dwójki” była inicjatywa dyr. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którego list przeważył o zajęciu się tą sprawą przez premiera Jerzego Buzka. Duża w tym także zasługa ówczesnego szefa polskiej dyplomacji prof. Bronisława Geremka oraz Głównego Doradcy Prezesa Rady Ministrów ds. Międzynarodowych ministra Jerzego Marka Nowakowskiego. W wyniku wstępnych ustaleń premier Buzek zwrócił się listownie w październiku 1999 r. z zapytaniem do premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira o los polskich dokumentów. Odpowiedź powtarzała tezę o zniszczeniu tych archiwaliów, znaną już wcześniej z korespondencji prowadzonej na niższym szczeblu. Nie udało się jednak odnaleźć protokołów albo innych dowodów zniszczenia.

W wyniku wielokrotnych rozmów na różnym szczeblu obie strony zdecydowały o powołaniu Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej do spraw Dokumentacji Działalności Polskiego Wywiadu w II Wojnie Światowej i Jego Współdziałania z Wywiadem Brytyjskim. Dla strony polskiej głównym zadaniem w jej ramach stało się odnalezienie meldunków polskiego wywiadu ZWZ-AK, przekazywanych rządowi Wielkiej Brytanii w latach 1940–1945 oraz depozytu dokumentacji Oddziału II SNW.

W listopadzie 2000 r. premier Buzek powołał oficjalnie polską część komisji, której honorowym przewodniczącym został dyr. Jan Nowak-Jeziorański, przewodniczącą – Naczelna Dyrektor Archiwów Państwowych prof. Daria Nałęcz, a wiceprzewodniczącym – polski historyk mieszkający w Londynie prof. Jan Ciechanowski. Członkami Komisji zostali ze strony brytyjskiej m.in., jako przewodnicząca, szefowa sekcji historyczno-dokumentacyjnej Cabinet Office Tessa Stirling, oficjalni historycy z Foreign & Commonwealth Office oraz jeden z najlepszych na świecie specjalistów od spraw wywiadowczych II wojny światowej i zimnej wojny, profesor historii z Cambridge Christopher Andrew. Ze strony polskiej – Ambasador RP w Wielkiej Brytanii dr Stanisław Komorowski, minister Andrzej Przewoźnik – Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, prof. Tadeusz Dubicki, prof. Andrzej Pepłoński – autor pionierskich prac o działaniach polskiego wywiadu w czasie wojny, dr Andrzej Chmielarz – specjalista od wywiadu AK, dr Rafał Wnuk z Instytutu Pamięci Narodowej, Eugenia Maresch z Londynu, która niemal cztery lata poświęciła na kwerendy w Public Record Office w Kew i znalazła wiele bezcennych dokumentów dotyczących Polski oraz Andrzej Suchcitz – kierownik Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Mnie przypadła z ramienia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów rola sekretarza komisji oraz zwykłego członka z uwagi na zainteresowania badawcze. Centrum działania komisji stała się Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych.

Strona brytyjska włożyła duży wkład pracy w działania komisji. Nie udało się jednak odnaleźć śladów polskiej dokumentacji. Istnieje duża ilość poszlak wskazujących, że przynajmniej część tej dokumentacji mogła się zachować. Przykładowo, w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie-Rembertowie udało się odnaleźć protokół zdawczo-odbiorczy Wydziału Wywiadowczego Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza z przełomu 1943–1944 r., gdzie wyliczone zostały wszystkie przekazywane dossiers. Trudno sobie wyobrazić, że zniszczono takie teczki jak „Współpraca z Amerykanami”, „Współpraca z Francuzami”, „Współpraca z ZSRR”, czy też dossiers specjalne: „Fałszywa gra Sowietów”, „Fałszywa gra Czechów”, „Katyń”, „Konferencje w Teheranie i Kairze”; akta wszystkich Ekspozytur, akta wszystkich attachatów wojskowych, kartoteki: oficerską, agentów (numerowa, pseudonimowa, nazwiskowa), osób różnych, kartoteki osobne poszczególnych referatów Wydziału Wywiadowczego, całą korespondencję z Anglikami, liczne kartoteki referatu KW (kontrwywiad), dokumentację sprawy karnej kpt. Romana Czerniawskiego, słynnego „Brutusa”, oraz dossier specjalne KW obejmujące takie nazwiska, jak: Rydz-Śmigły, Dunderdale, Matuszewski, Beck, Skinder, Berling, Niezbrzycki, Rettinger oraz organizacje: Muszkieterowie czy też Związek Patriotów Polskich.

W ramach prac komisji przeprowadzono zakrojoną na szeroką skalę kwerendę w wielu archiwach polskich: Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego, Instytucie Józefa Piłsudskiego w Londynie i Nowym Jorku, Studium Polski Podziemnej w Londynie, Archiwum Akt Nowych oraz Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie. Niezwykle cenne materiały odnalazły się także w rękach prywatnych.

Przeprowadzono także kwerendy w archiwach zagranicznych: Public Record Office w Kew w Wielkiej Brytanii, w National Archives w College Park koło Waszyngtonu oraz w archiwach hiszpańskich, portugalskich i rosyjskich. Kwerendę w Stanach Zjednoczonych zrealizowano w ramach dwóch wyjazdów dr. Rafała Wnuka oraz podczas późniejszej mojej kwerendy w ramach stypendium Fulbrighta, które zostało ufundowane z inicjatywy i dzięki zabiegom dyr. Nowaka-Jeziorańskiego, a także ministra Władysława Bartoszewskiego, ówczesnego szefa polskiej dyplomacji. Trudno byłoby to osiągnąć bez działań ówczesnego Departamentu Ameryki Północnej MSZ, kierowanego wówczas przez Ministra Bogusława Winida. Archiwa amerykańskie są obecnie jedynym miejscem, gdzie można odnaleźć oryginalne polskie meldunki wywiadowcze, przekazywane od 1942 r. także Amerykanom. Odnaleziono ich dotychczas kilka tysięcy. Nie udało się jednak na razie trafić na ślad polsko-amerykańskiej umowy wywiadowczej.

Członkowie polskiej części komisji starali się też nadrobić znaczne zaległości polskiej historiografii w wykorzystywaniu literatury anglojęzycznej na ten temat.
Owocem prac komisji ma być wspólna publikacja wydana w tym roku zarówno po polsku w Polsce, jak i po angielsku w Wielkiej Brytanii w dwóch tomach.

USTALENIA

W r. 1940 polski wywiad nawiązał oficjalną współpracę z Secret Intelligence Service. Podpisano odpowiednią umowę, której treść wynikała ze szczególnego statusu polskiego rządu emigracyjnego wśród innych rządów na emigracji. Brytyjczycy zgodzili się wcześniej na utrzymywanie przez Polaków niezależnej służby wywiadowczej, w tym własnej łączności radiowej, bazy łącznościowej i placówki szkoleniowej. Polacy uzyskali pozwolenie na samodzielne, niecenzurowane przez gospodarzy wysyłanie i odbieranie meldunków, przy czym mogli oni posługiwać się własnymi szyframi, a ich sygnały nie podlegały kontroli do czasu wprowadzenia specjalnych środków ostrożności w czerwcu 1944 r. Specyfika polskich służb polegała także na posiadaniu dobrze rozwiniętych siatek wywiadowczych w okupowanej przez wojska nieprzyjacielskie Europie już w momencie przenosin siedziby rządu do Londynu po klęsce Francji. Same źródła brytyjskie wspominają, że SIS nie mógł długo nadrobić zaniedbań spowodowanych zbyt późnym rozpoczęciem przygotowań do wojny. Większość ekspozytur O.II zbierała doskonałe oceny, jak np. w Szwajcarii, Francji, Szwecji czy w pierwszym rzędzie w Afryce Północnej.

Współpraca z sojusznikami miała polegać na przekazywaniu materiałów wywiadowczych ZWZ-AK i O.II w postaci dokumentów i meldunków obserwacyjnych. Polacy zgodzili się przekazywać wszelkie pozyskane tajne informacje, o ile nie dotyczyły bezpośrednio wewnętrznych spraw polskich. W zamian Oddział II miał otrzymywać syntetyczne opracowania.

Nie możemy zapominać, że wywiad polski działał za pieniądze angielskie, co powodowało choćby to, że SIS miała skłonność traktowania polskiego wywiadu jako części swej agentury. Wiąże się to z faktem, że polski wywiad nie byłby w stanie ani opłacić, ani skonsumować takich informacji. Przykładowo, na działalność wyłącznie placówek terenowych polskiego Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza (poza Polską) wydano w 1943 r. 204 tys. funtów, w 1944 – 328 tys., a w 1945 planowano 252 tys. Brytyjczycy opłacali budżet wywiadu Armii Krajowej – kwartalnie 1–2 mln USD. W 1943 r. na całą AK Oddział VI SNW przekazał 10 mln USD.

Ilość meldunków wywiadowczych przekazywanych wywiadowi brytyjskiemu systematycznie wzrastała. W drugiej połowie 1940 r. dostarczono ich 3091, w 1941 r. – 3098. Natomiast w 1942 r. liczba ta osiągnęła poziom 9881, a rok później wzrosła do 10400 informacji i materiałów wywiadowczych. W 1944 r. przekazano 7351 meldunków. Nie mówiąc o tysiącach raportów kontrwywiadowczych i radiowywiadowczych.

Praca polskiego wywiadu była systematycznie oceniana przez sojuszników. Było to niezbędne z uwagi na konieczność weryfikacji źródeł i wytyczania kierunków dalszej działalności. Podstawowym powtarzającym się mankamentem było duże opóźnienie w przekazywaniu materiałów z Polski, a zwłaszcza z zaplecza frontu wschodniego. Dokument z SIS prezentujący całkowitą liczbę raportów sporządzonych przez jedną z komórek SIS w r. 1941 zawiera ogólną liczbę 5630 raportów, z czego 3829 pochodzi z polskich źródeł: 136 z nich uznano za dokumenty o znacznej wartości, 1642 za wartościowe. Inny raport mówi o tym, że w 1943 z liczby 11477 meldunków 5667 było polskiego pochodzenia. Po zakończeniu wojny w raporcie dla Churchilla, kmdr Dunderdale, łącznik wywiadów polskiego i brytyjskiego, podawał, że z 44770 meldunków w okresie pomiędzy 3 września 1939 r. a 8 maja 1945 r. 22047 pochodziło z polskich źródeł. Brytyjski oficer tak podsumował tę współpracę: „Jak widać polscy agenci prowadzili intensywną działalność przez ostatnie 5 lat, a informacje, które dostarczali, często z narażeniem swojego życia i życia bliskich osób, stanowią ogromny materiał wszelkiego rodzaju, obejmujący szeroki wachlarz zagadnień. Polskie Służby Wywiadowcze wniosły bezcenny wkład w planowanie i udane przeprowadzenie inwazji na siły niemieckie w Europie oraz przyczyniły się do ostatecznego zwycięstwa Sił Sprzymierzonych w Europie”.

W czasie badań komisji znaleziono potwierdzenie, że najważniejszą rolę z polskich służb specjalnych – tak zdaniem Polaków, jak i aliantów – odegrał wywiad ZWZ-AK. Miał on być najlepiej pracującą tego rodzaju służbą w Europie. Poza czystą efektywnością należy zwrócić uwagę na fakt, że dla wielu działalność wywiadowcza łączyła się z walką na froncie i codziennym narażaniem swego życia. Polski wywiad był służbą, która poniosła największe ofiary w czasie II wojny światowej, szczególnie jeżeli chodzi o AK, ale także ekspozytury „dwójki”, działające w krajach okupowanych, jak np. polskie siatki wywiadowcze we Francji. Działalność ta była nie do porównania z aktywnością w krajach neutralnych, gdzie nie istniało ciągłe ryzyko utraty życia.

Wywiad ZWZ-AK dostarczał najważniejszych danych, uzupełnianych dokumentami niemieckimi lub fotografiami. Sprawny aparat informował o planach uderzeń na Francję, niemieckich przygotowaniach do ataku na Sowiety, identyfikacji niemieckich jednostek, poszczególnych operacjach, danych z portów, morale wojska i społeczeństwa niemieckiego, skutkach bombardowań, sytuacji w kraju.

Odnoszono też spektakularne sukcesy: zdobyto plany nowych typów łodzi podwodnych, broni pancernej czy też, przede wszystkim, informacje o broni V-1 i V-2. Na temat wykrycia przez Polaków tajnego poligonu doświadczalnego w Peenemünde oraz uzyskania informacji i materiałów dotyczących prób z nową bronią niezwykle ważne dokumenty znalazł dr Wnuk w NARA. Uzupełniają one tę dokumentację, którą w ramach działalności komisji udało się z kolei odszukać w Instytucie Sikorskiego w Londynie oraz ustalenia historyków krajowych poczynione na podstawie dokumentacji i źródeł krajowych. W NARA znajdują się dowody na niepoważne traktowanie przez aliantów pierwszych polskich meldunków. Rzeczywiście podawane przez Polaków informacje mogły wyglądać w pewnym stopniu na grę Niemców. Na przełomie 1942 i 1943 r. zmieniono zdanie. Informacje ze źródeł polskich były nie dość, że niemal wyłączne, to bardzo dokładne, zważywszy na zastosowane przez Niemców ogromne środki bezpieczeństwa. Umożliwiły następnie bombardowania obiektów przemysłowych. Jedyną strukturą wywiadowczą, której udało się umieścić agentów na terenie ośrodka rakietowego w Pennemünde był wywiad ofensywny AK „Lombard”, na co znaleziono nowe dowody. Dr Wnuk ustalił, że dokumentacja amerykańska i brytyjska w NARA potwierdza polską proweniencję najważniejszych meldunków na temat rakiet V-1 i V-2.

Uzyskano wiele nowych dowodów na dosłownie całą masę polskich wiadomości o przygotowaniach Niemców do uderzenia na ZSRR. Po ataku zorganizowano polski wywiad na wschodzie na zapleczu frontu wschodniego po stronie niemieckiej, dostarczając wielu cennych informacji. Materiały pochodzące z tej działalności oceniano bardzo wysoko. Brytyjczycy twierdzili przykładowo, że wywiad AK jest najlepszym, jeżeli chodzi o informacje dotyczące Ordre de Bataille na froncie wschodnim. Wielkim osiągnięciem było ustalenie wiosną 1942 r., że celem niemieckiej ofensywy jest Kaukaz, a nie Moskwa. Jak wynika z dokumentacji, największe sukcesy nie były efektowne. Stanowiły o nich systematycznie dostarczane informacje polityczne, gospodarcze, przede wszystkim zaś wojskowe, czasami mało czytelne dla nieprzygotowanego fachowo czytelnika.

Uzyskano nowe informacje na temat najlepszej chyba Ekspozytury Oddziału II w terenie, utworzonej, w odpowiedzi na postulat wywiadu brytyjskiego, pod nazwą „AFR” w lipcu 1941 r., kierowanej przez mjr. dypl. Mieczysława Zygfryda Słowikowskiego. SIS nie posiadał swego przedstawiciela w tym regionie. Informacje dostarczane przez tę placówkę odegrały wielką rolę przy podejmowaniu decyzji o inwazji na Afrykę Północną. W opinii brytyjskiego historyka Stephena Dorrila, Ekspozytura „AFR” była najrozleglejszą i najlepszą aliancką siatką wywiadowczą działającą na obszarze pozostającym pod rządami Vichy, Francuskiej Afryki Zachodniej, a w latach 1941–1942 odegrała wiodącą rolę przy planowaniu operacji Torch, czyli lądowania w Algierii i Maroku w listopadzie 1942 r.

Odnaleziono nowe dokumenty na temat efektywnej działalności polskiego wywiadu na terenie Francji. Znaczne efekty w rozpoznaniu sił niemieckich w północnej części tego kraju zanotowała Ekspozytura „Interallie” kierowana przez kpt. dypl. pil. Romana Czerniawskiego. Jesienią 1941 r. Niemcy wpadli na trop siatki i doprowadzili do jej likwidacji. Aresztowany Czerniawski wyraził pozornie zgodę na współpracę z Abwehrą i po sfingowanej przez Niemców ucieczce przybył do Anglii, ujawniając wszystkie okoliczności tej sprawy. Odegrał następnie, jako podwójny agent brytyjski ps. „Brutus”, bardzo ważną rolę w dezinformacji wywiadu niemieckiego w okresie poprzedzającym inwazję na kontynent. „Brutus” przekonał Niemców, że lądowanie w Normandii będzie tylko pozorowaną grą, a największe siły uderzą w okolicach Pas de Calais i Dunkierki. Podobnie dezinformował Niemców co do skutków bombardowań za pomocą rakiet V-1 i V-2, donosząc, że rakiety spadają kilka km za Londynem. Spowodowało to, że centrum Londynu było w mniejszym stopniu niszczone.

Odnaleziono kolejne dowody na temat pomocy wywiadu polskiego dla japońskiego konsula w Kownie Sugihary, który ratował tamtejszych Żydów, wydając 2139 tranzytowych wiz dla obywateli polskich narodowości żydowskiej. Znaczna część tych wiz została sfabrykowana przez wileński ZWZ. W okresie późniejszym Sugihara współpracował z polskim wywiadem na terenie Protektoratu Czech i Moraw, gdzie został przeniesiony.

Polski wywiad, który skupiał się przed wojną, z przyczyn obiektywnych, na obserwacji sąsiednich obszarów, potrafił przestawić się na wywiad o charakterze globalnym, oczywiście przy założeniu uczestniczenia w sojuszu, w ramach którego to nie Polacy mieli zbierane informacje wykorzystywać. Przydały się wykształcone w międzywojniu metody i zdobyte doświadczenie, liczni zaś nowi adepci służby uczyli się bardzo szybko.

Na temat polskiego rozwiązania szyfru Enigmy dokonano, praktycznie po raz pierwszy, szerokiego i uwzględniającego nowe materiały zestawienia źródeł polskich i anglosaskich. Chodziło o oddzielenie mitów od rzeczywistych zdarzeń. Legendy te dotyczą głównie punktu widzenia niektórych autorów zachodnich, ale także niektórzy polscy historycy i publicyści twierdzą, że Polacy czytali „Enigmę” nieprzerwanie, a złamano ją raz na zawsze. Tymczasem była to nieustanna walka z ulepszeniami niemieckimi, w której prym wiedli polscy kryptolodzy.

Bardzo ważna okazała się dokumentacja dotycząca „Enigmy”, oczywiście wielce niepełna, przekazana kilka lat temu do Public Records Office w Kew pod Londynem. Znajdują się tam bardzo interesujące raporty brytyjskie na ten temat, które po raz pierwszy zostaną wykorzystane w przygotowywanej przez komisję publikacji na temat wywiadu. Ich kwintesencją jest wyrażona po wojnie opinia kmdr. Dunderdale, że brytyjskie służby radiowywiadu „were very slow to admit that the Poles might have anything to teach them”.
Znaleziono kolejne dowody na czytanie „Enigmy” przez Polaków w czasie wojny tak długo, jak długo dostarczano im odpowiedni materiał.

Nie można oczywiście zapominać, że wkład brytyjski w kontynuowanie łamania „Enigmy” w czasie wojny był ogromny i imponujący. Istniała świadomość wagi zagadnienia, przeznaczono odpowiednie środki, ad hoc skupiono grupę wybitnych specjalistów, w tym także matematyków. Nie zmarnowano dorobku Polaków, szybko oraz twórczo go kontynuowano i rozwijano.

Marian Rejewski i Henryk Zygalski, współtwórcy złamania niemieckiej maszyny szyfrującej, którzy w końcu przedostali się do Anglii, zostali od „Enigmy” całkowicie odsunięci przez Anglików, którym już nie byli potrzebni. Stało się tak, pomimo nacisków polskiego Sztabu. Rejewski określił pomoc Anglików w dalszym łamaniu szyfrów jako „żadną”.

Anglicy mieli świadomość, że zdradzenie tajemnic wojennych, choćby w niewielkim stopniu, przez znajdujących się w niemieckich rękach Polaków oraz Francuzów, znających wojenny sekret „Enigmy”, mogło zakończyć się dla alianckiego wysiłku zbrojnego fatalnie. Nie dostały się jednak we wrześniu 1939 r. w ręce Niemców dokumenty polskiego Biura Szyfrów. Nie zdradzili pozostali w Polsce okupowanej polscy inżynierowie i technicy, znający przynajmniej część prawdy o „Enigmie”. Dwóch polskich zasłużonych kryptologów Antoni Palluth i Edward Fokczyński, zesłanych do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen-Oranienburg, wojny nie przeżyło. Pierwszy zginął podczas alianckiego bombardowania w fabryce Heinkla, w której pracował, a drugi zmarł z wycieńczenia niedługo potem. Żaden z nich nie wyjawił Niemcom sekretów, które mogłyby doprowadzić ich do wniosku, że w czasie wojny alianci byli w stanie deszyfrować niemieckie depesze. Inni z kolei, jak Langer, Ciężki oraz Francuz Bertrand, z heroizmem dochowali tajemnicy (ci dwaj pierwsi – mimo tego, że znajdowali się w rękach hitlerowców). Wśród tylu Polaków, którzy wiedzieli o „Enigmie”, nie znalazł się ani jeden agent niemiecki, czy sowiecki. Ten brak Polaka-zdrajcy wyjawiającego Niemcom sekret „Enigmy” nadrobiono w literaturze pięknej i kinematografii. Film „Enigma” w reżyserii Michaela Apteda, którego scenariusz oparto na powieści Roberta Harrisa pod tym samym tytułem (London 1996) nie jest pierwszym ani nie ostatnim antypolskim mitem z okresu II wojny światowej. Zdecydowanie lepszym kandydatem bowiem na bohatera tego filmu był choćby brytyjski komunista John Cairncross („Karelian”) ze słynnej „piątki z Cambridge”, w czasie wojny pracownik ośrodka w Bletchley Park i sowiecki szpieg. Przekazywał on swym mocodawcom bardzo wartościowe informacje, m.in. pochodzące z deszyfrażu „Enigmy”. Przeciwko tym kłamstwom we wspomnianym filmie oraz w amerykańskiej produkcji U-571, jak i pomijaniu faktu, że to Polacy pierwsi złamali „Enigmę”, protestowały środowiska polskie za granicą oraz m.in. prof. Norman Davies. Podkreślano, że żaden Polak nie pracował w Bletchley Park w czasie wojny, w Wielkiej Brytanii nigdy nie zdemaskowano żadnego Polaka-zdrajcy kolaborującego z takich czy innych przyczyn z hitlerowcami.

Wiele nowych danych odnaleziono na temat sieci placówek wywiadowczych, podlegających funkcjonującej od lata 1941 r. Ekspozyturze „Estezet” w Nowym Jorku, która obejmowała swym zasięgiem Stany Zjednoczone, Kanadę oraz kraje Ameryki Południowej. Przy akceptacji strony brytyjskiej współpraca wywiadów polskiego i amerykańskiego została zapoczątkowana latem 1941 r. w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych szefa polskiego wywiadu mjr. Jana Henryka Żychonia. Odbył on rozmowy z Williamem J. Donovanem, pełniącym od lipca 1941 r. funkcję koordynatora służb informacyjnych USA. W sierpniu uzgodniono powstanie Ekspozytury „Estezet”, a obydwaj oficerowie podpisali poufną umowę na temat współpracy. Ustalono regularną wymianę dokumentów i informacji dotyczących zagadnień ważnych z punktu widzenia prowadzonej wojny. W październiku 1941 r. Polacy zaczęli dostarczać Amerykanom wszechstronnych materiałów, które od samego początku oceniano wysoko. Przekazywane Amerykanom informacje dotyczyły przede wszystkim: identyfikacji i dyslokacji armii państw Osi, transportów wojskowych, marynarki, przemysłu wojennego, lotnictwa, wyników bombardowań, strat i morale. Polacy informowali wywiad amerykański także o niemieckiej i ukraińskiej działalności wywrotowej w obu Amerykach. W założeniu miała to być wymiana wiadomości, w praktyce jednak współpraca sprowadzała się do dostarczania przez Polaków informacji wywiadowczych Amerykanom. Rząd emigracyjny na uchodźstwie liczył na ich pomoc w różnych częściach świata, a przede wszystkim na korzyści polityczne. Współpraca ta została, oczywiście, zintensyfikowana po ataku japońskim na Pearl Harbor. Od marca 1942 r. materiały, które przekazywano Donovanowi przechodziły przez specjalne biuro łącznikowe w Nowym Jorku, na czele którego stał słynny później Allen Dulles. Współpraca uległa rozszerzeniu po powstaniu w czerwcu 1942 Office of Strategic Services (OSS), na którego czele stanął Donovan. W tym czasie z centrali polskiej „dwójki” w Londynie przychodziło coraz więcej materiałów, w tym szczególnie cenne dla Amerykanów obszerne opracowania wywiadowcze na dane zagadnienia. Polacy instruowali swoich amerykańskich partnerów także o organizacji i metodzie technicznego wykorzystywania informacji w polskim Sztabie. Wiedzę tę przekazywano w Waszyngtonie szefom poszczególnych działów dość słabego początkowo – zdaniem polskiego wywiadu – wydziału studiów OSS, z którymi odbywano periodyczne konferencje. We wrześniu 1942 r. doszło wreszcie do oficjalnego kontaktu polskiej Ekspozytury z Military Intelligence Division (G-2), wcześniej prowadzonego potajemnie.
Ilość meldunków przekazywanych Amerykanom w ramach współpracy była bardzo duża. Zwraca uwagę szczególnie wysoka liczba informacji dostarczonych w drugiej połowie 1943 r. oraz zwiększająca się z czasem ilość materiałów przeznaczonych dla G-2, kosztem OSS. W sferach waszyngtońskich polski wywiad uważany był za najlepszy wśród alianckich. Amerykanom odpowiadały też bardziej ostrożne analizy polskie w odróżnieniu od, ich zdaniem, nazbyt optymistycznych opracowań angielskich, szczególnie w odniesieniu do ZSRR. Płk Yeaton, szef Sekcji Europy Wschodniej G-2 amerykańskiego Sztabu, w piśmie z 8 października 1942 r. stwierdził, że „Polski Oddział II, dostarczając dobrych i aktualnych wiadomości, przyczynia się w poważnym stopniu do wzmocnienia pozycji Sztabu Amerykańskiego”. W czasie pobytu Naczelnego Wodza w Stanach Zjednoczonych gen. Kroner, zastępca szefa Military Intelligence Division, wyraził szczególne uznanie dla pracy wywiadu polskiego, podkreślając, że za zasługi oddane przez Sztab polski jego amerykański odpowiednik nie miał dotychczas możliwości odwzajemnienia się. 20 grudnia 1942 r. gen. Kroner powiedział Sikorskiemu: „Armia Polska posiada najlepszy wywiad na świecie. Wartość jego jest dla nas nieoceniona. Niestety w zamian możemy dać bardzo niewiele”. Z kolei gen. William J. Donovan w piśmie z 21 października tegoż roku pisał: „Sprawozdania Oddziału Wywiadowczego polskiego przedstawiają dla Sztabu Amerykańskiego niezwykłą wartość. Należą one do najpoważniejszych kontrybucji, jakie Sztab amerykański otrzymuje”. Na początku stycznia 1943 r., w czasie wizyty Naczelnego Wodza gen. Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych, generałowie Strong i Kroner stwierdzili, że zależy im ogromnie na dalszym korzystaniu z osiągnięć polskiego wywiadu. Wywiad amerykański dostarczone materiały oceniał jako zawierające bardzo cenne wiadomości. Wszystkie dane o O. de B. wojsk państw Osi miały być zdecydowanie pożyteczne i interesujące. Wywiad polski dostarczał wiadomości zupełnie nowych. Na ogół sprawozdania polskie były – zdaniem Amerykanów – doskonałe z uwagi na duży zakres zagadnień jaki obejmowały i z powodu ich pierwszorzędnego znaczenia. Wywiad polski stawiany był na pierwszym miejscu jako źródło wiadomości dostarczanych sztabowi amerykańskiemu.

Przeprowadzone przeze mnie badania doprowadziły do wyjaśnienia dość zagadkowej roli, jaką w polskim wywiadzie odgrywały Portugalia i Hiszpania, dwa peryferyjne państwa europejskie, które stały się po upadku Francji jednymi z najważniejszych miejsc krzyżowania się linii komunikacyjnych oraz interesów stron walczących. Lizbona jawi się jako jedno z centrów polskiego wywiadu w całej Europie. Oficer lizbońskiej placówki „dwójki” pisał w roku 1943: „Nie wiem, czy [...] ktoś w Warszawie przypuszczał przed 1939 r., że Lisbona będzie główną Centralą pracy wywiadowczej tej wojny”.

Dokonano rozpoznania działalności polskiego wywiadu na Półwyspie Iberyjskim z okresu hiszpańskiej wojny domowej (1936–1939), kiedy to skupiano się na obserwacji działań kadrowych jednostek wojskowych Związku Radzieckiego i Niemiec oraz ich uzbrojenia. Stało się w wyniku tej kwerendy jasne, że można zorientować się w wielu aspektach działalności wojennej na podstawie śladów wywiadu przedwojennego na danym terytorium. Są to jednak badania żmudne, przeprowadzone na potrzeby wspomnianej publikacji niemal wyłącznie w odniesieniu do Półwyspu Iberyjskiego. Wykorzystanie oficerów i agentów polskiego wywiadu z tego okresu później, tzn. w czasie II wojny światowej, było bardzo niewielkie, co pozwala na stwierdzenie, że była to jedna z ważniejszych przyczyn niepowodzeń polskiej siatki szczególnie w Hiszpanii.

O znacznej swobodzie działalności polskiej „dwójki” w Portugalii, przynajmniej w pierwszej fazie wojny po upadku Francji, świadczy fakt, że w odnalezionym przeze mnie w portugalskim Archiwum Narodowym wykazie Korpusu Dyplomatycznego, przygotowanym dla portugalskiego premiera António de Oliveiry Salazara przez jego policję polityczną PVDE, funkcjonariusz Poselstwa RP ppłk dypl. Stanisław Kara, w rzeczywistości szef Ekspozytury „P” Oddziału II SNW w Lizbonie, widnieje jako Kara (imię) Stanislaw (nazwisko), „funkcjonariuszka” (sic!) poselstwa polskiego. Warto zwrócić uwagę w tym miejscu na otwartość Portugalczyków, którzy odtajnili całą spuściznę archiwalną Salazara.

Zdaniem wywiadu amerykańskiego polskie misje wywiadowcze w Portugalii (Oddziału II oraz Akcji Kontynentalnej) były „probably the best offensive intelligence system in Lisbon”. Podkreślano przy tym, że obydwaj szefowie polskich placówek – a więc płk Kowalewski, szef ekspozytury MSW oraz ppłk Kara, szef misji wywiadu wojskowego, byli „extremely able men”. Niestety brytyjska ocena działalności Ekspozytury „P” w r. 1942 nie była już tak pozytywna, tym bardziej, że zwracano uwagę na duże koszty jej utrzymywania.

Znalazłem dowody potwierdzające, że współpraca wywiadów polskiego i brytyjskiego zaowocowała m.in. zorganizowaniem w r. 1941 ucieczki z Hiszpanii byłego króla rumuńskiego Karola. Jego przejazd do Portugalii przygotował i przeprowadził mjr rez. Zdzisław Żórawski, były redaktor z Polskiej Agencji Telegraficznej, który po przejściu przez więzienia hiszpańskie i portugalskie działał od 1944 dla polskiego wywiadu w Meksyku.

Podczas II wojny światowej w stolicy Portugalii niezwykle prężną działalność rozwinął ppłk dypl. Jan Kowalewski, jeden z najwybitniejszych polskich wywiadowców II wojny światowej, m.in. szef placówki Akcji Kontynentalnej na Portugalię, starający się doprowadzić do realizacji swego głównego celu: przejścia Rumunii, Węgier i Włoch do obozu alianckiego. Była to jego idée fixe. Polegać to miało na umiejętnym ukazywaniu przedstawicielom tych krajów dróg przejścia na stronę przeciwną, co zamierzano uzyskiwać głównie na drodze wywoływania sceptycyzmu co do ostatecznego zwycięstwa III Rzeszy. Ostrożna akcja polskiego podpułkownika, prowadzona przy poparciu polskich władz w Londynie, rozpoczęła się zimą z 1940 na 1941 r., kiedy to Kowalewski przedstawił satelitom Osi ofertę dobrych usług. Taktyka polegała na docieraniu do kluczowych postaci życia politycznego Włoch (przykładowo kontaktu z Kowalewskim szukał były minister spraw zagranicznych i ambasador w Londynie Dino Grandi), Węgier i Rumunii (Kowalewski znał bardzo dobrze marszałka Antonescu z czasów, gdy pełnił funkcję polskiego attaché wojskowego w Rumunii; rumuński dyktator wydawał wręcz polecenia kontaktowania się szeregu rumuńskich wysłanników do Portugalii z polskim oficerem). Gdy pierwsze nawiązane kontakty oraz wynikające z nich owocne rezultaty zaczęły przynosić trwałe efekty, na początku 1943 r. polskie władze w Londynie podjęły decyzję o pisemnym upoważnieniu polskiego oficera do prowadzenia rozmów w ramach operacji „Trójnóg”, która przewidywała skupienie się na kontaktach z Węgrami, Włochami i Rumunami. Fiasko tej akcji zostało spowodowane ustaloną przez Roosevelta i Churchilla w styczniu 1943 r. w Casablance zasadą „bezwarunkowej kapitulacji” państw Osi, przede wszystkim zaś rezultatami konferencji teherańskiej, wedle ustaleń której cała środkowowschodnia Europa miała się znaleźć w sowieckiej strefie wpływów. Placówka Kowalewskiego w Lizbonie była centralnym i węzłowym punktem Akcji Kontynentalnej. Generał Colin McVean Gubbins z SOE zgodził się z Janem Librachem, kierującym akcją polskiego MSW, że „nie ma wśród jego ludzi nikogo, któryby umiał na miejscu wyzyskać dla Anglików umiejętności i aktywność polityczną Piotra [Kowalewskiego]”. Brytyjczycy bardzo wysoko oceniali działalność polskiego oficera w Lizbonie. Udało się wyjaśnić przyczyny jego odwołania z Lizbony. Rząd polski został zmuszony do tego przez Brytyjczyków, którzy nie wysuwali żadnych zastrzeżeń personalnych, ale zwracali uwagę, że kontakty Kowalewskiego z Niemcami mogły być bardzo niekorzystne. Rząd polski zgodził się na dymisję pomimo tego, że Anglicy nie uznali za stosowne podzielić się z polskim sojusznikiem szczegółowo zastrzeżeniami w stosunku do podpułkownika. Jego działalność polityczna w ramach Trójnoga mogła przynieść zachodnim aliantom pewne komplikacje w kwestii wspólnych z Sowietami planów urządzenia Europy Środkowej. Wykorzystano więc pewien pretekst pomimo tego, że Kowalewski kilka lat wcześniej rozmawiał za zgodą Londynu z Niemcami, o czym Brytyjczycy byli poinformowani.


KONKLUZJE

Ponad dwuletnie kwerendy prowadzone w ramach Polsko-Brytyjskiej Komisji, przy bardzo ograniczonych środkach, zapoczątkowały dopiero systematyczne badania nad polskim wywiadem w czasie wojny światowej, szczególnie w odniesieniu do działalności Oddziału II SNW. Świadczy o tym fakt, że z wielkiej liczby państw, na terenie których polski wywiad działał, tak właściwie tylko w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych i krajów Półwyspu Iberyjskiego udało się dotrzeć przynajmniej do części dokumentacji służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych tych państw.

Publikacja komisji ma szansę stać się także początkiem wyjścia autorów polskich na anglojęzyczny rynek wydawniczy, co do tej pory stanowiło pewną słabość, aczkolwiek obiektywnie uwarunkowaną, polskiej historiografii dziejów najnowszych.

Na rozpoznanie przez historyków czekają jeszcze liczne archiwa, zawierające dokumentację dotyczącą polskiego wkładu w zwycięstwo w czasie II wojny światowej. Liczne niespodzianki mogą kryć zasoby m.in. Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.

Jak już wspomniałem, wiele nowych śladów, materiałów, dowodów znajduje się w rękach prywatnych. Chciałbym prosić wszystkich Państwa, którzy znają osoby związane w czasie II wojny z wywiadem czy kontrwywiadem o sygnał o nich, o przechowywanych w różnych miejscach papierach, innych materiałach czy choćby fotografiach z okresu wojny osób zaangażowanych w wywiad. Każdy najmniejszy ślad czy relacja mogą być pomocne w dokumentowaniu wkładu polskiego wywiadu w zwycięstwo sprzymierzonych w II wojnie światowej.

BlackAdder
24-06-2012, 14:30
Dzięki Panowie - kto nie idzie, ten się cofa, więc uczyć się trzeba przez całe życie ;)

voytek
26-06-2012, 07:25
Odnośnie kilku ostatnich zagadek i wątpliwości z nimi związanych, fajnym zwyczajem byłoby podanie źródła zagadki (link, książka, dokument) aby uniknąć niedomówień, a przy okazji można doczytać coś ciekawego.

TNTP
10-10-2012, 15:51
Biorąc przykład z członka SS - Richard Schulze-Kossens wychodzi na to, że w budującej się w tamtym czasie potędze militarnej jaką posiadała III Rzesza, nawet tam szkolenie na oficera trwało nie całe 3 lata.
link: http://www.dws-xip.pl/reich/biografie/264059.html

nie, nie i jeszcze raz nie :)
po pierwsze, to SS nie była formacją militarną-bojową sensu stricto właściwie do 38-40 roku
po drugie, członkostwo w SS, często związane było z robieniem kariery w III Rzeszy, a nie miało nic wspólnego z jakimiś szkoleniem wojskowym/słuzbą wojskową vide cała piątka Reichfuhrerów SS, czy tam 2 z 4 SS-Oberst-Gruppenführerów (Franz Xaver Schwarz - tytuł honorowy i Kurt Daluege - dowódca Orpo). Zresztą przykładem na to jest w jakimś stopniu Richard Schulze-Kossens - adiutant Eickego, 1,5 roku w służbie liniowej.
po trzecie, to właśnie dlatego, że potęga militarna III Rzeszy była w budowie, to dlatego były możliwe w niej tak szybkie awanse - szczególnie w formacjach paramilitarnych takich jak SS, czy tam SA (gdzie awans często dostawało się za samo starszeństwo w NSDAP, czy tam zasługi dla sprawy)
po czwarte, jeśli patrzeć na kadry oficerskie to one w SS wyglądały mocno średnio, chociażby w porównaniu z Wehrmachtem - między innymi w związku ze stosunkowo szybką ścieżką awansu.

Zresztą mam wrażenie, że w przypadku awansu w Kempeitai, rzecz mogła wyglądać podobnie jak w SS.

TNTP
11-10-2012, 19:51
http://i49.tinypic.com/301o8jt.png

Co łączy te trzy jednostki ???
( i nie jest to kraj w którego są, lub były służbie)

W tym pierwszym zdjęciu jest błąd bo powinno być podpisane Typ 877E, a nie SS87E

Zdzisiek
11-10-2012, 21:13
prawda, zjadłem jedną siudemkę

oznaczenie/typ jednostki to:

Ship Submersible (SS) - 877E

TNTP
17-10-2012, 18:12
zresztą w przypadku naszego pierwszego Orła, to też typ nie jest podany do końca prawidłowo :)

tutaj wklejam ciekawy film odnośnie mojej przedostatniej zagadki dotyczącej Jego Królewskiej Wysokości Księcia Saksonii-Coburg-Gothy; Księcia Saksonii; Księcia Wielkiej Brytanii i Irlandii; Księcia Albany; Księcia Jülich, Cleves i Bergu, Engern i Westfalii; Hrabiego Clarence; Grafa Henneberg; Hrabiego Mark i Ravensberg; Barona Arklow; Władcy Ravenstein i Tonny Karola Edwarda Sachsen-Coburg-Gothy :)

"Hitler's Favourite Royal" - http://www.veoh.com/watch/v18977660FQ6BjEnj

Tom Kruz
22-10-2012, 16:56
1) 585 r pne. Halys
2) Medowie
3) zaćmienie słońca, chyba byli w lekkim szoku co się dzieje i zapewne uznali to za jakiś znak od Bogów :)
4) Tales z Miletu

Tak na logikę :), to chyba to będzie Tracja. Alternatywnie Persowie, ale za bardzo nie wiem, jaki oni mogliby mieć w tym interes:)

Jako, że jestem pewien, że jest to dobra odpowiedź, więc zadaję pytanie.

Odpowiedź na 4 z plusem - nie napisałaś z kim walczyli Medowie.

Co do pytania na szóstkę. Państwem zadowolonym z obrotu sprawy, czyli odstąpienia od walki, była Babilonia - wówczas połączona sojuszami z obiema stronami konfliktu, nie chcąca dopuścić do starcia (przede wszystkim z obawy o nadmierny wzrost potęgi Medów), pełniąca rolę mediatora oraz zainteresowana utrzymaniem status quo. Poza tym ok.

Buziek_LG
20-01-2013, 18:56
Co do cytatu który Voytek wkleił, rzekłbym że Filon z Bizancjum(który opisał działanie automatów rodyjskich) żył troszkę wcześniej niż Heron z Aleksandrii...


W Aleksandrii na 90kilka % tez były:)
Ale ja tego nie neguję z tą różnicą że w Rodos był to sprzęt powszechny(miały stać na każdym placu w mieście)