PDA

Zobacz pełną wersję : Wspomnienia z dzieciństwa :)



Mery
25-11-2003, 11:56
Widzę że co poniektóre osoby bardzo zainspirował temat "Komentarze do fotek forumowiczów" http://www.legialive.pl/forum/viewtopic.php?t=2538&postdays=0&postorder=asc&start=100 do wspomnień z czasów przedszkolnych :] ..Postanowiłam więc założyć temat o tej tematyce..Piszcie tu o wydarzeniach z czasów chodzenia w rajtuzkach ;) które utkwiły wam najbardziej w pamięci :)
Ps. jeżeli taki temat juz istnieje to bardzo przepraszam :+:

Q_(L)
25-11-2003, 12:05
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

Nova
25-11-2003, 12:20
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola.
To wg mnie bardzo dużo stracileś!
Nie cierpiłam leżakowania,stalam w kącie i bełtałam po budyniu :D
Poza tym pamiętam ze chętnie tam chodziłam bo lubiłam kontakt z dziećmi.Baliki tez lubilam,zawsze mama robiła mi jakiś fajny strój :)

Q_(L)
25-11-2003, 12:26
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola.
To wg mnie bardzo dużo stracileś!

Na pewno...


Nie cierpiałam leżakowania, stalam w kącie i bełtałam po budyniu :D

8)

Joker
25-11-2003, 12:36
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

To witaj w klubie ja tez zaczałem od zerówki. A z zerówki pamietam że furorę robiły takie malenkie znaki drogowe (o które zawsze była walka, nie wiem czemu ale najwiekszym wzieciem cieszył sie zakaz ruchu i wjazdu :hmm: ), i klocki z ktorych budowało sie jakies dziwne budowle. pamietam tez gre w słowka, kiedy nalezało wymówic jak nadłuzsze slowo (furore zrobiło wtedy słówko Antarktyda). O imprezie przebierańców juz była mowa.

Nova
25-11-2003, 12:37
Nie cierpiałam leżakowania, stalam w kącie i bełtałam po budyniu :D

8)
8)
Nie byłes w przedszkolu więc nie wiesz jaki nie dobry budyń dają :rotfl:
No i co piątek były okropne kostki z przemielonej ryby :/
A dzieciaki czasem wredne więc musiałam walczyć o swoje [rower] [bemowiak] :D
Za to stałam w kącie...

Mery
25-11-2003, 12:44
Nie cierpiałam leżakowania, stalam w kącie i bełtałam po budyniu :D
U mnie był podobny numer , kucharki postanowiły na obiad zrobić szpinak
to był pierwszy i ostani raz kiedy to zrobiły bo większość dzieciaków na sali w tym ja :] zwróciło obiadek :bełt:

Q_(L)
25-11-2003, 13:01
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

To witaj w klubie ja tez zaczałem od zerówki. A z zerówki pamietam że furorę robiły takie malenkie znaki drogowe (o które zawsze była walka, nie wiem czemu ale najwiekszym wzieciem cieszył sie zakaz ruchu i wjazdu :hmm: ), i klocki z ktorych budowało sie jakies dziwne budowle. pamietam tez gre w słowka, kiedy nalezało wymówic jak nadłuzsze slowo (furore zrobiło wtedy słówko Antarktyda). O imprezie przebierańców juz była mowa.

Ja pamiętam mój debiut...
Pierwszy dzień, jestem może z pół godziny w "zerówce"... po sali biega jakiś kolo i coś tam krzyczy, ja długo nie myśląc podstawiłem mu nogę... chłopak zachaczył głową w podłogę, a ja wylądowałem w kącie (stałem chyba z godzinę, i patrzyłem w ścianę), a po południu dostałem opierdol od rodziców... :/

Przypomniało mi się, że często bawiliśmy się w "Czterech pancernych" (takie wrażenie wywarł na nas ten serial :] )... ja "grałem" Janka 8)

arczi
25-11-2003, 13:17
A ja pamiętam że kochałem sie prawie we wszystkich dziewczynach z grupy. I jak było leżakowanie to kombinowałem zawsze żeby zajmować polówkę kolo jakiejś fajnej koleżanki ;)
Pamiętam też że zawsze sciemniałem pani przedszkolance że niby to jadłem już sniadanie w domu. Wszystko po to żeby uniknąć jedzenia kożuchów w zupie mlecznej ;) Uraz ten pozostał mi jeszcze do dzisiaj :>

ehhh... Fajne czasy... Ja chce do przedszkola!! :rotfl: 8-

Kempes
25-11-2003, 13:20
Ja to przedszkole zapamiętam na całe życie 8)

Pamiętam akcje na leżakowaniu kiedy po cichu właziło sie pod leżaki i do dziewczyn szło aby je straszyć '8 lub kiedy wychodziły z takiego kącika gdzie miały swój domek dla lalek , wpadaliśmy tamjak hołota i masakrowalismy kenowe Ferrari i garaż :rotfl: ( kiedys mnie babka przycieła i zamkneła w pomieszczeniu gdzie były trzymane leżaki ,a wśród nas chodziły słuchy że są tam pająki większe niż dłoń - ile ja sie wystrachalem przez te 5 minut 8- )

człowiek młody i głupi był :>

W piaskownicy sie przekopki robiło , po drzewkach łaziło i darło sie kiedy matka przychodziła :buhaha:

kamyk
25-11-2003, 13:29
ja byłem tylko w "zerówce" ale ja lubialem zawsze lezakowac zawsze byłem spiochem .... co do jedzenia ja nie nazekałem bo było dobre .Co pamietam najbardziej spodobała mi sie wychowawczyni bo była młodziutka i dla niej chciałem chodzic do przedzkola i wtedy nie lubiałem niedziel bo nie mogłem się na nia napatrzec ! a jak odchodziłem już z "zerówki" do 1-klasy to tak płakałem ze nie mogłem dojsc do siebe ze nie bedę mogł ogładac mojej wychowawczyni z "zerowki" ale piekne czas.... :buhaha:

Nova
25-11-2003, 13:31
Przypomniałam sobie jak się 1 raz zakochałam-w koledze z przedszkola.Mikolaj miał chyba na imie :D Kiedyś na leżakowaniu mieliśmy leżanki(bo cięzki to coś nazwać łóżkiem)obok siebie,ja znalazłam kredke na podłodze i porysowałam cały leżak.On powiedzial ze naskarży pani więc przestałam go kochać bo na mnie zakablować chciał :P2

Adam-oldboy
25-11-2003, 13:34
No długo to ja do przedszkola sobie nie pochodziłem, bom chorowity był bardzo i wątły. Ale co pamiętam, to strach przed panią wychowawczynią. No normalnie kapo obozowy 8- . Moja matka wspomina, że się też jej bała. Terror był niesamowity. Mleko z kożuchem? Jakby kazała to bym i ceratę zeżarł. No wszystko doskonale pamiętam, a bieżące coraz gorzej 8) to chyba ten Alzheimer.

Mini
25-11-2003, 13:41
temat o wspominkach z dzieciństwa był juz ale do przedszkola chodziłem tak jak Q_(L) czyli wcale i pierwszym zetknięciem z tyranią szkoły zetknąłem się w zerówce. gdzie stało się często w kącie za to ze po krótkim czasie na zabawe brało się zabawki ze sobą do ławki i rzucało nimi w inne dzieciaki.
a i najbardziej wkurzające były posiłki. "dzieńdobry", "dziękuje", "smacznego" i tak codzień przy wejściu i wyjsciu ze stołówki. :box:

Grzywa
25-11-2003, 13:45
Przypomniałam sobie jak się 1 raz zakochałam-w koledze z przedszkola.Mikolaj miał chyba na imie :D Kiedyś na leżakowaniu mieliśmy leżanki(bo cięzki to coś nazwać łóżkiem)obok siebie,ja znalazłam kredke na podłodze i porysowałam cały leżak.On powiedzial ze naskarży pani więc przestałam go kochać bo na mnie zakablować chciał :P2

Konfitura pewnie teraz w Prewencji pracuje :rotfl:

Ja się na oglądałem złotego dziecka gdzie jest scena gdy podają mu kaszkę z krwią :cheesy: i później budyniu z sokiem nie chciałem jeść w przedszkolu 8) A tak w ogóle to nie pamiętam za dużo z przedszkola ;( i nie wiem czemu... :/ Wiem że mnie pani przedszkolanka lubiła najbardziej z wszystkich dzieci... i że zawsze byłem uśmiechnięty... nadal jestem 8) Ale jakiś konkretnych sytuacji ni hu hu może już za stary jestem i pamięć nie ta...

Kto się lubił bawić w lekarza z koleżankami? :buhaha: '8

jarcyś
25-11-2003, 13:50
No długo to ja do przedszkola sobie nie pochodziłem, bom chorowity był bardzo i wątły. Ale co pamiętam, to strach przed panią wychowawczynią. No normalnie kapo obozowy 8- . Moja matka wspomina, że się też jej bała. Terror był niesamowity. Mleko z kożuchem? Jakby kazała to bym i ceratę zeżarł. No wszystko doskonale pamiętam, a bieżące coraz gorzej 8) to chyba ten Alzheimer.


też miałem straszną cipę-przedszkolankę

jak coś jej nie pasowało to kazała się rozbierac do gaci i straszyła że nas zamknie do wyparzacza (takiego do naczyń)

trzymała nas tak pare minut a potem mówiła , że tym razem nam daruje

jak mój wujek się o tym dowiedział to myślałem , że zdzirę rozszarpie


do tej pory jak ją spotkam na ulicy to puszczam wiazankę 8o

Koko
25-11-2003, 15:02
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

To witaj w klubie ja tez zaczałem od zerówki. A z zerówki pamietam że furorę robiły takie malenkie znaki drogowe (o które zawsze była walka, nie wiem czemu ale najwiekszym wzieciem cieszył sie zakaz ruchu i wjazdu :hmm: ), i klocki z ktorych budowało sie jakies dziwne budowle. pamietam tez gre w słowka, kiedy nalezało wymówic jak nadłuzsze slowo (furore zrobiło wtedy słówko Antarktyda). O imprezie przebierańców juz była mowa.

Normalnie jak to czytam to tak jakbym siebie widział :] Znaki drogowe też miałem i do tego zawsze mata była do zabawy samochodzikami :rotfl: Zawsze się biliśmy o lepsze autka. I jeszcze pamietam, że zawsze się biłem :> Kiedyś nawet dostałem od wychowawczyni za to klapsa ;( Strasznie gnidy nie lubilem, bo skarżyła rodzicom :bat:

Oj fajne to były czasy ;)

Kasja
25-11-2003, 15:10
nie lubilam zupy mlecznej i kisielu (i ma to do tej pory :P),przez cale przedszkole spalam na lezakowaniu tylko raz i pani stwierdzila "ze trzeba to zapisac na kominie" 8- a ja sie wtedy wystraszylam, zawstydzilam i poplakalam :P
heh no i zawsze z chlopakami wywalali mnie do konta do innej grupy... ;)
ja nie wiem za co... ;)

a no i jeszcze te zabawy w lekarza, dom itp... ;)

yusta
25-11-2003, 15:14
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

Kurcze, ja też zaczełam od zerówki. Miałam lipę bo nie czekając na pójście do szkoły, sama sobie wczesniej opanowałam sztukę czytania i w tej zerówce niekumatym bachorom musiałam czytać bajki :help:

No i jeszcze jedna lipa, to to że miałam tylko dwóch chłopaków w grupie i żaden nie byl w moim typie ;(

domber
25-11-2003, 15:15
ja nie chodzilem do przedszkola zaczynalem od zerowki ale nie wiem jak mam ja wspominac bo zd wiele nie pamietam :hmm:

Q_(L)
25-11-2003, 15:19
No i jeszcze jedna lipa, to to że miałam tylko dwóch chłopaków w grupie i żaden nie byl w moim typie ;(

No w tym wieku to rzeczywiście przejebane :oho:

Mery
25-11-2003, 15:26
Widzę ze tamat zszedł na samo przedszkole, w sumie chodziło mi ogólnie o wspomnienia z czasów małolata , te ktróre wam najbardziej utkiwły w pamięci :]

brevery
25-11-2003, 15:28
Tiaa...Ja jestem z Was najlepszy bo zaczęlem od żłobka. Tam też były jazdy.Co dziwne nikogo z kolegów nie pamiętam ale wiem,że była zajebista opiekunka.To była raczej taka sprzątaczko-opiekunka :P Pamietam,że zawsze roznosiła posiłki i Ja dostawiałem najwiekszą porcej :D.Pózniej przyszedl czas na przedszkole.To były czasy...bawilismy sie (nie mam pojecia jak to sie pisze :D ) dzi-aj-dżo :P :D Pózniej nam sie znudziła zabawa w wojne i zaczeliśmy sie naprawde bawić 8) Niezapomne jak typa z jakiejś młodszej grupy obrzuciliśmy piaskiem.On cały w płaczu a my dalej napieprzalismy tym piachem w niego i w smiech :rotfl:.I oczywiscie zabawa w jakiś bojowników. Od początku przedszkola był podział na jakieś grupy i każdy planował,że pojedzie szukać skarbu.Mieliśmy swoje mapy i każdy Ich bronił jak mógł.Nieraz poważne dymy z tego wychodziły :rotfl: Pamietam,że pytałem sie o jakieś róznice miedzy tymi grupami,odpowiadali mi tylko,że my naprawde kiedyś pojedziemy szukac skarbu :buhaha: Do tej pory nikt sie nie odezwał 8)
Pzdr Brevery

Q_(L)
25-11-2003, 15:30
Widzę ze tamat zszedł na samo przedszkole, w sumie chodziło mi ogólnie o wspomnienia z czasów małolata , te ktróre wam najbardziej utkiwły w pamięci :]

Troszkę możesz przeczytać np. tu...
:look: http://www.legialive.pl/forum/viewtopic.php?t=1681

:look: http://www.legialive.pl/forum/viewtopic.php?t=849

domber
25-11-2003, 15:35
No to tez się przyzam...również zaczynałem od zerówki :)
W gruncie rzeczy to niewiele pamiętam,wiem że było parę fajnych dziewczyn :>
Ogólnie pamiętam taką akcję że było sprzątanie świata:
Wszystkie dzieciaki (w tym ja) dziarsko poszły do szatni...Wyszliśmy na dwór i zaczeliśmy coś tam zbierać...Mnie to nudziło z kumplem więc usiedliśmy sobie i zaczeliśmy gadac :) Po jakimś czasie patrzymy - a tu nikogo nie ma...Poszliśmy spowrotem do sali i tam odczekalismy chyba ze dwie godziny aż nasza grupa wróci :]
Pamiętam że strasznie się cieszyłem bo mieliśmy wszystkie zabawki dla siebie :rotfl:
ja musialem zabierac moje resoraki ze soboa bo u mnie w zerowce nie bylo adnych ciekawych zabawek

Grzywa
25-11-2003, 15:49
Widzę że w Wawie same wybitne jednostki co drugi od zerówki zaczynał :lol:

legart
25-11-2003, 16:48
Moje flaszbaki z przeszkola:
- dziewczyna- leję jakąś dziewuchę bo na mnie nakablowała że ją zlałem (jeszcze zanim dostała) i za niewinność dostałem karę stania w kącie (po zasłużonym laniu tez stałem w kącie ale już z czystym sumieniem)
- obiad - zimny barszcz czerwony, zimne buraczki do drugiego, zimny, skawalony budyń - efekt haft i do tej pory odruch wymiotny na widok buraków pod jakąkolwiek postacią,
- droga do przedszkola - mały legart kładzie się na chodniku bo stwierdził że nie pójdzie do przedszkola w czerwonych rajstopach i nie poszedł,
- zabawa - bujam przed sobą żelazną huśtawkę - ktoś mnie woła - bujnięcie - obrót głowy - głowa z powrotem na przeciwko huśtawki i dostaje centralnie rozbujaną huśtawką w zęby, kilka mleczaków się obluzowało i krew tryskała z rozbitego nosa i warg - ja na rowerek i dyla z przedszkola do domu - tam babcia gencjanuje mi cała twarz i zostaje protoplastą Freddy Krugera

PS Nie lubiłem przedszkola - miałem jednego kumpla to się przeniósł i przestał chodzić do mojego przedszkola.

MTP
25-11-2003, 17:00
zostaje protoplastą Freddy Krugera
No nie powiesz chyba żesz był protoplastą Widzewiaków.

Moje wspomnienia to takie ze jak byłem w 4grupie(zerówka) to zacząłem chodzic na Legie.Pierwszy mecz z Lechem i juz pare dni póżniej wraz z kumplami(którzy dostali malą relacje) oznajmialiśmy kto jest mistrzem przy stole i co z nim robimy.

legart
25-11-2003, 17:02
zostaje protoplastą Freddy Krugera
No nie powiesz chyba żesz był protoplastą Widzewiaków.

Moje wspomnienia to takie ze jak byłem w 4grupie(zerówka) to zacząłem chodzic na Legie.Pierwszy mecz z Lechem i juz pare dni póżniej wraz z kumplami(którzy dostali malą relacje) oznajmialiśmy kto jest mistrzem przy stole i co z nim robimy.

hehe jak byłem mocno młodociany to skakałem z radości jak Wraga strzelał bramkę Liverpoolowi :>

Sharn
25-11-2003, 18:31
Oj - fajowy temat :D
Do przedszkola to praktycznie nic nie pamiętam, ale można powiedzieć, że zwiedziłem chyba wszystkie instytucje edukacyjne w tym kraju. Najpierw wychowywała mnie niania, ale jak powoliła mi się nażreć jakiegoś węgla (u niej podobno był taki piec) to dostała liścia od matki i znalazłem się w żłobku. Chyba fajnie było bo matka nie narzeka, ale naprawdę wesoło się zrobiło w przedszkolu. Pierwsza grupa, najmłodsza to były "kotki" ( hehe kotka byłem). Musiałem szamać sporo wrędzli z dywanu bo mam przebłyski że faszerują mnie na przemian kropelkami i łychami cukru, tak więc od nałego rozwijali mi drożność gardzioła. Generalnie sądząc po zdjęciach musiałem być żwawym dzieckiem, bo na każdych rajtuzach (boshe jak ja ich nie lubiłem) mam na kolanach skórzane łatki, które aż świecą :) . Klejna grupa to były "grzybki" (hehe grzybem byłem). Tu nauczyłem się dyscypliny oraz faktu, że nie ma winy bez kary. Stawiali nas do kąta i wieszali na szyjach takie czerwone języki, pewnie by wzbudzić w nas uczucie wstydu po dokonanych grzeszkach. Jako, że będąc tak dręczony wymyśliłem (i przekręciłem kolegów) że to oznaka buntu i tfardości, kara się zdewaluowała. Ba na moim nawet miałem napisane własne imię i jako jedyny z grupy (matka gadała że wstyd ale o co cho? :hmm: ) miałem prywatny krawat (wtedy nawet nie wiedziałem że kiedyś tak będą mnie nazywać :D ) . Byłem na szczycie. Wtedy też poznałem Asię - przypadkiem sąsiadkę z Rubinkowa (to Toruń był) i od tego czasu łaziliśmy razem do przedszkola, bo mamy widziały że się lubimy. Czasem oczywiście się laliśmy, i pamiętam że mimo jej przewagi fizycznej (dziewczynki rosną szybciej 8o ) nigdy się nie poddałem. W ramach jakiś przetasowań, albo prywatnej relegacji mojej osoby (mama jakoś omija ten temat, ja nie pamiętam 8) znalazłem się w innej grupie. To już były starszaki - chamy straszne. Raz nawet wrzucili mi strój magika w grochy za fortepian co zniweczyło moje plany na udany bal. :/ Lipa tam była, no i bez Asi. BTW: Z nią spotkałem się z rok temu, po 20 latach i okazała się przecudowną, przepiekną, wesołą kobietą, a co najzabawniejsze to spotkałem ją przed blokiem i od razu wiedziałem że to ona 8- . Spędziliśmy super kilka godzin na Rynku w Toruniu.
W tym czasie przeniosłem się do Warszawy, gdzie zaczełem edukację od zerówki, gdzie miałem jakiś samych głąbów, oprócz terror składu z mojego podwórka. Jako, że cały program nauczania miałem już dawno opanowany (czytam od 4 roku zycia) mogłem w sumie chodzić własnymi ścieżkami i miałem klawe życie. Raz nawet przyłapali nas na próbie wyjarania kiepa, a po dość dobrym ochrzanie i mojej ripoście na k... zaczełem wojnę z edukacją. Tak wkroczyłem w lata podstawowe...

No i się zaczeło... '8

kozer
25-11-2003, 19:06
Z lat przedszkolnych pamiętam tylko tyle, że raz na obiecie nawpierdalałem się ziemniaków i potem zbełtałem się do garnka z żarciem. Potem długo nie mogli mnie namówić na jedzenie w szkole, bo zawsze przypominałem sobie, że oni to robią w tym garnku co do niego narzygałem. A wogóle od tamtej pory nienawidze gotowanych ziemniaków.

Joker
25-11-2003, 20:06
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

Kurcze, ja też zaczełam od zerówki. Miałam lipę bo nie czekając na pójście do szkoły, sama sobie wczesniej opanowałam sztukę czytania i w tej zerówce niekumatym bachorom musiałam czytać bajki :help:


To moze załozymy jakies kółko zerówkowiczów?? Ja tez umiałem wczesniej czytać. ale chwalipieta ze mnie :rotfl:

Kempes
25-11-2003, 20:14
Mi najbardziej utkwiło to, że nie chodziłem do przedszkola. Edukacje rozpocząłem od "zerówki"... taki qrwa byłem mądry :D

Kurcze, ja też zaczełam od zerówki. Miałam lipę bo nie czekając na pójście do szkoły, sama sobie wczesniej opanowałam sztukę czytania i w tej zerówce niekumatym bachorom musiałam czytać bajki :help:


To moze załozymy jakies kółko zerówkowiczów?? Ja tez umiałem wczesniej czytać. ale chwalipieta ze mnie :rotfl:

Mnie literek próbowali uczyć już w żłobku ale jakoś średnio miałem ochote na nauke :> Natomiast w przedszkolu , kilka grup przed zerówką już opierdoliłem elementarz '8 ( taki fajny zielony miałem z czerwonym kapturkiem na okładce ) :rotfl:

brevery
25-11-2003, 20:42
Tiaa...Ja jestem z Was najlepszy bo zaczęlem od żłobka. Tam też były jazdy.Co dziwne nikogo z kolegów nie pamiętam ale wiem,że była zajebista opiekunka.To była raczej taka sprzątaczko-opiekunka :P Pamietam,że zawsze roznosiła posiłki i Ja dostawiałem najwiekszą porcej :D.Pózniej przyszedl czas na przedszkole.To były czasy...bawilismy sie (nie mam pojecia jak to sie pisze :D ) dzi-aj-dżo :P :D Pózniej nam sie znudziła zabawa w wojne i zaczeliśmy sie naprawde bawić 8) Niezapomne jak typa z jakiejś młodszej grupy obrzuciliśmy piaskiem.On cały w płaczu a my dalej napieprzalismy tym piachem w niego i w smiech :rotfl:.I oczywiscie zabawa w jakiś bojowników. Od początku przedszkola był podział na jakieś grupy i każdy planował,że pojedzie szukać skarbu.Mieliśmy swoje mapy i każdy Ich bronił jak mógł.Nieraz poważne dymy z tego wychodziły :rotfl: Pamietam,że pytałem sie o jakieś róznice miedzy tymi grupami,odpowiadali mi tylko,że my naprawde kiedyś pojedziemy szukac skarbu :buhaha: Do tej pory nikt sie nie odezwał 8)
Pzdr Brevery
Co do skarbu to myślę że go znalazłeś...I pewnie Twoja grupa też... 8)
:+: Skarbem tym Legia :+:
pzdr

No niewiem...Legia to w dżungli raczej nie leży.Dokopałem sie do mapy(matka ma jakies moje rysunki) Normalnie rzeka,plaża,skaczący delfin i skrab zaznaczony wielkim krzyżem :D Moji koledzy to raczej nie...Widziałem ostatnio jednego z nich.Wtedy był to nas przywódca.A teraz...pff...Jak mnie zobaczył to sie modlił chyba żebym go nie opierdolił (tak wygladał) w srodku dnia na środku Grochowskiej :D Przypomniała mi sie akcja z jedzeniem bo tak piszecie o tym :D Nigdy nie lubiłem ryby.Pamietam,że zawsze obiady w piątek były moją zmorą.Opiekunki też o tym wiedziały.No i miały na wszystkich niejadków chaka- ten kto zjadł mógl iść sie bawić :D A oczywiście kto był pierwszy ten najlepsze zabawki miał :P W pewien piątek każde dziecko dawno po obiedzie bawiło sie na sali a ja wpizdu siedze na stołowce nad tą ryba i sie męcze...Siedziałem chyba godzine.Dwa razy pokazywałem pani tależ z ledwo naskóbniętym małym płetwiastym stworzonkiem a ona mnie odsyłała do stołu z powrotem.No to ja nie mogąc już scierpieć radosnych krzyków mojich kolegów i koleżanek z sali obok postanowiłem coś zrobić. Wiec mały Brevercio skitrał rybke pod surówka z marchewki która akurat zostala :rotfl: .Podchodze do pani,spojrzała sie przebiegle na mnie,dobra idz.Wchodze do kuchni a tam wszsytko pozmywane,sprzataczki pety jaraja a ja stoje z tym talezem taki uradowany.Wzieła tależ odemnie i już chce wyrzucić tą "surówke" a tam w środku ryba skitrana.Jak długą wyciełem to już mnie długo nie zobaczyli.Nigdy już nie wchodziłem do kuchni ze strachu 8)
A co do zabawek to raz mi sie udało byc pierwszym na sali. Zlapalem najwieksz lawete.Taki samochodzik brało sie za tył i na kolanach zasówało jak na autostradzie.Pamietam,moje zadowolenie jak ją dorwałem :D Przejechałem może ze 2 metry i jeb! jakis brukowiec na drodze leżał a ja do przodu i mleczaka w pól złamałem o przyczepe :D Nigdy wiecej wojny o ten samochód nie wygrałem 8)
Pzdr Brevery

Adam-oldboy
26-11-2003, 09:36
O k... olśniło mnie. Przecież jeszcze czarna Wołga dzieci porywała 8-

Włóczykij
26-11-2003, 14:39
Ja pamietam jak dzis ze nie lubilem wogole obiadkow ktore zawieraly jakies miesko np. mielonego. Jak raz sie tak zdarzylo to wyrzucilem tego kotleta pod kaloryfer a ze wtedy w sali byla nasza kucharka(czy jakos tak) ona mnie przyuwazyla i tak powyciagala za uszy ze plakalem przez nia prawie 3 dni. Pamietam jak dzis A jak ja teraz spotykam na osiedlu to jej wstretnej jedzy nawet dzien dobry ani pocaluj w dupe nie mowie '8
A lezakowanie lubilem bo zawsze moje lozeczko (czy cos tam na czym lezalem) znajdowalo sie w poblizu samochodow ktorymi moglem sie bawic :> . A jesli chodzi o moja nauczycielke byla fajna starsza kobieta ktora mieszka 2 bloki odemnie(jej mowie dzien dobry :] ) Chyba napisze ksiazke na temat "Moje wspomnienia z przedszkola" :>

lamia
26-11-2003, 20:28
eh no dwa dni mnie nie bylo a tu sie tyle porobilo :D

do przedszkola nie chodzilam - w wieku 5 lat wyjechalismy za granice to mama siedziala z nami w domu (dzieki temu nie dosc jak poszlam do szkoly - i tak o rok za wczesnie - to mnie do 3. klasy chcieli przerzucam ale sie nie dalam :>).

w ciagu tygodnia siedzialam i ogladalam cartoon network, czytalam, rysowala i jadlam przez co pozniej problemy mialam...

za to w soboty bylo wesolo bo jezdzilismy do tzw. szkolki polonijnej. tam byly dzieciaki z wyzszych klas podstawowki i szkoly sredniej, wiec akurat moj typ :D z reguly czepialam sie Mirka (Panie blogoslaw go za cierpliwosc) - non stop mu cos opowiadalam, kazalam sie brac na rece, na kolana mu sie pakowalam itd. jak rozmawial z jakas dziewczyna/kobieta to :box: podbiegalam, za noge lapalam i mowilam, skakalam, mowilam, az sie dziewoucha od mojego Mirusia odczepila 8o co mi bedzie jakas menda faceta podrywac :D kiedys zobaczyl to Michal (z klasy maturalnej) i podsumowal "chlopie, najgorsze jeszcze przed Toba" 8o i faktycznie, ale teraz Mirus juz nie narzeka jak go mecze :D