PDA

Zobacz pełną wersję : Policja i inne służby



Strony : [1] 2 3

Jaco
30-09-2010, 15:50
Zakładam nowy wątek, bo sporo się dzieje w temacie. W porównaniu z "wielką aferą" o nazwie "Akcja widelec", linki tu wklejane niech będą dokumentacją "osiągnięć" tzw. stróżów prawa. :look:


Policjanci podejrzani o gwałty ze szczególnym okrucieństwem
Gwałty dokonywane ze szczególnym okrucieństwem - właśnie takie zarzuty stawia prokuratura dwóm policjantom z płockiej komendy, zatrzymanym przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej.


Chodzi o policjantów z dochodzeniówki i prewencji. Śledztwo w tej sprawie od kilku miesięcy prowadzi prokuratura w Mławie. Właśnie tam, a nie w Płocku, żeby uniknąć podejrzeń o brak bezstronności w toku postępowania. I jak udało nam się dowiedzieć, nie jest ono wynikiem doniesienia, ale ustaleń własnych policji. W tym momencie prokuratura nie chce powiedzieć nic więcej. Wiadomo tylko, że funkcjonariuszom postawiono bardzo poważne zarzuty. - Podejrzani są o dokonanie co najmniej kilku gwałtów ze szczególnym okrucieństwem - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku Iwona Śmigielska-Kowalska.




Do gwałtów miało dojść w jednej z płockich agencji towarzyskich w ciągu dwóch miesięcy 2008 roku. Prokuratura nie podaje na ilu kobietach zostały dokonane. Jednak zgodnie z Kodeksem Karnym w tym wypadku nie ma mowy o przestępstwie, tylko o zbrodni. - Zatrzymanym policjantom grozi od 5 do 15 lat więzienia - dodaje Śmigielska-Kowalska.

Przy okazji funkcjonariusze z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali 4 osoby cywilne (właściciela agencji, dwie kobiety, które pomagały mu ją prowadzić i właściciela posesji). Postawiono im zarzuty stręczycielstwa i sutenerstwa. I w tym wypadku zatrzymani są płocczanami, powiązanymi z tą samą agencją towarzyską. - Cywilom zarzuca się również działalność w zorganizowanej grupie przestępczej - zaznacza Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji. - A jeśli chodzi o policjantów mamy do czynienia dodatkowo z przestępstwami wynikającymi z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Wieczorem ma zapaść decyzja co do dalszych losów zatrzymanych.oraz:


Ponad 100 sztuk broni, a także duże ilości amunicji i policyjnego sprzętu wynieśli z magazynów czterej śląscy funkcjonariusze - wynika z ustaleń zamkniętego właśnie śledztwa. Wśród nabywców skradzionego sprzętu byli m.in. policjanci.



Akt oskarżenia w tej sprawie, obejmujący łącznie 32 osoby, został w czwartek skierowany do katowickiego sądu rejonowego - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek.

Śledztwo dotyczące kradzieży sprzętu policyjnego i uzbrojenia z policyjnych magazynów toczyło się od 2007 r. W akcie oskarżenia wymieniono łącznie 254 zarzuty, dotyczące m.in. kradzieży i handlu bronią, paserstwa, korupcji i poświadczenia nieprawdy w dokumentach, przekroczenia uprawnień oraz przerabiania oznakowań identyfikacyjnych na broni.

Jak powiedziała prok. Zawada-Dybek, wśród oskarżonych jest 19 byłych i obecnych policjantów z komendy wojewódzkiej w Katowicach i innych śląskich jednostek, a także pracownicy cywilni policji.

Kupowali, bo zgubili stary, lub chcieli nowszy sprzęt

Głównymi oskarżonymi są czterej magazynierzy z KWP w Katowicach. Wynosili oni z magazynów broń, amunicję, a także m.in. kajdanki służbowe, pałki, futerały na broń i kamizelki kuloodporne.

Wśród nabywców znaczną część stanowią policjanci, którzy kupowali sprzęt, amunicję lub elementy uzbrojenia, aby uniknąć odpowiedzialności służbowej za ich zgubienie lub wymienić zużyty sprzęt na nowszy. Np. amunicję kupowali po 20 groszy za sztukę. Nabywcami byli też nie związani z policją kolekcjonerzy.

Sprzęt przeznaczony do komisyjnego zniszczenia

Do kradzieży dochodziło w dwóch miejscach. Pierwszym z nich był magazyn uzbrojenia i sprzętu spoza policji, w którym przechowuje się np. broń zarekwirowaną przestępcom. Magazynierzy wynosili z niego sprzęt przeznaczony do komisyjnego zniszczenia. Kradzieży dokonywano też w magazynie uzbrojenia wydziału zaopatrzenia KWP w Katowicach, gdzie jest gromadzony policyjny sprzęt.

- Obydwa te magazyny były obsługiwane przez czterech policjantów, którzy są wśród oskarżonych w tej sprawie. Odpowiedzą przede wszystkim za przywłaszczenie, kradzież, przyjmowanie korzyści majątkowej, handel lub usiłowanie handlu bronią - wyjaśniła Zawada-Dybek.

Wicedyrektor liceum wśród oskarżonych

Magazynierzy przyznali się do zarzutów, ich wyjaśnienia stanowią dużą część materiału dowodowego. Poza nimi aktem oskarżenia objęto też czterech członków komisji, powołanej do niszczenia uzbrojenia. Osoby te odpowiedzą za poświadczanie nieprawdy w dokumentach i przekroczenie uprawnień.

Nabywcy odpowiedzą przed sądem za paserstwo i nielegalne posiadanie broni. Wśród tej grupy oskarżonych jest wicedyrektor jednej ze szkół średnich, który kupił amunicję i broń gazową. 17 zarzutów przedstawiono emerytowanemu policjantowi Tadeuszowi B. Kupioną od magazynierów broń - 45 sztuk - zakopał w lesie. W śledztwie przyznał się i wskazał miejsca ukrycia broni.

Broń odzyskana "w znacznej części"

W czasie postępowania zabezpieczono ponad 100 sztuk broni, dużą ilość amunicji i sprzętu policyjnego. Badania wykazały, że broń nie została użyta w przestępstwie. Ponieważ dokumentacja dotycząca stanu magazynów była fałszowana, prokuratura musiała inaczej ustalać, ile rzeczywiście broni wyniesiono. Jak mówi Zawada-Dybek, "w znacznej części" została odzyskana.

Sześciu spośród oskarżonych było przez pewien czas aresztowanych. Teraz wszyscy odpowiadają z wolnej stopy. Najsurowsza kara grozi osobom, które mają zarzuty handlu bronią - do 10 lat więzienia.

Mieli świetną opinię?

Kiedy sprawa wyszła na jaw, część podejrzanych w śledztwie funkcjonariuszy i pracowników cywilnych policji straciła pracę, niektórzy zostali przesunięci do innych zadań.

Rzecznik śląskiej policji podinspektor Andrzej Gąska podkreślił, że już kilka lat temu kierownictwo garnizonu wymieniło obsadę magazynów. Pracowników magazynów obowiązuje bardzo szczególny sposób naboru, muszą m.in. wykazać się świetną opinią z dotychczasowych miejsc służby.

- Od samego początku byliśmy żywotnie zainteresowani tym, by tę sprawę dokładnie wyjaśnić. Współpracowaliśmy z prokuraturą i z Biurem Spraw Wewnętrznych (tzw. policja w policji - PAP), które wykonywało działania na zlecenie prokuratury - podkreślił podinsp. Gąska. Mam nadzieję, że to tylko incydentalne przypadki łamania paragrafów przez stróżów prawa. :oczko:

Praha
30-09-2010, 17:07
Rozwieję Twoją nadzieję niestety.... Przykład pierwszy z brzegu - wczorajsza Rzeczpospolita:
http://www.rp.pl/artykul/542266-Jak-tajniacy-auta-kupowali.html

Z.
30-09-2010, 19:38
Jednak zgodnie z Kodeksem Karnym w tym wypadku nie ma mowy o przestępstwie, tylko o zbrodni.

Foxx, jak to przeczytasz to przypomnij sobie co pisałem o dziennikarzach, którzy znają się na wszystkim czyli na niczym (szczególnie w sprawie Zakajewa). Tutaj mamy jeszcze lepszy przykład. Otóż zbrodnia jest przestępstwem, więc w tym przypadku raczej jest 'mowa o przestępstwie'. Chyba, że dziennikarz (niestety nie ma linku, więc nie wiem skąd to) korzysta z jakiegoś innego Kodeksu Karnego. ;)

TNTP
30-09-2010, 21:36
Mam nadzieję, że to tylko incydentalne przypadki łamania paragrafów przez stróżów prawa. :oczko:

:strach:
hahahhahah
ja napisze tylko tyle, że mimo tego, że psiarscy kryją się nawzajem, jak żadna inna grupa zawodowa to współczynnik przestępczości w ich szeregach jest jest znacznie większy niż w innych zawodach. Wystarczy pogadać o tym z pierwszym lepszym prokuratorem. Jednak dziwnym trafem dostęp do oficjalnych statystyk jest utrudniany, a i dziennikarze najczęściej są zbyt zesrani/ujebani w gównie, żeby o tym pisać.
to co wychodzi na wierzch to i tak jest wierzchołek góry lodowej. Celowo pomijam temat powiązań miasta ze służbami, bo jest to grząskie i bardzo rozległe zagadnienie, tak samo jak takie powiązania w przypadku wymiaru sprawiedliwości.

SPQR
30-09-2010, 21:44
:strach:
hahahhahah
ja napisze tylko tyle, że mimo tego, że psiarscy kryją się nawzajem, jak żadna inna grupa zawodowa to współczynnik przestępczości w ich szeregach jest jest znacznie większy niż w innych zawodach. Wystarczy pogadać o tym z pierwszym lepszym prokuratorem. Jednak dziwnym trafem dostęp do oficjalnych statystyk jest utrudniany, a i dziennikarze najczęściej są zbyt zesrani/ujebani w gównie, żeby o tym pisać.
to co wychodzi na wierzch to i tak jest wierzchołek góry lodowej. Celowo pomijam temat powiązań miasta ze służbami, bo jest to grząskie i bardzo rozległe zagadnienie, tak samo jak takie powiązania w przypadku wymiaru sprawiedliwości.

A Olewnika to kto puknął? Albo psy, albo bandziory mające z psami świetne układy.

A tzw. "wymiar sprawiedliwość" to chyba jeszcze gorsze bagno niż tzw. "policja". Aż człowieka szlag trafia kiedy o tym czyta, nie mówiąc już jak się z tym łajnem zetknie.

TNTP
30-09-2010, 22:08
A Olewnika to kto puknął? Albo psy, albo bandziory mające z psami świetne układy.

A tzw. "wymiar sprawiedliwość" to chyba jeszcze gorsze bagno niż tzw. "policja". Aż człowieka szlag trafia kiedy o tym czyta, nie mówiąc już jak się z tym łajnem zetknie.

dla mnie moim faworytem jest były już prok apelacyjny co wakacje spędza na łódce typa co go międzynarodowym listem gończym ścigają:)

mathi86slo
30-09-2010, 22:20
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/zachodniopomorskie/lobez/news/policjanci-klamali-i-oferowali-narkotyki,1400020,4492

Praha
01-10-2010, 08:59
To dorzucę jeszcze od siebie z Pragi "standardzik" czyli wpierdol i może się przyzna:
http://www.przegladpraski.pl/index.php?pokaz=news&nr=278

Orzeł
03-10-2010, 10:23
Nie wiem czy to się łapie tutaj, jeśli nie uważacie to out.

http://kontakt24.tvn.pl/temat,18-latek-ratowal-tonacych-policjanci-tylko-sie-przygladali,27389.html

rey
05-10-2010, 14:17
Takiego skandalu jeszcze w świętokrzyskiej policji nie było. Niemal cały Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju , 8 z 11 policjantów zostało zatrzymanych z podejrzeniem, między innymi o korupcję. Zostali zatrzymani we wtorek, prokuratura wnioskowała o aresztowanie na trzy miesiące ale niespodziewanie...sąd wszystkich w piątek wypuścił na wolność. Będą odpowiadać więc z wolnej stopy.

Zatrzymani noc z wtorku na środę spędzili za kratami, w środę stanęli przed prokuratorem.

- Wszyscy usłyszeli zarzuty, chodzi o przestępstwa korupcyjne i niedopełnienie obowiązków. Łącznie w tej chwili mowa jest o 360 czynach karalnych – wyjaśniał prokurator Sławomir Mielniczuk, rzecznik prasowy prowadzącej w tej sprawie śledztwo Prokuratury Okręgowej w Kielcach. – Rekordzista usłyszał 217 zarzutów, z czego 58 dotyczy korupcji. Cała ósemka siedziała za kratami do piątku.

Prokuratura wnioskowała o areszt dla ośmiu zatrzymanych policjantów na trzy miesiące. Sąd zebrał się w czwartek ale do wieczora nie podjął decyzji. Zapadła ona w piątek i... jest szokująca.
- Jesteście panowie wolni - usłyszeli wszyscy podejrzani.

Prokuratura zapowiedziała odwołanie od tej decyzji do Sądu Okręgowego.

Z ustaleń śledztwa wynika, że podejrzani od grudnia 2009 roku do lutego 2010 roku brali korzyści od kierowców. Pracujący przy sprawie ludzie mówią o tym, że były to przede wszystkim pieniądze - kwoty od 30 do 200 złotych, ale też na przykład alkohol.



http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101001/POWIAT0101/148508422

Jaco
05-10-2010, 16:08
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.

:fajek:

Nie muszę dodawać, że linki z tego wątku powinny przydać się naszym kolegom, szykanowanym do tej pory po akcji "Widelec". :protestuje:

rey
08-10-2010, 07:37
Notatnik młodego policjanta niekiedy jest jak scenariusz sitcomu. Przełożonym jednak nie jest do śmiechu, kiedy na ich podstawie komendy wysyłają informacje w świat.


Cywile nie powinni mieć wglądu do notatnika. Jak mówi Anna Kędzierzawska z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji, obywatel „nie możne w notatnik zaglądać, bo to dokument służbowy”.

– Jest on własnością policjanta. W notatniku policjant dokumentuje czynności służbowe oraz inne, niezbędne informacje dotyczące przebiegu służby – wyjaśnia oficjalnie.

– Może się z nim zapoznać jego przełożony, odprawiający do służby i kontrolujący służbę.

A w trakcie prowadzonego postępowania osoba prowadząca postępowanie, prokurator czy sąd – dodaje.

Jednak kilka notatników dostało się w nasze ręce, w trakcie prowadzonego przez nas postępowania... dziennikarskiego.

Penetracja negatywna


W jednym z komisariatów prawobrzeżnej Warszawy młody funkcjonariusz patrolujący ulicę zauważył tuż po północy: „Podobno ktoś niesie coś pewnie ukradzionego”. Po dziesięciu minutach odnotował jednak: „Nie potwierdzono”.

Jego kolega z innego komisariatu mniej więcej o tej samej porze zapisał, że „samochód peugeot 307 obserwuje budynek”.

W zupełnie innym miejscu zderzył się opel z fiatem. Funkcjonariuszka, która podjęła się interwencji, zanotowała: „Fiat ma uszkodzoną tylną lampę, tylko lewą, zderzak i lakier w okolicach lustra. A fiat ma uszkodzoną lampę tylną prawą, zderzak oraz lakier”.

Jej koledzy o godz. 2.40 wpisali do notatnika: „Interwencja zlecona. Pali się samochód. Na miejscu mitsubishi w płomieniach. Pali się. Na miejsce przybył właściciel i jednostka straży pożarnej, która ugasiła pojazd”.

Dalej policjant, najwyraźniej skrupulatnie wykonujący polecenia służbowe, pisze: „Udano się do właściciela pojazdu. Został powiadomiony o uszkodzonym pojeździe, który nastąpił podczas pożaru. Na miejsce zdarzenia została wezwana grupa dochodzeniowo-śledcza, której przekazano miejsce zdarzenia”.

Policjant, który opisywał wydarzenie, pojechał do komendy. W notatniku dopisał: „Właściciel pojazdu nie wie, co może być przyczyną podpalenia. Nie ma z nikim zatargów, kto by mógł mu celowo podpalić pojazd. Operator SSK (stołeczne stanowisko kierowania – przyp. red.) podał informację o trzech młodych mężczyznach, z których jeden był ubrany w białą bluzę. Udaliśmy się w penetrację, jednak penetracja negatywna. O godz. 5.20 policjant miał przerwę w służbie, ale spędził ją w rejonie KMZ”.

Rozszyfrowaliśmy ten skrót : kontrola miejsc zagrożonych. Skrótów w notatnikach jest niemało. I tak: KO to kontrola obiektu, KB oznacza kontrolę budowy, L – legitymowanych, a KD – kontrolę drogową.

Ale nie wszystko zamyka się w skrócie. W notatnikach nie znaleźliśmy choćby KOC-a, czyli „kontroli otoczenia cmentarza”.

Smutne żniwotorów

W każdym notatniku jest także zawsze skrupulatnie odnotowana przerwa w pracy funkcjonariusza. W ciągu 12 godzin pracy przysługuje 45 minut czasu wolnego. Jednak funkcjonariusze nie odnotowują już, co robią w tym czasie.

Na podstawie obserwacji opisanych w notatnikach powstają informacje zamieszczane na stronach internetowych komend policji i wysyłane do mediów.

Czasami – jak w przypadku komend w Wołominie i Mińsku Mazowieckim – zbyt dosłownie przenosi się treści z notatnika do oficjalnego obiegu. Choć z drugiej strony czuć, że niektórzy policjanci mają zacięcie pisarskie.

Raport z Wołomina z 3 września zatytułowano „Smutne żniwo torów kolejowych”: „Stacja kolejowa Szewnica. Późne godziny wieczorne. Pociąg relacji Łochów – Warszawa Wileńska rusza ze stacji. Nagle słychać przeraźliwe sygnały ostrzegawcze pociągu i hamowanie na torach. Maszynista zauważył leżącego na torowisku człowieka pomiędzy dwoma szynami. Pociąg nie zdążył zahamować i potrącił 24-letniego mężczyznę. Na szczęście młodzieniec przeżył, ale najprawdopodobniej będzie inwalidą do końca życia. Pociąg przejechał po jego nogach”.

Kolejny wpis z 6 września pt. „Zaskakujący przebieg sąsiedzkiego pojednania”: „Późnym popołudniem dwóch mężczyzn udało się do jednego z mieszkańców Kobyłki, aby wyjaśnić nieporozumienia. Gdy wymiana zdań przybierała coraz ostrzejszy ton, panowie z komunikacji werbalnej przeszli na niewerbalną”.

W Mińsku Mazowieckim policjanci napisali 10 września w informacji pt. „Kolejny rozbojarz w rękach mińskiej policji” tak: „Około północy pewna mińszczanka wraz ze swoim bratem oraz przyszłym napastnikiem wracali taksówką z jednego z barów. Doszło do tego w ten sposób, że gdy rodzeństwo wsiadało do taksówki, podszedł do nich nieznany mężczyzna (który chwilę wcześniej był klientem tego samego baru) i grzecznie poprosił, czy może się razem zabrać na wskazaną przez siebie ulicę”.

W ogniu pytań


Gdy powstawały powyższe wpisy, w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie kończył się kurs dla oficerów prasowych. 13 września na stronie CSP rzecznik instytucji nadkom. Hanna Grochowska podsumowała: „Nie zawsze policjanci doceniają rolę oficera prasowego. W ich odczuciu to najczęściej policjant, któremu udało się dostać fuchę i nie robić prawdziwej roboty. Wystarczy jednak raz stanąć przed kamerą i znaleźć się w krzyżowym ogniu pytań, żeby zmienić zdanie”.

Obowiązki oficera prasowego komendy w Mińsku Mazowieckim pełni st. sierż. Rafał Jarocki. Na kursie dla oficerów prasowych był w Słupsku.

– Najlepszy kurs, jaki pamiętam. Prezentowano nam różne media, telewizję, radio, prasę. Trwał trzy dni. Ale jak to się mówi, doświadczenie czyni mistrza. Bo jak się dłużej w tym siedzi, to lepiej się to robi. I to widać na naszej stronie internetowej. Prawda? – zapytał.


:lol:

Jaco
16-10-2010, 09:22
Dwóch policjantów pokłóciło się na służbie, po czym jeden zniszczył samochód drugiemu. Do akcji wkroczyła prokuratura

Z nieoficjalnych ustaleń "Gazety" wynika, że kilka dni temu dyżurny z komisariatu w Wasilkowie poprosił jednego z policjantów o przewiezienie zatrzymanego. Funkcjonariusz odmówił. W efekcie dyżurny napisał notatkę o odmowie wykonania rozkazu przez policjanta i przekazał ją zwierzchnikom. Ci zaś wszczęli postępowanie dyscyplinarne wobec leniwego mundurowego.

Ten postanowił się zemścić. Zniszczył dyżurnemu samochód. Oblał go - nieznaną jeszcze - żrącą substancją, która uszkodziła lakier auta. Przy okazji zniszczył też auto zaparkowane obok. Straty szacuje się na kilkanaście tysięcy złotych.

Dyżurny o sprawie ponownie zawiadomił przełożonych. Wskazał przy tym, że potencjalnym sprawcą może być kolega z komisariatu. Podejrzanego policjanta w jego mieszkaniu odwiedzili inni mundurowi. Znaleźli puszkę z substancją, którą oblano samochód.

Wypadki potoczyły się już szybko. W piątek policjant - siedem lat stażu w resorcie - został zatrzymany i osadzony w izbie zatrzymań. Po południu przewieziono go na przesłuchanie do prokuratury. Jak powiedziała nam szefowa białostockiej prokuratury rejonowej Urszula Sienczyło, mężczyźnie ma być przedstawiony zarzut zniszczenia mienia.

- Na razie nie mamy żadnych informacji z prokuratury o policjancie. Jeżeli usłyszy zarzuty, zostanie wszczęta procedura wydalenia go ze służby - komentuje podinsp. Andrzej Baranowski, rzecznik podlaskiego komendanta policji.

:cinkciarz:

milton
27-10-2010, 14:38
Jabłońska pobiła się sama na komendzie? Policjanci: Tak

- Małgorzata Jabłońska nie została pobita na komendzie - zeznali wczoraj jarosławscy policjanci, których kobieta oskarża o brutalne pobicie. Jacek Staszczak, prokurator z Przemyśla, przesłuchał policjantkę i policjanta, którzy - według Jabłońskiej - byli najbardziej agresywni.

Zeznali, że małżeństwo Jabłońskich ok. godz. 4.30 szło środkiem jezdni na ul. Bandurskiego. Szarpali się i wyzywali. Podjechali do nich i zwrócili im uwagę, by się uspokoili i zeszli na chodnik. A ci policjantów obrzucili przekleństwami. Funkcjonariusze wyszli z radiowozu i na środku jezdni Jabłońscy się z nimi awanturowali. Małżonkowie twierdzą, że policjanci uwagę zwrócili im przez okno w aucie. Wersja małżeństwa jest taka, że gdy oboje zeszli na chodnik i usiedli na ławce, radiowóz zawrócił i ponownie do nich przyjechał razem z innym patrolem. Przekonują, że wcale się nie szarpali, tylko spokojnie wracali do domu.

Na komendzie Jabłońska - jak twierdzi - została brutalnie pobita przez policjantów. Kobieta wychodziła z komendy posiniaczona, z podbitymi oczami, zakrwawionymi ustami i śladami duszenia na szyi. Policjanci zeznali, że obrażenia nie powstały na komendzie.

Świadkowie zeznali, że Jabłońscy na ławce siedzieli grzecznie. To po co policjanci do nich podeszli? Rzekomo, by dokończyć interwencję, którą zaczęli na ulicy, a wezwali kolegów z drugiego patrolu, bo nie mogli sobie poradzić z małżeństwem. Potem Jabłońskich zawieźli na komendzie.

- Policjantka twierdzi, że pani Jabłońska, gdy siedziała na korytarzu, dwukrotnie rzuciła się o ścianę, głową uderzyła o ścianę i upadła na krzesła. Wtedy założono jej kajdanki. Zaprowadzono ją do pomieszczenia, gdzie stał alkomat i tam kobieta miała kopnąć w stół. Potem, przed przeszukaniem, pani Jabłońska na podłodze szarpała się z policjantką. Ta na pomoc wezwała kolegę. Dwóch pozostałych policjantów, którzy byli przesłuchiwani w piątek, twierdzi, że takiego zdarzenia nie widziało. Mówią jedynie, że Jabłońska była wulgarna. Nie wiedzieli rzekomego rzucania się kobiety po ścianach - mówi mec. Wacław Kowalczyk, adwokat Małgorzaty Jabłońskiej, który brał udział w przesłuchaniach policjantów.

Małgorzata Jabłońska przekonuje, że funkcjonariusze kłamią: - Ręce miałam cały czas skute do tyłu. Kajdanki ściągnięto mi dopiero, gdy zaprowadzono mnie do celi i wcześniej na chwilę, gdy musiałam ściągnąć bluzę. Po co miałabym się pobić i wyzywać policjantów, gdy za tydzień miałam składać podanie o pracę w policji? To nieprawda, że dwóch pozostałych funkcjonariuszy nie widziało zdarzenia. Przecież stali przy drzwiach.

Jabłońska twierdzi, że policjantka, gdy ją rzekomo biła, miała założone czarne skórzane rękawiczki. Funkcjonariuszka nie zaprzeczyła, ale stwierdziła, że potrzebne jej one były do przeszukania Jabłońskiej. Dlaczego nie używała białych lateksowych? - Powiedziała, że w komendzie jest bieda i innych nie mają - dodaje Kowalczyk.

Teraz prokurator Jacek Staszczak będzie przesłuchiwał lekarzy. W listopadzie odbędzie się konfrontacja między policjantami a Małgorzatą Jabłońską, potem wizja lokalna. Kluczowa będzie opinia biegłego sądowego, który wypowie się, w jaki sposób mogły powstać obrażenia na ciele Jabłońskiej. Wtedy zapadnie decyzja, czy funkcjonariuszom zostaną postawione zarzuty.


http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8573116,Jablonska_pobila_sie_sama_na_komen dzie__Policjanci_.html

Jaco
02-11-2010, 11:38
Kolejna kontrola w Szczytnie: przecieki, panienki i alkoholKGP SPRAWDZA, CO SIĘ DZIEJE W WYŻSZEJ SZKOLE POLICJI

http://m.onet.pl/_m/51231f32c38f593cd16d081422f978bc,14,1.jpg



Prostytutki, bójki, libacje i przecieki egzaminacyjne. W pokojach wymiociny i potłuczone szkło - tak zdaniem policjantów miały wyglądać w ostatnich latach kursy oficerskie w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. - To wydaje się nieprawdopodobne, ale musimy to sprawdzić - komentuje rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski. Komendant zarządził w Szczytnie kolejną kontrolę.
W poprzedni wtorek prorektor Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, młodszy inspektor Piotr Bogdalski poinformował, że podczas tegorocznych egzaminów oficerskich nie było nieprawidłowości a komisja wysłana przez Komendanta Głównego Policji pozytywnie zaopiniowała procedury egzaminacyjne.

W mediach zrobiło się głośno o Szczytnie, kiedy "Dziennik Gazeta Prawna" opublikowała tekst pt. "Gwiazdek na pagonach nie będzie". Gazeta podała, że z 200 policjantów, którzy przystąpili do egzaminu po 7-miesięcznym szkoleniu, zdało tylko 12 procent (jedna z grup miała zdać w 90 proc., druga zaś miał w 90 proc. oblać).

I choć "DGP" podał nieprecyzyjne dane (jak informuje rzecznik KGP Mariusz Sokołowski, w pierwszej części egzaminu zdawalność wyniosła odpowiednio 58 proc. i 42 proc.), to KGP przyznała, że nieprawidłowości w trakcie szkolenia były.

- Pojechała kolejna komisja. W tej chwili nie mogę powiedzieć więcej, ale raczej nieprawidłowości były - mówi Grażyna Puchalska z biura prasowego KGP.
W skład nowej komisji weszli komendanci Centrum Szkolenia Policji w Legionowie i Szkoły Policji w Pile oraz przedstawiciel Wydziału Szkolenia KGP.

Jakie są wyniki pierwszej kontroli i kiedy upublicznicie wnioski z drugiej nie wiadomo. Policja zasłania się "klauzulą tajności".

Policjanci uśmiechają się do wódki

Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie jest jedyną uczelnią w kraju, która kształci kadry oficerskie policji. Po 6,5-miesięcznym kursie policjanci podchodzą do egzaminu oficerskiego.

- Powiedzmy sobie szczerze. W sześć i pół miesiąca nie da się wykuć 37 przedmiotów – mówi anonimowo emerytowany policjant ze Szczecina.

- Żeby opanować prawo karne potrzeba przynajmniej dwóch miesięcy – mówi oficer policji z Warszawy.

Jak tłumaczą policjanci, żeby zostać oficerem policji, "trzeba mieć zdrowie i pieniądze". - Większość czasu spędza się w lokalach na terenie ośrodka – mówi policjant ze Szczecina i przedstawia zdjęcia: policjanci uśmiechają się do puszek piwa i butelek wódki.

Ukończyłem kurs oficerski w 2003 roku. Egzaminu końcowego nie zdało tylko siedem osób. Jaki koszt ponieśliśmy? Egzaminatorzy życzyli sobie panienek do towarzystwa, a jeden chciał dostać dres. Policjant ze Szczecina


Przeglądamy fotografie, które zostały wykonane w kampusie przy placu apelowym na terenie szkoły oficerskiej w Szczytnie. W tle widać stołówkę. Na stole, obok butelek wódki widać witaminę C i glukozę w ampułkach.

Kampus w Szczytnie ma powierzchnię 33,2 ha i jest strzeżony. Na terenie Szkoły Wyższej Policji znajdują się m.in. budynki akademickie, sale konferencyjne, obiekty sportowe, akademiki, stołówka, sala kinowa, hotel, sklepy i kawiarnie.

"Za pytania płacisz panienkami"

- Ważne jest, żeby już na samym początku zapoznać się z egzaminatorami – tłumaczy policjant z Warszawy.

Według relacji policjantów, kursanci mają organizować imprezy, na które zapraszają wykładowców. Codzienne libacje i okazjonalne bójki, które nie wychodzą poza mury ośrodka. – Spędziłem tu ponad pół roku i kilka razy widziałem, jak umundurowani policjanci, w pijackim amoku, lali się po mordach. W pokojach rzygi i potłuczone szkło – mówi były kursant z Bydgoszczy.
Jak tłumaczy, czasem wystarczy kilka rautów, czasem egzaminatorzy chcą czegoś więcej.
- Ukończyłem kurs oficerski w 2003 roku. Egzaminu końcowego nie zdało tylko siedem osób. Jaki koszt ponieśliśmy? Egzaminatorzy życzyli sobie panienek do towarzystwa, a jeden chciał dostać dres - mówi funkcjonariusz ze Szczecina.

- Dzwoniliśmy po dziewczyny z agentury w Olsztynie, ale jeden z profesorów zauroczył się w pani z Internetu. I składaliśmy się w siedmiu chłopa na przyjazd dziewczyny z Warszawy – opowiada policjant z Bydgoszczy. Z Olsztyna do Szczytna jest 58 km. Z Warszawy – 144 km.

Postanowiliśmy to sprawdzić. Dzwoniłem do agencji towarzyskich i pań oferujących usługi erotyczne w Olsztynie. Jedna potwierdziła, że jeździła do Szczytna. – To ekstra usługa. Na godzinę tam się nie jedzie – wyjaśnia kobieta.
- Kiedy wykładowca godzi się na panienkę, przeciek masz gwarantowany – mówi policjant z Warszawy.

Dotarliśmy do wyników egzaminów z ubiegłego roku. 13 stycznia 2009 roku do egzaminu przystąpiło 121 policjantów. Zdało 120. 9 kwietnia i 26 sierpnia 2009 roku zdawalność była stuprocentowa.

Wszystko za przyzwoleniem KGP

- Na koniec jest gala honorowa i wręczanie nagród za najlepsze wyniki na egzaminie. W 2003 roku był taki honorowy człowiek, który nie odebrał nagrody. Tak to biorą wszyscy – opowiada policjant ze Szczecina. I dodaje: - Przecieki były odkąd pamiętam. Wszystko działo się za wiedzą kogoś z Komendy Głównej Policji.

Dlaczego przez tyle lat Komenda Główna Policji nie zrobiła nic w tej sprawie? – pytam rzecznika KGP Mariusza Sokołowskiego.
- Właśnie ustalamy czy były źródła przecieków – mówi Sokołowski. I dodaje: - Zależy nam by tę sprawę doprowadzić do końca. Tak jak ostatnio w Legionowie, kiedy dwóch policjantów wydelegowaliśmy dyscyplinarnie na trzy dni przed egzaminem.
A jak KGP odnosi się do informacji o bójkach, libacjach i przekupywaniu egzaminatorów prostytutkami? - pytam.
- To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, ale sprawdzić je trzeba. Proszę pamiętać, że szkoła ta nie ma charakteru zamkniętego. W akademikach są dorośli ludzie, i funkcjonariusze i cywile, którzy odpowiadają, podobnie jak na uczelniach prywatnych, za ewentualne skutki swojego postępowania. W stosunku do policjanta ta odpowiedzialność jest tym większa, że oprócz odpowiedzialności karnej ponosi także tę dyscyplinarną - odpowiada Sokołowski.

- Jest za wcześnie byśmy informowali opinię publiczną o wynikach kontroli. Po zakończeniu śledztwa komisja będzie miała 10 dni na analizę, potem rektorowi Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie przysługuje czas do odniesienia się do zarzutów - informuje Grażyna Puchalska. To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, ale sprawdzić je trzeba. Proszę pamiętać, że szkoła ta nie ma charakteru zamkniętego. W akademikach są dorośli ludzie, i funkcjonariusze i cywile, którzy odpowiadają, podobnie jak na uczelniach prywatnych, za ewentualne skutki swojego postępowania. W stosunku do policjanta ta odpowiedzialność jest tym większa, że oprócz odpowiedzialności karnej ponosi także tę dyscyplinarną.



"W ostatniej chwili zmieniliśmy pytania"

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku przeciek był fałszywy, bo egzaminu nie zdało 200 osób.

– W mediach mówi się o zemście wykładowców, ale to raczej co innego. Egzaminatorzy zostali ostrzeżeni przez KGP, a KGP w ostatniej chwili zmieniła pytania – mówi policjant z Warszawy.

- Mogę tylko potwierdzić, że pytania zostały zmienione w ostatniej chwili - przyznaje Sokołowski.

- Czy istnieje prawdopodobieństwo, że w Policji służą oficerowie z nielegalnie zdanym egzaminem?

- To zbyt daleko wyciągnięte wnioski. To przecież miało charakter marginalny - odpowiada rzecznik KGP.

Rzecznik Wyższej Szkoły Policji Marcin Piotrowski, w rozmowie z nami, podtrzymał oświadczenie prorektora.

Maciej Wasielewski//mat


:niebij:

Praha
05-11-2010, 22:14
Coś z Kalisza:
http://i54.tinypic.com/24yzbqq.jpg

http://kalisz.naszemiasto.pl/artykul/644370,ziemia-kaliska-kibice-oskarzaja-policjantow,id,t.html

CywiL
05-11-2010, 22:19
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.

:fajek:




Fajnie by było gdybyś choć tego tematu nie zaśmiecał tymi punktami PO, przypominam, że psy to łajzy niezależnie od tego która partia aktualnie rządzi. :roll:

Jaco
05-11-2010, 22:38
Fajnie by było gdybyś choć tego tematu nie zaśmiecał tymi punktami PO, przypominam, że psy to łajzy niezależnie od tego która partia aktualnie rządzi. :roll:
Przypominam, że obecny premier się pod tym punktem podpisał.
To jest Hyde Park, Panie CywiL, przypominam. Jeżeli przekroczyłem regulamin, to proszę dać mi ostrzeżenie albo i więcej. :>

A ponieważ psy to łajzy, założyłem ten temat. :hasao:

CywiL
05-11-2010, 22:43
To jest Hyde Park, Panie CywiL, przypominam. Jeżeli przekroczyłem regulamin, to proszę dać mi ostrzeżenie albo i więcej. :>



:poddaje:

Jaco
10-11-2010, 17:15
Ośmiu policjantów i dwóch strażników miejskich ze Swarzędza (wielkopolskie) zatrzymali policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji.

Zatrzymani od grudnia 2009 r. do lutego 2010 r. pełnili służbę w Swarzędzu. Mieli brać łapówki za odstąpienie od ukarania kierowców za wykroczenia drogowe. Sprawa wyszła na jaw dzięki informacjom mieszkańców gminy Swarzędz, którzy poskarżyli się na nieuczciwych policjantów i strażników gminnych.
"Wśród przedstawionych zarzutów jest jeden, który szczególnie bulwersuje, a mianowicie dotyczy samochodu skradzionego na terenie Czerwonaka pod Poznaniem, a który odnaleziono na terenie Swarzędza. Funkcjonariusze zamiast dążyć do schwytania złodzieja lub zwrotu auta właścicielowi okradli je z akcesoriów i przedmiotów pozostawionych przez właściciela" - powiedział Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.
Prokurator przedstawił wszystkim zatrzymanym 34 zarzuty o charakterze korupcyjnym i zadecydował o zawieszeniu ich w wykonywaniu czynności służbowych. Oprócz wydalenia ze służby grozi im do 8 lat więzienia.

INTERIA.PL/PAP


:foto:

Guzik
10-11-2010, 17:43
Niestety ale więzienia to oni nie zobaczą na oczy.

A szkoda bo pewnie ładnie by im 3 oko rozwiercili :]

Jaco
17-11-2010, 07:55
"Życie Warszawy": Nietrzeźwą policjantkę ścigali w dzielnicy Praga-Południe strażnicy miejscy w nocy z niedzieli na poniedziałek - ujawnia gazeta.
Strażniczki miejskie, patrolujące w nocy tę dzielnicę, zauważyły jadący środkiem drogi samochód osobowy. Próby zatrzymania pojazdu nie dały rezultatu.
Wezwano posiłki. Pościg trwał kilkanaście minut a uciekający samochód jechał niebezpiecznie. Gdy został zablokowany z przodu, próbował uciekać wstecz, uderzając w radiowóz, który odciął mu ten kierunek. Przy okazji potrącił jedną ze strażniczek miejskich.
Po unieruchomieniu uciekającego auta, prowadząca nie chciała z niego wyjść. Konieczne okazało się wybicie bocznej szyby i siłowe wyciągnięcie kobiety. Okazała się nią młoda policjantka z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej.
Dopiero na komendzie, po wyraźnej prośbie strażników miejskich, zbadano kierującą alkomatem. Godzinę po zatrzymaniu miała 0,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Pomimo niebezpiecznej ucieczki, stawiania oporu i gróźb wobec funkcjonariuszy Straży Miejskiej, policjantka nie została od razu przesłuchana, lecz odwieziona do domu. Nie zawieszono jej też dotąd w czynnościach służbowych, a nawet nie zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Także zespół prasowy Komendy Stołecznej milczał we wtorek pytany o to zdarzenie.
Natomiast szybko zareagowała na informacje prokuratura, która od razu zapowiedziała wszczęcie śledztwa w tej sprawie - informuje "Życie Warszawy".


:kac:

wfh85
17-11-2010, 09:25
Straż Miejska ma prawo zatrzymywać pojazdy?

Urban
17-11-2010, 09:29
Straż Miejska ma prawo zatrzymywać pojazdy?

Straż Miejska (Gminna)

Strażnicy straży gminnych (miejskich) są uprawnieni do wykonywania czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego tylko w odniesieniu do:

1) kierujących pojazdami:
a)niestosujących się do zakazu ruchu w obu kierunkach,
b) niestosujących się do wskazań sygnalizacji świetlnej,
c) przekraczających dozwoloną prędkość;

lecz w punktach b i c mogą to robić wyłącznie przy użyciu urządzeń samoczynnie rejestrujących wykroczenie (np. fotoradarów) i wówczas nie mają uprawnień do zatrzymywania pojazdów (wzywają właściciela do siedziby Straży)

Mogą natomiast zatrzymywać pojazdy i uczestników ruchu jedynie naruszających przepisy o:

a)zatrzymaniu lub postoju pojazdów,
b) ruchu motorowerów, rowerów, pojazdów zaprzęgowych oraz o jeździe wierzchem lub pędzeniu zwierząt,
c)ruchu pieszych.

W ramach wykonywania czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego strażnicy straży gminnych (miejskich) są upoważnieni do:

1) sprawdzania dokumentów wymaganych w związku z kierowaniem pojazdem lub jego używaniem;
2) usuwania, przemieszczania lub blokowania pojazdów w przypadkach i w trybie określonym w
odrębnych przepisach;

3) używania urządzeń samoczynnie rejestrujących przekroczenie dozwolonej prędkości lub niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej

Strażnicy straży gminnych (miejskich) są upoważnieni do zatrzymywania kierującego pojazdem na obszarze zabudowanym przez całą dobę, a poza obszarem zabudowanym - tylko od świtu do zmierzchu i wtedy, kiedy dysponują pojazdem samochodowym oznakowanym emblematem właściwej straży gminnej (miejskiej).

Zatrzymanie pojazdu w przypadku, gdy kierujący naruszył zakaz ruchu w obu kierunkach, może nastąpić wyłącznie na drodze, na której obowiązuje ten zakaz.

Strażnicy straży gminnych (miejskich) w związku z wykonywaniem czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego są obowiązani do czasu przybycia Policji uniemożliwić kierowanie pojazdem osobie, co do której istnieje uzasadnione podejrzenie, że znajduje się ona w stanie nietrzeźwości lub w stanie po użyciu alkoholu albo środka działającego podobnie do alkoholu.

Jaco
03-12-2010, 13:18
Łódzka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie postrzelenia 46-letniego mężczyzny przez będącego po służbie, nietrzeźwego policjanta. Do zdarzenia doszło, gdy dwaj policjanci wracali ze spotkania towarzyskiego i zostali zaatakowani przez dwóch mężczyzn.
46-latek z raną brzucha trafił do szpitala. Według prokuratury jego stan jest ciężki, był operowany i przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej. Mężczyzna był wcześniej kilkakrotnie notowany m.in. za włamanie czy rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia.
W szpitalu z obrażeniami m.in. twarzy, przebywają także obaj policjanci w wieku 34 i 43 lat z jednego z łódzkich komisariatów. Młodszy z nich, który prawdopodobnie użył broni służbowej, miał - według prokuratury - ponad 1,8 promila alkoholu w organizmie. Także pozostali uczestnicy zdarzenia byli pijani.
- Prokuratura Rejonowa Łódź-Górna wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania u jednego z mężczyzn ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w wyniku postrzału. Grozi za to do 10 lat więzienia - poinformował rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.
Wszystko rozegrało się w nocy w czwartku na piątek w rejonie Ronda Lotników Lwowskich w Łodzi. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że dwaj policjanci nie byli na służbie i wracali do domu ze spotkania towarzyskiego. Zostali zaczepieni przez dwóch znajdujących się pod wpływem alkoholu przechodniów, którzy zachowywali się wulgarnie i agresywnie. Gdy policjanci zwrócili im uwagę - według policji - miało to wywołać jeszcze większą agresję z ich strony.
- Wobec podejrzenia, że może dojść do ataku, policjant okazał legitymację służbową, nawołując do zachowania zgodnego z prawem. Spotkało się to jednak z wprost odwrotną reakcją - poinformowała Joanna Kącka z biura prasowego łódzkiej policji. Funkcjonariusze - jak wynika z dotychczasowych ustaleń - zostali zaatakowani przez mężczyzn i poszczuci psem, który pogryzł jednego z nich.
- W związku z taką sytuacją jeden z policjantów wyjął posiadaną przy sobie broń służbową i oddał kilka strzałów w kierunku agresywnego amstafa - dodała Kącka.
Zdarzenie zauważył patrol straży miejskiej, który interweniował. W tym samym czasie informacje o nim miał przekazać policji przejeżdżający obok kierowca oraz policjant, który użył broni. Z relacji świadka wynika, że doszło do szarpaniny, a jeden z mężczyzn siedząc na policjancie, najprawdopodobniej usiłował wyrwać mu broń, z której padł strzał.
- Podczas ustalania danych personalnych napastników i przeszukania ich pod kątem utraconej w wyniku szarpaniny broni służbowej, u jednego z nich stwierdzono ranę brzucha. Obrażenia odniósł najprawdopodobniej w wyniku rykoszetu bądź niekontrolowanego strzału podczas szarpaniny - dodała policjantka.
Prokuratura na razie jest oszczędna w informowaniu o ustaleniach ws. przebiegu zdarzenia. Z relacji świadków - zdaniem śledczych - wynika, że pomiędzy czterema mężczyznami doszło do szarpaniny.
- Prokuratura ustala obecnie, jakie było tło i przebieg zdarzenia. Trwa ustalanie, w jakich okolicznościach powstały rany postrzałowe i obrażenia funkcjonariuszy policji; w tej sprawie wypowie się biegły. Wyjaśnienia wymaga też, skąd policjant miał przy sobie broń i dlaczego jej użył - zaznaczył Kopania. Dodał, że zlecone zostaną także badania balistyczne broni, z której padły strzały.
Przesłuchanie uczestników zajścia będzie możliwe dopiero po ich wytrzeźwieniu. Trójka z nich miała od ponad 1,8 do 2 promili alkoholu w organizmie; śledczy czekają na wyniki badań krwi postrzelonego mężczyzny. Nie wykluczone, że do przesłuchań dojdzie jeszcze w piątek.
Sprawę strzelaniny wyjaśniają także służby wewnętrzne policji. - Trwa postępowanie, które ma za zadanie m.in. ustalić, dlaczego policjant, mając przy sobie broń służbową, spożywał alkohol, co jest przewinieniem dyscyplinarnym - zaznaczyła Kącka. Dodała, że drugi z funkcjonariuszy nie posiadał przy sobie broni służbowej.


:bat:

Kawa
03-12-2010, 13:29
:bat:
Bat to na kogo?

Jaco
03-12-2010, 13:34
Jak to na kogo? Strzał ostrzegawczy oddaje się w górę chyba, prawda? :pimp:

Kawa
03-12-2010, 13:49
Oczywiście, że tak, ale strzałów było kilka, prawda? :pimp:

Nie bronie ksp, nie wiem jak to dokładnie wyglądało, ale tyle się mówi o prawie do obrony, więc bądźmy sprawiedliwi i dajmy na nią szanse każdemu, bo podobna sytuacja może przydarzyć się w najmniej oczekiwanym momencie.

Jaco
03-12-2010, 13:50
Oczywiście, że tak, ale strzałów było kilka, prawda? :pimp:

Nie bronie ksp, nie wiem jak to dokładnie wyglądało, ale tyle się mówi o prawie do obrony, więc bądźmy sprawiedliwi i dajmy na nią szanse każdemu, bo podobna sytuacja może przydarzyć się w najmniej oczekiwanym momencie.
Przypominam, że w/g prasy przy widelcu też tłum był agresywny i posiadał nawet broń. :cicho:

A ów funkcjonariusz "bronił się" po pijaku. Nie wiem, czy po alku wolno posiadać przy sobie broń.

Kawa
03-12-2010, 13:59
Przypominam, że w/g prasy przy widelcu też tłum był agresywny i posiadał nawet broń. :cicho:

Wydaje mi się, że dalsza polemika nie ma sensu, chyba, że byłeś tam i możesz opisać zdarzenie, bo inaczej jest to zabawa w oceniania dopingu sprzed tv :cicho:
Miejmy nadzieję, że sprawa będzie wyjaśniona szybko, a osoby które są winne dostaną po dupie.

Jaco
08-12-2010, 08:38
Ćwiczenia :lol::lol::lol::lol:

http://www.dailymotion.pl/video/xg00re_tak-siy-szkoli-policja_news#from=embed

b.
08-12-2010, 11:44
1UOiwZM-TLE

:lol2:

"Tu już nie chodzi o ludzi, ale o zwierzęta spacerujące z właścicielami, by czuł się bezpiecznie..."

Ja pierdole, co za baran :jejku:

Huxley
10-12-2010, 17:51
"BIAŁOGARD. Policjant z Białogardu w Zachodniopomorskiem sam sobie wystawił mandat na kwotę 20 złotych. Dlaczego? Bo nie chciał mieć nieprzyjemności, za to, że podczas służby nie udało mu się nikogo ukarać.

„To jest skandal. W Komendzie Powiatowej Policji w Białogardzie panuje napięcie. Napięcie to spowodowane jest naciskami kierownictwa jednostki dotyczącymi pogoni za tzw. „wynikami”. Policjanci plutonu patrolowego mają nakładać mandaty za byle wykroczenia”. Naczelnik wydziału prewencji ogłosił podwładnym, że będą ponosili konsekwencje służbowe, jeśli nie nałożą przynajmniej jednego mandatu na służbę. Pouczeń miało nie być w ogóle.

Doprowadziło to do tego, że 3 grudnia br., policjant po spokojnej nocnej służbie, podczas której nie stwierdził wykroczeń, wlepił mandat sam sobie . Stwierdził, że nie chce mieć nieprzyjemności i że żeby ich uniknąć gotów jest tak robić na każdej służbie.

Przełożony policjanta nie miał nic przeciwko takiemu wypełnianiu zadań. Zgłosił tylko uwagę, żeby funkcjonariusze będąc w patrolu we dwójkę, wystawiali sobie mandaty wzajemnie, a nie sami sobie".

http://wolnemedia.net/wiadomosci-z-kraju/policjant-sam-sobie-wlepil-mandat/


:lol2:

Tuzin
22-12-2010, 14:26
http://lex.pl/?cmd=artykul,8859

milton
07-01-2011, 13:14
Chyba tu się ten temat nadaje. Smutna sprawa. Liczę na sprawny proces i sprawiedliwy wyrok:


Myślałem, że to kanar. Nie chciałem go zabić


Mateusz N.: - Nie chciałem zabijać tego człowieka. Piotr R.: - Do zabójstwa się nie przyznaję. W środę rozpoczął się proces w sprawie zamordowania warszawskiego policjanta

Już dawno żadna sprawa kryminalna nie wzbudziła takiego zainteresowania w sądzie, jak środowa rozprawa o zabójstwo podkomisarza Andrzeja Struja.

Godz. 10. Przed wejściem do sali na drugim piętrze stołecznego sądu kłębi się tłum dziennikarzy. Na ławce pod drzwiami siedzą najbliżsi ofiary, m.in. siostra. Łkając, prosi operatorów, by jej nie filmowali. Nieco dalej, za wyłomem, kryją się znajomi tych, którzy zabili. Też nie chcą kamer, choć pewnie z innych powodów. Gdy konwój wreszcie doprowadza oskarżonych, pozdrawiają ich z uśmiechami.

Kolegów Andrzeja Struja z pracy nie widać wśród publiczności. - Nie idziemy na rozprawę, żeby nikt nie pomyślał, że chcemy wywrzeć presję na sędziów - mówił "Gazecie" jeszcze przed rozpoczęciem procesu mł. insp. Bogdan Krzyszczak, szef zamordowanego policjanta. - My o tej sprawie i tak pamiętamy i zawsze będziemy pamiętać - zaznaczył.

Pół godziny później prokurator Izabela Dołgań-Szymańska odczytuje zarzuty z aktu oskarżenia. 18-latkowie Mateusz N. i Piotr R. mają odpowiedzieć za to, że 10 lutego 2010 r. na przystanku tramwajowym przy ul. Połczyńskiej 4 "wspólnie i w porozumieniu" dokonali zabójstwa Andrzeja Struja. R. trzymał policjanta, N. zadawał ciosy - łącznie pięć, z których jeden uszkodził serce. Śmiertelnie.

Wcześniej na przystanku między Andrzejem Strujem a Mateuszem N. doszło do spięcia. Obrzucili się wulgaryzmami, policjant zdążył jeszcze machnąć legitymacją i wsiadł do tramwaju, który właśnie nadjechał. N. twierdzi, że już zza szyby pokazał mu środkowy palec. Chwycił więc metalowy kosz i rzucił nim w wagon. Okno pękło, Struj wysiadł i ruszył w kierunku chuligana. Spotkali się na przejściu dla pieszych. Z obu stron padły ciosy. Ale doświadczony policjant szybko obezwładnił Mateusza N., wykręcając mu rękę. - Pomóż - jęknął ten do kolegi, który do tej pory trzymał się z boku.

Po wystąpieniu prokuratora sąd oddaje głos Mateuszowi N. Wstaje wysoki, szczupły chłopak o dziecięcych rysach twarzy. - Przyznaję się - oświadcza. I potwierdza wyjaśnienia złożone w śledztwie. Twardo zaprzecza tylko w jednym szczególe. - Nie wiedziałem, że pokrzywdzony był policjantem. Pokazał jakąś legitymację, ale myślałem, że to kontroler biletów albo ochroniarz z centrum handlowego - zapewnia. Pozostaje pytanie, czy to coś zmienia.

W śledztwie N. mówił inaczej, ale twierdzi, że takie wyjaśnienia policjanci wymusili na nim przemocą (w tej sprawie toczy się osobne śledztwo). - Nie chciałem zabić tego człowieka - podkreśla.

Piotr R. wygląda dużo doroślej. Na czole lekkie zakola, na nosie okulary. Dopóki się nie odezwie, nie przypomina osiedlowego chuligana. Nie chce odpowiadać na pytania stron (ma takie prawo), decyduje się tylko na złożenie krótkich wyjaśnień, słychać, że długo ćwiczonych. - Przyznaję się do tego, że odciągałem pokrzywdzonego, kiedy obezwładnił Mateusza. Ale nie przyznaję się do udziału w zabójstwie - oświadcza. - Nie brałem udziału w awanturze, dopóki Mateusz nie krzyknął: "pomóż". Nie chciałem nawet pobić pokrzywdzonego, nie mówiąc o zabójstwie. Nie wiedziałem, że Mateusz ma nóż, jak zobaczyłem pierwszy cios, to puściłem pokrzywdzonego. Chciałem tylko pomóc Mateuszowi uwolnić się z uścisku - to zdanie Piotr R. powtarza kilkakrotnie.

Po pierwszym, drugim, ostatnim ciosie? Kiedy właściwie Piotr R. przestał trzymać Andrzeja Struja? To jedno z najważniejszych pytań, na które musi w tym procesie odpowiedzieć sąd.

Dlatego sędzia Ireneusz Szulewicz szczegółowo odpytuje wszystkich wezwanych na pierwszą rozprawę świadków: starszego pana, który jechał tramwajem do urzędu skarbowego, mężczyznę, który czekał nieopodal na mającą go odebrać żonę, i innego, który przyjechał autobusem na zakupy do centrum handlowego. Ten ostatni jest szczególnie cennym świadkiem oskarżenia. To on pierwszy zadzwonił na policję. Widział moment zadawania ciosów. I twierdzi, że Piotr R. trzymał pokrzywdzonego przez cały czas, a puścił, dopiero gdy ciosy ustały.

Ten świadek widział też ucieczkę podejrzanych. Potem podszedł do rannego policjanta i pochylił się nad nim. - Niech pan nie wstaje, pogotowie już jedzie - powiedział.

Andrzej Struj odparł: - Dziękuję za pomoc.

To były jego ostatnie słowa.

Ciąg dalszy procesu za dwa tygodnie.

Praha
07-01-2011, 13:30
A mi się wydaje, że jednak tu nie pasuje skoro jak to napisał założyciel tematu miał to być temat o: "...Zakładam nowy wątek, bo sporo się dzieje w temacie. W porównaniu z "wielką aferą" o nazwie "Akcja widelec", linki tu wklejane niech będą dokumentacją "osiągnięć" tzw. stróżów prawa....."

A opisana przez Ciebie sytuacja jest wprost przeciwna.....

SPQR
07-01-2011, 16:27
Dla mnie sprawy tych dwóch c*ujków i świra z Łodzi są symbolem totalnego paraliżu naszego państwa. Są świadkowie, są dowody, wszystko podane jak na tacy, a proces zaczyna się prawie rok po wydarzeniu... no przecież żarty to są... .:[

Czuba z Łodzi cały czas obserwują w izolatce. I pewnie przez następne 5 lat będą się na niego gapić, po czym 3 biegłych da trzy różne diagnozy i kolejne 5 lat.

Przecież takie sprawy powinny się kończyć wyrokami w pierwszej instancji po miesiącu wyrokiem wiadomo jakim. Śmieszy mnie tylko, że gnojstwo zarżnęło człowieka jak świnię (mniejsza o to że był policjantem - na miejscu tego gościa mógł strażak, hydraulik lub inżynier), ale dożywocie im nie grozi bo są niepełnoletni. W przypadku zbrodni kryminalnych wszyscy powinni być sądzeni jak dorośli, a gnojstwo nawet surowiej, bo w ich przypadku świadczy to już o całkowitym zryciu umysłowym.

Jaco
07-01-2011, 17:36
Czuba z Łodzi cały czas obserwują w izolatce.
Już nie:

http://www.niezalezna.pl/artykul/zakonczyli_obserwacje_ryszarda_c/43329/1

Citlivu
07-01-2011, 17:38
A mi się wydaje, że jednak tu nie pasuje skoro jak to napisał założyciel tematu miał to być temat o: "...Zakładam nowy wątek, bo sporo się dzieje w temacie. W porównaniu z "wielką aferą" o nazwie "Akcja widelec", linki tu wklejane niech będą dokumentacją "osiągnięć" tzw. stróżów prawa....."

A opisana przez Ciebie sytuacja jest wprost przeciwna.....

Kolega Fanatyczny chciał być kontrowersyjny i wiedział co robił wrzucając tą informację akurat do tego tematu. Szkoda, że wykorzystuje do tego tak smutną sprawę. No cóż, każdy ma inne standarty.

Co do meritum jak już ten temat tutaj się pojawił, to kolejny przykład iż nasze Państwo jest chore i mogę się podpisać pod postem AK 47.

Jaco
12-01-2011, 12:56
Policjant Dariusz M., pełniący funkcję zastępcy naczelnika prewencji policji na Pradze-Północ, został skazany za na dwa lata więzienia. Do gwałtu doszło w 2009 roku, jednak dopiero teraz Dariusz M. złożył podanie o zwolnienie z pracy - informuje "Życie Warszawy".
Dariusz M. dopuścił się gwałtu w 2009 roku podczas delegacji, funkcjonariusz był wysłany na szkolenie do Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Jego przełożeni wiedzieli o popełnionym przestępstwie i zawiesili go w pełnionych obowiązkach jedynie na trzy dni - podało "Życie Warszawy".
Proces policjanta odbywał się za zamkniętymi drzwiami, funkcjonariusz w tym czasie pracował zawodowo. Dla przełożonych, "aż do ogłoszenia wyroku był niewinny" - informuje "ŻW".
Pod koniec grudnia 2010 roku policjant został skazany na dwa lata pozbawienia wolności. 31 grudnia 2010 r. mężczyzna sam odszedł ze służby.
Wyrok nie jest prawomocny, obie strony złożyły apelację.


:wdupe:

ormo
13-01-2011, 15:12
Włamywacze obrobili mieszkanie zastępcy komendanta głównego policji generała Waldemara Jarczewskiego - dowiedział się portal tvn24.pl. Ze służbowego mieszkania na Mokotowie, w pobliżu gmachu Komendy Głównej Policji zabrali mu laptopa oraz kilka innych rzeczy.


Według informacji tvn24.pl złodzieje weszli do mieszkania we wtorek. -
Wyłamali zamki w drzwiach balkonowych znajdującego się na pierwszym piętrze mieszkania - powiedział Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendanta Głównego Policji - Najwyraźniej nie wiedzieli, do kogo się włamują - dodał. Mieszkanie znajduje się w zwykłej kamienicy.


Ukradli prywatne przedmioty


- Zabrali kilka zegarów, prywatnego laptopa i trochę innych drobiazgów - mówi nam oficer komendy stołecznej policji. W rozmowie z PAP zapewnił, że przedmioty nie miały żadnego związku z pracą komendanta.


:D

Cielo
13-01-2011, 15:15
Ta nie miały związku, a na laptopie pewnie trzymał jakieś grafiki itp. :P

hmB.
13-01-2011, 15:20
Ja to bym się nie zdzwił jakby na laptopie, jedyne co potrafił to odpaić pornola i zagrać w pasjans.

Cielo
13-01-2011, 15:41
http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91152,8938386,Policjant_sam_sobie_wlepil_mandat_ _Kontrola__sam_nie.html

haha :D

Jaco
13-01-2011, 19:17
Łódzki sąd apelacyjny uchylił wyrok wobec Radosława S. - jednego z policjantów oskarżonych w głośnej sprawie tragicznych wydarzeń podczas zamieszek na Juwenaliach w Łodzi przed siedmioma laty. Od policyjnych kul zginęły wtedy dwie młode osoby. Sprawa Radosława S. trafi ponownie do Sądu Okręgowego w Łodzi. Sąd odwoławczy utrzymał natomiast w mocy wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata wobec policjantki Małgorzaty Z.; w jej sprawie orzeczenie jest już prawomocne.

Wcześniej uprawomocnił się wyrok wobec trzeciego z oskarżonych w tej sprawie policjantów - Romana I., który przeszedł już na policyjną emeryturę.

Śmierć poniosły dwie osoby

W grudniu 2009 r. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał troje policjantów odpowiedzialnych m.in. za pomyłkowe wydanie ostrej amunicji, na kary od roku do roku i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy bądź cztery lata. Prokuratura zarzuciła całej trójce niedopełnienie obowiązków oraz nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób, w wyniku czego śmierć poniosły dwie osoby. Oskarżeni od początku nie przyznawali się do winy.

W maju 2004 r. w trakcie Juwenaliów na osiedlu studenckim Uniwersytetu Łódzkiego grupa chuliganów wywołała zamieszki. Napastnicy obrzucili policjantów m.in. butelkami i kamieniami. Interweniujący policjanci, w wyniku pomyłki, oprócz gumowych kul, użyli sześciu sztuk ostrej amunicji. Postrzelone zostały trzy osoby, dwie z nich - 23-letnia Monika i 19-letni Damian - zmarły. Kilkadziesiąt osób w trakcie zajść odniosło lżejsze obrażenia, uszkodzonych zostało 10 radiowozów.

Oboje oskarżeni nadal pracują w policji

Od wyroku odwołali się obrońcy Małgorzaty Z. i Radosława S. Wnosili o ich uniewinnienie, bądź uchylenie wyroku i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Sąd apelacyjny uchylając wyrok wobec Radosława S. uznał, że zachodzi sprzeczność pomiędzy uzasadnieniem orzeczenia sądu pierwszej instancji a treścią czynu przypisanego oskarżonemu. Sąd podkreślił, że przy ponownym rozpoznaniu sprawy sąd będzie musiał procedować tak, by nie naruszyć fundamentalnego prawa oskarżonego do obrony. Utrzymując wyrok wobec Małgorzaty Z. sąd podkreślił, że w dniu zdarzenia wykonywała ona czynności pomocnika dyżurnego. - I jako pomocnik dyżurnego powinna wiedzieć co, jak i komu ma wydać - mówił sędzia Sławomir Wlazło.

Oboje oskarżeni nadal pracują w policji - kobieta jest technikiem kryminalistycznym, Radosław S. pracuje jako ekspert na stanowisku kierowania policji w Łodzi.

:niebij:

żyła
13-01-2011, 20:06
co do linka od ormo.

Komenda Główna Policji blisko Mokotowa?... :hmm:

TNTP
13-01-2011, 20:16
co do linka od ormo.

Komenda Główna Policji blisko Mokotowa?... :hmm:

a konkretnie, w samym jego centrum:look::)

żyła
13-01-2011, 20:25
no to sorry, wyszła moja fiejowatość, myślałem, że KGP psów jest jedna, przy Bankowym.

TNTP
13-01-2011, 20:34
ostatnio napisałem tak samo jak Ty:) tak, że musiałem odreagować:)

Jaco
23-01-2011, 15:40
Kolejny "stróż prawa" :nienormalny:


Zarzut spowodowania wypadku i ucieczki z miejsca zdarzenia postawiła w niedzielę prokuratura policjantowi z komisariatu w Kocku (Lubelskie), który na ulicy tego miasteczka potrącił mężczyznę, ranił go i odjechał nie zatrzymując się - poinformowała policja.
- Policjant, 30-letni starszy sierżant Tomasz K., został zatrzymany. Prokurator wystąpi do sądu z wnioskiem o jego aresztowanie; wszczęte też zostało postępowanie zmierzające do wydalenia go ze służby. Policjant przyznał się do winy - powiedziała Anna Smarzak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Do wypadku doszło w czwartek wieczorem na ul. Piłsudskiego w Kocku. Kierujący samochodem audi potrącił 28-letniego pieszego. Samochód nie zatrzymał się. Potrącony mężczyzna doznał licznych złamań, odwieziono go do szpitala.
.onet-ad-main3-box { display: none; }
Policjanci wkrótce znaleźli porzucony w Kocku samochód, który uczestniczył w wypadku. Należał do 30-letniego mieszkańca gminy Firlej Grzegorza K. Właściciel samochodu utrzymywał jednak, że pojazd został mu skradziony w dniu wypadku. Funkcjonariusze ustalili, że mężczyzna kłamał. W istocie pożyczył auto znajomemu policjantowi, który spowodował wypadek.
- Grzegorz K. będzie odpowiadał za utrudnianie postępowania karnego - dodała Smarzak.

Jaco
14-02-2011, 15:00
Zarzuty spowodowania wypadku drogowego, w którym zginęły dwie osoby, prowadzenia samochodu po pijanemu oraz ucieczki z miejsca wypadku usłyszał w poniedziałek 41-letni policjant z Katowic. Oprócz procesu czeka go także zwolnienie z policji.
O postawieniu podejrzanemu zarzutów poinformowała szefowa Prokuratury Rejonowej Katowice Północ, Urszula Noras-Cema.
Jak powiedziała, funkcjonariusz nie przyznaje się do sformułowanych wobec niego zarzutów, choć nie neguje swojego udziału w wypadku. Grozi mu do 12 lat więzienia. Prokuratura prawdopodobnie będzie wnioskować do sądu o jego aresztowanie.
Do wypadku, w którym dwie osoby zginęły, a dwie zostały ranne, doszło w niedzielę nad ranem przy ul. Bytkowskiej w Katowicach. Prowadzona przez policjanta honda czołowo zderzyła się z oplem. Kierowca hondy uciekł z miejsca wypadku. Szybko okazało się, że auto należy do żony policjanta. On sam niebawem trafił do szpitala, skarżąc się na bóle. Badanie jego trzeźwości wykazało ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu.
41-letni policjant nadal jest w szpitalu – tam przedstawiono mu zarzuty. Jak powiedziała prokurator, szczegółowe okoliczności tej sprawy będą jeszcze wyjaśniane, jednak zgromadzony dotąd materiał dowodowy pozwolił na sformułowanie zarzutów wobec funkcjonariusza.
Podejrzany policjant to sierżant sztabowy z 16-letnim stażem pracy, zatrudniony w pionie prewencji jednego z katowickich komisariatów. Jak powiedział PAP rzecznik katowickiej policji, Jacek Pytel, funkcjonariusz zostanie wyrzucony z policji.
W wypadku zginęło małżeństwo jadące oplem: 49-letni mężczyzna i jego 46-letnia żona. Dwie inne osoby z opla – również małżeństwo – zostały poważnie ranne. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.


:look:

Jaco
14-02-2011, 19:50
By ludziom żyło się lepiej! :]


Szokujący wyrok! Sąd w Białymstoku warunkowo umorzył sprawę funkcjonariusza ABW, który kierował samochodem pod wpływem alkoholu. Mężczyzna uniknął kary, choć został złapany na gorącym uczynku, a w dodatku groził i obrażał policjantów. We krwi miał prawie 2 promile.

Jest 2 listopada zeszłego roku. Białostocka policja otrzymuje od anonimowej kobiety informację, że jej pijany mąż wsiadł do samochodu i pojechał w nieznanym kierunku. Policjanci przez półtorej godziny szukają wskazanego samochodu. Około godziny 21 poszukiwany pojazd wyjeżdża im przed maskę radiowozu.

- Kierowca nie chciał podać danych personalnych, ani opuścić samochodu. Gdy został wyprowadzony siłą, wyrywał się, przeklinał i obrażał nas. Gdy przyjechał drugi radiowóz, ten mężczyzna okazał legitymację ABW, żądał od policjantów, żeby odstąpili od interwencji - opowiada Andrzej Baranowski z podlaskiej policji.

Policjanci na miejsce wezwali prokuratora. Wówczas pijany agent, Sławomir K. oznajmił, że ma duszności i nie może oddychać. Na miejsce ściągnięto karetkę pogotowia. Lekarz stwierdził, że kierowca symuluje. Siłą został zabrany przez policjantów do szpitala, gdzie pobrano mu krew do badania. Wynik: 1,92 promila. Następnie agenta osadzono w policyjnej izbie zatrzymań.

- Ten funkcjonariusz był z nami związany przez 10 lat. Był funkcjonariuszem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a wcześniej Urzędu Ochrony Państwa. Napisał raport i zwolnił się z służby w grudniu 2010 roku, już po tym incydencie - mówi Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Dzięki zwolnieniu się na własną prośbę, w aktach agenta nie będzie śladu jego ekscesów. Białostocka prokuratura bezzwłocznie oskarżyła go o jazdę pod wpływem alkoholu.

- Prokuratorzy wnioskowali o karę 6 miesięcy, w zawieszeniu na 2 lata, o dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz o grzywnę - informuje Urszula Sieńczyło z Prokuratury Rejonowej w Białymstoku.

18 stycznia przed białostockim sądem zapadł sensacyjny wyrok. Sprawę przeciwko funkcjonariuszowi ABW warunkowo umorzono na dwa lata. Tylko na rok zabrano mu prawo jazdy i odstąpiono od ukarania grzywną. Dlaczego? Jeden z argumentów sądu mówi, że przykładne życie i nienaganna służba społeczeństwu powinny być nagradzane, więc nie można karać agentów. Inny argument to fakt, że warunkowe umorzenie kary pozwoli tej osobie... na powrót do służby.

Sędzia reprezentujący białostocki sąd, z którym się spotkaliśmy, ze zdumieniem i niedowierzaniem czytał, jak jego kolega uzasadnił wyrok. Gdyby agent został skazany, figurowałby w rejestrze przestępców i nie mógłby pracować jako stróż prawa.

- Sędzia tylko stwierdził, że inny wyrok oznaczałby brak możliwości powrotu do służby. Szczerze mówiąc, takie stwierdzenie nie powinno być zawarte w uzasadnieniu orzeczenia - przyznaje Janusz Sulima rzecznik Sądu Okręgowego w Białymstoku.

- Wcześniej w sądzie w Białymstoku wyrokami skazującymi karani byli rowerzyści, czy kierowcy mający 0.5-0.8 promila - mówi Urszula Sieńczyło z Prokuratury Rejonowej w Białymstoku.

Usiłowaliśmy porozmawiać z tajnym agentem służb specjalnych, który popełnił przestępstwo. Spotykamy go w jego nowo wybudowanym domu w podbiałostockiej miejscowości.

Jednak, gdy Sławomir K. zobaczył naszą ekipę reporterską, zgasił światła w całym domu i udawał, że go nie ma.http://interwencja.interia.pl/news?inf=1596816

bkt
14-02-2011, 20:20
"BIAŁOGARD. Policjant z Białogardu w Zachodniopomorskiem sam sobie wystawił mandat na kwotę 20 złotych. Dlaczego? Bo nie chciał mieć nieprzyjemności, za to, że podczas służby nie udało mu się nikogo ukarać.

„To jest skandal. W Komendzie Powiatowej Policji w Białogardzie panuje napięcie. Napięcie to spowodowane jest naciskami kierownictwa jednostki dotyczącymi pogoni za tzw. „wynikami”. Policjanci plutonu patrolowego mają nakładać mandaty za byle wykroczenia”. Naczelnik wydziału prewencji ogłosił podwładnym, że będą ponosili konsekwencje służbowe, jeśli nie nałożą przynajmniej jednego mandatu na służbę. Pouczeń miało nie być w ogóle.

Doprowadziło to do tego, że 3 grudnia br., policjant po spokojnej nocnej służbie, podczas której nie stwierdził wykroczeń, wlepił mandat sam sobie . Stwierdził, że nie chce mieć nieprzyjemności i że żeby ich uniknąć gotów jest tak robić na każdej służbie.

Przełożony policjanta nie miał nic przeciwko takiemu wypełnianiu zadań. Zgłosił tylko uwagę, żeby funkcjonariusze będąc w patrolu we dwójkę, wystawiali sobie mandaty wzajemnie, a nie sami sobie".

http://wolnemedia.net/wiadomosci-z-kraju/policjant-sam-sobie-wlepil-mandat/


:lol2:

Co jak co ale takie sytuacje w jakimkolwiek miejscu pracy (pomijajac psi charakter tejze pracy) sa wedlug mnie niedupuszczalne. To tak jakby ktos pracowal w sklepie rtv i musial kupic jeden tv miesiecznie, jakby nie zszedl :D

SPQR
14-02-2011, 20:34
Co jak co ale takie sytuacje w jakimkolwiek miejscu pracy (pomijajac psi charakter tejze pracy) sa wedlug mnie niedupuszczalne. To tak jakby ktos pracowal w sklepie rtv i musial kupic jeden tv miesiecznie, jakby nie zszedl :D

A mi to jako żywo przypomina "Żołnierzy wolności" Suworowa, gdzie żandarmeria wlepiała kary żołnierzom za byle pierdoły, typu nieregulaminowy kolor rękawiczek... a kiedy wyrobili normę, to mieli wszystko w d*** i nawet jeśli szedł jakiś nawalony jak szpadel, to go nie zatrzymywali, co by tej normy nie zawyżć :rotfl2:

Jaco
17-02-2011, 09:49
Serial "stróżów prawa" trwa:


Zatrzymano dwóch wysokich rangą byłych funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej Policji - dowiedzieli się reporterzy śledczy radia RMF FM. Chodzi o byłego naczelnika Wydziału Techniki Operacyjnej oraz jego zastępcę. Zatrzymanie jest efektem tajnego śledztwa dotyczącego podejrzenia korupcji i nieprawidłowości w wydatkach.
Śledztwo obejmuje kilka wątków, ale w całości jest tajne. Kilka tygodni temu doszło do zatrzymania jednego z biznesmenów. Łącznie podejrzanych jest siedem osób.
Sprawa zaczęła się od sprawdzenia informacji o podejrzanie bliskich relacjach między jednym z biznesmenów a policjantami z Wydziału Techniki Operacyjnej. Okazało się, że mężczyzna dostarczył tam dużą ilość sprzętu. Oprócz samochodów, również urządzenia wykorzystywane do technik operacyjnych: chodzi m.in o podsłuchy. Urządzenia były sprzedawane po zawyżonych cenach, a komenda policji mogła przez to stracić setki tysięcy złotych.
Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o areszcie dla dwóch wysokich rangą byłych funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej. Są podejrzani o przestępstwa, które popełnili w latach 2008 -2010. Chodzi m.in o korupcję: na razie mowa jest o przyjęciu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Zatrzymani, byli już funkcjonariusze, mają olbrzymią wiedzę na temat rozpracowywanych przestępców oraz nieformalnych kontaktów policjantów z grupami przestępczymi. Śledztwo nadzoruje osobiście Prokurator Generalny.

Cielo
22-02-2011, 14:47
http://www.policja.pl/portal/pol/1/62948/Prosto_z_zaspy_trafila_do_aresztu.html


Przy okazji mundurowi znaleźli foliowy woreczek z zawartością roślinnego suszu. Po badaniu okazało się, że jest to marihuana o wadze 0,43 grama. Z takiej ilość środków odurzających można sporządzić około 170 porcji konsumenckich. :leze:

Jaco
02-03-2011, 10:27
Kolejne osiągnięcie jednego ze "stróżów prawa". Życzymy nisko spadających mydeł. \')

Za usiłowanie gwałtu na młodej krakowiance odpowie przed sądem były policjant Rafał D. Mężczyzna przewrócił ofiarę, bił i dusił. Prokuratura skierowała w tej sprawie akt oskarżenia do sądu - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.
Sprawa dotyczy zdarzenia z lipca ub.r., kiedy młoda kobieta nad ranem wracała przez centrum Krakowa z nocnego klubu. W okolicach ul. Straszewskiego przy Plantach zaatakował ją mężczyzna z pończochą na twarzy; przewrócił, bił po głowie i dusił, usiłując dokonać gwałtu.
Kobieta krzyczała i wzywała pomocy. Na krzyk i szamotaninę zareagowała czwórka młodych ludzi, idących od Wawelu Plantami. Dwóch chłopaków pobiegło za napastnikiem, który usiłował uciec. Zatrzymali go w rejonie ul. Kanonicznej.
Wezwana policja zatrzymała napastnika, który znajdował się pod wpływem alkoholu. Okazał się nim policjant Rafał D. Prokuratura oskarżyła go usiłowanie gwałtu, spowodowanie obrażeń u zaatakowanej kobiety i jazdę samochodem w stanie nietrzeźwości.

Jak ustalono, mężczyzna jechał ok. godz. 4 nad ranem samochodem przez Kraków, dostrzegł młodą kobietę, obserwował ją, a potem zatrzymał samochód i poszedł za nią pieszo, aż w końcu zaatakował. Miał we krwi ponad dwa promile alkoholu.
W śledztwie 39-letni obecnie mężczyzna nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy wyjaśnień. Odnosząc się do zarzutu usiłowania gwałtu wyjaśnił jedynie, iż zajście to miało charakter głupiej zaczepki spowodowanej alkoholem. Jak podaje prokuratura, Rafał D. nie jest już funkcjonariuszem policji.
Oskarżonemu grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

bkt
02-03-2011, 18:20
http://www.policja.pl/portal/pol/1/62948/Prosto_z_zaspy_trafila_do_aresztu.html

:leze:
cytat roku :D

Piekutoszczak
04-03-2011, 15:29
Chciał pomóc policji, został zatrzymany

Radny z Barcina, który na prośbę mieszkańców próbował zwrócić uwagę na problem bezpieczeństwa i narkotyków w mieście, dziś żałuje swojej decyzji. By unaocznić problem, pokazał policji liść marihuany znaleziony na jednej z klatek schodowych, a policja wszczeła przeciwko niemu postępowanie za posiadanie narkotyków – dowiadujemy się z programu "Prosto z Polski".

W Bercinie mieszkańcy skarżą się, że młodzież przesiaduje na klatkach schodowych, pije, pali, a potem demoluje otoczenie. – Czasami czuć papierosami i trawką – mówi jedna z mieszkanek. Radny przekazał policji znaleziony na klatce schodowej liść marihuany, po czym został zawieziony na komisariat na przesłuchanie. Cała ta sytuacja spowodowała wszczęcie postępowania przeciwko radnemu za posiadanie środków odurzających.

- W tej chwili mieszkańcy na pewno nie będą reagować tak jak powinni – skarży się na postawę policji Przewodnicząca Rady Miejskiej w Barcinie. – Do policji to ja boję się zadzwonić – potwierdza słowa przewodniczącej jedna z mieszkanek Barcina.



Dodatkowo link do notki z filmem...
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/chcial-pomoc-policji-zostal-zatrzymany,1,4200768,wiadomosc.html

:lol:

księciuniu
04-03-2011, 15:31
Tak kończą kapusie !! :zly:

Mini
07-03-2011, 20:22
Komendant stołecznej policji zażądał lepszych wyników od swoich podwładnych - pisze "Życie Warszawy". Mieliby w tym roku złapali dwa razy więcej nieletnich przestępców na kradzieżach.
Nowy plan komendant ustalił w styczniu. Uznał, że wśród wszystkich zatrzymanych w stolicy powinno być 4 proc. nieletnich, którzy kradną czy włamują się. To oznacza, że liczba zatrzymań wzrosłaby dwukrotnie.
Zdaniem policjantów, nowe normy oznaczają, że będą musieli zatrzymywać za najdrobniejsze przewinienia, np. kradzież batonika za złotówkę i ubliżanie nauczycielowi.
Po co więc takie zmiany? Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej wyjaśnia, że szef policji Andrzej Matejuk ustalił "priorytety działania" na lata 2010-2012 . - Na ich podstawie komendanci wojewódzcy wpisują własne priorytety wynikające z ich lokalnych potrzeb - tłumaczy gazecie Hajdas.
Zmieniają zdanie
Po pytaniach dziennikarzy do sprawy odniósł się też rzecznik KSP. - Mierniki pozostaną na tym samym poziomie co w 2010 r. - oświadczył Maciej Karczyński.
Jak pisze "ŻW": nie dodał jednak, że w ub. roku inaczej mierzono przestępczość nieletnich. Aż w siedmiu, a nie tylko trzech kategoriach przestępstw.

własne priorytety i udział małolatów wśród przestępców pod dyktando psiarni :nienormalny:

ŁUKASZ.
14-03-2011, 18:09
http://img15.imageshack.us/img15/8258/1299867059bykrycha13500.jpg

:jejku:

" Przepisy powinny być respektowane przez wszystkich"

Dobrze wiedzieć...

Cielo
14-03-2011, 18:19
Nie wiedziałem gdzie wrzucić.
'99r.

http://www.youtube.com/watch?v=laaxm-XLoFE

e. nie widziałem, że ktoś już wrzucił do fotki/linki

jarecki_
14-03-2011, 18:24
Je.bany fajfusie z Pól Mokotowskich, a niech cie pies wydyma !

Jaco
24-03-2011, 16:44
Na początku roku doszło do zabójstwa biznesmena, którego ciało odnaleziono w marcu w okolicach Legionowa. W związku ze sprawą śmierci mężczyzny stołeczna policja zatrzymała dwie osoby - jedną z nich jest szef jednego z warszawskich komisariatów - poinformowała TVN24.
- W wyniku naszych działań został zatrzymany między innymi funkcjonariusz - informował na antenie TVN24 Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. Rzecznik poinformował także, że zebrane materiały dowodowe wskazują, ze zatrzymany policjant może mieć związek z tą śmiercią.
- Zatrzymany to 42-letni Mariusz W. z komisariatu na warszawskiej Białołęce - powiedział PAP rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.
Na początku lutego policjanci w Ciechanowie otrzymali zgłoszenie o zaginięciu 52-letniego mężczyzny. Według ustaleń mężczyzna był widziany po raz ostatni w okolicy Legionowa. W marcu jego zwłoki odnaleziono w pobliskim lesie - podał zespół prasowy stołecznej policji.


:kac:

Jaco
04-04-2011, 19:57
Według opinii biegłego, były zastępca komendanta płockiej policji Jacek O., który pod koniec lutego, zajmując jeszcze to stanowisko, doprowadził do kolizji drogowej jadąc swym autem, miał wówczas we krwi 2,38 promila alkoholu.
Jak poinformowała PAP rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska, do prokuratury wpłynęła opinia biegłego w sprawie zawartości alkoholu we krwi Jacka O.
Do kolizji z udziałem Jacka O. doszło w nocy 26 lutego. Jadąc prywatnym samochodem po służbie uderzył on w słup oświetleniowy na jednym z płockich osiedli mieszkaniowych. Z obrażeniami głowy i stłuczeniem klatki piersiowej trafił do szpitala. Ze względu na obrażenia Jacek O. nie był wówczas badany alkomatem - po przewiezieniu do szpitala została pobrana od niego krew w celu określenia zawartości alkoholu. Próbka trafiła do biegłego. Po kolizji komendant mazowieckiej policji na wniosek komendanta płockiej policji zwolnił Jacka O. ze stanowiska. Obecnie nie jest on pracownikiem płockiej komendy, pozostając w dyspozycji komendy wojewódzkiej. Jacek O. był zastępcą komendanta płockiej policji od 2003 r.
Śmigielska-Kowalska przypomniała, że w sprawie Jacka O. już wcześniej, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, podjęta została decyzja o przedstawieniu mu zarzutów prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do dwóch lat.
Dotychczas Jackowi O. zarzutu jednak nie przedstawiono, gdyż nie stawił się on w prokuraturze, usprawiedliwiając nieobecność zwolnieniem lekarskim. W związku z tym wyznaczono kolejny termin.
Śledztwo, które w sprawie kolizji drogowej Jacka O. wszczęła w lutym płocka Prokuratura Rejonowa, zostało w marcu przeniesione do Prokuratury Rejonowej w Żyrardowie - chodziło o uniknięcie ewentualnego zarzutu stronniczości.
Wobec Jacka O. w mazowieckiej komendzie policji w Radomiu wszczęto postępowanie, zmierzające dozwolnienia go ze służby.


http://moto.wp.pl/kat,89554,title,Wiceszef-plockiej-policji-mial-prawie-24-promila,wid,13286476,wiadomosc.html

Być może kibol. :raca2:

rydzuuu
05-04-2011, 14:43
Skoro w temacie zawarte jest sformułowanie 'i inne służby', to zapytam tutaj.

Czy dziad siedzący w urzędzie skarbowym odpowiedzialny za prowadzenie postępowania egzekucyjnego może przeprowadzić rewizje osobistą, i dalej zarekwirować np. telefon komórkowy?

Miałem na dzisiaj wezwanie do urzędu skarbowego w celu wyjaśnienia sprawy, i abstrahując już od samego meritum, to troszku zdziwiłem się jak wąs wypalił że jako urzędnik odpowiedzialny za ściąganie kasy, może mnie zrewidować.

Od zawsze mi wpajano, że póki się uczę i nie pracuje, a przy tym nic nie jest na mnie zapisane w domu, to co najwyżej mogą mnie cmoknąć w zad w kwestii nieopłaconych mandatów :efoch:

Jaco
05-04-2011, 15:24
Skoro w temacie zawarte jest sformułowanie 'i inne służby', to zapytam tutaj.

Czy dziad siedzący w urzędzie skarbowym odpowiedzialny za prowadzenie postępowania egzekucyjnego może przeprowadzić rewizje osobistą, i dalej zarekwirować np. telefon komórkowy?

Miałem na dzisiaj wezwanie do urzędu skarbowego w celu wyjaśnienia sprawy, i abstrahując już od samego meritum, to troszku zdziwiłem się jak wąs wypalił że jako urzędnik odpowiedzialny za ściąganie kasy, może mnie zrewidować.

Od zawsze mi wpajano, że póki się uczę i nie pracuje, a przy tym nic nie jest na mnie zapisane w domu, to co najwyżej mogą mnie cmoknąć w zad w kwestii nieopłaconych mandatów :efoch:
Państwo miłości wprowadziło ostatnio nowe uprawnienia:

http://www.podatki.egospodarka.pl/61870,Kontrola-skarbowa-nowe-uprawnienia-inspektorow,1,65,1.html

Głosujcie dalej na PO! :zlosliwy:

rydzuuu
05-04-2011, 15:35
o proszę, i od razu widać było, że dziad jeden z drugim urósł w barach


Głosujcie dalej na PO! :zlosliwy:

w kwesti formalnej : nigdy się nie zdarzyło, i pewnie nie zdarzy :)

bkt
05-04-2011, 15:36
Nie wiem czy z rodziców nie moga sciagac w takim przypadku Kolego.

Fizi
14-04-2011, 07:24
http://www.zw.com.pl/artykul/588490_Policjanci-poturbowali-staruszka--bo-pomylili-adres-.html

RadO
18-04-2011, 07:36
Funkcjonariusze zatrzymywali wszystkich kierowców, by wypełnili ankiety. Badania trwały trzy dni: od 12 do 14 kwietnia

Wtorek, późne popołudnie, droga krajowa 92 między Słupcą a Koninem w Wielkopolsce. Policjanci z drogówki zatrzymują wszystkie samochody. Kierują je na pobocze. Tam czekają ankieterzy z prywatnej poznańskiej firmy Biuro Inżynierii Transportu. Kierowcy odpowiadają na kilka pytań, m.in. o cel podróży, emisję spalin. – Budzi poważne wątpliwości fakt, że policja zmusza kierowców do udziału w badaniach dla prywatnej firmy – mówi „Rz" poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który sam znalazł się w tej sytuacji.
Badania trwały trzy dni: od 12 do 14 kwietnia. – Ankiety na drodze krajowej 92 przeprowadzane były na nasze zlecenie. Posłużą do tworzenia założeń studium ruchu – tłumaczy Zofia Kwiatkowska, rzeczniczka prasowa Autostrady Wielkopolskiej. – Gdyby nie było policjanta, kierowcy nie zatrzymywaliby się przed ankieterem.
Największym udziałowcem Autostrady Wielkopolskiej jest Kulczyk Holding należący do Jana Kulczyka. Biznesmen jest też przewodniczącym rady nadzorczej Autostrady Wielkopolskiej.
Dlaczego policjanci w taki sposób wsparli pracowników prywatnej firmy? – Dostaliśmy polecenie z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, by pomóc w przeprowadzeniu ankiet drogowych – wyjaśnia Marlena Kukawka z Komendy Powiatowej Policji w Słupcy.
Z kolei podinsp. Andrzej Borowiak, rzecznik KW Policji w Poznaniu, zaznacza: – Zwróciła się do nas w tej sprawie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Te badania były przeprowadzane na jej zlecenie.
Jego zdaniem niewłaściwe było jedynie to, że zatrzymywano w tym celu wszystkich kierowców. – To miały być ankiety dobrowolne, przeprowadzane przy okazji kontroli drogowych. Będziemy to wyjaśniać w Słupcy – zapowiada.
Ale słów policji nie potwierdza przedstawiciel GDDKiA. – Z informacji, które posiadam, oddział w Poznaniu nie występował do policji o jakiekolwiek ustalenia i pomoc ankieterom – – zaznacza Marcin Kucharczak z GDDKiA w Poznaniu. Jak mówi, zrobiły to Autostrada Wielkopolska i Biuro Inżynierii Transportu.
Sprawę będzie teraz wyjaśniać Sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych. – Nie ma przepisów, które pozwalałyby policjantowi zatrzymywać pojazd dla przeprowadzenia ankiety. Usługowa rola, jaką w tym przypadku pełniła policja, wzbudza wątpliwości dotyczące związków policji i biznesu – ocenia wiceprzewodniczący komisji, poseł PiS Jarosław Zieliński. – Będę chciał, żeby komendanci: wojewódzki i główny, odpowiedzieli posłom na pytania dotyczące tego zaskakującego wsparcia dla firmy jednego z biznesmenów.
– Mamy do czynienia z wydarzeniem godnym politowania – podkreśla inny członek komisji Konstanty Miodowicz (Platforma Obywatelska). – Bezwzględne „doprowadzanie" kierowców do sytuacji, w której są oni poddawani badaniom ankietowym, to sytuacja jak z czarnej komedii.



http://www.rp.pl/artykul/644716_Policja-pomagala-prywatnej-firmie-.html

sie pracuje k....a...

SPQR
18-04-2011, 08:49
http://www.zw.com.pl/artykul/588490_Policjanci-poturbowali-staruszka--bo-pomylili-adres-.html

Dla mnie te wszystkie "wejścia" Policji to żenada. Takie kozaki to oni są gdy:
a) pomylą adres i wejdą jakiemuś dziadkowi do domu
b) zaskoczą poszukiwanych i ci np. otworzą im drzwi

Ale jak delikwenci są przygotowani, vide Magdalenka, to już jest płacz i zgrzytanie zębów, że bandziory, o dziwo, nie chcą dać się złapać i tanio skóry nie sprzedadzą.

zbinky
18-04-2011, 17:05
..........

Kasztan
27-04-2011, 09:54
http://www.fanslask.pl/?p=5430
Chyba w dobrym temacie :lol2:

Zdzisiek
27-04-2011, 14:04
http://www.fanslask.pl/?p=5430
Chyba w dobrym temacie :lol2:


....wypisuję głupoty z nudów?....
Roman Zieliński
....z tego wszystkiego, ten fragment jest nieporównywalnie najbardziej trafny :prawi:


a o, "lansujących" się "psach", wiemy nie od dziś !!!

RadO
27-04-2011, 14:08
zwracam się z prośbą o nie cytowanie wypocin tego :cenzura: na tym forum.

voytek
10-05-2011, 08:40
Radiowozy zawiozły do Włoch narty komendantowi głównemu policji

Policyjne busy z Katowic wiozły przez ponad 2,6 tys. km narty komendantowi głównemu policji Andrzejowi Matejukowi oraz szefom policji w Katowicach, którzy spędzali czas na stokach Dolomitów - pisze "Super Express". Podróż do Włoch kosztowała podatników kilka tysięcy złotych - twierdzi gazeta. Komendant główny policji w Kontrwywiadzie RMF FM zapewnia, że "to był wyjazd służbowy, ale bus nie zrobił ani kilometra więcej".

W wyprawie 20 lutego 2011n r., poza Matejukiem, brali udział: Rafał Łysakowski, szef biura Międzynarodowej Współpracy KGP, Dariusz Biel, komendant wojewódzki policji w Katowicach i jego zastępca Jarosław Szymczyk. Pojechali również funkcjonariusze z Rzeszowa, Krakowa oraz Kielc - w sumie 10 osób.

Jak potwierdza rzecznik KGP Mariusz Sokołowski funkcjonariusze jechali dwoma policyjnymi busami, razem ze swoim sprzętem i bagażami. Przez pierwsze trzy dni policjanci byli służbowo w Centrum Wyszkolenia Włoskiej Policji w Moenie. Podpisali tam m.in. umowę o współpracy i bezpieczeństwie na stokach.

Po podpisaniu dokumentu nie wrócili do kraju, tylko odpoczywali w tym samym ośrodku. Razem z nimi zostały busy. Do kraju funkcjonariusze wrócili 26 lutego. Jak tłumaczy Sokołowski "uznano, że skoro wiozły kierownictwo na podpisanie umowy, to mogą również zostać te kilka dni dłużej".

Podróż dwóch aut w obie strony to ponad 3,2 tys. zł.

Chciałem mocno zapewnić wszystkie osoby, że podatnika nic to nie kosztowało, był to wyjazd służbowy, jechał bus, dostaliśmy zaproszenie od policji w Moenie na cały tydzień, program był mniej intensywny, pozostałe dni spędziliśmy na własny koszt - tak w Kontrwywiadzie RMF FM mówi Andrzej Matejuk. Jechaliśmy jednym busem, wracaliśmy tym samym busem, to był wyjazd służbowy, ale nie zrobił ani kilometra więcej - zapewnia.

Trzydniowy urlop Komendanta Głównego Policji i innych policjantów po delegacji we Włoszech nie kosztował podatników ani złotówki, wbrew temu co opisuje dzisiejszy "Super Express". Nie był też wysyłany żaden dodatkowy radiowóz ze sprzętem - twierdzi rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski.

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-radiowozy-zawiozly-do-wloch-narty-komendantowi-glownemu,nId,338494

Na to k**** są pieniądze i nikt nie beknie za niemały wydatek, bo był to przecież "służbowy wyjazd".

Magik2501
11-05-2011, 12:41
Kumpel dostał dziś pismo z urzędu skarbowego "w celu wyegzekwowania zaległego zobowiązania tj. grzywny" (mandat za plenerowe piwko). Każą tam zadzwonić do siebie i "brak reakcji będzie się wiązał ze wzrostem kosztów egzekucyjnych". Wiecie jakie to mogą być koszty? W sensie mandat wzrasta dwukrotnie, czy każą Ci dwadzieścia groszy dorzucić?

syrokomla
11-05-2011, 12:43
Kumpel dostał dziś pismo z urzędu skarbowego "w celu wyegzekwowania zaległego zobowiązania tj. grzywny" (mandat za plenerowe piwko). Każą tam zadzwonić do siebie i "brak reakcji będzie się wiązał ze wzrostem kosztów egzekucyjnych". Wiecie jakie to mogą być koszty? W sensie mandat wzrasta dwukrotnie, czy każą Ci dwadzieścia groszy dorzucić?

Tez miałem taka sytuacje, ale nie pamietam ile to wyszło - tak czy inaczej weszli mi na zwrot podatku...

rey
11-05-2011, 12:52
Wiecie jakie to mogą być koszty? W sensie mandat wzrasta dwukrotnie, czy każą Ci dwadzieścia groszy dorzucić?

To chyba zależy od komornika. Przykładowo, kumpel w zeszłym roku był za granicą, nie odebrał 2 razy awizo i się nie stawił, i ze 100 zł zrobiło mu się 400... :[ Jak poszedł wyjaśniać, to już było po ptakach, tyle się dowiedział, że wysokość tych kosztów itd. zależy od komornika i on decyzji nie zmieni.

Huxley
11-05-2011, 14:41
Kumpel dostał dziś pismo z urzędu skarbowego "w celu wyegzekwowania zaległego zobowiązania tj. grzywny" (mandat za plenerowe piwko). Każą tam zadzwonić do siebie i "brak reakcji będzie się wiązał ze wzrostem kosztów egzekucyjnych". Wiecie jakie to mogą być koszty? W sensie mandat wzrasta dwukrotnie, czy każą Ci dwadzieścia groszy dorzucić?

Ściągną ci ze zwrotu za podatek, mój kumpel też tak miał.

Magik2501
11-05-2011, 15:32
Nie mi, mi taki pisemko jeszcze nie przyszło ;)

_AS_
11-05-2011, 18:05
Rozmowa z gosciem po ktorego wpadla policja bo mysleli ze to Staruch.

http://kontakt24.tvn.pl/temat,wpadli-w-kominiarkach-wzieli-go-za-quot-starucha-quot-,104491.html?grupa=polska

Sosen
11-05-2011, 18:22
100 zł za picie w miejscu publiczny skończyło się osobistą wizytą komornika i kwota łączną 126 zł do zapłaty, kolejna 100 zł za przekroczenie prędkości około 140 zł. Od mandatów do wizyt minęło około 10 msc. Z podatku nie mieli co ściagać.

Najgorszą opcją jest jak komornik za taką głupotę zajmie Ci konto w banku, a takie przypadki sie zdarzają.

miaski
12-05-2011, 10:07
Właśnie otrzymałem smsa od policji... Ostrzegającego przed pisaniem smsów w trakcie jazdy samochodem. Mają rozmach.

RadO
12-05-2011, 10:28
mam nadzieję, że odebrałeś go w czasie jazdy samochodem :lol:

iniemamniejusz
17-05-2011, 12:16
15-latek, który zginął na drodze krajowej nr 3 w Nietoperku (Lubuskie) został potrącony przez policyjnego fiata ducato. Jechało nim dwóch funkcjonariuszy na służbie.
Do wypadku doszło we wtorek po godzinie 7 rano.

Na razie policja nie podaje dokładnych okoliczności zdarzenia np. tego, czy do potrącenia doszło na przejściu dla pieszych. Nie wiadomo także, czy nieoznakowany samochód policji jechał z przepisową prędkością.
- Na miejscu trwają oględziny pod nadzorem prokuratura, są przesłuchiwani świadkowie wypadku. Rodzinie chłopca zapewniono pomoc psychologa policyjnego. Prawdopodobnie nastolatek zginął w drodze do szkoły - powiedziała Dorota Dąbrowska z lubuskiej policji.

I dodała, że od policjantów zostanie pobrana krew do badania, niebawem zostaną też przesłuchani.

Objazd po wypadku

Za kierowcą fiata siedział 40-letni funkcjonariusz, który pracuje w Komendzie Powiatowej w Międzyrzeczu.

Po wypadku na drodze krajowej nr 3 w pobliżu Nietoperka tworzyły się długie korki. Kierowcy musieli korzystać z objazdu po drodze gruntowej. Po kilku godzinach ruch wrócił do normy.

Teraz czekamy na komunikat z psiarni "dlaczego ten młody człowiek szedł bez opieki" !

Szawar
23-05-2011, 08:18
Awantura na zakonczenie swieta Saskiej Kepy

http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,awantura-na-zakonczenie-swieta-saskiej-kepy,211049.html

Baju
23-05-2011, 12:07
Komendant Państwowej Straży Rybackiej z Gniezna wziął 150 zł łapówki. Chwilę później, ku swojemu ogromnemu zdziwieniu, został zatrzymany.

37-latek z Gniezna dzięki wykonywanej przez siebie pracy wszedł w posiadanie informacji o miejscu znajdowania się łodzi wiosłowej, którą skradziono w październiku ubiegłego roku z jeziora Powidzkiego. Za wskazanie miejsca, gdzie można znaleźć łódkę zażądał od jej właściciela 150 zł. Komendant nie przewidział jednak, że o jego propozycji dowiedzą się słupeccy policjanci walczący z przestępczością gospodarczą. 13 maja zorganizowali na niego zasadzkę.

- Dzięki możliwości zastosowania kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej policjanci ujęli sprawcę przestępstwa tuż po wręczeniu łapówki - informuje Marlena Kukawka ze słupeckiej policji.

Wobec komendanta prokurator zastosował poręczenie majątkowe. Nieuczciwemu funkcjonariuszowi grozi 8 lat więzienia.

źródło: www.slupca.pl

Jaco
25-05-2011, 13:09
Ot, standard:

Sąd Rejonowy w Żarach aresztował na trzy miesiące czterech mężczyzn podejrzanych o śmiertelne pobicie 48-letniego mieszkańca Lubska. Wśród nich jest 25-letni policjant wydziału konwojowego komendy wojewódzkiej w Gorzowie.
O aresztowaniu podejrzanych poinformował dzisiaj rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Grzegorz Szklarz.
Z ustaleń prokuratury wynika, że w nocy z 18 na 19 maja w Lubsku, będący poza służbą policjant wspólnie z trzema mężczyznami brał udział w pobiciu mężczyzny. Napastnicy kopali pokrzywdzonego po głowie, klatce piersiowej, plecach i brzuchu oraz uderzali pałką po klatce piersiowej i nogach, powodując u niego liczne obrażenia wewnętrzne i zewnętrzne.
Według biegłego patologa spowodowało to, że pokrzywdzony zmarł po kilku godzinach od pobicia. Ciało znaleziono 19 maja na jednym ze skwerów w Lubsku.
- Na obecnym etapie śledztwa zakwalifikowano to zdarzenie jako czyn o charakterze chuligańskim, co oznacza, że sprawcy działali z błahego powodu - powiedział Szklarz.
Wszystkim podejrzanym w tej sprawie postawiono zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym zagrożone karą do 10 lat więzienia.
Trzech z czterech podejrzanych przyznało się do dokonania zarzucanych im czynów. Jednak ich zeznania różnią się od siebie w wielu istotnych szczegółach.
Podejrzani mają od 18 do 25 lat. Wszyscy mieszkają w Lubsku.
Decyzją Komendant Wojewódzkiego Policji w Gorzowie podejrzany policjant został natychmiast zwolniony ze służby. Okoliczności jego udziału w przestępstwie badają funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej – poinformował rzecznik lubuskiej policji Sławomir Konieczny.

raafaL
31-05-2011, 17:34
http://wolnemedia.net/polityka/dlaczego-policja-posiada-narzedzia-tortur/

Skoro zakupują taki sprzęt (rząd) i to jeszcze za grube pieniądze, to chyba zaczynają się coraz bardziej czegoś obawiać...

Mściwy
31-05-2011, 22:19
http://narodowcy.net/abw-znow-atakuje-narodowcow/2011/05/31/

Citlivu
31-05-2011, 22:58
http://blip.tv/visionontv/democracy-101-pittsburgh-g20-protests-and-the-police-occupation-of-pitt-university-2704340


Warto obejrzeć całość. Bandyci w mundurach są wszędzie tacy sami

Przy okazji wspomniany LRAD, po raz pierwszy w akcji przeciwko demonstrantom.

Jaco
02-06-2011, 10:14
http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/news/do-policji-bez-matury-i-z-wyrokiem,1648082

Brawo!!!

:ok:

R.
27-06-2011, 10:31
Kurator wkroczy do rodziny Z. z Rzeszowa i sprawdzi, czy 13-letni Damian " nie wykazuje innych przejawów demoralizacji". Powód? Chłopak z wózka na zakupy wyciągnął złotówkę

- Przy poważniejszych sprawach policja często umarza dochodzenia z powodu niskiej szkodliwości społecznej, a w tym przypadku nasz syn jest ciągany po sądach za to, że zabrał złotówkę - nie może się nadziwić Dariusz Z., ojciec 13-latka (nazwisko rodziny do wiadomości redakcji).

Kilka dni temu rodzice chłopaka dostali list polecony z Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Wydział rodzinny wszczął "postępowanie wyjaśniające wobec nieletniego" Damiana. 26 maja br. był z kolegą w sklep Lidl przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie. - Poszliśmy tam po szkole - opowiada chłopak. - Kupiłem sobie loda. Mój kolega stał przy kasie. Chciałem sobie jeszcze kupić coś do picia. Zabrakło mi pieniędzy. Między półkami zobaczyłem wózek na zakupy. Był pusty, obok niego nikt nie stał. Z wózka wyciągnąłem złotówkę - przyznaje Damian.

Picia ostatecznie nie kupił, ale gdy przeszli przez kasę z kolegą zawołał go ochroniarz. Okazało się, że wózek należał do Bożeny S., która robiła zakupy w Lidlu. Damian zarzeka się, że kobiety nie widział, gdy wyciągał złotówkę. Chłopak trafił do pokoju ochroniarza, który na monitoringu wcześniej zauważył, jak 13-latek zabiera złotówkę.

- Przeprosiłem panią, oddałem jej złotówkę, ale ta pani zaczęła mówić: "Musi cię spotkać kara" - mówi Damian.

Ochroniarz stwierdził: wzywamy policję.

Po chwili funkcjonariusze przyjechali do Lidla. Na miejscu spisali chłopaka i przyjęli zgłoszenie od Bożeny S. Damiana zabrali do radiowozu i zawieźli do domu.

Ojciec 13-latka: - Policjanci powiedzieli mi, że przyjeżdżają w bzdurnej sprawie, ale nie mieli wyjścia. Dowiedziałem się, co się stało. Nie sądziłem, że ta historia będzie miały taki dalszy ciąg. Nasz syn zrobił głupotę, to fakt. Pewnie spotkałaby go w domu za to jakaś kara, ale robienie ceregieli za złotówkę, to jakaś kpina. Policjanci odjechali i sądziłem, że na tym sprawa jest zamknięta.

Nie była. Rzeszowscy policjanci wysłali do sądu wniosek o ukaranie Damiana. Sędzia wydziału rodzinnego Aleksandra Krawczyk, choć nie musiała, to i tak wszczęła "postępowanie wyjaśniające". Jego celem jest ustalenie, "czy nieletni dopuścił się czynu karalnego ( ) przez to, że w dniu 26.05.2011 r. w Rzeszowie na terenie sklepie LIDL przy ul. Hetmańskiej, z gniazda na żetony znajdującego się przy wózku zakupowym dokonał kradzieży monety 1 zł na szkodę Bożeny S.".

Uzasadnienie tej decyzji jest bardzo krótkie. "Istnieje uzasadnione podejrzenie, iż nieletni dopuścił się czynu karalnego" - czytamy w liście, który otrzymali rodzice Damiana.

Wysłanie listu sąd kosztowało 5,65 zł.

Sędzia Aleksandra Krawczyk nie chciała z nami rozmawiać. Dzwonimy do sędzi Małgorzaty Bieniek, przewodniczącej Wydziału III Rodzinnego Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Tłumaczy nam, że decyzja o wszczęciu postępowania przeciwko chłopakowi to suwerenna decyzja sędziego, czyli wspomnianej Aleksandry Krawczyk. - Tu nie chodzi o złotówkę, tylko o fakt kradzieży - twierdzi przewodnicząca Bieniek.

I zaznacza, że wszczęcie postępowania wyjaśniającego jeszcze wcale nie oznacza, że 13-letni Damian zostanie ukarany. Być może sprawa zostanie umorzona.

Ale do takiej decyzji jeszcze daleka droga. Bo kurator w ramach postępowania sprawdzi m.in., czy Damian "nie wykazuje innych przejawów demoralizacji", przepyta też nauczycieli w szkole, czy 13-latek nie sprawia kłopotów wychowawczych. No i Damian będzie musiał stawić się w sądzie, by złożyć wyjaśnienia.

- Być może chłopak wcześniej miał na sumieniu podobne kradzieże - twierdzi sędzia Małgorzata Bieniek.

- Nie miał. Nigdy wcześniej nasz syn nie był karany, nam też nie podbierał pieniędzy - mówi Dariusz Z.

Pytamy policję, dlaczego o sprawie powiadomiła sąd, skoro potwierdza, że Damian oddał złotówkę klientce sklepu. - To nie jest nasz wymysł - przekonuje Zbigniew Kocój z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.

Twierdzi, że to właśnie na wniosek Bożeny S. policja musiała prowadzić dochodzenie. - Gdybyśmy tego nie zrobili, to policjantom groziłaby odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązków służbowych - mówi Kocój.
:nienormalny:

Magik2501
27-06-2011, 12:47
A to Polska właśnie!

PeCe
27-06-2011, 14:37
Swoją drogą jak to " nazwisko do wiadomości redakcji " :ucieka: Myślałem, że oskarżony ma tylko inicjał nazwiska podany do wiadomości?

TNTP
27-06-2011, 14:44
Swoją drogą jak to " nazwisko do wiadomości redakcji " :ucieka: Myślałem, że oskarżony ma tylko inicjał nazwiska podany do wiadomości?

ale on sam poleciał do wybiórczej to 1,
a 2, to akurat psy są w tej sprawie najmniej winne

kokolino
27-06-2011, 16:17
Dla kontrastu:

Wszystko zaczęło się od fikcyjnych kosztów, jakie przez podstawione firmy wystawiał na fakturach pewien pomysłowy mężczyzna. Wyszło na jaw, że w ten sposób zaniżały swoje zyski także duże przedsiębiorstwa, takie jak Era czy Polsat.

W sprawę zamieszany jest m.in. obecny szef ABW Krzysztof Bondaryk, niegdyś pracownik operatora telekomunikacyjnego. Zarzuca mu się m.in. nabycie od tej firmy samochodu osobowego po zaniżonej cenie.
czytaj dalej


Do transakcji miało dojść w grudniu 2007 roku, gdy Bondaryk był już szefem ABW. Audi A6 quattro 3.0 kosztowało go 67 tys. zł. Według prokuratora cena ta mogła być zaniżona nawet o 90 tys. zł.

"Kupując ten samochód, działałem w dobrej wierze i nie złamałem prawa. Nie miałem żadnego wpływu na wycenę. Nie interesowałem się tym śledztwem" - powiedział "Gazecie Wyborczej" Bondaryk.
Śledztwo, od którego się zaczęło

Wielowątkowym śledztwem dotyczącym wyłudzania pieniędzy na "puste faktury" zajmował się prokurator Andrzej Piaseczny. W 2010 roku usłyszał ostrzeżenie od policjanta z CBŚ, że jeśli dochodzenie dojdzie do Krzysztofa Bondaryka, zostanie spowolnione. Dlatego zdecydował się na powierzenie sprawy CBA.

W marcu 2011 roku biuro wydało analizę, w której zasugerowano postawienie zarzutów paserstwa i posłużenia się sfałszowanym dokumentem szefowi ABW. Dziwnym zbiegiem okoliczności w maju 2011 Piasecznemu odebrano wszystkie śledztwa.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", gdyby Bondaryk dostał zarzuty karne, ABW musiałaby mu odebrać certyfikat dostępu do informacji niejawnych. A to oznaczałoby ustąpienie ze stanowiska.

Bondaryk już raz musiał się tłumaczyć z beneficjów z tytułu swej pracy w Polskiej Telefonii Cyfrowej (operatora Ery). W 2008 r. CBA (kierowane wtedy przez Mariusza Kamińskiego) zarzucało mu, że ukrył 450 tys. zł dyrektorskiej odprawy. Bondaryk argumentował, że napisał o niej w oświadczeniu majątkowym, ale tajemnica handlowa nie pozwala podać wysokości odprawy. Bronił go wtedy premier Tusk, twierdząc, że CBA poluje na Bondaryka.

Opis śledztwa przedstawia "Gazeta Wyborcza".

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/podejrzana-transakcja-szefa-abw-krzysztofa-bondaryka,1658716

TNTP
15-07-2011, 14:35
Europa zawitała do Wrocławia, można by powiedzieć. Szkoda, że nie do końca. Na trybunach pojawili się umundurowani policjanci, których nie było tam nigdy podczas meczów ekstraklasy. Nie byli specjalnie uzbrojeni, wyglądali jak na ulicznym patrolu. Z pewną różnicą... Pod koniec pierwszej połowy przyłapaliśmy jednego z nich na ŁAMANIU PRAWA. Bezczelny do granic cham w mundurze państwowym popalał sobie papierosa! - A czy to nie jest miejsce publiczne? - spytaliśmy jego partnera, bo tamten tak nakopcił, że aż strach było podejść. - Jest i co z tego? - odparł równie życzliwy i pomocny funkcjonariusz, który utrzymuje się z naszych podatków i mandatów, które wlepia ludziom. Między innymi za palenie w miejscu publicznym właśnie.
- Proszę w takim razie jakoś zainterweniować skoro łamane jest prawo – zwróciliśmy się obywatelsko. - Zaraz tak zainterweniuję, że popamiętasz! - padło w odpowiedzi.

Z debilami nie ma co gadać, więc poszliśmy do wyższych rangą pracowników policji, którzy stali trochę dalej. Okazali się jeszcze głupsi. - A **** mnie to obchodzi – skwitowali. No i brawo! Ten koronny argument można teraz śmiało używać, przy odmawianiu przyjęcia mandatu za takie bądź podobne wykroczenia.

hehe

Kadyr
16-07-2011, 14:57
... nie wiem czy to było:

http:/http://www.youtube.com/watch?v=7XwdC0Pk-mc/

Kadyr
16-07-2011, 15:03
...jeszcze raz, bo źle wpisałem...:
http://www.youtube.com/watch?v=7XwdC0Pk-mc

rey
09-08-2011, 12:35
http://wpolityce.pl/wydarzenia/12898-co-sie-dzialo-w-sobotnia-noc-nad-wisla-i-na-komisariacie-przy-wilczej-warszawscy-policjanci-oskarzani-o-brutalne-pobicie


http://wpolityce.pl/wydarzenia/12912-policja-prowadzi-wewnetrzna-kontrole-po-informacjach-o-brutalnym-pobiciu-na-warszawskim-komisariacie

daimler
09-08-2011, 12:56
Nic nowego. Chłopak jeszcze wyłapie zawiasy za groźby wobec funkcjonariusza.
Brak świadków, słowo przeciwko słowu, wiadoma sprawa...

Jaco
23-08-2011, 21:01
Temat podupada, więc:

http://www.sportfan.pl/artykul/28182/policjant-zakpil-z-polskich-kibicow-w-sieci-odpowie-za-to

:look:

gizo
23-08-2011, 21:44
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że on tak sam sobie....:hmm:

Shin-Ski
23-08-2011, 21:47
Temat podupada, więc:

http://www.sportfan.pl/artykul/28182/policjant-zakpil-z-polskich-kibicow-w-sieci-odpowie-za-to

:look:

A tutaj (http://www.wykop.pl/link/850883/policja-trolluje-pod-artykulem-o-meczu-polska-niemcy/) rozkmina na temat.
Wykopowicze znaleźli nawet profil na jakimś zboczonym portalu :lol2:

matx
12-09-2011, 12:02
Opolska policjantka z siedmioletnim stażem została przyłapana na jeździe po pijanemu. Prokuratura jednak złożyła do sądu wniosek o warunkowe umorzenie sprawy.
Alkomat wykazał 2,6 promila. Policjantów wezwała kobieta, którą zaniepokoiła sytuacja na jednym z opolskich parkingów. Widziała samochód (http://moto.pl/MotoPL/0,0.html), który najpierw najechał na przód zaparkowanego BMW, a potem gwałtownie ruszył do przodu i zatrzymał się dopiero na słupku ogradzającym parking. Świadek podeszła, by sprawdzić, czy nic nie stało się kierowcy. Z jej relacji wynika, że za kółkiem siedziała wyraźnie pijana kobieta. - Na moją uwagę, że nie powinna prowadzić po pijanemu, usłyszałam, że sama jestem pijana i mam ją zostawić w spokoju - opowiadała o zdarzeniu z końca kwietnia tego roku. Była mniej więcej trzecia nad ranem.
Gdy wezwani policjanci sprawdzili dokumenty kierującej kobiety, okazało się, że jest nią Katarzyna H., policjantka (http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/0,0.html) z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu (http://opole.gazeta.pl/opole/0,0.html). Na miejsce wezwano więc dodatkowych policjantów oraz prokuraturę.
Podczas przesłuchania policjantka powiedziała, że nie pamięta zdarzenia na parkingu. - Więc nie wiem, czy się przyznaję, czy nie - padło.
Potem opowiedziała, że feralnego wieczoru spotkała się z rodziną. Wyjaśniła również, że z powodów osobistych przechodzi bardzo trudny okres w życiu, dlatego też spożywała alkohol. Według jej zeznań do domu miała wracać taksówką, ale nie potrafiła znaleźć kluczyków w torebce, więc wsiadła do samochodu, by znaleźć je przy świetle. Nie pamięta, co się potem wydarzyło.
Przesłuchani zostali również krewni policjantki. Wszyscy przyznali, że to zdarzenie to incydent wynikający z problemów osobistych. - Sama mówiła, że nie toleruje osób, które prowadzą po alkoholu. Dla niej to będzie nauczka na całe życie - przekonywali.
Prokuratura po zakończeniu śledztwa złożyła do sądu wniosek o warunkowe umorzenie sprawy.
Dlaczego? Bo śledczy uznali, że policjantka zasługuje na danie jej drugiej szansy. - Prokurator wziął pod uwagę szereg okoliczności łagodzących. Między innymi to, że policjantka ma za sobą długi staż pracy. Była wzorowym pracownikiem, wielokrotnie nagradzanym i wyróżnianym przez przełożonych - przekonuje Lidia Sieradzka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Opolu.
We wniosku do sądu prokuratura zaznaczyła również, że szkodliwość społeczna czynu nie była znaczna, bo zdarzenie miało miejsce na parkingu, więc zagrożone były co najwyżej zaparkowane tam samochody (http://moto.pl/MotoPL/0,0.html), a nie życie ludzi. We wniosku prokuratury czytamy: "Bezprawny manewr wykonała w stanie nietrzeźwości, ale nie można tracić z pola widzenia, że był on wykonany w strefie parkingu, na drodze osiedlowej, gdzie odbywa się ruch pojazdów, ale zważywszy na porę nocy, był on minimalny".
Prokuratura podkreśla również, że policjantka, która pomagała rozwikłać wiele spraw gospodarczych i przestępczości zorganizowanej, już ma nieprzyjemności, bo toczy się przeciwko niej postępowanie dyscyplinarne.
- Najważniejszym argumentem jest jednak to, że policjantka, jeśli zostanie skazana, straci pracę i jedyne źródło utrzymania. Tylko wniosek o warunkowe umorzenie sprawy pozwoli jej na pozostanie w policji - mówi rzecznik prokuratury.
Dodaje, że warunkowe umorzenie ma być na okres próby dwóch lat. Policjantka ma też przekazać 3 tys. zł na organizację pomagającą ofiarom wypadków oraz dostanie roczny zakaz prowadzenia pojazdów.
Sprawą zajmuje się Sąd Rejonowy w Opolu. Podczas rozprawy policjantka przekonywała sędziego, że jest jej bardzo przykro i ogromnie się tego wstydzi z racji jej zawodu. - Jest to dla mnie bolesna nauczka. Chciałabym przeprosić i powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy. Będę przestrzegać wszystkich, by nie wsiadali do samochodu pod wpływem alkoholu. Przez tę sprawę zostałam zawieszona w pracy. Chciałabym mieć jeszcze jedną szansę - mówiła.
Sąd chce się upewnić, czy "istnieją przesłanki do zastosowania warunkowego umorzenia sprawy", i wyznaczył termin kolejnej rozprawy.


żródło: opolska Gazietka

Kosa
12-09-2011, 12:11
Widać w naszym kraju są równi i równiejsi :cenzura:

wiara
12-09-2011, 12:17
Prawda jest taka, że policjanci notorycznie jeżdżą poza służbą po alkoholu...
Przerażające jest zaś to, że normą jest "litowanie się" takich ********. Bo co? Bo straci pracę:grr: A Kowalski to nie straci? Najsurowsze kary powinny być dla nich za takie akcje wymierzane- tępienie bezprawia powinni zaczynać od siebie:wleb:

Z policją jest trochę jak z księdzem- jak zrobi dziecko w jednej parafii to przenosi się go do drugiej, zamiatając sprawę pod dywan...

SPQR
12-09-2011, 14:25
Można powiedzieć, że to całkiem "normalna" patologia. Ciężko znaleźdź kraj, który byłby od tego wolny. Policjanci to bardzo specyficzne środowisko. Jest w nim coś z syndromu oblężonej twierdzy.

Tam każdy każdemu plecy kryje, bo wiedzą co ich czeka jak do pierdla pójdą, lub chociaż zwolnią dysycplinarnie.

Pan Artysta
12-09-2011, 14:40
[COLOR=#000000]żródło: opolska Gazietka

skur.wysyny je.bane !

Jaco
14-09-2011, 19:43
http://polskalokalna.pl/news/sa-100-tys-zadoscuczynienia-za-pomylke-antyterrorystow,1695121

Gratulacje! Budżet się nagnie i starczy dla wszystkich. :bobas:

Jaco
15-09-2011, 22:00
Policja zatrzymała funkcjonariusza z komisariatu na warszawskim Targówku podejrzewanego o molestowanie seksualne 21-latki oraz próbę przekupienia innych funkcjonariuszy. 35-latek został zawieszony w czynnościach służbowych.
Jak poinformował dziś w komunikacie zespół prasowy KSP, mężczyźnie zarzuca się "usiłowanie doprowadzenia do obcowania płciowego i doprowadzenie do innej czynności seksualnej 21-latki oraz obietnicę wręczenia policjantom korzyści majątkowej".
Śledztwo w tej sprawie prowadzi żoliborska prokuratura. Sprawę bada też Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji.
Zatrzymany funkcjonariusz od 14 lat pełnił służbę w policji, ostatnio w komisariacie na Targówku. Decyzją komendanta rejonowego policji został on zawieszony w czynnościach służbowych.

Pan Kamil
28-09-2011, 15:02
http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/1099753,policjanci-uniewinnieni-w-sprawie-strzelaniny-na-baltyckiej,id,t.html?kategoria=687

matx
04-10-2011, 08:15
03.10.2011 11:21 | Polska (http://kontakt24.tvn.pl/informacje,kategoria,polska,2.html)
Policjant, który zginął na motocyklu, był pod wpływem narkotyków

Tagi: policjant (http://kontakt24.tvn.pl/tag,policjant.html), narkotyki (http://kontakt24.tvn.pl/tag,narkotyki.html), wypadek (http://kontakt24.tvn.pl/tag,wypadek.html), śmierć (http://kontakt24.tvn.pl/tag,%C5%9Bmier%C4%87.html)
Policjant, który w czerwcu zginął w wypadku w Pile, prowadził służbowy motocykl będąc pod wpływem amfetaminy. Prokurator twierdzi jednak, że obecność narkotyków w organizmie mężczyzny nie wpłynęła na przebieg zdarzeń, bo do wypadku doprowadziła kierująca Oplem Corsą kobieta. O zdarzeniu informowaliśmy na stronie Kontaktu 24. (http://kontakt24.tvn.pl/temat,zginal-policjant-na-motocyklu,117200.html)
Policjant na służbie pod wpływem narkotyków. Prowadził motocykl
150 nanogramów na mililitr - taką ilość soli amfetaminy we krwi miał policjant na służbie, który w czerwcu zginął na prowadzonym przez siebie motocyklu. Maria Wierzejewska-Raczyńska z Prokuratury Rejonowej w Pile stwierdza jednak, że fakt ten najprawdopodobniej nie miał związku z przebiegiem dalszych zdarzeń.
Osobówką zepchnęła z drogi motocyklistę
Do wypadku doszło 26 czerwca na ul. Wojska Polskiego w Pile. Kobieta kierująca Oplem Corsą zjechała na drugi pas dopychając jadącego tamtędy policjanta do krawędzi jezdni. Funkcjonariusz najprawdopodobniej stracił wtedy panowanie nad pojazdem, wjechał w krawężnik, następnie uderzył w latarnię. Motocyklista zmarł w szpitalu.
Powołano biegłego
Dziś wiadomo, że kierujący prowadził motocykl pod wpływem amfetaminy."Według dotychczasowej oceny nie miało to wpływu na przebieg wypadku" - powiedziała prokurator. W celu określenia, czy ilość narkotyku we krwi policjanta miała wpływ na jego percepcję, powołano biegłego. Jeszcze w październiku pojawi się jego opinia na ten temat.
"Oceniamy, że była to okoliczność drugorzędna, ponieważ motocyklista nie był sprawcą wypadku. Gdyby mężczyzna przeżył, odpowiedziałby za prowadzenie pojazdu pod wpływem środków odurzających" -poinformowała prokurator.
Jak dodaje Maria Wierzejewska-Raczyńska nie ma wątpliwości co do sprawcy wypadku. Na miejscu byli świadkowie, z których relacji wynikało, że do zdarzenia doprowadziła kierująca Oplem.



http://kontakt24.tvn.pl/temat,policjant-ktory-zginal-na-motorze-byl-pod-wplywem-narkotykow,145050.html

darekforest
06-10-2011, 17:15
Policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji na polecenie Prokuratury Okręgowej w Zamościu zatrzymali 9 osób podejrzanych o udział i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Wśród zatrzymanych znalazło się dwóch funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu. Wszczęto procedury zmierzające do zwolnienia ich ze służby.

- Materiały w tej sprawie policjanci przekazali w styczniu br. do Prokuratury Okręgowej w Zamościu, która wcześniej prowadziła w tej sprawie śledztwo własne i na której zlecenie policjanci BSW wykonywali wskazane przez prokuraturę czynności - informuje mł. insp. Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji.

We wtorek i środę policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych KGP zatrzymali łącznie 9 osób, w tym dwóch funkcjonariuszy Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego KMP w Zamościu. Jeden z nich będzie odpowiadał m.in. za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, a drugi za udział w niej. Zarzuty dotyczą m.in. wyłudzania nienależnych odszkodowań za zdarzenia drogowe, poświadczenia nieprawdy, a także wprowadzania do obrotu narkotyków.

Obaj funkcjonariusze po usłyszeniu zarzutów zostali natychmiast zawieszeni w czynnościach służbowych. Decyzją Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie wszczęto wobec nich czynności zmierzające do zwolnienia z pracy z uwagi na ważny interes służby.

Pierwszy z funkcjonariuszy, który usłyszał zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą w stopniu sierżanta w służbie jest od lat 11. Drugi z nich w stopniu st. sierż. w służbie od 2002 roku. Pierwszemu z nich grozi kara pozbawienia wolności do lat 10,a drugiemu do lat 8.

:fajek:

Jaco
13-10-2011, 12:01
Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w czwartek naczelnika wydziału inwestycji i gospodarki nieruchomościami Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie Marka D. Powodem zatrzymania są "ewentualne nieprawidłowości przy zamówieniach publicznych".Jak poinformował rzecznik prasowy CBA Jacek Dobrzyński, 54-letni naczelnik został zatrzymany w swoim mieszkaniu.
- Trwają czynności procesowe, tj. przeszukania - powiedział Dobrzyński. Nie ujawnił szczegółów dotyczących zatrzymania, dodał jedynie, że sprawa wiąże się z "ewentualnymi nieprawidłowościami przy zamówieniach publicznych". Po wykonaniu przeszukań Marek D. zostanie przewieziony do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.

Rzecznik prokuratury Janusz Kordulski powiedział, że śledztwo zostało wszczęte dwa tygodnie temu, dotąd nikomu nie postawiono w nim zarzutów. Dotyczy ono podejrzenia przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza uczelni w Szczytnie, w związku z przetargiem na rozbudowę i adaptację jednego z budynków tej szkoły. Dodał, że zatrzymany będzie przesłuchiwany w piątek.
Rzecznik prasowa Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie Beata Bekulard poinformowała, że uczelnia współpracowała w tej sprawie z CBA, dodała, że agenci tej służby zabezpieczyli w szkole dokumentację. Bekulard także nie ujawniła, jakie nieprawidłowości w zamówieniach publicznych miał popełnić zatrzymany naczelnik.
W ostatnim czasie w WSPol dzięki m.in. unijnym dotacjom realizowano bardzo wiele inwestycji, np. zbudowano centrum dydaktyczno-badawcze i zmodernizowano inny budynek, by utworzyć w nim sale dydaktyczne i aulę.


:prosze:

matx
27-10-2011, 08:18
Trochę o policji, trochę o PKP, trochę o naszej polskiej rzeczywistości.

http://www.gazetawroclawska.pl/stronaglowna/466034,poci-g-z-wroc-awia-ucieka-po-kryjomu-a-pasa-zer-lw,id,t.html

LOL3K
27-10-2011, 13:47
Śląscy antyterroryści postanowili dorobić, chroniąc Paris Hilton. Okazało się jednak, że złamali wszelkie zasady. Dlatego ich szefowie nie mają litości - funkcjonariusze stracą pracę.

Surowe konsekwencje dyscyplinarne grożą trzem śląskim antyterrorystom, którzy bez zgody przełożonych ochraniali Paris Hilton podczas jej wizyty w Katowicach. W tej sprawie toczy się postępowanie wyjaśniające - podał w środę rzecznik śląskiej policji Andrzej Gąska. O tym, że trzej podoficerowie Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego w Katowicach bez zgody przełożonych ochraniali celebrytkę, która kilkanaście dni temu przyjechała na otwarcie nowej części centrum handlowego Silesia City Center, napisał w środę katowicki dodatek "Gazety Wyborczej".

Gazeta zwróciła uwagę, że zdjęcia policjantów towarzyszących Hilton - na co dzień zakrywających twarze - obiegły cały świat. Ujawniła też, że podczas ochraniania Hilton funkcjonariusze, którzy byli w cywilnych ubraniach, mieli przy sobie broń służbową. "Komendant Wojewódzki Policji w Katowicach polecił, by oficerowie z wydziału kontroli wyjaśnili tę sprawę. Postępowanie wyjaśniające jest już prowadzone" - poinformował PAP podinspektor Gąska.

Jak dodał, już z pierwszych ustaleń wiadomo, że funkcjonariusze nie wykonywali podczas wizyty Hilton zadań służbowych, nie mieli też zgody przełożonych na to, by poza służbą ochraniać tę imprezę. "To oznacza, że w przypadku potwierdzenia w prowadzonym postępowaniu udziału funkcjonariuszy AT w ochronie tej imprezy, poniosą oni surowe konsekwencje dyscyplinarne" - podkreślił podinsp. Gąska.W wypowiedzi dla "GW" szef śląskiej policji Dariusz Biel powiedział kategorycznie, że jeśli policjanci, którzy ochraniali Hilton, do końca tygodnia sami nie odejdą ze służby, zostaną zwolnieni dyscyplinarnie.


http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/363589,antyterrorysci-chronili-paris-hilton-teraz-straca-prace.html

Kasa, kasa :D

spotter_spotterow
30-10-2011, 15:12
Samolot z pijanymi fanami piłki nożnej wylądował na płycie łódzkiego lotniska. Kiboli musiała poskromić policja, a autobus, którym mieli jechać z samolotu do terminalu spłonął. Po ugaszeniu pojazdu okazało się, że w porzuconym bagażu znajdują się materiały wybuchowe... Taki scenariusz wydarzeń przed EURO 2012 ćwiczyły w Łodzi policja i straż pożarna.

http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/363247,lodz-cwiczenia-policji-i-strazy-pozarnej-przed-euro-2012-zdjecia.html

:kac:

gizo
30-10-2011, 15:30
Kto im pisze te scenariusze?:kurde:

Yanks
30-10-2011, 17:00
Taki scenariusz wydarzeń przed EURO 2012 ćwiczyły w Łodzi policja i straż pożarna.

I co? Wygrali?

Lord
30-10-2011, 19:05
I co? Wygrali?

Zapewne kibolami byli uczniowie jakiegoś łódzkiego gimnazjum, więc pewnie wygrali. Ale z trudem :lol:
swoją drogą ciekaw jestem, kto zapłacił za ten autobus, który gamonie spalili. Bo mam dziwne wrażenie, że my wszyscy

Kacor
30-10-2011, 19:31
mam pytanie, dostałem kwitek za wycieraczke za złe parkowanie od straży miejskiej, napisali że jest zdjęciei wezwanie do jakiejś ich komendy w celu wyjasnienia. Czy ktoś tak miał (zapewne tak) i czy sie stawiac czy raczej olać, taki kwitek równie dobrze ktoś by mógł mi zza wycieraczki wyciągnąć lub mógł zamoknąć w czasie deszczu bo nie dali go w folii

karakan
30-10-2011, 19:51
Jak tam pójdziesz to dostaniesz mandat.Jak nie pójdziesz..to też dostaniesz.

Buziek_LG
30-10-2011, 19:58
Ale generalnie nie musisz iść bo nic czego nie kwitowałeś nie jest obligujące. ;]

karakan
30-10-2011, 20:00
Dokładnie.To zaproszenie jest chyba naasadzie jakbyś chciał dyskutować czy coś.Jak mają fotkę , to i tak to nic nie da.Olej to.

Kacor
30-10-2011, 20:12
taki był mój pierwotny plan, potrzebowałem tylko kilka głosów utwierdzających które otrzymalem:)

Tuzin
30-10-2011, 21:22
No nie do końca.
Mają fotkę, ale za wykroczenia odpowiada osoba, a nie samochód. Istnieje wprawdzie takie coś jak mandat zaoczny, ale to jest jakieś legislacyjne gówno. Staje się prawomocnym mandatem dopiero jak się zapłaci (!).

Jak się nie stawisz, a będziesz mieć pecha i sprawa gdzieś "nie zginie z natłoku podobnych tego typu spraw" i nie upłynie ustawowy rok przedawnienia, to wezwą właściciela pojazdu (z CEPiKu) do złożenia wyjaśnienia kto nim tam kierował. I tu pozostaje pole do popisu dla tego właściciela.
Czym innym jest odpowiedzialność za wykroczenie nieprawidłowego parkowania, a czym innym odpowiedzialność właściciela za wykroczenie niepodania danych kierującego. Dwa różne wykroczenia.

Teraz tak - niepodanie danych jest wykroczeniem umyślnym. Jeżeli właściciel zezna że z samochodu korzysta bardzo wiele osób i on po tylu miesiącach nie pamięta kto kirował, to się odpierdolą. Przypominam, wykroczenie umyślne - w obecnym stanie techniki nie da się komuś udowodnić umyślności niepamięci.

Sprawdzone, działa.
Sprawa się nieco kombinuje jak mają monitoring, na którym widać kto się z fury wysypywał. Ale w takiej sytuacji - przed złożeniem zeznań niech pokażą.

Ogólnie radzę nie zlewać, a sprawiać żeby mieli przy takich sprawach jak najwięcej pracy. Z pożytkiem dla społeczeństwa :]

Kawa
31-10-2011, 07:44
Dwa razy miałem takie wezwanie, poszedłem od razu i udało się dogadać.

rey
31-10-2011, 07:48
A ja wręcz przeciwnie. Polazłem tam i trafiłem jakąś niedoruchaną babę, która akurat chyba miała okres i ch*uj.

(L)egionek
31-10-2011, 15:29
Dokładnie.To zaproszenie jest chyba naasadzie jakbyś chciał dyskutować czy coś.Jak mają fotkę , to i tak to nic nie da.Olej to.

Co Ty piszesz.... 3 razy miałem taką sytuacje i tylko raz dostałem mandat. Więc warto iść bo stówka piechotą nie chodzi.

jasin
31-10-2011, 18:00
tak idźcie na przypał - traficie albo nie traficie na dobry humor osoby za biurkiem. A nie lepiej ze zrozumieniem przeczytać post Tuzina? sprawdzone działa, tylko że zajmuję trochę więcej czasu i wymaga więcej inwencji niż pójście na wezwanie i jęczenie "niech mi Pani/Pan daruje".

ormo
11-11-2011, 19:38
Przed godziną 9:00 doszło do wypadku radiowozu na ul. Belwederskiej na wysokości Klonowej. Dwóch policjantów zostało rannych.
- Radiowóz jechał ul. Belwederską w kierunku Al. Ujazdowskich. Na łuku wpadł w poślizg i uderzył w latatnię - relacjonuje z miejsca zdarzenia Marcin Gula, reporter tvnwarszawa.pl.
Dwóch policiantów zostało rannych. Jeden z urazem głowy, drugi ręki zostali przewiezieni do szpitala przy ul. Wołoskiej.
Ruch wahadłowy
Zablokowany był jeden pas ruchu Belewederskiej w kierunku ul. Dolnej. Na miejscu policja kierowała ruchem wahadłowo.


Hmm ciekawe czemu nie podaję się przyczyny wypadku. Pewnie winien będzie ZDM, że latarnie źle postawił :kowboi:

Cielo
14-11-2011, 11:48
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-to-policjant-kopal-uczestnika-marszu-niepodleglosci,nId,385987

spotter_spotterow
20-11-2011, 11:26
Pewnie gdzieś było, ale i tak warto przekleić. Pełen profesjonalizm:

dqikvetSCGM

piotr_zabki
20-11-2011, 13:57
O k..... To kabaret...

gizo
20-11-2011, 14:14
O k..... To kabaret...

:nie:
A to Polska właśnie.

kokolino
21-11-2011, 15:42
Gdański konsul Federacji Rosyjskiej miał trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu, gdy zajechał drogę miejscowej drogówce. Ze względu na immunitet policjanci nie zatrzymali dyplomaty, powiadomili jednak o sprawie prokuraturę oraz MSZ.

Jak poinformowała rzeczniczka gdańskiej policji Magdalena Michalewska w niedzielę po południu policjantom z gdańskiej drogówki zajechało drogę auto marki BMW. Samochód wyjechał przed radiowóz z podporządkowanej drogi i stanął w poprzek szosy.

Po kontroli przeprowadzonej przez policję, okazało się, że autem kierował gdański konsul Federacji Rosyjskiej. Alkomat pokazał, że mężczyzna był pijany: miał trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Kierowca powołał się na immunitet, który chroni przed zatrzymaniem przez policję, i został zwolniony. Z miejsca zdarzenia zabrał go wezwany telefonicznie mężczyzna.

Michalewska dodała, że - zgodnie z przepisami, o sytuacji zawiadomiona została prokuratura oraz polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Szlachta się bawi...

rey
22-11-2011, 07:49
Jaka szlachta? Zwykły, najebany, pier*dolony kacap 8)

Jaco
22-11-2011, 10:29
12 policjantów z Radomia zatrzymano w związku z podejrzeniem o korupcję. Wcześniej zarzuty postawiono 21 osobom, które dały funkcjonariuszom łapówki za odstąpienie od ukarania mandatem – poinformował rzecznik mazowieckiej komendy policji Tadeusz Kaczmarek.
Jak poinformował rzecznik mazowieckiej komendy policji Tadeusz Kaczmarek, zatrzymani policjanci to funkcjonariusze działu patrolowo-interwencyjnego Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu Małgorzata Chrabąszcz powiedziała, że śledztwo ws. korupcji w radomskiej policji jest prowadzone od maja. Po zgromadzeniu niezbędnych materiałów dowodowych policjanci zostali we wtorek zatrzymani; trwają przesłuchania.
Według rzecznik przedstawiono im zarzuty "przyjmowania korzyści majątkowych w trakcie wykonywania przez nich czynności służbowych, w tym za zachowania stanowiące naruszenie przepisów prawa".
Rzecznik mazowieckiej policji poinformował, że w ub. tygodniu zatrzymano 21 osób, które przyznały się do wręczania łapówek policjantom. Prokurator przedstawił im zarzuty wręczania korzyści majątkowych. Zatrzymani to większości mieszkańcy Radomia.
Według Kaczmarka łapówki, w wysokości do kilkuset zł, wręczane były za odstąpienie od karania mandatem za drobne wykroczenia drogowe, np. nie zapięcie pasów, skręt w lewo na zakazie, nieaktualne tablice rejestracyjne, przejazd na czerwonym świetle przez skrzyżowanie.
Zarówno policjantom, jak i osobom dającym łapówki grozi do 10 lat pozbawienia wolności. "Ponieważ jest to przestępstwo umyślne, funkcjonariusze poniosą dodatkową odpowiedzialność służbową, która przewiduje wydalenie ze służby" - dodał Kaczmarek.



:foto:

TNTP
07-12-2011, 00:18
"Jeden strzelił policjantowi w twarz ze strzelby na gumowe kule"

prokuratura zinterpretowała ten strzał w ten sposób

"Za próbę zabójstwa policjanta zażądała dla Zbigniewa K. 25 lat więzienia"

mam nadzieję, że prędzej czy później taka wykładnia będzie obowiązywała także wobec naćpanych zakompleksieńców z AT strzelającymi z gumki gdzie popadnie

Snopek
07-12-2011, 07:20
http://www.rp.pl/artykul/69745,765563-Wulgarne-komentarze-policjantow-na-stadionie.html

:prosze:

Alek
20-12-2011, 12:12
Mam problem przez moją walniętą sąsiadkę .Mój pokój graniczy z nią przez cienką ścianę (mieszka na innej klatce ) ,gdzie zwykle przebywam ,gadam z kimś ,słucham muzyki ,siedzę na kompie itp. Od jakiegoś czasu ( połowa października ) zaczęła na mnie dzwonić na 997 ,że zakłócam jej ciszę nocną . Otóż babka jest jeb.nięta i wszystko jej przeszkadza ,bo jak z kimś rozmawiam lub się zaśmieje to napie.dala mi ostro w ścianę ( w wieku 75 lat też chciałbym mieć taki power ) , a potem wydzwania na wiadomy nr. Po 10 min. przyjeżdża policja i jest tradycyjne spisywanie ,funkcjonariusze nie dają mi nigdy mandatu ,bo nie zauważają poważnych zakłóceń ( jestem wtedy trzeźwy i burdelu nie ma w mieszkaniu ) ,ale pouczają . Żeby było śmieszniej ta wariatka ,jak dzwoni podaje także dane mojego sąsiada ,że rzekomo jemu również przeszkadzam (policja była po 12 nocy u niego dwukrotnie i nawet nie ogarniał ocb i mówił im ,że jest spokój ). Reszta sąsiadów z mojej klatki nic do mnie nie ma ,bo są LUDŹMI i rozumieją ,że po 23 człowiek może się zaśmiać itp. W pt dostałem wezwanie na policję jako podejrzany o to ,że " w dniach 25.10 w godz. 22- 23:30 , 03.11 w godz. 22:30 -1 , 10.11 w godz. 23- 1:30 oraz 21.11 w godz. 22:30 - 1 w Warszawie przy ul. K...... / swoim zachowaniem zakłócił spoczynek nocny sąsiadom . tj. o czyn z art. 51 par. 1 kw. " Żeby było śmieszniej 10.11 W NOCY W OGÓLE NIE BYŁO MNIE W DOMU. Dziś byłem składać zeznania i dostałem dwie opcje albo się przyznaje i jakaś mała grzywna ,albo sąd ( wybrałem rzecz jasna możliwość number 2 ). Złożyłem zeznania powiedziałem ,jak wygląda sytuacja ,że kobieta jest nadwrażliwa itd .Powiedział ,że nie wykluczone iż sąd wyda wyrok zaocznie albo będzie standardowa rozprawa.
Problemy z sąsiadami Drodzy Moi mieliście nie raz ,ale nie od razu mieliście z nimi sprawę , co radzicie ? Może ktoś miał podobny przypadek ?

wiara
20-12-2011, 12:24
Nie przyznawaj się i powołaj jakiegoś świadka który zezna, że wcale nie hałasujesz (zresztą jak sam piszesz- w notatkach są informacje o tym sąsiedzie co nie ma do Ciebie zastrzeżeń, więc niech go przesłuchają na tę okoliczność). Znajdź jeszcze kogoś, kto zezna że np. był wtedy u Ciebie i było cicho. Generalnie babka żadnych dowodów nie ma, słowo przeciw słowie. I znajdź kogoś kto zezna, że faktycznie tego któregoś dnia nawet nie było Cię w domu. Złóż wniosek dowodowy o przesłuchanie świadków.
Swoją drogą...współczuję. Nie ma nic gorszego niż zrypani sąsiedzi i użeranie się z psami o ch... wie co.

edit.
Moja koleżanka miała sąsiadkę, która czepiała się jej o to, że się za często myje i dźwięk spływającej wody jej przeszkadza.
Przeprowadziła się i trafiła jeszcze lepiej: teraz pod nią mieszka dziadek, który całą noc słucha telewizji- tak głośno, że u niej wszystko wyraźnie słychać.

ŁukaszD
20-12-2011, 12:33
starość Panu Bogu ewidentnie nie wyszła :| kiedyś za czasów studenckich sąsiadka mieszkająca piętro niżej twierdziła, że jest w stanie poznać czy chodzę po pokoju w kapciach czy bez... :poddaje:

Alek
20-12-2011, 12:37
Nie przyznawaj się i powołaj jakiegoś świadka który zezna, że wcale nie hałasujesz (zresztą jak sam piszesz- w notatkach są informacje o tym sąsiedzie co nie ma do Ciebie zastrzeżeń, więc niech go przesłuchają na tę okoliczność). Znajdź jeszcze kogoś, kto zezna że np. był wtedy u Ciebie i było cicho. Generalnie babka żadnych dowodów nie ma, słowo przeciw słowie. I znajdź kogoś kto zezna, że faktycznie tego któregoś dnia nawet nie było Cię w domu. Złóż wniosek dowodowy o przesłuchanie świadków.
Swoją drogą...współczuję. Nie ma nic gorszego niż zrypani sąsiedzi i użeranie się z psami o ch... wie co.

Skontaktuję się z policjantką prowadzącą sprawę (przesłuchiwał mnie kto inny ) i się jeszcze dopytam ewentualnie uzupełnię zeznania. Kolega ze mną mieszka i na pewno potwierdzi ,a także przypomnę jej o tym sąsiedzie. A i alibi mam bo 10.11 byłem u koleżki ,który może to potwierdzić .

wiara
20-12-2011, 12:43
Skontaktuję się z policjantką prowadzącą sprawę (przesłuchiwał mnie kto inny ) i się jeszcze dopytam ewentualnie uzupełnię zeznania. Kolega ze mną mieszka i na pewno potwierdzi ,a także przypomnę jej o tym sąsiedzie. A i alibi mam bo 10.11 byłem u koleżki ,który może to potwierdzić .
Więc mów wszystko i pilnuj, by dokładnie Twoje słowa zapisali w protokole. By niczego nie pominęli i nie pozmieniali. Bo policja lubi sporządzać protokoły przesłuchania pod siebie.

Alek
20-12-2011, 12:55
Dlatego ja starej babie ,ani policji się nie pozwolę sterroryzować i nie będzie mi wariatka decydować co mam robić i o której porze. Podczas ostatniej interwencji pan mundurowy wyznał ,że o tej porze ( 0:30 ) powinno się spać ,a nie siedzieć i gadać .:lol3:

TNTP
21-12-2011, 12:07
te Twoja tłumaczenia to i tak gówno dadzą, to znaczy, jak trafisz na kurwę, to i tak będzie wniosek o ukaranie. De facto z takimi ludźmi to jest małe pole manewru, ze względu na ich wiek.
Powiedz lepiej na przesłuchaniu, że babka ma problemy psychiczne, jakieś tam przykłady dasz i żeby się przygotowali na następne donosy z ich strony. Jak Cię ta osoba która będzie prowadzić tą sprawę wkurwi-będzie negatywnie wobec Ciebie nastawiona, to zapytaj się jej czy działania tej babki - walenie w ścianę itp. wobec Ciebie nie wyczerpują znamion paragrafu o stalkingu i czy w związku z zebranym materiałem dowodowym, policja sama nie powinna wszcząć postępowania w sprawie w której to Ty jesteś pokrzywdzonym:)

matx
21-12-2011, 14:44
Pijany Dzielnicowy Roku potrącił pieszą na pasach i... zaczął uciekać.

Jak ustalił GŁOS, jeden z najlepszych dotąd zabrzańskich policjantów, nagrodzony w specjalnym konkursie tytułem Dzielnicowego Roku 2009 przez samą prezydent miasta, potrącił na przejściu dla pieszych kobietę i uciekł z miejsca wypadku. Ofiarę pozostawił ranną, na wpół przytomną na nieoświetlonym torowisku tramwajowym. Jak się szybko okazało, gliniarz-uciekinier był kompletnie pijany. Został bardzo szybko zatrzymany przez swych kolegów, bo - z narażeniem swego życia i z 5-letnim dzieckiem na tylnym siedzeniu - zaczął gonić go naoczny świadek zdarzenia, który telefonicznie relacjonował dyżurnemu zabrzańskiej komendy rozwój sytuacji i trasę ucieczki.


Całość: http://www.gloszabrza24.pl/component/content/article/7-temat-tygodnia/3550-pijany-dzielnicowy-roku-potracil-kobiete-na-pasach-i-uciekl

Sosen
21-12-2011, 15:49
A na Twoim miejscu wogóle było nie otwierać psom. Nie masz takiego obowiązku. Mogą walić, dzwonić i uj nie ma Cię w domu. Kilka razy byś nie otworzył i A jak powiedzą, że było zapalone światło - wyszedłeś i widocznie zapomniałeś zgasić. Natłok spraw i nie ogarniasz. Masz ważniejsze sprawy. Było od początku palić głupa po pierwszym wezwaniu.

TNTP
21-12-2011, 16:11
ale co by mu to dało??
"dochodzenie" jest prowadzone, nie dlatego, że on im otworzył drzwi, tylko dlatego*, że ta babka wysłała pismo w tej sprawie na psy (zapewne nie jedno) i oni żeby mieć święty spokój (podkładkę gdyby Alek nie zdzierżył i ją na przykład ubił:)) rozpoczęli czynności wyjaśniające.
*w moim mniemaniu:)

Sosen
21-12-2011, 16:54
Być może zaczęli by olewać temat po kilkukrotnym stwierdzeniu braku lokatorów w domu. Nie ma hałasu, babka stara, pewnie coś się uroiło i uj. Było samemu dzwonić, że wali bez powodu w ściane czym przeszkadza Ci w nauce :) Choć z drugiej strony to dopiero by ja zagotowało :)

Alek
21-12-2011, 18:56
A na Twoim miejscu wogóle było nie otwierać psom. Nie masz takiego obowiązku. Mogą walić, dzwonić i uj nie ma Cię w domu. Kilka razy byś nie otworzył i A jak powiedzą, że było zapalone światło - wyszedłeś i widocznie zapomniałeś zgasić. Natłok spraw i nie ogarniasz. Masz ważniejsze sprawy. Było od początku palić głupa po pierwszym wezwaniu.

ze dwa razy tak zrobiłem ,ale potem napierdalali w drzwi jak głupi

Sosen
21-12-2011, 20:00
ze dwa razy tak zrobiłem ,ale potem napierdalali w drzwi jak głupi

Nie mają prawa wejść kvrwy bez nakazu. A jak nie otwierasz to też cały chvj Ci moga zrobić.

Alek
21-12-2011, 20:06
Nie mają prawa wejść kvrwy bez nakazu. A jak nie otwierasz to też cały chvj Ci moga zrobić.

wiem ,ale otwierałem im z myślą o tym ,że nie mam nic do ukrycia ,i jak do mnie wbijali to stwierdzali sami że nic się nie dzieje

Sosen
21-12-2011, 20:11
wiem ,ale otwierałem im z myślą o tym ,że nie mam nic do ukrycia ,i jak do mnie wbijali to stwierdzali sami że nic się nie dzieje


Nie ma co z brudnymi butami na salony motłochu wpuszczać. Dywan pobrudzą. Wczoraj miałem rozmowe z dzielnicowym i jego przydupasem. Kvrwa jebani tak prowadzą rozmowę i zadają pytania, żeby tylko człowieka wjebać w jakiś przypał.

Alek
21-12-2011, 20:26
Nie ma co z brudnymi butami na salony motłochu wpuszczać. Dywan pobrudzą. Wczoraj miałem rozmowe z dzielnicowym i jego przydupasem. Kvrwa jebani tak prowadzą rozmowę i zadają pytania, żeby tylko człowieka wjebać w jakiś przypał.

U mnie dzielnicowy też był w tej sprawie w marcu , gadał swoje brednie ,że nie jestem zameldowany itd ,ale stanęło na niczym ,bo go wkur.wiłem swoją gadką i wyszedł szepcząc kvrwy pod nosem .

Buziek_LG
21-12-2011, 20:59
Nie mają prawa wejść kvrwy bez nakazu. A jak nie otwierasz to też cały chvj Ci moga zrobić.

Mają... ;)

Sosen
21-12-2011, 21:07
Mają... ;)

Jak im nie otworzysz drzwi to nie wejdą ;) A otworzenie przed nimi drzwi to jak zaproszenie do środka.

Alek
21-12-2011, 21:08
Mają... ;)

jak uznają , że jest zagrożenie zdrowia lub życia bodajże

wiara
21-12-2011, 21:16
Jak im nie otworzysz drzwi to nie wejdą ;) A otworzenie przed nimi drzwi to jak zaproszenie do środka.
Ja ostatnio się wycwaniłam i na korytarzu ich "goszczę"- do domu nie wpuszczam. Wtedy to się dopiero wkurwiają:) Mówię: proszę zaczekać- zamykam im drzwi przed nosem- i idę np. po dowód (czy co tam chcą).

Swoją drogą...nie ma większych k.u.r.w. niż psy, bez kitu.

Choć trzeba im przyznać, że nadużywanie władzy to u nich norma. A to straszenie ch... wie czym jest co najmniej żałosne. Nie mniej jednak ich wkurwienie w momencie, gdy twardo stoi się przy swoich prawach i nie lęka ich- bezcenne:zlosliwy:.

Alek
21-12-2011, 21:26
Ja ostatnio się wycwaniłam i na korytarzu ich "goszczę"- do domu nie wpuszczam. Wtedy to się dopiero wkurwiają:) Mówię: proszę zaczekać- zamykam im drzwi przed nosem- i idę np. po dowód (czy co tam chcą).

Swoją drogą...nie ma większych k.u.r.w. niż psy, bez kitu.

Choć trzeba im przyznać, że nadużywanie władzy to u nich norma. A to straszenie ch... wie czym jest co najmniej żałosne. Nie mniej jednak ich wkurwienie w momencie, gdy twardo stoi się przy swoich prawach i nie lęka ich- bezcenne:zlosliwy:.

Ja też ich goszczę na klatce schodowej , jedynie raz wprosili się do środka. Okazało się teraz , że mają nie dość że kod do mojej klatki to i kluczyk ,dzięki któremu mogą się dostać.

Jaco
23-12-2011, 16:04
Pod zarzutami rozboju i pobicia trafili do aresztu dwaj strażnicy miejscy z Katowic. Według prokuratury funkcjonariusze mieli w połowie listopada pobić i okraść w centrum miasta pijanego mężczyznę.
Jak poinformowała szefowa prowadzącej śledztwo Prokuratury Rejonowej Katowice-Północ prok. Urszula Noras-Cema, nie przyznają się oni do zarzutów. Komendant katowickiej straży miejskiej Włodzimierz Romanowski zawiesił obu funkcjonariuszy do czasu wyroku sądu. Strażnikom może grozić do 12 lat więzienia.
Z ustaleń śledztwa wynika, że obaj strażnicy, pełniąc 15 listopada służbę pojechali do interwencji po zgłoszeniu o pijanym mężczyźnie, który znajdował się przy ul. Skargi w ścisłym centrum miasta.
Według prokuratury, strażnicy mieli pijanego zawieźć radiowozem w odludne miejsce na końcu ul. Opolskiej, tam pobić, przeszukać i ukraść mu 2 tys. zł, a w końcu - pobitego, m.in. ze złamaną ręką - zawieźć do izby wytrzeźwień.
Poszkodowany - pracujący, mający rodzinę - po tym zdarzeniu złożył zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa. Prokuratura przesłuchała dotąd w sprawie kilkunastu świadków, zwróciła się też do biegłego o ocenę obrażeń mężczyzny.
Jak powiedziała prok. Noras-Cema, obaj strażnicy zaprzeczają, by mieli pobić, użyć przemocy i zabrać pokrzywdzonemu pieniądze. Choć prokuratura nie dysponuje zeznaniami bezpośrednich świadków, zeznania innych osób potwierdzają jednak częściowo wersję pokrzywdzonego.
- Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że (strażnicy - red.) popełnili zarzucony im czyn - powiedziała prok. Noras-Cema. Zebrany przeciw nim materiał okazał się wystarczający, by sąd zgodził się w środę na ich tymczasowe aresztowanie.
Komendant katowickiej straży miejskiej nie chciał w piątek komentować sprawy. Jak powiedział, zaraz po aresztowaniu zawiesił obu strażników w obowiązkach, nie rozwiązując z nimi stosunku pracy. Dodał, że funkcjonariusze mają kilkuletni staż pracy. Odmówił odpowiedzi na pytanie o ew. problemy związane z ich dotychczasową służbą.
O sprawie w piątek napisał lokalny dodatek do "Gazety Wyborczej". Według gazety podejrzani to przewodniczący i wiceprzewodniczący działającego w katowickiej straży miejskiej związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy.



:chytry:

NieMaChuja
24-12-2011, 00:33
Jebac Policyjne Prawo!

frz022
24-12-2011, 00:38
Homo homini lupus est

Alek
26-12-2011, 17:46
Rozmawiałem z wujkiem , który jest notariuszem , więc się trochę zna na prawie. Powiedział , że dopiero jak dostanę list z zaproszeniem na rozprawę , to mam napisać wnioski o przesłuchanie świadków , a także wniosek o zbadanie psychiatryczne sąsiadki przez biegłych , bo jest prawdopodobieństwo , że babka ma nierówno pod sufitem. Ech będzie śmiesznie .

matx
02-01-2012, 11:33
Policjantka bez kary, bo sprawa się przedawniła


Katowicka policjantka wjechała na skrzyżowaniu w bok volvo Adama Waleczka. Mężczyzna nie dostanie jednak odszkodowania, bo sprawę funkcjonariuszki tak prowadzono, że się przedawniła. - W jej firmie ubezpieczeniowej powiedziano mi, że skoro nie ma winy, to nie będzie też pieniędzy - mówi Waleczek
Waleczek na auto (http://moto.pl/MotoPL/0,0.html) zbierał kilka lat. Kiedy jego koledzy chodzili po knajpach, on odkładał pieniądze. W końcu za prawie 40 tys. zł kupił volvo. 3 września 2009 r. jego wóz trafił na złomowisko. Powód? Tego dnia, kiedy wjechał na skrzyżowanie ul. Granicznej z Krasińskiego, w bok jego wozu wjechał fiat panda (http://moto.pl/MotoPL/0,90115.html?tag=fiat%20panda). Za jego kierownicą siedziała policjantka (http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/0,0.html) z Katowic. Uderzone volvo staranowało jeszcze słup sygnalizacji świetlnej.
- Rzeczoznawca stwierdził, że mój wóz nadaje się do kasacji. Za wrak dostałem tylko 20 tys. zł - mówi Waleczek
Z notatki, którą mężczyzna dostał od policjantów na miejscu zdarzenia, wynikało, że ostrożności przy wjeździe na skrzyżowanie nie zachowała funkcjonariuszka. Kiedy jednak zgłosił się do jej firmy ubezpieczeniowej po wypłatę odszkodowania, dowiedział się, że kobieta (http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/0,0.html) nie poczuwa się do winy. Sprawę musiał rozstrzygnąć sąd.

Zgodnie z przepisami policja ma 30 dni na skierowanie do sądu wniosku o ukaranie kierowcy - sprawcy kolizji. - Jednak w tym przypadku przez ponad trzy miesiące nic nie robiono w sprawie - mówi Waleczek. W grudniu napisał więc skargę do komendy wojewódzkiej w Katowicach (http://katowice.gazeta.pl/katowice/0,0.html). Dopiero wtedy drogówka wystąpiła o ukaranie koleżanki po fachu.

- To nie była celowa zwłoka, nasi ludzie musieli po prostu wykonać dodatkowe czynności w tej sprawie. A to, że pojawiało się w niej nazwisko funkcjonariuszki, nie miało żadnego znaczenia - zapewnia komisarz Jacek Pytel, rzecznik komendy miejskiej w Katowicach.

Sąd w styczniu 2010 r. w trybie nakazowym uznał winę policjantki i skazał ją na grzywnę. Funkcjonariuszka odwołała się od wyroku. Przez cztery miesiące toczył się więc proces, po którym ponownie została skazana. Znowu się jednak odwołała, a sąd wyższej instancji uchylił ten wyrok. Przez prawie pięć miesięcy w sprawie nic się nie działo. Dopiero w marcu 2011 r. rozpoczął się kolejny już proces funkcjonariuszki. Choć do przesłuchania było zaledwie pięciu świadków, trwał on ponad sześć miesięcy.

- Akta sprawy znajdują się w innym sądzie. Mogę się tylko domyślać, że trzeba było powołać biegłego - mówi sędzia Michał Dmowski, wiceprezes Sądu Rejonowego w Katowicach. Wyrok skazujący wydano zaledwie na dwa tygodnie przed przedawnieniem się sprawy. Znowu uznano winę policjantki, ale wtedy było już wiadomo, że się nie uprawomocni, bo funkcjonariuszka zapowiedziała jego apelację.

- Ostatecznie 7 grudnia 2011 r. sąd umorzył tę sprawę z powodu przedawnienia. Oznacza to, że wina dotycząca kolizji nie zostanie już orzeczona - mówi sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach.

W tej sytuacji Waleczek ma poważny problem, bo firma ubezpieczeniowa policjantki nie wypłaci mu ani grosza odszkodowania. - Powiedziano mi, że skoro nie ma winny, to nie będzie też pieniędzy - mówi mężczyzna. Sędzia Zawała przyznaje, że mężczyzna może wytoczyć funkcjonariuszce proces na drodze cywilnej. - To nie będzie jednak łatwa sprawa, bo będzie musiał bezspornie dowieść, że odpowiedzialność za zdarzenie ponosi kobieta - podkreśla rzecznik sądu.

Marcin Marszołek, prezes katowickiego stowarzyszenia Wokanda, które zajmuje się pomocą prawną dla ofiar wypadków, twierdzi, że Waleczek powinien złożyć w Strasburgu skargę na opieszałość sądu. - To niedopuszczalne, że w XXI w. prostą sprawę z udziałem kilku świadków prowadzi się dwa lata i nie potrafi jej skończyć - mówi Marszołek.

Czy to XXI wiek? - komentuje Marcin Pietraszewski

Sprawy, w których na ławie oskarżonych zasiadają przedstawiciele organów ścigania, powinny być prowadzone nadzwyczaj sprawnie i starannie. Tak aby nikt nie mógł powiedzieć, że w ramach fałszywej solidarności zawodowej ktoś próbuje pomóc oskarżonym.

W tej sprawie komenda i sąd twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie ze sztuką. A na długość postępowania wpływ miały dodatkowe czynności czy też opinia biegłych. Jednak czy naprawdę w XXI w. w sprawie dotyczącej prostej kolizji drogowej sąd przez prawie dwa lata nie był w stanie wydać prawomocnego wyroku? Waleczek ma poważne wątpliwości. I patrząc na okoliczności, trudno się mu dziwić

Żródło: GóWniane

Jaco
03-01-2012, 16:11
Policjant z Chełmży w woj. kujawsko-pomorskim odpowie przed sądem za stosowanie niedozwolonych metod wobec osób zatrzymanych. Funkcjonariusz miał się znęcać nad przesłuchiwanymi.

Jak poinformowano w Prokuraturze Rejonowej Toruń-Zachód, 23-letni funkcjonariusz został oskarżony o wymuszanie zeznań w prowadzonych przez niego postępowaniach. Postawiono mu dwa zarzuty dotyczące prowadzonych przez niego postępowań w sprawie kradzieży.

Z ustaleń śledztwa wynika, że w lipcu policjant miał wymuszać siłą wyjaśnienia od mężczyzny podejrzewanego o kradzież w Sławkowie. Jak zeznał poszkodowany, funkcjonariusz bił go dłonią, kopał i uderzał pałką służbową w stopy, by wymusić przyznanie się do winy. Poszkodowany został oskarżony o dokonanie kradzieży, a jego proces w tej sprawie jeszcze trwa.

Drugą ofiarą policjanta miał być mężczyzna zatrzymany w związku z inną kradzieżą (sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawcy). Według jego relacji, podczas przesłuchania policjant kazał mu klęczeć na krześle i bił go pałką w stopy.

Funkcjonariusz oskarżony o przekroczenie uprawnień nie przyznał się do winy. Grozi mu kara do dziesięciu lat więzienia. Po wszczęciu dochodzenia został zawieszony w wykonywaniu obowiązków służbowych.

http://wiadomosci.wp.pl/title,Policjant-kazal-mi-kleczec-na-krzesle-i-bil-mnie-palka,wid,14136033,wiadomosc.html

Klasyka. :jejku: Życzę nisko upadających mydeł pod prysznicem. :modli:

Stout
05-01-2012, 09:53
http://kwidzyn.naszemiasto.pl/artykul/1225349,funkcjonariusz-strazy-miejskiej-w-kwidzynie-jest-oskarzony,id,t.html#d8778319f76dc2a1,1,3,3

matx
05-01-2012, 15:44
Biznesmen za niewinność odsiedział 1.5 roku

Rozwijał firmę w Norwegii, inwestował na warszawskiej giełdzie. Pomówiony o morderstwo trafił do aresztu. Stracił wszystko

Przedstawiamy wyjątkowo nieudolnie prowadzone śledztwo, pełne błędów i niekompetencji prokuratury. Przejmująca historia 28-letniego przedsiębiorcy Pawła Guza dowodzi, że w Polsce każdy niewinny człowiek może trafić do więzienia. Wystarczy fałszywe pomówienie. Prawdziwe dowody przestępstwa nie są śledczym potrzebne, by złamać komuś życie.

Paragraf się znajdzie

W wakacje 2007 r. Paweł Guz wziął krótki urlop i przyjechał z Norwegii do rodzinnego Lubartowa (Lubelskie). Nie zdążył się jeszcze do końca rozpakować, gdy policja zakuła go w kajdanki i zamknęła w areszcie
— Wpadli z samego rana. Wyciągnęli mnie z łóżka i zawieźli na komendę. Usłyszałem, że jestem mordercą. Zażądano, bym przyznał się do popełnienia zbrodni. Świat zawirował mi przed oczami. Modliłem się, żeby to był zły sen. Niestety, to działo się naprawdę — wspomina Paweł Guz.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie postawiła mu zarzut współudziału w morderstwie. Lubelski Sąd Okręgowy przyklepał areszt. Paweł Guz przesiedział za kratami prawie półtora roku. Wyszedł, gdy prokuratura przyznała się do porażki.
— Przeżyłem traumę. Najgorsze było to, że straciłem dobrze rokujący biznes i wszystkie oszczędności. W Norwegii z powodzeniem prowadziłem firmę budowlano-montażową. Miałem dużo zleceń. W wyniku mojego aresztowania firma padła. Pod koniec 2007 r., gdy już siedziałem w więzieniu, zaczął się kryzys finansowy. Akcje na giełdach zaczęły spadać. Prokurator prowadzący sprawę nie pozwolił mi z aresztu zarządzać moimi aktywami. Straciłem wszystkie pieniądze, które zainwestowałem na warszawskiej giełdzie — opowiada Paweł Guz. Przyczyną jego kłopotów było pomówienie o dokonanie zbrodni.
W lipcu 2007 r. w lesie między Parczewem a Lubartowem policjanci znaleźli zwłoki młodego mężczyzny, który zginął od ciosów młotkiem w głowę. Szybko wpadli na trop mordercy. Jednak Krzysztof P., chcąc ratować własną skórę, winą obarczył dwie inne osoby. Jedną z nich był Paweł Guz. W toku śledztwa Krzysztof P. wielokrotnie zmieniał zeznania, gubił się i kluczył. Wodził śledczych za nos. Poza jego wynurzeniami prokuratura nie miała dowodów.
W toku śledztwa przesłuchano 150 świadków, sporządzono kilkadziesiąt opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej, genetyki, analizy kryminalnej. Nie znaleziono żadnych dowodów winy Pawła Guza. Jednak dopiero po 17 miesiącach nieudolnego śledztwa prokuratura poddała się i umorzyła postępowanie przeciwko młodemu przedsiębiorcy.
W uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu czytamy: „Udział Pawła Guza w
zabójstwie w świetle zgromadzonych dowodów jest nieprawdopodobny”.

Dobrze, chociaż powoli

Prokuratura uważa, że ta sprawa to… jej sukces.
— Ustaliliśmy sprawcę tego przestępstwa. Został on oskarżony o zabójstwo i jego proces karny trwa. Wobec osób niewinnych sprawa została umorzona. Niewątpliwie długotrwały areszt wydaje się krzywdzący dla niewinnych, ale prokurator dochował wszelkiej staranności — mówi Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Artur Ozimek, sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie, tłumaczy prawie 1,5-roczny areszt.
— Na początku postępowania, gdy wpłynął wniosek o areszt, dysponowaliśmy niewielkim materiałem dowodowym, w zasadzie tylko pomówieniem o dokonanie zabójstwa. Jednak były podstawy do zastosowania aresztu, ponieważ konieczna była ocena wiarygodności wszystkich zeznań. Można tylko ubolewać nad tym, że weryfikacja tych dowodów trwała tak długo. Takie błędy nie powinny się zdarzać — stwierdza Artur Ozimek sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie. Paweł Guz domaga się od państwa polskiego 5 mln zł odszkodowania

http://pwp.pb.pl/2539737,33177,biznesmen-za-niewinnosc-odsiedzial-1-5-roku

Ogromny sukces prokuratury! :prawi:

yossarian1916
05-01-2012, 16:33
Ooo, to pomówienie to już podstawa żeby półtoraka ktoś odsiedział? I to mówi sędzia zawodowy?

Mecenas1916
07-01-2012, 07:49
http://www.jaroslawska.pl/index.php?PHPSESSIONID=&artykul=7292

Jarosław: Zarzuty dla policjantki
Grozi jej trzy lata

Prokuratura postawiła policjantce zarzut przekroczenia uprawnień. Komendant zawiesił ją w czynnościach służbowych.

Prowadząca śledztwo w sprawie pobicia Małgorzaty J. Prokuratura Rejonowa w Przemyślu, postawiła zarzut przekroczenia uprawnień Ewelinie B., funkcjonariuszce Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu.
Do pobicia miało dojść 12 września ub. r. w jarosławskiej komendzie. Małżonkowie Małgorzata i Jarosław J. zostali zatrzymani na ul. Bandurskiego w Jarosławiu. Jak twierdzili wówczas funkcjonariusze, państwo J. awanturując się, zakłócali ciszę nocną. Ta wersja nie pokryła się z wersją samych zatrzymanych, z której wynika, że Małgorzata J. była bita i poniżana przez funkcjonariuszy.
- Funkcjonariuszka została przesłuchana w charakterze podejrzanej, nie przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia - informuje zastępca prokuratura rejonowego w Przemyślu Jacek Staszczak, dodając że znacząca w tej sprawie była zarówno część zeznań poszkodowanej, opinia z zakresu genetyki sądowej jak i opinia medycyny kryminalistycznej.
Komendant Powiatowy Policji w Jarosławiu insp. Janusz Dymek zawiesił funkcjonariuszkę w czynnościach służbowych. Zgodnie z Ustawą o Policji otrzymuje ona w tym czasie połowę uposażenia, jej broń zdeponowano i odebrano jej legitymację służbową. Nie stawia się też na służbę.
Jeśli zarzut potwierdzi się, kobiecie grozi do trzech lat pozbawienia wolności.

Lord
09-01-2012, 20:57
W miejscowości Tłuszcz pod Warszawą znaleziono ciało policjanta - podaje radio RMF FM. Być może funkcjonariusz popełnił samobójstwo - takiej wersji nie wyklucza policja. Informację tę potwierdza w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński: - W jednej z podwarszawskich miejscowości znaleziono ciało policjanta; ok. 30-letni funkcjonariusz prawdopodobnie popełnił samobójstwo, strzelając z broni służbowej - poinformował.

- Policja wspólnie z prokuraturą wyjaśnia wszystkie okoliczności tego tragicznego zdarzenia - powiedział Maciej Karczyński. Dodał, że rodzina policjanta została objęta opieką psychologa.

Jak podało RMF FM, ciało policjanta, który pracował w komendzie powiatowej w Wołominie, znaleźli jego koledzy z pracy w miejscowości Tłuszcz.

Według wstępnych ustaleń funkcjonariusz zastrzelił się z broni w trakcie służby. Nie wiadomo, dlaczego dzielnicowy targnął się na swoje życie. Policjant, w służbie od sześciu lat, był wielokrotnie nagradzany.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wołominie.
źródło: http://wiadomosci.wp.pl/title,Tajemnicza-smierc-policjanta-pod-Warszawa-popelnil-samobojstwo-z-broni-sluzbowej,wid,14150616,wiadomosc.html

tak mnie zastanawia - co jakieś doniesienia o policjancie, który coś nabroił, to każdy jest wielokrotnie nagradzany i wogóle cudny, wspaniały i najlepszy w Polsce. Albo ci wielokrotnie nagradzani są jeszcze bardziej jebnięci, albo w policji nie ma nienagradzanych funkcjonariuszy.

Szawar
09-01-2012, 21:16
tak mnie zastanawia - co jakieś doniesienia o policjancie, który coś nabroił, to każdy jest wielokrotnie nagradzany i wogóle cudny, wspaniały i najlepszy w Polsce. Albo ci wielokrotnie nagradzani są jeszcze bardziej jebnięci, albo w policji nie ma nienagradzanych funkcjonariuszy.

Maja zapewne dobry system motywacyjny. :gupi:

voytek
11-01-2012, 06:52
Megaproces policjantów. Tylko jeden został w komendzie

Rozpoczął się proces w najgłośniejszej policyjnej sprawie korupcyjnej ostatnich lat, w której oskarżony został cały wydział buskiej drogówki. Z jedenastu objętych zarzutami policjantów dziś w komendzie pracuje jeszcze tylko jeden. Pozostałym nie wiedzie się najlepiej.

Proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Pińczowie, bo tylko tam jest sala, w której może się pomieścić tak duża liczba oskarżonych, czasami korzysta z niej nawet kielecki sąd okręgowy.

A w tej sprawie jest ich aż 44: 11 funkcjonariuszy policji oraz 33 kierowców, którzy odpowiadać będą za wręczanie łapówek policjantom. Dodatkowo wielu oskarżonych przyszło wczoraj ze swoimi adwokatami, więc liczba osób na sali przekroczyła pół setki.

Z tego m.in. powodu sędzia Renata Szczerba nie zgodziła się na filmowanie rozprawy i robienie zdjęć na sali. - Mogłoby to zakłócić przebieg tego procesu i wpłynąć na swobodę składania wyjaśnień przez oskarżonych oraz zeznań przez świadków - uzasadniła sędzia Szczerba.

Nieco luźniej zrobiło się, gdy 16 oskarżonych kierowców złożyło wnioski o dobrowolne poddanie się karze, co jest równoznaczne z przyznaniem się do winy, potem mogli opuścić salę. Zaproponowane przez nich i uzgodnione z prokuratorem kary to rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz od tysiąca do 2 tys. zł grzywny.

Ich wnioski zostaną rozpatrzone przez inny skład sędziowski w odrębnym procesie.

O dobrowolną karę nie poprosił żaden z oskarżonych policjantów, w śledztwie wszyscy konsekwentnie nie przyznawali się do winy.

Zarzuty wobec nich to konsekwencja działań Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, które zamontowało podsłuch w radiowozie buskiej drogówki. Gdy zarejestrowane rozmowy przelano na papier, wyszło z tego 767 czynów popełnionych w niewiele ponad miesiąc - od 30 grudnia 2009 roku do 7 lutego 2010.

Rekordzista, notabene laureat "Konkursu na policjanta ruchu drogowego", ma aż 217 zarzutów, z czego 58 korupcyjnych. Pozostałe to powiązane z przyjmowaniem łapówek niedopełnienie obowiązków czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. Odczytywanie aktu oskarżenia prokurator Agnieszce Madej zajęło wczoraj prawie pięć godzin i będzie kontynuowane dziś, bo sam tylko opis zarzutów liczy ponad 200 stron. Wcześniej sporo czasu zajęły też formalności, m.in. odbieranie danych od oskarżonych. I tu okazało się, że tylko jeden z 11 policjantów pracuje jeszcze w komendzie. Czterech jest na emeryturze, biorą średnio 2 tys. zł, a wspomniany wyżej "policjant roku" zapewne z racji najmniejszego stażu dostaje tylko 1,3 tys. zł. Pięciu innych jest na bezrobociu i bierze zasiłki, a kolejny utrzymuje się z gospodarstwa rolnego. - Cały mój majątek to samochód do spółki z ojcem warty 3 tys. zł - mówił jeden z byłych policjantów, obecnie bezrobotny.

Jak wyjaśnia Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji, cała jedenastka oskarżonych policjantów po przedstawieniu im zarzutów była zawieszona w czynnościach. - Czworo z nich na własną prośbę odeszło i są na emeryturze, sześciu w ubiegłym roku zostało wydalonych ze służby. Wobec jedynego policjanta, który został w komendzie, toczy się postępowanie dyscyplinarne, aktualnie jest zawieszone do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd - informuje Tokarski.

Proces będzie kontynuowany dziś, być może sądowi uda się rozpocząć odbieranie wyjaśnień od oskarżonych.

i jeden z komentarzy do artykułu:

To teraz już wiecie, jak wygląda służba "nawet z narażeniem życia".
Proponuję wydrukować ten artykuł (i setki podobnych, a potem oprawić w skórę). I wozic ze sobą w aucie. I pokazywać wąsatym szeryfom po wieczorowej maturze z krokiewką albo nawet petem na pagonie, kiedy zbierając resztę swych szarych komórek do kupy (które uchowały się od ciągłych szturmów C2H5OH) zaczną silić się na moralizatorstwo.
To organizacja przegniała do szpiku kości, taka mafia light - cos jak radziecka GAI w złotych latach breżniewszczyzny
najbardziej odzwierciedlający charakter służby, i ludzi pracujących w tej zgniłej instytucji, którym w większości pójście do policji uratowało dupę

Hjubi
14-01-2012, 21:46
Nie sądziłem że ktoś wrzucał o tym info na forum. Ale że zostało już napisane, to się tylko do tego odniosę. Co do tego policjanta o którym pisał Lord (3 posty wcześniej), to był moim dzielnicowym i co notabene - popełnił samobójstwo trzy dni po odwiedzinach u mnie na chacie.

VANAHAIM72
18-01-2012, 16:52
Nie wierzę, ze można być takim debilem :lol:




Policjant, syn byłego wiceszefa mazowieckiej policji Macieja K., który mógł być zamieszany w porwanie Krzysztofa Olewnika, został złapany na niszczeniu kaszanki produkcji rodziny Olewników. Tak twierdzi kierownictwo hipermarketu "Real". Policjant zapłacił sklepowi 250 zł. Mimo to złożono doniesienie, a sprawę wyjaśnia prokuratura.

Chodzi o Marcina K., oficera Komendy Głównej Policji. - To zdarzyło się na początku stycznia. W ubiegłym tygodniu zawiadomienie złożył kierownik "Realu" na warszawskim Ursynowie - mówi tvn24.pl Paweł Wierzchołowski, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Policjant - według materiałów prokuratury - miał ostrym narzędziem dziurawić paczki z kaszanką z charakterystycznym logo firmy Olewników. Tę sytuację zarejestrowały kamery monitoringu w hipermarkecie. Policjant zapłacił w sklepie 250 zł za ten wyrób.

Śledztwo dotyczy niszczenia cudzej rzeczy. Za to teoretycznie policjantowi grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. - Przesłuchujemy świadków, oglądamy nagrania z monitoringu i ustalamy wartość zniszczonych wędlin, bez sklepowej marży, by obliczyć szkodę - dodaje szef prokuratury na warszawskim Mokotowie.

Policjanta nie zawieszono. - Przekazaliśmy prokuratorom wszystkie materiały, by mogli ocenić sprawę. Dopiero po tym podejmiemy jakieś decyzje - powiedział Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendanta Głównego Policji.

ivan
18-01-2012, 17:29
Odwalił prawdziwą kaszanę .:lol3:

MaCieJeWski
18-01-2012, 17:44
A dlaczego bez sklepowej marży.

Svitlica_Stanko
18-01-2012, 18:19
i wiadomo co z tym psem z Marszu Niepdoległości ? czy sprawa zamieciona pod dywan ....

Stout
18-01-2012, 18:45
Odwalił prawdziwą kaszanę .:lol3:


I wyszedł niezły pasztet:lol3::lol3::lol3:

Dedes
18-01-2012, 22:18
i wiadomo co z tym psem z Marszu Niepdoległości ? czy sprawa zamieciona pod dywan ....

Było już gdzieś w temacie, uniewinniony.

Alek
23-01-2012, 14:16
Mam problem przez moją walniętą sąsiadkę .Mój pokój graniczy z nią przez cienką ścianę (mieszka na innej klatce ) ,gdzie zwykle przebywam ,gadam z kimś ,słucham muzyki ,siedzę na kompie itp. Od jakiegoś czasu ( połowa października ) zaczęła na mnie dzwonić na 997 ,że zakłócam jej ciszę nocną . Otóż babka jest jeb.nięta i wszystko jej przeszkadza ,bo jak z kimś rozmawiam lub się zaśmieje to napie.dala mi ostro w ścianę ( w wieku 75 lat też chciałbym mieć taki power ) , a potem wydzwania na wiadomy nr. Po 10 min. przyjeżdża policja i jest tradycyjne spisywanie ,funkcjonariusze nie dają mi nigdy mandatu ,bo nie zauważają poważnych zakłóceń ( jestem wtedy trzeźwy i burdelu nie ma w mieszkaniu ) ,ale pouczają . Żeby było śmieszniej ta wariatka ,jak dzwoni podaje także dane mojego sąsiada ,że rzekomo jemu również przeszkadzam (policja była po 12 nocy u niego dwukrotnie i nawet nie ogarniał ocb i mówił im ,że jest spokój ). Reszta sąsiadów z mojej klatki nic do mnie nie ma ,bo są LUDŹMI i rozumieją ,że po 23 człowiek może się zaśmiać itp. W pt dostałem wezwanie na policję jako podejrzany o to ,że " w dniach 25.10 w godz. 22- 23:30 , 03.11 w godz. 22:30 -1 , 10.11 w godz. 23- 1:30 oraz 21.11 w godz. 22:30 - 1 w Warszawie przy ul. K...... / swoim zachowaniem zakłócił spoczynek nocny sąsiadom . tj. o czyn z art. 51 par. 1 kw. " Żeby było śmieszniej 10.11 W NOCY W OGÓLE NIE BYŁO MNIE W DOMU. Dziś byłem składać zeznania i dostałem dwie opcje albo się przyznaje i jakaś mała grzywna ,albo sąd ( wybrałem rzecz jasna możliwość number 2 ). Złożyłem zeznania powiedziałem ,jak wygląda sytuacja ,że kobieta jest nadwrażliwa itd .Powiedział ,że nie wykluczone iż sąd wyda wyrok zaocznie albo będzie standardowa rozprawa.
Problemy z sąsiadami Drodzy Moi mieliście nie raz ,ale nie od razu mieliście z nimi sprawę , co radzicie ? Może ktoś miał podobny przypadek ?

Dziś dostałem polecony z wyrokiem z sądu rejonowego , który orzekł , że :
I obwinionego Aleksandra ........ bla bla bla uznaje za winnego popełnienia zarzuconego mu czynu i za to na podstawie art. 51 par. 1 kw wymierza obwinionemu karę grzywny w wysokości 510 zł . Bez kosztów sądowych .
Wyrok w trybie przyśpieszonym , jedynym dowodem są zeznania sąsiadki , świadków brak , nawet zeznań psów nie ma , którzy wizytowali u mnie na chacie i stwierdzali brak zakłócenia ciszy , chociaż są oskarżycielem publicznym .
Oczywiście w wyroku jest podana jako jedna z dat kiedy zakłócałem , jest podana noc z 10 / 11 listopada , kiedy nie byłem w domu co w zeznaniach mówiłem policjantowi .
Na szczęście dziś skontaktuję się z jednym z członków rodziny znającym się na prawie i pomoże sformułować odpowiednie odwołanie .
Co za sąd ja pier.olę .

wiara
23-01-2012, 19:32
Tryb raczej nakazowy, a nie przyspieszony:) Przyspieszony to byłby wtedy, gdyby Cię wsadzili i sąd miałby 48h na wydanie wyroku:)

Po prostu wyrok został wydany na posiedzeniu i masz teraz 7 dni na zgłoszenie sprzeciwu (a nie odwołania) od wyroku. Wtedy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyrok uzna się za "niebyły", następnie zostanie normalnie przeprowadzone postępowanie dowodowe, przesłuchany zostaniesz Ty, sąsiadka, policjanci i zgłoszeni świadkowie.

Powodzenia.

Alek
23-01-2012, 19:44
Tryb raczej nakazowy, a nie przyspieszony:) Przyspieszony to byłby wtedy, gdyby Cię wsadzili i sąd miałby 48h na wydanie wyroku:)

Po prostu wyrok został wydany na posiedzeniu i masz teraz 7 dni na zgłoszenie sprzeciwu (a nie odwołania) od wyroku. Wtedy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyrok uzna się za "niebyły", następnie zostanie normalnie przeprowadzone postępowanie dowodowe, przesłuchany zostaniesz Ty, sąsiadka, policjanci i zgłoszeni świadkowie.

Powodzenia.

i tak właśnie zrobię

yossarian1916
24-01-2012, 02:42
510 złotych? Fiu fiu.

Alek
24-01-2012, 02:44
510 złotych? Fiu fiu.

drogą nie chodzi
ed : wszak tyle mniej więcej zarabiam pracując na weekendy ( co podałem milicjantowi w zeznaniach )
ciekaw jestem ile bym dostał dni aresztu gdybym nie zapłacił

Mecenas1916
24-01-2012, 18:05
http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120124/LUBLIN/800466980

teges
24-01-2012, 23:34
drogą nie chodzi
ed : wszak tyle mniej więcej zarabiam pracując na weekendy ( co podałem milicjantowi w zeznaniach )
ciekaw jestem ile bym dostał dni aresztu gdybym nie zapłacił

ok. 30 też mnie chcieli zammykać :D

Jaco
25-01-2012, 15:52
:foto:

Centralne Biuro Antykorupcyjne wkroczyło do małopolskiej Komendy Policji i kilku instytucji i urzędów w województwie. Zatrzymano wysokiego rangą funkcjonariusza policji, jeszcze dziś mają mu zostać postawione zarzuty - informuje RMF FM.
Kontrole mają związek z przetargami na zakup systemów komputerowych i programów informatycznych. W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie zatrzymano naczelnika wydziału łączności i informatyki 54-letniego Wojciecha Z. Zabezpieczane są także dokumenty związane z zakupem oprogramowania w Urzędzie Marszałkowskim.
Informacje o nieprawidłowościach w krakowskiej policji pochodzą z dowodów zgromadzonych w postępowaniu dotyczącym ustawiania przetargów w MSWiA.
Niedawno zatrzymano dwóch byłych dyrektorów firm HP i IBM, które realizowały zamówienia dla komendy w Krakowie. Wkrótce można spodziewać się kolejnych zatrzymań w sprawie ustawiania przetargów w administracji państwowej.

LOL3K
15-02-2012, 02:14
http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/1280593,policyjny-radiowoz-potracil-na-przejsciu-dla-pieszych-mloda,id,t.html#f883c5ed4f815c35,1,3,5

Dedes
18-02-2012, 00:05
Policjant zastrzelił teściów i popełnił samobójstwo

33-letni policjant z Opatowa (Świętokrzyskie) zastrzelił w piątek ok. godz. 21 z broni służbowej swoich teściów, a następnie popełnił samobójstwo - poinformował Kamil Tokarski z zespołu prasowego komendanta wojewódzkiego policji w Kielcach.

Policja nie ujawniła na razie żadnych szczegółów dotyczących zdarzenia.

Okoliczności sprawy bada na miejscu Prokuratura Rejonowa w Opatowie.

źródło: http://polskalokalna.pl/wiadomosci/swietokrzyskie/news/policjant-zastrzelil-tesciow-i-popelnil-samobojstwo,1761604,230

Jaco
20-02-2012, 20:51
By ludziom żyło się lepiej:


47-letni naczelnik z komendy wojewódzkiej przeszedł na emeryturę, by za chwilę już jako cywil wrócić na swoje dotychczasowe stanowisko. Budżet państwa płaci mu teraz podwójnie, ale lubelska policja się cieszy. - Mamy przecież sprawdzonego fachowca - tłumaczy jej rzecznik

Mł. insp. Włodzimierz Pietroń znalazł się w grupie wysokich oficerów policji, która na przełomie stycznia i lutego przeszła na emeryturę. Wiązało się to, dowiedzieliśmy nieoficjalnie, z wymianą komendanta wojewódzkiego. Dariusza Działo zastąpił Igor Parfieniuk z Białegostoku. Działo awansował zaś na szefa mundurowych na Śląsku.

Pietroń był ostatnio naczelnikiem wydziału zaopatrzenia w lubelskiej komendzie wojewódzkiej. Głośno było o nim siedem lat temu. Był wtedy komendantem miejskim w Lublinie i przeforsował likwidację komisariatu w dzielnicy dworcowej. Po apelach mieszkańców i "Gazety" jednostkę przywrócono po kilku miesiącach. Pietroń pożegnał się z funkcją.

47-letni oficer odszedł do cywila z niespełna 27-letnim stażem pracy, dzięki czemu jego emerytura wynosi 70 procent ostatniego wynagrodzenia. Dostał także sześciomiesięczną odprawę. A jeszcze zanim Pietroń oficjalnie poinformował o odejściu, komendant Działo zwiększył mu dodatek do pensji. Przełożyło się to na wyższą emeryturę.

23 stycznia na cztery dni przez uroczystym pożegnaniem Pietronia komenda wojewódzka ogłosiła konkurs na jego następcę na stanowisku naczelnika wydziału zaopatrzenia. Decyzją komendanta Działo do rywalizacji mogli przystąpić wyłącznie cywile. Zgłosiło się ośmiu kandydatów. Do finału dotarły trzy osoby. Najlepiej wypadł...Włodzimierz Pietroń.

- To jemu zostanie zaproponowane objęcie stanowiska - mówi nam Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej KWP.

Jakim cudem policjant, który zamarzył sobie odpoczynek teraz bez problemu może wrócić do pracy i pobierać z budżetu zarówno pensje (ok. cztery tysiące brutto) jak i emeryturę? Przepisy tego nie zabraniają, a mundurówka cieszy się swoimi przywilejami. Dzięki nim funkcjonariusze dostają emeryturę już po 15 latach pracy, a potem mogą spokojnie dorabiać. Także policji.

Rzecznik Wójtowicz tłumaczy, że lubelska komenda na powrocie Pietronia... zaoszczędzi. Zatrudniając go jako cywila zapłaci mu o ok. dwa tysiące mniej niż gdyby przyjęła na naczelnika innego wysokiej rangi oficera.

- Poza tym następuje stopniowo ucywilnianie stanowisk logistycznych w policji, tak się też dzieje w kadrach i transporcie - wyjaśnia Janusz Wójtowicz.

To "ucywilnianie" idzie jednak wyjątkowo opornie. Na 18 wydziałów w komendzie wojewódzkiej, naczelnikiem tylko jednego nie jest zawodowy funkcjonariusz. Co więcej KWP prowadziła ostatnio konkurs na naczelnika dla innego wydziału. Ale w tym przypadku cywile startować już nie mogli.

Chcieliśmy zapytać Dariusza Działo czy powrót Pietronia do komendy był zaplanowany i czy dlatego właśnie konkurs, który wygrał był tylko dla cywili. W zespole prasowym śląskiej KWP usłyszeliśmy jednak, że komendat Działo jest nieuchwytny. Ma być dostępny dopiero w poniedziałek.

Z samym Pietroniem nie udało nam się skontaktować. Przez rzecznika przekazał nam, że sprawy nie będzie komentować. - Ma nieskazitelną opinię i świetne kompetencje - zapewnia Wójtowicz.

Od oceny sytuacji powstrzymuje się ministerstwo spraw wewnętrznych. Jak twierdzi rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak obecnie trwa kontrola ministerstwa w komendzie głównej i niektórych jednostkach wojewódzkich. Skupia się właśnie na obsadzaniu cywilnych etatów. - Nie ukrywam, że natrafiliśmy na sytuacje, że policyjni emeryci wracali do pracy na cywilne stanowiska, ale jest to zgodne z prawem. Mogę jednak zapewnić, że minister podda zawarte w raporcie pokontrolnym wnioski gruntownej analizie - informuje Woźniak.

:cicho:

MaCieJeWski
21-02-2012, 18:13
Ładnie ładnie...


Zgłoszenie o "zakłócaniu porządku" przez policjantów dostała od dyrekcji domu dziecka w Lęborku tamtejsza policja. Lokalne media podają, że doszło do zdemolowania jednego z pomieszczeń. Wiadomo, że od części policjantów czuć było alkohol.
W placówce przy ul. Gdańskiej w Lęborku, będącej m.in. domem dziecka, stacjonuje także kilkunastu funkcjonariuszy oddziałów prewencji z Gdańska. Ich grupki przyjeżdżają do Lęborka na kilka dni jako wsparcie dla lokalnej policji. Obecnie jest ich tam 15, ale trzech jest na przepustce. Pozostali pełnią służbę albo w nocy, albo po południu.

"Zakłócenie porządku"

We wtorek ok. godz. 12 dyrekcja placówki zgłosiła, jak mówi w rozmowie z tvn24.pl Daniel Pańczyszyn, rzecznik lęborskiej policji, "zakłócenie porządku". Mieli się go dopuścić właśnie policjanci z Gdańska. Kiedy wysłany patrol dotarł na miejsce, cała przebywająca tam wtedy dwunastka była w swoich pokojach - jedni przed, inni po służbie.
Rzecznik nie potrafił nam powiedzieć, co się stało, ponieważ dyrekcja do popołudnia nie zgłosiła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, ani nie zgłosiła żadnych szkód. Z dyrekcją nie udało nam się skontaktować. Serwis radio.gdansk.pl podaje, że funkcjonariusze "zdemolowali pomieszczenia w domu dziecka".

Jak mówi nam Pańczyszyn, część z funkcjonariuszy poddała się badaniu alkomatem. - Jego wynik był negatywny, ale od tych, którzy się nie poddali, czuć było woń alkoholu - dodał. Sprawę wyjaśniają przełożeni gdańskich policjantów.

Jak tak można to ja nie wiem.Nie dość że się jeszcze mieszka w domu dzicka to daje się taki przykład. Teraz w ramach pokuty powinni wszyscy odmalować i wyremontować cały dom dziecka i to na własny koszt.

Spocony
25-02-2012, 10:05
Kto pobił Biedronia? Śledztwo zostało umorzone

Mokotowska prokuratura nie oskarży policjanta, który miał pobić Roberta Biedronia. Właśnie umorzyła śledztwo w tej sprawie. Poseł może teraz sam wysłać do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko policjantowi.

Śledztwo w tej sprawie trwało grubo ponad rok, a dotyczy wydarzeń ze Święta Niepodległości 2010 r. Podczas blokady na Powiślu, gdzie antyfaszyści próbowali nie dopuścić do przejścia marszu nacjonalistów, doszło do przepychanek z policją. W ogniu wydarzeń znalazł się Robert Biedroń, dziś poseł Ruchu Palikota, a wówczas działacz Kampanii przeciw Homofobii. Na blokadę, jak twierdzi, poszedł jako obserwator. Gdy policja zaczęła spychać demonstrantów, został zatrzymany.

Według policji i prokuratury Biedroń naruszył nietykalność cielesną jednego z funkcjonariuszy. Miał próbować wyrwać mu służbową pałkę i uderzyć w policzek. Taki usłyszał zarzut. - Zarzut postawiono ofierze. To zarzut humorystyczny, stawiany nie przez prawnika, ale kabareciarza - mówił wówczas adwokat Biedronia, mec. Jacek Dubois. Akt oskarżenia w tej sprawie czeka w sądzie na wyznaczenie terminu.

Biedroń twierdził, że było odwrotnie. Nie dość, że nie uderzył policjanta, to jeszcze sam został przez niego pobity. Złożył zawiadomienie do prokuratury. Ta umorzyła śledztwo. Po odwołaniu Biedronia sprawa była prowadzona powtórnie. I niedawno znów ją umorzono. - Z powodu braku znamion przestępstwa - mówi prok. Paweł Wierzchołowski, szef mokotowskiej prokuratury.

- Umorzenie sprawy przez prokuraturę zamyka sprawę, ale otwiera nam drogę do subsydiarnego aktu oskarżenia - mówi mec. Jacek Dubois. To oznacza, że Robert Biedroń może skierować do sądu własny akt oskarżenia przeciwko policjantowi.

Jednocześnie w Komendzie Stołecznej zakończyło się wyjaśnienia incydentu, do którego miało dojść po manifestacji kibiców przed dwoma tygodniami. Poseł twierdził, że został przez nich opluty, a gdy poprosił o interwencję policjantów, którzy znajdowali się w pobliżu, ci odmówili. - Zebrane w sprawie materiały zostały przekazane do prokuratury, która podejmie dalsze decyzje w tej sprawie - mówi mł. insp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji.

Na razie decyzji nie ma GóWno

ivan
25-02-2012, 17:16
Pornoli się naoglądali o lubieżnych strażniczkach ?:hmm:

"Zarzuty zgwałcenia funkcjonariuszki służby więziennej w zakładzie karnym w Chełmie (Lubelskie) postawiła prokuratura dwóm strażnikom pracującym w tym zakładzie. Trzeci jest podejrzany o molestowanie kobiety - poinformowała prokuratura.

Dwaj z podejrzanych funkcjonariuszy - Kamil B. i Grzegorz M. - zostali aresztowani w piątek. - W sobotę sąd uwzględnił wniosek prokuratury i zastosował tymczasowe aresztowanie wobec trzeciego podejrzanego, Bartosza B. - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Czwartą podejrzaną w tej sprawie jest również funkcjonariuszka służby więziennej 34-letnia Katarzyna M., która miała kierować wobec swojej koleżanki groźby pozbawienia jej życia. Katarzyna W. została zawieszona w czynnościach służbowych.

- Postawione tym czterem osobom zarzuty dotyczą zdarzenia z 27 stycznia tego roku, do którego doszło na teranie zakładu karnego w Chełmie - powiedziała Syk-Jankowska.

Zarzuty zgwałcenia funkcjonariuszki prokurator postawił 34-letniemu Bartoszowi B. i 27-letniemu Kamilowi B. Kamil B. jest też podejrzany o kierowanie gróźb wobec poszkodowanej.

28-letni Grzegorz M. usłyszał zarzuty zmuszania kobiety do poddania się innej czynności seksualnej oraz wywierania na nią wpływu, aby zaniechała ujawniania tego przestępstwa.

- Cała czwórka nie przyznała się do winy. Wszyscy złożyli wyjaśnienia, których treści nie ujawniamy ze względu na charakter sprawy oraz na dobro śledztwa, jak też ze względu na dobro osoby pokrzywdzonej - dodała Syk-Jankowska.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Chełmie, do której zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyła sama pokrzywdzona. "

TNTP
25-02-2012, 17:29
granica pomiędzy ofiarą, a sprawcą jest jak widać bardzo cienka, w tym wypadku będzie nią przekroczenie bram kryminału nie jako strażnik, ale jako skazany:fajek:

turboptyś
26-02-2012, 20:29
teraz gadziny zobaczą, jak to jest w odwróconej roli. i to podwójnie biorąc pod uwagę zawód, jak i samo zdarzenie.

Preparat
26-02-2012, 21:05
Obawiam się że ich odseparują, tak samo jak robią z byłymi psami i pedofilami. Czasy się zmieniają, teraz Unia Europejska bacznie patrzy na ręce Polskiemu więziennictwu.:look:
Prawa człowieka, Amnesty International i takie tam...

Jaco
28-02-2012, 21:04
Za udział w tzw. grupie pruszkowskiej i przekraczanie uprawnień, w tym przekazywanie materiałów z akt postępowań, został skazany na 2,5 roku więzienia b. funkcjonariusz stołecznej policji Sławomir O. Wyrok zapadł we wtorek w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/slaskie/katowice/news/b-policjant-skazany-za-wspolprace-z-gangiem-pruszkowskim,1765355,3321


:modli:

turboptyś
28-02-2012, 21:24
w Magazynie Eskpresu Reporterów, dobry reportaż.

Sosen
28-02-2012, 21:42
w Magazynie Eskpresu Reporterów, dobry reportaż.

Oglądałem. ****, że typ był w Belgii, pies i tak go widział w Żarach jak jeździł samochodem bez pasow. Co lepsze, Sąd nie dał wiary świadkom, którzy byli z typem w Belgii. Pies widział i koniec.

Od tego psa biła wyjątkowa siła prostoty. Typowy skrzywdzony w dzieciństwie z zabitej dechami dziury, mści się na dawnych prześladowcach.

Hubalczyk
01-03-2012, 08:12
Oglądałem. ****, że typ był w Belgii, pies i tak go widział w Żarach jak jeździł samochodem bez pasow. Co lepsze, Sąd nie dał wiary świadkom, którzy byli z typem w Belgii. Pies widział i koniec.

Od tego psa biła wyjątkowa siła prostoty. Typowy skrzywdzony w dzieciństwie z zabitej dechami dziury, mści się na dawnych prześladowcach.

Też to oglądałem i trzeba przyznać, że pies miał wyjątkowo "trafną" argumentację - cyt. "BO PRAWO MUSI BYĆ PRZESTRZEGANE" :prawi:
Dziwnym trafem to prawo, które on sam sobie wyznacza np. manadat za niezapięte pasy bez zatrzymania podejrzanego i jakiegokolwiek dowodu poza tym, że on to rzekomo widział :ucieka:

Jaco
06-03-2012, 13:07
Kolejny stróż prawa pokazał, na co ich stać:


Rodzinna tragedia w Białej Podlaskiej w woj. lubelskim. 37-letni funkcjonariusz z komendy policji w Terespolu zabił swoją żoną, a później popełnił samobójstwo. Jego ciało odnaleziono w lesie. Śledztwo w sprawie prowadzi prokuratura w Białej Podlaskiej.

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/lubelskie/biala-podlaska/news/tragedia-w-bialej-podlaskiej,1768523,6343

:jejku:
Skąd oni ich biorą?

Setny
06-03-2012, 13:11
Nie wiem czy było. http://narodowcy.net/dla-gw-obchody-dnia-pamieci-zolnierzy-wykletych-to-neonazistowska-propanda/2012/03/02/

:lol:

StMo
07-03-2012, 07:57
http://dosc.nowyekran.pl/post/54083,bo-mam-takie-prawo-rzekl-policjant-do-uczestnika-marszu-11-11-11

Pan Artysta
07-03-2012, 08:10
http://dosc.nowyekran.pl/post/54083,bo-mam-takie-prawo-rzekl-policjant-do-uczestnika-marszu-11-11-11

sędzia *****
pies ******
para z samowara

Dedes
07-03-2012, 08:55
http://dosc.nowyekran.pl/post/54083,bo-mam-takie-prawo-rzekl-policjant-do-uczestnika-marszu-11-11-11

"...asy wymiaru sprawiedliwości...":lol:

Tuzin
07-03-2012, 09:30
Wyrok nakazowy to żaden wyrok.

Pan Artysta
07-03-2012, 10:43
Wyrok nakazowy to żaden wyrok.

Tuzin i masz pewnie 100% racji
ale nie amienia to faktu ze sędzia i pies dali ciała :lol:

yossarian1916
07-03-2012, 14:21
Ponoc juz pierwsza odmowa okazania dokumentow wyczerpuje znamiona czynu.

voytek
14-03-2012, 14:06
początek "ujebania" sprawy?


Gwałt w więzieniu. Strażnicy wyszli z aresztu. Kłamała?

Trzej funkcjonariusze z Zakładu Karnego w Chełmie, którym prokuratura w lutym postawiła zarzut gwałtu i molestowania seksualnego, po niespełna trzech tygodniach wyszli z aresztu. Zeznania kobiety, która ich obciążyła, są niewiarygodne - dowiedziała się "Gazeta"

Pod koniec lutego prokuratura postawiła zarzuty gwałtu dwóm funkcjonariuszom działu ochrony chełmskiego więzienia - 27-letniemu Kamilowi B. i 28-letniemu Grzegorzowi B. Ich ofiarą miała być koleżanka z pracy. To ona zgłosiła się do śledczych i opowiedziała, że ją wykorzystali. Sąd aresztował ich na trzy miesiące.

Gwałt czy fałszywe zeznania?

Do przestępstwa miało dojść miesiąc wcześniej - 27 stycznia na terenie zakładu karnego w Chełmie. Sprawa gwałtu wyszła na jaw dosłownie na dzień przed oficjalnym objęciem stanowiska przez nowego dyrektora więzienia.

Na trzy miesiące do aresztu oprócz dwóch strażników podejrzanych o gwałt trafił także inny funkcjonariusz - 34-letni Bartosz B. Jemu postawiono zarzut molestowania seksualnego tej samej kobiety.

Z kolei grożenie pokrzywdzonej śmiercią zarzucono 34-letniej Katarzynie M., również pracującej w więzieniu. Została ona zawieszona w czynnościach służbowych.

Podejrzani nie przyznali się do winy. Jak dowiedziała się "Gazeta", w środę Prokuratura Okręgowa w Lublinie wypuściła ich z aresztu, zaś funkcjonariuszce cofnęła zawieszenie w pracy.

Co o tym zadecydowało? Nie ma już mocnych dowodów, że do gwałtu w więzieniu rzeczywiście doszło - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.

- Prokurator osobiście wykonał kilkadziesiąt czynności procesowych z udziałem pokrzywdzonej, jak i samych podejrzanych. Musieliśmy zweryfikować jej zeznania. W niektórych fragmentach są sprzeczne z dowodami. Oczywiście nie przesądzamy, jak skończy się śledztwo. Natomiast nie ma podstaw do dalszego stosowania aresztu - mówi nam Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka prasowa lubelskiej prokuratury okręgowej.

Więziennictwo jak szpital psychiatryczny

To nie pierwsza bulwersująca historia dotycząca chełmskiego więzienia. Na początku lutego "Gazeta" ujawniła, że pobili się tam strażnicy. 30 listopada ub.r. do więzienia w Chełmie przyjechała z Lublina tzw. grupa interwencyjna, czyli więzienni antyterroryści.

Mieli wziąć udział w szkoleniu z tłumienia buntu. Role buntowników wzięło na siebie sześciu funkcjonariuszy zakładu karnego. Strażnicy pozoranci nie chcieli odpuścić. Zwyzywali antyterrorystów, a ci potraktowali ich gazem. W ruch poszły pałki i pięści.

- Więzienia powoli zmieniają się w szpitale psychiatryczne - komentował to Paweł Moczydłowski, socjolog i były szef polskiego więziennictwa. - Wzrasta liczba zupełnie nieracjonalnych zachowań wśród przepracowanych funkcjonariuszy.

Moczydłowski mówi, że sprawa gwałtu tylko potwierdza jego opinię. - Mało tego, moja prognoza jest taka, że będzie więcej tego typu zachowań. Dojdzie do załamania więziennictwa. Jestem członkiem rady penitencjarnej przy Ministerstwie Sprawiedliwości, ale zamierzam zrezygnować z zasiadania w niej. Nie będę firmował tych Himalajów ignorancji w sprawie więziennictwa.

Buziek_LG
21-03-2012, 03:07
Antyterroryści pomylili mieszkania. Pobili niewinne osoby

Fatalną pomyłkę zaliczyli funkcjonariusze z Katowic. Chcieli zatrzymać groźnego przestępcę, ale pomylili piętra i wtargnęli do mieszkania niewinnych osób - donosi TVN 24.

Według relacji samych poszkodowanych antyterroryści powalili na ziemię 40-letniego mężczyznę, wykręcili mu ręce i zaczęli go kopać. Mężczyzna ma złamany nos i jest mocno poobijany.

Kobieta również wylądowała na ziemi. Jeden z policjantów kilkukrotnie uderzył jej głową o podłogę, wybijając zęby. Samo mieszkanie jest kompletnie zdemolowane - informuje TVN 24.

Dopiero po wylegitymowaniu zatrzymanych policjanci zauważyli, że to pomyłka. Informację o fatalnej interwencji potwierdził rzecznik katowickiej policji. Jak się okazało antyterroryści pomylili piętra.
...

Dedes
21-03-2012, 09:06
Na relacji z interia.pl tłumaczą się że podobno mieli bardzo, co kilkakrotnie powtarzają, wiarygodną informację, że to właśnie o to mieszkanie chodzi:boshe:

tutaj artykuł z interia.pl (http://polskalokalna.pl/wiadomosci/slaskie/katowice/news/omylkowa-akcja-policji-w-mieszkaniu-postronnych-osob,1774923,3321)

ma_ch
21-03-2012, 17:31
avFgRorQkBc&feature=g-all-u&context=G2302913FAAAAAAAAGAA
niezłe jaja

mort
21-03-2012, 18:03
w normalnym kraju komendant główny do dymisji

u nas luz blus. Najlepsze zakłamanie stacji telewizyjnych, które promują obecne władze a teraz udaja wielki żal jednoczesnie np. nie zuwazając rekordowej liczby podsłuchów w Europie.

Żyjemy w państwie gdzie aresztuje sie po akcji Widelec wiecej ludzi niz po .... zamieszkasz w Teheranie.


a tu wielkie zdziwienie raptem u lemingów bo tvn pokazał

voytek
21-03-2012, 18:24
Najlepsze zakłamanie stacji telewizyjnych, które promują obecne władze a teraz udaja wielki żal jednoczesnie np. nie zuwazając rekordowej liczby podsłuchów w Europie.

http://rebelya.pl/post/618/tak-nas-podsuchuja-raport-o-tym-jak-panstwo-ogr

Kusza
21-03-2012, 18:51
A tak na marginesie to która to już z kolei taka pomyłka AT? Pewnie wyjdzie że na przestrzeni dwóch lat średnio co pół roku policja wjeżdża do złego lokalu. Słyszał ktoś o jakichś dymisjach?:kawa:

trendyOrca
21-03-2012, 23:20
Jacy to, ku.wa , znowu terrorysci mieszkaja i dekuja sie w Katowicach ????!!!!!!!! To jakis zart .

Chyba najwieksi terrorysci to ci co wpadli do tego mieszkania , PObili dziewczyne i wybili jej zeby .

Nie mowie juz o dymisji jakiegos czlonka tej calej POlicji , ale nalezy sie ludziom POtezne odszkodowanie , ku.va .

rey
22-03-2012, 06:30
w normalnym kraju komendant główny do dymisji


Kij z głównym, ale co najmniej wojewódzki powinien się sam podać do dymisji. Tak jeszcze sobie myślę, skoro pomylili piętra, to ten którego szukali, który się dekował piętro niżej/wyżej musiał słyszeć całe zamieszanie, bo zapewne chłopaki na paluszkach drzwi nie wywalali, a skoro słyszał, to gdyby dał nogę to kolejny skutek pomyłki :brawo:

Dedes
22-03-2012, 07:13
rey podobno ochroniarz z osiedla zapukał do drzwi i ten facet sam mu otworzył a jak już to zrobił to psiarnia wpadła do środka.

StMo
22-03-2012, 07:29
I dziwnym trafem znowu Katowice :)
Widać sami wybitni specjaliści tam pracują. Albo są nazbyt gadatliwi, albo kiepsko przygotowują rozpracowanie. Nie ma co profesjonaliści.
Mam nadzieję że poszkodowani tego nie będą chcieli załatwić polubownie i naliczą ich na pokaźne odszkodowanie.

Foxx
22-03-2012, 07:49
Mam nadzieję, że nie było :]

http://desmond.imageshack.us/Himg641/scaled.php?server=641&filename=tablice.jpg&res=medium

ReVers
06-04-2012, 10:48
Bawili się przy ognisku: Policjanci nas pobili. Krzyczeli, że to oni rządzą w mieście

Czterej mieszkańcy Żar, którzy bawili się przy ognisku, twierdzą, że zostali pobici przez policjantów. Mundurowi imprezowali w pobliskiej pizzerii. Bez powodu mieli zaatakować mężczyzn. Jeden z nich trafił do szpitala. Sprawę bada prokuratura.Wszystko wydarzyło się w piątkowy wieczór dwa tygodnie temu (23 marca) w Żarach. W parku przy starym stadionie piłkarskim Syrena bawiła się grupka mężczyzn. Rozpalili ognisko, piekli kiełbaski, pili alkohol.

W pizzerii obok bawili się policjanci z żarskiej komendy. Byli po służbie. Ale część dojechała na imprezę policyjnymi radiowozami. Przez lokal miało przewinąć się kilkunastu żarskich funkcjonariuszy. Razem z policjantami miał bawić się także oficer Centralnego Biura Śledczego.

Co było punktem zapalnym bójki? Tego nie wiadomo.

Według wersji poszkodowanych policjanci wyszli z knajpy i nie wiedzieć czemu zaatakowali jednego z mężczyzn, który bawił się przy ognisku. Potem funkcjonariusze mieli zaatakować pozostałych imprezowiczów, którzy stanęli w obronie kolegi. Szybko wybuchła szarpanina. Policjanci mieli kopać i okładać pięściami mieszkańców Żar. Mieli także krzyczeć, że "to oni rządzą w mieście i trzeba się ich słuchać". Poszkodowani mężczyźni twierdzą, że policjanci byli pijani i bardzo agresywni.

Bójka zakończyła się wizytą w szpitalu. 30-latek, któremu policjanci jako pierwszemu spuścili łomot, chwilę po bójce stracił przytomność. Miał wstrząśnienie mózgu, obrażenia głowy. Przeleżał w szpitalu kilka dni. Jego koledzy mają obite twarze, siniaki pod oczami.

To, że doszło do bójki pomiędzy policjantami a mieszkańcami Żar, potwierdza Grzegorz Szklarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Nie zdradza szczegółów sprawy, bo nie może zajrzeć do akt.

- Nie mamy ich już. Przesłaliśmy je do Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu, z prośbą by wyznaczyła do prowadzenia śledztwa prokuraturę spoza naszego okręgu. By uniknąć podejrzeń o stronniczość - tłumaczy Grzegorz Szklarz.

Chodzi o to, że w zdarzeniu brał udział także jeden z miejscowych prokuratorów. Rzecznik śledczych przyznaje jedynie, że prokuratorom udało się dotrzeć do wszystkich poszkodowanych. Musieli ich odszukać, bo nie wszyscy chcieli sami opowiedzieć o sprawie. Mężczyźni zostali wstępnie przesłuchani.

Gdy okazało się, że oprócz policjantów w sprawę zamieszany jest także prokurator, śledczy zdecydowali oddać sprawę poza zielonogórski okręg.

- Dziś zapadnie decyzja, która z prokuratur poprowadzi tę sprawę - opowiada Magdalena Mazur-Prus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Na razie żaden z policjantów nie usłyszał zarzutów. Wszyscy występują w charakterze świadków zdarzenia. Może się to oczywiście zmienić.

Tymczasem o incydencie w Żarach huczą pozostałe lubuskie komendy.

- To afera, jakiej dawno nie było w naszym garnizonie. Niewykluczone, że najgorzej może skończyć się to dla żarskiego komendanta. Choć sam nie bawił się na imprezie, odpowiada za swoich podwładnych, a za takie skandale lecą głowy. Policjantom odbiło, bo ktoś z tych przy ognisku im odpyskował - mówią nasi informatorzy.

Policjanci, którzy uczestniczyli w bójce, na razie nie zostali zawieszeni w obowiązkach.

Ich sprawą, na polecenie prokuratury, zajęło się także Biuro Spraw Wewnętrznych [policja w policji - przyp. red.]. Czy spotkają ich sankcje dyscyplinarne?

- Komendant na obecnym etapie nie ma podstaw ani do prowadzenia odrębnego postępowania, ani też podejmowania innych decyzji dyscyplinarnych lub kadrowych - odpowiada Sławomir Konieczny, rzecznik lubuskiej policji.

(źródło: http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,11492290,Bawili_sie_przy_ognisku__Policjan ci_nas_pobili__Krzyczeli_.html)

voytek
06-04-2012, 11:03
Wprawdzie Brazylia, ale...

http://www.wykop.pl/ramka/1099031/zlodziej-zostal-zastrzelony-przez-policjanta/

Dedes
06-04-2012, 11:33
mi to bardziej wygląda na jakiś paralizator a nie pistolet, nigdzie krwi nie widać ani dziury po kuli.

Kadyr
06-04-2012, 22:48
...:


3 kwietnia 2012 r.
Będą podwyżki dla policjantów

Od 1 lipca 2012 r. przeciętne uposażenia policjantów zwiększą się o ok. 300 zł miesięcznie - do 4.372 zł. Rozporządzenie w tej sprawie przyjęła Rada Ministrów.


Podwyższeniu ulegnie wielokrotność kwoty bazowej stanowiącej przeciętne uposażenie dla policjantów. Wzrośnie ona z obecnych 2,65 do 2,87. Zwiększony wskaźnik wielokrotności kwoty bazowej spowoduje także wzrost - od 1 stycznia 2013 r. - nagrody rocznej wypłacanej funkcjonariuszom policji za rok 2012.

Począwszy od 1 lipca 2012 roku podwyżkę w wysokości 300 zł otrzymają również żołnierze. Wyższe wynagrodzenia dla policjantów i żołnierzy premier Donald Tusk zapowiedział w exposé.

Wiewióra
06-04-2012, 22:52
Och tak, tak. Musi się podlizać. Koniec końców, ktoś go będzie musiał kiedyś bronić przed stadem wściekłych ludzi

siekan
07-04-2012, 10:24
Może by tak dali podwyżki w innych budżetówkach? Osobom pracującym w szkołach dali jałmużnę, bo inaczej tego nazwać nie można, w postaci 70 zł brutto.

Domino KG(L)
07-04-2012, 10:56
Ja co roku słyszę ,że dostaje ogromne podwyżki, pracuję 18 godzin tygodniowo,mam 4 miesiące wolnego w całym roku a nakłady na oświatę wzrosły w ciągu 6 lat o 40 %. Za to panowie w mundurach mają tak złe warunki życia w tym finanse, że podwyżki jak nikomu innemu im się należą! Żenada

Kioteras76
07-04-2012, 15:47
Dlaczego podwyżki dla policjantów? Bo w czasie Euro 2012 to policjanci będzie walczy z kibolem i zasłużyli na podwyżkę. :D

maatek
07-04-2012, 19:56
Nikt się do nich nie zgłasza, mają problemy z ludźmi, dużo osób odchodzi lub chce odchodzić, muszą coś robić, żeby nie zostać z połową składu osobowego przed Euro :o

Zagłębie Dąbrowskie
07-04-2012, 20:25
Nikt się do nich nie zgłasza, mają problemy z ludźmi, dużo osób odchodzi lub chce odchodzić, muszą coś robić, żeby nie zostać z połową składu osobowego przed Euro :o
Jeszcze niedawno w telewizji mówili,że do policji ludzie pchają się drzwiami i oknami.

Stout
07-04-2012, 20:29
W telewizji Rudy mówił,że ogólnie w kraju jest zajebiście.
Też uwierzyłeś?:snoopi:

Zagłębie Dąbrowskie
07-04-2012, 20:31
W telewizji Rudy mówił,że ogólnie w kraju jest zajebiście.
Też uwierzyłeś?:snoopi:

Trafny przykład wybrałeś,nie ma co :hmm:

maatek
07-04-2012, 20:33
Telewizja kłamie :( Pchają się, bo to chyba ostatni dzwonek, aby się załapać na przywileje, ale z jakością tych ludzi jest słabo. Dużo się po prostu nie nadaje. Poza tym i tak wakatów jest coraz więcej - znacząca ilość odchodzi.

Zagłębie Dąbrowskie
07-04-2012, 20:35
Telewizja kłamie :( Pchają się, bo to chyba ostatni dzwonek, aby się załapać na przywileje, ale z jakością tych ludzi jest słabo. Dużo się po prostu nie nadaje. Poza tym i tak wakatów jest coraz więcej - znacząca ilość odchodzi.
Poczekaj.To pchają się,czy nie?:zapomnialem:

maatek
07-04-2012, 20:43
"Nikt sensowny się do nich nie zgłasza". Teraz powinno być wszystko jasne :)

VANAHAIM72
10-04-2012, 11:26
A czy kiedykolwiek zgłaszał się tam ktoś "sensowny"?

maatek
10-04-2012, 11:38
A czy kiedykolwiek zgłaszał się tam ktoś "sensowny"?

Jak na ich standardy - myślę, że tak. Chodziło mi o osoby, które spełniają ich wymagania.

majaW
01-05-2012, 13:44
"WYROK niezawisłego sądu RP!!!!!

Okazuje się, że to uderzony reporter zapłacić ma 2400 zł Gulczyńskiemu tytułem zwrotu kosztów sądowych. Sędzia Danuta Kowalik stwierdziła, iż cios został zadany przez Gulczyńskiego nieumyślnie. Nieumyślność sąd oparł na stwierdzeniu, iż pozwany i powód nie znali się wcześniej. W interpretacji sądu uderzenie reportera to „ruch odsunięcia kamery". W uznaniu, że Gulczyński dopuścił się pewnego rodzaju „niechlujstwa", sąd nakazał mu przeprosić Szołtysika."

Reportaż Ryszarda Szołtysika o sytuacji z Sądu Rejonowego w Warszawie po rozprawie Grzegorz Braun kontra Lecha Wałęsa.
Piotr Gulczyński (prezes Instytutu im. Lecha Wałęsy) uderza reportera na sali sądowej - policja nie reaguje nie widząc w całej sytuacji nic nieodpowiedniego.
http://www.youtube.com/watch?v=CCOFbXvhOjU&feature=player_embedded

zobacz też !!! ...

Były Poseł Zbigniew Nowak upublicznił na Facebooku kopię akt śledztwa prowadzonego przez Policję w Opolu w sprawie śmierci dr Dariusza Ratajczaka

http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=3&t=17132

majaW
17-05-2012, 19:22
Uwaga !!!

http://i.imgur.com/uw0jq.png

i jeszcze raz :-)))

http://i.imgur.com/uw0jq.png

Alek
24-05-2012, 21:47
Mam 3 niezapłacone mandaty z milicji z 2010 i 2011 r , wszystkie bodajże na wartość 3 stów . Rzecz jasna ich nie zapłaciłem i dotąd nie przyszedł mi na adres meldunkowy żaden kwit z ponagleniem do zapłaty . I czy mimo to będą mi mogły pieski zakosić część kasy ze zwrotu podatku ?
Z góry dzięki za odpowiedź tu lub na pw .

Szejdi
24-05-2012, 21:49
Bohaterska straż miejska... http://www.youtube.com/watch?v=9dM3l2RhM5Y

Egon1916
24-05-2012, 22:46
Mam 3 niezapłacone mandaty z milicji z 2010 i 2011 r , wszystkie bodajże na wartość 3 stów . Rzecz jasna ich nie zapłaciłem i dotąd nie przyszedł mi na adres meldunkowy żaden kwit z ponagleniem do zapłaty . I czy mimo to będą mi mogły pieski zakosić część kasy ze zwrotu podatku ?
Z góry dzięki za odpowiedź tu lub na pw .


Tak. Urząd skarbowy wyśle poleconym zawiadomienie o tym że masz nie zapłacone mandaty i odtrącą daną kwotę od zwrotu który masz dostać. Wiem bo sam tak miałem w tym roku

LOL3K
25-05-2012, 00:36
Mi się po 3 latach unieważniły.
Nie masz dochodów nie płać.
Jak zabierają z pita to strata mniej boli, bo hajsu w rękach nie miałeś :D